PDA

View Full Version : Tłumaczenie w szkole podstawowej?


kasia_p
09-07-2011, 12:37
Niedawno rozpoczęłam pracę jako nauczyciel w gimnazjum i podczas jednych zajęć zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, że uczniowie będąc jeszcze w szkole podstawowej dostawali zadania domowe polegające na przetłumaczeniu zdań... Jako absolwentka translatoryki jestem oburzona tym pomysłem. Pominę tu już kwestię dotyczącą nauczania języka angielskiego, gdzie wręcz zabrania się jakichkolwiek elementów tłumaczenia. Uważam, że uczeń szkoły podstawowej czy gimnazjum nie jest w stanie dobrze tłumaczyć. A podobne praktyki mogą doprowadzić do utrwalenia się błędów. A jaka jest Wasza opinia drodzy koledzy tłumacze?

gingerr
09-07-2011, 12:51
Cóż, jest to pomysł pożałowania godny,świadczący o zerowej kreatywności nauczyciela w wymyślaniu zadań domowych , ale również o jego znikomej wiedzy na temat metodyki nauczania języków obcych. Pomysł żywcem wzięty z metody gramatyczno-tłumaczeniowej, którą uczono w zamierzchłych czasach, gdzie celem nauki nie miała być komunikacja w obcym języku, a czytanie obcojęzycznych tekstów. Uczenie tą metodą w obecnych czasach jest krokiem milowym, tylko, że w tył,i powoduje, ze uczniowie nie są w stanie nauczyć się myśleć w danym języku i po prostu go rozumieć intuicyjnie. To z kolei widać w formułowaniu zdań polskich, tyle, że po angielsku, i tworzeniu dziwnych, a czasem wręcz niezrozumiałych konstrukcji.

gochapy
09-07-2011, 13:20
Ja również uważam, że jest to zdecydowanie zły pomysł. Po pierwsze, zgodnie z nowymi trendami metodycznymi dzieci ważne jest żeby dzieci mogły nauczyć się języka w sposób podobny do tego w jaki nauczyły się posługiwać językiem ojczystym. Tłumaczenie z jednego języka na drugi sprawia, że traktują tą naukę bardzo mechanicznie, brak w tym zupełnie naturalności. Po drugie, takie tłumaczenie tak naprawdę nie daje dzieciom nic. Nie tylko nie są one w stanie przetłumaczyć zdania poprawnie, jako że struktury i porządek zdania angielskiego różni się znacząco od tego panującego w naszym języku. niemożliwe jest poprawne tłumaczenie zdania jeżeli nie zna się dobrze struktur, które w nim występują. No, chyba, że zdanie wyjściowe jest podane w taki sposób, że dziecko może przełożyć je na drugi język po prostu zmieniając słowa z jednego języka na drugi. To z kolei, może jednak przyzwyczaić je do konstruowania wypowiedzi w podobny sposób i tym samym tworzą niezrozumiałe dla odbiorcy kalki.

StanLevitan
09-07-2011, 13:34
Uważam, że uczeń szkoły podstawowej czy gimnazjum nie jest w stanie dobrze tłumaczyć.
Właśnie po to się tego uczy. Jak ma dobrze tłumaczyć, jeśli nie będzie tłumaczyć wcale?
A podobne praktyki mogą doprowadzić do utrwalenia się błędów.
Rozwijanie umiejętności analizy tekstu prowadzi do utrwalenia błędów? Nauczyciele raczej sprawdzają zadania domowe, co jest doskonałą okazją, by zwrócić uczniowi uwagę na błędy, jakie robi.
Zatem utrwalanie błędów to wyłącznie wina gapiostwa nauczyciela, stwarzającego pozory poprawnie wykonanego zadania.

magdak91
09-07-2011, 13:36
Zgadzam się- myslę, że tłumaczenie w szkole podstawowej to jakiś absurd, skąd te biedne dzieci mają znać odpowiednie słownictwo, skoro dopiero co poznają dany jezyk...

AleksandraRybak
09-07-2011, 13:46
Tłumaczenia zdań są obecne w szkołach już od najmłodszych lat. Pamiętam, że ja również już w szkole podstawowej musiałam tłumaczyć zdania. Nie jestem za takimi metodami. Dzieci w tym wieku nie są jeszcze na tyle świadome struktur gramatycznych, żeby samodzielnie tłumaczyć zdania i w większości robią to automatycznie, wzorując się na przykładach, a nie zastanawiając nad sensem zdania i zasadami.

StanLevitan
09-07-2011, 13:49
Pomysł żywcem wzięty z metody gramatyczno-tłumaczeniowej, którą uczono w zamierzchłych czasach, gdzie celem nauki nie miała być komunikacja w obcym języku, a czytanie obcojęzycznych tekstów.
Właśnie przez nacisk na konwersacje szerzy się tak zwany polish english. Dzieci uczą się jako tako dogadywać po angielsku, a to jak mówią brzmi zupełnie jak mowa jaskiniowca. Do komunikacji wystarczy znać nazwy rzeczy, o których się mówi, oraz garść oklepanych zwrotów do poskładania wypowiedzi. Wtedy rozmówca znający angielski "załapie", o co chodzi w takim bełkocie. W ten sposób uczy się dziatwę, jak się porozumiewać dzięki wiedzy o języku, ale raczej rozmówcy niż ich własnej. Naprawdę to jest ta słuszna droga?
Poza tym, i to się tyczy zarówno mowy ojczystej, jak i obcej, nic tak nie rozwija kultury językowej i elokwencji jak właśnie kontakt ze słowem pisanym. A do dobrych praktyk lepiej chyba przyzwyczajać od małego.

ciri
09-07-2011, 13:57
A mnie się wydaje, że nauczyciel, który kazał tłumaczyć dzieciom w podstawówce zdania, nie wymyślał jakiś skomplikowanych struktur i słów. Moim zdaniem nie ma nic złego w tym, żeby dzieci tłumaczyły zdania typu "Ala ma kota". W ten sposób można przecież utrwalić nowo poznane słownictwo.

StanLevitan
09-07-2011, 14:06
Po pierwsze, zgodnie z nowymi trendami metodycznymi dzieci ważne jest żeby dzieci mogły nauczyć się języka w sposób podobny do tego w jaki nauczyły się posługiwać językiem ojczystym.
No tak, przecież wyznawanie nowch trendów to współczesna religia (i to jedyna słuszna!). Poza tym, jedno nie wyklucza drugiego, a nawet się świetnie dopełniają. Chyba w przedszkolu uczyli Cię też czytać i pisać, prawda?
Po drugie, takie tłumaczenie tak naprawdę nie daje dzieciom nic. Nie tylko nie są one w stanie przetłumaczyć zdania poprawnie, jako że struktury i porządek zdania angielskiego różni się znacząco od tego panującego w naszym języku.
To po co mają nauczyciela, jeśli nie po to, by je UCZYŁ, między innymi poprawnej budowy zdania i gramatyki?
No, chyba, że zdanie wyjściowe jest podane w taki sposób, że dziecko może przełożyć je na drugi język po prostu zmieniając słowa z jednego języka na drugi. To z kolei, może jednak przyzwyczaić je do konstruowania wypowiedzi w podobny sposób i tym samym tworzą niezrozumiałe dla odbiorcy kalki.
A wiesz, że można uczyć i dobrze, i źle? To, o czym piszesz, jest przykładem złego uczenia. Ale jest złe przez to, JAK, a nie CZEGO się uczy. Gramatyki uczyć trzeba, ale trzeba też robić to dobrze.

lenor
09-07-2011, 14:12
Tłumaczenia w szkole od zawsze były kwestią sporną i kontorwersyjną. Osobiście nie jestem zwolennikiem takiego nauczania. Tłumaczenie w szkole powinno się ograniczać do podawania słówek w ojczystym języku i to też tylko w niewielu przypadkach. Poza tym, to strasznie nudne dla uczniów. Jako nauczyciel twierdzę że można się wysilić i być bardziej kreatywnym.

kasia*
09-07-2011, 14:16
Niedawno rozpoczęłam pracę jako nauczyciel w gimnazjum i podczas jednych zajęć zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, że uczniowie będąc jeszcze w szkole podstawowej dostawali zadania domowe polegające na przetłumaczeniu zdań...

Sama też byłam uczona w ten sposób, co więcej, metoda była nadal w użyciu kiedy byłam na praktyce pedagogicznej (zarówno w podstawówce, jak i w liceum). Szczerze mówiąc, jeśli tłumaczenie ma na celu poprawne rozpoznanie odpowiedników konstrukcji gramatycznych i utrwalenie słownictwa, to nie widzę w tym nic złego (oczywiście jeśli odbywa się to na lekcji, w obecności nauczyciela!). U mnie ta metoda się sprawdziła i bardzo mi jej brakowało, kiedy uczyłam się kolejnego języka obcego (wymagano ode mnie uzupełniania luk odmianami czasowników, podczas gdy nie miałam pojęcia o co chodzi w zdaniu - zła kolejność, ale i nauczycielka nie miała pojęcia o metodyce nauczania języka obcego). Jednak, kiedy tłumaczenia stanowią całą treść lekcji, to też coś zdecydowanie jest nie tak (tak było, kiedy byłam na praktyce w podstawówce) - dzieciaki miały tłumaczyć zdanie po zdaniu, a nie łapały zupełnie gramatyki i różnic między czasami. Wniosek: kiedy proporcja tłumaczenia do innych komponentów lekcji jest rozsądna (np. stanowią ono jedno spośród wielu ćwiczeń), myślę że tłumaczenia mogą sporo pomóc.

mwitkowska
09-07-2011, 14:35
Ja także uważam, że w odpowiedniej formie, ilości i w konkretnym celu takie ćwiczenie może być przydatne. Nie ma co potępiać tak od razu tylko dlatego, że jest to uważane za 'przestarzałą' metodę.

a.sowa
09-07-2011, 14:44
Odbywając obserwacje lekcji francuskiego w liceum (w ramach praktyk), też własnie zaobserwowałam, że nauczycielka od czasu do czasu zadawała uczniom jako pracę domową kilka zdań do przetłumaczenia. To chyba wynik braku metodycznego przygotowania. Szkoda, że kosztem uczniów, bo w ten sposób nie nauczą się języka.

gochapy
09-07-2011, 15:15
To po co mają nauczyciela, jeśli nie po to, by je UCZYŁ, między innymi poprawnej budowy zdania i gramatyki?

A wiesz, że można uczyć i dobrze, i źle? To, o czym piszesz, jest przykładem złego uczenia. Ale jest złe przez to, JAK, a nie CZEGO się uczy. Gramatyki uczyć trzeba, ale trzeba też robić to dobrze.

Tak, zgadzam się, że nauczyciel od tego jest, ale nadal nie uważam żeby tłumaczenia były dobrym sposobem nauki dla dzieci w szkole podstawowej. Uważam, że jest mnóstwo innych, dużo ciekawszych i bardziej rozwijających ćwiczeń np. komunikacyjnych, gdzie po prostu budujemy zdania po angielsku, tak żeby powstał poprawny dialog. Mówię tu zarówno zadaniach pisemnych jak i ustnych. Wydaje mi się, że dla dziecka w takim wieku ważniejsze jest to żeby potrafiło zbudować zdanie poprawnie.

Oczywiście zgadzam się z tym, że dobrze podane zdanie wyjściowe jest w stanie nauczyć dziecka użycia gramatyki, ale myślę też, że istnieje ryzyko, że zakorzenimy w dziecku potrzebę tłumaczenia wszystkiego... Moim zdaniem, jeżeli chodzi o podejście metodyczne, tłumaczenie zdań nie jest dobrym wyjściem. Oczywiście, nie każdy musi się z tym zgodzić.

BlueMoon
09-07-2011, 15:19
Ludzie, nie przesadzajcie tak z tą poprawnością polityczną. Zadanie uczniowi"tłumaczenia" kilku prostych zdań to po prostu polecenie, aby wyraził jakąś konkretną informację w języku obcym. Jeśli wcześniej poznał on odpowiednie struktury gramatyczne i słownictwo, to powinien to zrobić niejako automatycznie. Odnoszę wrażenie, że dyskutujące tu osoby mylą takie "tłumaczenie" z poważnym tłumaczeniem całych tekstów, a wydaje się, że nie o to tu chodzi. Dodam również, że elementy tłumaczenia występują w różnych konkursach, olimpiadach i egzaminach na różnych szczeblach edukacji.

malgosia_n
09-07-2011, 15:28
Ten sposób nauczania ma swoją zaletę - zapewnia ona uczniom silne podstawy gramatyczne języka obcego. Jednak widzę wiele minusów, przede wszystkim tą, że uczniowie nie rozwijają umiejętności komunikacyjnych a przecież podstawową funkcją języka jest komunikacja. Uczniowie mają też różne zdolności. W tej metodzie szansę na dobre oceny będą mieć tylko uczniowie ze zdolnościami związanymi z pisaniem.
Osobiście uważam, że lekcje języka obcego powinny kłaść nacisk na komunikację, ale wprowadzenia takiego zadania z tłumaczenia (jako dodatkowego) byłoby jak najbardziej dobrym pomysłem.

madziara.tg
09-07-2011, 15:30
Ja również jestem przeciwna nauczaniu w ten sposób. Może jest to pomocne w małej grupie lub w przypadku nauczania indywidualnego, gdzie można pokazać uczniowi zasady formułowania zdań w danych czasach, jednak powinna być to tylko część zadania domowego, a same zdania nie powinny być spójnym tekstem.
Jest tyle metod nauczania, z których nauczyciele mogą korzystać, wystarczy tylko trochę wiedzy i ustalenie sylabusa zgodnie z wybraną metodą. Wcale nie musi być to trudniejsze od wspomnianej w rozmowie techniki nauczania w formie tłumaczeń.
Będąc uczniem sama przeszłam tego typu nauczanie (dopiero w 6 klasie podstawówki poznałam inne metody nauczania, niż wertowanie tego samego z nauczycielem i tłumaczenie zdań do czasu, aż w końcu pojmę o co chodzi). W tamtych czasach nie było w Polsce innej metody nauczania, nie istniało pojęcie nauczania najmłodszych i wszyscy, niezależnie od wieku podążali tą samą ścieżką. Teraz jednak mamy dostęp do tylu materiałów i teorii nauczania, że na pewno każdy nauczyciel znajdzie coś, co mu odpowiada. I nie może być tłumaczeniem to, że uczniów i materiału jest za dużo, a czasu za mało. Organizacja zajęć to klucz do tego, aby osiągnąć zamierzony cel, którym powinno być NAUCZENIE.

malgosia_n
09-07-2011, 15:34
Jeszcze tylko chciałam dodać, że gdyby bazować jedynie na tej metodzie - nie uwzględniając fonetyki - uczniowie może i potrafiliby dużo napisać, ale nie potrafiliby wymówić ani słowa. Byłaby to ogromna krzywda dla uczniów. Lekcje powinny dać uczniom możliwość rozwoju na wielu obszarach.

madziara.tg
09-07-2011, 15:45
Jeszcze tylko chciałam dodać, że gdyby bazować jedynie na tej metodzie - nie uwzględniając fonetyki - uczniowie może i potrafiliby dużo napisać, ale nie potrafiliby wymówić ani słowa. Byłaby to ogromna krzywda dla uczniów. Lekcje powinny dać uczniom możliwość rozwoju na wielu obszarach.

