PDA

View Full Version : Tłumacz - twórca czy odtwórca?


maszka88
08-09-2011, 12:22
Zastanawiam się jak ważna jest wierność przekładu w przypadku literatury, a zwłaszcza poezji. Czy wierny i dokładny przekład nie niesie ze sobą ryzyka zatracenia jakiegoś uroku zawartego w oryginale? Na ile to jest praca oparta na konkretnej wiedzy i technice, a na ile działanie intuicyjne? I na jak wiele tłumacz może sobie pozwolić przekładając taki tekst?

czuma
08-23-2011, 14:08
José Ortega y Gasset powiedział,że "Tłumaczenie nie jest kopią, lecz aktem twórczym". To zdanie, przypuszczam, odnosi się do tlumaczeń literackich, bo w trudno o artyzm w tłumaczeniach biznesowych itp. Jak bardzo zgadzacie się z autorem? A może nie?

Asia S.
08-23-2011, 15:09
Uważam, że w przypadku tłumaczenia poezji, możemy mówić w pewnym sensie o akcie twórczym. W wierszach zdecydowanie wyraźniej dostrzegalne jest zaangażowanie tłumacza. Tłumacz musi wykazać się talentem literackim, mieć polot, aby lekko i zrozumiale dla czytelnika przetłumaczyć dany utwór poetycki. Myślę, że trzeba lubić tego typu tłumaczenia, żeby się ich podejmować.

ebuczynska
08-23-2011, 17:04
Aktem twórczym mogą też być tłumaczenia prozy, a szczególnie prozy dziecięcej. Tego typu teksty wymagają od tłumacza polotu, szczególnie w tłumaczeniu nazw własnych.

tulipe87
08-24-2011, 01:11
Uważam, że każde tłumaczenie literackie, w mniejszym lub w większym stopniu, jest aktem twórczym. Każdy tekst stawia konkretne wyzwania przed tłumaczem, przy pokonywaniu których musi on się wykazać pomysłowością i kreatywnością. Czasami jest to przekład nazw własnych, czasami stylizacja mowy jednego z bohaterów, innym razem "klimat" tekstu. Praca tłumacza nie polega więc na mechanicznym odtwarzaniu, ale na podejmowaniu indywidualnych decyzji co w danym momencie zrobić z tłumaczonym tekstem. Najlepszym przykładem na to, że tłumaczenie jest aktem twórczym jest fakt, że dwa tłumaczenia tego samego dzieła różnią się od siebie.

ilona070
08-24-2011, 01:12
Ja również uważam, że tłumaczenie poezji jest aktem twórczym. Przekład tego typu tekstów nie jest wiernym odtworzeniem ani kopią oryginału. W tego typu teksty należy się wczuć, oddać się fantazji i własnej wyobraźni. Nie każdy niestety to potrafi :/

Kell-Raa
08-25-2011, 09:38
Całkowicie zgadzam się z panem José Ortegą. Tłumaczenie nie jest kserokopią oryginału. Każde tłumaczenie to interpretacja. Różnice językowe, czy kulturowe stawiają przed tłumaczem trudne zadanie, które w każdym wypadku można nazwać aktem twórczym.

gochapy
09-06-2011, 11:09
Moim zdaniem tłumaczenia literackie, a bynajmniej ich większość, to zdecydowanie akt twórczy. Tłumacz, który tłumaczy literaturę musi wykazać się wiedzą i znajomością środków stylistycznych, konwencji panujących w literaturze, elementów kultury aby jego dzieło miało na czytelnika taki sam wpływ jak oryginał. Wydaje mi się, że największym wyzwaniem jest tu tłumaczenie poezji, gdzie powiiny zostać zachowane rymy, długość, sens i emocje.

Oczywiście tłumaczenie techniczne też wymaga doskonałej znajomości języka i struktur, ale porównanie tych tłumaczeń pod względem artystycznym wydaje się oczywiste- jak porównanie pisania instrukcji do pisania wierszu.

UR87
09-06-2011, 14:56
Zgadzam się, że tłumaczenie jest aktem twórczy, gdyż nie ma takiej możliwości byśmy przetłumaczyli coś dokładnie słowo w słowo. Ale...ale... jak powiedział rosyjski pisarz Nikołaj Gogol "Tłumaczenie powinno przypominać szybę, całkowicie przezroczystą, tak aby czytelnik nie zauważał jej istnienia". Czy nie uważacie, że ten cytat sugeruje, iż tłumaczenie w pewnym sensie jest jednak kopią?

nozickbuble
09-06-2011, 16:55
Zgadzam się, że tłumaczenie jest aktem twórczy, gdyż nie ma takiej możliwości byśmy przetłumaczyli coś dokładnie słowo w słowo. Ale...ale... jak powiedział rosyjski pisarz Nikołaj Gogol "Tłumaczenie powinno przypominać szybę, całkowicie przezroczystą, tak aby czytelnik nie zauważał jej istnienia". Czy nie uważacie, że ten cytat sugeruje, iż tłumaczenie w pewnym sensie jest jednak kopią?

Właśnie dlatego jest to akt twórczy. Czytelnik nie może widzieć tłumaczenia, bo ma obcować z pełnoprawnym dziełem literackim. Dlatego można potocznie oceniać tłumaczenie z języka, którego się nie zna. Chodzi o ten poetycki pierwiastek, który należy jednak do dziedziny twórczości. Tłumacz musi go mieć.

katarina008
09-06-2011, 22:54
pewnie ze akt twórzczy. w wiekszej mierze chociazby. tlumacz musi byc na tyle kreatywny zeby material ktory ma byc przetlumaczony zgrywal sie mnie wiecej z orygianlem, nie tracil sensu a przy tym brzmial naturalnie jesli chodzi o jezyk. zdecydowanie wyamaga to kreatywnosci i dokonywania odpowiednich wyborow

Pati
09-07-2011, 10:22
Ja również zgadzam się z twierdzeniem, że tłumaczenie to nie kopia ale akt twórczy. Widać to zwłaszcza w tłumaczeniach literackich. Przekład odzwierciedla oryginał, ale nie jest identyczny. Tłumacz „odkrywa” dzieło danego autora i przenosi je do innej kultury i języka. W trakcie tego procesu podejmuje różne decyzje w zależności od jego interpretacji, wiedzy, talentu i umiejętności, i tym samym nadaje mu nieco odmienne spojrzenie na utwór.

julia_m
09-07-2011, 10:41
Uważam, że każde tłumaczenie literackie, w mniejszym lub w większym stopniu, jest aktem twórczym. Każdy tekst stawia konkretne wyzwania przed tłumaczem, przy pokonywaniu których musi on się wykazać pomysłowością i kreatywnością. Czasami jest to przekład nazw własnych, czasami stylizacja mowy jednego z bohaterów, innym razem "klimat" tekstu. Praca tłumacza nie polega więc na mechanicznym odtwarzaniu, ale na podejmowaniu indywidualnych decyzji co w danym momencie zrobić z tłumaczonym tekstem. Najlepszym przykładem na to, że tłumaczenie jest aktem twórczym jest fakt, że dwa tłumaczenia tego samego dzieła różnią się od siebie.

Zgadzam się, trafiłaś w sedno! Każde tłumaczenie, nawet najbardziej banalne, wymaga finezji i wyczucia, które są jakąś formą sztuki. Mam wrażenie, że wielu ludzi tego nie docenia i wydaje im się, że wystarczy przełożyć słowo po słowie i wyjdzie idealne tłumaczenie... A przecież połowa sukcesu polega na tym, czego nie widać :)

Właśnie dlatego jest to akt twórczy. Czytelnik nie może widzieć tłumaczenia, bo ma obcować z pełnoprawnym dziełem literackim. Dlatego można potocznie oceniać tłumaczenie z języka, którego się nie zna. Chodzi o ten poetycki pierwiastek, który należy jednak do dziedziny twórczości. Tłumacz musi go mieć.

