PDA

View Full Version : Czy tłumaczenie literatury dziecięcej jest łatwiejsze?


natalia87
07-07-2011, 13:32
Zastanawia mnie, czy tłumacząc wszelakie teksty, których odbiorcami będą dzieci, należy zostawiać wszystkie oznaki tego, iż oryginał był obcojęzyczny (tzn. imiona, nazwy miejsc itp.), czy może przenieść całą historię w środowisko dobrze znane dziecku. Przeprowadziłam kiedyś taki eksperyment i otrzymałam wiele pochlebnych komentarzy, jednak w pewnym stopniu odbiegłam tym od oryginału. Nie do przyjęcia jest jednak dla mnie mieszanie tych dwóch opcji.
Trzeba się więc zastanowić, czy w dzisiejszych czasach, kiedy dzieci mają tak szeroko rozwinięte możliwości poznawania świata, warto zamykać je hermetycznie w ich środowisku, czy może właśnie poprzez wierność oryginałowi tekstu otwierać im drzwi do wczesnego poznawania świata zewnętrznego?

leone
08-09-2011, 20:30
Czy uważacie, że dziecięce literatura jest prostsza do tłumaczenia? Jakie problemy może napotkać tłumacz przekładając tekst dla dzieci? A może młodzi odbiorcy są mniej wymagający?

nozickbuble
08-09-2011, 20:34
Niestety jest zupełnie odwrotnie. Tłumaczenie dla dzieci to wyższa szkoła jazdy: odbiorca bardziej wymagający(bo często bagatelizowany) oraz wiele czynników do wzięcia pod uwagę(psychologia dzieci, względy pedagogiczne). Bardzo ciekawie pisze o tym Ritta Oittinen. Trzeba przyznać, że Skandynawowie mają w tym względzie wiele do powiedzenia.

Joasia:)
08-10-2011, 01:05
Dziecięca literatura tylko z pozoru wydaje się łatwiejsza. Często można pomyśleć, że skoro odbiorcą są dzieci to pewnych niedociągnięć nie zauważą, nie skrytykują. Ja jestem zdania, że dzieci są wspaniałymi krytykami ponieważ są szczere do bólu. Szybko wyłapią co jest nie tak lub też co się nie zgadza (np. w przypadku gdy jest tłumaczona książka, a dzieci oglądały bajkę).

leone
08-10-2011, 15:57
Według mnie największą trudność sprawia fakt, że tłumacz musi zmienić swój punkt widzenia i zacząć myśleć w podobny sposób co dzieci. Dodatkowo często występujące „efekty dźwiękowe”- trzeba wykazać się nie lada kreatywnością:) A co myślicie o nazwach potraw, miast lub imion? Zmieniać? W końcu dzieci mają bardziej ograniczoną wiedzę dotyczącą otaczającego nas świata np. geografia itd.

mol
08-10-2011, 16:15
Tłumaczenie literatury dla dzieci jest, moim zdaniem, dużo trudniejszym zadaniem niż wydaje się większości tłumaczy. Dziecko jest wymagającym odbiorcą w tym sensie, że nie wszystko jeszcze zrozumie, ma swoją ograniczoną dziecięcą wrażliwość oraz zasób wiedzy. Kłopoty z tym związane? Nie można stosować przypisów (dla dzieci to nudy), mogą istnieć problemy z oddaniem/przekazaniem realiów kulturowych (np. w angielskiej książeczce dla dzieci bohaterowie codziennie jedzą muffiny, co z tym fantem zrobić- zostawić, czy zamienić na ciasteczka?).

kompaktowa
08-10-2011, 16:50
Pozostaje mi się jedynie zgodzić ze wszystkimi. Ja również uważam, że takie tłumaczenie jest trudniejsze niż standardowe (jeśli można tak to określić). Język dziecka jest zupełnie inny niż język dorosłego, jego wizja świata też jest inna. Pominę już wszystkie aspekty etyczne, psychologiczne i edukacyjne. Książka przyjazna dziecku musi być mu łatwo dostępna i nie każdy jest w stanie przetłumaczyć książkę tak, aby właśnie taką była dla potencjalnego "małego" czytelnika.

Jeśli chodzi o nazwy potraw i nazw generalnie realnych to nie widzę sensu ich zmiany, jeśli chodzi o nazwy zmyślone myślę, że im bardziej fikuśne tym lepsze rozrywka dla dziecka;)

kszylar
08-10-2011, 16:55
Tłumaczenie literatury dla dzieci jest, moim zdaniem, dużo trudniejszym zadaniem niż wydaje się większości tłumaczy. Dziecko jest wymagającym odbiorcą w tym sensie, że nie wszystko jeszcze zrozumie, ma swoją ograniczoną dziecięcą wrażliwość oraz zasób wiedzy. Kłopoty z tym związane? Nie można stosować przypisów (dla dzieci to nudy), mogą istnieć problemy z oddaniem/przekazaniem realiów kulturowych (np. w angielskiej książeczce dla dzieci bohaterowie codziennie jedzą muffiny, co z tym fantem zrobić- zostawić, czy zamienić na ciasteczka?).

Zgadzam się, tłumaczenie literatury dziecięcej to wcale nie bułka z masłem. A co do problemów z realiami kulturowymi, to moim zdaniem (może dość kontrowersyjnym) nie powinno się na siłę wszystkiego lokalizować. Nie zapominajmy, że te bajeczki zazwyczaj czyta dzieciom ktoś dorosły, kto może wytłumaczyć wszelkie niejasności (można na wszelki wypadek wyjaśnić pewne rzeczy z tyłu książeczki), co wyrabia w dziecku dobry nawyk pytania o rzeczy, których nie wiedzą. A w razie czego zawsze można sięgnąć gdzieś dalej, do słownika, atlasu -- czyż edukacja nie jest też funkcją literatury dziecięcej? Do tej pory pamiętam, jak sprawdzałyśmy z moją mamą jakieś nieznajome nam zwroty w słownikach i encyklopediach -- na przykład qui pro quo w piosence z "Króla Lwa". I wcale nie uważam, że był to za trudny zwrot dla dziecka.

leone
08-10-2011, 17:14
Warto też dodać, iż poza występującymi problemami z przekładem realiów kulturowych tłumacz musi również zmierzyć się z innym zadaniem, mianowicie-literatura dziecięca ma służyć również jako narzędzie edukacyjne. Ma poszerzać wiedzę, wzbogacać słownictwo jak również uczyć sposobu zachowywania się w różnych sytuacjach. Tłumacz musi więc być dobrym nauczycielem;)

kasia_p
08-10-2011, 23:18
Literatura dziecięca stawia przed tłumaczem olbrzymie wyzwania. Poza wspomnianymi przez Was nazwami geograficznymi, nazwami potraw, itd. dochodzą aspekty językowe - szalenie trudne do przetłumaczenia, np. rymowanki. Dobrym przykładem na pokazanie tej trudności jest książeczka Rudyarda Kiplinga Just So Stories Próbowaliście się zmierzyć z tymi opowiadankami? Świetne doświadczenie ale trzeba się nieźle nagłówkować, żeby je dobrze przetłumaczyć.

ataner
08-10-2011, 23:22
Zgadzam się z przedmówcami, iż tłumaczenie literatury dziecięcej jest dużo większym wyzwaniem niż literatury dla dorosłych. Język musi być prosty, zrozumiały, ale jednocześnie wyszukany, żeby wpłynął na emocje i wyobraźnię dziecka.

Joasia:)
08-11-2011, 00:32
Łamańce językowe, piosenki, wierszyki, powiedzonka, rymowanki, charakterystyczny język poszczególnych postaci (jeśli taki występuje)... można wymieniać te rzeczy którymi nacechowana jest literatura dziecięca. Jak już ktoś wcześniej wspomniał - w literaturze dla dzieci trzeba ograniczyć lub całkowicie wyeliminować przypisy ponieważ zniechęca je to do czytania lub po prostu się w nich gubią. Często za to daje się obrazki, które mają pomóc dziecku w rozwijaniu swojej wyobraźni - dopełniają opisy zawarte w książce.

Pani J.
08-11-2011, 08:21
Trzeba mieć nie lada wyobraźnię żeby być dobrym tłumaczem literatury dziecięcej. Pamiętam trudności jakie nastręczało tłumaczenie fragmentów "Kubusia Puchatka" na studiach. Ilość dylematów (jak tłumaczyć, czy tłumaczyć, itd.) była znacznie większa niż w przypadku innych tłumaczeń, np. fragment, w którym autor określa "płeć" misia, albo przetłumaczenie samego imienia (bo nauczyciel nie pozwolił korzystać nam z wybornego tłumaczenia Ireny Tuwim dla Winnie-the-Pooh :))
Prócz wersji, w której mięliśmy dać upust swojej kreatywności trzeba było stworzyć bardziej "dosłowny" przekład rzeczonych fragmentów (coś na kształt wersji Moniki Adamczyk-Garbowskiej pod tytułem "Fredzia Phi-Phi").
Doświadczenie to wspominam bardzo pozytywnie:D

maszka88
08-11-2011, 12:48
W tłumaczeniu dziecięcym ważna jest również doskonała znajomość realiów aby tekst był dla dziecka zrozumiały i czytelny. Myślę, że dziecko jest dużo bardziej wymagającym odbiorcą. Przekład musi być dla niego zrozumiały, a zarazem interesujący.

leone
08-13-2011, 12:21
Trzeba mieć nie lada wyobraźnię żeby być dobrym tłumaczem literatury dziecięcej. Pamiętam trudności jakie nastręczało tłumaczenie fragmentów "Kubusia Puchatka" na studiach. Ilość dylematów (jak tłumaczyć, czy tłumaczyć, itd.) była znacznie większa niż w przypadku innych tłumaczeń, np. fragment, w którym autor określa "płeć" misia, albo przetłumaczenie samego imienia (bo nauczyciel nie pozwolił korzystać nam z wybornego tłumaczenia Ireny Tuwim dla Winnie-the-Pooh :))
Prócz wersji, w której mięliśmy dać upust swojej kreatywności trzeba było stworzyć bardziej "dosłowny" przekład rzeczonych fragmentów (coś na kształt wersji Moniki Adamczyk-Garbowskiej pod tytułem "Fredzia Phi-Phi").
Doświadczenie to wspominam bardzo pozytywnie:D

Zgadzam się, że trzeba mieć dużą wyobraźnię, aby móc tłumaczyć literaturę dziecięcą. Rzeczywiście na przykładzie dwóch polskich wersji popularnej książki dla dzieci- „Winnie the Pooh” widać, iż tłumacze popisali się kreatywnością, zwłaszcza jeśli chodzi o tłumaczenie piosenek i rymów.

asiunka-tg
08-13-2011, 23:20
Literatura dziecięca powinna być tłumaczona przez osoby, które z dziećmi pracują, które są "na bieżąco" z zainteresowaniami dzieci oraz z tzw. akceleracją rozwojową. To, co podobało się naszym rodzicom w wieku 5 lat, dzisiejszego przedszkolaka zanudzi na śmierć. I mówię to z własnego pedagogicznego doświadczenia ;)

magdalenka
08-14-2011, 00:42
Należy najpierw ustalić, co rozumiecie poprzez pojęcie literatura dziecięca. Bajki dla pięciolatków będą się bardzo różniły od tych dla dwunastolatków.

Istnieją różne wymagania dla różnych stadiów rozwoju dziecka. Maluchy w wieku przedszkolnym maja ograniczony zasób słów ( w porównaniu z dziećmi starszymi) nie potrafią na długo skupić swojej uwagi, dlatego książka powinna być dynamiczna, zawierać dużo akcji, dialogów. Tą grupę wiekową charakteryzuje również "niechęć do nieznanego" - jeśli w bajce występuje wiele nieznanych, obcych elementów, dziecko traci zainteresowanie bajką. Słownictwo powinno być uproszczone. Ksiązka powinna być dostosowana do czytania na głos. Tłumacz musi zdawać sobie sprawę z tematów tabu. To co jest uważane za tabu, zależne jest od kultury.

Starsze dzieci znacznie dłużej potrafią skupić swoją uwagę na książce, dlatego w bajce mogą pojawić się długie opisy. Tłumacz ma większe pole do popisu, jeśli chodzi o słownictwo. Nie trzeba zastępować elementów, wydarzeń, pojęć obcych kulturowo, bo dzieci starsze nie będą miały problemu ze zrozumieniem konceptu, a dowiadywanie się nowych rzeczy nie zakłóci procesu czytania.

ufff ale się rozpisałam. To chyba wszystko, co mi przychodzi do głowy. :)

kasiabz
08-14-2011, 09:02
Zgadzam się z wszystkimi komentarzami. Dodam jeszcze, że literatura dla dzieci jest o tyle specyficzna, że musi się podobać małemu odbiorcy ale i dorosłemu, bo to przecież dorosły zajmuję się dystrybucją, komercjalizacją, reklamą i jako rodzic zakupem książek dla dzieci...Tak więc podwójne zadanie dla tłumacza- sprawienie by tłumaczenie porwało w świat fantazji dziecko, oraz przestrzeganie zasad tłumaczeń literatury dziecięcej danej kultury, wypełnienie poleceń zleceniodawcy itd. A oprócz tego utwór sam w sobie, czyli warstwa artystyczna utworów ( która bardzo często jest super wymagająca i kreatywna!) oraz pozostałe funkcje utworu: edukacja, wzorce itd.
Tłumaczenia literatury dziecięcej to mega wyzwanie!
Czy ktoś wie jak wkręcić się w tłumaczenia literatury dziecięcej? Od czego zacząć by móc to robić 'profesjonalnie'?

Contrana
09-09-2011, 15:24
Czy uważacie, że przedkład literatury dziecięcej powinien być adaptacją ? Skłania się do tego Irena Tuwim, tłumaczka "Winnie-the-Pooh", książki znanej pod tytułem "Kubuś Puchatek". Jak myślicie, czy więcej emocji może przynieść małemu czytelnikowi zapoznanie się z obcobrzmiącymi imionami, czy ciekawsza będzie akcja osadzona w rodzimym kontekście?

Marzena_
09-09-2011, 15:37
Sądzę, że dla małych czytelników lepsze jest jednak osadzenie akcji w rodzimym kontekście.
Łatwiej dziecku będzie poznać taką książkę, polubić bohaterów oraz cały wykreowany świat bajki.

Natomiast jeśli chodzi o starsze dzieci to już tu miałabym dylemat czy nie lepiej pozostawić oryginale imiona itp. czy może jednak zaadoptować książkę do polskiej rzeczywistości.

nataliaf
09-09-2011, 21:02
Witam. Także sądzę, że dla dzieci najlepiej jest przetłumaczyć imiona. Jednak nawet dla tych starszych także próbowałabym to zrobić. Myślę, iż tłumaczenie imion postaci z bajek jest trudnym zadaniem: zazwyczaj niosą one za sobą jakieś znaczenie, które nie jest łatwo oddać w swoim języku tak, by na dodatek fajnie brzmiało. Ale to są właśnie te wyzwania w pracy tłumacza, którym musi spróbować podołać.

