PDA

View Full Version : To nie zawód, to choroba


cynamonowapanna
08-09-2011, 16:30
Tak się ostatnio zastanawiam mad marnym losem tłumaczy i coraz częściej dochodzę do wniosku, że to nie zawód, a ciężka choroba psychiczna.
Słuchanie rozmów obcokrajowców na ulicach, dreszcze zniesmaczenia, kiedy się słyszy błędy językowe, czytanie książek i rozmyślanie „a jakbym ja to przetłumaczył?", zbieranie "fajnych" słów...
Też czasem macie takie wrażenie, że to nie do końca normalne?

Judyta
08-09-2011, 16:33
To nawet nie choroba, to istne szaleństwo! :)

hanulja12
08-09-2011, 16:48
Też uważam, że nie choroba, ale wariactwo czyste, żeby nie powiedzieć zboczenie... Ale co zrobić, taki już nasz los.
:)

voopeem
08-09-2011, 18:48
Według mnie takie "objawy" przychodzą nie tyle z zawodem tłumacza, co z bardzo dobrą znajomością języka.

Ju$ti
08-10-2011, 11:46
To takie małe 'skrzywienie zawodowe';p I zgadzam się z voopeem, że jest ściśle związane z dobrą znajomością języka obcego. Ja, jako że studiuję filologię rosyjską, uwielbiam 'podsłuchiwać' osoby mówiące w tym języku (szkoda, że nieczęsto można je spotkać:(), bo brzmią zupełnie inaczej niż to, co można usłyszeć na uczelni od wykładowców - nawet tych świetnie władających językiem. :D

monka
08-10-2011, 12:24
Zgadzam się z przedmówcami - to choroba filologów:)
Oprócz tego, co zostało już wymienione, ja często analizuję składnię zdań jeśli coś czytam po francusku (nie mogę się powstrzymać!) i rozmyślam nad pięknem i prostotą tej składni:D

ClaroIntelect0
08-10-2011, 12:32
Oj tak, tak - to całkowite skrzywienie nie tylko zawodowe, ale ogólnie życiowe. Ja również nie mogę się powstrzymać od wyłapywania słów w innych językach na ulicy- mam jakis 6. zmysł do tego :). Co do stylu mówienia - tez musze przyklasnąć przedmówcom- wszelkie błędy oraz co gorsze wady wymowy (np. niewyraźna artykulacja czy seplenienie )nie ujdą uwadze. Może wlasnie dlatego niespecjalnie lubię hiszpański; estetyka dźwiękowa tego języka jakoś mnie nie przekonuje.

jasiek_barca
08-10-2011, 13:06
O, nie jestem sam... ;) to żeśmy się zebrali - tylu wariatów i wariatek w jednym miejscu :D

hanulja12
08-10-2011, 13:35
To takie małe 'skrzywienie zawodowe';p I zgadzam się z voopeem, że jest ściśle związane z dobrą znajomością języka obcego. Ja, jako że studiuję filologię rosyjską, uwielbiam 'podsłuchiwać' osoby mówiące w tym języku (szkoda, że nieczęsto można je spotkać:(), bo brzmią zupełnie inaczej niż to, co można usłyszeć na uczelni od wykładowców - nawet tych świetnie władających językiem. :D

Chyba nie jesteś z Krakowa. Tu bardzo łatwo spotkać русскоговорящих :)

olagu
08-10-2011, 14:49
A ja się wyłamię, bo nieczęsto, ale zdarza mi się, że jestem już tak zmęczona pracą, że po prostu wyłącza mi się lampka "tłumacz" i nawet jestem w stanie obejrzeć film bez psioczenia na to, ze napisy są kiepskie, albo przeczytanie jakiś wiadomości na obcojęzycznej stronie bez kombinowania jakby to przetłumaczyć. Na dłużą metę taka umiejętność bardzo się przydaje bo czasami naprawdę można już zwariować :)

Lynx85
08-10-2011, 16:02
A ja się wyłamię, bo nieczęsto, ale zdarza mi się, że jestem już tak zmęczona pracą, że po prostu wyłącza mi się lampka "tłumacz" i nawet jestem w stanie obejrzeć film bez psioczenia na to, ze napisy są kiepskie, albo przeczytanie jakiś wiadomości na obcojęzycznej stronie bez kombinowania jakby to przetłumaczyć. Na dłużą metę taka umiejętność bardzo się przydaje bo czasami naprawdę można już zwariować :)

To ja jednak mam tak jak reszta delikwentów ;) Mąż nawet ma mnie czasami dosyć, bo w trakcie oglądania jakiegoś filmu (a przeważnie oglądamy wersję oryginalną z napisami) potrafię z zapałem nawijać "ale to nie powinno tak być..." albo "ale błąd zrobili, przecież to kalka językowa, powinno być tak..." ;) Wtedy mąż z pobłażliwym uśmiechem wtrąca "już dobrze, kochanie..." ;)

fergee13
08-10-2011, 16:33
"zboczenie zawodowe" ot co ;] nie tylko tłumacze się z tym borykają ;] niemal u każdego kto podchodzi do wykonywanej pracy z pasją prędzej czy później się to pojawi ;]

jasiek_barca
08-10-2011, 23:19
Lynx85, mam tak samo jak Ty - ale żeby nie było, ja nie mam męża :D
Radzę sobie z tym problemem w dwojaki sposób... albo załatwiam napisy angielskie (zazwyczaj właśnie w tym języku jest oryginał) albo sam robię polskie tłumaczenie ;)

