View Full Version : Etyczne konsekwencje stosowania nowoczesnych technik tłumaczeniowych
magda_tatara
11-06-2009, 22:59
Niewątpliwie świat idzie do przodu. Zawód tłumacza ewoluuje i tym samym zmieniają się oczekiwania wobec niego. Niegdyś tłumacz musiał pracować bez pomocy komputera. Pisał ręcznie albo na maszynie. Był zmuszony do korzystania z tradycyjnych słowników. Tak było jeszcze 20 lat temu…
Dzisiaj, w dobie internetu, wzrasta zapotrzebowanie na tłumaczenia wykonywane w trybie pilnym. Tłumacze są w stanie przetłumaczyć kilkanaście, wręcz kilkadziesiąt stron wciągu nocy. Jak to możliwe? Coraz więcej z nich stosuje programy tłumaczeń komputerowych. Komputer wykonuje przekład, zaś rola tłumacza ogranicza się jedynie do edycji tekstu, poprawienia błędów stylistycznych i rzeczowych oraz wypełnienia nieprzetłumaczonych luk.
Czy uważacie, że tłumacz stosujący wszelkiego rodzaju translatory, gotowe glosariusze lub programy, które wklejają przetłumaczone wcześniej fragmenty tekstów postępuje w sposób etyczny? Czy automatyzacja procesu tłumaczenia nie wpłynie na to, że zawód tłumacza straci swój dawny prestiż? Czy nie zmieni to sposobu postrzegania tłumaczy przez klientów?
Poniższy link odnosi się to artykułu dotyczącego skutków stosowania nowoczesnych technik i narzędzi tłumaczeniowych:
http://mlingua.pl/articles,show,pol,143,1
magda_tatara
11-06-2009, 23:22
Zapraszam również do udziału w anonimowej ankiecie dotyczącej wpływu stosowania nowoczesnych technik tłumaczeniowych na sposób postrzegania roli tłumacza przez otoczenie.
JoannaPietrak
11-07-2009, 09:56
Moim zdaniem większość klientów nie zdaje sobie sprawy jak w ogóle wygląda cały proces tłumaczenia. Dla klienta najważniejszy jest rezultat a nie przebieg procesu tłumaczenia. Ludzie nie pracujący w tej branży raczej nie zdają sobie sprawy z istnienia takich narzędzi jak CAT czy gotowe glosariusze.
Z drugiej strony nie widzę nic złego w korzystaniu z gotowych pomocy, gdyż po pierwsze często są one rezultatem pracy tego samego tłumacza np. glosariusze złożone ze słówek i zwrotów zebranych podczas tłumaczenia podobnych dokumentów w przeszłości. Nie jest to więc "droga na skróty" ani okradanie innych z rezultatów ich pracy, tylko umiejętne wykorzystanie rezultatów własnego wysiłku. Po drugie, z narzędzi wspomagających techniki tłumaczeniowe należy korzystać bardzo ostrożnie, a dobry i doświadczony tłumacz zawsze wie, że należy dokładnie sprawdzić użycie określonych słówek i zwrotów w danym kontekście. Tłumaczenie nie jest więc procesem całkowicie zautomatyzowanym (czyt. bardzo łatwym:)), tak zawny czynnik ludzki odgrywa w nim nadal kluczową rolę.
Klienci często zlecają tłumaczom wykonanie ogromnej pracy w bardzo krótkim czasie, pośrednio więc zgadzają się na stosowanie przez nich pewnych ułatwień:)
JoannaBielecka
11-07-2009, 19:11
Komputer wykonuje przekład, zaś rola tłumacza ogranicza się jedynie do edycji tekstu, poprawienia błędów stylistycznych i rzeczowych oraz wypełnienia nieprzetłumaczonych luk.
Ciekawe gdzie i za ile można kupić taki komputer, co wykona za nas przekład...:confused: to nie jest tak, że program tłumaczy "za" tłumacza, przecież glosariusze i zdania, które znajdują się w pamięciach translacji nie pojawia się tam samo, tylko musimy najpierw wprowadzić te informacje. After all, korzystasz po prostu ze swojej własnej pracy i masz szybszy dostęp do informacji, niż gdyby trzeba było pisać sobie tradycyjne glosariusze np. z zeszytach, a potem szukać ich po kątach...:)
magda_tatara
11-08-2009, 12:21
Ciekawe gdzie i za ile można kupić taki komputer, co wykona za nas przekład...:confused
Obecnie tłumacze mogą wykonywać przekłady przy pomocy translatorów. Pomimo tego, że powstałe tłumaczenie jest dość „nieporadne“, edycja tego typu dokumentu trwa na pewno szybciej niż tłumaczenie od podstaw. I chociaż nikt nie pochwala tego typu narzędzi, nawet na stronach WWW niektórych biur tłumaczeń znajdują się właśnie translatory. Programy typu GOOGLE TŁUMACZ umożliwiają wręcz przekłady całych stron internetowych. Pozostawiają wiele luk w tłumaczeniu, błędów stylistycznych, ale mimo wszystko tłumaczą, w dużym stopniu ułatwiając pracę tłumacza.
Ja uważam, że lepiej jest tłumaczyć samemu, niz poprawiać cudze (czytaj: translatora) błędy, ale są tłumacze, którzy na pewno posiłkują się translatorami, szczególnie kiedy dostają 20 stron do przetłumaczenia „na wczoraj“. Nie mówię tu o tłumaczach-mistrzach, w przypadku których jest to wykonalne, ale o tych początkujących, goniących za zleceniami, stawiającymi na ilość, a nie na jakość ...
Załóżmy, że tłumacz przecenił swoje siły i po nocy siedzenia przy komputerze dociera do niego, że nie będzie w stanie dopracować swojego przekładu. Wtedy może uznać, że kiepskie tłumaczenie jest lepsze niż niewywiązanie się z przyjętego zlecenia. I skorzystać z pomocy wyżej wspomnianego translatora, edytując luki i źle przetłumaczone fragmenty. Jeśli tłumaczenie było w trybie pilnym, jest szansa, że biuro nie sprawdzi dokładnie jakości tłumaczenia. I jest szansa, że klient okaże się laikiem, i że będzie zadowolony z przekładu. Brzmi strasznie? Ale takie sytuacje się zdarzają.
Tłumacz może też oddać 10 dobrze przetłumaczonych stron i 10 stron nieprzetłumaczonych , ale wtedy dostanie burę od biura tłumaczeń, które go zatrudnia …
A Wy jak myślicie, co powinien zrobić tłumacz, który przyjął zlecenie i dopiero potem zdaje sobie sprawę z tego, że nie wyrobi się z przekładem?
JoannaPietrak
11-08-2009, 21:13
Obecnie tłumacze mogą wykonywać przekłady przy pomocy translatorów. Pomimo tego, że powstałe tłumaczenie jest dość „nieporadne“, edycja tego typu dokumentu trwa na pewno szybciej niż tłumaczenie od podstaw.
Moim zdaniem edytowanie takiego tekstu przetłumaczonego za pomocą translatora to tylko dodawanie sobie niepotrzebnie pracy. Nie zgodzę się, że jest to proces szybszy niż samodzielne tłumaczenie. Na pewno dużo zależy od rodzaju tekstu, w przypadku tekstów np. z dużą ilością specjalistycznej terminologii translator z dobrze rozbudowanymi glosariuszami może rzeczywiście być pomocny, jednak na przykład przy tłumaczeniu umów, tekstów prawniczych lub innych, gdzie dużą rolę odgrywa składnia, taki tekst okazuje się kompletnie nieprzydatny. Translatory bardzo często wstawiają błędne kolokacje, a poprawienie danego zwrotu przez tłumacza może automatycznie powodować konieczność zmiany innych wyrażeń i przeorganizowanie całego zdania. Tak więc według mnie lepiej już usiąść samemu ze słownikiem lub samodzielnie przygotowanymi glosariuszami z danej tematyki i uzbroić się w cierpliwość... :)
A co do wyżej postawionego pytania, uważam, że trzeba po prostu mierzyć siły na zamiary. Ta rada dotyczy przede wszystkim niedoświadczonych tłumaczy, którzy nie do końca są jeszcze w stanie ocenić jaką pracę mogą wykonać w określonym czasie. Rosządek z pewnością pozwoli w takim przypadku uniknąć niemiłych konsekwencji niewywiązania się z powierzonego zadania. ;)
magda_tatara
11-10-2009, 11:08
Oczywiście masz rację. Czasami translator może utrudnić pracę. Jednak translatory zawierające glosariusze ze słownictwem specjalistycznym mogą okazać się przydatne.
Z ciekawości wpisałam wybrany artykuł z kodeksu spółek handlowych, aby zobaczyć, jak poradzi sobie z nim translator.
Wersja polska:
Ustawa reguluje tworzenie, organizację, funkcjonowanie, rozwiązywanie, łączenie, podział i przekształcanie spółek handlowych.
Wersja przetłumaczona przez translator:
The act is regulating creating, the organization, functioning, solving, linking, the division and transforming commercial partnerships or companies.
Wersja poprawna:
This Act regulates the establishment, organisation, functioning, winding-up, merger, division, and transformation of commercial companies.
Pojawiło się sporo błędów – pewnie dlatego, że wybrałam pierwszy lepszy translator zamieszczony na jednej ze stron internetowych. Przetłumaczone zdanie zawiera jednak i pewne podpowiedzi. Myślę, że wszystko zależy od tłumacza – niektórzy wolą wykonywać przekład od podstaw, ale niektórzy mogą wybrać dokonywanie korekty przetłumaczonego wcześniej tekstu.
Wiem, że trochę teoretyzuję, bo dobry, doświadczony tłumacz na pewno nie będzie korzystał z translatora. Ale chciałam po prostu pokazać, że w dzisiejszych czasach praca osoby dokonującej przekład jest znacznie ułatwiona.
magda_tatara
11-10-2009, 11:09
Kolejnym „ułatwieniem“ mogą być gotowe szablony stosowane przez tłumaczy przysięgłych. Tłumacz pracujący nad przekładem dokumentów typu poświadczenie obywatelstwa, odpis aktu urodzenia, akt zawarcia małżeństwa, papiery samochodowe może korzystać z gotowych wzorów. Mogą to być szablony przetłumaczone wcześniej przez niego, ale i przekłady dokonane przez kogoś innego. W przypadku tłumaczeń wyżej wymienionych dokumentów, tłumacz zmienia jedynie dane personalne klienta, opisuje pieczątki i … zajmuje mu to jedynie kilkanaście minut. Przez to jego praca zaczyna przypominać pracę notariusza.
Pamiętam, jak perę lat temu byłam u notariusza. Zapisał moje dane, wydrukował pełnomocnictwo, przybił pieczątkę i za parę minut pracy zażyczył sobie jakieś 30zł. Wydawało mi się to niesprawiedliwe. Praca tłumacza nie jest oczywiście tak ułatwiona, ale czy ludzie nie zaczynają postrzegać tłumaczy w podobny sposób?
