View Full Version : Przykłady błędów w tłumaczeniach tekstów prasowych
JoannaGawron
10-03-2009, 09:15
Ostatnio robiąc porządki w mieszkaniu odkryłam moje zakurzone notatki za studiów. Zaczęłam je przeglądać i natknęłam się na wykład opisujący błędy w tłumaczeniach testów prasowych. W pierwszym momencie ogarnął mnie śmiesz ale już po chwili zdałam sobie sprawę, że to wcale nie jest śmieszne tylko smutne, że tłumaczenia z tak licznymi błędami zostały opublikowane. A oto kilka przykładów:
oryginał: Die Polen sind in Deutschland kein Fremdkörper
tłumaczenie: Polacy nie są w Niemczech ciałem obcym/
Jest to przykład typowej kalki językowej. Tłumacz przetłumaczył Fremdkörper dosłownie i nie uwzględnił istniejących ojczystych wyrazów opisujących to samo pojęcie. Polacy nie są w Niemczech ciałem obcym lecz nie są obcy lub ich obecność w Niemczech nie dziwi.
oryginał: repräsentative Umfrage vom Frühjahr 1998
tłumaczenie: reprezentacyjne badania opinii przeprowadzone wiosną 1998 roku.
Tu mamy do czynienia z "Fałszywymi przyjaciółmi tłumacza" (Falsche Freunde). Tłumacz pomylił słowo reprezentatywny z reprezentacyjny.
oryginał: Die Tragikomödie des "kleinen Mannes" in den Fängen der Konsumpathologie
tłumaczenie: tragikomedia "ludzika" uwikłanego w patologię konsumpcji
"Kleiner Mann" to nie jest ludzik, tylko mały człowiek lub zwykły człowiek w szponach patologii konsumpcji.
To jest zaledwie kilka przykładów spośród wielu.
Najdrobniejsze przemyślenia na ten temat lub przykłady są mile widziane :D
Natrafiłem ostatnio na "małą" wpadkę tłumacza przysięgłego. Sprawa nie dotyczy tłumaczenia do prasy, aczkolwiek szeroko w niej była omawiana. Zamieszczam poniżej krótki artykuł opisujący całą sytuację:
" Proces Henryka Stokłosy, który miał się rozpocząć 1 kwietnia, może zostać przesunięty w czasie. Jeśli tak się stanie, to przyczyną będzie błędne tłumaczenie dokumentu wystawionego przez Prokuraturę Generalną w Celle, która wyraziła zgodę na ekstradycję śmiłowskiego biznesmena w grudniu 2007 roku.
Przekład sporządził warszawski tłumacz przysięgły na zlecenie Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, która prowadziła śledztwo przeciwko Stokłosie. W dokumencie, oprócz zgody na ekstradycję, znalazło się stwierdzenie: "rezygnuje się z przestrzegania zasady specjalności" oznaczającą, że zatrzymanemu można w późniejszym postępowaniu postawić inne zarzuty niż te, które znalazły się w europejskim nakazie aresztowania i były podstawą wydania władzom polskim Henryka Stokłosy. Tymczasem w oryginalnym dokumencie mowa jest o tym, że nie ma na to zgody.
Błąd ten zauważyła Anna Stokłosa. - Dokument niemiecki zleciłam do przetłumaczenia innemu tłumaczowi przysięgłemu - mówi. - Wyszło, że jest dokładnie odwrotnie niż w pierwszej wersji.
Sprawą błędnego tłumaczenia zajęła się już Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga.
- Sprawdzamy, czy tak rzeczywiście się stało - informuje prokurator Renata Mazur. - W poniedziałek będzie w tej sprawie przesłuchana biegła tłumacz, która wykonała ten przekład.
Co do dalszego postępowania prokurator Mazur nie chciała się wypowiadać. Decyzja zapadnie bowiem w poniedziałek.
Prokurator przyznała, że polscy prokuratorzy, nie zdając sobie sprawy z zastrzeżeń niemieckiego partnera, w toku śledztwa zarzuty modyfikowali i rozszerzali. Tymczasem zgodnie z przepisami tak być nie powinno. "
JoannaGawron
10-19-2009, 13:54
Dawno temu w prasie pojawił się artykuł opisujący błędy polskich tłumaczeniach unijnych dokumentów. Źle przetłumaczone mogą przysporzyć polskim firmom sporo problemów. np: jedna z polskich firm działających w Niemczech od 2000 r. nie płaciła składek na ubezpieczenie zdrowotne. Jej właściciel stosował polską wersję odpowiedniej konwencji. Jak się okazało - błędną. Teraz musi zapłacić składki za cztery lata.
A oto tylko kilka błędów, aby przybliżyć wam skalę problemu :)
• „papryka" zamiast „pieprz” (w dyrektywie o dopuszczalnych poziomach pestycydów w warzywach i owocach)
• „psychicznie" zamiast „fizycznie nieprzygotowany do wykonania zadania” (w dyrektywie dotyczącej bhp przy przenoszeniu ciężarów, która mówi, kiedy pracownik może się znaleźć w niebezpiecznej sytuacji)
• „środki spożywcze pochodzenia zwierzęcego” zamiast „pasza” (w dyrektywie w sprawie higieny środków spożywczych)
• „zakazuje się przywozu” zamiast „zakazuje się wywozu” (w rozporządzeniu w sprawie kontroli wywozu niektórych substancji chemicznych)
• 15 proc. tłuszczu w mleku zamiast 1,5 proc. (w rozporządzeniu w sprawie refundacji wywozowych dla niektórych produktów rolnych)
Kilka lat temu błędy w tłumaczeniu stały się przyczyną tzw. "afery kartoflowej". Niemiecki dziennik "Die Tageszeitung" nazwał prezydenta Lecha Kaczyńskiego "Schurke" co zostało przetłumaczone jako "złodziejaszek" zamiast "łotr" czy "łajdak". Duże kontrowersje wywołało też tłumaczenie słowa "Kartoffel", które po polsku ma oznaczać osobę zachowującą się prostacko, a więc po prostu "burak".
Błędy mogą mieć różny charakter. Czasami rozbrajający. Z archiwum gazety.pl:
W udostępnionym dziennikarzom w czwartek polskim tłumaczeniu orędzia Jana Pawła II na Światowy Dzień Pokoju znalazł się ewidentny błąd – dowiedziała się PAP. Napisano w nim, że to Abel zabił Kaina.
„Pismo Święte uczy, że na początku dziejów Adam i Ewa zbuntowali się przeciw Bogu, a Abel zabił swego brata Kaina” – takie zdanie znalazło się w polskim tekście orędzia. Za przekład papieskich dokumentów odpowiedzialna jest polska sekcja watykańskiego Sekretariatu Stanu.
Źródło: portal gazeta.pl, 16.12.04
Może odbiegnę tu troszkę od tematu, ale doskonałym przykładem błędów w tłumaczeniu jest samo w sobie zjawisko ENGRISH (jakby ktoś miał wątpliwośći: http://pl.wikipedia.org/wiki/Engrish)
Poniżej zamieszczam kilka linków na poprawienie humoru:
http://xteam7.wordpress.com/2008/08/04/wpadki-jezykowe-na-olimpiadzie-w-pekinie/
http://www.engrish.com/
oraz zdecydowanie mój faworyt
http://www.engrish.com/wp-content/uploads//2008/12/feman.jpg
Ciekawym tłumaczeniem jakie znalazłam, a dokładniej przykładem błędów w tłumaczeniu, jest orędzie papieża Jana Pawła II z okazji Światowego Dnia Pokoju. Rażące zdanie - Abel zabił Kaina – zostało opublikowane w polskiej wersji tegoż orędzia. Za błąd ten można winić osoby zajmujące się redakcją i ostateczną korektą tekstu, co pokazuje nam jak istotny jest ten ostatni etap pracy tłumacza.
Kolejną sprawą jest niekonsekwencja w odmianie nazwisk ( w szczególności tych włoskich), jak również w nazewnictwie watykańskich instytucji. Kongregacja Nauki Wiary – to oficjalna polska nazwa instytucji kościelnej, którą tłumacz przetłumaczył następująco- Kongregacja Doktryny Wiary. Tym razem mamy do czynienia z niekonsekwencją nazewnictwa.
A oto kolejny przykład, który pokazuje brak staranności tłumaczy jak i nieuważną korektę tekstu: „Bóg Ojciec i Jezus Chrystus, w otoczeniu świętych męczenników i wyznawców, przeprowadzają sąd nad dobrem i nad złem, jakie dokonały się w historii świata, i wskazują na jego ostateczny jej ostateczny cel, jakim jest zbawienie i chwała”.
Dwa ostatnie przykłady pokazują jak tłumacz niepoważnie może traktować swoją pracę, w przypadku ostatniego cytatu wystarczyło przeczytać tekst po przetłumaczeniu go, aby wyeliminować błędy. Natomiast jeśli chodzi o nazewnictwo to zawsze należy sprawdzać właściwe nazwy instytucji bądź dokumentów, zamiast wymyślać własne tłumaczenia, dlatego też dobrą radą jest przeczytanie kilku tekstów związanych z daną tematyką i to najpierw w języku polskim a pózniej w obcym jeszcze przed rozpoczęciem tłumaczenia. W takiej sytuacji tłumacz zapewne zwróciłby uwagę na nazwy np. najważniejszych instytucji.
magda_tatara
11-02-2009, 22:40
dobrą radą jest przeczytanie kilku tekstów związanych z daną tematyką i to najpierw w języku polskim a pózniej w obcym jeszcze przed rozpoczęciem tłumaczenia..
Absolutnie zgadzam się. Dobry tłumacz nie tylko przed rozpoczęciem tłumaczenia ustnego, ale i pisemnego powinien posiadać przynajmniej globalną wiedzę na temat tłumaczonego tematu. Wyeliminowanie błędów w przypadku tłumaczenia pisemnego, jakim jest tłumaczenie tekstów prasowych jest łatwiejsze do wykonania. Są słowniki, teksty paralelne, inne (już przetłumaczone) artykuły albo choćby „google“, będące skarbnicą różnego rodzaju dokumentów. Zawsze lepiej jest korzystać jednak ze źródeł pewnych, aby w przypadku błędu w sztuce powołać się na wiarygodne źródło. Nieocenieni mogą okazać się również nasi znajomi, specjalizujący się w dziedzinach nauki, z którymi my możemy mieć niewiele wspólnego. Np. prawnik pomoże nam ustalić polską nazwę danego terminu, będącą uzusem językowym w świecie prawniczym albo wyjaśni różnicę pomiędzy „gwarancją“ a „rękojmią“.
magda_tatara
11-02-2009, 22:45
A jeśli już pomimo największych starań popełnimy karygodny błąd, warto być przygotowanym na taką ewentualność. Zawód tłumacza to ciężki kawałek chleba i wszystkie błędy mogą nas słono kosztować. Warto zatem rozejrzeć się za ubezpieczeniem od błędów w tłumaczeniu oferowanym przez niektóre agencje ubezpieczeniowe. W ten sposób możemy ustrzec się przed roszczeniami osób korzystających z wykonanego tłumaczenia.
Przykład z Kainem i Ablem stanowi doskonały dowód na to, że tłumacz musi posiadać szeroką wiedzę ogólną. W szczególności dotyczy to tłumaczy ustnych, którzy nie mają możliwości sprawdzenia informacji w trakcie tłumaczenia. W przypadku tłumacza orędzia papieskiego widać, że nie każdy jest świadom swoich braków w wiedzy ogólnej. Aby uniknąć tego typu "wpadek" wystarczy być na bieżąco z informacjami, czytać prasę (artykuły na różne tematy) i nie zapominać tego czego nauczyło się jeszcze w liceum.
Zdarza się też, że osoba której wypowiedź jest ostro krytykowana w mediach próbuje obarczyć winą tłumacza o niewłaściwą interpretację tekstu. Tak było kilka lat temu gdy były prezydent Aleksander Kwaśniewski w wywiadzie dla niemieckiego "Vanity Fair" oznajmił, że Niemcy powinny zaostrzyć kurs wobec Polski. Stwierdzenie to spotkało się oczywiście z ogólną krytyką zarówno ze strony mediów jak i również ze strony samej kancelarii prezydenta. Według Aleksandra Kwaśniewskiego pełne tłumaczenie wywiadu zostało zaprezentowane w Polsce w sposób "niesłuszny i nieprawdziwy". "Vanity Fair" przedstawiło tę informację następująco: "Merkel muss stärker auf Angriffe der Kaczynskis reagieren."
Cytowany wyżej przykład jeszcze raz pokazuje jak ważne jest zrozumienie przez tłumacza intencji wypowiedzi, którą tłumaczy, chodź w tym wypadku słowa Aleksandra Kwaśniewskiego odebrane zostały jednoznacznie jako wypowiedź "doradcy rządu niemieckiego", dlatego nie powinno się tu obarczać winą tłumacza.
Jeśli chodzi o polityków, to błędy w tłumaczeniach ich wypowiedzi mogą też wynikać z nieznajomości różnic kulturowych danego kraju bądź specyficznemu stylowi wypowiedzi danego polityka. Przykładem dobrego tłumaczenia będzie tu postać prezydenta Lecha Wałęsy, którego wypowiedzi sprawiają wiele kłopotów zarówno tłumaczom ustnym jak i pisemnym. Jako przykład można przytoczyć wizytę Lecha Wałęsy w Japonii, gdzie podczas spotkania użył metafory "polscy komuniści byli jak rzodkiewki. Czerwoni na zewnątrz i biali w środku". Sformułowanie to bez problem zostało by zrozumiane w "naszej" kulturze europejskiej, jednak dla Japończyków było by niezrozumiałe ponieważ rzodkiewki w Japonii są białe zarówno od środka jak i z zewnątrz.Tłumacz zastąpił słowo "rzodkiewka" słowem "krewetka", co doskonale oddało sens wypowiedzi.
W czasach wojny na Bałkanach, Lech Wałęsa, wtedy prezydent, na międzynarodowej konferencji zgłosił swój plan pokojowy dla byłej Jugosławii. Zaproponował by międzynarodowy kontyngent ONZ zajął wszystkie lotniska, potem ważne węzły kolejowe, a na końcu wszystkie Ce-Pe-eNy. Tłumacz gładko przekazywał treść wystąpienia, aż dobrnął do słów …CePeeN …po których zapadła kłopotliwa cisza, przerywana nerwowym pochrząkiwaniem.
z http://janpospieszalski.salon24.pl/332,lech-walesa-genialne-plany-i-zyranci
Bylo to wprawdzie tlumaczenie ustne, ale przyklad jak najbardziej adekwatny. Tym razem zabraklo niestety sprytu i pomyslu jak obejsc te "cepeeny".
Na szczęście tłumacz pisemny ma więcej czasu na "dobranie" właściwego terminu w języku docelowym. Niestety zdarzają się pomyłki. Kiedyś natknęłam się na tłumaczenie fragmentu filmu, gdzie zdanie :"People, eat in our restaurant because we have to afford braces for our children" było przetłumaczone: "Ludzie jedzcie w naszej restauracji.Potrzebujemy kupić szelki dla naszych dzieci". Oczywiście "braces" w tym kontekście rozsądniej było by przetłumaczyć "aparaty ortodontyczne". Myślę, że błąd polega tu na dosłownym tłumaczeniu zdania oderwanego od kontekstu i sytuacji.
Powyższe przykłady doskonale pokazują jaką wagę mają tłumaczenia prasowe, mogąc prowadzić niejednokrotnie do konfliktów między np. osobistościami z róznych państw, prasę czyta zresztą większość społeczeństwa.
Należy również pamiętać, że w przypadku prasy, a zwłaszcza dzienników czas na tłumaczenie jest dość ograniczony, stąd tłumacz ma dodatkowo utrudnione zadanie.
Uważam że dobrym sposobem na uniknięcie błędu przetłumaczenia na nieprawidłową polszczyznę jest po prostu przeczytanie wykonanego już tłumaczenia na głos lub komuś innemu.
Należy również pamiętać, że w przypadku prasy, a zwłaszcza dzienników czas na tłumaczenie jest dość ograniczony, stąd tłumacz ma dodatkowo utrudnione zadanie.
Uważam że dobrym sposobem na uniknięcie błędu przetłumaczenia na nieprawidłową polszczyznę jest po prostu przeczytanie wykonanego już tłumaczenia na głos lub komuś innemu.
