PDA

View Full Version : Wulgaryzmy a tłumaczenie


Strony : [1] 2

Camcio
05-26-2011, 22:10
Witam wszystkich.
Mam świadomość, że temat przekleństw był już poruszany. Nie ciekawi mnie jednak w jaki sposób powinno się je tłumaczyć, ale czy powinno się. Jakiś czas temu oglądałem film pt. "Pulp Fiction". Odwołuję się do niego dlatego że zakładam, iż większość z was zna ten film. Ponieważ oglądałem go w telewizji, film był tłumaczony przez lektora. Nie jestem fanem przekleństw, ale miałem nieodparte wrażenie, że film dużo stracił na "łagodzeniu" języka przez tłumacza. Traktuję to jako swoisty gwałt na wizji autora. Jaka jest wasza opinia?

kasik2485
08-09-2011, 12:17
Tak się zastanawiałam na temat wulgaryzmów w tłumaczeniach filmów i seriali. Wiem, że niektórym to przeszkadza jak ów wulgaryzmy występują, ale moje pytanie brzmi czy nie traci na tym film. Skoro reżyser, bądź scenarzysta zdecydował się na taki język, a nie inny, to dlaczego my w Polsce to zmieniamy (a często się to zdarza). Osobiście uważam, że powinniśmy zachować konwencję danego filmu. Co sądzicie czekam na Wasza opinie.:)

katberek
08-09-2011, 14:12
Osobiście uważam, że powinno się tłumaczyć również wulgaryzmy, ponieważ akurat w filmach zazwyczaj do czegoś one służą. Mogą pokazywać atmosferę, daną grupę społeczną. Kiedy widzę w filmie gangstera który mówi "kurde", albo "o żesz", brzmi to dla mnie nienaturalnie. Słusznie zauważyłaś, że skoro scenarzysta i reżyser zdecydowali się na umieszczenie "słowa powszechnie uznanego za obraźliwe" w filmie, to widać mieli w tym jakiś cel. W tłumaczeniu powinno się możliwie najlepiej oddać oryginał, a takie ugrzecznianie niczemu nie służy.

khermanow
08-09-2011, 15:52
Nie zgodzę się do końca: tłumacząc wulgaryzmy trzeba wziąć pod uwagę różnice kulturowe. Nadużywanie wulgaryzmów w niektórych językach nikogo już nie szokuje.

Na przykład dosłowne tłumaczenie francuskich wulgaryzmów 'putain' czy też 'merde' różni się od tego, co nazwałabym użytkowym tłumaczeniem.
Przez wiele lat słowa te straciły na mocy i ich wyrwanie się podczas rozmowy w programie telewizyjnym na żywo jet nieodpowiednie, ale nie jest niedopuszczalne.
Nie powiemy tego samego o wulgaryzmach w języku polskim. Są niedopuszczalne w języku codziennym, dlatego uważam, że nie zawsze możemy je przetłumaczyć dosłownie.

meluzyna
08-09-2011, 19:12
Ja tłumaczyłam z angielskiego i wbrew pozorom magiczne f-word jest naprawdę b. dosadnym wulgaryzmem dla rodzimych użytkowników - dla mnie zresztą już też. Więc jestem za łagodzeniem języka, nawet kosztem wierności tłumaczenia - zwłaszcza jeśli chodzi o filmy w TV, w ciągu dnia, a nie w nocy.

Zainteresowanym polecam ustalenia KRRiT w sprawie tych ograniczeń wiekowych, co to nikt się ich prawie nie trzyma :) http://www.krrit.gov.pl/bip/Wiadomo%C5%9Bci/Ochronama%C5%82oletnich/tabid/244/Default.aspx Tłumacze muszą się nimi kierować i tyle.

Co innego w kinach, jeśli ktokolwiek jeszcze sprawdza wiek wchodzących na salę kinową... rzecz jasna.

kasik2485
08-10-2011, 15:05
Jakoś mam wrażenie, że nikt tego wieku nie sprawdza, poza tym nie dość że młodzież wygląda na starszą niż jest, to do perfekcji ów wulgaryzmy ma opanowane. Ustalenia są, każdy tłumacz wie że musi ich przestrzegać, z tym że czasami taki łagodzenie języka brzmi groteskowo i śmiesznie. Przypuśćmy, że jest scena gdzie rozmawia ze sobą dwóch gangsterów, a tłumacz łagodzi język, według mnie ci gangsterzy od razu tracą na autorytecie i ja osobiście nie potrafiłabym odebrać ich poważnie. Poza tym skoro ktoś nie chce, żeby dzieci słuchały wulgaryzmów to niech ich pilnuje i zwraca uwagę na to co oglądają, moja mama tak robiła:)

agastroba
08-10-2011, 15:11
Moim zdaniem wulgaryzmy powinny być tłumaczone dosadnie, tak jak brzmią one w filmie. Jednak to chyba jest tak, że wulgaryzmy muszą być łagodne gdy film jest emitowany w godzinach popołudniowych.

kasik2485
08-10-2011, 15:17
Niestety tak musi być:( Wieczorami po 22 czy 23 obowiązkowe to nie jest, a i tak często są złagodzone, tego to już w ogóle nie rozumiem. Dobrze, że większość filmów jest po angielsku i słyszę oryginał:) Boję się natomiast, że mogłam źle odebrać filmy w każdym innym języku, ale tego nigdy się pewnie nie dowiem, więc mogę spać spokojnie:)

Queen Of The Horizon
08-10-2011, 15:26
Dziwne jest emitowanie filmów naszpikowanych wulgaryzmami w godzinach południowych : ) Jeśli już łagodzenie, to z obu stron.

Przy tłumaczeniu wulgaryzmów konieczne jest zrozumienie wspomnianych już różnic kulturowych. Częstokroć, jako nie-rodowici użytkownicy języka obcego,używamy np. f-words, nie zdając sobie sprawy z ich mocy.

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że przekleństwa straciły ładunek emocjonalny. Jesteśmy może bardziej osłuchani z nimi, ale na pewno nie stały się one łagodniejszymi i mniej nacechowanymi wyrazami. Jeśli złagodniały, to jak dosadnie wyrazić, np. frustrację? : )

mol
08-10-2011, 16:07
Wulgaryzmy w tłumaczeniu chyba przez długi czas stanowiły tabu w świecie translatorskim (a może się mylę? :)). Osobiście, najczęściej spotykałam się z sytuacją łagodzenia amerykańskiego oryginału. Wyglądało to trochę komicznie, bo można było usłyszeć aktora mówiącego f*** albo mother******, a kwestia polskiego lektora brzmiała "a niech to szlag!" czy, mocniej, "cholera". Jak dla mnie, trochę przekłamanie względem oryginału.

Dla zainteresowanych, artykuł na ten temat: http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/cala-uwaga-na-brzydkie-slowa,1,3815664,wiadomosc.html

Dowiedziałam się z niego, że Polska ustawa o radiofonii i telewizji nakazuje nadawcom dbać o poprawność językową i przeciwdziałać wulgaryzacji.

mol
08-10-2011, 16:19
Wydaje mi się, że tłumacze polscy w większości łagodzą np. amerykańskie oryginały. Aktor mówi f*** albo mother******, a polski lektor grzecznie czyta "a niech to szlag", lub nieco mniej grzecznie "cholera". Dochodzi tu oczywiście do przekłamań względem oryginału, ale tłumaczy ograniczają polskie realia prawne. Ustawa o radiofonii i telewizji nakazuje nadawcom dbać o poprawność językową i przeciwdziałać wulgaryzacji.

Dla zainteresowanych artykuł na ten temat: http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/cala-uwaga-na-brzydkie-slowa,1,3815664,wiadomosc.html

katberek
08-11-2011, 11:20
Nie trzeba od razu używać słów na "k" co 5 sekund, ale chodzi mi o trochę wierniejsze wyrażenie treści. Filmy które zawierają dużo takiego słownictwa mają ograniczenia wiekowe. To, że nie są one przestrzegane to już inna sprawa. Oglądałam wczoraj "Zapach Kobiety", jest tam scena w której Frank mówi do Charliego "Don't fuck with me Charlie" co zostało przetłumaczone jako "Nie próbuj mnie wyrolować". Troszkę inne znaczenie, prawda? Za to w innej scenie, słowa "Fuck you too" zostały przetłumaczone jako "Mam was w dupie". Ten drugi przykład zdecydowanie bardziej pasuje do osobowości Franka i dla mnie po prostu brzmi naturalniej.

Lynx85
08-11-2011, 12:38
To jest kwestia dobrego dopasowania rodzimych wyrażeń wulgarnych do wszędobylskiego "fuck" po stronie przeciwnej - pod tym względem polski jest dużo bardziej kreatywny ;)
Niemniej jednak, dobre dopasowanie to podstawa - nie może przecież być tak, że bohater filmu akcji mówi "motyla noga", bo zakrawa to na karykaturę :)

iwonaszp
08-12-2011, 10:42
Ja do wulgaryzmow nic nie mam;) ale zgodze sie z Lynx, że trzeba dobrać odpowiednie słowo - bo 'siła' wulgaryzmów różni się w różnych językach;> dane słowo w jednym języku może być tylko delikatnym przekleństwem, natomiast dosłowny odpowiednik w innym języku może już wywoływać oburzenie;>

kasik2485
08-12-2011, 11:44
Oczywiście, że trzeba dobrać, według mnie to jest tak, jak z każdym innym słowem podczas tłumaczenia, z reguły ma się do wyboru kilka wersji i trzeba odpowiednio je dobrać. I o to dopasowanie chodzi, doskonały przykład Lynx85 z 'motylą nogą'. Znowu wyświetla mi się obraz jak gangster używa tego zwrotu (a niestety są takie tłumaczenia), to psuje po prostu cały odbiór. Nie bójmy się zatem i przestrzegajmy ustaw KRRiT (skoro trzeba :()

camilla00
08-12-2011, 12:50
Moim zdaniem, jeżeli aktor w filmie używa wulgaryzmów, to służy to jakiemuś celowi. Pominięcie ich prowadzi do zubożenia treści przekazu i jest moim zdaniem niepożądane. Widz, który nie chce słuchać wulgarnego słownictwa powinien po prostu wybrać inny film. Wulgaryzmy to część języka jak każda inna, służą pewnej formie ekspresji, nie rozumiem zatem, dlaczego tłumacz miałby je po prostu pomijać?

khermanow
08-13-2011, 09:22
Dla tych, którzy nie widzieli jeszcze, jak Maciej Stuhr sparodiował tłumaczenia przez polskich tłumaczy amerykańskich filmów: http://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM ;)

asia Rozszczypała
08-13-2011, 23:52
Uważam, że "ugrzecznianie" wulgaryzmów w niektórych przypadkach jest uzasadnione, szczególnie w filmach obyczajowych czy komediowych przeznaczonych dla szerszej widowni (mam na myśli dzieci lub młodzież). Jednak z drugie strony, kiedy w tzw. "ciężkim" filmie postać używa słów w stylu "you f*cking son of a bitch" a w napisach widzimy "ty łobuzie" to może nam się zrobić słabo. A na dodatek film nabiera zupełnie innego, komediowego znaczenia.

bo2joan
08-24-2011, 12:18
Zgadzam się, że łagodzenie języka filmowego jest czymś naturalnym. Film to nie tylko dialogi i poziom języka, ale także obraz, akcja na ekranie, ogólna treść, co ma spore znaczenie dla odbioru. Dlatego jeśli złagodzi się lub pominie w tłumaczeniu jakiś wulgaryzm, wcale nie musi to być ze stratą dla przekazu sceny w filmie.

Trzeba też zauważyć, że w językach zachodnich poszczególne wulgaryzmy mają różny wydźwięk w zależności od kontekstu, a w polskim ich repertuar jest szerszy, a każde niecenzuralne słowo ma w sobie od razu zakodowany poziom wulgarności. Odpowiednictwo nie jest tak oczywistą sprawą.

laurelindorinan
08-24-2011, 19:32
Moim zdaniem jeżeli zdecydowano się już w filmie użyć jakiegokolwiek wulgaryzmu, to należy to przetłumaczyć z należytą wiernością, zarówno pod względem językowym, a w przypadku przekleństw nieprzetłumaczalnych, lub brzmiących zgoła kuriozalnie choćby pod względem natężenia. Moim zdaniem tłumacz nie powinien się bawić w cenzora.

