View Full Version : Problem kartek
Natrafiłem ostatnio na ciekawy artykuł poruszający dość delikatną kwestię kartek tłumaczy przysięgłych. Mianowicie, pewnemu tłumaczowi z Małopolski udało się w ciągu 11 miesięcy wykonać 10 027 tłumaczeń przysięgłych, nie tylko dokumentów samochodowych, ale również wielostronicowych dokumentów. Tłumacz ten, po przeliczeniu, wykonywał 31 tłumaczeń przysięgłych dziennie, wliczając dni robocze, weekendy i święta. Hmm, możliwe?;) Polecam artykuł znajdujący się pod linkiem:
http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/819038.html
O kartkach oraz polskim prawie możemy poczytać na http://serwistlumacza.com/content/view/177/30/
Sprawa była rzeczywiście głośna. W dzienniku "POLSKA" w artykule "Tłumacze przysięgli oszukują na potęgę" red. Tadeusz Płatek nie zostawił suchej nitki na tłumaczach przysięgłych.
Poniżej zamieszczam odpowiedź prezesa PSBT na insynuacje zamieszczone w prasie:
Czy rzeczywiście tłumacze przysięgli oszukują na potęgę?
3 April, 2008, 21:25
W dn. 15.02.2008 w dzienniku "Polska" został opublikowany artykuł red. Tadeusza Płatka pt. "Tłumacze przysięgli oszukują na potęgę". W związku z tym, że zawarto w nim szereg nieprawdziwych i nieścisłych wiadomości, które godzą również w dobre imię biur tłumaczeń, w imieniu Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Biur Tłumaczeń chciałbym je sprostować.
Autor artykułu sugeruje, że tłumacze przysięgli masowo sprzedają puste kartki podstemplowane swoimi pieczęciami, a biura tłumaczeń drukują na nich tłumaczenia wykonywane przez niekompetentnych studentów. Rozmawiałem z wieloma osobami, które od wielu lat prowadzą biura tłumaczeń, i żadna z nich nigdy nie słyszała o kupowaniu przez agencje pustych kartek. Nie można oczywiście wykluczyć, że takie przypadki się zdarzają, ale z pewnością nie jest to zjawisko powszechne.
Autor twierdzi ponadto, że "studenci lingwistyki wpiszą tekst przetłumaczonych dokumentów"? A kto robi tłumaczenie? Jeśli tłumacz przysięgły, to wszystko jest w porządku - tylko jaki sens miałoby przepisywanie gotowego tłumaczenia? Jeśli zaś tłumaczenie robi kto inny, a tłumacz przysięgły je uwierzytelnia i tym samym odpowiada za jego poprawność, to dlaczego jest to działanie nielegalne? Ustawa o tłumaczach przysięgłych przecież wyraźnie dopuszcza nie tylko korektę i poświadczenie tłumaczenia dokumentu, ale również samo poświadczenie odpisu dokumentu.
Dalej autor sugeruje, że "w przekładach aż roi się od błędów". Czy istnieją na to jakieś dane (np. rejestr skarg Ministerstwa Sprawiedliwości)? Jeśli tak, to dlaczego dane te nie zostały przytoczone?
Na jakiej podstawie autor twierdzi, że rzekomy tłumacz "superman" nie był w stanie wykonać 31 tłumaczeń dziennie? Wbrew pozorom nie jest to niemożliwe. Jeśli chodziło np. o tłumaczenia dokumentów samochodowych z danego kraju, to doświadczony tłumacz może ich zrobić i 50 dziennie - wystarczy że pozmienia dane w kilku rubrykach, i nie jest mu do tego potrzebne żadne biuro.
Tego typu przykładów nieuprawnionych uogólnień jest w artykule znacznie więcej. Nie zamierzam ich wszystkich wymieniać, bo zdaniem PSBT problem leży zupełnie gdzie indziej, a mianowicie w niedostosowaniu Ustawy o tłumaczach przysięgłych do dzisiejszych wymagań rynku i możliwości technicznych.
Po pierwsze, ustawa zakłada, że tłumacz przysięgły zna się na wszystkim, od specyfikacji systemów IT w bankowości, poprzez skargi do Trybunału w Strasburgu, aż po metody chemioterapii w leczeniu raka piersi i obrabiarki numeryczne. W dzisiejszych czasach to oczywiście niemożliwe. Tłumacze i biura specjalizują się w określonych dziedzinach, bo tylko wtedy są w stanie je wystarczająco dobrze poznać. Jeśli tłumacz przysięgły przyjmuje tłumaczenia z każdej dziedziny, to z pewnością "roją się one od błędów".
Po drugie, ustawa zakłada, że tłumacze przysięgli są nieomylni, i nie przewiduje jakiejkolwiek weryfikacji tłumaczeń przez niezależnych weryfikatorów. W profesjonalnych biurach tłumaczeń taka weryfikacja jest natomiast standardem. Weryfikatorzy porównują tekst tłumaczenia i oryginału, wychwytując wszelkie niezgodności merytoryczne i błędy językowe. Zgodnie z obowiązującą od 2006 r. normą PN-EN 15038 dotyczącą usług tłumaczeniowych weryfikacja taka jest obowiązkowa.
Po trzecie, ustawa nie przewiduje przesyłania tłumaczeń przysięgłych e-mailem ani wykorzystania podpisu elektronicznego. Dlaczego klient z Katowic nie może zlecić tłumaczenia o turbinach okrętowych najlepszemu specjaliście w tej dziedzinie tylko dlatego, że ten mieszka w Szczecinie? Ile czasu i pieniędzy tracimy na drukowaniu ton papieru, pracowitym stemplowaniu każdej kartki i przewożeniu tego wszystkiego kurierem?
Krótko mówiąc, ustawa o tłumaczach przysięgłych zupełnie nie przystaje do współczesnych realiów. Niektórzy tłumacze przysięgli i biura tłumaczeń obchodzą więc te ograniczenia, starając się zapewnić klientom wyższą jakość i szybszą realizację tłumaczeń. Zamiast wietrzyć w tym aferę i szukać winnych, warto jak najszybciej znowelizować ustawę, dostosowując ją do normy PN-EN 15038. Należy m.in. umożliwić stosowanie podpisu elektronicznego, wprowadzić niezależną weryfikację tłumaczeń przysięgłych oraz zrównać prawa tłumaczy przysięgłych i biur tłumaczeń.
Krzysztof Przyłucki
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Biur Tłumaczeń
Oświadczenie Prezesa PT TEPIS
TEPIS PIĘTNUJE PROCEDER GODZĄCY W DOBRE IMIĘ OGÓŁU
RZETELNYCH TŁUMACZY PRZYSIĘGŁYCH
Oświadczenie prezesa PT TEPIS
z dnia 27 lutego 2008 r.
Zwracając się do zdezinformowanej opinii publicznej w imieniu rzetelnych tłumaczy przysięgłych, którzy - jako osoby zaufania publicznego - cenią sobie swoją godność zawodową, oraz w imieniu Rady Naczelnej Polskiego Towarzystwa Tłumaczy Przysięgłych i Specjalistycznych TEPIS, organizacji pożytku publicznego zrzeszającej ponad 1000 najbardziej aktywnych przedstawicieli tego zawodu, wyrażam niniejszym ubolewanie wobec procederu uprawianego przez niektórych tłumaczy współpracujących z biurami tłumaczeń w systemie "tłumaczenia na kartkach". Ich postępowanie jest godne napiętnowania zarówno za naruszanie elementarnych zasad etyki zawodowej i wchodzenie w kolizję z prawem, jak i za szkodę wyrządzaną reputacji całej grupy zawodowej.
Chociaż hałas wokół sprawy wywołany kilkoma artykułami umieszczonymi między innymi w dziennikach Polska Gazeta Krakowska i Polski Dziennik Zachodni wydawanych przez koncern Grupa Wydawnicza Polska Press jest pożyteczny, ponieważ ujawnia patologiczny margines naszego zawodu, to nie ma podstaw do postawienia wszystkich tłumaczy przysięgłych pod pręgierzem opinii publicznej. Szkoda, że - zarzucając indolencję innym - sami dziennikarze ani nie ujawnili publicznie uczestników procederu, ani nie przekazali organom ścigania zebranych przez siebie dowodów jego uprawiania, pozostawiając całą sprawę w sferze domniemań i pomówień.
Ponieważ jednak reporter "Gazety Krakowskiej" - jako jeden z kilku innych - ogromnymi literami napisał w tytule artykułu, że "Tłumacze przysięgli oszukują na potęgę", a poniżej, zaledwie prawie petitem - że sprawa dotyczy tylko ich "nieuczciwej części", czujemy się z obowiązku zabrać głos w tej sprawie.
Proceder "tłumaczenia na kartkach" polega na tym, że tłumacz przysięgły odpłatnie udostępnia biuru tłumaczeń odciski swoich pieczęci in blanco przyłożone na pustych arkuszach, umożliwiając osobom trzecim sporządzanie tłumaczenia bez jego udziału. W formule widniejącej pod tłumaczeniem tłumacz ten poświadcza zgodność wykonanego jakoby przez siebie tłumaczenia z dokumentem, którego nie widział na oczy. W ten sposób poświadcza nieprawdę, za co na mocy art. 271 kodeksu karnego grozi mu odpowiedzialność za popełnienie przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów od trzech miesięcy do lat pięciu, zaś jeżeli sprawca dopuszcza się tego czynu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej - podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu.
Ustawa o zawodzie tłumacza przysięgłego z 2004 roku przewiduje utratę prawa do wykonywania zawodu nie tylko na podstawie orzeczenia Komisji Odpowiedzialności Zawodowej, lecz również wskutek popełnienia przestępstwa umyślnego. Takim przestępstwem jest oczywiście poświadczanie nieprawdy przewidziane w art. 271 kk.
Zasady etyki zawodowej, spisane w 2005 roku we współpracy z przedstawicielami Ministra Sprawiedliwości w Kodeksie tłumacza przysięgłego z poszanowaniem przepisów prawa polskiego, nakazują zachowanie takiej postawy etycznej, która nie urąga godności osoby zaufania publicznego, co oznacza wykluczenie wejścia przez tę osobę w kolizję z prawem. Kodeks jest powszechnie dostępny na stronie internetowej Towarzystwa TEPIS i zalecany również tłumaczom niezrzeszonym.
Proceder jest uprawiany mimo przewidzianych prawem poważnych sankcji karnych i mimo sankcji przewidzianych przez Sąd Koleżeński PT TEPIS za naruszenie zasad etyki zawodowej, mimo ostrzeżenia na ten temat wystosowanego z datą 9 listopada 2007 roku przez Departament Organizacyjny Ministerstwa Sprawiedliwości do wiadomości zainteresowanych za pośrednictwem wojewodów, mimo napiętnowania patologicznych zachowań przez prasę oraz mimo potępienia procederu przez rzetelnych tłumaczy przysięgłych. Jak na razie nie wiadomo nam o tym, żeby jakaś prokuratura otrzymała zgłoszenie o popełnieniu przestępstwa w tym zakresie. Sąd Koleżeński PT TEPIS również nie otrzymał żadnego wniosku o ukaranie członka za postępowanie niezgodne z Kodeksem tłumacza przysięgłego i przepisami prawa.
Proceder ten jest oparty na nielegalnych korzyściach dla wszystkich jego uczestników. Korzyści materialne uzyskuje: po pierwsze - niemoralny tłumacz przysięgły za niewykonaną pracę, po drugie - osoba nielegalnie wykonująca tę pracę zamiast tłumacza, po trzecie - właściciel biura tłumaczeń oraz - po czwarte - klient, który płaci biuru znacznie mniej, niż zapłaciłby bez jego pośrednictwa indywidualnemu, szanującemu się tłumaczowi.
Dostarczeniem dowodów przestępstwa organom ścigania nie będzie oczywiście zainteresowany żaden z uczestników opisanego wyżej procederu, w tym również klient. Komisja Odpowiedzialności Zawodowej ma prawo ukarać tłumacza przysięgłego za błędne tłumaczenie na wniosek skarżącego się zleceniodawcy. Niestety, nawet niezadowoleni klienci biur nie skarżą się, bo albo w pośpiechu ignorują błędy, albo biura naprawiają te błędy od ręki. Pomoc Komisji w likwidacji procederu, wymagałaby dostarczenia dowodu na wykonanie tłumaczenia przez osobę inną niż tłumacz przysięgły z wykorzystaniem bez jego wiedzy udostępnionego uprzednio arkusza opatrzonego jego pieczęcią in blanco. Bez dostarczenia takiego dowodu Komisja może przesłuchać tłumacza, co kończy się jego oświadczeniem, że tłumaczenie wykonał osobiście i sam opatrzył je własną pieczęcią i podpisem.
Komisja nie ma prawa kontrolować ani tłumaczy przysięgłych - do czego są uprawnieni przedstawiciele wojewody, ani biur tłumaczy, które mogą być kontrolowane na przykład przez przedstawicieli urzędów skarbowych.
Jak widać z powyższego wywodu, jedynymi osobami, które mają motywację do likwidacji procederu, są indywidualni, uczciwi tłumacze przysięgli, dbający o własną reputację. Mimo to, nie potrafią i nie chcą wziąć na siebie roli oskarżycieli. Głównie dlatego, że nie potrafiliby wykonywać funkcji stróża prawa, chociaż ich dobry wizerunek niszczą aspołeczni koledzy po fachu. W ten sposób przedłużają oni listę osób i instytucji, od których nie można oczekiwać zgłoszenia organom ścigania przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów.
W tej trudnej sytuacji pragnę jednak zapewnić rzetelnych tłumaczy przysięgłych, zrzeszonych i niezrzeszonych, że Polskie Towarzystwo Tłumaczy Przysięgłych i Specjalistycznych TEPIS będzie nie tylko wypowiadać się przeciwko procederom szkodliwym dla reputacji całej grupy zawodowej, lecz będzie również brać czynny udział w instytucjonalnych przedsięwzięciach, mających na celu przeciwdziałanie tym nieuczciwym praktykom zawodowym.
Równocześnie przestrzegam - zwłaszcza młodych i niedoświadczonych tłumaczy - przed uleganiem namowom nieuczciwych biur, które stosują system "tłumaczenia na kartkach" i nakłaniają ich do udziału w procederze, wykorzystując niewiedzę o nielegalnym charakterze takiego działania. Dobrze jednak, że istnieją koncepcje, których realizacja umożliwi rozwiązanie tego problemu.
dr Danuta Kierzkowska, prezes PT TEPIS
Czy w świetle prawa nielegalne jest drukowanie tłumaczeń wykonanych przez TP na jego własnych kartach podbitych in blanco? Przecież w takiej sytuacji nie dochodzi do nadużycia.
Zgodnie z ustawą z dnia 25 listopada 2004 r. o zawodzie tłumacza przysięgłego (Dz. U. Nr 273, poz. 2702):
Art. 7. 1. Tłumacz przysięgły składa wobec Ministra Sprawiedliwości ślubowanie według
następującej roty:
"Mając świadomość znaczenia moich słów i odpowiedzialności przed prawem,
przyrzekam uroczyście, że powierzone mi zadania tłumacza przysięgłego będę
wykonywać sumiennie i bezstronnie, dochowując tajemnicy państwowej i innej
tajemnicy prawnie chronionej oraz kierując się w swoim postępowaniu uczciwością i
etyką zawodową".
Kodeks Etyki Zawodowej, DZIAŁ II. ZASADY PRAKTYKI ZAWODOWEJ ROZDZIAŁ 1. TŁUMACZENIE PISEMNE
stanowi:
§ 16. Przedmiot tłumaczenia poświadczonego.
Przedmiotem tłumaczenia poświadczonego przez tłumacza przysięgłego może być oryginał pisma procesowego, dokumentu urzędowego lub firmowego, odpis pisma
lub dokumentu, jego tłumaczenie oraz dokument prywatny lub tekst niesygnowany.
§ 17. Definicje.
Pismo procesowe i dokument urzędowy są pismami sporządzonymi w formie przepisanej przez powołane do tego organy i organizacje. Dokument firmowy jest pismem wydanym przez przedsiębiorcę lub osobę prawną. Dokument prywatny jest pismem sporządzonym przez osobę fizyczną, która podpisała je wyłącznie we własnym imieniu. Tekst niesygnowany jest tekstem, który nie jest poświadczony ani przez osobę prawną, ani przez osobę fizyczną.
§ 18. Znamiona pisma procesowego i dokumentu urzędowego.
Pismo procesowe, dokument urzędowy i firmowy jest opatrzony nagłówkiem (nadrukiem lub tuszowym odciskiem pieczęci nagłówkowej), pieczęcią (okrągłą, owalną, podłużną lub innego kształtu) odpowiedniej rangi (z godłem państwowym, emblematem lub logo firmowym) i rodzaju (tuszowej lub suchej), oraz podpisem osoby lub osób, które zaświadczają fakty stwierdzone w piśmie lub dokumencie.
§ 19. Definicja oryginału.
Oryginał pisma procesowego, dokumentu urzędowego lub firmowego i poświadczonego odpisu pisma jest opatrzony odciskiem pieczęci i podpisem lub - w przypadku dokumentu prywatnego - podpisem lub podpisami złożonymi w sposób zidentyfikowany przez tłumacza jako odręczny.
§ 20. Stwierdzenie autentyczności pisma lub dokumentu.
Tłumacz przysięgły może odróżnić oryginał od odpisu pisma procesowego, dokumentu urzędowego, firmowego lub prywatnego, niepoświadczonej kopii lub tekstu niesygnowanego, które nie noszą znamion oryginału, i stwierdzić ten fakt w formule poświadczającej tłumaczenie, jeżeli fakt ten nie budzi jego wątpliwości.
§ 21. Poświadczenie tekstu niesygnowanego.
Tłumaczenie tekstu niesygnowanego, niepoświadczonej kopii sporządzonej sposobem technicznym, tekstu otrzymanego pocztą elektroniczną lub faksem, zaleca się na stałe łączyć (zszywać) z takim tekstem, kopią, wydrukiem zapisu elektronicznego lub faksu, opatrywać podpisem i pieczęcią okrągłą tłumacza oraz zawierać stwierdzenie tych czynności w formule poświadczającej.
Zgodnie z powyższym drukowanie tłumaczeń tłumacza przysięgłego na jego kartkach przez np. biuro tłumaczeń nie jest do końca legalne, ponieważ zachodzi ryzyko ingerencji osób trzecich. Aczkolwiek przestudiowałem dokładnie ustawę o zawodzie tłumacza przysięgłego i nie znalazłem zapisu, który normowałby podobną sytuację.
Uważam, że jeżeli biuro tłumaczeń długo współpracuje z tłumaczem, mieszkającym np. na drugim końcu Polski, może umówić się z nim, żeby przysłał kartki in blanco, na których drukowano by tylko i wyłącznie tłumaczenia wykonane przez danego tłumacza. Łatwo przecież sprawdzić czy nie dochodzi do nadużyć, monitorując liczbę kartek ze stanem faktycznym. A to wszystko z korzyścią dla Klienta - tłumaczenie jest natychmiast wysyłane z biura, bez konieczności czekania na opieczętowany przekład.
darkliquoredeyes
10-30-2009, 12:57
W tym wątku pojawia się wiele kwestii:
1. odpowiedzialność zawodowa tłumacza przysięgłego
2. odpowiedzialność biur tłumaczeń za istniejący proceder
3. wykonywanie tłumaczeń przez studentów
4. kwestia weryfikacji tłumaczeń w myśl tekstu normy PN-EN 15038
Ad. 1. Jeśli tłumacz sygnuje swoją pieczęcią tłumaczenie, którego nawet nie widział, to jest to ewidentna nierzetelność i nie ma co do tego wątpliwości - uważam, że TP powinien w takiej sytuacji zostać pociągnięty do odpowiedzialności, gdyż jest on osobą zaufania publicznego. Co innego, gdyby zweryfikował tłumaczenie wykonane przez tego nieszczęsnego studenta, dokonał ewentualnej korekty i zatwierdził do wydruku na "kartce".
Ad. 2. Biura tłumaczeń potrzebują TP. Nie zawsze mogą oni fizycznie być na miejscu; meilowe przesyłanie oryginału i odsyłanie tłumaczenia przysięgłego tradycyjną pocztą do BT zajmuje zbyt wiele czasu - zwłaszcza dzisiaj, kiedy tzw. turnover time jest pojęciem kluczowym dla usług tłumaczeniowych jako dziedziny biznesu.
Ad. 3. Idąc za pytaniem prezesa PSBT: dlaczego tłumaczenia wykonywane przez studentów lingwistyki są w artykule z dziennika "POLSKA" niejako naznaczone piętnem "roi się w nich od błędów"?
Jestem przekonana, że studenci lingwistyki po rocznym kursie tłumaczeń specjalistycznych prowadzonym przez tłumacza przysięgłego (na UMCS w Lublinie kurs ten stanowi element curriculum III roku studiów) posiadają zarówno odpowiednią znajomość dokumentów, jak i terminologii fachowej z dziedziny finansów, bankowości, prawa i ekonomii, i w związku z tym są w stanie wykonać dobre tłumaczenie na miarę tłumacza przysięgłego. Stereotyp, że student nic nie potrafi powinien już dawno odejść w zapomnienie. Niejednokrotnie studenci odbywający staż w biurze tłumaczeń poprawiają tłumaczenia wykonane przez tłumaczy przysięgłych (sic!) - takich niedzielnych, w wieku emerytalnym, którzy tytuł TP otrzymali wiele lat temu, gdy nie zdawało się jeszcze egzaminów i dostawało pieczęć TP niemalże "na ładne oczy".
Ad.4. Prezes PSBT proponuje dostosowanie polskiej ustawy do wymagań normy PN-EN 15038. Całkowicie popieram. Obecnie norma ta jest niejako fakultatywna - jeżeli dane biuro tłumaczeń chce otrzymać certyfikat zgodności z PN-EN 15038, musi najpierw zakupić jej tekst :rolleyes: (koszt mały, ale dla mnie mija się to z celem: jeśli normy mają ujednolicać standardy w UE, to powinny być powszechnie dostępne), następnie przeprowadzić proces dostosowywania i wystąpić o zewnętrzny audyt stwierdzający zgodność lub nie ze standardami unijnymi. Brak obowiązku wdrażania założeń tej normy powoduje, że to, co wydaje się być podstawą kompetentnych tłumaczeń, czyli weryfikacja, bywa i pozostaje wciąż dla niektórych BT czymś zupełnie obcym.
