PDA

View Full Version : Giętki język ojczysty w pracy tłumacza


unagi
08-31-2011, 23:20
Nie ma wątpliwości, że tłumacz bez doskonałej znajomości języka ojczystego to żaden tłumacz. Rzadko jednak zdarza się, by przekładem zajmowali się absolwenci dwóch filologii (polskiej i obcej). Większość z nas musi więc samodzielnie troszczyć się o rozwój swoich kompetencji w zakresie języka polskiego.

Co robicie, aby poszerzać wiedzę polonistyczną?

Ja staram się regularnie odwiedzać internetową poradnię językową PWN (http://poradnia.pwn.pl/), co jakiś czas zaglądam też na stronę Rady Języka Polskiego (http://www.rjp.pan.pl/index.php). A w radiowej Trójce słucham "Co w mowie piszczy?" Katarzyny Kłosińskiej (http://www.polskieradio.pl/9/Audycja/7404).

madz
09-01-2011, 11:25
Wiedza jest niezbędna, owszem. Ale istnieje jeszcze wyczucie języka, intuicja. Bez tego czasami ani rusz. Dlatego uważam, że tłumacz musi dużo czytać w języku ojczystym. Wszystkiego. Łącznie z ulotkami. Pomoże to poczuć język, zrozumieć go - a wtedy zdobywana wiedza będzie potwierdzać to, co się już poznało.

klaudia
09-01-2011, 14:00
Mnie bardzo denerwują błędy językowe popełniane przez Polaków w ich (a właściwie naszej) mowie ojczystej. Zawsze gdy mam jakieś wątpliwości co do odpowiedniej formy jakiegoś wyrazu, staram się je jak najszybciej rozwiać, poszukując informacji na odpowiednich stronach internetowych lub po prostu pytam się przyjaciół o ich zdanie na ten temat.

Kira
09-01-2011, 14:03
Ja myślę, że język to jedna z najważniejszych umiejętności jakie opanowujemy, ponieważ porozumiewamy się za pomocą słów i myślimy werbalnie. Niestety, wydaje się, że kończąc szkolny etap swojego życia przestajemy się językowo rozwijać, a w niektórych przypadkach zaczynamy się nawet cofać :)
Fakt, że język trzeba ciągle rozwijać i ulepszać jest niezaprzeczalny, jednak często uważamy tę umiejętność za oczywistą, gdy już umiemy mówić, czytać i pisać.

Sądzę, że żeby się rozwijać w tej dziedzinie musimy: czytać czytać czytać. Wszystko co w ręce wpadnie. I wyłapywać nowe słówka. Dalej - pisać i redagować. Nieważne, czy piszemy SMS, czy e-mail, czy streszczenie filmu dla koleżanki. Tekst czytamy kilka razy i go ulepszamy, upewniając się, że jest jasny, zrozumiały i zawiera odpowiednie słowa. I do czytania i do pisania przydadzą nam się porządne słowniki oraz tezaurusy.
Kolejne świetne ćwiczenie to zabawa ze słowami, gry słowne, krzyżówki, rebusy, anagramy itd.
A na koniec myślę, że ważne jest jeszcze by słuchać siebie, tonu wypowiedzi, sposobu formułowania zdań, wymowy, słownictwa. I tak jak redagujemy tekst pisany, tak samo redagować wypowiedź.

legowisko
09-01-2011, 14:10
Tak jak już wspomnieliście wcześniej, czytanie to chyba najlepszy sposób na rozwinięcie słownictwa, i to różnych form pisanych. Dobrą sprawą jest też możliwość korekty. Wiem, że po szkole średniej taka opcja jest ograniczona, ale kiedy piszę swoje teksty, proszę innych o opinię i zwrócenie mi uwagi w razie potrzeby; kiedy pracowałam w redakcji, dostawałam korektę, ale była dość powierzchowna - bardziej zwracało się uwagę na literówki albo jakieś poważne błędy rzeczowe lub ortograficzne, a kwestia stylistyki była trochę zaniedbana. Ale zawsze dobrze mieć kogoś, z kim można się skonfrontować w sprawie poprawności.

Ania_25
09-01-2011, 15:31
Mamy tak mało okazji, by praktykować z językiem. Np. w szkołach różnego poziomu zaczynają dominować testy. Mamy więc ograniczone możliwości i mało okazji, by wprawiać się w pisaniu i mówieniu, a także, by poddać się ocenie pod względem językowym
Sądzę, że żeby się rozwijać w tej dziedzinie musimy: czytać czytać czytać. Wszystko co w ręce wpadnie. I wyłapywać nowe słówka. Dalej - pisać i redagować. Nieważne, czy piszemy SMS, czy e-mail, czy streszczenie filmu dla koleżanki.
Jestem dokładnie tego samego zdania, Dodam jeszcze, że giętkość języka związana jest także z mówieniem. A więc: czytać, pisać i mówić należy traktować jako pewnego rodzaju trening w zakresie giętkości. W końcu to trening czyni mistrzem.

