PDA

View Full Version : Czym jest 'to coś' kiedy chce się być tłumaczem ustnym?


olabe
08-15-2011, 12:50
Słyszę często, zwłaszcza od wykładowców, że żeby być tłumaczem ustnym trzeba mieć w sobie 'coś'. Tylko co to takiego? Odwaga? Spontaniczność? Umiejętność radzenia sobie ze stresem? Sądzę, że to pewien zestaw, ale nie wiem czy go posiadam, dlatego postanowiłam zasięgnąć Waszych opinii :)

magdatoots
08-15-2011, 14:03
Nie wiem, czy spontaniczność na wiele Ci się zda w tym zawodzie.
Już bardziej umiejętność radzenia sobie ze stresem, ogromne i stale szlifowane kompetencje językowe i rozległa wiedza, pozwalająca na "nadążanie" za tłumaczoną sekwencją, z wszelkimi jej odniesieniami, do wszelkich dziedzin wiedzy, nauki itd.
To "coś" nie jest u tłumacza rzeczą wrodzoną, raczej efektem ciężkiej harówy i samodyscypliny.

paula7732
10-23-2011, 13:56
Ja do tego zestawu dodałabym także odporność psychiczną. Nie jestem jeszcze tłumaczem ustnym - uczę sie w tym kierunku dopiero, ale słyszałam już wiele historii na temat tłumaczeń ustnych od osób doświadczonych w tej kwestii. Jedna z tłumaczek powiedziała, że od dłuższego czasu odmawia już np. tłumaczeń w sprawach o znęcanie się nad dziećmi, dlatego że nie była tego w stanie wytrzymać psychicznie. Wydaje mi się, że podobne sytuacje mogą się również zdarzać przy innych tłumaczeniach w sądach czy przy przesłuchaniach.

mhubner
10-23-2011, 19:31
Też już się nad tym zastanawiałam. Tylko jak odkryć czy ma się w sobie to coś. Ja póki co też zaciekle się uczę tej formy tłumaczenia, tylko pytanie czy ktoś mi będzie kiedyś w stanie powiedzieć: "Daj sobie spokój" albo "Tak, idź w tym kierunku". Zastanawia mnie jeszcze fakt, czy w ogóle da się tego nauczyć, chodzi mi o kwestię bycia na prawdę "dobrym" tłumaczem symultanicznym, a nie tylko umiejętności. Czy każdy może w końcu nim zostać jak tego chce.

Nigra
10-23-2011, 21:23
Jeśli ma się predyspozycje do tego zawodu to nie widze przeszkód ;) Nie każdy ma stalowe nerwy lub nie jest w stanie opanowac emocji. Trzeba dużo pracować nad swoimi zdolnościami i kompetencją językową. I dodam też pracę nad psychicznym nastawieniem. Nie każdy jest w stanie wykonywać taki zawód mimo znakomitej znajomości języka i szerokiej wiedzy.

dagmara85
10-24-2011, 12:37
Dla mnie to coś to: perfekcyjna znajomość języka (o ile to w ogóle możliwe) obcego i ojczystego, zdolność do niesamowitej koncentracji, zdolność do ciągłego przyjmowania nowych informacji, umiejętność pracy pod presją czasu i w zamknięciu (czyli kabinie), posiadanie świadomości, że każdy błąd może bardzo drogo nas kosztować. Do tego dołożyłabym umiejętność radzenia sobie w sytuacjach ekstremalnych (np. gdy nie można skorzystać z toalety lub spożywanie posiłków w czasie uroczystości, na których tłumaczymy), niecenzurowanie czyichś wypowiedzi, umiejętność bycia mediatorem (czasem może się przydać).

Fridiucza
10-24-2011, 12:39
Dla mnie to coś to: perfekcyjna znajomość języka (o ile to w ogóle możliwe) obcego i ojczystego, zdolność do niesamowitej koncentracji, zdolność do ciągłego przyjmowania nowych informacji, umiejętność pracy pod presją czasu i w zamknięciu (czyli kabinie), posiadanie świadomości, że każdy błąd może bardzo drogo nas kosztować. Do tego dołożyłabym umiejętność radzenia sobie w sytuacjach ekstremalnych (np. gdy nie można skorzystać z toalety lub spożywanie posiłków w czasie uroczystości, na których tłumaczymy), niecenzurowanie czyichś wypowiedzi, umiejętność bycia mediatorem (czasem może się przydać).

