PDA

View Full Version : Tłumaczenia wulgaryzmów


silviabroom
08-12-2011, 22:42
Wulgaryzmy pojawiające się w filmach często bywają kłopotliwe dla tłumacza. Czym byście się kierowali gdybyście je tłumaczyli i musieli zdecydować czy wulgaryzm przetłumaczyć 'wiernie', tj.dosłownie czy 'pięknie', tj. znajdując łagodniejszą wersję?

resuscytacyjka
08-12-2011, 23:20
Wiele amerykańskich filmów obfituje w wulgaryzmy, które jednak nie są dosłownie tłumaczone w polskich wersjach tych filmów. Myślę, że jest to dobre rozwiązanie ze względu na przyjętą już tradycję, bo gdyby nagle zaczęto używać dosadnych polskich odpowiednikow angielskich wulgaryzmów byłby to duży szok dla widza. Jednak czasami te 'łagodniejsze' wersje wydają się komiczne w porównaniu z oryginalnymi kwestiami bohaterów filmowych, więc tłumaczenie staje sie sprawą wyczucia - trzeba tak przetłumaczyć, aby oddać dosadność dialogu, a jednocześnie zbytnio nie epatować wulgaryzmami nieprzyzwyczajonego do tego widza.

RedActor
08-13-2011, 01:28
W poniższym filmiku jest odpowiedź: :D

http://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM

Oglądałem kiedyś ten sam film na dwóch kanałach. Bodajże "Pulp Fiction", bądź coś w tym stylu. Na Polsacie rzecz była przetłumaczona w "grzeczny sposób". To znaczy, kiedy bohaterowie rzucali mięchem aż trzeszczało, z ust polskiego lektora padało co najwyżej "cholera". Na TVN tłumaczyli dość wiernie, tzn. "faki" zastępowali dźwięcznymi, polskimi odpowiednikami. Efekt? Wersja polsatowska brzmiała co najmniej śmiesznie, żeby nie powiedzieć żałośnie, zwłaszcza że przekleństwa w filmie były jak najbardziej uzasadnione. Taki zabieg to dla mnie kastrowanie filmu, z tłumaczeniem to raczej nie za wiele ma wspólnego.

Inny przykład: był taki film "Formuła 51" z Samuelem L. Jacksonem. Słowo "fuck" jest wypowiadane na przynajmniej 10 sposobów (faak, fok, fak itp.). No i jak to przetłumaczyć na polskie bez wulgaryzmów? Toz to byłaby profanacja!
;)

DanW
08-29-2011, 11:55
Jestem zdecydowanie za krwistym tłumaczeniem, szczególnie jeżeli chodzi o produkcje zza oceanu, gdzie nie brakuje tego i owego. Nawet seriale telewizyjne, takie jak np. Entourage (po polsku 'Ekipa') to kwintesencja faków i tym podobnych. Łagodzenie czegokolwiek byłoby ujmą dla oddanych fanów, a pewnie i zwykli widzowie mogliby czuć się nieco zawiedzeni...

Kagemusha
08-29-2011, 12:30
http://www.youtube.com/watch?v=LN5eYFH8HZ8

scena z serialu "the wire"

I tu tłumacz ma nie lada zadanie - przetłumaczyć raz, góra dwa i potem widz już wie, o co chodzi w dialogu, czy też tłumaczyć na wiele sposobów?

anjar
08-29-2011, 12:47
Raczej jestem za tym by tłumaczyć wulgaryzmy "dosłownie", choć i to trzeba umieć. Niektóre rzeczy nie do końca pasują do języka polskiego, dlatego tłumaczenie tych kwestii jest dość trudne.

marcelina_t
08-29-2011, 13:17
Tłumaczenie wulgaryzmów rzeczywiście niekiedy wymaga od tłumacza solidnych umiejętności. Mimo wszystko powinny być one tłumaczone jak najwierniej, a nie łagodzone. Swoją drogą, chciałabym kiedyś doczekać się w polskiej telewizji takich seriali jak Skins czy Misfits. Jestem ciekawa, co by w ich przypadku tłumacze (no i stacja) wymyślili.

Anna Stępień
08-29-2011, 14:26
Uważam, że każda wypowiedź powinna być wiernie przetłumaczona, a tłumacz nie powinien mieć przed tym oporów. Wulgaryzmy są częścią języka, czy chcemy tego czy nie. Łagodzenie wypowiedzi tak obecne w polskiej telewizji często łagodzi postać i psuje zamysł scenarzysty czy reżysera.

Controversia
08-29-2011, 14:47
A ja się spotkałam ostatnio z bardzo ciekawym zjawiskiem ostatnio. Zauważyłam, że pewna stacja telewizyjna przy emisji filmów od jakiegoś czasu obok lektora zamieszcza również napisy. Nie muszę dodawać, że obydwa tłumaczenia różnią się trochę od siebie ze względu na medium, ale ciekawa w tym wypadku była kwestia tłumaczeń wulgaryzmów właśnie. W kwestiach wypowiadanych przez lektora słowa na "F" były ugrzeczniane albo w ogóle pomijane, natomiast w napisach pojawiały się nawet słowa na "K". Czyżby słowo pisane mniej raziło niż mówione?

katarina008
08-29-2011, 23:05
wydaje mi sie ze do wulgaryzmy traktuje sie lekcewaząco. z jednej strony nie zmieniaja zbytnio sensu wypowiedzi.przewaznie sa po to aby podkreslic emocje..przewaznie ododac agresji..ubarwic. z tego punktu widzenia nie sa konieczne aby sens wypowiedzi zostal zachowany.nie wniosa nic nowego. z drugiej jednak strony jesli zalezy na oddaniu charakteru i zabarwienia emocjonalnego to nalezy je uwzglednia. w Polsce raczej dominuje pierwsze podejscie czyli - zwlaszcza jesli chodzi o lektora.

anjar
09-05-2011, 12:15
Jak dla tłumaczenie wulgaryzmów zakrawa już na sztukę. Jest to raczej jedna z trudniejszych dziedzin tłumaczeń i trzeba wykazać się nie lada kunsztem. W sumie w języku polskim powstają specjalne publikacje dotyczące wulgaryzmów.

