PDA

View Full Version : Czy zespół amatorów potrafi przełożyć książkę na poziomie profesjonalistów?


magdalenka
08-08-2011, 21:33
Wiele pisaliśmy już o amatorskich tłumaczeniach filmów, ale jeszcze nic o tłumaczeniach książek. Jakiś czas temu natrafiłam na tłumaczenie książki Przed Świtem autorstwa Team Twilight, które jest koszmarne. Oto niektóre kwiatki:

I'd taken to wearing some of Alice's lingerie collection to sleep... = Musiałam zakładać kolejne porcje bielizny.

He closed his eyes and exhaled through the nose. = Zamknął oczy i wydusił przez nos.

To były niewielkie błędy w porównaniu z następnymi:

I could hear them debating whether they should warm it for her.= Mogłem usłyszeć jak debatowali czy wypadałoby to było dobre rozwiązanie.

They stared into each other's eyes, but not in a gooey way. = Uporczywie wpatrywał się w resztę rodziny.

Jestem ciekawa, czy natrafiliście na równie "udane" tłumaczenia książek. A może znacie jakieś dobre amatorskie-hobbistyczne przekłady?

Aleksandra_M
08-30-2011, 12:14
Zupełnie przypadkowo wpadł mi w ręce artykuł, w którym autorka porusza zagadnienie amatorskiego i profesjonalnego przekładu siódmego tomu przygód Harry’ego Pottera.

http://www.magdalenamalek.pl/pliki/O_tlumaczeniach_ksiazki_Harry_Potter_and_the_Death ly_Hallows.pdf

Przed przeczytaniem artykułu, moja odpowiedź na zadane w temacie tego wątku pytanie byłaby jednoznaczna. Tłumacz z wieloletnim doświadczeniem z pewnością poradzi sobie lepiej z tak dużym wyzwaniem, jakim jest tłumaczenie powieści. Wychodzę z założenia, że profesjonalista ma nad amatorem przewagę merytoryczną, zadba o każdy szczegół i jak najwierniej przełoży dzieło literackie. Niemniej jednak, po zapoznaniu się z treścią artykułu, Armia Świstaka zdobyła poniekąd moje uznanie ;) Niektóre, z zaproponowanych przez grupę tłumaczeń, są według mnie bardziej trafne niż te, zaproponowane przez Andrzeja Polkowskiego. Sama autorka ostatecznie nie rozstrzyga tego problemu, a jedynie przedstawia pokrótce plusy i minusy obu przekładów.

Czy waszym zdaniem amator może dorówna profesjonaliście? Jak oceniacie tłumaczenie Armii Świstaka, bazując na przykładach przytoczonych przez autorkę?

Malagutti
08-31-2011, 16:39
Faktycznie, niektóre z tłumaczeń "Armii Świstaka" trafiają i do mnie. Myślę, że doświadczenie, a także wiedza dają tłumaczowi przewagę. Przykładem jest tłumaczenie frazy: "The last enemy that shall be destroyed is death." Jest to dokładny cytat z 1 Listu do Koryntian 15:26, w tłumaczeniu z King James Bible - Biblii Króla Jakuba. Bardzo dobrze tłumaczy to zdanie Andrzej Polkowski: "Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.", przy czym Armia Świstaka następująco: "Ostatnim wrogiem do pokonania jest śmierć." Wydaje mi się, że Andrzej Polkowski lepiej oddaje doniosłość i znaczenie tego zdania.