Przytoczona w w/w artykułach kwestia sprzedaży kartek z pieczęciami in blanco, to przede wszystkim rażące naruszenie etyki tłumacza zawartej w cytowanym w poprzednim wpisie Kodeksie Tłumacza Przysięgłego.
DZIAŁ I. ZASADY ETYKI ZAWODOWEJ
§ 1. Godność osoby zaufania publicznego.
Tłumacz przysięgły czyni wszystko, aby swą postawą etyczną spełnić wymagania, jakie społeczeństwo stawia przed osobą zaufania publicznego.
Autoryzacja tekstu, którego tlumacz nigdy nie miał przed oczami, to niewątpliwie ogromne nadużycie zaufania jakim obdarza go klient.
Jeżeli chodzi o jakość tłumaczeń wykonywanych przez studentów, to naturalnie nie musi ona być niższa od jakości tłumaczeń oferowanych przez tlumacza przysięgłego. Jednakże studentom brakuje doświadczenia i pomimo posiadanej wiedzy (przynajmniej w ich mniemaniu) są często ignorantami w dziedzinach nad którymi zaczynają pracować jako tłumacze i mogą popełniać błędy, które mogą wydać się rażące dla profesjonalistów. Nie jestem przeciwnikiem zatrudniania studentów przez agencje, ale proces proofreadingu jest niezbędny, zwłaszcza że wg Karty Tłumacza Polskiego "Tłumacz ponosi pełną odpowiedzialność za wykonane tłumaczenie". Nie ma zatem wątpliwości że wobec tłumaczy stosujących takie praktyki, powinny być wyciągane konsekwencje, także natury prawnej.
"Dotarliśmy do tłumaczenia dowodu rejestracyjnego, które zostało zlecone w Lublinie o godz. 9. Na dokumencie, który aż roi się od błędów, obok podpisu tłumacza widnieje słowo "Warszawa". Stolica oddalona jest od Lublina o trzy godziny jazdy samochodem. Sęk w tym, że tłumaczenie klient dostał już o godz. 9.30. Jak to możliwe, że oryginał podpisany własnoręcznie przez tłumacza przysięgłego pokonał taką trasę dosłownie w kilka minut? No właśnie, nie jest to możliwe.
Ale to nie wszystko. Dokument ma błędy literowe, brakuje w nim zakończeń wersów, a tekst zachodzi na pieczęć (to niedopuszczalne, bo pieczęć stawia się zawsze w pustym polu)"
Zacytowany fragment artykułu Tadeusza Płatka świadczy według mnie dość jednoznacznie o dokonaniu przestępstwa. Wysyłając kartki in blanco, pani Anna P pozwoliła na to, by klient powierzający przetłumaczenie tekstu osobie kompetentnej (tlumaczowi przysięglemu) został oszukany i potraktowany w sposob lekceważący. Student tłumaczący teksty za panią Annę też nie zachował się etycznie - nie mówiąc juz o braku pokory.
darkliquoredeyes
10-30-2009, 16:42
empasik wrote:
Nie jestem przeciwnikiem zatrudniania studentów przez agencje, ale proces proofreadingu jest niezbędny
Oczywiście - proofreading jest (a przynajmniej powinien być) nieodzowną częścią pracy nad projektem tłumaczeniowym, a otrzymywany od BT feedback ma służyć rozwojowi warsztatu tłumacza. Chcę podkreślić, że bynajmniej nie uważam studentów translatoryki za osoby wszystkowiedzące i posiadające takie doświadczenie jak tłumacze wykonujący aktywnie swój zawód od kilku czy kilkunastu lat. Sądzę, że zawsze trzeba mieć wspomnianą w poprzednim poście pokorę i umieć krytycznie spojrzeć na swoje umiejętności czy efekty swojej pracy.
Jestem natomiast zdania, że po pewnej porcji kształcenia kierunkowego studenci mogą mieć solidne podstawy do zmierzenia się z tłumaczeniami dokumentów nad którymi pracują TP - najlepiej pod okiem mentora - tłumacza przysięgłego - który przekaże im swoje uwagi i zapewni odpowiednią ocenę merytoryczną.
empasik wrote:
wg Karty Tłumacza Polskiego "Tłumacz ponosi pełną odpowiedzialność za wykonane tłumaczenie".
W sytuacji, o której tutaj dyskutujemy powstaje jednak pytanie: kto powinien ponieść tę odpowiedzialność, wobec kogo wyciągać konsekwencje?
Wobec biura tłumaczeń, za to że nie zapewniło korekty?
Wobec tłumacza przysięgłego, za to że uwierzytelnił niesprawdzone przez siebie tłumaczenia? (wszak to jego nazwisko widnieje na dokumencie)
Wobec tłumacza-studenta, który faktycznie tłumaczył tekst i de facto również otrzymał wynagrodzenie za wykonaną pracę?
W sytuacji, o której tutaj dyskutujemy powstaje jednak pytanie: kto powinien ponieść tę odpowiedzialność, wobec kogo wyciągać konsekwencje?
Wobec biura tłumaczeń, za to że nie zapewniło korekty?
Wobec tłumacza przysięgłego, za to że uwierzytelnił niesprawdzone przez siebie tłumaczenia? (wszak to jego nazwisko widnieje na dokumencie)
Wobec tłumacza-studenta, który faktycznie tłumaczył tekst i de facto również otrzymał wynagrodzenie za wykonaną pracę?
Przepisy, które przytoczyłem pochodzą ze statusu PT TEPIS, tak więc dotyczą one tłumaczy będących jego członkami. Wobec nich dosyć łatwo wyciągnąć konsekwencje jako ze statut dosyć jasno określa dos and don'ts tłumacza. W przypadku tlumaczy nie będących członkami TEPIS sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Polskie prawo dopuszcza bowiem możliwość uwierzytelnienia tłumaczenia wykonanego przez tłumacza nie będącego tłumaczem przysięgłym. Tak więc de facto wina jest bardzo trudna do udowodnienia, jakkolwiek leży po stronie nierzetelnych tłumaczy przysięgłych i biur.
Zastanowić się należy nad możliwym rozwiązaniem tej sytuacji. Być może zaostrzenie przepisów dotyczących uwierzytelniania tłumaczeń?
"USTAWA z dnia 25 listopada 2004 r. o zawodzie tłumacza przysięgłeg0 (Dz. U. Nr 273, poz. 2702)
Rozdział 3
Zasady wykonywania zawodu tłumacza przysięgłego
Art. 13. Tłumacz przysięgły jest uprawniony do:
1) sporządzania i poświadczania tłumaczeń z języka obcego na język polski, z języka polskiego na język obcy, a także do sprawdzania i poświadczania tłumaczeń w tym zakresie, sporządzonych przez inne osoby;
2) sporządzania poświadczonych odpisów pism w języku obcym, sprawdzania i poświadczania odpisów pism, sporządzonych w danym języku obcym przez inne osoby;
3) dokonywania tłumaczenia ustnego."
Z powyższego wynika, że tłumacz jest uprawniony, a nie obowiązany do sprawdzania i poświadczania tłumaczeń sporządzonych przez inne osoby. Co tak czy inaczej oznacza, że tłumacz przed poświadczeniem dokumentu powinien go najpierw sprawdzić (nie jest do tego jednak obowiązany!)
Następnie wg ustawy tłumacz "odnotowuje czynności wymienione w art. 13", jednak art. 17 nie uwzględnia faktu czy dokument, który został poświadczony został sporządzony przez tłumacza czy tez przez inne osoby (co wydaje się zrozumiałe, bo skoro poświadcza, domyślamy się, że zapewne go przeczytał i sprawdził).
"Art. 17. 1. Tłumacz przysięgły prowadzi repertorium, w którym odnotowuje czynności wymienione w art. 13.
2. Repertorium zawiera:
1) datę przyjęcia zlecenia oraz zwrotu dokumentu wraz z tłumaczeniem;
2) oznaczenie zleceniodawcy albo zamawiającego wykonanie oznaczonego tłumaczenia;
3) opis tłumaczonego dokumentu, wskazujący nazwę, datę i oznaczenie dokumentu, język, w którym go sporządzono, osobę lub instytucję, która sporządziła dokument oraz uwagi o jego rodzaju, formie i stanie;
4) wskazanie rodzaju wykonanej czynności, języka tłumaczenia, liczby stron tłumaczenia oraz sporządzonych egzemplarzy;
5) opis tłumaczenia ustnego wskazujący datę, miejsce, zakres i czas trwania tłumaczenia;
6) wysokość pobranego wynagrodzenia;
7) informację o odmowie wykonania tłumaczenia na rzecz podmiotów, o których mowa w art. 15, zawierającą datę odmowy, określenie organu żądającego tłumaczenia oraz przyczynę odmowy tłumaczenia."
Uważam, że zmiany w ustawie dotyczące tego do czego tłumacz jest uprawniony, a do czego obowiązany , oraz bardziej szczegółowe repertorium określiłyby dokładniej obowiązki tłumacza, co z kolei umożliwiłoby egzekwowanie tych obowiązków.
darkliquoredeyes
10-31-2009, 17:18
Uważam, że zmiany w ustawie dotyczące tego do czego tłumacz jest uprawniony, a do czego obowiązany , oraz bardziej szczegółowe repertorium określiłyby dokładniej obowiązki tłumacza, co z kolei umożliwiłoby egzekwowanie tych obowiązków.
Do proponowanych przez Ciebie zmian dorzuciłabym także przepisy regulujące sposób zewnętrznej kontroli repertoriów tłumaczy przysięgłych: kto miałby przeprowadzać takie kontrole, z jaką częstotliwością, według jakich zasad itd. Skoro TP już teraz ma obowiązek wpisywania daty przyjęcia i oddania zlecenia do klienta, to weryfikacja samych tych dat może wiele udowodnić. O ile się orientuję, klient odbierający tłumaczenie przysięgłe potwierdza swoim podpisem ten fakt w repertorium. Brak takiego podpisu świadczy jednoznacznie o tym, że TP nie miał ani razu bezpośredniego kontaktu z klientem, co przy uczciwie wykonanej pracy musiałoby mieć miejsce chociaż raz - przy odbiorze dokumentów.
Problem w tym, że chyba nikt w Polsce nie jest odpowiedzialny za kontrolę repertoriów, ergo tłumacze mogą wpisywać co im się żywnie podoba. Sądzę, że do obowiązków TP należałoby dodać obligatoryjne zgłaszanie repertorium do kontroli urzędowej (do przeprowadzania której podstawy prawne należałoby najpierw utworzyć).
Do proponowanych przez Ciebie zmian dorzuciłabym także przepisy regulujące sposób zewnętrznej kontroli repertoriów tłumaczy przysięgłych: kto miałby przeprowadzać takie kontrole, z jaką częstotliwością, według jakich zasad itd. Skoro TP już teraz ma obowiązek wpisywania daty przyjęcia i oddania zlecenia do klienta, to weryfikacja samych tych dat może wiele udowodnić. O ile się orientuję, klient odbierający tłumaczenie przysięgłe potwierdza swoim podpisem ten fakt w repertorium. Brak takiego podpisu świadczy jednoznacznie o tym, że TP nie miał ani razu bezpośredniego kontaktu z klientem, co przy uczciwie wykonanej pracy musiałoby mieć miejsce chociaż raz - przy odbiorze dokumentów.
Problem w tym, że chyba nikt w Polsce nie jest odpowiedzialny za kontrolę repertoriów, ergo tłumacze mogą wpisywać co im się żywnie podoba. Sądzę, że do obowiązków TP należałoby dodać obligatoryjne zgłaszanie repertorium do kontroli urzędowej (do przeprowadzania której podstawy prawne należałoby najpierw utworzyć).
Za kontrolę repertoriów tłumaczy przysięgłych odpowiedzialne są urzędy wojewódzkie. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby powołanie organu specjalizującego się w kontrolowaniu pracy tłumaczy. Z drugiej strony rozwiązania tego typu pociągają za sobą niebotyczne rozrośnięcie machiny biurokratycznej. Gdyby z kolei tłumaczy obligatoryjnie zrzeszano w jakiejś organizacji (bo członkostwo w organizacjach typu Tepis jest chyba fakultatywne), to wtedy to jej można by powierzyć kontrolę nad działalnością tlumaczy.
darkliquoredeyes
11-02-2009, 11:48
Jak możemy przeczytać tutaj: http://www.globtra.com/forum/index.php?topic=1012.msg12408, w województwie małopolskim taka kontrola wypada średnio raz na trzy lata. Chyba niemożliwe jest, aby podczas jednorazowego okazania repertorium inspektor dokładnie przeanalizował czy wszystkie daty przyjęcia i odbioru zlecenia są wystarczające do wykonania tłumaczenia o danej objętości.
Jak więc rozwiązać problem nieuczciwości tłumaczy przysiegłych? Może warto pomyśleć o utworzeniu ogólnopolskiego informatycznego systemu zlecania tłumaczeń przysięgłych? Takiego, w którym klient mógłby znaleźć TP w danej lokalizacji, przekazać dokumenty (czy to elektronicznie czy fizycznie) - oznaczając przy tym online datę zlecenia tłumaczenia danej osobie oraz potwierdzić datę odbioru po otrzymaniu uwierzytelnionych dokumentów? TP mógłby wpisywać tam tylko ilość stron, uwagi o dokumencie, pobrane wynagrodzenie itd. W ten sposób, dokonując logowania do systemu chociażby numerem PESEL, sam zleceniodawca potwierdzałby faktyczne daty zlecenia i odebrania tłumaczenia. TP mógłby wpisywać w takim wirtualnym repertorium numer tłumaczenia, a po otrzymaniu dokumentów i zalogowaniu do systemu, klient musiałby odnaleźć ten numer (widniejący na przekładzie) i potwierdzić, że w tym i tym dniu dokumenty otrzymał.
Czy sądzicie, że taki system by się sprawdził? Ciekawi mnie, jakie widzicie jego wady i zalety?
"Może warto pomyśleć o utworzeniu ogólnopolskiego informatycznego systemu zlecania tłumaczeń przysięgłych? Takiego, w którym klient mógłby znaleźć TP w danej lokalizacji, przekazać dokumenty (czy to elektronicznie czy fizycznie) - oznaczając przy tym online datę zlecenia tłumaczenia danej osobie oraz potwierdzić datę odbioru po otrzymaniu uwierzytelnionych dokumentów? TP mógłby wpisywać tam tylko ilość stron, uwagi o dokumencie, pobrane wynagrodzenie itd. W ten sposób, dokonując logowania do systemu chociażby numerem PESEL, sam zleceniodawca potwierdzałby faktyczne daty zlecenia i odebrania tłumaczenia. TP mógłby wpisywać w takim wirtualnym repertorium numer tłumaczenia, a po otrzymaniu dokumentów i zalogowaniu do systemu, klient musiałby odnaleźć ten numer (widniejący na przekładzie) i potwierdzić, że w tym i tym dniu dokumenty otrzymał."
Taki system informatyczny pozornie wygląda na klarowne rozwiązanie - dzięki niemu jasne będą daty otrzymania i odbioru dokumentu, ilość stron i wynagrodzenie, w związku z czym można będzie realnie określić "wykonalność" zlecenia. Z drugiej jednak strony wymagałoby to zaangażowania nie tylko ze strony TP, ale również zleceniodawcy. Realnie rzecz biorąc niewielu zleceniodawców jest aktualnie zainteresowanych w czymkolwiek poza jak najszybszym załatwieniem interesu, czyli tłumaczenia, które często potrzebne jest "na wczoraj". Poza tym wielu klientów nieorientujących się w tłumaczeniu swojego dokumentu, a ceniący sobie niskie koszty usługi tłumaczenia, będzie wybierało najtańsze oferty, nie będące często najlepszymi.
Z trzeciej strony;) biorąc pod uwagę tych, którzy lubią pisać opinie i znajdują na to czas, proponowane przez darkliquoredeyes rozwiązanie (z lekką modyfikacją) mogłoby się sprawdzić na zasadzie niezależnego rynku (coś w stylu allegro dla tłumaczy). Jako że byłoby to opcjonalne, wykluczałoby jakikolwiek przymus i nie rozwiązałoby problemu.
darkliquoredeyes
11-04-2009, 10:15
Taki system informatyczny pozornie wygląda na klarowne rozwiązanie - dzięki niemu jasne będą daty otrzymania i odbioru dokumentu, ilość stron i wynagrodzenie, w związku z czym można będzie realnie określić "wykonalność" zlecenia. Z drugiej jednak strony wymagałoby to zaangażowania nie tylko ze strony TP, ale również zleceniodawcy. Realnie rzecz biorąc niewielu zleceniodawców jest aktualnie zainteresowanych w czymkolwiek poza jak najszybszym załatwieniem interesu, czyli tłumaczenia, które często potrzebne jest "na wczoraj".
I na to znalazłby się sposób. Wystarczy dobrze przemyśleć kwestie logistyczne. Klient odbierający tłumaczenie mógłby na przykład logować do systemu się będąc u TP i - zamiast podpisu w repertorium - potwierdzać datę odbioru.
Z trzeciej strony;) biorąc pod uwagę tych, którzy lubią pisać opinie i znajdują na to czas, proponowane przez darkliquoredeyes rozwiązanie (z lekką modyfikacją) mogłoby się sprawdzić na zasadzie niezależnego rynku (coś w stylu allegro dla tłumaczy). Jako że byłoby to opcjonalne, wykluczałoby jakikolwiek przymus i nie rozwiązałoby problemu.
Myślę, że taki system (gdyby ktoś kiedyś w ogóle podjął jego stworzenia i wdrożenia), powinien być obowiązkowy - jako jedyny oficjalny sposób na zlecenie tłumaczenia TP. Wydaje mi się, że większość osób chcących znaleźć tłumacza przysięgłego ze swojej okolicy, szuka go przez internet. System ułatwiłby znalezienie odpowiedniej osoby. Co więcej - rozwiązanie takie już poniekąd istnieje - oto lista tłumaczy przysięgłych sporządzona przez Ministerstwo Sprawiedliwości: http://tlumacze.ms.gov.pl/. Mamy więc bazę. Teraz wystarczyłoby zlecić napisanie aplikacji jakiemuś dobremu zespołowi informatyków, postarać się o niezawodne serwery i... zmienić prawo :)
Co więcej - rozwiązanie takie już poniekąd istnieje - oto lista tłumaczy przysięgłych sporządzona przez Ministerstwo Sprawiedliwości: http://tlumacze.ms.gov.pl/. Mamy więc bazę. Teraz wystarczyłoby zlecić napisanie aplikacji jakiemuś dobremu zespołowi informatyków, postarać się o niezawodne serwery i... zmienić prawo :)
Na pewno wdrożenie zaproponowanej przez Ciebie procedury byłoby nieco skomplikowane, no i przede wszystkim wymagałoby zaangażowania ze strony władz. Mimo wszystko jest to wykonalne i, moim zdaniem, dobre rozwiązanie. Taka baza dotyczyłaby tłumaczy przysięgłych, którzy dysponują pieczątkami, o których mowa w wątku.
A jeśli już mowa o zmianie prawa:), uważam, że potrzebne jest także rozdzielenie egzaminu na ustnego i pisemnego TP. Obecnie tłumacz chcący uzyskać tytuł TP musi nie tylko wykazać się ogromną wiedzą z różnych dziedzin (np. zarówno z dziedziny prawnej, jak i ekonomicznej, niekiedy też medycznej, mimo, że zwykle tłumacze specjalizują się w jednej nich), ale również musi dysponować umiejętnościami potrzebnymi do tłumaczeń pisemnych jak i ustnych. Wielu kandydatów, którzy bardzo dobrze przeszli pisemną część egzaminu, i tak "oblewa" go, ze względu na brak predyspozycji do tłumaczeń konsekutywnych. Utworzenie dwóch oddzielnych egzaminów umożliwiłoby wielu dobrym tłumaczom pisemnym uzyskanie tytułu TP. Jest wielu tłumaczy pisemnych będącymi prawdziwymi profesjonalistami w swojej dziedzinie. Dlaczego nie przyznać im tytułu TP pisemnego?
darkliquoredeyes
11-04-2009, 12:30
A jeśli już mowa o zmianie prawa :), uważam, że potrzebne jest także rozdzielenie egzaminu na ustnego i pisemnego TP.
(...)
Wielu kandydatów, którzy bardzo dobrze przeszli pisemną część egzaminu, i tak "oblewa" go, ze względu na brak predyspozycji do tłumaczeń konsekutywnych.
Zgadzam się z Tobą - rozdzielenie egzaminu na pewno byłoby korzystną zmianą w polskim ustawodawstwie dotyczącym tłumaczy, chociaż to już temat na zupełnie inną dyskusję. Dlatego zapraszam do nowego wątku tutaj (http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=1566). :)
Tak więc de facto wina jest bardzo trudna do udowodnienia, jakkolwiek leży po stronie nierzetelnych tłumaczy przysięgłych i biur.
Wracając do tego kto jest odpowiedzialny za błędne tłumaczenia opieczętowanych dokumentów: naturalnie przede wszystkim winę ponoszą TP, jako inicjatorzy takiego procederu.
Także biura tłumaczeń odpowiadają za brak proofreadingu, na czym traci nie tylko jakość tłumaczenia (jeśli tłumacz jest niedoświadczony), ale także ów niedoświadczony tłumacz, np. początkujący w tłumaczeniach student. Biura tłumaczeń poniekąd wychowują marnych tłumaczy, nie ucząc ich na ich własnych błędach. Korekta tłumaczenia jest potrzebna także samemu tłumaczącemu w celu doskonalenia się, a bez niej taki potencjalny student tłumacząc kolejny podobny dokument utrwala sobie ewentualne błędy merytoryczne (czy też inne).
