PDA

View Full Version : Polskie odpowiedniki cudzoziemskich produktów


Aurelia
09-21-2011, 09:26
Hey! Wydaje mi się, że takie problemu jeszcze tu nie poruszano, a jest ciekawy i bardzo życiowy. Chodzi mi, mianowicie o to, jak to autentyczne produkty z innych krajów, niewystępujące u nas, zastępuje się jakimiś niby-odpowiednikami - z różnymi efektami.
Pierwszy lepszy przykład, jaki przychodzi mi do głowy to zastępowanie "Ovaltine" "Nesquickiem", czy czymś w tym stylu. Ale jest tego więcej.
Co sądzicie o takich praktykach? Czy można to zrobić lepiej?

cynamonowapanna
09-22-2011, 10:29
Wszystko zależy co i po co tłumaczysz.
Jeśli jest to istotny element, mówiący coś o charakterze bohatera czy jego statusie społecznym (np. uważa się za prawdziwego Szkota, dlatego raz w tygodniu wcina haggis- chociaż to akurat w Polsce jest już znany "produkt lokalny" ;) ) warto to zachować, a ewentualne wątpliwości czytelnika rozwiać dobrym przypisem.
Jeśli natomiast to produkt niemający odpowiednika w Polsce pojawia się "mimochodem", to można go zamienić, tak, jak to proponowałaś.

Tu ciekawą kwestią są jeszcze przepisy kulinarne - na pograniczu języka i praktyki :] Tłumaczymy "zamiennikiem", a w nawiasie podajemy prawdziwy produkt, jakby ktoś miał do niego dostęp?

kadre
09-22-2011, 13:36
Tu ciekawą kwestią są jeszcze przepisy kulinarne - na pograniczu języka i praktyki :] Tłumaczymy "zamiennikiem", a w nawiasie podajemy prawdziwy produkt, jakby ktoś miał do niego dostęp?

Raczej podajemy produkt, a w nawiasie tłumaczymy.
Mnie żółć zalewa, kiedy widzę "Polish style ravioli" zamiast "pierogis"

kadre
09-22-2011, 13:39
Hey! Wydaje mi się, że takie problemu jeszcze tu nie poruszano, a jest ciekawy i bardzo życiowy. Chodzi mi, mianowicie o to, jak to autentyczne produkty z innych krajów, niewystępujące u nas, zastępuje się jakimiś niby-odpowiednikami - z różnymi efektami.
Pierwszy lepszy przykład, jaki przychodzi mi do głowy to zastępowanie "Ovaltine" "Nesquickiem", czy czymś w tym stylu. Ale jest tego więcej.
Co sądzicie o takich praktykach? Czy można to zrobić lepiej?

Moim zdaniem to zależy od zgodności produktu. Ovaltine śmiało mogłabym przetłumaczyć jako "czekoladową Inkę", Nesquick w żadnym razie - to kakao rozpuszczalne.
Jeden przykład, który usprawiedliwiam to ptasie mleczko zamiast rahatłukum w "Królowej Śniegu" - moim zdaniem (acz mogę się mylić) chodziło tam o symbol jakiejś pysznej i słodkiej pokusy, którą ptasie mleczko (pomimo wyraźnego spadku na smaku, ale tutaj nie o tym) niechybnie jest.

bo2joan
09-22-2011, 21:06
A mnie się wydaje, że w filmach przy tłumaczeniu nazw produktów żywnościowych i potraw (jak również innych elementów kulturowych) nie podaje się raczej ani oryginalnej nazwy, ani objaśnień w nawiasach. W ogóle przypisy w filmach są rzadkością i ostatecznością. Trzeba albo pozostawić bez tłumaczenia (kiedy chodzi o coś powszechnie znanego), albo przybliżonych odpowiedników lub zamiennych nazw wywołujących takie same skojarzenia. A w ogóle w takich przypadkach tłumacz musi się mocno zastanawiać nad najtrafniejszymi rozwiazaniami.

kadre
09-23-2011, 03:22
A mnie się wydaje, że w filmach przy tłumaczeniu nazw produktów żywnościowych i potraw (jak również innych elementów kulturowych) nie podaje się raczej ani oryginalnej nazwy, ani objaśnień w nawiasach. W ogóle przypisy w filmach są rzadkością i ostatecznością. Trzeba albo pozostawić bez tłumaczenia (kiedy chodzi o coś powszechnie znanego), albo przybliżonych odpowiedników lub zamiennych nazw wywołujących takie same skojarzenia. A w ogóle w takich przypadkach tłumacz musi się mocno zastanawiać nad najtrafniejszymi rozwiazaniami.