JoannaPietrak
11-10-2009, 13:46
Ludzie na pewno w różny sposób postrzegają pracę tłumaczy ale nadal jestem zdania, że większość klientów po prostu nie uświadamia sobie jak w ogóle wygląda proces tłumaczenia podobnych dokumentów. Wydaje mi się, że jeśli nie byłabym tłumaczem tylko taką zwykłą osobą "z ulicy" to oddając do przetłumaczenia jakiś dokument typu odpis aktu urodzenia nie zastanawiałabym się nad procesem tłumaczenia, a ważny byłby dla mnie jedynie efekt. I myślę, że tak samo postrzega tłumaczenie dokumentów większość klientów.
Poza tym chciałabym jeszcze raz podkreślić, że nawet jeśli tłumacz korzysta z gotowych szablonów to bardzo często sam wczesniej musiał je sobie stworzyć, a stworzenie dobrego szablonu zajmuje sporo czasu i niekiedy, mimo obecności standardowego słownictwa i wyrażeń, jest bardzo trudne. To nie jest więc tak, że leniwy tłumacz po prostu wstawi odpowiednie dane do szablonu i minimalnym wysiłkiem zdobywa wynagrodzenie za pracę.
Wracając do tematu translatorów także postanowiłam sprawdzić, jak automatycznie przetłumaczone zostanie wydawałoby się standardowe i utarte słownictwo z tekstów specjalistycznych. Myslę, że rezultat mówi sam za siebie:):
spółka z ograniczona odpowiedzialnością - company with limited responsibility
za zgodą stron - for agreement of sides
bilans zysków i strat - the balance of profits and the losses
stan cywilny - civil state
Nie widzę nic nieetycznego w stosowaniu różnego rodzaju translatorów, jednak uważam, że jest to dość niebezpieczne. Jeżeli sami coś tłumaczymy, to mamy pewność, że będzie to tłumaczenie dobrej jakości. Jeśli natomiast skorzystamy z pomocy translatora, może się okazać, że przeoczymy jakiś błąd i oddamy niepełnowartosciowy produkt, narażając tym samym nasze dobre imię.
magda_tatara
11-14-2009, 14:17
Poza tym chciałabym jeszcze raz podkreślić, że nawet jeśli tłumacz korzysta z gotowych szablonów to bardzo często sam wczesniej musiał je sobie stworzyć, a stworzenie dobrego szablonu zajmuje sporo czasu i niekiedy, mimo obecności standardowego słownictwa i wyrażeń, jest bardzo trudne.
Tego typu szablony mogą posiadać już studenci, którzy na zajęciach z tłumaczenia tekstów fachowych dokonują przekładu różnego rodzaju dokumentów. Tłumaczą je sami, w grupach. Oczywiście popełniają błędy, ale od czego są wykładowcy, którzy je korygują. Czasami nawet podrzucają oni swoim podopiecznym gotowe dokumenty w dwóch językach jako przykłady. W ten sposób mogą powstać gotowe wzorce, które tłumacze mogą wykorzystać w swojej późniejszej pracy:)
JoannaPietrak
11-14-2009, 21:07
Takie glosariusze i szablony tworzone przez studentów czasem wymagają od nich o wiele większego wysiłku niż od bardziej doświadczonych tłumaczy. Osoby uczące się nie znają jeszcze w ogóle profesjonalnego słownictwa i bardzo często nie są nawet w stanie wybrać ze słownika termin, którego użycie będzie odpowiednie w danym kontekście. Osoby takie bardzo często mogą także ulegać złudnemu wrażeniu, że np. gotowy dokument znaleziony w internecie jest dobrym tłumaczeniem i niekwestionowanym źródłem słownictwa i konstrukcji z danej dziedziny. :) Niestety, jak wiemy, w internecie często można znaleźć materiały wątpliwej jakości. Takie postępowanie niesie więc ze sobą nie tylko problemy etyczne czyli, de facto, korzystanie z rezultatów cudzej pracy ale także konsekwencje w postaci często błędnych tłumaczeń.
Dorota Sałata
11-15-2009, 11:38
Moim zdaniem tłumacz korzystający z translatorów i tylko poprawiający błędy powstające w procesie takiego tłumaczenia nie ma szans na przetrwanie na rynku. Sama nie korzystam z tego typu "ułatwien" ale wydaje mi się, że nie jest możliwe wyłapać 100% błędów. Jak już widzi się "gotowe" tłumaczenie to może się wydawać, że coś jest poprawnie przetłumaczone na pierwszy rzut oka, ale ten sam fragment byłby przetłumaczony zupełnie inaczej gdyby tłumacz samodzielnie się nim zajął, bez mylnych sugestii jakie podsuwa nam translator komputerowy.
Dorota Sałata
11-15-2009, 11:58
Nasunęło mi się jeszcze jedna myśl, jeśli translatory komputerowe będą dostępne dla każdego i rozpowszechnią się na dużą skalę to każdy kto zna język na poziomie średniozaawansowanym będzie w stanie wykonać tłumaczenie, znaczy to też, że takie osoby będą nazywać siebie tłumaczami a co za tym idzie powstanie duża konkurencja na rynku i dumping, a potem będziemy musieli zmienić zawód bo już się nie będzie opłacało być tłumaczem. Czy tak się może stać, czy to tylko moje czarne myśli? :) :) :)
JoannaPietrak
11-15-2009, 14:12
Na pewno taka sytuacja nie może mieć miejsca jeśli tacy tłumacze będą wykorzystywać obecnie istniejące translatory. Jakość automatycznych tłumaczeń stworzonych przez obecnie dostępne systemy jest bardzo słaba i nawet do wprowadzania poprawek potrzebna jest dość rozległa wiedza dotycząca zarówno słownictwa, jak i składni i gramatyki. Jeśli przetłumaczone dokumenty będą bardzo niskiej jakości rynek na pewno "pozbędzie się" ich autora.;);)
Słyszałam jednak opinię, że bardzo prawdopodobne jest zbudowanie translatora wykonującego tłumaczenia odpowiednie dla danego kontekstu i poprawne nawet w 90 procentach. Problem tkwi tylko w stworzeniu odpowiednio dużej bazy danych, która zawierałaby slownictwo i gotowe konstrukcje oraz systemu automatycznie identyfikującego rodzaj tekstu, styl itp. Miejmy jednak nadzieję, że to kwestia bardzo dalekiej przyszłości...:confused:
Myślę, że taka sytuacja raczej nie będzie miała miejsca i tłumacze będą zawsze potrzebni. Wydaje mi się niemożliwe, żeby komuś udało się stworzyć tak skomplikowany program, który rozpoznawałby kontekst i nie robił błędów. Narazie możemy czuć się bezpieczni:)
Krzysiek
11-16-2009, 11:02
Narazie możemy czuć się bezpieczni:)
Na razie może jeszcze tak, ale przy obecnym tempie postępu technicznego i umiejętnościach informatycznych stworzenie takiego narzędzia może okazać się tylko kwestią czasu. Oczywiście chodzi tu o translatory skupiające się na danej dziedzinie. Weźmy na przykład wspomniane już wcześniej tłumaczenia przysięgłe. Gdyby tłumacze przysięgli stworzyli wspólną bazę z wyrażeniami ze swoich zleceń to, uważam, iż taki translator mógłby sobie całkiem nieźle dawać radę;) Z drugiej jednak strony nie sądzę, że owi tłumacze byliby chętni do utworzenia takiego programu. Przecież w ten sposób sami skazaliby się na mniejszą ilość zleceń a może i na bezrobocie.
Krzysiek
11-16-2009, 11:08
Powracając jeszcze do tematu używania obecnych translatorów jest to kwestia osobistych preferencji. Ja unikam korzystania z owych programów, gdyż, jak słusznie zauważyła Dorota Salata, często o wiele trudniej jest "namierzyć" i poprawić błąd niż samemu podać właściwy odpowiednik.
JoannaBielecka
11-16-2009, 15:07
Nie widzę nic nieetycznego w stosowaniu różnego rodzaju translatorów, jednak uważam, że jest to dość niebezpieczne. Jeżeli sami coś tłumaczymy, to mamy pewność, że będzie to tłumaczenie dobrej jakości. Jeśli natomiast skorzystamy z pomocy translatora, może się okazać, że przeoczymy jakiś błąd i oddamy niepełnowartosciowy produkt, narażając tym samym nasze dobre imię.
Zgadzam się w 100%. Nie ma nic złego w korzystaniu w pomocy w postaci translatora, jednak trzeba mieć odrobinę dystansu to całego procesu. Patrzysz na efekt tłumaczenia komputerowego i musisz być w stanie uczciwie ocenić czy nadaje się ono do czegokolwiek, czy trzeba poprawiać...a jak trzeba poprawiać to siadasz i poprawiasz i tyle.
estudiante
11-17-2009, 08:42
Oczywiście masz rację. Czasami translator może utrudnić pracę. Jednak translatory zawierające glosariusze ze słownictwem specjalistycznym mogą okazać się przydatne.
Z ciekawości wpisałam wybrany artykuł z kodeksu spółek handlowych, aby zobaczyć, jak poradzi sobie z nim translator.
Wersja polska:
Ustawa reguluje tworzenie, organizację, funkcjonowanie, rozwiązywanie, łączenie, podział i przekształcanie spółek handlowych.
Wersja przetłumaczona przez translator:
The act is regulating creating, the organization, functioning, solving, linking, the division and transforming commercial partnerships or companies.
Wersja poprawna:
This Act regulates the establishment, organisation, functioning, winding-up, merger, division, and transformation of commercial companies.
Zgodzę się, że translator może by pomocny, ale chyba jedynie w ograniczeniu czasu pisania całego zdania, mam na myśli te słowa, które zostały przetłumaczone dobrze. Chociaż z drugiej strony, w w/w tłumaczeniu translator nie przełożył akurat tych słów, które mogły byc najbardziej problematyczne: tworzenie, rozwiazywanie, łączenie spółki. Czyli tłumacz i tak musi poszukac owych haseł w słowniku, potem poprawi resztę i w ogólnym rozrachunku chyba wyjdzie na to samo. Niektórym dochodzi irytacja, że głupi ten translator, co zaliczam do argumentów przeciw regularnemu stosowaniu tego wytworu .
estudiante
11-17-2009, 08:53
Nasunęło mi się jeszcze jedna myśl, jeśli translatory komputerowe będą dostępne dla każdego i rozpowszechnią się na dużą skalę to każdy kto zna język na poziomie średniozaawansowanym będzie w stanie wykonać tłumaczenie, znaczy to też, że takie osoby będą nazywać siebie tłumaczami a co za tym idzie powstanie duża konkurencja na rynku i dumping, a potem będziemy musieli zmienić zawód bo już się nie będzie opłacało być tłumaczem. Czy tak się może stać, czy to tylko moje czarne myśli? :) :) :)
Póki nie stworzą jakiegoś wszystkojęzycznego robota nie mamy się czym martwic. Owszem, tłumaczenia może robi każdy, ale czy każdy klient powierzy takiej przypadkowej osobie swoje zlecenie. Trzeba pamiętac, że zleceniodawcy wymagają również wysokiej jakości, a nie tylko przystępnej ceny i krótkiego terminu wykonania. Im większa konkurencja, tym bardziej wzrastają oczekiwania klientów. A podobno dobry fachowiec zawsze się obroni:)
Krzysiek
11-17-2009, 11:24
Nasunęło mi się jeszcze jedna myśl, jeśli translatory komputerowe będą dostępne dla każdego i rozpowszechnią się na dużą skalę to każdy kto zna język na poziomie średniozaawansowanym będzie w stanie wykonać tłumaczenie, znaczy to też, że takie osoby będą nazywać siebie tłumaczami a co za tym idzie powstanie duża konkurencja na rynku i dumping, a potem będziemy musieli zmienić zawód bo już się nie będzie opłacało być tłumaczem. Czy tak się może stać, czy to tylko moje czarne myśli? :)
Myślę, że to tylko czarne myśli:p Według mnie mało prawdopodobne jest, aby ktoś kto zna dany język na poziomie średniozaawansowanym był w stanie przetłumaczyć tekst przy pomocy translatora. Jak słusznie zauważyła JoannaPietrak osoba która podejmuje się tłumaczenia i chce wykonać je profesjonalnie (lub chociaż możliwie;)) musi posiadać szeroką wiedzę gramatyczną, leksykalną itd. Uważam, że wiedza osoby na średniozaawansowanym poziomie językowym jest jednak zbyt mała, aby wykonać takie tłumaczenie.
