PDA

View Full Version : Kulinarna Pierwsza Pomoc - ciekawostki i problematyczne zagadnienia.


Lynx85
08-09-2011, 15:41
Witam wszystkich Forumowiczów!
Kierowana nieodpartą sympatią do kucharzenia i wszystkiego co z tym związane, proponuję temat typowo kulinarny. Czy spotkaliście się z ciekawymi różnicami pomiędzy wersją oryginalną a tłumaczeniem książek i programów poświęconych tej tematyce? Czy spotkaliście się z jakimiś trudnościami w trakcie tłumaczenia menu? A może natrafiliście na zabawne przykłady tłumaczeń? Jakie są Wasze doświadczenia w tym zakresie? :)

Lynx85
08-10-2011, 09:22
Oglądałam ostatnio jakiś program kulinarny i pojawił się w nim termin 1/8 łyżki albo 1/16 łyżki - niestety nie wiem jak to brzmiało w oryginale, bo lektor zagłuszył, ale w wersji polskiej wydało mi się to bardzo niefortunnym określeniem, bo nie wyobrażam sobie "dzielić" łyżki w ten sposób.

Prawdopodobnie wynika to z tego, że na Wyspach i pewnie też w Stanach niemalże każdy kucharz czy gospodyni domowa posiada w kuchni taki komplet połączonych trzonkami łyżeczek i każda z nich jest różnej wielkości, różnej proporcji (właśnie 1/2, 1/4, 1/8, etc.). Niestety w polskich realiach nie jest to na tyle popularne (no może wśród kitchen freaks, do których i ja należę ) - aczkolwiek w różnych sklepach typu Duka, czy Ikea taki komplet łyżek można spotkać.

Niemniej jednak te proporcje "nie brzmią" po polsku - tłumacząc 1/8 jako połowę ćwiartki też raczej nie jest zbytnio fortunne, w przypadku konsystencji suchej można by się pokusić o "szczyptę", ale jest to raczej niedokładna miara, no i nie byłoby rozróżnienia pomiędzy 1/8 a 1/16 (no bo jak? szczypta i mniejsza szczypta?? ). Ewentualnie możnaby się pokusić o wprowadzenie mililitrów czy miligramów, ale to troszkę zniechęca podczas oglądania, zwłaszcza osoby, które dopiero raczkują w kulinariach - brzmi to wtedy bardziej jak równanie matematyczne, a ma budzić przecież cieplejsze skojarzenia, ma zachęcać do ugotowania tej potrawy i do upieczenia tego ciasta.

Może macie jakieś inne pomysły? :)

Nigra
08-16-2011, 20:40
W wielu restauracjach, które można uznać za ekskluzywne, pojawiaja się dziwadła w nazwach dań. Na przykład drink Tequila Sunrise było przetłumaczone jako Słoneczny Ryż.

Jeśli chodzi o polskie miary i wagi to chyba najlepiej przyjęło się "szczypta" na określenie małej ilości i "pół łyżeczki" jako okreslenie trochę większej ilości. W ksiązkach jest waga w gramach choć spotkałam się też z powyższymi określeniami.
Podczas programów zwykle nie ma czasu na dokładne przekazywanie ile dany składnik waży dlatego myślę, że ogólnie przyjęte "szczypty" sa do zrozumienia nawet dla laików. Oczywiście jeśli nie myli się małej łyżeczki z łyżka stołową ;)

Lynx85
08-17-2011, 09:31
Otóż to, jednak podczas oglądania programów Nigelli Lawson, absolutnej bogini kucharzenia, we wcześniejszych odcinkach pojawiały się szczypty, odrobiny, szklanki, itd., natomiast w późniejszych odcinkach tłumacz poszedł o krok dalej i kiedy Nigella mówiła "cup", to tłumacz przekładał to jako "250 ml", bo przeważnie tyle ma szklanka/kubek. Niemniej jednak, po kwadransie takiego tłumaczenia słuchacz mial wrażenie jakby miał do czynienia z równaniami matematycznymi, a jest to dalekie od "Nigellowego", bardzo swojskiego podejścia do kuchni :)

Nigra
08-17-2011, 10:10
Gdyby tłumacz używał określenia "szklanka" myślę, że byłoby to zrozumiałe dla odbiorców. Polska szklanka jest o jednej pojemności i można bez problemu jej używać. Co innego gdy pojawiają się niestandardowe miary i objętości, wtedy można pokusić się o dokładniejsze przetłumaczenie ale też nie cały czas bo, fakt, to męczy widza.