empresstamika
09-02-2011, 17:59
Co dwadzieścia głów to nie jedna, ale z drugiej strony, gdzie kucharek sześć...:)
Łatwiej jest o dobry pomysł na przetłumaczenie danej nazwy, pojęcia, imienia postaci, gdy myśli nad tym wiele osób, taka burza mózgów może być przydatna. Ale istnieje też ryzyko, że tłumacze się nie dogadają, inaczej zrozumieją tekst albo, w ramach ustępstw, zdecydują na słabsze z proponowanych rozwiązań. No i oczywiście potknięcia językowe, niejednolitość stylistyczna też wpływają na niekorzyść takiego tłumaczenia. Intencje dobre, ale wykonanie... amatorskie :)

finchmeister
09-02-2011, 18:10
Na pewno sam fakt takich akcji jest znakiem widomie pozytywnym. Wiadomo, można się spierać, czy lepsza jest grupa amatorów, czy jeden profesjonalista.. Zależy od człowieka - tak, jak tutaj przedmówcy wspominają, warto mieć kogoś, do kogo można się odwołać z własnym pomysłem, lecz później mogą z tego wynikać "niesnaski" - ja jednak wolałbym pracować indywidualnie :) A co do głównego pytania - tak, jak na samym początku wspomniałem, takie akcje są odbierane przeze mnie pozytywnie, aczkolwiek skłaniałbym się ku wersji profesjonalisty

harmata.hanna
09-03-2011, 10:04
Rzeczywiście, kilka wersji przekład AŚ przebija - moim zdaniem - pomysły Polkowskiego. Jednak przynajmniej, jeśli chodzi o ten konkretny przykład, osobiście wciąż wolę wersję "profesjonalną" - pan Polkowski wykazał się w moim mniemaniu większą finezją i delikatnością w tłumaczeniu.

Wydaje mi się jednak, że "amatorzy" potrafią niejednokrotnie dokonać przekładu o wartości wybitnej. Przede wszystkim - kim jest "profesjonalista", a kim "amator"? Z całą pewnością doświadczenie w tłumaczeniu jest wielkim atutem, ale jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której świetnie obyty z językiem, oczytany i wrażliwy "amator" przekłada tekst w sposób pierwszorzędny.

tomo
09-03-2011, 11:27
Moim zdaniem amator może przebić profesjonalistę, ale tylko w określonych przypadkach. Po pierwsze musi on być bardzo dobrze zorientowany w treści, którą będzie tłumaczył oraz jej pochodnych (środowiska tekstu itd.). Pasja może okazać się większym motorem napędowym niż doświadczenie i (możliwy) brak takiego zaangażowania ze strodny profesjonalnego tłumacza. AŚ jako zespół 27 osób ma tą przewagę, że każda z tych osób wnosi coś od siebie, pewnego rodzaju świeżość i swój punkt widzenia. Z kolei jak już ktoś wspomniał powyżej, duża liczba (prawdopodobnie) różnych głosów może wywołać chaos i prowadzić do nieporozumień, które zaszkodzą efektowi końcowemu. Profesjonalista ma tą przewagę, że potrafi (przynajmniej powinien) odnaleźć źródła pewnych wypowiedzi lub nawiązania do nich i w ten sposób wyłapać ukryty w nich sens. Jak widać nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi...

alekssandra
09-11-2011, 17:24
Pokuszę się o stwierdzenie, iż amator może być również profesjonalny. Według mnie amator to ktoś, kto do tej pory nie miał szansy zaistnieć na polu tłumaczeń. Amatorem może być ktoś, kto skończył studia inne niż filologia, lecz interesuje się językami i we własnym zakresie pogłębia tę wiedzę. Ale brak odpowiedniego papierka (ukończenia studiów filologicznych) sprawia, iż nie jest on uznawany za "profesjonalistę", lub kogoś kto ma szansę szybko tym profesjonalistą zostać. Moim zdaniem amator ma szansę dokonać przekładu lepszego niż profesjonalista.

Kagemusha
09-11-2011, 19:29
Zgadzam się z @alekssandra, brak "papierka" potwierdzającego ukończenie studiów w zakresie tłumaczenia czy w ogóle filologii nie znaczy, że "amator" nie zna doskonale języka obcego, z/na który tłumaczy i dziedziny, z której tekst tłumaczy... Więc jestem zdania, że "amator" ma możliwość poradzić sobie z tłumaczeniem tak samo dobrze albo (w określonych warunkach) lepiej niż "profesjonalny" tłumacz.