Słuszna uwaga co do faktu, że tłumacz często ma mało czasu by oddać tekst przełożony na język docelowy. Gazety prześcigają się z tym, kto jako pierwszy będzie miał najświeższe i najbardziej kontrowersyjne informacje. Krótki czas na wykonanie zlecenia rzeczywiście może być główną przyczyną błędów w tłumaczeniach prasowych. Nie zawsze jednak taki tłumacz ma możliwość przeczytania tekstu innej osobie, ale przeczytanie go na głos i to najlepiej po odłożeniu tekstu na kilka godzin to dobry pomysł.
Jeszcze jednym przykładem jakie zamieszanie może wywołać pozornie drobny błąd w tłumaczeniu jest przekład wypowiedzi Ojca Świętego na temat Unii Europejskiej pochodzące sprzed 5 lat, gdzie fragment "miejsce w strukturach wspólnoty europejskiej" został niewłaściwie przełożony na "miejsce w strukturach Unii Europejskiej".
poniżej cytuję fragment artykułu na ten temat:
"Z powodu błędu w oficjalnym tłumaczeniu pożegnalnego przemówienia Jana Pawła II do Polaków, Jego słowa zostały jednoznacznie zinterpretowane przez zagranicznych dziennikarzy jako poparcie dla członkostwa Polski w UE. Faktycznie, Papież nie odniósł się do Unii Europejskiej, a do struktur, w których Polacy powinni znaleźć swoje właściwe miejsce.
Żegnając się z rodakami Papież Jan Paweł II powiedział, że polskie społeczeństwo "znajdzie właściwe sobie miejsce w strukturach wspólnoty europejskiej i nie tylko nie zatraci własnej tożsamości, ale ubogaci swą tradycją ten kontynent i cały świat.
Jednakże, oficjalne tłumaczenie przekazane akredytowanym dziennikarzom cytowało Papieża, który jakoby powiedział, "miejsce w strukturach Unii Europejskiej", co zostało odebrane jako całkiem wyraźne poparcie dążeń kraju do członkostwa w UE. Obaj - polski prezydent i premier spodziewali się, że Jan Paweł II pobłogosławi ich wysiłki aby wejść do Unii. Mimo, że nie słyszeli oni specyficznego poparcia dla ich polityki, można było odnieść takie wrażenie, czytając europejską prasę.
Błąd, którego źródło jest prawdopodobnie polskie, jest oczywisty dla każdego uczciwego tłumacza. Właściwym znaczenie polskiego słowa wspólnota, użytego w oryginale przez Papieża, jest zwykle tłumaczone jako "community". powiedziała bez wahania Beata Wadowska, oficjalny tłumacz polsko-angielski. To samo znaczenie można znaleźć w oficjalnym słowniku wydanym dla polskich tłumaczy zajmujących się sprawami Unii Europejskiej, powiedziała pani Wadowska. Ponieważ "wspólnota" ma bardziej etniczne znaczenie, "Unia" jest bardziej kojarzona ze strukturą polityczną, dodała."
W 2002 roku, kiedy zdarzenie to miało miejsce, Polska była przed referendum w sprawie przyłączenia się do UE, co oznaczało że nieprawidłowo przetłumaczona wypowiedź Ojca Świętego mogła dać przewagę euroentuzjastom.
Błędy tłumaczy mogą prowadzić do naprawdę poważnych konsekwencji. Mam tu na mysli prezydenta Iranu Mahmouda Ahmadinejada, którego wypowiedzi były kilkukrotnie źle tłumaczone, co prowadziło niemal do konfliktów miedzynarodowych. Swojego czasu The Guardian i New York Times szeroko komentowały wypowiedź prezydenta, który domagał się rzekomo "zmiecienia Izraela z mapy świata" (Israel must be wiped off the map).
Diabeł tkwi w szczegółach, jednakże błąd ten doprowadził do zaostrzenia stosunków między USA, Izraelem i Iranem. Więcej o całej sytuacji można przeczytać tutaj:
http://realmofthesphinx.wordpress.com/2007/03/10/dangerous-mistranslation/.
Błąd tłumacza CNN, który pomylił 'nuclear technology' z 'nuclear weapon' w wypowiedzi Ahmajineada kosztował CNN wyrzucenie z Iranu. Wiecej o sprawie na http://www.regrettheerror.com/2006/01/17/cnn-possibly-banned-from-iran-due-to-mistranslation/
melon_21
11-04-2009, 16:58
nie mogę się zgodzić, że "afera kartoflowa" jest wynikiem błędu tłumacza... moim zdaniem przekręcenie znaczenia tych wyrazów było celowe, aby osiągnąć pewien efekt retoryczny, niezbędny w mediach... swoją drogą użycie slowa "kartofel" zamiast "burak" nieco zlagodzilo wypowiedź, co też jest ważne... a i bracia K są do kartofli podobni, więc zabieg jak najbardziej udany ;)
melon_21
11-04-2009, 17:13
oznajmił, że Niemcy powinny zaostrzyć kurs wobec Polski. "
jest to kolejny przykład nie błędu tłumaczeniowego a kreatywnego i twórczego podejścia mediów do faktów o świecie i takiegoż ich przedstawiania... zwłaszcza, że od czasów rządów PiS media stają się coraz mniej rzetelne i coraz bardziej zaangażowane politycznie. musimy zatem rozgraniczyć co uważamy za bląd tlumacza (przyklad z Kainem i Ablem) a co jest umyślnym zabiegiem stylistycznym (n.p. niemieckie "kartofle")....
melon_21
11-04-2009, 17:17
swoją drogą zwalanie winy na błąd tłumacza jest dosyć wygodną metodą zdjęcia z siebie presji opinii publicznej i innych dotkniętych podmiotów przez środki masowego przekazu... łatwiej jest mówić, że cała afera jest wynikiem niewiedzy jakiegoś anonimowego anglisty czy innego takiego, niż przyznać wprost, że taka afera pozwala sprzedać więcej gazet, ew. przyciągnie więcej osób przed telewizory....
melon_21
11-04-2009, 17:51
ostatnio też miał miejsce rzekomy błąd tłumaczenia, dosyć istotny, który trochę zamącil na naszej scenie politycznej:
"We wtorek wieczorem (czasu lokalnego) rzecznik Kelly powiedział "Washington Times", że ambasador nie wspomniał, jakoby rząd RP obiecał zwiększyć liczbę swoich wojsk w Afganistanie, lecz jedynie oświadczył, że przedstawiciele rządu planują "enhance their presence"..."
z jednej strony jest wyraźna nadinterpretacja wypowiedzi amabsadora, z drugiej strony można to też zrozumieć jako szukanie sensacji i "robienie newsów"
melon_21
11-04-2009, 18:35
znalazlem w sumie interesujący artykuŁ z wypisanymi bŁędami w reklamach prasowych, może nie wszystko koniecznie pasuje do tematu, ale szeroko pojęte blędy tlumacznia też są dosyć obszernie zaprezentowane...
http://www.wrota.podkarpackie.pl/pl/edukacja/ciekaw_edu/bledy/pracowa_przyklady
znalazlem w sumie interesujący artykuŁ z wypisanymi bŁędami w reklamach prasowych, może nie wszystko koniecznie pasuje do tematu, ale szeroko pojęte blędy tlumacznia też są dosyć obszernie zaprezentowane...
http://www.wrota.podkarpackie.pl/pl/edukacja/ciekaw_edu/bledy/pracowa_przyklady
W powyższym artykule o błedach w reklamie prasowej autor wypowiada się tak (cytuję):
"Pierwszy rodzaj błędów, jakie chciałabym omówić, to potknięcia językowe nieprzetłumaczone z języka obcego na język polski. Przy omawianiu tego rodzaju błędu chciałabym posłużyć się konkretnymi przykładami. Wiele reklam, szczególnie w tzw. "magazynach kolorowych" prezentuje dany produkt pochodzenia zagranicznego nie używając polskiego odpowiednika." itd.
Chciałam zauważyć, że autor najprawdopodobniej się myli, gdyż wiele takich właśnie reklam pozostaje nieprzetłumaczonych celowo... Robi się tak z różnych względów, m.in. dlatego, że slogany zagraniczne slogany są często rozpoznawane na całym świecie i tłumaczenie ich byłoby pewnego rodzaju utratą statusu czy znaczenia, pomyślmy chociażby jak wyglądałby przetłumaczony slogan: "Nokia. Connecting people." ...?
Chciałam zauważyć, że autor najprawdopodobniej się myli, gdyż wiele takich właśnie reklam pozostaje nieprzetłumaczonych celowo... Robi się tak z różnych względów, m.in. dlatego, że slogany zagraniczne slogany są często rozpoznawane na całym świecie i tłumaczenie ich byłoby pewnego rodzaju utratą statusu czy znaczenia, pomyślmy chociażby jak wyglądałby przetłumaczony slogan: "Nokia. Connecting people." ...?
Slogan Mc Donald's : I'm lovin' it funkcjonuje na polskim rynku "nieprzetlumaczony". Jednak to samo haslo juz np. w Niemczech istnieje jako "ich liebe es". Zatem wiele tez zalezy czasami nie tylko od polityki firmy czy bledu w tlumaczeniu, ale od faktycznej "przetlumaczalnosci" danego hasla oraz tego, czy nie bedzie po prostu smieszne...
Dokładnie też o to mi chodzi, tak samo slogan "bye bye monotony" (Luminarc), przetłumaczalny może i jest bo ponoc przetłumaczalne jest wszystko, ale pewne jest że wersja polska "zepsułaby" oryginalny efekt.
A co do McDonalda, to w samym sloganie "i'm lovin' it" zawarty jest celowy błąd gramatyczny, hasło zostało przełożone na niemiecki bez tego "błędu", co w pewien sposób psuje efekt osiągnięty w oryginale...
ostatnio też miał miejsce rzekomy błąd tłumaczenia, dosyć istotny, który trochę zamącil na naszej scenie politycznej:
"We wtorek wieczorem (czasu lokalnego) rzecznik Kelly powiedział "Washington Times", że ambasador nie wspomniał, jakoby rząd RP obiecał zwiększyć liczbę swoich wojsk w Afganistanie, lecz jedynie oświadczył, że przedstawiciele rządu planują "enhance their presence"..."
Niemniej jednak cóż innego oznaczać może "enhance their presence" w kontekście polskich żołnierzy w Iraku? Uważam że sformułowanie "wzmocnić obecność" brzmi po prostu głupio i oznaczać może jedynie zwiększenie ich liczby. Toteż nie widzę w tym winy tłumacza, ale raczej przypadku.
Dokładnie też o to mi chodzi, tak samo slogan "bye bye monotony" (Luminarc), przetłumaczalny może i jest bo ponoc przetłumaczalne jest wszystko, ale pewne jest że wersja polska "zepsułaby" oryginalny efekt.
A co do McDonalda, to w samym sloganie "i'm lovin' it" zawarty jest celowy błąd gramatyczny, hasło zostało przełożone na niemiecki bez tego "błędu", co w pewien sposób psuje efekt osiągnięty w oryginale...
Zgadzam się w zupełności. Siła sloganu reklamowego bardzo często tkwi w grze słów, dlatego tłumaczenie reklam w większości przypadków nie ma sensu. Zawsze można znaleźć grę słowną w języku docelowym, która odda przesłanie reklamy i jednocześnie będzie zrozumiała dla odbiorcy reklamy.
ostatnio też miał miejsce rzekomy błąd tłumaczenia, dosyć istotny, który trochę zamącil na naszej scenie politycznej:
"We wtorek wieczorem (czasu lokalnego) rzecznik Kelly powiedział "Washington Times", że ambasador nie wspomniał, jakoby rząd RP obiecał zwiększyć liczbę swoich wojsk w Afganistanie, lecz jedynie oświadczył, że przedstawiciele rządu planują "enhance their presence"..."
z jednej strony jest wyraźna nadinterpretacja wypowiedzi amabsadora, z drugiej strony można to też zrozumieć jako szukanie sensacji i "robienie newsów"
Tłumacze powinni szczególnie uważać przy tłumaczeniu słów polityków i dyplomatów, ponieważ w ich przypadku nawet drobny błąd może całkowicie zmienić treść komunikatu i doprowadzić do ogromnego nieporozumienia. Ważne jest, aby osoba odpowiedzialna za tłumaczenie takich wypowiedzi miała na prawdę dużą wiedzę na temat bieżącej sytuacji i stosunków między danymi krajami lub organizacjami.
Czasami nie ma sensu tłumaczyć sloganów reklamowych, kiedy brzmią one dobrze w oryginale, szczególnie jeżeli oryginał jest w języku angielskim, który zna większość ludzi. Jeśli chodzi jednak o teksty w innych językach, muszą zostać przetłumaczone, bo po prostu nikt by ich nie zrozumiał. Slogan supermarketu Lidl "Lidl lohnt sich", który w dosłownym tłumaczeniu oznacza "Lidl się opłaca", został przetłumaczony jako "Lidl jest tani". Tłumacze nie wzięli jednak pod uwagę ewentualnych skojarzeń ze słowem tani. Gdy myślimy, że coś jest tanie, to przychodzi nam do głowy, że może być niskiej jakości. Slogan ten przyczynił się do właśnie takiego postrzegania tej sieci supermarketów przez konsumentówi i dlatego kolejny slogan "Lidl ceni jakość" miał na celu zmianę nastawienia ludzi.
estudiante
11-10-2009, 14:43
A ja jednak wrócę do prasy, chociaż przykład dotyczy bardziej tłumaczenia piosenek. Przed ostatnim chorzowskim koncertem U2 ukazał się w Dużym Formacie artykuł o dorobku artystycznym zespołu, swego rodzaju kompendium każdego koncertowicza. Jestem ciekawa Waszych opinii co do tych tłumaczeń. Zwłaszcza, że jako fan nie jestem zbyt obiektywna:)
http://wyborcza.pl/1,75480,6898701,Piosenki_na___koncert_U2.html
A ja jednak wrócę do prasy, chociaż przykład dotyczy bardziej tłumaczenia piosenek. Przed ostatnim chorzowskim koncertem U2 ukazał się w Dużym Formacie artykuł o dorobku artystycznym zespołu, swego rodzaju kompendium każdego koncertowicza. Jestem ciekawa Waszych opinii co do tych tłumaczeń. Zwłaszcza, że jako fan nie jestem zbyt obiektywna:)
http://wyborcza.pl/1,75480,6898701,Piosenki_na___koncert_U2.html
Zamieszczone w artykule tlumaczenia utworow rzeczywiscie nie sa moze najwyzszej jakosci, ale zwazywszy ze prawdopodobnym zalozeniam autora artykulu, bylo jedynie przybilzenie tresci piosenek to mozna uznac je za "wystarczajace" lub "zadowalajace". Choc tez jestem zdania, ze te dwa przymiotniki w zaden sposob nie pasuja do U2 :)
Jak ważne jest dobre tłumaczenie przekonał się Ahmed Ghaus Zalmaj, jeden z najbardziej znanych dziennikarzy w Afganistanie. Za błędne i nieuzgodnione z Radą Ulemów tłumaczenie Koranu został wraz z pomagającym mu mułłą skazany na 20 lat więzienia. Duchowni uznali za świętokradztwo błędny przekład Koranu z arabskiego na dari i wydanie go bez załączonej arabskiej wersji. Cieszmy się, że w Polsce tłumacze mogą spać spokojnie:)
A co do tłumaczenia piosenki w gazecie, to rzeczywiście najważniejsze było ogólne pokazanie, o czym jest. Trzeba pamiętać, że dziennikarze muszą pisać artykuły szybko, kiedy są aktualne i nie zawsze mają czas, żeby zadbać o świetne tłumaczenie.
melon_21
11-10-2009, 23:58
Niemniej jednak cóż innego oznaczać może "enhance their presence" w kontekście polskich żołnierzy w Iraku? Uważam że sformułowanie "wzmocnić obecność" brzmi po prostu głupio i oznaczać może jedynie zwiększenie ich liczby. Toteż nie widzę w tym winy tłumacza, ale raczej przypadku.
A czy sformulowanie "wzmocnić pozycję" nie byloby słuszne? a o co mu mogło chodzić, jak nie o zwiększenie kontyngentu? chociażby o ulepszenie sprzętu, jakim nasi wojacy zaprowadzają tam pokój.... interpretacji tej wypowiedzi może być co najmniej kilka, ale to nie było moim zamiarem odcyfrowywanie słów ambasadora, a skupienie się nad tym co prasa z nimi zrobiła... Z założenia błąd jest to wpadka, działanie nieumyślne... w przypadku ewentualnych prasowych machinacji mamy do czynienia z CELOWYM ZNIEKSZTAŁCANIEM RZECZYWISTOŚCI, czyli nie z błędem.... tyle w tym temacie :)
Tłumacz,tłumacząc słowa polityków i ambasadorów, powinien starać się zachować pewne niedomówienia, zamiast je interpretować. Trzeba wziąć pod uwagę, że są to przez nich często stosowane dyplomatyczne zabiegi, żeby nie powiedzieć zbyt dużo. To nie tłumacz jest odpowiedzialny za ich odszyfrowywanie.