Lynx85
08-17-2011, 10:19
No właśnie, tylko wspomniana Nigella używa wyrażenia "cup" i bierze do ręki dość sporej objętości filiżankę, która wg. mnie ma pojemność większą niż 250ml, bo raczej 300ml, a to już całkiem spora różnica. Dla osób, które oglądają tego typu programy kulinarne bardziej dla przyjemności, to miary takie jak szklanka, szczypta, czy łyżeczka będą brzmiały dobrze dla ich ucha, ale dla osób, które faktycznie chcą wypróbować przepisy, to takie różnice mogą mieć katastrofalne skutki :)

Nigra
08-17-2011, 10:30
Tłumacz powinien dostosować objętość kubka do ogólnie przyjętych określeń. Nie ma nic gorszego niż "szklanka" która w rzeczywistości okazuje się sporych rozmiarów kubkiem o pojemności mniej więcej 0,5 litra! Zawsze można powiedzieć 1,5 szklanki. Używanie zapożyczonych miar nie ma przełożenia bo widzowie będą się zastanawiać jak odnieść to do naszych zwrotów i miar. W efekcie i tak nie da się przygotować upgarnionego dania;)

Arletta
08-18-2011, 14:03
Po obejrzeniu programu Nigelli kilka lat temu próbowałam coś ugotować, ale niestety lektor nie podawał dokładnych proporcji, nie obeszło się bez szukania przepisu na jej stronie internetowej. A z innych kulinarnych historii niezmiennie bawi mnie, kiedy "butcher's" tłumaczone jest dosłownie jako "rzeźnik", np. "Poproś rzeźnika, aby oczyścił mięso". Nie rozumiem, dlaczego nie może być po prostu "sklep mięsny" :).

Arletta
08-18-2011, 14:06
A jeżeli chodzi o kulinarne wpadki tłumaczeniowe, to polecam tę stronę: http://allbutterbutter.blox.pl/tagi_b/32564/tlumaczenie-menu.html.

Lynx85
08-18-2011, 16:04
Hehee, rozbawiły mnie te "mgliste udka" :D

Ale jeśli chodzi o tego rzeźnika vel. butcher's, to może to wynikać z tego, że w naszych sklepach mięsnych przeważnie nie ma możliwości, aby sprzedający zrobił cokolwiek z kupowanym przez nas mięsem. W naszych sklepach mięsnych przeważnie dostępne jest po prostu poporcjowane mięso różnego rodzaju, a z kolei u rzeźnika istnieje faktycznie możliwość, aby takie mięso nam oczyszczono, poporcjowano, bądź oddzielono od kości. Z kolei u brytyjskiego "butcher's" można w/w "operacje na mięsie" przeprowadzić od ręki. Może stąd wybór tłumacza - aczkolwiek mało apetyczny ;)

Arletta
08-22-2011, 10:06
Hehee, rozbawiły mnie te "mgliste udka" :D

Ale jeśli chodzi o tego rzeźnika vel. butcher's, to może to wynikać z tego, że w naszych sklepach mięsnych przeważnie nie ma możliwości, aby sprzedający zrobił cokolwiek z kupowanym przez nas mięsem. W naszych sklepach mięsnych przeważnie dostępne jest po prostu poporcjowane mięso różnego rodzaju, a z kolei u rzeźnika istnieje faktycznie możliwość, aby takie mięso nam oczyszczono, poporcjowano, bądź oddzielono od kości. Z kolei u brytyjskiego "butcher's" można w/w "operacje na mięsie" przeprowadzić od ręki. Może stąd wybór tłumacza - aczkolwiek mało apetyczny ;)

To się akurat już zmienia (przynajmniej w moim mieście), ale rzeczywiście w UK najwyraźniej zakres usług oferowany przez sklepy mięsne jest większy.

Lynx85
08-22-2011, 10:46
Ciekawą rzeczą jaką zaobserwowałam jest problem z przetłumaczeniem niektórych składników obecnych i bardzo powszechnych np. w UK, ale raczej nieznanych (albo przynajmniej nie na taką skalę) w Polsce...
Dosyć sporo tego można zaobserwować w programach kulinarnych Nigelli.

Mówię np. o:
- golden syrup,
- marshmallows,
- worcester sauce (który notabene czytany jest w jakiś 50 różnych wersjach przez naszych lektorów - niezmiennie z błędami, począwszy od sosu [łuster] po sos [łorczesterszejer] :D),
- chocolate chips.

Nie pamiętam teraz o którą konkretną książkę Nigelli chodzi (mam ich całą stertę), ale pamiętam, że w jednej z nich przetłumaczono "marshmallows", jako "krówki" !!! Potem, w późniejszych edycjach zmieniono je już na "pianki", co bardziej odpowiada samemu produktowi. Sos worcester niezmiennie był tłumaczony w edycji telewizyjnej jako sos worcester, chociaż jest on raczej nieznany (i chyba raczej niedostępny - chyba, że zamawiając go przez internet) w Polsce. Golden syrup zastępowany był miodem, syropem klonowym, a momentami nawet "złotym syropem", cokolwiek miałoby to znaczyć ;)
W przypadku "chocolate chips" tłumacz zgrabnie przetłumaczył to jako "groszki czekoladowe, ale zamiast tego można posiekać taką samą ilość czekolady w tabliczce" - bardzo obrazowy opis, do tego pomyślał on o tym, że jeszcze jakiś czas temu tego typu groszki były dostępne też raczej poza granicami naszego kraju - teraz (po części również dzięki Nigelli) stały się na tyle popularne, że można je bez trudu zamówić przez internet.