A myślicie, że da radę wypracować z czasem ten poetycki pierwiastek? Czy też jest to jakaś forma "iskry bożej", którą jest się (albo nie) obdarowanym?
Ja bym bardziej się skłaniała do drugiej wersji - albo się "to coś" ma, albo nie.

gochapy
09-07-2011, 13:41
Zatem, można by stwierdzić, że jest to zarówno KOPIA jak i AKT TWÓRCZY. Trzeba być twórczym aby stworzyć coś co będzie jaknajbardziej przypominać orgyginał :p

natalia87
09-07-2011, 15:50
A myślicie, że da radę wypracować z czasem ten poetycki pierwiastek? Czy też jest to jakaś forma "iskry bożej", którą jest się (albo nie) obdarowanym?
Ja bym bardziej się skłaniała do drugiej wersji - albo się "to coś" ma, albo nie.

Wydaje mi się, że często taki pierwiastek poetycki może się urzeczywistnić, kiedy ktoś staje w obliczu silnych przeżyć emocjonalnych. Wtedy powstaje w nim silna potrzeba przelania swoich uczuć i poezja wydaje się wtedy być najlepszym rozwiązaniem, ponieważ w jej wersach można, w pewien sposób, ukryć to, co nie do końca chcemy zdradzić.

iwonaszp
09-07-2011, 16:03
Też myślę, że tłumacz literatury musi wykazać się takim pierwiastkiem twórczym;> Nie wspomnę już o poezji, która wymaga wielkiego artyzmu i wyczucia. Tak czy inaczej, tłumacz tekst tworzy, więc twórcą jest, mimo, że odzwierciedla oryginał.

nozickbuble
09-07-2011, 18:40
A myślicie, że da radę wypracować z czasem ten poetycki pierwiastek? Czy też jest to jakaś forma "iskry bożej", którą jest się (albo nie) obdarowanym?
Ja bym bardziej się skłaniała do drugiej wersji - albo się "to coś" ma, albo nie.

Chyba tutaj dochodzimy do ściany, bo ciągle gdzieś w głowie mamy jakąś taką pseudodemokratyczną wizję tłumacza literatury - że każdy może. Trzeba jednak powiedzieć, że tak nie jest. Trzeba mieć to coś i niestety nie będzie to nigdy do uchwycenia w definicji.

iwonaszp
09-09-2011, 14:59
Chyba tutaj dochodzimy do ściany, bo ciągle gdzieś w głowie mamy jakąś taką pseudodemokratyczną wizję tłumacza literatury - że każdy może. Trzeba jednak powiedzieć, że tak nie jest. Trzeba mieć to coś i niestety nie będzie to nigdy do uchwycenia w definicji.

Zgadzam się, że albo ma się dar do tłumaczenia, zwłaszcza, literatury, albo nie. W ogóle chyba tłumacz musi mieć wrodzony talent do tłumaczenia - ktoś może świetnie posługiwać się językiem, być znakomitym językoznawcą, a tłumaczem średnim;> Zatem umiejetność tlumaczenia, to jakaś forma daru, który otrzymujemy.

Contrana
09-09-2011, 15:40
Kopią może tak, ale tylko kopią pomysłu. Reszta jest twórczą walką językową. Co autor chciał powiedzieć...czy nazwa w obcym brzmieniu, czy lepsza w rodzimym...skróci, a może wyrzucić... tyle wątpliwości do rozwązania wymaga twórczego myślenia.

Controversia
09-09-2011, 19:49
Ja uważam, że każde tłumaczenie to akt twórczy, ponieważ tłumacząc coś tworzymy, nowy tekst w innym języku, co prawda na podstawie innego tekstu, ale który ma jednak funkcjonować całkiem autonomicznie. Tłumaczenie użytkowe też można potraktować jak akt twórczy, wszystko zależy od rodzaju tekstu. Wtedy tłumaczenie literackie byłoby jak sztuka, a użytkowe jak wzornictwo przemysłowe ;-)

nozickbuble
09-09-2011, 23:11
Ja uważam, że każde tłumaczenie to akt twórczy, ponieważ tłumacząc coś tworzymy, nowy tekst w innym języku, co prawda na podstawie innego tekstu, ale który ma jednak funkcjonować całkiem autonomicznie. Tłumaczenie użytkowe też można potraktować jak akt twórczy, wszystko zależy od rodzaju tekstu. Wtedy tłumaczenie literackie byłoby jak sztuka, a użytkowe jak wzornictwo przemysłowe ;-)

Myślę, że dowodzi to, że wszelkie klasyfikacje i próby oceny tłumaczeń to kwestia bardzo płynna. Widzę to wszystko jako sieć różnych wpływów i oddziaływań.

anowi33
09-10-2011, 16:38
Ja uważam, z resztą chyba już o tym gdzieś pisałam, że tłumaczenie czasem jest lepsze od oryginału. Zgadzam się, że tłumaczenie literackie jest dużym wyzwaniem i jest swojego rodzaju aktem twórczym. Tłumaczenie literackie są bardzo czasochłonne i trzeba im poświęcić dużo pracy, dlatego wymagają wyłączności..

espeja
09-10-2011, 19:06
Wiele wspaniałych książek zostało fatalnie przetłumaczonych; bywa też, że spośród kilku tłmaczeń jednej książki tylko jedno lub dwa czyta się naprawdę dobrze.

Od niedawna sporą frajdę sprawia mi czytanie anglojęzycznych oryginałów książek z mojego dzieciństwa. Jest to ciekawe doświadczenie, bo choć nie zawsze pamiętam dokładnie treść danej książki, to pamiętam wrażenie, jakie na mnie wywarła. Ostatnio przeczytałam ''Daddy Long Legs'' (w Polsce znaną jako ''Tajemniczy Opiekun'') i okazało się, że wcześniej pozbawiono mnie ogromnej dawki humoru, którą posiada oryginał, ponieważ polski tłumacz zupełnie sobie nie poradził z pewnymi elementami.

Jako mała dziewczynka zaczytywałam się powieściami L.M. Montgomery, szczególnym uwielbieniem darząc serię o Emilce. Kiedy w księgarniach pojawiło się nowe wydanie tych książek, kupiłam je, wiedziona sentymentem i skuszona pięknymi okładkami. Niestety, okazało się, że były to pieniądze wyrzucone w błoto, ponieważ ledwo przebrnęłam przez 1,5 rodziału pierwszego tomu. Tłumaczenie było okropne! Ktoś chyba na siłę starał się bardzo odróżnić od tamtego pierwotnego sprzed lat, z opłakanym skutkiem.

Z tego wniosek, że tłumaczenie literackie jest sztuką i wymaga talentu i wrażliwości. Dodatkowo uważam, że tłumaczyć literaturę powinni jedynie jej miłośnicy, a nie ludzie, którzy na codzień księgarnie omijają z daleka (ideałem byłoby tłumaczenie tylko i wyłącznie swojego ulubionego gatunku literackiego:D). Jeżeli ktoś jedynie kopiuje, jedynie odtwarza, moim zdaniem powinien ograniczyć się do tłumaczeń technicznych.

natalia87
09-14-2011, 20:27
Ja uważam, z resztą chyba już o tym gdzieś pisałam, że tłumaczenie czasem jest lepsze od oryginału.

Uważacie, że tłumacz może "bezkranie" stworzyć tłumaczenie lepsze niż oryginał? Jest to bowiem w pewnym stopniu ingerencja w tekst tłumaczony.

iwonaszp
09-14-2011, 21:01
Uważacie, że tłumacz może "bezkranie" stworzyć tłumaczenie lepsze niż oryginał? Jest to bowiem w pewnym stopniu ingerencja w tekst tłumaczony.