Monika108
09-10-2011, 17:56
Polecam mistrzowsko przetłumaczoną przez Stanisława Barańczaka bajkę pt. "Kot Prot". To praktycznie nowa bajka stworzona w kontekście polskim na podstawie bajki "Cat in the Hat" autorstwa Theodora Seuss'a Geisel'a.
Nie byłaby takim hitem, gdyby była przetłumaczona bardziej dosłownie z zachowaniem oryginalnych imion czy nazw.

espeja
09-10-2011, 18:44
Jeżeli chodzi o tłumaczenie imion w literaturze dziecięcej, to skłaniałabym się jednak ku pozostawianiu ich w oryginale - oczywiście pod pewnymi warunkami: (1) musi to być literatura dla dzieci starszych oraz (2) imiona te nie mogą być tzw. ''loaded'', czyli nieść w sobie dodatkowego znaczenia.

Innymi słowy: w bajeczce dla 5-latków ''Fluffy the Cat'' przetłumaczyłabym jako ''Kot Puszek'', ponieważ ''Fluffy'' to nie tylko imię, ale też bardzo konkretna wskazówka co do wyglądu owego kotka. Natomiast w literaturze dla dzieci starszych imiona takie jak Harry (Potter) zostawiłabym w oryginale. Pokusiłabym się natomiast np. o uproszczenie zapisu niektórych imion, przykładowo: imię Althea zamieniłabym na Altea, ponieważ dźwięk ''th'' jest wyjątkowo problematyczny dla polskiego odbiorcy.

gokuba
09-10-2011, 22:27
Zdecydowanie przetłumaczenie na nasze realia, tylko takie dzieci naprawę polubią.

ebuczynska
09-11-2011, 09:51
Dokładnie. Dzieci powinny utożsamiać się z bohaterami, a będzie to możliwe tylko wtedy gdy tłumaczenie będzie osadzone w realiach bliskich młodemu czytelnikowi. To samo tyczy się formy. Wszelakie rymowanki, gry słów itp. również powinny być tak przetłumaczone, aby oddać sens i dziecko mogło zrozumieć ten przekaz.

finchmeister
09-11-2011, 10:29
Uważam, iż w takim wypadku, zwłaszcza dla tych młodszych dzieci, tłumaczenie powinno być adaptacją, która będzie znacznie łatwiejsza w odbiorze. Dzieciom będzie łatwiej utożsamić się z bohaterami i światem danego tekstu.

Jokapika
09-12-2011, 13:36
Również uważam, że literatura dla dzieci powinna zostać osadzona w rodzimym kontekście. Nieznane imiona wzbudzą u dzieci wątpliwości oraz rodzące się pytania wywołają niecierpliwość i zniechęcenie. Tłumacząc imiona, tłumacz musi wykazać się kreatywnością.

AniaD.
09-19-2011, 13:15
Wg Barańczaka, w poezji dla dzieci daje się dostrzec wysoki stopień niezależności „ontologicznej” przekładu, jego literackiej autonomii. Przekład wiersza dla dzieci ma prawo do daleko idących odstępstw od oryginału w sferze realiów i w przebiegu lirycznej akcji. Co Wy o tym sądzicie?

ebuczynska
09-19-2011, 13:17
Zdecydowanie się z tym zgadzam. Dzieci są specyficznym odbiorcą. Żeby poezja przeznaczona dla nich miała sens, musi przede wszystkim być umiejscowiona w realiach które dzieci znają. Wszystkiego rodzaju nazwy własne, również imiona, nazwy miejsc itp. powinny być przetłumaczone w taki sposób, żeby dzieci to zrozumiały. Tak samo z humorem, który bardzo często bazuje w tego typu tekstach na grze słów.

gochapy
09-19-2011, 13:40
Zdecydowanie się zgadzam. W poezji dla dzieci wszystko musi być zrozumiałe i zabawne dla dziecka. Nie tylko nazwy muszą mieć jakieś znaczenie. Ważny jest też układ rymów i melodyjność wiersza. Wydaje mi się, że czasem warto nawet zmienić delikatnie treść na rzecz tych dwóch aspektów.

isabelle
09-19-2011, 20:06
ja również zgadzam się z powyższymi opiniami. Tłumaczenie poezji dla dzieci znacznie rożni się od tłumaczenia dla dorosłych. rymy, metrum, zrozumiałe słowa i postacie to podstawa. dziecko jest bardzo wymagającym odbiorca i, swoją drogą, jeszcze niedoświadczonym - nie ma możliwości odniesienia się do posiadanej już wiedzy, wspomnień, skojarzeń. dlatego też tłumacząc poezję dla dzieci musimy sprawić by była ona bliska dzieciom, a przez to bardziej czytelna. w innym wypadku może po prostu zniechęcać.

natalia87
09-21-2011, 20:37
Z drugiej strony, nie zawsze warto "izolować" dziecko od świata zewnętrznego i myślę, że warto by było wprowadzać nowe elementy, jak obce imiona, egzotyczne zwierzęta. Wszystko zależy od wieku odbiorcy :)

Contrana
09-21-2011, 21:54
Dzieci lubią obcobrzmiące nazwy. Imiona postaci mogą być interesujące gdy są pozostawione w oryginalnym brzmieniu. Uważam jednak, że nie warto pozostawiać obcej waluty, jednostki miar-tutaj młody czytelnik może się zagubić i zniechęcić.

patito86
09-22-2011, 19:37
Zgadzam się. W literaturze dla dzieci należy przedstawiać świat znajomy typowemu polskiemu dziecku. Jack spokojnie może stać się Jackiem, a pudding budyniem. Dużo zależy także od wieku dziecka. Bardzo małym odbiorcom lepiej przełożyć tekst na znane realia, podczas gdy dziecko starsze na pewno zdążyło się już zapoznać z niektórymi elementami obcej kultury. Teraz dzieci uczą się angielskiego od najwcześniejszych klas, więc i kultura Wielkiej Brytanii nie jest im obca.

finchmeister
09-24-2011, 10:23
Myślę, iż lepiej dla takiego dziecka jest czytać właśnie o "budyniu", a nie o "puddingu", gdyż jego doświadczenia są jeszcze na tyle małe, iż może się zagubić w trakcie czytania danego utworu i być skołowanym. Natomiast w odpowiednim wieku, taka poezja dziecięca, zawierająca różne obcojęzyczne nazwy i jednocześnie tłumacząca ich znaczenie jest na pewno dobrym sposobem na oswajanie się z np. brytyjską kulturą :)

iwonaszp
09-25-2011, 13:20
Też jestem zdania, że dzieci, to specyficzni odbiorcy i to ich pomwinno się mieć na względzie tłumacząc literaturę dla nich przeznaczoną. Najlepiej by było, gdyby tłumacz sam na chwilę poczuł się dzieckiem i widział świat jego oczami - wtedy na pewno tłumaczenie byłoby łatwiejsze. Dorośli mają już inne spojrzenie na życie/doświadczenie i czase może to przezkadzać w dobrym tłumaczniu literatury dziecięcej.

anne85
09-25-2011, 22:12
Również zgadzam się z opiniami że poezja dla dzieci jest specyficzna i ma charakterystyczne cechy. Uważam że odejście od oryginału na korzyść dla małego odbiorcy jest konieczna. Muszą być rymy, naturalne tempo wiersza. W przypadku tłumaczenia powzji dla dzieci tłumacz naprawdę musi wykazać się talentem literackim i tzw. 'lekkim piórem'

patito86
09-29-2011, 19:21
Też jestem zdania, że dzieci, to specyficzni odbiorcy i to ich pomwinno się mieć na względzie tłumacząc literaturę dla nich przeznaczoną. Najlepiej by było, gdyby tłumacz sam na chwilę poczuł się dzieckiem i widział świat jego oczami - wtedy na pewno tłumaczenie byłoby łatwiejsze. Dorośli mają już inne spojrzenie na życie/doświadczenie i czase może to przezkadzać w dobrym tłumaczniu literatury dziecięcej.
Myślę, że dobry tłumacz powinien dostosować się do potrzeb czytelnika, bez względu na to, jakie ma spojrzenie na świat. Kluczem do sukcesu tłumaczenia, jest zdolność wczucia się w emocje i potrzeby odbiorcy. Zadanie takie z pewnością łatwiejsze jest dla tłumacza specjalizującego się w literaturze dziecięcej, chociaż i pozostali fachowcy powinni umieć spojrzec na świat oczami dziecka.

Kell-Raa
10-10-2011, 10:13
Jeżeli chodzi o tłumaczenie imion w literaturze dziecięcej, to skłaniałabym się jednak ku pozostawianiu ich w oryginale - oczywiście pod pewnymi warunkami: (1) musi to być literatura dla dzieci starszych oraz (2) imiona te nie mogą być tzw. ''loaded'', czyli nieść w sobie dodatkowego znaczenia.

Innymi słowy: w bajeczce dla 5-latków ''Fluffy the Cat'' przetłumaczyłabym jako ''Kot Puszek'', ponieważ ''Fluffy'' to nie tylko imię, ale też bardzo konkretna wskazówka co do wyglądu owego kotka. Natomiast w literaturze dla dzieci starszych imiona takie jak Harry (Potter) zostawiłabym w oryginale. Pokusiłabym się natomiast np. o uproszczenie zapisu niektórych imion, przykładowo: imię Althea zamieniłabym na Altea, ponieważ dźwięk ''th'' jest wyjątkowo problematyczny dla polskiego odbiorcy.

Nie zgadzam się z twierdzeniem, że literatura dla dzieci powinna być "osadzona w rodzimym kontekście". Dzieci mają od urodzenia kontakt z różnymi językami poprzez muzykę czy telewizję, więc nie jest dla nich wielkim problemem, że bohater nazywa się Katie, a nie Kasia. Zgadzam się jednak ze zdaniem na ten temat forumowicza espeja, a dokładnie z punktem (2).

aga555
10-13-2011, 14:30
Też uważam, że dzieci z powodzeniem można od małego przyzwyczajac, że istnieją inne kultury, inne imiona etc. Może z wyjątkiem bajek dla bardzo małych dzieci i imion, które są "loaded" czyli intencjonalne. Dopuszczalne są też uproszczenia mające ułatwic wymowę typu: Sarah - Sara .
Naprawdę można przyzwyczaic się do nawet najdziwniej brzmiących imion - np. Pippi Langstrump. Dla mnie brzmi swojsko i lepiej niż jakaś Fizia Pończoszanka :)

WeronikaM
08-11-2012, 20:01
Mam wrażenie, że nie wszyscy tłumacze są w stanie docenić młodego odbiorcę i niektórzy książki zaliczane do literatury dziecięcej traktują po macoszemu.
Jaskrawym przykładem takiej postawy jest tłumaczenie podserii Świata Dysku przeznaczonej dla młodszych czytelników. Miałam okazję przeczytać "Kapelusz pełen nieba" na początku w tłumaczeniu pani Malinowskiej-Grupińskiej, a później w oryginale - i nagle okazało się, że książka ma więcej sensu ;-). Dla własnej ciekawości porównałam kilkadziesiąt pierwszych stron i wyłapałam błędy, które nie powinny zdarzyć się w żadnym tłumaczeniu. Nawet nieprofesjonalnym.
Przykłady:
- stings - smród;
- butler - rzeźnik (!)
- 'See the Amazing Dislocating Jack Put A Lion’s Head In His Actual Mouth!!!' - “Spotkajcie Zadziwiającego Przemieszczonego Piotrusia! Zobaczcie, jak wkłada swą głowę w paszczę lwa”.
- 'A goat is a worring thing if you’re used to sheep, because a goat is a sheep with brains.' - „Koza zazwyczaj martwi się, czy człowiek nie jest przyzwyczajony do owiec, ponieważ koza to owca z mózgiem”.

Odniosłam wrażenie, że tłumaczka nie czuła tej powieści.

Checinaa
08-11-2012, 20:05
Wygląda na to, że nie czuje angielskiego, a nie powieści.

idalia
08-13-2012, 11:18
Zgadzam się w stu procentach, że tłumaczenie literatury dziecięcej to niezwykle trudna sztuka. Dzieci są bardzo wymagającym i spoctrzegawczym odbiorcą. Trzeba się nieźle "nagimnastykować" językowo, żeby oddać w tłumaczeniu wszystkie aspekty tekstu literackiego (np. kulturowe), by były one zrozumiałe dla odbiorców pochodzących z innego kręgu kulturowego.
Polecam monografię Marii Krysztofiak "Przekład literacki a translatologia" .
Sama niedawno robiłam porównanie tłumaczeń poezji Juliana Tuwima (na język ukraiński i rosyjski). Udało mi się zrobić ciekawe spostrzeżenia i zaobserwować kilka zabiegów stosowanych przez tłumaczy.

AgataW
08-13-2012, 11:30
Zgadzam się z opinią, iż tłumaczenie literatury dziecięcej jest trudniejsze! Dziecko jest wnikliwym czytelnikiem, wyłapie bez problemu nasze błędy bądź niekonsekwencje. Co więcej, przy tłumaczeniu literatury dziecięcej możemy zapomnieć o przypisach, które nieraz wyciągają nas z opresji!

YogSothoth
08-13-2012, 11:31
Mam wrażenie, że z tłumaczeniem literatury dziecięcej jest jak z tworzeniem jej - dużo trudniejsze niż w wypadku dorosłego odbiorcy.
Zdarza mi się pisać drobne opowiadania do szuflady, kiedy chciałem napisać coś typowo dla dzieci zauważyłem, że nie potrafię łatwo dostosować języka, długości zdań itd. W związku z tym tłumaczenie jest też ciężkie, zwłaszcza jeżeli nie posiadamy umiejętności "wejścia" w czyjąś skórę.

dafne7
08-13-2012, 13:29
Wydaje mi się, że tłumacz literatury dziecięcej musi być bardz dobrym obserwatorem i oczywiście ogólnie literatem tak, aby umiał właśnie zawrzeć sens bajki, warstwę dźwiękową, dydaktyczną. Właściwie musi dokonać rzeczy niemożliwej. Jak zauważa S. Barańczak musi też dokładnie zastanowić się nad dominantą i w ogóle mieć dobry plan jak ugryźć temat.

klaudiaf
08-13-2012, 14:48
Zgadzam się ze stwierdzeniem, że tłumaczenie dla dzieci jest trudniejsze, niż tłumaczenie dla dorosłych. Jak każdy rodzaj tłumaczenia specjalistycznego, tak i tłumaczenie literatury dziecięcej ma swoją specyfikę. W książce dla dzieci nie powinno być zbyt wiele przypisów, trudnych terminów, skomplikowanych konstrukcji gramatycznych... Ponadto teoretycy wspominają o problemie podwójnego odbiorcy - dorosłego i dziecka, bo przecież książki często czytają dzieciom rodzice; największy problem dotyczy zapewne tłumaczenia utworów tylko pozornie przeznaczonych dla dzieci, a posiadających drugie dno, jak np. Alicja w krainie czarów czy Kubuś Puchatek.
Na temat tłumaczenia dla dzieci polecam książkę Riitty Oittinen Translating for Children.