MathiasR
09-11-2011, 21:07
Wydaje mi się jednak, że "amatorzy" potrafią niejednokrotnie dokonać przekładu o wartości wybitnej. Przede wszystkim - kim jest "profesjonalista", a kim "amator"? Z całą pewnością doświadczenie w tłumaczeniu jest wielkim atutem, ale jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której świetnie obyty z językiem, oczytany i wrażliwy "amator" przekłada tekst w sposób pierwszorzędny.

Wszystko zależy od przygotowania i tłumaczonego tekstu. Zgodzę się ze stwierdzeniem, że osoba świetnie obyta z językiem i oczytana może wnieść wiele do przekładu tekstu. Tylko czy jest ona wtedy "amatorem"? Wszak słowo to zakłada właśnie niezbyt dobre przygotowanie do pracy - brak jakiegokolwiek doświadczenia. To właśnie w procesie tworzenia translacji zyskujemy je i przestajemy być "amatorami". Trudno sobie wyobrazić, osobę na tyle wybitną, aby była w stanie przewyższyć efektami swoich wysiłków profesjonalistę z kilkunastoletnim stażem.

Nawet w wypadku amatorskiego tłumaczenia siódmej części HP, o którym była mowa, należy zauważyć, że nie było to dzieło jednej osoby a całego zespołu. Mają oni, nad naszym profesjonalistą, tą przewagę, że jest ich wielu, mogą pracować szybciej i, przy dobrej komunikacji, byli w stanie wytykać sobie nawzajem błędy (coś takiego naprawdę wiele znaczy). Trudno coś takiego wyobrazić sobie w "profesjonalnej" pracy w wydawnictwie.

Jest jeden aspekt, w którym amator góruje nad starym wygą. Brak przyzwyczajeń. To właśnie brak znajomości utartych formułek i nietrzymanie się utartych schematów sprawia, że niedoświadczony tłumacz może wnieść w przekład powiew świeżości.

panna-marchewka
09-11-2011, 22:17
Na wyższość tłumaczeń "fanowskich" czy też "amatorskich" nad tłumaczami profesjonalnymi wskazują nie tylko niektórzy fani HP; częstym argumentem przywoływanym przez liczne środowiska miłośników grup różnych przejawów popkultury jest to, że profesjonalny tłumacz często nie interesuje się daną gałęzią filmu/komiksu/literatury, nie "siedzi w temacie", nie zna oczekiwań odbiorców, przez co tłumaczenia bywają oceniane jako "drętwe" albo po prostu nieprzystające do tego, czego spodziewają się czytelnicy/widzowie. Grupa fanów ma w tej sytuacji ogromną przewagę, z którą trudno dyskutować.

Inna rzecz, że tak naprawdę moment przejścia od "amatora" do "profesjonalisty" zależy głównie od samej zainteresowanej osoby. To każdy z nas uznaje, że oto zna już język obcy i rodzimy na tyle dobrze, by dokonać przekładu, że właśnie znalazł tekst tegoż przekładu warty i, że stworzona wersja w języku docelowym powinna ujrzeć światło dzienne. Dlatego całkowicie zgadzam się z alekssandrą, amator łatwo może stać się profesjonalistą - wystarczy, że dostanie zlecenie ;)

Natomiast jeśli chodzi o przekład HP pana Polkowskiego, to niestety widać po nim, że robiony jest pod presją czasu (moim zdaniem jest kilka innych tłumaczeń, z których Polkowski może czuć się bardziej dumny), a poza tym nosi on też cechy pracy zbiorowej. Duża część przekładów nazw własnych i gier językowych to zwycięskie pomysły w konkursach na "najlepsze tłumaczenie dla...", ogłaszanych dość oficjalnie. Są one zresztą wyróżnione w słowniczku z tyłu książki. To pewnie też jakiś argument na korzyść burzy mózgów i pracy zbiorowej.