Arletta
08-22-2011, 11:02
Ciekawą rzeczą jaką zaobserwowałam jest problem z przetłumaczeniem niektórych składników obecnych i bardzo powszechnych np. w UK, ale raczej nieznanych (albo przynajmniej nie na taką skalę) w Polsce...
Dosyć sporo tego można zaobserwować w programach kulinarnych Nigelli.

Mówię np. o:
- golden syrup,
- marshmallows,
- worcester sauce (który notabene czytany jest w jakiś 50 różnych wersjach przez naszych lektorów - niezmiennie z błędami, począwszy od sosu [łuster] po sos [łorczesterszejer] :D),
- chocolate chips.

Nie pamiętam teraz o którą konkretną książkę Nigelli chodzi (mam ich całą stertę), ale pamiętam, że w jednej z nich przetłumaczono "marshmallows", jako "krówki" !!! Potem, w późniejszych edycjach zmieniono je już na "pianki", co bardziej odpowiada samemu produktowi. Sos worcester niezmiennie był tłumaczony w edycji telewizyjnej jako sos worcester, chociaż jest on raczej nieznany (i chyba raczej niedostępny - chyba, że zamawiając go przez internet) w Polsce. Golden syrup zastępowany był miodem, syropem klonowym, a momentami nawet "złotym syropem", cokolwiek miałoby to znaczyć ;)
W przypadku "chocolate chips" tłumacz zgrabnie przetłumaczył to jako "groszki czekoladowe, ale zamiast tego można posiekać taką samą ilość czekolady w tabliczce" - bardzo obrazowy opis, do tego pomyślał on o tym, że jeszcze jakiś czas temu tego typu groszki były dostępne też raczej poza granicami naszego kraju - teraz (po części również dzięki Nigelli) stały się na tyle popularne, że można je bez trudu zamówić przez internet.

Tak, pewne produkty bardzo się u nas upowszechniły dzięki zagranicznym programom kulinarnym. W ogóle chyba można mówić o ogromnych zmianach w kulturze jedzenia i nawykach żywieniowych.

Golden syrup można rzeczywiście zastąpić np. miodem albo po prostu zrobić go samemu (jest tylko jeden składnik - cukier ;)). Wszystkie składniki, o których wspominasz można już u nas kupić (przynajmniej w większych miastach).

Groszki czekoladowe z rozwinięciem to dobre tłumaczenie. Spełnia swoją funkcję - pozwala zrobić ciasto zgodnie z przepisem. A te "krówki"... Pewnie ktoś doznał szoku przy gotowaniu! Albo wymyślił coś nowego, przecież wiele dań jest dziełem przypadku :).

monikamr
08-22-2011, 13:49
Uwielbiam gotować, programy o gotowaniu i książki kucharskie, więc to temat dla mnie idealny ;)

Polski odpowiednik "golden syrup" to najzwyczajniej w świecie sztuczny miód, chociaż nazwa "złocisty syrop", używana przez tłumacza programów Nigelli, podbiła moje serce. Nikt nie wie, o co chodzi, co to za produkt (patrząc na samą przetłumaczoną nazwę), ale ona sama w sobie jest urocza.

Wydaje mi się, że programy kulinarne są z każdym rokiem coraz lepiej tłumaczone. Co nie zmienia faktu, że - przynajmniej moim skromnym zdaniem - programy kulinarne typu serie Nigelli są tłumaczone raczej luźno, tzn. nie w tym celu, aby ktoś mógł bazując na nich zrobić ciasto, ale żeby ludziom miło się oglądało. Bo wiele razy to, co mówi lektor zupełnie nie pokrywa się z tym, co mówi Nigella. Więc szczerze wątpię, że dałoby się upiec idealne ciasto bazując jedynie na tym, co mówi lektor (wiele informacji - często istotnych - jest pomijanych). Należy odwołać się do książki i liczyć, że ona została dobrze przetłumaczona ;)

Nigra
08-23-2011, 12:12
I problem pojawia się dopiero gdy widz ma wielką ochotę upiec sobie ciasto dokładnie takie jak w programie a nie ma go w przepisach dostępnych w książce.
Ja musze przyznać że sama nie trzymam sztywno proporcji podanych w programie. Nawet jeśli nie wyjdzie to nie mam porównania bo ciasta zrobionego przez Nigellę nie jadłam ;) Gorzej jeśli tłumacza poniesie wyobraźnia i zacznie poetycko nazywać składniki i potrawy. Widziałam ostatnio program gdzie ciasto miodowe było "pszczelarskim sekretem ze słocistym kremem"...od takiego tłumaczenia można zgłodnieć ;)

NightMonkey
08-23-2011, 17:59
Kilka lat temu, kiedy zaczęła się moja przygoda z kuchnią, największym problemem było dobranie odpowiedniego rodzaju czekolady. http://en.wikipedia.org/wiki/Types_of_chocolate
Z czasem nauczyłem się rozpoznawać czekolady nie po ich nazwach, ale po ich składzie (pod każdym przepisem powinni dawać wielki ostrzeżenie by ludzie czytali etykiety).

