PDA

View Full Version : Tłumaczenie nazw własnych w Harrym Potterze


zancia
08-10-2011, 02:30
Czy niekonsekwencja Polkowskiego w tłumaczeniu nazw własnych w Harrym Potterze poprzez użycie rozmaitych technik (czy to semantycznych, semiotycznych, symbolicznych, czy sposobu wymowy) jest waszym zdaniem brakiem kreatywności, co do całości książki czy też oryginalną i sprytną strategią wybrnięcia z trudnych sytuacji? Zapraszam do dyskusji:)

joannasz
08-10-2011, 09:18
Moim zdaniem jest to właśnie sprytna strategia wybrnięcia z trudnych sytuacji. Jednak nie uważam tego za coś negatywnego. Wbrew pozorom ta książka dla dzieci jest dość trudna do przełożenia, bo klimat w niej jest dość specyficzny i realia opisane również różnią się od polskich. Myślę, że fakt, że to jest książka dla dzieci miało bezpośredni wpływ na tą taktykę.

Lynx85
08-10-2011, 10:11
Czy mogłybyście podeprzeć się konkretnymi przykładami? Przyznam szczerze, że miałam do czynienia z przekładem i nie bardzo mogę odnieść się do oryginału - wtedy być może dyskusja ruszy w bardziej zawrotnym tempie ;)

zancia
08-10-2011, 14:46
Weźmy pod uwagę chociażby tłumaczenie imion (jedne zostały pozostawione w oryginalnej formie tak jak Harry Potter, Dumbledore, Voldemort, inne zaś tłumaczy z niewiadomych powodów tj, Sirius Black-Syriusz Czarny lub poddaje transkrypcji np. Muggle-Mugol, Hogwarts-Hogwart). Próby polonizacji okazały się w wielu przypadkach trafne i lepiej brzmiące, ale czy jest to dobra strategia w ogóle w tłumaczeniu choćby fantasy?

Ten artykuł podaje pewne przykłady o które mi chodziło:

http://artelis.pl/artykuly/13883/wybrane-aspekty-polskiego-tlumaczenia-ksiazki-harry-potter-i-kamien-filozoficzny

Lynx85
08-10-2011, 15:58
Oczywistym jest, co kierowało tłumaczem podczas przekładania Siriusa Blacka na Syriusza Czarnego - zapewne kierował się kwestią relacji pomiędzy nazwiskiem i oczywistym skojarzeniem z tym kolorem, a samą postacią i jej charakterem. To by przynajmniej wyjaśniało dlaczego tłumacz pozostawił resztę mniej oczywistych imion (tego by jeszcze brakowało, żeby z Harry'ego Pottera "wykluł się" Henio Garncarz!!) :D

patrycja_h
08-10-2011, 18:09
Ja bym nie powiedziała, że tłumaczenie Polkowskiego jest tak bardzo niekonsekwentne. Jeśli chodzi o postaci (ludzkie) występujące w książce, to Polkowski nie tłumaczył ich nazwisk. Czasem tłumaczył imiona, aby łatwiej je było wymówić, np: Arthur - Artur, Hermione - Hermiona (końcówka "a" w imionach żeńskich), Lucius - Lucjusz. Nie wiem też skąd wzięło się w czyimś tłumaczeniu imię Syriusz Czarny, bo w mojej książce jest to po prostu Syriusz Black (jak dla mnie lepsza opcja).

Z kolei imiona skrzatów, duchów i magicznych stworzeń otrzymały polskie odpowiedniki, np. Dobby - Zgredek. Tak samo stało się zresztą z większością przedmiotów oraz pojęć dotyczących świata magii, chociaż tutaj techniki tłumaczenia są różne. "Mugole" to zapożyczenie fonetyczne z angielskiego, tak samo zresztą jak "znicz" (ang. snitch) lub "kafel" (ang. quaffle). W niektórych przypadkach pojęcia po prostu zostały "przeniesione" na polski - tutaj moim ulubionym przykładem jest wyraz "mudblood" i jego bardzo udany odpowiednik "szlama".