Aurelia
09-05-2011, 13:01
Tłumaczenie wulgaryzmów, to na pewno jest nie lada sztuka, przede wszystkim dlatego, że często nie da się ich w żaden sposób przetłumaczyć "dosłownie". Określone słowa w różnych językach nie zawsze mają swoje odpowiedniki w innych na tyle bliskie, żeby można je było uznać za odpowiedniki wierne (chociażby w sensie językowego rejestru).
Wydaje mi się, że problem z angielskim "fuck" to coś więcej, niż kwestia wyczucia tłumacza i zaleceń stacji telewizyjnej. Myślę, że to słowo po prostu nie ma wiernego odpowiednika - z pewnością nie jest nim ani "cholera" ani "kurwa", bo pierwsze jest za słabe, a drugie za mocne.

Controversia
09-05-2011, 13:36
Tłumaczenie wulgaryzmów, to na pewno jest nie lada sztuka, przede wszystkim dlatego, że często nie da się ich w żaden sposób przetłumaczyć "dosłownie". Określone słowa w różnych językach nie zawsze mają swoje odpowiedniki w innych na tyle bliskie, żeby można je było uznać za odpowiedniki wierne (chociażby w sensie językowego rejestru).
Wydaje mi się, że problem z angielskim "fuck" to coś więcej, niż kwestia wyczucia tłumacza i zaleceń stacji telewizyjnej. Myślę, że to słowo po prostu nie ma wiernego odpowiednika - z pewnością nie jest nim ani "cholera" ani "kurwa", bo pierwsze jest za słabe, a drugie za mocne.

Zgadzam się. Ja bym poszła dalej i postawiła pytanie: czy w pewnych przypadkach można w ogóle mówić o tłumaczeniu wulgaryzmów? Każde z tych słów ma swoje znaczenie, ale używane jako tzw. "przerywniki" lub w celu wyrażenia negatywnych emocji tracą swoją wartość semantyczną. Pozostaje jedynie nacechowanie emocjonalne, które jest kwestią jakby nie było umowną. To czy jakieś słowo jest wulgarne czy nie określa społeczność językowa, która tych słów używa. Zawsze mnie zastanawiało czy fakt, że zazwyczaj angielskie "fu**" uważa się za słabsze od polskiego "ku**", nie wynika z tego, że w przypadku tego drugiego od małego uczono nas, że jest to wulgaryzm i tak się nie powinno mówić oraz że obracamy się na co dzień w społeczności, która uważa to słowo za wulgarne, a w przypadku tego drugiego po prostu nie mamy takiego bagaży społeczno- kulturowego?

anjar
09-12-2011, 12:22
A może po porostu język polski posiada o wiele więcej wulgaryzmów niż np. język angielski i dlatego tak trudno dopasować odpowiednia słowo do "fuck".

DanW
09-25-2011, 00:06
A może po porostu język polski posiada o wiele więcej wulgaryzmów niż np. język angielski i dlatego tak trudno dopasować odpowiednia słowo do "fuck".

Właśnie powinno być łatwiej. Przecież "fuck" potrafi zmieniać swoje znaczenie w zależności od kontekstu. Może też zmieniać się "nasycenie" wulgaryzmu, a w języku polskim jest sporo odpowiedników, mocniejszych i łagodniejszych - można coś tam sobie dobrać. Potrzebne jest tylko dobre zorientowanie w kontekście, żeby znaleźć słowo możliwie najbliższe znaczeniwo.

iwonaszp
09-25-2011, 13:40
Tłumaczenie wulgaryzmów, to na pewno jest nie lada sztuka, przede wszystkim dlatego, że często nie da się ich w żaden sposób przetłumaczyć "dosłownie". Określone słowa w różnych językach nie zawsze mają swoje odpowiedniki w innych na tyle bliskie, żeby można je było uznać za odpowiedniki wierne (chociażby w sensie językowego rejestru).
Wydaje mi się, że problem z angielskim "fuck" to coś więcej, niż kwestia wyczucia tłumacza i zaleceń stacji telewizyjnej. Myślę, że to słowo po prostu nie ma wiernego odpowiednika - z pewnością nie jest nim ani "cholera" ani "kurwa", bo pierwsze jest za słabe, a drugie za mocne.

Zgadzam się całkowicie - w USA 'fuck' może być używane jako przecinek i nie być aż tak bardzo nacechowane - tak jak nasze 'kurde'. Może po prostu być takim przerywnikiem i wtedy tłumaczenie tego jako nasze 'kurwa' nie ma sensu.

gochapy
09-25-2011, 19:14
Zgadzam się z przedmówcą. Mimo, że jestem zwolenniczką wiernego tłumaczenia wulgaryzmów ponieważ uważam, że mają one duże znaczenie jeżeli chodzi o odbiór filmu, jego 'klimat'; to wydaje mi się , że mechaniczne tłumaczenie każdego 'fuck' na 'kurwa' nie ma sensu, gdyż możę ono zmieniać znaczenie w zależności od kontekstu i dobry tłumacz powinien najpiewr przeanalizować kontekst wypowiedzi żeby podjąć decyzję czy jest to 'twardy' czy 'miękki' wylgaryzm.

wiazelm
09-26-2011, 14:45
W pełni się zgadzam, poza tym cieżko by telewizor nagle wykrzykiwał w trakcie strzelanki przez lektora same wulgaryzmy:)

zancia
10-02-2011, 18:00
Rzadko spotyka się tłumaczenie, w którym wulgaryzmy są przekładane dosłownie co drugie słowo. czasem jest tego za dużo a tak naprawdę nie zmieni to sensu, gdy przetłumaczy się coś raz a w tle i tak to słychać kilka razy więcej. w sumie to byłoby to zabawne słysząc lektora "kurwa, kurwa, kurwa...!" nieprawdaż?

agnieszka_iiid
10-08-2011, 01:49
W poniższym filmiku jest odpowiedź: :D

http://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM

Oglądałem kiedyś ten sam film na dwóch kanałach. Bodajże "Pulp Fiction", bądź coś w tym stylu. Na Polsacie rzecz była przetłumaczona w "grzeczny sposób". To znaczy, kiedy bohaterowie rzucali mięchem aż trzeszczało, z ust polskiego lektora padało co najwyżej "cholera". Na TVN tłumaczyli dość wiernie, tzn. "faki" zastępowali dźwięcznymi, polskimi odpowiednikami. Efekt? Wersja polsatowska brzmiała co najmniej śmiesznie, żeby nie powiedzieć żałośnie, zwłaszcza że przekleństwa w filmie były jak najbardziej uzasadnione. Taki zabieg to dla mnie kastrowanie filmu, z tłumaczeniem to raczej nie za wiele ma wspólnego.