agata1808
09-01-2011, 16:53
Na uczelni, na której studiowałam germanistykę (licenjat), był wymóg, że jeśli ktoś wybrał specjalność nauczycielką, to musiał wybrać jeszcze drugą specjalność nauczycielską spośród: języka angielskiego, polskiego, historii lub wosu. Pierwotnie wybrałam angielski, ale nie dałam rady, więc przeniosłam się na polski. Z tej drugiej specjalności realizowaliśmy minimum programowe, które było potrzebne, aby zdobyć uprawnienia do nauczania danego przedmiotu w szkole podstawowej i gimnazjum.
Osobiście uważam, że gdybym miała uczyć polskiego w gimnazjum, to mogłabym krzywdę uczniom zrobić ;p Tzn. musiałabym się trochę nagimnastykować, przygotowując lekcję. W podstawówce już spoko, mniejszy stres. Także jakąś wiedzę polonistyczną mam, którą mogę wykorzystać w tłumaczeniach.

cynamonowapanna
09-01-2011, 22:11
Sądzę, że żeby się rozwijać w tej dziedzinie musimy: czytać czytać czytać. Wszystko co w ręce wpadnie. I wyłapywać nowe słówka.

Do tego dodałabym jeszcze słuchać. Pięknej polszczyzny w najlepszym wydaniu - w teatrze radia, telewizji, w wykonaniu najlepszych aktorów czy językoznawców.

Dalej - pisać i redagować. Nieważne, czy piszemy SMS, czy e-mail, czy streszczenie filmu dla koleżanki

I bawić się przy tym stylami i konwencjami, tak, żeby w każdej z nich czuć się równie swobodnie. :)

Jeśli chodzi o gry, rozwijające słownictwo, to na imprezach filologicznych świetnie sprawdza się "Tabu" i "Tribond", przy których nieraz nieźle trzeba się nagimnastykować (oczywiście językowo) żeby wygrać :) A na cicho i spokojnie - klasyczne "Scrabble".

Iza
09-02-2011, 18:10
Uważam, że na studiach filologicznych (mam na myśli filologie obce) niestety bardzo małą wagę przykłada się do języka ojczystego. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia, ale jak spojrzę na przedmiioty nauczania na innych uczelniach w całej Polsce, to tylko potwierdza się moja teza. A szkoda, bo w zawodzie nauczyciela, czy tłumacza sprawne posługiwanie się językiem ojczystym to podstawa. Wydawać by się mogło, że przecież jestem Polką/Polakiem, więc potrafię mówić po polsku. Owszem, ale moim zdaniem należy wciąż uczyć się języka polskiego chociażby po to, by poszerzać zasób słownictwa.

unagi
09-03-2011, 19:33
Uważam, że na studiach filologicznych (mam na myśli filologie obce) niestety bardzo małą wagę przykłada się do języka ojczystego. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia, ale jak spojrzę na przedmiioty nauczania na innych uczelniach w całej Polsce, to tylko potwierdza się moja teza. A szkoda, bo w zawodzie nauczyciela, czy tłumacza sprawne posługiwanie się językiem ojczystym to podstawa. Wydawać by się mogło, że przecież jestem Polką/Polakiem, więc potrafię mówić po polsku. Owszem, ale moim zdaniem należy wciąż uczyć się języka polskiego chociażby po to, by poszerzać zasób słownictwa.


Pełna zgoda! Uważam, że w programie studiów filologicznych powinny znaleźć się również przedmioty z zakresu gramatyki, ortografii, stylistyki języka polskiego. Z tego, co słyszałam od niektórych wykładowców, kiedyś tak właśnie było. A teraz niestety zdarza się nawet, że wykładowca w ogóle nie zwraca uwagi na to, czy zdanie przetłumaczone na język polski ma ręce i nogi. Wystarczy, że jest (w miarę) zrozumiałe.

anowi33
09-03-2011, 22:43
Czytanie suchych regułek i definicji dotyczących poprawności językowej nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem jesli chodzi o ćwiczenie i rozwijanie języka. Ja jestem osobiście za czytaniem dobrej literatury (prozy i poezji) ciekawych felietonów czy też słuchaniem audycji radiowych. Tak naprawdę mało jest bardzo dobrych programów kulturalnych w telewizji a jakość programów dziennikarskich, dokumentalnych nie najlepsza, deliktanie rzecz ujmując. Mam swoich ulubionych pisarzy, zaglądam od czasu do czasu na ich strony internetowe. To pewien sposób oderwania od poziomu językowego, jaki jest obecny w mediach.

unagi
09-04-2011, 00:30
Czytanie suchych regułek i definicji dotyczących poprawności językowej nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem jesli chodzi o ćwiczenie i rozwijanie języka. Ja jestem osobiście za czytaniem dobrej literatury (prozy i poezji) ciekawych felietonów czy też słuchaniem audycji radiowych. Tak naprawdę mało jest bardzo dobrych programów kulturalnych w telewizji a jakość programów dziennikarskich, dokumentalnych nie najlepsza, deliktanie rzecz ujmując. Mam swoich ulubionych pisarzy, zaglądam od czasu do czasu na ich strony internetowe. To pewien sposób oderwania od poziomu językowego, jaki jest obecny w mediach.