Zgadzam sie calkowicie. Zwlaszcza odpornosc na stres i umiejetnosc szybkiego myslenia.

umarexpobjeda
10-24-2011, 17:46
wydaje mi sie, ze osoba predystynowana do tej profesji ma latwosc mowienia, predzej czy pozniej bedzie sytuacja, ze nie bedzie sie znalo wyrazenia, czy zgubi kontekst, wtedy nie mozna zamilknac, tylko jedziemy z koksem.

sylwia83
10-25-2011, 12:12
Jeżeli chodzi o tłumaczenia ustne to na pewno trzeba mieć "coś", jednak z drugiej strony uważam, że również trzeba to trenować i wtedy im większe doświadczenie ktoś ma w tłumaczeniu ustnym tym sprawniej inne procesy zachodzą. Człowiek oswaja się po prostu po jakimś czasie z tym całym mechanizmem i poznaje jego działanie. Wiadomo oczywiście, że również predyspozycje jak i charakter są istotne.

Malagutti
10-25-2011, 15:35
Jeżeli chodzi o tłumaczenia ustne to na pewno trzeba mieć "coś"...

Ciągłe douczanie się i ćwiczenie umiejętności są bardzo ważne ale nie zastąpią prawdziwego talentu i predyspozycji :(

kasiaczekw88
10-26-2011, 11:15
Odporność na stres, trochę pedantyzmu, perfekcjonizmu i determinacja (duuuża!)...

baggins
10-26-2011, 19:29
Oprócz tego, że tłumacz musi doskonale władać językiem ojczystym jak i obcym myślę, że 'to coś' może być określone jako: umiejętność szybkiego werbalizowania swoich myśli, płynność wypowiedzi, wyczucie, gładkość wypowiedzi oraz spontaniczność :)

Mateusz
10-27-2011, 15:40
Niestety, predyspozycje są w tym zawodzie bardzo ważne. Wielokrotnie wykładowcy i specjaliści z którymi miałem przyjemność pogłębiać swoją wiedzę i umiejętności, podkreślali, że niektórzy mogą być świetnymi tłumaczami pisemnymi jednocześnie kiepsko tłumacząc ustnie i na odwrót. Przy tłumaczeniu ustnym, przede wszystkim symultanicznym, moim zdaniem kluczową rolę odgywa podzielność uwagi i szybkość reagowania, myślenia.
Absolutnie nie uważam, że ktoś z góry zakłada, że się nie nadaje to takiego czy owego rodzaju tłumaczenia. Pragnę tylko powiedzieć, że niektóre osoby będą musiały włożyć więcej "energii" w przygotowanie się do tego zawodu a inne mniej. W sumie jak w każdej dziedzinie :)

Lynx85
10-27-2011, 15:52
Może to zabrzmi zabawnie, ale trzeba też mieć opanowany "bajer" ;) Mój wykładowca, tłumacz ustny z wieloletnim doświadczeniem wielokrotnie powtarzał, że trzeba mieć naprawdę niezłą "bajerkę", ponieważ niejednokrotnie, czy to ze zmęczenia, czy po prostu kiedy wypadło mu z głowy dane wyrażenie musiał "obchodzić zagadnienie" od kuchni, tłumaczyć coś opisowo, a nie konkretnym wyrażeniem, a przy tym sprawiać wrażenie osoby wielce kompetentnej, która dokładnie wie o czym mówi :) I nie wynikało to z tego, że jest niedouczony - człowiek to nie komputer, nigdy nie będzie w stanie opanować doskonale absolutnie całego słownictwa. Owszem - można się przygotować w jakimś zakresie, ale nie zawsze mamy gwarancję, że nie pojawi się akurat jakieś bardziej rozbudowane słowo, na dźwięk którego rozłożymy bezradnie ręce. Grunt, to nie spanikować (łatwo powiedzieć...) ;)
Przyszła mi na myśl pewna historia - wielka konferencja medyczna, w "budce" siedziało dwóch tłumaczy: starszy, doświadczony tłumacz i młoda tłumaczka, która pewne doświadczenie w tego typu konferencjach już miała, ale mimo to, było ono nieporównywalnie mniejsze niż starszego kolegi. Jak to zazwyczaj bywa - zmieniali się co 20 minut, aczkolwiek zawsze druga osoba była na "alercie", żeby wspomóc kolegę, gdyby coś się stało. Była akurat kolej dziewczyny - tłumaczy, tłumaczy i nagle! niemalże krzyknęła: "Matko Boska, jak jest "zapalenie płuc"??!!" Wielu z Was zapewne zaśmieje się w duchu, przecież to takie proste, jak ona mogła tego nie wiedzieć... Ale nie zapominajmy, że tam, po drugiej stronie, wygląda to zupełnie inaczej, że nawet najprostsze słowa/wyrażenia mogą sprawić jakiś problem - w końcu, człowiek jest tylko człowiekiem... :)

