PDA

View Full Version : Błędy w tłumaczeniach książek...


Kagemusha
08-13-2011, 20:38
...czy powinny w ogóle występować?

Mam na myśli następującą, przykładową sytuację: czytamy sobie książkę (ja akurat czytam "Infekcję" Scotta Sigler'a) i nagle widzę smaczek (a właściwie dwa), czyli podane kalibry broni palnej krótkiej: rewolwer kaliber 38 mm i colt kaliber 45 mm. Chwila niepewności i parsknięcie śmiechem. W oryginale było zapewne cal.38 i cal.45... oznaczające odpowiednio 0.38 cala i 0.45 cala, nie 3,8 centymetra i 4,5 centymetra. Ewidentny błąd, po stronie tłumacza bądź korekty.

Znacie podobne przykłady rażących błędów? Co o tym sądzicie?

ava151
08-19-2012, 14:35
Czasami - zwłaszcza w książkach wydanych przed 2000 r. - zdarza mi się zauważyć najróżniejsze literówki :) Jest to denerwujące, bo siłą rzeczy przestaję na chwilę koncentrować się na fabule tylko rozmyślam nad błędem xD, ale tak naprawdę nieszkodliwe. Oczywiście nie powinny się zdarzać, ale człowiek popełnia błędy ;)

AnnaMrz
08-21-2012, 09:39
Czasami - zwłaszcza w książkach wydanych przed 2000 r. - zdarza mi się zauważyć najróżniejsze literówki :) Jest to denerwujące, bo siłą rzeczy przestaję na chwilę koncentrować się na fabule tylko rozmyślam nad błędem xD, ale tak naprawdę nieszkodliwe. Oczywiście nie powinny się zdarzać, ale człowiek popełnia błędy ;)

A czemu zwłaszcza przed 2000r.?:) Ja z kolei mam wrażenie, że im nowsza książka, tym bardziej prawdopodobne, że znajdziemy tam literówkę. Teraz każdy może sobie założyć wydawnictwo, dajmy na to jednoosobowe i drukować co mu się podoba, nie zatrudniając np korektora i potem idzie sobie coś do druku z literówkami albo co gorsza z błędami.

justynian
08-21-2012, 23:09
Oczywiście, że błędy w książkach nie powinny występować, bo to świadczy o tym, że wydawcy nie przykładają się do pracy. Nawet jeśli tłumacz czegoś nie wychwyci, to korektor powinien to zrobić. Owszem, zdarzają się literówki i błędy w druku, co jest trudne do uniknięcia. Niemniej błędy rzeczowe rażą niezwykle. Koleżanka opowiadała mi niedawno o błędach w "Grze o tron", gdzie są kwiatki typu "Mała siostrzyczko!", albo "liściami" zamiast "liśćmi".

Marliv
08-22-2012, 08:58
Ostatnio w 'Misery' Kinga znalazłam 'I'm sorry that...' (dalej coś w guście '...you didn't trust me') przetłumaczone na 'Przepraszam, że mi nie zaufałeś'. Oczywiście powinno być 'Przykro mi, ze mi nie zaufałeś'.
Tłumacze powinni zawsze czytać to, co napisali; może dzięki temu nie pisaliby takich bzdurek :)

Elle Lissitzka
08-22-2012, 10:08
Ja jestem czasami przerażona, ile rzeczy jeszcze poprawiam po drugiej, trzeciej lekturze tego co zrobiłam:)

Niemniej jednak błądzić jest rzeczą ludzką. Błędy w książkach się zdarzają, i pewnie nadal będą, ale zgadzam się, że nie powinny to być błędy rzeczowe. O ile literówka najczęściej nikomu krzywdy nie wyrządzi, o tyle błędne informacje w treści mogą wprowadzić niezły zamęt. I takich błędów boję się najbardziej.

Jest jeszcze kwestia tego, gdzie taki błąd zostaje popełniony. Jeśli to literatura piękna, to jeszcze nie jest najgorzej - czytelnik się uśmiechnie, lub co najwyżej zirytuje. Ale jeśli to błąd w podręczniku, lub instrukcji obsługi ważnego urządzenia, może mieć naprawdę niebezpieczne skutki, nawet dla czyjegoś życia. Dlatego przed wydaniem czegokolwiek, tekst powinien zostać przeczytany przez co najmniej jednego specjalistę.