Hatter
08-17-2012, 16:32
Tłumaczenie książek dla dzieci jest chyba najtrudniejsze ze wszystkich:p W takich tekstach roi się od gier słownych i neologizmów, których nie da się przecież przełożyć dosłownie, a dopasowywanie takich „koszmarków” do języka docelowego czasami wydaje się wręcz niemożliwe. Poza tym dzieci są bardzo wyczulone na melodyjność języka, a więc nie można po prostu tłumaczyć „na odczep się”;)

Elle Lissitzka
08-17-2012, 19:27
Literatura dziecięca powinna być tłumaczona przez osoby, które z dziećmi pracują, które są "na bieżąco" z zainteresowaniami dzieci oraz z tzw. akceleracją rozwojową. To, co podobało się naszym rodzicom w wieku 5 lat, dzisiejszego przedszkolaka zanudzi na śmierć. I mówię to z własnego pedagogicznego doświadczenia ;)

Wydaje mi się, że oprócz tego ten, kto tłumaczy literaturę dla dzieci, powinien też najzwyczajniej w świecie lubić dzieci, dobrze czuć się w ich towarzystwie, a może nawet najlepiej mieć własne. Wtedy najlepiej pozna odbiorcę własnego produktu. To oczywiście nie wyklucza innych, ale wydaje mi się, że takie osoby mają po prostu łatwiej w tej dziedzinie.

Poza tym, trzeba też lubić taką literaturę i rozumieć mechanizmy, które nią rządzą. Umieć wyczuć nastrój. I nie ma co na siłę upraszczać. Raczej starać się zachować poziom autora - on na pewno wie co robi, kieruje swój tekst do określonej grupy wiekowej.

Osobiście nie wiem czy bym się podjęła takiego tłumaczenia:) Chyba z ciekawości. Może warto spróbować.

Joanna89
08-17-2012, 19:39
Przy tłumaczeniu literatury dziecięcej przede wszystkim trzeba się wczuć w dziecko :P. Niby trzeba wszystko dopasować do jego poziomu, ale często kończy się tak, że tłumacz książkę zbyt infantylizuje. Dorośli często nie doceniają dzieci, niestety. Osoba tłumacząca literaturę dziecięcą powinna więc mieć kontakt z młodymi czytelnikami.

Trudności pojawiają się też przy tzw. aspekcie dydaktycznym. Mamy do czynienia z różnymi wzorcami kulturowymi, więc tłumacz może czuć się nawet w obowiązku, żeby dopasować książkę do wzorców pedagogicznych swojego obszaru kulturowego. Ale czy powieść wówczas nie traci wątku edukacyjnego, przekazującego najmłodszym wiedzę o innych kulturach?

A jeśli dochodzi jeszcze wspomniane już w tym wątku zjawisko drugiego adresata, to zadanie staje się już bardzo, bardzo trudne.

W literaturze dziecięcej dużo tej jest wierszyków,gier językowych, humoru, które jak wiadomo w każdych warunkach sprawiają trudności.

Od tłumacza literatury dziecięcej za często wymaga się także używania "gotowych wzorów" charakteryzujących lit. dziecięcą w danym kraju, przez co często to, co oryginalne i niezwykłe w książce, może zostać uznane za zbyt kontrowersyjne.

Z drugiej strony tłumacze literatury dziecięcej nie są zwykle poddawani ostrej krytyce. Daje się im dużo wolności, nie krytykuje za odchodzenie od oryginału. Jednak to trochę przykre, że od takiego tłumaczenia nie wymaga się za wiele (z wyjątkiem takich klasyków jak Alicja lub bestsellerów takich jak Harry Potter).

Beata1986
08-18-2012, 17:29
Ja uważam, że tłumaczenia literackie są z reguły trudniejsze od specjalistycznych, ponieważ język specjalistyczny można nazwać w pewnym sensie "językiem zamknięty". Wszystko opiera się tam na zamkniętym kręgu wyrażeń, słów i konstrukcji. Natomiast tłumaczenia literackie obejmują język potoczny, który niestety ewaluuje tak szybko, że jest na prawdę ciężko za tym nadążyć. A poza tym trzeba znać też kulturę danego kraju, jego obyczaje.

Joanna Ch.
08-18-2012, 17:42
Mam wrażenie, że z tłumaczeniem literatury dziecięcej jest jak z tworzeniem jej - dużo trudniejsze niż w wypadku dorosłego odbiorcy.
Zdarza mi się pisać drobne opowiadania do szuflady, kiedy chciałem napisać coś typowo dla dzieci zauważyłem, że nie potrafię łatwo dostosować języka, długości zdań itd. W związku z tym tłumaczenie jest też ciężkie, zwłaszcza jeżeli nie posiadamy umiejętności "wejścia" w czyjąś skórę.

Zdecydowanie tak:) Kiedyś brałam udział w spotkaniu autorskim z autorką piszącą książki dla nastolatków. Pamiętam, że powiedziała wtedy coś takiego, że najłatwiej jest pisać książki dla dorosłych, potem dla nastolatków a na końcu dla dzieci. Zdziwiło mnie to wtedy (było jeszcze wtedy w gimnazjum) ale po zastanowieniu stwierdziłam, że coś w tym jest;) Wiele osób myśli, że przecież książki dla dzieci są lekkie, łatwe i przyjemne. A tymczasem jest dokładnie na odwrót. Większość z nich jest o rzeczach i wartościach nad którymi wielu dorosłych nie ma się ochoty zastanawiać.

bo2joan
08-23-2012, 20:42
Wydaje mi się, że oprócz tego ten, kto tłumaczy literaturę dla dzieci, powinien też najzwyczajniej w świecie lubić dzieci, dobrze czuć się w ich towarzystwie, a może nawet najlepiej mieć własne. Wtedy najlepiej pozna odbiorcę własnego produktu. To oczywiście nie wyklucza innych, ale wydaje mi się, że takie osoby mają po prostu łatwiej w tej dziedzinie.

Poza tym, trzeba też lubić taką literaturę i rozumieć mechanizmy, które nią rządzą. Umieć wyczuć nastrój. I nie ma co na siłę upraszczać. Raczej starać się zachować poziom autora - on na pewno wie co robi, kieruje swój tekst do określonej grupy wiekowej.

Słusznie powiedziane. Trudno tłumaczyć literaturę dziecięcą nie mając odpowiedniego wyczucia. Poza tym trzeba umieć zadbać zarówno o atrakcyjność i "przyswajalność" dla dziecka tłumaczonego tekstu, jak też pamiętać o roli edukacyjnej takiej literatury.

agathi
08-23-2012, 22:08
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z tlumaczeniem literatury dziecięcej jest tak jak z nauka języka np. w przedszkolu. I jedno i drugie zajęcie wymaga wiele talentów. Dzieci są bardzo wymagającymi odbiorcami i łatwo sie nudzą dlatego do wszystkich zajęć związanych z dziećmi trzeba się bardzo przykładać, ale też trzeba kochać dzieci i umieć nawiązać z nimi kontakt, zaprzyjaźnić się :)

klaudiaf
08-24-2012, 17:56
Piszę pracę magisterską na temat tłumaczenia elementów kulturowych w literaturze dziecięcej i do analizy wybrałam trylogię "Wspomnienia z dzieciństwa" Marcela Pagnola - powieść, która w kulturze francuskiej funkcjonuje jako literatura młodzieżowa (omawiana w szkole na poziomie naszego gimnazjum; swoją drogą, jak odróżnić literaturę dziecięcą od młodzieżowej i od jakiego wieku się ta młodzieżowa zaczyna?), ale czytana czasem również przez dorosłych.
Po wstępnym porównaniu tłumaczenia z oryginałem zauważyłam, że tłumacz na początku pierwszej części stosuje dość dużo przypisów dotyczących sytuacji kulturowej i odwołań historycznych - które dla młodego Francuza są w większości oczywiste - co sprawia, że po książkę tę sięgną raczej dorośli Polacy, chociaż w dalszej części powieści przypisów już prawie nie ma, a perypetie bohatera przypominają nieco przygody Mikołajka...
To tak po krótce tylko jeden z wielu problemów, z jakimi muszą sobie radzić tłumacze literaccy, szczególnie w przypadku książek, których odbiorca nie jest ściśle określony. Tym trudniejsze wydaje mi się tłumaczenie książek dla dzieci (o ścisłą definicję literatury dziecięcej też ciężko...), bo trzeba się całkowicie dostosować do odbiorcy, biorąc pod uwagę jego dotychczasową wiedzę i możliwości poznawcze.

paweltutka
08-25-2012, 20:11
Literatura dziecięca jest trudna, to chyba oczywiste... Język musi być na tyle prosty, aby dziecko zrozumiało o co chodzi, ale jednocześnie nie można utracić "literackości" tekstu. Jak dla mnie to wyższa szkoła jazdy :)

pascioszek
05-18-2013, 12:26
Ostatnio tłumaczyłam parę wierszyków dla dzieci i okazało się to dla mnie ogromną frajdą, nie spodziewałam się, że może to dać tyle radości i satysfakcji a z drugiej strony, że z pozoru łatwy tekst może być tak skomplikowany w tłumaczeniu( np.jak przetłumaczyć: króliczek zgrzytaczek, żółwik maratończyk czy po prostu kaczka dziwaczka) Chciałam zapytać co Wy sądzicie na ten temat, czy tłumaczycie, czy lubicie i jak Wam to wychodzi?

ZielonyKot
05-18-2013, 13:24
Niestety jeszcze nie tłumaczyłam ale bardzo mnie to interesuje :) wydaje mi sie że tłumacze takiej literatury sa często niedoceniani chociaż ich praca bywa równie ciężka jak tłumaczy literatury dla dorosłych.

Udało mi sie na razie zebrac dużo informacji o strategiach tłumaczeniowych stosowanych w literaturze dla dzieci ponieważ piszę prace magisterską na ten temat i mam nadzieje że jeśli chodzi o praktyke to jeszcze wszystko przede mna :)

lukgos89
05-18-2013, 18:18
Ciekawy pomysł, godny rozważenia. Też nie zabierałem się nigdy za tego typu teksty, ale może warto spróbować. Z jednej strony język bajek jest w dużej części prosty, operuje słownictwem podstawowym, co może pomóc w opanowaniu podstaw danego języka. Z drugiej strony można trafić na "kaczki dziwaczki", co zmusza do kreatywności i kombinowania. Jak to mówią: przyjemne z pożytecznym to sukces odwieczny:o

pascioszek
05-19-2013, 09:20
A jak myślicie jak daleko można posunąć się ze zmianą sensu i treści bajki czy wierszyka dla uzyskania lepszego efektu językowego i lepszej formy, rymów itp.? Czy uważacie, że jednak nie powinno się za bardzo ingerować w pomysł autora, mimo tego, że tłumaczenie nie będzie takie wpadające w ucho i nie będzie miało "tego czegoś".

landminecat
05-19-2013, 12:47
Tłumaczenie bajek i tekstów dla dzieci jest super! Sama ostatnio tłumaczyłam kilka takich tekstów i bawiłam się świetnie. Uważam, że w pomysł autora można ingerować umiarkowanie, tak, żeby zachować sens. Wiadomo, że zachować go łatwiej, niż dosłowność, a też nie do końca o to w tłumaczeniach chodzi, żeby wszystko tłumaczyć "maszynowo" ;)

lukgos89
05-19-2013, 20:58
Można by powiedzieć, że bajki to błahostki, ale rysują się tu poważne dylematy:) Myślę, że ingerowanie w pomysł, koncept autora nie jest dobrym wyjściem. Wiadomo, że tłumaczenie wymaga kreatywności i twórczego myślenia jednak zmiana głównego sensu bajki mija się z celem jej tłumaczenia. W sumie można by pójść na pewne ustępstwa w wątkach pobocznych, które stwarzają problemy, lecz ich zmiana nie zakłóci tej nadrzędnej idei. Tyle w kwestii bajek, przynajmniej tych pisanych prozą. Inna sprawa z bajkami wierszowanymi. Tutaj skłaniałbym się ku większej ingerencji, nawet kosztem pomysłu autora. W takim wierszyku liczy się kompozycja, tempo, które budowane są przecież przez rymy. Jak wiadomo o idealne odzwierciedlenie będzie trudno, więc należałoby zrobić na fajnie i wesoło, tak by dzieciaczki były zadowolone:)

Alina24
05-19-2013, 21:15
Będąc na II roku filologii, mam za sobą pierwsze podejście, do tłumaczenia bajki (z włoskiego na polski) i muszę przyznać, że oprócz zabawy takie tłumaczenie dostarcza też wiele trudności. Trzeba przede wszystkim podejść kreatywnie do wszelkich imion czy nazw własnych - pod żadnym pozorem nie tłumaczyć dosłownie; wtedy tekst straci wartość artystyczną. Tłumacz musi wykazać się też umiejętnością dostosowania wszelkich wierszyków, rymów, aby oddały sens bajki, a jednocześnie były zabawne dla dzieci. I warto przed tłumaczeniem poczytać kilka bajek w języku, na który się tłumaczy, aby poznać 'bajkowy styl' i język, który trafia do dzieci.

GreatMarta
05-19-2013, 21:54
My raz tłumaczyliśmy bajkę dla dzieci, o zajączku Maksiu. W którymś momencie było powiedziane, że Maksio tak obgryzł marchewkę, że wyglądała jak Schultutte. I z tym mieliśmy problem, bo trzeba się było wpasować we wzorzec, że marchewka Maksia po kolei przypomina inne przedmioty związane ze szkołą. W końcu chyba najlepsze co wymyśliliśmy to trójkątny piórnik.