rociel7
09-11-2011, 22:22
Wiele razy zdarza się, tak, że amatorzy potrafią o wiele lepiej odwzorować i oryginał. Tak, jakby wkładali w to więcej serca i siebie, a wydaje mi się, że czasem profesjonaliści zbytnio podlegają presji czasowej i to potem odbija się na ostatecznym efekcie pracy.

harmata.hanna
09-13-2011, 13:15
Wiele razy zdarza się, tak, że amatorzy potrafią o wiele lepiej odwzorować i oryginał. Tak, jakby wkładali w to więcej serca i siebie, a wydaje mi się, że czasem profesjonaliści zbytnio podlegają presji czasowej i to potem odbija się na ostatecznym efekcie pracy.

Zgadzam się. Niejednokrotnie się zdarza, że "amator" zajmuje się przekładem właśnie dlatego, że chce niejako podzielić się ukochaną książką; wydaje mi się, że w takiej sytuacji dokłada się wszelkich starań, by tłumaczenie było na wysokim poziomie.

merrik
04-09-2012, 12:37
Jakość amatorskiego tłumaczenia zależy od tego, kto się za nie weźmie - ja bardzo dobrze wspominam amatorów tłumaczących Harrego Pottera (nie wszystkich, ale była grupa która zrobiła to świetnie) - w wielu miejscach sprawdzili się lepiej od opłacanego tłumacza - nie wspominając już tempa pracy.

Generalnie - jestem za. Wielu książek nie można złapać na rynku polskim, nie każdy zna angielski na tyle, żeby dać radę z oryginałem, więc czasem amatorzy to jedyna opcja.

lidziaraven
06-24-2012, 16:08
Zgadzam się, że amator niejednokrotnie nadrabia sercem. Do dobrego tłumaczenia potrzebna jest nie tylko znajomość języka, ale i zaangażowanie emocjonalne i zrozumienie kontekstu.

Perdita
06-24-2012, 22:01
Na forum tolkienowskim, które raczej czytam niż się na nim udzielam, istnieje podobna fanowska inicjatywa: użytkownicy forum tłumaczą najciekawsze fragmenty HoME (History of Middle-Earth), które sami wybierają albo też są im przydzielane przez administratorów. Przekłady dostępne są tylko dla osób zarejestrowanych na forum, a cała ta działalność ma na celu umożliwienie zapoznanie się z tymi trudno dostępnymi - i nie przetłumaczonymi jeszcze na polski - tekstami Tolkiena osobom nie znającym wystarczająco dobrze angielskiego. Nie czytałam jeszcze tych amatorskich przekładów, więc nie wiem, na jakim są poziomie ani w jakim stopniu odzwierciedlają oryginał. Może zaznajomię się z nimi we wakacje?

Czy amatorzy potrafią przełożyć utwór literacki tak dobrze jak profesjonalista? Szczerze mówiąc nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wydaje mi się, że problemem w pracy grupy entuzjastów-amatorów może być właśnie ich liczebność. Ci tłumacze-amatorzy mogą znać język oryginału na różnym poziomie, inni lepiej, a drudzy trochę gorzej ;) Poza tym, kiedy dłuższy tekst tłumaczy wiele osób, może dojść do różnych niespójności, które potem przeszkadzają w lekturze. Każdy człowiek ma inny styl pisania, połączone w całość teksty tłumaczone przez różne osoby mogą nieco "zgrzytać" stylistycznie.