Poza tym jestem zdania, że także studenci nie pozostają bez winy. W ich interesie leży zadbanie o feedback własnego tłumaczenia. Nie ma ludzi nieomylnych, jednak szczególnie początkujący potrzebują pomocy, żeby się nauczyć. To także oni godząc się na wykonywanie pewnych "masowych" tłumaczeń "napędzają" ten tzw. problem kartek.
Wystarczy, żeby jedno ogniwo z tego samo-nakręcającego-się koła (czyli tłumaczący, biura lub TP) konsekwentnie zaprzestało tej praktyki. Jednak faktycznie, bez odpowiednich przepisów, wydaje się to być niemożliwym.
Na pewno wdrożenie zaproponowanej przez Ciebie procedury byłoby nieco skomplikowane, no i przede wszystkim wymagałoby zaangażowania ze strony władz. Mimo wszystko jest to wykonalne i, moim zdaniem, dobre rozwiązanie. Taka baza dotyczyłaby tłumaczy przysięgłych, którzy dysponują pieczątkami, o których mowa w wątku.
A jeśli już mowa o zmianie prawa:), uważam, że potrzebne jest także rozdzielenie egzaminu na ustnego i pisemnego TP. Obecnie tłumacz chcący uzyskać tytuł TP musi nie tylko wykazać się ogromną wiedzą z różnych dziedzin (np. zarówno z dziedziny prawnej, jak i ekonomicznej, niekiedy też medycznej, mimo, że zwykle tłumacze specjalizują się w jednej nich), ale również musi dysponować umiejętnościami potrzebnymi do tłumaczeń pisemnych jak i ustnych. Wielu kandydatów, którzy bardzo dobrze przeszli pisemną część egzaminu, i tak "oblewa" go, ze względu na brak predyspozycji do tłumaczeń konsekutywnych. Utworzenie dwóch oddzielnych egzaminów umożliwiłoby wielu dobrym tłumaczom pisemnym uzyskanie tytułu TP. Jest wielu tłumaczy pisemnych będącymi prawdziwymi profesjonalistami w swojej dziedzinie. Dlaczego nie przyznać im tytułu TP pisemnego?
Wszystko było by pięknie, tylko mało realnie - rozdział egzaminów to podwojenie kosztów w dziedzinie, która jest mino wszystko nieco niedoceniana. Rozdział egzaminów to dobry pomysł - niestety ciężko byłoby go zrealizować.
Zgadzam sie z opinia annual`a :). Przyznawanie dwoch oddzielnych tytułów: tłumacza przysięgłego pisemnego i tłumacza pisemnego konsekutywnego ułatwiłoby zycie wielu osobom. Bez wątpienia mozna byc niezwykle kompetentnym tłumaczem pisemnym, ale nie radzic sobie z tremą podczas konferencji czy rozmów.
"Według informacji, jakie dostaliśmy z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, pewien tłumacz z języka niemieckiego w ciągu 11 miesięcy wykonał 10 027 tłumaczeń, czyli - wliczając niedziele - 31 dziennie. Niektóre teksty były wielostronicowe. To możliwe tylko w sytuacji, gdy prace wykonywało za niego biuro, posługując się opieczętowanymi kartkami in blanco."
A co z odpowiedzią na główne pytanie tego wątku.
Czy jest możliwe przetlumaczenie 31 kartek dziennie? :)
Osobiście znam bardzo dobrą tłumaczkę przysięgłą, której zdarza sie tłumaczyc pół nocy i osiąga takie wyniki (np. 31 stron na dobę DOBREGO tłumaczenia). Nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktokolwiek poświęcił swoje prywatne życie na tyle, aby zajmować się tylko i wyłącznie pracą codziennie przez cały rok.
Ale czy teoretycznie nie jest to możliwe? :)
darkliquoredeyes
11-04-2009, 21:30
Wszystko było by pięknie, tylko mało realnie - rozdział egzaminów to podwojenie kosztów w dziedzinie, która jest mino wszystko nieco niedoceniana. Rozdział egzaminów to dobry pomysł - niestety ciężko byłoby go zrealizować.
Co masz na myśli pisząc o niedocenianiu dziedziny? Kto i w jaki sposób jej nie docenia? :)
Co do kosztów samego egzaminu na TP, to oczywiście pokrywa je zdający, więc państwo na większej ilości egzaminów nic nie straci. A koszty niebagatelne - bodajże około tysiąca złotych... :rolleyes:
Jak możemy przeczytać tutaj: http://www.globtra.com/forum/index.php?topic=1012.msg12408, w województwie małopolskim taka kontrola wypada średnio raz na trzy lata. Chyba niemożliwe jest, aby podczas jednorazowego okazania repertorium inspektor dokładnie przeanalizował czy wszystkie daty przyjęcia i odbioru zlecenia są wystarczające do wykonania tłumaczenia o danej objętości.
Jak więc rozwiązać problem nieuczciwości tłumaczy przysiegłych? Może warto pomyśleć o utworzeniu ogólnopolskiego informatycznego systemu zlecania tłumaczeń przysięgłych? Takiego, w którym klient mógłby znaleźć TP w danej lokalizacji, przekazać dokumenty (czy to elektronicznie czy fizycznie) - oznaczając przy tym online datę zlecenia tłumaczenia danej osobie oraz potwierdzić datę odbioru po otrzymaniu uwierzytelnionych dokumentów? TP mógłby wpisywać tam tylko ilość stron, uwagi o dokumencie, pobrane wynagrodzenie itd. W ten sposób, dokonując logowania do systemu chociażby numerem PESEL, sam zleceniodawca potwierdzałby faktyczne daty zlecenia i odebrania tłumaczenia. TP mógłby wpisywać w takim wirtualnym repertorium numer tłumaczenia, a po otrzymaniu dokumentów i zalogowaniu do systemu, klient musiałby odnaleźć ten numer (widniejący na przekładzie) i potwierdzić, że w tym i tym dniu dokumenty otrzymał.
Czy sądzicie, że taki system by się sprawdził? Ciekawi mnie, jakie widzicie jego wady i zalety?
Nie podoba mi się Twój pomysl. Przeraza mnie wizja takiej kontroli i odnotowywania każdej kartki, dnia i godziny. Prawda jest taka, ze to tylko utrudniłoby zycie uczciwnym tłumaczom. Myśle, że świadomość społeczna i otwarta krytyka zachowań nieetycznych u ludzi, którzy składaja przysięge, jest lepszym wyjściem. Pamietajmy, że tłumacze przysięgli to w wiekszości ludzie na poziomie, posiadający wielka wiedze i zdolnosci. Nie widze potrzeby, żeby narzucac im tak restrykcyjny system rozliczania się z wykonanej pracy. Ja osobiscie nie chcialbym tak funkcjonowac.
Myśle, że świadomość społeczna i otwarta krytyka zachowań nieetycznych u ludzi, którzy składaja przysięge, jest lepszym wyjściem. Pamietajmy, że tłumacze przysięgli to w wiekszości ludzie na poziomie, posiadający wielka wiedze i zdolnosci. Nie widze potrzeby, żeby narzucac im tak restrykcyjny system rozliczania się z wykonanej pracy. Ja osobiscie nie chcialbym tak funkcjonowac.
Oczywiście, świadomość społeczna i otwarta krytyka konstruktywna to zagadnienia niezwykle cenne i istotne. Jednak prawo jest również niezbędne, nie można liczyć na uczciwość pewnych grup społecznych, bo to tylko ludzie... Przykładowo lekarze tez wydają się być na poziomie, a w rzeczywistości bywa różnie, leczymy się prywatnie nie państwowo. Uregulowania prawne są też po to, żeby pomóc ludziom być uczciwymi :D
Karia, pisząc, że TP to w większości ludzie na poziomie, posiadający wielka wiedzę i zdolności, może masz w domyśle tłumaczy, którzy zdali ten nie tak dawno wprowadzony bo w 2005r trudny egzamin na TP.
Egzamin został wprowadzony przez juz tutaj cytowaną Ustawą o zawodzie tłumacza przysięgłego.
Natomiast przed wejściem w życie tej nowej Ustawy kandydatów na TP kwalifikowały sądy okręgowe na podstawie dyplomu ukończenia uczelni, dotychczasowego dorobku tłumaczeniowego oraz opinii klientów i po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku na TP następowało ślubowanie. Tak więc zostanie TP było nie było całkiem trudne, bo nie było tego egzaminu ( tylko Sąd Okręgowy w Wa-wie prowadził egzaminy). Dzięki temu nie tylko bardzo kompetentne osoby zostawały TP, ale tez takie które z obecnym egzaminem miałyby trudności. Podejrzewam, że "problem kartek" może dotyczyć w szczególności pewnych tłumaczy "sprzed egzaminu", co nie wyklucza, że także "nowi" tłumacze żądni pieniądza dopuszczają się naruszeń prawa.
W tej kwestii muszę się z Toba zgodzic. Sa ludzie, którzy mianują się TP tylko dlatego, że jeszcze niedawno można było uzyskać taki tytuł dość łatwo. Ciągle jednak podtrzymuję swój głos co do tego, że zaproponowane przez Ciebie rozwiązanie mogłoby wywołać burzę ( i słusznie :)). Pewne uregulowania prawne muszą jednak zaistnieć, a osoby dopuszczające się "kartek" :) powinny ponieść karę finansową lub też powinno odebrać się im tytuł TP.
darkliquoredeyes
11-05-2009, 19:01
Przeraza mnie wizja takiej kontroli i odnotowywania każdej kartki, dnia i godziny
(...)
Nie widze potrzeby, żeby narzucac im tak restrykcyjny system rozliczania się z wykonanej pracy. Ja osobiscie nie chcialbym tak funkcjonowac.
Jednak patrząc obiektywnie, taka restrykcyjna kontrola już i tak istnieje (może oprócz godziny;) ) - jest to repertorium. Tam też tłumacz ma obowiązek wpisać datę przyjęcia i oddania zlecenia, ilość stron, pobrane wynagrodzenie, a klient musi potwierdzić odbiór swoim podpisem.
Proponowany przeze mnie system, to nic innego jak połączenie wyszukiwarki z internetowej listy TP Ministerstwa Sprawiedliwości z elektroniczną wersją repertorium. Z tym, że większość rzeczy odbywałaby się automatycznie - np. wstawianie dat, a klient - zamiast podpisu - musiałby wykonać jedno kliknięcie na swoim koncie. Do tego system oznaczałby ułatwienie kontroli repertoriów urzędnikom, którzy, jak już wcześniej wspomniałam w tym wątku, wykonują tę pracę nieco opieszale. W zasadzie wystarczyłoby kilku urzędników monitorujących system na cały kraj.
Co masz na myśli pisząc o niedocenianiu dziedziny? Kto i w jaki sposób jej nie docenia? :)
Co do kosztów samego egzaminu na TP, to oczywiście pokrywa je zdający, więc państwo na większej ilości egzaminów nic nie straci. A koszty niebagatelne - bodajże około tysiąca złotych... :rolleyes:
Tłumacz jest tylko cieniem. Niestety, w powszechnej opinii to tylko człowieczyna, który gdzieś nauczył się języka i każdy jego błąd traktowany jest jako syndrom nieuctwa. Wiele osób z tego jak trudny nie zdaje sobie sprawy z tego jak trudny to zawód.
1. odpowiedzialność zawodowa tłumacza przysięgłego
Jeśli tłumacz sygnuje swoją pieczęcią tłumaczenie, którego nawet nie widział, to jest to ewidentna nierzetelność i nie ma co do tego wątpliwości - uważam, że TP powinien w takiej sytuacji zostać pociągnięty do odpowiedzialności, gdyż jest on osobą zaufania publicznego. Co innego, gdyby zweryfikował tłumaczenie wykonane przez tego nieszczęsnego studenta, dokonał ewentualnej korekty i zatwierdził do wydruku na "kartce".
Dobre rozwiązanie w takiej sytuacji to korekta. Student wciąż uczy się tłumaczenia i zdobywa doświadczenie oraz wiedzę nie tylko z zakresu słownictwa ale również merytoryczną. Mimo dobrej bazy wyjściowej zdobytej na studiach w tekstach specjalistycznych mogą pojawić się tzw. "kruczki". Rzetelny student wie, że należy zawsze wszytsko dokładnie sprawdzić samemu w różnych słownikach oraz tekstach prawniczych. Mimo to uważam, że powinien on mieć mentora, który nie tylko uwierzytelni zgodność z oryginałem, ale również nauczy studenta czegość nowego. Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że to tłumacz przysięgły, którego nazwisko widnieje na dokumencie, ponosi odpowiedzialność prawną za zawartość tłumaczenia. Tłumacz przysięgły jest urzędnikiem państwowym podobnie jak notariusz. Wystawiając kartki in blanco tłumacz postępuje nie tylko nieetycznie, ale poświadcza nieprawdę, a więc popełnia przestępstwo.
darkliquoredeyes
11-22-2009, 21:59
Student wciąż uczy się tłumaczenia i zdobywa doświadczenie oraz wiedzę nie tylko z zakresu słownictwa ale również merytoryczną. Mimo dobrej bazy wyjściowej zdobytej na studiach w tekstach specjalistycznych mogą pojawić się tzw. "kruczki". Rzetelny student wie, że należy zawsze wszytsko dokładnie sprawdzić samemu w różnych słownikach oraz tekstach prawniczych. Mimo to uważam, że powinien on mieć mentora, który nie tylko uwierzytelni zgodność z oryginałem, ale również nauczy studenta czegość nowego.
Pozwolę sobie wtrącić nieco ogólniejszą konkluzję - nie zapominajmy, że nie tylko student się jeszcze uczy. Moim zdaniem każdy tłumacz, nawet już z tytułem przysięgłego, powinien nieustannie się dokształcać i uważać na cytowane "kruczki". Rzetelność - wspaniale by było, aby tłumacz miał tę cechę wrodzoną.
Słyszałam o bardzo ciekawym przypadku. Jakiś czas temu tłumacze przysięgli musieli się jeszcze raz zarejestrować. Pewna pani tłumacz nie zdążyła i aby móc posługiwać się pieczęcią musiała ponownie przystąpić do egzaminu państwowego, który jak się poźniej okazało oblała. Mimo wieloletniego stażu i teoretycznie zdobytego doświadczenia nie była ona profesjonalistką w swoim zawodzie, a jej przykład pokazał jak kiedyś osoby niekompetentne w prosty sposób uzyskiwały uprawnienia państwowe.
ewelinchen
11-23-2009, 18:49
A co z odpowiedzią na główne pytanie tego wątku.
Czy jest możliwe przetlumaczenie 31 kartek dziennie? :)
Osobiście znam bardzo dobrą tłumaczkę przysięgłą, której zdarza sie tłumaczyc pół nocy i osiąga takie wyniki (np. 31 stron na dobę DOBREGO tłumaczenia). Nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktokolwiek poświęcił swoje prywatne życie na tyle, aby zajmować się tylko i wyłącznie pracą codziennie przez cały rok.
Ale czy teoretycznie nie jest to możliwe? :)
Oczywiście że jest. Doświadczony tłumacz robiąc tłumaczenie tekstu fachowego, na którym się dobrze zna i np jest on z dziedziny w której TP powiedzmy kolokwialnie "siedzi" to jest już on tak wyrobiony, że jest w stanie przetłumaczyć tyle kartek na dobę. PLus fakt że np może korzystać z różnych narzędzi ułatwiających pracę tłumaczy. Dlatego tłumaczenie tylu kartek na dobę jest możliwym do wykonania zadaniem. Inną kwestią oczywiście jest życie prywatne tłumacza.
ewelinchen
11-23-2009, 19:02
Tłumacz jest tylko cieniem. Niestety, w powszechnej opinii to tylko człowieczyna, który gdzieś nauczył się języka i każdy jego błąd traktowany jest jako syndrom nieuctwa. Wiele osób z tego jak trudny nie zdaje sobie sprawy z tego jak trudny to zawód.
Dlatego też osoby, które decydują się zostać tlumaczami powinni być na tyle kompetentni i na tylw przygotowani do zawodu, by jak najmniej popełniać błędy, które są im później wytykane i surowo traktowane. A inną kwestią jest fakt, że człowiek uczy się całe życie.
anamarija
11-23-2009, 19:15
Oczywiście że jest. Doświadczony tłumacz robiąc tłumaczenie tekstu fachowego, na którym się dobrze zna i np jest on z dziedziny w której TP powiedzmy kolokwialnie "siedzi" to jest już on tak wyrobiony, że jest w stanie przetłumaczyć tyle kartek na dobę. PLus fakt że np może korzystać z różnych narzędzi ułatwiających pracę tłumaczy. Dlatego tłumaczenie tylu kartek na dobę jest możliwym do wykonania zadaniem. Inną kwestią oczywiście jest życie prywatne tłumacza.
Rzeczywiście, przetłumaczyć taką ilość stron na dobę to nie jest wielki problem, szczególnie dla doświadczonego tlumacza; ale raz na jakiś czas, a nie dzień w dzień, w niedziele i święta i przez prawie cały rok!
No naprawdę, nie uwierzę póki nie zobaczę :)
anamarija
11-23-2009, 19:27
Ad. 1. Jeśli tłumacz sygnuje swoją pieczęcią tłumaczenie, którego nawet nie widział, to jest to ewidentna nierzetelność i nie ma co do tego wątpliwości - uważam, że TP powinien w takiej sytuacji zostać pociągnięty do odpowiedzialności, gdyż jest on osobą zaufania publicznego. Co innego, gdyby zweryfikował tłumaczenie wykonane przez tego nieszczęsnego studenta, dokonał ewentualnej korekty i zatwierdził do wydruku na "kartce".
Korekta zrobiona przez TP to niezły pomysł, tyle że jedynym z powodów przekazywania pracy studentom jest pewnie chęć zaoszczędzenia na czasie, wątpię zatem czy któryś z TP miałby ochotę tracić czas na "mentorowanie" ;)
anamarija
11-23-2009, 19:37
Ogólnie rzecz biorąc, nie dziwi mnie nawet, że w ogóle zaistniał taki proceder; obecnie coraz więcej nacisku kładzie się na szybkość tłumaczenia, a nie na jego jakość; ot, takie materialistyczne czasy - byle by jak najwięcej zarobić, niestety :/
darkliquoredeyes
11-23-2009, 21:25
Racja, a co więcej to nie tylko materializm biur tłumaczeń czy TP - myślę, że to zjawisko zostało wygenerowane przez potrzeby rynkowe, bo jak widać jest na to duży popyt. Jest też dużo tłumaczy przysięgłych, ale nie są oni dostępni wszędzie, więc pośrednik w postaci BT bardzo się przydaje.
anamarija
11-24-2009, 18:15
Słyszałam o bardzo ciekawym przypadku. Jakiś czas temu tłumacze przysięgli musieli się jeszcze raz zarejestrować. Pewna pani tłumacz nie zdążyła i aby móc posługiwać się pieczęcią musiała ponownie przystąpić do egzaminu państwowego, który jak się poźniej okazało oblała. Mimo wieloletniego stażu i teoretycznie zdobytego doświadczenia nie była ona profesjonalistką w swoim zawodzie, a jej przykład pokazał jak kiedyś osoby niekompetentne w prosty sposób uzyskiwały uprawnienia państwowe.
A może to przykład na to, że to egzamin jest za trudny? Nie mówię, że powinien być prosty, bo bycie TP to odpowiedzialne zadanie, ale może odrobinę ułatwiony? Oznaczałoby to trochę więcej TP i większą szansę biur tł. na ich zatrudnienie.
anamarija
11-24-2009, 18:18
Tłumacz jest tylko cieniem. Niestety, w powszechnej opinii to tylko człowieczyna, który gdzieś nauczył się języka i każdy jego błąd traktowany jest jako syndrom nieuctwa. Wiele osób z tego jak trudny nie zdaje sobie sprawy z tego jak trudny to zawód.
Mało co mnie tak denerwuje jak umniejszanie roli i znaczenia tłumacza i wykonywanej przez niego pracy; odkąd wiem jak trudny to zawód, staram się uświadamiać to komu się da :] Ale i tak uważam, że za mało się o tym mówi...
A może to przykład na to, że to egzamin jest za trudny? Nie mówię, że powinien być prosty, bo bycie TP to odpowiedzialne zadanie, ale może odrobinę ułatwiony? Oznaczałoby to trochę więcej TP i większą szansę biur tł. na ich zatrudnienie.
W stu procentach zgadzam się z faktem, że egzamin na tłumacza przysięgłego jest niezwykle trudny. Podany przeze mnie przykład miał na celu zilustrowanie jak nieodpowiedzialne podejście do zawodu mają niektórzy tłumacze. Nie tylko wystawianie kartek in blanco jest godne potępienia, ale również brak rozwoju zawodowego i dokształcania się, co można było zaobserwować w podanym przeze mnie wcześniej przykładzie.
Niedawno w programie "Sprawa dla reportera" został poruszony problem tzw. mafii tłumaczeniowej. Proceder wystawiania kartek in blanco został przedstawiony jedynie z punktu widzenia "poszkodowanych". Zabrakło opinii tłumaczy przysięgłych, a sytuację głownej bohaterki reportażu podsumowano w nastepujacy sposób - tłumacze uwzięli się na biedna panią Sz. Program wywołał duże poruszenie wśród rzetelnych tłumaczy przysięgłych, ponieważ takie przedstawienie sprawy wpływa na negatywne postrzeganie tłumaczy. Jak możemy bronić naszego zawodu?
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/tragiczne-wakacje-i-tlumaczeniowa-mafia-29102009
estudiante
11-25-2009, 22:09
A może to przykład na to, że to egzamin jest za trudny? Nie mówię, że powinien być prosty, bo bycie TP to odpowiedzialne zadanie, ale może odrobinę ułatwiony? Oznaczałoby to trochę więcej TP i większą szansę biur tł. na ich zatrudnienie.
