PDA

View Full Version : Amatorskie tłumaczenia Włodzimierza Wysockiego


Exul
06-28-2007, 21:28
Czołem!
Od niedawna próbuję tłumaczyć (z różnymi efektami :) ) niektóre utwóry Wysockiego. Oto jeden z moich pierwszych przekładów:


Ballada o Opuszczonym Statku
(Баллада о брошенном корабле)

Pan kapitan w ten dzień był z załogą na ‘ty’,
Ciura równy był dziś bosmanowi...
Gdy ujrzeli ten ląd, co majaczył przez mgły,
Oddali się bez reszty szałowi.

Świeżość porannych bryz
Uderzyła do łba;
Brzeg ukazał swój rys,
Gdy opadła już mgła,

A to ziemia wyśniona, obiecana –
Jak za Kolumba i Magellana.

Tylko mnie tych brzegów
Ujrzeć nie da los zły.
W spowolnionym biegu
Pruję dziobem gąszcz mgły,

Mi wciąż kryje ta mgła
Wymarzony mój cel.
Tak dotarłem do dna,
Aż na piasków plaż biel.

I statki odpłynęły – moi bracia, flota ma.
Kto żałował, zadumał się chwilę...
Wielki marsz gdzieś w oddali kreśli na wodzie ślad;
Mnie i żagle me – zostawili w tyle!

Choć sprzyjała pogoda,
Mnie opuścił już Bóg.
Kiedy ucichła woda,
Usłyszałem dział huk,

Dwakroć oddać strzał – rozkaz bosmana –
Na cześć Kolumba i Magellana.

Pianę muszę pić, bo
Fala nie chce wziąć mnie,
Dziobem zorałem dno,
W nagie burty wiatr dmie,

A na burtach mych cały
Szereg blizn, dziur i szram;
Wszak to powód do chwały,
Nie ukrywam swych ran!

Tu pod żebrem od działa – to po strzale jest ślad,
Ta szczelina – to taran mnie zmiażdżył,
A na burtach od haków – raz to wróg, raz pirat,
I nie zliczy już nikt – abordaży.

Jak gitary gryf – kil
Z biegiem lat wygiął się,
Przez te tysiące mil
Rafy kruszyły mnie,

Zapomniany gnije – muszę wyznać;
Nawet sól może toczyć zgnilizna.

Wiatry piją mą krew
I hulają wśród dziur,
W ranach słyszę ich śpiew,
Który sprawia mi ból,

Ja pod nimi wstać muszę,
Dzień czy noc, całkiem sam.
Chociaż gwoździe w mą duszę
Wbija wiatr, dzielnie trwam!

I w szaleństwie przewraca co na drodze swej ma,
Wiatr jak gość nieproszony, niechciany...
Beczki z rumem rozbije albo porwie mnie z dna
I zabierze mnie znów w oceany.

Żyłem taką nadzieją,
Jak skazaniec chce żyć,
Lecz znów wiatry nie wieją,
Pęka nadziei nić,

Moje maszty – jak starcze ramiona,
Żagiel zwisa bez tchu – jakby konał.

Jeśli stanie się cud,
Fala porwie mnie w dal,
Zetrze z burt moich brud
I popłynę wśród fal.

Boską moc woda niesie,
Znowu wiatr będzie wył,
I się żagiel podniesie,
Jak na skroni pęk żył!

Tak doganiam swoich, by wybaczyć, że
Zapomnieli i zacząć od nowa,
A na moim pokładzie miejsca dość znajdzie się,
Do załogi urazy nie chowam.

Tylko widzę że brak
Dla mnie miejsca jest tu.
Niech się ruszy ten wrak,
Też chcę do szeregu!

Czyż to nie ja, wasz brat?
Żyw, lecz nie bez szkody.
Wszak szeroki jest świat,
Dla wszystkich starczy wody!

Czemuż nie chcecie mnie,
Odejść mam jak nie swój?
Jeśli byłem na dnie,
Przesądzony los mój?!

Dajcie zaznać swobody,
Wszyscyśmy statkami.
Dla wszystkich starczy wody!
Dla wszystkich starczy ziemi!

Tej ziemi, wyśnionej, obiecanej,
Jak za Kolumba i Magellana!


Przetłumaczono 23 kwietnia 2007r.
Oryginalny tekst (i audio) można zobaczyć (i usłyszeć) tutaj:
http://www.kulichki.com/vv/pesni/kapitana-v-tot-den.html

kondor
06-29-2007, 16:32
Haj,

Bardzo ładne tłumaczenie - dobry rytm i "śpiewność" tekstu - do dwóch rzeczy bym się jednak przyczepił - pierwsza:

Tu pod żebrem od działa – to po strzale jest ślad,
Ta szczelina – to taran mnie zmiażdżył,
A na burtach od haków – raz to wróg, raz pirat

W rosyjskim, w słowie "пират" akcent pada na drugą sylabę, w polskim - oczywiście - na przedostatnią, a więc w tym przypadku na pierwszą, no i nie bardzo się to rymuje... może tak:

Tu pod żebrem od działa – to po strzale jest ślad,
Ta szczelina – to taran mnie zmiażdżył,
A na burtach od haków – raz to wróg, pirat raz

Napiszcie jeśli macie inne propozycje. I druga sprawa: nie za bardzo mi się podoba w piosenkach zaczynanie wersów zaimkami (nie tylko tu, tak w ogóle :)):

Mi wciąż kryje ta mgła (...)
Mnie opuścił już Bóg


A nie ładniej tak:

Wciąż mi kryje ta mgła (...)
Już opuścił mnie Bóg

Czekam na kolejne Twoje tłumaczenia, Exul!