Oczywiście, to, o czym piszesz, pozwala nam chłonąć język, nasiąkać dobrym stylem. Ale osobiście robię to jakby mimochodem - czytając dobrych autorów, słuchając wartościowych audycji, nie myślę jakoś świadomie o tym, jak wpływa to na mój warsztat. Chyba instynktownie wybieram te pozycje, bo kiepski styl innych zwyczajnie mnie razi.
Poza tym przytoczone przeze mnie w pierwszym poście przykłady to wcale nie "czytanie suchych regułek i definicji"! Znajdziesz tam rozwiązania konretnych językowych problemów. A przecież w pracy tłumacza regularnie natrafia się na trudności natury gramatycznej czy stylistycznej, do których rozwikłania nie zawsze wystarczy językowy szósty zmysł.

harmata.hanna
09-06-2011, 10:04
Czytać jak najwięcej i jak najróżnorodniej. Mieszać Homera z Masłowską i Słowackiego z "Harrym Potterem". Tylko w taki sposób można wyrobić w sobie potrzebną przy tłumaczeniach świadomość stylu oraz umiejętność posługiwania się różnymi odmianami języka polskiego.

Swoją drogą zdziwiłam się, że na filologiach obcych nie ma nacisku na polski. A jak ma się rzecz jeśli chodzi o kierunki związane bezpośrednio z translacją?

cynamonowapanna
09-07-2011, 14:03
Swoją drogą zdziwiłam się, że na filologiach obcych nie ma nacisku na polski. A jak ma się rzecz jeśli chodzi o kierunki związane bezpośrednio z translacją?

Ma się całkiem nieźle, ale oczywiście, mogłoby być lepiej :) Na lingwistyce stosowanej w Warszawie do obowiązkowych zajęć należą gramatyka opisowa języka polskiego, stylistyka, język polski jako narzędzie tłumacza. Wykładowcy przykładają też szczególną wagę do tego, aby tłumaczenie było bezbłędne i dobrze się czytało. Często oczywiście duże znaczenie mają tu indywidualne przyzwyczajenia wykładowców :)
Sama przyznam się, że chociaż pracuję dużo nad własnym polskim, to ciągle mi mało :)

unagi
09-07-2011, 17:20
Na lingwistyce stosowanej w Warszawie do obowiązkowych zajęć należą gramatyka opisowa języka polskiego, stylistyka, język polski jako narzędzie tłumacza. Wykładowcy przykładają też szczególną wagę do tego, aby tłumaczenie było bezbłędne i dobrze się czytało.

Szczerze zazdroszczę! Niestety w Poznaniu na filologii rosyjskiej (specjalność tłumaczeniowa) prawie nie trenuje się mowy ojczystej. W programie studiów nie miałam ani jednego przedmiotu nastawionego na rozwój polonistyczny, oprócz oczywiście ćwiczeń praktycznych z tłumaczenia z języka obcego na polski. Ale to przecież absolutne minimum... Co gorsza wśród wykładowców naprawdę niewiele jest osób, które kładą odpowiedni nacisk na bezbłędność tekstu tłumaczonego na język ojczysty, przez co studenci w ogóle nie zastanawiają się, czy ich tłumaczenie da się czytać bez przykrości ;) Nie raz zdarzyło mi się, że zostałam oskarżona o nadgorliwość, gdy poprawiałam błędy, popełniane przez kolegów w takim tłumaczeniu. Bo przecież się czepiam, a skoro tekst jest zrozumiały, to o co w ogóle chodzi...

harmata.hanna
09-09-2011, 21:48
Szczerze zazdroszczę! Niestety w Poznaniu na filologii rosyjskiej (specjalność tłumaczeniowa) prawie nie trenuje się mowy ojczystej. W programie studiów nie miałam ani jednego przedmiotu nastawionego na rozwój polonistyczny, oprócz oczywiście ćwiczeń praktycznych z tłumaczenia z języka obcego na polski. Ale to przecież absolutne minimum... Co gorsza wśród wykładowców naprawdę niewiele jest osób, które kładą odpowiedni nacisk na bezbłędność tekstu tłumaczonego na język ojczysty, przez co studenci w ogóle nie zastanawiają się, czy ich tłumaczenie da się czytać bez przykrości ;) Nie raz zdarzyło mi się, że zostałam oskarżona o nadgorliwość, gdy poprawiałam błędy, popełniane przez kolegów w takim tłumaczeniu. Bo przecież się czepiam, a skoro tekst jest zrozumiały, to o co w ogóle chodzi...

A nie dałoby się wystosować jakiegoś postulatu, żeby to zmienić? Nie wiem, jak to jest u Was, ale u mnie (podobno) było tak, że jeśli zebrała się odpowiednio duża liczba ludzi, którzy chcieli mieć zajęcia z jakiegoś języka obcego, to uczelnia miała obowiązek zapewnić taki kurs. Może dałoby się zorganizować także kursy z języka polskiego :)

nozickbuble
09-09-2011, 23:27
Oprócz ogromnych zdolności językowych, tłumacz literacki MUSI posługiwać się piękną polszczyzną. Jak ją ćwiczyć? W jaki sposób poprawiać swoje zdolności stylistyczne i gramatyczne, by było to użyteczne w tłumaczeniu literatury?

