PDA

View Full Version : Łacina dzisiaj


bezon
08-09-2011, 21:18
Odwieczne pytanie - czy warto? Spotkaliście się kiedyś w tłumaczonym przez siebie tekście z łacińskimi wstawkami? Zauważyłem, że bardzo często zostawia się je nie przetłumaczone (np w kryminałach Krajewskiego wydanych w Znaku). Czy posługiwanie się takimi wstawkami uważacie za przejaw erudycji, czy raczej za niepotrzebne szpanerstwo?

listopadowa
09-17-2011, 17:08
Uważam to za celowy zabieg, mający na celu urozmaicenie tekstu. Poza tym, jeśli wtrącenia w łacinie występują jako np. epitety, to, moim zdaniem, autor czuł, że tak będzie najlepiej oddane. Na przykład, często w różnych tekstach pojawia się wyrażenie "persona non grata" i nie ma potrzeby zamiany na polski odpowiednik, bo to właśnie ten wspomniany jest najwłaściwszy.

monka
09-17-2011, 19:21
Czy posługiwanie się takimi wstawkami uważacie za przejaw erudycji, czy raczej za niepotrzebne szpanerstwo?
Niepotrzebne szpanerstwo moim zdaniem ma miejsce wtedy, gdy ktoś na codzień rzuca zdania/słowa po łacinie, szczególnie jeśli nie do końca je rozumie:)
Tak jak napisała Listopadowa - są takie sytuacje, gdzie łacińskie wyrażenie pasuje lepiej. Zresztą, dużo zwrotów używa się na codzień i raczej wszyscy je znają - persona non grata, de facto itd.
Mi sprawia dużą przyjemność czytanie książek, w której są łacińskie wstawki i rozumienie tych wstawek;) Ale robiąc tłumaczenie pozostawiłabym je takie jakie są - i wyjaśniła ich znaczenie w przypisach.

Madrugada22
09-17-2011, 19:30
Zgadzam się z powyższymi wypowiedziami. Według mnie, posługiwanie się wstawkami z łaciny, zwłaszcza w języku pisanym, są przejawem erudycji. W tłumaczeniu zachowałabym oryginalną formę.
Ponadto łacina była, jest i będzie pomocna w uczeniu się języków, także zachowajmy szacunek do niej i jeśli jest nam dane, uczmy się jej :)

legowisko
10-09-2011, 21:57
Myślę, że używanie łaciny w dialogach jest zabiegiem dość naturalnym, ale w tekście narratora już trochę mniej - sądzę, że czytelnik nie powinien mieć wrażenia: "ooo, ale ten narrator jest mądry". na co dzień są zwroty, które czasem po prostu pasują, stają się jakimś urozmaiceniem i smaczkiem, jak na przykład po niewyobrażalnie długim spektaklu ktoś do kogoś powie: "ars longa, vita brevis", to nie uznałabym tego za szpanerstwo, a za żart. W gronie swoich znajomych z liceum często rzucamy czymś z łaciny, właściwie zwykle w celach prześmiewczych, bo wszyscy pamiętamy historie związane z nauką łaciny, z jakim trudem przyszło nam choćby pamięciowe opanowanie sentencji - wtedy mających dla nas wartość naukową i emocjonalną w wymiarze zerowym - z których byliśmy potem skrupulatnie odpytywani. Ja się cieszę z tych paru kąsków łaciny, które mi zaaplikowano w toku edukacyjnym.

alinorak
10-10-2011, 10:39
Jeśli chodzi o literaturę piękną, to wstawki łacińskie mają wzbogacić, urozmaicić język, nie widzę w tym szpanerstwa. Zdarza się też, że w tekstach publicystycznych autorzy też posiłkują się jakąś łacińską sentencją. Jeśli tylko są właściwie użyte i nie ma ich w nadmiarze, to nie widzę w tym niczego złego. Czy tłumaczyć? Raczej nie, ewentualnie z przypisem, gdy jest to jakiś mniej znany zwrot.

Sama też przeszłam przez "mękę" łaciny w liceum i na studiach. Myślę, że warto znać te uniwersalne sentencje, aczkolwiek nauka gramatyki wydaje się być zupełnie nieprzydatna.

