PDA

View Full Version : Prawo a zawód tłumacza - jakie zmiany byłyby korzystne?


darkliquoredeyes
11-04-2009, 12:25
Witam wszystkich.

Jako, że w tym wątku (http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=1505&page=2) zaczęliśmy wkraczać na temat zmian w przepisach, które mają ułatwić kontrolowanie pracy tłumaczy przysięgłych, uregulować relacje klient - tłumacz, a także ułatwić życie tłumacza ogólnie (czy to przysięgłego czy też nie), proponuję stworzyć tutaj bank pomysłów na to, co zmienilibyście w polskim prawie, aby tłumaczom żyło się lepiej.


Zauważyliście jakieś buble prawne, które mają pośrednio lub bezpośrednio wpływ na zawód tłumacza? Jakie przepisy dodać, ujednolicić, zmodyfikować lub doprecyzować, a co odrzucić? A może przepisy są już na tyle dobrze dostosowane do realiów, że nie trzeba nic zmieniać? Ciekawią mnie Wasze opinie. Zapraszam do dyskusji :)


PS. Wiadomo, że polska władza ustawodawcza działa nieco opieszale i wprowadzanie zmian może trwać nawet długie lata, ale podyskutować zawsze można ;) Być może w przyszłości ktoś z osób pracujących nad reformą ustawy o tłumaczach weźmie pod uwagę głos samych zainteresowanych.

darkliquoredeyes
11-04-2009, 12:42
A jeśli już mowa o zmianie prawa :), uważam, że potrzebne jest także rozdzielenie egzaminu na ustny i pisemny TP.

(...)

Wielu kandydatów, którzy bardzo dobrze przeszli pisemną część egzaminu, i tak "oblewa" go, ze względu na brak predyspozycji do tłumaczeń konsekutywnych.

Sądzę, że byłaby to bardzo pozytywna zmiana. Zarówno tłumaczenia ustne, jak i pisemne z pewnością zyskałyby w ten sposób na jakości. W niektórych krajach, np. Danii, Słowacji, Holandii czy Norwegii, taki podział jest bardzo wyraźny i organizowane są osobne egzaminy dla tłumaczy ustnych i pisemnych. Egzaminy te nie są wcale proste - w Norwegii zdaje je 5% zdających (źródło: I.Wowro, A.Kubacki, Europejskie modele ustanawiania tłumaczy przysięgłych oraz kryteria dopuszczające do wykonywania zawodu w wybranych krajach Unii Europejskiej ). Być może ma to związek z długą tradycją szkolenia i egzaminowania tłumaczy, która kształtowana jest m.in. przez istniejący od 1913 roku cech tłumaczy.

empasik
11-04-2009, 20:45
Zastanawia mnie jedna rzecz. Tłumacz przysięgły zobowiązany jest posiadać dyplom ukończenia studiów wyższych filologicznych. Co zrobić z tłumaczami języków rzadkich? Nie sądzę że jest wielu tłumaczy legitymujących się ukończeniem filologii pasztu czy miao-jao. Egzamin państwowy powinien być jedynym wyznacznikiem kompetencji tłumacza.

bartek
11-07-2009, 11:25
Zastanawia mnie jedna rzecz. Tłumacz przysięgły zobowiązany jest posiadać dyplom ukończenia studiów wyższych filologicznych. Co zrobić z tłumaczami języków rzadkich? Nie sądzę że jest wielu tłumaczy legitymujących się ukończeniem filologii pasztu czy miao-jao. Egzamin państwowy powinien być jedynym wyznacznikiem kompetencji tłumacza.