Ju$ti
08-11-2011, 09:29
Chyba nie jesteś z Krakowa. Tu bardzo łatwo spotkać русскоговорящих :)

Niestety nie;/ studiuję w Warszawie - a tu Rosjan chyba najczęściej można spotkać na dworcu PKP ;p

Ju$ti
08-11-2011, 09:38
Lynx85 ja też mam ten problem, dlatego często oglądam filmy bez żadnych napisów;p

Mnie 'krew zalewała' i 'uszy zwiędły', gdy słyszałam jak nasi celebryci popisywali się na Festiwalu Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze:eek: i strasznie mi przeszkadza, gdy błędy nie tylko językowe, ale chyba przede wszystkim fonetyczne, popełniają nauczyciele i wykładowcy. wrr...

cynamonowapanna
08-11-2011, 19:11
Niestety nie;/ studiuję w Warszawie - a tu Rosjan chyba najczęściej można spotkać na dworcu PKP ;p

E, masz widać pecha. Bo w centrum Rosjan jak mrówek.

wredna_zedka
08-11-2011, 20:16
Ja nie mam takiego problemu, po skończeniu pracy poświęcam się zupełnie innym sprawom. :-)

alinorak
08-11-2011, 22:35
[...] Co do stylu mówienia - tez musze przyklasnąć przedmówcom- wszelkie błędy oraz co gorsze wady wymowy (np. niewyraźna artykulacja czy seplenienie )nie ujdą uwadze. Może wlasnie dlatego niespecjalnie lubię hiszpański; estetyka dźwiękowa tego języka jakoś mnie nie przekonuje.

Przyczepię się tej 'estetyki językowej jezyka hiszpańskiego': otóż ja też nie przepadam za hiszpańskim z Hiszpanii. Za to uwielbiam i 'świetnie się czuję' w odmianie południowoamerykańskiej, bezpretensjonalnej, bez tego seplenienia i 'gardłowania'. Tam dopiero estetyka dzwiękowa jest zróżnicowana...

Toshinus
02-20-2012, 14:45
Takie zboczenie zawodowe :P Każdy tak ma, jeśli jego praca jest pasją :)

Esteban
02-20-2012, 19:49
Też się zgodzę, że ludzie z pasją podchodzący do swojej pracy nie traktują jej jak zawodu, ale jak sposób na życie. Lekarz poza godzinami pracy ratuje ludzi, diagnozuje; muzyk przez pryzmat dźwięku patrzy na świat; filolog przywiązuje wagę do wypowiedzi, tłumaczenia, postrzega ludzi przez warstwę ich języka ;) To chyba wskazuje na pewien profesjonalizm i dobrze o człowieku świadczy :):D

Aksu
02-20-2012, 21:23
Tak się ostatnio zastanawiam mad marnym losem tłumaczy i coraz częściej dochodzę do wniosku, że to nie zawód, a ciężka choroba psychiczna.
Słuchanie rozmów obcokrajowców na ulicach, dreszcze zniesmaczenia, kiedy się słyszy błędy językowe, czytanie książek i rozmyślanie „a jakbym ja to przetłumaczył?", zbieranie "fajnych" słów...
Też czasem macie takie wrażenie, że to nie do końca normalne?

It's funny because it's true :D

A tak na poważnie, to chyba każdy zawód ma swoje "zboczenia" i "odchylenia" :) A do wyżej wymienionych dorzuciłabym jeszcze zniesmaczenie przy niektórych napisach filmowych.

Patrycjaaa
02-26-2012, 22:59
Myślę, że jednak warto wyluzować, bo takie "zboczenie zawodowe" może nie tylko popsuć przyjemność z oglądania filmu czy czytania książki, ale ogólnie na pewno jest męczące w życiu codziennym. A po co? Praca to praca. Język nie może być całym naszym życiem.

JolantaS1982
02-26-2012, 23:01
Według mnie takie "objawy" przychodzą nie tyle z zawodem tłumacza, co z bardzo dobrą znajomością języka.

Popieram w 100%

Lad
02-26-2012, 23:27
Myślę, że takie "odchyły" - jak już ktoś zauważył - nie są przypisane jedynie do zawodu tłumacza, ale w ogóle do filologów. Na długooo zanim wpadłam na pomysł, żeby tłumaczyć, uwielbiałam "kolekcjonowac" słówka, wyłapywać je z filmów, piosenek, etykietek itp. Z miłości do języka zresztą wybrałam studia filologiczne :).

aguska06
02-27-2012, 08:31
Wydaje mi sie, że trzeba rozgraniczyć dwie rzeczy. A mianowicie, czy nasz zawód jest również naszą pasją, czy tylko sposobem na zarobienie trochę grosza. Bo jeśli pasją nie jest, to nie będziemy sie zachowywać jak lekko "obłąkani" ;) podsłuchując obcokrajowców na ulicy ;).
Ale jeśli to nasza prawdziwa pasja to takie "nienormalne" zachowania sa zupełnie "normalne". Moja koleżanka matematyczka nie rozstaje się z kalkulatorem, ja do nie dawna taszczyłam ze sobą wszędzie w torebce słownik. Uf... całe szczęście słowniki sa teraz w komórkach ;)

maliny
04-28-2012, 13:23
o tak, to zdecydowanie choroba filologów, którą można dzielić tylko z innymi filologami, bo niefilologiczny zjadach chleba, co najwyżej skwituje twoją zniesmaczoną minę stwierdzeniem: ale się czepiasz albo ale o co ci chodzi, kiedy ty właśnie usłyszałeś karygodny błąd!