Szczególnie trudne jest to dla studentów filologii, którzy czytają raczej w języku, który studiują i trudno jest znaleźć czas na polską literaturę. Ja polecam prozę W. Myśliwskiego - wielka literatura i przepiękny język. Jakie są Wasze propozycje, techniki poprawiania polszczyzny?

meluzyna
09-10-2011, 08:58
Hej, ja też miałam ten problem po studiach; proponowałabym w ogóle najpiękniejsze dzieła polskie - najlepiej od Kochanowskiego (serio, serio!).
No, ale że czytać trzeba, to wiadomo. Ja sobie też lubię słuchać teatru z radiowej Dwójki na mp3, albo czytanych przez aktorów książek, można ściągnąć ze strony.

iskierka
09-10-2011, 10:35
Czytać, czytać, czytać! Nie tylko ze względu na styl, ale też na tak podstawowe rzeczy jak ortografia. W liceum nie miałam problemów z pisownią, ale w momencie kiedy przerzuciłam się na czytanie i pisanie w języku angielskim okazało się, że język ten rozwinął się kosztem polskiego. Nagle zaczęłam robić błędy, o których w liceum bym nie pomyślała! Wydaje mi się też, że na zaniedbanie polszczyzny ma wpływ internet. Pisząc z kimś nie zwracamy uwagi na zasady pisowni więc z czasem nam po prostu umykają. Dlatego może warto poświęcić trochę więcej czasu na napisanie posta na forum i upewnić się, że używamy polskich znaków, przecinków itp. :)

jasiek_barca
09-10-2011, 11:04
@iskierka
Kwestia, którą poruszyłaś, jest świetnym materiałem na chociażby prezentację maturalną, a jak ktoś ma dużo do powiedzenia, to może nawet zrobi z tego pracę magisterską ;)
Ale zgodzę się - Internet ma spory wpływ na to, jak piszemy, podobnie jak komunikatory, czaty... Ale nie zwalajmy wszystkiego na sieć, telewizja też dokłada swoje. Zwróćmy uwagę na tytuły w wiadomościach, paski informacyjne, komunikaty w reklamach...
Zauważyliście kiedyś, że przed zwrotem "bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą" jest błędnie postawiony przecinek? W końcu "bądź" jest spójnikiem, a ta wymieniona przeze część zdania (fragment z farmaceutą) nie jest dopowiedzeniem. Więc przecinka być nie powinno. Jeszcze parę lat temu tak było, bo nawet ze swoją polonistką o tym rozmawiałem - może teraz to się zmieniło. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby pisownia była zachowana ;)

No i jeszcze jedna sprawa - esemesy. Wydaje mi się, że popularność używania skrótów i ograniczona ilość możliwych do wykorzystania znaków powodują, że o błędy łatwo - spotkałem się kilka razy z czymś takim, że popełniano je celowo, żeby zmieścić się w limicie znaków. Ale im więcej takich błędów się popełnia, tym bardziej wchodzą w nawyk... przynajmniej moim zdaniem.

katberek
09-10-2011, 14:44
Zgadzam się z wcześniejszymi wypowiedziami, najważniejsze jest czytanie możliwie jak największej ilości książek autorów, którzy wiedzą co to poprawny język polski. Dobrze jest też jak najwięcej ćwiczyć, to bardzo pomaga. Poszukiwanie odpowiednich zwrotów i słów sprawia, że jesteśmy w stanie operować większą ich ilością. Używanie ciągle takich samych rozwiązań odejmuje naszemu tłumaczeniu sporo punktów.

zancia
09-10-2011, 14:59
Polecam czytanie artykułów o różnej tematyce, aby wiedzieć co w trawie piszczy w wielu dziedzinach, jako że język jest tak bogaty i nie sposób go ogarnąć tylko na podstawie zdobytej wiedzy. Jest tyle rzeczy, których jeszcze nie wiemy...

katarzynaszypka
09-10-2011, 15:29
Kiedyś w w Programie 1 Polskiego Radia była wieczorami audycja, w której słuchacze mogli skonsultować z polonistami, różne językowe dylematy. Niestety nie wiem, czy nadal jest i nie pamiętam nazwy, ale można było dowiedzieć się z niej ciekawych rzeczy o naszym języku.

nozickbuble
09-10-2011, 19:51
A na jakie błędy narażeni są tłumacze z języków, który znacie?

Przykład z angielskiego: "If it goes beyond half past eleven" (o filmie) - (sic)"Jeśli przekroczy wpół do dwunastej"
Tak się przecież nie mówi.

Czego się wystrzegać jak ognia?

katarzynaszypka
09-11-2011, 15:54
Czytanie dużej ilości tekstów w języku niemieckim może przyczynić się do wyrobienia złego nawyku stawiania zbyt wielu przecinków w języku polskim.

finchmeister
09-11-2011, 16:38
Ja osobiście staram się czytać jak najwięcej książek - większość wolnych chwil spędzam na czytaniu książek, nie zapominając o tych napisanych w języku polskim. Czytam je właśnie po to, aby rozwijać moją polszczyznę i styl literacki, tak ważny dla przekładu z języka obcego na język polski. Ponadto bardzo polecam felietony pojawiające się w tygodniku "Angora", które są bardzo ciekawe i odpowiadają na bardzo ciekawe pytania, związane z językiem polskim - ich minusem jest tylko długość, a raczej brak tejże, gdyż są bardzo krótkie.

katarina008
09-11-2011, 17:15
Popieram, że jeśli chodzi o studia anglojęzyczne to ja osobiście miałam problem z polszczyzna, bowiem głównym narzędziem pracy jest język angielski. Wchodzi w nawyk, trudno czasami się wysłowić bez wstawek anglojęzycznych. Osobiście uważam, że czytanie prasy bardzo pomaga.

nozickbuble
09-11-2011, 18:08
Problemy pojawiają się również jeżeli chodzi o rejestr. Po angielsku zawsze jesteśmy na you a w tłumaczeniu już nie zawsze tak można. Poza tym tryb rozkazujący (Niech się pan/i...) czasem nie pasuje do kontekstu i trudno to obejść.