Lynx85
10-27-2011, 16:02
Niestety, predyspozycje są w tym zawodzie bardzo ważne. Wielokrotnie wykładowcy i specjaliści z którymi miałem przyjemność pogłębiać swoją wiedzę i umiejętności, podkreślali, że niektórzy mogą być świetnymi tłumaczami pisemnymi jednocześnie kiepsko tłumacząc ustnie i na odwrót.

A to jest bardzo ciekawe, że o tym wspominasz... Chciałabym przy okazji zwrócić Waszą uwagę na wysyp ogłoszeń o pracę, w których w obowiązkach wymienia się wykonywanie zarówno tłumaczeń pisemnych, jak i ustnych - moim zdaniem nie wyklucza się to zupełnie, ale niemniej jednak jest to trochę sprzeczne... W końcu to dwa różne zawody! Wydaje mi się, że osoba, która umieściła to ogłoszenie chciałaby mieć "2 w 1" za jedną cenę... Podobnie na rynku pracy pojawiają się ogłoszenia typu "zatrudnię Recepcjonistkę/Asystentkę Prezesa" - podobnie są to dwa osobne zawody różniące się od siebie jak noc od dnia :p

Aglarwen
10-27-2011, 17:25
Dla mnie "to coś", co powinien posiadać tłumacz ustny, to przede wszystkim błyskotliwy umysł- nie dość, że trzeba dobrze słuchać mówiącego, zapamiętać główną myśl, przełożyć ją na inny język, to jeszcze w dodoatku w ciągu kilku sekund przekazać wiadomość, która ma ręce i nogi :) To nie tylko znajomość języka, ale też kreatywność, szybkie myślenie i stabilna osobowość (żeby nie panikować w momentach krytycznych). :)

Alicja_D
10-28-2011, 12:11
To "cos" to moim zdaniem mozliwosc szybkiego i gladkiego przelaczania sie miedzy jezykami i zdolnosc "wyczuwania" i laczenia slow/zwrotow z ich odpowiednikami. I nie zawsze to bedzie dokladne tlumaczenie - mysle, ze angielskie slowo "interpreting" lepiej oddaje sens zawodu - musimy miec takie "wyczucie", pomaga dobra znajomosc realiow obu krajow i jezykow :)

redbox
10-28-2011, 20:15
Zapewne wpływa na to wiele czynników ale najważniejszym z nich jest chyba łatwość i spontaniczność (poprawna językowo) wypowiedzi.