Właściwa strategia - przeczytaj bajkę, spisz to co zapamiętałaś, przeczytaj jeszcze raz i popraw :-)

pascioszek
05-29-2013, 09:52
Z tego wynika, że tłumacz bajek i wierszyków dla dzieci sam w pewnym stopniu powinien mieć zdolności pisarskie i sam być świetnym pisarzem i to by było najlepsze rozwiązanie;)

monikaforum
06-07-2013, 18:00
Tłumaczyłam kiedyś bajkę o trzech świnkach i wbrew pozorom, tłumaczenie literatury dla dzieci to naprawdę trudna sprawa. Ciężko jest czasami oddać te wszystkie zawijasy językowe.

agnieszkagogola
06-09-2013, 19:11
Przy okazji pojawia się mnóstwo problemów kulturowych, bo dzieci wiedzą niewiele na temat swojej własnej kultury, a co dopiero obcej. Trudno jest też odtworzyć klimat tekstu, który tworzą np. zdrobnienia, w przypadku tłumaczenia z polskiego na angielski.

lukgos89
06-09-2013, 20:01
Co do dzieci i kultury to bym polemizował:) opowiedziałbym się bardziej za dziecięcą "universitas" gdzie wspólnym językiem jest śmiech, za podwaliny tradycji służy przywiązanie do Misia a granice określa wyobraźnia:) tak więc uważałbym z kładzeniem zbyt dużego nacisku na krzewienie tolerancji wobec własnej i obcej kultury wśród dzieci. Bajka jest bajka, nie ważne czy z Polski, Czech (Krecik:o), Niemiec. Nie znaczy to jednak, że nie warto przemycać jakiś elementów. I co oczywiste, nie można zastosować tej uwagi do wszystkich dzieci, w każdym wieku.

Łukasz B.
06-09-2013, 22:58
Ostatnio tłumaczyłam parę wierszyków dla dzieci i okazało się to dla mnie ogromną frajdą, nie spodziewałam się, że może to dać tyle radości i satysfakcji a z drugiej strony, że z pozoru łatwy tekst może być tak skomplikowany w tłumaczeniu( np.jak przetłumaczyć: króliczek zgrzytaczek, żółwik maratończyk czy po prostu kaczka dziwaczka) Chciałam zapytać co Wy sądzicie na ten temat, czy tłumaczycie, czy lubicie i jak Wam to wychodzi?

Podzielisz się którymś z tłumaczeń, np. o kaczce dziwaczce? Z góry dziękuje.

AgaPa
06-29-2013, 11:13
Ja też mam za sobą tłumaczenia książeczek dla dzieci. To rzeczywiście ogromna frajda dla tłumacza, ale też ogromne wyzwanie. Jak już ktoś wyżej zauważył, tłumacząc literaturę dziecięcą, trzeba umiejętnie dostosować niektóre wątki, sytuacje, imiona do naszej kultury, w przeciwnym razie tekst nie będzie zrozumiały.
Jeśli kontakt z wydawnictwami, to najlepiej samemu się z nimi kontaktować. Dobrym sposobem jest wysyłanie próbek własnych tłumaczeń i propozycji książek, które nie zostały jeszcze przetłumaczone.

agnieszkagogola
06-29-2013, 12:41
Hmmm, rzeczywiście nie można uogólniać, pewnie parę elementów z kultury obcej warto dzieciakom przemycić, szczególnie tym starszym, które już co nieco wiedzą. Warto jednak wówczas zamieścić wyjaśnienia w przypisach. Pamiętam, że była jakaś (chyba) duńska książka dla dzieci, gdzie, zgodnie z tamtejszą tradycją, wszystkie dzieci mówiły do obcych ludzi wujku i ciociu, co dla polskiego czytelnika jest co najmniej zdumiewające. W takim przypadku brak wyjaśnienia może prowadzić do przyswojenia obcych norm kulturowych i błędnego ich stosowania.

lukgos89
06-29-2013, 20:12
Nie wiem czy dla polskiego czytelnika będzie to takie zdumiewające. Oczywiście wszystko zależy od tego, kogo określimy mianem czytelnika. Jeśli masz na myśli siebie, osobę dorosłą to przyznaję ci rację, że chcesz uchronić nieświadome dzieci przed popełnieniem błędu. Lecz znowu, wcielając się w perspektywę dziecka, nie wiem czy dla niego będzie to takie zdumiewające. Wiesz ile miałem ciotek i wujków jak byłem dzieckiem? Dopiero później, jako starszy chłopiec, ustalałem własną genealogię i głupio było mówić ciociu do słabo spokrewnionych osób.

magdalenabr
08-20-2013, 23:52
To stereotyp. Taka literatura ma swoje drugie dno, np. Alicja w Krainie Czarów. Dla dzieci to tylko bajka, ale dorośli mogą ją odczytywać po swojemu. Należy to uwzględnić w przekładzie. Należy też brać pod uwagę dziecięcą wrażliwość i specyfikę odbioru rzeczywistości. Tekst dla tego odbiorcy ma swoje wytyczne atrakcyjności i trzeba mieć to wyczucia, by dla nich pisać/tłumaczyć. Są na ten temat książki, nie sądzę, by było to łatwiejsze tłumaczenie od innych. Po prostu całkiem inne. Niestety jednak obłożone dużym stereotypem. Tłumacze literatury dziecięcej są niedopłaceni. Mało szanowany jest tekst źródłowy (porównaj np. z tekstem biblijnym!). Tekst ten ulega modyfikacjom, części są po prostu pomijane, jeśli wydawca uzna je za zbyt agresywne (wiem, że tka było w przypadku opisu jakiejś kłótni w "Dzieciach z Bullerbyn".
Należy brać pod uwagę obrazki, które stanowią integralną część historii w literaturze dziecięcej. Ich podpisy muszą być starannie brane pod uwagę, ich przekaz dopasowany do treści naszego tłumaczenia. Piękna dziedzina, de facto. Zapewne dla nielicznych.Szkoda. Jak to w każdym przypadku literatury pięknej.

AgataLiberska
08-21-2013, 00:23
Wydaje mi się, że tłumaczenie literatury dziecięcej jest znacznie trudniejsze, niż literatury dla młodzieży czy dla dorosłych (oczywiście nie mam na myśli literatury typu "the cow goes moo, the cat goes meow" :)). Neologizmy, często magiczne postacie, stworzenia, których nazwy trzeba wymyśleć od podstaw, gry słowne itp.

AgaPa
08-22-2013, 11:17
Zgadzam się całkowicie z wcześniejszymi wypowiedziami. Tłumaczenie literatury dziecięcej wymaga bogatej wyobraźni, wrażliwości i umiejętności spojrzenia na świat oczami dziecka. Moim zdaniem to duże wyzwanie dla tłumacza:)

Aga12
08-23-2013, 14:35
To stereotyp. Taka literatura ma swoje drugie dno, np. Alicja w Krainie Czarów. Dla dzieci to tylko bajka, ale dorośli mogą ją odczytywać po swojemu. Należy to uwzględnić w przekładzie. Należy też brać pod uwagę dziecięcą wrażliwość i specyfikę odbioru rzeczywistości. Tekst dla tego odbiorcy ma swoje wytyczne atrakcyjności i trzeba mieć to wyczucia, by dla nich pisać/tłumaczyć. Są na ten temat książki, nie sądzę, by było to łatwiejsze tłumaczenie od innych. Po prostu całkiem inne. Niestety jednak obłożone dużym stereotypem. Tłumacze literatury dziecięcej są niedopłaceni. Mało szanowany jest tekst źródłowy (porównaj np. z tekstem biblijnym!). Tekst ten ulega modyfikacjom, części są po prostu pomijane, jeśli wydawca uzna je za zbyt agresywne (wiem, że tka było w przypadku opisu jakiejś kłótni w "Dzieciach z Bullerbyn".
Należy brać pod uwagę obrazki, które stanowią integralną część historii w literaturze dziecięcej. Ich podpisy muszą być starannie brane pod uwagę, ich przekaz dopasowany do treści naszego tłumaczenia. Piękna dziedzina, de facto. Zapewne dla nielicznych.Szkoda. Jak to w każdym przypadku literatury pięknej.

A orientujesz się, jakich zmian w Dzieciach z Bullerbyn dokonał wydawca?

Judyta Łepkowska
08-23-2013, 17:18
Dla mnie to bardzo trudne. Uważam, że tłumacząc literaturę dziecięcą... musisz miec przy okazji dobre podejście do dzieci; musisz wiedziec, jak z nimi rozmawiac itd. Ja tego nie potrafię, wiec dla mnie tłumaczenia tego typu to katorga.

mjeanne
08-25-2013, 08:02
Wydaje mi się, żeby móc dobrze przetłumaczyć książkę dla dzieci (obojętnie w jakim wieku) trzeba wczuć się trochę właśnie w skórę takiego dziecka - co go śmieszy, co go nudzi, co mu się nie podoba itp. Oczywiście trzeba pamiętać o tych wszystkich rzeczach, żeby język był zrozumiały i poziom tekstu dopasowany do wieku odbiorcy.

Drugim kryterium powinno być też sprawdzenie czy tekst spotobałby się dorosłemu ( w końcu rodzice decydują czy kupią dziecku książkę).

Co do tłumaczenia obcych realiów, moim zdaniem trochę egzotyki nie zaszkodzi - zawsze lubiłam książki w któych pojawiały się jakieś ciekawostki o tym jak się żyje na całym świecie. Choć to nie każde dziecko musi interesować.

EmiG
08-25-2013, 12:40
Nigdy nie powiedziałabym, że tłumaczenie literatury dziecięcej jest łatwe. Zastanawia mnie, skąd bierze się to przekonanie. Przypuszczam, że z pozornie prostego języka, prostego w odbiorze, ale trudnego do przełożenia, zwłaszcza jeśli nie ma się dużego doświadczenia w pracy z dziećmi. Trudno jest przełożyć coś na język, którego się nie zna. Dorośli mogą próbować dostosować się do dzieci, ale bez ich pomocy mogą stworzyć język, który dla docelowego odbiorcy książki będzie brzmiał po prostu sztucznie. Inną sprawą są wspomniane już w wątku elementy kulturowe, które również nie są łatwe do przełożenia.

Misfit
08-25-2013, 15:26
Nie wiem skąd przekonanie, że takowe tłumaczenia są łatwe, wg. mnie jest wręcz przeciwnie. Przy przekładzie pism prawniczych, mamy utarty wzór, frazy i słownictwo, a przy tłumaczeniu bajki możemy polec na rymowance.

swirkom
08-25-2013, 19:42
Na studiach orzygotowywałam nawet krótką prezentację w tym temacie :) Tłumaczenia dzieciecej literatury z pewnoscia prosztsze nie sa. Problemy zaczynaja sie juz z imionami postaci (tłumaczyć? spolszczać?), poza tym wystepuja tez standardowe problemy typu do jakiej kultury dostosowywac tekst (polskiej czy zostawiac oryginalna?). Pozostaje jeszcze styl wypowiedzi. Myślę, że do tego trzeba mieć odpowiednie podejście i talent.

margolada
08-25-2013, 20:47
Też uważam, że trudniej jest tłumaczyć dla dzieciaków. Trzeba mieć przecież dobrą wyobraźnię i być kreatywnym, aby przetłumaczyć tekst na taki pięknie brzmiący i oddający cały sens.

Kaloskagatos
08-25-2013, 21:55
Chyba najczęściej przytaczanym przykładem nietrafności tłumaczenia był Kubuś Puchatek jako Fredzia Phi Phi. Swoją drogą, chyba niesłusznie, bo to dzieło Milne'a można rozpatrywać zarówno jako rzecz dla dzieci, jak dla dorosłych, i "Fredzia" lepiej się nadaje do tej drugiej grupy, bo tłumaczka zrobiła więcej poszukiwań, by znaleźć jak najdokładniejsze ekwiwalenty (Winnie the Pooh: Winnie jako zdrobnienie żeńskiej formy imienia Alfred, czyli "Alfreda" -> Fredzia, Phi Phi - bo Puchatek w pewnym momencie mówi coś podobnego pogardliwie, i stąd miało się wziąć to "Pooh", a nie od bycia puchatym).

Dorothy86
08-26-2013, 11:06
Wydaje mi się, że tłumaczenie literatury dziecięcej jest bardzo trudnym zadaniem. W tekstach jest wiele gier słownych i neologizmów i trzeba naprawdę się nagłowić, aby przetłumaczyć tego typu rzeczy na język docelowy.

AlicjaK
08-26-2013, 15:12
Też myślę, że tłumaczenie literatury dziecięcej jest o wiele trudniejsze niż tłumaczenie dla dorosłych. Dużo trudniej jest oddać klimat książki albo dziwne imiona czy rymowanki, którymi naszpikowane są książki dla dzieci ;) Wystarczy spojrzeć na "Harry'ego Pottera" - tłumacz musiał się sporo nabiedzić, żeby przełożyć te wszystkie magiczne nazwy :)

Aga12
08-26-2013, 17:29
Nie wiem skąd przekonanie, że takowe tłumaczenia są łatwe, wg. mnie jest wręcz przeciwnie. Przy przekładzie pism prawniczych, mamy utarty wzór, frazy i słownictwo, a przy tłumaczeniu bajki możemy polec na rymowance.

Konsekwencje złego przetłumaczenia są jednak dużo większe w przypadku "dorosłych tłumaczeń". Źle przetłumaczona umowa lub wypis ze szpitala może spowodować dużo kłopotów. Pomyła w przetłumaczeniu jakiegoś słowa w książeczce dla dzieci? Chyba końca świata z tego powodu nie będzie. A mniej lub bardziej składnie przetłumaczona rymowanka? No cóż jednemu dziecku się nie spodoba, a drugiemu może i tak, upodobania przecież są bardzo różne.

AgataLiberska
08-26-2013, 18:35
Konsekwencje złego przetłumaczenia są jednak dużo większe w przypadku "dorosłych tłumaczeń". Źle przetłumaczona umowa lub wypis ze szpitala może spowodować dużo kłopotów. Pomyła w przetłumaczeniu jakiegoś słowa w książeczce dla dzieci? Chyba końca świata z tego powodu nie będzie. A mniej lub bardziej składnie przetłumaczona rymowanka? No cóż jednemu dziecku się nie spodoba, a drugiemu może i tak, upodobania przecież są bardzo różne.

Ale konsekwencje nie wpływają na sam proces tłumaczenia, chyba że tłumacz się stresuje ;)

Aga12
08-26-2013, 19:02
Ale konsekwencje nie wpływają na sam proces tłumaczenia, chyba że tłumacz się stresuje ;)

Ależ wpływają, jak najbardziej. Jeżeli nie chcemy pomyłki to będziemy sprawdzać ( czasem w kilku słownikach) znaczenie najważniejszych słów np jakiś ważny termin medyczny, może nawet konsultować się z zaprzyjaźnionym lekarzem. Tłumacząc dziecięce wierszyki możemy puścić wodze fantazji, taki wyraz czy inny ale podobny, byle ładnie brzmiało :D.