Aga12
08-22-2012, 13:09
Jest jeszcze kwestia tego, gdzie taki błąd zostaje popełniony. Jeśli to literatura piękna, to jeszcze nie jest najgorzej - czytelnik się uśmiechnie, lub co najwyżej zirytuje. Ale jeśli to błąd w podręczniku, lub instrukcji obsługi ważnego urządzenia, może mieć naprawdę niebezpieczne skutki, nawet dla czyjegoś życia. Dlatego przed wydaniem czegokolwiek, tekst powinien zostać przeczytany przez co najmniej jednego specjalistę.

Często taki błąd w tłumaczeniu może zauważyć tylko wtedy, gdy zna się wersję oryginalną.

Elle Lissitzka
08-22-2012, 13:43
Często taki błąd w tłumaczeniu może zauważyć tylko wtedy, gdy zna się wersję oryginalną.

Tłumacz też powinien zachować czujność w takim przypadku - to prawda:) Dlatego myślę, że lepiej nie brnąć w dziedzinę, której się nie zna - przynajmniej z zakresu innego niż literatura piękna.

Gosiak
08-22-2012, 20:27
Koleżanka opowiadała mi niedawno o błędach w "Grze o tron", gdzie są kwiatki typu "Mała siostrzyczko!", albo "liściami" zamiast "liśćmi".

Z tą siostrzyczką to akurat nie widzę błędu, ale fakt, że w pierwszej części Sagi występuje sporo innych "kwiatków", zwłaszcza we wczesnych wydaniach. Na pewno im bardziej obszerna książka, tym więcej błędów umyka w procesie korekty.

Ethiel
08-23-2012, 16:39
Najbardziej rażącym błędm z jakim się spotkałam było zamienienie płci ... Tak, zdarzyło się. Zgłębiając mitologię grecką trafiłam na polskie tłumaczenie które z syna zrobiło córkę bądź odwrotnie, nie pamiętam już, w każdym bądź razie cały tekst stracił znaczenie oryginału.

riola
08-23-2012, 23:16
Oczywiście, że błędy w książkach nie powinny występować, bo to świadczy o tym, że wydawcy nie przykładają się do pracy. Nawet jeśli tłumacz czegoś nie wychwyci, to korektor powinien to zrobić. Owszem, zdarzają się literówki i błędy w druku, co jest trudne do uniknięcia. Niemniej błędy rzeczowe rażą niezwykle. Koleżanka opowiadała mi niedawno o błędach w "Grze o tron", gdzie są kwiatki typu "Mała siostrzyczko!", albo "liściami" zamiast "liśćmi".

Przeczytałam "Grę o tron" i najbardziej rażącym błędem było dla mnie "ser" jako tytuł. Zawsze się pisało "sir", a kwestia wymowy to już inna sprawa. Nie widzę sensu, żeby zapisywać to słowo fonetycznie, bo jednak kojarzy się jednoznacznie i po prostu brzmi śmiesznie.

magdamk
08-24-2012, 09:28
W tłumaczeniu "Uczestników wycieczki" Viewegha trafiłam na "melona wodnego". Niby nic takiego, ale u nas to raczej arbuz...

AgaM
08-24-2012, 13:27
Przeczytałam "Grę o tron" i najbardziej rażącym błędem było dla mnie "ser" jako tytuł. Zawsze się pisało "sir", a kwestia wymowy to już inna sprawa. Nie widzę sensu, żeby zapisywać to słowo fonetycznie, bo jednak kojarzy się jednoznacznie i po prostu brzmi śmiesznie.

To nie jest błąd. Czytam tę serię w oryginale i tam autentycznie jest 'ser'. Jest to właśnie odpowiednik owego tytułu w świecie Pieśni Ognia i Lodu.

klaudiaf
08-24-2012, 17:33
W tłumaczeniu "Uczestników wycieczki" Viewegha trafiłam na "melona wodnego". Niby nic takiego, ale u nas to raczej arbuz...

Świetne! :) A może raczej tragiczne...?