Kondor

Exul
06-29-2007, 16:42
Bardzo dziękuję za rzeczową krytykę, nie mogę się z Tobą nie zgodzić :). Dopiero zaczynam swoją przygodę z tłumaczeniem i mam nadzieję, że dzięki takim dyskusjom uda mi się nieco poprawić tak zwany "warsztat".
Kolejne tłumacznia zamieszczę jak tylko będzie mi się chciało je wstukać, bo na razie to tylko pokreślone rękopisy :)
Pozdrawiam!

Klempicz
07-06-2007, 09:52
Nie zrażaj się krytyką (w końcu jest konstruktywna i rzeczowa :) ), tylko wrzucaj kolejne tłumaczenia - czekamy!!

Exul
07-19-2007, 20:27
Dobra, nie zrażam się i ładuję następne :)


W restauracji

W restauracji po kątach plakaty tu i tam,
Tania wódka i piwo za grosze.
A pod ścianą kapitan siedział całkiem sam
„Czy można?”, spytałem. „A proszę!”

„Zapalisz?” „dziękuję, nie palę rok już.”
„No to wypij, dajcie szklankę tu jedną!
Dopóki nie przyniosą, pij z mojej! No cóż,
Twoje zdrowie!” „Zdrów będę na pewno.”

“No dobra” rzekł mi, a w czubie już miał
„Wódkę pić potrafisz, w to wierzę,
A czyś widział już z bliska artylerii strzał,
A czy biegłeś już w ogień moździerzy?

Ja byłem pod Kurskiem z Niemcami się bić,
W tysiąc dziewięćset czterdziestym trzecim,
Byście mogli spokojnie sobie dzisiaj żyć,
Wy, i wasze żony, i dzieci!”

O ojca mnie spytał, gdy tak klął i pił,
I krzyczał, błędny wzrok wlepiając w szklankę
„Ile z życia straciłem i ile krwi z żył,
Byś tu miał, draniu jeden, sielankę!

Ja karabin ci dam i pójdziesz precz w bój,
Zamiast chlać ze mną tu z jednej flaszki!”
Aż czułem nad sobą śmiertelnych kul rój
I na niebie wybuchów rozblaski.

W końcu całkiem się spił, a ja razem z nim,
Aż się wreszcie uniosłem honorem.
„Kapitanie!”, krzyknąłem, „Tyle powiem ci,
Że ty nigdy nie będziesz majorem!”

Oryginalny tekst tutaj:
http://www.kulichki.com/vv/pesni/v-restorane-po-stenkam.html

Exul
08-29-2007, 20:38
Kolejne tłumaczenie, jeszcze ciepłe :)
Tym razem na ogień poszły "Кони привередливые".


Po urwisku, nad przepaścią, wzdłuż samego brzegu,
konie swe popędzam batem, smagam raz po raz.
Już powietrza mi za mało, wiatr połykam w biegu,
Wiem już, że to szybko minie, że już czas, na mnie czas!

Bez pośpiechu, moje konie! Wolniej, bo tchu brak!
Na cóż słuchać wam bata, co tak nagli was gdzieś?
Ale te konie nazbyt dzikie, pędzą niczym wiatr,
Tak umyka mój czas, w pół urywa się pieśń!

Ja konie napoję, głos mój w pieśń przestroję,
Choć tak krótko mi trwać, nad przepaścią się chwiać...

Wkrótce porwie mnie śnieżyca, jak pył z otwartej dłoni,
I nad ranem mnie powloką, martwego, w tych saniach.
Czemuż tak galopujecie, rącze moje konie?
Choć o chwilę mi przedłużcie czas mojego trwania!

Bez pośpiechu, moje konie! Wolniej, bo tchu brak!
Nie są dla was panami ani bat, ani kij!
Ale te konie nazbyt dzikie, pędzą niczym wiatr,
Tak bym chciał skończyć pieśń, nim opadnę już z sił!

Ja konie napoję, głos mój w pieśń przestroję,
Choć tak krótko mi trwać, nad przepaścią się chwiać...

Już jesteśmy, u drzwi Boga, spóźnić się nie sposób,
Lecz czemuż to śpiew anieli brzmi dla nas tak wrogo?
Nie wiem, czy to dźwięczny dzwonek nie postradał głosu,
A może to ja, krzyczę do koni, by nie gnały tak srogo?

Bez pośpiechu, moje konie! Wolniej, bo tchu brak!
Jak mam długo was błagać, zatrzymajcie ten cwał!
Ale te konie nazbyt dzikie, pędzą niczym wiatr,
Choć to życia już kres, niech ta pieśń po mnie trwa!

Ja konie napoję, głos mój w pieśń przestroję,
Choć tak krótko mi trwać, nad przepaścią się chwiać...

29 sierpnia 2007r. (po pijanemu :D)
Oryginalny tekst http://www.kulichki.com/vv/pesni/vdol-obryva-po-nad.html

Voy
09-03-2007, 11:11
Hej :)
Nie znam rosyjskiego i nie znam tej piosenki, wiec trudno mi ocenić przekład jako taki, więc może się ograniczę do impresji dotyczących tekstu polskiego. A tekst mi się podoba, a konkretniej - jego dynamika. Ulubiona zwrotka:

"Wkrótce porwie mnie śnieżyca, jak pył z otwartej dłoni,
I nad ranem mnie powloką, martwego, w tych saniach.
Czemuż tak galopujecie, rącze moje konie?
Choć o chwilę mi przedłużcie czas mojego trwania!"