AgataLiberska
08-26-2013, 19:19
Skrót myślowy ;) ewentualne konsekwencje nie wpływają na to, czy sam proces jest obiektywnie trudniejszy czy łatwiejszy.
Uważam, że nie można porównywać tłumaczenia literackiego i specjalistycznego.
Poza tym, w wierszyki dla dzieci są jak wiersze dla dorosłych, nie chodzi tylko o ładne brzmienie.

Aga12
08-26-2013, 20:31
Skrót myślowy ;) ewentualne konsekwencje nie wpływają na to, czy sam proces jest obiektywnie trudniejszy czy łatwiejszy.
Uważam, że nie można porównywać tłumaczenia literackiego i specjalistycznego.
Poza tym, w wierszyki dla dzieci są jak wiersze dla dorosłych, nie chodzi tylko o ładne brzmienie.

Czasem chodzi. Weźmy jako przykład "Deszcz jesienny " Staffa. Jak wyglądałby w głośnym czytaniu gdyby zamiast słowa deszcz byłoby ulewa, zamiast szyby - okno, zamiast dżdżu - krople wody itd czyli po wyrzuceniu wszystkich tych szeleszczących wyrazów? Klapa!!


"O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny..."

asiaoslak
08-26-2013, 21:48
Domyślam się że określenie "łatwiejsza/e" w odniesieniu do tłumaczenia literatury dla dzieci opiera się może na tym, że ogólnie język dzieci jest prostszy, zdania są mniej skomplikowane, słownictwo nie takie wyszukane. Pod tym względem myślę, że to się zgadza. Dlatego np. powstaje wiele wydawnictw wykorzystujących bajki, baśnie do nauki języka obcego. Z drugiej strony może to być trudniejsze- czasami dorosły człowiek musi się nagimnastykować, by dotrzeć do dziecka, by znaleźć z nim wspólny język, by zapomnieć o swych życiowych doświadczeniach, całej zdobytej wiedzy- i to samo może mieć miejsce przy tłumaczeniu- trzeba wczuć się w dzieci, w ich sposób postrzegania świata, myślenia. A to wymaga pracy, skupienia. Tak więc- jak przy każdym problemie- są dwie strony medalu.

Violetta
09-11-2013, 22:38
Jestem zdania, że tłumaczenie literatury dla dzieci jest prostsze od innych form tłumaczeń literackich.
Kiedy przychodzi nam do przetłumaczenia np. poważnej powieści, należy się nieźle napracować, aby oddać szczegóły oryginału tj. styl, formę, treść i do tego spowodować aby czytelnik naprawdę był zainteresowany - jednym słowem, ludzie dorośli zwracają większą uwagę na to co czytają i na styl tego co jest napisane. W literaturze dla dzieci, tłumacz nie spotyka się z takimi problemami. Owszem, są rzeczy które wymagają trochę pracy, jednak, uważam że łatwiej rozwiązać problemy wynikające przy tłumaczeniu literatury dziecięcej. Ważną kwestią jest rodzaj języka - myślę tu o języku ludzi dorosłych i dzieci. Wiadomo różnią się od siebie pod wieloma względami (ale to już inny temat).

izaa
09-13-2013, 17:09
Myślę, że tłumaczenie literatury dla dzieci jest jednak trudniejsze niż dla dorosłych. Dobór słów i opisu różnych sytuacji musi być bardziej wyraziste i ciekawe, a do tego dopasowane do wieku dziecka. Czasem tekst źródłowy może wydawać się bardzo prosty, ale po przetłumaczeniu przez dorosłego staje się zupełnie nieatrakcyjny dla dziecka.

Aga12
09-13-2013, 17:45
Domyślam się że określenie "łatwiejsza/e" w odniesieniu do tłumaczenia literatury dla dzieci opiera się może na tym, że ogólnie język dzieci jest prostszy, zdania są mniej skomplikowane, słownictwo nie takie wyszukane. Pod tym względem myślę, że to się zgadza. Dlatego np. powstaje wiele wydawnictw wykorzystujących bajki, baśnie do nauki języka obcego. Z drugiej strony może to być trudniejsze- czasami dorosły człowiek musi się nagimnastykować, by dotrzeć do dziecka, by znaleźć z nim wspólny język, by zapomnieć o swych życiowych doświadczeniach, całej zdobytej wiedzy- i to samo może mieć miejsce przy tłumaczeniu- trzeba wczuć się w dzieci, w ich sposób postrzegania świata, myślenia. A to wymaga pracy, skupienia. Tak więc- jak przy każdym problemie- są dwie strony medalu.

W to musiał się chyba wczuwać autor. Zdania zostały już napisane, fantazje dziecięce przelane na papier. Tłumacz nic od siebie nie może dodać. Tłumacząc książkę, której akcja rozgrywa się w jakimś więzieniu tłumacz musi zastosować żargon więzienny, a książki dla dzieci "żarogon dzicięcy" i tyle, pamiętając jednocześnie aby nie używać zbyt wyszukanych i zbyt mądrych słów obcych małemu czytelnikowi.

mynameism2840
09-24-2013, 11:01
W to musiał się chyba wczuwać autor. Zdania zostały już napisane, fantazje dziecięce przelane na papier. Tłumacz nic od siebie nie może dodać. Tłumacząc książkę, której akcja rozgrywa się w jakimś więzieniu tłumacz musi zastosować żargon więzienny, a książki dla dzieci "żarogon dzicięcy" i tyle, pamiętając jednocześnie aby nie używać zbyt wyszukanych i zbyt mądrych słów obcych małemu czytelnikowi.

myślę, że jeśli tłumacz trzyma się wersji autora, ma duże szanse na powodzenie, ale na pewno wiedza samego tłumacza też odgrywa ważną rolę - trzeba na każdym kroku pamiętać, kto jest odbiorcą tekstu i tłumacz, który nie jest zaznajomiony z "dziecinnymi" wyrażeniami i dziecięcym spojrzeniem na świat, może jednak polec na takim zadaniu. dla mnie literatura dziecięca wydaje się ogromnym wyzwaniem

MasterMind
09-24-2013, 22:11
Szczerze to powiedziałbym że nie, bo odbiorca z jednej strony jest jeszcze nie do końca wykształcony, a z drugiej - trzeba mu przekazać jak najwięcej wiedzy i nowych słów w pigułce :)

ross
09-25-2013, 23:08
Bardzo ciekawie pisała o tym Aniela Korzeniowska w książce "Explorations in Polish-English Mistranslation Problems" na przykładzie tłumaczenia "Kubusia Puchatka" Ireny Tuwim. Tłumaczka zmieniła w dużym stopniu cały tekst, ale za to uchwyciła charakter książki, co trafiło do polskich odbiorców i przesądziło o sukcesie. Tłumacz ma na pewno ułatwione zadanie, jeśli sam lubi i rozumie dzieci. I jeśli styka się z ich językiem. Ale nie powiedziałabym, że zadanie jest łatwe samo w sobie. Mowa dzieci, to czasem oddzielny świat wewnątrz samego języka.

lukasz2789
09-26-2013, 07:34
Wydaje mi się, że tłumaczenie literatury lub bajek dla dzieci jest dość specyficzne. Trzeba szukać takich słów i wyrazów, aby stworzyć język przystępny dla malucha a jednocześnie wiernie odzwierciedlający pierwowzór.

Arya_92
10-03-2013, 11:30
Wiele osób jest zdania, że literatura dziecięca jest łatwiejsza w tłumaczeniu. W brew pozorom, może to być mylne wrażenie. W literaturze dziecięcej mamy na przykład często do czynienia z różnego rodzaju rymowankami, swoistą rytmiką tekstu itd. Coś co wydaje się łatwe w odbiorze może tak na prawdę okazać się wyzwaniem biorąc pod uwagę przykładowo formę danego tekstu. Ponadto, uważam, że do tłumaczenia literatury dziecięcej potrzeba bogatej wyobraźni, wielu pomysłów i na pewno kreatywności.

manila87
10-12-2013, 18:51
Na co trzeba zwracać uwagę podchodząc do tłumaczenia literatury dla dzieci?

Oto kilka istotnych kwestii:
* problem readablity - możliwość dziecka przeczytania i zrozumienia tekstu
* wyrazy obce - mniejsza tolerancja dzieci do wyrazów obcych
* tłumaczenie czy adaptacja (rewriting)
* kategoria adresata - tylko dziecko czy podwójny odbiorca
* wpływ konwencji literatury dziecięcej
* odbicie języka epoki, w którym powstał tekst - modernizacja języka przekładu??

Co jeszcze? Na co zwracać uwagę? Jakie kwestie przeanalizować przed rozpoczęciem tłumaczenia literatury dziecięcej?

8852
11-27-2013, 14:32
Trzeba na pewno znać się na tłumaczeniu tekstów dla dzieci, gdyż jest to trochę inne zajęcie. Literatura ta nie jest może skomplikowana w odbiorze, czy przekazie, ale na pewno się trzeba z nią liczyć, gdyż jest to całkiem przyjemne zajęcie tłumaczyć dla dzieci :)

Aga12
11-27-2013, 15:47
Wiele osób jest zdania, że literatura dziecięca jest łatwiejsza w tłumaczeniu. W brew pozorom, może to być mylne wrażenie. W literaturze dziecięcej mamy na przykład często do czynienia z różnego rodzaju rymowankami, swoistą rytmiką tekstu itd. Coś co wydaje się łatwe w odbiorze może tak na prawdę okazać się wyzwaniem biorąc pod uwagę przykładowo formę danego tekstu. Ponadto, uważam, że do tłumaczenia literatury dziecięcej potrzeba bogatej wyobraźni, wielu pomysłów i na pewno kreatywności.

Czy to stwierdzenie jest równoznaczne, z tym że pisząc lub tłumacząc dla dorosłych nie potrzeba ani bogatej wyobraźni, ani wielu pomysłów, a już na pewno kreatywności. BŁĄD. Wydaje mi się, że pisząc/tłumacząc dla dorosłych ( dla tych często czytających i znających mnóstwo książek) potrzebna jest dużo większa kreatywność niż dla jakiegoś smarkacza. Dla parolatka wszystko jest nowe, a jak się już rymuje to super. I jeśli jeszcze mama lub tata osobiście przeczyta, i obrazki będą ładne to srawią duuuuuużo wiecej niż dorosły i wytrawny czytelnik mączący się nada jakimś kiepskim tłumaczeniem lub dziełem "popełnionym" przez jakiegoś grafomana.

Może być trudne, ale na pewno nie trudniejsze niż dla dorosłych.

Judyta Łepkowska
11-29-2013, 01:16
Dla mnie jest trudne, ponieważ nie trzeba trafic do dzieci, a ja tego nie potrafię. ;p

basik
12-02-2013, 00:10
Myślę, że tłumaczenie literatury dla dzieci wymaga skupienia na trochę innych sprawach, niż tłumaczenie literatury dla dorosłych. Może być tak, że przekład tekstu dziecięcego "popłynie" - bo słownictwo jest proste, fabuła przyjemna i tłumacz pracuje jak automat, przeoczając jakiś istotny drobiazg. I, tak jak wspomniał któryś z Przedmówców - rymowanki, wierszyki czy piosenki, które często się w takiej literaturze pojawiają i muszą zachować swoją treść i nie zostać "udziwnione", potrafią być prawdziwym wyzwaniem.
Kiedyś brałam udział w dyskusji dotyczącej tłumaczenia imion znaczących w opowiadaniach dla dzieci. Byłam zdania, że nie powinno się tego robić, bo to czasem brzmi wręcz śmiesznie tam, gdzie śmiesznie być nie powinno, ale z drugiej strony... - takie dylematy trzeba rozstrzygać, biorąc pod uwagę dziecięcą perspektywę, którą czasem niełatwo osiągnąć. Nie lekceważyłabym więc trudności, ale nie sądzę, że są one większe niż w przypadku literatury "dorosłej" - są innego rodzaju i łatwiej je przeoczyć.

bbasia92
12-13-2013, 23:33
Tłumaczenie literatury dziecięcej zaliczam do tych trudniejszych. Bardzo ważny jest język, ponieważ literatura skierowana do dzieci ma też za zadanie uczyć, a więc musi być bezbłędna. Musi być łatwo zrozumiała, co wbrew pozorom nie jest prostym zadaniem. Często trudności sprawiają słowa wymyślane przez autora, aby rozbawić czytelnika. Dobrym przykładem jest książka "Alicja w Krainie Czarów", która zawiera mnóstwo słów wymyślonych przez autora. Przy tłumaczeniu takich dzieł potrzeba również twórczego umysłu :)

Caitlin
12-21-2013, 12:12
Nie jest łatwiejsze ani trochę. Pamiętajmy o tym, że literaturę dla dzieci piszą DOROŚLI, czasem jest więc pełna dwuznaczności - szczególików których dzieciaki nie zauważą, a dorośli będą śmiać się do rozpuku. Tłumacz musi wziąć to pod uwagę. Poza tym, dla dzieci, czy dla dorosłych, są to teksty literackie - czyli występują w nich wszystkie środki stylistyczne charakterystyczne dla literatury.

Aga12
12-21-2013, 15:36
Nie jest łatwiejsze ani trochę. Pamiętajmy o tym, że literaturę dla dzieci piszą DOROŚLI, czasem jest więc pełna dwuznaczności - szczególików których dzieciaki nie zauważą, a dorośli będą śmiać się do rozpuku. Tłumacz musi wziąć to pod uwagę. Poza tym, dla dzieci, czy dla dorosłych, są to teksty literackie - czyli występują w nich wszystkie środki stylistyczne charakterystyczne dla literatury.

Możesz podać jakiś tytuł książki dla dzieci przy której ( jako dorosła osoba) tak zawzięcie się śmiałaś?

houdini
12-22-2013, 23:58
Dodam, że jest to trudniejsze ze względu na mnogość gier słownych jakie są w bajkach. Ważny jest również przekaz jaki bajka potem da dzieciom.

tymcia
12-23-2013, 10:30
Literatura dziecięca ma być i zabawna i napisana przystępnym dla dzieci językiem i jeszcze utrzymywać dzieci w bajkowym świecie do ostatniej strony :) Wyzwanie dla nielicznych, którzy potrafią bez problemu wczuć się w to, co dziecko pomyśli czytając dany fragment. Nie zawsze to, co uważamy za przepiękny przekład tekstu okaże się zrozumiałe dla dzieci, nie mówiąc już o tym, że mamy inne poczucie humoru i dzieci z książką w ręku mogą się zastanawiać - Czy to ten moment, kiedy miało być śmiesznie? :)

dorotakajak
12-23-2013, 12:15
Oj, nie wydaje mi się, żeby było to proste zadanie. Przynajmniej jeśli chodzi o małe dzieci. Najlepiej, żeby tłumacz znał język i percepcję takiego dziecka. Inaczej dziecko nie zrozumie i tłumacz przysporzy rodzicom pytań w stylu "Co to znaczy?" i "Dlaczego on tak powiedział?" ;)

martyna_sz
12-31-2013, 13:42
Na pewno trudniejsze, ale mi osobiście wydaje się też bardziej zabawne. To też jeden z nielicznych przypadków, kiedy mamy pełną dowolność przekład imion i nazw własnych. Wydaje sie fajne:)

leopoldynakasia
01-15-2014, 20:32
Dziecięca publiczność jest potwornie wymagająca i bubla "nie kupi".