Agneska
08-24-2011, 20:14
Moim zdaniem jeżeli zdecydowano się już w filmie użyć jakiegokolwiek wulgaryzmu, to należy to przetłumaczyć z należytą wiernością, zarówno pod względem językowym, a w przypadku przekleństw nieprzetłumaczalnych, lub brzmiących zgoła kuriozalnie choćby pod względem natężenia. Moim zdaniem tłumacz nie powinien się bawić w cenzora.

Zgadzam się, że nie na cenzurowaniu polega rola tłumacza. Jeżeli wulgaryzmy występują w filmie to widocznie taki był zamysł twórców. Wydaje mi się, że tłumaczenie wulgaryzmów wymaga sporego wyczucia co do ładunku emocjonalnego jaki w danym języku niesie dane przekleństwo. Jest to właśnie ten element wiedzy kulturowej, niezbędnej w pracy tłumacza. Jak już ktoś zauważył, nieodpowiedni dobór słów może wywołać u widza niezamierzone wrażenie komizmu. A jeśli chodzi o wiek potencjalnego odbiorcy filmu, to jako tłumacze i tak nie mamy wpływu na to, kto daną produkcję obejrzy. Nad tym powinni już czuwać dystrybutorzy bądź władze TV.

lenor
08-25-2011, 09:24
Wulgaryzmy to bardzo trudny temat dla tłumacza. Zwłaszcza jeżeli porównujemy wulgaryzmy angielskie, a jest ich najwyżej kilka, z całym wachlarzem polskich przekleństw. Odpowiedni dobór mocy wulgaryzmu to delikatna sprawa, oczywiście dużo zależy od kontekstu, jak zawsze. Zgadzam się z powyższymi wypowiedziami, że zbytnie łagodzenie wypowiedzi nie sprawia najlepszego wrażenia. Z drugiej strony ostatnio oglądałam film gdzie przeciętni faceci idąc ulicą dość często używali f**** a tłumacz użył całego wachlarza najgorszych polskich przekleństw i naprawdę uszy więdły. W drugą stronę też trzeba uważać, bo w końcu kwestie muszą brzmieć w miarę naturalnie.

kasik2485
08-25-2011, 10:58
Oczywiście macie rację, że nie należy przesadzać w żadną ze stron, najważniejszy jest balans:) Problem polega na tym, że tłumacz nie zawsze ma do dyspozycji film, przy jego tłumaczeniu i zwyczajnie nie ma możliwości jego obejrzenia i wtedy zaczynają się schody. No bo jak stwierdzić czy ugrzeczniać, czy nie skoro nawet nie wiadomo jak dana postać wygląda, a co dopiero jak się zachowuje (ustaliliśmy, że sam dialog nie wystarczy do takiej oceny). Najgorsze jest to, że za złe tłumaczenie poleci tłumacz, albo zgarnie burę, a przecież to nie jego wina, że nie udostępnili mu filmu i dostał okrojoną listę dialogową. ;)

Giovanna
08-25-2011, 22:30
Według mnie znaczenie też ma płeć tłumacza. Miałam możliwość porównania napisów do tego samego filmu zrobionych przez tłumacza kobietę i tłumacza mężczyznę. Napisy wykonane przez kobietę były 'delikatniejsze', część wulgaryzmów została pominięta, a inne zostały zastąpione łagodniejszą wersją.
Natomiast napisy przetłumaczone przez mężczyznę były o wiele 'mocniejsze', użyte wulgaryzmy ostre, czasem aż za bardzo.

kasik2485
08-26-2011, 10:15
Według mnie znaczenie też ma płeć tłumacza. Miałam możliwość porównania napisów do tego samego filmu zrobionych przez tłumacza kobietę i tłumacza mężczyznę. Napisy wykonane przez kobietę były 'delikatniejsze'.

A co jeśli kobieta ma silniejszy charakter od wilu mężczyzn i nie specjalnie przejmuje się, nazwijmy to 'delikatnością' języka? Pamiętam na studiach podyplomowych, że sytuacja była wręcz odwrotna, częściej koiety były bardziej odważne, natomiast panowie próbowali zrobić tłumaczenie w sposób bardziej dyplomatyczny/delikatny. Uważam, że na jednym przypadku niemożliwym jest, żeby stwierdzić czy kobiety rzeczywiście są delikatniejsze, ale może to być ciekawy temat na chociazby na pracę mgr albo liencjacką. Także do boju studenci, rozwiejcie nasze wątpliwości:)

lenor
08-26-2011, 10:57
Heh....ciekawe to zagadnienie na temat płci. Pewnie wchodzą w grę też indywidualne cechy osobowościowe. Nie ulega wątpliwości, że tak jak już ktoś wcześniej zauważył, brak możliwości obejrzenia filmu ogranicza tłumacza. Nie zawsze z listy dialogowej czy nawet scenariusza można wszystko odpowiednio dopoasować.

aleszo
08-27-2011, 17:07
Moim zdaniem to jest kwestia charakteru. Ja na przykład tłumaczę tak jak jest, nie zmieniam nie staram się "zmiękczyć" wulgaryzmów, ponieważ uważam, że tłumaczenie musi jak najbardziej oddawać oryginał. Co więcej w życiu codziennym nie używam prawie wulgaryzmów, a w językach obcych nigdy mi się nie zdarzyło przeklinać, ale uważam, że język należy znać i poznawać z każdej strony i oddawać znaczenie w 100%.

Giovanna
08-27-2011, 20:34
A co jeśli kobieta ma silniejszy charakter od wilu mężczyzn i nie specjalnie przejmuje się, nazwijmy to 'delikatnością' języka? Pamiętam na studiach podyplomowych, że sytuacja była wręcz odwrotna, częściej koiety były bardziej odważne, natomiast panowie próbowali zrobić tłumaczenie w sposób bardziej dyplomatyczny/delikatny. Uważam, że na jednym przypadku niemożliwym jest, żeby stwierdzić czy kobiety rzeczywiście są delikatniejsze, ale może to być ciekawy temat na chociazby na pracę mgr albo liencjacką. Także do boju studenci, rozwiejcie nasze wątpliwości:)

Tak, masz rację. Nie można stwierdzić tego na jednym przykładzie, ale jest to ciekawy temat do badań. :)

kasik2485
08-28-2011, 09:53
Tak sobie pomyślałam, że to dobry temat dla kogoś kto chce połączyć język z psychologią lub socjologią. Sama jestem bardzo ciekawa coby z tego wyszło. Jestem prawie pewna, że płeć nie ma znaczenia, ale na pewno są pewne cechy osobowościowe, które wpływają na używanie tych wulgaryzmów, rzedziej bądź częściej.

aleszo
08-28-2011, 10:34
Ja myślę, że jest to związane z socjolingwistyką. Nie chodzi tylko o tłumaczenia ale o różnice w idiolektach.

fiesta
08-28-2011, 12:37
Gdy porównamy dowolną parę języków, często okazuje się, że różne nacje obrażają się w niejednakowy sposób. Stopień wulgarności podobnych z pozoru określeń nie jest w poszczególnych językach jednakowy. Polskie "gó..." jest nieco bardziej wulgarne niż niemieckie "Scheisse." Uważam, że tłumacz napotykający wulgaryzm musi go najpierw rozpoznać, a następnie odpowiednio zaszeregować, aby znaleźć ekwiwalent o analogicznym stopniu wulgarności.

legowisko
08-28-2011, 15:38
Wydaje mi się, że tłumacze polscy w większości łagodzą np. amerykańskie oryginały. Aktor mówi f*** albo mother******, a polski lektor grzecznie czyta "a niech to szlag", lub nieco mniej grzecznie "cholera". Dochodzi tu oczywiście do przekłamań względem oryginału, ale tłumaczy ograniczają polskie realia prawne. Ustawa o radiofonii i telewizji nakazuje nadawcom dbać o poprawność językową i przeciwdziałać wulgaryzacji.

Dla zainteresowanych artykuł na ten temat: http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/cala-uwaga-na-brzydkie-slowa,1,3815664,wiadomosc.html

Trochę hipokryzja, co. Na temat artykułu - jak oni chcą dbać o wrażliwe uszy fanów Dextera, który jednak szlachtuje ludzi częściej niż kroi chleb? Myślę, że od tego są ograniczenia wiekowe. Mamy wolność słowa, tak mówią.

daria_25
08-28-2011, 16:50
Tłumaczenie wulgarzymów jest dość trudnym zdaniem.. wszystko zależy od tego z jakim filmem mamy do czynienia. Są filmy, w których złagodzenia wulgaryzmów alby ich niezbyt wierne tłumaczenie nie zrobi jakieś wielkiej krzywdy tłumaczeniu. Są też takie gdzie wulgaryzmy są dość istotną częścią scenariusza(amerykańskie filmy z udziałam gangsterów czy hip-hopowców) i wtedy trzeba się pomęczyć aby jak najwiernej oddać wulgrany przekaz i zachować sens filmu. Jak już było wcześniej wspomniane jak ktoś nie lubi wulgarnych filmów to niech nie ogląda.

Rachela
08-28-2011, 17:49
Zdecydowanie zgadzam się z postawioną tezą. Jeśli w danym filmie użyte były wulgaryzmy, należałoby odzwierciedlić je w tłumaczeniu. Film jest rodzajem sztuki i wyrazem artystycznym autora, tak więc tłumacz nie ma prawa ingerować w przekaz. Niestety w praktyce wygląda to tak, że wulgaryzmów się nie tłumaczy (bądź łagodzi się ich siłę), ponieważ zgodnie z prawem, film taki nie zostałby dopuszczony do emisji w telewizji w czasie największej oglądalności, a co za tym idzie wpływy z emisji były małe. Najlepiej obrazuje ten problem Maciej Stuhr w jednym ze swych kabaretów zadedykowanym polskim tłumaczom filmów. Jeśli ktoś jeszcze nie widział gorąco polecam.

tomo
08-28-2011, 19:13
Ja uważam, że często to zasób słownictwa tłumacza lub złe dopasowanie wulgaryzmów jest odpowiedzialne za śmieszny przekład. Oczywiście to KRRiTV/dystrybutor ustala co i kiedy może zostać powiedziane itd., ale tłumacz powinien (przynajmniej moim zdaniem) orientować się jakie wyrazy przybyły w obu jezykach. Dzisiaj język Polski Nam trochę spowszedniał tj. wymieszał się ze słownictwem wulgarnym, nie jest już tak "piekny" jak kiedyś (oczywiście chodzi mi o tzw. język ulicy, nie mylić z językiem uliczników ;) ). Przykładowo ludzie po 30stce nie mają pojęcia o języku młodzieży oraz zmianach jakie w nim zachodzą. A jest się w czym orientować. I nie chodzi mi tutaj o "sztandary" uznane oficjalnie przez ludzi pokroju prof. Miodka takich jak:" spoko" czy "zajebiście". Dzisiejszy język młodzieży ma więcej np. z więziennej grypsery niż z kreskówkowych słowotworów. Oczywiście istnieją różne środowiska, jedne mniej inne bardziej podatne na przesyt wulgaryzmów. Jednak uważam, że znajomość niektórych, jeszcze nieodkrytych przez oficjeli "słówek" mogłaby stanowić pewien kompromis pomiędzy cenzurą dystrybutora a wiarygodnym przetłumaczeniem gangstera czy więźnia przed godz. 23. Oczywiście tłumacz używający tak nowatorskiego języka musiałby jeszcze takiego oficjela przekonać do swojej wersji.
Oto zasłyszany w telewizyjnym odbiorniku przykład, fraza: "Cut that shit down" wypowiadana przez groźnego Afroamerykanina brzmiała "Wyłącz to" a mogłaby "Skrajcuj to". Moim zdaniem brzmi bardziej wiarygodnie, dlatego też uważam, że tłumacze są zobowiązani do ciągłej (i rzetelnej) infiltracji wszelkich środowisk językowych (także tych staroświeckich) aby uczynić swoją pracę bardziej autorską i ciekawą dla odbiorcy.