Wpadłam na cudowny pomysł! Uogólnić! Nie podawać konkretnej nazwy, tylko rodzaj (w przypadku nazw rynkowych)

kasiabz
09-23-2011, 09:45
A mnie się wydaje, że w filmach przy tłumaczeniu nazw produktów żywnościowych i potraw (jak również innych elementów kulturowych) nie podaje się raczej ani oryginalnej nazwy, ani objaśnień w nawiasach. W ogóle przypisy w filmach są rzadkością i ostatecznością. Trzeba albo pozostawić bez tłumaczenia (kiedy chodzi o coś powszechnie znanego), albo przybliżonych odpowiedników lub zamiennych nazw wywołujących takie same skojarzenia. A w ogóle w takich przypadkach tłumacz musi się mocno zastanawiać nad najtrafniejszymi rozwiazaniami.

Zgadzam się całkowicie. Albo zostawiamy (jak jest znane), bądź uogólniamy, albo zastępujemy czymś co ładnie 'wtopi' się w klimat filmu wywołując te same skojarzenia. Nie mówimy tutaj o programie kulinarnym czy dokumentalnym na temat zwyczajów żywieniowych w danym kraju, dlatego nie musi być aż tak konkretnie. Jeśli byłby to tego rodzaju program, to jak najbardziej, można udzielić wszelkich wyjaśnień. A dla potrzeb filmu fabularnego, ważniejsze jest to żeby nie przerwać spójności filmu i nie zatrzymać uwagi widza na jakimś 'nieznanym' tworze słowotwórczym :)
Przykład z książki, nie filmu, wg mnie niezbyt trafiony, w Harrym Potterze 'rock cakes' przetłumaczone są jako “Herbatniki [które] okazały się bezkształtnymi bryłkami ciasta z rodzynkami, tak twardymi, że trzeba było uważać, żeby nie złamać sobie zęba...” - troszkę długie nie? Można było wstawić jakieś uogólnienie w stylu po prostu "ciasteczka" albo "kruche ciasteczka" itp. Rock cakes są bardzo znane w UK ale my chyba nie mamy odpowiednika, więc trzeba coś podobnego znaleźć, ale 'herbatniki będące bezkształtnymi bryłkami' mi się nie bardzo podoba...herbatniki mi się kojarzą z czymś płaskim raczej..

Aurelia
09-23-2011, 23:08
Mnie się wydaje, że tłumacze często wstawiają produkt zastępczy, czyli coś, co jest znane i popularne u nas w miejsce czegoś, co jest u nas nieznane, nie zastanawiając się nad tym, czy dany produkt znany w PL funkcjonuje w ogóle na rynku oryginału (np. Nesquik czy Inka w UK albo US). Wydaje mi się, że to bardzo istotne, bo przecież bohater musi być w stanie (chociaż potencjalnie) znać ten produkt... Inaczej całość robi się nieco absurdalna, IMO.

Aurelia
09-23-2011, 23:10
Mnie żółć zalewa, kiedy widzę "Polish style ravioli" zamiast "pierogis"Mnie jednak trochę denerwuje podwójna liczba mnoga. Nie mogą być "pierogi"? Muszą być "pierogis"? Przecież nie mówimy "raviolis"...

(Chciałam zrobić z dwóch postów jeden, ale chyba nie mam uprawnień do usunięcia swojego posta.)

kadre
09-24-2011, 19:33
Mnie jednak trochę denerwuje podwójna liczba mnoga. Nie mogą być "pierogi"? Muszą być "pierogis"? Przecież nie mówimy "raviolis"...