JoannaPietrak
11-17-2009, 13:40
Na razie może jeszcze tak, ale przy obecnym tempie postępu technicznego i umiejętnościach informatycznych stworzenie takiego narzędzia może okazać się tylko kwestią czasu. Oczywiście chodzi tu o translatory skupiające się na danej dziedzinie. Weźmy na przykład wspomniane już wcześniej tłumaczenia przysięgłe. Gdyby tłumacze przysięgli stworzyli wspólną bazę z wyrażeniami ze swoich zleceń to, uważam, iż taki translator mógłby sobie całkiem nieźle dawać radę;) Z drugiej jednak strony nie sądzę, że owi tłumacze byliby chętni do utworzenia takiego programu. Przecież w ten sposób sami skazaliby się na mniejszą ilość zleceń a może i na bezrobocie.
Dokładnie o to mi chodziło. Wiadomo, że takie narzędzie nie może zostać wynalezione dzisiaj czy jutro, to raczej kwestia bardzo dalekiej przyszłości. Poza tym obawiam się, że jednak znajdą się chętni, ambitni naukowcy którzy stworzą taki program. Pomyślcie na przykład o jakiejś grupie niespełnionych, sfrustrowanych tłumaczy:):): albo bardzo ambitnych naukowców, którzy zaczęliby współpracować z tłumaczami z różnych dziedzin korzystając z rezultatów ich wieloletniej pracy. Jeśli taka współpraca byłaby powiązana z odpowiednio dużą gratyfikacją finansową to na pewno znaleźliby się chętni. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że niewielu tłumaczy jest do końca zadowolonych ze swoich zarobków...:confused:
JoannaBielecka
11-17-2009, 13:43
Myślę, że to tylko czarne myśli:p Według mnie mało prawdopodobne jest, aby ktoś kto zna dany język na poziomie średniozaawansowanym był w stanie przetłumaczyć tekst przy pomocy translatora. Jak słusznie zauważyła JoannaPietrak osoba która podejmuje się tłumaczenia i chce wykonać je profesjonalnie (lub chociaż możliwie;)) musi posiadać szeroką wiedzę gramatyczną, leksykalną itd. Uważam, że wiedza osoby na średniozaawansowanym poziomie językowym jest jednak zbyt mała, aby wykonać takie tłumaczenie.
Jestem tego samego zdania. Jeśli ktoś nie zna bardzo dobrze języka, to przetłumaczenie czegokolwiek zajmie mu duuuużo więcej czasu niż osobie, która język zna i myślę, że to jest sytuacja, w której "tłumaczowi" może się przestać opłacać tłumaczenie (jeśli np. na stronę potrzebujesz trzech godzin, pięciu słowników i litr kawy)
Jestem tego samego zdania. Jeśli ktoś nie zna bardzo dobrze języka, to przetłumaczenie czegokolwiek zajmie mu duuuużo więcej czasu niż osobie, która język zna i myślę, że to jest sytuacja, w której "tłumaczowi" może się przestać opłacać tłumaczenie (jeśli np. na stronę potrzebujesz trzech godzin, pięciu słowników i litr kawy)
Z czasem tłumaczenia bywa różnie, czasami nad tekstem dziesięciostronnicowym siedzi się 3 godziny, a czasami nad jednym zdaniem spędza się pół dnia. Dobra znajomość gramatyki, leksyki i ekwiwalentów w języku docelowym jest oczywiście najistotniejsza,ale nie zapominajmy, że do tego potrzebna jest też wiedza fachowa w danej dziedzinie. Dlatego często przed rozpoczęciem tłumaczenia tekstu tłumacz spędza dużo czasu czytając informacje dotyczące tłumaczonej dziedziny w obu językach, tak więc proces całego tłumaczenia znacznie się wydłuża.
Nasunęło mi się jeszcze jedna myśl, jeśli translatory komputerowe będą dostępne dla każdego i rozpowszechnią się na dużą skalę to każdy kto zna język na poziomie średniozaawansowanym będzie w stanie wykonać tłumaczenie, znaczy to też, że takie osoby będą nazywać siebie tłumaczami a co za tym idzie powstanie duża konkurencja na rynku i dumping, a potem będziemy musieli zmienić zawód bo już się nie będzie opłacało być tłumaczem. Czy tak się może stać, czy to tylko moje czarne myśli?
Mi natomiast zdarzyło się usłyszeć taką czarną myśl :) Ostatnio koleżanka, która znalazła ofertę kupna małego urządzenia w kształcie długopisu, skanującego poszczególne wyrazy i tłumaczącego je, stwierdziła, że zawód, którego się uczę wkrótce zupełnie wyginie, bo każdy będzie w stanie wykonać tłumaczenie sam. Wierzę jednak, że taka czarna wizja nie spełni się, a jeśli już to za kilkaset lat :)
anamarija
11-17-2009, 14:18
A Wy jak myślicie, co powinien zrobić tłumacz, który przyjął zlecenie i dopiero potem zdaje sobie sprawę z tego, że nie wyrobi się z przekładem?
Od czego ma się kolegów po fachu? :) Porozdzielanie pracy na pewno by pomogło; tyle że nie naszej kieszeni, niestety... Dlatego rzeczywiście, najlepiej po prostu nie porywać się z motyką na słońce :)
anamarija
11-17-2009, 14:26
A co do superurządzenia, które kiedyś zabierze nam pracę - ja jestem optymistyczna :) Zanim powstanie jakiekolwiek urządzenie potrafiące myśleć jak człowiek i podejmować racjonalne decyzje, minie jeszcze trochę czasu; poza tym obecne translatory nie są wszystkowiedzące, jak zresztą widać. Osobiście korzystałam z nich kilka razy, m.in kiedy natknęłam się na zwroty w obcym mi języku, i szczerze mówiąc niewiele mi pomogły; głupieją zwłaszcza przy wyrażeniach potocznych, tłumacząc dosłownie lub nie tłumacząc wcale. Oczywiście, można nowe wyrażenia wprowadzić do bazy danych, ale komputer sam tego nie zrobi - najpierw poznaje je człowiek :)
Krzysiek
11-17-2009, 14:31
Ostatnio koleżanka, która znalazła ofertę kupna małego urządzenia w kształcie długopisu, skanującego poszczególne wyrazy i tłumaczącego je, stwierdziła, że zawód, którego się uczę wkrótce zupełnie wyginie, bo każdy będzie w stanie wykonać tłumaczenie sam.
Rzeczywiście te urządzonka to fajna sprawa. Wiem, że mają one zastosowanie również przy dysleksji. Jednakże jest to sprzęt, który może pomóc ale tłumaczenia całego tekstu nie wykona (tak jak i komputerowe translatory). Bez obaw zatem, że będziemy bezrobotni;)
Powracając jeszcze do tematu używania obecnych translatorów jest to kwestia osobistych preferencji. Ja unikam korzystania z owych programów, gdyż, jak słusznie zauważyła Dorota Salata, często o wiele trudniej jest "namierzyć" i poprawić błąd niż samemu podać właściwy odpowiednik.
Ja też nie przepadam za translatorami. Jeżeli sami tłumaczymy tekst od początku do konca, zastanawiamy się nad każdym słowem. Kiedy natomiast nasze zadanie ogranicza sie do sprawdzenia tekstu, łatwo jest coś przeoczć. Mając to na względzie wcale nie zaoszczędzimy dużo czasu a ryzykujemy, że nasze tlumaczenie będzie zawierać jakieś błędy.
Krzysiek
11-17-2009, 14:39
...głupieją zwłaszcza przy wyrażeniach potocznych, tłumacząc dosłownie lub nie tłumacząc wcale.
Hehe, pamiętam jak w gimnazjum jeden z moich kolegów chciał zaoszczędzić sobie czasu przy pisaniu wypracowanka domowego o wakacjach. Napisał je po polsku i wrzucił do translatora (wtedy były one znacznie słabsze niż obecnie). Ze zdania: "graliśmy w siatkę" otrzymał: "we were playing in the net":D
Akurat w tym wypadku błąd można bezproblemowo zauważyć i poprawić, jednak wiadomo, że nie zawsze jest to takie oczywiste.
agnieszkak
11-17-2009, 14:58
Szczerze mówiąc ja w ogóle nie widzę sensu używania takich translatorów, bo nigdy, ale to nigdy nie tłumacza poprawnie (no chyba że baaaardzo proste zdania).
agnieszkak
11-17-2009, 15:00
Jeżeli w tekście występują idiomy - będą przetłumaczone dosłownie, wyrażenia potoczne - podobnie, albo w ogóle nie zostaną przetłumaczone. Poza tym problem polega na tym, że wiele słow, jak sami wiecie, ma masę różnych znaczeń w zależności od kontektu i nie da się (raczej) umieścić w pamięci tkiego urządzonka wszystkich możliwych kontekstów.
estudiante
11-17-2009, 15:01
Od czego ma się kolegów po fachu? :) Porozdzielanie pracy na pewno by pomogło; tyle że nie naszej kieszeni, niestety... Dlatego rzeczywiście, najlepiej po prostu nie porywać się z motyką na słońce :)
To prawda, trzeba mierzyc siły na zamiary. Ale jeśli już dojdzie do takiej sytuacji, że tłumacz nie wyrobi się z przełożeniem tekstu, moim zdaniem trzeba uczciwie poinformowac o tym, może akurat znajdzie się w biurze tłumaczeń ktoś, kto mógłby przejąc częśc zlecenia. Nie radziłabym liczyc na szczęście i ignorancję zleceniodawcy, bo w razie problemów z tłumaczeniem, odpowiada za nasze błędy również biuro, dla którego pracujemy.
estudiante
11-17-2009, 15:04
Jeżeli w tekście występują idiomy - będą przetłumaczone dosłownie, wyrażenia potoczne - podobnie, albo w ogóle nie zostaną przetłumaczone. Poza tym problem polega na tym, że wiele słow, jak sami wiecie, ma masę różnych znaczeń w zależności od kontektu i nie da się (raczej) umieścić w pamięci tkiego urządzonka wszystkich możliwych kontekstów.