Kolejna sprawa jest z pozoru dość banalna: kakao i jego rodzaje. Mamy do wyboru naturalne (ceglasta barwa i bardzo kwaśny smak, łatwe do znalezienia np. w USA) oraz "holenderskie" (Dutch processed), które ma "czekoladową" barwę i smak, jest mniej kwaśne; typowo europejskie kakao). Mój problem polegał na tym, iż dość często na opakowaniu był napis naturalne, ale zawartość bardziej przypominała kakao holenderskie. Jest to ważne, ponieważ naturalne kakao jest stosowane w przepisach z dużą ilością tłuszczu, a holenderskie w przepisach z mniejszą ilością tłuszczu. Brownies się udały, ale wątpliwości pozostały:p

JoeAnne
08-23-2011, 19:20
Ciekawą rzeczą jaką zaobserwowałam jest problem z przetłumaczeniem niektórych składników obecnych i bardzo powszechnych np. w UK, ale raczej nieznanych (albo przynajmniej nie na taką skalę) w Polsce...
Dosyć sporo tego można zaobserwować w programach kulinarnych Nigelli.

Mówię np. o:
- golden syrup,
- marshmallows,
- worcester sauce (który notabene czytany jest w jakiś 50 różnych wersjach przez naszych lektorów - niezmiennie z błędami, począwszy od sosu [łuster] po sos [łorczesterszejer] :D),
- chocolate chips.

Nie pamiętam teraz o którą konkretną książkę Nigelli chodzi (mam ich całą stertę), ale pamiętam, że w jednej z nich przetłumaczono "marshmallows", jako "krówki" !!! Potem, w późniejszych edycjach zmieniono je już na "pianki", co bardziej odpowiada samemu produktowi. Sos worcester niezmiennie był tłumaczony w edycji telewizyjnej jako sos worcester, chociaż jest on raczej nieznany (i chyba raczej niedostępny - chyba, że zamawiając go przez internet) w Polsce. Golden syrup zastępowany był miodem, syropem klonowym, a momentami nawet "złotym syropem", cokolwiek miałoby to znaczyć ;)
W przypadku "chocolate chips" tłumacz zgrabnie przetłumaczył to jako "groszki czekoladowe, ale zamiast tego można posiekać taką samą ilość czekolady w tabliczce" - bardzo obrazowy opis, do tego pomyślał on o tym, że jeszcze jakiś czas temu tego typu groszki były dostępne też raczej poza granicami naszego kraju - teraz (po części również dzięki Nigelli) stały się na tyle popularne, że można je bez trudu zamówić przez internet.

Pomijając kwestie dostępności produktów (w większych miastach bez problemu wszystko się znajdzie), nie rozumiem co jest nie tak z wymową sosu Worcester. Symbole fonetyczne nie chcą się tu kopiować, ale pierwsza wersja podana przez ciebie wersja wygląda na poprawną.

Alicja_D
08-23-2011, 20:44
super temat, tez kocham Nigele ;) wracajac do jednostek miary, rzeczywiscie byc moze w Polsce nie ma takich miarek jak tutaj, i dlatego pojawia sie problem. Mam zestaw lyzek z wglebieniami w trzonku, i najmniejsza jest 1/8 tsp - pewnie jedna szesnasta to polowa tego (?) ale po Polsku to brzmi jak doswiadczenia chemiczne a nie gotowanie :D Mam tez zestaw measuring cups - nikt sie nie zastanawia, ile cup ma, 200, moze 250 ml...wrzuca sie cup albo 1/2 cup albo 1/4..dlatego jest to duzo prostsze:) Ja bym tlumaczyla jako szczypte pewnie, po co sie bawic w matematyke, a cup jako szklanke.

Jest jeszcze cos zwiazanego z gotowaniem, czego nie znam po Polsku - crock pot, albo tu w UK slow cooker. Garnek elektryczny w ktorym dusi sie jedzenie kilka godzin. Jak to tlumaczyc? jak mowie granek elektryczny, to i tak nikt nie wie o co mi chodzi :confused:

xemkax
08-23-2011, 21:02
Wolnowar, przeciwieństwo szybkowaru:D

Alicja_D
08-23-2011, 21:21
Hahahahaha!!! genialne :D

xemkax
08-23-2011, 21:43
Heheh :D Naprawdę tak się nazywa po polsku :)) Niestety jest to jeszcze mało znane urządzenie w Polsce, ale coraz więcej ludzi zaczyna się nim interesować :)

NightMonkey
08-23-2011, 21:50
Z innych ciekawostek: polska strona Wikipedii do artykułu o "Cellophane noodles"
http://pl.wikipedia.org/wiki/Makaron_sojowy

Najlepsze jest 1 zdanie w 2 akapicie:

"Polska nazwa handlowa jest myląca, gdyż makaron ten nie jest produkowany z soi, lecz najczęściej ze skrobi fasoli mung, skrobi ziemniaczanej lub z batatów (np. japońska odmiana harusame)."

Miałem ten sam problem kiedy chciałem kupić makaron z fasoli mung (znalazłem go w końcu po przeczytaniu kilku opakowań). TaoTao poradzł sobie z tym problemem nazywając swój produkt "Makaron chiński"

Alicja_D
08-24-2011, 09:13
haha xemkax a myslalam ze zartujesz! :)

Lynx85
08-24-2011, 09:31
Pomijając kwestie dostępności produktów (w większych miastach bez problemu wszystko się znajdzie), nie rozumiem co jest nie tak z wymową sosu Worcester. Symbole fonetyczne nie chcą się tu kopiować, ale pierwsza wersja podana przez ciebie wersja wygląda na poprawną.