Ponad rok temu spore zamieszanie w Rosji wywołał, zdaniem prasy źle przetłumaczona umowa w sprawie Gruzji. Prym wiedzie „Rossijskaja Gazieta”, która twierdzi, że w dokumencie w wersji rosyjskiej, paragraf dotyczący zapewnienia bezpieczeństwa – jest sformułowany: „zapewnienie bezpieczeństwa jest konieczne dla Abchazji i Osetii Południowej". Z kolei w wersji francusko- i anglojęzycznej jest napisane, że „bezpieczeństwo trzeba zapewniać w Abchazji i Osetii Południowej". Jak widzimy tłumaczenie tego typu dokumentów czy też wypowiedzi polityków jest niezwykle trudne, ponieważ każde słowo ma ogromne znaczenie i tłumaczenie można wykorzystywać w różny sposób.
estudiante
11-11-2009, 14:18
Tłumacz,tłumacząc słowa polityków i ambasadorów, powinien starać się zachować pewne niedomówienia, zamiast je interpretować. Trzeba wziąć pod uwagę, że są to przez nich często stosowane dyplomatyczne zabiegi, żeby nie powiedzieć zbyt dużo. To nie tłumacz jest odpowiedzialny za ich odszyfrowywanie.
Zgadzam się, nawet jeśli nasuwa nam się odpowiedź na pytanie- co ów polityk miał ma myśli- tłumacz nie jest od tego, aby rozwiewać wątpliwości adresatów. Powinien dobrze wiedzieć w jakiej relacji stoi autor wypowiedzi czy artykułu do grupy docelowej, zwłaszcza jeśli chodzi o poglądy, sympatie i antypatie polityczne itd. Jednak posuwanie się za daleko w odczytywaniu intencji wypowiadającego się nie przysporzy wiele dobrego temu ostatniemu.
estudiante
11-11-2009, 21:42
Trzeba pamiętać, że dziennikarze muszą pisać artykuły szybko, kiedy są aktualne i nie zawsze mają czas, żeby zadbać o świetne tłumaczenie.
Niby tak, ale z drugiej strony mamy akceptować niski poziom językowy czy rzeczowy artykułu, bo dziś musi być wydrukowany, a jutro nikt o nim nie będzie pamiętał? Można i tak do tego podejść, ale trzeba mieć świadomość, że znajdą się zawsze tacy czytelnicy, którym to przeszkadza i w konsekwencji wpływa na odbiór pisma jako całości. Np. brytyjski Guardian właśnie przez niedbalstwo w dziedzinie poprawności językowej stał się przedmiotem wielu anegdot, łącznie z prześmiewczym przekręcaniem nazwy dziennika:)
estudiante
11-11-2009, 21:48
Poza tym może się zdarzyć, że tłumacz przekładający tekst o polityce wysokiego szczebla i lekki felieton to ta sama osoba. W ferworze tłumaczenia na wczoraj ciężko wyeliminować zaniedbania, a niefrasobliwe podejście do mniej poważnych tekstów po prostu wyrabia złe nawyki i kształtuje nasze podejście do pracy.
estudiante
11-12-2009, 09:26
znalazlem w sumie interesujący artykuŁ z wypisanymi bŁędami w reklamach prasowych, może nie wszystko koniecznie pasuje do tematu, ale szeroko pojęte blędy tlumacznia też są dosyć obszernie zaprezentowane...
http://www.wrota.podkarpackie.pl/pl/edukacja/ciekaw_edu/bledy/pracowa_przyklady
Zgadzam się, że nie wszystkie slogany reklamowe da się przetłumaczyć bez utraty pewnego efektu, czy to gry słów czy instrumentacji zgłoskowej, nie wszystkie też po przetłumaczeniu wyglądają dalej jak slogany. Ale powyższy artykuł zawiera przykłady haseł, które są jak najbardziej przetłumaczalne, a zostawienie ich w oryginalnej formie sprawia, że czasem nie wiadomo o co chodzi. Np.:
"ROBITUSSIN – junior,antitussicum, expectorans"
"TOSCHIBA – Intel, the Intel inside Logo and Pentium are registered..." (tego w ogóle nie klasyfikowałabym jako slogan, tylko dodatkową informację o produkcie)
"ESTEE LAUDER – nowa Advanced Night Repair... "(tutaj ktoś powinien się zdecydować na jeden język, taka hybryda wygląda dziwnie) itd.
anusia8785
11-28-2009, 16:44
Dwa ostatnie przykłady pokazują jak tłumacz niepoważnie może traktować swoją pracę, w przypadku ostatniego cytatu wystarczyło przeczytać tekst po przetłumaczeniu go, aby wyeliminować błędy. Natomiast jeśli chodzi o nazewnictwo to zawsze należy sprawdzać właściwe nazwy instytucji bądź dokumentów, zamiast wymyślać własne tłumaczenia, dlatego też dobrą radą jest przeczytanie kilku tekstów związanych z daną tematyką i to najpierw w języku polskim a pózniej w obcym jeszcze przed rozpoczęciem tłumaczenia. W takiej sytuacji tłumacz zapewne zwróciłby uwagę na nazwy np. najważniejszych instytucji.
Podczas tłumaczenia tekstów, które zawierają terminologię fachową, najlepiej zapoznać się z tekstami paralelnymi z danej tematyki. Pomoże to w znacznym stopniu wyszukać ekwiwalenty nazw fachowych.
anusia8785
11-28-2009, 16:49
A jeśli już pomimo największych starań popełnimy karygodny błąd, warto być przygotowanym na taką ewentualność. Zawód tłumacza to ciężki kawałek chleba i wszystkie błędy mogą nas słono kosztować. Warto zatem rozejrzeć się za ubezpieczeniem od błędów w tłumaczeniu oferowanym przez niektóre agencje ubezpieczeniowe. W ten sposób możemy ustrzec się przed roszczeniami osób korzystających z wykonanego tłumaczenia.
Uważam, że jest to wręcz sprawa priorytetowa. Ważne jest, aby podczas tłumaczenia korzystać ze sprawdzonych źródeł wiedzy, aby później w przypadku jakiegoś błędu np. w terminologii, móc powołać się na ten czy inny słownik. W ten sposób będziemy choć w części usprawiedliwieni.
anusia8785
11-28-2009, 16:54
Przykład z Kainem i Ablem stanowi doskonały dowód na to, że tłumacz musi posiadać szeroką wiedzę ogólną. W szczególności dotyczy to tłumaczy ustnych, którzy nie mają możliwości sprawdzenia informacji w trakcie tłumaczenia. W przypadku tłumacza orędzia papieskiego widać, że nie każdy jest świadom swoich braków w wiedzy ogólnej. Aby uniknąć tego typu "wpadek" wystarczy być na bieżąco z informacjami, czytać prasę (artykuły na różne tematy) i nie zapominać tego czego nauczyło się jeszcze w liceum.
Moim zdaniem wiedza ogólna to podstawa w zawodzie tłumacza. Tłumacz, chciaż to filolog, musi znać się niemal na wszystkim, na każdej dziedzinie jakijkolwiek działalności. Tego oczekują od niego klienci. Zawód jest więc niezmiernie trudny i wymagający. Tłumacz nigdy nie wie, z jakiej dziedziny i dla kogo będzie wykonywał tłumaczenie.
Ciekawym tłumaczeniem jakie znalazłam, a dokładniej przykładem błędów w tłumaczeniu, jest orędzie papieża Jana Pawła II z okazji Światowego Dnia Pokoju. Rażące zdanie - Abel zabił Kaina – zostało opublikowane w polskiej wersji tegoż orędzia. Za błąd ten można winić osoby zajmujące się redakcją i ostateczną korektą tekstu, co pokazuje nam jak istotny jest ten ostatni etap pracy tłumacza.
Dokładnie, też o tym czytałam. Tłumacze bez wątpienia nie wyłapali tego błedu, bo wydaje się to takie oczywiste :) a jednak nie jest :)
Dawno temu w prasie pojawił się artykuł opisujący błędy polskich tłumaczeniach unijnych dokumentów. Źle przetłumaczone mogą przysporzyć polskim firmom sporo problemów. np: jedna z polskich firm działających w Niemczech od 2000 r. nie płaciła składek na ubezpieczenie zdrowotne. Jej właściciel stosował polską wersję odpowiedniej konwencji. Jak się okazało - błędną. Teraz musi zapłacić składki za cztery lata.
A oto tylko kilka błędów, aby przybliżyć wam skalę problemu :)
• „papryka" zamiast „pieprz” (w dyrektywie o dopuszczalnych poziomach pestycydów w warzywach i owocach)
• „psychicznie" zamiast „fizycznie nieprzygotowany do wykonania zadania” (w dyrektywie dotyczącej bhp przy przenoszeniu ciężarów, która mówi, kiedy pracownik może się znaleźć w niebezpiecznej sytuacji)
• „środki spożywcze pochodzenia zwierzęcego” zamiast „pasza” (w dyrektywie w sprawie higieny środków spożywczych)
• „zakazuje się przywozu” zamiast „zakazuje się wywozu” (w rozporządzeniu w sprawie kontroli wywozu niektórych substancji chemicznych)
• 15 proc. tłuszczu w mleku zamiast 1,5 proc. (w rozporządzeniu w sprawie refundacji wywozowych dla niektórych produktów rolnych)
Najbardziej z tego wszystkiego nie chcialałabym sie natknąc na mleko zawierające 15 procent tłuszczu. Jak widac niekompetentny tłumacz mógłby nawet zepsuć komuś kawę :) Kolejny dowód na to, że bycie tłumaczem to zajęcie trudne i wymagajace odpowiedzialnosci!
Błędy tłumaczy mogą prowadzić do naprawdę poważnych konsekwencji. Mam tu na mysli prezydenta Iranu Mahmouda Ahmadinejada, którego wypowiedzi były kilkukrotnie źle tłumaczone, co prowadziło niemal do konfliktów miedzynarodowych. Swojego czasu The Guardian i New York Times szeroko komentowały wypowiedź prezydenta, który domagał się rzekomo "zmiecienia Izraela z mapy świata" (Israel must be wiped off the map).
Diabeł tkwi w szczegółach, jednakże błąd ten doprowadził do zaostrzenia stosunków między USA, Izraelem i Iranem. Więcej o całej sytuacji można przeczytać tutaj:
http://realmofthesphinx.wordpress.com/2007/03/10/dangerous-mistranslation/.
Błąd tłumacza CNN, który pomylił 'nuclear technology' z 'nuclear weapon' w wypowiedzi Ahmajineada kosztował CNN wyrzucenie z Iranu. Wiecej o sprawie na http://www.regrettheerror.com/2006/01/17/cnn-possibly-banned-from-iran-due-to-mistranslation/
Przedstawione przez Ciebie przyklady rzeczywiscie brzmia powaznie. Jednak dziwi mnie szczerze mowiac pomylka tlumacza CNN... Wiadomo, że każdy ma prawo sie pomylić, bo nie ma ludzi nieomylnych, ale osoba tłumacząca prezydenta Iranu po pierwsze musi znac realia, po drugie powinna byc przygotowana do swojej pracy, a to był dość rażący bład jak na kogos pracującego jako tłumacz na tak wysokim szczeblu.
Ostatnio robiąc porządki w mieszkaniu odkryłam moje zakurzone notatki za studiów. Zaczęłam je przeglądać i natknęłam się na wykład opisujący błędy w tłumaczeniach testów prasowych. W pierwszym momencie ogarnął mnie śmiesz ale już po chwili zdałam sobie sprawę, że to wcale nie jest śmieszne tylko smutne, że tłumaczenia z tak licznymi błędami zostały opublikowane. A oto kilka przykładów:
oryginał: Die Polen sind in Deutschland kein Fremdkörper
tłumaczenie: Polacy nie są w Niemczech ciałem obcym/
Jest to przykład typowej kalki językowej. Tłumacz przetłumaczył Fremdkörper dosłownie i nie uwzględnił istniejących ojczystych wyrazów opisujących to samo pojęcie. Polacy nie są w Niemczech ciałem obcym lecz nie są obcy lub ich obecność w Niemczech nie dziwi.
oryginał: repräsentative Umfrage vom Frühjahr 1998
tłumaczenie: reprezentacyjne badania opinii przeprowadzone wiosną 1998 roku.
Tu mamy do czynienia z "Fałszywymi przyjaciółmi tłumacza" (Falsche Freunde). Tłumacz pomylił słowo reprezentatywny z reprezentacyjny.
oryginał: Die Tragikomödie des "kleinen Mannes" in den Fängen der Konsumpathologie
tłumaczenie: tragikomedia "ludzika" uwikłanego w patologię konsumpcji
"Kleiner Mann" to nie jest ludzik, tylko mały człowiek lub zwykły człowiek w szponach patologii konsumpcji.
To jest zaledwie kilka przykładów spośród wielu.
Najdrobniejsze przemyślenia na ten temat lub przykłady są mile widziane :D
Błędy wynikające ze złego doboru słów i pojęć są najbardziej rażące. Nie zapominajmy jednak o "kalkowaniu" składni. Wydaje mi się, ze wraz z biegiem lat coraz trudniej jest napisac angliscie, germaniscie itp. poprawne zdanie po polsku. Często sama łapię się na tym, czytając swoje tłumaczenia, że polskie zdania "trącą" troche gramatyką angielska. Proofreading jest tu niezbędny.
A tu mamy dosyć świeży przypadek błędu tłumacza w niemieckiej prasie:
http://www.telekom-presse.at/Nokia_Keine_Trennung_von_Handy-Produktion.id.11296.htm
Zgodnie z tłumaczeniem, menadżer Nokii Anssi Vanjoki stwierdził na łamach Wirtschaftswoche, że w dalszej perspektywie Nokia nie wyklucza sprzedaży jej działu produkcji telefonów. Szybko zdementowała to rzeczniczka Nokii, twierdząc że firma w żadnym wypadku nie ma w planach jakichkolwiek tego typu posunięć.Jednocześnie winę za to nieporozumienie zrzuciła na tłumacza.
Proofreading jest tu niezbędny.
Taki proofreading można zrobić samemu, powiedzmy dzień po skończeniu tłumaczenia.Jak już się nie ma kontaktu z tekstem w języku wyjściowym, łatwiej wyłapać dziwolągi składniowe w języku docelowym.
nie mogę się zgodzić, że "afera kartoflowa" jest wynikiem błędu tłumacza... moim zdaniem przekręcenie znaczenia tych wyrazów było celowe, aby osiągnąć pewien efekt retoryczny, niezbędny w mediach... swoją drogą użycie slowa "kartofel" zamiast "burak" nieco zlagodzilo wypowiedź, co też jest ważne... a i bracia K są do kartofli podobni, więc zabieg jak najbardziej udany ;)
Popieram.Jeśli tłumacz wybrałby opcję "burak", prawdopodobnie skończyłoby się to dla niego(niej) pozwem ze strony któregoś z braci. Kartofle brzmią bardziej neutralnie, tak jak wspomniałeś mogą się bardziej odnosić do wyglądu. Burak natomiast w znaczeniu cham i prostak ma dużo większy ciężar gatunkowy i najprawdopodobniej doprowadziłby braci K do białej gorączki. (tłumacz wolał więc wybrać krytykę kolegów po fachu, niż mieć do czynienia z Kaczyńskimi i chyba dobrze zrobił:p)
Taki proofreading można zrobić samemu, powiedzmy dzień po skończeniu tłumaczenia.Jak już się nie ma kontaktu z tekstem w języku wyjściowym, łatwiej wyłapać dziwolągi składniowe w języku docelowym.
Dokladnie. Najmniej kilka godzin po skonczeniu tlumaczenia powinno sie go przeczytac jeszcze raz, bo dzieki temu mamy lepszy obraz rzeczy. Najlepiej poczekac caly dzien, jesli to mozliwe, albo po prostu dać do przeczytania osobie trzeciej, zeby spojrzala na polski tekst objektywnie.
Dawno temu w prasie pojawił się artykuł opisujący błędy polskich tłumaczeniach unijnych dokumentów. Źle przetłumaczone mogą przysporzyć polskim firmom sporo problemów. np: jedna z polskich firm działających w Niemczech od 2000 r. nie płaciła składek na ubezpieczenie zdrowotne. Jej właściciel stosował polską wersję odpowiedniej konwencji. Jak się okazało - błędną. Teraz musi zapłacić składki za cztery lata.