(choć ja bym zmienił w drugim wersie kolejność na "I nad ranem mnie martwego|powloką w tych saniach", albo "I nad ranem martwego mnie powloką...")


To co psuje mi trochę lekturę mnogość przyimków (tak przynajmniej sądzę, że to przyimki, ale za wiele z polskiego nie pamietam, wiec mogą to być również inne -imki, np. za- :) ), które , mam wrażenie, wrzucasz czasem bo potrzebujesz dodatkowej sylaby, i tekst się przez to rozwadnia. Np.

"Na cóż słuchać wam bata, co TAK nagli was gdzieś?
Ale TE konie nazbyt dzikie, pędzą niczym wiatr,
TAK umyka mój czas, w pół urywa się pieśń!"

Mnie czytałoby się lepiej, gdyby tych tak, te itp było mniej.

Podobnie "rozwadniające" jest w moim odbiorze np.

"Po urwisku, nad przepaścią, wzdłuż SAMEGO brzegu"

nie czuję dokładnie, co to "samego" tu oznacza, choć pewnie chodzi o to, że to "sam brzeg", czyli "brzeg tuż-tuz" :), ale nie jest to dla mnie jasne. Może po prostu jakiś przymiotnik określajacy ten brzeg, typu "wzdłuż morskiego brzegu"?


Trochę się może czepiam, ale myślę, że to właśnie o to chodzi i mam nadzieję, że pomogłem.

Exul
09-03-2007, 18:15
Cześć.
Bardzo się cieszę, że się czepiasz. Dobrze jest wiedzieć, nad czym trzeba jeszcze popracować.
"Rozwadnianie tekstu", o którym mówisz, to faktycznie bardzo wielka wada większości moich tłumaczeń; staram się nad tym pracować, ale '...-imki' jak wściekłe wpadają mi między słowa :). Zobaczymy co będzie dalej. Może kiedyś uda mi się nad tym zapanować.

Kolejne tłumaczenie poniżej :)


* * * (oryginalny tytuł: "* * *")

We łbach już tylko ze skrajności w skraj,
Jak okiem sięgnąć, zgiełk i biadolenia:
W Piekle zaczęły czarty wznosić raj,
By tam mieszkały przyszłe pokolenia.

Zapukał do bram Raju czarci szpieg
(ten, co dla Raju Piekło wciąż szpiegował),
„Co tam na dole, Diabeł jeden wie,
I nawet mnie nie mówił ani słowa.”

Kiedy go brał na spytki Anioł Stróż,
Jak mysz spocony, z trudem skrywał trwogę:
„Ja w strachu, Diabeł chyba wie coś już,
A swym agentom ufać też nie mogę.”

W tym czasie sam Belzebub rozkaz dał,
By zwołać w Piekle walne zgromadzenie.
Tam przemawiając i się darł, i łkał:
„Raj, tylko raj dla Piekła jest zbawieniem!”

Z radością czarty wzniosły okrzyk: „Tak!
Nie znajdziesz nigdzie raju piękniejszego!
A żeby trud ten ciężki był nam w smak,
Dasz dniówkę, trzech grzeszników dla każdego!”

“Więc naprzód, a ja poprowadzę was!”,
Zakończył Diabeł, „Z Bogiem! Do roboty!”
I dla grzeszników ciężki nadszedł czas,
Anioły przeczuwały też kłopoty.

Dlatego poszły oddać Panu cześć,
Podzielić się uczuciem wielkiej trwogi.
On rzekł im, że On wszystko to ma gdzieś,
I z dupsk im wszystkim powyrywa nogi.

„Ten Diabeł”, rzekł, „chuligan jest i głąb,
On zawsze tylko dużo hałasuje.
Anioły też jak kundle głupie są,
A czarci szpieg nie dla Raju szpieguje.

Tu już nie Raj, lecz dla wariatów dom!
Na ziemię zejdę, z wami już nie mogę.
Oddaję zatem wam mój piękny tron,
Niech tylko mi spróbuje kto wejść w drogę!”

A potem zszedł, lecz dokąd, jako kto?
Widzieli parafianie go pod farą.
Tam stary żebrak wino pił i klął,
„Jam Bóg”, krzyczał, „wspomóżcie swą ofiarą!”

Koniec jest smutny jak upadły kraj,
Przywodzi na myśl oblężenie Troi...
Od dawna w Raju piekło a nie raj,
Lecz za to w Piekle raj gotowy stoi.

Oryginalny tekst tutaj:
http://www.kulichki.com/vv/pesni/perevorot-v-mozgax-iz.html

Tom z Sopotu
09-04-2007, 10:46
Oj, powiem szczerze, że do tego tekstu mam kilka zastrzeżeń, a właściwie jedno, ale dotyczące kilku fragmentów.

Kiedyś zastanawiałem się (bez urazy, to tylko wprowadzenie), po czym najłatwiej rozpoznaje się grafomanię. I doszedłem do wniosku, że bodaj najczęściej popełnianym błędem jest używanie "tanich" rymów, rymów które do tego stopnia nie wymagają wysiłku ze strony piszącego, że mimo faktycznej zgodności końcówek wyrazów brzmią tak koślawo, tak trącą Częstochową, że rymami właściwie przestają być. Mam na myśli chodzenie na łatwiznę poprzez zestawianie słów opartych na tej samej formie, skonstruowanych w ten sam sposób (znajomy grajek na własny użytek nazywał to rymem typu "-ący -ący" ;)). Nie sztuką jest przekształcić np. czasowniki w imiesłowy, tak by wszystkie się ze sobą rymowały (będący, robiący, leżący, piszący itd.) - dotyczy to zresztą nie tylko czasowników/imiesłowów, ale także przymiotników, a nawet rzeczowników.