Zgadzam się z Twoją opinią. Język to nie tylko pisanie, ale również mówienie, słuchanie, czytanie. Tylko dzięki rozwojowi tych wszystkich umiejętności, można się czegokolwiek nauczyć. I nie jest to zawężone jedynie do uczniów podstawówki, ale wszystkich przedziałów wiekowych.

Asienka90
09-07-2011, 16:27
sama doswiadczyłam tego zjawisko - zdania do tłumaczenia jako praca domowa.
I tak nie mialo to wiekszego sensu, gdyz wiekszosc osob przepisywala zdania od tych, ktorzy prace domowa odrobili.
Poza tym w szkole podstawowej czy gimnazjum uczniowie nie maja az takiej wiedzy, zeby zajac sie tłumaczeniami. Utrwalaja co najwyzej bledy. Z obserwacji wiem, ze takie zadanie jest strasznie nuzace dla uczniow.

madziara.tg
09-07-2011, 16:34
Z obserwacji wiem, ze takie zadanie jest strasznie nuzace dla uczniow.

Nużące i bezproduktywne, chyba że w klasie znajduje się uczeń, który potrafi język na tyle aby tworzyć w tym języku. Alternatywą dla tego typu zadań jest na przykład tworzenie własnego tekstu na podstawie obranych już podczas zajęć wyrażeń. Przykładowo: na lekcji przedstawiono słownictwo związane z domem i przygotowano na lekcji krótki opis domu w punktach, np.:
- two bedrooms
- one bathroom
- one big living room... itd.
Na podstawie wcześniej przeczytanego tekstu o domu jakiegoś Boba czy Katie opisać swój dom.
W ten sposób uczeń personalizuje się z zadaniem i jest mu łatwiej zapamiętać strukturę zdania w języku docelowym.

Aga12
09-07-2011, 16:47
Tak, zgadzam się, że nauczyciel od tego jest, ale nadal nie uważam żeby tłumaczenia były dobrym sposobem nauki dla dzieci w szkole podstawowej. Uważam, że jest mnóstwo innych, dużo ciekawszych i bardziej rozwijających ćwiczeń np. komunikacyjnych, gdzie po prostu budujemy zdania po angielsku, tak żeby powstał poprawny dialog. Mówię tu zarówno zadaniach pisemnych jak i ustnych. Wydaje mi się, że dla dziecka w takim wieku ważniejsze jest to żeby potrafiło zbudować zdanie poprawnie.

Oczywiście zgadzam się z tym, że dobrze podane zdanie wyjściowe jest w stanie nauczyć dziecka użycia gramatyki, ale myślę też, że istnieje ryzyko, że zakorzenimy w dziecku potrzebę tłumaczenia wszystkiego... Moim zdaniem, jeżeli chodzi o podejście metodyczne, tłumaczenie zdań nie jest dobrym wyjściem. Oczywiście, nie każdy musi się z tym zgodzić.

Zbudować zdanie poprawnie to na poziomie szkoły podstawowej to własciwie to samo co je przetłumaczyć.
Nie widzę nic złego w poleceniu- przetłumacz: Nazywam się Zosia. Mam 9 lat. Lubię mojego pieska. To po prostu to samo polecenie co powiedz ile masz lat, lub co lubisz.

Odbywając obserwacje lekcji francuskiego w liceum (w ramach praktyk), też własnie zaobserwowałam, że nauczycielka od czasu do czasu zadawała uczniom jako pracę domową kilka zdań do przetłumaczenia. To chyba wynik braku metodycznego przygotowania. Szkoda, że kosztem uczniów, bo w ten sposób nie nauczą się języka.

Co złego stanie się gdy uczeń od czasu do czasu przetłumaczy polskie zdanie na francuski lub odwrotnie, Czy to znaczy ,że nic sobie(ale tak zupełnie nic:rolleyes:) nie utrwali. No chyba ,że na francuskim kazała im tłumaczyć na niemiecki:D

isabelle
09-07-2011, 17:18
Cóż, jest to pomysł pożałowania godny,świadczący o zerowej kreatywności nauczyciela w wymyślaniu zadań domowych , ale również o jego znikomej wiedzy na temat metodyki nauczania języków obcych. Pomysł żywcem wzięty z metody gramatyczno-tłumaczeniowej, którą uczono w zamierzchłych czasach, gdzie celem nauki nie miała być komunikacja w obcym języku, a czytanie obcojęzycznych tekstów. Uczenie tą metodą w obecnych czasach jest krokiem milowym, tylko, że w tył,i powoduje, ze uczniowie nie są w stanie nauczyć się myśleć w danym języku i po prostu go rozumieć intuicyjnie. To z kolei widać w formułowaniu zdań polskich, tyle, że po angielsku, i tworzeniu dziwnych, a czasem wręcz niezrozumiałych konstrukcji.

zgadzam się w zupełności! myślę, że moje zdanie w tej kwestii może być dość miarodajne, gdyż uczę angielskiego, między innymi w szkole podstawowej. nie wyobrażam sobie, że moi uczniowie mieliby to robić. czemu ma służyć takie zadanie domowe...w dodatku... w szkole podstawowej?! serdecznie współczuję dzieciakom takiego startu w języki obce

Zbudować zdanie poprawnie to na poziomie szkoły podstawowej to własciwie to samo co je przetłumaczyć.
Nie widzę nic złego w poleceniu- przetłumacz: Nazywam się Zosia. Mam 9 lat. Lubię mojego pieska. To po prostu to samo polecenie co powiedz ile masz lat, lub co lubisz.

Niestety raczej się z tym nie zgodzę. dzieci, kiedy tłumaczą, przekładają dosłownie polską składnię na język obcy, myślą po polsku tylko podstawiają pod to słowa z innego języka,a to chyba nie tędy droga. zwłaszcza w szkole podstawowej, kiedy dopiero zaczynają swoją przygodę z językami obcymi i należy ich uczyć odpowiednich "reakcji" na język obcy, pozwolić im przesiąknąć właściwymi odruchami wobec języka obcego, a nie oddać pokreślone zadanie domowe po którym utwierdzą się w przekonaniu, że "to jest bez sensu, przecież tak się mówi.. u nas"
już samo "Mam 9 lat" brzmiałoby "I have 9 years"
o wiele lepsza jest alternatywa przedstawiona przez madziarę.tg

kszylar
09-07-2011, 21:05
Również nauczam angielskiego dzieci z podstawówki i nie wydaje mi się, by działa im się krzywda w trakcie tłumaczenia. Dzieci są sprytniejsze niż się niektórym wydaje -- są w stanie pojąć, że język, którego się uczą nie musi koniecznie być podobny do tego, którym mówią. Można dzieciom wyjaśnić, że nie tłumaczymy dosłownie: że po polsku dany komunikat wyraża się troszkę inaczej niż po angielsku, że musimy coś dodać, coś ująć, że język ten rządzi się innymi zasadami.
Ważne jest, by dzieci rozumiały, co mówią, czy słyszą lub czytają -- być może bez podawania odpowiedników w języku ojczystym domyślą, co znaczy dane wyrażenie, a być może nie. Czy takie błędne domysły nie przyczyniają się do utrwalania błędów?
Należy także pamiętać, że proces nauki języka ojczystego przebiega inaczej niż przyswajanie drugiego języka, toteż metody nauczania również powinny się różnić.

Aga12
09-07-2011, 21:08
zgadzam się w zupełności! myślę, że moje zdanie w tej kwestii może być dość miarodajne, gdyż uczę angielskiego, między innymi w szkole podstawowej. nie wyobrażam sobie, że moi uczniowie mieliby to robić. czemu ma służyć takie zadanie domowe...w dodatku... w szkole podstawowej?! serdecznie współczuję dzieciakom takiego startu w języki obce



Niestety raczej się z tym nie zgodzę. dzieci, kiedy tłumaczą, przekładają dosłownie polską składnię na język obcy, myślą po polsku tylko podstawiają pod to słowa z innego języka,a to chyba nie tędy droga. zwłaszcza w szkole podstawowej, kiedy dopiero zaczynają swoją przygodę z językami obcymi i należy ich uczyć odpowiednich "reakcji" na język obcy, pozwolić im przesiąknąć właściwymi odruchami wobec języka obcego, a nie oddać pokreślone zadanie domowe po którym utwierdzą się w przekonaniu, że "to jest bez sensu, przecież tak się mówi.. u nas"
już samo "Mam 9 lat" brzmiałoby "I have 9 years"
o wiele lepsza jest alternatywa przedstawiona przez madziarę.tg



Właśnie dlatego takie ćwiczenia są niezbędne od czasu do czasu. Po to aby dzieci nauczyły się że nie można tłumaczyć słowa po słowie, i że wszystko ma sen mimo, że mówi się "inaczej niż u nas" i jest okazja aby pokazać różnice między językami. Klasyczny przykład jest właśnie z podawniem wieku i I have 9 years.

Z tłumaczeniami dzieci mogą spotkać się w najmłodszym wieku, np - przyszedł list/lub mail od krewnych z USA, nie znająca języka babcia prosi wnuczka o przetłumaczenie( chociaż fragmentu),

skarolinka
09-07-2011, 21:18
Gdy czytam niektóre wypowiedzi to odnoszę wrażenie, że piszą je idealiści, którzy mają niestety niewiele wspólnego z nauczaniem w szkole publicznej. Dla mniej zorientowanych: w tym roku szkolnym mamy nową formułę egzaminu gimnazjalnego z dwoma poziomami zaawansowania: podstawowym i rozszerzonym i niestety na rozszerzonym (który de facto muszą wybrać uczniowie, którzy w gimnazjum kontynuują naukę języka a nie zaczynają ją od podstaw, czyli w przypadku angielskiego znakomita większość) w części sprawdzającej struktury leksykalno-gramatycznej właśnie wracają elementy tłumaczenia, więc nie wyobrażam sobie w jaki sposób moi uczniowie mieliby to napisać bez wcześniejszego przygotowania i wyćwiczenia. Metoda gramatyczno-tłumaczeniowa może i jest archaiczna, ale czasem warto zastosować jej elementy w nauczaniu, bo do niektórych osób to po prostu przemawia. Jasne, że 20 lat temu tłumaczenie zdań było jedyną słuszną metodą nauczania ćwiczenia i to było błędem, bo nie ma jedynej słusznej metody. Im dłużej uczę w szkole naprawdę coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że powinniśmy korzystać z dobrodziejstw różnych metod, bo uczniów mamy różnych, a w szkołach publicznych również dodatkowe zadanie: nie tylko nauczyć języka, ale również przygotować do egzaminu.

StanLevitan
09-07-2011, 21:50
dzieci, kiedy tłumaczą, przekładają dosłownie polską składnię na język obcy, myślą po polsku tylko podstawiają pod to słowa z innego języka,a to chyba nie tędy droga.
Według Ciebie to przez tłumaczenie nabiera się nawyku "tępego" podstawiania słów? Na początku nauki, każde dziecko ma tendencje do takiego zachowania, i to zwłaszcza, gdy chce się je zaangażować w konwersację, każąc mu coś powiedzieć w języku obcym. To naturalny odruch "szowinizmu" językowego, gdy się stykają po raz pierwszy z obcą mową. Różnice trzeba im wytłumaczyć, a potem dopiero się zadaje zadania domowe z tłumaczenia; właśnie wtedy, kiedy już rozumieją tę różnicę! Widzę, że tego nie bierzesz pod uwagę, tylko z uprzedzeniem, od razu twierdzisz "nie i już, bo to niedobre".
Ponadto, każąc uczniom powiedzieć coś w języku obcym, de facto zlecamy im tłumaczenie nań z polskiego. To też jest niedobre?
zwłaszcza w szkole podstawowej, kiedy dopiero zaczynają swoją przygodę z językami obcymi i należy ich uczyć odpowiednich "reakcji" na język obcy, pozwolić im przesiąknąć właściwymi odruchami wobec języka obcego, a nie oddać pokreślone zadanie domowe po którym utwierdzą się w przekonaniu, że "to jest bez sensu, przecież tak się mówi.. u nas"
A jak karzesz im mówić i będą robić błędy, to chyba zwrócisz im na nie uwagę (bo jak inaczej je wyeliminujesz)?
Czym się różni poprawienie wypowiedzi pisemnej od ustnej? Jeśli jest takie ryzyko, o jakim wspominasz, to dotyczy każdej formy nauczania (bo wynika bezpośrednio z kontaktu z czymś obcym i niezrozumiałym). Nie jest to wina tłumaczenia zdań!

kacha
09-07-2011, 21:50
Pamiętam jeszcze ze swoich ćwiczeń z metodyki, że tłumaczenie nie jest żadnym sposobem na naukę języka angielskiego i się zgadzam. Nie trzeba umieć tłumaczyć, żeby posługiwać się innym językiem. Jednak wiem, że na egzaminie gimnazjalnym są zdania do przetłumaczenia, ale wydaje mi się, że są to wypowiedzi typu "Co słychać?" albo "Dzięki z góry!", a nie tłumaczenie nie wiadomo czego.

kasia_p
09-07-2011, 21:51
Właśnie po to się tego uczy. Jak ma dobrze tłumaczyć, jeśli nie będzie tłumaczyć wcale?

Rozwijanie umiejętności analizy tekstu prowadzi do utrwalenia błędów? Nauczyciele raczej sprawdzają zadania domowe, co jest doskonałą okazją, by zwrócić uczniowi uwagę na błędy, jakie robi.
Zatem utrwalanie błędów to wyłącznie wina gapiostwa nauczyciela, stwarzającego pozory poprawnie wykonanego zadania.

Z doświadczenia wiem, że dzieciaki nie analizują zadań domowych oddawanych przez nauczyciela. Interesuje ich tylko ocena a nauczyciel nie zawsze jest w stanie poświęcić czas na analizę zadań z każdym uczniem - szczególnie w licznych grupach. Po drugie, tłumaczenie to nie jest dziedzina której uczy się w szkole. Jeśli skonczyłeś/aś translatorykę powinieneś/aś wiedzieć jak bardzo jest skomplikowaną dziedziną

Tłumaczenia zdań są obecne w szkołach już od najmłodszych lat. Pamiętam, że ja również już w szkole podstawowej musiałam tłumaczyć zdania. Nie jestem za takimi metodami. Dzieci w tym wieku nie są jeszcze na tyle świadome struktur gramatycznych, żeby samodzielnie tłumaczyć zdania i w większości robią to automatycznie, wzorując się na przykładach, a nie zastanawiając nad sensem zdania i zasadami.