Cała ta dyskusja skłania do głębszej refleksji, kim właściwie jest amator i czym się różni od profesjonalisty? Czy amator zawsze ma mniejszą wiedzę i jest kimś gorszym od zawodowca? Czy to słowo musi mieć negatywne konotacje, oznaczać kogoś nie do końca douczonego? A w końcu amator to miłośnik, ktoś, kto zajmuje się czymś nie dla pieniędzy, lecz właśnie dlatego, że sprawia mu to radość. Czy stajemy się profesjonalistami wtedy, kiedy po raz pierwszy dostajemy za swoją pracę zapłatę? Chyba tym właśnie różni się amator od profesjonalisty. Profesjonalista zajmuje się daną rzeczą np. przekładem zawodowo, z tego się utrzymuje; natomiast dla amatora jest to raczej hobby. Profesjonalista ma większą wiedzę, po prostu ze względu na jego doświadczenie, poza tym jego umiejętności są weryfikowane. Amator również może posiadać ogromną wiedzę, ale fakt, że nie wykorzystuje jej zarobkowo, sprawia, że nie jest traktowany tak poważnie, jak profesjonalista.

Co do tego, że amator często przekłada z potrzeby serca i wkłada je w swoją pracę, zgadzam się. Dla ludzi należących do fandomu jakiegoś utworu ten tekst to zazwyczaj całe życie, a dla zawodowca to po prostu kolejne zlecenie.

MWiszniewska
06-25-2012, 09:24
Zupełnie przypadkowo wpadł mi w ręce artykuł, w którym autorka porusza zagadnienie amatorskiego i profesjonalnego przekładu siódmego tomu przygód Harry’ego Pottera.

http://www.magdalenamalek.pl/pliki/O_tlumaczeniach_ksiazki_Harry_Potter_and_the_Death ly_Hallows.pdf

Przed przeczytaniem artykułu, moja odpowiedź na zadane w temacie tego wątku pytanie byłaby jednoznaczna. Tłumacz z wieloletnim doświadczeniem z pewnością poradzi sobie lepiej z tak dużym wyzwaniem, jakim jest tłumaczenie powieści. Wychodzę z założenia, że profesjonalista ma nad amatorem przewagę merytoryczną, zadba o każdy szczegół i jak najwierniej przełoży dzieło literackie. Niemniej jednak, po zapoznaniu się z treścią artykułu, Armia Świstaka zdobyła poniekąd moje uznanie ;) Niektóre, z zaproponowanych przez grupę tłumaczeń, są według mnie bardziej trafne niż te, zaproponowane przez Andrzeja Polkowskiego. Sama autorka ostatecznie nie rozstrzyga tego problemu, a jedynie przedstawia pokrótce plusy i minusy obu przekładów.

Czy waszym zdaniem amator może dorówna profesjonaliście? Jak oceniacie tłumaczenie Armii Świstaka, bazując na przykładach przytoczonych przez autorkę?

Moim zdaniem wygra współpraca. Tłumacz generalnie będzie lepszy, ale fascynaci tematu mogą mieć ciekawe propozycje odnośnie pojedynczych fraz.

buszuj
07-02-2012, 14:00
Przede wszystkim - kim jest "profesjonalista", a kim "amator"? Z całą pewnością doświadczenie w tłumaczeniu jest wielkim atutem, ale jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której świetnie obyty z językiem, oczytany i wrażliwy "amator" przekłada tekst w sposób pierwszorzędny.

W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. W końcu każdy profesjonalista zaczynał kiedyś jako amator.
Nawet przygotowanie teoretyczne, takie jak studia translatorskie, nie są wstanie w pełni przygotować do pracy tłumacza literackiego. Niekiedy utalentowany amator może przewyższyć swoją pracą doświadczonego tłumacza tylko dla tego, że lepiej "czuje" temat tekstu źródłowego, albo ma talent pisarski. Co więcej, język jest jak żywy organizm i czasami potrzebuje świeżej krwi, by dalej ewoluować.