Marliv
08-24-2012, 20:47
W 'Stworach Śródziemia' opisana był drapieżna ryba o nazwie 'Pika'. No i fajnie, tyle że gdy dorwałam wersję angielską, okazało się, że rybka ta zowie się 'Pike', czyli... szczupak. A gdzie były słowniki?

riola
08-24-2012, 23:12
To nie jest błąd. Czytam tę serię w oryginale i tam autentycznie jest 'ser'. Jest to właśnie odpowiednik owego tytułu w świecie Pieśni Ognia i Lodu.

Nie wiedziałam o tym, ale uważam, że to jest akurat miejsce na ingerencję tłumacza - wiadomo, że w angielskim "ser" nie ma jakichś specjalnych konotacji, a w polskim kojarzy się jednoznacznie, więc w tym przypadku bardziej odpowiednie wydaje mi się "sir". Mimo wszystko.

Marliv
08-25-2012, 10:31
Nie wiedziałam o tym, ale uważam, że to jest akurat miejsce na ingerencję tłumacza - wiadomo, że w angielskim "ser" nie ma jakichś specjalnych konotacji, a w polskim kojarzy się jednoznacznie, więc w tym przypadku bardziej odpowiednie wydaje mi się "sir". Mimo wszystko.

Nie zgodzę się. Tytuł 'ser' nie powoduje żadnych błędów logicznych.
A jeśli ktoś jest na tyle dziecinny, żeby stale myśleć np. o żółtym serze w kontekście do tego zupełnie nie pasującym, to nie powinien zabierać się za serię książek zdecydowanie dla dorosłych...

riola
08-26-2012, 01:59
Nie zgodzę się. Tytuł 'ser' nie powoduje żadnych błędów logicznych.
A jeśli ktoś jest na tyle dziecinny, żeby stale myśleć np. o żółtym serze w kontekście do tego zupełnie nie pasującym, to nie powinien zabierać się za serię książek zdecydowanie dla dorosłych...

Przecież nie piszę o żadnych błędach logicznych, tylko chodzi mi o konotacje. Pojęcia nie mam, co niby ma do tego wszystkiego rzekoma dziecinność - nie wybucham śmiechem ani się nie uśmiecham pod nosem przy takich fragmentach, tylko mówię, że razi mnie użycie tego słowa w takim kontekście, bo - przynajmniej wg mnie- słowo "ser" nie brzmi jak czyjś tytuł, bo brakuje w tym powagi i może trochę wzniosłości. Każdy ma prawo do własnej opinii, poza tym czytelnik z reguły dobrze wie, jaką lekturę wybiera.

AgaM
08-26-2012, 09:55
Przecież nie piszę o żadnych błędach logicznych, tylko chodzi mi o konotacje. Pojęcia nie mam, co niby ma do tego wszystkiego rzekoma dziecinność - nie wybucham śmiechem ani się nie uśmiecham pod nosem przy takich fragmentach, tylko mówię, że razi mnie użycie tego słowa w takim kontekście, bo - przynajmniej wg mnie- słowo "ser" nie brzmi jak czyjś tytuł, bo brakuje w tym powagi i może trochę wzniosłości. Każdy ma prawo do własnej opinii, poza tym czytelnik z reguły dobrze wie, jaką lekturę wybiera.

Czy w takim razie, odbiegając od literatury (za co przepraszam!), powinno się również przetłumaczyć nazwę kosmetyków 'Pupa' w naszym kraju, ponieważ ma ona dziwną konotację? :)

Dla autora 'ser' nie ma absolutnie żadnych konotacji. Nie widzę powodu, dla którego miałoby to zostać zamienione słowem 'sir', bo takie słowo w Westeros nie istnieje. Po co zmieniać książkę?

Aksarel
08-26-2012, 16:33
Błędy tego typu nie powinny się w ogóle zdarzać. Tyle tylko, że aby ich uniknąć, wydawnictwo musiałoby zainwestować w korektorów i redaktorów. Gdy płaci się im ochłapy, to i adekwatnie do płacy pracują :(

riola
08-27-2012, 03:40
Czy w takim razie, odbiegając od literatury (za co przepraszam!), powinno się również przetłumaczyć nazwę kosmetyków 'Pupa' w naszym kraju, ponieważ ma ona dziwną konotację? :)

Dla autora 'ser' nie ma absolutnie żadnych konotacji. Nie widzę powodu, dla którego miałoby to zostać zamienione słowem 'sir', bo takie słowo w Westeros nie istnieje. Po co zmieniać książkę?