Równie trudne są do przetłumaczenia zależności składniowe, czyli wszystko typu:" kto kogo komu od kogo i przez kogo". Obecne translatory w takich przypadkach w ogóle nie odczytują różnic i naprawdę czasami wychodzą niezłe kwiatki.
aleksandra.antoniak
11-17-2009, 15:12
Ludzie na pewno w różny sposób postrzegają pracę tłumaczy ale nadal jestem zdania, że większość klientów po prostu nie uświadamia sobie jak w ogóle wygląda proces tłumaczenia podobnych dokumentów. Wydaje mi się, że jeśli nie byłabym tłumaczem tylko taką zwykłą osobą "z ulicy" to oddając do przetłumaczenia jakiś dokument typu odpis aktu urodzenia nie zastanawiałabym się nad procesem tłumaczenia, a ważny byłby dla mnie jedynie efekt. I myślę, że tak samo postrzega tłumaczenie dokumentów większość klientów.
Zdecydowanie masz rację. Ludzie uważają, że jeżeli ktoś zna język, takie tłumaczenie to dla niego przyslowiowa pestka. Pierwsze 3 stron przetłumaczy przy śniadaniu, następne 3 w autobusie w drodze do pracy/na uczelnie i przed snem żeby się lepiej spało ostatnie 5 i można wysyłać. Niestety nieliczny odsetek tych co zdają sobie sprawę z tego jak praca tłumacza wygląda na prawdę.
aleksandra.antoniak
11-17-2009, 15:14
Szczerze mówiąc ja w ogóle nie widzę sensu używania takich translatorów, bo nigdy, ale to nigdy nie tłumacza poprawnie (no chyba że baaaardzo proste zdania).
Zgadzam się. Dużo bardziej pomocna jest własna baza tłumaczeń z których później możemy korzystać długie lata (i mamy pewność co do ich wiarygności.
estudiante
11-17-2009, 15:14
Ja też nie przepadam za translatorami. Jeżeli sami tłumaczymy tekst od początku do konca, zastanawiamy się nad każdym słowem. Kiedy natomiast nasze zadanie ogranicza sie do sprawdzenia tekstu, łatwo jest coś przeoczć. Mając to na względzie wcale nie zaoszczędzimy dużo czasu a ryzykujemy, że nasze tlumaczenie będzie zawierać jakieś błędy.
Mnie najbardziej irytuje w translatorze fakt, że poprawiając taki "sztuczny" tekst właściwie muszę stworzyc go od nowa. To tak , jakby robiło się korektę czyjegoś tekstu, w którym nic nie pasuje i ogólnie rzecz biorąc, najchętniej wyrzuciłoby się większośc i przełożyło od nowa. Zatem czy można mówic, że to jest mój tekst? I nie chodzi o aspekt etyczny, ale zwyczajne poczucie, że coś ma cechy naszego warsztatu w całej rozciągłości.
Mnie najbardziej irytuje w translatorze fakt, że poprawiając taki "sztuczny" tekst właściwie muszę stworzyc go od nowa. To tak , jakby robiło się korektę czyjegoś tekstu, w którym nic nie pasuje i ogólnie rzecz biorąc, najchętniej wyrzuciłoby się większośc i przełożyło od nowa. Zatem czy można mówic, że to jest mój tekst? I nie chodzi o aspekt etyczny, ale zwyczajne poczucie, że coś ma cechy naszego warsztatu w całej rozciągłości.
Zgadzam sie z tym, że w takim tekście może nic nie pasować. Po co więc dodawać sobie pracy?
Zgadzam się. Dużo bardziej pomocna jest własna baza tłumaczeń z których później możemy korzystać długie lata (i mamy pewność co do ich wiarygności.
No własnie Olu, więc może zaczniemy tworzyć taka nasza wspolna baze danych na lata? :) Dla mnie to też jedyne rozsądne rozwiązanie.
Krzysiek
11-17-2009, 15:58
No własnie Olu, więc może zaczniemy tworzyć taka nasza wspolna baze danych na lata? :) Dla mnie to też jedyne rozsądne rozwiązanie.
Ja też się chętnie przyłączę;) Tylko pamiętajcie, że nie rozpowszechniamy naszej bazy, coby samym sobie pracy nie zabierać;)
JoannaBielecka
11-17-2009, 17:55
Ja też nie przepadam za translatorami. Jeżeli sami tłumaczymy tekst od początku do konca, zastanawiamy się nad każdym słowem. Kiedy natomiast nasze zadanie ogranicza sie do sprawdzenia tekstu, łatwo jest coś przeoczć. Mając to na względzie wcale nie zaoszczędzimy dużo czasu a ryzykujemy, że nasze tlumaczenie będzie zawierać jakieś błędy.
Z drugiej strony, translator pozwala nam zaoszczędzić czas i możemy poświęcić więcej uwagi na rozwiązanie ewentualnych problemów, które nie wynikają z użycia translatora. Swoją drogą, uważam, że np. google translate całkiem nieźle radzi sobie w kombinacji angielski-francuski:)
Z drugiej strony, translator pozwala nam zaoszczędzić czas i możemy poświęcić więcej uwagi na rozwiązanie ewentualnych problemów, które nie wynikają z użycia translatora. Swoją drogą, uważam, że np. google translate całkiem nieźle radzi sobie w kombinacji angielski-francuski:)
Właśnie czasem większym problemem może okazać się np. konstrukcja zdań,składnia, która jak wiemy w każdym języku różni się.Jeśli chodzi o vocab, to zgadzam się, że google translator jest dobrym sposobem na upewnienie się jak dane słówko, termin się tłumaczy, jednak gdy czasem mamy do czynienia z kilkoma wersjami tłumaczenia myślę, że warto "wygooglować" termin, który sprawia problem i sprawdzić czy i w jakich kontekstach występuje najczęściej. Oczywiście najbardziej wiarygodne będą artykuły prasowe czy autentyczne dokumenty.
A wracając do pytania z ankiety, uważam, że rzeczywiście jeśli klient nie zetknął się wcześniej z problematyką tłumaczeń, nie poczuł "na własnej skórze" co to znaczy i jak się odbywa tłumaczenie tekstu, to może mu się wydawać, że jest to kwestia po prostu przeczytania tekstu źródłowego i przepisania go na język docelowy, ten który sobie zażyczył. Mało kto ma świadomość, że tłumacz w ogóle korzysta z jakiegoś słownikiem, przecież skoro wykonuje ten zawód wszystko wie, zna każde słowo. Klient nie zdaje sobie sprawy z zachodzących zmian w języku, nie jest na to wyczulony tak jak większość lingwistów, tłumaczy. Z jednej strony nie ma się co dziwić, każdy zna się na czymś innym, z drugiej strony uważam, że klienci często po prostu nie doceniają wkładu jaki tłumacz wniósł w swoją pracę. Jedna strona tekstu, wydaje się że jest to niewiele, jednak strona stronie nie równa pod względem rejestru, słownictwa, pojęcia, tematu. Dla klienta nie będzie to miało znaczenia czy tłumacz spędził na tłumaczeniu godzinę czy dłużej, czy tekst był łatwy czy trudny.
Jeżeli sami coś tłumaczymy, to mamy pewność, że będzie to tłumaczenie dobrej jakości. Jeśli natomiast skorzystamy z pomocy translatora, może się okazać, że przeoczymy jakiś błąd i oddamy niepełnowartosciowy produkt, narażając tym samym nasze dobre imię.
Z moich doświadczeń z translatorami (nie było ich zbyt wiele) wynika, że jeśli chodzi o teksty wytwarzane przez tego typu urządzenia, nie można nawet mówić o czymś takim jak „jakość” translatu. Są to zwykłe gnioty, złożone z bezsensownie zestawionych słów, w których z trudem da się zauważyć jakiekolwiek powiązanie z językiem docelowym.
Być może istnieją jakieś lepszej jakości translatory niż te, z którymi ja miałam do czynienia (jak już wspominałam, nigdy mnie ta kwestia zbytnio nie interesowała), ale nawet jeśli, są to przecież tylko maszyny, które nigdy nie będą w stanie oddać sensu słów, tak jak robi to tłumacz, który oprócz (niezbędnych oczywiście, ale nie jedynych) umiejętności językowych, legitymuje się dodatkowo wiedzą z zakresu kultury, historii danego języka, a co więcej jest w stanie odpowiednio dostosować język translatu do odbiorcy.
Szczerze mówiąc ja w ogóle nie widzę sensu używania takich translatorów, bo nigdy, ale to nigdy nie tłumacza poprawnie (no chyba że baaaardzo proste zdania).
Nawet te proste bywają dla translatora za trudne...;)
Najlepszym przykładem może tu być sytuacja z jednym z moich uczniów, który nagminnie korzystał kiedyś z translatorów, przygotowując wszelki dłuższe wypowiedzi pisemne.
Nie trudno się było zorientować, że zdań tych sam nie układał, ponieważ nawet on (będąc na naprawdę początkowym poziomie nauki języka) miał lepiej opanowane struktury zdań niemieckich. Odkąd tylko pomogłam mu to sobie uświadomić, nie muszę już sprawdzać pozbawionych jakiejkolwiek logiki wypowiedzi, w których kolejność wyrazów jest zaskakująco podobna do tej, stosowanej w języku polskim....
A wracając do pytania z ankiety, uważam, że rzeczywiście jeśli klient nie zetknął się wcześniej z problematyką tłumaczeń, nie poczuł "na własnej skórze" co to znaczy i jak się odbywa tłumaczenie tekstu, to może mu się wydawać, że jest to kwestia po prostu przeczytania tekstu źródłowego i przepisania go na język docelowy, ten który sobie zażyczył. Mało kto ma świadomość, że tłumacz w ogóle korzysta z jakiegoś słownikiem, przecież skoro wykonuje ten zawód wszystko wie, zna każde słowo. Klient nie zdaje sobie sprawy z zachodzących zmian w języku, nie jest na to wyczulony tak jak większość lingwistów, tłumaczy. Z jednej strony nie ma się co dziwić, każdy zna się na czymś innym, z drugiej strony uważam, że klienci często po prostu nie doceniają wkładu jaki tłumacz wniósł w swoją pracę. Jedna strona tekstu, wydaje się że jest to niewiele, jednak strona stronie nie równa pod względem rejestru, słownictwa, pojęcia, tematu. Dla klienta nie będzie to miało znaczenia czy tłumacz spędził na tłumaczeniu godzinę czy dłużej, czy tekst był łatwy czy trudny.
W zupełności się z Tobą zgadzam.
Ludzie często nie mają pojęcia, jak wygląda proces tłumaczenia, ile trudu i jakiego ogromu (nie tylko językowej) wiedzy wymaga.
Komu przyszłoby np. do głowy, że całe to przedsięwzięcie zaczyna się nawet przed tym, jak tłumacz zabiera się za wykonanie właściwego translatu? A przecież niejednokrotnie musimy się „doinformować” w jakiejś dziedzinie, z której przychodzi nam tłumaczyć, bo tak jak zauważyłaś, każdy ma jakiś obszar, w którym się specjalizuje. Mimo że dobry tłumacz powinien oczywiście poszerzać swoją pozalingwistyczną widzę, to nigdy jeden człowiek nie jest w stanie być eksperem od wszystkiego, a tłumaczenia np. tekstów fachowych wymagają głębszej już wiedzy w danej materii. Stąd, chyba najbardziej czasochłonne i najtrudniejsze są właśnie przygotowania, polegające nie tylko na odnalezieniu odpowiedniej bazy słownictwa z danej dzieciny, lecz także poczytaniu kilku artykułów na zadany temat.