Z tłumaczeniem miejsc jest różnie. Ulice ze świata mugolskiego pozostały w wersji oryginalnej (np. Privet Drive), a ulice ze świata czarodziejów zostały przetłumaczone (np. ulica Pokątna). "Hogwarts" został trochę spolszczony, ale już domy, w których mieszkali uczniowie, pozostały w wersji oryginalnej (swoją drogą nie wiem czy dałoby się je jakoś sensownie przetłumaczyć).

Ogólnie to jest tutaj co omawiać ;) Osobiście wydaje mi się, że tłumacz dobrze sobie poradził z taką masą nowych pojęć i szczegółów, ale może po prostu przyzwyczaiłam się do tej wersji tłumaczenia.

Viima
08-10-2011, 19:32
Z tłumaczeniem miejsc jest różnie. Ulice ze świata mugolskiego pozostały w wersji oryginalnej (np. Privet Drive), a ulice ze świata czarodziejów zostały przetłumaczone (np. ulica Pokątna). "Hogwarts" został trochę spolszczony, ale już domy, w których mieszkali uczniowie, pozostały w wersji oryginalnej (swoją drogą nie wiem czy dałoby się je jakoś sensownie przetłumaczyć).

Ogólnie to jest tutaj co omawiać ;) Osobiście wydaje mi się, że tłumacz dobrze sobie poradził z taką masą nowych pojęć i szczegółów, ale może po prostu przyzwyczaiłam się do tej wersji tłumaczenia.

Co do nazw Domów, tłumacz też nieźle sobie poradził - zostawił je w oryginale, tłumacząc jednocześnie "przezwiska" uczniów będących w danym domu: gryfoni, krukoni, puchoni i ślizgoni. Uważam to za świetne rozwiązanie.
Zresztą całe tłumaczenie zrobione jest w sposób, który sugeruje, że pan Polkowski wie co robi, a nie tłumaczy niekonsekwentnie, bo tylko tak umie. Mnie się to tłumaczenie bardzo podoba i w tym momencie (obie wersje czytałam już dość dawno) nie przypominam sobie niczego, czego mogłabym się szczególnie uczepić. :)
Chociaż coś mi świta, że w pierwszej części nazwę jednej z uliczek przetłumaczył na polski, a w kolejnych zostawił nazwę angielską... przy czym było to chyba "usprawiedliwione" w przypisach bądź mini słowniczku na końcu. Nie pamiętam dokładnie, musiałabym przejrzećksiążki. :)

zancia
08-10-2011, 19:50
Oczywistym jest co kierowało tłumaczem podczas przekładania Siriusa Blacka na Syriusza Czarnego - zapewne kierował się kwestią relacji pomiędzy nazwiskiem i oczywistym skojarzeniem z tym kolorem, a samą postacią i jej charakterem. To by przynajmniej wyjaśniało dlaczego tłumacz pozostawił resztę mniej oczywistych imion (tego by jeszcze brakowało, żeby z Harry'ego Pottera "wykluł się" Henio Garncarz!!)

Wiadomo, że zrobił prawidłowo w tym wypadku ale czy nie mógł tak z resztą? Powszechnie wiadomo, że został uznany za niekonsekwentnego, ponieważ jedne imiona tłumaczył a drugich już nie, aczkolwiek dobrze mu to wyszło i nie jest tak rażące;) Zgadzam się z tobą, że Harry Potter powinien zostać nienaruszony w kwestii przekładu, ale chodziło mi raczej o inne nazwy jak chociażby mugol, Firenzo, Grzegorz Przymilny itd.;) Natomiast Albusa Dumbledore'a już pozostawił i to jest moja zagadka "co nim kierowało?'" Jak przetłumaczył tak przetłumaczył, pytanie tylko , dlaczego tak? Czy w ogóle można się tak bawić strategiami w tłumaczeniu jednej dziedziny tj. nazwy własne, bo nie chodzi oczywiście o całość;) To jest właśnie to, co mnie nurtuje, bo każdy ma swoje zasady, taktyki itd.