Nic się nie dzieje, dobry przykład :) no z tym się już nic nie da zrobić, bo to kosmetyki, ale w książkach jest większe pole do popisu i tłumacz może się zdecydowanie bardziej wykazać. Zamiana tytułu na bardzo podobny, bo różniący się zaledwie jedną literką, nie miałaby jakiegoś znaczącego wpływu na książkę, to by była tylko taka kosmetyczna zmiana. Również odbiegając od literatury: czemu w takim razie w Polsce czyta się markę samochodu Škoda "skoda", a nie "szkoda" jak być powinno, skoro to czeska nazwa? Bo negatywne konotacje, innego wytłumaczenia nie widzę.

Marliv
08-27-2012, 11:28
Również odbiegając od literatury: czemu w takim razie w Polsce czyta się markę samochodu Škoda "skoda", a nie "szkoda" jak być powinno, skoro to czeska nazwa? Bo negatywne konotacje, innego wytłumaczenia nie widzę.
Z tego samego powodu, dla którego Polacy mówią 'Szekspir': bo tak im łatwiej...

Lynx85
08-27-2012, 11:53
Często taki błąd w tłumaczeniu może zauważyć tylko wtedy, gdy zna się werjsę oryginalną.

A często błąd jest tak ewidentną kalką językową, że od razu wiadomo jak dany fragment brzmiał w oryginale ;)

Lynx85
08-27-2012, 11:55
Jest jeszcze kwestia tego, gdzie taki błąd zostaje popełniony. Jeśli to literatura piękna, to jeszcze nie jest najgorzej - czytelnik się uśmiechnie, lub co najwyżej zirytuje. Ale jeśli to błąd w podręczniku, lub instrukcji obsługi ważnego urządzenia, może mieć naprawdę niebezpieczne skutki, nawet dla czyjegoś życia.

Była kiedyś taka głośna sprawa, że tłumacz źle przetłumaczył bodajże maksymalny możliwy udźwig maszyny i spowodowało to wypadek ze skutkiem tragicznym dla przechodzącego nieopodal pracownika budowy. Aż strach więc pomyśleć jakie konsekwencje może nieść tekst, który wyjdzie spod naszych rąk...

Lynx85
08-27-2012, 11:59
Przecież nie piszę o żadnych błędach logicznych, tylko chodzi mi o konotacje. Pojęcia nie mam, co niby ma do tego wszystkiego rzekoma dziecinność - nie wybucham śmiechem ani się nie uśmiecham pod nosem przy takich fragmentach, tylko mówię, że razi mnie użycie tego słowa w takim kontekście, bo - przynajmniej wg mnie- słowo "ser" nie brzmi jak czyjś tytuł, bo brakuje w tym powagi i może trochę wzniosłości. Każdy ma prawo do własnej opinii, poza tym czytelnik z reguły dobrze wie, jaką lekturę wybiera.

Zgadzam się w zupełności, "ser" bezpośrednio w tekście wygląda jednak nieco "dziwacznie" i zdecydowanie optowałabym za "sir", którego brzmienie jest jednak dużo bardziej wzniosłe i niejako narzuca okazanie szacunku...

Lynx85
08-27-2012, 12:01
Czy w takim razie, odbiegając od literatury (za co przepraszam!), powinno się również przetłumaczyć nazwę kosmetyków 'Pupa' w naszym kraju, ponieważ ma ona dziwną konotację? :)

Dla autora 'ser' nie ma absolutnie żadnych konotacji. Nie widzę powodu, dla którego miałoby to zostać zamienione słowem 'sir', bo takie słowo w Westeros nie istnieje. Po co zmieniać książkę?

Bo "Pupa" jest nazwą marki, a nie słowem samym w sobie, które można zmienić, jak w przypadku "sir/ser".

Lynx85
08-27-2012, 12:01
Z tego samego powodu, dla którego Polacy mówią 'Szekspir': bo tak im łatwiej...