Oczywiście, że tak. A efekt jest taki, że zamiast rozwijać umiejętności językowe robią bezsensowne kalki z polskiego. Z takich szkolnych tłumaczeń wychodzą niezłe kwiatki. A kiedy nauczyciel próbuje to poprawić wychodzi na to, że zdanie czy tekst musi napisać od początku bo tłumaczenie ucznia nie ma ładu ani składu, często też nic wspólnego z językiem angielskim

StanLevitan
09-07-2011, 22:27
Odbywając obserwacje lekcji francuskiego w liceum (w ramach praktyk), też własnie zaobserwowałam, że nauczycielka od czasu do czasu zadawała uczniom jako pracę domową kilka zdań do przetłumaczenia. To chyba wynik braku metodycznego przygotowania. Szkoda, że kosztem uczniów, bo w ten sposób nie nauczą się języka.
Ja, gdy uczyłem w podstawówce, dawałem zdania do tłumaczenia w domu. Uczniowie za jednym zamachem zapamiętywali nowe słownictwo, utrwalali struktury gramatyczne (umieszczanie nowych słów we właściwych miejscach w zdaniu), i, co nie mniej ważne, utrwalali pisownię obcych słów (przy okazji również ich polskich odpowiedników). Kartkówki pokazały, że czegoś się nauczyli.
Tak na marginesie, przed wojną w polskich gimnazjach uczono greki i łaciny wyłącznie przez pracę z tekstem (bo inaczej ni dy rydy). Nie dość, że wyrastały przez to pokolenia świetnych filologów klasycznych, to jeszcze niejeden, dzięki takiej nauce, potrafił napisać pracę magisterską po łacinie. O takim opanowaniu języka współcześni, wychowani na "rozmówkach" młodzi ludzie mogą tylko pomarzyć. Więc nie pisz mi tu bzdur o tym, że się tak języka nie nauczą, bo ta współczesna moda to skutek apologii nieuctwa (wystarczy, by wszystko umieć "jako tako") i tolerancji dla głupoty, forsowanej przez rodziców dzieci, które radzą sobie najgorzej, bo im najwygodniej obwinić system nauczania.

kasia_p
09-07-2011, 22:39
Właśnie przez nacisk na konwersacje szerzy się tak zwany polish english. Dzieci uczą się jako tako dogadywać po angielsku, a to jak mówią brzmi zupełnie jak mowa jaskiniowca. Do komunikacji wystarczy znać nazwy rzeczy, o których się mówi, oraz garść oklepanych zwrotów do poskładania wypowiedzi. Wtedy rozmówca znający angielski "załapie", o co chodzi w takim bełkocie. W ten sposób uczy się dziatwę, jak się porozumiewać dzięki wiedzy o języku, ale raczej rozmówcy niż ich własnej. Naprawdę to jest ta słuszna droga? Poza tym, i to się tyczy zarówno mowy ojczystej, jak i obcej, nic tak nie rozwija kultury językowej i elokwencji jak właśnie kontakt ze słowem pisanym. A do dobrych praktyk lepiej chyba przyzwyczajać od małego.

Znowu się z Tobą nie zgodzę. Przecież nikt nie zabrania czytać książek w języku angielskim. Wręcz przeciwnie, to doskonały sposób na szlifowanie języka ale samo czytanie literatury nie nauczy mówić w obcym języku. Tylko ćwiczenie, czyli częste mówienie, używanie języka. Oczywiście z zachowaniem zasad gramatykii, rejestru itd. Oczywiście czytanie, czy słuchanie radia pomagają poszerzyć zakres słownictwa ale nie popadajmy w paranoję. Natomisat jeśli chodzi o tłumaczenie to moim zdaniem nie ma ono żadnego wpływu na rozwijanie umiejętności komunikacyjnych u dzieci.

Dla mniej zorientowanych: w tym roku szkolnym mamy nową formułę egzaminu gimnazjalnego z dwoma poziomami zaawansowania: podstawowym i rozszerzonym i niestety na rozszerzonym (który de facto muszą wybrać uczniowie, którzy w gimnazjum kontynuują naukę języka a nie zaczynają ją od podstaw, czyli w przypadku angielskiego znakomita większość) w części sprawdzającej struktury leksykalno-gramatycznej właśnie wracają elementy tłumaczenia, więc nie wyobrażam sobie w jaki sposób moi uczniowie mieliby to napisać bez wcześniejszego przygotowania i wyćwiczenia.

Z całym szacunkiem dla MENu, ale uważam, że elementy tłumaczenia na egzaminie gimnazjalnym, czy maturze to bzdura. Podstawówka, gimnazjum, czy liceum to nie studia. Uczniowie mają zdobyć wiedzę ogólną, a tłumaczeń mogą nauczyć się na studiach. Wplatanie tłumaczenia do egzaminu to tak jakby do części przyrodniczej wcisnąć pytania z okulistyki. Niedorzeczność.

kszylar
09-07-2011, 23:28
Czy wszystkim przeciwnikom tłumaczeń wydaje się, że od dzieci w podstawówce wymaga się perfekcyjnego, osadzonego w realiach kulturowych, gramatycznie i stylistycznie poprawnego tłumaczenia na język polski? Że nauczyciel nie pochwali za dobrze przekazaną treść, widząc, że dziecko rozumie wersję angielską, nawet jeśli ziecko użyje jakichś wymyślonych przez siebie określeń?

I z drugiej strony, czy jedyną słuszną metodą wpajania reakcji językowych jest rozmowa "na migi", byleby dziecku nie powiedzieć polskiego odpowiednika zdania, które chcemy usłyszeć?

Nie popadajmy w paranoję. Wszystkie skrajności są złe: zarówno lekcje oparte tylko i wyłącznie na tłumaczeniu, jak i te zupełnie pozbawione przekładu z języka A na B i vice versa.

Aga12
09-07-2011, 23:46
Po drugie, tłumaczenie to nie jest dziedzina której uczy się w szkole. Jeśli skonczyłeś/aś translatorykę powinieneś/aś wiedzieć jak bardzo jest skomplikowaną dziedziną

Bez przesady! Nie nazwałabym ćwiczeń polegających na przetłumaczeniu paru pojedynczych zdań nauką translatoryki.:). Równie dobrze ułożenie paru zdań po angielsku ( bez tłumaczenia) można by nazwać nauką pisarstwa:D

. Natomisat jeśli chodzi o tłumaczenie to moim zdaniem nie ma ono żadnego wpływu na rozwijanie umiejętności komunikacyjnych u dzieci.

Po pierwsze inne umiejętności ( niekomunkacyjne) też są ważne .

Po drugie, tłumaczenie( choćby to była waszym zdaniem nie najciekawszą metoda powtórzeń) utrwala jednak choć trochę słownictwo, co sprzyja zrozumieniu usłyszanego tekstu. A bez zrozumienia nie ma dobrej komunikacji.

Po trzecie, dzieci są różne. I niektóre często same proszą aby im coś przetłumaczyć, co pomaga im zrozumiec tekst lub dialog a potem same chętniej się same wypowiadają.

leva
09-07-2011, 23:59
Ludzie, nie przesadzajcie tak z tą poprawnością polityczną. Zadanie uczniowi"tłumaczenia" kilku prostych zdań to po prostu polecenie, aby wyraził jakąś konkretną informację w języku obcym. Jeśli wcześniej poznał on odpowiednie struktury gramatyczne i słownictwo, to powinien to zrobić niejako automatycznie. Odnoszę wrażenie, że dyskutujące tu osoby mylą takie "tłumaczenie" z poważnym tłumaczeniem całych tekstów, a wydaje się, że nie o to tu chodzi. Dodam również, że elementy tłumaczenia występują w różnych konkursach, olimpiadach i egzaminach na różnych szczeblach edukacji.

Jak najbardziej popieram! Po pierwsze co niektórzy zupełnie niepotrzebnie wspominają w ogóle tutaj o tłumaczeniu, jakie znamy ze studiów na translatoryce, bo ni jak ono się nie ma do tego o czym tutaj mowa.
Po drugie, jestem zdania,że różnorodność metod nauczania jest plusem i chyba nie musimy się obawiać,że ktoś teraz uczy dzieci w podstawówce tylko za pomocą tłumaczeń, więc jeśli będą mieli styczność z takimi zdaniami do przetłumaczenia, to krzywda im się nie powinna stać, bo taka forma komunikacji też się w życiu i porozumiewaniu przydaje. A taki jest cel: nauczyć tak,żeby umieli się porozumieć.

Aga12
09-08-2011, 00:18
.. Jako absolwentka translatoryki jestem oburzona tym pomysłem. Pominę tu już kwestię dotyczącą nauczania języka angielskiego, gdzie wręcz zabrania się jakichkolwiek elementów tłumaczenia.

Nie rozumiem dlaczego właśnie jako absolwentka translatorytyki tym się oburzasz (przecież tam nie ma zajęć z metodyki nauczania)

Jest bardzo dużo różnych metod nauczania, takich z użyciem języka ojczystego( czyli jednak elementami tłumaczenia) i bez. Nie widziałam w żadnym programie nauczania w podstawówce (który to obowiązuje nauczycieli) kategorycznego zakazu wprowadzania JAKICHKOLWIEK elementów tłumaczenia

patrycja_h
09-08-2011, 01:52
Po pierwsze inne umiejętności ( niekomunkacyjne) też są ważne .

Po drugie, tłumaczenie( choćby to była waszym zdaniem nie najciekawszą metoda powtórzeń) utrwala jednak choć trochę słownictwo, co sprzyja zrozumieniu usłyszanego tekstu. A bez zrozumienia nie ma dobrej komunikacji.

Po trzecie, dzieci są różne. I niektóre często same proszą aby im coś przetłumaczyć, co pomaga im zrozumiec tekst lub dialog a potem same chętniej się same wypowiadają.

Zgadzam się w zupełności. Chciałam jeszcze zaznaczyć, że komunikacja przybiera różne formy. Może to być rozmowa w obcym języku, ale też napisanie listu albo e-maila. I w takich sytuacjach ćwiczenia polegające na tłumaczeniu obcych zdań i zwrotów okazują się przydatne. Pomagają opanować słownictwo i struktury gramatyczne, bez których nie zajdzie się daleko w nauce języka.

dagmara2011
09-08-2011, 10:01
A mnie się wydaje, że nauczyciel, który kazał tłumaczyć dzieciom w podstawówce zdania, nie wymyślał jakiś skomplikowanych struktur i słów. Moim zdaniem nie ma nic złego w tym, żeby dzieci tłumaczyły zdania typu "Ala ma kota". W ten sposób można przecież utrwalić nowo poznane słownictwo.

Zgadzam się z Twoim stwierdzeniem. Chciałabym jeszcze dodać, że część dzieci w podstawówce czy gimnazjum lepiej zapamiętuje słówka czy struktury poprzez pisanie - sama jestem tego przykładem. Oczywiście nie użyłabym tego typu zadań w początkowych klasach szkoły podstawowej.

paula7732
09-08-2011, 10:34
Pomysł tłumaczenia zdań nie wydaje się aż tak zły. Wszystko zależy od kontekstu. Uczyłam angielskiego w podstawówce przez 5 lat i sama nie zadawałam takich prac domowych, ale wydaje mi się, że tego typu ćwiczenia mogłyby jednak mieć charakter edukacyjny i zaraz wyjaśnię jaki. Ja miałam bardzo częsty problem przy zadawaniu prac pisemnych czy projektów, ponieważ dzieci nagminnie korzystały z internetowych translatorów. Wiele razy przy zadawaniu pracy domowej podkreślałam, że na pierwszy rzut oka widzę w ten sposób napisaną pracę i będę ją oddawać do poprawy, a jednak dzieci, jak to dzieci, za każdym razem próbowały czy kolejnym razem sie uda. Tak więc sobie myślę, że ćwiczenie polegające na tłumaczeniu słowo w słowo zdań z polskiego na angielski czy też na odwrót oraz analiza takich konstrukcji na lekcji mogłaby pomóc, przynajmniej części dzieci, uświadomić różnicę.

Marzena_
09-08-2011, 10:46
Zgadzam się z powyższa wypowiedzią, że tłumaczenie podstawowych zdań z j. polskiego na angielski jak i odwrotnie, później analizowanie takich zdań pod względem gramatycznym jak i słownictwa może tylko pomóc dzieciom w przyswajaniu języka;
Sądzę, że dzieci od których wymaga się więcej na pewno będą miały lepszą bazę językową, od tych od których się nie wymaga takich umiejętności.

ana_901
09-08-2011, 12:15
Ludzie, nie przesadzajcie tak z tą poprawnością polityczną. Zadanie uczniowi"tłumaczenia" kilku prostych zdań to po prostu polecenie, aby wyraził jakąś konkretną informację w języku obcym. Jeśli wcześniej poznał on odpowiednie struktury gramatyczne i słownictwo, to powinien to zrobić niejako automatycznie. Odnoszę wrażenie, że dyskutujące tu osoby mylą takie "tłumaczenie" z poważnym tłumaczeniem całych tekstów, a wydaje się, że nie o to tu chodzi. Dodam również, że elementy tłumaczenia występują w różnych konkursach, olimpiadach i egzaminach na różnych szczeblach edukacji.

Oczywiście, że tak! Zgadzam się w 100%. Ja pracuję jako nauczyciel już piąty rok i to właśnie w szkole podstawowej.

Wydaje mi się, że przez tłumaczenie niektórzy rozumieją przekład jakichś olbrzymich tekstów o zaawansowanym słownictwie. Tymczasem jest to głównie tłumaczenie zdań typu: Ja lubię sport. Ona jest wysoka. My mamy psa. itp. Przecież w ten sposób dzieci uczą się poprawnie budować zdania, a jeśli chodzi o język angielski to tu zdanie ma sztywną konstrukcję (SVO), co mogą wyćwiczyć właśnie tłumacząc proste zdania. Dodatkowo utrwalają słownictwo i czasowniki/czasy.
Nie wiem czy na forum wypowiadają się czynni nauczyciele, ale należy zwrócić uwagę, że w wielu podręcznikach pojawiają się ćwiczenia, gdzie trzeba coś przetłumaczyć. Więc czy zdaniem osób, które są przeciw, MEN nie powinien zatwierdzić takich podręczników? Skoro ta metoda jest zła...? Jak ktoś wcześniej wspomniał, są różne metody i różne sposoby przekazywania wiedzy. Moim zdaniem, nie ma nic złego w tłumaczeniu nieskomplikowanych zdań przez uczniów szkoły podstawowej (mam na myśli klasy IV-VI).