Rydzu
10-29-2011, 14:10
Bycie tłumaczem ustnym wydaje mi się na razie istną abstrakcją, samo "shadowing" sprawia kłopoty, a co dopiero tłumaczenie na żywo jakiejś olbrzymiej międzynarodowej konferencji... Stalowe nerwy i piekielnie szybkie myślenie to chyba dwie podstawowe cechy, których ten zawód wymaga, a wiadomo jak ciężko zapanować nad stresem i ile wysiłku wymaga nauka obcego języka oraz "ćwiczenie" szybkiego myślenia. Podziwiam wszystkich, którzy odnajdują w tłumaczeniu ustnym przyjemność, ja za pierwszym razem padłabym na zawał i zgubiłabym się pewnie po kilku słowach...

climhazzard
10-29-2011, 17:26
To "coś" nie jest u tłumacza rzeczą wrodzoną, raczej efektem ciężkiej harówy i samodyscypliny.
Zdecydowanie się zgadzam. Odpowiednie cechy charakteru czy usposobienia (bo wiadomo, każdy posiada inne, czasem mniej, czasem bardziej odpowiednie) mogą pomóc, owszem, ale nic nie przebije efektów ciężkiej pracy.
Takie cechy jak np. strach przed wystąpieniami publicznymi, czy skłonności do stresowania się można z czasem wyplenić różnymi sposobami. Najlepszym jest spróbowanie swoich sił na jakiejś ogólnej, niewymagającej specjalistycznego słownictwa konferencji, i przekonanie się, że nie taki diabeł straszny (mówię tutaj oczywiście o osobach, które mają za sobą już odpowiednie przygotowania, by podejść do takiego zadania).

WaldekB.
10-29-2011, 20:33
Nie wiem, czy zostało to już wspomniane ale i tak o tym napiszę ;) kolejną cechą konieczną do bycia dobrym tłumaczem ustnym jest podzielność uwagi. Nie każdy ma tę cechę wrodzoną, ludzie uczą się jej latami. Myślę, że to też może być element "tego czegoś", co powinien posiadać tłumacz ustny ;) nie jest łatwo słuchać szybko mówiącego prelegenta, rozumieć każdą jego dygresję i skrót myślowy i jednocześnie to wiernie w obcym języku odzwierciedlić.

Kol5
10-30-2011, 00:32
Bez wątpienia dobry tłumacz ustny powinien charakteryzować się ogromnym zasobem wiedzy odnośnie gramatyki oraz słownictwa języka docelowego, aby być w stanie umieścić tłumaczoną treść w dowolną formę w zależności od charakteru tłumaczenia i jego odbiorców. Kolejną niezbędną cechą jest duża pewność siebie granicząca z próżnością, gdyż nikt nie 'kupi' tłumaczenia od tłumacza, który nie wierzy sam w siebie.

anna.maria
10-30-2011, 13:17
Jedna z moich wykładowczyń stwierdziła, że wszystkiego można się nauczyć i wszystko wyćwiczyć (m.in. wystąpienia publiczne). Sądzę, że to zdrowe podejście. Nie od dziś bowiem wiadomo, że praktyka czyni mistrza.

climhazzard
10-30-2011, 14:14
Kolejną niezbędną cechą jest duża pewność siebie granicząca z próżnością, gdyż nikt nie 'kupi' tłumaczenia od tłumacza, który nie wierzy sam w siebie.
Warunek może nie tyle niezbędny, co bardzo pomocny, rzeczywiście. Co ciekawsze, większość tłumaczy ustnych, z którymi miałem styczność odznaczała się właśnie takimi cechami. Jakoś nigdy wcześniej nie zwróciłem na to uwagi : ) Z drugiej strony jednak tacy ludzie muszą zachować na tyle zdrowego rozsądku, żeby któregoś razu nie stwierdzić, iż są już na tyle dobrzy, że nie muszą już się doszkalać we własnym zakresie.

Nigra
10-30-2011, 19:51
Pewność siebie a zarozumiałość to dwie różne rzeczy :) Tłumacz, mimo pewności siebie pomagającej w wystąpieniach publicznych i znajomości języka, powinien wiedzieć że musi się doszkalać by zachować swoje umiejętności. Osoba która uważa że wie wszystko i nie musi pogłębiać zasobu słownictwa czy wiedzy jest po prostu głupotą. Próżność jest pomocna ale w połączeniu ze zdrowym rozsądkiem ;)

martakow00
12-19-2011, 00:37
Jedna z moich wykładowczyń stwierdziła, że wszystkiego można się nauczyć i wszystko wyćwiczyć (m.in. wystąpienia publiczne). Sądzę, że to zdrowe podejście. Nie od dziś bowiem wiadomo, że praktyka czyni mistrza.