Kagemusha
09-11-2011, 19:00
Piękna polszczyzna u tłumacza to według mnie nie tyle wymóg, co dodatek, taka wisienka na czubku tortu.
Dla mnie podstawą jest czytanie (nałogowe wręcz), właśnie w celu przyswojenia jak największego zasobu słownictwa i struktur zdaniowych. No i słuchanie audiobooków, które stanowią miłe przeciwieństwo np. dla debat politycznych czy wywiadów z politykami, podczas których i politycy, i dziennikarze na wyścigi ranią uszy słuchacza/widza i wymową, i "potworkami", zamiast składnych, zgrabnych zdań.

AnkaSkakanka
09-11-2011, 22:59
Poruszyliście bardzo ciekawy temat... Mnie się wydaje, że znajomość polszczyzny jest tak samo ważna jak znajomość języka, z którego dokonuje się tłumaczenia, jak nie ważniejsza nawet. Ktoś kto czyta przetłumaczony tekst, z reguły nie zastanawia się jak brzmi on w oryginale, najwazniejsze jest bowiem, żeby dobrze brzmiał w języku polskiem. Tu wchodzimy na inne poletko - mianowiecie wierności oryginałowi, ale tu już zupełnie inna bajka... Jeśli o mnie chodzi, studiowałam jednocześnie języki słowiańskie i polonistykę i muszę przyznać, że moje tłumaczenia dokonywane podczas studiów były najlepsze gdyż miałam najlepszy warsztat językowy i duży zasób słownictwa. Teraz widzę, że z braku czasu na lekturę i częstotliwość korzystania z zasób internetowych moja polsczyzna jest coraz gorsza, a na tłumaczenia musze poświęcać więcej czasu niż kiedyś.

Mogę jeszcze dodać, że znam przypadki osób, które doskonale znały język obcy i nie zdały egzaminu na tłumacza przysięgłego ze względu na niepoprawną polszczyznę...

Wszystko zależy od tego jaki repertuar (jak trudny językowo) wybierzesz, a już jak trafisz w coś czego akurat słuchają i co lubią, to mają podwójną frajdę :)

unagi
09-11-2011, 23:13
A nie dałoby się wystosować jakiegoś postulatu, żeby to zmienić? Nie wiem, jak to jest u Was, ale u mnie (podobno) było tak, że jeśli zebrała się odpowiednio duża liczba ludzi, którzy chcieli mieć zajęcia z jakiegoś języka obcego, to uczelnia miała obowiązek zapewnić taki kurs. Może dałoby się zorganizować także kursy z języka polskiego :)

Obawiam się, że nic z tego. Nawet gdyby było tak, jak mówisz, cała sprawa rozbiłaby się o to małe słówko "chcieli" :P Wcale nie tak łatwo byłoby zebrać grupę ludzi, którzy uznaliby takie zajęcia za potrzebne. I tutaj niestety koło się zamyka :/

AnkaSkakanka
09-11-2011, 23:36
Ja mam to szczeście, że jednocześnie studiowałam język obcy i polonistykę i bardzo mi to pomogło podczas dokonywania tłumaczeń na studiach.. Niestety jak słusznie zauważyliście bardzo rzadko sie zdarza taka sytuacja, dlatego tłumacz musi głównie na własną rękę doskonalić warsztat polonistyczny.

agaja
09-12-2011, 00:17
Zgadzam się, że trzeba dużo czytać dobrej literatury z różnych dziedzin. Większość z nas jest wzrokowcami, więc to co czytamy zapisuje się na naszym "twardym dysku". Przyjemna forma pracy nad językiem ojczystym!:))

gingerhope
09-12-2011, 01:17
Ja śpiewam. No dobra, podśpiewuję :) wraz z polskimi artystami. Uważam, że np. poezja śpiewana jest nietuzinkową okazją do szlifowania polszczyzny. Oczywiście każdy ma swój ulubiony repertuar, myślę więc, że można tu całkiem nieźle połączyć przyjemne z pożytecznym i nie wypaść z wprawy i rytmu.

A jak nie śpiewam, to piszę. Doskonały sposób na, nie tylko szlifowanie, ale i poszerzanie słownictwa. Pamiętniki, blogi, listy do przyjaciół (ukochanej/go), streszczenia, artykuły - w zależności od okolicznościi.

Sylwia6432
09-12-2011, 12:19
Mogę jeszcze dodać, że znam przypadki osób, które doskonale znały język obcy i nie zdały egzaminu na tłumacza przysięgłego ze względu na niepoprawną polszczyznę...

