PDA

View Full Version : Tłumaczenie a poprawność polityczna


beataw
08-12-2011, 18:29
Często dokonując tłumaczenia spotykam się z problemem poprawności politycznej. Problem ten jest spowodowany brakiem odpowiedników w danym języku na przykład żeńskich form zawodów, czy też ktoś z Was się nad tym zastanawiał?

Jaroslaw
09-04-2012, 17:02
Tłumacz to nie polityk, negocjator. Tłumaczysz tak, żeby było poprawne logicznie, gramatycznie i ortograficzne a takie wojny polonistów poprostu ignoruj.

studentlumacz
09-04-2012, 21:16
Jak mówisz, w pewnych językach brak jest żeńskich (lub czasem męskich) odpowiedników. Ale krawiec kraje jak materii staje :) Siłą rzeczy, nic się z tym nie da zrobić. Moim zdaniem, zadaniem tłumacza jest tłumaczenie na poprawny, zrozumiały język, a nie tworzenie neologizmów.

aldona.jagiełło
09-04-2012, 21:58
no cóż... brak odpowiedników w danym języku oznacza, że trzeba wykorzystać takie słownictwo jakie mamy. Poza tłumaczem literatury, reszta to rzemieślnicy - używają narzędzi jakie mają dostępne...

kashmire
12-28-2012, 19:59
A i tłumacz literatury też niestety musi mieć się na baczności. Mimo, że przysługuje mu możliwość zabawy językiem i większej kreatywności, tworzenia neologizmów itp. musi mieć na względzie przede wszystkim klarowność i czytelnika, żeby tekst nie był za bardzo 'udziwniony'.

kamilprosowski
12-28-2012, 22:48
No należy zachować takt (chyba, że nasze źródło sobie nie życzy), ale nie na siłę. Jeśli nie ma jakiejś "satysfakcjonującej" opcji w którymś z języków, to trzeba zdać się na znajomość i wybrać najbardziej odpowiednią opcję, i tyle.

Atena
12-28-2012, 22:58
Bardzo podoba mi się odpowiedź Jarosława i oczywiście się z nim zgadzam. Tłumacz to nie polityk ani negocjator. W zawodzie tłumacza jest potrzeba klarownego tłumaczenia oraz zachowanie tematyki tłumaczenia.

poliglotka26
12-29-2012, 00:48
Spotkałam się z tym problemem, z dyskusją dotyczącą przekładu black man/black woman jako Murzyn/Murzynka zamiast Afroamerykanin/Afroamerykanka. Dyskusja była dość zacięta i ostatecznie uznane autorytety z zakresu polonistyki ustaliły, że Murzyn/Murzynka jest poprawnie, ponieważ na gruncie języka polskiego nie jest to słowo o zabarwieniu pejoratywnym, w odróżnieniu od słowa "czarnuch", którego angielskim odpowiednikiem jest "Niger", które także bywa czasem tłumaczone jako "Murzyn", choć ponoć nie do końca poprawnie.
Inną sprawą są problemy z brakiem rodzaju żeńskiego- tu trzeba uważać, bo o ile pojawiają się neologizmy- w języku polskim przykładem mogą być takie określenia jak "polityczka" czy "ministra", lansowane przez niektóre środowiska czy media, to nadal formą powszechnie obowiązującą pozostaje "polityk/działaczka polityczna" czy "pani minister/minister". Uważam, że tłumacz powinien być takich subtelności świadomy i powinien być na nie wyczulony. Wymaga to bycia na bieżąco z ewolucją języka, szczególnie mówionego.
Warto na to uważać szczególnie podczas tłumaczeń ustnych sądowych (tłumaczowi nie wolno dokonywać przekładu w sposób stronniczy) oraz podczas tłumaczeń materiałów dotyczących wszelkiego rodzaju mniejszości społecznych czy kwestii drażliwych.
Trudny temat. Rzetelny tłumacz na pewno podchodzi do takich kwestii poważnie.

akeja
12-29-2012, 04:06
Według mnie zadaniem tłumacza jest jak najwierniejszy przekład oryginalnego tekstu. Nie ma mowy o tzw. poprawności politycznej, czyli łagodzeniu wydźwięku danego tekstu tylko po to, aby być poprawnym politycznie. Wtedy tłumacz jedynie oddala się od tego co jest jego zasadniczym celem, czyli od wiernego tłumaczenia.