Faktycznie, wkradł się błąd - miałam na myśli [łurczester] ;)
Poza tym, nie zgodzę się, żeby niniejsze produkty były dostępne w każdym spożywczym - ewentualnie poprzez zamówienie internetowe, albo w bardzo dobrze zaopatrzonych delikatesach. Oczywiście nie mówię o ogólnodostępnych marshmallows, ale raczej o sosie worcester albo o golden syrup, które jednak nie są jeszcze tak powszechnie dostępne.

Lynx85
08-24-2011, 09:36
Wolnowar, przeciwieństwo szybkowaru:D

Faktycznie, ta nazwa staje się coraz bardziej popularna! Ale widziałam też spolszczone wersje, np. "Wczoraj ugotowałam moje pierwsze danie w slowcookerze."

Lynx85
08-24-2011, 09:41
Z innych ciekawostek: polska strona Wikipedii do artykułu o "Cellophane noodles"
http://pl.wikipedia.org/wiki/Makaron_sojowy

Najlepsze jest 1 zdanie w 2 akapicie:

"Polska nazwa handlowa jest myląca, gdyż makaron ten nie jest produkowany z soi, lecz najczęściej ze skrobi fasoli mung, skrobi ziemniaczanej lub z batatów (np. japońska odmiana harusame)."

Miałem ten sam problem kiedy chciałem kupić makaron z fasoli mung (znalazłem go w końcu po przeczytaniu kilku opakowań). TaoTao poradzł sobie z tym problemem nazywając swój produkt "Makaron chiński"

To prawda, cellophane noodles przeważnie są traktowane jako makaron sojowy. Ale, ale! Widziałam nawet wersję: makaron celofanowy, aczkolwiek nie można sobie chyba wyobrazić mniej apetycznej nazwy - jak "celofan" może się kojarzyć z czymś smacznym?? ;)

Lynx85
08-24-2011, 09:54
Zrobiłam mały research i faktycznie cellophane noodles, abstrahując od składu nazywany jest popularnie makaronem sojowym lub makaronem ryżowym, ale w Polsce zwany jest też wermiszelem (!!).

Nigra
08-24-2011, 09:55
A czy może być coś takiego jak "szynka sterylizowana" - nazwa dotyczyła szynki konserwowej w puszcze. Wolę już wyżej wspomniany celofan niż jeść sterylizowaną szynkę...Dla mnie zestanienie "sterylizacji" z jedzeniem jest dość nietrafione, chociaż kto wie, może dla innych ludzi jest to zachęcające.

Alicja_D
08-24-2011, 11:27
Lynx golden syrup i worcester sauce mozna kupic w supermarketach typu bomi albo alma, jesli ktos mieszka w trojmiescie. Tylko cena jest absurdalna, tzn trzy razy wyzsza niz tutaj :) Jest jeszcze HP brown sauce, ktorego pewnie w Polsce nie ma, i kilka innych ciekawych rzeczy bez odpowiednika, jak chutney, piccalilli (pomijam marmite bo nie sadze zeby byl w gotowaniu istotny ;)) jak i ketchup, ktory moze byc podstepny dla tlumacza, bo czesto mowi sie red sauce!
i jeszcze puddingi, wieczny mit, ze to wylacznie cos slodkiego i niepoliczalnego!

a skad ten werniszel sie wzial? :confused:

szynka sterylizowana? matko boska :D makaron celofanowy tez nie zacheca do jedzenia...

Lynx85
08-24-2011, 11:59
Lynx golden syrup i worcester sauce mozna kupic w supermarketach typu bomi albo alma, jesli ktos mieszka w trojmiescie. Tylko cena jest absurdalna, tzn trzy razy wyzsza niz tutaj. Jest jeszcze HP brown sauce, ktorego pewnie w Polsce nie ma, i kilka innych ciekawych rzeczy bez odpowiednika, jak chutney, piccalilli (pomijam marmite bo nie sadze zeby byl w gotowaniu istotny)
a skad ten werniszel sie wzial? :confused:
szynka sterylizowana? matko boska :D makaron celofanowy tez nie zacheca do jedzenia...

Dlatego właśnie wspomniałam o bardzo dobrych delikatesach (Bomi, Alma), bo tam jest całkiem spory wybór ciekawych artykułów, których próżno szukać w "sieciówkach" typu Carrefour, czy Auchan.
Wermiszel (z włoskiego vermicello - "robaczek"), bardzo cienki makaron produkowany fabrycznie, zwany też nitkami, jednak dużo cieńszy niż spaghetti.
Etym. - fr. vermicelle 'jw.' z wł. vermicelli 'jw.' z l.mn. od vermicello zdrobn. od verme 'robak; glista' z łac. vermis 'jp.' => czyli znowu skojarzenie raczej mało apetyczne ;) Nawet na stronie TaoTao stosują już tą nazwę.
W przypadku marmite, słyszałam już odpowiednik pasty drożdżowej (fuu...) - niektóre rzeczy chyba lepiej pozostawić nieprzetłumaczone :D

Lynx85
08-24-2011, 12:08
Sprawdziłam ofertę Almy i o dziwo - nie ma tych artykułów...
Ale jest mnóstwo fajnych stron zapewniających takie "smakołyki" (no i jest tam wspomniany wcześniej Sos do steków HP):
http://www.go-fusion.pl/product-pol-1220-Lea-and-Perrins-Worcestershire-Sauce-290ml.html
lub nawet w sklepie "Kuchnie Świata", który bądź co bądź ma naprawdę rozwiniętą ofertę..