No i niestety w powyższym tłumaczeniu takich zestawień jest trochę. Ich użycie często niweczy efekt ewentualnych lepszych pomysłów zawartych poza tym w tekście.
A oto przykłady:

biadolenia-pokolenia;
dał-łkał;
zgromadzenie-zbawieniem;
piękniejszego-każdego;
hałasuje-szpieguje;

Dla mnie jest to błąd i jeszcze bym trochę nad tekstem popracował, żeby uniknąć tej "częstochowszczyzny". :-)

Exul
09-04-2007, 17:09
Wytoczyłeś ciężkie działa ;). Ale i tak będę pisał, dopóki mnie nie zbanują :D.

A tak na serio, to nie do końca się z Tobą zgadzam. Czasami rym tego typu jest nie do uniknięcia, a pięć sztuk na utwór to nie aż tak dużo (w oryginale tego tekstu naliczyłem bodajże dziewięć). Sztuką jest, jeśli już trzeba taki rym wyprodukować, zrobić to tak, by za bardzo nie raziło. Jak to wychodzi w moim przypadku, to nie mnie oceniać :).

Dzięki, że o tym napisałeś. W przyszości będę zwracał baczniejszą uwagę na takie rzeczy. Czekam na dalszą krytykę.

Tom z Sopotu
09-05-2007, 11:57
Spoko, sam mam na koncie parę takich rzeczy, człek czasem rymuje odruchowo. Poza tłumaczeniami piszę własne teksty dla kilku zespołów i bywa, że poniewczasie łapię się na błędzie tego typu. Pół biedy, jeśli nikt do tej pory nie napisał jeszcze muzyki do takiego tekstu (wtedy daję szlaban i przerabiam tekst), gorzej kiedy gotowa piosenka poszła już w świat. Ale może jestem bardziej rygorystyczny w tym względzie (na szczęście wobec siebie również) - dla mnie nawet jeden rym tego typu na całą piosenkę to błąd. :-)

Tom z Sopotu
09-05-2007, 12:02
w oryginale tego tekstu naliczyłem bodajże dziewięć

Jeżeli w oryginale jest tak samo (przyznam, że nie sprawdziłem), to nieco zmienia postać rzeczy, aczkolwiek nie świadczy najlepiej o autorze oryginału. Może akurat nie był w najlepszej formie, może na tym tekście pióro mu się nieco omsknęło i nie stworzył najwybitniejszego dzieła. Quandoque bonus dormitat Homerus... :-)

Exul
09-07-2007, 15:28
W takim razie nadzwyczaj często pióro robiło Wysockiemu psikusy :D. Większość jego tekstów jest najeżona tego typu rymami, ale jednak mają w sobie to coś. A może to po prostu taka, a nie inna budowa języka rosyjskiego.

Powiem Ci szczerze, że wyostrzyłeś mi trochę poczucie estetyki - też mnie zaczynają drażnić te rymy :D. Pozdrowienia.

Exul
09-22-2007, 18:17
Kolejne amatorskie tłumaczenie - Охота с вертолетов

Słońce wzeszło, jak brzytwa po oczach nas tnie,
Z tyłu broń, zgięty palec do cyngla już lgnie,
Warkot z nieba się rozległ, jak demona skrzek –
Czarne bestie z żelaza wyleciały zza rzek,
Naglił czas, pod zgiętymi łapami drżał śnieg!

Myśmy legli na grunt, nieruchomi jak głaz,
Nawet najstarszy wilk, co i za flagi lazł,
Wilcze doły obmacał poduszkami łap;
Obok kul przeskakiwał uchodząc żyw, rad,
Dziś jak wszyscy ze strachu drżał i słabł.

Nigdy w życiu radości nie zaznaliśmy krzty,
Lecz nie spieszno nam żegnać się z życiem.
Jak sztylety obnaża nam Śmierć lśniące kły,
Żniwo zebrać gotowa o świcie.

Więc raz jeszcze staniemy by przez mgnienie drwić
Z psów, które w pogoń puszczono,
Nim wypisze na śniegu stygnąca krwi nić
„My już nie wilki!” fastrygą czerwoną.

Podkulone ogony, uciekamy jak psy,
Podnosimy ku niebu przestraszone łby.
Czy to za grzechy Bóg srogą karę nam dał,
Czy to skończył się świat, czy ogarnął nas szał,
W górze bestie żelazne seriami tną z dział.

Uświęceni ołowiem, przesiąknięta sierść krwią,
Nie ma już dokąd biec, nie ma jak uciec stąd!
W zaspach ciała wilczego nie chcą łapy już nieść.
To nie Bóg, ale człowiek rozpoczyna tę rzeź:
I z powietrza, i z ziemi, wzdłuż i wszerz...

Sforo psów, nie wam równać się z plemieniem mym,
Przyjdźcie walczyć, lecz bez człowieka.
Wilki my – wolność nasza i wiedziemy prym,
Wyście psami – i śmierć psia was czeka!

Więc raz jeszcze staniemy by przez mgnienie drwić
Z psów, którym oczy już płoną,
Nim wypisze na śniegu stygnąca krwi nić
„My już nie wilki!” fastrygą czerwoną.