pavloo91
12-29-2012, 13:35
Poprawność polityczna ostatnio bardzo często odnosi się do dyskusji na temat używania form męskich i żeńskich (najczęściej chodzi o wykonywany zawód): ja osobiście używam form męskich, nie wymyślam na siłę form żeńskich. Nie rozumiem w ogóle, o co takie wielkie halo: język polski jest tak skonstruowany, że częściej używa się form męskich, po prostu. Nie można na siłę zmieniać języka tylko dlatego, że rzekomo może kogoś obrazić. Piszmy po prostu po polsku :)

popi
12-29-2012, 22:31
Spotkałam się z tym problemem, z dyskusją dotyczącą przekładu black man/black woman jako Murzyn/Murzynka zamiast Afroamerykanin/Afroamerykanka.

na przykład Nigeryjczyk mieszkający w Polsce - Afroamerykanin jak żywy! ;)
tu już raczej można by zaproponować "czarnoskórego" w ramach alternatywy dla "Murzyna"


A i tłumacz literatury też niestety musi mieć się na baczności. Mimo, że przysługuje mu możliwość zabawy językiem i większej kreatywności, tworzenia neologizmów itp. musi mieć na względzie przede wszystkim klarowność i czytelnika, żeby tekst nie był za bardzo 'udziwniony'.

dodałabym, że możliwość zabawy językiem przysługuje tłumaczowi literatury tam, gdzie w oryginale taka zabawa występuje. czyli - neologizmy, jeśli w oryginale mamy neologizmy, jeśli nie - raczej ze wszystkich sił starajmy się znaleźć zakorzeniony już w polszczyźnie ekwiwalent!
a jeśli oryginał jest, jak piszesz, "udziwniony", niech i przekład taki będzie. przykład kanoniczny to będzie chyba "Finnegans Wake" - jakoś nie jestem pewna, czy tłumacz tego dzieła "musi mieć na względzie przede wszystkim klarowność"

madzialena
12-31-2012, 00:47
Trzeba być świadomym istnienia poprawności politycznej i jej roli w tekście, ale nie przesadzałabym z tłumaczeniem wszelkich poprawnych politycznie wyrażeń "na siłę" na język polski (np. form żeńskich lub terminów odnoszących się do narodowości, etniczności) z dwóch powodów. Po pierwsze: takie kombinacje mogą po prostu nie brzmieć po polsku. Po drugie: nie wszystkie obraźliwe terminy np. w języku angielskim, mają takie same konotacje po przetłumaczeniu na język polski (jak już wspomniany "Murzyn").

bree123
12-31-2012, 11:51
Według mnie poprawność polityczna jest po prostu okropnym oszukiwaniem się, że na świecie jest tolerancja i że wszyscy się kochamy, a tak przecież w zupełności nie jest. Tłumaczymy tak jak w tekście, a nie kierujemy się jakimiś oficjalnym dyrektywami, jakich słów używać można, a jakich nie. Btw. murzyn jest według mnie wyrazem nienacechowanym negatywnie, nawet afrykaniści go używają...

savanna
01-05-2013, 15:46
Widzę, że dyskusja przenosi się powoli w inny obszar, który mnie samą też frapuję - rola poprawności politycznej w języku w ogóle. Trudno zaprzeczyć, że idea powstała ze słusznych pobudek: aby zapobiec mowie nienawiści, dyskryminacji językowej, która odzwierciedlałą faktyczne nastawienie, czyny i zamiary rozmówców itp. Trudno też nie zauważyć, w co się zmieniła: w wyświechtane pojęcie, którym posługują się różne ugrupowania, walcząc o swoje - niekoniecznie zagrożone - prawa.
Jaki to może mieć wydźwięk w tłumaczeniach? Ano taki, że zgodnie z dyrektywami UE obowiązuje polityka równościowa, co nakłada na osoby wypowiadające się oficjalnie obowiązek stosowania właściwej nomenklatury. I tu zaczyna się kłopot, o którym wspominaliście: brak odpowiednich form albo ich śmieszność, itp., itd. Niestety, nie tylko klarowność się liczy - istotne są też wymagania zleceniodawcy...