Lynx85
08-24-2011, 14:45
Heh, jakiś czas temu oglądałam któryś z odcinków Nigelli i pojawił się tam przepis na bezę, przy czym została ona okraszona przymiotnikiem "mezmeryczna" (!!) - nietrudno się chyba domyślić jakie słowo tłumacz próbował przełożyć ;)

Poza tym niestety pojawiają się błędy merytoryczne, gdzie w miejscu chińskiej kapusty pak choy (zwana również bok choy, chińską kapustą białą lub chińską boćwiną) pojawia się kapusta pekińska - jedyne co oba warzywa mają ze sobą wspólnego to to, że są z "kapuścianej rodziny", aczkolwiek ich faktura i "mięsistość" liści to niebo a ziemia... Szczerze mówiąc, mignęła mi ta wersja kapusty gdzieś tam kiedyś, ale nie jest na pewno jeszcze na tyle powszechna.

Moje pytanie brzmi: czy w przypadku kiedy tłumaczymy książkę kucharską, ale pojawiają się tam produkty niedostępne w danym kraju, to czy tłumacz pomimo wszystko powinien przełożyć nazwę tego produktu z przypisem czym on jest (np. marmite - pasta drożdżowa powstała podczas warzenia piwa)? Czy może raczej powinien on przedstawić jakiś zamiennik dostępny w kraju, ryzykując, że przepis może się nie udać? (np. golden syrup = miód). Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że takie drobne różnice w składzie tych składników mogą spowodować, że dany przepis się nie uda - niby golden syrup a miód są tak do siebie podobne, ale jednak inaczej reagują z niektórymi składnikami i efekt końcowy jest zgoła inny.
Co o tym myślicie?

xemkax
08-24-2011, 15:16
W książce "Gotuj i chudnij" tłumaczono dosłownie dany produkt, był przypis (co to jest?) i czasami do tego propozycja polskiego zamiennika. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Wtedy czytelnik może zdecydować czy ryzykować z innym łatwo dostępnym składnikiem czy szukać tego idealnego :)

NightMonkey
08-24-2011, 17:10
Wermiszel (z włoskiego vermicello - "robaczek"), bardzo cienki makaron produkowany fabrycznie, zwany też nitkami, jednak dużo cieńszy niż spaghetti.
Etym. - fr. vermicelle 'jw.' z wł. vermicelli 'jw.' z l.mn. od vermicello zdrobn. od verme 'robak; glista' z łac. vermis 'jp.' => czyli znowu skojarzenie raczej mało apetyczne ;) Nawet na stronie TaoTao stosują już tą nazwę.
W przypadku marmite, słyszałam już odpowiednik pasty drożdżowej (fuu...) - niektóre rzeczy chyba lepiej pozostawić nieprzetłumaczone :D

"Apetyczna" nazwa tego makaronu ma związek z procesem wytwarzania tego makaronu (nie, masa z której wykonuje się makaron nie fermentuje z dodatkiem owadów:p): masa jest tłoczona pod ciśnieniem przez wąskie dysze i przypomina to trochę pełzające robaki.

Co do Lea and Perrins, to sam często używam tego do mięs (szczególnie mielonych), zup (taki lepszy i bardziej aromatyczny Kucharek) oraz Krwawych Mary. Nie trzeba tu kombinować, sos nie jest trudny do znalezienia i dam głowę, że wiele osób go zna.

NightMonkey
08-24-2011, 17:14
W książce "Gotuj i chudnij" tłumaczono dosłownie dany produkt, był przypis (co to jest?) i czasami do tego propozycja polskiego zamiennika. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Wtedy czytelnik może zdecydować czy ryzykować z innym łatwo dostępnym składnikiem czy szukać tego idealnego :)

Owszem, książka powinna zawierać rodzime zamienniki wyjątkowo egzotycznych składników, o ile takie istnieją. ALE (i to duże ale) taka lista powinna powstać przy konsultacji z wydawcą o ile tłumacz sam nie jest kucharzem lub ekspertem. Samowolka, nawet w dobrej wierze, może się źle skończyć.

Arletta
08-24-2011, 21:00
Sprawdziłam ofertę Almy i o dziwo - nie ma tych artykułów...
Ale jest mnóstwo fajnych stron zapewniających takie "smakołyki" (no i jest tam wspomniany wcześniej Sos do steków HP):
http://www.go-fusion.pl/product-pol-1220-Lea-and-Perrins-Worcestershire-Sauce-290ml.html
lub nawet w sklepie "Kuchnie Świata", który bądź co bądź ma naprawdę rozwiniętą ofertę..

