View Full Version : Tłumaczenie stron internetowych
Większości z nas zdarzyło się tłumaczyć strony internetowe lub teksty przeznaczone do umieszczenia na takowych stronach. Zazwyczaj Klienci przesyłają linki do strony mailem, prosząc o tłumaczenie. Tylko skąd tłumacz ma wiedzieć co dokładnie na danej stronie przetłumaczyć? Znam tłumacza, który dostał zlecenie przetłumaczenia strony Klienta - nie dość, że przetłumaczył zawartość strony, to zabrał się do tłumaczenia wszystkich stron, do których linki znajdowały się na stronie głównej;) Osobiście uważam, że najlepszym sposobem na wykonanie takiego zadania należycie, jest poproszenie Klienta o przesłanie zawartości strony w plikach tekstowych. To w zupełności pomoże ustrzec się podobnych pomyłek. Poniżej znajdziecie link do artykułów opisujących proces tłumaczenia stron www:
http://lingwista.org/tlumaczenia-artykuly/53-przyszlosc-tlumaczen-stron-internetowych.html
http://accurapid.com/journal/11ecom.htm
JoannaGawron
10-03-2009, 12:32
Najlepiej gdyby Klient posiadał Panel Administracyjny, działający na zasadzie CMS`a. Wówczas możne tłumaczowi udostępnić hasło oraz login i po zalogowaniu się od razu wiadomo co należy tłumaczyć. Jest to korzystne dla Klienta, ponieważ gotowe tłumaczenie będzie od razu wyświetlało się na stronie a tłumacz może dokładnie zaplanować sobie pracę, bo wie jaka objętość tekstu jest do tłumaczenia.
Korzystne dla Klienta - niekoniecznie korzystne dla Tłumacza;) Problem z CMS polega na tym, że tłumacz musi zastąpić tekst źródłowy tłumaczeniem w polach tekstowych. Z uwagi na to, że CMS nie jest typowym środowiskiem tłumaczeniowym, ciężko jest zaplanować tłumaczenie - nie ma możliwości zliczenia słów lub znaków. Gdybyśmy chcieli przetłumaczyć w podobny sposób zawartość strony w programie Trados, musielibyśmy kopiować całą zawartość do Worda, a następnie z powrotem do CMSa, co wiązałoby się z ryzykiem pominięcia fragmentów tekstu. Dodatkowo, w wielu przypadkach CMS nie pozwala na wprowadzanie zmian do wcześniej przetłumaczonych fragmentów tekstu - zależne od wersji programu - na rynku znajdują się setki programów CMS napisanych z użyciem różnorakiego kodowania. Wiele z nich napisanych jest specjalnie na potrzeby danej firmy. Z drugiej jednak strony, są CMSy takie jak Joomla, Drupal czy WordPress, wykorzystujące szablony.
JoannaGawron
10-05-2009, 15:52
Słuszna uwaga Sherlock`u Holmsie :) Tej kwestii nie wzięłam pod uwagę.
Faktycznie jeśli tłumacz chciałby tłumaczyć z Tradosem nie uniknąłby kopiowania tekstu do Worda i potem z powrotem do CMS`a. Z drugiej zaś strony nic tak jednak nie podbudowuje jak efekty pracy tłumacza widoczne od razu na stronie internetowej :)
Słuszna uwaga Sherlock`u Holmsie :) Tej kwestii nie wzięłam pod uwagę.
Faktycznie jeśli tłumacz chciałby tłumaczyć z Tradosem nie uniknąłby kopiowania tekstu do Worda i potem z powrotem do CMS`a. Z drugiej zaś strony nic tak jednak nie podbudowuje jak efekty pracy tłumacza widoczne od razu na stronie internetowej :)
Rzeczywiście, efekty ciężkiej pracy publikowane na stronie Klienta potrafią zmotywować.
Z drugiej jednak strony, tego typu tłumaczenie oznacza umieszczanie tłumaczenia na bieżąco przez tłumacza na stronie www, co wiąże się możliwością wystąpienia błędów, gdyż taki tekst nie jest przez nikogo zweryfikowany. Dobrze byłoby dokonać korekty tłumaczenia przed wstawieniem tekstu na stronę.
magda_tatara
10-31-2009, 10:26
Hipertekst, jakim jest strona internetowa jest niezwykle „płynnym“ rodzajem tekstu. Właściciel strony internetowej (szczególnie wyposażonej w aplikację CMS) może łatwo aktualizować zawartość strony, rozbudowywać jej treść lub wręcz całkowicie zmieniać jej postać. Strona WWW może zostać przetłumaczona. Ale po pewnym czasie klient ma prawo ją zaktualizować. Wtedy może się okazać, że tłumaczenie nie pokrywa się z oryginałem albo niektóre partie tekstu mogą pozostać bez ich odpowiedników w języku docelowym. Tłumacz musiałby stale współpracować z właścicielem strony, aby tłumaczenie zachowało swoją wartość. W przeciwnym razie, właściciel strony modyfikujący jej treść, może wystawić złą wizytówkę tłumaczowi. Bo czy wówczas tłumaczenie będzie adekwatne?
darkliquoredeyes
10-31-2009, 18:25
Zazwyczaj Klienci przesyłają linki do strony mailem, prosząc o tłumaczenie. Tylko skąd tłumacz ma wiedzieć co dokładnie na danej stronie przetłumaczyć?
Wszystko zależy od tego czy przyjmujemy zlecenie bezpośrednio od klienta czy od biura tłumaczeń. Kilka razy miałam już okazję tłumaczyć teksty na stronę www, jak i całe portale na zlecenie BT. Dostawałam od nich np. gotowe templatki w formacie .xls z poszczególnymi segmentami otoczonymi kodem html w kolejnych wierszach arkusza excel. Widać było, że jest profesjonalnie przygotowany proces lokalizacji całej strony www na wiele języków. Nie martwiłam się o to, jak wstawić tekst na tę stronę - od wszelkich spraw technicznych byli specjaliści IT, którzy zajmowali się stroną na dalszym etapie jej lokalizacji, już po wykonaniu tłumaczenia.
Natomiast przed przyjęciem zlecenia od klienta indywidualnego trzeba dokładnie ustalić, co należy do naszych obowiązków w zakresie pracy nad danym projektem tłumaczeniowym. Według mnie selekcja tekstu jest dodatkowym zajęciem i powinna być doliczana do rachunku jako osobna usługa, jeśli klient zażyczy sobie jej wykonania. Jeśli nie - powinien nam dostarczyć do tłumaczenia dokument edytowalny z odpowiednio przygotowaną treścią. Inaczej nie przyjęłabym zlecenia.
magda_tatara
11-01-2009, 00:16
Według mnie selekcja tekstu jest dodatkowym zajęciem i powinna być doliczana do rachunku jako osobna usługa, jeśli klient zażyczy sobie jej wykonania. Jeśli nie - powinien nam dostarczyć do tłumaczenia dokument edytowalny z odpowiednio przygotowaną treścią. Inaczej nie przyjęłabym zlecenia.
Nowoczesne biura tłumaczeń oferują kompleksowe usługi. System przejmuje stronę WWW i generuje stronę w języku docelowym, zachowując wygląd pierwotnej strony. Tekst jest wyciągany automatycznie, dzięki czemu klient nie musi dostarczyć tłumaczowi edytowanego dokumentu. Powtarzające się fragmenty tekstu zostają oddane tylko raz tłumaczowi, dzięki czemu koszt tłumaczenia strony jest zminimalizowany.
Biura oferujące tego typu usługi mogą współpracować z informatykami, programistami lub grafikami komputerowymi, stanowiąc silną konkurencję dla freelance translators. Dlatego też tak ważnym jest to, aby współczesny tłumacz potrafił posługiwać się bazami danych i znał podstawy programowania. Dzisiejsi tłumacze mogą (powinni?) sprzedawać takie usługi, o jakich jeszcze 10 lat temu im się nie śniło.