To ma sens. Co z tego, że się zna język obcy, skoro potem okazuje się, że nie radzisz sobie ze swoim własnym językiem. Tłumaczenia odbywają się w dwóch kierunkach, więc uważam, że nie można zaniedbywać języka polskiego na rzecz nauki języka obcego.

ewelina faron
09-12-2011, 12:29
Według mnie lektura ciekawych książek, czy sięganie po tygodniki opinii nie zaszkodzi. Polecam też gorąco audycje Polskiego Radia pr. 2 i 3. Polszczyzna faktycznie wymaga ćwiczenia, ja miałam np. problem z szykiem wyrazów w zdaniu w tłumaczeniu :)

unagi
09-12-2011, 12:47
Zapraszam do zapoznania się z podobnym wątkiem w dziale "Gramatyka i stylistyka języka polskiego" :) http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=15147

Anna M
09-12-2011, 12:58
Ciekawy temat! Zawsze uważałam, ze największym wyzwaniem dla tłumacza jest pogodzenie poprawności tłumaczenia z jego jakością. I myślę, ze największą satysfakcją jest nie tyle przekład, co oddanie go w atrakcyjnej językowo formie, bo tu właśnie czeka nas największy sprawdzian - znajomość języka ojczystego!

nozickbuble
09-12-2011, 13:45
Ciekawy temat! Zawsze uwazalam, ze najwiekszym wyzwaniem dla tlumacza jest pogodzenie poprawnosci tlumaczenia z jego jakoscia. I mysle, ze najwieksza satysfakcja jest nie tyle przeklad co oddanie go w atrakcyjnej jezykowo formie, bo tu wlasnie czeka nas najwiekszy sprawdzian - znajomosc jezyka ojczystego!

Dla mnie to właśnie poprawność językowa tłumaczenia jest jednym z elementów składających się na jego jakość...

Kolejnym sposobem na poprawienie swojej polszczyzny jest teatr - to jak się mówi, co się mówi oraz co można zrobić ze znanym tekstem łączą się tam dając tłumaczowi bogate źródło polszczyzny w różnych odcieniach. Mamy więc jednocześnie poprawność i interpretację... tylko czerpać.

harmata.hanna
09-13-2011, 13:08
Obawiam się, że nic z tego. Nawet gdyby było tak, jak mówisz, cała sprawa rozbiłaby się o to małe słówko "chcieli" :P Wcale nie tak łatwo byłoby zebrać grupę ludzi, którzy uznaliby takie zajęcia za potrzebne. I tutaj niestety koło się zamyka :/

Wydaje mi się, że trochę fatalistycznie do tego podchodzisz :) Nie wydaje mi się, żeby faktycznie tak mało studentów obcych filologii dbało o poprawność własnego języka :) Może warto spróbować.

unagi
09-13-2011, 14:35
Wydaje mi się, że trochę fatalistycznie do tego podchodzisz :) Nie wydaje mi się, żeby faktycznie tak mało studentów obcych filologii dbało o poprawność własnego języka :) Może warto spróbować.

Rzeczywiście, prezentuję tu postawę dość pesymistyczną ;) Ale niestety opartą na obserwacjach najbliższego otoczenia. Nie chciałam generalizować swoich wypowiedzi na wszystkich "studentów obcych filologii", mówiłam o konkretnej grupie ludzi, z którą miałam okazję się zetknąć.

Dla mnie to już i tak musztarda po obiedzie, pozostało mi tylko biadolenie na forum ;)

cynamonowapanna
09-16-2011, 10:15
Szczerze zazdroszczę!
Nie ma czego zazdrościć, trzeba aktywnie wpływać na plan. Brać udział w spotkaniach kołek językoznawców, kółek literackich itp. :) Nawet jeśli przegapiło się to na studiach, to nic straconego ;)

Co gorsza wśród wykładowców naprawdę niewiele jest osób, które kładą odpowiedni nacisk na bezbłędność tekstu tłumaczonego na język ojczysty, przez co studenci w ogóle nie zastanawiają się, czy ich tłumaczenie da się czytać bez przykrości ;) Nie raz zdarzyło mi się, że zostałam oskarżona o nadgorliwość, gdy poprawiałam błędy, popełniane przez kolegów w takim tłumaczeniu. Bo przecież się czepiam, a skoro tekst jest zrozumiały, to o co w ogóle chodzi...

A to ciekawe. My, w trosce o dobro kolegów, sami wybrzydzaliśmy, kiedy coś w ich tłumaczeniach nam się nie podobało. I tu nie istnieje coś takiego jak nadgorliwość. Jak teraz nie nauczymy się "czepialstwa", to potem będziemy łykać bez mrugnięcia okiem takie kwiatki, jak "nie z każdym dziecięcym orzechem do zgryzienia trzeba iść do psychologa" - bo zrozumiałe.

unagi
09-16-2011, 11:55
Nie ma czego zazdrościć, trzeba aktywnie wpływać na plan. Brać udział w spotkaniach kołek językoznawców, kółek literackich itp. :) Nawet jeśli przegapiło się to na studiach, to nic straconego ;)

Pełna zgoda. Doceniam rolę samokształcenia, stąd też ten wątek.