Niezupełnie;)
zgodnie z ustawą, tłumaczem przysięgłym może zostać osoba, która ukończyła magisterskie studia wyższe na kierunku filologia lub ukończyła magisterskie studia wyższe na innym kierunku i studia podyplomowe w zakresie tłumaczenia, odpowiednie dla danego języka.

ewela
11-17-2009, 19:38
Niezupełnie;)
zgodnie z ustawą, tłumaczem przysięgłym może zostać osoba, która ukończyła magisterskie studia wyższe na kierunku filologia lub ukończyła magisterskie studia wyższe na innym kierunku i studia podyplomowe w zakresie tłumaczenia, odpowiednie dla danego języka.
No tak, tylko pojawia się kolejny problem, czy rzeczywiście dostępne są studia podyplomowe w zakresie języków rzadkich. Szczerze mówiąc nie słyszałam o takich kierunkach np. języki skandynawskie czy inne "egzotyczne". Podstawowym problemem jest małe zainteresowanie nauką tych języków (chodź obecnie sytuacja się nieco zmienia) a co za tym idzie nie jest opłacalne tworzenie takich kierunków studiów podyplomowych.Moim zdaniem kandydat na tłumacza powinien mieć ukończone studia filologiczne, ale nie koniecznie w zakresie języka, z którego zdawałby egzamin. W tym przypadku sam egzamin potwierdził by stopień jego wiedzy. A ukończenie jakiejś filologii oczywiście stanowiło by jedno z kryteriów przystąpienia do egzaminu. Widzicie jakieś inne rozwiązanie tego problemu?

darkliquoredeyes
11-18-2009, 14:34
Myślę, że może to być nawet filologia polska, co na pewno byłoby przydatne dla tłumacza. Tak jak pisze ewela - sam egzamin potwierdzałby wtedy znajomość języka obcego i terminologii na odpowiednim poziomie. Nieważne gdzie tłumacz poznał ten język, ważne jakie kompetencje i umiejętności posługiwania się nim posiada. I sprawdzeniu tychże służy właśnie egzamin na TP.

darkliquoredeyes
11-18-2009, 14:44
Natomiast co do samego egzaminu na TP - uważam, że trzeba pozwolić tłumaczom na zdawanie egzaminu z laptopem podłączonym do internetu/z modemem bezprzewodowym. W końcu praktykujący tłumacz korzysta dzisiaj na co dzień z opragramowania CAT, szuka informacji w internecie, może korzystać z komputerowych wersji słowników - tak wygląda jego zwykły warsztat. Dlaczego więc TP mieliby być w tyle? To właśnie oni powinni wieść prym w znajomości i użytkowaniu wymienionych usprawnień procesu tłumaczenia.

Tymczasem... na egzaminie wciąż "skrobie się" tłumaczenia na papierze, nie wspominając o tym, że zdający nie mają dostępu do komputera ani internetu tymbardziej. Co prawda dozwolone jest przyniesienie swoich słowników - jednak tylko w wersji papierowej (ponoć niektórzy zabierają ze sobą całe walizki!) - oraz sporządzonych przez siebie glosariuszy, które muszą być uprzednio zaakceptowane przez komisję. Jednak w obliczu dostępnych obecnie rozwiązań technicznych, egzamin ten zdaje się być wyjęty niemalże ze średnowiecza.

ewela
11-18-2009, 21:18
Tak jak wspomniałaś wiemy, że zawód tłumacza w dużej mierze polega na szukaniu i porównywaniu informacji i to z różnych źródeł.Nie wyobrażam sobie profesjonalnego tłumacza w dobie Internetu i dostępnych programów dla tłumacz, który korzysta jedynie z papierowego słownika. Język się zmienia, rozwija bądź ubożeje, ale są to ciągle zmiany; słownictwa, sposobu wypowiedzi, itp. Dlatego zgadzam się, że na egzaminie powinno się korzystać z Internetu.

Dorota Sałata
11-18-2009, 22:27
Natomiast co do samego egzaminu na TP - uważam, że trzeba pozwolić tłumaczom na zdawanie egzaminu z laptopem podłączonym do internetu/z modemem bezprzewodowym. W końcu praktykujący tłumacz korzysta dzisiaj na co dzień z opragramowania CAT, szuka informacji w internecie, może korzystać z komputerowych wersji słowników - tak wygląda jego zwykły warsztat. Dlaczego więc TP mieliby być w tyle? To właśnie oni powinni wieść prym w znajomości i użytkowaniu wymienionych usprawnień procesu tłumaczenia.