Nie, to przykład na to, że niektórzy tłumacze nie potrafią funkcjonować na obecnym rynku. I tak, chodzi mi też o kompetencje, przecież wiadomo, że jakiś czas temu egzamin wyglądał zupełnie inaczej i tłumaczem przysięgłym zostać mógł niemal każdy absolwent filologii.
kasiakieliszek
11-25-2009, 22:14
Niedawno w programie "Sprawa dla reportera" został poruszony problem tzw. mafii tłumaczeniowej. Proceder wystawiania kartek in blanco został przedstawiony jedynie z punktu widzenia "poszkodowanych". Zabrakło opinii tłumaczy przysięgłych, a sytuację głownej bohaterki reportażu podsumowano w nastepujacy sposób - tłumacze uwzięli się na biedna panią Sz. Program wywołał duże poruszenie wśród rzetelnych tłumaczy przysięgłych, ponieważ takie przedstawienie sprawy wpływa na negatywne postrzeganie tłumaczy. Jak możemy bronić naszego zawodu?
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/tragiczne-wakacje-i-tlumaczeniowa-mafia-29102009
Chyba jak możemy się bronić przed tego typu grupami zorganizowanymi. Cóż jak w każdym zawodzie trafiają się nieuczciwi ludzie i żeby dbać o jego image musimy po prostu sumiennie wykonywać swoją pracę. Poza tym wydaje mi się, że tłumaczeniowy światek jest na tyle mały, że tego typu historie od razu wychodzą na jaw i każdy wie, że takie poczynania oznaczają koniec zawodu.
Chyba jak możemy się bronić przed tego typu grupami zorganizowanymi. Cóż jak w każdym zawodzie trafiają się nieuczciwi ludzie i żeby dbać o jego image musimy po prostu sumiennie wykonywać swoją pracę. Poza tym wydaje mi się, że tłumaczeniowy światek jest na tyle mały, że tego typu historie od razu wychodzą na jaw i każdy wie, że takie poczynania oznaczają koniec zawodu.
Ciekawe jest to, że mimo wszystko ryzykują odsunięciem od zawodu. Myślę, że tylko sami tłumacze godną postawą mogą dawać przykład, jak rzetelnie należy wykonywać pracę. Bojkotowanie procederu "kartek" to jedyny sposób, żeby zachować renomę zawodu i utrzymać zaufanie klientów.
estudiante
11-25-2009, 22:25
Niedawno w programie "Sprawa dla reportera" został poruszony problem tzw. mafii tłumaczeniowej. Proceder wystawiania kartek in blanco został przedstawiony jedynie z punktu widzenia "poszkodowanych". Zabrakło opinii tłumaczy przysięgłych, a sytuację głownej bohaterki reportażu podsumowano w nastepujacy sposób - tłumacze uwzięli się na biedna panią Sz. Program wywołał duże poruszenie wśród rzetelnych tłumaczy przysięgłych, ponieważ takie przedstawienie sprawy wpływa na negatywne postrzeganie tłumaczy. Jak możemy bronić naszego zawodu?
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/tragiczne-wakacje-i-tlumaczeniowa-mafia-29102009
Cóż, zawsze znajdzie się czarna owca w rodzinie, co niestety wystawia złą opinię całemu środowisku. Ale reportaż jest rażąco nieobiektywny i niemalże pochwala proceder fruwających po całej Polsce kartek in blanco. Śmiech na sali- zamiast podkreślić jak nieodpowiedzialne jest to działanie, oni o ciężkich warunkach więziennych i opiniach sąsiadów. Jednak nie uważam, że ułatwienie egzaminu na tłumacza przysięgłego może rozwiązać ten problem.
darkliquoredeyes
11-25-2009, 23:57
Nie, to przykład na to, że niektórzy tłumacze nie potrafią funkcjonować na obecnym rynku. I tak, chodzi mi też o kompetencje, przecież wiadomo, że jakiś czas temu egzamin wyglądał zupełnie inaczej i tłumaczem przysięgłym zostać mógł niemal każdy absolwent filologii.
Jakiś czas temu w ogóle nie było egzaminu - trzeba było tylko udokumentować swoją pracę w tłumaczeniach i pochwalić się dyplomem. Egzamin został wprowadzony bodajże w 2005 roku, wraz z wejściem w życie Ustawy o zawodzie tłumacza przysięgłego.
ewelinchen
11-26-2009, 00:27
A może to przykład na to, że to egzamin jest za trudny? Nie mówię, że powinien być prosty, bo bycie TP to odpowiedzialne zadanie, ale może odrobinę ułatwiony? Oznaczałoby to trochę więcej TP i większą szansę biur tł. na ich zatrudnienie.
W jaki sposób ułatwiony? Masz tu coś konkretnie na myśli?
Niestety, będąc tłumaczem musi się posiadać nie tylko wiedzę językową, ale znać się na innych dziedzinach i obszarach, mimo że np. studiowało się lingwistykę, a nie stosunki międzynarodowe. Nigdy nie wiesz z czego przyjdzie CI tłumaczyć w życiu.
ewelinchen
11-26-2009, 09:22
Niedawno w programie "Sprawa dla reportera" został poruszony problem tzw. mafii tłumaczeniowej. Proceder wystawiania kartek in blanco został przedstawiony jedynie z punktu widzenia "poszkodowanych". Zabrakło opinii tłumaczy przysięgłych, a sytuację głownej bohaterki reportażu podsumowano w nastepujacy sposób - tłumacze uwzięli się na biedna panią Sz. Program wywołał duże poruszenie wśród rzetelnych tłumaczy przysięgłych, ponieważ takie przedstawienie sprawy wpływa na negatywne postrzeganie tłumaczy. Jak możemy bronić naszego zawodu?
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/tragiczne-wakacje-i-tlumaczeniowa-mafia-29102009
Pytasz jak możemy bronić naszego zawodu, otóż główną rzeczą na której powinniśmy się skupić jest nasz ogólny rozwój i skupienie się na tym, co muszę jeszcze doszkolić, jakich brak mi umiejętnościi co muszę zmienić, aby realizować się jako dobry tłumacz. No i uczciwość i zasady moralne to jest druga kwestia.
ewelinchen
11-26-2009, 09:25
Cóż, zawsze znajdzie się czarna owca w rodzinie, co niestety wystawia złą opinię całemu środowisku. Ale reportaż jest rażąco nieobiektywny i niemalże pochwala proceder fruwających po całej Polsce kartek in blanco. Śmiech na sali- zamiast podkreślić jak nieodpowiedzialne jest to działanie, oni o ciężkich warunkach więziennych i opiniach sąsiadów. Jednak nie uważam, że ułatwienie egzaminu na tłumacza przysięgłego może rozwiązać ten problem.
Oczywiście że nie. Może tylko wyselekcjonować najlepszych tłumaczy, ale, tak jak napisałam wyżej, kwestia uczciwości to już jest inna sprawa.
darkliquoredeyes
11-26-2009, 09:31
Myślę, że nie tyle chodzi tu o poziom egzaminu, ile o jego strukturę. Trochę już dyskutowaliśmy na ten temat w tym wątku: http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=1566&highlight=zmiany.
Główne wnioski: podział egzaminu na dwa oddzielne egzaminy -> dla tłumaczy ustnych i pisemnych, bez konieczności zdawania obydwu, aby otrzymać tytuł TP oraz dostosowanie przebiegu egzaminu pisemnego do realiów warsztatowych tłumacza 21. wieku (zezwolenie na korzystanie z takich źródeł informacji i pomocy jak: komputer/laptop, internet, narzędzia CAT, słowniki elektroniczne, fora branżowe) to najważniejsze zmiany jakie fajnie by było wprowadzić celem teoretycznego ułatwienia egzaminu. Tak naprawdę nigdy nie wiesz, jaki tekst dostaniesz na egzaminie, więc nie wiem czy to by coś ułatwiało, ale na pewno tłumacze-kandydaci na przysięgłych mogliby podczas egzaminu pracować przynajmniej w taki sam sposób jak na co dzień, a nie jak za czasów Szekspira.
k_buczynski
11-26-2009, 14:48
Myślę, że nie tyle chodzi tu o poziom egzaminu, ile o jego strukturę. Trochę już dyskutowaliśmy na ten temat w tym wątku: http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=1566&highlight=zmiany.
Główne wnioski: podział egzaminu na dwa oddzielne egzaminy -> dla tłumaczy ustnych i pisemnych, bez konieczności zdawania obydwu, aby otrzymać tytuł TP oraz dostosowanie przebiegu egzaminu pisemnego do realiów warsztatowych tłumacza 21. wieku (zezwolenie na korzystanie z takich źródeł informacji i pomocy jak: komputer/laptop, internet, narzędzia CAT, słowniki elektroniczne, fora branżowe) to najważniejsze zmiany jakie fajnie by było wprowadzić celem teoretycznego ułatwienia egzaminu. Tak naprawdę nigdy nie wiesz, jaki tekst dostaniesz na egzaminie, więc nie wiem czy to by coś ułatwiało, ale na pewno tłumacze-kandydaci na przysięgłych mogliby podczas egzaminu pracować przynajmniej w taki sam sposób jak na co dzień, a nie jak za czasów Szekspira.
Zgadzam się w zupełności. Jakość pracy tłumacza w dzisiejszych czasach bez dostępu do Internetu nie będzie równa tej codziennej, gdy dzięki Internetowi mamy dostęp nie tylko do słowników, ale przede wszystkim do wiedzy oferowanej na przeróżnych stronach. Dodatkowo na forach (jak np. to) aż roi się od cennych wskazówek dla tłumaczy. Dlaczego zatem na egzaminie państwowym kandydat na TP nie ma możliwości wykorzystania wszystkich pomocnych materiałów?
k_buczynski
11-26-2009, 14:51
Wydaje mi się iż główny argument ("nie ma możliwości kontroli czy tłumacz korzystający z Internetu na egzaminie nie korzystał z gotowych sformułowań już obecnych w sieci") powinien zostać obalony- skoro najważniejszą kwestią tłumaczenia jest jego końcowa jakość czemu zabraniane jest ułatwianie sobie życia? Nie chcę być tu opacznie zrozumiany, jednak wydaje mi się że cel uświęca środki...
k_buczynski
11-26-2009, 14:54
A może to przykład na to, że to egzamin jest za trudny? Nie mówię, że powinien być prosty, bo bycie TP to odpowiedzialne zadanie, ale może odrobinę ułatwiony? Oznaczałoby to trochę więcej TP i większą szansę biur tł. na ich zatrudnienie.
Być może takie działanie zredukowałoby nielegalne i przede wszystkim nieetyczne procedery z owymi "kartkami", z drugiej jednak strony ranga tłumacza przysięgłego zostałaby osłabiona, co w połączeniu z obecnymi opiniami dotyczącymi tłumaczy (po programach takich jak "Sprawa dla reportera") sprawi że nie będzie mowy o czarnej owcy, a o czarnym stadzie...
k_buczynski
11-26-2009, 14:58
W jaki sposób ułatwiony? Masz tu coś konkretnie na myśli?
Niestety, będąc tłumaczem musi się posiadać nie tylko wiedzę językową, ale znać się na innych dziedzinach i obszarach, mimo że np. studiowało się lingwistykę, a nie stosunki międzynarodowe. Nigdy nie wiesz z czego przyjdzie CI tłumaczyć w życiu.
Ułatwiony w ten sposób by rozdzielić części ustną i pisemną. Dobrze wiemy że nie każdy ma predyspozycję do tłumaczenia ustnego, dlaczego zatem takie osoby z góry są pozbawione szans na bycie tłumaczem przysięgłym zajmującym się tłumaczeniami pisemnymi? i na odwrót?
k_buczynski
11-26-2009, 15:02
Korekta zrobiona przez TP to niezły pomysł, tyle że jedynym z powodów przekazywania pracy studentom jest pewnie chęć zaoszczędzenia na czasie, wątpię zatem czy któryś z TP miałby ochotę tracić czas na "mentorowanie" ;)
Jeśli chodzi o "mentorowanie" to uważam że należałoby je traktować jedynie w kryteriach pomocy, nie nauki trwającej dłuższy czas. Inna kwestia to znajomości które jak wiemy są nieocenione w każdym aspekcie życia codziennego, wykorzystanie ich więc w celach zarobkowych na zasadzie konsultacji nie jest złym pomysłem.
darkliquoredeyes
11-26-2009, 18:23
Wydaje mi się iż główny argument ("nie ma możliwości kontroli czy tłumacz korzystający z Internetu na egzaminie nie korzystał z gotowych sformułowań już obecnych w sieci") powinien zostać obalony- skoro najważniejszą kwestią tłumaczenia jest jego końcowa jakość czemu zabraniane jest ułatwianie sobie życia? Nie chcę być tu opacznie zrozumiany, jednak wydaje mi się że cel uświęca środki...
Zgadzam się jak najbardziej.Według mnie korzystanie z internetu nie powinno to być traktowane w kategoriach takich jak "oszukiwanie" czy "czyn niedozwolony". Zresztą środek ten nawet nie ma co uświęcać - takie są po prostu realia. Oczywistym jest, że korzysta się z gotowych sformułowań, chociażby zawartych w glosariuszu KudoZ na prozie - są to efekty pracy kolegów po fachu, którzy na zasadzie peer-review wypracowali zazwyczaj dość odpowiednie, a często nawet bardzo trafne tłumaczenia danych terminów czy fraz. A od kogóż mamy się uczyć jak nie od bardziej doświadczonych tłumaczy pracujących w danej, często wąskospecjalistycznej dziedzinie?
Wydaje mi się iż główny argument ("nie ma możliwości kontroli czy tłumacz korzystający z Internetu na egzaminie nie korzystał z gotowych sformułowań już obecnych w sieci") powinien zostać obalony- skoro najważniejszą kwestią tłumaczenia jest jego końcowa jakość czemu zabraniane jest ułatwianie sobie życia? Nie chcę być tu opacznie zrozumiany, jednak wydaje mi się że cel uświęca środki...
Witam wszystkich!
Ja również się zgadzam, internet w dzisiejszych czasach jest narzędziem, nie złem,czy oszustwem. Jeśli ktoś potrafi to narzędzie obsługiwać w taki sposób, by ułatwić sobie życie i dobrze wykonać swoją pracę , to czemu nie.
Zgadzam się w zupełności. Jakość pracy tłumacza w dzisiejszych czasach bez dostępu do Internetu nie będzie równa tej codziennej, gdy dzięki Internetowi mamy dostęp nie tylko do słowników, ale przede wszystkim do wiedzy oferowanej na przeróżnych stronach. Dodatkowo na forach (jak np. to) aż roi się od cennych wskazówek dla tłumaczy. Dlaczego zatem na egzaminie państwowym kandydat na TP nie ma możliwości wykorzystania wszystkich pomocnych materiałów?
popieram!kompletnie nie rozumiem dlaczego korzystanie z Internetu uważane jest za złe, skoro jego głównym zadaniem jest ułatwianie życia. wydaje mi się, że udostępnienie internetu(skarbnicy wiedzy) w czasie egzaminu to świetne rozwiązanie chociaż z drugiej strony warto pomyśleć o tych, którzy na co dzień korzystają z bardziej tradycyjnych metod w czasie tlumaczenia i w czasie domniemanego egzaminu mogliby czuć się nieco zagubieni pośród wszystkich forów,słowników i stron internetowych...
Mało co mnie tak denerwuje jak umniejszanie roli i znaczenia tłumacza i wykonywanej przez niego pracy; odkąd wiem jak trudny to zawód, staram się uświadamiać to komu się da :] Ale i tak uważam, że za mało się o tym mówi...
zgadzam sie całkowicie!choć nie jestem jeszcze tłumaczem, często słyszę wypowiedzi typu: "co jest takiego trudnego w tłumaczeniu jak ma się słownik". szkoda tylko, że tacy ludzie nie zdaja sobie sprawy z tego, że tlumaczenie "słowo za słowo" jest z reguły niemożliwe, każdy nawet najprostszy wyraz ma co najmniej kilka odpowiedników, a przed przystąpieniem do pracy trzeba zagłębic się w tematyce oryginału co wydłuża proces tłumaczenia o kilka godzinek.tak więc wcale nie jestetak kolorowo jak by się mogło wydawać:p
Pozwolę sobie wtrącić nieco ogólniejszą konkluzję - nie zapominajmy, że nie tylko student się jeszcze uczy. Moim zdaniem każdy tłumacz, nawet już z tytułem przysięgłego, powinien nieustannie się dokształcać i uważać na cytowane "kruczki". Rzetelność - wspaniale by było, aby tłumacz miał tę cechę wrodzoną.
niestety prawdą jest, że nigdy nie będziemy w stanie całkowicie nauczyć się jakiegokolwiek języka obcego. zawsze są jakieś zwroty kulturowe, środowiskowe itd.których mimo najszczerszych chęci nawet najlepszego tlumacza nie zawsze da się sprawdzić czy wyłapać i poprawić. dlatego w profesji tej uczymy się całe życie choć zawsze i tak będziemy kroczek za "nativami".
chociaż z drugiej strony warto pomyśleć o tych, którzy na co dzień korzystają z bardziej tradycyjnych metod w czasie tlumaczenia i w czasie domniemanego egzaminu mogliby czuć się nieco zagubieni pośród wszystkich forów,słowników i stron internetowych...
Przecież nikt nie zmuszałby takich osób do korzystania z internetu - skoro na co dzień radzą sobie z tłumaczeniami bez użycia tego typu pomocy to podczas egzaminu też powinni sobie poradzić. Internet powinien być pomocą opcjonalną - kto chce niech korzysta.
Przecież nikt nie zmuszałby takich osób do korzystania z internetu - skoro na co dzień radzą sobie z tłumaczeniami bez użycia tego typu pomocy to podczas egzaminu też powinni sobie poradzić. Internet powinien być pomocą opcjonalną - kto chce niech korzysta.
według mnie wszyscy powinien miec równe szanse na egzaminie, tzn.dostęp do takich samych źródeł. nie każdy jest dzieckiem internetu, i nie każdy ma obeznane wszystkie fora dla tłumaczy, strony i slowniki.
po egzaminie: chulaj dusza piekła nie ma:p (czyt.kazdy korzysta z czego chce), ale na examie: fair play:p
według mnie wszyscy powinien miec równe szanse na egzaminie, tzn.dostęp do takich samych źródeł. nie każdy jest dzieckiem internetu, i nie każdy ma obeznane wszystkie fora dla tłumaczy, strony i slowniki.
po egzaminie: chulaj dusza piekła nie ma:p (czyt.kazdy korzysta z czego chce), ale na examie: fair play:p
Nie trzeba być dzieckiem komputera,czy internetu, wystarczy podstawowa znajomość obydwu. Ci co normalnie tłumaczą przy użyciu komputera, w sytuacji gdy go zabranie, mogą się czuć jak bez ręki (nie jestem tłumaczem, ale i tak miałem okazję się przekonać). Sytuacja taka nie daje równych szans dla wszystkich kandydatów, tylko pomaga tym, co jeszcze nie dostosowali się do XXI wieku. Jeśli dostęp do tych samych źródeł dla wszystkich, to komputer powinien pośród nich być. Jeśli ktoś tłumaczył całe życie bez niego, to co za różnica, nie musi go używać, da sobie radę.
Jeśli chodzi "uczciwość" podczas egzaminu, to co sądzicie o pisaniu go bez żadnych pomocy,ale za to łatwiejszego? Przy takiej formie da się ocenić realne zadatki na tłumacza przysięgłego? Pomysł taki wpadł mi do głowy z prostego powodu, nieważne jakie pomoce, materiały pojawią się podczas egzaminu, zawsze ktoś nie będzie zadowolony - bo to zbyt "oldskulowo", to za nowoczesne pomoce, itd..
Pozdrawiam, dudek.
wydaje mi się, że tylko poprzez pisanie egzaminu bez żadnych pomocy da się ocenić prawdziwe mozliwości potencjalnych kandydatów na tłumaczy przysięgłych. To byłby swego rodzaju test oceniający ich powołanie do zawodu, bo w dzisiejszych czasach za dużo jest specjalistów z przypadku , ludzi niekompetentnych o których mowa juz była wczesniej w temacie.
biedrzyk
03-16-2010, 19:37
wydaje mi się, że tylko poprzez pisanie egzaminu bez żadnych pomocy da się ocenić prawdziwe mozliwości potencjalnych kandydatów na tłumaczy przysięgłych. To byłby swego rodzaju test oceniający ich powołanie do zawodu, bo w dzisiejszych czasach za dużo jest specjalistów z przypadku , ludzi niekompetentnych o których mowa juz była wczesniej w temacie.
popieram powyzsze, egzamin powinien odbywac sie w sytuacji niejako 'sztucznej' czyli bez pomocy naukowych jedynie wiedza doswiadczenie, a czesto i wyczucie,
a jesli chodzi o korzystanie z internetu, nie zapominajmy ze nie wszystkie zrodla podaja prawdziwe informacje
a jesli chodzi o korzystanie z internetu, nie zapominajmy ze nie wszystkie zrodla podaja prawdziwe informacje
Prawda. Tak jak już wcześniej napisałem... internet to narzędzie,które trzeba umieć obsługiwać, a nie podanie informacji na tacy.
PS: Jeśli ktoś ma jakieś sugestie co do tematu, to dzielcie się,bo pacjent nam umiera. :( :p
W jaki sposób ułatwiony? Masz tu coś konkretnie na myśli?
Niestety, będąc tłumaczem musi się posiadać nie tylko wiedzę językową, ale znać się na innych dziedzinach i obszarach, mimo że np. studiowało się lingwistykę, a nie stosunki międzynarodowe. Nigdy nie wiesz z czego przyjdzie CI tłumaczyć w życiu.