stanley
07-02-2012, 19:00
Czytałem chyba szósty tom w takim tłumaczeniu i później nie mogłem zdzierżyć niektórych elementów w oficjalnym tłumaczeniu tej samej książki. W tym artykule szczególnie podoba mi się tłumaczenie "I open at the close" jako "Otwieram się u kresu". Mimo tego, że nie oddaje gry słów w oryginale, to brzmi o wiele lepiej niż "Otwieram się na sam koniec". Zgaduję, że chodziło o użycie "otwierać" miało sugerować, że słowo to ma tutaj podwójne znaczenie: znaczy też "zaczynać się, rozpoczynać", ale nie sądzę, że ktoś wpadł na to przy czytaniu książki. Poza tym, w oryginale to "close" ma takie podwójne znaczenie, a nie "open", więc cała gra słów jest przeniesiona na inny wyraz, co wygląda dziwnie.

braenn
07-02-2012, 19:37
Na podstawie przykładów podanych w artykule bardziej podoba mi się tłumaczenie nieoficjalne Armii Świstaka - "Łapacze" zamiast "Szmalcownicy", "Starsza Różdżka" zamiast "Czarna Różdżka", "Dzieciaczek Kicaczek i jego Gdaczący Pniak" zamiast "Czara Mara i jej rechoczący kikut"...

Możliwe, że takie wyjątkowo dobre grupowe amatorskie tłumaczenie jest możliwe tylko z fenomenami jak Harry Potter, które mają tysiące zagorzałych fanów. Chociaż jestem zdania że grupą można osiągnąć bardzo wiele, dzieląc się wiedzą i pomysłami - dlaczego 'Przyjaciele' są tacy śmieszni? Ponieważ nad dialogami pracuje kilkunastu autorów;)
Gdyby taka grupa jak Armia Świstaka również poświęciła tłumaczeniu trzy miesiące i sprawdziła, by wszystko się zgadzało stylistycznie, to na pewno wyszło by jeszcze lepsze tłumaczenie.

stanley
07-02-2012, 19:46
dlaczego 'Przyjaciele' są tacy śmieszni? Ponieważ nad dialogami pracuje kilkanaście autorów;)

Pytanie do zupełnie innego tematu: Dlaczego "Przyjaciele" po polsku niemal wcale nie są śmieszni? Często "starsze pokolenie" nie rozumie, dlaczego tak lubię ten serial, bo przecież tam ciągle "ludzie z taśmy śmieją się bez powodu"...

Elle Lissitzka
07-06-2012, 13:05
Stanley - jak dla mnie "Przyjaciele" są śmieszni także po polsku. A właściwie w moim przypadku chyba tylko po polsku, bo angielskiego aż tak dobrze nie znam. Chociaż muszę przyznać, że wolałabym obejrzeć wersję z napisami, niż z lektorem. Jeśli tylko mam taką możliwość, zawsze wybieram napisy. Wtedy jeśli czegoś nie rozumiem po prostu zerkam na dół ekranu, a przy tym brzmienie oryginału mi nie ucieka:)

Ale wracając do tematu - przeczytałam ten artykuł i nawet się w niego "wciągnęłam". Naprawę ciekawy. Nie czytałam tego amatorskiego tłumaczenia, ale z artykułu wynika, że jest niezłe. Najlepszym rozwiązaniem według mnie byłoby połączeniu obydwu wersji. Razem mogłyby stworzyć doskonałość. Bo np. "Insygnia Śmierci" bardziej mnie przekonują, ale już "Protego Malum" zamiast "Protego totalum" nie za bardzo. Dlaczego zmieniać brzmienie zaklęcia? Nie wiem czy dobrze pamiętam, bo dosyć dawno czytałam ten tom, ale to chyba było zaklęcie które miało uchronić Harry'ego, Hermionę i Rona przed dostrzeżeniem ich przez Szmalcowników/Łapaczy. "Totalum" ma związek ze słowem "totalnie", używanym w języku polskim, więc zaklęcie byłoby zrozumiałe i w brzmieniu oryginalnym. Użycie w zamian słowa "Malum" zmienia sens.