No rzeczywiście, "ser" to znaczne ułatwienie w stosunku do "sir"...

kajka
08-27-2012, 13:41
Dlatego tłumacz zawsze powinien jeszcze raz przeczytać tekst już tylko w języku wyjściowym, żeby wyłapać tego typu "perełki", które przecież zdarzają się każdemu z nas :D

AgataW
08-27-2012, 13:52
winę za błędy w tłumaczeniach najczęściej ponoszą, myślę, korektorzy, nie sami tłumacze. Choć błąd popełnił tłumacz, zadaniem redaktora jest go wychwycić. Błędy zdarzają się, oczywiście. Pamiętam, jak ze zdziwieniem przeczytałam kiedyś w tłumaczeniu włoskiej powieści, że na parapecie okna stały "doniczki z bazyliszkiem" (po włosku basilisco- bazyliszek; basilico - bazylia)

remz
08-27-2012, 14:02
Ostatnio słucham sobie audiobooka Harry'ego Pottera po angielsku (pierwszą cześć), biorę polską wersję książki i czasem porównuję tłumaczenie, i natrafiłem na 2 błędy.

1.
He found it a lot harder to concentrate on drills that afternoon and when he left the building at five o’clock, he was still so worried that he walked straight into someone just outside the door.
“Sorry,” he grunted, as the tiny old man stumbled and almost fell.
Tego popołudnia było mu trochę trudniej skupić się na świdrach, a kiedy o piątej opuszczał firmę, był w takim stanie, że wpadł na kogoś tuż za drzwiami.
- Przykro mi - mruknął, gdy drobny staruszek, na którego wpadł, zatoczył się i prawie upadł.
Chodzi mi o przetłumaczenie "Sorry" na "Przykro mi". Wg mnie bardziej pasowałoby raczej "przepraszam". Nie jest to może w sumie żaden błąd, ale uważam, że trochę lepiej wygląda.


2. Gdy Harry wypróbowuje różdżki i pan Ollivander daje mu jędną z nich mówiąc:
“Maple and phoenix feather. Seven inches. Quite whippy. Try —”
tłumacz zrobił z "Maple" "Kasztanowica", a maple to przecież klon.
- Kasztanowiec i pióro feniksa. Siedem cali. Dość giętka. Proszę spróbować...

magdamk
08-28-2012, 13:14
Czytam właśnie wydaną dość niedawno biografię Johnny'ego Casha autorstwa Michaela Streissgutha. Być może to moje korektorskie zboczenie zawodowe, ale książkę czyta mi się kiepsko, zdania brzmią według mnie jakoś tak nie po polsku, ponadto można się natknąć na kwiatki tego typu:

Ci piosenkarze ponownie rozbudzili jego zainteresowanie balladami z Dzikiego Zachodu, słuchanych i śpiewanych przez Johna w młodości. (s. 98)


Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś lepszego, zwłaszcza że od strony wizualnej książce nie można nic zarzucić (ładny biały papier, twarda oprawa, szycie), a na okładce widnieje ponadto znaczek radiowej Trójki, kojarzącej mi się z jakością i pewnym poziomem.

Marliv
08-28-2012, 16:37
CzCi piosenkarze ponownie rozbudzili jego zainteresowanie balladami z Dzikiego Zachodu, słuchanych i śpiewanych przez Johna w młodości. (s. 98)
Urocze. Ciekawe, jak to przeszło przez korektę? Wystarczy przecież przeczytać to zdanie (ze zrozumieniem ;)), by zauważyć, że coś jest poważnie nie tak...

magdamk
08-29-2012, 08:55
Urocze. Ciekawe, jak to przeszło przez korektę? Wystarczy przecież przeczytać to zdanie (ze zrozumieniem ;)), by zauważyć, że coś jest poważnie nie tak...

Mam poważne wątpliwości, czy w ogóle przeszło (mimo że nazwisko korektorki jest wymienione w stopce), bo dalej też trafiają się niezłe konstrukcje...

klaudiaf
08-31-2012, 16:28
winę za błędy w tłumaczeniach najczęściej ponoszą, myślę, korektorzy, nie sami tłumacze. Choć błąd popełnił tłumacz, zadaniem redaktora jest go wychwycić. Błędy zdarzają się, oczywiście. Pamiętam, jak ze zdziwieniem przeczytałam kiedyś w tłumaczeniu włoskiej powieści, że na parapecie okna stały "doniczki z bazyliszkiem" (po włosku basilisco- bazyliszek; basilico - bazylia)

Akurat w podanym przez Ciebie przypadku, wina jest ewidentnie po stronie tłumacza - przecież to jego obowiązkiem jest znajomość poszczególnych słów! Redaktor może się co najwyżej zdziwić, że w doniczkach rósł bazyliszek, i skontaktować się z tłumaczem, bo sam często nie ma dostępu do oryginału. Inna sprawa, że wówczas tłumacz może się poczuć urażony tym, że ktoś podważa jego kompetencje (słusznie!), więc redaktor może woleć odpuścić uznając, że widocznie w oryginale też rosły bazyliszki.