Inny przykład: był taki film "Formuła 51" z Samuelem L. Jacksonem. Słowo "fuck" jest wypowiadane na przynajmniej 10 sposobów (faak, fok, fak itp.). No i jak to przetłumaczyć na polskie bez wulgaryzmów? Toz to byłaby profanacja!
;)

Zgadzam się z Tobą. Moim zdaniem wulgaryzmy przetłumaczone powinny mieć taką samą "siłę" co te w oryginale, ponieważ inaczej zmienia to odbiór danego filmu. Nawet osoba która nie zna języka oryginału domyśli się, że w sytuacji w której aktor jest naprawdę wściekły z jego ust nie pada zwykłe "kurczę" czy "cholera" ale coś mniej cenzuralnego ;)

rzustin2
10-10-2011, 14:12
To zależy od rodzaju filmu i kontekstu sytuacji. Aczkolwiek uważam, że powinno przetłumaczyć się wiernie, ponieważ "pięknie ubranego w słowa wulgaryzmu" można po prostu nie zrozumieć a i tłumacz może popełnić błąd źle interpretując daną sytuację:) w języku polskim mamy tyle wulgaryzmów "łagodnych" i tych mniej przyzwoitych, że na pewno da się coś wybrać:)

finchmeister
10-10-2011, 20:40
Z jakiej racji "obdzierać" dany film z jego warstwy językowej, którą w tym wypadku są przekleństwa? Nie widzę sensu w takim działaniu, ba - potępiam takie działanie. Każdy "f**k" i inne przekleństwa, padające w filmie, powinny zostać odzwierciedlone odpowiednikiem języka docelowego (również w drugą stronę nie możemy przejaskrawić!).

Któryś użytkownik podał argument, sugerujący, iż takie, a nie inne tłumaczenie filmów, a zwłaszcza przekleństw, padających w tychże, wynika z tradycji, wedle której zbyt "mięsiste" tłumaczenia byłyby szokiem dla potencjalnego polskiego widza - jeżeli tak by było, to oznaczałoby to tylko i wyłącznie fakt, iż dany film nie jest dla widza i powinien zmienić repertuar.

Katarzyna Mazurek
10-19-2011, 14:53
Ja z kolei spotkałam się ze stwierdzeniem, że dobór języka (czytaj: siła wulgaryzmów) jest uzależniony od planowanej godziny emisji filmu, tzn. im późniejsza godzina, tym bardziej dosłowne tłumacznie wulgaryzmów.

Blue_moon
10-31-2011, 18:52
Ja z kolei spotkałam się ze stwierdzeniem, że dobór języka (czytaj: siła wulgaryzmów) jest uzależniony od planowanej godziny emisji filmu, tzn. im późniejsza godzina, tym bardziej dosłowne tłumacznie wulgaryzmów.
Bardzo możliwe. Takie rozwiązanie jest dość sensowne. Pozostawia to jednak pytanie, czy każdy film w takim wypadku nie powinien mieć dwóch wersji tłumaczeniowych? Tak na marginesie, mam wrażenie, że stacje telewizyjne zaczynają emitować dość "ostre" filmy we wcześniejszych godzinach niż miało to miejsce kilka lat temu.

azelastyna
01-13-2012, 09:01
A co powiecie o odwrotnej sytuacji. Nie dalej jak wczoraj oglądałam film, gdzie to tłumacz "ubarwił" niektóre dialogi wrzucając tam polskie przekleństwa i slang etc. Co o tym sądzicie??

Mnie osobiście coś zgrzytało między zębami, zwłaszcza, że nie koniecznie pasowało do konwencji filmu...ale co tłumacz to tłumaczenie..

Slawoj
01-15-2012, 14:16
Z jakiej racji "obdzierać" dany film z jego warstwy językowej, którą w tym wypadku są przekleństwa? Nie widzę sensu w takim działaniu, ba - potępiam takie działanie. Każdy "f**k" i inne przekleństwa, padające w filmie, powinny zostać odzwierciedlone odpowiednikiem języka docelowego (również w drugą stronę nie możemy przejaskrawić!).

Któryś użytkownik podał argument, sugerujący, iż takie, a nie inne tłumaczenie filmów, a zwłaszcza przekleństw, padających w tychże, wynika z tradycji, wedle której zbyt "mięsiste" tłumaczenia byłyby szokiem dla potencjalnego polskiego widza - jeżeli tak by było, to oznaczałoby to tylko i wyłącznie fakt, iż dany film nie jest dla widza i powinien zmienić repertuar.

Zdecydowanie zgadzam się z przedmówcą. Nie należy ingerować w tłumaczony język, tłumacz nie powinien czuć się odpowiedzialny za treść tekstu, który tłumaczy. Ktoś również napisał, że przekleństwa używane jako przerywniki tracą wartość semantyczną. Wg mnie, jeśli na przykład bohater filmu użył 'fuck' jako przerywnika, czy jako wyrażenia bezsilności, nawet jeśli użył tego słowa bez jakiejkolwiek emfazy, bez przekonania, nie zmienia to faktu, że jest to raczej siarczyste przekleństwo i jako takie powinno zostać należycie przetłumaczone.

lucjangwarda
02-02-2012, 12:42
Trochę z innej beczki. Kultura anglosaska promowana przez anglo-języczne filmy (w tym oczywiście ogromny wpływ produkcji z Hollywood) od dawna "wdziera" się do naszego języka, jak chcą jedni wzbogacając go, albo "zaśmiecając", jak oburzają się drudzy. W każdym razie coraz więcej słów i zwrotów angielskich znajduje swoje miejsce w mowie potocznej, czy slangu określonych grup społecznych. Dotyczy to również wulgaryzmów. Słowa takie, jak: fuck, motherfucker, czy shit, nie są obecnie obce polskiemu odbiorcy. W takim razie, czy jest jeszcze sens je tłumaczyć? Z drugiej strony obco-brzmiące wulgaryzmy nie mają tej siły ekspresji, jak brzmienie naszych rodzimych k...a mać, czy gó...o.

usako
02-15-2012, 23:04
Słowa takie, jak: fuck, motherfucker, czy shit, nie są obecnie obce polskiemu odbiorcy.

To prawda, ale jak zauważyłeś, kojarzone są raczej ze slangiem i pozostawienie ich w tej formie stwarzałoby wrażenie, że bohaterowie filmu należą do jakiejś subkultury itp. To mogłoby zmienić odbiór poszczególnych scen, więc moim zdaniem nie powinno się tych wulgaryzmów zostawiać nieprzetłumaczonych.