kasik2485
08-29-2011, 10:31
Z tym nowatorskim językiem również bym uważała, nie każdy rozumie neologizmy jakie tworzy młodzież, a filmy jednak trafiają do szerszego grona odbiorców, bez względu na to jaką mają tematykę. Sama nie zawsze rozumiem wszystko co usłyszę od swojej 15-letniej kuzynki i szczerze mówiąc nie chciałabym, żeby w filmach ta nowomowa się pojawiła. Chyba jednak tłumaczenie powinno być w miarę optymalne, no chyba że ktoś jest ryzykantem to śmiało:)

tomo
08-29-2011, 15:41
Z tym nowatorskim językiem również bym uważała, nie każdy rozumie neologizmy jakie tworzy młodzież, a filmy jednak trafiają do szerszego grona odbiorców, bez względu na to jaką mają tematykę. Sama nie zawsze rozumiem wszystko co usłyszę od swojej 15-letniej kuzynki i szczerze mówiąc nie chciałabym, żeby w filmach ta nowomowa się pojawiła. Chyba jednak tłumaczenie powinno być w miarę optymalne, no chyba że ktoś jest ryzykantem to śmiało:)

Oczywiście, ale mi chodzi o te wyjątkowe sytuacje, kiedy np. jest za dużo wulgaryzmów w jednej, dłuższej wypowiedzi. Wtedy idiotycznym posunięciem byłoby wstawiać co chwilę słow "k....", prawda? Te neologizmy nie mają być czymś niezrozumiałym, tylko taką formą, która jest uznana za wulgarna, ale nie jest jeszcze ogólnie ocenzurowana i pasuje do danej sytuacji. Nie znaczy to, że np. cały film o tematyce więziennej ma być przełożony na polską grypserę, ale niektóre wyrażenia moim zdaniem mogą. Doda to dodatkowego smaczku Polskiemu odpowiednikowi oryginału.

tomo
08-29-2011, 15:44
Można też zastosować technikę ominięcia, ale to jak wiadomo nie zawsze prowadzi do dobrego efektu końcowego np. postać gimnastykuje się, wymachuje rękoma i daje nam do zrozumienia, że poziom ekspresji jest wysoki a to co dostajemy to zdanie ułożone z 3-4 słów. Mnie jako widza nawet nie znającego danego języka by to nie zadowoliło.

silezia
08-29-2011, 18:18
Jasne że powinno się tłumaczyć wulgaryzmy!!:) to że są one źle odbierane albo źle "brzmiące w uszach";) nie wyklucza ich jako elementów, często bardzo ważnych w języku,chociaż sama raczej staram się nie używać;).Poza tym jak brzmiałaby np. nasza bardzo słynącą z wulgaryzmów" Wojna Polsko-Ruska "? nie byłaby tą samą książka.
Mam wrażenie że np. używanie wulgaryzmów np. w języku rosyjskim często dodaje specyficznego "smaczku" do tekstu,szczególnie że jest specyficznie akcentowane,przynajmniej dla obcokrajowców;)

fergee13
09-03-2011, 18:41
proszę nie używać wulgaryzmów ;)

dosiaro
09-03-2011, 18:54
Uwazam, ze jak najbardziej tlumaczenie wulgaryzmow powinny zostac zachowane. Nie powinny byc rowniez "zlagodzone". W kazdym jezyku znajdzie sie odpowiednik dla danego wulgaryzmu, wiec nie rozumiem dlaczego nie tlumaczy sie ich mot a mot!

Aga12
09-03-2011, 19:08
Jakoś mam wrażenie, że nikt tego wieku nie sprawdza, poza tym nie dość że młodzież wygląda na starszą niż jest, to do perfekcji ów wulgaryzmy ma opanowane. Ustalenia są, każdy tłumacz wie że musi ich przestrzegać, z tym że czasami taki łagodzenie języka brzmi groteskowo i śmiesznie. Przypuśćmy, że jest scena gdzie rozmawia ze sobą dwóch gangsterów, a tłumacz łagodzi język, według mnie ci gangsterzy od razu tracą na autorytecie i ja osobiście nie potrafiłabym odebrać ich poważnie. Poza tym skoro ktoś nie chce, żeby dzieci słuchały wulgaryzmów to niech ich pilnuje i zwraca uwagę na to co oglądają, moja mama tak robiła:)

Czasami jednak (piszę teraz o polskich filmach) filmy (niekoniecznie o gangsterach) naszpikowne są wulgaryzmami chyba tylko po to aby przyciągnąć młodzież gimnazjalną do kina. A mama niestety nie upilnuje jakie filmy oglądają jej pociechy jak są na wagarach.
W lepszej sytuacji są tłumacze filmów z polskiego na obcy, nie sądzę aby obcokrajowcy znali aż tak dobrze niuanse polskich wulgaryzmów.

kasik2485
09-04-2011, 12:42
Jeżeli polskie filmy naszpikowane są wulgaryzmami to wstęp na salę kinową jest od 15 roku życia i to kino wtedy powinno przeprowadzać selekcję, żeby mama nie musiała się martwić :D Oczywiście jeżeli w takim polskim filmie jest dużo wulgaryzmów, no to coż my możemy skoro został dopuszczony przez KRRiT, a 15-latkowie swój rozum już mają i albo tych wulgaryzmów już używają, albo wiedzą że polski posiada piękniejsze słowa?:)

Aga12
09-04-2011, 13:58
Jeżeli polskie filmy naszpikowane są wulgaryzmami to wstęp na salę kinową jest od 15 roku życia i to kino wtedy powinno przeprowadzać selekcję, żeby mama nie musiała się martwić :D Oczywiście jeżeli w takim polskim filmie jest dużo wulgaryzmów, no to coż my możemy skoro został dopuszczony przez KRRiT, a 15-latkowie swój rozum już mają i albo tych wulgaryzmów już używają, albo wiedzą że polski posiada piękniejsze słowa?:)


Tego akurat nie jestem pewna, czy ostre wulgaryzmy są tylko w filmach od 15:rolleyes:. Ale tłumaczy się na zamówienie i tu może pojawić się inna kwestia. Czy zamawiający tłumaczenie może prosić o uwzględnienie ograniczenia wiekowego dla danego filmu (dla tych przed i po piętnastce), ewentualnie opracowanie dwóch wersji. Czy ktoś w swojej "filmowej praktyce się z tym spotkał?

kasik2485
09-05-2011, 20:29
Nie sądzę, żeby ludzie mieli aż tyle pieniędzy, aby opracować dwie wersje. Masz rację jednak, że to jest zlecenie i w nim powinny określone być wytyczne, jak i co tłumaczyć, czy uzywać wulgaryzmów itd! W końcu klient nasz Pan:)

aleszo
09-17-2011, 15:48
dokladnie, takie rzeczy mozna uzgodnic z klientem. Aczkolwiek ja uwazam ze tlumacz sam w sobie powinien miec wyczucie, kiedy i na co moze sobie pozwolic.

malgosia_n
10-03-2011, 12:30
Moja opinia jest podobna. F*** znaczy k*** a nie "niech to szlag". Film jest przez to całkiem inny. Gdyby twórca chciał delikatności użyłby np. "oh, dear" :) Ale prawda jest też taka, że f*** w angielskim nie brzmi chyba aż tak ostro jak k** w Polskim. To słowo na F jest tak często używane i powszechne, że jego ostrze chyba się trochę starło, podczas gdy k** jest jednak słowem bardzo wulgarnym. Stąd myślę te różnice w tłumaczeniach.

milka
10-03-2011, 12:39
Film z dużą ilością przekleństw, tłumaczony przez lektora, jest zawsze łagodzony, przez co odbiór filmu jest mocno utrudniony. Takie filmy są zazwyczaj emitowane już po godzinie 22, a więc dzieci już ich raczej nie oglądają, więc nie wiem, dlaczego tak jest. Lubię filmy tego typu z napisami, gdyż tam język tłumaczenia zazwyczaj pokrywa się z oryginałem. Nie jestem jakąś wielką fanką wulgaryzmów w filmach, ale czasem jest to po prostu konieczne, gdyż takie "łagodzenie" przekleństw wygląda po prostu śmiesznie.

Agafil
10-03-2011, 12:56
ja oglądałam ""Pulp fiction" w rosyjskim tłumaczeniu, i tam postąpili zupełnie na odwrót-gdyby policzyć, to ilość wulgaryzmów po rosyjsku zgadza się zapewne co do jednego z angielskim oryginałem, jeśli nawet go nie przewyższa...przy czym angielskie f*** jest o wiele krótsze niż przekleństwa rosyjskie, czyli ludzie podkładający głosy musieli się nieźle nagimnastykować, a całość, w moim odczuciu, też nie wyszła rewelacyjnie...

a niby nie została "zniszczona wizja reżysera/scenarzysty"

Sylwia6432
10-03-2011, 13:19
Mnie osobiście strasznie śmieszą takie złagodzone przekleństwa, zupełnie zatraca się wteyd ich znaczenie, a przecież skoro tam są to pełnią jakąś funkcję.

atw
10-03-2011, 14:51
Ostatnio, nie pamiętam czy to w "Nurse Jackie" czy w innym serialu, łagodne przekleństwo/wyrażenie (nie pamiętam w tej chwili jakie) w napisach ujrzałam jako "choliba". Pytam uprzejmie, co też tłumaczący miał na myśli, zastępując "cholerę" tym właśnie?? Co to w ogóle za twór??

Aga12
10-03-2011, 17:08
Łagodzenie przekleństw w filmach, a niszczenie wizji reżysera/scenarzysty.

Tłumaczyć trzeba bo od tego jest się tłumaczem, ale nie roztkliwiałabym się tak bardzo nad wizją reżysera.
I właściwie nie użyłabym sowa "wizja" bo brzmi to bardzo wzniośle.

A najczęściej jest to po prostu pisanie lub reżyserowanie pod publiczkę (poza oczywiście jakimiś wyjątkami , ale takie zawsze i wszędzie się znajdą). Scenariusz słaby to go trzeba doprawić. Myślę, że część gimnazjalistów pójdzie do kina na każde badziewie pod warunkiem, że będą latały gołe panienki i co drugie ( nooo może co trzecie słowo) będzie siarczystym przekleństwem.

finchmeister
10-03-2011, 18:15
No dobrze, ale rolą tłumacza nie jest zmienianie wydźwięku filmu, tylko tam, gdzie wszelkie przekleństwa padają w języku źródłowym, powinny z taką samą częstotliwością padać w języku, na który dany film jest tłumaczony - tłumacz nie powinien niczego osłabiać, ale również nie powinien teraz rzucać k*****i tam, gdzie się one nie pojawiają - trzeba zachować w tym umiar zarówno w jedną, jak i w drugą stronę

edzik167
10-04-2011, 09:24
Uważam, że przekleństwa w filmach nie powinny być łagodzone, bo faktycznie w niektórych sytuacjach może to wyglądać bardzo komicznie i może przeszkodzić we właściwym odbiorze filmu.

eufrozyne
10-04-2011, 09:52
Nie po to reżyser i scenarzysta coś do filmu wrzucają, aby potem osoba zupełnie z zewnątrz zmieniała im cały tekst. Filmy z dużą ilością przekleństw i tak nie są dla dzieci, a jak się komuś nie podoba, że tyle klną zawsze można czegoś nie oglądać.

bartek_t
10-04-2011, 11:02
W telewizyjnym prime time i tak 99% emitowanych filmów to wersje z lektorem, więc nic nie stoi na przeszkodzie aby co krwawsze mięso po prostu pominąć milczeniem (praktyka dość powszechna). Wersje dvd natomiast powinny, moim zdaniem, być niezmienione - ktoś, kto pożycza/kupuje film chyba wie co bierze do rąk...

katarina008
10-06-2011, 09:21
ktoś, kto pożycza/kupuje film chyba wie co bierze do rąk...

zgadzam sie. nie popieram wersji zmiekczonych..konkretnie.przeciez wiele filmow polskich zawiera przeklenstwa i to jest ok. zatem przeklenstwa w wersji tlumaczonej tez powinny byc odwzorowywane.

daria_25
10-07-2011, 15:11
Mnie też bardzo denerwuje takie "łagodzenie" języka, filmy na tym bardzo dużo tracą. Zastanawiające jest też to, iż łagodzimy wulgarzymy w filmach zagranicznych a sami przecież mamy filmy, które są naszpikowane wulgarzymami takie jak "Weekend" i wtedy wszystko jest ok. Ciężko to zrozumieć.

joannasz
10-07-2011, 15:18
Ja również uważam, ze nie tlumaczenie przekleństw to jakiś absurd. Skoro wybiera się dany film do emisji to trzeba iść za ciosem i ponieśc konsekwencje tego i tłumaczyć.A nie manipulować językiem, zmieniając caly film (bo przeciez przekleństwa w Pulp Fiction sa prawie esencja języka) tylko po to, żeby dopasować go do godz.emisji.

