PDA

View Full Version : Tłumaczenia Austen i Bronte


czuma
08-09-2011, 18:49
Jako wierna fanka literatury XIXwiecznej, a w szególności autorek wymienionych w tytule, wielokrotnie sięgałam po polskie wydania ich powieści. "Villette" w przekładzie Róży Centerszwerowej jest moim ulubionym - uważam, że to tłumaczenie doskonale oddaje specyficzny klimat wiktoriańskiej szkoły i pozycję guwernantki w społeczeństwie tamtych czasów. Teraz wydano pierwszy polski przekład "Shirley", ale niestety nie miałam jeszcze okazji porównać go z oryginałem. A jakie są Wasze ulubione przekłady ich powieści?

alexie
08-09-2011, 19:10
Ja wprawdzie nie mam swojego ulubionego przekładu, ale za to mam "antyprzekłady" - jak do tej pory trafiałam na "mało potoczyste" tłumaczenia powieści Austen. Po niektórych zdaniach widać bylo, że ktoś tłumaczył slowo w słowo, zachowując szyk zdania oryginału. Czytam więc w oryginale i jakoś nie mam ochoty sięgać po tłumaczenia, chyba, że ktoś mnie przekona, że warto - w takim razie również apeluję do kogoś, kto zna dobre przekłady tych klasyków, by rzucił nazwiskiem :)

czuma
08-10-2011, 17:15
Ja wprawdzie nie mam swojego ulubionego przekładu, ale za to mam "antyprzekłady" - jak do tej pory trafiałam na "mało potoczyste" tłumaczenia powieści Austen. Po niektórych zdaniach widać bylo, że ktoś tłumaczył slowo w słowo, zachowując szyk zdania oryginału. Czytam więc w oryginale i jakoś nie mam ochoty sięgać po tłumaczenia, chyba, że ktoś mnie przekona, że warto - w takim razie również apeluję do kogoś, kto zna dobre przekłady tych klasyków, by rzucił nazwiskiem :)

Myślę, że dla potencjalnego czytelnika, powieści Austen czytane po polsku mogą okazać sie straszną nudą. co innego, gdy choć trochę orientuje sie w tamtych klimatach... I ten klimat właśnie przełożyć jest niezwykle trudno, stąd, jak piszesz, te "antyprzekłady".

alexie
08-16-2011, 16:38
Przy okazji - myślę, że przekłady tych powieści wiele tracą, gdy np. z Elizabeth robi się "Elżbietę" - od razu mam przed oczami jakąś nauczycielkę z liceum:). To samo tyczy się osławionej Józi Pye i Janki Andrews z "Ani z Zielonego Wzgórza". Choć z drugiej strony, skoro Ania jest Anią, a nie "Anne", to czemu by nie zrobić Janki? Ale jak od Rachel Linde doszło do Małgorzaty - nobody knows:)

DaguMarowa
04-17-2012, 16:50
Właśnie znalazłam bardzo ciekawy artykuł: O polskich przekładach Ch. Brontë (http://www.granice.pl/publicystyka,troskliwie-wobec-charlotte-brontë---prof--zbigniew-bialas-o-polskim-wydaniu-shirley,538). Jestem ciekawa, jakie jest to tłumaczenie Magdaleny Hume. I kim jest ta tłumaczka. Nie słyszałam o niej wcześniej, nie mogę nic na jej temat znaleźć, jakby to były pierwsze książki przez nią tłumaczone. Ktoś coś słyszał?

Poza tym, bardzo interesuję się tą tematyką - przekładów Charlotty właśnie. Jane Eyre została najpierw przetłumaczona w 1881 roku przez Emilię Dobrzańską (historia tego przekładu jest niezywkle barwna, a i on sam jest niezwykły, prowadzę nad nim badania), później nadeszła najbardziej znana wersja Teresy Świderskiej, a na koniec Zielona Sowa wydała tlumaczenie Gabrieli Jaworskiej. Jeśli ktoś jest zaznajomiony z którymś z tych tłumaczeń, mógłby się wypowiedzieć na temat ich jakości?

natka224
04-17-2012, 19:45
Właśnie znalazłam bardzo ciekawy artykuł: O polskich przekładach Ch. Brontë (http://www.granice.pl/publicystyka,troskliwie-wobec-charlotte-brontë---prof--zbigniew-bialas-o-polskim-wydaniu-shirley,538). Jestem ciekawa, jakie jest to tłumaczenie Magdaleny Hume. I kim jest ta tłumaczka. Nie słyszałam o niej wcześniej, nie mogę nic na jej temat znaleźć, jakby to były pierwsze książki przez nią tłumaczone. Ktoś coś słyszał?