W każdym razie zawsze należy pamiętać, że tekst na stronie internetowej to hipertekst i najważniejsze rubryki bądź podstrony powinny zostać przetłumaczone. Kilka miesięcy temu znajoma z Niemiec chciała zalogować się na jednej z polskich stron, w tym celu przeszła na niemiecką wersję, tłumaczenie było naprawdę bardzo dobre, odpowiednie ekwiwalenty i żadnych błędów gramatycznych, mimo to koleżanka miała kłopoty z logowaniem więc kliknęła przycisk "Hilfe". Jej oczom ukazał się tekst w języku polskim "Strona w przygotowaniu". Wiem, że ta strona byłą przetłumaczona na język niemiecki conajmniej kilka miesięcy wcześniej, ale widocznie zlecający tłumaczenie uznał rubryki "pomoc" za zbędne.
magda_tatara
11-02-2009, 22:07
Zgodnie z aktualnymi trendami designu internetowego, serwis internetowy powinien pełnić funkcję komunikacyjną, działając niczym sprawne narzędzie komunikacyjne dla menadżerów firm lub instytucji. Wyposażone w fora strony internetowe umożliwiają dodawanie komentarzy, ocenę i analizę zarówno produktów firmy, jak i samej strony internetowej. Komentarze na stronach WWW najczęściej nie są tłumaczone, ponieważ każdego dnia mogą powstawać setki nowych postów. Istnieje możliwość utworzenia odrębnych podstron w różnych językach, co sprawi, że komentarze w naturalny sposób zostaną przyporządkowane danemu językowi, np. Niemcy będą dodawali swoje uwagi na niemieckiej podstronie. Nie znaczy to jednak, że ich komentarze będą tłumaczone na inne języki. Może to zmniejszyć efektywność strony WWW, ponieważ w przypadku cennych porad, uwag, wskazówek i pozytywnych komentarzy każda opinia wydaje się być ważna.
darkliquoredeyes
11-03-2009, 10:09
Nowoczesne biura tłumaczeń oferują kompleksowe usługi. System przejmuje stronę WWW i generuje stronę w języku docelowym, zachowując wygląd pierwotnej strony. Tekst jest wyciągany automatycznie, dzięki czemu klient nie musi dostarczyć tłumaczowi edytowanego dokumentu.
Owszem, to prawda. Jeśli w tłumaczeniu strony www pośredniczy biuro tłumaczeń, to tekst jest wcześniej przygotowywany przez BT do edycji i tłumacz dostaje to, co powinien - treść edytowalną.
Ja mówiłam natomiast o sytuacji, w której nie ma pośrednika, czyli o relacji bezpośredniej: klient przychodzi do tłumacza freelancera bądź prowadzącego indywidualną DG i prosi o przetłumaczenie strony znajdującej się pod adresem takim a takim. Nie mówię, żeby tłumacze zajmowali się tylko tłumaczeniami - im większe kompetencje w zakresie IT oraz kompleksowej obróbki tekstu i grafiki posiada tłumacz, tym lepiej. Jednak jeśli sam ma wyselekcjonować tekst ze strony www do przełożenia na drugi język, to znacznie przybywa mu pracy niż gdyby miał tylko przetłumaczyć tekst uprzednio przekonwertowany do Worda lub Excela.
Dlatego jestem zdania, że selekcja tekstu, czy to "ręczna" czy przy pomocy specjalnego oprogramowania, powinna być odrębną usługą, którą tłumacz jak najbardziej może i powinien oferować. Z tym tylko zastrzeżeniem, że wtedy:
albo stawka za usługi zgromadzone pod terminem "tłumaczenie" idzie w górę i wliczamy w koszt tłumaczenia także czas poświęcony na przygotowanie treści do edycji
albo na rachunku wyszczególniamy po prostu dwie odrębne usługi: "przygotowanie treści do edycji" i "tłumaczenie" (to właściwe, czyli sam przekład) i za każdą z nich pobieramy odpowiednią stawkę.
Zwłaszcza w przypadku tłumaczy prowadzących DG wydaje się to być rozsądnym rozwiązaniem. Czasami dopiero gdy przychodzi opłacić ZUS i podatki, zaczynamy bardziej cenić swój czas i wykonaną pracę.
Krzysiek
11-03-2009, 15:04
Dlatego jestem zdania, że selekcja tekstu, czy to "ręczna" czy przy pomocy specjalnego oprogramowania, powinna być odrębną usługą, którą tłumacz jak najbardziej może i powinien oferować.
W zupełności się z Tobą zgadzam. Myślę, że najważniejsze są ustalenia, jakie powinniśmy ustanowić na samym początku współpracy z klientem. Tak, jak zauważył/a darkliquoredeyes należy uświadomić osobie zlecającej, iż zapłaci ona za tłumaczenie, jak i za procesy związane z przygotowaniem/obróbką tekstu. Często klienci są nieświadomi tego, że jeśli zapewniliby tłumaczowi już wyselekcjonowany tekst zapłaciliby mniej.
magda_tatara
11-03-2009, 18:06
Zgadzam się. Klienci często nie zdają sobie sprawy z tego, ile czasu poświęcamy na tłumaczenie. Wydaje im się, że tłumacz widzi tekst w języku wyjściowym i praktycznie automatycznie przepisuje go na język docelowy.
Darkliquoredeyes, na pewno masz rację -selekcja tekstu powinna być zadaniem dodatkowo płatnym i zawodowy tłumacz prowadzący własną DG nie powinien / nie musi godzić się na żadne ustępstwa.
Początkujący tłumacze często są jednak w stanie zejść z ceny. Doświadczeni tłumacze żalą się, że studenci stają się dla nich konkurencją przekładającą teksty za połowę niższe stawki. W ten sposób przyzwyczajają klientów do niższych cen, szkodząc nie tylko sobie, ale i kolegom po fachu. Wiem, że to temat na odrębną dyskusję, ale jak myślicie, co może zrobić student, który rozpoczyna karierę tłumacza? Czy powinien rezygnować z mało opłacalnych zleceń? Czy praktyka zawodowa nie jest najważniejsza? Czy dostając zlecenie od bardzo ważnego klienta powinien odmówić tylko dlatego, że klient uważa, że wyselekcjonowanie tekstu ze strony WWW nie powinno być płatne?:)
Krzysiek
11-03-2009, 18:24
Według mnie, początkujący tłumacze nie powinni mieć żadnych skrupułów, co do przyjmowania zleceń. Każdy wie, jak wygląda sytuacja z zatrudnieniem w naszym kraju. Mamy do czynienia z pewnym błędnym kołem. Student chce pracować, ale bez doświadczenia pracy nie dostanie. W takim razie w jaki sposób ma zdobyć owe doświadczenie? Ano właśnie podejmując się często zleceń, za które 'kokosów' nie zarobi. Magda poruszyła wątek konkurencji. Rzeczywiście studenci zazwyczaj tłumaczą za o wiele niższe stawki, niż profesjonalni tłumacze. Osoba zlecająca takie tłumaczenie powinna zdawać sobie sprawę z tego, że zapłaci mniej, jednakże (możliwe, że) kosztem samego przekładu. Zatem uważam, iż błędnym jest twierdzenie, że niedoświadczeni tłumacze, ze względu na niższe stawki, zabierają klientów tym doświadczonym.
magda_tatara
11-03-2009, 22:43
Kilka miesięcy temu znajoma z Niemiec chciała zalogować się na jednej z polskich stron, w tym celu przeszła na niemiecką wersję, tłumaczenie było naprawdę bardzo dobre, odpowiednie ekwiwalenty i żadnych błędów gramatycznych, mimo to koleżanka miała kłopoty z logowaniem więc kliknęła przycisk "Hilfe". Jej oczom ukazał się tekst w języku polskim "Strona w przygotowaniu". Wiem, że ta strona byłą przetłumaczona na język niemiecki conajmniej kilka miesięcy wcześniej, ale widocznie zlecający tłumaczenie uznał rubryki "pomoc" za zbędne.
Spotkałam się dzisiaj z bardzo podobną sytuacją. Na dwujęzycznej stronce pewnego muzeum znajduje się ankieta. „Czy podoba Ci się strona internetowa Muzeum X?“. Po zamianie języka na angielski, pytanie dalej wyświetla się po polsku. Jedynie przycisk „GŁOSUJ“ zostaje zastąpiony angielskim „VOTE“. Gdyby ankiety na stronie zmieniały się, problem z brakiem tłumaczenia wydawałby się zrozumiały. Ale śmiem twierdzić, że ta ankieta jest stała. Juz na samym początku muzeum powinno zlecić tłumaczowi przekład jej treści. Przecież pytanie w języku polskim obok angielskojęzycznej tresci wygląda dość … dziwnie.
estudiante
11-04-2009, 08:10
Dzisiejsi tłumacze mogą (powinni?) sprzedawać takie usługi, o jakich jeszcze 10 lat temu im się nie śniło.