Problem błędów w tłumaczeniach unijnych porusza również poniższy stary artykuł z gazeta.pl.
http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34308,2537209.html
Wymowna jest treść pierwszego akapitu:
Na stronach UKIE znaleźliśmy kilkaset sprostowań polskich wersji unijnych przepisów. Niektóre błędy całkowicie zmieniają sens przepisu. Jest ich tyle, że prawnicy boją się korzystać z polskich tekstów.
Slogan supermarketu Lidl "Lidl lohnt sich", który w dosłownym tłumaczeniu oznacza "Lidl się opłaca", został przetłumaczony jako "Lidl jest tani". Tłumacze nie wzięli jednak pod uwagę ewentualnych skojarzeń ze słowem tani. Gdy myślimy, że coś jest tanie, to przychodzi nam do głowy, że może być niskiej jakości. Slogan ten przyczynił się do właśnie takiego postrzegania tej sieci supermarketów przez konsumentówi i dlatego kolejny slogan "Lidl ceni jakość" miał na celu zmianę nastawienia ludzi.
Na całość poszedł polski Media Markt, który z niemieckiego "Ich bin doch nicht blöd" (czyli coś w stylu"no przecież nie jestem głupi", przynajmniej ja tak to rozumiem) zrobili "Nie dla idiotów". Swego czasu były chyba jakieś kontrowersje wokół tego sloganu, ale już nie pamiętam dokładnie o co chodziło.
Jak ważne jest dobre tłumaczenie przekonał się Ahmed Ghaus Zalmaj, jeden z najbardziej znanych dziennikarzy w Afganistanie. Za błędne i nieuzgodnione z Radą Ulemów tłumaczenie Koranu został wraz z pomagającym mu mułłą skazany na 20 lat więzienia. Duchowni uznali za świętokradztwo błędny przekład Koranu z arabskiego na dari i wydanie go bez załączonej arabskiej wersji. Cieszmy się, że w Polsce tłumacze mogą spać spokojnie:)
Jeżeli mówimy o "odpowiedzialności", jaką ponoszą tłumacze, to warto wspomnieć o tłumaczach książki Salmana Rushdiego "Szatańskie wersety". Jako, że książka jest skierowana rzekomo przeciwko islamowi, Prorokowi i Koranowi, to sam Rushdi i wszyscy którzy przyczynili się do publikacji książki zostali obłożeni fatwą przez ajatollaha Chomeiniego. Tłumacz wersji japońskiej został zamordowany, natomiast autor przekładu włoskiego został kilkukrotnie pchnięty nożem. W wersji polskiej tłumacza nie ujawniono, rzekomo ze względu na jego bezpieczeństwo.
Przedstawione przez Ciebie przyklady rzeczywiscie brzmia powaznie. Jednak dziwi mnie szczerze mowiac pomylka tlumacza CNN... Wiadomo, że każdy ma prawo sie pomylić, bo nie ma ludzi nieomylnych, ale osoba tłumacząca prezydenta Iranu po pierwsze musi znac realia, po drugie powinna byc przygotowana do swojej pracy, a to był dość rażący bład jak na kogos pracującego jako tłumacz na tak wysokim szczeblu.
Jak było wspomniane, tłumacz to też tylko człowiek. Też zdarzają mu się poważne błędy i myślę, że całkowite ich wyeliminowanie jest po prostu niemożliwe. Każdemu zdarzają się gorsze dni - być może tak też było z panią tlumaczącą dla CNN.
Problem błędów w tłumaczeniach unijnych porusza również poniższy stary artykuł z gazeta.pl.
http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34308,2537209.html
Wymowna jest treść pierwszego akapitu:
Na stronach UKIE znaleźliśmy kilkaset sprostowań polskich wersji unijnych przepisów. Niektóre błędy całkowicie zmieniają sens przepisu. Jest ich tyle, że prawnicy boją się korzystać z polskich tekstów.
Jak widać, nawet zawód tłumacza nie jest wolny od korupcji i niejasnych układów. Artykuł pokazuje, jak ważna jest systematyka i przejrzystość działania - bo niechlujność jest grzechem ciężkim w tym zawodzie.
Dokladnie. Najmniej kilka godzin po skonczeniu tlumaczenia powinno sie go przeczytac jeszcze raz, bo dzieki temu mamy lepszy obraz rzeczy. Najlepiej poczekac caly dzien, jesli to mozliwe, albo po prostu dać do przeczytania osobie trzeciej, zeby spojrzala na polski tekst objektywnie.
Zdecydowanie dobrym pomyslem jest przeczytanie tlumaczenia bez konfrontowania go z tekstem źródłowym. Wtedy dopiero wychodzą wszelkie kalki i dziwotwory językowe jakie się popełniło. Swoją drogą, nie wiem czy się ze mną zgodzicie, czytanie własnych wypocin jest jedną z bardziej nieprzyjemnych rzeczy. Jakkolwiek taka jest cena dobrego tłumaczenia.
A ja jednak wrócę do prasy, chociaż przykład dotyczy bardziej tłumaczenia piosenek. Przed ostatnim chorzowskim koncertem U2 ukazał się w Dużym Formacie artykuł o dorobku artystycznym zespołu, swego rodzaju kompendium każdego koncertowicza. Jestem ciekawa Waszych opinii co do tych tłumaczeń. Zwłaszcza, że jako fan nie jestem zbyt obiektywna:)
http://wyborcza.pl/1,75480,6898701,Piosenki_na___koncert_U2.html
Osobiście nie jestem w stanie przekonać się do tłumaczeń piosenek. Dla mnie tekst stanowi nierozerwalną całość z muzyką, tak więc branie na warsztat samych słów jest rozrywaniem monolitu. Dlatego uważam, że bez względu na jakość tłumaczenia, w połączeniu z melodią będzie ono zawsze brzmiało sztucznie. Ale to tylko mój subiektywny pogląd.
anusia8785
12-02-2009, 23:58
Słuszna uwaga co do faktu, że tłumacz często ma mało czasu by oddać tekst przełożony na język docelowy. Gazety prześcigają się z tym, kto jako pierwszy będzie miał najświeższe i najbardziej kontrowersyjne informacje. Krótki czas na wykonanie zlecenia rzeczywiście może być główną przyczyną błędów w tłumaczeniach prasowych. Nie zawsze jednak taki tłumacz ma możliwość przeczytania tekstu innej osobie, ale przeczytanie go na głos i to najlepiej po odłożeniu tekstu na kilka godzin to dobry pomysł.
Jak najbardziej się zgadzam. Tłumacze wykonują swoją pracę w pośpiechu i stąd tak liczne błędy. Myslę, że jeśli trochę więcej czasu poswięcaliby swoim tłumaczeniom, do takich,czasem bardzo poważnych błędów by nie dochodziło.
anusia8785
12-03-2009, 00:06
swoją drogą zwalanie winy na błąd tłumacza jest dosyć wygodną metodą zdjęcia z siebie presji opinii publicznej i innych dotkniętych podmiotów przez środki masowego przekazu... łatwiej jest mówić, że cała afera jest wynikiem niewiedzy jakiegoś anonimowego anglisty czy innego takiego, niż przyznać wprost, że taka afera pozwala sprzedać więcej gazet, ew. przyciągnie więcej osób przed telewizory....
Oczywiście, bo tak najłatwiej pozbyć się problemu i nagonki publicznej. Zauważmy, że wielokrotnie zdarza się, że politycy tłumaczą swoje wypowiedzi albo złą interpretacją tłumacza lub też tym, że dana wypowiedź została wyrwana z kontekstu.
Zgadzam się z tym, że obwinianie tłumacza jest najwygodniejszą metodą uniknięcia odpowiedzialności.
Wiele osób zapomina, że tłumacz nie jest wszechwiedzący. Z każdym tłumaczonym tekstem przybywa mu doświadczenia i wiedzy. Uważam, że jakość tłumaczenia w dużej mierze zależy od warsztatu tłumacza, od odbytej praktyki. Dodatkowo artykuły prasowe często przepełnione są wyrażeniami kolokwialnymi co podnosi trudność tłumaczenia.
Zgadzam się z tym, że obwinianie tłumacza jest najwygodniejszą metodą uniknięcia odpowiedzialności.
Wiele osób zapomina, że tłumacz nie jest wszechwiedzący. Z każdym tłumaczonym tekstem przybywa mu doświadczenia i wiedzy. Uważam, że jakość tłumaczenia w dużej mierze zależy od warsztatu tłumacza, od odbytej praktyki. Dodatkowo artykuły prasowe często przepełnione są wyrażeniami kolokwialnymi co podnosi trudność tłumaczenia.
Dodam jeszcze, że wiele zależy również od gatunku prasy, którego tłumaczenia się podejmujemy.
Osobiście zauważyłam,że (paradoksalnie) formalne teksty pochodzące z prasy z wyższej półki tłumaczy się łatwiej niż artykuły z tabloidów, pełnych nawiązań do bieżących wydarzeń oraz osób będących 'na językach' społeczeństwa.
Trzeba być na bieżąco zarówno z faktami, jak i sposobami ich komentowania, gdyż te zmieniają się niezwykle szybko.
Niezwykle ważne jest dla tłumacza także znajomość języka ojczystego i nie chodzi tu tylko o bogate słownictwo lecz także o gramatykę i interpunkcję.
Co więcej często jest tak,że czytając artykuł w obcym języku rozumiemy jego treść ale nie potrafimy przekazać jej w języku docelowym.
Zgadzam się z tym, że obwinianie tłumacza jest najwygodniejszą metodą uniknięcia odpowiedzialności.
Wiele osób zapomina, że tłumacz nie jest wszechwiedzący. Z każdym tłumaczonym tekstem przybywa mu doświadczenia i wiedzy. Uważam, że jakość tłumaczenia w dużej mierze zależy od warsztatu tłumacza, od odbytej praktyki. Dodatkowo artykuły prasowe często przepełnione są wyrażeniami kolokwialnymi co podnosi trudność tłumaczenia.
Nawiązując do tego, iż "wiele osób zapomina,że tłumacz nie jest wszechwiedzący", chciałam zauważyć,że problem często tkwi w samym tłumaczu,który nie zawsze zdaje sobie sprawę z faktu,że tak naprawdę nie wie.Zdarza się, że tłumacz jest w stu procentach przekonany co do swojego tłumaczenia i nie przyjdzie mu nawet do głowy,żeby cokolwiek sprawdzać.
Niezwykle ważne jest dla tłumacza także znajomość języka ojczystego. Często jest tak,że czytając artykuł w obcym języku rozumiemy jego treść ale nie potrafimy przekazać jej w języku docelowym.
Całkowicie zgadzam się z tym,że niekiedy to właśnie język ojczysty sprawia tłumaczowi najwięcej problemów. Nie chodzi jedynie o zrozumienie tekstu źródłowego,ale także o odpowiednie "ubranie" w słowa tego,co chcemy przekazać odbiorcy.
cziqitka89
03-13-2010, 16:19
Całkowicie zgadzam się z tym,że niekiedy to właśnie język ojczysty sprawia tłumaczowi najwięcej problemów. Nie chodzi jedynie o zrozumienie tekstu źródłowego,ale także o odpowiednie "ubranie" w słowa tego,co chcemy przekazać odbiorcy.
Dokładnie, często jest tak, że tłumacz za wszelką cenę stara się być wierny oryginałowi jednak zapomina o tym, że przetłumaczony tekst powinien się też "dobrze czytać". Jest to szczególnie istotne w przypadku tekstów prasowych, które są skierowane do różnych odbiorców, nie zawsze zdających sobie sprawę z tego, że czytają tekst, który pierwotnie powstał w innym języku, a często również i innych realiach.
aleksandra_okragly
03-13-2010, 16:37
Dokładnie, często jest tak, że tłumacz za wszelką cenę stara się być wierny oryginałowi jednak zapomina o tym, że przetłumaczony tekst powinien się też "dobrze czytać". Jest to szczególnie istotne w przypadku tekstów prasowych, które są skierowane do różnych odbiorców, nie zawsze zdających sobie sprawę z tego, że czytają tekst, który pierwotnie powstał w innym języku, a często również i innych realiach.
Zgadzam się całkowicie i przy okazji pragnę nadmienić, że wszystko to nawiązuje do zagadnienia wyboru techniki tłumaczenia, innymi słowy czy chcemy tekst udomowić i sprawić, by jak najbardziej przypominał tekst pierwotnie napisane w naszym języku ojczystym (domesticating) czy też odwrotnie, chcemy podkreślić elementy obcości (używając techniki foreignizing).
Dokładnie, często jest tak, że tłumacz za wszelką cenę stara się być wierny oryginałowi jednak zapomina o tym, że przetłumaczony tekst powinien się też "dobrze czytać". Jest to szczególnie istotne w przypadku tekstów prasowych, które są skierowane do różnych odbiorców, nie zawsze zdających sobie sprawę z tego, że czytają tekst, który pierwotnie powstał w innym języku, a często również i innych realiach.
Jakość tłumaczenia zależy też od obranej techniki. Niektórzy skupiają się na ekwiwalentach, niektórzy chcą zachować znaczenie tekstu źródłowego i posłużyć się przy tym np. amplifikacją a jeszcze inni wykorzystują technikę tłumaczenia dosłownego. Chociaż wg. mnie ta ostatnia nie zdaje testu przy tłumaczeniu artykułów prasowych.
aleksandra_okragly
03-13-2010, 17:07
A wracając do głównego tematu wątku, czyli przykładów błędów w tłumaczeniach to pragnę polecić artykuł Macieja Widawskiego ,,Ona prowadzi jak szalona'': kilka uwag o tym, jak nie należy tłumaczyć slangu. Autor prezentuje w nim wiele "kwiatków tłumaczeniowych" a artykuł sam w sobie jest niezwykle ciekawy. Sam tytuł jest już dosłownym tłumaczeniem angielskiego zwrotu "she drives me crazy".:)
aleksandra_okragly
03-13-2010, 17:26
Jakość tłumaczenia zależy też od obranej techniki. Niektórzy skupiają się na ekwiwalentach, niektórzy chcą zachować znaczenie tekstu źródłowego i posłużyć się przy tym np. amplifikacją a jeszcze inni wykorzystują technikę tłumaczenia dosłownego. Chociaż wg. mnie ta ostatnia nie zdaje testu przy tłumaczeniu artykułów prasowych.
Moim zdaniem tłumaczenie dosłowne rzadko kiedy zdaje egzamin, zwłaszcza tłumacząc teksty z języka tak bogatego w różnego rodzaju kolokacje i związki frazeologiczne jak język angielski. Wyjątkiem może być tłumaczenie tekstów technicznych, gdzie technika dosłowna jest najbezpieczniejszym wyjściem.
. Wyjątkiem może być tłumaczenie tekstów technicznych, gdzie technika dosłowna jest najbezpieczniejszym wyjściem.
Oczywiście nawet w wypadku tekstów technicznych trzeba w naszej dosłowności znaleźć złoty środek. Wszak wszystkie elementy tłumaczone verbatim należy połączyć w logiczną, spójną i składną całość :)
Nie może ona pozostać zlepkiem wyrazowym, z jakimi niestety często można się spotkać chociażby w tłumaczeniach instrukcji :)
edwina89
03-13-2010, 18:18
Zgadzam się, że błędy w tłumaczeniach tekstów prasowych wynikają między innymi z faktu, że gazety ścigają się w wydaniu artykułów co powoduje spory i afery.Zdarzają się też sytuacje, kiedy tłumacz jest zbyt pewny siebie i nie sprawdza pewnych zwrotów i wyrażeń. Poza tym, teksty prasowe powinno czytać się "płynnie." Niestety gramatyka i interpunkcja czasami to uniemożliwia.
Poza tym, teksty prasowe powinno czytać się "płynnie." Niestety gramatyka i interpunkcja czasami to uniemożliwia.
Zgadzam się. Większość błędów tłumaczenia tekstów prasowych dotyczy nie tyle rażących niezgodności semantycznych, co właśnie braku tej płynności. Uchwycenie sensu to jedno, a odpowiednie 'ubranie w słowa' tegoż sensu to drugie. Czytelnik nie powinien męczyć się podczas czytania artykułu prasowego, bo przecież sięga po gazetę w celu uzyskania jasnych i przejrzystych informacji czy zwyczajnie, dla przyjemności.