Redaktor czy korektor ponoszą odpowiedzialność za literówki, błędy stylistyczne, gramatyczne czy logiczne, nie za gapiostwo tłumacza i błędy na podstawowym poziomie znajomości języka.

riola
08-31-2012, 19:37
Z tego samego powodu, dla którego Polacy mówią 'Szekspir': bo tak im łatwiej...

'Szekspir' to nie tak duże uproszczenie, to nazwisko jest po prostu przystosowane do polskich standardów fonetycznych. Natomiast słowo 'Škoda' samo w sobie wymawia się bardzo łatwo, stąd jedynym powodem, dla którego w Polsce czyta się 'Skoda', są negatywne konotacje, a nie chęć ułatwienia sobie wymowy.

gebasia
10-07-2012, 22:45
Czytając już jakiś czas temu książkę dla niezbyt wyrafinowanych czytelników natrafiłam na dość zabawny błąd w tłumaczeniu idiomu „be somebody’s guinea pig”. Idiom ten został przetłumaczony dosłownie, czyli zamiast „być czyimś królikiem doświadczalnym” w książce pojawiło się „być czyjąś świnką morską”, co w kwestii wypowiadanej przez jedną z bohaterek brzmiało „nie będę twoją świnką morską” tworząc komiczny efekt i pozbawiając zdanie sensu. Sam język „Zmierzchu”, bo o tej książce mowa, jest niestety niezbyt wyszukany, ale akurat o to ciężko jest mieć pretensje do tłumacza, gdyż jest to raczej kwestia kiepskiego warsztatu autora tego dzieła.

bolcze
10-07-2012, 23:01
Najpoważniejszy błąd, z jakim ja się zetknąłem w tłumaczeniu było "cofnął się do tyłu" (sic!) we "Władcy much" (nie pamiętam już wydania). A poza tym tłumaczenia idiomów w "Zielonej mili": za całą herbatę w Chinach, nie liczyliśmy kurczaków, zanim się wykluły i jeszcze kilka. Ale to jest dość kontrowersyjne, bo w sumie można sobie wyobrazić takie powiedzenia, nawet jeśli nie występują w języku polskim.

bolcze
10-07-2012, 23:03
Co do błędów rzeczowych, niektórych nie sposób wychwycić, bo wymagają czasem dość specjalistycznej wiedzy. Mnie kolega oświecił w sprawie soczewek używanych we wspomnianym "Władcy much". Prosiaczek jako krótkowidz używał soczewek, za pomocą których nie można było rozpalić ognia:) Przykłady można mnożyć, mogą zdarzyć się w każdej książce, a tłumacz nie wie wszystkiego.

akotowska
10-08-2012, 08:00
Przeczytałam "Grę o tron" i najbardziej rażącym błędem było dla mnie "ser" jako tytuł. Zawsze się pisało "sir", a kwestia wymowy to już inna sprawa. Nie widzę sensu, żeby zapisywać to słowo fonetycznie, bo jednak kojarzy się jednoznacznie i po prostu brzmi śmiesznie.

Też zwróciłam na to uwagę! :D Przy pierwszym razie zatrzymałam się na dłuższą chwilę i myślałam, że mam coś nie tak ze wzrokiem... Dziwnie się to czyta.