Bez przesady! Nie nazwałabym ćwiczeń polegających na przetłumaczeniu paru pojedynczych zdań nauką translatoryki.:). Równie dobrze ułożenie paru zdań po angielsku ( bez tłumaczenia) można by nazwać nauką pisarstwa:D

Popieram.

isabelle
09-08-2011, 13:59
Właśnie dlatego takie ćwiczenia są niezbędne od czasu do czasu. Po to aby dzieci nauczyły się że nie można tłumaczyć słowa po słowie, i że wszystko ma sen mimo, że mówi się "inaczej niż u nas" i jest okazja aby pokazać różnice między językami. Klasyczny przykład jest właśnie z podawniem wieku i I have 9 years.

Z tłumaczeniami dzieci mogą spotkać się w najmłodszym wieku, np - przyszedł list/lub mail od krewnych z USA, nie znająca języka babcia prosi wnuczka o przetłumaczenie( chociaż fragmentu),

w pewnym stopniu masz rację. jednak z doświadczenia wiem, że dzieci nie robią tych zadań - wykonuje je za nie google tłumacz czy inne tego typu cudeńko. i tu wychodzi bezcelowość takich zadań. myślę, że byłabym skora do przeprowadzenia takiego zadania, ale raczej na lekcji, kiedy nauczyciel może nadzorować pracę, nakierować uczniów, wyjaśnić nieprzekładalność składni polskiej na angielską i vice versa. w końcu to dopiero szkoła podstawowa, procesy myślowe tych dzieciaków nie funkcjonują tak jak u nastolatków :)

ana_901
09-08-2011, 14:29
w pewnym stopniu masz rację. jednak z doświadczenia wiem, że dzieci nie robią tych zadań - wykonuje je za nie google tłumacz czy inne tego typu cudeńko. i tu wychodzi bezcelowość takich zadań. myślę, że byłabym skora do przeprowadzenia takiego zadania, ale raczej na lekcji, kiedy nauczyciel może nadzorować pracę, nakierować uczniów, wyjaśnić nieprzekładalność składni polskiej na angielską i vice versa. w końcu to dopiero szkoła podstawowa, procesy myślowe tych dzieciaków nie funkcjonują tak jak u nastolatków :)

Zgadzam się. Jednak są i tacy uczniowie, którzy pracują samodzielnie.
A propos google tłumacza - zauważyłam, że dzieci w ten sposób piszą też zadane prace pisemne. Wrzucają zdanie po zdaniu do google lub innego rodzaju translatora i przepisują, myśląc, że w ten sposób stworzyły super bezbłędną pracę.

Lynx85
09-08-2011, 15:05
Niedawno rozpoczęłam pracę jako nauczyciel w gimnazjum i podczas jednych zajęć zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, że uczniowie będąc jeszcze w szkole podstawowej dostawali zadania domowe polegające na przetłumaczeniu zdań... Jako absolwentka translatoryki jestem oburzona tym pomysłem. Pominę tu już kwestię dotyczącą nauczania języka angielskiego, gdzie wręcz zabrania się jakichkolwiek elementów tłumaczenia. Uważam, że uczeń szkoły podstawowej czy gimnazjum nie jest w stanie dobrze tłumaczyć. A podobne praktyki mogą doprowadzić do utrwalenia się błędów. A jaka jest Wasza opinia drodzy koledzy tłumacze?

Szczerze mówiąc, nie jestem tym tak zbulwersowana jak Ty - może wynika to z faktu, że ja dostawałam w podstawówce podobne zadania? Wszak, miały one służyć temu, aby nauczyciel przekonał się, czy uczeń poprawnie rozumie dane zdanie, czy tekst. Jak inaczej miałby to sprawdzić? :)

Aga12
09-08-2011, 15:28
A propos google tłumacza - zauważyłam, że dzieci w ten sposób piszą też zadane prace pisemne. Wrzucają zdanie po zdaniu do google lub innego rodzaju translatora i przepisują, myśląc, że w ten sposób stworzyły super bezbłędną pracę.

Jeżeli dziecko przyniesie taki tekścik przetłumaczony przez google i zobaczy, że ma w nim masę błędów to dowie się, że taki translator może służyć tylko do bardzo ogólnego zrozumienia o czym jest ten tekst. Nie będzie miało ku temu sposobności jeśli nauczyciel nie zada takiego " ćwiczenia z tłumaczenia"

A tak przy okazji to fajna zabawa, wrzucić do takiego goola-translatora stronę z kraju z najbardziej udziwnionym pismem i zobaczyć " o czym to piszą np. w języku talugu. Czasami ten tłumacz może nam to nawet głośno przeczytać.:D

kasia_p
09-08-2011, 20:27
Szczerze mówiąc, nie jestem tym tak zbulwersowana jak Ty - może wynika to z faktu, że ja dostawałam w podstawówce podobne zadania? Wszak, miały one służyć temu, aby nauczyciel przekonał się, czy uczeń poprawnie rozumie dane zdanie, czy tekst. Jak inaczej miałby to sprawdzić? :)

Ja również dostawałam kiedyś podobne zdania i może też dlatego uważam, że jest to pójście na łatwiznę ze strony nauczyciela. Jak sprawdzić czy uczeń rozumie zdanie czy tekst? Zadawać szczegółowe pytania, które mają sprawdzić rozumienie. Fakt, zajmuje to więcej czasu, ale efekt jest zdecydowanie bardziej zadowalający.

Odbywając obserwacje lekcji francuskiego w liceum (w ramach praktyk), też własnie zaobserwowałam, że nauczycielka od czasu do czasu zadawała uczniom jako pracę domową kilka zdań do przetłumaczenia. To chyba wynik braku metodycznego przygotowania. Szkoda, że kosztem uczniów, bo w ten sposób nie nauczą się języka.

Zgadzam się z Tobą. Może po dłuższym czasie nauczania nauczyciele się wypalają, ale uczniowie nie powinni na tym cierpieć. Wydaje mi się, że starsze pokolenie nauczycieli w dalszym ciągu często korzysta z tłumaczenia jako sposobu na sprawdzenie rozumienia, a przecież są na to lepsze sposoby. Wracając do tłumaczenia na lekcjach języka angielskiego, spotkałam się również z ustnym tłumaczeniem tekstów z podręcznika. Tego również stanowczo nie popieram. Wystarczy przygotować pytania do tekstu bądź naprowadzić uczniów (oczywiście w j. angielskim) tak aby zrozumiał sens zdania czy całego tekstu.

agastroba
09-08-2011, 20:38
Odbywając obserwacje lekcji francuskiego w liceum (w ramach praktyk), też własnie zaobserwowałam, że nauczycielka od czasu do czasu zadawała uczniom jako pracę domową kilka zdań do przetłumaczenia. To chyba wynik braku metodycznego przygotowania. Szkoda, że kosztem uczniów, bo w ten sposób nie nauczą się języka.

Nie rozumiem, dlaczego Twoim zdaniem tłumaczenie zdań to brak metodycznego przygotowania nauczyciela? Proszę podaj mi literaturę metodyczną, w której wyraźnie uczą, że nie wolno zadawać zdań do tłumaczenia.

kasia_p
09-08-2011, 21:01
Nie rozumiem, dlaczego Twoim zdaniem tłumaczenie zdań to brak metodycznego przygotowania nauczyciela? Proszę podaj mi literaturę metodyczną, w której wyraźnie uczą, że nie wolno zadawać zdań do tłumaczenia.

Nikt nie napisał, że zabrania się tłumaczenia w podstawówce czy gimnazjum. Nie ma formalnego zakazu. Mylisz pojęcia. Problem polega na tym, że nie jest to efektywna metoda nauki języka bo prowadzi np. do kalk językowych i ich utrwalania. Celem nauczania jakiegokolwiek języka jest komunikacja. Nie znaczy to, że niegramatyczna. Ale zamiast tłumaczenia zdań można wymyślać różne inne ćwiczenia na utrwalanie struktur gramatycznych, które jednocześnie umożliwiają uczniom komunikację.

Nie rozumiem dlaczego właśnie jako absolwentka translatorytyki tym się oburzasz (przecież tam nie ma zajęć z metodyki nauczania)

Jest bardzo dużo różnych metod nauczania, takich z użyciem języka ojczystego( czyli jednak elementami tłumaczenia) i bez. Nie widziałam w żadnym programie nauczania w podstawówce (który to obowiązuje nauczycieli) kategorycznego zakazu wprowadzania JAKICHKOLWIEK elementów tłumaczenia

Tak się składa, że podczas studiów poza tłumaczeniami specjalizowałam się także w metodyce nauczania ;) OK może nie ma formalnego zakazu wprowadzania elementów tłumaczeń, ale każdy dobry metodyk raczej odradzi Ci tę metodę. Mnie uczono, że absolutnie nie powinno się wprowadzać żadnego tłumaczenia na lekcjach angielskiego, z czym się zgadzam w 100%.

Aga12
09-08-2011, 21:31
Zgadzam się z Tobą. Może po dłuższym czasie nauczania nauczyciele się wypalają, ale uczniowie nie powinni na tym cierpieć. Wydaje mi się, że starsze pokolenie nauczycieli w dalszym ciągu często korzysta z tłumaczenia jako sposobu na sprawdzenie rozumienia, a przecież są na to lepsze sposoby. Wracając do tłumaczenia na lekcjach języka angielskiego, spotkałam się również z ustnym tłumaczeniem tekstów z podręcznika. Tego również stanowczo nie popieram. Wystarczy przygotować pytania do tekstu bądź naprowadzić uczniów (oczywiście w j. angielskim) tak aby zrozumiał sens zdania czy całego tekstu.

Wydaje mi się,ze nie jest to wynik wypalenia tylko doświadzczenia.

A oto jedna z możliwych sytuacji. Po zadaniu pytań i naprowadzeniu go ( oczywiście w języku angielskim) dochodzimy do wniosku ,ze dziecko nie zrozumiało ani pytań ani naszego naprowadzenia. Jest nadzieja, że rozumie chociaż jakieś pojedyncze słowo ( ale nie typu kotek, które można łatwo zaprezentować miaucząc lub szczekając). I tego możemy dowiedzieć się używając właśnie tłumaczenia prostych zdań, wyrażeń lub pojedynczych słów.

Tak się składa, że podczas studiów poza tłumaczeniami specjalizowałam się także w metodyce nauczania ;) OK może nie ma formalnego zakazu wprowadzania elementów tłumaczeń, ale każdy dobry metodyk raczej odradzi Ci tę metodę. Mnie uczono, że absolutnie nie powinno się wprowadzać żadnego tłumaczenia na lekcjach angielskiego, z czym się zgadzam w 100%.

Mam pytanie ile lat przepracowałaś w szkole? Twój metodyk był widocznie zapalonym zwolennikiem jednej z wielu metod

A co zrobisz jeśli dziecko zapyta się ciebie co znaczy jakieś zdanie lub wyraz i trzeba mu odpowiedzieć natychmiast zanim zaintersowanie tematem zniknie, a o to bardzo łatwo w 24 osobowej klasie( bo w takiej nie ma podziału na grupy i gdzie część osób zainteresowana jest tak naprawdę tylko rozrabianiem). Zasłonisz się metodykiem.

Dzieci (zwłaszcza małe) często pytają " a jak jest chomik po angielsku, a świnka morska, itd), powiemy - "tylko bez polskiego, please!" Zabijemy wtedy naturalną ciekawość dziecka i chęć do poznawania świata po angielsku.

KasiaPaszkiel
09-09-2011, 10:12
Tłumaczenie zdań jest nadal bardzo często zadawane jako praca domowa w szkołach. Sama tego doświadczyłam jako uczennica. Ja również nie jestem zwolenniczką metody gramatyczno-tłumaczeniowej, ponieważ najważniejsza jest metoda komunikacyjna. Głównym celem nauki języka obcego jest wykształcenie umiejętności swobodnego wypowiadania na różne tematy a nie wkuwanie reguł gramatycznych. Jednak zdarzają się przypadki kiedy trzeba zastosować inne metody nauczania, więc nie skreślajmy zupełnie tej metody, ale nie pozwólmy, aby dominowała w procesie nauczania.

kasia_p
09-09-2011, 14:34
Mam pytanie ile lat przepracowałaś w szkole? Twój metodyk był widocznie zapalonym zwolennikiem jednej z wielu metod

A co zrobisz jeśli dziecko zapyta się ciebie co znaczy jakieś zdanie lub wyraz i trzeba mu odpowiedzieć natychmiast zanim zaintersowanie tematem zniknie, a o to bardzo łatwo w 24 osobowej klasie( bo w takiej nie ma podziału na grupy i gdzie część osób zainteresowana jest tak naprawdę tylko rozrabianiem). Zasłonisz się metodykiem.

Dzieci (zwłaszcza małe) często pytają " a jak jest chomik po angielsku, a świnka morska, itd), powiemy - "tylko bez polskiego, please!" Zabijemy wtedy naturalną ciekawość dziecka i chęć do poznawania świata po angielsku.

Nie popadajmy w paranoje. Wiadomo, że czasami trzeba podać dziecku polski odpowiednik angielskiego słówka, szczególnie w sytuacjach kiedy zapyta o coś co nie jest związane z tematem lekcji, czego nauczyciel nie może pokazać lub narysować itd. a cały spór toczy się o to czy tłumaczenie zdań lub krótkich tekstów jest uzasadnione na lekcjach angielskiego czy nie :)

Lynx85
09-09-2011, 15:02
Nie popadajmy w paranoje. Wiadomo, że czasami trzeba podać dziecku polski odpowiednik angielskiego słówka, szczególnie w sytuacjach kiedy zapyta o coś co nie jest związane z tematem lekcji, czego nauczyciel nie może pokazać lub narysować itd. a cały spór toczy się o to czy tłumaczenie zdań lub krótkich tekstów jest uzasadnione na lekcjach angielskiego czy nie :)

Wydaje mi się, że popadanie w paranoję to twierdzenie, że jeśli nauczyciel daje dziecku parę zdań to przetłumaczenia to oznacza to zaraz pójście na łatwiznę z jego strony i że, broń Boże, nie powinno się tak postępować. Osobiście zostałam przepuszczona przez taki trening i absolutnie nie uważam, jakoby nauczyciel miał brak weny i nie bardzo wiedział jak działać. Nie uważam też, żeby spowodowało to jakikolwiek ubytek w mojej wiedzy albo wyraźną szkodę w ostatecznym rozrachunku...

StanLevitan
09-09-2011, 15:06
Celem nauczania jakiegokolwiek języka jest komunikacja.
A celem nauczania, np. łaciny albo sanskrytu też jest komunikacja? Celem nauczania języka jest znajomość języka, a nie da się znać języka nie znając reguł budowania w nim wypowiedzi. Poprawne tłumaczenie da się wykonać tylko dzięki znajomości tych reguł, więc tłumaczenie jest dobrym ćwiczeniem na ich opanowanie.

klaudynq
09-09-2011, 16:18
Zgadzam się- myslę, że tłumaczenie w szkole podstawowej to jakiś absurd, skąd te biedne dzieci mają znać odpowiednie słownictwo, skoro dopiero co poznają dany jezyk...