StanLevitan
10-10-2011, 13:38
Myślę, że warto znać te uniwersalne sentencje, aczkolwiek nauka gramatyki wydaje się być zupełnie nieprzydatna.
Z tym zgodzić się nie mogę. W większośći języków europejskich łatwo jest zauważyć wpływ łaciny, i nie tylko słownictwa (bo to oczywiste), ale w dużym stopniu także gramatyki (polszczyzna nie jest tu wyjątkiem). Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, o ile łatwiej jest uczyć się języków romańskich znając chćby podstawy gramatyki języka Rzymian. Nawet dopiero zaczynając z nimi przygodę można patrząc na zdanie rozpoznać w nim czasowniki, imiesłowy, gerundia, zaimki, itp., właśnie ze względu na podobieństwo z formami łacińskimi.
A jeśli w tłumaczonym tekście spotkamy łacińską sentencję, to należy ją wyjaśnić w przypisie (nawet jeśli nie zrobił tego autor), podając przy tym jej źródło. Profesjonalne podejście wymaga chyba przynajmniej częściowej znajomości tematu (zawsze to lepsze niż googlowanie całych sentencji w poszukiwaniu "gotowców").

alinorak
10-12-2011, 22:27
Z tym zgodzić się nie mogę. W większośći języków europejskich łatwo jest zauważyć wpływ łaciny, i nie tylko słownictwa (bo to oczywiste), ale w dużym stopniu także gramatyki (polszczyzna nie jest tu wyjątkiem). Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, o ile łatwiej jest uczyć się języków romańskich znając chćby podstawy gramatyki języka Rzymian. Nawet dopiero zaczynając z nimi przygodę można patrząc na zdanie rozpoznać w nim czasowniki, imiesłowy, gerundia, zaimki, itp., właśnie ze względu na podobieństwo z formami łacińskimi. [...]

No nie wiem, czy łatwiej jest przyswajać język romański znając łacinę... Nauka języka martwego jest jednak trudniejsza, nie mówiąc już o gramatyce języka Rzymian (bardziej skomplikowana), zatem jest to dla mnie tylko dodatkowa komplikacja. Absolutnie nie neguję roli łaciny, jednak dużo bardziej przydatne i praktyczne na moich studiach były zajęcia z historii języka francuskiego (na których często odnosiliśmy się do tego martwego języka), a nie z łaciny. Poza tym - wydaje mi się, że to jest kluczowa kwestia - języki romańskie czerpały z łaciny mówionej, która, jak wiadomo, znacznie różniła się od tej pisanej (a która jest wykładana w szkołach, na studiach). Ergo nie widzę przydatności w poznawaniu łaciny "literackiej" po to, by móc odróżnić formy danego języka romańskiego.

alinorak
10-12-2011, 22:36
No dobra, jeszcze trochę wyjaśnień ;) : nie twierdzę, że nie warto poznawać łaciny, ale być może problem polega na samym programie nauczania. Wkuwanie koniugacji, czy deklinacji "na sucho" naprawdę mija się z celem. U mnie na roku np. nikt nie potrafił sam skleić jakiegoś zdania, choć w nauce nawet nie o to chodzi. Podejście jednak wydawało mi się mało praktyczne - czuło się, że jest język martwy, nie mówiło się o nim w kontekście języków, które miały w nim swój początek, nie zwracano uwagi na to, że wiele słów powstało jednak z tej łaciny mówionej itd.

patrycjadrag
01-27-2012, 14:20
Języka łacińskiego uczyłam się w zakresie rozszerzonym w liceum i przyznaję, że wkuwanie różnych koniugacji i deklinacji bywało bardzo bolesne ;), jednakże lekcje były prowadzone na tyle umiejętnie, że podczas nauki języka poznawaliśmy również literaturę, kulturę i obyczaje tych czasów. Obowiązkowa była również znajomość cytatów oraz umiejętność przekładania tekstów na język polski.
Uważam, że obecnie wiedza ta jest mi przydatna w zasadzie głównie aby przyozdobić własne teksty cytatami, czy też prawidłowo je przeczytać i przetłumaczyć w tekstach innych autorów.
Wydaje mi się, że znajomość chociażby podstaw języka łacińskiego świadczy o dobrej orientacji w dziedzinie kultury i literatury, gdyż jakby nie patrzeć to tam właśnie się gają korzenie naszej kultury.