O przebiegu wszystkich tych procesów wiemy jednak tylko my...
Dorota Sałata
11-17-2009, 20:18
Niedawno w jednej z gazet dodawali właśnie tłumacze komputerowe w różnych językach i to był już kolejny raz. W ubiegłym roku mój tata kupił mi właśnie z gazetą translator angielski i niemiecki i taki ucieszony przychodzi do mnie i mówi, że zobacz co mam dla ciebie, teraz nie będziesz tyle musiała siedzieć nad tymi swoimi tłumaczeniami.... Myślę, że przykład ten obrazuje poziom wiedzy przeciętnego człowieka na temat zawodu tłumacza oraz wiedzę o takich translatorach. Mój tata nie zna żadnego obcego języka i nie ma zielonego pojęcia, że takie translatory są nikłej jakości oraz, że człowiek-tłumacz jest niezastąpiony.
Dorota Sałata
11-17-2009, 20:25
No własnie Olu, więc może zaczniemy tworzyć taka nasza wspolna baze danych na lata? :) Dla mnie to też jedyne rozsądne rozwiązanie.
Też jestem chętna to dobry pomysł, trzeba by pogrupować słownictwo według dziedzin i języków :) Z poprzedniego roku mamy już niezły zasób nie?
Niedawno w jednej z gazet dodawali właśnie tłumacze komputerowe w różnych językach i to był już kolejny raz. W ubiegłym roku mój tata kupił mi właśnie z gazetą translator angielski i niemiecki i taki ucieszony przychodzi do mnie i mówi, że zobacz co mam dla ciebie, teraz nie będziesz tyle musiała siedzieć nad tymi swoimi tłumaczeniami.... Myślę, że przykład ten obrazuje poziom wiedzy przeciętnego człowieka na temat zawodu tłumacza oraz wiedzę o takich translatorach. Mój tata nie zna żadnego obcego języka i nie ma zielonego pojęcia, że takie translatory są nikłej jakości oraz, że człowiek-tłumacz jest niezastąpiony.
Wiedza przeciętnego człowieka w zakresie tłumaczeń jest rzeczywiście niewielka. Nie chodzi tu nawet o znajmość narzędzi, którymi tłumacze się posługują, lecz także o nazewnistwo używane w tej branży.
Pamiętam, że w czasie pobytu u mojego kolegi Niemca, rozmawiałam z jego rodzicami na temat egzaminu z jednego z przedmiotów, do którego wtedy się przygotowywałam. Był to „wstęp do translacji”, a więc naprawdę podstawy... Aby wprowadzić ich w tematykę, którą się zajmowałam, przytoczyłam klasyfikację tłumaczeń ustnych i pisemnych i już przy tym podziale spotkałam się z niezrozumieniem ze strony moich słuchaczy. Chodziło o to, że mimo iż znali oczywiście niemieckie odpowiedniki tłumaczenia ustnego (Dolmetschen) oraz pisemnego (Übersetzen), bardzo zdziwił ich fakt, że nazwy te nie są synonimami, a ilustrują dwa odrębne rodzaje tłumaczeń. W domu wywiązała się cała dyskusja na ten temat – do rozmowy wciągnięci zostali mój kolega i jego siostra, aż w końcu rodzina zgodnie stwierdziła, że nigdy by nie „wpadli” na to, że te dwa pojęcia to coś zupełnie innego ... ;)
Z drugiej strony pracując na programach typu Trados korzystamy z baz słownictwa stworzonych w całości przez nas samych, a zatem mamy pewność doboru opowiednich ekwiwalentów językowych. Wówczas dysponujemy większą ilością czasu na ewentualne poprawki składniowe bądź wyszukanie nowych wyrazów, których wcześniej nie mieliśmy w naszej bazie. Uważam, że stosowanie dodatkowej pomocy w tłumaczeniu w postaci programów typu Trados nie ma wpływu na prestiż zawodu tłumacza, ponieważ przygotowanie takiego programu do pracy wymaga sporo czasu od tłumacza i opiera się tylko i wyłącznie na jego wiedzy.
Czy uważacie, że tłumacz stosujący wszelkiego rodzaju translatory, gotowe glosariusze lub programy, które wklejają przetłumaczone wcześniej fragmenty tekstów postępuje w sposób etyczny?
Nie widzę w tym nic nieetycznego, tłumacze mają takie samo prawo do wspomagania swojej pracy nowymi technologiami jak księgowi, bankowcy etc. korzystający np. z excela (a to lenie nie chce im się liczyć w pamięci!co to za robota,za co im płacą ?!).Co do glosariuszy,to jak już większość z was wspominała są "gotowe", ale tylko dlatego że sami włożyliśmy wcześniej wiele trudu w ich przygotowanie, mamy więc święte prawo ułatwiać sobie nimi życie.
Z drugiej strony pracując na programach typu Trados korzystamy z baz słownictwa stworzonych w całości przez nas samych, a zatem mamy pewność doboru opowiednich ekwiwalentów językowych. Wówczas dysponujemy większą ilością czasu na ewentualne poprawki składniowe bądź wyszukanie nowych wyrazów, których wcześniej nie mieliśmy w naszej bazie. Uważam, że stosowanie dodatkowej pomocy w tłumaczeniu w postaci programów typu Trados nie ma wpływu na prestiż zawodu tłumacza, ponieważ przygotowanie takiego programu do pracy wymaga sporo czasu od tłumacza i opiera się tylko i wyłącznie na jego wiedzy.
Zgadza się! Moim zdaniem korzystanie z tego typu profesjonalych programów dla tłumaczy jest nie tylko dozwolone, ale także wskazane, a wiedza o nich samych i sposobach ich zastosowania powinna być rozpowszechniana podaczas zajęć uniwersyteckich.
Szkoda bowiem czasu i energii na kilkukrotne wertowanie opasłych kodeksów, umów czy instrukcji w poszukiwaniu zwrotu, który już raz tam znaleźliśmy, tym bardziej że, jak już chyba zostało na tym forum wspomniane, tłumacza nieustannie „gonią terminy (lub też zleceniodawcy:D)...
Umiejętne korzystanie z dostępnych na runku materiałów poczytałabym jedynie na plus tłumacza.
JoannaPietrak
11-17-2009, 21:48
Całkowicie zgadzam się z przedmówczynią. Jak już wcześniej wspominałam używanie profesjonalnych programów komputerowych wspomagających tłumaczenie (typu Trados) nie jest według mnie pod żadnym względem pójściem na łatwiznę. To po porstu umiejętne korzystanie z rezultatów własnej pracy. Poza tym, jest to też pewien sposób na samodoskonalenie się, gdyż dzięki odpowiednim podstawom możemy w przyszłości modyfikować naszą bazę słownictwa zgromadzoną w takim programie o nowe, naszym zdaniem trafniejsze ekwiwalenty w innych kontekstach.
Poza tym obawiam się, że jednak znajdą się chętni, ambitni naukowcy którzy stworzą taki program. Pomyślcie na przykład o jakiejś grupie niespełnionych, sfrustrowanych tłumaczy:):): albo bardzo ambitnych naukowców, którzy zaczęliby współpracować z tłumaczami z różnych dziedzin korzystając z rezultatów ich wieloletniej pracy. Jeśli taka współpraca byłaby powiązana z odpowiednio dużą gratyfikacją finansową to na pewno znaleźliby się chętni. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że niewielu tłumaczy jest do końca zadowolonych ze swoich zarobków...
Możliwe, jednak ilu byłoby takich sfrustrowanych tłumaczy zdrajców oferujących bogate bazy danych? Myślę, że niewielu( doświadczony tłumacz z renomą chyba nie zarabia aż tak źle, a może się mylę?). A poza tym jeśli już powstałyby takie programy, to naturalnie wymagałby one częstej aktualizacji co bez udziału kolejnych pokoleń tłumaczy nie byłoby możliwe. Nie damy się maszynom, póki język żywy:)
darkliquoredeyes
11-18-2009, 08:13
Szkoda, że nie można zaznaczyć kilku odpowiedzi w tej sondzie ;) Według mnie ogólne pojęcie "klienteli" tłumaczy jest bardzo szerokie. Klienci mogą się dzielić na świadomych i nieświadomych tego, jak wygląda praca tłumacza pisemnego w 21. wieku i z czego oprócz słowników profesjonalni tłumacze korzystają (lub przynajmniej powinni).
Wybrałam odpowiedź dotyczącą tego, że klienci doceniają skrócenie czasu pracy nad tłumaczeniem - myślę, że dzisiaj tzw. turnaround time jest priorytetem przede wszystkim dla dużych korporacji, w związku z czym na pewno termin realizacji zlecenia będzie jednym z decydujących czynników przy wyborze tłumacza freelancera czy biura tłumaczeń.
darkliquoredeyes
11-18-2009, 08:17
Z drugiej strony należy rozróżnić oprogramowanie CAT-tools od translatorów typu google.translate itp. W programach wspomagających pracę tłumacza to nadal tłumacz wykonuje faktyczną pracę, a program moim zdaniem ułatwia mu przede wszystkim vocabulary/content management. Jednak nic bez ostatecznej decyzji tłumacza się tu nie dzieje. W przeciwieństwie do translatorów, gdzie tzw. tłumaczenie wykonywane jest mechanicznie - słowa są po prostu systemowo zastępowane odpowiednikami z języka docelowego.
Krzysiek
11-18-2009, 13:19
To po porstu umiejętne korzystanie z rezultatów własnej pracy. Poza tym, jest to też pewien sposób na samodoskonalenie się, gdyż dzięki odpowiednim podstawom możemy w przyszłości modyfikować naszą bazę słownictwa zgromadzoną w takim programie o nowe, naszym zdaniem trafniejsze ekwiwalenty w innych kontekstach.
Właśnie, czyli korzystanie z takich programów może być bardzo pomocne a proces tłumaczenia może w dużym stopniu skrócić się, jednak wtedy gdy z danym programem pracujemy zapewne już kilka dobrych lat i baza słownictwa z naszymi usprawnieniami jest pokaźna:)
Niedawno w jednej z gazet dodawali właśnie tłumacze komputerowe w różnych językach i to był już kolejny raz. W ubiegłym roku mój tata kupił mi właśnie z gazetą translator angielski i niemiecki i taki ucieszony przychodzi do mnie i mówi, że zobacz co mam dla ciebie, teraz nie będziesz tyle musiała siedzieć nad tymi swoimi tłumaczeniami.... Myślę, że przykład ten obrazuje poziom wiedzy przeciętnego człowieka na temat zawodu tłumacza oraz wiedzę o takich translatorach. Mój tata nie zna żadnego obcego języka i nie ma zielonego pojęcia, że takie translatory są nikłej jakości oraz, że człowiek-tłumacz jest niezastąpiony.