Dzięki za podanie linka do artykułu. Ja myślałam o pisaniu pracy magisterskiej na temat przekładów powieści sióstr Bronte. To byłaby czysta przyjemność:)
A co konkretnie badasz?

anjya
04-17-2012, 20:11
Właśnie znalazłam bardzo ciekawy artykuł: O polskich przekładach Ch. Brontë (http://www.granice.pl/publicystyka,troskliwie-wobec-charlotte-brontë---prof--zbigniew-bialas-o-polskim-wydaniu-shirley,538). Jestem ciekawa, jakie jest to tłumaczenie Magdaleny Hume. I kim jest ta tłumaczka. Nie słyszałam o niej wcześniej, nie mogę nic na jej temat znaleźć, jakby to były pierwsze książki przez nią tłumaczone. Ktoś coś słyszał?

Poza tym, bardzo interesuję się tą tematyką - przekładów Charlotty właśnie. Jane Eyre została najpierw przetłumaczona w 1881 roku przez Emilię Dobrzańską (historia tego przekładu jest niezywkle barwna, a i on sam jest niezwykły, prowadzę nad nim badania), później nadeszła najbardziej znana wersja Teresy Świderskiej, a na koniec Zielona Sowa wydała tlumaczenie Gabrieli Jaworskiej. Jeśli ktoś jest zaznajomiony z którymś z tych tłumaczeń, mógłby się wypowiedzieć na temat ich jakości?

brakuje mi w tym artykule głębszej oceny tłumaczenia, bo właściwie o tym jak została powieść przetłumaczona jest tylko to:

Przekład Magdaleny Hume ma dwie podstawowe zalety: ani nie archaizuje powieści, ani jej nadmiernie nie uwspółcześnia. Innymi słowy: oddaje styl w sposób wierny, a nie retro-komiczny, jak to czasem jest praktykowane. Jeśli ktoś uzna, że powieść momentami czyta się trudno, to dlatego, że proza Brontë nie jest – i nie miała być w założeniu - stylistycznie łatwa.

jestem fanką powieści sióstr Bronte, ale nie znalazłam jeszcze tłumaczenia, które by mi odpowiadało - widocznie nastał czas na oryginał.

DaguMarowa
04-18-2012, 19:40
Osobiście np. Wichrowe Wzgórza nie spodobały mi się po polsku, byłam rozczarowana. Dopiero po przeczytaniu oryginału dostrzegłam potencjał tej książki:) Także polecam.

Zazwyczaj jest tak, że bardzo trudno znaleźć wnikliwsze oceny jakichkolwiek przekładów literackich, najczęściej można co najwyżej spotkać wyrywki w stylu: "dobrze się czyta", "autor ma przejrzysty styl", itp. nawet bez uwzględniania zasługi tłumacza w pośredniczeniu. Słyszałam pogląd, że jeśli o tłumaczeniu się nie pisze, a komentuje się książkę i komplementuje styl autora, to dobrze. Jeśli coś zgrzyta to dopiero wszyscy sobie przypominają, że przecież tam po drodze to był jakiś tłumacz i to on pewnie nawalił!

natka224: wzięłam się za pierwsze tłumaczenie Jane Eyre, "Janinę" 1881 roku, popełnioną przez Emilię Dobrzańską. Badanie starych i osobliwych tlumaczeń to naprawdę bardzo ciekawe przeżycie:)

Maggie3082
04-18-2012, 20:02
Ja czytałam oryginał Jane Eyre, a później polską wersję i szczerze mówiąc podobały mi się obie, chociaż oryginał był lepszy, nie jest łatwo tłumaczyć XIX wieczną literaturę, ale niektórzy tłumacze naprawdę są w tym dobrzy.

luella2
04-22-2012, 11:31
Przy okazji - myślę, że przekłady tych powieści wiele tracą, gdy np. z Elizabeth robi się "Elżbietę" - od razu mam przed oczami jakąś nauczycielkę z liceum:). To samo tyczy się osławionej Józi Pye i Janki Andrews z "Ani z Zielonego Wzgórza". Choć z drugiej strony, skoro Ania jest Anią, a nie "Anne", to czemu by nie zrobić Janki? Ale jak od Rachel Linde doszło do Małgorzaty - nobody knows:)

alexie, Ja też się nad tym wiele razy zastanawiałam. Szczególnie jeśli chodzi o Rachel vel Małgorzata Linde;) Ona pojawiała się też w "Drodze do Avonley".
Kiedy czytałam polskie przekłady "Dumy i uprzedzenia" jakoś tak automatycznie pod słowo "Elżbieta" podstawiałam w głowie "Elizabeth".;)

DaguMarowa
04-22-2012, 13:50
Skoro jesteśmy przy Ani z Zielonego Wzgórza - czy ktoś sobie w ogóle zdał sprawę z tego, że nasz tytuł tej książki jest równie bliski oryginalnemu, co Kubuś Puchatek angielskiej Winnie the Pooh?...