Aga12
10-07-2011, 16:11
Nie po to reżyser i scenarzysta coś do filmu wrzucają, aby potem osoba zupełnie z zewnątrz zmieniała im cały tekst. Filmy z dużą ilością przekleństw i tak nie są dla dzieci, a jak się komuś nie podoba, że tyle klną zawsze można czegoś nie oglądać.

Nie chodziło mi o to aby nie tłumaczyć. Tłumaczyć trzeba bo płacą nam za tłumaczenie a nie zmienianie.

Skomentowałam tylko, że aby sprzedać słaby scenariusz marny scenarzysta i reżyser okraszają je obficie przekleństwami, tak jak w marnej restauracji zjełczałe mięso przyprawia się dużą ilością pieprzu i papryki. I żaden marny reżyser nie przyzna że łowi widza tylko na brukową łacinę. A takim widzem mogą być właśnie małolaty, którym imponuje rzucanie mięsem ( a gimnazjaliści to już nie dzieci, polecam przejść się po najbliższym gimnazjum, a jeszcze lepiej w jego okolicy).

A na marginesie, czy jeśli usłyszymy kogoś rzucającego k*** co drugie słowo to popatrzymy na niego/nią z niesmakiem, jak usłyszymy to samo na srebrnym ekranie to to stanie się wielką wizją reżysera??? a my będziemy się zachwycać i klaskać obiema rączkami na stojąco!

rociel7
10-07-2011, 16:43
Też jestem przeciwna łagodzeniu przekleństw, bo to odbiera ten ładunek emocjonalny w filmie. A w wyobraźni reżysera narodziła się, jakaś wizja i należałoby ją przekazać w takiej samej formie.

kasik2485
10-07-2011, 17:16
Niby tak jest prawda, ale problem polega na tym że tłumaczenie zawsze bęzie inne od oryginału. Trzeba pamiętać, że tłumaczenie jest subiektywną interpretacją tłumacza i bez knsultacji, na przykład z reżyserem takiego filmu (co jest raczej niemożliwe) nie wierzę w to, że w pełni zrouzmie i przetłumaczy film, tak jak widział to reżyser!

xemkax
10-07-2011, 18:02
Też nie lubię łagodzenia przekleństw w filmach, ale staram się to również zrozumieć. Jedno przekleństwo odpowiadające drugiemu w dwóch różnych państwach nie zawsze ma taki sam wydźwięk. Np. w Hiszpanii zdarzyło mi się usłyszeć w szkole "joder" ("ku*wa", dosłownie "piep**yć"), "coño" ("ja pie**olę",dosłownie" ci*a") w wypowiedzi nauczyciela na lekcji i nie jest to dziwne, a w Polsce raczej jest to jeszcze niedopuszczalne.

Aga12
10-07-2011, 18:06
Też jestem przeciwna łagodzeniu przekleństw, bo to odbiera ten ładunek emocjonalny w filmie. A w wyobraźni reżysera narodziła się, jakaś wizja i należałoby ją przekazać w takiej samej formie.

Ale czasami nie jest to spowodowane, żadnym ładunkiem emocjonalnym. Oglądałam zwiastun filmu "Baby są inne " lub jakoś tak. Dwóch facetów narzeka na kobiety, a właściwie bluzga co któreś tam słowo. Ja w tym nie widzę ani wizji świeżo narodzonej z wyobraźni, ani żadnego ładunku emocjonalnego. Gdyby ktoś tłumaczył to na angielski nie widziałabym potrzeby konsultacji z reżyserem aby angielski widz mógł "w pełni zrozumieć" przesłanie filmu.

Owszem trzeba by to przetłumaczyć, ale może bez szczególnego entuzjazmu dla przesłania filmu i myślenia co autor miał na myśli.

antwuan
10-08-2011, 10:57
Te różnice w przekładzie wynikają głównie z różnic kulturowych, widać za granicą nie unika się przekleństw. Pozostaje tylko pytanie, czy każde słowo "fuck" należy tłumaczyć tak samo? Chyba nie zawsze, więc nie dziwi mnie, gdy słyszę "niech to szlag", aczkolwiek takie wyrażenie trochę śmieszy. Wyobraźmy sobie, że słyszymy bądź czytamy (napisy) co chwilę słowa na k itd. w filmie. Czy naprawdę taki ma być przekaz?

izal
10-08-2011, 11:31
Jako średniozaawansowana z angielskiego chciałam nieśmiało zwrócić uwagę na to, że angielski jest uboższy w przekleństwa, prawda to? Bo kilka głównych przeklęć mają i na tym się kończy, a u nas jest tyle odpowiedników! Tłumacz musi wyczuć jaki stopień agresji zawierają te same przekleństwa w różnych sytuacjach - może z tym jest związane "łagodzenie przekleństw"?

bartek_t
10-08-2011, 11:35
To prawda, jednakże bardzo giętki w kwestii wulgarnego słowotwórstwa ;):)

Monicza
10-08-2011, 12:30
Uważam że lagodzenie przekleństw brzmi trochę smiesznie i nie powinno się tego robic, ale z drugiej strony należy też pamiętać o tym że niektóre przekleństwa nawet jeśli mają swoje odpowiedniki to nie zawsze brzmia tak samo np. po wlosku "vaffanculo" teoretycznie znaczy tyle co "spie...alaj" ale tak naprawde jest troche lzejsze niż polskie słowo

katarina008
10-08-2011, 17:40
Uważam że lagodzenie przekleństw brzmi trochę smiesznie i nie powinno się tego robic, ale z drugiej strony należy też pamiętać o tym że niektóre przekleństwa nawet jeśli mają swoje odpowiedniki to nie zawsze brzmia tak samo

racja, aczkolwiek problem polskich tlumaczen jest taki ze nie znajduje sie odpowiedikow na tym samym poziomie wulgaryzmu:) tlumacze dobieraja jak najbardziej lagodna wersje.. moze to torche ingerowac w charakter danego bohatera.. bo bohater ktory powie "kurcze blade" moze byc odebrany troche inaczej niz ten ktory powie..to bardziej dosadnie.wiadomo:)

mnuach
10-09-2011, 11:18
Przy tłumaczeniu wulgaryzmów warto też zastanowić się, kto będzie potencjalnym widzem filmów. I tak, w którejś wersji 'Krzyku' bohaterka krzyczy 'F*** you!!!', co zostało przetłumaczone na 'Zostawcie mnie w spokoju!'.Trochę za łagodnie i niewiarygodnie z ust kogoś, kto ma za chwilę zginąć z rąk jakichś tam potworów/duchów - już nie pamiętam, kto dybał na jej życie;) Ale z drugiej strony, biorąc pod uwage, że docelowym odbiorcą filmu jest nastolatek, to dosłowne tłumaczenie byłoby zbyt ostre. Więc może coś po środku, typu (scuse my language) 'odwalcie się'?

magdalena_cieslak
10-09-2011, 11:46
Ja również zauważyłam wiele łagodzeń wulgaryzmów w filmach i muszę przyznać, że jest to po prostu śmieszne. Osoby, które znają język i słyszą oryginał (np. fu**), a następnie tłumaczenie (np. ojej), chyba nie przechodzą obok tego obojętnie, muszą skomentować:p Rozumiem, że niektóre filmy kierowane są do nastolatków, ale skoro autor zdecydował się na dane słownictwo, to widocznie miał w tym jakiś cel. Tłumacz nie powinien jakby cenzurować oryginalnego języka.

mnuach
10-09-2011, 11:46
A tak a propos tłumaczenia wulgaryzmów - z przymrużeniem oka:)

http://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM&feature=feedrec_grec_index

Aleksandra_M
10-09-2011, 13:26
Łagodzenie przekleństw w polskich tłumaczeniach filmów jest nagminne. Zabieg ten jest żenujący, bo przecież scenarzysta świadomie wykorzystuje przekleństwa w dialogach bohaterów i ma w tym jakiś określony cel, np. chce oddać charakter jakiegoś specyficznego środowiska, stworzyć odpowiedni klimat itp. Łagodzenie przekleństw jest po trosze cenzurowaniem filmu, a poza tym niszczy wizję twórcy. W efekcie film może mieć całkiem inny wydźwięk, a nawet stać się poniekąd przekłamanym. Zjawisko te występuje na dużą skalę także w serialach. Najbardziej rażącym przykładem jest dla mnie „Californication”, który w polskiej wersji przypomina komedię romantyczną – straszne.

Aga12
10-09-2011, 15:27
Ja również zauważyłam wiele łagodzeń wulgaryzmów w filmach i muszę przyznać, że jest to po prostu śmieszne. Osoby, które znają język i słyszą oryginał (np. fu**), a następnie tłumaczenie (np. ojej), chyba nie przechodzą obok tego obojętnie, muszą skomentować:p Rozumiem, że niektóre filmy kierowane są do nastolatków, ale skoro autor zdecydował się na dane słownictwo, to widocznie miał w tym jakiś cel. Tłumacz nie powinien jakby cenzurować oryginalnego języka.

Autorzy, w takich wypadkach miewają zwykle jeden cel "forsa". Tłumacze tez nie pracują za darmo.

Jest jeden aspekt do tej pory chyba nie rozpatrywany. Tłumaczowi za tłumaczenie listy dialogowej nie płaci ani reżyser ani scenarzysta. Ci którzy rozprowadzają film w Polsce mogą mieć swoje życzenia dotyczące tłumaczenia. Jeśli tłumacz dostanie w zleceniu uwagę żeby łagodniej tłumaczyć wulgaryzmy ma do wyboru: bronić jak Rejtan każdego f**k i demonstracyjnie zrezygnować ze zlecenia, lub tłumaczyć jak chce klient i otrzymać zapłatę.
Poza tym zawsze po przetłumaczeniu jakiś cenzor może ocenzurować już przetłumaczony tekst i taki dać lektorowi do przeczytania. A czy ktoś wini za to lektora.;).

Może jest na forum ktoś, kto tłumaczył filmy i powie nam coś więcej na ten temat.

Cynka87
10-09-2011, 19:53
Moja opinia jest podobna. F*** znaczy k*** a nie "niech to szlag". Film jest przez to całkiem inny. Gdyby twórca chciał delikatności użyłby np. "oh, dear" :) Ale prawda jest też taka, że f*** w angielskim nie brzmi chyba aż tak ostro jak k** w Polskim. To słowo na F jest tak często używane i powszechne, że jego ostrze chyba się trochę starło, podczas gdy k** jest jednak słowem bardzo wulgarnym. Stąd myślę te różnice w tłumaczeniach.

zgadzam się w stu procentach; tłumaczenie tego rodzaju bardzo psuje ogólne zamierzenie reżysera i moim zdaniem nie jest to już ten sam film;wiadomo, że każda kultura jest inna ale nie starajmy się na siłę wpasować w kulturę języka docelowego tylko wpasujmy się w kulturę języka źródłowego!! ;)

magdalena_cieslak
10-09-2011, 23:36
Autorzy, w takich wypadkach miewają zwykle jeden cel "forsa". Tłumacze tez nie pracują za darmo.

Jest jeden aspekt do tej pory chyba nie rozpatrywany. Tłumaczowi za tłumaczenie listy dialogowej nie płaci ani reżyser ani scenarzysta. Ci którzy rozprowadzają film w Polsce mogą mieć swoje życzenia dotyczące tłumaczenia. Jeśli tłumacz dostanie w zleceniu uwagę żeby łagodniej tłumaczyć wulgaryzmy ma do wyboru: bronić jak Rejtan każdego f**k i demonstracyjnie zrezygnować ze zlecenia, lub tłumaczyć jak chce klient i otrzymać zapłatę.

Również myślałam o tym, że tłumacz musi dostosować się do pewnych kryteriów z góry mu narzuconych. Jeśli klient żąda mniej wulgarnego języka to tłumacz musi się zastosować. Czy tak właśnie jest w praktyce? Czy mógłby wypowiedzieć się ktoś, kto zajmował się tłumaczeniem napisów profesjonalnie?