dagalesz
10-08-2012, 13:20
Wydaje mi się, że w kwestii tego "sera" z "Gry o tron" to zamiana "sir" na "ser" była świadomą decyzją autora i jako taka powinna zostać uszanowana i zachowana w tłumaczeniu. Z serem kojarzyć się będzie zawsze, trudno, ale po pierwsze, nie jest to aż tak zabawne (zwłaszcza, że przyzwyczailiśmy się już do angielskiego sir, które brzmi przecież tak samo i pewnie większość z nas równie bawiło przy pierwszych kontaktach z tym słowem), po drugie, przynajmniej w moim wypadku, po jakimś czasie czytelnik przestaje zwracać na to uwagę. Gdyby jednak była to ingerencja tłumacza, uznałabym ją za wybitnie nieuzasadnioną:)

riola
10-15-2012, 03:06
Wydaje mi się, że w kwestii tego "sera" z "Gry o tron" to zamiana "sir" na "ser" była świadomą decyzją autora i jako taka powinna zostać uszanowana i zachowana w tłumaczeniu. Z serem kojarzyć się będzie zawsze, trudno, ale po pierwsze, nie jest to aż tak zabawne (zwłaszcza, że przyzwyczailiśmy się już do angielskiego sir, które brzmi przecież tak samo i pewnie większość z nas równie bawiło przy pierwszych kontaktach z tym słowem), po drugie, przynajmniej w moim wypadku, po jakimś czasie czytelnik przestaje zwracać na to uwagę. Gdyby jednak była to ingerencja tłumacza, uznałabym ją za wybitnie nieuzasadnioną:)

Może nie to, że brzmi zabawnie, ale na pewno niepoważnie. Nie brzmi jak tytuł, przynajmniej takie są moje odczucia, ale fakt, po pewnym czasie można się przyzwyczaić do "sera", chociaż na początku bardzo mnie raził. Ale sir? Wątpię, żeby brzmiał śmiesznie, nie ma żadnych dziwnych konotacji w języku polskim. Jak dla mnie ingerencja byłaby mile widziana ;)

olcia1234_2009
10-15-2012, 09:01
Oczywiście, że nie powinny występować, chociaż prawdopodobnie nie da się tego uniknąć...zawsze jakiś mały chochlik się wkradnie, szczególnie w tekstach, które mają kilkaset stron, a ja uwielbiam się bawić w wyłapywanie i zawsze na końcu książki wypisuję sobie strony, na których znalazłam błąd:)

AgataRol
10-15-2012, 09:51
Świetne! :) A może raczej tragiczne...?

Zdecydowanie tragiczne...
Aż mnie dreszcze przeszły..
Jak ktoś w taki sposób może tłumaczyć, niewiedza, czy niechlujstwo??
Jeśli chodzi o mnie to raczej nie pamiętam takich smacznych błędów..:(
Ale obiecuję że się poprawię i będę się starała wyłapywać heheh

Lonai
01-03-2013, 21:07
W jednej z książek Raymonda Feista, niestety nie pamiętam której, kapitan statku nazywa pasażerów szczurami... ziemnymi. Dlaczego nie lądowymi? Nie mam pojęcia, ale w cyklu (wydanym przez wydawnictwo Zysk i S-ka) pojawia się więcej takich kwiatków.

jstefanczyk
01-04-2013, 12:27
Oczywiście, że błędy w książkach nie powinny występować, bo to świadczy o tym, że wydawcy nie przykładają się do pracy. Nawet jeśli tłumacz czegoś nie wychwyci, to korektor powinien to zrobić. Owszem, zdarzają się literówki i błędy w druku, co jest trudne do uniknięcia. Niemniej błędy rzeczowe rażą niezwykle. Koleżanka opowiadała mi niedawno o błędach w "Grze o tron", gdzie są kwiatki typu "Mała siostrzyczko!", albo "liściami" zamiast "liśćmi".

W Grze o Tron chyba jest tego sporo... ja widziałam "szyji" zamiast "szyi"...

Turcyj
01-04-2013, 17:37
Słyszałam, że w jednej książce było o "chwytaniu się ostatniego źdźbła" zamiast brzytwy, a jeszcze gdzieś dało się znaleźć "wyglądasz jak portugalski żądłopromień" zamiast "wyglądasz jak portugalska płaszczka" :'D

Gato
01-06-2013, 02:21
'Szekspir' to nie tak duże uproszczenie, to nazwisko jest po prostu przystosowane do polskich standardów fonetycznych. Natomiast słowo 'Škoda' samo w sobie wymawia się bardzo łatwo, stąd jedynym powodem, dla którego w Polsce czyta się 'Skoda', są negatywne konotacje, a nie chęć ułatwienia sobie wymowy.