Biegiem w las, biegiem między drzewa i w śnieg!
Biegiem, wilki, od śmierci uchroni was bieg!
Żwawo dźwigaj łapy i szczenięta chroń!
Pijany myśliwy odbezpiecza broń,
Znajdę was, jeśli nie trafi mnie w skroń.

Ten kto żyw, bez wahania odpowiedział na zew,
Lecz zostałem tu sam, zabłąkany wśród drzew,
Nos i oczy zawodzą, ciężko przy zmysłach trwać,
Gdzie wy, wilki, najciszej choć dajcie mi znać,
Gdzie podziała się moja żółtooka brać?

Żyję wciąż, chociaż bestii dokoła mnie w bród,
Lecz nie mają praw znać wilczej mowy –
Oto psy, krewny, ale daleki nam ród,
Nawet braliśmy ich jako zdobycz.

Więc raz jeszcze przystanę by przez mgnienie drwić
I pokazać swe kły obnażone,
Nim wypisze na śniegu stygnąca krwi nić
„My już nie wilki!” fastrygą czerwoną.

Oryginalny tekst tutaj:
http://www.kulichki.com/vv/pesni/slovno-britva-rassvet-polosnul.html

Klempicz
10-10-2007, 13:31
W takim razie nadzwyczaj często pióro robiło Wysockiemu psikusy :D. Większość jego tekstów jest najeżona tego typu rymami, ale jednak mają w sobie to coś. A może to po prostu taka, a nie inna budowa języka rosyjskiego.

Powiem Ci szczerze, że wyostrzyłeś mi trochę poczucie estetyki - też mnie zaczynają drażnić te rymy :D. Pozdrowienia.

Mimochodem została poruszona dość ważna kwestia - tu akurat zgadzam się z Exulem - styl Wysockiego jest taki, a nie inny, może to do pewnego stopnia kwestia "budowy języka rosyjskiego", ale nie usprawiedliwiałbym tego w ten sposób. Pytanie zasadnicze brzmi: co w takiej sytuacji powinien zrobić tłumacz? Czy zauważyliście, że obojętnie kto jest autorem przekładu (Młynarski, Kaczmarski, Awdiejew czy Exul - że wymienię najznamienitszych ;) ), zawsze wiadomo, że to Wysocki - jest to, myślę, kwestia stylu danego autora i wyczucia tłumacza (dlatego nie można usprawiedliwiać dosłownego tłumaczenia pewnych rymów charakterystycznych dla składni języka rosyjskiego, skoro nie brzmią one naturalnie po polsku). Mam podobny problem z Cavem – jego teksty momentami ocierają się o banał, a ich genialność wynika czasami z wymowy całego utworu (np. ”Death Is Not The End”) – ciężko tu uniknąć wpadnięcia w kicz tłumacząc na polski – często jest to wręcz balansowanie na krawędzi kiczu i jestem tego w pełni świadom. Ale czy to znaczy, że powinienem je na siłę „uerudycać” (niech żyją neologizmy!!!)? Moim zdaniem kluczem jest oddanie również klimatu utworu i wymowy całości – wtedy ta pozorna kiczowatość zanika (chociaż czasem sam tekst nie wystarczy – na przykład we wspomnianym już ”Death Is Not The End” jednym z elementów składających się na to ogólne wrażenie jest fakt, że utwór grany jest w tonacji dur – wesołej…). A co Wy o tym wszystkim sądzicie?

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
10-11-2007, 11:54
Jest z tym faktycznie duży problem. Przyznam, że nie będąc biegłym tłumaczem, nie myśląc w obcym języku, poznaję piosenki niejako w dwóch etapach. W pierwszym dociera do mnie tyle, ile zapewne do przeciętnego polskiego słuchacza - melodia, aranż i może jakieś pojedyncze frazy, zwykle z refrenu. Dopóki jednak specjalnie nie zacznę się nad tym zastanawiać, po prostu nie rozumiem całości tekstu, chłonę tylko ogólne wrażenie. I bywa, że między tym pierwszym wrażeniem a tłumaczeniem tekstu jest kolosalna różnica, przeważnie na niekorzyść tego drugiego. Wielokrotnie utwór, który mi się zrazu podobał, okazuje się dramatycznym badziwiem, kiczem i grafomanią. Podejrzewam, że 99 procent funkcjonujących na rynku muzycznym anglojęzycznych piosenek to fatalna grafomania. Tylko że ludzie - być może wskutek tego, że nie rozumieją tekstów w obcym języku, albo przynajmniej nie czują tego języka tak jak ojczystego - są w stanie wiele wybaczyć tekstowi angielskiemu, nie są wobec niego tak krytyczni. Po angielsku znacznie więcej rzeczy uchodzi. Jakaś diva może śpiewać ze łzami w oczach smutną piosenkę o utraconej miłości, i łykamy to bez problemu, wczuwamy w nastrój, nie zdając sobie sprawy, że ten sam tekst po polsku wzbudziłby uśmiech politowania, jeśli nie gromki rechot nad nieudolnością autora wręcz.

Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy wraz z moim zespołem pokusiliśmy się parę lat temu o pewien muzyczny żart, zerżnięty zresztą z Travisa - na jakieś koncerty przygotowaliśmy dla śmiechu akustyczną wersję "Hit me baby one more time" Britney Spears - po polsku. Oczywiście po tej akurat pieśniarce nikt się nie spodziewał perełek poezji, ale tekst tego kawałka po angielsku wydaje się po prostu tekstem jak wiele innych, niczym się nie wyróżniającym, podczas gdy przetłumczony dosłownie (udało mi się niemal toczka w toczkę) zaczął się, owszem, wyróżniać horrendalną wręcz głupotą. Która to głupota zresztą zaważyła chyba na tym, że żart się udał i nasza wersja zawsze budziła wesołość wśród publiczności. :-)

Tom z Sopotu
10-11-2007, 11:59
Z tej rozbudowanej dygresji umknęła mi główna myśl, którą chciałem przekazać: może dla obcych języków jesteśmy zbyt pobłażliwi? Może stosujemy taryfę ulgową dla autorów obcojęzycznych? A może powinniśmy jednak być bardziej krytyczni, nie szukać dla nich usprawiedliwień, nie dopatrywać się w ich utworach jakiegoś wyższego (ponad jakość poezji) dobra, może należy wreszcie spojrzeć na nich trzeźwo? Może należy dopuścić też taką możliwość, że nasz ulubiony, kultowy autor wcale nie jest taki genialny, jak nam się dotąd wydawało? Może - wiem, to będzie herezja - Cave czy Wysocki bywają po prostu grafomanami? ;-)

Klempicz
10-11-2007, 15:28
Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy wraz z moim zespołem pokusiliśmy się parę lat temu o pewien muzyczny żart, zerżnięty zresztą z Travisa - na jakieś koncerty przygotowaliśmy dla śmiechu akustyczną wersję "Hit me baby one more time" Britney Spears - po polsku. Oczywiście po tej akurat pieśniarce nikt się nie spodziewał perełek poezji, ale tekst tego kawałka po angielsku wydaje się po prostu tekstem jak wiele innych, niczym się nie wyróżniającym, podczas gdy przetłumczony dosłownie (udało mi się niemal toczka w toczkę)

CZEKAMY!!!!

Pozdrawiam

kondor
10-17-2007, 11:49
Czy można gdzieś posłuchać tej Britney po polsku?

Kondor

Tom z Sopotu
10-25-2007, 10:50
Czy można gdzieś posłuchać tej Britney po polsku?

Dżizus, naprawdę tego chcecie?! Tłumaczenie gdzieś znajdę, choć nie spodziewajcie się fajerwerków, to jednak tylko popowa piosenkareczka! Nagranie tyż pewnie gdzieś jest, ale jakością ustępuje z pewnością nawet oryginałowi... :rolleyes:

Exul
11-20-2007, 16:28
Wracamy do tematu :)

Братские могилы

Na wspólnych mogiłach rzadkością jest krzyż,
Ni wdów nie zobaczysz z oddali.
Ktoś czasem przyniesie tu kwiaty i znicz,
By wieczny ogień rozpalić...

Tą ziemię przed laty rwano sobie z rąk,
Dziś leżą tu płyty granitu.
Nikt wpisać nie zdążył ni słowa do ksiąg
O tych, co tu niegdyś zabito.

A w wiecznym ogniu - widzisz czołgu wrak,
Płonące wsie, młyny, spichlerze;
I płonie Smoleńsk, i płonie Reichstag,
I płonie serce żołnierza...

U wspólnych mogił próżno szukać wdów,
Tu ludzie przychodzą mocniejsi.
Na wspólnych mogiłach ni krzyży, ni słów,
Lecz czy życie przez to jest lżejsze?


Oryginalny tekst tutaj:
http://www.kulichki.com/vv/pesni/na-bratskix-mogilax-ne.html

Tom z Sopotu
11-21-2007, 11:55
O, podoba mi się, naprawdę! Jak już wspominałem na tym forum, cenię sobie wierność tłumaczeń, a tu jeszcze i rytm zachowany, i wszystko.

Tylko TĘ ziemię, błagam, nie "tą"!!! ;-)

Exul
11-22-2007, 14:51
Tylko TĘ ziemię, błagam, nie "tą"!!! ;-)

Osz w zadek! Ale wpadka! Nie wiem czemu, jak śpiewałem, to było "tę", a jak napisałem, to wkradło się to paskudne "ą"? :confused:

Dzięki :)

Tom z Sopotu
01-25-2008, 19:42
A dziś właśnie Wysocki kończyłby 70 lat!

Exul
01-27-2008, 01:02
Właśnie! Trzeba by się za jakiś tekst zabrać, żeby zbyt spokojnie w grobie nie leżał. :D

Tom z Sopotu
01-27-2008, 14:05
Masz gdzieś może pod ręką oryginał "Obławy"? W sumie nie czytałem go nigdy, a słyszałem że Kaczmarski potraktował go dość swobodnie w przekładzie.

Exul
01-28-2008, 02:02
http://www.kulichki.com/vv/

Na tej stronie znajdziesz wszystko :)

Kiedyś myślałem o przetłumaczeniu Oхоты на волков, ale wolę wykonywać ją w oryginale. Poza tym wszystkie znane mi tłumaczenia na polski zdają mi się trochę ten utwór upośledzać, chociaż sam pewnie nie napisałbym lepszych. W każdym razie nie czuję się na siłach.

Klempicz
01-28-2008, 11:55
Kaczmarski napisał w sumie cztery części "Obławy". Wiem, że druga jest też na podstawie Wysockiego, a trzecia? Moim zdaniem jest najlepsza, a nie ma nigdzie informacji czy jest na podstawie Wysockiego czy nie... Exul, pomożesz?

Pozdrawiam!