A to ciekawe. My, w trosce o dobro kolegów, sami wybrzydzaliśmy, kiedy coś w ich tłumaczeniach nam się nie podobało. I tu nie istnieje coś takiego jak nadgorliwość. Jak teraz nie nauczymy się "czepialstwa", to potem będziemy łykać bez mrugnięcia okiem takie kwiatki, jak "nie z każdym dziecięcym orzechem do zgryzienia trzeba iść do psychologa" - bo zrozumiałe.

Tu również podzielam Twoje zdanie. Dlatego się "czepiałam" ;)

I też słuchałam dziś Kłosińskiej :D W ramach samokształcenia, oczywiście!

cynamonowapanna
09-16-2011, 15:12
I też słuchałam dziś Kłosińskiej :D W ramach samokształcenia, oczywiście!

Kłosińska jest przecudowna :)

michelle
04-14-2016, 22:21
Znajomość języka polskiego jest rzeczywiście problemem wielu filologów. Trochę winę ponosi za tę sytuację bardzo skostniały, a może raczej sztywny, system polskich uczelni. Studenci nie mają prawie żadnego wyboru między przedmiotami. Przyznam, że dla mnie lektorat na poziomie grupy średniozaawansowanej był już bardzo nużący na ostatnich latach. Zdecydowanie wolałabym jakiekolwiek zajęcia z języka polskiego - a na takie w planie nie przeznaczono nawet godziny.

sylwia6
04-14-2016, 23:10
Czytać, czytać, czytać! Nie tylko ze względu na styl, ale też na tak podstawowe rzeczy jak ortografia. W liceum nie miałam problemów z pisownią, ale w momencie kiedy przerzuciłam się na czytanie i pisanie w języku angielskim okazało się, że język ten rozwinął się kosztem polskiego. Nagle zaczęłam robić błędy, o których w liceum bym nie pomyślała! Wydaje mi się też, że na zaniedbanie polszczyzny ma wpływ internet. Pisząc z kimś nie zwracamy uwagi na zasady pisowni więc z czasem nam po prostu umykają. Dlatego może warto poświęcić trochę więcej czasu na napisanie posta na forum i upewnić się, że używamy polskich znaków, przecinków itp. :)


Nie mogę się zgodzić, że ,,nie zwracamy uwagi na zasady pisowni", pisząc z ludźmi przez neta. Ja bardzo zwracam uwagę i staram się w ten sposób pokazać szacunek dla rozmówcy i to, że go nie lekceważę. Powiedziałabym, że korespondencja internetowa pozytywnie wpływa na moje bogactwo językowe i na pamięć o zasadach języka. Kiedy nie pamiętam, jak się pisze dane słowo albo nie jestem pewna, czy użyłam danego słowa w odpowiednim kontekście, bo może mylę jego definicję z innym słowem, to właśnie to, że mam włączony Internet sprawia, że chwila - moment, włączam Google i wiem, o jakie słowo mi chodziło i jak się je pisze. Gdybym powiedzmy, wysyłała do kogoś tradycyjny list, całkiem możliwe, że nie chciałoby mi się włączać komputera, by sprawdzić pisownię słowa, które chcę napisać i możliwe, że napisałabym coś z błędem. Autokorekta by mi o tym również nie wspomniała. A używając komunikatorów internetowych, mogę szybko sprawdzić kolokację wyrazów czy słowo w słowniku internetowym, by nie zbłaźnić się przed korespondentem. Błogosławieństwem jest dla mnie Google i słowniki internetowe. Bardzo, bardzo pozytywnie wpływają na moją polszczyznę. Prawie codziennie ochraniają mnie przed wtopą i jestem dzięki nim pewniejsza siebie.

damianos2210
04-15-2016, 20:01
Studiowałem 3 lata filologię germańską. Obecnie studiuję tłumaczenia specjalistyczne i zawodowe i stwierdzam, po kilku miesiącach intensywnych tłumaczeń, że mam braki w polszczyźnie. Na filologii bardzo doszlifowałem moją znajomość języka niemieckiego, ale w polskim, choć nie jestem totalną nogą w zakresie tego języka, są braki.

Ika
04-17-2016, 21:45
Wychowałam się na "Baśniach" H. Ch. Andersena. Trudno nawet powiedzieć ile razy przeczytałam każdą z baśni. To była książka o ciekawej i pouczającej treści, dzięki której nie tylko utrwalałam poprawność językową, ale wyrabiałam też swój styl pisania. W szkole podstawowej byłam najlepsza z języka polskiego :-) Dziś trudno o dobre źródła, na których można się wzorować. Poza tym ta książka uczyła też podstawowych zasad moralnych. Dziś dobrych wzorców w każdej dziedzinie trzeba ze świecą szukać. Trzeba być świadomym odbiorcą i wiedzieć na jakich źródłach i na jakich osobach się wzorować.