Anne of Green Gables to dosłownie Ania z Domu o Zielonym Dachu lub Ania z Zielonych Dachów, a nie z Zielonych Wzgórz:) Na dowód obejrzcie, jak wygląda inspiracja L. M. Montgomery: Green Gables (http://en.wikipedia.org/wiki/Green_Gables). Gable to szczyt, owszem, ale chodzi raczej o szczyt dachu dwuspadowego...;]

luella2
04-27-2012, 20:36
Lucy M. Montgomery napisała też uroczą serię z Sarą. Był też serial "Droga do Avonlea" na podstawie tej książki. Oryginalny tytuł to "The Story Girl". W polskim tłumaczeniu była "Historynka" (nie przypadł mi do gustu taki tytuł), ale także "Wakacje na starej farmie"- znaczenie lepszy, moim zdaniem, ale nie zachowujący jednak znaczenia oryginału.

gebasia
10-22-2012, 01:28
Czytanie tłumaczonych wersji np. powieści Austen być może nie jest zbrodnią, ale z pewnością wiele się przy tym traci. "Duma i uprzedzenie" była pierwszą książką, którą przeczytałam tej autorki i byłaby być może ostatnią gdybym nie sięgnęła po "Emmę" w wersji oryginalnej. Język powieści sprawił, że powieść nabrała zupełnie innego charakteru. Z ciekawości zajrzałam do oryginalnej wersji "Dumy i uprzedzenia" i ze zdziwieniem stwierdziłam, że książka wywarła na mnie znacznie większe wrażenie niż tłumaczenie. Kolejne powieści czytałam już tylko w wersji anglojęzycznej. Same historie nie są ani zawiłe, ani bardzo oryginalne, ale jednak klimat jest niesamowity.

kns79
10-22-2012, 08:55
Czytanie tłumaczonych wersji np. powieści Austen być może nie jest zbrodnią, ale z pewnością wiele się przy tym traci. "Duma i uprzedzenie" była pierwszą książką, którą przeczytałam tej autorki i byłaby być może ostatnią gdybym nie sięgnęła po "Emmę" w wersji oryginalnej. Język powieści sprawił, że powieść nabrała zupełnie innego charakteru. Z ciekawości zajrzałam do oryginalnej wersji "Dumy i uprzedzenia" i ze zdziwieniem stwierdziłam, że książka wywarła na mnie znacznie większe wrażenie niż tłumaczenie. Kolejne powieści czytałam już tylko w wersji anglojęzycznej. Same historie nie są ani zawiłe, ani bardzo oryginalne, ale jednak klimat jest niesamowity.

ja uwielbiam filmy oparte na książkach Austen - zwłaszcza te z angielskimi aktorami - klimat i ten akcent....do samych książek jakoś mnie nie ciągnęło, zwłaszcza do wydań po polsku, ale przez te filmy stwierdziłam, że chcę przeczytać choć jedną z nich w oryginale...nie znalazłam Odważnej i romantycznej (a ten film znam na pamięć;), zaczęłam więc od Dumy i uprzedzenia - przyznaję, klimat jest niesamowity, historie rzeczywiście niezbyt oryginalne, ale język uffff niezłe wyzwanie;)

Marta Gruszczyńska
10-26-2012, 10:26
Przy okazji - myślę, że przekłady tych powieści wiele tracą, gdy np. z Elizabeth robi się "Elżbietę" - od razu mam przed oczami jakąś nauczycielkę z liceum:). To samo tyczy się osławionej Józi Pye i Janki Andrews z "Ani z Zielonego Wzgórza". Choć z drugiej strony, skoro Ania jest Anią, a nie "Anne", to czemu by nie zrobić Janki? Ale jak od Rachel Linde doszło do Małgorzaty - nobody knows:)

Tak, to prawda, takie zabiegi nie zawsze wychodzą literaturze na dobre, ale to trzeba wyczuć. Myślę, że np. ulica Pokątna wszystkim czytelnikom serii o HP przypadła do gustu bardziej niż sucha Diagon Alley ;)

Marta Gruszczyńska
10-26-2012, 10:28
Skoro jesteśmy przy Ani z Zielonego Wzgórza - czy ktoś sobie w ogóle zdał sprawę z tego, że nasz tytuł tej książki jest równie bliski oryginalnemu, co Kubuś Puchatek angielskiej Winnie the Pooh?...