Ja obstawiałabym, że Polacy czytają to "skoda", bo nie wiedzą co znaczy ten ptaszek nad "s"/może nawet wiedzą, ale naturalnej (co nie znaczy "prościej") czyta im się to jako "skoda"/uważają, że inni przeczytaliby to jako "skoda" i nie chcą ich dezorientować. Mogę nie mieć racji, ale w każdym razie wydaje mi się, że powód nie jest w 100% oczywisty.

No rzeczywiście, "ser" to znaczne ułatwienie w stosunku do "sir"...

Wypowiedź, którą komentujesz, dotyczyła wymowy słowa "Škoda", a nie słów ser/sir.

Skoro już o tych serach z "Pieśni lodu i ognia" mowa - trochę mnie to zdziwiło i rozbawiło, kiedy zobaczyłam to słówko po raz pierwszy, ale nie przeszkadza mi w żaden sposób. Rozbawiło mnie jeszcze tylko raz, kiedy mowa była o osobach które otrzymały "tytuł sera", ale liczę to wręcz na plus, bo nie było to rozbawienie z rodzaju "ha ha, co za głupota/jaki śmieszny błąd", ale raczej "ha ha, fajny językowy zbieg okoliczności". Generalnie można podejść do problemu na dwa sposoby: albo stwierdzić, że skoro autor używa nieistniejącego w tym znaczeniu słowa "ser" zamiast "sir", to należy tak to zostawić, albo uznać, że niewiele z tego słowotwórstwa wynika, a po polsku brzmi śmiesznie, więc lepiej użyć standardowego "sir". Każde z tych rozwiązań jest w jakiś sposób sensowne i uzasadnione, i problem sprowadza się moim zdaniem nie do tego, co słuszne, ale do tego, co się komu bardziej podoba.

Astraph
01-07-2013, 11:01
Drobiazg, ale po jego przeczytaniu straciłem wzrok na ładnych parę minut:

"Jego niebieskie oczy wypełniała zimna wściekłość. Jak dymiący na powietrzu suchy lud." (S. Wroczek, "Piter", Kraków 2012, s. 412)

Gato
01-07-2013, 13:58
Właśnie spróbowałam sobie wyobrazić ten dymiący suchy lud :D

savanna
01-07-2013, 20:28
W książce "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały - jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły?" (Faber, Mazlish) znalazła się następująca perełka:
"Czy jej rodzice coś na to robią?" jako pełen dezaprobaty komentarz pewnej pani do zachowania nastoletniej córki sąsiadów.
Podejrzewam, że lepiej sprawdziłby się tu czasownik "reagują' albo jeszcze jakiś inny zwrot. W każdym razie książkę polecam - może już nieco staromodna, ale w latach 90, kiedy ją czytałam, to był prawdziwy hit!

Maciek1989
01-07-2013, 23:01
A pamięta ktoś okropne tłumaczenie "Władcy Pierścieni" Jerzego Łozińskiego? Nie wiem, może szok, który przeżyłem wynikał z tego, że dwa poprzednie tomy czytałem w klasycznym już niemal tłumaczeniu pani Skibniewskiej, a "Powrót króla" dostać mogłem tylko w opracowaniu tego pana...Chociaż nie, rzeczywiście było tragiczne :D

Gato
01-08-2013, 00:05
A pamięta ktoś okropne tłumaczenie "Władcy Pierścieni" Jerzego Łozińskiego? Nie wiem, może szok, który przeżyłem wynikał z tego, że dwa poprzednie tomy czytałem w klasycznym już niemal tłumaczeniu pani Skibniewskiej, a "Powrót króla" dostać mogłem tylko w opracowaniu tego pana...Chociaż nie, rzeczywiście było tragiczne :D

Pozwolę sobie się nie zgodzić - całą trylogię przeczytałam w jego tłumaczeniu i podobało mi się. Co prawda było to sporo czasu temu... muszę spróbować przeczytać jeszcze raz, może w końcu zrozumiem, czemu większość ludzi tak narzeka na ten przekład? (Bo jeśli tylko dlatego, że krzaty, Bilbo Bagosz i inne przetłumaczone nazwy własne, to na stwierdzenia podobne powyższemu pozostaje mi tylko przewrócić oczami.)