Oczywiście nawet w wypadku tekstów technicznych trzeba w naszej dosłowności znaleźć złoty środek. Wszak wszystkie elementy tłumaczone verbatim należy połączyć w logiczną, spójną i składną całość :)
Nie może ona pozostać zlepkiem wyrazowym, z jakimi niestety często można się spotkać chociażby w tłumaczeniach instrukcji :)
Jeżeli chodzi o tłumaczenie tekstów technicznych to ostatnio znalazłam bardzo ciekawy artykuł o błędzie w tłumaczeniu instrukcji który był fatalny w skutkach: http://artykuly.com.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowie/blad-w-tlumaczeniu-instrukcji.html
Wracając do artykułów prasowych, wielu czytających je ludzi podąża za radami, które można tam znaleźć. Tłumacz bierze na siebie pełną odpowiedzialność za przetłumaczony tekst dlatego należy upewnić się, że nasze tłumaczenie jest jak najbardziej poprawne ;)
Zgadzam się, że błędy w tłumaczeniach tekstów prasowych wynikają między innymi z faktu, że gazety ścigają się w wydaniu artykułów co powoduje spory i afery.Zdarzają się też sytuacje, kiedy tłumacz jest zbyt pewny siebie i nie sprawdza pewnych zwrotów i wyrażeń. Poza tym, teksty prasowe powinno czytać się "płynnie." Niestety gramatyka i interpunkcja czasami to uniemożliwia.
Chciałabym nawiązać właśnie do interpunkcji, o której wspomniała edwina89. Wydawać by się mogło,że taki przecinek,to tylko nic nie znaczący drobiazg, jednak źle użyty, potrafi zmienić całkowicie znaczenie danego zdania. Z tego co zauważyłam, wiele osób ma z tym problemy. Tkwią w przekonaniu,że przecinek stawiamy tylko przed określonymi spójnikami i na tym koniec.Jako przyszli tłumacze musimy "zaprzyjaźnić się" również ze znakami interpunkcyjnymi, które zdawały się wcześniej nie istnieć. ;)
Natalia89
03-14-2010, 13:57
Jakość tłumaczenia zależy też od obranej techniki. Niektórzy skupiają się na ekwiwalentach, niektórzy chcą zachować znaczenie tekstu źródłowego i posłużyć się przy tym np. amplifikacją a jeszcze inni wykorzystują technikę tłumaczenia dosłownego. Chociaż wg. mnie ta ostatnia nie zdaje testu przy tłumaczeniu artykułów prasowych.
Ja również bym odstępowała tłumaczenia dosłownego, najprościej mówiąc nie ma ono sensu. Jak wiemy, nikt nie jest w stanie nam powiedzieć jaki jest dosłowny ekwiwalent danej struktury zdaniowej, czy to jednostki leksykalnej. Co więcej efektem takiego tłumaczenia byłyby teksty całkowicie niegramatyczne, już nie wspominając o braku logiczności. I w tym oto momencie postulat Nabokova o pożyteczności tłumaczenia dosłownego mija się z prawdą i "nie zdaje egzaminu".
Natalia89
03-14-2010, 19:13
Słuszna uwaga co do faktu, że tłumacz często ma mało czasu by oddać tekst przełożony na język docelowy. Gazety prześcigają się z tym, kto jako pierwszy będzie miał najświeższe i najbardziej kontrowersyjne informacje. Krótki czas na wykonanie zlecenia rzeczywiście może być główną przyczyną błędów w tłumaczeniach prasowych. Nie zawsze jednak taki tłumacz ma możliwość przeczytania tekstu innej osobie, ale przeczytanie go na głos i to najlepiej po odłożeniu tekstu na kilka godzin to dobry pomysł.
Racją jest, że tłumacz z reguły dostatkiem czasu na przekład nie grzeszy i niesprawiedliwością jest zrzucenie całej winy na niego. Jednakże warto jest spojrzeć na tę sprawę z obiektywnego punktu widzenia. Bowiem szanujący się tłumacz winien znaleźć czas na kilkakrotne sprawdzenie przekładu, tak jak redakcja powinna mu ten czas udostępnić. Wydawałoby się, że obojgu zależy na tym samym, tak więc dziwnym wydaje się fakt, iż czasem mijają się z celem. W obowiązku tłumacza leży poprawne oddanie treści oryginału, za to dostaje wynagrodzenie, więc powinien być świadomy swoich decyzji.
cziqitka89
03-14-2010, 21:14
Racją jest, że tłumacz z reguły dostatkiem czasu na przekład nie grzeszy i niesprawiedliwością jest zrzucenie całej winy na niego. Jednakże warto jest spojrzeć na tę sprawę z obiektywnego punktu widzenia. Bowiem szanujący się tłumacz winien znaleźć czas na kilkakrotne sprawdzenie przekładu, tak jak gazeta powinna mu ten czas udostępnić. Wydawałoby się, że obojgu zależy na tym samym, tak więc dziwnym wydaje się fakt, iż czasem mijają się z celem. W obowiązku tłumacza leży poprawne oddanie treści oryginału, za to dostaje wynagrodzenie, więc powinien być świadomy swoich decyzji.
Zgadzam się z Natalia89. Tłumacz powinien zdawać sobie sprawę z tego, że w tym rodzaju pracy liczy się przede wszystkim jakość, a nie ilość. Tłumaczenie "na kolanie" może się w końcu zemścić na tłumaczu, który w końcu najwięcej ryzykuje, bo niełatwo odzyskać utraconą renomę. Dlatego osobiście uważam, że tłumacz powinien być aserywny i wiedzieć kiedy powiedzieć NIE.
Zgadzam się, że błędy w tłumaczeniach tekstów prasowych wynikają między innymi z faktu, że gazety ścigają się w wydaniu artykułów co powoduje spory i afery.
Niejako ta 'pogoń za sensacją' i walka o jak najszybsze przekazanie informacji sprawia, że często tłumacz zmuszony jest wykonywać swoją pracę pod presją. Stąd też wyżej wspomniana asertywność oraz szacunek dla własnej pracy i renomy stają w konfrontacji z rzeczywistymi wymaganiami redakcji i i niestety, nietrudno wtedy o pomyłki.
Natalia89
03-15-2010, 16:46
Niejako ta 'pogoń za sensacją' i walka o jak najszybsze przekazanie informacji sprawia, że często tłumacz zmuszony jest wykonywać swoją pracę pod presją. Stąd też wyżej wspomniana asertywność oraz szacunek dla własnej pracy i renomy stają w konfrontacji z rzeczywistymi wymaganiami redakcji i i niestety, nietrudno wtedy o pomyłki.
Profesjonalizm... Czyż nie tą cechą winien się odznaczać "dobry" tłumacz? Nikt nie neguje, że praca nad przekładem wykonywana jest najczęściej pod presją. Naturalnie można również rzec, że błędy w tłumaczeniu są częstym skutkiem wywieranej presji. Lecz owe stwierdzenia nie zmieniają kompetencji tłumacza, gdzie to wysoka jakość przekładu oraz profesjonalna obsługa tłumaczeniowa jest niezbędna do codziennej efektywnej pracy. Tak kolokwialnie to ujmę, że nikogo nie interesuje ile tłumacz ma czasu na tłumaczenie, jednak to nie zwalnia go z obowiązku lojalności wobec oryginału. I w tej chwili nasuwa się konkluzja: nie rób tego czego słuszności nie jesteś do końca pewien.
aleksandra_okragly
03-15-2010, 17:22
Profesjonalizm... Czyż nie tą cechą winien się odznaczać "dobry" tłumacz? Nikt nie neguje, że praca nad przekładem wykonywana jest najczęściej pod presją. Naturalnie można również rzec, że błędy w tłumaczeniu są częstym skutkiem wywieranej presji. Lecz owe stwierdzenia nie zmieniają kompetencji tłumacza, gdzie to wysoka jakość przekładu oraz profesjonalna obsługa tłumaczeniowa jest niezbędna do codziennej efektywnej pracy. Tak kolokwialnie to ujmę, że nikogo nie interesuje ile tłumacz ma czasu na tłumaczenie, jednak to nie zwalnia go z obowiązku lojalności wobec oryginału. I w tej chwili nasuwa się konkluzja: nie rób tego czego słuszności nie jesteś do końca pewien.
W pełni zgadzam się z Natalia89,rażących błędów w tłumaczeniu nie można usprawiedliwiać brakiem czasu czy dużą presją, jest to raczej brak profesjonalizmu, bo jeżeli mamy konkretny deadline, znając siebie i zdając sobie sprawę z własnych możliwości, powinniśmy być w stanie ocenić, czy przez ten czas zdąrzymy zrobić dobre tłumaczenie czy nie. Jednym słowem mówiąc trzeba mierzyć siły na zamiary.
Ostatnio robiąc porządki w mieszkaniu odkryłam moje zakurzone notatki za studiów. Zaczęłam je przeglądać i natknęłam się na wykład opisujący błędy w tłumaczeniach testów prasowych. W pierwszym momencie ogarnął mnie śmiesz ale już po chwili zdałam sobie sprawę, że to wcale nie jest śmieszne tylko smutne, że tłumaczenia z tak licznymi błędami zostały opublikowane. A oto kilka przykładów:
oryginał: Die Polen sind in Deutschland kein Fremdkörper
tłumaczenie: Polacy nie są w Niemczech ciałem obcym/
Jest to przykład typowej kalki językowej. Tłumacz przetłumaczył Fremdkörper dosłownie i nie uwzględnił istniejących ojczystych wyrazów opisujących to samo pojęcie. Polacy nie są w Niemczech ciałem obcym lecz nie są obcy lub ich obecność w Niemczech nie dziwi.
oryginał: repräsentative Umfrage vom Frühjahr 1998
tłumaczenie: reprezentacyjne badania opinii przeprowadzone wiosną 1998 roku.
Tu mamy do czynienia z "Fałszywymi przyjaciółmi tłumacza" (Falsche Freunde). Tłumacz pomylił słowo reprezentatywny z reprezentacyjny.
oryginał: Die Tragikomödie des "kleinen Mannes" in den Fängen der Konsumpathologie
tłumaczenie: tragikomedia "ludzika" uwikłanego w patologię konsumpcji
"Kleiner Mann" to nie jest ludzik, tylko mały człowiek lub zwykły człowiek w szponach patologii konsumpcji.
To jest zaledwie kilka przykładów spośród wielu.
Najdrobniejsze przemyślenia na ten temat lub przykłady są mile widziane :D
Natknęłam się ostatnio na podobne przykłady błędów w tłumaczeniu tekstu prasowego (którym zajmowali się studenci).
"Das Dreiparteiensystem" tłumaczono jako :
-das dreiparteiische System
-das Drei-Partei-System
-das System drei Parteien
-das dreiparteische Polisystem
Błędy te - jak stwierdzono- wynikały z niedostatecznego kontaktu z tekstami prasowymi na dany temat.
http://main3.amu.edu.pl/~polgeron/php/is/drhab/drpodgorni.pdf
W pełni zgadzam się z Natalia89,rażących błędów w tłumaczeniu nie można usprawiedliwiać brakiem czasu czy dużą presją, jest to raczej brak profesjonalizmu, bo jeżeli mamy konkretny deadline, znając siebie i zdając sobie sprawę z własnych możliwości, powinniśmy być w stanie ocenić, czy przez ten czas zdążymy zrobić dobre tłumaczenie czy nie. Jednym słowem mówiąc trzeba mierzyć siły na zamiary.
Zauważcie, że bardzo dużo zależy od tego w jaki sposób tłumacz podchodzi do swojej profesji. Niestety ale zdarza się tak, że tłumacze "łapią się" czegokolwiek i dokonują przekładu, który, jak się potem okazuje, nie spełnia kryteriów bądź jest po prostu słaby. Dodatkowym kryterium jest rodzaj tekstu. Inaczej jest z prostym dokumentem, jak np.instrukcja obsługi a inaczej z książką bądź też z artykułem prasowym, który może skupiać się na prawie każdym temacie. W tym wypadku tłumacz musi posiadać nie tylko zdolności językowe czy technikę ale także sporą znajomość tematyki, elementów kulturowych a także powinien mieć opanowaną sztukę dobrego pisania. Jeżeli tłumacz nie spełnia tych kryteriów nie możemy liczyć na dobry przekład a co najwyżej na przeciętny.
Całkowicie zgadzam się z tym, że przed tłumaczeniem właściwym trzeba poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z tematem, jakiego dotyczy tekst źródłowy. Nie raz słyszałam teksty typu: "A po co ty będziesz tracić czas na czytanie o tym?", "Lepiej od razu zabrać się do rzeczy, a nie tracić czas.Wywnioskujesz wszystko z tekstu." Wręcz przeciwnie- niczego nie wywnioskujemy, nie znając realiów kulturowych, historycznych, itp. Jest to niezbędne do dobrego tłumaczenia czy tekstu prasowego, czy jakiegokolwiek innego;)
Natalia89
03-16-2010, 17:51
Zauważcie, że bardzo dużo zależy od tego w jaki sposób tłumacz podchodzi do swojej profesji. Niestety ale zdarza się tak, że tłumacze "łapią się" czegokolwiek i dokonują przekładu, który, jak się potem okazuje, nie spełnia kryteriów bądź jest po prostu słaby. Dodatkowym kryterium jest rodzaj tekstu. Inaczej jest z prostym dokumentem, jak np.instrukcja obsługi a inaczej z książką bądź też z artykułem prasowym, który może skupiać się na prawie każdym temacie. W tym wypadku tłumacz musi posiadać nie tylko zdolności językowe czy technikę ale także sporą znajomość tematyki, elementów kulturowych a także powinien mieć opanowaną sztukę dobrego pisania. Jeżeli tłumacz nie spełnia tych kryteriów nie możemy liczyć na dobry przekład a co najwyżej na przeciętny.
Jednak co w związku z tym? To wszystko leży w jego obowiązkach, więc w czym rzecz? Nie dobiegajmy tak od tematu, ta czynność jest już zbędna. Każdy człowiek odznacza się indywidualnością i doprawdy to w jaki sposób podchodzi do swojej pracy jest jego biznesem, w przeciwieństwie do tego co leży w jego obowiązkach.Szanujący się tłumacz winien spełniać wszystkie te kryteria. A na temat kompetencji tłumacza można by prowadzić długą dyskusję. Nie neguję jednak, że znajomość kultury i historii jest niezbędna, jest to fakt oczywisty.
Jednak co w związku z tym? To wszystko leży w jego obowiązkach, więc w czym rzecz? Nie dobiegajmy tak od tematu, ta czynność jest już zbędna. Każdy człowiek odznacza się indywidualnością i doprawdy to w jaki sposób podchodzi do swojej pracy jest jego biznesem, w przeciwieństwie do tego co leży w jego obowiązkach.Szanujący się tłumacz winien spełniać wszystkie te kryteria. A na temat kompetencji tłumacza można by prowadzić długą dyskusję. Nie neguję jednak, że znajomość kultury i historii jest niezbędna, jest to fakt oczywisty.