Właściwym rozwiązaniem byłoby ze strony tłumacza podejmowanie się tekstów ze sprecyzowanych dziedzin, na których on się zna, i będzie pewien, że nie popełni błędu. Jest to oczywiście sprawa etyczna, bądź indywidualnych upodobań na dzień dzisiejszy, nie ukrywajmy, że większość tłumaczy stawia na ilość i na kasę, jednak możnaby sprecyzować, bądź zawęzić dziedziny w których tłumacz mógłby pracować i w których jest dobry. To podwyższyłoby jakość tłumaczeń. Warto uwzględnić to jeśli mówimy o zmianie egzaminu na TP.
wydaje mi się, że tylko poprzez pisanie egzaminu bez żadnych pomocy da się ocenić prawdziwe mozliwości potencjalnych kandydatów na tłumaczy przysięgłych. To byłby swego rodzaju test oceniający ich powołanie do zawodu, bo w dzisiejszych czasach za dużo jest specjalistów z przypadku , ludzi niekompetentnych o których mowa juz była wczesniej w temacie.
zgadzam się, jeśli jednak chodzi o część ustną to i tak pozostaje niewielkie pole do popisu, zwykle nie ma czasu by sprawdzać słówka czy frazy w słowniku podczas tłumaczenia ustnego. W tej części tłumacz musi się wykazać nie tylko kreatywnością ale też odpornością na stres. Co innego podczas tłumaczenia pisemnego. Myślę że słowniki są niezbędne, w innym przypadku jakość tłumaczeń drastycznie by spadła. Nie możliwe jest by znać wszystkie słówka i ich synonimy w KAŻDYM tekście w jęz obcym, w każdej chwili, a tym bardziej w tak stresującej jak egzamin.
biedrzyk
03-16-2010, 23:04
Jesli chodzi o specjalizacje tlumaczeniowe na szersza skale, czy przypadkiem nie wpadlibysmy w sytuacje o ktorej byla mowa na samym poczatku ?? Beda osoby zajmujace sie jedynie tlumaczeniem aktow zgownow i niczym wiecej, a w zwiazku z tym do przygotowanych z gory druczkow do uzupelnienia.
Przytoczona w w/w artykułach kwestia sprzedaży kartek z pieczęciami in blanco, to przede wszystkim rażące naruszenie etyki tłumacza zawartej w cytowanym w poprzednim wpisie Kodeksie Tłumacza Przysięgłego.
DZIAŁ I. ZASADY ETYKI ZAWODOWEJ
§ 1. Godność osoby zaufania publicznego.
Tłumacz przysięgły czyni wszystko, aby swą postawą etyczną spełnić wymagania, jakie społeczeństwo stawia przed osobą zaufania publicznego.
Autoryzacja tekstu, którego tlumacz nigdy nie miał przed oczami, to niewątpliwie ogromne nadużycie zaufania jakim obdarza go klient.
Jeżeli chodzi o jakość tłumaczeń wykonywanych przez studentów, to naturalnie nie musi ona być niższa od jakości tłumaczeń oferowanych przez tlumacza przysięgłego. Jednakże studentom brakuje doświadczenia i pomimo posiadanej wiedzy (przynajmniej w ich mniemaniu) są często ignorantami w dziedzinach nad którymi zaczynają pracować jako tłumacze i mogą popełniać błędy, które mogą wydać się rażące dla profesjonalistów. Nie jestem przeciwnikiem zatrudniania studentów przez agencje, ale proces proofreadingu jest niezbędny, zwłaszcza że wg Karty Tłumacza Polskiego "Tłumacz ponosi pełną odpowiedzialność za wykonane tłumaczenie". Nie ma zatem wątpliwości że wobec tłumaczy stosujących takie praktyki, powinny być wyciągane konsekwencje, także natury prawnej.
Tak, to prawda, że takie postępowanie powinno być karalne w świetle prawa. Tłumacz poświadczając nieprawdę ponosi odpowiedzialność za popełnienie przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów (od trzech miesięcy do pięciu lat). Jeżeli natomist stosuje taką praktykę w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej podlega wtedy karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat.
Przytoczona w w/w artykułach kwestia sprzedaży kartek z pieczęciami in blanco, to przede wszystkim rażące naruszenie etyki tłumacza zawartej w cytowanym w poprzednim wpisie Kodeksie Tłumacza Przysięgłego.
DZIAŁ I. ZASADY ETYKI ZAWODOWEJ
§ 1. Godność osoby zaufania publicznego.
Tłumacz przysięgły czyni wszystko, aby swą postawą etyczną spełnić wymagania, jakie społeczeństwo stawia przed osobą zaufania publicznego.
Autoryzacja tekstu, którego tlumacz nigdy nie miał przed oczami, to niewątpliwie ogromne nadużycie zaufania jakim obdarza go klient.
Jeżeli chodzi o jakość tłumaczeń wykonywanych przez studentów, to naturalnie nie musi ona być niższa od jakości tłumaczeń oferowanych przez tlumacza przysięgłego. Jednakże studentom brakuje doświadczenia i pomimo posiadanej wiedzy (przynajmniej w ich mniemaniu) są często ignorantami w dziedzinach nad którymi zaczynają pracować jako tłumacze i mogą popełniać błędy, które mogą wydać się rażące dla profesjonalistów. Nie jestem przeciwnikiem zatrudniania studentów przez agencje, ale proces proofreadingu jest niezbędny, zwłaszcza że wg Karty Tłumacza Polskiego "Tłumacz ponosi pełną odpowiedzialność za wykonane tłumaczenie". Nie ma zatem wątpliwości że wobec tłumaczy stosujących takie praktyki, powinny być wyciągane konsekwencje, także natury prawnej.
Tak, to prawda, takie postępowanie powinno być karalne w świetle prawa. Tłumacz poświadczając nieprawdę ponosi odpowiedzialność za popełnienie przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów (od trzech miesięcy do pięciu lat). Jeżeli natomist stosuje taką praktykę w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej podlega wtedy karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat.
"Dotarliśmy do tłumaczenia dowodu rejestracyjnego, które zostało zlecone w Lublinie o godz. 9. Na dokumencie, który aż roi się od błędów, obok podpisu tłumacza widnieje słowo "Warszawa". Stolica oddalona jest od Lublina o trzy godziny jazdy samochodem. Sęk w tym, że tłumaczenie klient dostał już o godz. 9.30. Jak to możliwe, że oryginał podpisany własnoręcznie przez tłumacza przysięgłego pokonał taką trasę dosłownie w kilka minut? No właśnie, nie jest to możliwe.
Ale to nie wszystko. Dokument ma błędy literowe, brakuje w nim zakończeń wersów, a tekst zachodzi na pieczęć (to niedopuszczalne, bo pieczęć stawia się zawsze w pustym polu)"
Zacytowany fragment artykułu Tadeusza Płatka świadczy według mnie dość jednoznacznie o dokonaniu przestępstwa. Wysyłając kartki in blanco, pani Anna P pozwoliła na to, by klient powierzający przetłumaczenie tekstu osobie kompetentnej (tlumaczowi przysięglemu) został oszukany i potraktowany w sposob lekceważący. Student tłumaczący teksty za panią Annę też nie zachował się etycznie - nie mówiąc juz o braku pokory.
Działanie tłumacza w taki sposób jest haniebne i przynosi wstyd wszystkim uczciwym tłumaczom, dziwi mnie tylko, dlaczego ten tłumacz, który dopuścił się oszustwa nie został pociągnięty do odpowiedzialności.
Do proponowanych przez Ciebie zmian dorzuciłabym także przepisy regulujące sposób zewnętrznej kontroli repertoriów tłumaczy przysięgłych: kto miałby przeprowadzać takie kontrole, z jaką częstotliwością, według jakich zasad itd. Skoro TP już teraz ma obowiązek wpisywania daty przyjęcia i oddania zlecenia do klienta, to weryfikacja samych tych dat może wiele udowodnić. O ile się orientuję, klient odbierający tłumaczenie przysięgłe potwierdza swoim podpisem ten fakt w repertorium. Brak takiego podpisu świadczy jednoznacznie o tym, że TP nie miał ani razu bezpośredniego kontaktu z klientem, co przy uczciwie wykonanej pracy musiałoby mieć miejsce chociaż raz - przy odbiorze dokumentów.
Problem w tym, że chyba nikt w Polsce nie jest odpowiedzialny za kontrolę repertoriów, ergo tłumacze mogą wpisywać co im się żywnie podoba. Sądzę, że do obowiązków TP należałoby dodać obligatoryjne zgłaszanie repertorium do kontroli urzędowej (do przeprowadzania której podstawy prawne należałoby najpierw utworzyć).
Bardzo dobrym rozwiązaniem byłaby systematyczna i dokładna kontrola repertorium, do którego prowadzenia jest zobowiązany tłumacz przysięgły. Jak mi wiadomo repertorium zawiera: 1)Datę przyjęcia zlecenia oraz zwrotu dokumentu wraz z tłumaczeniem; 2) oznaczenie zleceniodawcy albo zamawiającego wykonanie oznaczonego tłumaczenia; 3)opis tłumaczonego dokumentu, wskazujący nazwę, datę i oznaczenie dokumentu, język, w którym go sporządzono, osobę lub instytucję, która sporządziła dokument, oraz uwagi o jego rodzaju, formie i stanie; 4)wskazanie rodzaju wykonanej czynności, języka tłumaczenia, liczby stron tłumaczenia oraz sporządzonych egzemplarzy; i jeszcze wiele innych informacji o wykonanej przez niego pracy.
Wracając do problemu kartek...
Z punktu widzenia prawa i etyki zawodowej proceder wystawiania kartek "in blanco" przez tłumaczy przysięgłych jest oczywiście naganny. Prawda jest jednak taka ,że do momentu kiedy ktoś(w domyśle klient) nie zacznie się interesować tym problemem, nic nie da się zrobić. Jeśli do prokuratury,albo Sądów Koleżeńskich nie wpływają żadne skargi,czy pozwy, to znaczy, że klientom korzystającym z usług tłumacza przysięgłego tak naprawdę nie robi różnicy w jaki sposób otrzymali tłumaczenie, lub nie mają zielonego pojęcia o całym procederze.
Tak jak napisał przedstawiciel tłumaczy przysięgłych ,zmianie powinno wg mnie ulec prawo. Nie pasuje do dzisiejszych czasów, w których tak naprawdę najważniejsze jest zadowolenie klienta. Klient zaś w dzisiejszych czasach oczekuje szybkiej, sprawnej i solidnej usługi, nie ważne z jakiego źródła.
Drugą możliwością jest nagłośnienie tego procederu jeszcze bardziej. Klient świadomy tego ,że być może nie dostał pełnoprawnego "produktu" będzie domagał się swoich praw.
Zastanawiająca jest według mnie nie tylko etyka takiego tłumacza,ale też fakt z jaką łatwością w ciemno podpisuje swoim nazwiskiem coś ,czego jakości nigdy nie może być pewien w 100%. Prawdopodobnie taki tłumacz nie boi się utraty renomy i dobrego imienia, bo wie,że żadna kara go nie czeka, nawet jeśli "przypadkiem" poświadczy o jakości jakiegoś bubla pisanego na kolanie.
Gdybym był tłumaczem nie miałbym odwagi poświęcić swojego ciężko wypracowanego statusu dla zysku,ale może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. :)
dudek.
Wracając do tego kto jest odpowiedzialny za błędne tłumaczenia opieczętowanych dokumentów: naturalnie przede wszystkim winę ponoszą TP, jako inicjatorzy takiego procederu.
Także biura tłumaczeń odpowiadają za brak proofreadingu, na czym traci nie tylko jakość tłumaczenia (jeśli tłumacz jest niedoświadczony), ale także ów niedoświadczony tłumacz, np. początkujący w tłumaczeniach student. Biura tłumaczeń poniekąd wychowują marnych tłumaczy, nie ucząc ich na ich własnych błędach. Korekta tłumaczenia jest potrzebna także samemu tłumaczącemu w celu doskonalenia się, a bez niej taki potencjalny student tłumacząc kolejny podobny dokument utrwala sobie ewentualne błędy merytoryczne (czy też inne).
Poza tym jestem zdania, że także studenci nie pozostają bez winy. W ich interesie leży zadbanie o feedback własnego tłumaczenia. Nie ma ludzi nieomylnych, jednak szczególnie początkujący potrzebują pomocy, żeby się nauczyć. To także oni godząc się na wykonywanie pewnych "masowych" tłumaczeń "napędzają" ten tzw. problem kartek.
Wystarczy, żeby jedno ogniwo z tego samo-nakręcającego-się koła (czyli tłumaczący, biura lub TP) konsekwentnie zaprzestało tej praktyki. Jednak faktycznie, bez odpowiednich przepisów, wydaje się to być niemożliwym.
Z całą pewnością największą odpowiedzialność ponoszą sami tłumacze, którzy dopuszczając się takiego czynu naruszają elementarne zasady etyki zawodowej, a jednocześnie wystawiają nie tylko sobie, ale także całemu środowisku tłumaczy negatywną opinię. W takiej sytuacji owo błędne tłumaczenie powinno być dokładnie sprawdzone, a tłumacz, który rzekomo tłumaczył dokument, powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Komisja Odpowiedzialności Zawodowej ma prawo ukarać tłumacza przysięgłego za błędne tłumaczenie na wniosek skarżącego się zleceniodawcy. Do kontrolowania prac tłumaczy przysięgłych są tez uprawnieni przedstawiciele wojewody, którzy powinni zwracać uwagę na PROBLEM KARTEK.
biedrzyk
03-17-2010, 21:24
Moim zdaniem tworzenie kolejnych organow do kontroli badz zmuszanie juz istniejacych aby tego dokonywaly 'skwapliwiej' nie bedzie mialo sensu, gdyz zawsze beda jakies 'wycieki', 'przecieki' i inne leak' dzieki ktorym, nieetyczny tlumacz bedzie mogl sie wybroni
Jedyna opcja jest sam klient, ktory jesli sie nie zainteresuje tym co trzyma w reku, to proceder 'kartek' bedzie dalej istnial
Klient nie zawsze jest na tyle kompetentny, by dostrzec błąd lub jakieś uchybienia,np tekst najeżdżający na pieczątkę. Nie każdy klient wie, że taki dokument jest nieważny lub przynajmniej może się wydawać "podejrzany". Moim zdaniem większą kontrolą powinno sie obiąć biura tłumaczeń, które pośredniczą w przestępczym precedensie i czują się bezkarne, oraz nie poczuwają się do odpowiedzialności. Tu http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=prokuratura&id=2846&l=27 można przeczytać o podobnym przypadku z punktu widzenia biura tłumaczeń.
Co prawda jest to relacja jednostronna, oraz nie zgadazm się z większością procedur sądowych, moim zdaniem właścicielkę biura powinno się ukarać zawieszeniem w prawach do wykonywania zawodu, jednak jak widać sprawa kartek in blanco jest dosyć powszechna w naszym kraju.
[QUOTE=empasik;12684]Tłumacz jest tylko cieniem. Niestety, w powszechnej opinii to tylko człowieczyna, który gdzieś nauczył się języka i każdy jego błąd traktowany jest jako syndrom nieuctwa. Wiele osób z tego jak trudny nie zdaje sobie sprawy z tego jak trudny to zawód.[/QUOTE
Faktem jest, że nieuczciwi i nierzetelni tłumacze wystawiają nie tylko sobie złą reputację, ale co gorsza wyrządzają szkodę reputacji całej grupy zawodowej. Należałoby zastanowić się nad pracą UCZCIWEGO I RZETELNEGO tłumacza przysięgłego. Bez cienia wątpliwości jest to bardzo ciężka, odpowiedzialna, stresująca praca, wymagająca ogromnej wiedzy. Zwróćmy uwagę chociażby na sam egzamin, który musi zdać kandydat na tłumacza przysięgłego. Dzieli się on na dwie części, pisemną i ustną. Przyszły tłumacz ma za zadanie obustronnie przetłumaczyć pismo sądowe, urzędowe albo tekst prawniczy, oraz tekst o tematyce dowolnej. Dopiero po zdaniu części pisemnej Kandydat może przystąpić do części ustnej. W tej części jego zadaniem jest dokonanie tłumaczenia konsekutywnego i a vista czterech tekstów. Zatem, egzamin jest niezwykle trudny, a tłumacz musi okazać się ogromnym zasobem wiedzy.
A może to przykład na to, że to egzamin jest za trudny? Nie mówię, że powinien być prosty, bo bycie TP to odpowiedzialne zadanie, ale może odrobinę ułatwiony? Oznaczałoby to trochę więcej TP i większą szansę biur tł. na ich zatrudnienie.
Myślę, że to dobrze, że egzamin jest trudny, a zdać go mogą tylko najlepsi, powołani do tego zawodu tłumacze. Jest to bardzo odpowiedzialna praca, która wymaga ogromnych kompetencji, a zatem dobrze jest, że uprawnienia otrzymują tylko ci, którzy znają się na tym, mają OGROMNĄ WIEDZĘ i czerpią z tego satysfakcję.
biedrzyk
03-17-2010, 22:00
OK, egzamin jest i powinien byc trudny, ale skoro uprawnienia dostaja tylko najlepsi i utalentowani, to jak wytlumaczyc owe podpieczetowane kartki ?? Czyzby Ci najlepsi oszukiwali rowniez na egzaminach, czy jedynie zmienili sie z biegiem czasu, a co wazniejsze jak to wyeliminowac
OK, egzamin jest i powinien byc trudny, ale skoro uprawnienia dostaja tylko najlepsi i utalentowani, to jak wytlumaczyc owe podpieczetowane kartki ?? Czyzby Ci najlepsi oszukiwali rowniez na egzaminach, czy jedynie zmienili sie z biegiem czasu, a co wazniejsze jak to wyeliminowac
Najlepsi i posiadający ogromną wiedzę, co nie znaczy, że działają zgodnie z prawem, moralnością i etyką. To dwie odrębne rzeczy. Wytłumaczyć to można czystą chęcią zysku, łatwym zarobkiem. Dla niektórych pieniądze są ważniejsze niż reputacja, dlatego podpisują się pod tekstem "w ciemno", nie weryfikując go (weryfikacja przez TP już przetłumaczonego tekstu jest zgodna z prawem). Tłumacz przysięgły powinien być perfekcjonistą, a nie podpisywać się pod tekstem przetłumaczonym przez kogoś zupełnie innego, bez uprzedniego sprawdzenia. Nie mam nic przeciwko studentom którzy pod okiem tłumacza przysięgłego tłumaczyliby teksty. Dzięki temu mogliby nabrać pewnego doświadczenia, jakże potrzebnego początkującemu tłumaczowi.
biedrzyk
03-17-2010, 22:41
Jesli juz mowa o studentach 'pracujacych' w biurach tlumaczen, jakis czas temu bardzo glosno bylo o biurze tlumaczen z Krakowa, ktore 'zatrudnialo' studentow do tlumaczen, okazalo sie ze podobno takiego prawa nie mieli, biuro zlikwidowano a wlasciciel/e zaplacili ogromna kare, gdyz studenci zarobili dla nich ogromna kase.
A dokumentu ze odbyli jakikolwiek staz czy zdobyli doswiadczenie nie dostali.
To trochę takie błędne koło - egzamin jest trudny - TP jest mało więc dwoją się i troją z zamówieniami + dorabiają na boku bo wiedzą, że jest ich mało więc mogą (choć skoro zostają wykryci to może i nie mogą :P). Egzamin łatwiejszy - przesiew "ziarna od plew" mniejszy, TP więcej ale jakoś pracy gorsza.
To trochę takie błędne koło - egzamin jest trudny - TP jest mało więc dwoją się i troją z zamówieniami + dorabiają na boku bo wiedzą, że jest ich mało więc mogą (choć skoro zostają wykryci to może i nie mogą :P). Egzamin łatwiejszy - przesiew "ziarna od plew" mniejszy, TP więcej ale jakoś pracy gorsza.
Problemu by nie było, gdyby oni faktycznie się dwoili i troili... Zamiast tego część TP po prostu oszukuje stawiając swoje pieczątki w ciemno na czystych kartkach.
Tworzenie dodatkowego organu do kontrolowania TP nie ma sensu... Otwarta baza danych zbierająca informacje o oszukujących biurach tłumaczeń/tłumaczach przysięgłych to może być jakiś początek... Wystarczy,że jakiś % ludzi zorientuje się ,że nie zostali potraktowani do końca uczciwie i podzieli się tymi informacjami w sieci. Jak takie dane zostaną potwierdzone z parunastu źródeł w miejscu dostępnym dla każdego,to nie będą potrzebne żadne kary prawne, rynek sam ukarze oszustów..
Jak takie dane zostaną potwierdzone z parunastu źródeł w miejscu dostępnym dla każdego,to nie będą potrzebne żadne kary prawne, rynek sam ukarze oszustów..
Coś w rodzaju piętna "szkarłatnej litery" za nieuczciwość? ;) Niby ok ale nie wszyscy korzystają z internetu przed zgłoszeniem się do danego fachowca więc zła fama w internecie nie do końca musiałaby się przenieść na brak klientów.
Klient nie zawsze jest na tyle kompetentny, by dostrzec błąd lub jakieś uchybienia,np tekst najeżdżający na pieczątkę. Nie każdy klient wie, że taki dokument jest nieważny lub przynajmniej może się wydawać "podejrzany". Moim zdaniem większą kontrolą powinno sie obiąć biura tłumaczeń, które pośredniczą w przestępczym precedensie i czują się bezkarne, oraz nie poczuwają się do odpowiedzialności. Tu http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=prokuratura&id=2846&l=27 można przeczytać o podobnym przypadku z punktu widzenia biura tłumaczeń.
Co prawda jest to relacja jednostronna, oraz nie zgadazm się z większością procedur sądowych, moim zdaniem właścicielkę biura powinno się ukarać zawieszeniem w prawach do wykonywania zawodu, jednak jak widać sprawa kartek in blanco jest dosyć powszechna w naszym kraju.
Po części każdy jest odpowiedzialny za ten niemoralny,wchodzący w kolizję z prawem czyn. Jednakże, prawdą jest również to, że proceder ten jest oparty na nielegalnych korzyściach dla wszystkich jego uczestników. Korzyści materialne uzyskuje: 1) nierzetelny i nieuczciwy tłumacz przysięgły(za niewykonaną pracę), 2) osoba nielegalnie wykonująca tę pracę zamiast tłumacza, 3) właściciel biura tłumaczeń, 4)a także klient, który płaci biuru znacznie mniej, niż zapłaciłby bez jego pośrednictwa indywidualnemu tłumaczowi. Zatem, każdy kto bierze w tym udział i jest tego w pełni świadomy, powinien ponieść za to odpowiedzialność. Oczywiście najbardziej winny w całej tej sytuacji jest sam tłumacz, który powinien szanować swój zawód i dbać o swoją dobrą reputację.