Aga12
01-15-2014, 22:31
Dziecięca publiczność jest potwornie wymagająca i bubla " nie kupi "

Bez przesady! Potwornie wymagające!??:rolleyes: Dzieci wcale nie mają takiego wyszukanego gustu jak nam się wydaje. Zobaczcie z czego się śmieją. Niech się płyta CD zatnie na lekcji i osoby nagrane na płycie zaczną się "jąkać" salwy śmiechu murowane. Ktoś się wywróci na korytarzu i zaryje nosem w kosz na śmieci lub obleje jogurtem zawsze znajdą się ci którzy będą się śmiać do rozpuku. Taki wiek, że woli się Flipa i Flapa niż Szekspira a Disko Polo bardziej niż arcydzieła operowe. Pisząc książki trzeba tylko trafić w ich zainteresowania i sukces murowany. A tłumaczenie, po prostu trzeba dobrze przetłumaczyć tekst, używając prostego języka dostosowanego do poziomu umysłowego przeciętnego dziecka.
A książki dla wymagających? Myślę, że takich z bardziej wysublimowanym i wyszukanym smakiem w każdej szkole można policzyć na palcach jednej ręki.

I nikt mi nie wmówi, ze tłumaczenie "Sierotki Marysi" jest trudniejsze od tłumaczenia "Ulissesa" Jamesa Joyce.

Pyanopsion
01-18-2014, 23:38
To zależy. Moim zdaniem do każdego rodzaju tłumaczeń trzeba mieć dryg. Dziecięca literatura jest niewątpliwie łatwiejsza do zrozumienia. Ale jeżeli ktoś nie zna się na dzieciach - ich sposobie myślenia, recepcji - może nie wywiązać się dobrze z tłumaczenia, ponieważ dziecko może być po prostu tekstem końcowym znudzone.

Aga12
01-19-2014, 22:53
To zależy. Moim zdaniem do każdego rodzaju tłumaczeń trzeba mieć dryg. Dziecięca literatura jest niewątpliwie łatwiejsza do zrozumienia. Ale jeżeli ktoś nie zna się na dzieciach - ich sposobie myślenia, recepcji - może nie wywiązać się dobrze z tłumaczenia, ponieważ dziecko może być po prostu tekstem końcowym znudzone.

Może być znudzone, ale to będzie bardziej wina kiepskiego autora niż tłumacza. Nudnej książki nie da się tłumaczeniem "przerobić" na super fascynującą ( chyba, ze się ją naprawdę przerobi a nie tylko przetłumaczy).

Guargh
01-20-2014, 09:08
Może być znudzone, ale to będzie bardziej wina kiepskiego autora niż tłumacza. Nudnej książki nie da się tłumaczeniem "przerobić" na super fascynującą ( chyba, ze się ją naprawdę przerobi a nie tylko przetłumaczy).

Poprawić miernoty tłumacz może i nie poprawi, ale zarżnąć w przekładzie cały urok oryginału niejednemu się trafiło. :D

THEUTE1648
01-20-2014, 16:43
Masz rację. Z pozoru mogło by się wydawać że to łatwe niemniej jednak trzeba pamiętać że mamy do czynienia z bardzo wymagającymi odbiorcami :)

____________________
Koniecznie zajrzyj http://www.saunyzdrewna.pl/o-saunach/ przekonasz się, oferta jest super!

Aga12
01-20-2014, 16:51
Masz rację. Z pozoru mogło by się wydawać że to łatwe niemniej jednak trzeba pamiętać że mamy do czynienia z bardzo wymagającymi odbiorcami :)

Każdy jest wymagający. Moje wymagania wcale nie są wcale mniejsze niż dzieci. Czy naprawdę wierzycie, że dorośli są MNIEJ wymagający od dzieci? Mało tego, niejeden dorosły może porównać tłumaczenie z oryginałem (co się dzieciom raczej nie zdarza) i potem nieźle pokrytykować tłumacza.

tiassa
03-26-2014, 20:06
Tłumaczenie literatury dziecięcej nie jest ani łatwiejsze ani trudniejsze. Jest inne i tyle. W książkach dla dzieci znaleźć można dużo gier słownych, wierszyków, imion posiadających znaczenie, neologizmów i ogólnie elementów humorystycznych. Niejednokrotnie tłumaczenie takiej książki wymaga od tłumacza większej kreatywności. W każdej książce znaleźć można jakieś problematyczne elementy, jedne mają ich więcej, inne mniej. Ale absolutnie nie sądzę, żeby tłumacz literatury dziecięcej był 'gorszy' od tłumacza literatury wysokiej.

soivka
03-27-2014, 11:38
Każdy jest wymagający. Moje wymagania wcale nie są wcale mniejsze niż dzieci. Czy naprawdę wierzycie, że dorośli są MNIEJ wymagający od dzieci? Mało tego, niejeden dorosły może porównać tłumaczenie z oryginałem (co się dzieciom raczej nie zdarza) i potem nieźle pokrytykować tłumacza.

Zarówno dzieci i dorośli są wymagającymi odbiorcami, każda grupa w inny sposób. Ale trzeba pamiętać, że jak te dzieci nie będą miały ochoty czytać książek w dzieciństwie, to odechce im się czytać na długo.

estrellafugaz1
03-30-2014, 15:42
Również uważam, że każde tłumaczenie literackie jest specyficzne i trudne. Tłumacząc dla dzieci trzeba się natrudzić, aby zastosować odpowiedni dobór słownictwa i przetłumaczyć tekst ciekawie i zrozumiale.

Joannakpst
04-29-2014, 00:01
Wydaje mi się, że łatwiejsze...Jednak i do takich z pozoru prostych tłumaczeń, trzeba się przyłożyć, by stworzyć coś fajnego, co trafi w dziecięce gusta. Często właśnie te najprostsze rzeczy przyprawiają najwięcej problemów.

angelious
04-29-2014, 16:01
A ja jednak uważam , że literatura dziecięca jest prostsza do tłumaczenia. Oczywiście należy pamiętać, że odbiorca ma specyficzne wymagania m.in łatwe słownictwo, łatwość przekazu, ale np dużo trudniejszym zadaniem jest tłumaczenie poezji czy prozy konkretnych autorów, gdzie trzeba oddać styl, często także brzmienie słów.

lytta
04-29-2014, 19:28
Wydaje mi się, że jest wymagające szczególnie ze względu na konieczność tłumaczenia nazw własnych czy wyrazów dźwiękonaśladowczych. Myślę, że liczy się tutaj kreatywność.

ankab
05-01-2014, 22:07
Mi się wydaje, że wszystko zależy od książki. Jeśli jest to książka przeznaczona dla trochę starszych dzieci to język wcale nie musi być prosty. Z kolei jest sporo książek dla dorosłych pisanych prostym, wręcz ubogim językiem. Jednak ogólnie rzecz biorąc, myślę, że przeciętną książkę dla dzieci łatwiej jest przetłumaczyć niż książkę dla dorosłych napisaną na przyzwoitym poziomie.

mariakupiec
05-02-2014, 09:40
Ja nie powiedziałabym, że jest trudniejsze, niż proza dla dorosłych, ale na pewno jest dużym wyzwaniem zwłaszcza, jeśli autor stosuje gry słowne, wplata rymowanki i powiedzonka, które często ciężko przetłumaczyć, żeby zachowały sens i wywarły te same emocje, co w języku źródłowym.

amazur
05-18-2014, 21:44
Literatura dziecięca wymaga od tłumacza dużej samokontroli. Nie dość, że trzeba pilnować tego, co w zwykłym tłumaczeniu, to jeszcze należy zwracać dużą uwagę, by słowa, jakich używamy nie były zbyt trudne dla małych czytelników :) Zazwyczaj też takie teksty zawierają, jak już zostało napisane, rymy, gry słowne, czy ukryte przesłania, morały. Na pewno nie jest to zadanie łatwiejsze. Bardziej skłaniałabym się do stwierdzenia, że jest ono trudniejsze.

fruwam
06-04-2014, 10:10
Chyba najtrudniejszy w tłumaczeniu oraz tworzeniu literatury dla najmłodszych jest fakt, że skierowana jest ona do dwóch, różnych odbiorców. Tekst musi przekonać nie tylko dzieci, ale również rodziców. To przecież oni kupują dzieciom książki, to oni czytają je razem z nimi. Trochę inaczej jest już z młodzieżą, która jest w stanie dobierać lektury z większą samodzielnością.

tyomyeky
06-19-2014, 19:05
Jestem zdania, że tłumaczenie dziecięcej literatury nie musi być dużo łatwiejsze. Może być za to trudne, ponieważ trzeba dobierać słowa/wyrażenia na poziomie dzieci i jeszcze pewnie zachować wesoły ton.
Ja bym się w tym pewnie nie sprawdził :)

Gangrena
06-23-2014, 12:26
Nie wiem dlaczego miało by być łatwiejsze, jest tak samo trudne albo i trudniejsze niż tłumaczenie literatury przeznaczonej dla dorosłych. Tłumacz musi niejako zrozumieć umysł dziecka, uprościć pewne rzeczy, uczynić wszystko ciekawym.

ioodi
09-06-2014, 00:21
Stoję na stanowisku, że każda książka dla dzieci będzie bardziej wymagająca niż przeciętna literatura dla dorosłych. Natomiast bardziej skomplikowana poezja czy dramat to jednak chyba większe wyzwanie. No i jest jeszcze coś takiego jak współczesne postmodernistyczne dziwactwa, które chyba zmierzają w kierunku nieprzetłumaczalności. Nie przez niemożność dobrania właściwych słów, tylko przez fakt, że ciężko tłumaczyć coś w czym trudno o jakikolwiek sens...

jkotl
09-10-2014, 09:39
Uważam, że czy to dzieło skierowane do dorosłego, czy dziecka, zawsze będzie stanowiło odrębne wyzwanie dla tłumacza. Przy przekładaniu książki dla dziecka trzeba być często wyczulonym np. na dobór słów, fonetykę czy składnię. Np. co dla nas może być śmieszne, dziecka nie zaciekawi, słowo, które może jest dla nas banalne, dziecku pomoże lepiej w nauce czytania/słuchania (gdy jeszcze samodzielnie nie czyta) ze zrozumieniem. Ponadto moim zdaniem warto również zaciekawiać dziecko językiem obcym przez proces tłumaczenia i przy okazji my poznajemy językowy świat dziecka. :) Jeśli jesteśmy rodzicami (albo mamy częsty kontakt z dziećmi), warto wybrać jakąś pozycję do tłumaczenia (np. piosenkę) i pytać dziecko, który polski wariant najlepiej mu odpowiada. Który go ciekawi, a który jest nudny albo utrudniający zrozumienie tekstu. Raz tłumaczyłam śmieszną włoską piosenkę dla jednej dziewczynki przy nakierowywaniu, które słowo w rodzimym języku najbardziej ją bawi i w ten sposób powstało tłumaczenie bliżej punktu widzenia dziecka. :)

BLitwin
09-10-2014, 13:38
Moim zdaniem nie jest to łatwe zadanie. Dziecko jest bardzo wymagającym odbiorcą, więc i tłumaczenie będzie wymagało gimnastyki słownej i niejednokrotnie fantazji. Nazwy własne pojawiające się w literaturze dziecięcej bywają trudne do przetłumaczenia. Trzeba również uwzględnić realia językowe, różnice kulturowe i t.p. Przykładem takich odmienności będzie fakt, że nasza Baba Jaga lata na miotle, a rosyjska - w ступе (stępa, moździerz). Nie uważam, żeby tłumaczenie literatury dziecięcej było dużo łatwiejsze, wręcz przeciwnie - nie uważam je wcale za łatwe, a za wymagające.

LVoss
09-10-2014, 13:57
Tak jak chyba wszyscy zauważyli, literatura dziecięca to dla tłumacza jedno z największych wyzwań.

Dziecko nie będzie czytać przypisów, więc nie można iść na łatwiznę i trzeba przełożyć odpowiednio wszystkie kody kulturowe. W dodatku dziecko może nawet nie zdawać sobie sprawy ani nie rozumieć, że oryginał powstał w innym kręgu kulturowym. Na przykład, gdy postacie wspominają o tym, że mówią po angielsku, trzeba pamiętać, by zastąpić ten język polskim.

Jednak uważam, że trzeba się wystrzegać infantylizacji. Dzieci to nie idioci, to mali ludzie, więc jeśli autor oryginału nie traktuje ich protekcjonalnie, to również my nie powinniśmy niczego nadmiernie upraszczać.

Aga12
09-10-2014, 16:15
Moim zdaniem nie jest to łatwe zadanie. Dziecko jest bardzo wymagającym odbiorcą, więc i tłumaczenie będzie wymagało gimnastyki słownej i niejednokrotnie fantazji. Nazwy własne pojawiające się w literaturze dziecięcej bywają trudne do przetłumaczenia. Trzeba również uwzględnić realia językowe, różnice kulturowe i t.p. Przykładem takich odmienności będzie fakt, że nasza Baba Jaga lata na miotle, a rosyjska - w ступе (stępa, moździerz). Nie uważam, żeby tłumaczenie literatury dziecięcej było dużo łatwiejsze, wręcz przeciwnie - nie uważam je wcale za łatwe, a za wymagające.

Rozumiem, że książki dla dorosłych można tłumaczyć bez fantazji, byle jak, bez polotu bo dorosły nie jest wybredny i przeczyta wszystko jak leci.
Trzeba tłumaczy wiernie tłumaczowi, jeżeli książka jest dobra to to i tłumaczenie zachwyci. Ze złej tłumaczenie cudu też nie zrobi.

Aga12
09-17-2014, 22:36
Myślę, że może to być zadanie trudniejsze od tłumaczenia literatury skierowanej do dorosłych. Przede wszystkim największą trudność sprawia tłumaczenie nazw własnych, imion postaci, przydomków oraz pewnych elementów świata przedstawionego. Dodatkowo, często w bajkach znajdują się piosenki, wierszyki i rymowanki, które stanowią nie lada wyzwanie.