Według mnie to nie jest 'bezkarne' tworzenie lepszej wersji 'specjalnie'. Tłumacz bazuje na tekście wyjściowym, ale posiada własny styl, sam decyduje jakich słów użyć, np. wybiera spośród kilku synonimów, jakich kolokacji użyć... czasem już takie podstawowe zabiegi sprawiają, że tlumaczenie czyta sie lepiej niż oryginał.

natalia87
09-21-2011, 19:57
No cóż, na talent nic się nie poradzi :) Ciekawa jestem, ilu tłumaczy przerzuciło się na twórczość własną, właśnie w wyniku znakomitych tłumaczeń dokonanych przez siebie :) myślicie, że dobry tłumacz najpierw zaczyna jako niezależny autor, czy nie są to powiązane wątki? :)

gokuba
10-01-2011, 16:40
Uważąm , żę bradzo łatwo a artyzm w tłumaczeniach biznesowych , czy nadomiar złego , technicznych :)

antwuan
10-02-2011, 10:44
Wielu badaczy określa tłumaczenie literackie jako akt twórczy, który należy do osobnej dziedziny i nie należy go porównywać z innymi. Nie ma tutaj mowy o kopii, ponieważ tłumacz tworzy nowy tekst i sam staje się artystą, twórcą. Jeśli przekład przewyższa oryginał, świadczy to tylko o niebywałych umiejętnościach tłumacza.

camilla00
10-02-2011, 12:15
Ja uważam, z resztą chyba już o tym gdzieś pisałam, że tłumaczenie czasem jest lepsze od oryginału. Zgadzam się, że tłumaczenie literackie jest dużym wyzwaniem i jest swojego rodzaju aktem twórczym. Tłumaczenie literackie są bardzo czasochłonne i trzeba im poświęcić dużo pracy, dlatego wymagają wyłączności..

Pewnie tak się czasem zdarza, że tłumaczenie jest lepsze oryginału, szkoda tylko, że często się zdarza, że tłumaczenie jest znacznie gorsze od oryginału. Grafomańskie konstrukcje i okropne rażące w oczy teksty, które mówią do nas: jesteśmy złym tłumaczeniem, potrafią zepsuć niejedną lekturę. Dlatego owszem, tłumaczenie (literackie) z całą pewnością jest aktem twórczym, a jeśli ktoś nie ma choć cienia talentu literackiego, to ładnie go proszę, niech nie tłumaczy książek :)

lidziaraven
06-24-2012, 14:37
Tłumaczenie jest aktem twórczym, ale tłumacz powinien zdawać sobie sprawę, że jego rolą nie jest nowe napisanie książki na bazie innego tekstu, lecz przetłumaczenie tekstu i kontekstu. A z kontekstem bywa najciężej.

poppywitch
06-25-2012, 00:38
Zgadzam się z przedmówcami, że tlumaczenie literatury aktem twórczym jak najbardziej jest i wymaga od tłumacza bardzo dużej wiedzy i umiejętności posługiwania się językiem.

MWiszniewska
06-25-2012, 09:23
Zdecydowanie tak. Tłumaczenie w miarę słowo w słowo nie jest tragicznym pomysłem, jeśli brzmi ładnie ale im więcej ktoś doda tam poezji... tym lepiej. Nie wiem, czy zawodowo mam w tej działce kiedyś szansę ale sama dla siebie zamierzam to ćwiczyć.

Margot
10-02-2012, 14:07
Przytoczę znane powiedzenie: "Przekład jest jak żona - albo piękny, albo wierny". Wydaje mi się że całkowita wierność tekstowi, dopowiadanie wszystkiego do końca, może zabić jakość przekładu na inny język. Przykładowo w angielskich tekstach normalką jest używanie wielu takich samych czasowników na jednej stronie, w polskiej wersji jest już to trochę bardziej drażniące. Tak samo wystawianie "kawy na ławę" w angielskich powieściach, nie przeszłoby w wersji polskiej, gdyż brzmiałoby nienaturalnie. Polski czytelnik przyzwyczajony jest do "domyślania się". Wydaje mi się, że jeśli odejście od oryginału wiąże się z lepszym przekazem jego prawdziwego "ducha", jest jak najbardziej słuszne. W końcu to o ten klimat w poezji i literaturze najbardziej chodzi.

AgataRol
10-02-2012, 22:42
Też tak myślę, tłumaczenie poezji na przykład. Ważne jest by oddać sens, by przekazać to co autor miał na myśli( czasem jest to trudne ale co tam :) ), jaki ma sens tłumaczenie poezji słowo po słowie?? żaden.:)
W przekładzie prozy zaś, też jest ważne by zrozumieć dzieło, to "odejście od oryginału" o którym wspomina Margot jest jak najbardziej słuszne, czytelnik w polsce jest inny niż czytelnik anglojęzyczny, inna mentalność, ważne by o tym pamiętać.

KasikM
10-03-2012, 07:28
Tłumaczenie „słowo w słowo” rzeczywiście nie ma wielkiego sensu. Dlatego warto pogrzebać w źródłach i dowiedzieć się co autor miał na myśli. Wtedy można pokusić się o twórczy przekład, oparty nie tylko na swojej intuicji.
Właśnie próbuję przetłumaczyć pewien tekst liryczny. Chciałabym zachować jego rytmikę. Równocześnie staram się być wierna oryginałowi. Jedno praktycznie wyklucza drugie. Pewna doza interpretacji jest tu niezbędna.
Gdyby praca tłumacza nie była twórcza, „Google translator” pewnie lepiej by sobie z nią radził!

Marta Gruszczyńska
10-03-2012, 16:24
Autor dzieła miał coś do przekazania czytelnikowi, użył do tego określonej stylistyki i określonego rytmu. Wydaje mi się, że rolą tłumacza jest jak najwięcej z tego przekazu zachować, przekazać czytelnikom wersji tłumaczonej. Myślę, że przekaz ten w gruncie rzeczy ma charakter dość abstrakcyjny, więc, co do zasady - bo nie zawsze, jak wiadomo - tłumaczenie 'słowo w słowo' nie jest najlepszą metodą, bo w odbiorze może okazać się dla Czytelnika pozbawiony polotu oryginału. Wiadomo, tłumacz nie może napisać dzieła na nowo, nie może też do końca opowiedzieć go własnymi słowami, ale powinien zobaczyć coś więcej, niż tylko określone słowa i zdania, powinien umieć podejść do tej "melodii" poniekąd twórczo, pomyśleć o tym, czy Czytelnik, czytając wersję tłumaczoną, czuł jak najwięcej z tego, co podczas lektury oryginału.

kalwazyn
10-03-2012, 16:37
Wydaje mi się, że Wasze wypowiedzi brzmią trochę górnolotnie, przepraszam, nie chcę nikogo urazić. Jeśli w tłumaczonym tekście znajdzie się słowo, które nie istnieje w języku docelowym, wtedy tłumacz może sobie pofolgować i słowo wymyślić albo zobrazować; jeśli wiersz ma silny charakter ludowy, obyczajowy, wtedy tłumacz powinien chyba poszukać jak najbliżej istniejącej paraleli.

A co do tłumaczenia "Słowo w Słowo" - wiele doskonałych tłumaczeń wybitnych poetów, mam akurat na myśli "Konrada Wallenroda" Mickiewicza, przełożonego na język czeski również przez znakomitego poetę, opiera się na tej zasadzie, wiadomo jednak, że dla uzyskania rymu i rytmu pewne słowa znajdują się troszkę w innych miejscach. Ważne, że sens a przede wszystkim odbiór jest taki sam.

jason1987
10-06-2012, 21:14
Jesli chodzi o powiesci to jestem zwolennikiem przekladu wiernego/nieprzezroczystego [wg Venutiego] z ewentualnymi przypisami.