Tak, to jest właśnie smutne, że nie jesteśmy doceniani. Jeszcze gorzej jest z tłumaczeniem konsekutywnym, bo wszyscy lepiej wiedzą, jak coś powinno się przetłumaczyc i jakakolwiek wpadka jest uznawana za brak kompetencji tłumacza. Niestety mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że zapamiętanie i przetworzenie tekstu w sytuacji stresowej nie jest wcale proste.
Z drugiej strony należy rozróżnić oprogramowanie CAT-tools od translatorów typu google.translate itp. W programach wspomagających pracę tłumacza to nadal tłumacz wykonuje faktyczną pracę, a program moim zdaniem ułatwia mu przede wszystkim vocabulary/content management. Jednak nic bez ostatecznej decyzji tłumacza się tu nie dzieje. W przeciwieństwie do translatorów, gdzie tzw. tłumaczenie wykonywane jest mechanicznie - słowa są po prostu systemowo zastępowane odpowiednikami z języka docelowego.
I tak właśnie w przypadku translatorów mogą pojawić się ewentualne problemy etyczne, ponieważ to nie tłumacz wykonał zlecenie a komputer. Co więcej pod znakiem zapytania stoi jakość tłumaczenia i w rezultacie końcowego produktu jaki dostarczymy zleceniodawcy. Osoby niedoświadczone prezentują klientowi nieprofesjonalne tłumaczenie pełne błędów, z czego mogą wyniknąć jakieś nieprzyjemności lub nieporozumienia dla osoby, której potrzebne jest dane tłumaczenie.
darkliquoredeyes
11-18-2009, 19:20
Myślę, że nawet jeśli z jakiś przyczyn osoba wykonująca tłumaczenie korzysta z translatora (miejmy nadzieję, że wykonuje to tłumaczenie jedynie na własne potrzeby, a nie dla realnego klienta), to powinna chociaż sprawdzić tekst wygenerowany mechanicznie w języku docelowym, doprowadzić do gramatycznej, logicznej i czytelnej postaci.
Cóż... człowiek jest jak widać niezastąpiony w pracy z językiem.
kasiakieliszek
11-18-2009, 20:04
Moim zdaniem przez stosowanie oprogramowań typu CAT czy nawet translatorów nie odejmuje prestiżu zawodu tlumacza. Jest raczej wynikiem postępu technologii i świadomie wykorzystywanym narzędziem, bo jednak w przypadku tłumaczenia niezastąpiony będzie człowiek, który jest wyłapać chociażby różnice kulturowe pomiędzy systemami dwóch języków.
kasiakieliszek
11-18-2009, 20:17
Szkoda, że nie można zaznaczyć kilku odpowiedzi w tej sondzie ;) Według mnie ogólne pojęcie "klienteli" tłumaczy jest bardzo szerokie. Klienci mogą się dzielić na świadomych i nieświadomych tego, jak wygląda praca tłumacza pisemnego w 21. wieku i z czego oprócz słowników profesjonalni tłumacze korzystają (lub przynajmniej powinni).
Wybrałam odpowiedź dotyczącą tego, że klienci doceniają skrócenie czasu pracy nad tłumaczeniem - myślę, że dzisiaj tzw. turnaround time jest priorytetem przede wszystkim dla dużych korporacji, w związku z czym na pewno termin realizacji zlecenia będzie jednym z decydujących czynników przy wyborze tłumacza freelancera czy biura tłumaczeń.
Zdecydowanie się z tym zgadzam. Dzisiejsi klienci to przede wszystkim korporacje, które cenią sobie produktywność i umiejętność zrobienia swojej pracy w jak najkrótszym czasie. Tłumacz, który chce się w jakiś sposób utrzymać na rynku musi korzystać z elektronicznych baz danych czy glosariuszów.
A co do nieuświadomionych klientów, to należy ich zdecydowanie grzecznie uświadomić jak wygląda dzisiaj praca tłumacza :) Grzecznie, bo przecież nie chcemy ich stracić :)
melon_21
11-18-2009, 20:39
Osobiście jestem przeciwnikiem zarówno translatorów jak i CAT-u, jakoś po prostu to do mnie nie przemawia. Swoją drogą, nazwijcie mnie staroświeckim lub nawet zgredem (ja i tak uważam, że jestem oldschoolowy, czyli fajny :) ), wolę pracę w tradycyjny sposób (kartka + długopis). Jedyna komputerowa nowinka, która jest moim zdaniem niewątpliwym ułatwieniem to słowniki komputerowe, gdzie nie trzeba przeszukiwać tysięcy stron, tylko wpisać zadaną frazę. Swoją drogą w mojej niechęci komputerowej nie jestem odosobniony... W Newseeku 39/2009 pojawił się tekst "E-wykluczeni z elit", gdzie są opisane przypadki ludzi niechętnych pracy z komputerem (choć w przeciwieństwie do niektórych wiedzę na temat funkcjonowania tej diabelskiej maszyny w jakimś stopniu posiadam :) ), są to m. in. pisarze Tomasz Łubieński i Marek Nowakowski.
estudiante
11-18-2009, 20:49
Osobiście jestem przeciwnikiem zarówno translatorów jak i CAT-u, jakoś po prostu to do mnie nie przemawia. Swoją drogą, nazwijcie mnie staroświeckim lub nawet zgredem (ja i tak uważam, że jestem oldschoolowy, czyli fajny :) ), wolę pracę w tradycyjny sposób (kartka + długopis). Jedyna komputerowa nowinka, która jest moim zdaniem niewątpliwym ułatwieniem to słowniki komputerowe, gdzie nie trzeba przeszukiwać tysięcy stron, tylko wpisać zadaną frazę. Swoją drogą w mojej niechęci komputerowej nie jestem odosobniony... W Newseeku 39/2009 pojawił się tekst "E-wykluczeni z elit", gdzie są opisane przypadki ludzi niechętnych pracy z komputerem (choć w przeciwieństwie do niektórych wiedzę na temat funkcjonowania tej diabelskiej maszyny w jakimś stopniu posiadam :) ), są to m. in. pisarze Tomasz Łubieński i Marek Nowakowski.
Uff myślałam, że już nikt nie wspomni o tej "antykomputerowej" przypadłości. Nie jestem przeciw nowinkom technicznym, ale to prawda, są ludzie, którzy po prostu nie mogą zmusić się do organizowania bazy danych na sposób "CAT" i tym podobnych programów. Nie dlatego, że nie wiedzą, jak z tego korzystać, ale po prostu nie lubią. Niestety jednak, wydaje mi się , że w dzisiejszych czasach "niesCATowani" tłumacze przegrywają w przedbiegach:(.
melon_21
11-18-2009, 20:55
A co się tyczy etyczności całego procederu używania komputerowego badziewia, nie uważam, żeby używanie pomocy maszyn było moralnie dwuznaczne. Wręcz przeciwnie. Zarówno translatory, używane z rozsądkiem, jak i CATy wymagają również sporo zaangażowania przekładacza, jako że pomimo coraz większego zaawansowania maszyn nie posiadają one zdolności myślenia nieszablonowego, a co za tym idzie nie będą w stanie wyjść poza ramy uprzednio zaprogramowanych poleceń. Żadnego czytania między linijkami, odcyfrowywania metafor i innych wyrażeń nie wprost. Ciągnie to za sobą potrzeby proofreadingu i korekty takiego mechanicznego tekstu, co potrafi być o wiele trudniejsze, czasochłonne i upierdliwe niż faktyczne "tradycyjne" tłumaczenie. Tak czy inaczej, tłumacz nie bierze pieniędzy za pracę wykonaną przez komputer bez jego udziału.
A czy prestiż zawodu może ucierpieć? Jasne. Wielu ludzi zostaje omamionych możliwością darmowego tłumaczenia, uważają, że tłumacze to naciągacze. Choć w gruncie rzeczy co bardziej ogarnięci wiedzą, że tłumaczenie to niekoniecznie takie zwykle hop-siup. Tylko dlaczego mam wrażenie, że tych bardziej ogarniętych jest coraz mniej...?
estudiante
11-18-2009, 21:00
Nie widzę w tym nic nieetycznego, tłumacze mają takie samo prawo do wspomagania swojej pracy nowymi technologiami jak księgowi, bankowcy etc. korzystający np. z excela (a to lenie nie chce im się liczyć w pamięci!co to za robota,za co im płacą ?!).Co do glosariuszy,to jak już większość z was wspominała są "gotowe", ale tylko dlatego że sami włożyliśmy wcześniej wiele trudu w ich przygotowanie, mamy więc święte prawo ułatwiać sobie nimi życie.
Podobnie nie rozumiem reakcji niektórych ludzi, nawet z branży tłumaczeniowej, którzy czasem z ironią wypowiadają się o tłumaczach przysięgłych tłumaczących całe życie np. materiały dla tej samej firmy lub przekładających te same wzory dokumentów. Zarzuca się im właśnie wygodnictwo i podważa ich kompetencje. A przecież tłumaczowi poruszającemu się w kilku dziedzinach i korzystającemu z Tradosa, Cat itp. również można zarzucić zależność od maszyny, czyli dla niektórych- w domyśle- brak profesjonalizmu, a to przecież nieprawda.
ewelinchen
11-18-2009, 21:32
Uff myślałam, że już nikt nie wspomni o tej "antykomputerowej" przypadłości. Nie jestem przeciw nowinkom technicznym, ale to prawda, są ludzie, którzy po prostu nie mogą zmusić się do organizowania bazy danych na sposób "CAT" i tym podobnych programów. Nie dlatego, że nie wiedzą, jak z tego korzystać, ale po prostu nie lubią. Niestety jednak, wydaje mi się , że w dzisiejszych czasach "niesCATowani" tłumacze przegrywają w przedbiegach:(.
Ale skoro można połączyć i wiedzę i spryt tłumacza który używa dodatkowych oprogramowań do tłumaczenia, to nie tylko wzrasta ich wydajność, skracają czas tłumaczeń, ale w niektórych bardziej profesjonalnych programach do tłumaczeń wychwyci błędy, skoryguje, więc jest to ok. Nie uważam bynajmniej że mogłoby to być nie etyczne. Nie etycznym byłoby przypisanie sobie czyjegoś tłumaczenia, albo ściągnięcie tłumaczenia z internetu jako swoje.
Ale skoro można połączyć i wiedzę i spryt tłumacza który używa dodatkowych oprogramowań do tłumaczenia, to nie tylko wzrasta ich wydajność, skracają czas tłumaczeń, ale w niektórych bardziej profesjonalnych programach do tłumaczeń wychwyci błędy, skoryguje, więc jest to ok. Nie uważam bynajmniej że mogłoby to być nie etyczne. Nie etycznym byłoby przypisanie sobie czyjegoś tłumaczenia, albo ściągnięcie tłumaczenia z internetu jako swoje.
Ja tak samo uważam, ze używanie programów do tłumaczeń nie jest nieetyczne, ponieważ nie przywłaszczamy sobie czyjejś pracy, a jedynie ułatwiamy sobie swoją. Chociaż akurat dla mnie nie jest to zbytnie ułatwienie, ponieważ wole sama tłumaczyć a nie poprawiać tekst przetłumaczony przez program.