Taktykę miał bardzo ciekawą i oryginalną, bo nie każdy tłumacz wpadłby na takie rozmaite wariacje;) Dlatego to mnie akurat zainspirowało, bo nie łatwo tak trafnie i zabawnie odzwierciedlać nazwy własne, które są uznawane za zmorę w przekładzie...

mar_sp
08-15-2011, 14:29
Taktykę miał bardzo ciekawą i oryginalną, bo nie każdy tłumacz wpadłby na takie rozmaite wariacje;) Dlatego to mnie akurat zainspirowało, bo nie łatwo tak trafnie i zabawnie odzwierciedlać nazwy własne, które są uznawane za zmorę w przekładzie...

Niekonsekwencja jawna i rzucająca się w oczy, ale efekt finalny - dla mnie mistrzowski. Zawsze będę pana Polkowskiego broniła. Zadanie miał, delikatnie mówiąc, niełatwe, bo Rowling w dziedzinie tworzenia nazw własnych jest niesamowita. Wieloznaczności, niejasności, inspirowanie się innymi językami, głównie łaciną... rozpracowywanie jej kodu sprawiło mi dużo radości.

W języku polskim mamy piękne określenie - wybrnąć z sytuacji. I uważam, że wszyscy powinniśmy się zgodzić, że pan Polkowski z sytuacji wybrnął, na ile dobrze - to powinniśmy zostawić indywidualnej ocenie. Dla mnie bomba. No i duży plus za słowniczek, umieszczony na końcu książki (o czym też jest mowa w artykule). Kiedy jeszcze zbyt dobrze nie znałam języka, słowniczek pomagał mi zrozumieć, co znaczy dane nazwisko w oryginale. Kiedy już byłam w stanie przeczytać 'Harry'ego' w oryginale, wróciłam do słowniczka, aby zobaczyć, czym kierował się autor w tłumaczeniu. Świetna zabawa! :)

Swoją drogą, ciekawi mnie, dlaczego Polkowskiemu się udało, i dlaczego nie razi mnie jego Zgredek ani Mrużka, za to nazwy pani Skibiniewskiej w jej przekładzie 'Władcy Pierścieni' uważam za niestrawne. Trzeba znać umiar?

zancia
08-15-2011, 15:12
Niekonsekwencja jawna i rzucająca się w oczy, ale efekt finalny - dla mnie mistrzowski. Zawsze będę pana Polkowskiego broniła. Zadanie miał, delikatnie mówiąc, niełatwe, bo Rowling w dziedzinie tworzenia nazw własnych jest niesamowita. Wieloznaczności, niejasności, inspirowanie się innymi językami, głównie łaciną... rozpracowywanie jej kodu sprawiło mi dużo radości.

W języku polskim mamy piękne określenie - wybrnąć z sytuacji. I uważam, że wszyscy powinniśmy się zgodzić, że pan Polkowski z sytuacji wybrnął, na ile dobrze - to powinniśmy zostawić indywidualnej ocenie. Dla mnie bomba. No i duży plus za słowniczek, umieszczony na końcu książki (o czym też jest mowa w artykule). Kiedy jeszcze zbyt dobrze nie znałam języka, słowniczek pomagał mi zrozumieć, co znaczy dane nazwisko w oryginale. Kiedy już byłam w stanie przeczytać 'Harry'ego' w oryginale, wróciłam do słowniczka, aby zobaczyć, czym kierował się autor w tłumaczeniu. Świetna zabawa! :)

Swoją drogą, ciekawi mnie, dlaczego Polkowskiemu się udało, i dlaczego nie razi mnie jego Zgredek ani Mrużka, za to nazwy pani Skibiniewskiej w jej przekładzie 'Władcy Pierścieni' uważam za niestrawne. Trzeba znać umiar?