Jesli chodzi o pozje to mysle ze podwojny przeklad bylby czyms ciekawym: z jednej strony przeklad z rymami a z drugiej przeklad doslowny tak zeby ujac znaczenie oryginalu

brownie5
10-07-2012, 00:05
W moim przekonaniu tłumacz zawsze jest twórcą. Przede wszystkim dlatego, że każde (dobre) tłumaczenie zakłada interpretację tekstu przez tłumacza. Tłumacz odkodowuje dla siebie treść oprawioną w formę (język) a następnie koduje ją na nowo w innym języku, tak jak ją odebrał. Być może zalatuje to trochę ideami z pod znaku Barthes'a, ale akurat w przypadku przekładu literackiego taka teoria wydaje mi się wyjątkowo trafna.

riola
10-07-2012, 01:34
Przekładając prozę, tłumacz nie powinien sobie na za dużo pozwalać, tzn. nie powinien za bardzo ingerować w treść, lecz przekazywać dokładnie to, co napisał autor (oczywiście nie słowo w słowo). Natomiast jeśli chodzi o tłumaczenie poezji, to w niej sprawa wygląda zupełnie inaczej. Szczerze mówiąc, nie wierzę w tłumaczenie poezji, co najwyżej można mówić o tym, że tłumacz napisał wiersz na podstawie obcojęzycznego utworu.Niby baza podobna, no ale jednak nie da się całkowicie oddać formy i treści. Ogólny sens może zostać zachowany, ale to nie świadczy o tym, że tłumaczenie jest wierne, a tłumaczenie "słowo w słowo" zabije rytm, (ew.) rym, klimat wiersza itd.

zxully
10-07-2012, 15:53
Przy analizie tego zagadnienia polecam książkę Barańczaka "Zagubione w tłumaczeniu" - już w pierwszym rozdziale pięknie pisze o tym, jak to zupełnie _nie ma mowy_ o całkowitej wierności w przypadku przekładania poezji, ponieważ zawsze nastąpi jakaś utrata znaczenia czy wartości estetycznej.

Samo zagadnienie na temat tego, czy przekład to akt twórczy czy odtwórczy, spędza wielu literaturoznawcom i lingwistom sen z powiek od dziesięcioleci :)

magda.j
10-07-2012, 16:26
Polecam ciekawy artykuł na ten temat: http://wyborcza.pl/1,75475,327679.html

kalwazyn
10-08-2012, 16:54
Przy analizie tego zagadnienia polecam książkę Barańczaka "Zagubione w tłumaczeniu" - już w pierwszym rozdziale pięknie pisze o tym, jak to zupełnie _nie ma mowy_ o całkowitej wierności w przypadku przekładania poezji, ponieważ zawsze nastąpi jakaś utrata znaczenia czy wartości estetycznej.

Samo zagadnienie na temat tego, czy przekład to akt twórczy czy odtwórczy, spędza wielu literaturoznawcom i lingwistom sen z powiek od dziesięcioleci :)


A nie chodziło Ci przypadkiem o "Ocalone w tłumaczeniu" ? (brzmi optymistyczniej!)


Są wiersze, które można przetłumaczyć nie rezygnując ani z formy (bo jest to wiersz wolny) ani z metafor, obrazów użytych przez autora, jeśli wiersze powstały w dość bliskich kręgach kulturowych. Co innego z wierszami, w których mówiąc kolokwialnie autor "pojechał po bandzie" (najpierw należałoby ten wiersz przetłumaczyć na jakiś zrozumiały język, potem na język docelowy!). No cóż poezja niesie ryzyko albo się w nie wejdzie albo nie ;)

anka_1977
11-12-2012, 11:19
Jeśli chodzi o poezję, to moim zdaniem, przekład musi być twórczy - poezja to piękno i estetyka, nie da się tego oddać dosłownym przekładem. Dlatego tłumaczyć poezję powinni poeci. Sytuacja jest trochę podobna jak w przypadku przenoszenia literatury na ekran - najpierw interpretacja a potem tworzenie filmu. Oczywiście to nie to samo, mamy do czynienia z innym nośnikiem, ale jednak wydaje mi się, że obcy język też jest swego rodzaju "innym nośnikiem", szczególnie w przypadku odmiennych kregów kulturowych.

karmodzelewska
11-15-2012, 12:41
Jeśli chodzi o poezję, to moim zdaniem, przekład musi być twórczy - poezja to piękno i estetyka, nie da się tego oddać dosłownym przekładem. Dlatego tłumaczyć poezję powinni poeci.

Jestem tego samego zdania. Osoby tłumaczące poezję powinny odznaczać się szczególnym typem wrażliwości. Rozumienie tekstu w języku oryginału to zdecydowanie za mało. Jeśli wiersz nie chwyta za serce samego tłumacza, to wydaje mi się, że ten sam tłumacz nie zdoła stworzyć takiego przekładu, który przemawiałby do czytelnika z siłą choćby porównywalną do przekazu oryginału.

magda62
11-17-2012, 15:21
Zgadzam się :) uważam, że tłumacz jest zarówno twórcą, jak i odtwórcą: z jednej strony jego praca wymaga własnej twórczości, interpretacji i stworzenia dzieła, które będzie "dobrze brzmiało", z drugiej strony jest w pewien sposób ograniczony przez oryginał, musi starać się zachować jego funkcje i sens. W przypadku poezji często dużą role odgrywa wygląd wiersza (np długość wersów) czy interpunkcja. Myślę, że te ograniczenia oraz próba bycia wiernym zarówno autorowi jak i odbiorcy przekładu sprawiają, że tłumacz jest jesdnocześnie twórcą jak i odtwórca dzieła :)

kora00
11-18-2012, 21:42
Zgadzam się, tłumacz to odtwórca i twórca w jednej osobie .Oryginał jest jest zarysem tego co ma oddać w tekście docelowym, którego jest twórcą

kalwazyn
11-22-2012, 11:26
Interpretatorem - skłaniam się ku temu.

Patrycja_c90
11-22-2012, 18:22
W mojej opinii tłumaczenia literackie są szczególną formą tłumaczeń, które wymagają nie tylko znajomości języka ale również wiedzy literackiej, i umiejętności kompozycyjnych, znajomości środków stylistycznych, obycia z gatunkiem. Oczywiste jest, że dosłowny przekład to nie wystarczy bo celem literatury jest ukrywanie między wierszami tego co najistotniejsze:)

Gato
11-26-2012, 14:56
Tak samo wystawianie "kawy na ławę" w angielskich powieściach, nie przeszłoby w wersji polskiej, gdyż brzmiałoby nienaturalnie. Polski czytelnik przyzwyczajony jest do "domyślania się".

Przyznam, że nie jestem pewna o co Ci chodzi?

Jak dla mnie tłumacz jert głownie odtwórcą - odtwarza oryginalny tekst w języku docelowym. Nieraz trzeba też być twórczym, ale nie jest to podstawa. A z oddawaniem ducha/sensu oryginału byłabym ostroźna - zwykle nie można mieć pewności, o co tak naprawdę chodziło autorowi, i można się na tym przejechać.

ślepekiszki
11-28-2012, 21:19
@Gato

Napisałaś:
(...) zwykle nie można mieć pewności, o co tak naprawdę chodziło autorowi, i można się na tym przejechać.

No przecież zawsze tłumacz podejmuje takie ryzyko. Zawsze. Przełożyć bowiem tekstu bez zinterpretowania, co autor miał na myśli, po prostu nie można. Nie da się. (Das ist unmöglich!)

Ergo: nie ma translacji bez interpretacji.

Gato
12-01-2012, 19:05
@Gato

Napisałaś:
(...) zwykle nie można mieć pewności, o co tak naprawdę chodziło autorowi, i można się na tym przejechać.

No przecież zawsze tłumacz podejmuje takie ryzyko. Zawsze. Przełożyć bowiem tekstu bez zinterpretowania, co autor miał na myśli, po prostu nie można. Nie da się. (Das ist unmöglich!)