Jestem pewna, że nauczyciele w szkole podstawowej nie dają im do tłumaczenia tekstów o bardzo wykwintnym słownictwie i strukturach gramatycznych, ale dostosowane odpowiednio do poziomu nauczania. Poza tym, nie uważam aby taka praktyka była totalnie beznadziejna jeżeli jest pod nadzorem nauczyciela, który poprawia błędy. Jednakże na pewno powinno być to stosowane jako jedna z metod, ale nie jedyna urozmaicająca zajęcia i monotonne wkuwanie słówek np. po wprowadzeniu określonej liczby słówek dzieci układają zdania z nimi i tłumaczą z polskiego na język obcy bądź odwrotnie. Nie powinny być to słówka czy struktury, których używa się ściśle od kontekstu, ale raczej uniwersalne.

gingerr
09-09-2011, 16:24
Różnice trzeba im wytłumaczyć, a potem dopiero się zadaje zadania domowe z tłumaczenia; właśnie wtedy, kiedy już rozumieją tę różnicę! Widzę, że tego nie bierzesz pod uwagę, tylko z uprzedzeniem, od razu twierdzisz "nie i już, bo to niedobre".
Ponadto, każąc uczniom powiedzieć coś w języku obcym, de facto zlecamy im tłumaczenie nań z polskiego. To też jest niedobre?

A jak karzesz im mówić i będą robić błędy, to chyba zwrócisz im na nie uwagę (bo jak inaczej je wyeliminujesz)?
Czym się różni poprawienie wypowiedzi pisemnej od ustnej?

Wydaje mi się, popraw mnie jeśli się mylę, że doświadczenia w nauczaniu dzieci za wiele nie masz. Gdyby nauczyciel w podstawówce "tłumaczył" uczniom gramatykę zwłaszcza porównując ją do polskiej na każdym kroku, dzieciakom wszystko by się poplątało i zanudzili by się na śmierć. Jak już wcześniej wielu pisało, dzieci nie mają świadomości struktur gramatycznych, ba, często nie znają nawet terminologii gramatyki polskiej, więc jak im wyjaśniać szyk zdania opisowo? A już zupełną bzdurą jest to co piszesz, że każąc coś powiedzieć w języku obcym każemy im tłumaczyć z polskiego! Ty jak mówisz w obcym języku to zawsze najpierw budujesz w głowie polskie zdanie?

A co do błędów i ich poprawiania, każdy metodyk wie doskonale, że poprawianie błędów wypowiedzi pisemnej różni się BARDZO od poprawiania tychże w wypowiedzi ustnej. Radzę zajrzeć do fachowej literatury aby się o tym przekonać.

isabelle
09-09-2011, 18:56
A propos google tłumacza - zauważyłam, że dzieci w ten sposób piszą też zadane prace pisemne. Wrzucają zdanie po zdaniu do google lub innego rodzaju translatora i przepisują, myśląc, że w ten sposób stworzyły super bezbłędną pracę.

Swoją drogą, zawsze chce mi się śmiać kiedy uczniowie przeżywają szok "Skąd pani wiedziała?!" kiedy komentuję, że to praca komputerowego translatora, a nie ich własna i poprawiam błędy.... Własnie...i to kolejny dowód na to, że dzieci nie widzą kompletnie różnicy między strukturami gramatycznymi języka ojczystego i obcego, po prostu w tym wieku nie mają jeszcze tej świadomości i żaden nauczyciel nie włoży jej w ich głowę.

magdu77
09-09-2011, 23:35
Oczywiście, że tak. A efekt jest taki, że zamiast rozwijać umiejętności językowe robią bezsensowne kalki z polskiego. Z takich szkolnych tłumaczeń wychodzą niezłe kwiatki. A kiedy nauczyciel próbuje to poprawić wychodzi na to, że zdanie czy tekst musi napisać od początku bo tłumaczenie ucznia nie ma ładu ani składu, często też nic wspólnego z językiem angielskim

Cóż, "kopiuj - wklej" dotarło również na lekcje języka angielskiego..... :-)

Osobiście nie widzę niczego złego w zadaniu uczniom do przetłumaczenia kilku zdań zawierających czy to słownictwo czy też omawianą wcześniej strukturę gramatyczną, aby to utrwalić. Nie demonizujmy tego rodzaju ćwiczenia, przecież nie zadajemy do przetłumaczenia całej książki.....

Agusek
09-10-2011, 02:58
Metoda gramatyczno-tłumaczeniowa to jedna z najstarszych metod w nauczaniu języków obcych i została stworzona do nauki języków klasycznych takich jak łacina czy greka. Na zajęciach uczono mnie, że obecnie coraz częściej odchodzi się /i powinno odchodzić się/ od tej metody na rzecz metody komunikatywnej, w której nacisk kładzie się na język mówiony, tak by wykształcić w uczniu kompetencje językowe pozwalające na wykorzystywanie języka w życiu codziennym.

Metoda komunikatywna jest niezwykle istotna, ale jednak wg mnie nie powinna być stosowana samodzielnie. Tylko połączenie różnych technik, w tym również nauka słownictwa, fonetyki i gramatyki czy nawet drobne tłumaczenia, dadzą pożądany efekt. Takie właśnie drobne tłumaczenia pozwalają na utrwalenie słownictwa czy nowo poznanych reguł gramatycznych.

JustynaL
09-10-2011, 10:03
Oczywiście zgadzam się z tym, że dobrze podane zdanie wyjściowe jest w stanie nauczyć dziecka użycia gramatyki, ale myślę też, że istnieje ryzyko, że zakorzenimy w dziecku potrzebę tłumaczenia wszystkiego...

Masz rację w 100%, wiem z własnego doświadczenia- jeżeli dziecko przyzwyczai się do tłumaczenia dosłownie wszystkiego, zawsze będzie oczekiwało, że wszystko będzie tłumaczone. Nie zapominajmy, że my- dorośli przyzwyczajamy się do metod bardzo szybko, a co dopiero dzieci.

ana_901
09-10-2011, 10:55
Swoją drogą, zawsze chce mi się śmiać kiedy uczniowie przeżywają szok "Skąd pani wiedziała?!" kiedy komentuję, że to praca komputerowego translatora, a nie ich własna i poprawiam błędy.... Własnie...i to kolejny dowód na to, że dzieci nie widzą kompletnie różnicy między strukturami gramatycznymi języka ojczystego i obcego, po prostu w tym wieku nie mają jeszcze tej świadomości i żaden nauczyciel nie włoży jej w ich głowę.

Dokładnie tak dzieci reagują, mam to samo :)
Z jednej strony się zgadzam, ale z drugiej to już na lekcjach polskiego w kl. IV dzieci poznają części mowy, potem pewnie wprowadzane są części zdania, więc uważam, że da się im wyjaśnić konstrukcję zdania angielskiego. Oczywiście, w taki sposób i w takiej formie, żeby było to dla nich zrozumiałe...

Aga12
09-10-2011, 12:26
Wydaje mi się, że całą dyskusję można sprowadzić do tego używać, czy nie język ojczysty na lekcji języka obcego. Na pewno będąc już na zaawansowanym poziomie można sobie doskonale poradzić bez polskiego.

Ale wyobraziłam sobie inną sytuację, uczę się chińskiego. Mam doskonale metodycznie przygotowanego nauczyciela chińczyka, który nie zna ani słowa po polsku ani w innym znanym europejskim języku. Bardzo się stara, ma całą gamę obrazków i innych pomocy. Jak mogę się nauczyć się np zadawać pytania ( nie wiem nawet jaki jest "chiński znak zapytania", czy intonacja jest wznosząca się, czy opadająca itd). W takiej sytuacji bardzo bym się ucieszyła gdyby wkroczył ktoś z taką "średniowieczną":) metodą gramatyczno tłumaczeniową.

Można powiedzieć, że dzieci chińskie nauczyły się chińskiego to my też możemy, jednak jest to proce długi, czasochłonny i żmudny. Jak sobie wtedy poradzić mając do dyspozycji tylko dwie godziny w tygodniu.

shama1985
09-10-2011, 12:40
Moim zdaniem zadania polegające na typowym tłumaczeniu są pomyłką w szkole zarówno podstawowej jak i w gimnazjum. Jednakże, rozwijanie zdolności przekładania np. czytanki na ojczysty język (oczywiście tylko w sensie ogólnego znaczenia) może rozwijać zdolność rozumienia tekstu czytanego od najmłodszych lat. Osobiście zawsze proszę swoich uczniów aby powiedzieli własnymi słowami o czym jest tekst, który przeczytali. Pozdrawiam!!

Aga12
09-10-2011, 12:51
http://onaucejezykow.blogspot.com/2010/12/metoda-shadowing-oraz-metoda.html

Jest dużo niekonwencjonalnych metod uczenia się języka. Oto jedna z nich
metoda shadowing, w której zarówno tekst obcy jak i ojczysty odgrywa bardzo duże znaczenie.

kasia_p
09-10-2011, 13:38
Wydaje mi się, że popadanie w paranoję to twierdzenie, że jeśli nauczyciel daje dziecku parę zdań to przetłumaczenia to oznacza to zaraz pójście na łatwiznę z jego strony i że, broń Boże, nie powinno się tak postępować. Osobiście zostałam przepuszczona przez taki trening i absolutnie nie uważam, jakoby nauczyciel miał brak weny i nie bardzo wiedział jak działać. Nie uważam też, żeby spowodowało to jakikolwiek ubytek w mojej wiedzy albo wyraźną szkodę w ostatecznym rozrachunku...

Parę zdań.... a co jeśli takie "parę zdań" pojawia się jako zadanie (domowe lub też nie) nagminnie? Myślę, że to jednak jest pójście na łatwiznę niestety. A tak niestety się dzieje w polskich szkołach. Co gorsze, słyszałam, że nauka angielskiego dla niektórych dzieci w szkole podstawowej opiera się na pisaniu referatów dotyczących np. zagadnienia gramatycznego (oczywiście po polsku), czy uczenie się wierszyków na pamięć. Dlatego proszę nie wmawiajcie mi, że niektórzy nauczyciele nie idą na łatwiznę.

A celem nauczania, np. łaciny albo sanskrytu też jest komunikacja? Celem nauczania języka jest znajomość języka, a nie da się znać języka nie znając reguł budowania w nim wypowiedzi. Poprawne tłumaczenie da się wykonać tylko dzięki znajomości tych reguł, więc tłumaczenie jest dobrym ćwiczeniem na ich opanowanie.

Dlaczego tak usilnie nawiązujesz do łaciny? Nie dostrzegasz różnicy między angielskim a łaciną, która jest językiem martwym? To chyba zmienia postać rzeczy?

Aga12
09-10-2011, 13:52
Parę zdań.... a co jeśli takie "parę zdań" pojawia się jako zadanie (domowe lub też nie) nagminnie? Myślę, że to jednak jest pójście na łatwiznę niestety. A tak niestety się dzieje w polskich szkołach. Co gorsze, słyszałam, że nauka angielskiego dla niektórych dzieci w szkole podstawowej opiera się na pisaniu referatów dotyczących np. zagadnienia gramatycznego (oczywiście po polsku), czy uczenie się wierszyków na pamięć. Dlatego proszę nie wmawiajcie mi, że niektórzy nauczyciele nie idą na łatwiznę.

A w czym ci przeszkadzają wierszyki?

kasiaczekw88
09-10-2011, 14:16
Myślę, że trochę wyolbrzymiamy ten problem. :) Nie jest to z pewnością najbardziej pasjonująca praca domowa dla ucznia szkoły podstawowej, ale nie widzę w tym aż tyle złego... Sama pamiętam, jak robiłam tego typu zadania na zajęciach pozalekcyjnych z języka angielskiego i sporo się na tym nauczyłam. Myślę, że to przynajmniej skłania uczniów do (odpowiedniego) korzystania ze słowników (bo wiadomo, że nie są w stanie znać każdego słówka na początku nauki), a przypuszczam, że te zdania nie są specjalnie skomplikowane, żeby namącić dzieciom w głowach. ;)

kasia_p
09-10-2011, 15:39
A w czym ci przeszkadzają wierszyki?

Nie mam nic przeciwko wprowadzaniu wierszyków czy rymowanek na zajęcia, pod warunkiem, że jest to tylko urozmaicenie, a nie główna metoda nauczania języka.

dagmara2011
09-10-2011, 16:07
Oczywiście, że tak! Zgadzam się w 100%. Ja pracuję jako nauczyciel już piąty rok i to właśnie w szkole podstawowej.

Wydaje mi się, że przez tłumaczenie niektórzy rozumieją przekład jakichś olbrzymich tekstów o zaawansowanym słownictwie. Tymczasem jest to głównie tłumaczenie zdań typu: Ja lubię sport. Ona jest wysoka. My mamy psa. itp. Przecież w ten sposób dzieci uczą się poprawnie budować zdania, a jeśli chodzi o język angielski to tu zdanie ma sztywną konstrukcję (SVO), co mogą wyćwiczyć właśnie tłumacząc proste zdania. Dodatkowo utrwalają słownictwo i czasowniki/czasy.
Nie wiem czy na forum wypowiadają się czynni nauczyciele, ale należy zwrócić uwagę, że w wielu podręcznikach pojawiają się ćwiczenia, gdzie trzeba coś przetłumaczyć. Więc czy zdaniem osób, które są przeciw, MEN nie powinien zatwierdzić takich podręczników? Skoro ta metoda jest zła...? Jak ktoś wcześniej wspomniał, są różne metody i różne sposoby przekazywania wiedzy. Moim zdaniem, nie ma nic złego w tłumaczeniu nieskomplikowanych zdań przez uczniów szkoły podstawowej (mam na myśli klasy IV-VI).



Popieram.

I ja również:)

espeja
09-10-2011, 16:11
Nie bardzo rozumiem, o co tyle hałasu. Mnie uczono angielskiego i niemieckiego właśnie tą metodą (oczywiście między innymi), zarówno w podstawówce, jak i w liceum (że o studiach nie wspomnę) i żadna krzywda mi się nie stała. Mało tego, jako dziecko spędzałam długie godziny ze słownikiem i magnetofonem i tłumaczyłam piosenki ze słuchu - to były moje pierwsze, nieśmiałe kroki w tłumaczeniu. Co takiego złego jest we wspomaganiu nauczania języka ćwiczeniami polegającymi na tłumaczeniu? Tym bardziej, jeśli nie jest to długi, spójny tekst, ale kilka oderwanych zdań? Dlaczego dziecko miałoby sobie z tym nie poradzić, lub też w jakiś sposób na tym ucierpieć? Nie jestem pedagogiem, ale byłam uczennicą i z tej perspektywy nie widzę żadnych problemów.

dagmara2011
09-10-2011, 16:18
Parę zdań.... a co jeśli takie "parę zdań" pojawia się jako zadanie (domowe lub też nie) nagminnie? Myślę, że to jednak jest pójście na łatwiznę niestety. A tak niestety się dzieje w polskich szkołach. Co gorsze, słyszałam, że nauka angielskiego dla niektórych dzieci w szkole podstawowej opiera się na pisaniu referatów dotyczących np. zagadnienia gramatycznego (oczywiście po polsku), czy uczenie się wierszyków na pamięć. Dlatego proszę nie wmawiajcie mi, że niektórzy nauczyciele nie idą na łatwiznę.