Faktem oczywistym jest też to,że nie wszyscy tłumacze są na tym samym poziomie i nie wykonują swoich obowiązków równie dobrze. Niektórzy tłumacze przykładali się do nauki i czują "powołanie" do tego co robią a niektórym po prostu udało się uzyskać dyplom. Pozostaje kwestia tego czy obydwaj ci tłumacze mogą a raczej czy powinni podjąć się przekładu tego samego tekstu. Jeżeli byłaby to książka- najprawdopodobniej nie, ale jeżeli jest to niewielki artykuł prasowy to ten "gorszy" tłumacz może próbować swoich sił. Niestety w jego przypadku efekt końcowy nie będzie w 100% zadowalający i zapewne znajdą się w danym artykule błędy, którymi np. będziemy mogli podzielić się na forum :p
Natalia89
03-16-2010, 19:07
Faktem oczywistym jest też to,że nie wszyscy tłumacze są na tym samym poziomie i nie wykonują swoich obowiązków równie dobrze. Niektórzy tłumacze przykładali się do nauki i czują "powołanie" do tego co robią a niektórym po prostu udało się uzyskać dyplom. Pozostaje kwestia tego czy obydwaj ci tłumacze mogą a raczej czy powinni podjąć się przekładu tego samego tekstu. Jeżeli byłaby to książka- najprawdopodobniej nie, ale jeżeli jest to niewielki artykuł prasowy to ten "gorszy" tłumacz może próbować swoich sił. Niestety w jego przypadku efekt końcowy nie będzie w 100% zadowalający i zapewne znajdą się w danym artykule błędy, którymi np. będziemy mogli podzielić się na forum :p
Swoje wcześniejsze przemyślenia skupialiśmy nad presją wywieraną na tłumaczach, która niestety powoduje błędy w przekładach. Obowiązki tłumacza a różnica w poziomach to nadzwyczaj dwie kompletnie nijak się mające do siebie sprawy;]. To, że tłumacz "łapie się czegokolwiek", ponieważ "uzyskał dyplom" czy to, że "czuje powołanie" jest jego sprawą, a to, co powinien zrobić z przekładem drugą- niezwykle istotną. Dochodzę do konkluzji, iż zagłębiamy się w odmienne tematy. A wracając do wyżej wspomnianego "powołania", to naturalnie są ludzie, którzy mają to wyczucie językowe- niezwykłą lecz niestety rzadko spotykaną umiejętność. Te obdarowane osoby mają zapewne większe szanse na sukcesy w dziedzinie translatoryki. Racja, o sukcesach i porażkach w takich tłumaczeniach możemy podyskutować na forum.
aleksandra_okragly
03-16-2010, 20:49
Faktem oczywistym jest też to,że nie wszyscy tłumacze są na tym samym poziomie i nie wykonują swoich obowiązków równie dobrze. Niektórzy tłumacze przykładali się do nauki i czują "powołanie" do tego co robią a niektórym po prostu udało się uzyskać dyplom. Pozostaje kwestia tego czy obydwaj ci tłumacze mogą a raczej czy powinni podjąć się przekładu tego samego tekstu. Jeżeli byłaby to książka- najprawdopodobniej nie, ale jeżeli jest to niewielki artykuł prasowy to ten "gorszy" tłumacz może próbować swoich sił. Niestety w jego przypadku efekt końcowy nie będzie w 100% zadowalający i zapewne znajdą się w danym artykule błędy, którymi np. będziemy mogli podzielić się na forum :p
Nie bardzo mi się podoba stwierdzenie "udało się uzyskać dyplom", wydaje mi się że zdobycie dyplomu z każdej dziedziny, wymaga zaangażowania, czasu i energii, bo nic w życiu nie przychodzi ot tak. A w pracy tłumacza to zaangażowanie jest tym bardziej potrzebne. Nie szafowałabym też określeniami lepszy czy gorszy, wiadomo że początkujący tłumacz nie dorówna umiejętnościami Barańczakowi czy choćby Polkowskiemu, ale wydaje mi się, że bardzo dużo zależy od praktyki, im więcej tłumaczymy, tym lepiej wykonujemy swoją pracę i tym mniej błędów popełniamy.
Agusia_8978
03-17-2010, 16:34
Całkowicie zgadzam się z tym, że przed tłumaczeniem właściwym trzeba poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z tematem, jakiego dotyczy tekst źródłowy. Nie raz słyszałam teksty typu: "A po co ty będziesz tracić czas na czytanie o tym?", "Lepiej od razu zabrać się do rzeczy, a nie tracić czas.Wywnioskujesz wszystko z tekstu." Wręcz przeciwnie- niczego nie wywnioskujemy, nie znając realiów kulturowych, historycznych, itp. Jest to niezbędne do dobrego tłumaczenia czy tekstu prasowego, czy jakiegokolwiek innego;)
W pełni zgadzam się z oksi89, ważne jest aby tłumacz posiadał szeroką wiedzę z różnych dziedzin a także z realiów kulturowych języka wyjściowego i docelowego. Nieustanne doszkalanie się w tym zawodzie jest niezmiernie istotne, by tłumaczenie tekstów przesyconych przykładowo neologizmami co ma miejsce w "The Code of the Woosters"P.G.Wodehouse'a, a także symbolami czy też terminami specjalistycznymi np z dziedziny muzyki nie stanowiło przeszkody w dokonaniu poprawnego tłumaczenia. Ostatnio miałam styczność z tekstem właśnie z zakresu muzyki;dotyczył on wirginału i klawesynu. Tekst ten zawierał terminy,które sprawiły mi ogromną trudność, ale gruntowne zapoznanie się z tekstami o podobnej tematyce pozwoliło mi uniknąć wielu błędów. Ważne jest,aby poważnie traktować swoją pracę i w miarę możliwości korzystać z wielu zródeł co pozwoli nam w przyszłości ograniczyć ilość błędów.
Chiquita
03-17-2010, 17:10
Zgadzam się w stu procentach z powyższymi opiniami. Jeżeli ktoś bierze się na poważnie za jakieś zadanie, nie wystarczy po prostu usiąść i zacząć tłumaczyć bez uprzedniego zapoznania się z tematem, szczególnie jeżeli artykuł w prasie porusza temat, np. jakiś aspekt polityki obcego kraju w którym, co oczywiste, nie czujemy się jak ryba w wodzie. Jest to podejście wysoce nieprofesjonalne. Co więcej, eksplorowanie tematu tłumaczenia ułatwia samo zadanie, ponieważ tekst staje się bardziej znajomy.
Agusia_8978
03-17-2010, 17:14
Ciekawym tłumaczeniem jakie znalazłam, a dokładniej przykładem błędów w tłumaczeniu, jest orędzie papieża Jana Pawła II z okazji Światowego Dnia Pokoju. Rażące zdanie - Abel zabił Kaina – zostało opublikowane w polskiej wersji tegoż orędzia. Za błąd ten można winić osoby zajmujące się redakcją i ostateczną korektą tekstu, co pokazuje nam jak istotny jest ten ostatni etap pracy tłumacza."mierz
Rzeczywiście masz rację. Nieznajomość dziedziny, w której dokonuje się tłumaczenia w dużej mierze przyczynia się do błedów w tekstach prasowych.Wielokrotnie podkreśla się fakt, że tłumacz powinien być ekspertem w danej dziedzinie na przykład medycynie, przedsiębiorczości, ale ostatnio miałam okazję przekonać się, iż nawet dokonując tłumaczenia w dziedzinie, która wydawać, by się mogła tak dobrze znaną(mam tu na myśli Biblię) można popełnić wiele błędów.Ostatnio natknęłam się na tłumaczenie wersu z Księgi Rodzaju 'It is not good that the man should be alone'.Fragment z pozoru łatwy przyczynił się do porażki tych ,którzy nie zapoznali się z wersją oryginalną (tekstem wyjściowym). Wers ten powinien brzmieć "nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam".Błędnym zamysłem było tłumaczenie "man" jako" człowiek". Jest to więc kolejny przykład niekompetencji tych osób, którym nie chce się bądz, które twierdzą, że szkoda czasu na odwołwanie się do oryginału.
Chiquita
03-17-2010, 17:16
Dokładnie, często jest tak, że tłumacz za wszelką cenę stara się być wierny oryginałowi jednak zapomina o tym, że przetłumaczony tekst powinien się też "dobrze czytać". Jest to szczególnie istotne w przypadku tekstów prasowych, które są skierowane do różnych odbiorców, nie zawsze zdających sobie sprawę z tego, że czytają tekst, który pierwotnie powstał w innym języku, a często również i innych realiach.
Bezbłędne przetłumaczenie tekstu może rzeczywiście tak bardzo absorbować tłumacza, że "gubi się" gdzieś po drodze ogólny wydźwięk tekstu, pierwotny stosunek autora (np. ironię) a także styl, co jest szczególnie ważne w przypadku prasy lub magazynów o tematyce polityczno-gospodarczej. Taki tekst po przetłumaczeniu mimo zachowanego sensu staje się bardzo "suchy" i formalny, dlatego tak ważny jest dobry warsztat pracy tłumacza i erudycja, znajomość tekstów o podobnej tematyce z języka ojczystego, wtedy problemu można uniknąć.
Wracając nieco do głównego tematu tego wątku, chciałam nawiązać do pewnego ważnego aspektu tłumaczenia artykułów prasowych, który także może stanowić źródło nieporozumień i błędów tłumaczeniowych, a mianowicie – tłumaczenia jednostek miar.
Tłumaczyłam w ostatnim czasie artykuł dotyczący ataku zimy w Stanach Zjednoczonych, w którym występowały jednostki miar takie jak stopa oraz waluta dolara. Artykuł relacjonował fragment serwisu informacyjnego w Ameryce i został opublikowany w brytyjskim „Guardianie”, zatem był ewidentnie skierowany do odbiorcy brytyjskiego. Przyjrzyjmy się następującym zdaniom :
1. The capital of the most powerful nation in the world remained paralysed by snow yesterday for the fifth working day in a row, with the cost of the shutdown estimated at roughly $100m (£ 64m) a day.
oraz :
2. Washington was hit by a blizzard on Wednesday that dumped fresh snow on top of the two feet that had accumulated at the weekend, breaking all winter records.
Tłumacząc te zdania ( oraz cały tekst ) na język polski tłumacz może objąć następujące stanowiska :
W zdaniu numer 1.
1) Zostawić miarę podaną w nawiasie w funtach angielskich (64mln £), zakładając, że przenosi tekst na język polski, zachowując przy tym fakt, że adresatem docelowym byli tak naprawdę czytelnicy „Guardiana” z Wysp Brytyjskich (a polski odbiorca orientuje się w kursach walut na tyle, by kwotę w funtach przetransponować na odpowiednią ilość w złotych).
2) Zamienić dolary na złote ( 300 mln zł) , pozwalając tym samym czytelnikowi polskiemu wyobrazić sobie tą kwotę. I choć w dzisiejszych czasach większość ludzi śledzi na bieżąco kursy walut, jednak kwota podana w rodzimej walucie pozwoli czytelnikowi podświadomie zdać sobie sprawę z ogromu strat poniesionych przez USA w wyniku ataku śnieżycy, oszczędzając tym samym czytelnikowi ‘przeliczania’ tych kwot w myśli.
Analogicznie, w zdaniu nr 2. tłumacz może zachować w swoim tłumaczeniu ‘stopę’ i pozostać wiernym oryginałowi. Może też owe ‘two feet’ zamienić na ‘około sześćdziesiąt centymetrów’ lub ‘ponad pól metra’, by ułatwić czytelnikowi odpowiednie zobrazowanie w umyśle wysokości warstwy śniegu.
Osobiście jestem zwolenniczką drugiego rozwiązania, ponieważ bierzemy wówczas pod uwagę kognitywne aspekty odbiorcy tłumaczenia.
Jestem ciekawa, co sądzicie o przedstawionych przeze mnie przypadkach : )
Agusia_8978
03-17-2010, 18:55
Nawiązując do tego, iż "wiele osób zapomina,że tłumacz nie jest wszechwiedzący", chciałam zauważyć,że problem często tkwi w samym tłumaczu,który nie zawsze zdaje sobie sprawę z faktu,że tak naprawdę nie wie.Zdarza się, że tłumacz jest w stu procentach przekonany co do swojego tłumaczenia i nie przyjdzie mu nawet do głowy,żeby cokolwiek sprawdzaćych.
Zgadzam się z Tobą. Masz całowitą rację. Zjawisko to jest dość często spotykane zwłaszcza w środowisku początkujących tłumaczy, którzy wielokrotnie nie zdając sobie sprawy z odpowiedzialności jaka na nich ciąży podejmują się każdego tłumaczenia,nie zwracając uwagi na jego stopień trudności związany z występowaniem neologizmów, idiomów, symboli i innych terminów specjalistycznych, które często stanowią trudny orzech do zgryzienia.Zawód tłumacza wymaga nieustannego podnoszenia kwalifikacji, doskonalenia umiejętności translatorskich, gdyż tłumacz powinien wykazwać się doskonałą znajomością zarówno języka wyjściowego jak i docelowego, ich kultur, historii, by móc w przyszłści uniknąć wielu błędów tak często spotykanych w tekstach prasowych.Warto również dodać że przyczyną owych błędów są różne zmiany leksykalne,gramatyczne czy ortograficzne, które zachodzą w językach.
Agusia_8978
03-17-2010, 19:26
[QUOTE=alexa;15769]Wracając nieco do głównego tematu tego wątku, chciałam nawiązać do pewnego ważnego aspektu tłumaczenia artykułów prasowych, który także może stanowić źródło nieporozumień i błędów tłumaczeniowych, a mianowicie – tłumaczenia jednostek miar.
Tłumaczyłam w ostatnim czasie artykuł dotyczący ataku zimy w Stanach Zjednoczonych, w którym występowały jednostki miar takie jak stopa oraz waluta dolara. Artykuł relacjonował fragment serwisu informacyjnego w Ameryce i został opublikowany w brytyjskim „Guardianie”, zatem był ewidentnie skierowany do odbiorcy brytyjskiego. Przyjrzyjmy się następującym zdaniom :
1. The capital of the most powerful nation in the world remained paralysed by snow yesterday for the fifth working day in a row, with the cost of the shutdown estimated at roughly $100m (£ 64m) a day.
oraz :
2. Washington was hit by a blizzard on Wednesday that dumped fresh snow on top of the two feet that had accumulated at the weekend, breaking all winter records.
Tłumacząc te zdania ( oraz cały tekst ) na język polski tłumacz może objąć następujące stanowiska :
W zdaniu numer 1.
1) Zostawić miarę podaną w nawiasie w funtach angielskich (64mln £), zakładając, że przenosi tekst na język polski, zachowując przy tym fakt, że adresatem docelowym byli tak naprawdę czytelnicy „Guardiana” z Wysp Brytyjskich (a polski odbiorca orientuje się w kursach walut na tyle, by kwotę w funtach przetransponować na odpowiednią ilość w złotych).
2) Zamienić dolary na złote ( 300 mln zł) , pozwalając tym samym czytelnikowi polskiemu wyobrazić sobie tą kwotę. I choć w dzisiejszych czasach większość ludzi śledzi na bieżąco kursy walut, jednak kwota podana w rodzimej walucie pozwoli czytelnikowi podświadomie zdać sobie sprawę z ogromu strat poniesionych przez USA w wyniku ataku śnieżycy, oszczędzając tym samym czytelnikowi ‘przeliczania’ tych kwot w myśli.
Analogicznie, w zdaniu nr 2. tłumacz może zachować w swoim tłumaczeniu ‘stopę’ i pozostać wiernym oryginałowi. Może też owe ‘two feet’ zamienić na ‘około sześćdziesiąt centymetrów’ lub ‘ponad pól metra’, by ułatwić czytelnikowi odpowiednie zobrazowanie w umyśle wysokości warstwy śniegu.
Osobiście jestem zwolenniczką drugiego rozwiązania, ponieważ bierzemy wówczas pod uwagę kognitywne aspekty odbiorcy tłumaczenia.
Jestem ciekawa, co sądzicie o przedstawionych przeze mnie przypadkach : )[/QUOTE
Jest to bardzo interesująca a zarazem sporna kwestia. Sama wiele razy zadawałam sobie podobne pytanie -Czy pozostać przy anglosaskiej wadze, mierze czy też ją przetłumaczyć?Tłumacz dokonując tłumaczenia musi pamiętać o odbiorcy.Mało prawdopodobne, aby przeciętny polski czytelnik miał wiedzę na temat anglosaskich miar czy wag, toteż skłaniałabym się podawania przybliżonej miary czy waluty,ponieważ wielu czytelników nie wie jak się ma funt do kilograma czy dolar do złotego.
Agusia_8978
03-17-2010, 23:28
Jeśli chodzi o polityków, to błędy w tłumaczeniach ich wypowiedzi mogą też wynikać z nieznajomości różnic kulturowych danego kraju bądź specyficznemu stylowi wypowiedzi danego polityka. Przykładem dobrego tłumaczenia będzie tu postać prezydenta Lecha Wałęsy, którego wypowiedzi sprawiają wiele kłopotów zarówno tłumaczom ustnym jak i pisemnym. Jako przykład można przytoczyć wizytę Lecha Wałęsy w Japonii, gdzie podczas spotkania użył metafory "polscy komuniści byli jak rzodkiewki. Czerwoni na zewnątrz i biali w środku". Sformułowanie to bez problem zostało by zrozumiane w "naszej" kulturze europejskiej, jednak dla Japończyków było by niezrozumiałe ponieważ rzodkiewki w Japonii są białe zarówno od środka jak i z zewnątrz.Tłumacz zastąpił słowo "rzodkiewka" słowem "krewetka", co doskonale oddało sens wypowiedzi.