Wszystko jest kwestią subiektywnych preferencji tłumacza. Jednak dobrze, że mamy w naszej pracy coraz większy wybór i sami możemy zdecydować, jaki sposób tłumaczenia jest dla nas najlepszy.
magda_tatara
11-18-2009, 21:58
Przyszło mi do głowy, że kolejnym ułatwieniem dla tłumaczy moją być tzw. teksty paralelne – zbiory wzorów dokumentów w dwóch językach. Na rynku znajduje się mnóstwo takich publikacji tworzonych przez tłumaczy. Tego typu książki powinny być wykorzystywane do ćwiczeń translacyjnych, ale niedoświadczeni tłumacze mogą przyjmować je za pewne i sprawdzone szablony. Skoro wszystkie akty urodzenia w Austrii wyglądają tak samo, tłumacz może wyszukać gotowy wzór i po prostu skopiować go. I na pewno nie zostanie posądzony o plagiat.
magda_tatara
11-18-2009, 22:13
I na pewno nie zostanie posądzony o plagiat.
... No chyba, że autor zbioru tekstów paralelnych popełni jakiś rażący błąd, który zostanie potem powielony przez tłumacza. Ale wówczas wyżej wspomniany tłumacz może usprawiedliwić się tym, że uczył się z wyżej wymienionej antologii.
Swoją drogą nie rozumiem, dlaczego doświadczeni tłumacze wydaja tego typu zbiory. Z jednej strony – jeśli książka zostanie opublikowana, zyskują rozgłos. Ale jednocześnie sami tworzą sobie konkurencje na rynku pracy – często wśród ludzi stawiających pierwsze kroki w branży tłumaczeniowej. Ryzykują tym, że początkujący tłumacze będą kopiować efekty ich ciężkiej pracy, budując swoją renomę na oszustwie i cwaniactwie.
Dorota Sałata
11-18-2009, 22:15
Przyszło mi do głowy, że kolejnym ułatwieniem dla tłumaczy moją być tzw. teksty paralelne – zbiory wzorów dokumentów w dwóch językach. Na rynku znajduje się mnóstwo takich publikacji tworzonych przez tłumaczy. Tego typu książki powinny być wykorzystywane do ćwiczeń translacyjnych, ale niedoświadczeni tłumacze mogą przyjmować je za pewne i sprawdzone szablony. Skoro wszystkie akty urodzenia w Austrii wyglądają tak samo, tłumacz może wyszukać gotowy wzór i po prostu skopiować go. I na pewno nie zostanie posądzony o plagiat.
Zgadzam się, teksty paralelne są nie tylko ułatwieniem ale świetną pomocą naukową. Na podstawie takich tekstów tłumacz może opracować sobie słownictwo z danej dziedziny. Często można też znaleźć ten sam tekst w kilku językach i dzięki temu tłumacz może sobie stworzyć bazę leksykalną z każdego tematu, z której potem łatwo jest korzystać np. gdy zrobimy to w exelu. Taki słowniczek własnoręcznie opracowany jest wielkim ułatwieniem, ale nie uważam, żeby tłumacz używając baz słówek sporządzonych przez siebie na podstawie tekstów paralelnych szedł na łatwiznę, wręcz przeciwnie, jest to sposób samokształcenia. :)
Jeśli mowa o tekstach paralelnych, to mają one jeszcze jedno (przynajmniej) zastosowanie. Mianowicie, służą jako doskonałe źródło słownictwa fachowego. Mamy bowiem świadomość, że najlepsze nawet słowniki nie są w stanie „nadążyć” za stale ewaluującą terminologią fachową, a znalezione w nich ekwiwalenty językowe nie zawsze stanowią najtrafniejsze rozwiązania. A wystarczy przecieź porównać dwie wersje językowe np. jakiejś dyrektywy unijnej, żeby móc mieć zupełną pewność, że zaproponowany przez nas ekwiwalent będzie tym najlepszym/najbardziej aktualnym.
magda_tatara
11-18-2009, 22:29
Myślę, że taka sytuacja raczej nie będzie miała miejsca i tłumacze będą zawsze potrzebni. Wydaje mi się niemożliwe, żeby komuś udało się stworzyć tak skomplikowany program, który rozpoznawałby kontekst i nie robił błędów. Na razie możemy czuć się bezpieczni:)
Zgadzam się z Anią. O ile maszyna może być jeszcze w stanie ułatwić pracę tłumacza wykonującego przekłady pisemne, ale z pewnością nie zastąpi pracy osoby tłumaczącej ustnie. Maszyna nie wykona ustnego tłumaczenia sądowego, ani też nie pojedzie do Brukseli, nie zajmie miejsca w kabinie i nie będzie tłumaczyć symultanicznie.
W Chinach istnieją już roboty, które są w stanie opiekować się starszymi osobami. Ale jestem pewna, że żaden, nawet najlepszy robot nie zastąpi nigdy tłumacza.
Wybrałam odpowiedź dotyczącą tego, że klienci doceniają skrócenie czasu pracy nad tłumaczeniem - myślę, że dzisiaj tzw. turnaround time jest priorytetem przede wszystkim dla dużych korporacji, w związku z czym na pewno termin realizacji zlecenia będzie jednym z decydujących czynników przy wyborze tłumacza freelancera czy biura tłumaczeń.
Chociaż zaznaczyłam inną odpowiedź, podzielam Twoją opinię.
Zleceniodawny z reguły nie obchodzi jak tłumaczenie zostało wykonane (mam tu na myśli metody, a nie jakość oczywiście! :) ), tylko na kiedy można ustalić pierwszy możliwy termin jego odbioru. Prawdę mówiąc, ani mnie to nie dziwi (prawodopodobnie byłby to także jeden z moich priorytetów, gdybym zleciła komuś wykonanie tłumaczenia), ani w żaden sposób nie martwi, że klient nie będzie miał świadomości, jak jego zlecenie było realizowane. O wiele lepiej współpracuje się z osobą, która nie ingeruje w naszą pracę, jeżeli się tak naprawdę na niej zupełnie nie zna...
A „goniące terminy”, no cóż... wliczone są w ten zawód poprostu...
Zgadzam się z tym że klienta nie interesuje to JAK jego pisemne tłumaczenie zostało wykonane (chyba że zostało zrobione na jego oczach w 15 min i za 50 zl;)), co oznacza że jeśli chodzi o nas, tłumaczy, to powinniśmy korzystać jak najwięcej z dostępnych technik i sposobów ułatwienia sobie pracy, czy to przez słowniki, teksty paralelne, glosariusze czy inne. Do tego służy postęp techniki aby wszystko możliwie skrócić i ułatwić. A nie oszukujmy się, jeśli nasze stawki nie są (jeszcze) zbyt wysokie to tym bardziej warto się starać aby włożony wysiłek nie przekraczał wynagrodzenia;)
anusia8785
11-18-2009, 23:18
Moim zdaniem większość klientów nie zdaje sobie sprawy jak w ogóle wygląda cały proces tłumaczenia. Dla klienta najważniejszy jest rezultat a nie przebieg procesu tłumaczenia. Ludzie nie pracujący w tej branży raczej nie zdają sobie sprawy z istnienia takich narzędzi jak CAT czy gotowe glosariusze.
Z drugiej strony nie widzę nic złego w korzystaniu z gotowych pomocy, gdyż po pierwsze często są one rezultatem pracy tego samego tłumacza np. glosariusze złożone ze słówek i zwrotów zebranych podczas tłumaczenia podobnych dokumentów w przeszłości. Nie jest to więc "droga na skróty" ani okradanie innych z rezultatów ich pracy, tylko umiejętne wykorzystanie rezultatów własnego wysiłku. Po drugie, z narzędzi wspomagających techniki tłumaczeniowe należy korzystać bardzo ostrożnie, a dobry i doświadczony tłumacz zawsze wie, że należy dokładnie sprawdzić użycie określonych słówek i zwrotów w danym kontekście. Tłumaczenie nie jest więc procesem całkowicie zautomatyzowanym (czyt. bardzo łatwym:)), tak zawny czynnik ludzki odgrywa w nim nadal kluczową rolę.
Klienci często zlecają tłumaczom wykonanie ogromnej pracy w bardzo krótkim czasie, pośrednio więc zgadzają się na stosowanie przez nich pewnych ułatwień:)
To prawda. Klienta interesuje przede wszystki efekt tłumaczenia a nie jego proces. Większość ludzi nie ma świadomości tego, jak ciężka i pracochłonna jest praca tłumacza. W dobie internetu i nowinek technicznych wszyscy starają się z tego korzystać i w ten sposób ułatwiać sobie pracę. Dlaczego więc nie mieliby tego robić tłumacze?
anusia8785
11-18-2009, 23:23
Komputer wykonuje przekład, zaś rola tłumacza ogranicza się jedynie do edycji tekstu, poprawienia błędów stylistycznych i rzeczowych oraz wypełnienia nieprzetłumaczonych luk.
Ciekawe gdzie i za ile można kupić taki komputer, co wykona za nas przekład...:confused: to nie jest tak, że program tłumaczy "za" tłumacza, przecież glosariusze i zdania, które znajdują się w pamięciach translacji nie pojawia się tam samo, tylko musimy najpierw wprowadzić te informacje. After all, korzystasz po prostu ze swojej własnej pracy i masz szybszy dostęp do informacji, niż gdyby trzeba było pisać sobie tradycyjne glosariusze np. z zeszytach, a potem szukać ich po kątach...:)
Faktycznie, nie powstały jeszcze programy komputerowe, które automatycznie wykonywałyby za tłumacza całą pracę związaną z przekładem. Głównym mózgiem w procesie tłumaczenia jest, był i raczej będzie zawsze człowiek.
Co do użycia translatorów:)
Myślę, że również mogą być dla nas pomocą (i skrócić pracowite noce:))
Wszystko zależy nie tylko od preferencji lub doswiadczenia tłumacza, ale również od rodzaju tekstu. Myślę, że jeśli jest to dokument, zwłaszcza taki, który jest często tłumaczony, to translator jest ułatwieniem, stylistyka nie ma w takich tekstach aż tak wielkiego znaczenia.
Jeśli zaś chodzi o tekst oparty nie na specjalistycznym słownictwie, lecz taki "do pogłówkowania", bardziej literacki etc, to translator może przysporzyć pracy, gdyż "jego" wersja w większości przypadków będzie nadawała się do prawie całościowego przerobienia na nowo. Tak to widzę. Nie istnieje translator który miałby wyczucie stylistyczne:o
joanna8606
11-18-2009, 23:28
Maszyna nie wykona ustnego tłumaczenia sądowego, ani też nie pojedzie do Brukseli, nie zajmie miejsca w kabinie i nie będzie tłumaczyć symultanicznie.
Zgadzam się:) Uważam,że żadna maszyna nie będzie miec takiego wyczucia językowego, jakie posiada tłumacz. Do tego dochodzą też zdolności interpersonalne, których maszyna nie posiada,a które bardzo często przydają się w pracy tłumacza:)
joanna8606
11-18-2009, 23:35
Nie oznacza to jednak,że uwazam iż tłumacz nie powinien korzystac z nowinek technicznych. Z pewnością ułatwią i skrócą pracę- niemniej jednak nie należy ich nadużywac,bo nie zawsze proponowane ekwiwalenty sa dobre.