Hm... powiem tak, we wszystkim najważniejszy jest umiar. Nie mam nic przeciwko zadaniu kilku prostych zdań do przetłumaczenia raz na jakiś czas np. dla utrwalenia gramatyki, jednak nie może to być jedyna forma ćwiczeń szczególnie w szkole podstawowej, gdzie przygoda z językiem często dopiero się zaczyna i moim zdaniem dużo lepsze efekty przyniosłyby różnorodne ćwiczenia, które zaciekawiłyby uczniów. Niestety nie wszystkim nauczycielom chce się poświęcić czas na poszukiwania takich zadań.

katwid3
09-11-2011, 14:40
Ludzie, nie przesadzajcie tak z tą poprawnością polityczną. Zadanie uczniowi"tłumaczenia" kilku prostych zdań to po prostu polecenie, aby wyraził jakąś konkretną informację w języku obcym. Jeśli wcześniej poznał on odpowiednie struktury gramatyczne i słownictwo, to powinien to zrobić niejako automatycznie. Odnoszę wrażenie, że dyskutujące tu osoby mylą takie "tłumaczenie" z poważnym tłumaczeniem całych tekstów, a wydaje się, że nie o to tu chodzi. Dodam również, że elementy tłumaczenia występują w różnych konkursach, olimpiadach i egzaminach na różnych szczeblach edukacji.

Zgadzam się, po co od razu walczyć oto które podejście jest lepsze, a które gorsze i z góry zakładać, że tylko jedna metoda jest skuteczna. Wymagamy aby uczniowie byli wszechstronni a sami się ograniczamy metodami, technikami i tym co jest trendy. Nie ma jednej skutecznej metody nauczania i to jest chyba jedyny wniosek jaki się nasuwa po lekturze wszystkich postów. Wszystko zależy od osobowości nauczyciela, potrzeb jego uczniów, i miliona innych czynników. Drobne tłumaczenia mające na celu utrwalenie zasad gramatycznych nikomu nie czynią krzywdy i wcale nie utrwalają złych nawyków. Gorszą metodą jest mówienie typu "Kali jeść Kali pić" i brak jakiejkolwiek poprawność gramatycznej, która nie oszukujmy się jest podstawą do dalszej nauki. To tak jak nauka matematyki bez znajomości tabliczki mnożenia.

Anna Stępień
09-11-2011, 18:54
Pamiętam, że w liceum często dostawaliśmy tak z 10 zdań do tłumaczenia. Były to zdania bardzo proste, gdzie przeciętny uczeń nie miewał większych problemów z odrobieniem pracy domowej. Dość skutecznie pokazywało to, że konstrukcje w języku polskim i angielskim się różnią i nie można stosować bezmyślnej zasady ekwiwalencji, a poza tym utrwalało to słownictwo.

magda2507
09-11-2011, 19:09
Ja uczę w szkole podstawowej i czasem daję uczniom zdania do tłumaczenia. Nie są to zdania trudne lecz utrwalające poznane słownictwo. Wcale nie uważam, że jest to coś złego. Wręcz przeciwnie przynosi pożyteczne rezultaty. Np. dzieci tłumacząc zdania typu: Jestem Polakiem uczą się, że w języku angielskim należy użyć zaimka osobowego, nie wystarczy tylko samo jestem.

espeja
09-11-2011, 19:31
Ja uczę w szkole podstawowej i czasem daję uczniom zdania do tłumaczenia. Nie są to zdania trudne lecz utrwalające poznane słownictwo. Wcale nie uważam, że jest to coś złego. Wręcz przeciwnie przynosi pożyteczne rezultaty. Np. dzieci tłumacząc zdania typu: Jestem Polakiem uczą się, że w języku angielskim należy użyć zaimka osobowego, nie wystarczy tylko samo jestem.

Dokładnie; uważam, że ta metoda pozwala przyswoić sobie zasady gramatyk o wiele lepiej i szybciej niż czytanie ''suchych'' regułek, nawet popartych przykładami. Jeżeli nad czymś się natrudzę, dojdę do tego sama, a nie tylko o tym przeczytam, to jest o wiele większa szansa, że to zapamiętam.

Marta_C
09-11-2011, 20:45
Również zgadzam się z opinią, że tłumaczenie zdań (szczególnie, jeśli język docelowy jest językiem obcym) przynosi pozytywne rezultaty. W trakcie nauki języka obcego każdy z nas stosuje mechanizm tłumaczenia języka ojczystego na obcy. Niestety to czasem przynosi zgubne rezultaty. Gdy tłumaczymy zdania na język obcy, uczymy się konstrukcji i kolokacji, których nie ma w naszym ojczystym języku. Uczę angielskiego już kilka lat i często spotykam ludzi, czasem nawet o zaawansowanym stopniu znajomości języka, którzy popełniają podstawowe błędy właśnie z racji tego, że łumaczą język polski na angielski.

chinagirl
09-11-2011, 23:32
Kiedy byłam na praktykach obserwacyjnych w gimnazjum nauczycielka wypisała na tablicy różne zwroty po angielsku i po polsku po czym podyktowała po polsku kilka zdań i kazała tłumaczyć. Dla mnie to zadanie było bezsensowne, uczniowie specjalnie nie musieli się wysilać, nie wiem co niby mieli sobie przećwiczyć. Dodam, że byli na poziomie pre- intermediate.

Joasia:)
09-12-2011, 01:35
Zdania jak zdania, ale ja pamiętam jak dzięki metodzie mojej pani od niemieckiego w gimn. tłumaczyliśmy całe czytanki i to na każdej lekcji. Moim zdaniem można dać zdania do tłumaczenia, jakieś takie banalne w calu pokazania różnic między językami. Stosowanie tego jednak nagminnie w moim odczuciu przyniesie tylko negatywne skutki.

Marta_C
09-12-2011, 07:14
Oczywiście tłumaczenie całych czytanek "na ocenę" jest bezsensowne, ponieważ uczniowie najczęściej uczą się przekładu na pamięc. Natomiast wyrywkowe tłumaczenie niektórych zdań lub wyrażeń może pomóc wyjaśnic wiele niedomówień.

ewelina faron
09-12-2011, 14:12
wydaje mi się, że złoty środek w postaci zadań polegających na tłumaczeniu zdań, czy nawet fragmentów tekstu w celu utrwalenia słownictwa, czy zasad składniowych od czasu do czasu nie zaszkodzą dzieciom w wieku szkolnym...przecież i tak nauka języka na tym etapie polega na tłumaczeniu, nawet jezeli nauczyciel wychodzi ze skóry, żeby urozmaicić metody i ćwiczenia, dziecko i tak tłumaczy sobie słówka i całe zwroty...;)rozumiem, że nie może to być jedyna słuszna metoda, ale jeżeli dziecko poznało na lekcji właściwe struktury i dostaje do przetłumaczenia sensowne zdania z ich zastosowaniem, to tłumaczenie jest na pewno lepszym zadaniem domowym, niż np. wypełnianie leksykalno-gramatycznych dziur w dziesiątkach wyrwanych z kontekstu zdań :)

kasia_p
09-15-2011, 21:08
Dokładnie; uważam, że ta metoda pozwala przyswoić sobie zasady gramatyk o wiele lepiej i szybciej niż czytanie ''suchych'' regułek, nawet popartych przykładami. Jeżeli nad czymś się natrudzę, dojdę do tego sama, a nie tylko o tym przeczytam, to jest o wiele większa szansa, że to zapamiętam.

Myślę, że wyeliminowanie tłumaczenia z lekcji angielskiego wcale nie znaczy, że uczniowie przestają się trudzić i dochodzić samemu do pewnych rzeczy. Jedno nie wyklucza drugiego ;)

espeja
09-15-2011, 21:43
Myślę, że wyeliminowanie tłumaczenia z lekcji angielskiego wcale nie znaczy, że uczniowie przestają się trudzić i dochodzić samemu do pewnych rzeczy.

Nie rozumiem, dlaczego tłumaczenie miałoby zostać wyeliminowane, skoro sprawdza się świetnie jako metoda utrwalania m. in. zasad gramatyki? Zaglądam do tego wątku od jakiegoś czasu i nadal nie wiem, co złego jest we wspomaganiu nauczania języków tą metodą.

Być może nie jestem obiektywna, bo mówię z perspektywy byłej uczennicy, a nie pedagoga, jednak moim skromnym zdaniem tłumaczenie jest właśnie najlepszym przykładem tego ''dochodzenia samemu do pewnych rzeczy''. Tłumacząc zdanie musimy zwracać uwagę na wszystko: słownictwo, gramatykę, interpunkcję, więc siłą rzeczy zajmuje nam to więcej czasu niż np. zadanie typu ''uzupełnij luki w zdaniach'' i mamy większe szanse na zapamiętanie tego na dłużej.

BarbaraAnna
09-15-2011, 21:56
Według mnie tłumaczenie prostych zdań (a takie one były z pewnością) jest jedną z wielu metod ćwiczenia struktur gramatyczno- leksykalnych. Nie widzę w tym nic złego, o ile uczniowie nie musielii ich tłumaczyć przez 45 minut.

asica
09-15-2011, 22:34
tez jestem zdania że tłumaczenia pomagają utrwalić słownictwo i struktury gramatyczne, pod warunkiem że dzieci zostały do takiego zadania przygotowane na lekcji, jak to zostało juz wspomniane, i tu własnie wychodzi rzetelna (badx nie) praca nauczyciela. Druga rzecz to podanie poprawnych odpowiedzi (lub kilku opcji nawwet czasami) i niepozostawienie takiego zadania bez sprawdzenia, bo wtedy właśnie utrwalaja sie błedy.

Joanna80
09-16-2011, 10:05
A mnie się wydaje, że nauczyciel, który kazał tłumaczyć dzieciom w podstawówce zdania, nie wymyślał jakiś skomplikowanych struktur i słów. Moim zdaniem nie ma nic złego w tym, żeby dzieci tłumaczyły zdania typu "Ala ma kota". W ten sposób można przecież utrwalić nowo poznane słownictwo.

No właśnie nigdzie nie zostało napisane jakiego typu były to zdania. Mój uczeń, w 3 klasie podstawówki też miał do tłumaczenia zdania na sprawdzianach i jakoś specjalnie nie byłam tym oburzona, bo tym sposobem sprawdzano nie tylko zasób słownictwa, ale też prawidłowe użycie gramatyki (oczywiście były to typowe zdania, typu "Pies ma 4 nogi"). Nie wydaje mi się, żeby autorka postu mówiła o jakiś bardzo długich tekstach, typu 2 strony, bo to rzeczywiście byłaby przesada, ale krótkie teksty po 4-5 zdań, to nie powinno być jakieś straszne obciążenie dla ucznia.

mae
09-16-2011, 10:26
Myślę, że nie ma przeszkód w zadawaniu dzieciom zdań do tłumaczenia. Np. przerabiając na kilku lekcjach czas Present Simple uczeń powinien być w stanie a nawet musi umieć przetłumaczyć zdanie np. Codziennie chodzę do szkoły. W jaki sposób ma się porozumiewać skoro nie potrafiłby tego przetłumaczyć??Po to są takie zadania by utrwalić to co było na lekcji,wątpię żeby nauczyciel kazał uczniom tłumaczyć na poziomie advanced...Druga sprawa jest taka, że na egzaminie gimnazjalnym uczeń ma zadanie z funkcji językowych np. Kolega powiedział ci,że jutro wyjeżdża na wakacje co mu odpowiesz? Jest kilka możliwości do wyboru. Powiedzcie mi skąd uczeń miałby wiedzieć, która z odpowiedzi jest prawidłowa skoro nie znałby gramatyki i szyku zdań angielskich...bo te zdania często różnią się tylko czasem gramatycznym czy szykiem wyrazów. Innym zadaniem na egzaminie gimnazjalnym od tego roku jest pisanie krótkiego tekstu np.maila, notatki. Do tego zadania uczeń również będzie potrzebował wiedzy z zakresu tłumaczenia zdań na język obcy.

Podsumowując, uważam że w tłumaczeniu w podstawówce i gimnazjum nie ma nic złego pod warunkiem, że jest to forma powtórzenia materiału przerabianego na lekcji.

Marta_C
09-16-2011, 22:50
Ja nawet zalecam tłumaczenie krótkich tekstów lub przypadkowo wybranych słów, ponieważ często w takich przypadkach okazuje się, że tekst jest w większości nie zrozumiały. Często dzieci siedzą cicho albo potakują głowami, udając, że wszystko jest jasne, aby "nie podpaść pani". A przecież nie o to tutaj chodzi.

Aga12
09-16-2011, 23:13
Ja nawet zalecam tłumaczenie krótkich tekstów lub przypadkowo wybranych słów, ponieważ często w takich przypadkach okazuje się, że tekst jest w większości nie zrozumiały. Często dzieci siedzą cicho albo potakują głowami, udając, że wszystko jest jasne, aby "nie podpaść pani". A przecież nie o to tutaj chodzi.

Zgadzam się. Słowa z czytanek powinny być wyjaśnieone.!!! Po to są słowniczki polsko- angielskie na końcu podręczników do angielskiego.

Gdyby użycie języka ojczystego na lekcjach języka obcego miałoby takie zgubne dla ucznia skutki, to z księgarń powinny zniknąć WSZYSTKIE słowniki polsko- angielskie i znaleźć się na indeksie ksiąg:eek: zakazanych.

p_trudzik
09-17-2011, 11:00
Właśnie po to się tego uczy. Jak ma dobrze tłumaczyć, jeśli nie będzie tłumaczyć wcale?

Rozwijanie umiejętności analizy tekstu prowadzi do utrwalenia błędów? Nauczyciele raczej sprawdzają zadania domowe, co jest doskonałą okazją, by zwrócić uczniowi uwagę na błędy, jakie robi.
Zatem utrwalanie błędów to wyłącznie wina gapiostwa nauczyciela, stwarzającego pozory poprawnie wykonanego zadania.