Na pewno tłumacz wykonujący wszelkie usługi informatyczne poza samym tłumaczeniem staje się bardziej konkurencyjny na rynku, poza tym jest w stanie oddać klientowi gotowy produkt w takiej formie, jakiej sam się spodziewa. Czy każdy tłumacz powinien tłumaczyć strony internetowe "pod klucz"? Oczywiście może, ale tak jak już wspomniano, jako dodatkową usługę. Sądzę, iż powinno być to ustalone z klientem, czy jest gotów ponieść większe koszta za tłumaczenie plus technikalia.
estudiante
11-04-2009, 08:24
Juz na samym początku muzeum powinno zlecić tłumaczowi przekład jej treści. Przecież pytanie w języku polskim obok angielskojęzycznej tresci wygląda dość … dziwnie.
Dziwna to jest angielska wersja strony internetowej jednego z banków, która stanowi streszczenie niektórych usług bez podawania istotnych szczegółów, a niektóre zakładki są całkowicie pominięte. Np. strona główna (w wersji angielskiej) nie przekierowuje do zakładki o klientach indywidualnych, tylko w tym miejscu jest zakładka dotycząca doradztwa VIP. Może zleceniodawca ma pewne założenia lub opiera tłumaczenie na statystykach dotyczących obszarów, którymi zainteresowani są głównie klienci anglojęzyczni. Jednak wygląda to tak, jakby chciał zaoszczędzić na tłumaczeniu całości.
darkliquoredeyes
11-04-2009, 09:57
Jeśli chodzi o takie "kwiatki", to załączam przykład niefortunnego tłumaczenia strony internetowej firmy Asus na język polski. A może braku tłumaczenia raczej.
Pisałam pracę licencjacką na temat lokalizacji stron internetowych międzynarodowych firm i oto ciekawy przykład tego, na co można natrafić surfując po internecie. Ta strona wyświetla się polskiemu internaucie po kliknięciu na link Inf.prawne na stronie głównej. [oznaczenia na czerwono zostały dodane przeze mnie na potrzeby analizy materiału]:
Oczywiście jak z każdym tłumaczeniem trzeba uważać na zbyt krótkie terminy. Jeżeli klient chce mieć stronę przetłumaczoną bardzo szybko, a my nie czujemy się specami w tanej tematyce, to powinniśmy dogadać się z klientem, żeby jednak dał nam więcej czasu na dokładne zapoznanie się z tematem oraz niezbędnym słownictwem. To samo tyczy się także wszelkich usług informatycznych. Pamiętać o tym powiinni przede wszystkim studenci, którzy nie maja jeszcze dużego doświadczenia i mogą przez to oddać tłumaczenie z błędami i zrazić do siebie klientów.
estudiante
11-04-2009, 12:46
Popieram. Jeśli tłumacz nie czuje się zbyt dobrze w jakiejkolwiek dziedzinie, to albo powinien dokształcić się albo nie przyjmować takiego zlecenia, ponieważ nie wyjdzie to z korzyścią dla klienta, a dla samego tłumacza tym bardziej. Dotyczy to i standardowych przekładów pisemnych, i tłumaczenia stron internetowych, gdzie mamy do czynienia dodatkowo z obróbką techniczną, ale chyba najbardziej tłumaczenia konsekutywnego- można się zrazić na całe życie w razie wpadki.
Co do selekcji tekstu w przypadku stron internetowych, faktycznie klienci nie są często świadomi, że to nie należy do tłumaczenia jako takiego. Przecież np. przy tłumaczeniu filmów tłumacz pracuje z template w języku źródłowym a nie transkrybuje ze słuchu itd. Przynajmniej przy profesjonalnych zleceniach. Myślę, że wymaganie całej obróbki technicznej oprócz tłumaczenia tekstu od tłumacza freelancera jest trochę wygórowane.
estudiante
11-04-2009, 12:50
Jeśli chodzi o takie "kwiatki", to załączam przykład niefortunnego tłumaczenia strony internetowej firmy Asus na język polski. A może braku tłumaczenia raczej.
Pisałam pracę licencjacką na temat lokalizacji stron internetowych międzynarodowych firm i oto ciekawy przykład tego, na co można natrafić surfując po internecie. Ta strona wyświetla się polskiemu internaucie po kliknięciu na link Inf.prawne na stronie głównej. [oznaczenia na czerwono zostały dodane przeze mnie na potrzeby analizy materiału]:
No właśnie, a ten komunikat podobno taki ważny. Zastanawiam się, który trybik w maszynie zawiódł- zleceniodawca, tłumacz czy jakiś techniczny?
Czasami może zdażyć się tak, że my przetłumaczymy zlecenie dobrze, a błąd popełni osoba zajmująca sie kwestiami technicznymi. Dlatego tak ważne jest, zeby wybierać osoby na prawdę kompetentne, jeżeli chcemy poprosić o pomoc specjalistę.
Krzysiek
11-04-2009, 15:12
Co do błędów na stronach tłumaczonych przypomina mi się ciekawa historia. Otóż kiedyś zostałem poproszony o poprawienie czyjegoś przekładu strony internetowej pewnego przewoźnika z języka polskiego na rosyjski. Strona przez jakiś czas funkcjonowała w sieci z 'nieco' wadliwym tłumaczeniem. Jakież musiało być zdziwienie osoby odwiedzającej stronę gdy otworzył zakładkę 'страховка' (ubezpieczenie) i w treści natknęła się na słówko 'затрахать' (трахать - walić (uderzać); takie znaczenie podaje słownik PWN jednak słówko to znane jest przede wszystkim ze swojego wulgarnego znaczenia) zamiast 'застраховать' (ubezpieczyć). Dosyć drastyczny to przykład, ale prawdziwy.
darkliquoredeyes
11-04-2009, 15:54
Zastanawiam się, który trybik w maszynie zawiódł- zleceniodawca, tłumacz czy jakiś techniczny?
Właśnie to chyba najtrudniej stwierdzić, a efekt jaki jest każdy widzi. Niestety. Skoro doszło tu do pomieszania trzech języków, to prawdopodobnie 1. webmaster coś źle wstawił w kod (np. miał kilka przekładów na różne języki i skopiował tłumaczenie nie z tego pliku), 2. tłumacz być może w ogóle nie otrzymał tego fragmentu, który jest po angielsku do przetłumaczenia - bo wierzyć mi się nie chce, że miał to w pliku źródłowym, ale zapomniał przetłumaczyć jakiegoś akapitu :D Tak więc pewnie zleceniodawca lub osoba selekcjonująca tekst do edycji się nie popisała. Ostatecznie internauta oglądający taką stronę "obsmaruje" pewnie w myślach tłumacza i, co gorsza, zrazi się do firmy A., bo na stronie www miały być jakieś informacje i nie ma (przynajmniej nie są dostępne w jego języku, chociaż link Inf.prawne sugerowałby co innego).
estudiante
11-04-2009, 20:55
Czyli nasuwa się myśl, że jednak tłumacz powinien uczestniczyć w całym procesie tworzenia nowej wersji językowej danej strony. Oczywiście, na życzenie zleceniodawcy i na odpowiednich warunkach finansowych. Na przytoczonych przykładach widać, że klienci nie do końca zdają sobie sprawę z przebiegu takiego przedsięwzięcia. Zatem chyba należy ich uświadamiać dla dobra tłumacza, który potem jako pierwszy zbiera wszelką krytykę.
Tłumacz musi stać się przynajmniej w pewnym stopniu ekspertem w różnych dziedzinach. To samo tyczy się kwestii technicznych. Nie możemy być zdani wyłącznie na czyjąś pomoc, ponieważ nie zawsze mamy wystarczająco dużo czasu i nigdy nie mamy pewności, że dany specjalista wywiąże się ze swojego zadania tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Nawet jeśli korzystramy z usług specjalisty, musimy pamiętać, ze on także może się pomylic i byłoby dobrze zarówno dla nas jak i dla klienta, gdybyśmy byli w stanie zweryfikować wersje ostateczną naszej pracy.