Łapię się tej pocieszającej myśli jak tonący brzytwy :rolleyes: Czasem już mnie siły opadają i zastanawiam się przysłowiowo "co ja tutaj robię". Niemniej jestem święcie przekonana, że pewne umiejętności można nabyć wraz z doświadczeniem i pracą. Sama wiem po sobie, że niektórych cech nigdy bym po sobie się nie spodziewała. A tu po kilku latach okazuje się, że człowiek musząc zmierzyć się z niektórymi wyzwaniami, może wykształcić wiele nowych cech. Lub uodpornić się na stres w danej sytuacji (np.tłumaczeniowej;))

Emilia.Korczynska
12-19-2011, 03:14
Ważna jest też tzw. akustyczna pamięc krótkotrwała (to ta, która pozwala nam zapamiętac zdanie w zupełnie obcym języku na czas jego powtórzenia - wcale nie musimy go przecież rozumiec!) i oczywiście, bardzo dobry słuch. W przypadku tłumaczeń symultanicznych konieczne jest "zatrzymanie" w pamięci krótkotrwałej poprzedniego fragmentu tekstu w czasie jego tłumaczenia przy jednoczesnym słuchaniu dalszego tekstu. To są 3 czynności na raz. Zauważmy, że w przeciwieństwie do konsekutywnego, tłumacz symultaniczny zachowuje w tej pamięci krótkotrwałej dosłowną formę tekstu, zgodnie z jego brzmieniem, nie przetwarza już formy na "sens"(tak jak to robi w konsekutywnym, zapisując symbolicznie w notacji). Jest to raczej proces łączenia akustycznej reprezentacji słów w jednym języku z "skojarzonymi" w procesie nauki odpowiednikami w drugim. Myślałam do niedawna, że oznacza to, że tłumacz ustny musi zawsze uczyc się ze słuchu/ na głos, ale nie - wszystkie wyrazy (a nawet obrazy, z wyjątkiem kształtów abstrakcyjnych, których nie potrafimy nazwac) zapamiętujemy "subowokalizując je" (to ten "wewnętrzny głosik", który pozwala nam wybrac na telefonie dopiero co sprawdzony w notesie numer - a przynajmniej tak było, jak nie było jeszcze komórek, ale funkcja pamięci pozostała ;) ) - więc akustyczna reprezentacja danego wyrażenia powinna "wywoływac" z pamięci odpowiednik. Dobra wiadmośc - z wyjątkiem osób, które mają tzw. special phonological loop impairment (taka "dysleksja" pamięci krótkotrwałej), większośc ludzi ma taką samą pojemnośc tej pamięci.
Reszta pewnie zależy od cwiczeń, bo jak mawiał Edison "genious is 5% inspiration and 95% perspiration "
Pozdrawiam,
Emilia

smerfetka_31
12-19-2011, 12:22
hmmm, wg mnie przebojowość, odwaga, umiejętność przemawiania publicznego i radzenia sobie ze stresem. Najważniejsza jest sztuka opanowania emocji. Jeśli ma się to opanowane do perfekcji można działać:)

hassaniec
12-26-2011, 21:01
moim zdaniem oprocz wszystkich wielokrotnie wymienianych cech, b. wazna jest 'jezykowosc", czyli umiejetnosc blyskawicznego werbalizowania mysli bez zadnych "yyyy" i uciekających slow

redbox
12-26-2011, 21:19
Sądzę, że tym 'czymś' jest po prostu cecha charakteru, która pozwala na szybkie odnajdowanie się w każdym temacie.

ewelinawaw
03-06-2012, 23:50
Jak dla mnie, cech można wymienić setki. Poza językiem, rzecz jasna, myślę że w dużej mierze może chodzić o umiejętność radzenia sobie ze stresem. Ja sprawdzałam i nie dałabym rady być tłumaczem ustnym. Jeśli kogoś stres mobilizuje, pomaga mu się skupić i daje mu siłę, to jest kandydatem na tłumacza. Dodałabym też, że tłumacze muszą umieć się przełączać miedzy sytuacjami. Wracają do domu po pracy i żyją normalnie. Nie analizują nadmiernie, śpią po nocach, itp.