Zgadzam się z tym. Tłumaczenie może być dobrym narzędziem nauki, jeśli zostanie dobrze wykorzystane. W końcu dziecko będzie wiedziało jak złożyć takie zdanie: "Ala ma kota." Ale tylko pod warunkiem, że będzie znało konstrukcję have got. Trzeba to po prostu robić rozsądnie i umiejętnie. A błędy nie będą się utrwalały jeśli każde zadanie zostanie sprawdzone, a to już rola nauczyciela. Tak samo jest z jakimikolwiek innymi zadaniami. W końcu błędy w zadaniu domowym polegającym na łączeniu wyrazów, czy uzupełnianiu luk też się utrwalą jeśli zadanie nie zostanie sprawdzone.

Współpracuję z jedną ze szkół językowych jako metodyk. Napatrzyłam się na wiele poważnych błędów metodycznych, i takie tłumaczenie nie wydaje mi się być wielkim grzechem metodycznym - pod warunkiem umiejętnego wykorzystania.

Byłam też ostatnio na konferencji metodycznej, gdzie mówiono o odchodzeniu od przekonania, że język ojczysty powinien być absolutnie wyeliminowany z zajęć językowych. Powiedziano, że idea ta została wprowadzona pewnego czasu, kiedy zaczęli uczyć nativi, przez swojego rodzaju "mafię natiwów", którym było to na rękę. Przytoczono też wiele argumentów za odwoływaniem sie do języka ojczystego i z wieloma z nich sie zgadzam. Nie będę ich przytaczać tutaj, bo nie taka jest idea tego wątku. Chciałam tylko wykazać, że wszystko może być dobrym narzędziem nauczania języka, ale pod warunkiem, że wykorzystuje sie to w umiejętny sposób i nie idzie w ekstrema. Wszystko z umiarem.

Aga12
09-17-2011, 13:18
Byłam też ostatnio na konferencji metodycznej, gdzie mówiono o odchodzeniu od przekonania, że język ojczysty powinien być absolutnie wyeliminowany z zajęć językowych. Powiedziano, że idea ta została wprowadzona pewnego czasu, kiedy zaczęli uczyć nativi, przez swojego rodzaju "mafię natiwów", którym było to na rękę. Przytoczono też wiele argumentów za odwoływaniem sie do języka ojczystego i z wieloma z nich sie zgadzam. Nie będę ich przytaczać tutaj, bo nie taka jest idea tego wątku. Chciałam tylko wykazać, że wszystko może być dobrym narzędziem nauczania języka, ale pod warunkiem, że wykorzystuje sie to w umiejętny sposób i nie idzie w ekstrema. Wszystko z umiarem.

Bardzo ciekawe!:rolleyes:

legowisko
09-17-2011, 14:22
Moim zdaniem to nie jest tragiczny pomysł. Może niekoniecznie w podstawówce, ale w gimnazjum lub szkole średniej - czemu nie?
Jak już parę osób wcześniej wspomniało, żadne zadanie językowe, które jest przecież monitorowane przez nauczyciela, służy rozwojowi umiejętności językowych. Tłumaczenia wcale nie uczą schematów, mogą nawet poszerzać horyzonty i pokazywać inny punkt widzenia, podkreślając to, że jedno zdanie można przetłumaczyć na krocie sposobów, mniej lub bardziej trafnych, i dzięki temu nakłaniają na pochylenie się nad językiem i analizowanie go. To właśnie uczy abstrakcyjnego myślenia. W gimnazjum po paru latach nauki języka przynajmniej część uczniów powinna być na tyle dojrzała, żeby podołać prostemu tłumaczeniu. A tłumaczenie czegoś interesującego, np. tekstów piosenek, łączy się też z angażowaniem hobby i zarazem wzmacnia świadomość językową. Same korzyści.

madziara.tg
09-17-2011, 14:41
Tak jak już wcześniej wspominałam - wykorzystanie elementu tłumaczenia w zadaniach niczym nie szkodzi, a nawet może pomóc uczniom, którzy muszą coś napisać aby zapamiętać wyraz czy zasadę gramatyczną.
Nie popierałabym jednak skupiania się tylko na tej formie nauki. Podejrzewam jednak, że autor postu miał na myśli właśnie element nauczania, a nie tłumaczenie dłuższego tekstu. Czy też nie?

jasiek_barca
09-17-2011, 14:56
Tłumaczenia wcale nie uczą schematów, mogą nawet poszerzać horyzonty i pokazywać inny punkt widzenia, podkreślając to, że jedno zdanie można przetłumaczyć na krocie sposobów, mniej lub bardziej trafnych, i dzięki temu nakłaniają na pochylenie się nad językiem i analizowanie go. To właśnie uczy abstrakcyjnego myślenia.

Bardzo ładnie napisane.
Sam jestem "produktem" wprowadzania elementów tłumaczenia już w gimnazjum, za co jestem wdzięczny mojej nauczycielce do dziś. Tak jak wcześniej zostało napisane, nie mylmy tego z nauczaniem technik translatorycznych. W mojej grupie języka angielskiego nauczycielka miała bardzo fajny system objaśniania struktur gramatycznych - efektem były oceny. Z ręką na sercu piszę, że nikt nie ściągał :) Dobre wyjaśnienie gramatyki w połączeniu z różnymi pracami domowymi dawało efekt. Zadania domowe polegające na tłumaczeniu NIE BYŁY wymagające i nie wiadomo jak rozległe; utrwalały to, co już się przerobiło. Tutaj bardzo pasuje przytoczony przeze mnie cytat - zawsze było kilka wersji tłumaczeń tego samego zdania w klasie, na co szanowna nauczycielka zwracała uwagę i TŁUMACZYŁA, dlaczego można było przetłumaczyć coś na dwa sposoby. Lub więcej :)

Inna sprawa, że moja nauczycielka kładła nacisk na to, żeby każdy szedł do tablicy, żeby wykonać jakieś proste zadanie. Jak był problem, to każdy mógł uzyskać pomoc. I to nie taką na pięć minut.
Tak więc pewnie kwestia tkwi w wykorzystaniu (właściwym lub nie) istniejących metod nauczania. Wszystko można skopać.

leva
09-19-2011, 12:50
Tak więc pewnie kwestia tkwi w wykorzystaniu (właściwym lub nie) istniejących metod nauczania. Wszystko można skopać.

Dokładnie tak! Każda metoda nauczania ma coś konkretnego na celu i to, na co nauczyciel się decyduje zależy od tego co chce osiągnąć i z jakim uczniami ma do czynienia. Pod warunkiem,że każdy wybór i użycie metody jest świadomy, to uczniom powinno to pomóc, a nie zaszkodzić.
Pamiętajmy o tym,że grupa jaką uczymy to niestety nie zawsze chętne do nauki stworzonka, które mają nieskończoną wewnętrzną motywacje. Nauczyciel musi tak uczyć,żeby nauczyć, a na niektórych - zwłaszcza tych opornych - takie tłumaczenie to czasem dobry sposób.

Ewa Sulińska
03-13-2012, 20:32
A mnie się wydaje, że nauczyciel, który kazał tłumaczyć dzieciom w podstawówce zdania, nie wymyślał jakiś skomplikowanych struktur i słów. Moim zdaniem nie ma nic złego w tym, żeby dzieci tłumaczyły zdania typu "Ala ma kota". W ten sposób można przecież utrwalić nowo poznane słownictwo.

Popieram, nie ma co robić nagonki na nauczyciela. Póki sprawdza zadania domowe, nie powinno to szkodzić rozwojowi uczniów.

sunrise
03-13-2012, 21:54
A mnie się wydaje, że nauczyciel, który kazał tłumaczyć dzieciom w podstawówce zdania, nie wymyślał jakiś skomplikowanych struktur i słów. Moim zdaniem nie ma nic złego w tym, żeby dzieci tłumaczyły zdania typu "Ala ma kota". W ten sposób można przecież utrwalić nowo poznane słownictwo.

Popieram zdanie Ciri. Tłumaczenie takich prostych zdanek wcale nie jest czymś karygodnym, a uczy dzieci podstawowego zróżnicowania pomiędzy językami, uczenia się nowo poznanych słówek. Gdyby miała być to cała czytanka, to wtedy ok, ale jeśli pojedyncze zdania.... nie mam z tym problemu. Sama w podstawówce robiłam takie zadania ;)

skara
03-13-2012, 22:02
Sądzę, że zadawanie tłumaczeń jest bardzo rozwijające i pomoga w kreatywnej interpretacji języka. Skłania do myślenia, do sprawdzenia słówek w słowniku a zarazem utrwala gramatykę. Oczywiście takie tłumaczenia nie powinny być zadawane co lekcję a ich poziom trzeba dostosować do ogólnego poziomu ucznia i jego wieku. Tym niemniej powinny być stosowane zamiennie z ćwiczeniami, dialogami, opowiadaniami. A na lekcji trzeba położyć duży nacisk na mówienie żeby dzieciaki nabierały wprawy w komunikacji.

kalina89
03-14-2012, 07:43
Zgodzę się z niektórymi swoimi przedmówcami, nie ma zupełnie nic złego w tłumaczeniu i nie rozumiem tych, którzy twierdzą, że jest to "oburzające". Oczywiście tłumaczenie nie znaczy, że dziecko dostaje do domu artykuł z gazety i ma go przetłumaczyć, to by było zupełnie bez sensu. Ale sama często praktykuję zadawanie tłumaczenia zdań jako pracę domową. Dyktuję dzieciom kilka zdań z materiału, który przerabialiśmy na lekcji i muszą w domu ładnie je sobie przetłumaczyć. W ten sposób mogą sobie utrwalić nie tylko pojedyncze słówka, ale również całe frazy - zwłaszcza młodsi uczniowie.
Oczywiście nie twierdzę, że nauczanie powinno się opierać jedynie nie tłumaczeniu, ale może tłumaczenie może być dodatkiem do lekcji ;).

Aga12
03-14-2012, 08:31
W takim przypadku nie jest to nawet typowe tłumaczenie. Dzieci mają ułożyć zdania po angielsku, a po polsku mają podane o czym mają być te zdania. No bo jak im to zadać, pokazując na migi . Czy dając może dłuższy opis po angielsku o czym mają być te zdania po angielsku, podczas gdy samo dziecko ma jeszcze bardzo mały zasób słownictwa. Wyjdzie z tego jakaś paranoja.

Lynx85
03-14-2012, 11:07
Nie mam nic przeciwko wprowadzaniu wierszyków czy rymowanek na zajęcia, pod warunkiem, że jest to tylko urozmaicenie, a nie główna metoda nauczania języka.

A co z dziećmi, które uczą się języka w przedszkolu lub w pierwszych klasach podstawówki? Nawet jeśli wierszyki pojawiają się często, to nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że nauczyciel zauważa, że daje to jakieś efekty. Ja miałam dość często "parę zdań" do tłumaczenia i powtarzam - wcale nie uważam, jakoby obniżyło to moją zdolność przyswajania języka obcego...

Lynx85
03-14-2012, 11:38
W takim przypadku nie jest to nawet typowe tłumaczenie. Dzieci mają ułożyć zdania po angielsku, a po polsku mają podane o czym mają być te zdania. No bo jak im to zadać, pokazując na migi . Czy dając może dłuższy opis po angielsku o czym mają być te zdania po angielsku, podczas gdy samo dziecko ma jeszcze bardzo mały zasób słownictwa. Wyjdzie z tego jakaś paranoja.

Na tym to właśnie polega, że zadaje się dzieciom ewentualnie takie zdania ze słownictwem, które już poznały, a nie z jakimś wziętym kompletnie z sufitu... Dla nas zdania typu "Pies ma 4 nogi" są banalne, ale nie dla tych dzieci, które dopiero co nauczyły się nazywać części ciała oraz nauczyły się nazw różnych podstawowych zwierząt. Uwierz mi - w takim wypadku nie wyjdzie z tego żadna paranoja... Wystarczy pamiętać o tym jakie słownictwo zostało z tymi dziećmi przerobione.

Aga12
03-14-2012, 20:01
Na tym to właśnie polega, że zadaje się dzieciom ewentualnie takie zdania ze słownictwem, które już poznały, a nie z jakimś wziętym kompletnie z sufitu... Dla nas zdania typu "Pies ma 4 nogi" są banalne, ale nie dla tych dzieci, które dopiero co nauczyły się nazywać części ciała oraz nauczyły się nazw różnych podstawowych zwierząt. Uwierz mi - w takim wypadku nie wyjdzie z tego żadna paranoja... Wystarczy pamiętać o tym jakie słownictwo zostało z tymi dziećmi przerobione.

Ale ja mam takie samo zdanie jak ty.
Paranoja dotyczyła takiej sytuacji gdyby ktoś bojąc się "takiego tłumaczenia" z polskiego na angielski tłumaczył po angielsku ( dzieciom z niewielkim zasobem słownictwa) jakie zdania mają po angielsku napisać. Nie ma nic złego w tym,że początkujący mają polecenia po polsku i dostają prościutkie zdania do przetłumaczenia.

carmenblack
08-11-2012, 10:54
Niestety raczej się z tym nie zgodzę. dzieci, kiedy tłumaczą, przekładają dosłownie polską składnię na język obcy, myślą po polsku tylko podstawiają pod to słowa z innego języka,a to chyba nie tędy droga. zwłaszcza w szkole podstawowej, kiedy dopiero zaczynają swoją przygodę z językami obcymi i należy ich uczyć odpowiednich "reakcji" na język obcy, pozwolić im przesiąknąć właściwymi odruchami wobec języka obcego, a nie oddać pokreślone zadanie domowe po którym utwierdzą się w przekonaniu, że "to jest bez sensu, przecież tak się mówi.. u nas"
już samo "Mam 9 lat" brzmiałoby "I have 9 years"
o wiele lepsza jest alternatywa przedstawiona przez madziarę.tg[/QUOTE]

Pytanie tylko kiedy ktoś uczący się języka obcego przestaje myśleć w języku ojczystym. Różne badania z psycholingwistyki dowodzą, że tak czy tak, myślimy w naszym języku, a tłumaczenie zachodzi w naszej głowie jako proces mentalny, a nawet może służyć jako narzędzie wspomagające uczenie się języka. To wszystko co mówicie o metodzie tłumaczeniowej już dawno zostało obalone przez wybitnych metodyków takich jak Guy Cook, czy Allan Duff. Tłumaczenie jest ewidentnie brakującym elementem w nauczaniu języka. Uczę w szkole językowej dzieci z podstawówki, gimnazjum, liceum i dorosłych. Przy czym, widzę właśnie efekty jakie daje nauczanie nowoczesnymi metodami (gry, zabawy, multimedia itp.). Są tylko bardziej krzykliwe, rozwydrzone i tylko by skakać chciały (jeśli chodzi o podstawówkę), a znajomość języka na poziomie tragicznym ( przychodzą do mnie uczniowie w ostatniej klasie liceum i muszę ich uczyć jak się przedstawić).
Daję swoim uczniom zdania do tłumaczenia i jakoś nie widzę, żeby robiło im to krzywdę. Raczej widzę pozytywne efekty takich ćwiczeń. Tylko trzeba je dobrze skonstruować.