Słowniczek okazał się być bardzo pomocny, rozwiewając wszelkie wątpliwości. Pan Polkowski stanął przed zadaniem trudnym i co gorsza musiał wcielić się w Rowling, aby móc zrozumieć to czym się kierowała. To jedna z zasad w tłumaczeniu także myślę, że to był jeden z czynników dzięki, któremu udało mu się tak zgrabnie wybrnąć z sytuacji. Tłumaczenie naszpikowane magia jak sam oryginał.

biedronaa
08-16-2011, 15:37
Mówicie o niekonsekwencji w wyborze strategii tłumaczeniowej. Jest to jednak dostrzegalne tylko dla osób "z branży". Myślę, że dla przeciętnego czytelnika nie ma to najmniejszego znaczenia, dopóki wszystko jest zrozumiałe i ciekawe. :)
Zgadzam się, że tłumaczenie "Harrego Pottera" jest świetne i wymagało niezwykłej kreatywności. No i może właśnie korzystania z wielu strategii... Po to w końcu są.

zancia
08-16-2011, 15:55
Z pewnością takie dylematy są poruszane zwłaszcza w gremium tłumaczy, ale czy nawet laik nie zastanawia się czasem nad pewnymi technikami to kwestia otwarta. A co, jeśli przekład czyta polonista? Myślę, że książki poddane przekładowi dają wiele do myślenia czytelnikowi, jak i budzą wiele kontrowersji jako, że są postrzegane z rożnych punktów widzenia. To, że ciekawi nas sposób myślenia tłumacza i jego działania to droga do lepszego zrozumienia danego dzieła.;)

Mam tu na myśli dociekliwość, która w zawodzie tłumacza lub kogoś aspirującego na tłumacza jest/ powinna być ogólnie przyjętym zjawiskiem i dzięki której jesteśmy w stanie odkryć "drugie dno" danego dzieła.

Urke
08-16-2011, 16:43
Jeżeli chodzi o imiona i nazwiska, to trzymałam w ręku fińskie tłumaczenie książki i w niej zastosowana została podobna taktyka, niektóre imiona i nazwiska zostały zachowane w oryginale, a niektóre przetłumaczone czy też zmienione. Nie zwróciłam natomiast uwagi, jak to wygląda w kwestii innych nazw własnych. Jednak jak widać inni tłumacze Harry'ego Potter'a wpadli na podobny pomysł. Co więcej w wersji fińskiej zdarza się, że jakaś nazwa jest przetłumaczona na fiński po czym w innym tomie zostaje zachowana w oryginale, co już jest razi w oczy i jest ewidentnym niedopatrzeniem ze strony tłumacza. Według mnie lepiej by było, gdyby wszystkie imiona pozostały w oryginale, natomiast jeżeli jest to pseudonim i da radę go przetłumaczyć w fajny sposób na polski to czemu nie.

zancia
08-18-2011, 02:45
Jeżeli chodzi o imiona i nazwiska, to trzymałam w ręku fińskie tłumaczenie książki i w niej zastosowana została podobna taktyka, niektóre imiona i nazwiska zostały zachowane w oryginale, a niektóre przetłumaczone czy też zmienione. Nie zwróciłam natomiast uwagi, jak to wygląda w kwestii innych nazw własnych. Jednak jak widać inni tłumacze Harry'ego Potter'a wpadli na podobny pomysł. Co więcej w wersji fińskiej zdarza się, że jakaś nazwa jest przetłumaczona na fiński po czym w innym tomie zostaje zachowana w oryginale, co już jest razi w oczy i jest ewidentnym niedopatrzeniem ze strony tłumacza. Według mnie lepiej by było, gdyby wszystkie imiona pozostały w oryginale, natomiast jeżeli jest to pseudonim i da radę go przetłumaczyć w fajny sposób na polski to czemu nie.