Netrapisu
04-17-2016, 22:14
Ja od zawsze dużo czytam w ojczystym języku wpajając sobie poprawną polszczyznę, przeglądam blogi i strony poświęcone poprawności językowej, w razie jakichkolwiek wątpliwości sprawdzam pisownię lub poprawność stylistyczną pisanego przeze mnie zdania np. na stronce PWN. Mam też tendencję do przysłuchiwania się ludziom w pracy, autobusie, na ulicy i wychwytywania ich językowych błędów. Poprawiam ich w myślach i utrwalam sobie właściwe zwroty (albo szukam ich w domu).

klaudian98
04-17-2016, 22:17
To akurat nie będzie przykład językowo-językowy, ale stylistyczno-stylistyczny. Nie mam problemów z ortografią i interpunkcją w języku polskim, mimo że poza tym uczę się dwóch języków, natomiast zauważyłam inną ciekawą rzecz. Otóż po zakończeniu liceum (kilka lat temu), praktycznie przestałam sięgać po powieści, a zaczęłam czytać więcej książek i magazynów popularnonaukowych z różnych dziedzin. Wiadomo, że język obu się różni. Do pewnego czasu zarzekałam się jeszcze, ze mój język polski ma się bardzo dobrze, ale jak przyszło co do czego, to niestety okazało się, ze kompletnie brakuje mi słów do przetłumaczenia np. fragmentu książki czy tekstu ogólnego o tematyce literackiej lub artystycznej (to w ramach zajęć na uczelni). Mam wrażenie, że od kiedy przestałam czytać inne książki i artykuły, które nie są lit. popularnonaukową, całkowicie utraciłam zdolność do barwnego i ciekawego opisywania rzeczywistości i zupełnie nie wiem, "z czym się je" literacki styl. Gdybym miała teraz przetłumaczyć jakąś powieść, zapewne brzmiałaby jak suche fakty dotyczące pączkowania drożdży.

Marlena94
04-18-2016, 00:57
Wykładowcy bardzo często u nas powtarzają, że angielski mamy świetnie opanowany, i że to właśnie po polsku musimy więcej czytać, aby nasz warsztat był dużo lepszy i polszczyzna była na wysokim poziomie :)

bmdudek
05-09-2016, 14:13
Ja również padłam ofiarą rozwijania języków obcych kosztem języka polskiego i często łapię się na tym, że nie mogę znaleźć w głowie polskiego odpowiednika innego słowa, co często wprowadza mnie w zakłopotanie. Myślę jednak, że rozwiązaniem jest czytanie, czytanie i jeszcze raz czytanie :)

justys33
01-31-2017, 08:27
Może to, co napiszę będzie bardzo subiektywne.... Jako studentka filologii polskiej i rosyjskiej przez prowadzącą zajęcia z tłumaczenia byłam zawsze oceniana wyżej niż koleżanki z grupy. Wytłumaczenie pani doktor w prywatnej rozmowie: "pani tak potrafi ładnie ubrać słowa, ma pani wyczucie językowe".
Myślę, że trafiła w sedno. Tłumacz powinien świetnie znać swój język. Powinien mieć bogaty zasób słownictwa

martawanda
01-31-2017, 18:13
Czytanie książek jest chyba najlepszą metodą :) I nie muszą to być żadne Pany Tadeusze czy Krzyżaki, po prostu warto sięgnąć po jakąś lekturę raz na jakiś czas :)

misentofortunato
02-06-2017, 08:59
Ja również potwierdzam fakt czytania, czegokolwiek, co nam się nawinie pod rękę.

Oprócz tego, bardzo lubię oglądać na you tube video prof. Jana Miodka: https://www.youtube.com/results?search_query=jan+miodek

dominikaj
02-18-2017, 14:56
Czytanie to z pewnością najlepsza metoda - ja niestety poświęciłam czytanie po polsku dla literatury angielskiej, przez co niejednokrotnie stwierdzam, że lepiej mi się pisze po angielsku lub tłumaczy na angielski, nie odwrotnie. Tłumacząc na polski zawsze stwierdzam, że mogłam zrobić to lepiej.

werzos
02-18-2017, 19:38
Im dłużej człowiek pracuje z językiem obcym, tym ma więcej problemów z językiem ojczystym, dlatego trzeba poświęcać mu również dużo uwagi. Takie jest moje zdanie.

wojsylwia
03-15-2017, 07:51
Ja również uważam, że należy przede wszystkim dużo czytać, bo im dłużej czasu poświęca się nauce innego języka tym bardziej oddalamy się od naszego, myśląc: ,,To przecież mój język ojczysty, nigdy go nie zapomnę". Po czym okazuje się, że łatwiej mi coś przetłumaczyć na język portugalski niż na polski. Oprócz czytania staram się też pisać, nie są to rzeczy górnolotne, raczej przyziemne, pamiętnik, jakieś notatki, uwagi. Jest to zawsze jakiś kontakt z językiem.

sabina71
04-13-2017, 13:09
Nie możemy zapominać o naszym ojczystym języku! ;)
Jest to ważne na kążdym etapie naszej nauki, ale także w pracy. Na stanowisku niezwiązanym stricte z tłumaczeniem, nasz styl języka i używane słownictwo mogą sprawić dobre wrażenie na pracodawcy i często być kluczowym elementem przy zatrudnieniu.

Kasia88
04-13-2017, 14:41
Moim zdaniem bardzo ważne jest czytanie książek. Jak wiadomo, w ten sposób najlepiej "wyrobić" sobie nawyk poprawnej polszczyzny.