sparrow
09-09-2012, 23:37
Co do szkoły podstawowej to myślę, że może być troszkę za wcześnie na tłumaczenia, bo dzieciaki powinny się skupić na poprawnym utrwalaniu struktur gramatycznych, a dodając do tego niuanse stylistyczne w tłumaczeniach to może być trochę mylące. Co za dużo to nie zdrowo. Jednak ogólnie nie jestem przeciwna tłumaczeniom jako formie nauki gramatyki. Sama miałam mnóstwo takich zadań w liceum (a jestem z tego pokolenia, które gimnazjum jeszcze ominęło) i nie mogę narzekać. Naprawdę wiele sobie w ten sposób przyswoiłam.

mgranger
09-10-2012, 00:21
podstawówka to stanoczo za wcześnie na tłumaczenie tekstów, jednak trudno powiedzieć, że uczenie poprzez tłumaczenie zdań jest zła i nie przynosi efektów.

jason1987
09-10-2012, 00:25
Ja staram sie zwracac uczniom uwage na tlumaczenie i czasami pytam: jakbys to przetlumaczyl/a. I oczywiscie dodaje do tego komentarz jesli jest potrzebny. Staram sie zeby nie przenosily skladni miedzy jezykami/ zeby unikali kalek jezkowych. Wole jak chwile potlumacza w myslach zeby pozniej powiedziec cale zdanie juz poprawnie. Mam na mysli tutaj starsze dzieci z podstawowki.

luceker
11-10-2012, 18:38
Będąc w Holandii widziałam, że jest to jedna z metod nauki języka (a poziom angielskiego jest tam naprawdę niezły), nie wymagało się oczywiście od dzieci alby były w stanie nazwać struktury gramatyczne, ale by były komunikacyjne, czyli znały czas: przeszły, teraźniejszy i przyszły oraz generalny sens zdania i kontekst w jakim należy je użyć, myślę, że system się tam sprawdzał, dzieci nie bały się mówić, nasze znają gramatykę i słowa nie potrafią wydusić z siebie, a przy 27 osobowej klasie w podstawówce skontrolowanie komunikacji w parach jest mało efektywne, także jestem jak najbardziej 'za' nauką fraz komunikacyjnych i aby to zrobić trzeba sobie ich ogólny sens przetłumaczyć niestety.

rt*m
12-20-2012, 14:34
Tłumaczenie w szkole podstawowej moim zdaniem to pomyłka. Jedynym zagadnieniem na tym etapie edukacji, w kontekście którego użyłabym tłumaczenia, to struktura "there is/there are" i to dopiero po jej wprowadzeniu i przećwiczeniu.

Są to na tyle proste zdania, że uczniowie sami tłumaczą je w głowach, a ponieważ znają na tym etapie odmianę czasownika być, to automatycznie wyciągają błędne wnioski, w postaci "In the room is a table." Zadanie polegające na samodzielnym przetłumaczeniu kilku zdań z "there is/there are" na język polski oraz zaobserwowanie różnic (obecność "there", szyk zdania), pozwala oddzielić w głowie sposób wyrażania obecności przedmiotów w tych dwóch językach.

Poza tą konstrukcją nie znalazłam innych przypadków przemawiających za tłumaczeniem w szkole podstawowej.

KarolinaKala
12-21-2012, 22:23
Według mnie ciężko jest jednoznacznie wypowiedzieć się w tym temacie.
Z jednej steony - fakt, tłumaczenie w szkole podstawowej może być uważane za całkowity "kosmos" i wyjście ponad normę. Bo jak dziecko ma przełożyć jedną konstrukcję, w języku ojczystym, na inną w języku docelowym. Ale z drugiej strony, jeżeli od początku nauki języka nie będziemy wpajać dzieciom, że składnie języków są tak różne, że nie można tłumaczyć (często) zdań słowo w słowo, trzeba przekazać sens - potem mogą pojawić się problemy z tymi mieszanymi i "twórczymi konstrukcjami" (moja anglistka wspominała o dziewczynie która chcąc przetłumaczyć nazwę biały bez przełożyła to na white without...).
Warto robić zadania z tłumaczeń zdań, które ćwiczą jakieś konstrukcje, które przerabiane były na zajęciach jak choćby wspomniane wyżej there is;)

schicksal
12-21-2012, 22:38
Z jednej strony sama tak się uczyłam języka, takie miałam zadania domowe i do dzisiaj na studiach mam, nie widzę w tym nic złego. Jeżeli posiada się już konkretną wiedzę, to tylko pomaga to w szukaniu nowego słownictwa, czy struktur gramatycznych. Jednak jeżeli miałoby być tak od początku, to zdecydowanie jestem na nie.

Kardaber
12-22-2012, 00:20
Tłumaczenie w podstawówce to tak jak by kazać początkującemu kursantowi na prawo jazdy wsiąść do ciężarówki ;) bez sensu i ryzykowne. Świadczy to o braku kreatywności nauczyciela bo tak przecież jest najłatwiej :)

Ewa B.
12-22-2012, 00:40
Myślę, że proste, pojedyncze zdania nikomu by nie zaszkodziły. Wiele osób "opluwa" metodę tłumaczeniową jako przestarzałą, a przecież sami tak się uczyli i jakoś umieją:).
U dorosłych się to sprawdza. Miałam kiedyś bardzo dobrą nauczycielkę niemieckiego, która po każdej lekcji dawała każdemu z nas karteczkę ze zdaniem z dzisiejszej lekcji do przetłumaczenia (każdy miał inne), a na następnej lekcji je zbierała, poprawiała i oddawała. Dużo się wtedy nauczyłam na własnych błędach:).

hogapoga
12-22-2012, 14:16
Z tego co wiem, ostatnio właśnie trend jest taki, żeby trochę tłumaczenia jednak było na lekcjach. Popatrzcie na podręczniki i ćwiczeniówki - wszystkie zadania typu połącz, dopasuj itp. Tak naprawdę jak przychodzi egzamin, dzieci nie potrafią sklecić prostego tekstu, a - nie oszukujmy się - na początku dzieci, nastolatki tworzą wypowiedzi tłumacząc sobie poleskie zdania, dopiero później przychodzi tworzenie od razu w j.angielskim. Dzieci wkuwają czasowniki nieregularne, uczone są jak odmienić czasowniki itp. a potem nie umieją ułożyć zdania w czasie teraźniejszym. Osobiście prowadząc zajęcia z angielskiego zawsze dawałam dzieciom jakieś zdania do tłumaczenia. Bo potem przychodzi taki gimnazjalista czy maturzysta pół roku przed egzaminem i zna może trochę czasowniki nieregularne, pamięta jakieś zasady, rozwiąże jakoś zadanie wstawiając odpowiednią formę lub dopasowując coś, ale nie umie ułożyć prostego zdania. I to jest porażka. Porażka systemu zapatrzonego w tablice interaktywne, kolorowe obrazki i zabawianie rozwydrzonych dzieciaków. Przerost formy nad treścią. Potem kończąc szkołę jest ktoś oburzony, że uczył się10 lat języka, ale niczego go w szkole nie nauczono. Pewnie, bo jak się tylko łączy, koloruje, słucha, dopasowuje a NIE MYŚLI to tak jest... Potem maturę można zdać nie znając słowa po angielsku, bo zaznaczać odpowiedzi każdy potrafi, a uzbierać 30% nie jest trudno nawet "strzelając". Ot, i taki system mamy. A tłumaczenie jest BE. Nie zgadzam się z tym!

konradm86
12-22-2012, 14:52
Pamiętam do dziś jak strasznie pokreślone, na czerwono, przez nauczyciela miałem zdania, które tłumaczyłem w ramach pierwszych prac domowych z angielskiego. Moim zdaniem na niektórych uczniów może to podziałać bardzo demobilizująco i zniechęcić ich, już na starcie, do nauki języka obcego. Może lepsze byłoby polecenie wyszukania w słowniku odpowiedników, w drugim języku, konkretnych słów (możliwość poszerzenia zakresu znajomości słownictwa bez ryzyka popełnienia błędów gramatycznych).

Nina N-J
12-22-2012, 23:28
Według mnie ciężko jest jednoznacznie wypowiedzieć się w tym temacie.
Z jednej steony - fakt, tłumaczenie w szkole podstawowej może być uważane za całkowity "kosmos" i wyjście ponad normę. Bo jak dziecko ma przełożyć jedną konstrukcję, w języku ojczystym, na inną w języku docelowym. Ale z drugiej strony, jeżeli od początku nauki języka nie będziemy wpajać dzieciom, że składnie języków są tak różne, że nie można tłumaczyć (często) zdań słowo w słowo, trzeba przekazać sens - potem mogą pojawić się problemy z tymi mieszanymi i "twórczymi konstrukcjami" (moja anglistka wspominała o dziewczynie która chcąc przetłumaczyć nazwę biały bez przełożyła to na white without...).
Warto robić zadania z tłumaczeń zdań, które ćwiczą jakieś konstrukcje, które przerabiane były na zajęciach jak choćby wspomniane wyżej there is;)


Zgadzam się, pamiętam lekcje w szkole podstawowej z niemieckiego, tam dostawaliśmy zawsze jakieś zdania do tłumaczenia, i, mimo, że minęło wiele lat, a ja nie związałam życia z tym językiem, wciąż pamiętam, co gdzie stoi w zdaniu niemieckim (zawsze wspólnie na tablicy sprawdzaliśmy pracę domową). Dzięki tym ćwiczeniom poznałam i zrozumiałam raz na zawsze różnicę w konstrukcji zdania. Miałam dobrą, mądrą nauczycielkę, i to chyba też klucz do sukcesu w tego typu ćwiczeniach.

bertha
12-29-2012, 15:55
Zdania na ten temat zawsze będą podzielone i pewnie każdy ma trochę racji. nie uważam,że tłumaczenie zdań jest złe,okrutne,krzywdzące i powinno się karać nauczycieli, którzy takie zadania wprowadzają. Czasami te zdania okazują się najlepszą metodą na przećwiczenie pewnej struktury gramatycznej. Dzieci w szkole podstawowej nie dostają zdań typu ,,Prezydent wyleciał właśnie wyczarterowanym samolotem na szczyt G8". W szkole podstawowej dzieciaki otrzymują zdania związane z ich tematem lekcji. Oczywiście nie można tylko polegać na tłumaczeniu zdań, ale pewne elementy tłumaczenia mogą się pojawić.

Preity
12-29-2012, 16:20
Tłumaczenie, zwłaszcza w starszych klasach podstawówki, uważam za bardzo dobre ćwiczenie utrwalające zarówno poznane wcześniej struktury gramatyczne jak i słownictwo. Oczywistym jest chyba że uczniowie nie dostają skomplikowanych tekstów do tłumaczenia lecz krótkie proste zdania bazujące na zdobytej już wiedzy. Bo jak ktoś wcześniej wspomniał, cóż z tego że uczeń zna odmianę czasowników nieregularnych i zasady jeżeli nie potrafi samodzielnie ułożyć zdań w czasie przeszłym a tym samym nie potrafi się wypowiedzieć! Cóż z tego że umie dopasować, zaznaczyć itd. prawidłową odpowiedź jeżeli nie potrafi ułożyć zdania. Tłumaczenie zdań jest świetnym ćwiczeniem uczącym prawidłowej budowy zdań. Jeśli nauczyciel będzie się sugerował tylko tym co wyznacza nowy program, i czego ten program zabrania, to nie dziwmy się potem że pomimo wielu lat nauki uczniowie nie posługują się poprawnie językiem - umieją rozwiązać test a nie potrafią sklecić kilku zdaniowej wypowiedzi. Im nowsze programy (nie tylko dot. języków obcych), tym mniej wymagań, a nam rośnie pokolenie wtórnych analfabetów:(

KowalskaJu
10-03-2015, 16:33
Właśnie po to się tego uczy. Jak ma dobrze tłumaczyć, jeśli nie będzie tłumaczyć wcale?

Rozwijanie umiejętności analizy tekstu prowadzi do utrwalenia błędów? Nauczyciele raczej sprawdzają zadania domowe, co jest doskonałą okazją, by zwrócić uczniowi uwagę na błędy, jakie robi.
Zatem utrwalanie błędów to wyłącznie wina gapiostwa nauczyciela, stwarzającego pozory poprawnie wykonanego zadania.

Myślę, że coś w tym jest. Może zadawanie zdań do tłumaczenia po każdej lekcji nie jest najlepszym pomysłem, ale sporadycznie jest ok. Wtedy uczniowie bardziej są wyczuleni na gramatykę, zwłaszcza czasy.Często spotykałam się z sytuacją, kiedy uczeń tłumacząc zdanie, zupełnie nie wiedział lub nie zwracał uwagi na to, w jakim czasie jest zdanie - past-present - bez znaczenia ;)

ajaks
01-09-2016, 21:18
Szczerze mówiąc może tłumaczenie to i toporna staroświecka metoda, ale jak byłam w szkole podstawowej bardzo lubiłam tłumaczyć. Pamiętam , że kupowałam podręczniki przed wakacjami i tłumaczyłam w nich czytanki, zanim zaczął się rok szkolny miałam już cały podręcznik zapisany i jakoś mi to nie zaszkodziło. Jasne, że zajmowaliśmy się nie tylko tłumaczeniem, ale pamiętam ,że dużo bardzo tłumaczyłam znosząc swojej nauczycielce całe sterty kartek z rożnych książek i nikogo to nie bulwersowało.

Bitter stream
01-10-2016, 13:08
Tłumaczenie zdań to właśnie najlepsza metoda nauki języka. Niektórzy z was używają w ogóle dziwnych argumentów, że to nie nauczy mówienia, że będą kalki z języka polskiego - to totalne nieporozumienie. Po pierwsze NAUCZY się słuchania i mówienia, jeśli poza tłumaczeniem zdań będzie też słuchać i mówić. Po drugie: kalki z języka właśnie dzieci MAJĄ robić. Żeby potem nauczyciel im to skorygował, i za dziesiątym razem u dziecka utrwali się konstrukcja prawidłowa.
Jak was czytam to mam wrażenie, że wymagacie aby dziecko na pierwszych zajęciach już mówiło biegle... Żadnych kalek, żadnych błędów. Ludzie...

No, ale warto dodać jeszcze jedną istotną rzecz. Nauczanie dzieci mija się z celem - jak ktoś pisał, i tak dzieciaki przepisują pracę domową od kolegi. Nie można nauczyć się języka, kiedy mamy z nim kontakt 3x w tygodniu po godzinie - a tak wygląda nauka w szkole podstawowej czy gimnazjum.