Anne of Green Gables to dosłownie Ania z Domu o Zielonym Dachu lub Ania z Zielonych Dachów, a nie z Zielonych Wzgórz:) Na dowód obejrzcie, jak wygląda inspiracja L. M. Montgomery: Green Gables (http://en.wikipedia.org/wiki/Green_Gables). Gable to szczyt, owszem, ale chodzi raczej o szczyt dachu dwuspadowego...;]

A propos Ani: spotkałam się z tym, że okładka "Ani z Szumiących Topoli" jest moim zdaniem okladką "Wymarzonego domu Ani": znam treść obydwu książek i tak sądzę, ale czy zauważył to ktoś jeszcze?

Marta Gruszczyńska
10-26-2012, 10:28
Podobały mi się polskie przekłady Austen i nie mam do nich zastrzeżeń ;) a co do imion, też podstawiałam Elizabeth ;)))

Aga12
10-26-2012, 15:38
Anne of Green Gables to dosłownie Ania z Domu o Zielonym Dachu lub Ania z Zielonych Dachów, a nie z Zielonych Wzgórz:) Na dowód obejrzcie, jak wygląda inspiracja L. M. Montgomery: Green Gables (http://en.wikipedia.org/wiki/Green_Gables). Gable to szczyt, owszem, ale chodzi raczej o szczyt dachu dwuspadowego...;]
Ale jakoś nie wyobrażam sobie Ani z Zielonego Szczytu, Dachu czy nawet Facjatki. Zielone Wzgórze jest bezbłędne!:) Jedyna inna ewentualność to pozostawienie Green Gables nieprzetłumaczonego ale z kolei "Ania z Green Gables" lub "Anne z Green Gables"??
A co do imienia ". To samo tyczy się osławionej Józi Pye i Janki Andrews z "Ani z Zielonego Wzgórza". Choć z drugiej strony, skoro Ania jest Anią, a nie "Anne", to czemu by nie zrobić Janki? Ale jak od Rachel Linde doszło do Małgorzaty - nobody knows"

Ania jest tak popularnym imieniem w Polsce, że trudno sobie wyobrazić, że ktoś do dziewczynki mówi per Anne lub Anno. np Anno dlaczego ufarbowałaś włosy? Anno co znowu robisz na dachu? itd. ( chociaż z drugiej strony Anna w" Dzieciach z Bulerbyn" wcale mi nie przeszkadza ).

A Józia i Janka? Akurat do praktycznej Janki bardziej pasuje mi Janka niż trochę romantyczna Jane.

inevitable
10-28-2012, 21:14
natka224: wzięłam się za pierwsze tłumaczenie Jane Eyre, "Janinę" 1881 roku, popełnioną przez Emilię Dobrzańską. Badanie starych i osobliwych tlumaczeń to naprawdę bardzo ciekawe przeżycie:)

można wiedzieć gdzie wypozyczyłaś/kupiłaś te tłumaczenie? może chcialabys sie nim podzielic? :)

Milady
10-29-2012, 08:14
Ja czytałam "Dumę i uprzedzenie" (niestety nie pamiętam kto tłumaczył) i stwierdzam, że było to dobre tłumaczenie. Książka naprawdę porywa.

Jan Podkowa
02-21-2013, 16:53
...
Poza tym, bardzo interesuję się tą tematyką - przekładów Charlotty właśnie. Jane Eyre została najpierw przetłumaczona w 1881 roku przez Emilię Dobrzańską (historia tego przekładu jest niezywkle barwna, a i on sam jest niezwykły, prowadzę nad nim badania), później nadeszła najbardziej znana wersja Teresy Świderskiej, a na koniec Zielona Sowa wydała tlumaczenie Gabrieli Jaworskiej. Jeśli ktoś jest zaznajomiony z którymś z tych tłumaczeń, mógłby się wypowiedzieć na temat ich jakości?