Mona_84
10-09-2011, 23:40
Dla mnie również jest to zatracanie tego co miał na myśli reżyser, poza tym czasem to śmiesznie wygląda, np film psy z angielskim lektorem

magdalenka
10-10-2011, 01:06
Moja opinia jest podobna. F*** znaczy k*** a nie "niech to szlag". Film jest przez to całkiem inny. Gdyby twórca chciał delikatności użyłby np. "oh, dear" :) Ale prawda jest też taka, że f*** w angielskim nie brzmi chyba aż tak ostro jak k** w Polskim. To słowo na F jest tak często używane i powszechne, że jego ostrze chyba się trochę starło, podczas gdy k** jest jednak słowem bardzo wulgarnym. Stąd myślę te różnice w tłumaczeniach.

K*** nie jest używane powszechnie? A kiedy ostatnio np stałaś na przystanku autobusowym? :D Oba te słowa są używane jako rzeczownik, przecinek, wykrzyknik, wyraz podziwu, zdziwienia, zszokowania, złości itd. Dlatego uważam, że ładunek emocjonalny i znaczenie obu jest bardzo podobne.

kasik2485
10-10-2011, 06:46
Również myślałam o tym, że tłumacz musi dostosować się do pewnych kryteriów z góry mu narzuconych. Jeśli klient żąda mniej wulgarnego języka to tłumacz musi się zastosować. Czy tak właśnie jest w praktyce? Czy mógłby wypowiedzieć się ktoś, kto zajmował się tłumaczeniem napisów profesjonalnie?

Nam na studiach nie mówli o ograniczeniach dotyczących napisów. Ograniczenie z reguły dotyczyły tytułów filmów, bądź wulgaryzmów przed godziną 22/23, ale to chodziło o wersję lektroską. Podejrzewam, że w napisach może sobie bardziej pofolgowwać.

Malagutti
10-10-2011, 08:48
Oczywiście, że trzeba zachowywać oryginalne znaczenie. Nie podoba mi się, gdy "Fu**" jest tłumaczone jako: " O Boże". To zupełnie bez sensu a poza tym, w przypadku napisów - nie dubbingu, odbiorca uczy się niewłaściwych znaczeń słów, które słyszy.

Justyna78
10-10-2011, 14:31
Zgadzam się, że łagodzenie przekleństw może całkowicie wypaczyć klimat filmu, który został pierwotnie stworzony. Teoretycznie nie powinno się tego robić, jednak czasem trudno znaleźć naprawdę trafny odpowiednik przekleństwa.

szaspk
08-13-2012, 14:09
Powinny być tłumaczone. Wątpię by scenarzyści i/lub reżyserzy wypełniali dialogi wulgaryzmami dla własnej przyjemności. co do przeciwników tłumaczeń polecam spot Macieja Stuhra

dorka_88
08-26-2012, 14:40
Ja także uważam, że wulgaryzmy powinny być tłumaczone i to najdokładniej jak się da, tzn. należy dobierać najbardziej pasujące odpowiedniki a nie zastępować je "delikatniejszą wersją".
Raz przyszło mi oglądać polski film "Lejdis" z rosyjskimi napisami i powiem szczerze że tłumacz pozmieniał przekleństwa na ich mniej wulgarne odpowiedniki co w efekcie nie niosło ze sobą takich samych emocji jak w oryginale i mi osobiście się nie podobało.
Uważam,że w przypadku gdy jedno wulgarne słowo jest wypowiadane przez aktora kilka razy nie ma potrzeby tylekroć je pisać w tłumaczeniu napisów. Jednak gdy jakieś przekleństwo istnieje w oryginale ponieważ reżyser tak chciał i to jest jego twórczość i jego film, nie należy ingerować i czegoś zmieniać itp.

Miłosz
09-03-2012, 10:19
Jak dla mnie wulgaryzmy powinny być zawsze wierne oddawane w tłumaczeniu. Niestety w polskich tłumaczeniach często są łagodzone i spłycane.

Homer88
09-03-2012, 10:54
Też jestem za tym, żeby jak najwierniej tłumaczyć wulgaryzmy, ale spotkałem się też z filmami, gdzie tłumacze poszli w drugą stronę, przesadzali na każdym kroku :)

kcaudrey2011
09-03-2012, 11:04
Ja bym wstawiała wulgaryzmy tylko tam, gdzie są one w oryginale. Nie ma potrzeby chyba ich dodawać, wulgaryzmy są w końcu słowami obraźliwymi.

kamil89
09-03-2012, 11:10
Tłumacz tłumaczy, a nie moralizuje :P

maed
09-03-2012, 11:38
Rety, jeśli w orginale mamy wulgaryzmy, to je na wulgaryzmy tłumaczymy. Jeśli kogoś tak bolą wulgaryzmy, że podczas tłumaczenia czuje fizyczny wstręt i tylko kombinuje, jak je czymś ułagodzonym zastąpić, to chyba nie powinien się zajmować tłumaczeniami rzeczy, w których mogą występować wulgaryzmy. Gorzej, jeśli dystrybutor ma jakieś wygórowane żądania. Co do wstawiania najpiękniejszego polskiego słowa zaczynającego się na literę K zamiast przecinków - myślę, że w tłumaczeniu z obcego języka źródłowego na polski ciężko jest się znaleźć w takiej sytuacji - zakładając, że sytuacja miałaby wynikać z nieprzetłumaczalności przekleństw - magia polskich przedrostków w połączeniu z całkiem pokaźnym zbiorem wulgarnych czasowników może zdziałać cuda.

annabiszko
09-03-2012, 12:52
Jestem tym, żeby tłumaczyć wulgaryzmy. Kiedy kasuje się je z filmu czy serialu, traci on swój oryginalny wydźwięk. Wyobraźmy sobie sobie "Prawo ulicy" albo monolog z "25. godziny" bez przekleństw. Nie byłoby to to samo, prawda?

czcz213
09-03-2012, 13:03
Ja bym wstawiała wulgaryzmy tylko tam, gdzie są one w oryginale. Nie ma potrzeby chyba ich dodawać, wulgaryzmy są w końcu słowami obraźliwymi.

A to też zależy od filmu. Np. w Reservoir Dogs puszczanych kiedyś na Ale Kino! kwestię "My way or a high way" świetnie przetłumaczono na "Pomysł albo mój, albo ch*j". Nie psuje uroku filmu, prawda?

lymha
09-04-2012, 09:40
Najgorsze jest popadanie w skrajności. Przykładem jest polska wersja gry Mass Effect, w której to postanowiono ubarwić jedną z postaci, dodając miażdżącą ilość przekleństw. Wrex wyzywa wszystkich i wszystko od najgorszych, słowo na k. występuje w zasadzie w roli przecinka. To, co miało oddać groźną naturę Wrexa dało efekt...śmieszności. Taka ilość przekleństw brzmi po prostu niepoważnie. Dlatego trzeba z tym uważać, bo bardzo łatwo można przesadzić.

remz
09-04-2012, 16:14
Polecam ten filmik. Pokazuje jak zmieniono sceny z przekleństwami na potrzeby telewizji. Cudo jak dla mnie : D

http://www.youtube.com/watch?v=4koLWPq2qDY&list=FLbuOzSgIUIRfo330a22ktMw&index=1&feature=plpp_video

SaraAnna
09-09-2012, 16:49
Zgadzam się, że nie na cenzurowaniu polega rola tłumacza. Jeżeli wulgaryzmy występują w filmie to widocznie taki był zamysł twórców. Wydaje mi się, że tłumaczenie wulgaryzmów wymaga sporego wyczucia co do ładunku emocjonalnego jaki w danym języku niesie dane przekleństwo. Jest to właśnie ten element wiedzy kulturowej, niezbędnej w pracy tłumacza. Jak już ktoś zauważył, nieodpowiedni dobór słów może wywołać u widza niezamierzone wrażenie komizmu. A jeśli chodzi o wiek potencjalnego odbiorcy filmu, to jako tłumacze i tak nie mamy wpływu na to, kto daną produkcję obejrzy. Nad tym powinni już czuwać dystrybutorzy bądź władze TV.

Oprócz wywołanie komizmu, jeśli porównamy film obcojęzyczny z filmem polskim to często można odnieść wrażenie, że polskie filmy są bardzo wulgarne, niektórym "uszy więdną" od ilości wulgaryzmów, podczas gdy oglądając filmy obcojęzyczne ta sama osoba będzie uważać je za "grzeczniejsze" - po prostu w procesie tłumaczenia większość wulgaryzmów z oryginału jest usuwana, przez co film jest o wiele łagodniejszy w odbiorze... A później narzekają, że polskie filmy są takie straszne.

Hadrian
09-09-2012, 21:21
Wydaje mi się, że wulgaryzmy powinny być tłumaczone w języku docelowym w miarę wiernie, inaczej zamysł artystyczny autora może nie zostać w pełni odebrany i taki produkt traci wtedy wiele na wartości. Na ten przykład róbuję sobie wyobrazić tłumaczenie serialu Shameless (wersji angielskiej, nie amerykańskiej) w złagodzonej wersji bez wulgaryzmów (które są integralną częścią wypowiedzi większości bohaterów)...efekt byłby zapewne ciekawy. ;)

raccoonstars
09-09-2012, 23:18
Polecam ten filmik. Pokazuje jak zmieniono sceny z przekleństwami na potrzeby telewizji. Cudo jak dla mnie : D

http://www.youtube.com/watch?v=4koLWPq2qDY&list=FLbuOzSgIUIRfo330a22ktMw&index=1&feature=plpp_video

Padłem. :D Powoli zbieram się z podłogi..... Makabra. Emocjonalna kastracja filmu. Może stacja powinna zrezygnować po prostu z tego filmu skoro jest taki "ostry" :D


Tłumacz tłumaczy, a nie moralizuje :P

Amen brother! Nikt nie ujął tego lepiej.

karolina2012
09-17-2012, 08:20
jest wulgaryzm, jest tłumaczenie, czy współczesny tłumacz to cenzura ????

paweltutka
09-17-2012, 10:01
Reguły prawne u nas sprawiają, że tłumacz ma przeciwdziałać wulgaryzacji tłumaczenia. Ale to też zależy do kogo jest kierowany film: jeśli jest dla dorosłych to nie powinno być problemu z wiernym przekładem. Inaczej jeśli film jest kierowany do szerszej publiki, wtedy trzeba "poprawić" oryginał ;)

mgranger
09-17-2012, 10:28
Tak się zastanawiałam na temat wulgaryzmów w tłumaczeniach filmów i seriali. Wiem, że niektórym to przeszkadza jak ów wulgaryzmy występują, ale moje pytanie brzmi czy nie traci na tym film. Skoro reżyser, bądź scenarzysta zdecydował się na taki język, a nie inny, to dlaczego my w Polsce to zmieniamy (a często się to zdarza). Osobiście uważam, że powinniśmy zachować konwencję danego filmu. Co sądzicie czekam na Wasza opinie.:)

zdecydowanie pwinnimy utrzymywać język używany w filmie, w jak największykm stopniu. Film też jest formą sztuki, podobnie jak dzieło sztuki. Nie pozwolimyjakiemuś malarzynie poprawiać Mona Lisy:?

Magda N
10-12-2012, 19:19
Też uważam, że powinno się trzymać oryginału. Jeśli w filmie jest za dużo przekleństw to nie powinien być emitowany o danej porze, ale na pewno nie powinno się "łagodzić" języka, bo to część zamysłu reżysera i część postaci. Uważam, że film na tym po prostu traci, niezależnie od tego że "zwolenniczką" przekleństw nie jestem. Inna rzecz to przetłumaczalność przekleństw, ostatnio pierwszy raz próbowałam tłumaczyć serial, którego bohaterka używała tak wymyślnych sformułowań przekleństw, że moja inwencja twórcza nie podołała, widać za małe doświadczenie mam z tego typu słownictwem ;)

1RaQ2
10-13-2012, 12:01
Ostatnio byłem na filmie "Something From Nothing: Art of Rap", gdzie jak można się domyślić było sporo wulgaryzmów. Jednak to jest już taka kultura, a niestety tłumacz chciał załagodzić sytuację i średnio całość wyszła.

Vialka
10-14-2012, 18:18
Osobiście uważam że wulgaryzmy powinno się tłumaczyć. Nie tłumacząc ich ingeruje się w film jako całość, psuje klimat i przekaz który scenarzysta starał się zbudować, poza tym nasza wiedza językowa (nawet naszych rodziców, czy dziadków) jest już na tyle duża że potrafimy wychwycić gdzie w oryginale pojawiło się "brzydkie słowo" więc kogo oszukujemy?

