PDA

View Full Version : Tłumaczenie gwary


alexie
08-09-2011, 20:41
Był już wątek o tym, jak możemy "doprawić" tłumaczenie, używając właściwych dla naszego regionu wyrażeń, ale co zrobić, jeśli tłumaczymy np. XIX-wieczną powieść, w której angielski chłop albo amerykański osadnik :) tylko co piąte słowo wtrąca wyraz należący do języka literackiego? A reszta to jego własna 'variety of English'? Czy próbując zastąpić np. jego regionalizmy naszymi, nie zrobimy z niego nagle chłopa z Mazur?:) Czy zetknęliście się kiedyś z takim zadaniem? A jeśli tak, to jak sobie poradziliście?

alala
08-10-2011, 16:20
Nie miałam okazji nic takiego tłumaczyć, ale myślę, że w takim wypadku używałabym polskich regionalizmów, które wydałyby mi się adekwatne w danym zdaniu. W końcu po to tłumaczymy książkę na polski, żeby Polak zrozumiał. Może okazać się, że faktycznie trochę będzie przypominał nasz bohater polskiego chłopa, ale raczej nie widzę innej możliwości, bo słowotwórstwo w tym wypadku to na pewno zły pomysł.

panna-marchewka
08-10-2011, 22:02
Nie miałam wprawdzie do czynienia z amerykańskimi osadnikami ;) ale natknęłam się kiedyś na krótką wypowiedź Rafała "Kabury" Rzepki, tłumacza mangi współpracującego z wydawnictwem JPF. Pamiętam, że w ramach "tłumaczenia się z tłumaczenia" wyjaśniał, że gwarę tokijską tłumaczy na warszawską, dialekt z Osaki na gwarę poznańską... podawał też inne przykłady, ale wyleciały mi z głowy ;) Podobało mi się natomiast uzasadnienie takiego wyboru - Rzepka uznał, że między mieszkańcami odpowiednich regionów w Polsce i w Japonii są pewne podobieństwa, np. stereotypowo przypisywane cechy, i dlatego nasze rodzime gwary będą dość dobrymi odpowiednikami tych zastosowanych w tekście japońskim. Myślę, że to dobra strategia - wiadomo, że sami gwary nie stworzymy, a jako że język polski jest w rozmaite dialekty dość bogaty, to możemy z tego korzystać.

alexie
08-10-2011, 22:37
Nie miałam wprawdzie do czynienia z amerykańskimi osadnikami ;) ale natknęłam się kiedyś na krótką wypowiedź Rafała "Kabury" Rzepki, tłumacza mangi współpracującego z wydawnictwem JPF. Pamiętam, że w ramach "tłumaczenia się z tłumaczenia" wyjaśniał, że gwarę tokijską tłumaczy na warszawską, dialekt z Osaki na gwarę poznańską... podawał też inne przykłady, ale wyleciały mi z głowy ;) Podobało mi się natomiast uzasadnienie takiego wyboru - Rzepka uznał, że między mieszkańcami odpowiednich regionów w Polsce i w Japonii są pewne podobieństwa, np. stereotypowo przypisywane cechy, i dlatego nasze rodzime gwary będą dość dobrymi odpowiednikami tych zastosowanych w tekście japońskim. Myślę, że to dobra strategia - wiadomo, że sami gwary nie stworzymy, a jako że język polski jest w rozmaite dialekty dość bogaty, to możemy z tego korzystać.

A to ciekawe...znalazł się w końcu sposób na bycie drugą Japonią:)

Jaroslaw
09-04-2012, 17:03
Warto oddać charakter danej osoby i używać regionalizmów i gwary, ale bez przesady - tekst ma byc czytelny dla czytelnika :)

zagmar
09-04-2012, 17:44
Był już wątek o tym, jak możemy "doprawić" tłumaczenie, używając właściwych dla naszego regionu wyrażeń, ale co zrobić, jeśli tłumaczymy np. XIX-wieczną powieść, w której angielski chłop albo amerykański osadnik :) tylko co piąte słowo wtrąca wyraz należący do języka literackiego? A reszta to jego własna 'variety of English'? Czy próbując zastąpić np. jego regionalizmy naszymi, nie zrobimy z niego nagle chłopa z Mazur?:) Czy zetknęliście się kiedyś z takim zadaniem? A jeśli tak, to jak sobie poradziliście?

Może w takim przypadku warto by siegnąć po polską literaturę z tamtego okresu i zaczerpnąć jakieś charakterystyczne cechy ówczesnego języka czy jakiejś gwary. To chyba najlepszy punkt odniesienia w takiej sytuacji.

Fleurisimma
09-10-2012, 14:55
Nie wiem, czy bym się podjęła takiego zadania. Owszem można znaleźć jakiś odpowiednik gwary rodzimej, tylko czy to nie będzie przekłamanie. A z drugiej strony zapisanie wypowiedzi w języku ogólnym nie odda przecież charakteru wypowiedzi.