Jeżeli chodzi o samą kwestię tłumaczenia, to też zależy od rodzaju filmu. Jakieś sceny z Bronxu, w których członkowie gangów mówiliby "motyla noga!" zrobiłyby z filmu komedię. Trzeba też pamiętać o grupie, do której dany film jest skierowany. Wiele osób zbyt duża ilość przekleństw może po prostu odpychać i film przez to straciłby na wartości.
Ale i tak, w większości przypadków nad naszym tłumaczeniem czuwać będzie przecież korekta i jeśli nasza interpretacja się im nie spodoba, to zamienią wszystkie "f..k" na "kurcze pieczone" i już:p

ttova
02-20-2012, 04:49
jak zwykle wszystko chyba zależy od tego co, gdzie i po co;) jeśli chodzi o filmy wyświetlane w polskiej TV, to ja jak najbardziej jestem za ugrzecznianiem, bo na boga! lektor ze swoim spokojnym, niewyrażającym zbyt wiele emocji głosem łagodnie recytujący bluzgi, które w oryginale mają wyrażać np. najwyższy poziom zdenerwowania? ze swoją idealną dykcją udający kogoś, kto fakuje bo zasób słownictwa i nikczemne wykształcenie nie pozwalają mu w życiu na nic więcej? głęboko godzi to w moje poczucie decorum.

fdomurad
02-20-2012, 07:21
Łagodzenie przekleństw zawsze mnie irytowało. Tłumacz ma przełożyć z języka obcego na rodzimy, i koniec - nie ma tworzyć nowej wersji. Widz powinien mieć możliwość zapoznania się z filmem w takim kształcie, w jakim został on nakręcony.

kamillak
02-20-2012, 09:43
Według mnie tłumacz powinien tłumaczyć tekst takim jaki jest. Bez żadnego łagodzenia tekstu. Jeśli tekst jest według niego za wulgarny, to niech nie podejmuje się takiego tłumaczenia.

gargoyle
02-20-2012, 12:44
Skoro w polskich filmach wystepują wulgaryzmy i to nierzadko finezyjne, to dlaczego film, dajmy na to, amerykański, który w założeniu ma pełno wulgaryzmów nie ma mieć ich przetłumaczonych dokładnie i dosłownie?

pawellapinski
02-23-2012, 10:14
też jestem za mięsistym tłumaczeniem, szczególnie, że język daje naprawdę duuuże pole do popisu, jak się tylko ktoś postara.
co prawda nie jestem anglistą, ale w kilku powyższych postach chyba trochę przesadnie pomniejsza się "wagę" słowa, czy wyrażenia "fuck"? chociaż rozumiem doskonale, o co wam chodzi, nie powiedziałbym, że "fuck" można przetłumaczyć jako "kurczę" itp. To nie samo słowo "zmiękło", tylko jeżyk codzienny się wulgaryzuje.
"Fuck" zawsze będzie wulgarnym "fuck'iem", na "kurczę" to jest cały szereg wyrażeń typu "damn it", "for christ sake" itp. W końcu nikt nie uzyje "fucka" w oficjalnej rozmowie, ani tekście prawda?
to trochę jak z polskim "zajebiście" - używają go prawie wszyscy, powszechnie, ale wciąż pozostaje wulgaryzmem i absolutnie nie jest dopuszczalny w oficjalnych wypowiedziach...

Gwidon88
02-26-2012, 13:19
Mnie drażni często usilne łagodzenie wulgaryzmów. "Kurde" zamiast soczystego potoku bluzgów?! Jednak rozumiem też, że słyszane w tle "faki" nie uderzają nas tak mocno jak nasze mocne "ku***" i "chu**"... Pewnie sam tłumacząc taki film miałbym spory dylemat i zapewne wybrałbym opcję mniej kontrowersyjną. Choć to pewnie zależy jeszcze od wymagań wydawcy/zleceniodawcy.

Sesselja
05-06-2012, 22:10
Jestem zdecydowanie za krwistym tłumaczeniem, szczególnie jeżeli chodzi o produkcje zza oceanu, gdzie nie brakuje tego i owego. Nawet seriale telewizyjne, takie jak np. Entourage (po polsku 'Ekipa') to kwintesencja faków i tym podobnych. Łagodzenie czegokolwiek byłoby ujmą dla oddanych fanów, a pewnie i zwykli widzowie mogliby czuć się nieco zawiedzeni...

Ja także. Nie lubię ugłaskanych wersji, które wiele tracą na jakości odbioru. Natomiast nie wolno też przesadzić w drugą stronę, bo jeden fak rzucany tuż za drugim fakiem, w języku polskim wydłużyłby tłumaczenie.

karolinakozinska
07-15-2012, 15:09
Uważam, że każda wypowiedź powinna być wiernie przetłumaczona, a tłumacz nie powinien mieć przed tym oporów. Wulgaryzmy są częścią języka, czy chcemy tego czy nie. Łagodzenie wypowiedzi tak obecne w polskiej telewizji często łagodzi postać i psuje zamysł scenarzysty czy reżysera.

Zgadzam się całkowicie z tą wypowiedzią. Zadaniem tłumacza jest przełożenie tekstu, który czasem jest najeżony wulgaryzmami. Omijanie wulgaryzmów powoduje, że nie oddajemy ducha filmu. Załączam też link do artykułu nt. tłumaczenia wylgaryzmów: http://www.wykop.pl/ramka/222112/gon-sie-wujek/, z którego możemy dowiedzieć się dlaczego jednak tłumacze rezygnują z używania wulgaryzmów w tłumaczeniach filmów na język polski.

jotesfive
07-16-2012, 16:14
Myślę, że strategia tłumaczenia wulgaryzmów nie powinna zasadniczo różnić się od tłumaczenia języka bardziej konwencjonalnego - wszystko zależy od filozofii wyznawanej przez tłumacza. Jeśli jego tłumaczenia są wierne, a sam tłumacz jest wyłącznie 'medium', nie będzie zastanawiał się, czy 'wypada' tłumaczyć, czy może lepiej załagodzić. Jedyną kwestią do zastanowienia winno być znalezienie odpowiedniego zwrotu w języku docelowym, tak, aby pasowało do sytuacji. Faktycznie słowo 'fuck' można tłumaczyć na wiele sposobów, w zależności od kontekstu.

DominikaKro
07-29-2012, 19:20
Ja z kolei spotkałam się ze stwierdzeniem, że dobór języka (czytaj: siła wulgaryzmów) jest uzależniony od planowanej godziny emisji filmu, tzn. im późniejsza godzina, tym bardziej dosłowne tłumacznie wulgaryzmów.