joto
03-07-2012, 00:29
wszystkie wymienione tutaj cechy są istotne, ale najważniejsze to po prostu lubić to co się robi, bo wówczas tłumaczenie przychodzi nam o wiele łatwiej, jest naprawdę naturalne a przy tym dobre - i wg mnie to jest właśnie 'to coś' :)

idontlikemondays
03-07-2012, 22:00
Może to zabrzmi zabawnie, ale trzeba też mieć opanowany "bajer" ;) Mój wykładowca, tłumacz ustny z wieloletnim doświadczeniem wielokrotnie powtarzał, że trzeba mieć naprawdę niezłą "bajerkę", ponieważ niejednokrotnie, czy to ze zmęczenia, czy po prostu kiedy wypadło mu z głowy dane wyrażenie musiał "obchodzić zagadnienie" od kuchni, tłumaczyć coś opisowo, a nie konkretnym wyrażeniem, a przy tym sprawiać wrażenie osoby wielce kompetentnej, która dokładnie wie o czym mówi :) I nie wynikało to z tego, że jest niedouczony - człowiek to nie komputer, nigdy nie będzie w stanie opanować doskonale absolutnie całego słownictwa. Owszem - można się przygotować w jakimś zakresie, ale nie zawsze mamy gwarancję, że nie pojawi się akurat jakieś bardziej rozbudowane słowo, na dźwięk którego rozłożymy bezradnie ręce. Grunt, to nie spanikować (łatwo powiedzieć...)


Zgadzam się w pełni. Tłumacz powinien być osobą komunikatywną i łatwo łapać kontakt z innymi ludźmi. Nie możemy być nadętymi bufonami, bo z takimi nikt nie lubi pracować. Może to zabrzmi dziwnie, ale naprawdę spotykałam się już z opiniami: "a mieliśmy taką panią, dobrze tłumaczyła, ale taka była... nieprzyjemna...". A gdy klient nas lubi to i na więcej można sobie pozwolić. Uśmiech jak na budyniu, i lecimy: oj, a czy mógłby pan dokładniej wyjaśnić, nie znam tego skrótu :D Wiadomo, teoretycznie powinniśmy wiedzieć wszystko i o wszystkim, ale jesteśmy tylko ludźmi.
Tłumacz musi być trochę psychologiem, umieć wyczuć nastrój rozmówców, czasem zneutralizować zbyt napiętą atmosferę. Musi się z nami dobrze pracować i tyle. Oczywiście, opanowana terminologia, dobra pamięć itd. to ważne sprawy. Ale nie zapominajcie o "otoczce" - bądźcie mili i uśmiechnięci, bo ze sztywniakiem, choćby najprofesjonalniejszym na świecie nikt nie zechce pracować :D

mzywiecka
03-25-2012, 17:23
Nie wiem, czy spontaniczność na wiele Ci się zda w tym zawodzie.
Już bardziej umiejętność radzenia sobie ze stresem, ogromne i stale szlifowane kompetencje językowe i rozległa wiedza, pozwalająca na "nadążanie" za tłumaczoną sekwencją, z wszelkimi jej odniesieniami, do wszelkich dziedzin wiedzy, nauki itd.
To "coś" nie jest u tłumacza rzeczą wrodzoną, raczej efektem ciężkiej harówy i samodyscypliny.

Zgadzam się, ponadto trzeba też być pewnym siebie i szybko reagować - np. gdy nagle coś nie dosłyszymy albo nie zrozumiemy; a oprócz wiedzy językowej tłumacz powinien być obeznany w dziedzinie w ramach której jest tłumaczenie..

marthe0207
03-26-2012, 00:13
Mieć to "coś" to znać bardzo dobrze język ojczysty i obcy, a wtedy to i stres mniejszy, bo przecież to strach przed niezrozumieniem czegoś na żywo przed publicznością nas paraliżuje i odtrąca od tego typu tłumaczeń, bynajmniej takie jest moje zdanie.