Czy naprawdę uważasz, ze przetłumaczenia rymowanek typu " Lata osa koło nosa" jest naprawdę trudniejsze od przetłumaczenia np "Pana Tadeusza", który też jest napisany wierszem.:)

AgataSzepe
09-17-2014, 22:43
Może nie trudniejsze, ale równie trudne - zauważ, że w pierwszym wypadku też masz do czynienia z wierszem, z określonym rytmem i rymem. Oczywiście, nie trzeba przekładać dokładnie tym samym rodzajem wiersza, ale - podobnie jak przy "Panu Tadeuszu" - trzeba zdecydować się na odpowiedni rodzaj wiersza, z odpowiednią liczbą sylab, żeby wywołać odpowiedni efekt - przy "Osie" jak rozumiem wiersz ma brzmieć lekko, humorystycznie - więc taki 13-sto zgłoskowiec zabiłby "Osę" :) Świetnie o tym pisze Barańczak w "Ocalone w tłumaczeniu". Polecam.

Aga12
09-18-2014, 12:09
Może nie trudniejsze, ale równie trudne - zauważ, że w pierwszym wypadku też masz do czynienia z wierszem, z określonym rytmem i rymem. Oczywiście, nie trzeba przekładać dokładnie tym samym rodzajem wiersza, ale - podobnie jak przy "Panu Tadeuszu" - trzeba zdecydować się na odpowiedni rodzaj wiersza, z odpowiednią liczbą sylab, żeby wywołać odpowiedni efekt - przy "Osie" jak rozumiem wiersz ma brzmieć lekko, humorystycznie - więc taki 13-sto zgłoskowiec zabiłby "Osę" :) Świetnie o tym pisze Barańczak w "Ocalone w tłumaczeniu". Polecam.

To co łatwiej napisać to i łatwiej przetłumaczyć. Rymowanki ala Konopnicka można pisać bez problemu.
np
Jaki dzisiaj dzień wesoły,
bo idziemy dziś do szkoły
nie wejdziemy dziś w rabatki
bo wolimy jeść kanapki itd itp
I tak można w nieskończoność stosując rymy krakowsko-częstochowskie. A czy treść jest głupia czy mądra to już inna bajka i sprawa oryginalnego autora.
Dowolną treść z zagranicznego dziecięcego wierszyka można ubrać w taką formę prostej rymowanki. Z np Ulisessem Jamesa-Joyca już się tak nie pobryka :D

kluivert114
09-19-2014, 17:17
Kilka pozycji o tłumaczeniu dziecięcym:
Monika Adamczyk - Grabowska, "Polskie tłumaczenia angielskiej literatury dziecięcej. Problemy krytyki przekładu",
Michał Borodo, "Children's Literature Translation Studies? - zarys badań nad literaturą dziecięcą w przekładzie".
Może się do czegoś przydać

KKK
09-23-2014, 22:09
Wydaje mi się, że tłumaczenia dla dzieci mogą być trudniejsze niż literatura dla dorosłych. Często występują tam nazwy własne i wierszyki rymowane – a przetłumaczenie ich to naprawdę wyzwanie.

Aga12
09-23-2014, 23:33
Wydaje mi się, że tłumaczenia dla dzieci mogą być trudniejsze niż literatura dla dorosłych. Często występują tam nazwy własne i wierszyki rymowane – a przetłumaczenie ich to naprawdę wyzwanie.

Czy naaaaaaprawdę wierzycie, że tłumaczenie prostych rymowanek na poziomie umysłowym trzylatka jest trudniejsze niż tłumaczenie poważnej literatury dla dorosłych (nie myślę tu oczywiście o harlekinach lub innych "arcydziełach" typu "Zmierzch" itp) i że dla osoby np po lingwistyce będzie to takim dużym i powalającym wyzwaniem. Litości!!:eek:

muriel7
10-12-2014, 14:58
Tu raczej dochodzi kwestia kreatywności i "obycia" z rymami, niż poważne rozmyślanie nad strukturami, gramatyką i milionem innych aspektów jak w przypadku tłumaczeń literatury dla dorosłych. Tu, wydaje mi się, można sobie także pozwolić na więcej fantacji i odstępstw od oryginału.

malenstwo1511
10-12-2014, 22:51
Tłumaczenie dziecięcej literatury powinno wydawać się łatwiejsze niż przekłady dla dorosłych, wszystko ubieramy w proste słowa, tylko że czasami znalezienie odpowiednio prostych sformułowań wcale nie jest tak łatwe i oczywiste jak może się wydawać:)

jimmyweaver
10-27-2014, 13:40
Wydaje mi się, że tłumacz literatury dziecięcej musi być bardz dobrym obserwatorem i oczywiście ogólnie literatem tak, aby umiał właśnie zawrzeć sens bajki, warstwę dźwiękową, dydaktyczną. Właściwie musi dokonać rzeczy niemożliwej. Jak zauważa S. Barańczak musi też dokładnie zastanowić się nad dominantą i w ogóle mieć dobry plan jak ugryźć temat.

No właśnie, melodyjność, tekst pisany wierszem, częste rymy i gry słów - to tutaj zaczyna się prawdziwe wyzwanie (zaraz po sensie czy warstwie dydaktycznej). Bez bogatej intuicji językowej, i umiejętności kreatywnego korzystania z pióra będzie to bardzo, bardzo trudne...

mamurna
10-29-2014, 11:02
Rozumienie literatury dziecięcej w języku obcym jest dla jej czytelnika na pewno łatwiejsze, niż literatury "normalnej", jednak tłumaczenie - chyba niekoniecznie. To spore wyzwanie stworzyć, a raczej odtworzyć tekst przystępny i atrakcyjny dla dziecka. Może nawet trzeba mieć sprawniejsze pióro i bardziej wyrobiony styl niż w przypadku innych tłumaczeń...?

skwarek
02-02-2015, 14:25
W przypadku tłumaczenia poezji dziecięcej wypada się z Barańczakiem zgodzić. Dzieci na pewno nie będą się domyślać o co chodziło autorowi i jaki wygląda sytuacja w kulturze języka autora. Inaczej sytuacja wygląda w poezji dla dorosłych, w której Barańczak także tolerował niemałe odstępstwa.

klaudia7
04-10-2015, 23:22
A mnie się wydaje, że trzeba jeszcze wziąċ pod uwagę dla jakiego przedziału wiekowego przeznaczony jest utwór. Prawdą jest, że małe dzieci bardziej zajmie prosty, zrozumiały język. Natomiast w przypadku starszych dzieci elementy obce mogą stanowiċ impuls do zadawania pytań. Ja np. o wspomniany w jednej z poprzednich wypowiedzi pudding bym jako dziecko zapytała :)

klaudia7
04-26-2015, 16:31
Chciałabym jeszcze dodaċ, że nawet niektóre polskie utwory dla dzieci często wymagają dodatkowych wyjaśnień. Bo chyba rzadko które dziecko bez wyjaśnień będzie wiedziało co znaczy np. słowo kałakut.

"W Lututowie pod Sieradzem
(Zresztą wieść tę sprawdzić radzę)
Żyły niegdyś dwa koguty,
Dwa koguty-kałakuty. "

(Jan Brzechwa, "Dwa koguty")

klaudia7
05-02-2015, 18:10
Sądzę, że tłumaczenie literatury dziecięcej może byċ prawdziwym wyzwaniem. W takich tekstach bardzo ważne są kreatywnośċ i wyczucie. Dzieci potrafią byċ bardzo wymagające.

Jestem właśnie po lekturze Stefka Burczymuchy po węgiersku (Bátor Pisti). Moim zdaniem tłumaczenie udane. Ale czy było łatwe? Nie sądzę.

Eudoksja21
05-04-2015, 14:38
Czy uważacie, że dziecięce literatura jest prostsza do tłumaczenia? Jakie problemy może napotkać tłumacz przekładając tekst dla dzieci? A może młodzi odbiorcy są mniej wymagający?

Oczywiście, że jest dokładnie na odwrót... Trudne jest przede wszystkim znalezienie rejestru języka, w którym dana historia brzmiałaby naturalnie dla uszu dziecka. Ostatnio tłumaczyłam rumuńskie opowiadanie dla dzieci. Było napisane bardzo poprawną rumuńszczyzną, natomiast zachowanie tego bardzo literackiego stylu po polsku doprowadziłoby chyba do śmieszności, a przede wszystkim, obawiam się, że być może również do niezrozumienia przekładu przez polskie dziecko.

AnnaPrzybylska
06-02-2015, 21:17
Kolejnym ciekawym przykładem jest wszystkim dobrze znane "Abecadło" J. Tuwima. Miałam przyjemność analizować jego tłumaczenie na język rosyjski, gdzie oprócz tego, że wizualnie litery różnią się od swoich polskich odpowiedników to dodatkowo ich kolejność jest inna.

Wklejam może ktoś zna rosyjski ;):

АЗБУКА
Что случилось? Что случилось?
С печки азбука свалилась!

Больно вывихнула ножку
Прописная буква М,
Г ударилась немножко,
Ж рассыпалась совсем!

Потеряла буква Ю
Перекладинку свою!
Очутившись на полу,
Поломала хвостик У.

Ф, бедняжку, так раздуло -
Не прочесть ее никак!
Букву P перевернуло -
Превратило в мягкий знак!

Буква С совсем сомкнулась -
Превратилась в букву О.
Буква А, когда очнулась,
Не узнала никого!

Amadeus2093
06-03-2015, 12:29
Zgadzam się z Barańczakiem, że można odejść od oryginału dla dobra efektu, tak by dzieci np. polskie też miały ubaw z poezji np. angielskiej. pytanie tylko jak daleko od oryginału można odbiec, bo pewnie chodzi tu (a przynajmniej jak tak uważam) o takie udomowienie oryginału.

klaudia7
06-15-2015, 07:31
Zgadzam się z Barańczakiem, że można odejść od oryginału dla dobra efektu, tak by dzieci np. polskie też miały ubaw z poezji np. angielskiej. pytanie tylko jak daleko od oryginału można odbiec, bo pewnie chodzi tu (a przynajmniej jak tak uważam) o takie udomowienie oryginału.

Dokładnie. Można pójść na pewne odstępstwa, dzięki którym tekst będzie dla dzieci łatwiejszy w odbiorze, ale wydaje mi się, że istnieje pewna granica, której przekraczać się nie powinno, bo poza nią dokonuje się raczej adaptacji niż przekładu.

bwydra
08-04-2015, 15:10
Jeśli chodzi o tłumaczenie bajek to dobrym przykładem są bajki Janoscha tłumaczone przez Emilię Bielicką. Nie trzyma się ona sztywno oryginału, ma swój styl. Polecam wam zapoznac się z tłumaczeniem bajki "Świerszczyk muzykant i kret".

angelikakropacz
08-04-2015, 18:02
Tłumaczenie bajek dla dzieci to coś, czego bardzo chciałabym sama w przyszłości spróbować, ale mam wrażenie, że wcale nie jest to takie łatwe jakby mogło się wydawać. :) Z pewnością trzeba mieć dużo wyczucia i niekiedy sporo ciekawych pomysłów jak zastąpić coś, co dobrze brzmiało w source language, by tak samo albo i lepiej wyszło po polsku.

mala
08-09-2015, 22:59
Tłumaczenia bajek dla dzieci są bardzo trudne, ostatnio miałam w reku książkę pt."Mity przekładoznawstwa " Krzysztofa Lipińskiego. Autor pokazuje miedzy innymi, jaka trudność mieli tłumacze z przekładem Kubusia Puchatka, a nawet z wyborem jego płci(!). Bardzo ciekawa książka.

KingaMatusz
10-02-2015, 20:35
Myślę, że największym wyzwaniem w tłumaczeniu literatury dla dzieci jest dobranie odpowiedników dla imion bohaterów, miejsc akcji i wszelkich innych nazw własnych. Tłumacz musi wykazać się nie lada wyobraźnią, tworząc odpowiednik np dla nazwy Kaczka-Dziwaczka czy Stumilowy Las

ragusmaria
10-04-2015, 11:34
Zgadzam się, tłumaczenie literatury dziecięcej to wcale nie bułka z masłem. A co do problemów z realiami kulturowymi, to moim zdaniem (może dość kontrowersyjnym) nie powinno się na siłę wszystkiego lokalizować. Nie zapominajmy, że te bajeczki zazwyczaj czyta dzieciom ktoś dorosły, kto może wytłumaczyć wszelkie niejasności (można na wszelki wypadek wyjaśnić pewne rzeczy z tyłu książeczki), co wyrabia w dziecku dobry nawyk pytania o rzeczy, których nie wiedzą. A w razie czego zawsze można sięgnąć gdzieś dalej, do słownika, atlasu -- czyż edukacja nie jest też funkcją literatury dziecięcej? Do tej pory pamiętam, jak sprawdzałyśmy z moją mamą jakieś nieznajome nam zwroty w słownikach i encyklopediach -- na przykład qui pro quo w piosence z "Króla Lwa". I wcale nie uważam, że był to za trudny zwrot dla dziecka.

Zgadzam się w zupełności. Gdyby tak wszystko 'zlokalizować', to dzieci nie uczyłyby się niczego nowego i cały świat wydawałby im się taki sam. Myślę, że większość dzieci jest ciekawskich, to taka naturalna dziecięca cecha i warto ją pielęgnować.

Wracając do początkowego tematu. Mnie się też wydaje, że tłumaczenie książek dla dzieci jest dużym wyzwaniem. Oczywiście mam na myśli 'ambitniejsze' książki, np. książki Dr. Seuss'a. Są też książki dla dzieci, które nie wymagają wiele - książki typu 'Kaczuszka weszła do wody i zmoczyła nóżki'. Mówię o książkach bardziej kreatywnych, poruszających wyobraźnię, bawiących się słowem i uczących. Trudności, jakie mi przychodzą do głowy oprócz realiów kulturowych, to głównie słowotwórstwo. Neologizmy, imiona opisujące cechy bohaterów, zdrobnienia, onomatopeje. Na zajęciach tłumaczyłam stronę parku Ulicy Sezamkowej http://sesameplace.com/en/langhorne/ - nie jest to literatura dziecięca, ale park jest głównie przeznaczony dla dzieci i strona tez jest głównie skierowana do nich. Zwroty typu 'Elmo's Silly Bones Spooktacular Dine' wymagały dużej kreatywności. Do słowotwórstwa dochodzą też rymy, gry słowne itd.

Zanpo
10-04-2015, 21:08
Tłumaczenie tekstów dla dzieci wcale nie jest takie łatwe jakby się wydawało. Tłumacz musi zmierzyć się nie tylko z przekładem najróżniejszych nazw na chwytliwe, ale również dostosować odpowiednio tekst tak aby był zrozumiały dla dzieci. Taki zabieg jest szczególnie wymagający dla dorosłych, ponieważ dzieci inaczej postrzegają świat. Poza tym trzeba również przykładać szczególną uwagę do tego żeby treść była odpowiednia dla czytelnika w tak młodym wieku.