Ale skoro można połączyć i wiedzę i spryt tłumacza który używa dodatkowych oprogramowań do tłumaczenia, to nie tylko wzrasta ich wydajność, skracają czas tłumaczeń, ale w niektórych bardziej profesjonalnych programach do tłumaczeń wychwyci błędy, skoryguje, więc jest to ok. Nie uważam bynajmniej że mogłoby to być nie etyczne. Nie etycznym byłoby przypisanie sobie czyjegoś tłumaczenia, albo ściągnięcie tłumaczenia z internetu jako swoje.
Zgadzam się w zupełności. Korzystanie właściwie z każdego możliwego źródła wiedzy(legalnego i legalnie ma się rozumieć), aby uzyskać poprawne tłumaczenie, lub jedynie brakujący zwrot uważam za jak najbardziej etyczne. Nieważne zatem czy szukamy w słowniku sprzed 20 lat, pytamy pana googla, szperamy we własnych bazach danych czy dzwonimy do znajomego prawnika lub kolegi po fachu.
Jeśli chodzi o wyniki ankiety zamieszczonej na początku tego tematu, to muszę przyznać, że wcale nie byłam zaskoczona. Zawód tłumacza (nie wiedzieć czemu) ciągle pozostaje niedoceniany. Lub przeważają dwie skrajne opinie na ten temat. Pierwsza z jaką spotykam się najczęściej to, że to niesłychanie opłacalny zawód, bo za byle jaką stronę dostajemy tyle i tyle, a wszystko mamy wcześniej gotowe i korzystamy tylko z wzorów, a na koniec stawiamy pieczątki i inkasujemy złocisze. A druga to (tu przypominają mi się zajęcia z tłumaczeń specjalistycznych i tekst mojego wykładowcy dotyczący własnie tego tematu) :" Pani Krysia jest sekretarką, zna troszkę niemiecki, więc miedzy jedną kawusią, a drugą potłumaczy troszkę umowy". Taaak...:)
Co do użycia translatorów:)
Myślę, że również mogą być dla nas pomocą (i skrócić pracowite noce:))
Wszystko zależy nie tylko od preferencji lub doswiadczenia tłumacza, ale również od rodzaju tekstu. Myślę, że jeśli jest to dokument, zwłaszcza taki, który jest często tłumaczony, to translator jest ułatwieniem, stylistyka nie ma w takich tekstach aż tak wielkiego znaczenia.
Jeśli zaś chodzi o tekst oparty nie na specjalistycznym słownictwie, lecz taki "do pogłówkowania", bardziej literacki etc, to translator może przysporzyć pracy, gdyż "jego" wersja w większości przypadków będzie nadawała się do prawie całościowego przerobienia na nowo. Tak to widzę. Nie istnieje translator który miałby wyczucie stylistyczne:o
Translator może służyć jedynie jako narzędzie wspomagające pracę tłumacza. Narzędzia takie dysponują często ogromną bazą leksykalną i mogą być przydatne nawet wtedy, gdy zawodzi tradycyjny słownik.
Jeśli chodzi o wyniki ankiety zamieszczonej na początku tego tematu, to muszę przyznać, że wcale nie byłam zaskoczona. Zawód tłumacza (nie wiedzieć czemu) ciągle pozostaje niedoceniany. Lub przeważają dwie skrajne opinie na ten temat. Pierwsza z jaką spotykam się najczęściej to, że to niesłychanie opłacalny zawód, bo za byle jaką stronę dostajemy tyle i tyle, a wszystko mamy wcześniej gotowe i korzystamy tylko z wzorów, a na koniec stawiamy pieczątki i inkasujemy złocisze. A druga to (tu przypominają mi się zajęcia z tłumaczeń specjalistycznych i tekst mojego wykładowcy dotyczący własnie tego tematu) :" Pani Krysia jest sekretarką, zna troszkę niemiecki, więc miedzy jedną kawusią, a drugą potłumaczy troszkę umowy". Taaak...:)
Niestety, zaciera się dziś granica między osobami doskonale władającymi obcym językiem, będącymi w stanie użyć go w kontekstach profesjonalnych, a osobami znającymi je w stopniu komunikatywnym. Nie wolno jednak zapominać, że sytuacja taka ma najczęściej miejsce w małych firmach. Większe przedsiębiorstwa dokonują bardziej świadomej selekcji, doceniają i potrafią w odpowiednim stopniu docenić umiejętności swoich pracowników, w tym tłumaczy.
anusia8785
11-19-2009, 08:44
Moim zdaniem edytowanie takiego tekstu przetłumaczonego za pomocą translatora to tylko dodawanie sobie niepotrzebnie pracy. Nie zgodzę się, że jest to proces szybszy niż samodzielne tłumaczenie. Na pewno dużo zależy od rodzaju tekstu, w przypadku tekstów np. z dużą ilością specjalistycznej terminologii translator z dobrze rozbudowanymi glosariuszami może rzeczywiście być pomocny, jednak na przykład przy tłumaczeniu umów, tekstów prawniczych lub innych, gdzie dużą rolę odgrywa składnia, taki tekst okazuje się kompletnie nieprzydatny. Translatory bardzo często wstawiają błędne kolokacje, a poprawienie danego zwrotu przez tłumacza może automatycznie powodować konieczność zmiany innych wyrażeń i przeorganizowanie całego zdania. Tak więc według mnie lepiej już usiąść samemu ze słownikiem lub samodzielnie przygotowanymi glosariuszami z danej tematyki i uzbroić się w cierpliwość... :)
A co do wyżej postawionego pytania, uważam, że trzeba po prostu mierzyć siły na zamiary. Ta rada dotyczy przede wszystkim niedoświadczonych tłumaczy, którzy nie do końca są jeszcze w stanie ocenić jaką pracę mogą wykonać w określonym czasie. Rosządek z pewnością pozwoli w takim przypadku uniknąć niemiłych konsekwencji niewywiązania się z powierzonego zadania. ;)
Proces tłumaczenia za pomocą translatora jest rzeczywiście szybszy, ale co z tego jeżeli to tłumaczenie jest źle wykonane i wszystko trzeba poprawiać.
anusia8785
11-19-2009, 08:50
Obecnie tłumacze mogą wykonywać przekłady przy pomocy translatorów. Pomimo tego, że powstałe tłumaczenie jest dość „nieporadne“, edycja tego typu dokumentu trwa na pewno szybciej niż tłumaczenie od podstaw. I chociaż nikt nie pochwala tego typu narzędzi, nawet na stronach WWW niektórych biur tłumaczeń znajdują się właśnie translatory. Programy typu GOOGLE TŁUMACZ umożliwiają wręcz przekłady całych stron internetowych. Pozostawiają wiele luk w tłumaczeniu, błędów stylistycznych, ale mimo wszystko tłumaczą, w dużym stopniu ułatwiając pracę tłumacza.
Ja uważam, że lepiej jest tłumaczyć samemu, niz poprawiać cudze (czytaj: translatora) błędy, ale są tłumacze, którzy na pewno posiłkują się translatorami, szczególnie kiedy dostają 20 stron do przetłumaczenia „na wczoraj“. Nie mówię tu o tłumaczach-mistrzach, w przypadku których jest to wykonalne, ale o tych początkujących, goniących za zleceniami, stawiającymi na ilość, a nie na jakość ...
Załóżmy, że tłumacz przecenił swoje siły i po nocy siedzenia przy komputerze dociera do niego, że nie będzie w stanie dopracować swojego przekładu. Wtedy może uznać, że kiepskie tłumaczenie jest lepsze niż niewywiązanie się z przyjętego zlecenia. I skorzystać z pomocy wyżej wspomnianego translatora, edytując luki i źle przetłumaczone fragmenty. Jeśli tłumaczenie było w trybie pilnym, jest szansa, że biuro nie sprawdzi dokładnie jakości tłumaczenia. I jest szansa, że klient okaże się laikiem, i że będzie zadowolony z przekładu. Brzmi strasznie? Ale takie sytuacje się zdarzają.
Tłumacz może też oddać 10 dobrze przetłumaczonych stron i 10 stron nieprzetłumaczonych , ale wtedy dostanie burę od biura tłumaczeń, które go zatrudnia …
A Wy jak myślicie, co powinien zrobić tłumacz, który przyjął zlecenie i dopiero potem zdaje sobie sprawę z tego, że nie wyrobi się z przekładem?
Tu nie ma dobrego rozwiązania. W ostateczności może zdecydować się na pomoc translatora, ale jeśli specjalistyczne tłumaczenie będzie źle wykonane to tłumacz może nawet zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej. W najlepszym wypadku może stracić klienta.
k_buczynski
11-19-2009, 09:01
Niewątpliwie świat idzie do przodu. Zawód tłumacza ewoluuje i tym samym zmieniają się oczekiwania wobec niego. Niegdyś tłumacz musiał pracować bez pomocy komputera. Pisał ręcznie albo na maszynie. Był zmuszony do korzystania z tradycyjnych słowników. Tak było jeszcze 20 lat temu…
1[/url]
Twój temat przypomniał mi moją refleksję sprzed kilku dni, gdy tłumacząc tekst spojrzałem na regał gdzie kurzą się słowniki... Nie pamiętam bym w ostatnim czasie korzystał z wersji papierowej słowników. W dobie dzisiejszego rozwoju tłumaczeń i tego co oferuje internet, jedynie słowniki specjalistyczne mają rację bytu w wersji papierowej. Ceny "ksiąg" są w dzisiejszych czasach tak drogie że nie mogą skutecznie konkurować z możliwościami sieci.
k_buczynski
11-19-2009, 09:05
Proces tłumaczenia za pomocą translatora jest rzeczywiście szybszy, ale co z tego jeżeli to tłumaczenie jest źle wykonane i wszystko trzeba poprawiać.
Dokładnie, zapewne wielu z Nas zdaje sobie sprawę że więcej czasu poświęca się na poprawy. Osobiście nie lubię, hmm nazwijmy to "pracy grupowej" przy pewnych zadaniach z tego względu że korekty tłumaczeń osób trzecich są najbardziej czasochłonne. W takich wypadkach najczęściej wolę robić wszystko samemu od początku do końca. Jakość i spójność tekstu jest wówczas jednolita.
ewelinchen
11-19-2009, 11:30
Czy uważacie, że tłumacz stosujący wszelkiego rodzaju translatory, gotowe glosariusze lub programy, które wklejają przetłumaczone wcześniej fragmenty tekstów postępuje w sposób etyczny? Czy automatyzacja procesu tłumaczenia nie wpłynie na to, że zawód tłumacza straci swój dawny prestiż? Czy nie zmieni to sposobu postrzegania tłumaczy przez klientów?
Poniższy link odnosi się to artykułu dotyczącego skutków stosowania nowoczesnych technik i narzędzi tłumaczeniowych:
http://mlingua.pl/articles,show,pol,143,1
Myślę że nawet jeśli tłumacz korzysta z translatorów wszelakiego rodzaju, to i tak robiąc to sam koryguje też poprawność tłumaczenia. Przecież nie zawsze oferowane nam translatory potrafią przetlumaczyć wszystkie rzeczy. Nawet posługując się takim translatorem to praca tłumacza jest własna.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.