Julek
03-26-2012, 11:00
To coś, to chyba po prostu lubić tłumaczyć w bardziej aktywnej wersji, nie koniecznie za biurkiem i komputerem. Jednak trzeba lubić bezpośredni kontakt z klientem, być gotowym na większy stres. Tak myślę :)

ulafoggy
04-05-2012, 10:15
Niestety, predyspozycje są w tym zawodzie bardzo ważne. Wielokrotnie wykładowcy i specjaliści z którymi miałem przyjemność pogłębiać swoją wiedzę i umiejętności, podkreślali, że niektórzy mogą być świetnymi tłumaczami pisemnymi jednocześnie kiepsko tłumacząc ustnie i na odwrót. Przy tłumaczeniu ustnym, przede wszystkim symultanicznym, moim zdaniem kluczową rolę odgywa podzielność uwagi i szybkość reagowania, myślenia.
Absolutnie nie uważam, że ktoś z góry zakłada, że się nie nadaje to takiego czy owego rodzaju tłumaczenia. Pragnę tylko powiedzieć, że niektóre osoby będą musiały włożyć więcej "energii" w przygotowanie się do tego zawodu a inne mniej. W sumie jak w każdej dziedzinie :)

mi się jednak wydaje (wydaje, bo nie pracowałam nigdy jako tłumacz ustny), że można z góry wiedzieć, że nie nadajemy się do tego zawodu. Uważam, że jest to zawód bardzo specyficzny i, tak jak pisze większość osób na forum, poza językową wiedzą i ogromem pracy, trzeba mieć konkretne cechy charakteru, by w tym zawodzie zaistnieć. Nie zapomnę jak na jednych z zajęć moja lektorka powiedziała; "Zastanówcie się dobrze, czy jesteście gotowi na taaaki stres, zanim zdecydujecie się na ustne tłumaczenia. Ja już nigdy więcej."
Sądzę, że jak ktoś nie posiada stalowych nerwów, bardzo dużego opanowania, odporności na stres i tej niesamowitej szybkości myślenia to nie ma czego szukać w tym zawodzie, bo zwyczajnie się zamęczy psychicznie...
Podsumowując, ja jestem przekonana o tym, że mogłabym być bardzo dobrym tłumaczem pisemnym, ale absolutnie nie nadaję się do tłumaczeń ustnych. Za często chcę się sama poprawiać (a tu to raczej nie wchodzi ciągle w grę), za bardzo się stresuję wystąpieniami publicznymi i niestety nie mam zdolności płynnego myślenia;-)

ulafoggy
04-05-2012, 10:38
moim zdaniem oprocz wszystkich wielokrotnie wymienianych cech, b. wazna jest 'jezykowosc", czyli umiejetnosc blyskawicznego werbalizowania mysli bez zadnych "yyyy" i uciekających slow

i tutaj właśnie przydaje się ta wspomniana pewność siebie, bo mi np. często tej pewności siebie brakuje i potrzeba mi chwili, by uznać, że słowo, które przychodzi mi do głowy jest najlepszą opcją w danej sytuacji, dlatego też chyba nie uniknęłabym tego "yyyy";-/ Jeśli ktoś jest przekonany o swojej wiedzy, o tym, że jest bardzo dobry w tym co robi i nie myśli, że może mógłby to zrobić lepiej, to jest mu łatwiej o tę wspomnianą przez Ciebie językowość. Myślę, że to błyskawiczne werbalizowanie myśli bez przerywania i zastanawiania się jest ściśle powiązane właśnie z pewnością siebie i przekonaniem o swoim geniuszu;-)

dragunov37
04-09-2012, 10:44
Moim zdaniem, przede wszystkim ciężka, żmudna praca/praktyka, mówiąc oględnie trzeba być piekielnie dobrym, żeby tłumaczyć konsekutywnie/symultanicznie ;)

karolineusz
04-23-2012, 10:20
"To cos" na wesoło - w filmiku sytuacja oczywiście przesadzona, ale prawdą jest że trzeba umiec być zdecydowanym i przekonywujacym no i last but not least wierzyć we własne możliwości....


http://www.youtube.com/watch?v=Vc8tfioOKvU