Tak, jeśli się tłumaczy w jednym tomie nazwy to i w drugim należy zrobić to samo. Co do pozostawienia wszystkich nazw w oryginale...może i to byłoby jakieś wyjście, ale tutaj autor miał na celu zbliżyć obie kultury polską i angielską w starciu międzykulturowym i spolszczyć tylko niektóre nazwy jak Hogwart, czy pozostawić w oryginale, aby były kojarzone przez naszą młodzież i w komunikacji międzynarodowej. Nie ma wtedy mowy o nie pamiętaniu takich nazw. Młodzież ma o czym rozmawiać, bo mają wspólne punkty odniesienia jeśli chodzi chociażby o zapamiętane w tej formie nazwy własne. jakiś cel w tym jest na pewno, może szybciej zapada w pamięć polskim czytelnikom a urozmaicenie strategii w tłumaczeniu powoduje, że tekst czyta się z zapartym tchem i szczególną uwagę przykuwają owe nazwy własne tak sprytnie i humorystycznie przełożone.

AithneDragonis
01-20-2017, 11:10
Ja bym nie powiedziała, że tłumaczenie Polkowskiego jest tak bardzo niekonsekwentne. Jeśli chodzi o postaci (ludzkie) występujące w książce, to Polkowski nie tłumaczył ich nazwisk. Czasem tłumaczył imiona, aby łatwiej je było wymówić, np: Arthur - Artur, Hermione - Hermiona (końcówka "a" w imionach żeńskich), Lucius - Lucjusz. Nie wiem też skąd wzięło się w czyimś tłumaczeniu imię Syriusz Czarny, bo w mojej książce jest to po prostu Syriusz Black (jak dla mnie lepsza opcja).


W moim tłumaczeniu także jest Syriusz Black. Intryguje mnie skąd wziął się Syriusz Czarny, może w tych nowszych wydaniach???

Wg mnie tłumaczenie jest ok, słowniczek dołączony dla dociekliwych. Błędy i pewna niekonsekwencja, o której wspomniano kilka razy, przypuszczam że się zdarza - trzeba by sprawdzić kolejne wydania, może zostały wprowadzone poprawki. Np. w moim wydaniu 5. tomu znalazłam kilka błędów, gdzie zamiast "Hermiona" jest "Neville", albo zamiast "klątwa Imperius" jest "klątwa Cruciatus". Przypuszczam, że co bardziej dociekliwi czytelnicy zwrócili uwagę tłumaczowi i w kolejnych wydaniach poprawki - także zarzucana niekonsekwencja w tłumaczeniu - może zostaną/zostały poprawione :-)

mbied
02-07-2017, 12:13
Syriusz Czarny był tylko w pierwszym wydaniu Kamienia Filozoficznego, które wyszło zanim była wydana trzecia część w oryginale. W Kamieniu Syriusz był tylko wspomniany na początku (bo pożyczył Hagridowi motor) i Polkowski nie wiedział, czy Black to nazwisko czy przydomek. Kiedy wyszedł Więzień i okazało się, że to nazwisko, poprawili na Black w nowych wydaniach.

Missilanka
03-11-2017, 19:21
Myślę, że Harry Potter jest bardzo trudny do przetłumaczenia przez mnogość nazw własnych. Miałam okazję czytać także Pottera w języku czeskim. Zdecydowanie nasze polskie tłumaczenie wypada o wiele lepiej :)

Aga1991
04-10-2017, 14:58
Osobiście bardzo podobały mi się wybory Polkowskiego odnośnie tłumaczenia lub nietłumaczenia konkretnych nazw. Myślę, że w przypadku tłumaczenia literatury konsekwencja bywa przereklamowana.

gurek95
04-13-2017, 09:55
Pamiętam, że czytając oryginał natknąłem się na "Mirror of Erised", szukałem tłumaczenia ostatniego słowa i natknąłem się na wzmiankę o tym, iż jest to po prostu odwrócone słowo desire na co nie zwróciłem uwagi, a co strasznie mi się to spodobało :) Zwłaszcza to jak pan Polkowski z tego wybrnął, mianowicie w jego przekładzie mieliśmy Zwierciadło Ain Eingarp. Bardzo pomysłowe, przyznać muszę.