MartynaBunk
10-05-2015, 20:38
Tłumacz literatury dziecięcej musi wykazać się niekiedy ogromną kreatywnością, chociażby jak przy tłumaczeniu wiersza Juliana Tuwima "Lokomotywa", dla porównania wersja niemiecka: http://www.edunews.pl/images/pdf/Lokomotive.pdf - czy to wciąż ten sam wiersz? ;-) Wyobrażacie sobie tłumaczenie innego znanego nam wierszyka o abecadle np. na język rosyjski? Niemożliwe?

kasiacios1
10-11-2015, 21:55
Rozbieżność między oddawaniem Winnie the Pooh jako Kubusia Puchatka lub Fredzi Phi-Phi już pokazuje, że tłumaczenie literatury dziecięcej wcale nie jest łatwiejsze czy bardziej 'czarno-białe' - to w końcu też literatura.

Poza tym, książki dla dzieci wcale nie są płytkie, wręcz przeciwnie - ich znaczenia i interpretacje często są wielopoziomowe, co chyba najbardziej uderzyło mnie kiedy jako dorosła osoba wróciłam do 'Muminków'. ;)

ankahom
10-11-2015, 22:25
Literatura dziecięca wymaga od tłumacza dużej samokontroli. Nie dość, że trzeba pilnować tego, co w zwykłym tłumaczeniu, to jeszcze należy zwracać dużą uwagę, by słowa, jakich używamy nie były zbyt trudne dla małych czytelników :) Zazwyczaj też takie teksty zawierają, jak już zostało napisane, rymy, gry słowne, czy ukryte przesłania, morały. Na pewno nie jest to zadanie łatwiejsze. Bardziej skłaniałabym się do stwierdzenia, że jest ono trudniejsze.


Myślę, że warto zwrócić uwagę nie tylko na to, aby język nie był za trudny, ale także na to, aby nie był zbyt infantylny. To chyba taka podstępna pułapka przy tłumaczeniu literatury dla dzieci.

Przypomniało mi się tłumaczenie, które robiliśmy próbnie na zajęciach z translatorium. Był to fragment książki Sinikki i Tiny Noppoli o znanych w FInlandii bohaterkach - Heinähattu i Vilttitossu. Przetłumaczenie na polski tych imion okazało naprawdę trudne! Słomiany Kapelusik i Filcowy Bamboszek? Kapeluśniczka i Bamboszka? Wszystko brzmiało źle, a po fińsku te imiona - chociaż śmieszne - są dość zgrabne i nienachalne. Pomijam teraz fakt, że w polskim potrzeba dwóch słów, aby przenieść całe znaczenie (no chyba że użyjemy jakichś potworków typu "słomokapelusz"). Chciałam raczej wskazać na to, że trzeba uważać ze zdrobnieniami. Choć nie każdy język ma w tej materii tak duże pole do popisu jak polski, to jednak dobrze jest rozsądnie z tego dobrodziejstwa korzystać :).

AnnaDru
11-05-2015, 20:38
Wydaje mi się, że tłumaczenie książek dla dzieci stanowi o wiele większe wyzwanie niż mógłby przypuszczać ktoś zupełnie z zewnątrz, kto nigdy nie zagłębiał się w realia pracy tłumacza. Ktoś taki mógłby pomyśleć: proste przekazy, proste słownictwo, prości czytelnicy, co może pójść nie tak? A tłumacz wie, że odpowiedź brzmi: praktycznie wszystko.

Jednym z problemów jest pytanie o przeniesienie realiów. Zadaniem tłumacza jest postawienie granicy w odpowiednim miejscu; z jednej strony książka musi być zrozumiała i łatwa w odbiorze - co można zniszczyć przenosząc czytelnika w miejsce, z którym nie jest zupełnie zaznajomiony i którego zwyczajnie nie pojmuje - a z drugiej ma wyprowadzać poza własny ogródek, pokazywać inne realia, prezentować różnorodność świata.

Mnie jednak o wiele bardziej interesuje inna kwestia. Dorosłym wydaje się często, że dzieci są ich mniej rozwiniętą formą, zatem też prostszą, jakoby głupszą. A prawda jest taka, że jest to po prostu odmienny odbiorca, więc też taki, którego tłumaczowi jest trudno zrozumieć. Rzadko który dorosły potrafi wejść w umysł dziecka, patrzeć na świat tak, jak ono by to mogło robić. I myślę, że własnie w tym jest największa trudność: nie w tłumaczeniu słów z innego języka na polski, lecz w tłumaczeniu z języka dorosłych na język dzieci.

Ostatnio słyszałam taki przykład: w jednej historii babcia została zabita, ale tłumacz nie chciał użyć takiego sformułowania w książce dla dzieci, bo to przecież zbyt drastyczne i brutalne. Więc zamiast zabijać zamknął babcię w szafie, co też miało w jakiś tam sposób prowadzić do morału. Tylko warto się zastanowić czy na pewno osiągnął to, co zamierzał? Dzieci czasem potrafią zaskoczyć tym, w jaki sposób ułożą sobie w głowie wizję śmierci, jak to sobie objaśnią. I bardzo często może się okazać, że wizja zamknięcia w szafie wywołuje w nich o wiele więcej negatywnych emocji, ponieważ z jednej strony jest im o wiele bliższa, wydaje im się bardziej realna, z drugiej dochodzą też niesławne potwory z szafy...

kacha1178
11-11-2015, 19:05
Zgadzam się, tłumaczenia bajek dla dzieci tylko z pozoru są łatwiejsze.. Dzieci są dużo bardziej wymagające, wyłapują bardzo szybko najróżniesze rzeczy, na które dorośli nie zwracają więszkszej uwagi.
Zgadzam się również z osobą, ktora wspomniała rymowanki (rymowanki, wierszyki, wyliczanki...). Miałam okazję tłumaczyć bajkę. Na początku bajki znajdował się krótki, 4 wersowy, rymowany wierszyk. O ile tłumaczenie całej bajki nie zajęło mi jakoś bardzo dużo czasu, to na tłumaczenie samego wierszyka poświęciłam około 2 razy więcej czasu + prosiłam o pomoc bardziej doświadczonego tłumacza litertury. Takie tłumaczenia łatwe nie są, ale mi osobiście sprawiają przyjemność :)

Fuzz
11-15-2015, 22:37
Z jednej strony język literatury dziecięcej jest na pewno prostszy od języka "dorosłej" literatury. Jednak podczas tłumaczenia mogą pojawić się problemy. Oddanie prostoty języka może być bardzo trudne.

AdrKio
12-13-2015, 22:13
Wszystko tak naprawdę zależy od historii, jaką tłumaczymy. Jednak faktem jest, że to przy tłumaczeniach książek dla dzieci rodzi się najwięcej dylematów. Moim zdaniem historii opowiedzianych w oryginałach nie powinniśmy przenosić w realia polskie. W ten sposób tak naprawdę piszemy swego rodzaju własną książkę, a to się mija z ideą tłumaczenia. Osobiście uważam też, że w miarę możliwości nie powinno się tłumaczyć imion, nawet, jeśli istnieją polskie odpowiedniki. Wydaje mi się, że ma to wpływ na odbiór książki, na jej rzeczywistość i może to zmienić sposób, w jaki dzieci postrzegają daną historię. Natomiast, jeśli pozostaniemy wierni oryginałowi i nie spolszczymy nazw własnych, pozwoli to dzieciom poznać obcą im kulturę oraz z pewnością pobudzi wyobraźnię.

Dagma
01-18-2016, 08:58
Myślę, że takie tłumaczenie jest trudniejsze, gdyż nie każdy posiada właściwą dzieciom wrażliwość.

nemmiriel
01-23-2016, 20:13
Ciekawym zagadnieniem jest wybór głównej strategii w tłumaczeniu literatury dziecięcej. Czyli udomowić, czy może wyobcować? Do tej pory, o ile mi wiadomo, przeważało zdanie, że literaturę dla dzieci należy poddawać daleko posuniętej domestykacji, ponieważ dziecko nie będzie w stanie zidentyfikować czegoś jako obcego elementu, więc ten element nie przybliży go do kultury oryginału, co sprawia, że strategia wyobcowania mija się z celem. Jednak współcześnie żyjemy w coraz bardziej otwartych i wielokulturowych społeczeństwach, więc może właśnie dobrze by było wprowadzić do tłumaczeń literatury dziecięcej trochę "obcości", aby dzieci mogły się oswoić z odmiennością, żeby nieznane stało się znane. Myślę, że dużo mogłoby tu pomóc uświadomienie rodziców, że to oni powinni towarzyszyć dziecku w poznawaniu tego "nowego świata". Bo oni mają możliwość zidentyfikowania czegoś jako obce i wyjaśnienia dziecku, co to jest i skąd się wzięło.

sylvias
02-06-2016, 19:53
Uważam, że tłumaczenie literatury dziecięcej może okazać się niejednokrotnie trudniejsze niż mogłoby się to wydawać. Tłumacz musi zmierzyć się z wieloma problemami, po pierwsze z faktem, że dany tekst może mieć podwójnego odbiorcę (dziecięcego i dorosłego). Musi także dostosować poziom do możliwości poznawczych swojego odbiorcy. Ważne jest także, aby przekład ,,dobrze się czytał", bo to gwarantuje mu długowieczność.

damianos2210
03-09-2016, 22:20
Zacznę od tego, że tłumaczenia literackie wymagają pewnych (myślę, że wrodzonych) umiejętności. Dzieci są niezwykle wymagającym odbiorcą tłumaczeń, a nasze przekłady muszą nie tylko dobrze brzmieć (są zazwyczaj czytane na głos), ale i również powinny współgrać z obrazem zawartym w książce. Dlatego też podczas tłumaczenia bajek dla dzieci ważna jest współpraca między tłumaczem, a ilustratorem książki.

Aga12
03-09-2016, 23:51
Dzieci są niezwykle wymagającym odbiorcą tłumaczeń

A znacie takich niewymagających (nie mówię tu o czytadełkach pornograficznych lub sagach o wampmirach i tym podobnych).
Jeżeli ktoś czyta to wymaga, jak nie wymaga to nie czyta.

kolorowa
03-10-2016, 11:16
Omawiając temat tłumaczenia literatury dziecięcej, warto zwrócić uwagę na baśnie H.Ch. Andersena. Mało kto wie, ale polscy tłumacze nie podołali zadaniu przetłumaczenia dzieł Andersena. W oryginałach jest wiele elementów, czy aluzji zrozumiałych tylko dla osób dorosłych - Andersen nie kierował swoich utworów tylko do dzieci, chciał również edukować dorosłych. Jednak w polskich tłumaczeniach ten element jest pomijany - tłumacze skupili się na tym, co autor chce powiedzieć dzieciom, zapominając o tym, co miał do powiedzenia dorosłym.
Myślę, że tłumaczenie literatury, nie tylko dziecięcej, jest sporym wyzwaniem, ponieważ trzeba być wrażliwym na wszystko i czytać między wierszami. I tak, jak zostało to już powiedziane wcześniej, trzeba mieć wrodzone predyspozycje, żeby być dobrym tłumaczem literatury. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

Aga12
03-10-2016, 19:42
Omawiając temat tłumaczenia literatury dziecięcej, warto zwrócić uwagę na baśnie H.Ch. Andersena. Mało kto wie, ale polscy tłumacze nie podołali zadaniu przetłumaczenia dzieł Andersena. W oryginałach jest wiele elementów, czy aluzji zrozumiałych tylko dla osób dorosłych - Andersen nie kierował swoich utworów tylko do dzieci, chciał również edukować dorosłych. Jednak w polskich tłumaczeniach ten element jest pomijany - tłumacze skupili się na tym, co autor chce powiedzieć dzieciom, zapominając o tym, co miał do powiedzenia dorosłym.


Czy jest jakiś polski tłumacz, który Andersenowi podołał?

ank92
03-10-2016, 21:07
Tłumaczenie literatury dziecięcej może być nawet trudniejsze moim zdaniem. Pamiętam jak na studiach miałam zajęcia, na których tłumaczyliśmy fragmenty "Alicji w Krainie Czarów." Jest to chyba jedna z najtrudniejszych książek do tłumaczenia, pełna rymowanek i gier słownych.

gosiaa992
03-10-2016, 23:33
Oj tak, może się wydawać, że taka literatura dziecięca to łatwizna ale koniec końców okazuje się inaczej. Przede wszystkim rymowanki, gry słowne jak na przykład w przypadku "Alicji w Krainie Czarów" jak wspomniał ank92, co może przyprawić tłumacza o ból głowy. Poza tym, trzeba tak tłumaczyć, żeby nie było to skomplikowane i żeby dzieci to rozumiały. Słownictwo musi być odpowiednio dobrane, zdrobnienia. Tłumacz musi się wczuć w dziecko, które przetłumaczony tekst miałoby przeczytać :)

kolorowa
03-11-2016, 11:34
Czy jest jakiś polski tłumacz, który Andersenowi podołał?

Osobiście nie czytałam jeszcze przekładu pani Bogusławy Sochańskiej, ale z tego, o czym mówiono mi na zajęciach z literatury duńskiej wnioskuję, że jest to obecnie najlepszy przekład. I najnowszy.
Więcej można o nim przeczytać tutaj:
http://www.ikm.gda.pl/2013/12/boguslawa-sochanska-o-tlumaczeniu-basni-andersena/

nmajchrzak
03-12-2016, 17:03
Omawiając temat tłumaczenia literatury dziecięcej, warto zwrócić uwagę na baśnie H.Ch. Andersena. Mało kto wie, ale polscy tłumacze nie podołali zadaniu przetłumaczenia dzieł Andersena. W oryginałach jest wiele elementów, czy aluzji zrozumiałych tylko dla osób dorosłych - Andersen nie kierował swoich utworów tylko do dzieci, chciał również edukować dorosłych. Jednak w polskich tłumaczeniach ten element jest pomijany - tłumacze skupili się na tym, co autor chce powiedzieć dzieciom, zapominając o tym, co miał do powiedzenia dorosłym.

Dokładnie! Weźmy chociażby tłumaczenie "Brzydkiego kaczątka", gdzie język oryginału został dość mocno okrojony i ocenzurowany. Wszelkie bardziej dosadne przekleństwa zostały zmodyfikowane, a to bardzo wpłynęło na odbiór samej baśni przez polskich czytelników.

smialek
03-12-2016, 21:27
Moim zdaniem warto zachować realia oryginału. Dziecko łatwo i szybko poznaje świat i im wcześniej zacznie tym lepiej. Oprócz tego ksiązki dla dzieci są moim zdaniem trudniejsze w tłumaczeniu z racji wielu gier słownych.