PDA

View Full Version : Jak bardzo klient może nam wejść na głowę?


rylique
08-20-2011, 01:00
Coraz częściej klient wymaga od tłumacza by był również copywriterem. W ten sposób, mój ukochany klient, zażądał ode mnie zmiany danych w tłumaczeniu (np. Kobieta w ciąży powinna pić 1,5 l wody dziennie, na co klient dopisał komentarz "bzdura! proszę zmienić na 2 litry! itp. itd.).
Jak się zachować? Gdzie jest granica? Czy zmieniamy tłumaczony tekst bo "klient nasz pan"? Czy też grzecznie tłumaczymy, że nie do nas należy ocena merytoryczna tłumaczonego tekstu...:confused:

Kagemusha
08-20-2011, 13:15
Tłumacz markuje swoim nazwiskiem tłumaczenie, nie odpowiada za poprawność tekstu źródłowego.
W kilku przypadkach spotkałem się w książkach z przypisami do tekstu, w których tłumacz wytyka błąd w tekście oryginalnym i podaje poprawną wersję (np. niepoprawna data jakiegoś wydarzenia).

Czyli - nie dajmy się zwariować, trzeba klientowi cierpliwie wytłumaczyć, że jako tłumacz nie możemy ingerować w merytoryczną treść tłumaczonego tekstu, bo od tego tylko krok do zmieniania w tekście wszystkiego, co nam (tłumaczom) się nie podoba albo z czym się nie zgadzamy.

ilona070
08-20-2011, 18:27
Dokładnie- nie możemy dać się zmanipulować. Istnieje wiele innych rozwiązań, jeśli klient już bardzo nalega: możemy dodawać przypisy, komentarze i sprostowania. Jednak uważam, że nie możemy zmieniać treści oryginału. A co, jeśli nasz klient się myli i okaże się, że tekst źródłowy był poprawnie napisany i to my (jako tłumacze) wprowadzamy czytelnika w błąd???

anowi33
08-21-2011, 11:48
Ja również uważam, że nie można za bardzo ingerować w tłumaczony tekst, ponieważ napisalibyśmy go od nowa, gdybyśmy się rozpędzili. Albo podejmujemy się danego tłumaczenia albo nie. Oczywiście zdarzają się różni klienci i nie wszyscy chcą zrozumieć, że ocena merytoryczna tekstu do nas nie należy. Należy wtedy przedyskutować problem z klientem i przedstawić grzecznie swoje argumenty :).

rylique
08-22-2011, 16:48
No właśnie mój klient nie chciał dyskutować, zostałam brutalnie zmuszona do zmiany wszystkich "dupereli" bo takie miał widzimisie:( w końcu inaczej by nie zapłacił, ale niestety poziom niektórych uwag był żenujący...W tym wypadku tłumacz stał się autorem nowego tekstu...Ale cóż, takie życie tłumacza.

Lucrezia.Borgia
08-23-2011, 21:19
Niby zawsze uczula się nas, tłumaczy, na to, że zmiany merytoryczne treści wyjściowej są niedopuszczalne, ale całkowicie rozumiem argument, że gdybyś odmówiła przeredagowania zgodnego z widzimisię klienta to by nie zapłacił (i nie wrócił...).

Ja miałam do czynienia z podobnym "przypadkiem" podczas tłumaczenia reklam i etykiet produktów, ale one z kolei MUSIAŁY być zgodne z oryginałami (np. parametry techniczne) więc nawet kiedy klient (tzn. Pan Prezes) kwestionował niektóre fragmenty miałam wsparcie w osobie pracownika służącego pomocą merytoryczną (bo ja się na tym nie znam więc wyznaczono kogoś, z kim mogę się kontaktować w razie wątpliwości) i większość kwestii rozstrzygnięto na moją korzyść. Ale mam świadomość, że taki komfort pracy nas, tłumaczy, zdarza się rzadkoooo...

Myślę, że w przypadku takich tekstów trzeba z wyprzedzeniem ustalić, czy wersja tłumaczeniowa jest wersją ostateczną czy przekład jest tylko "korpusem", który i tak będzie potem przeredagowany przed copywriterów. Skoro i tak sztab ludzi będzie przy tym potem dłubał i podpisze swoimi nazwiskami to w porządku :)

rylique
08-24-2011, 13:39
No właśnie, na szczęście przy tego rodzaju tłumaczeniach jest jeszcze "sztab dłubaczy":o no i tak się nie podpisujesz swoim nazwiskiem..a klient może wróci..Wszytko zależ zatem od specyfiki tekstu. Wiadomo jednak - bez przesady z tymi zmianami, jeśli miały by one przynieść nam wstyd..

DanW
08-29-2011, 13:24
Tak jest, warto pamiętać o tym uniknięciu wstydu i jestem za pozostawaniem wiernym oryginałowi. W razie wątpliwości wysuwanych przez jakąkolwiek osobę trzecią, zawsze będzie można podeprzeć się tekstem oryginału przesłanym przez klienta DO PRZETŁUMACZENIA, a nie do sparafrazowania.

A takiego czepliwego delikwenta to można odesłać z kwitkiem, jest wielu innych klientów na rynku, z którymi współpraca przebiegać może o wiele sprawniej.

Lynx85
08-29-2011, 13:31
No właśnie mój klient nie chciał dyskutować, zostałam brutalnie zmuszona do zmiany wszystkich "dupereli" bo takie miał widzimisie:( w końcu inaczej by nie zapłacił, ale niestety poziom niektórych uwag był żenujący...W tym wypadku tłumacz stał się autorem nowego tekstu...Ale cóż, takie życie tłumacza.

Zostałaś postawiona w bardzo dziwnej sytuacji, ponieważ Twoim zadaniem powinno być jedynie przełożenie tekstu z języka A na język B - częścią merytoryczną i ewentualnymi w niej poprawkami powinien zająć się sam Klient lub jego Asystentka (jeżeli takową posiada), bo to już trochę przekracza zakres Twoich obowiązków wobec Klienta. Zwłaszcza podejście "bo inaczej nie zapłacę" jest raczej żenujące, bo poważni ludzie nie podchodzą tak do sprawy... No ale Klientów się nie wybiera - czasem potrafią zachowywać się w sposób dość obcesowy (delikatnie mówiąc...) :)

Calak
08-29-2011, 13:47
Sytuacja wygląda na taką, w której szanowny klient po prostu chciał zaoszczędzić na korekcie merytorycznej i wykorzystał do tego tłumacza. Może tłumacze powinni zastrzegać w cennikach i umowach, że ewentualne poprawki tekstu oryginalnego, których dokonują są dodatkowo płatne...?

rylique
08-29-2011, 18:45
Sytuacja wygląda na taką, w której szanowny klient po prostu chciał zaoszczędzić na korekcie merytorycznej i wykorzystał do tego tłumacza. Może tłumacze powinni zastrzegać w cennikach i umowach, że ewentualne poprawki tekstu oryginalnego, których dokonują są dodatkowo płatne...?

najsmieszniejsze jest to, że poprawki były w cenie a klient jest ogromna znaną firmą, ale zrobił ze mnie tłumacza, korektora i copywritera mimo że umowa stanowiła inaczej, a chodziło o grube pieniądze..no i ot cała sytuacja..chyba coraz częstsza