Ergo: nie ma translacji bez interpretacji.

Prawda, prawda. Chodziło mi tylko o to, żeby być ostrożnym. Jeśli dobrze zrozumiałam niektóre posty w tym wątku (znów ta interpretacja - nieodłączna część wszelkiej komunikacji! :) ), to pojawiają się głosy, że w tłumaczeniu prozy ważne jest, aby oddać sens, natomiast formę można i nawet warto potraktować swobodniej, np. żeby dostosować ją do czytelnika. Rzecz w tym, że jeśli tłumacz pójdzie za bardzo w tym kierunku, mogą pojawić się problemy. Jestem zdania, że należy w miarę możliwości trzymać się tego, co i jak napisał autor oryginału. Im dalej odpłyniemy od oryginalnej treści, nawet w warstwie, zdawałoby się, stricte powierzchownej, tym większe ryzyko, że przypadkiem przekręcimy coś istotnego dla sensu tekstu albo przynajmniej niepotrzebnie zawęzimy pole interpretacji. Przychodzi mi do głowy wspomniany kiedyś na studiach przykład z Alicji w Krainie Czarów - niestety, nie przypominam sobie w tej chwili o jaki konkretnie fragment z książki chodziło - gdzie tłumacz wstawił do tekstu brakujący sens, którego w oryginale nie było i raczej być nie miało (chodziło bodajże o postać wyjaśniającą pewną kwestię w sposób, który i tak niczego nie wyjaśniał). Czy zrobił to świadomie, czy po prostu wydawało mu się, że jakiś sens powinien tam być i próbował się go doszukać - nie wiem, ale chyba lepiej byłoby, gdyby po prostu przetłumaczył tekst dokładnie, nie dodając nic od siebie.

Oczywiście kiedy piszę o trzymaniu się tego, co jest napisane w oryginale, nie mam na myśli dosłownego tłumaczenia idiomów, tworzenia tekstów niezgodnych z gramatyką i stylistyką języka polskiego etc., to się rozumie samo przez się i nie wiem, czy jest potrzeba to zaznaczać. Tekst musi być poprawny i czytelny, bo inaczej nikt przez niego nie przebrnie, a tłumaczenie słowo w słowo niczym elektroniczny translator nie jest nawet "nadmiernie dokładne" czy "przesadnie wierne", ale wręcz przeciwnie, po prostu błędne i wykonane nieumiejętnie bądź niedbale.

Muniii
12-17-2012, 00:51
Uważam, że w większej części tłumacz jest twórcą. To on tworzy inną wersję językową danego tekstu i przedstawia nam jego interpretację.

poliglotka26
12-17-2012, 04:21
Ilekroć o tym myślę ciśnie mi się na usta stwierdzenie z filmu Rejs, że "autor ( w tym przypadku tłumacz) jest zarazem twórcą i tworzywem".
W moim odczuciu jest to najtrafniejsze ujęcie roli tłumacza z jakim się dotychczas spotkałam.
Co ciekawe podobne odczucia ma mój partner, który sam nie jest tłumaczem, ale interesuje się kwestami związanymi z tłumaczeniami i wyzwaniami stojącymi przed tłumaczem widzianymi z punktu widzenia hermeneutyki i filozofii interpretacji.;)
Dlatego śmiem przypuszczać, że coś w tym jest.

Toolek
12-19-2012, 21:05
Tłumacz twórca czy odtwórca? Od razu nasuwa mi się zdanie: tłumaczenia są jak kobiety: albo piękne albo wierne. Otóż jak dla mnie tłumaczenia powinny być jednak piękne, co nie musi oznaczać wierności oryginałowi. Konsekwentnie: tłumacz powinien być twórcą: powinien tworzyć tekst piękny, a wiec stosować takie zabiegi aby tekst był funkcjonalny a wiec także zmieniać tekst - co oznacza właśnie bycie twórcą, a nie odtwórca. To piękno i funkcjonalność można tez nazwać ekwiwalencja dynamiczna (odsyłam do E.Nidy).
http://en.wikipedia.org/wiki/Eugene_Nida

kashmire
12-28-2012, 19:45
Odnoszę wrażenie, że nacisk w tej dyskusji położony jest w nieodpowiednim mijescu, a mianowicie na osobie tłumacza. A przecież tłumacza ma w przekładzie literatury rolę funkcjonalną - jego zadaniem nie jest popisanie się swoim kunsztem, ale wytworzenie tekstu zarazem wiernego oryginałowi i bliskiego bądź zrozumiałego dla czytelnika. Gdyby pozostawić tłumaczowi wolność 'robienia' z tekstem co mu się podoba, to mielibyśmy tyle wersji danego autora, ile języków, na które został przetłumaczony. Rzecz jasna należy zmienić składnie, uważać na słownictwo, udomowić bądź objaśnić elementy kulturowe, itp., ale istotne jest trzymanie się oryginału i szacunek dla autora tekstu.

Bartez86
12-31-2012, 15:44
Często tłumacz działa w roli twórcy niż odtwórcy, gdyż nie zawsze można przetłumaczyć coś wiernie i będzie to miało podobne znaczzenie do pierwotnej wersji. Tłumacz musi mieć wyobraźnię, szeroki zasób słów i zachować sens a co do formy to pozostawia to wiele do życzenia, gdyż poezja jest ciężkim materiałem do tłumaczenia. Ważne jest to, by trzymać się oryginału jednak jeśli uznamu, że potrafimy coś lepiej przekazać dzięki naszemu tłumaczeniu i będzie to lepiej brzmiało to zawsze można pokusić się o odrobinę swawoli;-);-)

Tygrzyk
12-31-2012, 21:35
Ja staram się robić przypisy do nieprzetłumaczalnych wordplayów, jednak raz miałem pozwolenie autora o przerobienie tekstu, umrocznienie i dodanie jaki s ostrych dowcipów, ale to tylko na pozwolenie autora i opowiadanie opublikowane w Polsce miało pójść na rynek brytyjski.

galeopsis7
01-07-2013, 12:48
Zgadzam się z opinią, że tłumacz powinien być osobą, która będąc możliwie bliska oryginału, przedstawia dany utwór czytelnikowi w sposób jak najbardziej czytelny, zrozumiały, m/ in. poprzez odopowiednie wyjaśnienie różnic kulturowych. Trudno rozstrzygnąć, czy tłumacz to "twórca" czy "odtwórca". Myślę, że po trosze każdy z nich. A jak to zostało wyżej bardzo trafnie ujęte - to swojego rodzaju interpretator.

@Gato

Napisałaś:
(...) zwykle nie można mieć pewności, o co tak naprawdę chodziło autorowi, i można się na tym przejechać.

No przecież zawsze tłumacz podejmuje takie ryzyko. Zawsze. Przełożyć bowiem tekstu bez zinterpretowania, co autor miał na myśli, po prostu nie można. Nie da się. (Das ist unmöglich!)

Ergo: nie ma translacji bez interpretacji.

Dokładnie.

kecht
01-11-2013, 11:16
Ta kwestia pokazuje zatem, jak mała jest granica pomiędzy tworzeniem a odtwarzaniem W obu przypadkach należy być na baczności, aby po prostu nie przesadzić i nie przekroczyć tej granicy. Taka przesada może pociągać za sobą fatalne skutki. Takim przykładem jest na przykład tłumaczenie (jeżeli można by tak też określić interpretację) filozofii Nietzsche w kwestii "Übermensch" przez nazistów, które było niczym innym jak najzwyklejszą profanacją. Jakie to miało skutki, to chyba każdy dobrze wie. No ale na tym też polega tłumaczenie, że trzeba mieć poniekąd swój punkt widzenia. Dlatego są właśnie różnego typu i jakości przekłady.

annaoleniacz
01-17-2013, 18:57
Bardzo dobre pytanie. Sądzę, ze trudno jest odpowiedzieć na nie jednoznacznie. Częściowo jest odtwórcą, bo pomysł na treść nie nalezy do niego, tłumacz tylko pracuje nad tym, aby przekazać ją w innym języku. ALe w ogromnej części jest i twórcą, ponieważ musi tak przełożyć utwór, alby trafił do nosicieli danego jezyka, pisze jakby utwór od nowa, na nowo.

katarzyna91b
08-13-2013, 20:33
Po przeczytaniu książki S. Kinga "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" zaczęłam się zastanawiać, czy z tłumaczem nie jest tak jak z pisarzem? Zauważyłam na forum kilka wątków na temat tego, czy tłumaczyć słowo po słowie? A może dać się porwać własnej interpretacji?

