View Full Version : Poprawność polityczna w tłumaczeniach
wicherek__
08-12-2011, 10:04
Zapewne część z Was zatknęła się już z tym problem w czasie tłumaczenia np. różnych artykułów. Jak podchodzicie do tego tematu? Nie chodzi mi tylko o poprawność związaną wyłącznie z polityką, ale również o słowa, które mogą obrazić kogoś ze względu na jego rasę, masę ciała czy religię. Co o tym sądzicie? Czy używanie eufemizmów jest wystarczające?
Jak to w życiu tak i w tłumaczeniach wskazany jest umiar. Nie wolno nam jednak pomijać treści kłopotliwych czy też wstydliwych tłumacząc się poprawnością polityczną. Tlumacz jak lekarz, powinien podchodzić do pracy zupełnie profesjonalnie, zostawiając swoje prywatne odczucia i przekonania z boku, koncentrując się na danym tekście. Jeśli mamy wątpliwości natury moralnej, etycznej czy jakiejkolwiek innej, zawsze możemy odmówić wykonania zlecenia. Jeśli jednak się na nie zdecydujemy, powinniśmy wykonać je najlepiej jak to możliwe, bez chodzenia "na skróty". Stosowanie eufemizmów jest jak najbardziej przydatne, o ile tylko nie zaburzy głównego przekazu. Czasem wszak należy nazwać rzeczy po imieniu;)
Paulina_G
08-27-2011, 23:02
Zgadzam się z poprzednim komentarzem. A ponadto trzeba też postarać się rozpoznać czy dane określenie, niezbyt miłe dla uszu niektórych ludzi, nie zostało przypadkiem zastosowane celowo. W takich przypadkach na pewno nie należy zamieniać go na wyrażenie bardziej "poprawne politycznie."
Nie zgadzam się z używaniem eufemizmów! Tłumacz jest tylko tłumaczem, jego zadaniem jest tylko przekazanie słów autora, nie można nic poprawiać czy łagodzić modalności. Ewentualnie coś niecoś można zmienić w spotkaniach dyplomatycznych, tłumacząc symultanicznie, ale w tłumaczeniu pisemnym wszystko musi zostać przełożone zgodnie z intencją autora. W razie czego odpowiedzialność przecież nie moze spaść na tłumacza.
Tłumacząc należy też przede wszystkim uważać, aby samemu nie wywołać zawieruchy politycznej. Słowo, które w jednym języku brzmi neutralne w innym może być nacechowane negatywnie. Ale jeżeli autor oryginalnego tekstu chce przekazać informację niepoprawną polityczne, uważam, że tłumacz powinien taki komunikat przetłumaczyć. Tłumacz jest tłumaczem a nie cenzorem.
mateusz_pawlowski
08-28-2011, 17:43
Cenzura w tłumaczeniach to pół biedy. Gorzej jak rewolucjoniści próbują cenzurować Marka Twaina (http://www.guardian.co.uk/books/booksblog/2011/jan/05/censoring-mark-twain-n-word-unacceptable).
Uważam, że zadaniem tłumacza nie jest tworzenie nowego tekstu w oparciu o juz istniejący tylko danie polskiemu czytelnikowi okazji do poznania w jaki sposób piszą zagraniczni pisarze, dziennikarze itd. Dlatego nadmierne używanie eufemizmów mija się z celem
Na forum już pojawiły się podobne wątki dotyczące tłumaczeń pikantnych wulgaryzmów i niezgodności światopoglądu czy wiedzy tłumacza ze zleconym mu tekstem do tłumaczenia. Zdania były różne, ale zdaje się przeważały te popierające tłumaczenie będące najbliżej oryginału, ewentualnie odmowa usługi. I ja to zdanie podzielałam.
Kiedy mowa jednak o polityce, właśnie uświadomiłam sobie, iż, zwłaszcza w tłumaczeniach ustnych, tłumacz powinien pamiętać o poprawnym dyplomatycznym słownictwie. A wiadomo, miedzy politykami, nawet w kontaktach międzynarodowych bywa różnie... Na kim więc może się skupić agresja w przypadku niekonwencjonalnego języka jednego z nich w przypadku dosłownego tłumaczenia? To taka dygresja.
W tłumaczeniach artykułów politycznych natomiast tłumacz raczej powinien cytować i tłumaczyć dosłownie - w końcu odpowiedzialność za dane słowa powinni brać sami ich autorzy. Ale mamy tak naprawdę szereg przekleństw różnego kalibru, więc czasem zamiast słowa na k* można by było napisać coś podobnego z podobnym wydzwiękiem. Jeśli oczywiście będzie to zgodne z wymową artykułu, nie zmieni jego kluczowych treści.
Tak sobie przypomniałam odczytywanie rozmów z czarnych skrzynek po katastrofie lotniczej, gdzie często padało sformułowanie: "Pilot siarczyście zaklął"
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.