Jestem prawnukiem Emilii Dobrzańskiej - proszę o kontakt.
JP

inevitable
03-22-2013, 12:10
Jestem prawnukiem Emilii Dobrzańskiej - proszę o kontakt.
JP

napisałam do Pana wiadomość prywatną z moim mailem - proszę o kontakt.

ślepekiszki
03-22-2013, 13:37
Przejście Rachel do Małgorzaty Linde nastąpiło, jak sądzę, bardzo prosto i logicznie (czy słusznie, to kwestia sporna). Ponieważ imię Rachela, polski odpowiednik imienia Rachel, jest w polszczyźnie dużo mniej popularne niż w Ameryce imię Rachel, dlatego tłumacz postanowił - skoro już przekładał imiona - dać polskie imię mniej więcej tak popularne jak Rachel w USA. I tak zapewne zrodziła się Małgorzata - równie zwyczajna dla polskiego odbiorcy jak zwyczajna jest dla amerykańskiego odbiorcy Rachel. Ot co.

Dziś na ogół panuje tendencja do odchodzenia od takiej strategii, ale przecież nie da się wykazać ponad wszelką wątpliwość wyższości obecnie panującej mody translatorskiej w tej materii.
Bywajcie:)

Arya_92
09-12-2013, 19:49
Jeżeli chodzi o powieści Jane Austen, tylko raz zdarzyło mi się przeczytać jej książkę w polskim tłumaczeniu. Niestety nie pamiętam kto był autorem tego przekładu. W każdym razie po kolejny tytuł sięgnęłam już w oryginale i ta zmiana zdecydowanie przypadła mi do gustu. Polskie tłumaczenie faktycznie momentami było monotonne a niektóre fragmenty był wręcz nudne, podczas gdy w trakcie czytania oryginałów wcale nie miałam takiego odczucia. Nie jestem pewna czy to na pewno kwestia jakości tłumaczenia, jednak zdecydowanie wolę jej powieści w oryginale.

ślepekiszki
09-13-2013, 08:42
Skoro mowa o przekładach Bronte, to podrzucam próbkę mojego tłumaczenia "Wichrowych Wzgórz":

http://forum.mlingua.pl/showthread.php?p=332859#post332859

izaa
09-13-2013, 16:58
Ja niestety nie mogę porównać przekładów z oryginałem, ponieważ Austen czytałam tylko w oryginale. Nawet nie wiem czemu nie sięgnęłam po tłumaczenie, muszę to nadrobić. Kiedyś na zajęciach tłumaczeniowych na studiach próbowaliśmy tłumaczyć fragmenty "Dumy i uprzedzenia" i muszę powiedzieć, że jako początkujący tłumacze mieliśmy problem, żeby wczuć się w język z epoki i nie brzmieć przy tym śmiesznie i banalnie.

CeciliaLind
09-18-2013, 14:11
W swojej pracy licencjackiej porównywałam właśnie polskie i szwedzkie tłumaczenie "Lokatorki Wildfell Hall" Anne Brontë. Polskie tłumaczenie zostało zrobione przez Magdalenę Hume (tak samo jak tłumaczenie "Agnes Grey" tej samej autorki i "Shirley" Charlotte Brontë).

Przy pierwszym kontakcie (przed dokonaniem analizy) tłumaczenia p. Hume zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Język jest bogaty i poprawny, a książki bardzo dobrze się czyta. Powieści zostały zarchaizowane językowo, ale bez narażania się na śmieszność.

Niestety podczas analizy wnioski nie były już tak przychylne. Polskie tłumaczenie jest zauważalnie krótsze niż oryginał i nie wynika to z różnic językowych. Tłumaczka świadomie rezygnowała z fragmentów oryginału. Dla porównania po angielsku pierwszy akapit książki ma 144 słow, a po polsku 102. Drugi - odpowiednio 110 i 79. I tak dalej. Wiele wyrażeń jest też niepotrzebnie (w mojej opinii) zmienionych.

Porównanie wypadło zdecydowanie korzystniej dla tłumaczki szwedzkiej. Udało jej się np. zachować bardzo długie zdania oryginału, które polska tłumaczka potrafiła rozdzielić np. aż na sześć zdań (i to pomimo, iż generalnie język polski faworyzuje długie zdania, a szwedzki - krótkie). Tłumaczenie szwedzkie jest zdecydowanie wierniejsze oryginałowi, nie ma wspomnianych skróceń i niepotrzebnych przekształceń. Znacząca różnica jest też w ilości nawiązań biblijnych, które odnotowały tłumaczki - 76 w wersji szwedzkiej i tylko 9 w wersji polskiej.