(Chciałam zrobić z dwóch postów jeden, ale chyba nie mam uprawnień do usunięcia swojego posta.)

ale jednego Hindusa mamy w angielskiej liczbie mnogiej :D, mamy też JEANSY, TURTLESY, SMACKERSY, LEVISY, PANCAKESY, SKITTLESY, BEATLESI, ROLLING STONESI - to jest wszystko podwójna mnoga! Najpierw popatrzmy na własne podwórko, a potem do zagródki innych;)
Zresztą, wyobrażasz sobie (bo jeden pieróg to "pierogi") jak obcokrajowiec mówi "pieróg" i jeszcze ogarnia oboczności? Maksymy Grice'a robia swoje

Angela_Krk
01-11-2012, 22:43
Ja też jestem za znajdowaniem polskim odpowiedników, nawet jeśli one nie są zbyt dokładne, bo cóż nam po nazwie produktu, która totalnie nic nam nie mówi?
Chociażby na najprostszym przykładzie:
- Chcesz T*******? (nieznana nazwa zagranicznego produktu)
- Jasne!
od razu lepiej, gdy:
- Chcesz dropsa/Mentosa?
- Jasne!

kamillak
01-13-2012, 14:23
W jakimś serialu bohaterowie mówili, że oglądali "Late show with David Latterman". Zostało to przetłumaczone poprzez zastosowanie polskiego odpowiednika, mianowicie, że oglądali Kubę Wojewódzkiego. Brzmiało to strasznie sztucznie.

azelastyna
01-13-2012, 18:30
A ja bym polemizowała. Osobiście lubię takie smaczki w tłumaczeniach, czuję się bardziej "dopieszczona" przez to przez tłumacza. Ale oczywiście "pan" kontekst też odgrywa ważną rolę. Zamienianie niektórych rzeczy na siłę nie ma sensu. Tak jak przytoczony przez ciebie Talk-show Lattermana. Wydaje mi się, że każdy oświecony człowiek w średnim wieku słyszał o tym programie.

Gwidon88
02-26-2012, 13:25
Jestem zwolennikiem takiej praktyki, bo chodzi przecież o to, żeby polski widz zrozumiał, a nie głowił się co to takiego jest. Hoovera zastąpiłbym albo Electroluxem, albo po prostu odkurzaczem. Trzeba zakładać, że odbiorca nie jest obcykany w obcojęzycznym kręgu kulturowym. :)

kiediska
05-27-2012, 16:31
Dobrym rozwiązaniem też jest podawanie poprostu znaczenia tej nazwy, własnie tak radzi Belczyk, np Listerin - płyn do jamy ustnej, Walmart- Supermarket, itp.. itd, czasem mozna podać też odpowiednik znany bardziej polskiej widowni, Wendy's - Mc Donald..

picadilly
06-03-2012, 16:49
Dodawanie opisu produktu/miejsca itp do nazwy własnej na pewno jest bardzo dobrą praktyką, zazwyczaj nie zajmuje dużo więcej miejsca. Płynie z tego korzyść dla odbiorcy, bo w pewnym sensie poszerza wiedzę, a pozostawienie oryginalnych nazw (nawet tych mniej znanych) stanowi smaczek "lokalny" i urozmaica tekst/film.

Jeśli jednak taka praktyka nie jest możliwa, to lepiej zastosować jedynie opis (przykład: dropsy zamiast Mentos) niż wprowadzać typowo polskie marki/nazwy własne. To powoduje jedynie zamieszanie w odbiorze tekstu/filmu.

ArX
07-29-2012, 04:03
Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest zastąpienie produktu innym zagranicznym produktem, lepiej znanym polskiej widowni np. Kit Kata zastąpić Snickersem, albo Arnolda Ziffela - świnką Piggi, jak w Pulp Fiction. Wtedy unikamy dylematu typu "skąd się wziął Wedel w USA". Jednak nie zawsze jest to możliwe, i wtedy myślę że polski odpowiednik jest do zaakceptowania przynajmniej w komediowych kontekstach, zwłaszcza w bliżej nieokreślonych światach fantasy typu Shrek.