Jak najbardziej zgadzam się z powyższą wypowiedzią. Otóż jest to zjawisko dosyć często spotykane wśród wypowiedzi polityków i nietylko.Tego typu sytuacje, o których wspomniała ewela przysparzają wielu trosk nawet doświadczonym tłumaczom ,nie mówiąc już o osobach,które stawiają dopiero pierwsze kroki w tym fachu. Borykają się one między innymi z problemem tłumaczeń nazw własnych; zdrobnień,które posiadają inne znaczenia w zależności od kultury danego kraju, co w konsekwencji prowadzi do niezrozumiałości , czyli mylnej interpretacji oryginału np. wojenka, warszawka.Wątpliwości budzą również zjawiska lokalne typu wiatr halny. W tym przypadku należy skupić się na znalezieniu ekwiwalentu, ktory najlepiej pozwoli nam wyjaśnić ten termin osobie żyjącej w kulturze, w której termin ten nie występuje.Kolejnym przykładem budzącym wątpliwości jest tłumaczenie "chleba naszego powszedniego" "rybą naszą naszą powszednią"w tłumaczeniu dla Eskimosów.Moim zdaniem jest to dobre rozwiązanie, gdyż pozwala nam uniknąc niezrozumienia wywołanego nie znajomością wyrazu "chleb" przez kulturę Eskimosów , w której po prostu nie istnieje a zastąpieniem go rybą, której znaczenie w tym przypadku wyjaśnia wszystko.
Całkowicie zgadzam się z tym, że przed tłumaczeniem właściwym trzeba poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z tematem, jakiego dotyczy tekst źródłowy. Nie raz słyszałam teksty typu: "A po co ty będziesz tracić czas na czytanie o tym?", "Lepiej od razu zabrać się do rzeczy, a nie tracić czas.Wywnioskujesz wszystko z tekstu." Wręcz przeciwnie- niczego nie wywnioskujemy, nie znając realiów kulturowych, historycznych, itp. Jest to niezbędne do dobrego tłumaczenia czy tekstu prasowego, czy jakiegokolwiek innego;)
Problem w tym, że nie zawsze tłumacz ma cały dzień czy nawet kilka godzin, żeby przeczytać coś na temat danego zagadnienia. Często jest tak, że tekst ma być zrobiony jak najszybciej, a najlepiej od ręki. Taka jest praca np. tłumaczy na portalach internetowych, gdzie nowe wiadomości pojawiają się co chwila i nie można zwlekać z ich przekazem ani minuty.
Moim zdaniem wiedza ogólna to podstawa w zawodzie tłumacza. Tłumacz, chciaż to filolog, musi znać się niemal na wszystkim, na każdej dziedzinie jakijkolwiek działalności. Tego oczekują od niego klienci. Zawód jest więc niezmiernie trudny i wymagający. Tłumacz nigdy nie wie, z jakiej dziedziny i dla kogo będzie wykonywał tłumaczenie.
To jest właśnie typowo polskie podejście, że lepiej znać się na wszystkim po trochu (czyli nie znać się na niczym) niż być specjalistą w tej dziedzinie. Wśród tłumaczy nie jest to do końca prawda, bo wielu specjalizuje się w wybranych dziedzinach i dzięki temu przynajmniej części błędów można uniknąć.
Wracając nieco do głównego tematu tego wątku, chciałam nawiązać do pewnego ważnego aspektu tłumaczenia artykułów prasowych, który także może stanowić źródło nieporozumień i błędów tłumaczeniowych, a mianowicie – tłumaczenia jednostek miar.
Tłumaczyłam w ostatnim czasie artykuł dotyczący ataku zimy w Stanach Zjednoczonych, w którym występowały jednostki miar takie jak stopa oraz waluta dolara. Artykuł relacjonował fragment serwisu informacyjnego w Ameryce i został opublikowany w brytyjskim „Guardianie”, zatem był ewidentnie skierowany do odbiorcy brytyjskiego. Przyjrzyjmy się następującym zdaniom :
1. The capital of the most powerful nation in the world remained paralysed by snow yesterday for the fifth working day in a row, with the cost of the shutdown estimated at roughly $100m (£ 64m) a day.
oraz :
2. Washington was hit by a blizzard on Wednesday that dumped fresh snow on top of the two feet that had accumulated at the weekend, breaking all winter records.
Tłumacząc te zdania ( oraz cały tekst ) na język polski tłumacz może objąć następujące stanowiska :
W zdaniu numer 1.
1) Zostawić miarę podaną w nawiasie w funtach angielskich (64mln £), zakładając, że przenosi tekst na język polski, zachowując przy tym fakt, że adresatem docelowym byli tak naprawdę czytelnicy „Guardiana” z Wysp Brytyjskich (a polski odbiorca orientuje się w kursach walut na tyle, by kwotę w funtach przetransponować na odpowiednią ilość w złotych).
2) Zamienić dolary na złote ( 300 mln zł) , pozwalając tym samym czytelnikowi polskiemu wyobrazić sobie tą kwotę. I choć w dzisiejszych czasach większość ludzi śledzi na bieżąco kursy walut, jednak kwota podana w rodzimej walucie pozwoli czytelnikowi podświadomie zdać sobie sprawę z ogromu strat poniesionych przez USA w wyniku ataku śnieżycy, oszczędzając tym samym czytelnikowi ‘przeliczania’ tych kwot w myśli.
Analogicznie, w zdaniu nr 2. tłumacz może zachować w swoim tłumaczeniu ‘stopę’ i pozostać wiernym oryginałowi. Może też owe ‘two feet’ zamienić na ‘około sześćdziesiąt centymetrów’ lub ‘ponad pól metra’, by ułatwić czytelnikowi odpowiednie zobrazowanie w umyśle wysokości warstwy śniegu.
Osobiście jestem zwolenniczką drugiego rozwiązania, ponieważ bierzemy wówczas pod uwagę kognitywne aspekty odbiorcy tłumaczenia.
Jestem ciekawa, co sądzicie o przedstawionych przeze mnie przypadkach : )
Zgadzam się z Tobą, że w większości przypadków należy konwertować te jednostki do typowo polskich. Z drugiej jednak strony są pewne słowa, które tłumacz zmienia celowo, by dostosować do poziomu czytelnika i wtedy, dla mnie osobiście, jest to niedopuszczalne, bo zakłada on z góry, że odbiorca jest na niższym poziome intelektualnym.
Zgadzam się z Tobą, że w większości przypadków należy konwertować te jednostki do typowo polskich. Z drugiej jednak strony są pewne słowa, które tłumacz zmienia celowo, by dostosować do poziomu czytelnika i wtedy, dla mnie osobiście, jest to niedopuszczalne, bo zakłada on z góry, że odbiorca jest na niższym poziome intelektualnym.
Uważam, że jeśli autor artykułu kierowanego do Brytyjczyków zamienił dolary na funty, to tłumacz przekładając tekst dla polskiego czytelnika powinien pozostawić w tłumaczeniu dolary i zamiast funtów w nawiasie dodać złotówki. Jeśli natomiast w tekście nie byłoby tej zamiany na funty to tłumacz nie powinien sam z siebie przeliczać waluty. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że można zaniżać poziomu intelektualnego naszych potencjalnych odbiorców i zmusić ich tym samym do wysiłku intelektualnego. Z drugiej strony tłumaczowi ciężko jest rozstrzygnąć, co dla polskiego odbiorcy jest zupełnie nieznane i spowoduje całkowite niezrozumienie zdania, bądź całego tekstu.
Uważam, że jeśli autor artykułu kierowanego do Brytyjczyków zamienił dolary na funty, to tłumacz przekładając tekst dla polskiego czytelnika powinien pozostawić w tłumaczeniu dolary i zamiast funtów w nawiasie dodać złotówki. Jeśli natomiast w tekście nie byłoby tej zamiany na funty to tłumacz nie powinien sam z siebie przeliczać waluty. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że można zaniżać poziomu intelektualnego naszych potencjalnych odbiorców i zmusić ich tym samym do wysiłku intelektualnego. Z drugiej strony tłumaczowi ciężko jest rozstrzygnąć, co dla polskiego odbiorcy jest zupełnie nieznane i spowoduje całkowite niezrozumienie zdania, bądź całego tekstu.
Masz rację, że tłumaczowi ciężko rozstrzygnąć, co polskiemu odbiorcy jest znane lub nie. Z jednej strony w tlumaczeniu artykułów panuje przekonanie, że powinno się je łatwo czytać, bo to przecież gazeta/czasopismo i ludzie nie będą przecież siedzieć nad nią ze słownikiem języka polskiego, aby znaleźć znaczenie co drugiego słowa. Z drugiej jednak strony nie możemy zapominać, że takie spłycanie wszystkiego, nagminne uproszczanie może prowadzić to wtórnego analfabetyzmu. Po co ma ktoś się wysilać, jak mu podadzą na tacy wszystko, wszystko opiszą prostymi słowami i nie zmuszą do żadnego wysiłku intelektualnego. To może doprowadzić do sytuacji jaką przedstawia film Mike Judge'a "Idiocracy". Oby tak się nie stało. A film warto obejrzeć, nie jest głupią komedią a daje zupełnie inny pogląd na świat.
cassidy_89
03-30-2010, 13:44
To jest właśnie typowo polskie podejście, że lepiej znać się na wszystkim po trochu (czyli nie znać się na niczym) niż być specjalistą w tej dziedzinie. Wśród tłumaczy nie jest to do końca prawda, bo wielu specjalizuje się w wybranych dziedzinach i dzięki temu przynajmniej części błędów można uniknąć.
Oczywiście masz rację, że lepiej być wykwalifikowanym w jednej dziedzinie, aczkolwiek nie oznacza to, że należy spocząć na laurach. Profesjonalny tłumacz powinien również odznaczać się inteligencją i posiadać wiedzę z różnych dziedzin życia oraz orientować się w różnych sprawach, co ułatwiłoby mu tłumaczenie i unikanie błędów. Oczywiście nie mówię tu o ogólnej wiedzy dotyczącej np. medycyny czy elektroniki, ale o tak zwaną "wiedzę życiową".
cassidy_89
03-30-2010, 13:54
Wracając nieco do głównego tematu tego wątku, chciałam nawiązać do pewnego ważnego aspektu tłumaczenia artykułów prasowych, który także może stanowić źródło nieporozumień i błędów tłumaczeniowych, a mianowicie – tłumaczenia jednostek miar.
Tłumaczyłam w ostatnim czasie artykuł dotyczący ataku zimy w Stanach Zjednoczonych, w którym występowały jednostki miar takie jak stopa oraz waluta dolara. Artykuł relacjonował fragment serwisu informacyjnego w Ameryce i został opublikowany w brytyjskim „Guardianie”, zatem był ewidentnie skierowany do odbiorcy brytyjskiego. Przyjrzyjmy się następującym zdaniom :
1. The capital of the most powerful nation in the world remained paralysed by snow yesterday for the fifth working day in a row, with the cost of the shutdown estimated at roughly $100m (£ 64m) a day.
oraz :
2. Washington was hit by a blizzard on Wednesday that dumped fresh snow on top of the two feet that had accumulated at the weekend, breaking all winter records.
Tłumacząc te zdania ( oraz cały tekst ) na język polski tłumacz może objąć następujące stanowiska :
W zdaniu numer 1.
1) Zostawić miarę podaną w nawiasie w funtach angielskich (64mln £), zakładając, że przenosi tekst na język polski, zachowując przy tym fakt, że adresatem docelowym byli tak naprawdę czytelnicy „Guardiana” z Wysp Brytyjskich (a polski odbiorca orientuje się w kursach walut na tyle, by kwotę w funtach przetransponować na odpowiednią ilość w złotych).
2) Zamienić dolary na złote ( 300 mln zł) , pozwalając tym samym czytelnikowi polskiemu wyobrazić sobie tą kwotę. I choć w dzisiejszych czasach większość ludzi śledzi na bieżąco kursy walut, jednak kwota podana w rodzimej walucie pozwoli czytelnikowi podświadomie zdać sobie sprawę z ogromu strat poniesionych przez USA w wyniku ataku śnieżycy, oszczędzając tym samym czytelnikowi ‘przeliczania’ tych kwot w myśli.
Analogicznie, w zdaniu nr 2. tłumacz może zachować w swoim tłumaczeniu ‘stopę’ i pozostać wiernym oryginałowi. Może też owe ‘two feet’ zamienić na ‘około sześćdziesiąt centymetrów’ lub ‘ponad pól metra’, by ułatwić czytelnikowi odpowiednie zobrazowanie w umyśle wysokości warstwy śniegu.
Osobiście jestem zwolenniczką drugiego rozwiązania, ponieważ bierzemy wówczas pod uwagę kognitywne aspekty odbiorcy tłumaczenia.
Jestem ciekawa, co sądzicie o przedstawionych przeze mnie przypadkach : )
Ja osobiście wychodzę z założenia, że skoro tłumaczymy tekst na język polski to dostosowujemy go do polskich realiów i polskiego odbiorcy. Bo czyż nie wydałoby wam sie dziwne, gdybyście w polskiej gazecie znaleźli artykuł, w którym dolary zamieniono na funty?? W zamierzeniu autora oryginału funty miały uzmysłowić czytelnikowi brytyjskiemu z jaką kwotą mamy do czynienia, więc my tłumacząc na język polski powinniśmy podać kwotę w złotówkach, jako że mamy do czynienia z odbiorcą polskim.
Oczywiście masz rację, że lepiej być wykwalifikowanym w jednej dziedzinie, aczkolwiek nie oznacza to, że należy spocząć na laurach. Profesjonalny tłumacz powinien również odznaczać się inteligencją i posiadać wiedzę z różnych dziedzin życia oraz orientować się w różnych sprawach, co ułatwiłoby mu tłumaczenie i unikanie błędów. Oczywiście nie mówię tu o ogólnej wiedzy dotyczącej np. medycyny czy elektroniki, ale o tak zwaną "wiedzę życiową".
"Wiedza życiowa" o której mówisz jest jak najbardziej przydatna, bo tłumacz powinien orientować się, co się na świecie dzieje, a w szczególności w realiach państwa, z którego języka tłumaczy. I też uważam, że nie należy nigdy spoczywać na laurach tylko ciągle się dokształcać, ale w swojej wybranej dziedzinie. Np. w medycynie, czy genetyce pojawiają się co chwila jakieś nowinki, nowości, nowe nazwy... na tym powinien właśnie skupić się tłumacz.
milka_ziel
03-30-2010, 15:43
Uważam, że jeśli autor artykułu kierowanego do Brytyjczyków zamienił dolary na funty, to tłumacz przekładając tekst dla polskiego czytelnika powinien pozostawić w tłumaczeniu dolary i zamiast funtów w nawiasie dodać złotówki. Jeśli natomiast w tekście nie byłoby tej zamiany na funty to tłumacz nie powinien sam z siebie przeliczać waluty. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że można zaniżać poziomu intelektualnego naszych potencjalnych odbiorców i zmusić ich tym samym do wysiłku intelektualnego. Z drugiej strony tłumaczowi ciężko jest rozstrzygnąć, co dla polskiego odbiorcy jest zupełnie nieznane i spowoduje całkowite niezrozumienie zdania, bądź całego tekstu.
Myślę, że tłumaczenie np. walut to sprawa wyboru strategii tłumaczenia, która powinna być dostosowana do poziomu czytelnika. Tłumacz wiedząc, że tłumaczy tekst, który ukaże się np. w jakimś brukowcu może przewidzieć, co może sprawić trudności w zrozumieniu. Dlatego tłumacz powinien najpierw wyobrazić sobie potencjalnego odbiorcę i wtedy nie będzie miał problemów z poodejmowaniem tego rodzaju decyzji.
Wracając do tematu przykładów błędów w tłumaczeniach tekstów prasowych, ostatnio natknąłem się na dosyć "ciekawy" opis poszczególnych rozdziałów z Władcy Pierścieni :) w pewnej gazecie (zostały one przełożone z jęz. ang. na jęz. polski).
Ci, którzy mają nawet niewielką wiedzę na temat książki (bądź oglądali filmy) będą wiedzieli o co chodzi:
Np.
Bree - Czterej hobbici spotykają Aragorna w oberży pod Rączym Kucykiem
(...)
Emyn Muil - W drodze do Mordoru Frodo i Sam chwytają Golluma
(...)
Równiny Rodanu - Aragorn, Legolas i Gilmi wpadają na żołnierzy Rohanu, którzy właśnie rozgromili armię uruk-haiów.
(...)
Oprócz błędów gramatycznych, znalazły się też nazwy, które zostały błędnie przełożone.
Natknęliście się na podobne przykłady błędów w tłumaczeniach tekstów prasowych?
Krecona_Karolina
03-30-2010, 22:30
edwina89;15530.Zdarzają się też sytuacje, kiedy tłumacz jest zbyt pewny siebie i nie sprawdza pewnych zwrotów i wyrażeń..