Krzysiek
11-05-2009, 00:53
Ostatecznie internauta oglądający taką stronę "obsmaruje" pewnie w myślach tłumacza i, co gorsza, zrazi się do firmy A., bo na stronie www miały być jakieś informacje i nie ma (przynajmniej nie są dostępne w jego języku, chociaż link Inf.prawne sugerowałby co innego).
Mam nadzieję, że jednak nie zawsze internauta pomyśli od razu o tłumaczu i go "obsmaruje". Często na tłumaczonych stronach ewidentnie widać, iż błąd jest natury technicznej, czyli np. fragment tekstu przetłumaczony jest na zupełnie inny język niż język docelowy, podczas gdy pozostała część tłumaczenia wykonana jest prawidłowo we wspomnianym języku docelowym. Potencjalny internauta raczej nie łączy pracy tłumacza z pracą informatyka (na szczęście dla tłumacza;)).
Na szczęscie internauci rzeczywiście nie myslą o tłumaczu, kiedy na stronie internetowej coś nie działa. Jednakże warto byłoby zasięgnąć porady eksperta od spraw technicznych. Wszystkie strony zbudowane są podobnie, więc po kilku tłumaczeniach powinniśmy dojść do pewnej wprawy. Dzięki temu będziemy mogli sami rzetelnie ocenić, czy ostateczna wersja tłumaczenia strony jest dopięta na ostatni guzik.
Krzysiek
11-05-2009, 09:46
Wszystkie strony zbudowane są podobnie, więc po kilku tłumaczeniach powinniśmy dojść do pewnej wprawy.
A co robicie, jeśli pewien rodzaj strony tłumaczycie po raz pierwszy? Przecież klient zawsze wymaga od nas profesjonalizmu.
Myślę, że dobrym pomysłem jest znalezienie podobnych stron w sieci i porównanie ich, dzięki czemu uzyskujemy podstawę pod nasze tłumaczenie. Macie jeszcze jakieś inne pomysły?;>
W każdym rodzaju tłumaczeń, nie tylko w przypadku tłumaczeń stron internetowych, warto jest korzystać z tekstów paralelnych. Charakteryzuje je to, że powstają w podobnych sytuacjach komunikacyjnych i przekazują podobne treści. Wzorowanie się na tekście paralelnym zapewni, że tłumaczenie będzie bardziej profesjonalne.
Oczywiście, czytanie tekstów paralelnych to podstawa. Jednakże czasem to nie wystarczy, wtedy warto jest zasięgnąć rady jakiegoś doświadczonego tłumacza. W końcu powinniśmy sobie pomagać:)
Ja osobiście staram się korzystać z gotowych przykładów tłumaczeń na stronach, których można być pewnym, że zostały tłumaczone przez profesjonalistów oraz stron w języku docelowym poruszających temat wspólny
dla tłumaczenia docelowego.
Na przykład przez ostatnie kilka dni tłumaczyłam teksty o poruszające tematykę polityczną oraz edukacji
wyższej. Ponieważ, że tekstu nie było dużo, mogłam sobie czasowo pozwolić na czytanie fragmentów
artykułów z wiarygodnych źródeł (np. Uniwersytetów,brytyjskich i amerykańskich portali informacyjnych,
sprawozdań z politycznych wyborów krajowych czy okręgowych), aby mieć pewność, że zachowuję styl
odpowiedni tego typu tekstom, jak również poszczególne wyrażenia i kolejność łączeń wyrazowych jest
prawidłowa. To oczywiście jest czasochłonne, ale bardzo rozwija.
ewelinamerchel2
03-15-2010, 19:20
Tammar zgadzam się z tobą. Ważne jest, aby przed rozpoczęciem tłumaczenia zapoznać się z tekstami, artykułami o podobnej tematyce tekstu docelowego.
Ostatnio dostałam na zajęciach z tłuamczenia pisemnego fragment książki "The Russia House" (napisał ją John la Carre). Przyznam, że był to dla mnie trudny orzech do zgryzienia. Ale przed przystąpieniem do tłumaczenia przejrzałam opisy, recenzję oraz niektóre z przetłumaczonych fragmentów tej książki. Umożliwiło mi to poznanie stylu autora, co dla nas tłumaczy jest wyjątkowo ważne. Bez tego nasze tłumaczenie nie będzie odzwierciedlać treści tekstu docelowego.
Przykład kolejny "The Code of the Woosters" P.G. Wodehouse. Świetna książka. Nie wiem jak wyglądałyby moje tłumacznia, gdyby nie to, że przed przystapieniem do tłumaczenia obejrzałam fragmenty filmu "The Code of the Woosters" . Dlatego też uważam, że należy przed tłumaczeniem wyszukać wszystkie możliwe wiadomości dotyczące tekstu docelowego. Prawda jest czasochłonne, ale jak wspomniałaś rozwija intelektualnie.
Dziwna to jest angielska wersja strony internetowej jednego z banków, która stanowi streszczenie niektórych usług bez podawania istotnych szczegółów, a niektóre zakładki są całkowicie pominięte. Np. strona główna (w wersji angielskiej) nie przekierowuje do zakładki o klientach indywidualnych, tylko w tym miejscu jest zakładka dotycząca doradztwa VIP. Może zleceniodawca ma pewne założenia lub opiera tłumaczenie na statystykach dotyczących obszarów, którymi zainteresowani są głównie klienci anglojęzyczni. Jednak wygląda to tak, jakby chciał zaoszczędzić na tłumaczeniu całości.
Na pewno klienci nie są z tego faktu zadowoleni, ale winić w tym przypadku można jedynie zleceniodawcę. ;)
Ja sama spotkałam się z takimi niepełnymi tłumaczeniami stron internetowych (banków ,firm).
Ewelina, beletrystyka to rzeczywiście , jak napisałaś, "trudny orzech do zgryzienia". Choć sama nie
mam "na swoim koncie" wielu tłumaczeń, wiem, jak trudno stać się "przezroczystą szybą"* między autorem a
czytelnikiem. Na szczęście jeśli chodzi o tłumaczenia stron internetowych, większość tekstów znajduje się
poza obrębem literatury pięknej. Jeśli o mnie chodzi, o wiele mniej stresu doświadczyłam tłumacząc dla
kolegi artykuł naukowy o rafach koralowych, mimo bardzo słabej znajomości terminów biologicznych. Łatwo
było jednak znaleźć odpowiedniki polskie, głównie za pomocą internetowych encyklopedii (dużą część można
było łatwo wywnioskować). O wiele szybciej tłumaczyłam ten tekst, niż opowiadanie, w którym nie
zawsze udawało mi się oddać perfekcyjnie owy "klimat" i styl autora.
* "Tłumaczenie powinno przypominać szybę, całkowicie przezroczystą, tak aby czytelnik nie zauważał jej
istnienia" - Gogol. Ten cytat zapadł mi w pamięci najbardziej ze wszystkich jakie kiedykolwiek słyszałam o
profesji tłumacza.
Mam pytanie: Może ktoś z Was regularnie tłumaczy/tłumaczył dla jakiegoś portalu informacyjnego tudzież
innego portalu stale aktualizowanego?
ewelinamerchel2
03-16-2010, 14:56
Moim zdaniem tłumaczenie stron internetowych nie jest łatwym procesem. W dzisiejszych czasach, kiedy to Internet jest głównym i najłatwiejszym sposobem połączenia się ze światem, powinniśmy pokusić się o wnikliwsze zapoznanie się z tematem jakim jest tłumaczenie stron internetowych. Oczywiście należy wcześniej zastanowić się czy jesteśmy odpowiednimi kandydatami do wykonywania takiej pracy. Jak wiadomo tłumaczenia stron www powinny wykonywać osoby, które poza doskonałą znajomością języka zajmują się już od jakiegoś czasu tłumaczeniami z tej dziedziny. Tłumacz podejmując się zadania tłumaczenia stron www powinien także posiadać znajomość języka Internetu, która gwarantuje, że przetłumaczony tekst będzie zrozumiany przez odbiorcę, czyli potencjalnego użytkownika Internetu. Taki tłumacz na pewno sprawdzi się w 100% w tym rodzaju tłumaczeń.
ewelinamerchel2
03-16-2010, 15:15
Tłumacz musi stać się przynajmniej w pewnym stopniu ekspertem w różnych dziedzinach. .
