PDA

View Full Version : Tłumaczenie filmów powstałych na podstawie książek


luiza1008
08-15-2011, 10:30
Zastanawiam się nad rolą tłumacza w tłumaczeniu filmów powstałych na podstawie ksiązki. Czy sądzicie, że obowiązkowe jest wcześniejsze przeczytanie takiej książki przez tłumacza ? i jaki wpływ ma znajomość jej na tłumaczenie? znając cały kontekst i zakończenie takiego filmu jest możliwe tłumaczyć go tak samo jak "zwykły film", o którym nie ma się pojęcia? czy jednak mimowolnie tłumacz sugeruje się ksiązką?

kasia*
08-15-2011, 10:38
Moim zdaniem tłumacz traktujący swoją pracę poważnie, szanujący pracodawcę etc. powinien obowiązkowo zapoznać się z książką, a przede wszystkim z jej tłumaczeniem/tłumaczeniami. Nie wyobrażam sobie żeby np. tłumacz filmów o Harrym Potterze wprowadzał swoje własne tłumaczenia słów określających przeróżne magiczne przedmioty, skoro wszyscy fani Harry'ego przyzwyczajeni są do tego, co zaproponował Polkowski :)

kompaktowa
08-15-2011, 11:48
Dokładnie. Obowiązkiem tłumacza, który przekłada adaptację i to jakąkolwiek, bo przecież coraz częściej robi się też tzw. egranizacje (choćby Price of Persia: Sands of Time), jest znać produkt pierwotny, z którego adaptacja została dokonana albo przynajmniej mieć dostęp do odpowiedniej terminologii. Bez tego zderzenie się fanów lub osób znających pierwowzór z przekładem adaptacji będzie bolesne i to bardzo.

luiza1008
08-15-2011, 20:25
właśnie. Najważniejsza jest terminologia, tak jak wspominaliście, np w Harrym Potterze nazwy przedmiotów czy innych istotnych rzeczy w książce są kluczowe, a wersja zaproponowana przez tłumacza tej serri książek w Polsce jest już tak oczywista i naturalna dla czytelników, że oglądając film byliby pewnie zniesmaczeni innym przekładem.

anjar
08-22-2011, 11:47
Zgadzam się z poprzednikami. Tłumacz powinien się zapoznać z literaturą na kanwie której powstaje film.Na pewno jest to duże udogodnienie dla samego tłumacza, poza tym książki te na ogół przechodzą do kanonu lektur kultowych i tłumaczenie bez ich znajomości mija się z celem.

marcelina_t
08-22-2011, 12:30
Ja także się zgadzam. Nie wyobrażam sobie, że można by nie przeczytać książki (czy choćby nie zaznajomić się z nią) przed rozpoczęciem pracy nad tłumaczeniem filmu. Zwłaszcza, jeżeli książka ta jest powszechnie znana. Wprowadzenie zmian w terminologii rzeczywiście mogłoby się nie spodobać. Ale co z tytułem? Czy tłumacz może przetłumaczyć tytuł filmu inaczej niż zostało to zrobione w przypadku książki? Na przykład, tytuł książkowy "All the King's Men" to u nas "Gubernator", lecz filmowy to już "Wszyscy Ludzie Króla".

daria_25
08-22-2011, 12:52
Zgadzam się, przeczytanie książki to obowiązek tłumacza. Zmiana terminologii może mieć tragiczne konsekwencje na jakość filmu. Jeśli chodzi z kolei o tłumaczenie tytułów to oczywiście zdarza się, że tytuł książki różni się od tytułu filmu. Ma to jednak miejsce moim zdaniem raczej w przypadku mniej popularnych filmów, lub też tłumaczeń tytułów książek, które były same w sobie dość nietrafione. Należy też pamiętać, że film ma się sprzedać więc tytuł jest dość istotny.

kosatek
08-22-2011, 13:24
Najpierw musimy zadac sobie pytanie czy dany film zostal oparty na podstawie ksiazki, ktora juz jest pozycja kultowa. Jesli odpowiedz brzmi tak, jak najbardziej tluamcz powinien przeczytac tę ksiązke.
Nie jest to zlota regula, jednak swiadczy to o kunszcie tlumacza.

magdatoots
08-22-2011, 14:28
Najpierw musimy zadac sobie pytanie czy dany film zostal oparty na podstawie ksiazki, ktora juz jest pozycja kultowa. Jesli odpowiedz brzmi tak, jak najbardziej tluamcz powinien przeczytac tę ksiązke.
Nie jest to zlota regula, jednak swiadczy to o kunszcie tlumacza.

Naprawdę? Więc powinien zbagatelizować sprawę, jeżeli książka jest niszowa. To byłoby nie tylko mało profesjonalne, ale także niegrzeczne wobec tej garstki czytelników i fanów danej książki.

luiza1008
08-22-2011, 21:32
No właśnie- jeśli książka nie należy do tych "kultowych" ? oznacza to, że tłumacz może sobie pozwolić na nieprofesjonalne podejście do powierzonego mu zadania ? Ja sie z tym nie zgadzam. Uważam, że bezwzględnie powinnien potraktować to zadanie z dokładnie taką samą starannością i tak profesjonalnie jak w przypadku największego hitu na rynku. Książka jest książka i nie ważne ile osób po nią sięgnęło. Jeśli powstaje na jej podstawie film, znaczy że jest grono dla którego to włąsnie ta pozycja jest "kultowa"

kosatek
08-24-2011, 17:45
Naprawdę? Więc powinien zbagatelizować sprawę, jeżeli książka jest niszowa. To byłoby nie tylko mało profesjonalne, ale także niegrzeczne wobec tej garstki czytelników i fanów danej książki.