Moim zdaniem tworzenie kolejnych organow do kontroli badz zmuszanie juz istniejacych aby tego dokonywaly 'skwapliwiej' nie bedzie mialo sensu, gdyz zawsze beda jakies 'wycieki', 'przecieki' i inne leak' dzieki ktorym, nieetyczny tlumacz bedzie mogl sie wybroni
Jedyna opcja jest sam klient, ktory jesli sie nie zainteresuje tym co trzyma w reku, to proceder 'kartek' bedzie dalej istnial
Tłumacz przysięgły może zostać ukarany przez Komisję Odpowiedzialności Zawodowej gdy skarga zostanie skierowana przez zleceniodawcę. Zazwyczaj jest jednak tak, że nawet niezadowoleni klienci biur nie skarżą się, a co gorsza, lekceważą te błedy, bądź sami je poprawiają. W rzeczywistości, jedynymi osobami, które mogą przeciwstawić sie temu przestępstwu, są indywidualni, uczciwi tłumacze przysięgli, dbający o swój wizerunek.
studentka89
03-20-2010, 16:35
"Ministerstwo Sprawiedliwości zna sprawę, ale poprzestaje na wysłaniu do tłumaczy prostego pouczenia."
Niestety, wydaje mi się, że jeśli tak ważny organ, jakim jest Ministerstwo Sprawiedliwości, bagatelizuje sprawę, problem jest niezwykle trudny do rozwiązania. Wielu ludzi za nic ma etykę zawodową i, jak widać, są gotowi uciekać się do niecnych praktyk, aby zarobić duże sumy pieniędzy. Mieć przepisy prawne to jedna sprawa, a egzekwować je, to już zupełnie inna kwestia. Uważam, że powinien być położony większy nacisk na Ministerstwo Sprawiedliwości, aby najzwyklej w świecie ukrócić samowolę tłumaczy przysięgłych i biur tłumaczeń. Wiadomo, że problem nie zniknie całkowicie, ale wiele osób zastanowi się 2 razy, zanim podejmie się takiego oszustwa.
Chciałbym się odnieść do przytoczonej w pierwszych postach odpowiedzi prezesa PSBT na insynuacje zamieszczone w prasie. Bardzo zdziwiło mnie naiwne stwierdzenie:
"Rozmawiałem z wieloma osobami, które od wielu lat prowadzą biura tłumaczeń, i żadna z nich nigdy nie słyszała o kupowaniu przez agencje pustych kartek."
Właściciele takich biur raczej nie będą otwarcie mówić o problemie, a już tym bardziej oświadczać, że uprawiają podobną praktykę.
"...problem leży zupełnie gdzie indziej, a mianowicie w niedostosowaniu Ustawy o tłumaczach przysięgłych do dzisiejszych wymagań rynku i możliwości technicznych." To zdanie i cała dalsza treść tekstu skłoniła mnie do myślenia, iż prezes PSBT nie wypowiada się tutaj, aby oświadczyć, iż tłumacze działają całkowicie zgodnie z prawem. Po przeczytaniu tekstu odniosłem wrażenie, że jego główna myśl to "Owszem jest taki problem, ale udawajmy, że go nie ma. Lepiej zmieńmy Ustawę tak, by tzw. kartki stały się całkowicie legalne."
Może wiele osób się ze mną nie zgodzi co do mojej interpretacji słów prezesa PSBT. Zmiany, które są (według mnie) delikatnie sugerowane, całkowicie zmieniłyby naturę pracy tłumacza przysięgłego. I nie byłyby to dobre zmiany.
Myślę, że to dobrze, że egzamin jest trudny, a zdać go mogą tylko najlepsi, powołani do tego zawodu tłumacze. Jest to bardzo odpowiedzialna praca, która wymaga ogromnych kompetencji, a zatem dobrze jest, że uprawnienia otrzymują tylko ci, którzy znają się na tym, mają OGROMNĄ WIEDZĘ i czerpią z tego satysfakcję.
Zdają go tylko najlepsi tłumacze, ale jaki jest sens potem zepsuć sobie cala reputację, robięc rzeczy wspomniane z artykułu w pierwszym poście. Najwidoczniej to się opłaca, skoro proceder jest szeroki na, aż taką skalę...
Takie są realia. Dla pieniędzy wszyscy zrobią wszystko. Nikt się nie liczy ani z prawem, ani z etyką zawodową. A co do wypowiedzi prezesa PSBT to rzeczywiście dziwnie brzmi i zgodzę się z Dero.
Podpis elektroniczny? Jestem zdecydowanie przeciw. Do czego to doprowadzi?
Z drugiej strony, jesli np. student przetłumaczy i tłumacz zweryfikuje, to dlaczego nie? Gorzej oczywiście jak nie zweryfikuje...
Myślę, że to dobrze, że egzamin jest trudny, a zdać go mogą tylko najlepsi, powołani do tego zawodu tłumacze. Jest to bardzo odpowiedzialna praca, która wymaga ogromnych kompetencji, a zatem dobrze jest, że uprawnienia otrzymują tylko ci, którzy znają się na tym, mają OGROMNĄ WIEDZĘ i czerpią z tego satysfakcję.
Egzamin zdają najlepsi, co daje Ci renomę, samo już jego zdanie, a potem ta zdobyta reputacja upada przez takie postępowanie jak wspomniane w pierwszym poscie, w artykule. Ale widać to się opłaca, bo żadnych surowych restrykcji nie ma, nic tłumaczy nie odstrasza przed takimi czynami...
Takie są realia. Dla pieniędzy wszyscy zrobią wszystko. Nikt się nie liczy ani z prawem, ani z etyką zawodową. A co do wypowiedzi prezesa PSBT to rzeczywiście dziwnie brzmi i zgodzę się z Dero.
Podpis elektroniczny? Jestem zdecydowanie przeciw. Do czego to doprowadzi?
Z drugiej strony, jesli np. student przetłumaczy i tłumacz zweryfikuje, to dlaczego nie? Gorzej oczywiście jak nie zweryfikuje...
Wydaje mi się, że danie tłumaczom przysięgłym możliwości zatrudniania innych osób i ograniczenie pracy tegoż tłumacza do weryfikowania tłumaczeń innych, doprowadziłoby do znacznego obniżenia jakości tłumaczeń, jak również spowodowałoby masowe tłumaczenia, a co za tym idzie, weryfikacja zapewne byłaby wybiórcza. Jeden człowiek nie byłby w stanie rzetelnie kontrolować tylu zleceń. Takie jest moje zdanie.
studentka89
03-22-2010, 22:43
Wydaje mi się, że danie tłumaczom przysięgłym możliwości zatrudniania innych osób i ograniczenie pracy tegoż tłumacza do weryfikowania tłumaczeń innych, doprowadziłoby do znacznego obniżenia jakości tłumaczeń, jak również spowodowałoby masowe tłumaczenia, a co za tym idzie, weryfikacja zapewne byłaby wybiórcza. Jeden człowiek nie byłby w stanie rzetelnie kontrolować tylu zleceń. Takie jest moje zdanie.
Moim zdaniem, największym problemem w tym wypadku jest zwyczajna ludzka chciwość. Jest szansa więcej zarobić, to tłumacze łapią takie okazje. Nie jest jednak łatwo wykorzenić chciwość, dlatego kiedy nie pomaga siła argumentu, trzeba zastosować argument siły. Czyli wystosować i egzekwować odpowiednie prawo.
Moim zdaniem, największym problemem w tym wypadku jest zwyczajna ludzka chciwość. Jest szansa więcej zarobić, to tłumacze łapią takie okazje. Nie jest jednak łatwo wykorzenić chciwość, dlatego kiedy nie pomaga siła argumentu, trzeba zastosować argument siły. Czyli wystosować i egzekwować odpowiednie prawo.
Zgadzam się, tylko jak widac, prawo nic nie moze zdziałac, te pouczenie raczej jakas formalnosc do ktorej nikt się nie stosuje.
Czyli wystosować i egzekwować odpowiednie prawo.
Już widzieliśmy jak to prawo jest egzekwowane, wysyłają pouczenie i na tym się kończy. Jeśli TP sam się nie posunie do jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoją pracę, to nadal będziemy mieli do czynienia z tym procederem.
Wydaje mi się, że danie tłumaczom przysięgłym możliwości zatrudniania innych osób i ograniczenie pracy tegoż tłumacza do weryfikowania tłumaczeń innych, doprowadziłoby do znacznego obniżenia jakości tłumaczeń, jak również spowodowałoby masowe tłumaczenia, a co za tym idzie, weryfikacja zapewne byłaby wybiórcza. Jeden człowiek nie byłby w stanie rzetelnie kontrolować tylu zleceń. Takie jest moje zdanie.
Ależ oczywiście, że tak - jeden człowiek nie będzie w stanie sprawdzić i zweryfikować wszystkich prac, więc będzie sprawdzał tylko kilka. Mnie tylko zastanawia kwestia reputacji tłumacza - czy tłumaczom przysięgłym naprawdę wszystko jedno, czy przekażą klientowi byle jak wykonane tłumaczenie? Jeśli ktoś podpisuje się własnym nazwiskiem to moim zdaniem powinien być przekonany o jakości wykonanej pracy.
Ależ oczywiście, że tak - jeden człowiek nie będzie w stanie sprawdzić i zweryfikować wszystkich prac, więc będzie sprawdzał tylko kilka. Mnie tylko zastanawia kwestia reputacji tłumacza - czy tłumaczom przysięgłym naprawdę wszystko jedno, czy przekażą klientowi byle jak wykonane tłumaczenie? Jeśli ktoś podpisuje się własnym nazwiskiem to moim zdaniem powinien być przekonany o jakości wykonanej pracy.
Dlatego właśnie uważam, że tłumacze przysięgli nie powinni być wyręczani osobami, które nie mają odpowiednich kwalifikacji. Kiedy zostaje się tłumaczem przysięgłym, wiadome jest, iż będzie się pracowało samemu. Po to są szkolenia, po to jest niezwykle trudny egzamin. Do takiej pracy powinno się czuć powołanie, a nie chęć łatwego zysku, ponieważ chciwość może doprowadzić do błędnych tłumaczeń, wybiórczego (jak wspominałem wyżej) weryfikowania, a co za tym idzie, do zmiany natury tego zawodu.
milka_ziel
03-23-2010, 13:05
"Ministerstwo Sprawiedliwości zna sprawę, ale poprzestaje na wysłaniu do tłumaczy prostego pouczenia."
Mieć przepisy prawne to jedna sprawa, a egzekwować je, to już zupełnie inna kwestia. Uważam, że powinien być położony większy nacisk na Ministerstwo Sprawiedliwości, aby najzwyklej w świecie ukrócić samowolę tłumaczy przysięgłych i biur tłumaczeń. Wiadomo, że problem nie zniknie całkowicie, ale wiele osób zastanowi się 2 razy, zanim podejmie się takiego oszustwa.
Ponieważ tłumacze przysięgli są urzędnikami państwowymi oszustwa przez nich dokonywane to nie błaha sprawa. Ministerstwo Sprawiedliwości powinno kontrolować tłumaczy i karać tych nieuczciwych z całą surowością. Gdyby do wszystkich przestępstw podchodziło tak lekko jak do sprawy sfałszowanych tłumaczeń nasz kraj roiłby się od przestępców. Poza tym dokumenty opatrzone pieczęcią powinny mieć jakąś rangę.
milka_ziel
03-23-2010, 13:14
Tłumacz przysięgły może zostać ukarany przez Komisję Odpowiedzialności Zawodowej gdy skarga zostanie skierowana przez zleceniodawcę..
Moim zdaniem przepisy prawne też są winne szerzeniu się tego procederu skoro zamiast weryfikować pracę tłumacza liczy się na to, że jego zleceniodawca to zrobi. Możliwe, że wiele osób woli poprawić błędy w tłumaczeniu niż zaskarżyć tłumacza (chociażby ze względu na długość trwania rozwiązywania takich spraw drogą sądową). Modyfikacja przepisów mogłaby częściowo pomóc w rozwiązaniu tego problemu.
milka_ziel
03-23-2010, 16:47
Wydaje mi się, że danie tłumaczom przysięgłym możliwości zatrudniania innych osób i ograniczenie pracy tegoż tłumacza do weryfikowania tłumaczeń innych, doprowadziłoby do znacznego obniżenia jakości tłumaczeń, jak również spowodowałoby masowe tłumaczenia, a co za tym idzie, weryfikacja zapewne byłaby wybiórcza. Jeden człowiek nie byłby w stanie rzetelnie kontrolować tylu zleceń. Takie jest moje zdanie.
Również uważam, że to czy tłumacz musi jedynie zweryfikować dany tekst czy go przetłumaczyć nie robi wielkiej różnicy, gdyż obie czynności zajmują mniej więcej tyle samo czasu. Sprawdzając tekst, tłumacz i tak musi go przetłumaczyć po swojemu, aby wiedzieć czy inna wersja jest poprawna czy też nie. Może się nawet okazać, że weryfikacja cudzych błędów zajmuje więcej czasu niż wykonanie własnego tłumaczenia.
Również uważam, że to czy tłumacz musi jedynie zweryfikować dany tekst czy go przetłumaczyć nie robi wielkiej różnicy, gdyż obie czynności zajmują mniej więcej tyle samo czasu. Sprawdzając tekst, tłumacz i tak musi go przetłumaczyć po swojemu, aby wiedzieć czy inna wersja jest poprawna czy też nie. Może się nawet okazać, że weryfikacja cudzych błędów zajmuje więcej czasu niż wykonanie własnego tłumaczenia.
Chodzi mi bardziej o to, że umożliwiając tłumaczowi zlecanie tłumaczeń innym, a on tylko by weryfikował, zwiększyłoby ilość zleceń, których TP by się podejmował. Przy dużej ilości zleceń, tłumacz mógłby nie być w stanie zweryfikować ich wszystkich. Co z tego, że sprawdzając wykonuje tę samą pracę. Lepiej żeby samodzielnie dokonał 10 tłumaczeń zamiast np.30 z czego 10 by sprawdził.
Moim zdaniem przepisy prawne też są winne szerzeniu się tego procederu skoro zamiast weryfikować pracę tłumacza liczy się na to, że jego zleceniodawca to zrobi. Możliwe, że wiele osób woli poprawić błędy w tłumaczeniu niż zaskarżyć tłumacza (chociażby ze względu na długość trwania rozwiązywania takich spraw drogą sądową). Modyfikacja przepisów mogłaby częściowo pomóc w rozwiązaniu tego problemu.
Zgadzam się z tym , gdyż przepisy w żaden sposób tego nie ułatwiają. Właśnie jedynie modyfikacja przepisów mogłaby tutaj coś wskórać. Ale widocznie Ministerstwo ma to w nosie albo jakiś interes:p
A co złego w tym, że tłumacz by weryfikował czyjeś tłumaczenia? Dlaczego miałyby być gorsze?
A co złego w tym, że tłumacz by weryfikował czyjeś tłumaczenia? Dlaczego miałyby być gorsze?
Dokładnie, nie rozumiem dlaczego nie którzy są temu pzeciw. Jeśli TP zatwierdzi dane tłumaczenie, znaczy ze wszystko się zgadza. Mogło by to pomóc np niektórym studentowm, badz poczatkującym tłumaczom zdobyc potrzebne doswiadczenie.
Chodzi mi bardziej o to, że umożliwiając tłumaczowi zlecanie tłumaczeń innym, a on tylko by weryfikował, zwiększyłoby ilość zleceń, których TP by się podejmował. Przy dużej ilości zleceń, tłumacz mógłby nie być w stanie zweryfikować ich wszystkich. Co z tego, że sprawdzając wykonuje tę samą pracę. Lepiej żeby samodzielnie dokonał 10 tłumaczeń zamiast np.30 z czego 10 by sprawdził.
Jeżeli sprawdzanie zajęłoby mu więcej czasu, to o czym my mówimy? W ogóle bez sensu, bo przecież chodzi o to, żeby tłumaczenie było szybko zrobione, bo nikt nikt nie będzie czekał miesiącami.
studentka89
03-23-2010, 20:20
Dokładnie, nie rozumiem dlaczego nie którzy są temu pzeciw. Jeśli TP zatwierdzi dane tłumaczenie, znaczy ze wszystko się zgadza. Mogło by to pomóc np niektórym studentowm, badz poczatkującym tłumaczom zdobyc potrzebne doswiadczenie.
Moim zdaniem nie ma problemu w sytuacji, kiedy tłumacz przysięgły rzeczywiście sprawdzi dane tłumaczenie, a dopiero wtedy je zatwierdzi. Racją jest, że będzie to dla niego oszczędność czasu. Na pewno będzie musiał porównywać tłumaczenie z oryginałem, ale zdecydowanie zajmuje to mnie czasu, niż tłumaczenie wszystkiego samemu. Problem natomiast jest wtedy, gdy tłumacz przysięgły zatwierdza coś, co jest przez niego niesprawdzone lub sprawdzone bardzo pobieżnie.
Dokładnie, nie rozumiem dlaczego nie którzy są temu pzeciw. Jeśli TP zatwierdzi dane tłumaczenie, znaczy ze wszystko się zgadza. Mogło by to pomóc np niektórym studentowm, badz poczatkującym tłumaczom zdobyc potrzebne doswiadczenie.
Owszem, może nie byłoby problemu, gdyby tłumacze faktycznie sprawdzali każde tłumaczenie przed przekazaniem go klientowi. Ale jak widać nie jest aż tak kolorowo i nierzadko zdarzają się błędy - w dodatku często dosyć poważne. To tu jest największy problem moim zdaniem i to do tego należy się przyczepić. Bo takie cwaniactwo, jakim posługują się w wypadku tej sprawy tłumacze przysięgli wcale nie wychodzi na dobre. I ciągle zastanawia mnie kwestia, czy poważnie liczy się ilość wykonanych tłumaczeń czy ich jakość? Moim zdaniem odpowiedź zdaje się prosta, ale sprawa musi mieć jakieś zaplecze, skoro aż tylu tłumaczy angażuje się w tak niefachową działalność.
sprawa musi mieć jakieś zaplecze, skoro aż tylu tłumaczy angażuje się w tak niefachową działalność.
Pewnie, ze ma zaplecze, kasa i praktycznie zerowa karalność. Ludzkie sumienie i rzetelna praca dla niektórych TP najwidoczniej nie jest priorytetem, a szkoda, bo odbija się to na całym zawodzie :|
studentka89
03-24-2010, 00:03
Pewnie, ze ma zaplecze, kasa i praktycznie zerowa karalność. Ludzkie sumienie i rzetelna praca dla niektórych TP najwidoczniej nie jest priorytetem, a szkoda, bo odbija się to na całym zawodzie :|
Myślę jednak, że bardzo łatwo przychodzi nam mówić to teraz. A co będzie, kiedy sami zostaniemy takimi tłumaczami? Nie sądzicie, że już teraz powinno się powziąć jakieś środki zaradcze? Co można zrobić, żeby uniknąć tego problemu w przyszłości? Bo obawiam się, że sytuacja może się tylko jeszcze bardziej rozwinąć na niekorzyść.
Myślę jednak, że bardzo łatwo przychodzi nam mówić to teraz. A co będzie, kiedy sami zostaniemy takimi tłumaczami? Nie sądzicie, że już teraz powinno się powziąć jakieś środki zaradcze?
Ja na przykład nie daję swoich tłumaczen do tłumaczenia native speakerom znającym jezyk A i B, tylko sam sie męczę, więc nie oszukuję na potegę jak tłumacz wspomniany w artykule. Źle bym się czuł gdybym takie coś zrobił, a co jeśli moje tłumaczenie zostanie zweryfikowane przez kogoś innego i wtedy wpadnę? Mnie to np przeraża dlatego wolę tłumaczyć uczciwie, lecz TP z pierwszego postu widocznie się tym nie przejmował.
studentka89
03-24-2010, 06:35
Ja na przykład nie daję swoich tłumaczen do tłumaczenia native speakerom znającym jezyk A i B, tylko sam sie męczę, więc nie oszukuję na potegę jak tłumacz wspomniany w artykule. Źle bym się czuł gdybym takie coś zrobił, a co jeśli moje tłumaczenie zostanie zweryfikowane przez kogoś innego i wtedy wpadnę? Mnie to np przeraża dlatego wolę tłumaczyć uczciwie, lecz TP z pierwszego postu widocznie się tym nie przejmował.
Taka współpraca z natywnymi użytkownikami obu języków nie jest wcale złym pomysłem, pod warunkiem, że dana osoba zna się na rzeczy i zna słownictwo w danym zakresie w obu tych językach. Na pewno nie powierzałabym takiej pracy pierwszej lepszej osobie tylko dlatego, że jest dwujęzyczna.
Taka współpraca z natywnymi użytkownikami obu języków nie jest wcale złym pomysłem, pod warunkiem, że dana osoba zna się na rzeczy i zna słownictwo w danym zakresie w obu tych językach. Na pewno nie powierzałabym takiej pracy pierwszej lepszej osobie tylko dlatego, że jest dwujęzyczna.
Dokładnie. Uważam, że spokojnie można korzystać z pomocy kompetentnych native speakerów jeśli mają wiedzę w odpowiedniej dziedzinie. Dla mnie oczywistym jest, że TP powinni starać się, aby ich przekład był niemalże doskonały - dlatego handel pustymi kartkami uważam za - nie dość, że ryzykowny, to także i głupi pomysł. Dalej upieram się przy mojej wizji nieskazitelnej reputacji tłumacza, która w mojej opinii jest niesamowicie cenna. A przecież zrzucając własną pracę na innych (zwłaszcza studentów, którzy dopiero się uczą) i nie weryfikując później ich tłumaczeń, może poważnie zniszczyć wizerunek tłumacza przysięgłego.
milka_ziel
03-24-2010, 14:28
Taka współpraca z natywnymi użytkownikami obu języków nie jest wcale złym pomysłem, pod warunkiem, że dana osoba zna się na rzeczy i zna słownictwo w danym zakresie w obu tych językach. Na pewno nie powierzałabym takiej pracy pierwszej lepszej osobie tylko dlatego, że jest dwujęzyczna.