Tak, zgadzam się. Masz racje. Oprócz wysokich kompetencji językowych, dobry tłumacz powinien posiadać wszechstronną wiedzę. Moim zdaniem również ważną rolę w zawodzie tłumacza odgrywa jego doświadczenie oraz chęci ciągłego kształcenia ( na przykład poprzez szkolenia). Tak więc bez względu na to jaki rodzaj tłumaczeń wykonujemy, czy są to tłumaczenia pisemne czy ustne należy pamiętać, że zawód tłumacza nie polega tylko na zdobyciu odpowiednich dokumentów, ale także na ciągłym zdobywaniu wiedzy z różnych dziedzin.
oliwka666
03-16-2010, 18:40
Większości z nas zdarzyło się tłumaczyć strony internetowe lub teksty przeznaczone do umieszczenia na takowych stronach. Zazwyczaj Klienci przesyłają linki do strony mailem, prosząc o tłumaczenie. Tylko skąd tłumacz ma wiedzieć co dokładnie na danej stronie przetłumaczyć? Znam tłumacza, który dostał zlecenie przetłumaczenia strony Klienta - nie dość, że przetłumaczył zawartość strony, to zabrał się do tłumaczenia wszystkich stron, do których linki znajdowały się na stronie głównej;) Osobiście uważam, że najlepszym sposobem na wykonanie takiego zadania należycie, jest poproszenie Klienta o przesłanie zawartości strony w plikach tekstowych. To w zupełności pomoże ustrzec się podobnych pomyłek. Poniżej znajdziecie link do artykułów opisujących proces tłumaczenia stron www:
http://lingwista.org/tlumaczenia-artykuly/53-przyszlosc-tlumaczen-stron-internetowych.html
http://accurapid.com/journal/11ecom.htm
Osobiście wiele razy spotkałam się z tłumaczeniami stron z języka angielskiego na polski i odwrotnie. Niestety nie były to dobre tłumaczenia :( Takimi zadaniami powinni zajmować się profesjonaliści, a nie amatorzy, którzy nie znają podstaw gramatyki, stylistyki czy pisowni. Miejmy nadzieję, że takich będzie tylko przybywać :)
oliwka666
03-16-2010, 19:23
Co wiecie na temat prawnej strony tłumaczenia stron internetowych? Z mojej wiedzy wynika, że opracowanie wymaga zgody autora. Ciekawa jestem czy wszyscy tłumaczący posiadają takie uprawnienie... a jeśli nie to jakie mogą grozić za to konsekwencje?
ewelinamerchel2
03-17-2010, 14:11
Na jednej ze stron internetowych znalazłam całkiem ciekawy cytat. A brzmi on tak:
"Jeśli chciałbym coś sprzedać, wtedy mówię Twoim językiem. Kiedy chcę coś kupić, wtedy Ty mówisz moim językiem."(Konrad Adenauer)
Sądzę, że pasuje on do tematu tłumaczenia stron internetowych. Posiadacze stron internetowych to potencjalni sprzedawcy. Więc pomysł na przetłumaczenie strony www na inne języki jest świetnym pomysłem. Rozszerzając swoją usługę na kraje obcojęzyczne, ci potencjalni sprzedawcy powinni zwrócić się o pomoc do tłumacza, który za odpowiednie wynagrodzenie podejmie się tłumaczenia. Korzystanie z Internetu jest teraz tak powszechnym zjawiskiem, że nie wyobrażam sobie, aby ktoś z obcokrajowców wszedł na polską stronę, która nie posiada gotowego tłumaczenia w języku docelowym. Jestem przekonana, że proces tłumaczenia stron www w niedługim czasie rozwinie się do tego stopnia, że usługa „tłumacz na język X” będzie powszechnie używana.
ewelinamerchel2
03-17-2010, 14:33
Jeśli chodzi o wynagrodzenie tłumacza za wykonanie tłumaczenia strony internetowej, czy są jakieś kryteria wyceny tłumaczenia strony internetowej. Widziałam na różnych stronach www cenniki i wiem tylko tyle, że tłumaczenie strony internetowej zależy od ilości znaków umieszczonych na stronie. Więc czy cena tłumaczenia zależy tylko i wyłącznie od tłumacza? Czy to on narzuca cenę? Jestem ciekawa czy kryteria wyceny nie narzucają przepisy prawne?
oliwka666
03-17-2010, 15:59
Ewelina, koszt tlumaczenia strony internetowej zalezy od tego kto dana strone tlumaczy. Jesli robi to anglista cena wynosi okolo 30zl, a jesli tlumaczenie wykonywane jest przez native speaker'a zaplacic trzeba okolo 7zl wiecej za maksymalnie 1600 znakow. Oczywiscie cena zalezy tylko i wylacznie od ustalen wykonawcy tlumaczenia. :)
oliwka666
03-17-2010, 16:07
W dzisiejszych czasach mamy mnostwo mozliwosci tlumaczenia stron internetowych, tylko czy zawsze sa one poprawne? Osobiscie wiele razy spotkalam sie z blednymi tlumaczeniami. Moim zdaniem jesli ktos zajmuje sie tym amatorsko i nie ma pojecia o podstawowych rzeczach takich jak gramatyka, stylistyka czy pisownia danego jezyka, to wcale nie powinien podejmowac sie takiego zadania. Tlumaczenia zostawmy profesjonalistom, ktorych miejmy nadzieje bedzie przybywac :)
oliwka666
03-17-2010, 16:13
Ostatnio przypomnial mi sie cytat z wykladu o translatoryce, ktory byl prowadzony przez mojego ukochanego profesora O. "Tłumaczenia są jak kobiety - albo piękne, albo wierne." Co sadzicie o przyrownaniu tlumaczenia do kobiety? :)
Jeśli chodzi o wynagrodzenie tłumacza za wykonanie tłumaczenia strony internetowej, czy są jakieś kryteria wyceny tłumaczenia strony internetowej. Widziałam na różnych stronach www cenniki i wiem tylko tyle, że tłumaczenie strony internetowej zależy od ilości znaków umieszczonych na stronie. Więc czy cena tłumaczenia zależy tylko i wyłącznie od tłumacza? Czy to on narzuca cenę?
Wynagrodzenie tłumacza zależy nie tylko od znaków umieszczonych na stronie lecz również od jego kompetencji, doświadczenia zawodowego oraz trybu w jakim to tłumaczenie sie odbywa. Wyróżnia się następujące tryby: standardowy, przyspieszony, ekspresowy i błyskawiczny. Im mniej czasu dajemy tłumaczowi na wykonanie zadania, tym cena jest wyższa. Jesli chodzi o przepisy prawne, nie jestem niestety zorientowana.
kasialasia19
03-17-2010, 17:23
Nawiązując do przepisów prawnych, obowiązują one przede wszystkim tłumaczy przysięgłych. Muszą oni sprostać wielu wymaganiom, a mianowicie zdanie państwowego egzaminu, złożenie przysięgi wobec Ministra Sprawiedliwości oraz stosowanie się do kodeksu tłumacza przysięgłego. To tylko jedne z licznych warunków, jakie musi spełnić osoba, która chce zostać tłumaczem przysięgłym. Jeśli chodzi o tłumaczy stron internetowych to muszą oni stosować się do umowy swego zleceniodawcy, w szczególności kiedy tłumaczenia dotyczą stron wszelkiego rodzaju korporacji międzynarodowych.
Jeśli chodzi o poprawność tłumaczeń, to nie zawsze oddaja one w pełni treść oryginału. Przy tłumaczeniu stron internetowych ważna jest nie tylko widza filologiczna ale również dobra znajomość internetu i programów wspomagających tworzenie stron www.
kasialasia19
03-17-2010, 17:38
W pełni zgadzam się z Białą13. Dobrze jest jeśli tłumacz przy tworzeniu wersji anglojęzycznych stron internetowych zachowuje dotychczasowy układ graficzny, tekstowy i strukturę nawigacyjną. Aby było to możliwe zleceniodawca musi podać adres internetowy strony oraz dostęp do kodów źródłowych.