Pozwolę sobie zacytować:
"Czy widzimy dokładnie to samo? Musielibyśmy się spotkać i porównać nasze wrażenia, by mieć pewność, ale sądzę, że tak. Oczywiście, wystąpią pewnie nieuniknione odchylenia." S. King

Czy powinniśmy zastanawiać się nad tym, aby spotkać się dokładnie z wizją autora czy pozwolić sobie na te "odchylenia"?
Jak uważanie: tworzymy czy przetwarzamy?

pieguska
08-14-2013, 18:01
Cały czas zadaję sobie to samo pytanie i z kim bym nie rozmawiała, to każdy ma swoją własną wizję na temat obranej taktyki tłumaczenia. Obserwując swoich wykładowców- tłumaczy, również dostrzegam rozbieżności ich stanowisk. Jedni krzyczą, jeśli w tłumaczeniu pominiemy chociażby jeden wyraz. Jeśli w tekście coś jest, to w tłumaczeniu też musi się znaleźć, bo kto dał nam prawo decydować, co w tłumaczeniu powinno się znajdować, a co z tłumaczenia wyrzucić. Inni, zaś, krytykują, że zbyt kurczowo trzymamy się tekstu, że tłumacz jest wolnym człowiekiem i równie wolno może przekładać powierzony mu tekst. Sama jestem w rozterce, za czyimi argumentami się opowiedzieć, ale chyba stanęłabym za tymi pierwszymi. Oczywiście nie popadając w skrajności, ale uważam, że tłumaczenie ma być jak najbliższe oryginałowi. Zadaniem tłumacza jest przełożyć coś na inny język. Przełożyć, a nie tworzyć własny tekst. Bo jeśli tłumacz chce pochwalić się swoją kreatywnością, to niech napisze własną np. książkę, a nie przerabia czyjąś, powierzoną mu tylko do przetłumaczenia. Naturalnie ktoś może zarzucić, że jeśli tłumacz miałby tłumaczyć dosłownie każdy fragment, to tekst stałby się niezrozumiały dla docelowego odbiorcy. Że są przecież idiomy, żarty, zjawiska charakterystyczne tylko dla danej kultury, nieznane innym nacjom. Że jeśli takowe przetłumaczymy słowo w słowo, to nikt ich nie zrozumie. No może tak być. Ale czy jeśli tłumacz zastąpi je własnymi pomysłami, to odda dokładnie tę samą treść, którą chciał przekazać autor? Niekoniecznie. A przynajmniej tłumacz tego nie zagwarantuje. Dlatego jestem zdania, że gdzie się da, to należy tłumaczyć jak najbliżej tekstu, a przy ekstremalnie odmiennych zjawiskach używać wszelkiego rodzaju amplifikacji i eksplicytacji, adnotacji i tym podobnych, aby nie redagować czegoś zupełnie swojego i odmiennego, bo wtedy nie jest to, wg mnie, tłumaczenie, a tworzenie.

ka_ska
08-14-2013, 20:23
Moim zdaniem tłumaczenie powinno być odzwierciedleniem oryginału. Jednak nie jest to w 100% możliwe. Po pierwsze nie zawsze da się przełożyć dane słowo idealnie na nasz język, a po drugie chyba nie ma czegoś takiego jak obiektywizm, zawsze nasze subiektywne odczucia dyktują nam nawet bezwiednie jak mamy przetłumaczyć dany tekst.

kubapox
08-19-2013, 09:25
Myślę, że jedno i drugie. Obiektywizm jest ułudą. Kiedy czyta tekst w trakcie tłumaczenia, już go interpretuje. z tego powodu tłumaczenie, które otrzyma, jest już pewną formą interpretacji. I pod tym względem jest to proces twórczy. Oczywiście uważam, że tekst ma być jak najwierniejszy oryginałowi, natomiast tłumacz jest tym, kto decyduje, co to będzie oznaczać.

szninkiel
08-19-2013, 12:52
Zdecydowanie twórczy, choć zbliżenie do oryginału oczywiście powinno być ważne. Za najważniejsze uważam jednak przekazanie idei, a tej niekiedy nie da przetłumaczyć się dosłownie.

Aleksandra Stodolna
08-20-2013, 13:08
Polecam publikacje Lawrence'a Venutiego na temat "obecności" i znaczenia tłumacza, zwłaszcza "Translator's Invisibility" i "Scandals of Translation" - to chyba jeden z najaktywniejszych orędowników idei głoszącej, że tłumaczowi należy się taki sam respekt, jak pisarzom, których tłumaczy, i że jego praca nie jest ani trochę mniej twórcza niż praca autora dzieła oryginalnego. Nie ze wszystkimi stwierdzeniami z powyższych tekstów się zgadzam, ale uważam, że Venuti ma sporo racji.

koharu
08-20-2013, 14:14
Według mnie jest to proces bardziej twórczy, niż odtwórczy, natomiast nie stawiałabym tłumacza na równi z twórcą oryginału. Chętnie zajrzę do tekstów Lawrenc'a Venutiego, dziękuję za polecenie.

kf88
08-20-2013, 15:14
Jest to zarówno proces twórczy jak i odtwórczy. Odtwórczy, bo trzeba zachować strukturę tekstu (rymy, rytm), pewien ogólny przekaz, a twórczy, bo tłumacząc opieramy się, do pewnego stopnia, na własnej interpretacji tekstu. Dlatego jeden wiersz może mieć kilka wersji tłumaczenia.

aganowak85
08-20-2013, 22:44
Jest to zarówno proces twórczy jak i odtwórczy. Odtwórczy, bo trzeba zachować strukturę tekstu (rymy, rytm), pewien ogólny przekaz, a twórczy, bo tłumacząc opieramy się, do pewnego stopnia, na własnej interpretacji tekstu. Dlatego jeden wiersz może mieć kilka wersji tłumaczenia.



Zgadzam się ze stwierdzeniem, że tłumaczenie literackie to bardziej proces twórczy niż przetwórczy, chociaż tłumaczony tekst powinien być jak najbliżej oryginału, co wymaga znajomości warsztatu, jednak nie każdy tłumacz, moim zdaniem, jest w stanie tłumaczyć poezję- do tego trzeba być też trochę poetą- aby jak najlepiej oddać przekaz autora.

magdalenabr
08-21-2013, 00:53
W odpowiedzi na tytułowe pytanie: tłumaczenie to oczywiście proces zarówno twórczy jak i przetwórczy. Na tym polega specyfika tego rzemiosła. Na pisaniu w swoim języku tekstu, który już ktoś napisał w innym języku. Tłumacz to artysta ograniczony cudzym pomysłem, tak jest np. wśród tłumaczy literatury. Dostajesz gotową fabułę, opisy, charakterystykę. Masz to wszystko ubrać w swój język, nie zmieniając treści i przekazu, zachowując walory estetyczne.
Fascynująca praca;-)

mrmat
08-21-2013, 09:36
Ciekawie o tym mówi prof. Jerzy Koch w czwartym odcinku serii "Wytłumaczenia". Przy okazji polecam całą serię tworzoną przez Sławomira Paszkieta, interesujące luźne rozmowy z różnymi polskimi tłumaczami

http://www.youtube.com/watch?v=P-cwb-NNCgA

jaga1
08-21-2013, 22:22
Polecam publikacje Lawrence'a Venutiego na temat "obecności" i znaczenia tłumacza, zwłaszcza "Translator's Invisibility" i "Scandals of Translation" - to chyba jeden z najaktywniejszych orędowników idei głoszącej, że tłumaczowi należy się taki sam respekt, jak pisarzom, których tłumaczy, i że jego praca nie jest ani trochę mniej twórcza niż praca autora dzieła oryginalnego. Nie ze wszystkimi stwierdzeniami z powyższych tekstów się zgadzam, ale uważam, że Venuti ma sporo racji.