Uważam, że zasięganie porady u native speakerów znających nie tylko oba języki, ale także orientujących się w dziedzinie, z której tłumaczymy tekst to bardzo dobry pomysł. Może to pomóc tłumaczowi uniknąć błędów i zweryfikować jego interpretację. Ale oczywistym jest, że tłumacz w swojej pracy musi liczyć przede wszystkim na siebie i swoje zrozumienie, bo nikt nie wykona jego pracy za niego.
milka_ziel
03-24-2010, 14:40
Myślę jednak, że bardzo łatwo przychodzi nam mówić to teraz. A co będzie, kiedy sami zostaniemy takimi tłumaczami? Nie sądzicie, że już teraz powinno się powziąć jakieś środki zaradcze? Co można zrobić, żeby uniknąć tego problemu w przyszłości?
Czy ktoś zostanie takim tłumaczem, czy też nie zależy od uczciwości danej osoby i od jej systemu wartości. Niektórzy zwyczajnie wolą zarobić niż przestrzegać etyki zawodowej. Dlatego potrzebna jest ingerencja Ministerstwa, większa kontrola i zmodyfikowanie przepisów.
Czy ktoś zostanie takim tłumaczem, czy też nie zależy od uczciwości danej osoby i od jej systemu wartości. Niektórzy zwyczajnie wolą zarobić niż przestrzegać etyki zawodowej. Dlatego potrzebna jest ingerencja Ministerstwa, większa kontrola i zmodyfikowanie przepisów.
A mnie się wydaje, że zmiana przepisów czy większy rygor ze strony Ministerstwa nic nie zmieni. Co najwyżej tylko tyle, że sprawa będzie bardziej dyskretna. Jest tyle przepisów, a ludzie i tak wychodzą z założenia, że przepisy są po to, by je łamać. Poza tym, fakt, że tak wielka ilość oszustw istnieje na rynku tłumaczenia wcale nie znaczy, że nie ma uczciwych tłumaczy. A i tak zawsze znajdzie się jakiś cwaniak, który będzie sobie handlował kartkami z podpisem nic sobie z tego tytułu nie robiąc. Myślę, że nieiwele możemy w tej sprawie zrobić, bo to raczej zależy od mentalności społeczeństwa, a nie od rygorystycznych przepisów.
Taka współpraca z natywnymi użytkownikami obu języków nie jest wcale złym pomysłem, pod warunkiem, że dana osoba zna się na rzeczy i zna słownictwo w danym zakresie w obu tych językach. Na pewno nie powierzałabym takiej pracy pierwszej lepszej osobie tylko dlatego, że jest dwujęzyczna.
Chodziło mi o to, ze nie podpisuję się pod czyims tłumaczeniem swoim nazwiskiem.
Myślę, że nieiwele możemy w tej sprawie zrobić, bo to raczej zależy od mentalności społeczeństwa, a nie od rygorystycznych przepisów.
Jakby wszystko zalezalo od mentalonosci spoleczenstwa a nie od przepisów, to bysmy mieli kradziez, zabójstwa i inne przestepestwa na porzadku dziennym ;p
A mnie się wydaje, że zmiana przepisów czy większy rygor ze strony Ministerstwa nic nie zmieni. Co najwyżej tylko tyle, że sprawa będzie bardziej dyskretna. Jest tyle przepisów, a ludzie i tak wychodzą z założenia, że przepisy są po to, by je łamać. Poza tym, fakt, że tak wielka ilość oszustw istnieje na rynku tłumaczenia wcale nie znaczy, że nie ma uczciwych tłumaczy. A i tak zawsze znajdzie się jakiś cwaniak, który będzie sobie handlował kartkami z podpisem nic sobie z tego tytułu nie robiąc. Myślę, że nieiwele możemy w tej sprawie zrobić, bo to raczej zależy od mentalności społeczeństwa, a nie od rygorystycznych przepisów.
Wydaje mi się, że zaostrzenie przepisów mogłoby rozwiązać problem. Załóżmy, że karą za "kartki" (choć przyznam, czytając artykuły na początku, czy jest to powszechnie uznawane za przestępstwo) byłoby pozbawienie uprawnień do wykonywania zawodu. I taka kara zostałaby bezlitośnie wprowadzona w życie. Kara nie byłaby za surowa, gdyż wydaje mi się, że sama nazwa zawodu "tłumacz PRZYSIĘGŁY" do czegoś zobowiązuje. Jeśli kilku tłumaczy zostałoby nakrytych i ukaranych, wtedy zamiast się ukrywać z całą sprawą, tłumacze woleliby unikać takiego sposobu na zarabianie pieniędzy. Osobiście wolałbym nie ryzykować edukacji, rozwoju, stresu i pieniędzy, które włożyłem w samo zdanie egzaminu na TP. Ale znów należy stwierdzić, że wszystko zależy od człowieka, a wiemy dobrze, że niektórzy, nawet pod groźbą śmierci, staraliby się zarobić coś w sposób nielegalny, lecz łatwy.
Wydaje mi się, że zaostrzenie przepisów mogłoby rozwiązać problem. Załóżmy, że karą za "kartki" (choć przyznam, czytając artykuły na początku, czy jest to powszechnie uznawane za przestępstwo) byłoby pozbawienie uprawnień do wykonywania zawodu. I taka kara zostałaby bezlitośnie wprowadzona w życie.
Myślę, że samo wprowadzenie ostrzejszych kar nie jest rozwiązaniem, które mogłoby pomóc w obecnej sytuacji. Nawet jeśli kara by się zmieniła, a tłumaczowi jak dotąd udawało się uniknąć odpowiedzialności, to nie sądzę, żeby tak łatwo zrezygnował z nielegalnej formy zarobku. Ale jeśli nowym karom towarzyszyłaby jeszcze odpowiednia kontrola, to mogłoby się to przyczynić do spadku tego typu przestępstw, chociaż nie wyeliminowałoby problemu w 100 procentach.
Uważam, że zasięganie porady u native speakerów znających nie tylko oba języki, ale także orientujących się w dziedzinie, z której tłumaczymy tekst to bardzo dobry pomysł. Może to pomóc tłumaczowi uniknąć błędów i zweryfikować jego interpretację. Ale oczywistym jest, że tłumacz w swojej pracy musi liczyć przede wszystkim na siebie i swoje zrozumienie, bo nikt nie wykona jego pracy za niego.
Pomoc native speakerów jest przydatna, ale nie musi być jedynym źródłem weryfikacji tłumaczenia:) Uważam, że konsultacja z osobą posługującą się wyłącznie w języku docelowym, ale będącą ekspertem w dziedzinie, z zakresu której dokonujemy przekładu, może być bardzo przydatna. Sprawdzenie tłumaczenia przez kogoś, kto orientuje się w danej tematyce pomoże nam uniknąć błędów merytorycznych, czy użycia nieadekwatnego słownictwa.
Wydaje mi się, że zaostrzenie przepisów mogłoby rozwiązać problem. Załóżmy, że karą za "kartki" (choć przyznam, czytając artykuły na początku, czy jest to powszechnie uznawane za przestępstwo) byłoby pozbawienie uprawnień do wykonywania zawodu. I taka kara zostałaby bezlitośnie wprowadzona w życie. Kara nie byłaby za surowa, gdyż wydaje mi się, że sama nazwa zawodu "tłumacz PRZYSIĘGŁY" do czegoś zobowiązuje. Jeśli kilku tłumaczy zostałoby nakrytych i ukaranych, wtedy zamiast się ukrywać z całą sprawą, tłumacze woleliby unikać takiego sposobu na zarabianie pieniędzy. Osobiście wolałbym nie ryzykować edukacji, rozwoju, stresu i pieniędzy, które włożyłem w samo zdanie egzaminu na TP. Ale znów należy stwierdzić, że wszystko zależy od człowieka, a wiemy dobrze, że niektórzy, nawet pod groźbą śmierci, staraliby się zarobić coś w sposób nielegalny, lecz łatwy.
Zaostrzenie przepisów w żadnym wypadku nie rozwiązałoby problemu. Mogłoby co najwyżej go zredukować w jakimś tam procencie. Nawet jeśli wprowadzonoby rutynowe kontrole, to do nich można się przygotować (zazwyczaj). Poza tym, przecież jeszcze istnieją łapówki (swoją drogą też nielegalne), które mogłyby pomóc tłumaczom ukrywać działalność "kartkową" w tajemnicy. Nie wierzę, że ten problem zniknie, to pokusa wyższych zarobków, której - trzeba przyznać - na pewno trudno się oprzeć.
Zaostrzenie przepisów w żadnym wypadku nie rozwiązałoby problemu. Mogłoby co najwyżej go zredukować w jakimś tam procencie. Nawet jeśli wprowadzonoby rutynowe kontrole, to do nich można się przygotować (zazwyczaj). Poza tym, przecież jeszcze istnieją łapówki (swoją drogą też nielegalne), które mogłyby pomóc tłumaczom ukrywać działalność "kartkową" w tajemnicy. Nie wierzę, że ten problem zniknie, to pokusa wyższych zarobków, której - trzeba przyznać - na pewno trudno się oprzeć.
Jednak ciągle nie mogę stwierdzić, czy jest to nielegalne (chodzi mi o kartki). Czytając wypowiedź prezesa PSBT i niektóre posty, stwierdzam, że wciąż nie zaszufladkowano tego jako przestępstwo. A przynajmniej nikt tego zrobić nie chce. Jednak moje zdanie to zdecydowane NIE.
to pokusa wyższych zarobków, której - trzeba przyznać - na pewno trudno się oprzeć.
Zwłaszcza, że według zasady "co zrobić, żeby zarobić i się nie narobić" jest to łatwy sposób na zdobycie pieniędzy, gdyż całą pracę wykonuje ktoś inny, a tłumacz przysięgły dostarcza jedynie kartkę z pieczęcią i swoim podpisem. Wiele osób rzeczywiście nie potrafi się oprzeć tak łatwej formie zarobku.
Pomoc native speakerów jest przydatna, ale nie musi być jedynym źródłem weryfikacji tłumaczenia:) Uważam, że konsultacja z osobą posługującą się wyłącznie w języku docelowym, ale będącą ekspertem w dziedzinie, z zakresu której dokonujemy przekładu, może być bardzo przydatna. Sprawdzenie tłumaczenia przez kogoś, kto orientuje się w danej tematyce pomoże nam uniknąć błędów merytorycznych, czy użycia nieadekwatnego słownictwa.
Ale czy to nie zajmie więcej czasu niż potrzeba? Tłumacz przysięgły to raczej autorytet, jeśli chodzi o znajomośc
języka. Myślę, że nie musi konsultować swoich tłumaczeń z native speakerami, bo wie wszystko, co trzeba:P
Co do zmiany przepisów. Na pewno by się przydała, ale czy by do czegoś doprowadziła. Ktoś wcześniej
wspomniał, że nadal łamanie prawa byłoby obecne, tylko bardziej dyskretne. Zupełnie się z tym zgadzam, gdyż
kiedy ludzie czują pieniądze zrobią wszystko i raczej mało kto zwraca uwagę na etykę zawodową. Nikt z tutaj obecnych nie może też powiedzieć na pewno, że w przyszłości sam nie będzie robił takich rzeczy. Oczywiście jestem przeciw, ale "nie mów hop zanim nie przeskoczysz".
Ale czy to nie zajmie więcej czasu niż potrzeba? Tłumacz przysięgły to raczej autorytet, jeśli chodzi o znajomośc
języka. Myślę, że nie musi konsultować swoich tłumaczeń z native speakerami, bo wie wszystko, co trzeba:P
Niekoniecznie;) Tłumacz przysięgły musi posiadać ogromną wiedzę, jeśli chodzi o słownictwo, jednak nie jest on wszechwiedzący. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi słownictwo specjalistyczne, a tłumacz dokonuje przekładów tekstów z różnych dziedzin. Dlatego uważam, że często niezbędna jest konsultacja z ekspertem;)
A jeśli już mowa o zmianie prawa:), uważam, że potrzebne jest także rozdzielenie egzaminu na ustnego i pisemnego TP.
Uważam, że to mógłby być dobry pomysł. Wielu tłumaczy ma predyspozycje do wykonywania kompetentnego tłumaczenia pisemnego, jednak nie każdy posiada umiejętności niezbędne do tłumaczeń ustnych. Stres, słaby słuch czy przeciętna pamięć krótka działają na niekorzyść osoby przystępującej do egzaminu, co nie znaczy, że nie zna ona zasad wykonywania tłumaczeń uwierzytelnionych.
Napisał annaul
A jeśli już mowa o zmianie prawa, uważam, że potrzebne jest także rozdzielenie egzaminu na ustnego i pisemnego TP.
Czyli na egzaminie nie ma podzialu na czesc ustna i pisemna? Jesli jest, i TP zdaje obie, to dlaczego mialby nie nie miec predyspozycji, w koncu zdal.
milka_ziel
03-25-2010, 07:17
Zaostrzenie przepisów w żadnym wypadku nie rozwiązałoby problemu. Mogłoby co najwyżej go zredukować w jakimś tam procencie.
Myślę, że zaostrzenie przepisów zmieniłoby sytuację. Nawet jeśli nie byłyby to radykalne zmiany to i tak miałyby znaczenie. Równie dobrze można powiedzieć, że zaostrzenie przepisów w stosunku do morderców niewiele zmieni, dlatego zostawmy ich w spokoju, bo i tak jesteśmy bezsilni i nie powstrzymamy ich przed popełnieniem przestępstwa.
niniel55
03-26-2010, 15:47
Myślę, że zaostrzenie przepisów zmieniłoby sytuację. Nawet jeśli nie byłyby to radykalne zmiany to i tak miałyby znaczenie. Równie dobrze można powiedzieć, że zaostrzenie przepisów w stosunku do morderców niewiele zmieni, dlatego zostawmy ich w spokoju, bo i tak jesteśmy bezsilni i nie powstrzymamy ich przed popełnieniem przestępstwa.
Zgadzam się. Nie należy tej sprawy zostawiać samej sobie, bo tak się jej nie rozwiąże. Wprowadzenie bardziej rygorystycznych przepisów na pewno by pomogło, a wizja surowej kary odstraszyłaby tłumaczy od tego nielegalnego procederu.
niniel55
03-26-2010, 16:01
Czyli na egzaminie nie ma podzialu na czesc ustna i pisemna? Jesli jest, i TP zdaje obie, to dlaczego mialby nie nie miec predyspozycji, w koncu zdal.
Jest podział na część ustną i pisemną i każdy tłumacz zdaje obie. Na każdej z nich są cztery tłumaczenia: dwa z polskiego na język obcy i dwa z języka obcego na polski. Po uzyskaniu przynajmniej 75% punktów z części pisemnej tłumacz może przystąpić do części ustnej. Ważną informacją jest też to, że w przypadku niezdania egzaminu tłumacz może przystąpić do niego po upływie przynajmniej roku.
Ważną informacją jest też to, że w przypadku niezdania egzaminu tłumacz może przystąpić do niego po upływie przynajmniej roku.
Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie, gdyż eliminuje ono rolę przypadku. Kandydat na tłumacza przysięgłego ma rok, żeby doskonalić swoje umiejętności i lepiej się przygotować. Skoro nie zdał, to znaczy, że czegoś mu jeszcze brakuje i byłoby niesprawiedliwie, gdyby mógł podejść kolejny raz do egzaminu już za miesiąc. Wydaje się, że każdy może mieć lepsze i gorsze dni, jednak licencja na tłumaczenia pisemne to poważna sprawa, dlatego każdy powinien iść na taki egzamin w pełni przygotowany i w formie- również ze względu na koszt takiego egzaminu.
Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie, gdyż eliminuje ono rolę przypadku. Kandydat na tłumacza przysięgłego ma rok, żeby doskonalić swoje umiejętności i lepiej się przygotować. Skoro nie zdał, to znaczy, że czegoś mu jeszcze brakuje i byłoby niesprawiedliwie, gdyby mógł podejść kolejny raz do egzaminu już za miesiąc. Wydaje się, że każdy może mieć lepsze i gorsze dni, jednak licencja na tłumaczenia pisemne to poważna sprawa, dlatego każdy powinien iść na taki egzamin w pełni przygotowany i w formie- również ze względu na koszt takiego egzaminu.
Całkowicie się zgadzam. To nie jest egzamin na prawo jazdy, którego wynik zależy też często od humoru egzaminatora. Do poprawki zwykle podchodzi się po miesiącu, bo mniej jest do "douczenia się" (co innego kiedy osoba całkowicie sobie nie radzi za kółkiem). Natomiast na egzaminie na TP jest się dobrze przygotowanym lub nie. Jeśli się nie zdaje, oznacza to, że nie ma się jeszcze odpowiednich umiejętności. Roczna przerwa to czas na dobre przygotowanie się. Nie można z tego zrobić masówki i egzaminów, gdzie szczęście liczy się bardziej od umiejętności.
niniel55
03-28-2010, 14:35
Całkowicie się zgadzam. To nie jest egzamin na prawo jazdy, którego wynik zależy też często od humoru egzaminatora. Do poprawki zwykle podchodzi się po miesiącu, bo mniej jest do "douczenia się" (co innego kiedy osoba całkowicie sobie nie radzi za kółkiem). Natomiast na egzaminie na TP jest się dobrze przygotowanym lub nie. Jeśli się nie zdaje, oznacza to, że nie ma się jeszcze odpowiednich umiejętności. Roczna przerwa to czas na dobre przygotowanie się. Nie można z tego zrobić masówki i egzaminów, gdzie szczęście liczy się bardziej od umiejętności.
Dokładnie. Zresztą tłumacze przysięgli są określani mianem "osób zaufania publicznego". Jeśli tłumacz chce zdobyć takie miano, powinien być w pełni świadomy warunków, jakie musi spełnić. Egzamin na tłumacza przysięgłego to nie kartkówka, którą można poprawić następnego dnia. Zresztą sam koszt tego egzaminu (800 zł) motywuje do jak najlepszego przygotowania.
Tłumacz przysięgły musi posiadać ogromną wiedzę, jeśli chodzi o słownictwo, jednak nie jest on wszechwiedzący. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi słownictwo specjalistyczne, a tłumacz dokonuje przekładów tekstów z różnych dziedzin. Dlatego uważam, że często niezbędna jest konsultacja z ekspertem;)
Również uważam, że konsultacja z ekspertem często jest niezbędna. W tłumaczeniach specjalistycznych bardzo łatwo o niewielki z punktu widzenia leksyki błąd, który w praktyce może doprowadzić do katastrofy. W takim tłumaczeniu, osoba przekładająca nie może pomylić się w żadnym szczególe, a tłumaczenie powinno być dokładne, rzetelne i przede wszystkim zrozumiałe dla odbiorcy. Tłumacz musi brać pod uwagę, że jego tekst będzie służył zapewne specjalistom w danej dziedzinie, a oni znają się na rzeczy. Dlaetego każdy błąd, złe użycie pojęcia lub błędne wyjaśnienie może doprowadzić do kompromitacji tłumacza. Z tego względu uważam, że teksty specjalistyczne nie tylko mogą ale i powinny być weryfikowane przez specjalistów.
niniel55
03-28-2010, 14:52
Z tego względu uważam, że teksty specjalistyczne nie tylko mogą ale i powinny być weryfikowane przez specjalistów.
A takim specjalistą powinien być sam tłumacz przysięgły. Każdy tłumacz powinien specjalizować się w jednej, konkretnej dziedzinie. Może to być: ekonomia, marketing, zarządzanie, finanse, rachunkowość, prawo, medycyna, farmacja, nauki przyrodnicze, teksty techniczne lub tematyka związana z Unią Europejską. Specjalizacja w jednej dziedzinie już jest bardzo trudną prawą, a tłumacz, który mówi, że specjalizuje się w kilku dziedzinach, tak na prawdę nie specjalizuje się w żadnej.
A takim specjalistą powinien być sam tłumacz przysięgły. Każdy tłumacz powinien specjalizować się w jednej, konkretnej dziedzinie. Może to być: ekonomia, marketing, zarządzanie, finanse, rachunkowość, prawo, medycyna, farmacja, nauki przyrodnicze, teksty techniczne lub tematyka związana z Unią Europejską. Specjalizacja w jednej dziedzinie już jest bardzo trudną prawą, a tłumacz, który mówi, że specjalizuje się w kilku dziedzinach, tak na prawdę nie specjalizuje się w żadnej.
Zupełnie się z Tobą nie zgadzam. Tłumacz wcale nie musi określić jednej jedynej dziedziny, w której się specjalizuje. Może mieć jedną, w której jest najlepszy i ma na przykład dodatkowe wykształcenie. Jednak w praktyce wydaje mi się, że to wcale tak nie wygląda. Żaden tłumacz nie wyżyłby ze swojego fachu tłumacząc tylko jeden określony rodzaj tekstów. Chyba, że ma szczęście i trafi na etat do jakiegoś sądu albo do dużej korporacji. Dlatego właśnie istnieją specjaliści, którzy za część wynagrodzenia za dane tłumaczenie weryfikują je. Tłumacz musi oczytać się w danym temacie, poznać podstawowe pojęcia zanim przystąpi do tłumaczenia, co wcale nie oznacza, że nie może być bardziej obeznany w innej dziedzinie. Jeśli nie posiada dodatkowego wykształcenia w danej dziedzinie, oddaje je do weryfikacji i po sprawie. Po prostu zarobi trochę mniej.
niniel55
03-28-2010, 15:18
Zupełnie się z Tobą nie zgadzam. Tłumacz wcale nie musi określić jednej jedynej dziedziny, w której się specjalizuje. Może mieć jedną, w której jest najlepszy i ma na przykład dodatkowe wykształcenie. Jednak w praktyce wydaje mi się, że to wcale tak nie wygląda. Żaden tłumacz nie wyżyłby ze swojego fachu tłumacząc tylko jeden określony rodzaj tekstów. Chyba, że ma szczęście i trafi na etat do jakiegoś sądu albo do dużej korporacji. Dlatego właśnie istnieją specjaliści, którzy za część wynagrodzenia za dane tłumaczenie weryfikują je. Tłumacz musi oczytać się w danym temacie, poznać podstawowe pojęcia zanim przystąpi do tłumaczenia, co wcale nie oznacza, że nie może być bardziej obeznany w innej dziedzinie. Jeśli nie posiada dodatkowego wykształcenia w danej dziedzinie, oddaje je do weryfikacji i po sprawie. Po prostu zarobi trochę mniej.