Dodatkowym atutem tłumacza podejmującego się przekładu stron internetowych jest, gdy zawiera on w swojej ofercie, takie usługi jak: tłumaczenie kodu źródła HTML, tłumaczenie plików tekstowych, będące treścią strony, dokumentów pdf i innych z zachowaniem układu grafik oraz tłumaczenie i przeprojektowanie strony z zachowaniem jej nowego charakteru.
kasialasia19
03-17-2010, 17:50
Do wypowiedzi Białej13 dodałabym jeszcze parę usług związanych z przekładem stron internetowych, a mianowicie: usługi, w których klient przesyła teksty do tłumaczenia ze swojej strony www w postaci plików .txt, .doc, .xls, .pdf, .ppt, .xml, etc i po przetłumaczeniu przez tłumacza sam przesyła je na stronę oraz usługa dotycząca bieżącego tłumaczenia uzupełnień stron (newsy, nowe sekcje).
A co sądzicie na temat programów do tłumaczenia stron internetowych dostępnych na rynku w wersji CD-ROM oraz translatorów internetowych?? Słyszałam o takim programie jak Translatica. Na ile są one wiarygodne??
kasialasia19
03-17-2010, 18:17
Osobiście odradzam wszelkiego rodzaju translatory. Sama z ciekawości przetestowałam kilka online z angielskiego i nawet osoba początkująca przetłumaczyłaby tekst lepiej. Translatory tłumaczą słowo w słowo, nie napiszą poprawnych gramatycznie zdań, oraz mogą błędnie zinterpretować wyrazy należące do grupy "false friends". Każde słowo ma kilka znaczeń i translator niekoniecznie wybierze to dobre.
ewelinamerchel2
03-17-2010, 19:56
Osobiście odradzam wszelkiego rodzaju translatory. Translatory tłumaczą słowo w słowo, nie napiszą poprawnych gramatycznie zdań, oraz mogą błędnie zinterpretować wyrazy należące do grupy "false friends". Każde słowo ma kilka znaczeń i translator niekoniecznie wybierze to dobre.
Tak, nie WOLNO polegać na tych programach komputerowych dostępnych w formie CD albo na stronach internetowych. Moim zdaniem są okropne. Tak jak wspomniałaś tłumaczą słowo w słowo, niepoprawnie gramatycznie. Najgorsze jest to, że wiele osób korzysta z tej usługi. Oczywiście ci, którzy posiadają dobrą znajomość języka potrafią zauważyć błędy w tłumaczeniu, ale ci, którzy takiej wiedzy nie posiadają zawierzają im w 100%.
Muszę powiedzieć, że nie do końca zgadzam się z poprzednimi opiniami... Fakt faktem mechaniczne
translatory tłumaczą słowo w słowo, co może być zgubne, ale 2 miesiące temu, kiedy to korzystałam z takiego darmowego online-translatora po raz pierwszy (ale jak na razie i ostatni) , byłam całkiem zadowolona. Było to z tego powodu, iż nie musiałam każdego nieznanego słowa wpisywać w słownik lub wyszukiwać w książkowym słowniku poszczególnych słów. Zaoszczędziło mi to czas, który przeznacza się na pisanie w języku docelowym. Oczywiście, że tłumaczenie zaproponowane przez maszynę było niepoprawne gramatycznie, ale łatwo było poprawić pomyłki. Natomiast słowa ogólne, które w tekście oryginalnym miały wąskie znaczenie zamieniałam. Tym sposobem tłumaczyłam o wiele szybciej niż zwykle,a zmęczenie związane z pracą umysłową przyszło później.
Oczywiście nie polecam takich tłumaczy na dłuższą metę. Sama skorzystałam z takiego tłumacza ze względu na małą ilość czasu. Osobiście wolę całkowicie samodzielnie tłumaczyć.
kasialasia19
03-17-2010, 21:20
Wniosek jest prosty: jeśli chcesz mieć dobrze wykonane tłumaczenie strony internetowej warto zainwestować w profesjonalnego tłumacza, która zna się na branży i specyfice, która Cię interesuje. Dzięki kompetentnemu tłumaczowi Twoja strona może wzbogacić się o nowe języki, co zaowocuje poszerzeniem grona odbiorców oraz potencjalnych klientów strony internetowej.
Powierzając swoje tłumaczenie obcej jednak osobie, czasem mogą pojawić się obawy co do ujawnienia ważnych dla nas informacji, które nie powinny wpaść w niepowołane ręce. Nie można jednak zapomnieć, że przekazane agencji materiały, winny być traktowane wyjątkowo poufnie. Dobrze poinformowany klient wie, iż istnieje klauzula poufności, na podstawie której tłumacze zobowiązują się do zachowania w tajemnicy wszystkich informacji oraz materiałów z jakimi ma styczność w ramach realizowanych zleceń.
oliwka666
03-18-2010, 09:11
Przez to, że internet jest najłatwiej dostępnym źródłem reklamy i informacji, tłumaczenie stron internetowych jest niezbędne dla firm, które chcą wejść na rynek międzynarodowy. Wiele firm reklamuje swoje usługi translatorskie, które wg. nich są najwyższej klasy, ale czy aby napewno? Co powiecie na to kiedy tłumacz przysięgły przystawia swoją pieczątkę do pustej kartki i zleca tłumaczenie jakiemuś początkującemu tłumaczowi?
Co powiecie na to kiedy tłumacz przysięgły przystawia swoją pieczątkę do pustej kartki i zleca tłumaczenie jakiemuś początkującemu tłumaczowi?
Na ten temat jest już dyskusja - patrz "Problem kartek".
milka_ziel
03-27-2010, 10:26
[QUOTE=magda_tatara;12494]Hipertekst, jakim jest strona internetowa jest niezwykle „płynnym“ rodzajem tekstu. Właściciel strony internetowej (szczególnie wyposażonej w aplikację CMS) może łatwo aktualizować zawartość strony, rozbudowywać jej treść lub wręcz całkowicie zmieniać jej postać. Strona WWW może zostać przetłumaczona. Ale po pewnym czasie klient ma prawo ją zaktualizować. Wtedy może się okazać, że tłumaczenie nie pokrywa się z oryginałem albo niektóre partie tekstu mogą pozostać bez ich odpowiedników w języku docelowym. Tłumacz musiałby stale współpracować z właścicielem strony, aby tłumaczenie zachowało swoją wartość. [QUOTE]
Bardzo ważne jest uzgodnienie ze zleceniodawcą sprawy aktualizacji strony. Powinno się dokładnie ustalić nie tylko zakres treści tłumaczenia (tzn. które dokładnie strony i podstrony tłumaczyć), ale także to, czy w trakcie tłumaczenia strony nie nastąpią zmiany w tekście.
milka_ziel
03-29-2010, 14:37
Według mnie, początkujący tłumacze nie powinni mieć żadnych skrupułów, co do przyjmowania zleceń. Każdy wie, jak wygląda sytuacja z zatrudnieniem w naszym kraju. Mamy do czynienia z pewnym błędnym kołem. Student chce pracować, ale bez doświadczenia pracy nie dostanie. W takim razie w jaki sposób ma zdobyć owe doświadczenie? Ano właśnie podejmując się często zleceń, za które 'kokosów' nie zarobi.
Tyle, że trzeba mieć na uwadze, że jeżeli będąc początkującym tłumaczami ustalamy zaniżone ceny tłumaczeń, do których muszą się niejako dostosować profesjonalni tłumacze, to tak naprawdę sami "obniżamy" sobie swoją przyszłą pensję, ponieważ my też za jakiś czas staniemy się w pełni wykwalifikowanymi tłumaczami.
milka_ziel
03-29-2010, 14:48
A co sądzicie na temat programów do tłumaczenia stron internetowych dostępnych na rynku w wersji CD-ROM oraz translatorów internetowych?? Słyszałam o takim programie jak Translatica. Na ile są one wiarygodne??
Myślę, że z takimi programami należy być ostrożnym. Można je traktować jako pomoc przy tłumaczeniu niektórych słów czy wyrażeń, ale to samo można zrobić przy użyciu słownika. Takie programy na pewno nie potrafią dobrać odpowiednich ekwiwalentów (musimy pamiętać, że przy tłumaczeniu musimy wybierać ekwiwalenty pasujące do kontekstu, a nie ekwiwalenty słownikowe, które czasami mogą się znacznie różnić), przetłumaczyć wyrażeń idiomatycznych... Szczerze mówiąc sama nie widzę powodu dla którego tłumacz powinien używać takich programów, bo nie uważam, że są one pomocne lub że ułatwiają pracę tłumacza.
milka_ziel
03-29-2010, 14:57
A co sądzicie na temat programów do tłumaczenia stron internetowych dostępnych na rynku w wersji CD-ROM oraz translatorów internetowych?? Słyszałam o takim programie jak Translatica. Na ile są one wiarygodne??