Tymczasem... na egzaminie wciąż "skrobie się" tłumaczenia na papierze, nie wspominając o tym, że zdający nie mają dostępu do komputera ani internetu tymbardziej. Co prawda dozwolone jest przyniesienie swoich słowników - jednak tylko w wersji papierowej (ponoć niektórzy zabierają ze sobą całe walizki!) - oraz sporządzonych przez siebie glosariuszy, które muszą być uprzednio zaakceptowane przez komisję. Jednak w obliczu dostępnych obecnie rozwiązań technicznych, egzamin ten zdaje się być wyjęty niemalże ze średnowiecza.

Zgadzam się w zupełności, że obecna forma egzaminu przypomina średniowieczną. Nasuwa mi się tylko pytanie, czy jeśli na egzaminie można by używać własnych laptopów, większość osób zapewne przyniosła by gotowe dokumenty, glosariusze z każdej dziedziny czy też teksty paralelne i nie wiem czy to do końca byłoby takie sprawiedliwe. Także jestem za możliwością korzystania z internetu podczas egzaminu, ale co do "gotowców", które teoretycznie można by przemycić na swoim laptopie powinny być osobne uregulowania.

ewela
11-19-2009, 13:18
Myślę, że to dało by się uregulować. pewnie nieunikniona była by kontrola tego, co każdy uczestnik egzaminu wnosi ze sobą na salę egzaminacyjną. Na pewno utrudniło by to kwestie samego przeprowadzenia egzaminu, jednak myślę, że warto zastanowić się nad taką zmianą.

darkliquoredeyes
12-15-2009, 00:02
Nasuwa mi się tylko pytanie, czy jeśli na egzaminie można by używać własnych laptopów, większość osób zapewne przyniosła by gotowe dokumenty, glosariusze z każdej dziedziny czy też teksty paralelne i nie wiem czy to do końca byłoby takie sprawiedliwe.

Tłumacz przysięgły bardzo często korzysta z takich "gotowców", wzorów dokumentów oficjalnych, na przykład dowodu rejestracyjnego itd. Teksty paralelne też pomagają przy przekładzie i w zasadzie zaleca się nawet korzystanie z nich. Wydaje mi się, że to nadal w dużej mierze zwykłe/naturalne środowisko pracy dzisiejszego tłumacza.

magda87
12-27-2009, 11:36
Tłumacz przysięgły bardzo często korzysta z takich "gotowców", wzorów dokumentów oficjalnych, na przykład dowodu rejestracyjnego itd. Teksty paralelne też pomagają przy przekładzie i w zasadzie zaleca się nawet korzystanie z nich. Wydaje mi się, że to nadal w dużej mierze zwykłe/naturalne środowisko pracy dzisiejszego tłumacza.

Dobry tłumacz cechuje się również umiejętnością wyszukiwania tekstów paralelnych i umiejętnością korzystania z nich, dlatego często należy docenić tłumacza, który ma zgromadzoną duża bazę dokumentów i opracowane listy słówek. Jeśli egzamin pozostanie w obecnej formie to kandydat na TP i tak będzie musiał wykazać się wiedzą w części ustnej egzaminu i wtedy wyjdzie na jaw, jaką wiedzę posiada.

anaszym
12-28-2009, 00:46
Myślę, że może to być nawet filologia polska, co na pewno byłoby przydatne dla tłumacza. Tak jak pisze ewela - sam egzamin potwierdzałby wtedy znajomość języka obcego i terminologii na odpowiednim poziomie. Nieważne gdzie tłumacz poznał ten język, ważne jakie kompetencje i umiejętności posługiwania się nim posiada. I sprawdzeniu tychże służy właśnie egzamin na TP.

Zgadzam się z tą wypowiedzią. Nawet jeśli ktoś nauczył się języka sam z książek lub poprzez rozmowę z nativami, nie oznacza to, że musi znać język gorzej od kolegów po studiach filologicznych. Egzamin powinien być jedynym wyznacznikiem.