Z całą pewnością tak jest. Więc to nie do tłumacza powinno się zgłaszać zażalenia związane z brakiem wulgaryzmów, a do danej stacji TV. Słyszałam, że zasady dotyczą konkretnych słów, np. przed 22 nie ma prawa przejść takie a takie słowo.
Z filmami na DVD to już całkiem prywatna sprawa. Dlatego zdarza się, że tłumaczenie na DVD zawiera dużo więcej wulgaryzmów niż to z telewizji. Ale to też wszystko zależy, jak kto sobie co obmyśli.

justysia123333
07-29-2012, 20:56
Ja jestem zdania, że nie powinno się zmieniać oryginału. Przecież autor chciał w jakiś sposób wyrazić swoje emocje. Czasem trzeba napisać w łagodniejszy sposób, ale nie powinno się aż tak zmieniać znaczenia słowa

Rextor
07-30-2012, 01:01
Jeśli film ma oznaczenie dla trochę starszej grupy wiekowej i wulgaryzmy padają, to czemu to zmieniać? Równie dobrze ktoś mógłby się uprzeć, żeby zakończenie w filmie zmienić, bo zamysł reżysera mu nie pasował:rolleyes:.

Caramella
08-06-2012, 22:26
Moim zdaniem, to zależy, czy film będzie z napisami, z lektorem, czy dubbingowany. Używając napisów lepiej pominąć większość wulgaryzmów, gdyż "zajmują" tak ważne przy tłumaczeniu napisów miejsce. Plus, usłyszeć ostre słowa w filmie, a przeczytać, to co innego. Oczywiście, ważne jest też, gdzie i o jakiej porze film będzie wyświetlany. Jeśli film ma się pojawić w telewizji, przykładowo na Polsacie, czy TVN-ie, w porze popołudniowej, gdy bardzo prawdopodobne jest, że będą go oglądać dzieci i osoby starsze, to z pewnością wulgaryzmy powinny być pominięte w tłumaczeniu, bądź też mocno złagodzone. Natomiast, gdy idziemy na film do kina, gdzie jest odpowiednie ograniczenie wiekowe, a film jest typowo "dla dorosłych", wówczas, możemy sobie pozwolić na bardziej dosłowne tłumaczenie przekleństw.

Miłosz
08-07-2012, 09:34
Przekleństwa powinny być tłumaczone i to jak najwierniej, ale najczęściej są po prostu pomijane. Rozumiem, że niektóre ciężko się tłumaczy na nasz język (stąd czasem łagodne wersje nie pasujące do kontekstu filmu), ale całkowite ich pomijanie psuje cały klimat. Zdarza mi się oglądać filmy w telewizji i raz na rok ogarnia mnie zdziwienie, kiedy słyszę przekleństwo z ust lektora.

laskova
08-13-2012, 00:29
Z jednej strony przesadne "ugrzecznianie" wulgaryzmów może brzmieć nieco zabawnie, jednak z drugiej strony przesadne "rzucanie mięsem" też może kłuć w uszy. W tłumaczeniach zawsze i wszędzie i o każdej porze króluje KONTEKST. W zależności m.in. od tego: "kto", "do kogo" i "w jakiej sytuacji", to samo "fuck" będzie tłumaczone na różne sposoby.

Poniżej link do skeczu Macieja Stuhra, dedykowanego wszystkim tłumaczom polskich list dialogowych w amerykańskich filmach. Miłego oglądania:

http://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM&feature=endscreen

kashmire
12-10-2012, 02:51
Zgadzam się z użytkownikiem laskova - użycie 'lżejszych' lub 'mocniejszych' wulgaryzmów w dużej mierze zależy od kontekstu. A więc w przypadku różnych grup wiekowych albo społecznych oczywiście wulgaryzmy będą się od siebie różnić. Nie powinno się ich lekceważyć w celu 'ugrzecznienia' przekładu, gdyż zuboży to specyfikę danej postaci. Można też zastanowić się, czy dostosować rodzaje wulgaryzmów do realiów polskich - być może dana grupa społeczna bardziej przeklina w filmie amerykańskim, niż w polskim. I wreszcie ważne jest, żeby trochę "znać się" na wulgaryzmach - w końcu jak każdy element języka ewoluują one znaczeniowo, tracą lub zyskują na sile, itp. Jest to strasznie rażące, gdy oglądam film z napisami i tłumacz używa przestarzałych, a więc śmiesznych dla współczesnego odbiorcy, wulgaryzmów, czy też wyrażeń slangowych.

Patrycja_c90
12-10-2012, 21:07
ja myślę,że to zależy od rodzaju filmu, np. komedie często cechuje duża ilość wulgaryzmów, które często w specyficzny sposób dodają humoru całej scenie. Trzeba też pamiętać, że wulgaryzm pisany ( napisy di filmów) nie jest odbierany tak jak słyszany, dlatego rzadko w dubbingu spotykamy się z wulgaryzmami.

JoannaK.
12-22-2012, 23:22
Uważam, że każda wypowiedź powinna być wiernie przetłumaczona, a tłumacz nie powinien mieć przed tym oporów. Wulgaryzmy są częścią języka, czy chcemy tego czy nie. Łagodzenie wypowiedzi tak obecne w polskiej telewizji często łagodzi postać i psuje zamysł scenarzysty czy reżysera.

zgadzam się, jednak trzeb mieć tez wyczucie. Jak w przypadku linku "Fuck fuck fuck scene from the Wire" - ile razy trzeba tłumaczyć f...?

2maczpiter
12-30-2012, 21:24
Niekryty krytyk w swojej książce ma komiks jak by wyglądały Wściekłe psy z tłumaczeniem z lżejszymi przekleństwami i wyszło komicznie psując cały przekaz sceny.

szpileczka1
12-31-2012, 14:39
Według mnie wulgaryzmy powinne być tłumaczone jak najwierniej, ponieważ warunkują one klimat filmu (głownie stopień natężenia emocji bohatera). Kiedy uciekamy się do eufemizów, łagodzimy nastrój filmu i tym samym zaburzamy jego przekaz.