Kiedy przeczytałam te pytania, przypomniała mi się pewna sytuacja. Moja znajoma, która mieszka w Danii dostała list z miejscowego szpitala. Całość była napisana w języku duńskim, jedynie jedno zdanie zostało przetłumaczone na polski (zapewne przy użyciu translatora). Brzmiało ono następująco : "Nie są sortowane polskiego tłumacza". Niestety trudno doszukać się tu jakiegokolwiek sensu... Tak czy owak w szpitalu okazało się, że zapewniono pacjentce polskie tłumaczenie. Myślę, że ta historia to doskonałe świadectwo możliwości programów do tłumaczenia.
milka_ziel
03-29-2010, 14:57
A co sądzicie na temat programów do tłumaczenia stron internetowych dostępnych na rynku w wersji CD-ROM oraz translatorów internetowych?? Słyszałam o takim programie jak Translatica. Na ile są one wiarygodne??
Kiedy przeczytałam te pytania, przypomniała mi się pewna sytuacja. Moja znajoma, która mieszka w Danii dostała list z miejscowego szpitala. Całość była napisana w języku duńskim, jedynie jedno zdanie zostało przetłumaczone na polski (zapewne przy użyciu translatora). Brzmiało ono następująco : "Nie są sortowane polskiego tłumacza". Niestety trudno doszukać się tu jakiegokolwiek sensu... Tak czy owak w szpitalu okazało się, że zapewniono pacjentce polskie tłumaczenie. Myślę, że ta historia to doskonałe świadectwo możliwości programów do tłumaczenia. ;)
Translatory internetowe nie powinny stanowić dla tłumacza żadnej pomocy. Moim zdaniem odwoływanie się do translatora online jest dowodem lenistwa i niekompetencji tłumacza.
Translatory internetowe nie powinny stanowić dla tłumacza żadnej pomocy. Moim zdaniem odwoływanie się do translatora online jest dowodem lenistwa i niekompetencji tłumacza.
Interesujące. Jeszcze nie spotkałem się z człowiekiem tak oczytanym i z tak ogromną wiedzą, że nie musiałby on odwoływać się do żadnej zewnętrznej pomocy językowej.
To, że translatory nie są idealnym narzędziem nie dyskwalifikuje ich całkowicie. Nie ma sensu wyolbrzymiać ich wad i demonizować skutków ich użycia. Idąc podobnym tokiem rozumowania należałoby zrezygnować z korzystania ze słowników, repetyroriów, encyklopedii itp. ze względu na ich "niedoskonałość" - bo niezależnie od nakładu pracy błąd zawsze ma szansę się wkraść. I co wtedy? Wystawiać ocenę całości na podstawie jednego potknięcia?
Całkowicie się zgadzam z tym, że translatory internetowe nie nadają się do tłumaczenia pełnych zdań, ze względu na to, że maszyna nie dostrzeże pewnych związków czy metafor w danej jednostce tłumaczenia. Niemniej jednak przy szukaniu pojedyńczych słów lub wyrażeń sądzę, że można z nich korzystać. Szczególnie gdy jest to jedyne narzędzie w zasięgu ręki (tj. nie można skorzystać ze słownika). Moim zdaniem z translatorami online jest tak jak z Wikipedią. Nie jest to idealne źródło wiedzy, niemniej jednak bywa wielce pomocne, gdyż często można tam znaleźć artykuły niedostępne, na tematy nowe, jeszcze "nieobecne" w podręcznikach/encyklopediach.
Najważniejsze jednak to nie zapomnieć, aby używać takich narzędzi z głową.
Mądrze powiedziane. To że tłumacz korzysta ze słownika czy translatora, czy innego źródła nie musi od razu
oznaczać, że jest leniwy i kompetentny. Nawet najlepszy tłumacz nie wie wszystkiego, a to że potrafi się do
tego przyznać świadczy tylko na jego korzyść.
Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba umieć z tego korzystać i robić to z głową.
milka_ziel
03-30-2010, 09:47
[QUOTE=Ikari;16926]To, że translatory nie są idealnym narzędziem nie dyskwalifikuje ich całkowicie. Nie ma sensu wyolbrzymiać ich wad i demonizować skutków ich użycia. Idąc podobnym tokiem rozumowania należałoby zrezygnować z korzystania ze słowników, repetyroriów, encyklopedii itp. ze względu na ich "niedoskonałość" - bo niezależnie od nakładu pracy błąd zawsze ma szansę się wkraść./QUOTE]
Nie zgadzam się z tą wypowiedzią. Słowniki i encyklopedie "działają" na zupełnie innej zasadzie. Słownik, w przeciwieństwie do translatora, nie przetłumaczy za nas całych zdań. Słowniki i encyklopedie to narzędzia pomocnicze, natomiast translatory dają gotowe (bardzo często błędne) odpowiedzi.
Ale oczywiście dużo zależy w jaki sposób korzystamy z wszelkiego rodzaju pomocy
Nie zgadzam się z tą wypowiedzią. Słowniki i encyklopedie "działają" na zupełnie innej zasadzie. Słownik, w przeciwieństwie do translatora, nie przetłumaczy za nas całych zdań. Słowniki i encyklopedie to narzędzia pomocnicze, natomiast translatory dają gotowe (bardzo często błędne) odpowiedzi.
Ale oczywiście dużo zależy w jaki sposób korzystamy z wszelkiego rodzaju pomocy
Nie wiem, czy przeczytałeś/przeczytałaś całą moją wypowiedź, w której jasno określiłem swoje zdanie nt tłumaczenia całych zdań za pomocą translatora. Krótko mówiąc to nonsensowny i mało efektywny sposób tłumaczenia. Kwestia, którą chciałbym podkreślić jest taka, że tłumacz ma prawo korzystać z translatorów Wikipedii lub nawet z kamienia z Rosetty ( :p ) jeśli sprawia to, że pracuje mu się łatwiej/wygodniej jednak najważniejsze, żeby tłumacz używał przy tym głowy a nie kopiował bezmyślnie elementy z pomocy.
Korzystałem z Google Translate w trakcie praktyk, w których miałem za zadanie odnaleźć na obcojęzycznych stronach www określone dane. I translator bardzo mi tę sprawę ułatwił. Nie interesowała mnie treść czy nawet sens zawartości strony tylko pojedyńcze słowa/elementy. I w takim zadaniu Google Translate się sprawdził.
Jeszcze raz podkreślam - jestem na tak dla translatorów dla pojedyńczych elementów/słów, natomiast tłumaczenie w taki sposób np. artykułu prasowego to całkowity nonsens (chyba, że ktoś lubuje się w totalnej abstrakcji ;) zawsze można takie tłumaczenie przejrzeć i uświadomić sobie, jak daleko maszynie do doskonałości, którą reprezentuje ludzki umysł :D).
milka_ziel
03-30-2010, 15:32
Jestem na tak dla translatorów dla pojedyńczych elementów/słów, natomiast tłumaczenie w taki sposób np. artykułu prasowego to całkowity nonsens (chyba, że ktoś lubuje się w totalnej abstrakcji ;) zawsze można takie tłumaczenie przejrzeć i uświadomić sobie, jak daleko maszynie do doskonałości, którą reprezentuje ludzki umysł :D).
Ok przy użyciu translatora szybciej można znaleźć polski odpowiednik, ale myślę, że rzadko bywa to ekwiwalent w danym kontekście. Nie wspominając już o doborze właściwych kolokacji. Tak naprawdę tłumacz musi przede wszystkim polegać na własnej wiedzy i umiejętnościach, bo poprawne tłumaczenie zwykle bardzo odbiega od dosłownego.
Ok przy użyciu translatora szybciej można znaleźć polski odpowiednik, ale myślę, że rzadko bywa to ekwiwalent w danym kontekście. Nie wspominając już o doborze właściwych kolokacji. Tak naprawdę tłumacz musi przede wszystkim polegać na własnej wiedzy i umiejętnościach, bo poprawne tłumaczenie zwykle bardzo odbiega od dosłownego.
dokładnie. Jeśli ma to być tłumaczenie jednego słowa, to nie widzę wyższości translatora nad słownikami. Równie dobrze można zajrzeć do słownika i mieć wybór ekwiwalentów, zamiast skorzystać z translatora i otrzymać jeden - często nieodpowiedni.