Klempicz
01-28-2008, 12:13
Właśnie znalazłem informację, że trzecia "Obława" powstała niezależnie, bez pierwowzoru rosyjskiego:

J.K. - W 1983 roku mój ówczesny przyjaciel z Paryża, bardzo dobry tłumacz i znawca literatury rosyjskiej Andrzej Mietkowski, zwrócił mi uwagę, że istnieje druga część "Polowania na wilki", a mianowicie "Polowanie z helikopterów". Ja, nie znając tego utworu, napisałem znowu swoją wersję, która była reakcją na stan wojenny. Tu już nie ma obrazu samotnego wilka, osaczonego przez psy; jest za to masakra całego gatunku, co mi się wydawało odpowiednie jako metafora eskalacji przemocy. Trzecią "Obławę" napisałem już sam, bez wzorca Wysockiego, ale zachowując jego konwencję.

Czyli ciekawa sprawa - druga "Obława" powstała bez wglądu w oryginał, a więc tłumaczeniem jako takim nie jest, jedynie utworem na podstawie... A właściwie spolszczeniem pewnej idei i ubraniem jej w formę wiersza. Znalazłem też informację, że pierwszą "Obławę" Jacek napisał po koncercie Wysockiego, na którym ją słyszał. Jest też wyjaśnienie dlaczego nie przetłumaczył tekstu wiernie:

G.P. - Zaraz, zaraz... Wysockiego zobaczyłeś w 1974 roku, miałeś wtedy 17 lat. I wkrótce potem napisałeś "Obławę".

J.K. - Tak. To było w tym samym roku. Wtedy pierwszy raz usłyszałem. Polowanie na wilki" i "Obława" była moją wersją tego, co zapamiętałem. Tam są dosyć zasadnicze różnice, bo ja np. wprowadziłem psy. Ktoś mi potem powiedział, chyba Staszek Klawe z grupy "Piosenkariat", że z psami się na wilki nie chodzi, bo pies na wilka nie pójdzie. Ale ja zrobiłem to świadomie. Nie mogłem, tak jak Wysocki, posłużyć się obrazem czerwonej szmaty nad ziemią, której wilk się boi. Jego metafora była ważna w Związku Radzieckim, bo chodziło o ten bezwład zaszczutych, którzy nie są w stanie przeskoczyć czerwonej szmaty, nawet jeśli od tego zależy ich życie.
Natomiast w Polsce każdy przeskakiwał czerwoną szmatę, jeśli chciał czy kiedy musiał. W Polsce problemem były psy, czyli krewni z tego samego pnia, którzy gotowi byli pójść przeciwko własnemu gatunkowi. Melodia też jest inna, tylko starałem się zachować podobny charakter tej wściekłej nagonki.

Pozdrawiam!

Tom z Sopotu
01-28-2008, 12:13
Wydaje mi się, że "Obława z helikopterów" to już czysty Kaczmarski. Prawdę mówiąc jednak byłem do tej pory przekonany, że i druga "Obława" to już Kaczmarski, a nie Wysocki.

Exul, a masz jeszcze jakieś tłumaczenia "Obławy" poza Kaczmarskim? Chętnie przeczytam jakąś alternatywną wersję.

Klempicz
01-28-2008, 12:56
Exul, a masz jeszcze jakieś tłumaczenia "Obławy" poza Kaczmarskim? Chętnie przeczytam jakąś alternatywną wersję.

A czemu Exul? Ja mam :) Tłumaczenie pani Marleny Zimnej:


Polowanie na wilki


Biegnę naprzód, ze strachu półżywy,
Lecz historia powtarza się znów:
Otoczyli mnie znowu myśliwi,
Zaroiło się w lesie od psów.

Ustawili się w zwartym szeregu,
I z dwururek celują zza drzew,
Młode wilki krwią broczą na śniegu,
Wsiąka w ziemię spieniona ich krew.

Trwa polowanie, polowanie trwa bez końca
Na drapieżniki, co w rozpaczy szczerzą kły.
Krzyczą myśliwi, psy szczekają. W blasku słońca
Na białym śniegu lśnią czerwone ślady krwi.

Żadnych szans nam myśliwi nie dają,
Nieuczciwa nie peszy ich gra:
Chorągiewki czerwone wieszają,
Już od wieków zabawa ta trwa.

Wilk nie może przekroczyć granicy,
Bo czerwonych obawia się szmat,
Razem z mlekiem matczynym wilczycy
Mu na wieki wpojono ten strach.

Trwa polowanie, polowanie trwa bez końca
Na drapieżniki, co w rozpaczy szczerzą kły.
Krzyczą myśliwi, psy szczekają. W blasku słońca
Na białym śniegu lśnią czerwone ślady krwi.

Mamy ostre i kły i pazury,
Może stary odpowie mi wilk,
Czemu jednak boimy się kuli,
Czemu ludzki przeraża nas krzyk.

Wilk nie może postąpić inaczej,
I mój koniec przybliża się już,
Gdy myśliwy wśród drzew mnie zobaczył,
Bez wahania nacisnął na spust.

Trwa polowanie, polowanie trwa bez końca
Na drapieżniki, co w rozpaczy szczerzą kły.
Krzyczą myśliwi, psy szczekają. W blasku słońca
Na białym śniegu lśnią czerwone ślady krwi.

Nie na wiele nagonka się zdała,
Chociaż bałem czerwonych się szmat,
To przed siebie na oślep pognałem,
Tak jak więzień ucieka zza krat.