Joanna Niedzialek
09-10-2012, 19:36
Problem jest bardzo trudny, gdyż najpierw trzeba porządnie zastanowić się, jakie odczucia budzi dana gwara w języku oryginalnym dla czytelników się nim posługującym i dopiero później starać się dobrać odpowiednią polską gwarę... obawiam się jednak, że często pojawiać się tu będą pewne zmiany w zabarwieniu, bo po prostu może nie być w danym kraju odpowiednio odbieranej gwary.
Powyżej wspomniano przekładanie dialektu osaczańskiego na dialekt poznański - rzeczywiście, łączy je fakt, że oba dialekty postrzegane są jako zabawne oraz fakt, że w obu tych regionach pieniądz ma duże znaczenie. Poza tym jednak jest mnóstwo różnic - dialekt osaczański jest niezmiernie popularny wśród młodzieży w całej Japonii, stosowany przez wszystkich, którzy chcą być dowcipni, przyjaźni, "cool" i "fajni" itp., jest symbolem ludzi otwartych i wyluzowanych. Czy można to samo powiedzieć o dialekcie poznańskim? Czy bohater mangi, posługujący się młodzieżowym, wesołym, zabawnym dialektem osaczańskim będzie tak samo odbierany, jak bohater mówiący dialektem poznańskim? Czy w ogóle mamy dialekt tak odbierany?
Oczywiście nie nawołuję do tłumaczenia gwary językiem ogólnokrajowym, gdyż byłoby to zdecydowane przekłamanie, niemniej po skrupulatnej analizie różnic między gwarą tłumaczoną a wybraną do jej oddania warto zastanowić się, jak silny powinien być poziom tej gwary w języku bohatera i czy nie należy go dopełnić jakimś dodatkowym stylem czy socjolektem, który uwydatni te cechy, których nie ma w naszej gwarze.

bolcze
11-02-2012, 19:29
Ja uważam, że tłumaczenie gwary na gwarę jest absurdalne. Języki lokalne są tak ściśle związane z ludźmi, kulturą, historią, stylem życia jego użytkowników, że szukanie jakichkolwiek podobieństw jest niemożliwe. Zdecydowanie wolę tłumaczenie w języku ogólnym, niż udawanie, że ktoś z Japonii mówi gwarą poznańską i wszystko jest w porządku. Wystarczą czasami drobne akcenty odbiegające od poprawności, przypis informujący o użyciu gwary w oryginale albo wtręt typu "powiedział najczystszą gwarą". Można też stworzyć swoją gwarę i konsekwentnie wkładać ją w usta bohaterów.

popi
11-05-2012, 19:08
Inny ryzykowny pomysł zastępowania dialektu dialektem - we francuskim filmie "Bienvenue chez les Ch'tis"("Jeszcze dalej niż Północ") północna odmiana francuskiego w napisach oddana jest jako gwara śląska. To może budzić wątpliwości teoretyka przekładu, ale w końcu w tym przypadku wszystko sprowadzało się do tego, żeby film był zabawny - a gwara śląska z pewnością ma tu większy potencjał niż jakiś nowy twór językowy będący dziełem tłumacza :) (chociaż, patrząc w ten sposób, można by też Ch'tis kazać mówić po czesku czy pseudo-czesku - bo coś takiego też rozśmieszyłoby salę kinową - co byłoby już zupełnie absurdalne). Z drugiej strony, przykład z książki Krzysztofa Hejwowskiego "Kognitywno-komunikacyjna teoria przekładu" - "Debbie's cockney accent" przetłumaczone jako "Debbie powtarza ciągle no i kurde" też nie jest dla mnie do końca przekonujący. Jednak (zastrzegam - mówiąc na sucho, a nie omawiając konkretny problem!) w przekładzie samej gwary/dialektu raczej przychylałabym się do pisania polszczyzną po prostu mocno potoczną, daleką od normy wzorcowej, czasem też z niepoprawną ortografią sugerującą, w którą stronę idzie wymowa mówiącego ("renkami" zamiast "rękami" itp.) ; myślę, że niezłe mogłoby być też trochę kalkowania struktur danego dialektu, oczywiście nie tych, które pokrywają się ze strukturami normy danego języka. Zamiany gwary na gwarę jednak bym unikała - w końcu Janosik nie był Highlanderem, a Ch'tis - Ślązakami :)

kashmire
12-28-2012, 19:48
Ja również uważam, że jedynym sposobem na wybrnięcie z takiej sytuacji jest użycie rodzimej gwary - nadmierna domestykacja jest tu niestety niezbędnym kompromisem zarówno dla zachowania czytelności, jak i dla uniknięcia sztuczności. Zgadzam się również z użytkownikiem zagmar - jeśli powieść pochodzi np. z XIX wieku, warto poszperać w polskiej literaturze z tego okresu, aby dowiedzieć się nieco na temat tego, jakim językiem mówiły określone grupy społeczne.