Kuczmik
10-14-2012, 18:43
Osobiście razi mnie to, że wyrażenia "bugger, czy bollocks nie są w ogóle tłumaczone w filmach, zostają pominięte i tyle. I czy "fuck" lepiej przetłumaczyć jako "kurde" czy " kurwa"?

Hatter
10-14-2012, 20:29
Zdecydowanie jako „kurwa” - skoro wulgaryzm został użyty w oryginale, to powinien zostać tak przetłumaczony, a nie „łagodzony” na siłę. Jeśli komuś to przeszkadza w filmie, to z zasady powinien sobie odpuścić ten konkretny film, a nie winić tłumacza;)

jason1987
10-14-2012, 22:37
A pozniej ogladamy filmy w ktorych zolnierze-twardziele walcza na smierc i zycie, ranni krzycza :"kurde, ale boli!", bo tlumacz dostal zlecenie takie zeby film mogli zobaczyc 12latkowie i nie moze byc przeklenstw [mam tutaj na mysli podstawowe programy polskiej TV]. Dlatego najlepiej ogladac w oryginale

aridana
10-15-2012, 15:44
Wiecie co. Ja to czasami mam wrażenie, że niektórzy za bardzo zapędzają się, aby wszystko ugrzecznić. Ja rozumiem KRRiT i dostosowanie filmów do odpowiedniej grupy wiekowej widzów oraz szerzenie czystości i poprawności językowej, ale nie przesadzajmy. Wulgaryzmy to wulgaryzmy i chcąc nie chcąc wchodzą w skład języka. Film jako dzieło sztuki powinien być wiernie oddany a nie, że potem w filmie wojskowym kiedy mamy do czynienia ze scenami batalistycznymi niektóre wulgaryzmy są przetłumaczone w taki sposób, że wywołują śmiech. Jest to ze szkodą dla filmu. I nikt mi nie powie, że film wojskowy, w którym co 3 scenę leje się krew nie może zawierać odpowiednio przetłumaczonych, dosadnych wulgaryzmów. Jak zwykle wszystko zależy od umiejętności tłumacza.

azja
10-15-2012, 16:37
Ja najbardziej skłaniam się ku opiniom, że owszem należy tłumaczyć wulgaryzmy, ale nie zawsze sprawdza się dosłowne tłumaczenie - często dosłownie przetłumaczony wulgaryzm ma w obu językach inny ładunek emocjonalny. Decydujące znaczenie w takich tłumaczeniach ma wyczucie i znajomość obu kultur.

lena1666
10-16-2012, 16:43
Ja najbardziej skłaniam się ku opiniom, że owszem należy tłumaczyć wulgaryzmy, ale nie zawsze sprawdza się dosłowne tłumaczenie - często dosłownie przetłumaczony wulgaryzm ma w obu językach inny ładunek emocjonalny. Decydujące znaczenie w takich tłumaczeniach ma wyczucie i znajomość obu kultur.

Właśnie o to chodzi-wyobrażacie sobie taki np. Pulp Fiction ze słówkami typu ,,ojej", ,,kurde" albo ,,motyla noga"?:D

Angela123
10-16-2012, 17:56
Właśnie o to chodzi-wyobrażacie sobie taki np. Pulp Fiction ze słówkami typu ,,ojej", ,,kurde" albo ,,motyla noga"?:D hahaha wyobrażam sobie Travolte, który mówi ooojejku, zaraz postanowię ci odstrzelić potylicę...o motyla stopa, krew wielkimi strumieniami polała się po moim obuwiu.xDD Uważam, że powinno się tłumaczyć wulgaryzmy, a nie udawać, że ich nie ma albo zastępować innymi odpowiednikami, bo to bez sensu.

Sylwia Pokorska
10-27-2012, 15:42
Ja jestem za tym aby wulgaryzmy tłumaczyć a jeśli telewizja sobie nie życzy to może wyciszyć. Skoro bluźnią w oryginale to niech bluźnią i w przekładzie. Dla mnie proste.

ekscentryzm
11-03-2012, 20:16
Będąc w Hiszpanii przez kilka lat i oglądając TV, zauważyłam jedną rzecz. Politycy, aktorzy, prezenterzy klną na potęgę. Na początku byłam zdziwiona, ale przyzwyczaiłam się do tego. To u nas wszystko traktuje się sztywno, wszyscy klną, a w TV nie można. Uważam, że filmy dużo tracą na swojej treści, jeśli wycina się z nich teksty.

kamilprosowski
11-09-2012, 13:22
Ja uważam, że powinny tam zostać, bo my jesteśmy (tylko) tłumaczami i naszym zadaniem jest przenieść treść, a jeśli w treści są wulgaryzmy, to trudno, są one tam samo ważne i powinny być przetłumaczone. Nie jest naszym zadaniem, żeby decydować o wycięciu tego słownictwa, bo my jesteśmy tylko wykonawcami. Od takich decyzji jest nadzór merytoryczny i zleceniodawca, którzy prawdopodobnie są przyczyną wszechobecnego w polskich tłumaczeniach "zmiękczania" słownictwa. Trzeba wziąć pod uwagę, że będąc tak nadgorliwym (z góry, bez uprzednich ustaleń), odbieramy coś komuś, kto może by to docenił albo by mu nie przeszkadzało, nawet jeśli to taki nieznaczny element, nasza decyzja wpływa nie tylko na nas, dlatego ja jestem zwolennikiem zostawienia tej kwestii zleceniodawcy, żeby mieć spokój ducha, aczkolwiek gdybym mógł wybierać, wybrałbym wierność/zachowanie przekleństw. Swoją drogą to "zmiękczanie" jest dość sporym kontrastem w stosunku do rodzimych produkcji, w których nie obejdzie się bez przekleństw, co jest już dośc długą tradycją i wydaję się godne pożałowania... No ale kwestia tego, że już w gimnazjum dzieciaki dysponuą większym "arsenałem" przekleństw niż dorośli to inna historia.

Celina
11-09-2012, 16:38
Również uważam, iż powinno tłumaczyć się wulgaryzmy. Do tłumacza w końcu nie należy zacieranie wypowiedzi autora mimo, iż wulgaryzmy są ordynarne.

poliglotka26
11-09-2012, 17:53
Chyba to zależy od tego, kiedy i na jakich warunkach dany film będzie emitowany.
Jeżeli widownią ma być młodzież/dzieci do lat 16 to warto starać się jakoś złagodzić wulgaryzmy.
Choć, fakt już nieco bardziej rozgarnięte dzieci czy nastolatki śmieją się z takich zabiegów. Pamiętam, że bodajże w bajce o Scooby Doo ktoś przetłumaczył "przyjarali " jako " smażą się tosty" bo zwrot w oryginale miał konotacje wiążące się z zażywaniem narkotyków. Oczywiście można tak manewrować, ale w przypadku filmów dla dorosłych, a nawet w przypadku filmów dla starszej młodzieży ma to chyba niewielki sens.odbiorcy wyczują nienaturalność języka neutralnego, którym tłumacz będzie próbował zastąpić przekleństwo.
Osobiście w przypadku wszelkich tłumaczeń jestem za jak największą wiernością wobec oryginału, także jeśli chodzi o wulgaryzmy. W końcu wulgaryzmy pełnią funkcję emfatyczną w języku, więc stosowanie w ich miejsce jakiegoś eufemizmu dość mocno zmienia sposób, w jaki odbieramy dany tekst czy film.

czoczoriatka
11-11-2012, 23:28
wulgaryzmy tworzą klimat filmu i osobowość postaci. kreują świat przedstawiony. sądzę, że są bardzo ważnym elementem - spróbujmy sobie wyobrazić to, co kiedys było dobrym polskim kinem przetłumaczone bez wszystkich kurew i chędożenia... no to aż żal serce ściska...

piotrcortes
11-12-2012, 02:35
Myślę, że to już zależy od widzi misie samego tłumacza, tudzież zleceniodawcy, jaki ułamek wulgaryzmów będzie przetłumaczony, a jaki nie. Wielokrotnie tu wspominane tłumaczenie "Pulp Fiction" należy do moich faworytów. Mistrzostwo świata. A sama telewizja nie ma obowiązku biiipować przekleństw "fabularnych", tylko programowych. Stąd soczystość wiązanek może co najwyżej przesunąć emisję filmu na późniejszą godzinę.

Poza tym, dosłowne tłumaczenie przekleństw użyźnia polski słownik wulgaryzmów ;) Przykład? Bodajże w brytyjskim serialu "Life on Mars" padają słowa: "Jesteś blady jak ptasie g...". Jakoś w polskim języku z takim porównaniem się nie spotkałem, a jest bardzo trafne :))

Elmothien
11-18-2012, 00:13
Wydaje mi się, że tłumaczenie ma oddawać język oryginału, z wulgaryzmami, jeśli stanowią część pakietu. Użycie wulgaryzmów jest decyzją reżysera/scenarzysty i dyskusja nad tym, czy są one tam potrzebne nie powinna należeć do poziomu tłumaczenia - widzowi, który nie rozumie języka wyjściowego, należy się możliwość jak najwierniejszego zrozumienia pierwotnej idei autora filmu/serialu, nie wersji ocenzurowanej, żeby na tej podstawie mógł sobie wyrobić własną opinię (ze "zbyt wulgarny" włącznie). Tłumaczenie wulgaryzmów nie jest zapewne najwdzięczniejszym zajęciem i polski nie jest pod tym względem najwdzięczniejszym materiałem, ale trudno, taka praca.

pyma
11-18-2012, 02:14
Uważam, że nie jest rolą tłumacza bycie jednocześnie cenzorem, a więc tłumaczyć wszystko w 100% :cool:

bobik90
11-18-2012, 11:35
Ja również uważam , że powinno się tłumaczyć wszystko,a wiem to z doświadczenia - oglądając filmy wulgaryzmy często mocniej oddają charakter sytuacji. No i proszę was, przy porządnym w kurzeniu jakiś gangster miałby mówić "kurde", albo "cholera"?

Robert22
11-18-2012, 13:01
Niemieckie wulgaryzmy powinny być używane przez obcokrajowców z dużą ostrożnością. I takie wyrażenie jak np. verdammt noch mal! będzie traktowane przez natywnego użytkownika języka niemieckiego za bardzo wulgarne i nie na miejscu. Dlatego wulgaryzmy niemieckiego= duża ostrożność i wyczucie sytuacji.

justa.germ
12-04-2012, 00:14
Uważam, że tłumaczenie powinno być wierne co do treści. Jeśli omijamy wulgaryzmy to tak jakbyśmy niedokładnie wykonywali naszą pracę. Słowa zazwyczaj wyrażają jakieś emocje, a ten kto je wypowiada robi to w jakimś konkrentym celu. Powinniśmy tłumaczyć tak, żeby jak najwierniej przekazać intencje nadawcy. Dlatego jeśli w tekście padają wulgarne zwroty, tłumacz powinien znaleźć jak najbliższy odpowiedni zwrot w języku docelowym i go użyć, nawet jeśli miałoby to brzmieć "brzydko" ;)

eveline667
12-04-2012, 00:48
Również jestem za tłumaczeniem ,,brzydkich" zwrotów. Skoro już występują w filmach to najprawdopodobniej czemuś służą. Można dzięki temu lepiej wczuć się w sytuację bohatera. Pamiętajmy, że autor scenariusz miał taki a nie inny zamysł i trzeba się tego trzymać :)

Ewa B.
12-04-2012, 01:20
Jasne, że nie można za bardzo ugrzeczniać, bo potem wychodzi takie "F*** y**" (Tere-fere); "F*** y**, too" (Ty też tere-fere):). Ale od siebie też nie trzeba za dużo dodawać. No i trzeba mieć wyczucie. Odkąd moja koleżanka została żoną Kanadyjczyka przestała używać słowa f***, bo on jej uświadomił jak bardzo jest obraźliwe. A u nas rzucają nimi na prawo i lewo, bo się nam aż tak źle nie kojarzą.