Dominika00
06-11-2017, 00:19
W odniesieniu do fantasy, różnorodność strategii jest wręcz idealna. Sam gatunek cechuje się dużą kreatywnością, więc bardzo dobrze, jeśli tłumacz również posiada tę cechę.
Co do polonizacji w fantasy - to kwestia wyczucia; tłumacz sam musi ocenić granicę dobrego stylu, czyli dlaczego Hogwarts to Hogwart, ale Black to nie Czarny. Trzeba być bardzo ostrożnym, ponieważ gatunek obfituje w symbolikę, której zbyt dosłowne tłumaczenie odbiera cały sens.

Lintee
06-11-2017, 13:48
Ja osobiście jestem wielką fanką tego tłumaczenia, prześledziłam wiele wątków dotyczących tego jak powstały dane słowa w języku angielskim i polskim i jestem pod wrażeniem, jak zgrabnie i naturalnie im to wyszło. Jak przy wielu książkach podczas czytania zastanawiałam się, jak tłumacz mógł tak zostawić to słowo, bo przecież nikt nie użyłby go na codzień (zdarzają się takie szalone zlepki, które nawet wymówić ciężko i wyglądają po prostu tandetnie), tak przy Potterze nie miałam problemu z zaakceptowaniem tych neologizmów i przyjęcia ich jako części języka powieści. Chociaż nadal trochę bolą mnie Knot, Magnoliowy Łuk i Czarna Różdżka - dwa pierwsze niepotrzebne, ostatnie trochę spłyciło znaczenie Elder Wand, ale przyznaję, to było trudne. I szczerze dziękuje za Hermionę, bo już widzę, jak każdy czytelnik kaleczyłby wymowę na swój sposób... Inne imiona też mi nie przeszkadzają w spolszczonej wersji, skoro można było odrobinę uprościć bez wielkiego przeinaczania (bo Arthur i Artur to nie to co Harry i Heniek :) ) to czemu nie, chociażby dla młodszych czytelników. Bardzo też podobał mi się pomysł pytania fanów o pomysły i zbierania idei, aby znaleźć najmniej przekombinowany przekład.

jstrehl
06-14-2017, 21:40
Zgadzam się co do Czarnej Różdżki- nieco spłycone, ale i tak wywiera duże wrażenie. Zresztą i tak tu nie ma bezpośredniego odpowiednika. Słowo "elder" może oznaczać "starszy", czyli odnosi się do tego, że było to pierwsze Insygnium Śmierci, to, które dostał najstarszy brat – ale i "bez", bo Czarna Różdżka powstała właśnie z gałęzi bzu. Nie ważne, jak się to przetłumaczy, i tak traci się tą dwuznaczność.

Elisa
06-14-2017, 23:34
Mnie się podobają bardzo obie wersje skrzacika, który pomógł Harremu : angielski "Dobby" został (moim zdaniem) umiejętnie zamieniony na "Zgredek", co zachowało charakter afektywny tego imienia, bo owo zdrobnienie przywodzi mi na myśl właśnie małą, acz sympatyczną istotę o dobrym sercu, czyli właśnie jakiegoś skrzacika. Bardzo podoba mi się zarówno sama postać jak i jej obie wersje imienia. Ciekawe jak jest to oddane jeszcze w innych językach.

Lintee
06-16-2017, 13:33
Mnie bardzo interesuje, jak nazwy i neologizmy zostały przetłumaczone na języki takie jak chiński, w których można oddać albo sens (poprzez dobranie odpowiednich znaczeniowo znaków) albo brzmienie (poprzez dobranie znaków o właściwej wymowie). Z tego co widziałam, tłumacze poszli w brzmienie, ale zastanawia mnie, czy bawili się też w przemycanie sensu.