Bartez86
12-31-2012, 16:00
Jeśli jest to film przesaczony wulgaryzmami to nie możemy udać, że ich nie ma, bo inny zamysł mial reżyser. Wszystko zależy od tematyki filmu. Jeśli jest to film wojskowy, gangterski to tutaj nie możemy unikać wulgaryzmów lub szukać lagodniejszych form, gdyż wpłynie to negatywnie na esencje tego co chciał przekazać aktor a dzięki temu kreuje on swoją postać i wpływa na odbiór u widza. W innych filmach zaś, gsy wulgaryzmy trafiają się rzadko, nie muszą być tłumaczone w tak ostry sposób.

mzwolinska
01-02-2013, 19:42
Ostatnio oglądałam film "Hot fuzz - ostre psy" i zauważyłam, że gdy wybierzemy wersję z napisami, pojawi się dość ciekawe przekleństwo: "matkisyn" zamiast dobrze nam znanego "s*******n".

pdolega
01-02-2013, 20:39
Ja od siebie mam przykład Piekielnej Kuchni, którą w oryginale bardzo lubię, a przekleństw w niej co nie miara. Jakież było moje zdziwienie, kiedy raz, przypadkowo natrafiwszy w TVN Style na wersję tego serialu z lektorem i słynne "fu*k off!" z ust Gordona Ramsaya zostało przetłumaczone jako "Na drzewo!" :D

aniawielgosz
01-03-2013, 13:17
Z jednej strony przesadne "ugrzecznianie" wulgaryzmów może brzmieć nieco zabawnie, jednak z drugiej strony przesadne "rzucanie mięsem" też może kłuć w uszy. W tłumaczeniach zawsze i wszędzie i o każdej porze króluje KONTEKST. W zależności m.in. od tego: "kto", "do kogo" i "w jakiej sytuacji", to samo "fuck" będzie tłumaczone na różne sposoby.

Poniżej link do skeczu Macieja Stuhra, dedykowanego wszystkim tłumaczom polskich list dialogowych w amerykańskich filmach. Miłego oglądania:

http://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM&feature=endscreen

uwielbiam ten skecz Stuhra :)

AgaLesnik
01-06-2013, 12:53
Ja od siebie mam przykład Piekielnej Kuchni, którą w oryginale bardzo lubię, a przekleństw w niej co nie miara. Jakież było moje zdziwienie, kiedy raz, przypadkowo natrafiwszy w TVN Style na wersję tego serialu z lektorem i słynne "fu*k off!" z ust Gordona Ramsaya zostało przetłumaczone jako "Na drzewo!" :D

Gordon klnie praktycznie co drugie zdanie i to dość dosadnie! Nie sądziłam, że ktoś to tak przetłumaczy :)

kamilprosowski
01-06-2013, 18:25
Jeśli by to było w 100% zależne ode mnie, to zostawiałbym, ale często pracując na zlecenie będziemy uzgodnić ze zleceniodawcą co robimy z "brzydkimi słowami", co może się kończyć na wieszaniu psów na tłumaczu za niewierność.

UnflinchingMan
01-19-2013, 15:54
Cytat z filmu 'Argo': "I am not gonna leave him at the airport with six people and his dick in his hand." Polskie tłumaczenie, oryginalna wersja napisów z polskich kin: "Nie zostawię go tam na lodzie z sześcioma osobami" (mniej więcej). Trochę było mi smutno, gdy zobaczyłem to tłumaczenie i byłem wkurzony na tłumacza, ale gdy zacząłem się nad tym zastanawiać, to nie mogłem wymyślić tłumaczenia bardziej dosłownego, tak żeby umieścić gdzieś w nim tego dicka czy coś podobnego... Macie jakiś pomysł, jak można by to przetłumaczyć nieco ostrzej?

Kasia_R
01-22-2013, 18:26
Uważam, że każda wypowiedź powinna być wiernie przetłumaczona, a tłumacz nie powinien mieć przed tym oporów. Wulgaryzmy są częścią języka, czy chcemy tego czy nie. Łagodzenie wypowiedzi tak obecne w polskiej telewizji często łagodzi postać i psuje zamysł scenarzysty czy reżysera.

Zgadzam się z Marceliną, że tłumaczenie wulgaryzmów to rzecz trudna - nie chodzi tu bynajmniej o znalezienie gamy odpowiedników dla "faków" ale o to, że specyfiką języka jest to, jak jego rodzimi użytkownicy te "faki" stosują - jak często, po co, kiedy są tolerowane a kiedy nie, kto może sobie na nie pozwolić i w jakiej sytuacji. Dlatego to takie trudne.

Dla przykładu: francuskie "putain" (w słowniku jako odpowiednik znajdziemy polskie "k") przez Francuzów częściej tolerowany niż jego polski "odpowiednik".

Dlatego też zgadzam się z tymi, którzy są za łagodzeniem amerykańskich, wszechobecnych w filmach wulgaryzmów, ponieważ u nas nie są w naszej telewizji chlebem powszednim.
Ważna jest specyfika języka.

Kolejny przykład (też francuski) z filmu "Intouchables" (Nietykalni) : jeden z głównych bohaterów używa wulgaryzmów na prawo i lewo - tyle, że te wulgaryzmy dla francuskiego ucha nie są jakoś szczególnie rażące, za to wulgaryzmy polskie w napisach do filmu są moim zdaniem mocno przesadzone, mimo, że są teoretycznie właściwymi odpowiednikami.

Zbyt pochopnie, moim zdaniem, wiele osób pisze o psuciu zamysłu twórców czy zniekształcaniu przekazu.
Wulgaryzmy to wbrew pozorom delikatna materia :)

Kasia_R
01-22-2013, 18:31
Ja od siebie mam przykład Piekielnej Kuchni, którą w oryginale bardzo lubię, a przekleństw w niej co nie miara. Jakież było moje zdziwienie, kiedy raz, przypadkowo natrafiwszy w TVN Style na wersję tego serialu z lektorem i słynne "fu*k off!" z ust Gordona Ramsaya zostało przetłumaczone jako "Na drzewo!" :D

Ciekawe rozwiązanie :D
szczególnie, że kuchnia nie kojarzy się z wulgaryzmami, "the f word" i tak chyba już każdy Polak rozumie, a Ramsey i tak z tego słynie :)

Kasia_R
01-22-2013, 18:42
Cytat z filmu 'Argo': "I am not gonna leave him at the airport with six people and his dick in his hand." Polskie tłumaczenie, oryginalna wersja napisów z polskich kin: "Nie zostawię go tam na lodzie z sześcioma osobami" (mniej więcej). Trochę było mi smutno, gdy zobaczyłem to tłumaczenie i byłem wkurzony na tłumacza, ale gdy zacząłem się nad tym zastanawiać, to nie mogłem wymyślić tłumaczenia bardziej dosłownego, tak żeby umieścić gdzieś w nim tego dicka czy coś podobnego... Macie jakiś pomysł, jak można by to przetłumaczyć nieco ostrzej?

nie zmieniając wiele, proponuję: "Nie zostawię go tam na cholernym/pieprzonym lodzie (...)"