Nav18
12-05-2012, 18:50
Ogląda ktoś z Was serial Spartakus stacji STARZ? Albo miał ktoś okazje tłumaczyć przynajmniej jeden odcinek?
Czemu o to pytam? Otóż, ten serial to genialne pole do popisu, jeśli chodzi o tłumaczenie wulgaryzmów. Aktorzy posługują się dość specyficznym językiem. Twórca serialu, Steven DeKight używa określenia, że jest to "szekspirowski angielski". Może to zbyt daleko idące porównanie, ale kto słyszał choćby próbkę języka ten wie, że spokojnie można to określić: poetyckim przeklinaniem. Takie słowa jak cock, ass, fuck itd. to podstawowe wręcz zwroty. Jednak, całość podana we właśnie taki poetycki sposób sprawia, że język serialu stał się jedną z jego największych zalet i cech charakterystycznych.
Tutaj znajdziecie próbkę.
http://vimeo.com/45926576
To tylko jeden z bohaterów, a wierzcie mi, tam wszyscy równo lecą :)
Moim zdaniem, ten sposób mówienia stanowi duże wyzwanie dla tłumacza. Zdarzyło mi się robić napisy do jednego odcinka i nie powiem, miałam spore problemy.
Otóż, ich kwestie, po angielsku są wulgarne, ale jednocześnie jakieś takie, romantyczne :) Tłumacząc na polski wychodziło mi lub zbyt dosadnie, albo w drugą stronę, za łagodnie.
Naprawdę trzeba się nagimnastykować, żeby podać wszelkie te fucki w tak śpiewny sposób. Moim faworytem jest chyba powiedzonko jednego z bohaterów, którzy ciągle mówi: On Jupiter's cock!. Polska wersja na ch*ja Jowisza, wstyd się przyznać, ale weszła do mojego języka :)
Jedna z kwestii, z którą mi przyszło się zmierzyć było: Cock hardnes at the fucking thought!, którą w końcu podałam jako: K**as twardnieje na samą myśl!
Poza takimi tekstami, jest też całe mnóstwo mniej wulgarnych, ale wciąż dość teatralnych. Tak, jak oni w serialu, się na co dzień nie mówi.
Akurat w przypadku Spartakusa, język, jak wspominałam wcześniej, jest jedną z najważniejszych cech, więc kastrowanie wypowiedzi bohaterów, byłoby kompletnie bez sensu.
Niestety, nie miałam okazji oglądać żadnego odcinka z polskim lektorem, a chciałabym wiedzieć, czy i ile biedaczek, musi się na kląć :D

Violetta
08-22-2013, 20:10
Nie powinniśmy bać się wulgaryzmów w filmach. Uważam, że jeśli owe wulgaryzmy występują w filmach, należałoby je tak samo tłumaczyć. Przecież dobre tłumaczenie to takie, które oddaje ducha oryginału. Zatem widzowie oglądający tłumaczenie filmu/serialu, powinni odnieść takie same wrażenia jak widzowie oglądający oryginał. Dotyczy to także wulgaryzmów – jeżeli pojawiają się w oryginale, powinny zostać precyzyjnie przełożone w tłumaczeniu.

Judyta Łepkowska
08-23-2013, 01:07
Nie wiem, jak można bac się wulgaryzmów - w życiu albo w tłumaczeniu. Przecież one idealne oddają emocje... :D

dominikach
08-23-2013, 15:41
Uważam, że zbytnie cenzurowanie dialogów jest trochę nieuczciwe w stosunku do widza. Tłumacz ma w tym przypadku trudne zadanie, myślę, że tłumaczyć je trzeba, ale biorąc pod uwagę wiele kwestii, jak kontekst wypowiedzi, osobowość mówiącego itp. i w zależności od tego tłumaczyć dosadnie, omijać lub zastępować innymi wyrażeniami, mniej lub bardziej wulgarnymi, wszak polszczyzna jest tak bogata ;)

Ewelinaa89
08-23-2013, 16:01
Uważam, że nie jest rolą tłumacza bycie jednocześnie cenzorem, a więc tłumaczyć wszystko w 100% :cool:
całkowicie się z tym zgadzam, nie do tłumacza należy cenzurowanie wulgaryzmów czy ich "wygładzanie"

JoannaZ
08-25-2013, 18:11
Uważam, że wulgaryzmy powinny być tłumaczone tak, by oddać ich dosadność. W języku polskim mamy duży wybór jeśli o to chodzi, więc nie powinno być problemu z dopasowaniem "adekwatności" użytego wyrażenia do polskich realiów. Śmieszy mnie, kiedy tłumacz opuszcza wulgaryzmy lub przerabia je na "kurczaki", bo wg mnie film na tym tylko traci.

kubapox
08-26-2013, 09:38
Powiedziałem to już przy podobnym wątku - wulgaryzmy jak najbardziej, ale trzeba też uważać, żeby nie przedobrzyć. Widziałem napisy do filmów, gdzie zwykła "damn it" było przetłumaczone jako "kur...". I tak przez 3/4 filmu. Bardzo to psuło wrażenia.

Knight Martius
09-07-2013, 17:01
Wulgaryzmy w filmach często są w tłumaczeniu łagodzone lub pomijane, ale wydaje mi się, że wina zazwyczaj nie leży po stronie tłumaczy. Czytałem kiedyś o dwóch przyczynach takiego stanu rzeczy, obydwie wyglądają mi na prawdopodobne. Po pierwsze, przez przekleństwa może wzrosnąć ograniczenie wiekowe filmu (utwory polskiej kinematografii, których dialogi są całkiem soczyste, najczęściej są oznaczane "od lat 16"). Po drugie, Polacy nie rozumieją obcych wulgaryzmów. Wiadomo, że aby kogoś obrazić, należy to zrobić w jego własnym języku, dlatego nawet przy wiernym przekładzie ludzie mogą myśleć, że tłumaczenie to jest zbyt "kwieciste". Takie przekonanie jest moim zdaniem pełne dziur, ponieważ dochodzi do sytuacji, w której nawet tłumaczenie filmu lub serialu, który w żadnym wypadku nie może otrzymać niższego ograniczenia wiekowego niż "tylko dla dorosłych", jest łagodniejsze od oryginału. Czyli sceny przemocy/seksu na nikim nie zrobią wrażenia, ale wulgaryzmy już tak?

Sam jestem raczej za wiernym przekładem, choć oczywiście zależnie od kontekstu nie mam nic przeciwko drobnemu złagodzeniu tekstu albo nawet dosadniejszemu oddaniu jakiejś kwestii (w naszej kulturze panuje chyba większa tolerancja na przekleństwa, więc uważam, że w mowie potocznej mogą być dopuszczalne).

rybawojtek
09-07-2013, 20:13
http://schwing-podcast.blogspot.com/2009/03/schwing-48-relax-room-3-z-kamilem.html
Polecam zajrzeć tutaj - rozmowa z Kamilem Śmiałkowskim, profesjonalnym konsultantem wulgarystycznym. Tak, to prawdziwa praca :D

spajkus
09-07-2013, 20:34
Tak się zastanawiałam na temat wulgaryzmów w tłumaczeniach filmów i seriali. Wiem, że niektórym to przeszkadza jak ów wulgaryzmy występują, ale moje pytanie brzmi czy nie traci na tym film. Skoro reżyser, bądź scenarzysta zdecydował się na taki język, a nie inny, to dlaczego my w Polsce to zmieniamy (a często się to zdarza). Osobiście uważam, że powinniśmy zachować konwencję danego filmu. Co sądzicie czekam na Wasza opinie.:)

Zgadzam się , klimat filmu, jego przekaz traci na sile, jeśli zastępuje się wulgaryzmy "zmiękczaczami". Uważałabym jedynie, że należy to również zsynchronizować kulturowo, gdyż to co razi nas jako wulgaryzm, nie musi razić innych narodów i odwrotnie. Choć z drugiej strony, wulgaryzmy odnoszące się do części ludzkiego ciała, lub pewnej matki mają chyba znaczenie ponadnarodowe, coś takiego jak lingua franca, i wszystkich porażają (lub nie) jednakowo.

maciej.zinczuk@op.pl
09-09-2013, 13:49
Dla mnie jest to kwestia filozoficzna. Tłumacz powinien być przede wszystkim lojalny wobec tekstu, ale w praktyce przeważa lojalność wobec pracodawcy, kto płaci ten wymaga. Nic z tego, ze moje tłumaczenie jest wierne, jeśli nikt go nie wyemituje. A dobrze wiemy, ze „fuck” trzeba tłumaczyć jako „tere-fere”, przynajmniej przed 22:00.

Anna Rychlik
09-09-2013, 23:16
Zgadzam się jak najbardziej z przedmówcą. Powinno używać się ekwiwalentu wulgaryzmu o podobnym natężeniu i pejoratywności i wulgarności. Cele społeczne jak niepozwalanie na używanie wulgaryzmów w telewizji publicznej uderzają z kolei w wolność twórcy. Z utylitaryzmu na szczęście już wyrośliśmy...

Knight Martius
09-12-2013, 08:45
A dobrze wiemy, ze „fuck” trzeba tłumaczyć jako „tere-fere”, przynajmniej przed 22:00.
Tyle że nieraz się okazuje, że nawet po 22:00 wulgaryzmy zastępuje się łagodniejszymi odpowiednikami... Z drugiej strony nie jest jeszcze tak źle, jeśli tylko te najgorsze są cenzurowane.

ross
09-12-2013, 23:07
Tłumaczka przysięgła, z którą miałam warsztaty, mówiła, że stosuje taką zasadę, żeby poradzić sobie z wulgaryzmami wypowiadanymi przez strony na sali sądowej: w miejscu, gdzie powinno wystąpić brzydkie słowo wstawia "tu było brzydkie słowo". To bardzo praktyczne moim zdaniem. Z jednej strony tłumaczy wiernie, bo każdy wie dzięki temu, że np. pozwany przeklina. A z drugiej unika konieczności powtarzania wyrazów typu k*, p* itd. i narażenia się na upomnienie Sądu. Inaczej sprawa się ma w przypadku tłumaczeń pisemnych, bo wycinanie słów to już ingerencja w tekst.

mjeanne
09-18-2013, 12:58
Bardzo ciekawy wątek.

Chciałabym dołączyć ze swoim pytaniem, które jest w jakiś sposób związane z cenzurowaniem.

Co zrobić w sytuacji gdy np. w wersji oryginalnej pojawia się kilka języków (np. francuski i angielski). Bohaterowie głównie rozmawiają po francusku, ale co jakiś czas wtrącają angielskie zdania.
Kontekst jest taki, że dorośli Francuzi są na zajęciach z języka obcego. Bohater otrzymuje pytanie od lektora "a ty, gdzie się uczyłeś angielskiego?" on na to, że głownie w kinie (a propos tematu filmów fabularnych :D). Tutaj zostaje poproszony o przetłumaczenie zdania z francuskiego na angielski. Używa bardzo siarczystych wulgaryzmów. Choć w filmie pojawiają się napisy ze zdaniami wypowiedzianymi po angielsku, to jednak w tym momencie nie ma nic.

Przeczuwam, że jest to bardziej forma komizmu niż cenzury - bo przeklina w obcym języku dla widza, ale jest to dla wszystkich zrozumiałe. Nie wiem czy tłumaczyć ten fragment czy zostawić jak jest w oryginale - bez tłumaczenia. Jakieś sugestie? ;)

Arya_92
10-10-2013, 22:57
Łagodzenie języka w filmie bez wątpienia wpływa na to jak odbiorą go docelowi widzowie. Jeżeli reżyser decyduje się na użycie wulgarnego języka, to widocznie ma w tym jakis zamierzony cel i wydaje mi się, że tłumacz nie powinien tego zmieniać. Taki język często podkreśla na przykład środowisko z jakiego wywodzi sie bohater filmu. 'Łagodzenie' wulgaryzmów zatem nie wydaje się najlepszym pomysłem. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że dużo w tej kwestii zależy od zleceniodawcy. Bywa tak, że film emitowany jest w telewizji publicznej o takich godzinach, kiedy mogą zobaczyć go również dzieci- wtedy wymogiem jest zwykle ograniczenie wulgaryzmów lub właśnie łagodniejsze ich przedstawienie.

joanna.sobczyk
10-11-2013, 09:49
Tak się to robi, drodzy Państwo:

http://www.youtube.com/watch?v=KbIohLTzuvU

Stary numer, ale wciąż śmieszy. Kto nie widział, naprawdę polecam.

izaa
10-11-2013, 19:10
To prawda, że w filmach tłumaczonych na polski łagodzi się przekleństwa, przez co wydźwięk filmu może być subtelniejszy niż w oryginale. Niestety często tłumacze nawet jakby chcieli to nie mogą użyć wulgaryzmów, ponieważ stacja, w której film będzie emitowany "życzy" sobie, aby przekład był złagodzony. Wyjątkiem mogą być filmy, które wiadomo, że będą emitowane tylko po 22.00.