Uważam, że amator może dorównać profesjonaliście. Dla mnie amator to ktoś, kto po prostu nie zajmuje się tym zawodowo. To nie wyklucza jego wiedzy, czy nawet filologicznego wykształcenia. Poza tym zgadzam się z tym, co pisze tutaj wiele osób - pasja pomaga nadrobić wiele braków. No i burzy mózgów też nic nie zastąpi. Brałam udział w takim projekcie - wraz z koleżanką, pod opieką wykładowcy, przełożyłyśmy wiersze pewnej poetki na język francuski. Odbywało się to tak, że najpierw same robiłyśmy tłumaczenie, potem je konsultowałyśmy ze sobą a potem z panem wykładowcą. Efekty sprawdził bardzo surowy w ocenie native i były one naprawdę zadowalające.
Przekład wykonany przez grupę amatorów może być równie dobry jak samotnego profesjonalisty. Tylko oczywiście nie mogą to być luźne fragmenty - najlepiej, aby całość przeredagowała jedna osoba, a potem jeszcze ktoś wszystko przejrzał. Liczy się też nastawienie - jeśli robimy coś "z musu", bez chociażby odrobiny zaangażowania, to nie może być zbyt dobrej jakości. I znowu się rozpisałam;)

catchmebaby
07-19-2012, 15:48
Świetny wątek!
Mam jedno doświadczenie, również związane z Potterem, ale nie z 7. tomem, tylko z 5.
Pamiętam, że kiedyś byłam wielką fanką i nie mogłam się doczekać, aż przełożą 5. część na polski (wtedy jeszcze po angielsku nie czytałam). Jeden z kolegów znalazł pirackie tłumaczenie w Internecie i przeczytałam je od dechy do dechy w 2 dni (zwykle czytam wolno, nie lubię się spieszyć).
Było niesamowite! Postanowiłam, że przeczytam później oryginalne tłumaczenie, ale w połowie czytania, stwierdziłam, że tamto nielegalne było o niebo lepsze i nie ma po co. Dużo później z ciekawości porównałam sobie jakiś fragment z oryginałem po angielsku i dalej byłam zdania, że amatorskie było znacznie lepsze :)
Do tłumaczenia trzeba wyobraźni, a nie certyfikatu :)

Lintee
06-11-2017, 14:28
Amatorskie tłumaczenie (jak dla mnie) może być równe lub lepsze od profesjonalnego jeśli spotkają się dwie rzeczy: staranność i dobra znajomość języka. Profesjonalista może odpuścić sobie wielogodzinne wymyślanie odpowiedniego wyrażenia i pójść trochę bardziej na łatwiznę, ale mamy pewność, że język zna, oraz, że tekst końcowy musi być spójny stylistycznie i interpunkcyjne, słowem ogarnięty, bo za to mu płacą i jest to do druku. Natomiast jeśli chodzi o tłumaczenia fanowskie, amatorskie, to czasem oczy bolą, bo za tłumaczenie wziął się ktoś, kto bardzo chciał pomóc, ma wielki zapał, ale włada językiem w niewystarczającym stopniu, żeby zrozumieć właściwie tekst. Albo: zna język, ale leci na łeb, na szyję z tłumaczeniem aby szybciej było ono dostępne i kaleczy składnię, interpunkcję, styl... a to też jest bardzo ważne, przez nieuporządkowane tekst trudno się czyta. Najgorsze jest, kiedy każdy rozdział ma innego tłumacza i każdy ma inny styl, zapis dialogów, długość zdań. Mam wtedy uczucie, że czytam kilka książek na raz i nie mogę skupić się na cudownym przekładzie, bo takie prozaiczne rzeczy rozpraszają. Już lepiej jest jak tłumaczy amator, ale jeden, co najwyżej z grupą korektorów, którzy poprawiają mu przeoczenia natury gramatycznej/interpunkcyjnej.