Biegnę naprzód, ze strachu półżywy,
Nie powtórzy historia się znów,
Otoczyli mnie znowu myśliwi,
Lecz nie udał się dzisiaj im łów!

Trwa polowanie, polowanie trwa bez końca
Na drapieżniki, co w rozpaczy szczerzą kły.
Krzyczą myśliwi, psy szczekają. W blasku słońca
Na białym śniegu lśnią czerwone ślady krwi.

Klempicz
01-28-2008, 12:57
...i pana Pawła Orkisza:


Obława na wilki


Rwę co tchu, do stracenia ni chwili,
bo tak samo, jak wczoraj, i dziś
otoczyli nas, otoczyli...,
zaraz zaczną bezkarnie w nas bić!

Spoza drzew już łomoczą dwururki.
Tam myśliwi chowają się w cień,
w mokrym śniegu miotają się wilki.
To nie wilki już, to żywy cel!

Obława gna, na wilki gna obława.
Na wolne, dzikie, na basiory i szczeniaki.
Ujada sfora i krzyczą naganiacze.
Na śniegu krew czerwone piętna znaczy.

Najemnicy! Żadnej szansy ni cienia!
Ale nie, ale ręka nie zadrży!
Naszą przestrzeń zamknęli czerwienią,
na pewniaka walą, ja w tarczę.

Wilk nie może naruszyć granicy.
Od szczeniaka przeklęty nasz los!
My, wilczęta, ssaliśmy wilczycę...
Od tej pory granica jest w nas!

Obława gna, na wilki gna obława.
Na wolne, dzikie, na basiory i szczeniaki.
Ujada sfora i krzyczą naganiacze.
Na śniegu krew czerwone piętna znaczy.

Mamy mocne nogi i szczęki.
Przewodniku, dlaczego więc - mów! -
my zaszczuci, zagonieni, przelękli...
Czemu nie próbujemy za sznur?!

Wilk nie może, nie potrafi inaczej!
Resztę znasz, oto zbliża się kres...
Właśnie ten, co mnie sobie upatrzył,
broń podnosi i bierze na cel!

Obława gna, na wilki gna obława.
Na wolne, dzikie, na basiory i szczeniaki.
Ujada sfora i krzyczą naganiacze.
Na śniegu krew czerwone piętna znaczy.

Ale ja z powinności kpię sobie!
Skoro każe tu zdychać - czort z nią!
Przeskoczyłem! - I słyszę za sobą
jak nie wierzą, dziwią się, klną.

Rwę co tchu, do stracenia ni chwili!
Dzisiaj też - lecz inaczej niż wczoraj! -
otoczyli nas, otoczyli...
ale mnie nie dopadnie już sfora!

Obława gna, na wilki gna obława.
Na wolne, dzikie, na basiory i szczeniaki.
Ujada sfora i krzyczą naganiacze.
Na śniegu krew czerwone piętna znaczy.

Klempicz
01-28-2008, 13:01
...i jeszcze ciekawostka:


Wolf hunt


In my flight, sinews bursting, I hurtle,
But as yesterday - so now today,
They’ve cornered me! Driven me, encircled,
Towards the huntsmen that wait for their prey!

From the fir-trees the rifle-shots quicken -
In the shadows the huntsmen lie low.
As they fire, the wives somersault, stricken,
Living targets brought down on the snow.

They’re hunting wolves! The hunt is on, pursuing
The wily predators, the she-wolf and her brood.
The beaters shout, the dogs bay, almost spewing.
The flags on the snow are red, as red as the blood.

In the fight heavy odds have opposed us,
But the merciless huntsmen keep ranks.
With the flags on their ropes they’ve enclosed us.
They take aim and they fire at point blank.

For a wolf cannot break with tradition.
With milk sucked from the she-wolfs dugs
The blind cubs learn the stern prohibition
Never, never to cross the red flags!

They’re hunting wolves! The hunt is on, pursuing
The wily predators, the she-wolf and her brood.
The beaters shout, the dogs bay, almost spewing.
The flags on the snow are red, as red as the blood.

We are swift and our jaws are rapacious.
Why then, chief, like a tribe that’s oppressed,
Must we rush towards the weapons that face us
And that precept be never transgressed?

For a wolf cannot change the old story
The end looms and my time’s, almost done.
Now the huntsman who’s made me his quarry
Gives a smile as he raises his gun.

They’re hunting wolves! The hunt is on, pursuing
The wily predators, the she-wolf and her brood.
The beaters shout, the dogs bay, almost spewing.
The flags on the snow are red, as red as the blood.

But revolt and the life-force are stronger
Than the fear that the red flags instil
From behind come dismayed cries of anger
As I cheat them, with joy, of their kill.

In my flight, sinews bursting I hurtle,
But the outcome is different today!
I was cornered! They trapped me encircled!
But the huntsmen were foiled of their prey!

They’re hunting wolves! The hunt is on, pursuing
The wily predators, the she-wolf and her brood.
The beaters shout, the dogs bay, almost spewing.
The flags on the snow are red, as red as the blood.

(tłum. Kathryn & Bruce Hamilton)

Tom z Sopotu
01-28-2008, 14:14
O kurczę, nie wiedziałem że Paweł Orkisz to przetłumaczył! Muszę go przy następnym spotkaniu poprosić o wykonanie. Na pierwszy rzut oka to tłumaczenie mi się podoba, zdecydowanie bardziej niż przekład Marleny Zimnej. Acz wersja Kaczmara, choć mniej dokładna, chyba i tak już zawsze pozostanie tą najpowszechniejszą...