Są różne szkoły...
Tłumacz musi podejmować decyzje:)

Giovanna
08-25-2011, 22:40
Tłumacz powinien zapoznać się z książką. Tak przynajmniej powinno być, ale niestety nie żyjemy w idealnym świecie, w którym nie byłoby ograniczeń czasowych. Niestety zdarza się bardzo często tak, że tłumacz ma tylko kilka dni na przetłumaczenie filmu. Wtedy najlepszym rozwiązaniem jest, już o tym ktoś wspominał na forum, sprawdzenie nazw własnych, imion czy terminów.

anjar
09-12-2011, 12:27
Bardzo często tez jest tak iż połowa książki nie zostanie pokazana w filmu lub zostanie zastąpiona inwencja twórcza scenarzysty i reżysera.Część scen pojawiająca się w książce "Lot nad kukułczym gniazdem" nie została pokazana w filmie Formana.

marcin_k
09-12-2011, 13:58
Warto też zapoznać się z przekładami książki i podążać wcześniej już obraną drogą. Tylko co zrobić jeśli takich dróg też jest wiele?
Dla przykładu :

"Maria Skibniewska, pierwsza tłumaczka książek Tolkiena, jako pierwsza użyła zgrubienia krasnolud, jako że jej zdaniem słowo to bardziej pasowało do poważnych i wojowniczych, choć niższych od ludzi Tolkienowskich dwarves, niż krasnoludek, wyraz kojarzący się z maleńkimi, słabymi i zabawnymi istotkami.

Inny tłumacz dzieł Tolkiena, Jerzy Łoziński, użył na określenie tej rasy słowa krzat argumentując, że aby nazwać ich z ang. "dwarves" krasnoludami – musieliby nosić czerwone (ros. krasny) czapeczki (tolkienowskim Khazad bliżej było do hełmu niżeli czerwonej czapeczki), którym swoją nazwę zawdzięczają krasnoludki, nazwał je jednak krzatami, nie skrzatami, ponieważ te kojarzą się podobnie jak krasnoludki.

Do czasów przekładu Skibniewskiej jako określenia krasnoluda (np. w librettach oper Richarda Wagnera) najczęściej używano słowa "karzeł". Także w cyklu Opowieści z Narnii angielskie dwarf zostało przez Andrzeja Polkowskiego przetłumaczone jako karzeł."

oraz: http://parmadili.skf.org.pl/gan01.htm

ka555
10-20-2018, 22:54
Zgadzam się, że w takiej sytuacji tłumacz powinien zaznajomić się z przetłumaczoną książką. Nagłe zmiany nazw własnych i terminologii mogłoby zdezorientować widzów, którzy już mieli do czynienia z książką, na podstawie której powstał film.

KarolinaBM
10-23-2018, 08:24
Jeśli jest to fantastyka albo literatura, gdzie użyto specyficznej terminologii, należałby się jej trzymać. W innym przypadku nie widzę potrzeby zapoznawania się z książką.

przemekm
10-23-2018, 14:53
Uważam, że wręcz w interesie tłumacza jest zapoznanie się z książką. Wiele osób sięga po nią po obejrzeniu filmu (lub na odwrót). Konsekwencja w nazewnictwie i terminologii powinna zostać zachowana.

OlaChrapek
10-23-2018, 23:22
Również uważam, że tłumacz powinien chociaż pobieżnie (bo deadline'y nie bywają łaskawe, umówmy się) zapoznać się z książką - a już na pewno, jeśli dana książka została wydana u nas. Jeśli już nie da rady przeczytać całości pierwowzoru, to przynajmniej zastosowaną terminologię, zrobić jakiś glosariusz. To wydaje mi się potrzebne w takich sytuacjach.

mw123
10-24-2018, 08:25
Jeśli tłumacz chce dobrze oddać sens/znaczenie niektórych słów w tłumaczeniu audio, niezbędnym jest, żeby zapoznał się chociaż ze streszczeniem książki, na której podstawie film powstaje.

Aga12
10-26-2018, 17:28
Uważam, że wręcz w interesie tłumacza jest zapoznanie się z książką. Wiele osób sięga po nią po obejrzeniu filmu (lub na odwrót). Konsekwencja w nazewnictwie i terminologii powinna zostać zachowana.

Raczej w interesie wydawcy książki. Jakie znaczenie dla tłumacza ma filmowego, że ktoś sobie potem książkę kupi.

Zgadzam się, że w takiej sytuacji tłumacz powinien zaznajomić się z przetłumaczoną książką. Nagłe zmiany nazw własnych i terminologii mogłoby zdezorientować widzów, którzy już mieli do czynienia z książką, na podstawie której powstał film.

A to już problem widza a nie tłumacza.

W całej sprawie pojawia się pewien problem, całkiem prozaiczna rzecz - KTO ma taką książkę tłumaczowi zafundować. Czy ma ją kupić sam (a jeśli tłumaczy wiele filmów to sumka uzbiera się niemała, tracić czas na wyszukiwanie itp Jeżeli wynagrodzenie za film nie jest wysokie to odpowiedź nasuwa się sama.

Jeśli tłumacz chce dobrze oddać sens/znaczenie niektórych słów w tłumaczeniu audio, niezbędnym jest, żeby zapoznał się chociaż ze streszczeniem książki, na której podstawie film powstaje.

Filmów na podstawie książek jest cała masa i sądzę że gdyby tłumacz chciał wyszukiwać streszczenia książek (a nie wszystkie a takie popularne jak lektury szkolne -których opisy są w każdym szkolnym bryku) lub same książki to na samo tłumaczenie dużo czasu by już nie zostało.