Rextor
07-30-2012, 06:56
Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest zastąpienie produktu innym zagranicznym produktem, lepiej znanym polskiej widowni np. Kit Kata zastąpić Snickersem, albo Arnolda Ziffela - świnką Piggi, jak w Pulp Fiction. Wtedy unikamy dylematu typu "skąd się wziął Wedel w USA". Jednak nie zawsze jest to możliwe, i wtedy myślę że polski odpowiednik jest do zaakceptowania przynajmniej w komediowych kontekstach, zwłaszcza w bliżej nieokreślonych światach fantasy typu Shrek.

Jak dla mnie to dostosowywanie w taki sposób słownictwa do widowni tylko pogarsza sprawę. Wolę już słyszeć w filmie jakąś aluzję, której nie zrozumiem, bo po filmie zaraz rzucę się w internetowy wir poszukiwań i będę bogatszy językowo o jakiś fajny reference. Nie można za bardzo ułatwiać :rolleyes:.

catchmebaby
08-04-2012, 23:15
Ja osobiście tego nienawidzę... Wg mnie wprowadzanie takich zamienników sprawdzi się przy tłumaczeniu romansów dla gospodyń domowych. Takie zamiany są strasznie płytkie i bardzo krzywdzą dociekliwego czytelnika, który czyta coś z odmiennej kultury może nie tylko dla, powiedzmy przygód bohatera, ale i żeby się czegoś nauczyć...

olcia1234_2009
08-07-2012, 10:57
Jak dla mnie to dostosowywanie w taki sposób słownictwa do widowni tylko pogarsza sprawę. Wolę już słyszeć w filmie jakąś aluzję, której nie zrozumiem, bo po filmie zaraz rzucę się w internetowy wir poszukiwań i będę bogatszy językowo o jakiś fajny reference. Nie można za bardzo ułatwiać :rolleyes:.

Święta prawda...pozostawianie w tekście niedostosowanych do naszego kręgu kulturowego nazw, a nie zastępowanie ich polskimi odpowiednikami pozwala nam lepiej poznać obcą kulturę. Wiele osób oglądających taki film, po prostu będąc ciekawymi, sprawdzi, o czym była mowa w filmie

azja
11-11-2012, 14:46
Zgodzę się z opiniami, że niekorzystne jest zastępowanie nazwy produktu zagranicznego nazwą produktu typowo polskiego (była propozycja aby np.: zamienić Ovaltine na Inkę - uważam, że byłoby to bardzo nienaturalne tłumaczenie, jeśli np. jeden Londyńczyk proponowałby drugiemu kubek Inki. Podobnie z przykładem zamiany zagranicznego talk show na program Kuby Wojewódzkiego).
Myślę, że jeśli już musimy w tłumaczeniu umieścić odpowiednik produktu kompletnie nieznanego w Polsce, to trzeba rozejrzeć się za czymś co również funkcjonuje w tamtejszej kulturze. Np. jeśli Anglik w oryginale mówi, że idzie do Asdy (uważam, że nie ma powodu tego tłumaczyć - ale to tylko na potrzeby przykładu), to przetłumaczmy raczej na Tesco niż na Biedronkę.

Za bardzo dobre uważam też propozycje, aby nazwę nieznanego produktu zastąpić 'ogólnym' odpowiednikiem, czyli słowem: dropsy, chusteczki, sklep, itp.

Wszystko zależy od kontekstu i produktu.

agnieszka.wiechec
11-19-2012, 11:49
W jakimś serialu bohaterowie mówili, że oglądali "Late show with David Latterman". Zostało to przetłumaczone poprzez zastosowanie polskiego odpowiednika, mianowicie, że oglądali Kubę Wojewódzkiego. Brzmiało to strasznie sztucznie.

Zgadzam się, przecież żaden widz nie uwierzy, że w amerykańskim serialu ktoś ogląda Wojewódzkiego. Ja spotkałam się natomiast z Walmartem przerobionym na Piotra i Pawła. Niestety tłumacz nie wpadł na to, że jeśli koniecznie chce zmienić nazwę wystarczyłoby powiedzieć supermarket. Tłumaczenie nieznanych nazw produktów na ich polskie odpowiedniki wprowadza niepotrzebnie wrażenie sztuczności.