shark.qwerty
01-05-2013, 18:00
Każda forma jest śmieszna, albo co najmniej dziwna, kiedy pojawia się po raz pierwszy. To kwestia przyzwyczajenia. Mnie już "ministra" nie razi - myślę, że przy odpowiedniej akcji "propagandowej' to słowo by się przyjęło :).

ewakrolster2012
03-03-2013, 16:25
Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać książkę pt. "Politically correct bedtime stories", która stanowi satyrę na coraz bardziej powszechne zjawisko politycznej poprawności. (http://en.wikipedia.org/wiki/Politically_Correct_Bedtime_Stories). Książka zawiera klasyczne bajki dla dzieci, takie jak:"Little Red Riding Hood", "the Three Little Pigs" and "Snow White", przepisane w sposób politycznie poprawny. Polecam jako lekturę - w bardzo obrazowy i przekonujący, a jednocześnie humorystyczny sposób przedstawia, do jakich absurdów może doprowadzić próba osiągnięcia pełnej poprawności za wszelką cenę. Swoją drogą, ciekawa jestem , czy istnieje polski przekład owej pozycji? Myślę, że stanowiłoby to nie lada wyzwanie dla tłumacza...

futku
03-03-2013, 18:43
Mnie już "ministra" nie razi - myślę, że przy odpowiedniej akcji "propagandowej' to słowo by się przyjęło :).

Z tym, że ministra jest formą niepoprawną. Nie stworzoną według reguł gramatycznych j.polskiego. Poprawnie by było "ministerka" ale chyba nikomu taka forma się dobrze nie skojarzy. Raczej sugeruje osobę niższej rangi niż minister. Dla mnie najbardziej neutralne są pan/ pani minister. I tak jak ktoś pisał nie ma po co na siłę zmieniać form męskich czy żeńskich bo się po prostu nie przyjmą. No bo skoro rzeczownik "sędzia" jest rodzaju żeńskiego, to jak miałby brzmieć jego męski odpowiednik? "Sądź"? ;)

gosai4
03-07-2013, 14:45
Moim zdaniem nie można dać się zwariować. Należy tłumaczyć tak, żeby było ładnie i poprawnie. Przy słowach, dla których polskiego odpowiednika nie ma, nie będziemy tworzyć neologizmów "żeby było tak jak w oryginale".

annchimera
03-27-2013, 20:47
Trzeba być świadomym istnienia poprawności politycznej i jej roli w tekście, ale nie przesadzałabym z tłumaczeniem wszelkich poprawnych politycznie wyrażeń "na siłę" na język polski (np. form żeńskich lub terminów odnoszących się do narodowości, etniczności) z dwóch powodów. Po pierwsze: takie kombinacje mogą po prostu nie brzmieć po polsku. Po drugie: nie wszystkie obraźliwe terminy np. w języku angielskim, mają takie same konotacje po przetłumaczeniu na język polski (jak już wspomniany "Murzyn").

Zgadzam się. Chciałabym jednak zaznaczyć jeszcze, że poprawność polityczna jest zagadnieniem ważnym z punktu widzenia wewnątrzjęzykowego. Otóż np. w języku angielskim używamy nie fireman tylko firefighter, nie stewardessa a flight attendant, takie przykłady można by mnożyć i we współczesnym języku jest to związane głównie z przemawiającym przezeń seksizmem(stąd u nas "ministra" itp.) Jednak, mimo to, myślę, że w kwestii tłumaczenia powinniśmy brać pod uwagę głównie elastyczność języka docelowego i jego zdolności odzwierciedlenia takich różnic. Jak słusznie zauważyliście język polski jest tu problematyczny i zgadzam się z tym, że nie powinniśmy go nadwyrężać np. przez tworzenie neologizmów na potrzeby translatu.