Nie chodzi mi o określanie "jednej jedynej dziedziny", tylko o specjalizowanie się w konkretnej dziedzinie przy jednoczesnym wykonywaniu tłumaczeń z innych zakresów. Specjalizacja nie wyklucza tłumaczenia tekstów, które nie mieszczą się w tym jedynym zakresie. Mówiłaś o tym, że tłumacz może zrobić każde tłumaczenie, a potem oddać je do weryfikacji specjaliście, ale kto ma być tym specjalistą? Właśnie tłumacz. Jeśli tłumaczysz tekst z zakresu medycyny, to kto ma być tu osobą wszystkowiedzącą? Lekarz? Nie, bo on ma wiedzę praktyczną, a nie znajomość wszystkich pojęć z zakresu medycyny w kilku językach. To jest działka właśnie tłumacza. A z trafianiem do sądu lub dużych korporacji nie będzie problemu, jeśli tłumacz posiada dogłębną wiedzę z danego zakresu.
Mówiłaś o tym, że tłumacz może zrobić każde tłumaczenie, a potem oddać je do weryfikacji specjaliście, ale kto ma być tym specjalistą? Właśnie tłumacz. Jeśli tłumaczysz tekst z zakresu medycyny, to kto ma być tu osobą wszystkowiedzącą? Lekarz? Nie, bo on ma wiedzę praktyczną, a nie znajomość wszystkich pojęć z zakresu medycyny w kilku językach. To jest działka właśnie tłumacza.
Specjalistą ma być specjalista z danej dziedziny. Jeśli tłumaczenie dotyczy medycyny, powinien to być specjalista w dziedzinie medycyny, jeśli fizyki to fizyki. Nie sądzisz chyba, że żeby tłumaczyć tekst na temat nowego odkrycia w dziedzinie biologii trzeba być biologiem? Są ludzie wykształceni w różnych naukach ścisłych którzy oferują swoje usługi w weryfikacji tekstów. Czytają oni przetłumaczony tekst i zgłaszają uwagi jeśli tekst jest niezrozumiały albo jakieś pojęcie nie pasuje do całości itd. Nawet mLingua zaprasza do współpracy ludzi, którzy tłumaczami nie są, a mogą się przydać oto cytat z ich ogłoszenia dla kandydatów: "Do wspólnej pracy zapraszamy również osoby, które nie są tłumaczami: partnerów handlowych, pracowników naukowych, korektorów, adiustatorów, native speakerów. Masz doświadczenie albo zapał? - Przekonaj nas."
A z trafianiem do sądu lub dużych korporacji nie będzie problemu, jeśli tłumacz posiada dogłębną wiedzę z danego zakresu.
Problem może być, bo co roku do grona tłumaczy dołącza gromadka nowych ludzi, a liczba miejsc jest niestety ograniczona :)
niniel55
03-28-2010, 20:37
Problem może być, bo co roku do grona tłumaczy dołącza gromadka nowych ludzi, a liczba miejsc jest niestety ograniczona :)
Strasznie sceptycznie :) Ja wierzę, że jeśli człowiek ma wielki talent, to koniec końców zostanie zauważony i dostanie swoją szansę :)
W tym wątku pojawia się wiele kwestii:
1. odpowiedzialność zawodowa tłumacza przysięgłego
2. odpowiedzialność biur tłumaczeń za istniejący proceder
3. wykonywanie tłumaczeń przez studentów
Ad. 1. Jeśli tłumacz sygnuje swoją pieczęcią tłumaczenie, którego nawet nie widział, to jest to ewidentna nierzetelność i nie ma co do tego wątpliwości - uważam, że TP powinien w takiej sytuacji zostać pociągnięty do odpowiedzialności, gdyż jest on osobą zaufania publicznego. Co innego, gdyby zweryfikował tłumaczenie wykonane przez tego nieszczęsnego studenta, dokonał ewentualnej korekty i zatwierdził do wydruku na "kartce".
W pełni się zgadzam, tylko pytanie brzmi: co począć, gdy nie mamy na to wystarczających dowodów? Jak wtedy pociągnąć danego tłumacza przysięgłego do odpowiedzialności? Wysyłanie pustych, ale opieczętowanych kartek nie mieści mi się w głowie, a czytając artykuł bardzo zdziwiło mnie z jaką łatwością można uprawiać ten proceder, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji.
Ad. 2. Biura tłumaczeń potrzebują TP. Nie zawsze mogą oni fizycznie być na miejscu; meilowe przesyłanie oryginału i odsyłanie tłumaczenia przysięgłego tradycyjną pocztą do BT zajmuje zbyt wiele czasu - zwłaszcza dzisiaj, kiedy tzw. turnover time jest pojęciem kluczowym dla usług tłumaczeniowych jako dziedziny biznesu.
I tu także się zgodzę, a opisana w artykule prowokacja jest tego najlepszym przykładem. Zarówno tłumacze przysięgli, jak też i biura tłumaczeń ponoszą odpowiedzialność za to co się dzieje.
Ad. 3. Idąc za pytaniem prezesa PSBT: dlaczego tłumaczenia wykonywane przez studentów lingwistyki są w artykule z dziennika "POLSKA" niejako naznaczone piętnem "roi się w nich od błędów"?
Jestem przekonana, że studenci lingwistyki po rocznym kursie tłumaczeń specjalistycznych prowadzonym przez tłumacza przysięgłego (na UMCS w Lublinie kurs ten stanowi element curriculum III roku studiów) posiadają zarówno odpowiednią znajomość dokumentów, jak i terminologii fachowej z dziedziny finansów, bankowości, prawa i ekonomii, i w związku z tym są w stanie wykonać dobre tłumaczenie na miarę tłumacza przysięgłego. Stereotyp, że student nic nie potrafi powinien już dawno odejść w zapomnienie. Niejednokrotnie studenci odbywający staż w biurze tłumaczeń poprawiają tłumaczenia wykonane przez tłumaczy przysięgłych (sic!) - takich niedzielnych, w wieku emerytalnym, którzy tytuł TP otrzymali wiele lat temu, gdy nie zdawało się jeszcze egzaminów i dostawało pieczęć TP niemalże "na ładne oczy".
Nie zgadzam się. Jak w ogóle można przyrównywać osobę uczącą się do tłumacza przysięgłego z wieloletnim stażem? Roczny kurs tłumaczeń to, według mnie, stanowczo za mało by dawać studentom jakiekolwiek uprawnienia do wykonywania tak odpowiedzialnej pracy. Nie chodzi tutaj o to, że student nic nie potrafi, tylko o to, że nie zdobył jeszcze odpowiedniego doświadczenia, a w pracy tłumacza to naprawdę się liczy. I nie wydaje mi się również, że choć połowie studentów(przyszłych tłumaczy) udałoby się zaliczyć egzamin na tłumacza przysięgłego, który jest bardzo trudny i wymaga od kandydata posiadania nieprzeciętnej wiedzy.
W sytuacji, o której tutaj dyskutujemy powstaje jednak pytanie: kto powinien ponieść tę odpowiedzialność, wobec kogo wyciągać konsekwencje?
Wobec biura tłumaczeń, za to że nie zapewniło korekty?
Wobec tłumacza przysięgłego, za to że uwierzytelnił niesprawdzone przez siebie tłumaczenia? (wszak to jego nazwisko widnieje na dokumencie)
Wobec tłumacza-studenta, który faktycznie tłumaczył tekst i de facto również otrzymał wynagrodzenie za wykonaną pracę?
A może wobec wszystkich? Wobec biura tłumaczeń- z całą pewnością, wobec tłumacza przysięgłego- tym bardziej. Jeśli dokument, w którym roi się od błędów, podpisany jest jego nazwiskiem to dlaczego nie poniósł jeszcze za to odpowiedzialności karnej? A jeśli o samego studenta chodzi, to nie wierzę, iż nie miał on pojęcia o tym, dla kogo tłumaczył dany tekst. Poniesione konsekwencje mogłyby być dla niego nauką pokory na przyszłość.
Wracając do tego kto jest odpowiedzialny za błędne tłumaczenia opieczętowanych dokumentów: naturalnie przede wszystkim winę ponoszą TP, jako inicjatorzy takiego procederu.
Jest jeszcze jedna kwestia. A co jeśli biuro tłumaczeń postawi tłumaczowi przysięgłemu warunek, że nie rozpocznie z nim współpracy, jeśli ten nie przyśle mu wcześniej kartek z pieczątkami i podpisami? Wszak biurko może skłamać, że będzie na nich drukowało teksty TP przesłane im przez niego mailowo. Naprawdę zdarzają się takie sytuacje, dlatego też nie powinniśmy zrzucać całej winy na tłumacza, który może być nieświadomy tego, co się dzieje.
Strasznie sceptycznie :) Ja wierzę, że jeśli człowiek ma wielki talent, to koniec końców zostanie zauważony i dostanie swoją szansę :)
Może i masz racje, że trzeba myśleć pozytywnie, ale realia są jakie są :) Miejmy nadzieje, że ciężka praca przyniesie nam korzyści nie tylko w postaci satysfakcji i spełnienia, ale także satysfakcji materialnej :)
Prawda jest taka, że jeszcze niedawno bardzo łatwo było zostać tłumaczem przysięgłym, więc niech się teraz nikt nie dziwi, że tacy niekompetentni ludzie, którzy sprzedają "kartki", mogą pochwalić się tym tytułem :)
Jednak ciągle nie mogę stwierdzić, czy jest to nielegalne (chodzi mi o kartki). Czytając wypowiedź prezesa PSBT i niektóre posty, stwierdzam, że wciąż nie zaszufladkowano tego jako przestępstwo. A przynajmniej nikt tego zrobić nie chce. Jednak moje zdanie to zdecydowane NIE.
Ciekawe czy byś takie teorie głosił jakbyś był tłumaczem przysięgłym:D
Prawda jest taka, że jeszcze niedawno bardzo łatwo było zostać tłumaczem przysięgłym, więc niech się teraz nikt nie dziwi, że tacy niekompetentni ludzie, którzy sprzedają "kartki", mogą pochwalić się tym tytułem :)
To niestety prawda, ale teraz za to wymogi są wyśrubowane i zostanie tłumaczem przysięgłym jest bardzo trudne.
To niestety prawda, ale teraz za to wymogi są wyśrubowane i zostanie tłumaczem przysięgłym jest bardzo trudne.
Zgadzam się, jednak uważam, że nawet teraz, ktoś, kto ma talent i umiejętności da radę zrobić przysięgłego i się wybić:)
No pewnie, ale widziałeś jaki są wymagania?
Tak, widziałem te wymagania i rzeczywiście są wysokie.
Dla zainteresowanych załączam linka
http://www.csx.pl/baza_wiedzy/tlumacz_przysiegly_egzamin.1.php
Jednakże ten super trudny test nie sprawdzi tego, czy ktoś będzie później uczciwy, czy też będzie sprzedawał te puste kartki:)
izabellaw
03-31-2010, 22:11
Cytat:
Napisał Boiziba Zobacz post
sprawa musi mieć jakieś zaplecze, skoro aż tylu tłumaczy angażuje się w tak niefachową działalność.
Pewnie, ze ma zaplecze, kasa i praktycznie zerowa karalność. Ludzkie sumienie i rzetelna praca dla niektórych TP najwidoczniej nie jest priorytetem, a szkoda, bo odbija się to na całym zawodzie :|
Ten 'fenomen' wydaje się być delikatnie zaskakujący. Być może szwankuje tu mentalność polaków, którzy nie walczą o swoje prawa, a bynajmniej wracają do poprzedniego zleceniobiorcy pomimo uchybień. Wydaje mi się, że na wolnym rynku klienci powinni doceniać jakoś usług. Jakość powinna = więcej zleceń, lecz nie zawsze tak jest. Niestety.
Cytat:
Napisał Boiziba Zobacz post
sprawa musi mieć jakieś zaplecze, skoro aż tylu tłumaczy angażuje się w tak niefachową działalność.
Ten 'fenomen' wydaje się być delikatnie zaskakujący. Być może szwankuje tu mentalność polaków, którzy nie walczą o swoje prawa, a bynajmniej wracają do poprzedniego zleceniobiorcy pomimo uchybień. Wydaje mi się, że na wolnym rynku klienci powinni doceniać jakoś usług. Jakość powinna = więcej zleceń, lecz nie zawsze tak jest. Niestety.
Niestety ludziom zależy w większości przypadków na czasie, a nie na jakości tłumaczenia:). Większość tłumaczeń jest wykonywana dla ludzi, którzy raczej nie znają angielskiego, więc skąd oni mogą wiedzieć jakiej jakości jest przekład?
izabellaw
04-01-2010, 01:32
"Według informacji, jakie dostaliśmy z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, pewien tłumacz z języka niemieckiego w ciągu 11 miesięcy wykonał 10 027 tłumaczeń, czyli - wliczając niedziele - 31 dziennie. Niektóre teksty były wielostronicowe. To możliwe tylko w sytuacji, gdy prace wykonywało za niego biuro, posługując się opieczętowanymi kartkami in blanco."
A co z odpowiedzią na główne pytanie tego wątku.
Czy jest możliwe przetlumaczenie 31 kartek dziennie? :)
Osobiście znam bardzo dobrą tłumaczkę przysięgłą, której zdarza sie tłumaczyc pół nocy i osiąga takie wyniki (np. 31 stron na dobę DOBREGO tłumaczenia). Nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktokolwiek poświęcił swoje prywatne życie na tyle, aby zajmować się tylko i wyłącznie pracą codziennie przez cały rok.
Ale czy teoretycznie nie jest to możliwe? :)
teoria teorią, praktyka praktyką, nikt nie ma na tyle zdrowia by siedzieć non stop nad pracą tłumaczeniową, więc bezsprzecznie jest to proceder co najmniej podejrzany.
izabellaw
04-01-2010, 01:35
I tu także się zgodzę, a opisana w artykule prowokacja jest tego najlepszym przykładem. Zarówno tłumacze przysięgli, jak też i biura tłumaczeń ponoszą odpowiedzialność za to co się dzieje.
Podaję link do artykułu opisującego rozwiązanie jednej z takich spraw. Odpowiada w jakimś stopniu na pytanie jak ponosi się konsekwencje w praktyce.
http://wiadomosci.onet.pl/1567508,2677,1,areszt_bez_wyroku,kioskart.html
izabellaw
04-01-2010, 01:40
W pełni się zgadzam, tylko pytanie brzmi: co począć, gdy nie mamy na to wystarczających dowodów? Jak wtedy pociągnąć danego tłumacza przysięgłego do odpowiedzialności? Wysyłanie pustych, ale opieczętowanych kartek nie mieści mi się w głowie, a czytając artykuł bardzo zdziwiło mnie z jaką łatwością można uprawiać ten proceder, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji.
Życie, moja droga. Taka już człowieka natura. Nie mówię, że wszystkich ludzi, ale fakt faktem jak człowiek poczuje możliwość łatwych pieniędzy często nie myśli o konsekwencjach (w szczególności, gdy wykrywalność danego procederu jest stosunkowo niewielka). Być może, jakimś rozwiązaniem byłoby dołączenie do egzaminu na tłumacza przysięgłego czegoś w rodzaju testów psychologicznych na uczciwość i rzetelność. Byłby to może jakiś sposób zapobiegania i dodatkowego zaostrzenia środowiska tłumaczy. Jednak nie wiem czy w praktyce byłoby to możliwe do wykonania.
izabellaw
04-01-2010, 01:47
Jednak ciągle nie mogę stwierdzić, czy jest to nielegalne (chodzi mi o kartki). Czytając wypowiedź prezesa PSBT i niektóre posty, stwierdzam, że wciąż nie zaszufladkowano tego jako przestępstwo. A przynajmniej nikt tego zrobić nie chce. Jednak moje zdanie to zdecydowane NIE.
Wg mnie tłumacz wydający karty in blanco , który nie wie pod czym się podpisze powinien ponieść jakąś odpowiedzialność karną. (szczególnie w przypadku błędów merytorycznych danego tłumaczenia) . Ponadto biuro tłumaczeniowe akceptujące taki proceder powinno także być pociągnięte do odpowiedzialności karnej.
Jednak, jak ułatwić wykrycie procederu? Być może coś w rodzaju podstawionego klienta? lub zastosowanie prowokacji:
"Zrobiliśmy prowokację. Do jednego z krakowskich biur wysłaliśmy mejla: "Jestem tłumaczem przysięgłym języka angielskiego, francuskiego i niderlandzkiego [...]. Chciałbym nawiązać współpracę z Państwa biurem, jednak mieszkam spory kawałek od Krakowa. Znajomy polecił mi Państwa biuro ze względu na elastyczność". List podpisaliśmy zmyślonym nazwiskiem. Szybko nadeszła odpowiedź: "Jesteśmy bardzo zainteresowani", pracownik podał nr telefonu.
Dziennikarz: Powiem wprost, zostawiłbym Państwu swoje kartki z pieczątkami, Państwo wysyłaliby mi skany dokumentów, a ja mejlem przesyłałbym tłumaczenia.
Biuro: Nie ma problemu. Mamy też szablony, możemy to udostępnić. Mamy prawie 8 gigabajtów szablonów. To też ułatwiłoby panu pracę. Dostosowuje sobie pan dokument do szablonu i to dużo szybciej idzie. W 99 proc. są to dokumenty samochodowe. Francuski - 20 zł za stronę. Niderlandzki - 100 zł za komplet.
Z szablonami to się pierwszy raz spotkałem, jak to funkcjonuje?
Jak mamy jakiegoś stałego klienta i on ma cały czas te same faktury. Tworzymy szablon i zmienia się tylko numer nadwozia i nazwisko sprzedającego.
To jaka jest moja rola?
Nie jesteśmy tłumaczami przysięgłymi, żeby to uwierzytelnić. My szukamy sześciu czy siedmiu studentów. Pan nie robi nic, tylko uwierzytelnia. "
Następnie następuje wysłanie przez organ do tego upoważniony fałszywych kart in blanco. Po ich wykorzystaniu zostaje ukarane biuro które dopuszcza się danego precedensu karą grzywny lub jakąkolwiek inną.
Końcowa kwota do zapłaty za tłumaczenie pisemne obliczana jest na podstawie ilości znaków w tekście wynikowym, po wykonaniu tłumaczenia. Na przykład w przypadku tłumaczenia z polskiego na angielski końcowa cena tłumaczenia zostanie obliczona na podstawie ilości znaków w wynikowym tekście angielskim.
Do obliczenia kwoty do zapłaty ilość znaków zaokrąglana jest w górę, z dokładnością do połowy strony. Na przykład, jeżeli tłumaczenie przysięgłe w tekście wynikowym będzie miało 1500 znaków ze spacjami, zapłacą Państwo za półtorej strony obliczeniowej.
Dopłaty za tłumaczenie tekstu wysokospecjalistycznego oraz tekstu do publikacji
Dopłata za tłumaczenie tekstu wysokospecjalistycznego wynosi 100% ceny obliczonej według cennika podstawowego.
Dopłata za tłumaczenie tekstu do publikacji wynosi 100% ceny obliczonej według cennika podstawowego...
mało realne , ale opłacalne ;)
jednak na podstawie wypowiedzi niektórych poprzedników stwierdzam,iż nie jest to przestępstwem.
Cytat:
Napisał Boiziba Zobacz post
sprawa musi mieć jakieś zaplecze, skoro aż tylu tłumaczy angażuje się w tak niefachową działalność.
Ten 'fenomen' wydaje się być delikatnie zaskakujący. Być może szwankuje tu mentalność polaków, którzy nie walczą o swoje prawa, a bynajmniej wracają do poprzedniego zleceniobiorcy pomimo uchybień. Wydaje mi się, że na wolnym rynku klienci powinni doceniać jakoś usług. Jakość powinna = więcej zleceń, lecz nie zawsze tak jest. Niestety.
całkowicie zgadzam się z wypowiedzią. Faktycznie musi szwankować tu mentalność Polaków.Nie wiemy czego chcemy.
Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie, gdyż eliminuje ono rolę przypadku. Kandydat na tłumacza przysięgłego ma rok, żeby doskonalić swoje umiejętności i lepiej się przygotować. Skoro nie zdał, to znaczy, że czegoś mu jeszcze brakuje i byłoby niesprawiedliwie, gdyby mógł podejść kolejny raz do egzaminu już za miesiąc. Wydaje się, że każdy może mieć lepsze i gorsze dni, jednak licencja na tłumaczenia pisemne to poważna sprawa, dlatego każdy powinien iść na taki egzamin w pełni przygotowany i w formie- również ze względu na koszt takiego egzaminu.
Egzamin wprowadzony Ustawą o zawodzie tłumacza przysięgłego, przeprowadzany jest przez Komisję Egzaminacyjną. Składa się z dwóch części: pisemnej i ustnej. Na obu z nich trzeba dokonać tłumaczenia z języka polskiego na język obcy i z języka obcego na polski. Egzamin uważa się za zdany w przypadku uzyskania minimum 150 z 200 punktów z każdej części, przy czym dopiero zdanie części pisemnej uprawnia do przystąpienia do części ustnej. W razie niezaliczenia testu, ponowne do niego przystąpienie jest możliwe dopiero po roku od daty poprzedniego egzaminu... i tak też powinno być. Za rok wiedza poukładana i egzamin zdany.
Prawda jest taka, że jeszcze niedawno bardzo łatwo było zostać tłumaczem przysięgłym, więc niech się teraz nikt nie dziwi, że tacy niekompetentni ludzie, którzy sprzedają "kartki", mogą pochwalić się tym tytułem :) Dlatego teraz , kiedy zdobycie tytułu tłumacza jest wyzwaniem, możemy być pewni,że coraz rzadziej coś podobnego będzie miało miejsce.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.