Violetta
08-13-2013, 16:37
Tłumaczenie wulgaryzmów nie jest wcale trudne. Ja kieruję się następującymi kryteriami (dodam, że nie jestem zawodowym tłumaczem filmów, robię to dla siebie)
- gatunek filmu – jeśli jest to film akcji, pozwalam sobie na większą swobodę i tłumacze dosłownie; jeśli to film przygodowy ja bym złagodziła użycie mocnych wulgaryzmów
- kim są widzowie – np. familijny, wówczas lepiej nie tłumaczyć dosłownie wulgarnych słów
- funkcja wulgaryzmów- jeśli słowa pełnią ważna funkcję np. podkreślają ton wypowiedzi bohatera wtedy tłumaczę dosłownie. To mi przyszło do głowy. Oczywiście jest wiele innych czynników wpływających na decyzję jak przetłumaczyć wulgarne słowa, ale to już wyższa półka, temat dla bardziej zaawansowanych.

Ewelinaa89
08-13-2013, 21:04
Jestem 'za' tłumaczeniem wulgaryzmów,zamiast je omijac. Widz jest inteligentny i widząc gangstera, ktory jednak przeklina, będzie chętniej oglądał film. W języku polskim mamy ich od groma i w zależności od filmu/programu można przecież dobrać odpowiednie słowo (choćby nawet 'kurcze').

Hollyhock
08-14-2013, 13:05
Jestem za tłumaczeń wulgaryzmów a nie "ugrzecznianiem" treści, ale wiele ograniczeń wynika z zasad KRRiT. O pewnych godzinach wulgaryzmy na ekranie po prostu nie mogą się pojawić. A szkoda, bo ostatecznie wygląda to tak, że w polskich filmach mamy mnóstwo wulgaryzmów, a w zagranicznych wszyscy mówią eleganckim językiem. To też przyczynia się do ogólnego myślenia, że polskie kino jest generalnie "gorsze", nie sądzicie?

AgaPa
08-19-2013, 00:45
Ja jestem jak najbardziej "za" tłumaczeniem wulgaryzmów, ale bez przesady, bo ich nadmiar razi zwłaszcza jeśli to jest cały czas to samo słowo. Język angielski, na przykład, jest bardzo bogaty w wulgarne zwroty, szukając odpowiedników w innych językach, czasami wychodzi z tego łagodniejsza wersja. Nie wydaje mi się jednak, aby to oznaczało, że film jest gorszy.

kchodurska
08-19-2013, 08:01
Jestem za tłumaczeń wulgaryzmów a nie "ugrzecznianiem" treści, ale wiele ograniczeń wynika z zasad KRRiT.

No w zasadzie racja, ale jakby wziąć film amerykański, w którym najczęściej pojawia się słowo na f..., a na polski tłumaczone jest to za każdym razem inaczej mimo, że to wciąż to samo słowo :) Język polski jest bogaty w wulgaryzmy, ale czy to znaczy, że możemy naszym językiem przy tłumaczeniu obcego wzbogacać dany język swoimi wulgaryzmami?

o_kowal
01-16-2014, 10:54
W filmie Wilk z Wall Street słowo fuck pada co trzy minuty, 506 razy - rekordowo.

kamilla1
01-18-2014, 16:24
Generalnie film to dzieło całej masy ludzi (scenarzysta, reżyser, aktorzy i wiele innych), a co za tym idzie, powinno się jak najwierniej oddać te wulgaryzmy, które się pojawiają, bo są one po coś (przynajmniej zazwyczaj). Wiadomo, że ogólnie tłumacząć film nie da się wiernie oddać wszystkiego ze względu na całe mnóstwo ograniczeń, ale sęk w tym, żeby tłumaczenie było jak najwierniejsze, na ile jest to tylko możliwe. Czasem musi być też dostosowane nieco kulturowo itd., ale generalnie myślę, że jest to co najmniej śmieszne kiedy pewne słowa, są znacznie "ułagodzone". Jest to widoczne nie tylko dla osób, które znają język filmu, ale również dla tych, którzy go nie znają i z kontekstu mogą wywnioskować, że dane słowo po prostu nie pasuje.

aga2525
02-24-2014, 12:24
Zdecydowanie nie należy łagodzić wulgaryzmów. Ktoś użył je w jakimś celu, a zmienianie ich to ingerencja w dzieło.

Igor101AD
02-24-2014, 13:23
Dokładnie, najczęściej są umieszczane w jakimś celu i łagodzenie ich lub całkowite pomijanie to jak ktoś już zauważył "kastracja" filmu. Z drugiej strony jednak tłumacze chyba muszą brać pod uwagę takie rzeczy jak np. godziny emisji filmu; o 19stej nie można pozwolić sobie na zbyt krwiste przekleństwa.

Guargh
02-24-2014, 13:31
Z drugiej strony jednak tłumacze chyba muszą brać pod uwagę takie rzeczy jak np. godziny emisji filmu; o 19stej nie można pozwolić sobie na zbyt krwiste przekleństwa.

Szczerze wątpię, żeby tłumacze mieli jakikolwiek wpływ na ramówkę programową. ;)

kluivert114
10-16-2014, 14:10
Ciekawy tekst o tłumaczeniu wulgaryzmów:
http://hatak.pl/artykuly/6292

edemma
10-16-2014, 14:43
Użycie wulgaryzmów w wielu językach różni się poziomem "wulgarności", więc trzeba raczej dostosować tekst do odbiorcy. W hiszpańskim "hijo de puta" słyszy się dość często i to od wykształconych, czasem starszych osób, a jakoś nie wyobrażam sobie, żeby w tekście po polsku co chwila pojawiał się "skur....."

izabeladuch
10-16-2014, 15:25
Jeśli jakaś postać ma styl mówienia naładowany wulgaryzmami, które są bardzo charakterystyczne dla jej/jego osobowości, to nie mam sensu ugrzeczniać tłumaczenia, bo wtedy jakaś cząstka przekazu się zatraca. Inną kwestią jest to, że wiele stacji telewizyjnych chce wyemitować jakiś film/serial o wcześniejszej porze, aby podbić sobie oglądalność, a wiadomo, że im wyższy rating tym późniejsza pora i mniej osób zobaczy dany tytuł ze względu na wiek, ale także na zmęczenie lub obowiązki. Więc się ugrzecznia i wtedy wychodzą kwiatki w stylu terefere, jak to Maciej Stuhr parodiował;) Poza tym ktoś kto zna angielski będzie i tak słyszał wszystkie bluzgi w tle i się irytował, że mu tu nie pasuje tłumaczenie.