Touché! ;)
Nie korzystam z translatorów, wolę słowniki (tradycyjne i elektroniczne). Przewaga translatora nad słownikiem istnieje tylko w jednym punkcie. Otóż w słowniku elektronicznym nie wpiszemy całego tłumaczonego zdania i nie sprawdzimy elementu po elemencie bez konieczności ciągłego wpisywania każdego kolejnego słówka.
Ilustracja tego co mam na myśli znajduje się pod tym adresem: http://pccentre.pl/images/screenshots/english_translator.jpg
W kwestii odpowiedniego ekwiwalentu. Przed chwilą wrzuciłem do Google Translate 3 teksty z różnych dziedzin i stwierdzam, że nie jest ani dobrze ani źle. Pierwszy i drugi tekst (odpowiednio opis książki akademickiej i medycznej) wyszły znośnie, słówka były dobrane w miarę w porządku, współgrały ze sobą. Natomiast przy trzecim tekście (opis książki dotyczącej short stories/literature) translator wyłożył się zupełnie, bełkot niemiłosierny. Co nie zmienia faktu, że słowniki zawsze (a raczej przez długi czas bo nie wiadomo, co rozwój technologiczny przyniesie w przyszłości) będą wartościowszym narzędziem pracy niż translatory.
Słowniki oczywiście są najlepszą pomocą, translatory (zwłaszcza internetowe) w ogóle się do nich nie umywają. Sam niejednokrotnie muszę "prostować" różne ciekawostki wyniesione z translatorów przez mojego ucznia z korepetycji. Mimo moich usilnych starań nie udało mi się zupełnie wykorzenić jego umiłowania do takiej metody sprawdzania słówek, nadal korzysta z translatora, choć (alleluja!) coraz częściej zagląda do słownika. :D
Zgadzam się, że translatory mogą być pomocne w tłumaczeniu zdań, czasem nawet w lepszym ich zrozumieniu ;) ale swoją drogą i tak warto zawsze sprawdzić w słowniku dobór słów.
Według mnie, początkujący tłumacze nie powinni mieć żadnych skrupułów, co do przyjmowania zleceń. Każdy wie, jak wygląda sytuacja z zatrudnieniem w naszym kraju. Mamy do czynienia z pewnym błędnym kołem. Student chce pracować, ale bez doświadczenia pracy nie dostanie. W takim razie w jaki sposób ma zdobyć owe doświadczenie? Ano właśnie podejmując się często zleceń, za które 'kokosów' nie zarobi. Magda poruszyła wątek konkurencji. Rzeczywiście studenci zazwyczaj tłumaczą za o wiele niższe stawki, niż profesjonalni tłumacze. Osoba zlecająca takie tłumaczenie powinna zdawać sobie sprawę z tego, że zapłaci mniej, jednakże (możliwe, że) kosztem samego przekładu. Zatem uważam, iż błędnym jest twierdzenie, że niedoświadczeni tłumacze, ze względu na niższe stawki, zabierają klientów tym doświadczonym.
Zgadzam się z tą wypowiedzią - doświadczenie, które student musi mieć, aby zyskać w oczach przyszłych pracodawców może zdobyć na przyjmowanie rozmaitych zleceń, chociaż nie takich, które są ponad jego siły. Wiadomo, że należy mierzyć siły na zamiary, ale jak najbardziej uważam, że jest to świetny sposób, żeby: raz - zdobyć wyżej wymienione doświadczenie, a dwa - dorobić sobie w czasie studiów. Niestety myślę, że raczej ciężko o takie zlecenia dla studentów.
Uważam, że nie należy całkowicie dyskredytować translatorów. Przypomniała mi się taka sytuacja. Moja znajoma musiała przetłumaczyć umowę o pracę z języka niemieckiego, jednak nigdy nie uczyła się tego języka. Skorzystała z pomocy translatora. Choć tekst nie został przetłumaczony idealnie, to moja znajoma poprawiła go, żeby brzmiał naturalniej.
Wszystko zależy od tego, czy potrafi się umiejętnie korzystać z translatora. Nie należy uważać tekstu zaproponowanego przez translator za bezbłędny. Dlatego nie uważam, żeby translator miał być jedyną pomocą w trakcie tłumaczenia, ważne jest użycie słownika, który wskaże wszystkie znaczenia jakiegoś słowa, przykłady jego użycia, itp.
Sama nie korzystam z translatorów, wolę poświęcić na tłumaczenie więcej czasu, ale mieć pewność, że każde słowo zostało dobrze przetłumaczone.
Najlepiej gdyby Klient posiadał Panel Administracyjny, działający na zasadzie CMS`a. Wówczas możne tłumaczowi udostępnić hasło oraz login i po zalogowaniu się od razu wiadomo co należy tłumaczyć. Jest to korzystne dla Klienta, ponieważ gotowe tłumaczenie będzie od razu wyświetlało się na stronie a tłumacz może dokładnie zaplanować sobie pracę, bo wie jaka objętość tekstu jest do tłumaczenia.
Jednak uważam, że lepszym pomysłem jest wysyłanie tłumaczowi wyznaczonego tekstu. Wtedy nie ma żadnych wątpliwości co do tego, które fragmenty powinny zostać przetłumaczone. Zaoszczędza to czas tłumacza i pozwala uniknąć błędów z umieszczeniem przetłumaczonego tekstu na stronie, co powinno być powierzone informatykowi.
Jednak uważam, że lepszym pomysłem jest wysyłanie tłumaczowi wyznaczonego tekstu. Wtedy nie ma żadnych wątpliwości co do tego, które fragmenty powinny zostać przetłumaczone. Zaoszczędza to czas tłumacza i pozwala uniknąć błędów z umieszczeniem przetłumaczonego tekstu na stronie, co powinno być powierzone informatykowi.
też tak uważam, takie rozwiązanie jest przede wszystkim najwygodniejsze. Tłumacz przecież nie musi znać się na programowaniu stron internetowych, więc nie powinien być zmuszany do umieszczania tekstu na stronie. Jego zadaniem jest ten tekst przetłumaczyć i tyle. Tekst powinien być albo precyzyjne określony, żeby tłumacz nie miał wątpliwości co ma przetłumaczyć, albo bezpośrednio wysłany do tłumacza, żeby ten nie musiał się go doszukiwać.
Początkujący tłumacze często są jednak w stanie zejść z ceny. Doświadczeni tłumacze żalą się, że studenci stają się dla nich konkurencją przekładającą teksty za połowę niższe stawki. W ten sposób przyzwyczajają klientów do niższych cen, szkodząc nie tylko sobie, ale i kolegom po fachu.
Nie wspominając, że któregoś dnia sami staną się profesjonalnymi tłumaczami i to oni będą musieli się borykać z konkurencją studencką przyjmującą zlecenia za o wiele niższe stawki. Jak głosi przysłowie, kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada.
Tłumacz przecież nie musi znać się na programowaniu stron internetowych, więc nie powinien być zmuszany do umieszczania tekstu na stronie.
Dokładnie. Jednak dobrym pomysłem byłoby, gdyby tłumacz współpracował z informatykiem, by pomóc mu umieścić tłumaczenie we właściwym miejscu na stronie. Informatyk nie zawsze zna język, z którego tłumaczono, więc istnieje ryzyko wstawienia przetłumaczonego fragmentu tekstu w nieodpowiednie miejsce na stronie.
Dokładnie. Jednak dobrym pomysłem byłoby, gdyby tłumacz współpracował z informatykiem, by pomóc mu umieścić tłumaczenie we właściwym miejscu na stronie. Informatyk nie zawsze zna język, z którego tłumaczono, więc istnieje ryzyko wstawienia przetłumaczonego fragmentu tekstu w nieodpowiednie miejsce na stronie.
Zawsze można skorzystać z oprogramowania CAT, które wspiera tłumaczenie stron internetowych (np. Trados Tag Editor). Wtedy tłumaczy się elementy treści strony bez ingerencji w kod źródłowy strony i nie ma potrzeby konsultacji z informatykiem, gdyż przetłumaczona strona to idealne odwzorowanie oryginału z podmienionym odpowiednio tekstem.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.