Nie wiem czy jest u Ciebie Marks & Spencer. Mają mały dział spożywczy, w którym można znaleźć różne brytyjskie specyfiki, w tym właśnie golden syrup i to w całkiem rozsądnej cenie, bo zdaje się, że w Kuchniach Świata jest nieco drożej.

Arletta
08-24-2011, 21:11
Owszem, książka powinna zawierać rodzime zamienniki wyjątkowo egzotycznych składników, o ile takie istnieją. ALE (i to duże ale) taka lista powinna powstać przy konsultacji z wydawcą o ile tłumacz sam nie jest kucharzem lub ekspertem. Samowolka, nawet w dobrej wierze, może się źle skończyć.

Zgadzam się częściowo. Jeżeli jakiś składnik można łatwo zastąpić innym, dostępnym czytelnikowi zamiennikiem to czemu nie (wspominany już golden syrup). To ALE jest jednak tutaj bardzo ważne. Nie wiem np. czym można byłoby zastąpić Marmite. W tym przypadku potrzebne jest objaśnienie. Z drugiej strony pojawia się tu też kwestia określenia odbiorcy. Bardziej zapaleni kucharze mogliby się poczuć rozczarowani, że ktoś majstrował przy przepisach i je niejako "spłaszczył". Co np. z kuchnią orientalną, w której aż roi się od egzotycznych dla nas składników dostępnych głównie w specjalistycznych sklepach? Tutaj próba stosowania zamienników mogłaby skończyć się katastrofą.

Alicja_D
08-24-2011, 21:50
Co np. z kuchnią orientalną, w której aż roi się od egzotycznych dla nas składników dostępnych głównie w specjalistycznych sklepach? Tutaj próba stosowania zamienników mogłaby skończyć się katastrofą.
Wlasnie, niektorych skladnikow nie powinno sie tlumaczyc, bo na angielski sie nie tlumaczy! np garam masala czy cos w tym stylu.

Lynx ale cios! a myslalam ze Alma wygrywa swoja oferta z Bomi :D A kuchnie swiata to rozboj w bialy dzien ;) Brown sauce = sos do stekow - sprytne wyjscie! chociaz tutaj uzywa sie go do wielu rzeczy :) ale mysle, ze to dobra nazwa, lepsza niz np brazowy sos..

A znacie polskie odpowiedniki stekow? rib-eye, t-bone i rump steak? pisze z biegu, nie "bylam"w slowniku, ale tak mi przyszlo do glowy ze nie wiem jakie sa ich polskie nazwy..stek z koscia i stek bez kosci?

NightMonkey
08-24-2011, 22:49
A znacie polskie odpowiedniki stekow? rib-eye, t-bone i rump steak? pisze z biegu, nie "bylam"w slowniku, ale tak mi przyszlo do glowy ze nie wiem jakie sa ich polskie nazwy..stek z koscia i stek bez kosci?

Szczerze, to polskie nazwy tych dań byłby tylko dla informacji ciekawskich i amatorów. Osobiście nie tłumaczyłbym tych nazw ponieważ:
1) Brytyjczycy i Amerykanie "rozmontowują" bydło inaczej niż Polacy. Nasze nazewnictwo w większości się pokrywa, ale są istotne różnice.
2) Jakość produktu. Polacy nie słyną z hodowli bydła (nie licząc kiboli), więc nadawanie dobrym kawałkom wołowiny(gatunek bydła, proces "dojrzewania" steków) nazw spotykanych w polskich sklepach mięsnych pozbawia stek "wyjątkowości.

W książkach kucharskich takie tłumaczenie by przeszło, ale gdybyśmy tłumaczyli np. menu to pozostawiłbym nazwy w oryginale. Od wyjaśnień jest kelner:p

Arletta
08-25-2011, 10:14
[QUOTE=NightMonkey;58091]Szczerze, to polskie nazwy tych dań byłby tylko dla informacji ciekawskich i amatorów. Osobiście nie tłumaczyłbym tych nazw ponieważ:
1) Brytyjczycy i Amerykanie "rozmontowują" bydło inaczej niż Polacy. Nasze nazewnictwo w większości się pokrywa, ale są istotne różnice.

Czytałam, że dodatkowo są różnice pomiędzy brytyjskim a amerykańskim sposobem "rozmontowywania" bydła. Ostatnio znalazłam na http://www.food52.com fajny instruktaż dotyczący smażenia "flank steak", wyszło, że to polska "łata", ale nasza łata w niczym nie przypomina tego pięknego kawałka mięsa z filmiku na wspomnianej stronie. Tutaj wraca wcześniej poruszana kwestia oczyszczania mięsa. W książce powinna być chyba krótka instrukcja oczyszczania, bo jak ktoś jest niewprawiony to tylko zmasakruje mięso.

monikamr
08-25-2011, 12:30
Zgadzam się całkowicie z wcześniejszymi głosami i opiniami, że jeśli dokonuję się jakichś zmian, podaje listę zamienników na przykład, powinno się to uzgodnić z autorem - tak byłoby idealnie. Jasne, że nie wszystkie artykuły spożywcze, zwłaszcza te charakterystyczne dla danej kuchni, można dostać w każdym kraju. Chociaż jest ich coraz więcej. No ale nie są aż tak łatwo dostępne, ot choćby kapusta bok choy, typowa dla kuchni chińskiej (nie mówię już o takiej zamarynowanej, ale o świeżej). Im większe miasto, tym łatwiej dostać dany składnik, ale i tak nie zawsze jest to możliwe.