banadona
01-27-2012, 22:46
Chciałbym się wypowiedzieć ale boję się od kiedy powiedziałem na 1 roku nauczycielce od łaciny że to martwy język i musiałem zakuwać 5 dodatkowych stron sentencji łacińskich za karę...

kokoniczek
02-27-2012, 14:47
Zgadzam się z powyższymi wypowiedziami. Według mnie, posługiwanie się wstawkami z łaciny, zwłaszcza w języku pisanym, są przejawem erudycji. W tłumaczeniu zachowałabym oryginalną formę.
Ponadto łacina była, jest i będzie pomocna w uczeniu się języków, także zachowajmy szacunek do niej i jeśli jest nam dane, uczmy się jej :)

Zgadzam się w kwestii tłumaczenia - lepiej zostawić oryginał, tak jak w wielu innych przypadkach mieszania języków np. francuski tekst a parę dialogów po hiszpańsku - takie rzeczy można przetłumaczyć ewentualnie w przypisach, chyba że dana sentencja czy wyrażenie jest powszechnie znane.

Uważam ponadto, że każdy szanujący się tłumacz powinien znać choć trochę łacinę..
polecam również kurs online sentencji łacińskich SuperMemo: http://www.supermemo.net.pl/course/sentencje_lacinskie

praktykantka
12-07-2013, 23:13
Wydaje mi się, że używanie wstawek łacińskich nie jest przejawem ''szpanerstwa" pod warunkiem, że nie przesadzimy z ich ilością. Jeśli jest ich zbyt dużo, to na pewno nie wygląda to zbyt dobrze. Tekst z przesadną ilością łacińskich wstawek z pewnością nie jest łatwy w odbiorze, zwłaszcza dla osoby, która nigdy z łaciną nie miała do czynienia. Uczyłam się łaciny przez rok, a mimo to często spotykam różne łacińskie wstawki, których znaczenia nie znam :)

AgaGdaS
12-07-2013, 23:48
Wydaje mi się, że łacina nie jest ogólnie doceniana. A przecież tak wiele słów jej zawdzięczamy, zwłaszcza w nauce, np. w biologii, medycynie. Znając nazwy łacińskie można łatwiej zapamiętać nazwy w innych językach, np. w angielskim (fungi, lichenes, hepatitis - jedynie wymowa jest "zangielszczona"). Lubiłam łacinę na studiach, bo jest taka logiczna, uporządkowana. Pomogła mi w lepszym zrozumieniu i nauce cud-przedmiotu (przez niektórych uwielbianego, przez innych znienawidzonego :)), jakim była Historia Języka Angielskiego. Tak więc uważam, że warto zetknąć się z łaciną :).

SteveS
12-09-2013, 15:13
Na studiach polonistycznych zaobserwowałam pewną prawidłowość: osoby kiepsko radzące sobie z łaciną/olewające ją miały zwykle problem również ze stylistyką i słowotwórstwem w języku polskim ;) Ja tam łacinę lubię, uczyłam się jej również w liceum, na studiach zdawałam zarówno ustnie, jak i pisemnie, w tym część teoretyczną oraz praktyczną w rozmowie z wykładowcą.

korrektor
12-10-2013, 18:29
wystawia faktury, ma dość duży ruch zwłaszcza pracowników naukowych z filozofii. Teksty tłumaczy na polski lub na angielski

LittleMonster
12-13-2013, 21:16
Ja miałam łacinę rok temu... A teraz postanowiłam wrócić do nauki tego języka, bo zawsze mnie interesował. Żałuje tylko, że lenistwo nie dało mi pozaglądać do książek w wakacje... Bo teraz niewiele już pamiętam, niestety :/
A przydaje się znać choćby z grubsza, bo jej wpływ jest widoczny w wielu językach.