Ogólnie jestem za tłumaczeniem wszystkiego, sacrum czy profanum bez wyjątku.

MichalK
10-24-2014, 18:32
Jeśli jakaś postać ma styl mówienia naładowany wulgaryzmami, które są bardzo charakterystyczne dla jej/jego osobowości, to nie mam sensu ugrzeczniać tłumaczenia, bo wtedy jakaś cząstka przekazu się zatraca. Inną kwestią jest to, że wiele stacji telewizyjnych chce wyemitować jakiś film/serial o wcześniejszej porze, aby podbić sobie oglądalność, a wiadomo, że im wyższy rating tym późniejsza pora i mniej osób zobaczy dany tytuł ze względu na wiek, ale także na zmęczenie lub obowiązki. Więc się ugrzecznia i wtedy wychodzą kwiatki w stylu terefere, jak to Maciej Stuhr parodiował;) Poza tym ktoś kto zna angielski będzie i tak słyszał wszystkie bluzgi w tle i się irytował, że mu tu nie pasuje tłumaczenie.

Ogólnie jestem za tłumaczeniem wszystkiego, sacrum czy profanum bez wyjątku.

Zgadzam się z Izą. Skoro oryginał ma przekleństwa, to tłumaczenie też powinno je zawierać, aby nie zmienić intencji autorów.

zoidberg
10-27-2014, 10:45
Skecz Macieja Sthura "Tłumaczenie" bardzo ładnie pokazuje jak "złagodzenie" słowa może wpłynąć na odbiór. Moim zdaniem lepiej jest dać widzom wulgaryzm aby nie postrzegali np. groźnego mafioza jako łagodnego przedsiębiorcę.

jimmyweaver
10-27-2014, 12:42
Ale chyba bierze się też pod uwagę to, jaki odbiorca ma ten film oglądać. W takim sensie, że przecież często przepisy dotyczące wieku widzów i tego kto co może oglądać, różnią się w różnych krajach. Stąd chyba częste tłumaczenie przykładowego "f**k off" na "spadaj". :)

MaciejCz
12-01-2014, 18:40
Tłumaczenie wulgaryzmów to trudne zadanie: jak już było wspomniane, zależy to od pory emisji, itp. Generalnie jednak jestem zdania, że wulgaryzmy powinny pozostać w miarę nietknięte: skoro reżyser postanowił, że postaci mają rzucać mięchem, to miał ku temu dobry powód (jak choćby Tarantino, który jest mistrzem pisania dialogów z masą przekleństw). Rozumiem, że można złagodzić, ale bez przesady: kiedyś oglądałem na TVP "To właśnie miłość" i w jednej scenie któraś postać rzuciła naprawdę soczystą wiązankę (F*ck, sh*t, itp.), a z ust lektora usłyszałem: "Niech to piorun trzaśnie!". Aż przerwałem seans, bo coś takiego jest dla mnie niedopuszczalne, niezależnie od pory dnia i potencjalnej widowni. ;)

damian1993
12-15-2017, 01:17
Zależy pewnie od zleceniodawcy. Jeżeli uzna, że chce mieć wiernie to sprawa jest prostsza. Jeżeli nie to wtedy trzeba kombinować.

ineczka10
12-15-2017, 12:57
Myślę, że nie powinniśmy łagodzić wulgaryzmów, tylko szukać ich wiernych odpowiedników. W końcu w jakimś celu zostały użyte w oryginale.

MagdaW
12-18-2017, 12:05
Uważam, że polskie wulgaryzmy są "mocniejsze" niż angielskie, przecież ile jest sposobów na przetłumaczenie słowa "fuck" ;) więc lepiej troszkę je łagodzić, ale trzeba uważać, żeby z tym nie przesadzić.

EdenB
12-27-2017, 15:09
Nie podobają mi się tłumaczenia, które łagodzą język oryginału i z bardzo ekspresywnego wypowiedzenia słowa "fuck" tworzy się "o cholera". Zgadzam się, że polskie wulgaryzmy na ogół brzmią mocniej od angielskich, ale uważam, że powinniśmy wykorzystać na naszą korzyść fakt, że polski pozwala na przeklinanie w "kolorowy" sposób. Nie sugerowałbym się dokładnym znaczeniem oryginalnego wulgaryzmu, tylko postawiłbym na to, jak bohater zareagowałby na daną sytuację w języku polskim. Nienaturalny wulgaryzm może osłabić emocje, jakie chcemy przekazać w przekładzie.

pawel1721
12-27-2017, 17:08
Czasem rozumiem to ugrzecznienie. Często po prostu myślę ,że lektor brzmiałby dziwnie gdyby nagle zaczął mówić jakaś "wiązankę" więc zamiast tego powie po prostu zwykłe "cholera". Natomiast zgoda ,że czasem tekst w kontekście wulgaryzmów powinienem być, od początku do końca ,tłumaczony najwierniej jak tylko się da.

Konsta112
01-13-2018, 00:08
Ja zamiast skupiać się na dosłowności wulgaryzmu, podczas jego tłumaczenia poświęciłabym więcej uwagi na to by oddać przez wulgaryzm natężenie emocjonalne. Mamy to szczęście, że język polski jest tym, który zawiera jedną z najbarwniejszych baz wulgaryzmów.

karolina4328
01-13-2018, 13:24
Uważam, że powinno się tłumaczyć wszystkie wulgaryzmy tak, aby oddać sens danej wypowiedzi/ sytuacji. Według mnie nie należy łagodzić wulgaryzmów, tylko szukać ich bliskich odpowiedników, tak aby odbiorca zrozumiał daną sytuację ( ponieważ użycie wulgaryzmów w filmach często jest związane z jakąś sytuacją, która ma nas rozbawić, wzbudzić jakieś emocje itp.)

AnikiTardis
01-27-2018, 18:15
Czasami wulgaryzmy stanowią o charakterze bohatera i ugrzeczniając jego słownictwo, psujemy go, np Samuel L. Jackson w Pulp Fiction.