magdalenabr
08-21-2013, 01:36
Tak...Myślę, że np. w Chinach poprawność polityczna może stanowić kryterium oceny przekładu, hehe.
Moja koleżanka pisała pracę dyplomową na temat przekładów polskich amerykańskich książek dotyczących "naszego" papieża. No i okazało się, że polskie przekłady pomijały frazy w stylu "Tuż za ołtarzem znajdowały się schody prowadzące do papieskiej toalety". Ciekawe. Jakieś ograniczenia na pewno istnieją.
Osobiście jednak opowiadałabym się za tłumaczeniem wiernym. Zawsze można postawić znaczek [sic!]. Dotyczy to w sumie każdego tłumaczenia, a zwłaszcza przysięgłego, to tak naprawdę sprawdzian z profesjonalizmu. Tłumacz, swoją drogą, nie ponosi odpowiedzialności za treść tekstu oryginalnego. Za to za pomijanie tekstu w przekładzie można by już się tłumaczyć przed kimś. Szczególnie jeśli się jest przysięgłym.
Ciekawe jak by było w przypadku tłumaczeń ustnych, gdyby ktoś kogoś zaczął obrażać...

magdalenabr
08-21-2013, 01:39
Jeśli chodzi o zagadnienia z kategorii gender: ja używam formy "they". Np.
"If a client needs some assistance, they should find it at our reception desk"
W tym sensie zawsze przestrzegam poprawności politycznej. Co do nazw zawodów, zawsze stosowałabym termin jak najbardziej formalny. Formalność jest bezpieczniejsza.

mszczecinska
10-14-2013, 02:15
Największy problem leży w wyczuciu danego tłumaczenia. Istnieją tak samo zwolennicy, jak i przeciwnicy feminizowania języka, czy seksizmu językowego. Wiele zależy od języka, na który przekłada się dany tekst i od tekstu oryginalnego. Pół biedy, gdy autor oryginału sam podejmuje decyzję, czy napisać fireman, czy firefighter, gorzej, gdy tłumacz sam musi taką decyzję podjąć. To samo tyczy się charakteru danego tekstu. Jeżeli autor zażyczył sobie napisać "gubas" to tłumacz nie może zmieniać tego na "osoba otyła". O ile wiele z wyrażeń poprawnych politycznie przyjęło się (np. używanie formy 'they', jak napisano wyżej) to nie można popadać w polityczną paranoję i pisać o sprzątaczu, jako o konserwatorze powierzchni płaskich.

owlik888
10-21-2013, 21:22
Zgadzam się z poprzednikami- jeśli nie ma formy żeńskiej zawodu w języku polskim, to lepiej jej nie tworzyć. Powstające obecnie neologizmy powoli wchodzą do powszechnego użycia, budzą jednak ciągle wiele kontrowersji. Niezależnie od strony, po jakiej staniemy w tym sporze polonistyczno-feministycznym, zawsze znajdą się osoby, dla których zawody w formach żeńskich będą brzmiały śmiesznie lub wręcz obraźliwie.
Ja, tłumacząc, trzymam się właśnie tych, tradycyjnych, zasad - nigdy nie powiem polityczka, zawsze pani polityk.
Czyniąc inaczej, dotrzemy kiedyś do punktu, do którego już dotarła jedna z moich uczennic (piąta klasa podstawówki, uczę hiszpańskiego): przetłumaczyła "la ventana" jako "[ta] okna", bo uznała, że należy odzwierciedlić rodzaj (w jej rozumieniu równoznaczny z płcią) w tłumaczeniu, żeby nie było dyskryminacji... Czy do tego dążymy? ;)

basik
10-22-2013, 12:43
A co myślicie o takiej sytuacji: tłumaczę teksty do pewnego portalu internetowego dla mężczyzn. Teksty ogólne, poradnikowe, o życiu, związkach, dzieciach. Zawsze zatrzymuję się przy angielskim "partner". Słowo to oznacza przecież i partnerkę, i partnera, a jeśli z kontekstu nie wynika, że chodzi o kobietę, to pewnie warto uznać, że tekst może dotyczyć także związków jednopłciowych. Forma "łamana" z "/" wygląda głupio, więc zazwyczaj decyduję się jednak na "partnerkę", ale to niedoskonałe rozwiązanie... Nie chodzi o nawet tzw. "poprawność polityczną" tylko o to, że nie chciałabym, by tłumaczenie kogoś wykluczało, jeśli tekst źródłowy tego nie robi.

OskarA
01-18-2016, 00:30
Zgadzam się z poprzednikami, należy przetłumaczyć tak jak jest. Poprawność poprawnością, ale nie dajmy się zwariować.