Zgadzam się z tym, czasami tłumaczowi wydaję się, że już wszystko wie i jest tak bardo dobry w swoim fachu, że w ogóle nie potrzebuje upewnić się czy aby dane wyrażenie powinno być przetłumaczone w dany sposób.Tłumacz powinien kierować się zdrowym rozsądkiem.
ewelsz1989
03-30-2010, 22:45
Ja osobiście wychodzę z założenia, że skoro tłumaczymy tekst na język polski to dostosowujemy go do polskich realiów i polskiego odbiorcy. Bo czyż nie wydałoby wam sie dziwne, gdybyście w polskiej gazecie znaleźli artykuł, w którym dolary zamieniono na funty?? W zamierzeniu autora oryginału funty miały uzmysłowić czytelnikowi brytyjskiemu z jaką kwotą mamy do czynienia, więc my tłumacząc na język polski powinniśmy podać kwotę w złotówkach, jako że mamy do czynienia z odbiorcą polskim.
Oczywiście, zgodzę się z tym, że tekst należy odnieść do polskich realiów. Niektórzy wychodzą z założenia, że tłumacząc tekst powinniśmy mieć na uwadze minimalną wiedzą czytelnika. Jednak nie uważam, aby koniecznym była zamiana funtów na złotówki. Czytelnik, mający ogólne pojęcie o świecie może sobie to szybko przeliczyć, a tym samym z tekstu nie zostaną usunięte ślady obcości.
ewelsz1989
03-30-2010, 23:02
Zgadzam się z tym, czasami tłumaczowi wydaję się, że już wszystko wie i jest tak bardo dobry w swoim fachu, że w ogóle nie potrzebuje upewnić się czy aby dane wyrażenie powinno być przetłumaczone w dany sposób.Tłumacz powinien kierować się zdrowym rozsądkiem.
Jak widać, tłumaczenie wymaga także pokory. Nawet najlepszy tłumacz nie powinien sobie do końca ufać – każdy może czasem popełnić błąd. Zanim podejmie wybór powinien zastanowić się kilkakrotnie, a czasem nawet poddać w wątpliwość już dokonane tłumaczenie. Częste błędy spotykane są w tłumaczeniach autorskich, gdzie tłumacz, i tym samym autor, pozwala sobie na więcej niż przeciętny translator. Nie wspominając już o amplifikacji, redukcji, czy innych świadomych zabiegach stosowanych przez samego autora.
kati2222
03-30-2010, 23:10
Ja osobiście wychodzę z założenia, że skoro tłumaczymy tekst na język polski to dostosowujemy go do polskich realiów i polskiego odbiorcy. Bo czyż nie wydałoby wam sie dziwne, gdybyście w polskiej gazecie znaleźli artykuł, w którym dolary zamieniono na funty?? W zamierzeniu autora oryginału funty miały uzmysłowić czytelnikowi brytyjskiemu z jaką kwotą mamy do czynienia, więc my tłumacząc na język polski powinniśmy podać kwotę w złotówkach, jako że mamy do czynienia z odbiorcą polskim.
A ja uważam, że to również zależy do typu tekstu, od faktu czy rzeczywiście niezbędnym jest zamienienie dolara czy też funta na złotówkę. Czasami dla zwykłego odbiorcy nie jest ważne, ile tak naprawdę było tych pieniędzy - jeżeli w tekście chodziło o milion dolarów albo więcej to wie on, że była to duża kwota i nie musi mieć tego przetłumaczone koniecznie na złotówki (czytelnik może to sobie wyobrazić). Oczywiście jest to pewne ułatwienie i dokładność, ale myślę, że w niektórych tekstach po prostu nie ma znaczenia.
kati2222
03-30-2010, 23:19
Dodam jeszcze, że wiele zależy również od gatunku prasy, którego tłumaczenia się podejmujemy.
Osobiście zauważyłam,że (paradoksalnie) formalne teksty pochodzące z prasy z wyższej półki tłumaczy się łatwiej niż artykuły z tabloidów, pełnych nawiązań do bieżących wydarzeń oraz osób będących 'na językach' społeczeństwa.
Trzeba być na bieżąco zarówno z faktami, jak i sposobami ich komentowania, gdyż te zmieniają się niezwykle szybko.
Zgadzam się i dlatego bardzo ważne jest, aby tłumacz był obeznany mniej więcej z kilkoma dziedzinami i koniecznie był osobą "na czasie". Nie chodzi o to, aby wiedział coś z kilkunastu dziedzin po trochu, ale lepiej gdyby specjalizował się w kilku. Przeważnie jest tak, że tłumacz wybiera sobie jakiego rodzaju teksty chce tłumaczyć, więc wybiera te, na których się zna.
cassidy_89
03-31-2010, 14:04
W pełni zgadzam się z Natalia89,rażących błędów w tłumaczeniu nie można usprawiedliwiać brakiem czasu czy dużą presją, jest to raczej brak profesjonalizmu, bo jeżeli mamy konkretny deadline, znając siebie i zdając sobie sprawę z własnych możliwości, powinniśmy być w stanie ocenić, czy przez ten czas zdąrzymy zrobić dobre tłumaczenie czy nie. Jednym słowem mówiąc trzeba mierzyć siły na zamiary.
Dobrym przykładem na to, że brak czasu i presja nie mogą być wytłumaczeniem dla tłumacza jest tłumaczenie symultaniczne, gdzie trzeba tłumaczyć czyjąś wypowiedź zaraz po jej usłyszeniu. To jest dopiero presja!! Aczkolwiek z drugiej strony, jeśli się pracuje w gazecie ( nie wiem dokładnie jak to wygląda, ale domyślam się, że taka gazeta ma swojego stałego tłumacza) to taki tłumacz nie może "mierzyć swoich sił na zamiary", ponieważ dostaje tekst i ma go poprostu przetłumaczyć. Jednak we wszystkich innych przypadkach trzeba sobie zdawać sprawę czy jest się w stanie podołać zadaniu.
cassidy_89
03-31-2010, 14:11
Oczywiście, zgodzę się z tym, że tekst należy odnieść do polskich realiów. Niektórzy wychodzą z założenia, że tłumacząc tekst powinniśmy mieć na uwadze minimalną wiedzą czytelnika. Jednak nie uważam, aby koniecznym była zamiana funtów na złotówki. Czytelnik, mający ogólne pojęcie o świecie może sobie to szybko przeliczyć, a tym samym z tekstu nie zostaną usunięte ślady obcości.
Ale nie widzę sensu pokazywania czytelnikowi, że tekst był pierwotnie skierowany do czytelnika brytyjskiego. Dla mnie byłoby to bynajmniej dziwne gdybym nagle znalazła przelicznik na funty w polskim artykule.
Innym przykładem błędów w tłumaczeniach tekstów jest niewłaściwy przekład daty (dużo tekstów prasowych ją zawiera). W jęz. angielskim obowiązuje model - miesiąc/dzień/rok. W polskim natomiast mamy dzień/miesiąc/rok. Wielu o tym zapomina.
I tak, np. 08.03.2010 nie będzie 8 marca 2010, tylko 3 sierpnia 2010. Niby proste, a można się z takim błędem spotkać wiele razy czytając tłumaczenia.
Coś co przyda się w przekładzie wysokich sum w tekstach prasowych.
W języku polskim bilion to inaczej milion milionów ( jedynka i dwanaście zer :) ). Amerykański przelicznik jest nieco inny ( stosowana przez większość krajów krótka skala ). Amerykański "billion" jest zamieniany na polski miliard - czyli jedynkę i dziewięć zer, innymi słowy tysiąc milionów.
Przykład: 7 billion dollars nie zostanie przetłumaczone na 7 bilionów dolarów, lecz na 7 miliardów dolarów.
Myślę, że najwięcej kłopotów w tłumaczeniach tekstów prasowych mogą sprawiać false-friends, czyli słówa w języku angielskim, które pomimo podobnego brzmienia do słów polskich mają kompletnie inne znaczenie.
Kilka przykładów:
pathetic (żałosny) tłumaczone na patetyczny
sympathy - współczucie, często mylone z sympatią
eventually (w końcu) - często mylone z "ewentualnie"
Mylenie takich wyrazów jak: sensitive (wrażliwy) z sensible(rozsądny)
I wiele, wiele innych.
kati2222
03-31-2010, 17:18
Warto też zaznaczyć, że w tekstach prasowych, np.w wypowiedziach ludzi może pojawić się żargon, idiomy itp. co też utrudnia tłumaczenie. Właśnie dochodzę do wniosku, że chyba najtrudniej ma właśnie tłumacz artykułów prasowych, gdyż musi mieć on ogromną wiedzę (jeżeli ma tłumaczyć wszystko a nie tylko teksty z dziedziny, w której jest specjalistą) ze wszystkiego. Bo jeżeli ktoś specjalizuje się w wybranej przez siebie dziedzinie to w sumie musi mieć ogromną wiedzę tylko z tej dziedziny i wiedzę ogólną, ale niekoniecznie w tak dużym stopniu jak tłumacz tekstów prasowych. Co o tym myślicie?
Warto też zaznaczyć, że w tekstach prasowych, np.w wypowiedziach ludzi może pojawić się żargon, idiomy itp. co też utrudnia tłumaczenie.
Jedyny sposób aby nauczyć się idiomów to po prostu wykuć się ich porządnie na pamięć. Jednak jest ich ogromnie dużo i wiem, że łatwo jest mi to napisać ale znacznie trudniej z wykonaniem tego :)
Tutaj znalazłem ciekawy artykuł:
http://www.ang.pl/idiomy.php
Jednak sprawa ma się zupełnie inaczej, jeżeli chodzi o żargon. Tego raczej nie da się nauczyć, gdyż niemożliwym byłoby obcowanie z każdym rodzajem człowieka i poznanie wszystkich aspektów mowy przyporządkowanej określonej grupie społecznej tj. nauczyciele, politycy, złodzieje, więźniowie itp.
ewelsz1989
03-31-2010, 21:42
[QUOTE=Czaro;17078]Jedyny sposób aby nauczyć się idiomów to po prostu wykuć się ich porządnie na pamięć. Jednak jest ich ogromnie dużo i wiem, że łatwo jest mi to napisać ale znacznie trudniej z wykonaniem tego :)
Ustosunkowując się do wypowiedzi swojego przedmówcy, muszę stwierdzić , że nie wystarczy się ich po prostu wyuczyć. Niekiedy jest to kwestia odniesienia do kultury danego kraju, znajomość jego historii. Pewne zagadnienia należy rozumieć, a nie kuć.
kati2222
03-31-2010, 22:00
Ustosunkowując się do wypowiedzi swojego przedmówcy, muszę stwierdzić , że nie wystarczy się ich po prostu wyuczyć. Niekiedy jest to kwestia odniesienia do kultury danego kraju, znajomość jego historii. Pewne zagadnienia należy rozumieć, a nie kuć.
Nie zgadzam się z tym, gdyż idiomy są jak słownictwo. Dla niektórych idiomów być może da się znaleźć kulturowe wytłumaczenie, jednak nie uważam, aby możliwe było wyjaśnienie każdego idiomu. Wątpię, aby w Polsce było kulturowe wyjaśnienie znaczenia zwrotu "wielka szycha", jeśli jest to mało kto pewnie o tym wie. Podobnie jest w językach obcych.
kati2222
03-31-2010, 22:47
Wracając do artykułów prasowych, wielu czytających je ludzi podąża za radami, które można tam znaleźć. Tłumacz bierze na siebie pełną odpowiedzialność za przetłumaczony tekst dlatego należy upewnić się, że nasze tłumaczenie jest jak najbardziej poprawne ;)
I dlatego oprócz sprawdzenia poszczególnych informacji i wiedzy jaką powinien posiadać tłumacz, warto jest w razie wątpliwości pokazać dany tekst native speakerowi, który pomoże nam w zrozumieniu tekstu.
Krecona_Karolina
04-01-2010, 00:32
Moim zdaniem wiedza ogólna to podstawa w zawodzie tłumacza. Tłumacz, chciaż to filolog, musi znać się niemal na wszystkim, na każdej dziedzinie jakijkolwiek działalności. Tego oczekują od niego klienci. Zawód jest więc niezmiernie trudny i wymagający. Tłumacz nigdy nie wie, z jakiej dziedziny i dla kogo będzie wykonywał tłumaczenie.
Całkowicie się z tym zgadzam, dlatego tłumacz powinien ciągle poszerzać swoją wiedzę dotyczącą danego kraju, powinien się nim interesować, czytać o nim a także powinien sam udać się do tego kraju aby poznać jego kulturę.
Krecona_Karolina
04-01-2010, 00:54
Osobiście nie jestem w stanie przekonać się do tłumaczeń piosenek. Dla mnie tekst stanowi nierozerwalną całość z muzyką, tak więc branie na warsztat samych słów jest rozrywaniem monolitu. Dlatego uważam, że bez względu na jakość tłumaczenia, w połączeniu z melodią będzie ono zawsze brzmiało sztucznie. Ale to tylko mój subiektywny pogląd.
Zgadzam się z Tobą. Uważam, że tłumaczenie piosenek jest bez sensu, ponieważ gdy się je przełoży na inny język nie będą one miały takiego samego wydźwięku co tekst oryginalny.
Krecona_Karolina
04-01-2010, 01:22
Moim zdaniem tłumaczenie dosłowne rzadko kiedy zdaje egzamin, zwłaszcza tłumacząc teksty z języka tak bogatego w różnego rodzaju kolokacje i związki frazeologiczne jak język angielski. Wyjątkiem może być tłumaczenie tekstów technicznych, gdzie technika dosłowna jest najbezpieczniejszym wyjściem.
Każdy tłumacz chce w jak najwierniejszy sposób przełożyć tekst oryginału z tego powodu wiele tłumaczeń dosłownych jest często niezrozumiałych, niestety teksty brzmią po prostu śmiesznie. Nie powinno się mylić wierności przekładu z dosłownością.
Krecona_Karolina
04-01-2010, 01:46
Oczywiście, zgodzę się z tym, że tekst należy odnieść do polskich realiów. i.
Celem tłumacza powinno być dążenie do oddania tekstu oryginału w jak najnaturalniejszy sposób, tłumacz powinien przełożyć tekst aby wywołać te same reakcje na przekład jak i zarówno na tekst oryginalny, np. przetłumaczenie wilków jako lamparty na język ludu, który nie zna takiego pojęcia jak wilki.
ewelsz1989
04-01-2010, 10:18
Dla niektórych idiomów być może da się znaleźć kulturowe wytłumaczenie, jednak nie uważam, aby możliwe było wyjaśnienie każdego idiomu. Wątpię, aby w Polsce było kulturowe wyjaśnienie znaczenia zwrotu "wielka szycha", jeśli jest to mało kto pewnie o tym wie. Podobnie jest w językach obcych.[/QUOTE]
Oczywiście, że niemożliwe jest rozpatrywanie każdego idiomu w kontekście kulturowym. Większości z nich należy się po prostu wyuczyć. Jednak tłumacz powinien znać kontekst kulturowy, jeżeli takowy występuje w danym idiomie, w razie gdyby tekst nie był dość oczywisty dla czytelnika. Wtedy też, tłumacz może pozwolić sobie na amplifikację, w celu ułatwienia czytelnikowi zrozumienia tekstu.
cassidy_89
04-01-2010, 10:37
[QUOTE=Czaro;17078]Jedyny sposób aby nauczyć się idiomów to po prostu wykuć się ich porządnie na pamięć. Jednak jest ich ogromnie dużo i wiem, że łatwo jest mi to napisać ale znacznie trudniej z wykonaniem tego :)
Ustosunkowując się do wypowiedzi swojego przedmówcy, muszę stwierdzić , że nie wystarczy się ich po prostu wyuczyć. Niekiedy jest to kwestia odniesienia do kultury danego kraju, znajomość jego historii. Pewne zagadnienia należy rozumieć, a nie kuć.
Napewno dobrze jest rozumieć, ale mając do wyboru nie umieć, a mieć wyuczone to chyba lepsze to drugie ;)
ewelsz1989
04-01-2010, 10:42
Całkowicie się z tym zgadzam, dlatego tłumacz powinien ciągle poszerzać swoją wiedzę dotyczącą danego kraju, powinien się nim interesować, czytać o nim a także powinien sam udać się do tego kraju aby poznać jego kulturę.
Rzeczywiście, niezwykle istotny jest kontakt tłumacza z kulturą danego kraju. Tłumacz powinien obcować z danym językiem na co dzień, być na bieżąco. Powinien mieć także możliwość poznania codziennego życia tegoż kraju.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.