Pewnie Ventiui ma sporo racji, jednak przy mojej wielkiej atencji dla tłumaczy, zwłaszcza tłumaczy literatury piękne,j nie mogę się zgodzić, iż tworzenie dzieła literackiego i jego tłumaczenie, to ten sam proces twórczy. Zapewne tłumaczenie literatury jest twórczością artystyczną, niemniej jednak jest to trochę innego rodzaju twórczość. Pomysł i cała kanwa utworu powstaje jednak w głowie twórcy oryginału.

aggy17
08-23-2013, 21:30
Jak dla mnie to 2 niezależne procesy twórcze - autor ma jednak większą swobodę. Faktycznie, jeśli coś jest w oryginale, to uważam, że tłumacz nie ma podstaw, aby to "przemilczeć". Jednak próba odtworzenia tekstu przy zachowaniu jego unikalnych walorów, np. komizmu, gry słów, wymaga już od tłumacza sporej kreatywności, tak więc czasem tekst stwarzany jest na nowo.

asiaoslak
08-23-2013, 21:51
Myślę że częściowo jest to proces twórczy, a częściowo odtwórczy. Przy szablonowych, urzędowych tłumaczeniach jest to proces odtwórczy. Przy literackich, zwłaszcza tłumaczeniu poezji- można sobie pozwolić, a czasem nawet trzeba, na własną inicjatywę. Choć zawsze w pewnych ramach- inaczej po prostu powstanie nowe dzieło literackie.

ElizaEngler
08-24-2013, 12:54
racja tłumacz to twórca ogranicony kogoś pomysłem :) każdy ma swoje zdanie. Jedni twiwerdzą, ze to co się nie da przetłumaczyć trzeba w języku docelowym wyjaśnić na inny sposób inny twierdzą, że skoro nie ma odpowiednika w jęzku doclowym to można go pominąć w końcu tłumacz też to może. Myślę jednak, ze to kwestia czasu aż każdy znasz każdy tłumacz będzie wiedział kiedy na co sobie można pozwolić ;D

ElizaEngler
08-24-2013, 12:54
no chyba, ze się mylę :p

ejankowski
08-24-2013, 16:45
jak dla mnie zdecydowanie proces tworczy - ok, tworzymy cos na bazie innego utworu, ale musimy przekazac tak, zeby bylo zrozumiale w jezyku docelowym, a czasem takze zachowalo forme oryginalu. Wymaga to zdecydowanie duzej ilosci kreatywnosci, czasu i cierpliwosci.

magdam
08-24-2013, 19:41
Według mnie trochę twórczy a trochę przetwórczy. Tłumacz bazuje na oryginale, czyli ma jakąś bazę, której musi się trzymać w procesie tłumaczenia. Nie tworzy przecież, nowej treści książki. Z drugiej strony nie da się przetłumaczyć książki słowo w słowo. Moim zdaniem takie tłumaczenie byłoby sztuczne i trudne do przeczytania. Tłumacz musi dopasować przekład do odbiorców języka docelowego. Wprowadzać pewne zmiany, żeby tekst był równie przyjemny w odbiorze jak oryginał. Dlatego też moim zdaniem tłumaczenie jest też po części procesem twórczym.

mjeanne
08-25-2013, 07:43
Zgadzam się z większością głosów. Mnie zawsze powtarzano, że owszem, tłumacz także tworzy coś na nowo - więc jest element twórczy - ale zawsze powinien "spotkać się z wizją autora" i nie odbiegać od oryginału jeśli to nie jest konieczne. A subiektywizm? No cóż, jak wszędzie jest nieunikniony...

AgaGdaS
11-14-2013, 00:02
Ciekawie o tym mówi prof. Jerzy Koch w czwartym odcinku serii "Wytłumaczenia". Przy okazji polecam całą serię tworzoną przez Sławomira Paszkieta, interesujące luźne rozmowy z różnymi polskimi tłumaczami

http://www.youtube.com/watch?v=P-cwb-NNCgA

Dzięki, mrmat, bardzo interesujący filmik. Podobała mi się szczególnie wypowiedź profesora na temat traktowania tłumaczenia jako jedyne źródło utrzymania. Przedstawił również ciekawe porównanie procesu tłumaczenia do czyśćca, co skłania do myślenia, że tłumaczenie ma miejsce gdzieś pomiędzy tworzeniem a odtwarzaniem/przetwarzaniem. Przywodzi mi to na myśl pojęcie "flou" [blur/haziness czyli zamazanie/nieostrość] zaproponowane przez Jose Ortegę y Gasseta w jego eseju pt. "The Misery and Splendor of Translation". Autor ów twierdzi, że tłumaczenie to stan permanentnej mętności ("Translation is the permanent literary flou"). Myślę, że można to rozumieć jako łączenie się, mieszanie, przenikanie dwóch, w tym wypadku, czynności i procesów.

Tak na marginesie: ogromnie żałuję, że nie miałam bezpośrednio do czynienia z prof. Jerzym Kochem, gdy byłam w trakcie specjalizacji niderlandzkiej, ale słyszałam wiele dobrego na jego temat. :)

marta5_1983
11-14-2013, 08:45
Moim zdaniem tłumaczenie jest zarówno procesem przetwórczym - gdyż pracujemy na tekście, który został napisany przez innego autora a my jako tłumacze musimy trzymać się oryginału. Z drugiej strony jednak jest również procesem twórczym - w każde tłumaczenie wkładamy swoje umiejętności, swój charakter.
Chyba, że ktoś robi "na odwal" wtedy to już inna sprawa.

MichalB
12-04-2013, 20:08
Ja uważam, że zależy to od tego, jaki rodzaj tekstu tłumaczymy. Wątek ten został umieszczony w dziale "tłumaczenie literackie", zacznę więc od tego:

W przypadku tekstów literackich, czy to prozy, czy poezji, czy jeszcze czegoś innego, tłumaczenie ich jest jak najbardziej procesem twórczym - tłumacz oprócz doskonałego zrozumienia tekstu źródłowego powinien wówczas posiadać także bardzo rozbudowany "potencjał" twórczy. Tłumacząc dzieło literatury pięknej musimy stworzyć coś nowego, dopasować je do kultury języka źródłowego jeśli to konieczne, stworzyć takie tłumaczenie, żeby efektem dorównywało oryginałowi.

Szczególnie w przypadku poezji tłumaczenie jest procesem twórczym - w tłumaczeniu np. wierszy często nie liczy się forma, natomiast największe znaczenie ma sam efekt, przez co trzeba się sporo natrudzić by stworzyć coś odpowiadającego.