Z "ciekawostek kuchennych" - właśnie w tle leciał program "Włoska kuchnia Catherine" in tłumacz popisał się tym, że jajko należy ubić "w łaźni parowej" - oczywiście chodziło o kąpiel wodną ;) Jak się słyszy coś takiego to od razu poprawia się nastrój ;)

Lynx85
08-25-2011, 14:12
Haha, "łaźnia parowa" - rewelacja! :D

Swoją drogą, najlepiej byłoby chyba po prostu pozostawić nazwę oryginalną (jeśli nie posiada polskiego odpowiednika) z ewentualnym wyjaśnieniem co to za produkt (plus być może propozycja zamiennika - ale to bywa ryzykowne, jak już wcześniej wspomniałam). W końcu używa się słów takich jak pizza, spaghetti, czy pudding, które przecież nie są rodzimymi nazwami, a jednak nazwy są na tyle znajome, że nikt już do nich przypisów nie robi - i może właśnie tak kiedyś będzie w przypadku obecnie rzadszych produktów typu chutney, pok choy, czy marmite :)

Inna wpadka w tłumaczeniu jednego z przepisów z "Kitchen" (Nigella - of course! :))
W przepisie na frittatę z mortadelą nikt nie wyjaśnia czytelnikom, że w tym wypadku mortadella to dobra włoska kiełbasa, a nie parówkowa z PRL-u ;)

monikamr
08-25-2011, 15:55
Inna wpadka w tłumaczeniu jednego z przepisów z "Kitchen" (Nigella - of course! :))
W przepisie na frittatę z mortadelą nikt nie wyjaśnia czytelnikom, że w tym wypadku mortadella to dobra włoska kiełbasa, a nie parówkowa z PRL-u ;)
Faktycznie, w takim przypadku jak tu przedstawiony zdecydowanie przydałoby się dodanie przypisu z wytłumaczeniem. Ale cóż, wydaje mi się, że mimo wszystko jeszcze rzadko zdarza się umieszczanie przypisów w książkach kucharskich...

Lynx85
08-29-2011, 11:05
Faktycznie, w takim przypadku jak tu przedstawiony zdecydowanie przydałoby się dodanie przypisu z wytłumaczeniem. Ale cóż, wydaje mi się, że mimo wszystko jeszcze rzadko zdarza się umieszczanie przypisów w książkach kucharskich...

No właśnie, coraz częściej ten stereotyp jest przełamywany z uwagi na coraz częstsze występowanie egzotycznych składników w przepisach. Przeglądałam ostatnio "Lato w kuchni" (jak myślicie, czyjego autorstwa? Tak, zgadliście - Nigella... :)) i jest tam dość sporo (jak na książkę kucharską) przypisów, bo po prostu nie było innego wyjścia... Na jednej stronie potrafiło być ich nawet 6-7 (ale za to bardzo krótkich, treściwych i całkiem ciekawie się je czyta) - pojawił się nawet wspomniany wcześniej HP sauce/brown sauce, który przetłumaczony został jako "brązowy sos", ale jakoś wersja "sos do steków" brzmi lepiej, może przez lepsze skojarzenia...
Uważam, że ciekawie zostały też "sformułowane" te przypisy, ponieważ pojawił się też tajemniczy produkt "cincalok" lub "blachan", co wytłumaczone zostało jako "pasta ze sfermentowanych krewetek", co może wywoływać u nas reakcję paniki i obrzydzenia, dlatego też zostało dodane sformułowanie w stylu "być może nie brzmi to zbyt apetycznie, ale jest to produkt bardzo popularny w kuchni tajskiej, który nadaje potrawie głębi (...)" - od razu lepiej to brzmi, prawda? :)

sophistes
04-20-2012, 10:57
Otóż to, jednak podczas oglądania programów Nigelli Lawson, absolutnej bogini kucharzenia, we wcześniejszych odcinkach pojawiały się szczypty, odrobiny, szklanki, itd., natomiast w późniejszych odcinkach tłumacz poszedł o krok dalej i kiedy Nigella mówiła "cup", to tłumacz przekładał to jako "250 ml", bo przeważnie tyle ma szklanka/kubek. Niemniej jednak, po kwadransie takiego tłumaczenia słuchacz mial wrażenie jakby miał do czynienia z równaniami matematycznymi, a jest to dalekie od "Nigellowego", bardzo swojskiego podejścia do kuchni :)

1 cup to raczej 227ml, czyli 8 uncji, a szczypta to ilość, którą jesteśmy w stanie utrzymać pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Zgadzam się więc, że można tłumaczyć przepyszną Nigelę po ludzku i wciąż wiedzieć, ile czego użyć. Wystarczy dobra ściąga.