Natomiast tłumaczenie bywa procesem przetwórczym w przypadku tłumaczeń specjalistycznych, gdzie musimy trzymać się sztywnych ram i jedynie odtwarzamy pewne schematy. Niech to będą jakieś umowy, dokumenty sądowe, cokolwiek :)

Pozdrawiam

Katja
06-24-2014, 17:50
Co by nie mówić, jak dla mnie jest to przede wszystkim proces przetwórczy. Przecież nie tworzy tekstu od nowa, tylko właśnie go przetwarza. Nie nazywamy go zresztą autorem. Znowu procentowo - 90 % odtwórstwa, 10% jakiejś własnej inicjatywy. Proporcje zmieniają się na pewno w przypadku poezji, ale tu już sporo zależy, z jakim rodzajem wiersza mamy do czynienia. Czy jest to wiersz wolny, czy sylabiczny, itp.
Ale tłumacz to według mnie przede wszystkim odtwórca. Szczególnie dzisiaj.

psuchozebrski
06-30-2014, 07:35
Na pewno tłumaczenie powinno być odzwierciedleniem przesłania tekstu jedynie z koniecznymi zmianami. Czasem się nie da przełożyć wszystkiego ze względu na odmienne konstrukcje języka czy kulturę. Mimo to na pewno nie powinno się tłumaczyć słowo po słowie, a wybrać jakiś fragment i przełożyć go w całym kontekście.

ninano
06-30-2014, 12:36
Odpowiadając na pytanie, tłumacz nie powinien wkraczać w kompetencje autora, więc nasza praca powinna skupiać się na odtworzeniu tego co autor miał na myśli, jest to pewien sposób tworzenia lecz nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Przetwarzanie jest dużo lepszym określeniem

kluivert114
09-19-2014, 18:37
O procesie tłumaczenia:
http://www.englishpen.org/translation-as-a-creative-process/

KKK
09-23-2014, 22:12
Tłumacz to tylko pośrednik między autorem i czytelnikiem, więc patrząc z tej strony tłumaczenie to proces odtwórczy. Jednak jeżeli chodzi o literaturę, często trzeba dopasować tekst, tak by pasował do kontekstu kulturowego i czasem przerobić tekst, by brzmiał dobrze też w naszym języku, a to nie jest możliwe bez częściowej zmiany tekstu.

Glotto
09-25-2014, 22:51
Zależy oczywiście od tego jakiego rodzaju tekst tłumaczymy. Jeśli jest to wyższych lotów proza lub poezja uważam, że jest to zdecydowanie proces twórczy. Nietrudno znaleźć przykłady literatów, którzy sporą część swojej aktywności poświęcali na tłumaczenia. Z naszego nadwiślańskiego podwórka w pierwszej kolejności przychodzą mi na myśl Boy-Żeleński i Miłosz. Według mnie ten proces twórczy polega właśnie, mówiąc w największym skrócie, na przekazaniu swojego spojrzenia na tłumaczony utwór. Jest to przeciwieństwo tłumaczenia tekstu technicznego, prawnego czy medycznego, gdzie o takim subiektywnym spojrzeniu nie powinno być mowy.

angelika90
09-27-2014, 19:10
Również uważam, że tłumaczenie jest mieszanką jednego i drugiego - ale ważne jest zachowanie odpowiedniego stosunku naszej osobistej twórczości z zachowaniem i stosowaniem się do orginału. W niektórych miejscach tłumacz może śmiało dać się porwać własnej twórczości aby przybliżyć kulturze docelowej tekst danego autora (zachowują ale przy tym sens orginału). Są jednak też takie miejsca w tekstach, które są kluczowe i z pewnością powinny zostać jak najbardziej możliwie wiernie przetłumaczone.

klaudia7
06-19-2015, 23:52
W moim odczuciu tłumaczenie jest procesem przetwórczym. Tłumacz nie jest autorem i jak to już wcześniej trafnie ujęto: "jest ograniczony pomysłem autora". Co więcej, jego zadaniem jest jak najwierniejsze oddanie wszystkich możliwych aspektów oryginału. Oczywiście tłumaczenie idealne, całkowicie odpowiadające oryginałowi, nie istnieje, ale celem tłumacza zawsze powinno być jak największe zbliżenie się do tekstu wyjściowego.

AnetaW
06-22-2015, 10:26
Hym, więc tłumacząc wiersz zawierający rymy powinnam je również zachować w tłumaczeniu? Tyle, że wiersz był dla mnie na tyle trudny, że gdybym zachowała rymy w języku polskim, wtedy napisałabym ten wiersz od nowa... trochę bez sensu. Musiałabym użyć innych metafor albo innych słów niż w oryginale, a to już zmieniłoby właśnie mój przekład w porównaniu do oryginału... :(

shaolin25
06-22-2015, 11:35
Zgadzam się z Klaudia7 - nie ma idealnych "toćka w toćkę" tłumaczeń, ponieważ dosłowne tłumaczenie tekstów języków, które są zupełnie inne od naszego polskiego, powodowałoby powstanie zdań bez sensu. Tłumacz musi samemu zinterpretować dany tekst, co wymaga kreatywnego myślenia i dlatego właśnie tak lubię to robić - pozwala mi to rozwinąć wyobraźnię i kształtować osobowść

Agnieszka9217
01-01-2016, 18:40
Tłumaczenie literatury (a zwłaszcza poezji) jest procesem twórczym, zwłaszcza, że każdy może inaczej zinterpretować ten sam tekst. Oczywiście, w idealnym świecie tłumaczenie byłoby procesem całkowicie odtwórczym, ale jest tylko do pewnego stopnia - nie wszystko jesteśmy w stanie przetłumaczyć albo pogodzić formę z treścią, w przypadku poezji.

mstepniewski
01-04-2016, 13:13
Tłumaczenie to praca twórcza, między innymi gdy tłumacz musi oddać specyficzny rodzaj humoru, gry słownej, lub zwrotu, który jest zrozumiały dla użytkowników danego języka. Wtedy jest to twórcza praca, wymagająca obeznania z kulturą, szerokiego zasobu słownictwa i wyobraźni :)

Raghnall
01-05-2016, 17:04
Tłumaczenie to praca twórcza, między innymi gdy tłumacz musi oddać specyficzny rodzaj humoru, gry słownej, lub zwrotu, który jest zrozumiały dla użytkowników danego języka. Wtedy jest to twórcza praca, wymagająca obeznania z kulturą, szerokiego zasobu słownictwa i wyobraźni :)

Podpisuje się pod tym w 100% :) Szkoda jedynie, że większość ludzi niezaznajomionych z pracą tłumacza nie docenia jego wkładu w powstałe dzieło.

Dagma
01-11-2016, 08:48
Raczej współtwórcza.

macgrabarian
01-14-2016, 21:37
Raczej współtwórcza.

Bardzo podoba mi się takie postawienie sprawy. Nie ulega wątpliwości że w przekładzie jest element twórczy, jednak mimo wszystko tłumacz nie jest, przynajmniej nie powinien być, autorem. Powinien wobec tego znać swoje miejsce jako swego rodzaju pomocnik autora, a nie jemu równy twórca.

klau.koszela
01-17-2016, 20:52
Polecam poczytać o Ryszardzie Turczynie, to jeden z lepszych tłumaczy zajmujących się tłumaczeniami literackimi z niemieckiego. :)
Chociaż, kiedy rozmawiam na temat tłumaczeń z freelancerami, najczęściej pojawia się pytanie, czy można się z tego utrzymać. Tak bez idealizowania.

kateclime
01-17-2016, 23:07
Myślę, że po części twórca i odtwórca, ponieważ tłumacząc bazuje na tekście w innym języku, więc nie tworzy sam części merytorycznej, a jedynie tłumaczy ją, tak aby zawrzeć sedno. A z drugiej strony jest to też twórcą, ponieważ trzeba mieć jakiś pierwiastek kreatywności, pomysłowości, żeby tekst przetłumaczony był łatwy i ciekawy w odbiorze, oraz spójny. Nie chodzi o to, aby dokładać swoje trzy grosze do tłumaczeń, wiadomo tak się nie robi, ale też nie chodzi o to, aby tłumaczyć jak robot słowo w słowo. Lepiej czyta się teksty, w które włożony jest jakiś czynnik twórczy. Pokazuje to też, że tłumacz jest specjalistą w danej dziedzinie, więc zna się na rzeczy :)