Knight Martius
10-11-2013, 20:19
@izza
Okazuje się, że nie zawsze. W telewizji zdarzało mi się oglądać seriale i filmy, o których wiadomo, że nie mogą być puszczone wcześniej niż o 23:00, a mimo to wulgaryzmy w nich też były zwykle zastępowane łagodniejszymi odpowiednikami. Co jest dla mnie już kompletnie niezrozumiałe.

MasterMind
10-12-2013, 14:59
W filmie "Scarface" większość z przekleństw zostala złagodzona i moim zdaniem film jako całosć na tym stracił

MagArt
10-13-2013, 00:46
osobiście uważam, że po to istnieją ograniczenia wiekowe w dystrybucji filmów, narzucane z góry właśnie ze względu na treść filmu, żeby tłumacz nie musiał, a nawet nie powinien, uciekać się do podobnych zabiegów jak łagodzenie wulgaryzmów czy przekleństw. postępując w ten sposób, ingeruje jednak w znacznym stopniu we własność intelektualną twórcy filmu - takie sytuacje nie powinny mieć miejsca.

MasterMind
10-13-2013, 11:41
Trudno nie zgodzić się z wypowiedzią przedmówcy :)

owieczkaaa
10-13-2013, 20:56
Moim zdaniem powinniśmy tłumaczyć tak jak jest. Jeśli są przekleństwa i wulgaryzmy to widocznie autor miał taki zamysł i to część konwencji.

JTazbir
10-25-2013, 19:34
To jest głównie problem przy tłumaczeniach robionych dla telewizji. Ta zaś ingeruje w wizję filmowców na wiele sposobów, czy to przez cenzurę tłumaczeniową, czy to wycinanie brutalnych scen, czy to wreszcie ingerowanie w ścieżkę dźwiękową przez lektora i przerywanie akcji blokami reklamowymi. Tak więc ktoś, komu zależy na artystycznej stronie oglądanego filmu powinien telewizję omijać z daleka.

owlik888
10-27-2013, 18:48
Według mnie przekleństwa w filmach powinny być tłumaczone. Zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z napisami, nie lektorem, bo wtedy można przekazać odrobinę więcej treści (lektor, tak myślę, może mieć prawo do eliminowania przekleństw, bo inaczej nie zdążyłby przeczytać kwestii ważniejszych).
Wizja reżysera każdego filmu jest określona, każdy film jest też kierowany do innej grupy odbiorców. Po to mamy przedziały wiekowe (np. od 18 lat), żeby można było chronić dzieci i osoby, które nie życzą sobie mieć kontaktu ze zbytnią wulgarnością przed oglądaniem takich dzieł sztuki filmowej, w których ona występuje.
Zatem, moja opinia: tłumaczyć tak, jak jest. A do widzów- czytać opisy i wybierać tylko to, co możemy psychicznie znieść ;)

aga2525
01-05-2014, 23:32
Tak się zastanawiałam na temat wulgaryzmów w tłumaczeniach filmów i seriali. Wiem, że niektórym to przeszkadza jak ów wulgaryzmy występują, ale moje pytanie brzmi czy nie traci na tym film. Skoro reżyser, bądź scenarzysta zdecydował się na taki język, a nie inny, to dlaczego my w Polsce to zmieniamy (a często się to zdarza). Osobiście uważam, że powinniśmy zachować konwencję danego filmu. Co sądzicie czekam na Wasza opinie.:)

Moim zdaniem, tłumacz nie może ingerować w tekst źródłowy, łagodzić jego wydźwięk. Skoro autor tak napisał - tłumacz nie ma prawa tego zmieniać.

o_kowal
01-08-2014, 11:41
Bardzo spodobało mi się tłumaczenie matherfucker jako matkojebca, dosłowne i zabawne, albo

"Predator" - Brzydki z ciebie sku****yn! "Monty Python i Święty Grall" - Pierdzę ogólnie w twoim kierunku..

evel
04-28-2014, 14:51
Film z dużą ilością przekleństw może być bardzo ciężki w odbiorze. Tym bardziej, że niektóre przekleństwa w języku polskim są dość mocne a w wersji angielskiej lub hiszpańskiej już nie mają takiej siły. Czasem warto trochę złagodzić film.

tiassa
04-30-2014, 17:44
Przekleństwa nie powinny być łagodzone - nie uznaję tłumaczenia słowa f... jako 'cholera' albo 'kurczę'. Ale jeżeli film jest przesycony przekleństwami to można czasem już pominąć f..., szczególnie w wersji z lektorem, zresztą i w napisach - ludzie jednak słyszą, a większość zdaje sobie sprawę z tego, co to znaczy. Wszystko oczywiście zależy od specyfiki filmu, ale wydaje mi się, że kur.. w każdej linijce może razić odrobinę polskiego widza.

magdalenamurczek
05-01-2014, 02:01
Przekleństwa powinny być tłumaczone, istnieją odpowiedniki niemalże każdego wyrażenia, należy dopasować poziom nasilenia wulgaryzmu do tego jak kulturowo osadzony jest on w języku. Jaki jest sens tłumaczenia"f*ck" na "cholera" jeżeli w kolejnej minucie słyszymy "da*n it" i znów "cholera"... Chyba niewielki :)

Gangrena
05-04-2014, 15:31
Nie powinno się łagodzić przekleństw, niech tłumaczenie oddaje taki sam ładunek emocjonalny jak oryginał. W polskich filmach jakoś zwykle k.... się nie wypikuje, a zdarza się często, więc czemu w filmach z lektorem/dubbingiem powinno się cokolwiek łagodzić?

Ciam
05-06-2014, 13:39
Nie powinno się łagodzić przekleństw, ale są języki, w których dane przekleństwo użyte w danym kontekście nie razi, a np. w polskim jest nie do pomyślenia i mogłoby negatywnie wpłynąć na odbiór filmu (w sposób niezamierzony przez reżysera). Jestem za adaptacją tłumaczenia.

tyomyeky
05-07-2014, 12:25
Wszystkie telewizje w Polsce muszą stosować się do Ustawy o Radiofonii i Telewizji. Znajduje się w niej przepis, który moim zdaniem pozwala na zaistnienie dwóch sprzeczności. W czasie nocnej emisji można wyświetlić polski film pełen najgorszych przekleństw, ale tłumaczenie podobnego filmu musi być "grzeczne".

PaulaAnna
06-01-2014, 18:58
skoro w filmie pada dana ilość przekleństw to widocznie tak ma być. od tego są zasady dt. pory emisji, by żadne dziecko nie trafiło na film pełen 'f***ów'. zawsze mnie to irytowało - telewizja chce puścić jakiś hit, ale boi się jego realizmu i tego, co stworzyli twórcy; po co to w ogóle puszczać... najlepiej jest dopasować przekleństwa do j. polskiego, bo amerykańskie słowo na f nie zawsze w 1oo% odpowiada polskiej k...wie, ale, broń boże, nie tłumaczyć tego ciągle jako 'cholera' czy 'a niech to szlag'.

vampire17
06-15-2014, 22:23
Wydaje mi się, że to zależy od filmu. Jak w filmie przekleństwo pojawia się sporadycznie to myślę, że można je złagodzić albo całkiem pominąć w tłumaczeniu, jeżeli widz i tak będzie wiedział o co chodzi. Jeśli to zamysł reżysera to powinno się je tłumaczyć z podobną siłą emocjonalną. Nie wyobrażam sobie filmów np. Tarantino, w których postacie mówią "kurcze pieczone" albo "motyla noga". :D

jekaterina
06-16-2014, 11:13
Czasami to strasznie zabawnie brzmi gdy taki zabijaka wycedzi przez zęby "Kurcze". A pamiętacie jeszcze młodziutkiego Stuhra w kabarecie o tłumaczeniu przekleństw? https://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM

merran
06-16-2014, 12:14
Też pomyślałam o Tarantino :-) Myślę, że jego filmy wiele by straciły po "ugrzecznieniu" ich. Gdyby reżyser nie chciał tylu przekleństw, to by ich tam nie było. Najwyraźniej pasują do jego wizji artystycznej, więc tłumaczenie powinno to oddawać, a nie "upupiać", żeby czasem kogoś nie obrazić. Stuhr doskonale to sparodiował w swoim kabarecie. Filmy z dużą ilością wulgaryzmów i nagością są odpowiednio oznaczone (zazwyczaj takim czerwonym kluczykiem czy kwadracikiem), więc widz powinien zdawać sobie sprawę, jakiego języka/scen może się spodziewać. Jeśli kogoś to gorszy, to nie ma przymusu. W polskich filmach wyraźnie widać tę "poprawność polityczną": albo w filmach sensacyjnych rzucają mięsem na prawo i lewo (vide większość obrazów z Bogusławem Lindą), albo przekleństwa nie pojawiają się w ogóle (praktycznie reszta filmów i, przede wszystkim, seriale).

lytta
06-17-2014, 11:21
Moim zdaniem właśnie przez to oglądanie filmów z lektorem nie ma najmniejszego sensu, cały film traci zupełnie w przekazie, jest zupełnie inny od oryginału. To, że coś może być cięższe w odbiorze to nie problem tłumacza, przecież on ma wiernie przekazywać, co zostało powiedziane, a nie wprowadzać cenzurę.

jkotl
10-06-2014, 21:34
Irytujące jest dla mnie kamuflowanie wulgaryzmów przez lektora. Przeważnie film zawierający przekleństwa jest przeznaczony dla starszej widowni, więc bezsensowne jest łagodzenie na siłę tego, co mówią bohaterowie. Poza tym przekleństwa są silnie emocjonalne i dodające "smaczku" dialogom, a wciskanie łagodnego "kurczę" w usta bardzo rozwścieczonego czy zaskoczonego bohatera wydaje się być sztuczne. :)

bonnie91
10-09-2014, 13:53
Ostatnio przeczytałam książkę Teresy Tomaszkiewicz "Przekład audiowizualny", gdzie opuszczanie lub łagodzenie wulgaryzmów przez tłumaczy podyktowane jest pewnymi przesłankami:
1) w przypadku napisów - wulgaryzmy są dosadniej przekazywane, mówiąc możemy sobie pozwolić na więcej, gdyż wulgaryzm wypowiedziany nie jest tak "trwały" jak ten napisany,
2) wulgaryzmy nie niosą ze sobą ważnych informacji, więc są często pomijane (w napisach czy wypowiedziach bohaterów) na rzecz ważniejszych informacji, które należy przekazać odbiorcy w wyznaczonym, nie raz mocno ograniczonym czasie wypowiedzi czy pojawiania się napisów na ekranie.

zoidberg
10-09-2014, 16:25
Pomijanie lub zastępowanie wulgaryzmów powoduje czasem ogromne straty we właściwym odbiorze tekstu. Znajomość znaczeń poszczególnych przekleństw powoduje, że tekst "zmiękczony" nie oddaje tego co jest nam podawane w oryginale.

splinter1
11-15-2014, 00:20
Wulgaryzmy są cześcią języka i rolą tłumacza jest przetłumaczenie tekstu, a nie ocena, poprawa czy "ugrzecznianie".

Czarek01
11-15-2014, 09:10
Ostatnio przeczytałam książkę Teresy Tomaszkiewicz "Przekład audiowizualny", gdzie opuszczanie lub łagodzenie wulgaryzmów przez tłumaczy podyktowane jest pewnymi przesłankami:
1) w przypadku napisów - wulgaryzmy są dosadniej przekazywane, mówiąc możemy sobie pozwolić na więcej, gdyż wulgaryzm wypowiedziany nie jest tak "trwały" jak ten napisany

Coś w tym jest. Nieraz zdarzyło mi się, że oglądając film, w napisach, do którego tłumaczone były wulgaryzmy, małe wrażenie robiły na mnie te wypowiedziane w oryginale, podczas gdy ich zapis po polsku co najmniej przykuwał uwagę. Choć może to magia polskich wulgaryzmów :D Mimo to, bardziej skłaniam się ku tłumaczeniu wulgaryzmów. Skoro znalazły się w np. filmie, to znaczy, że taki był zamysł autora i nie nam to oceniać.

rybinka
12-14-2014, 20:23
Pisałam pracę licencjacką o cenzurze językowej w animowanych serialach typu "South Park" czy "Family Guy" i różnice były znaczne, zwłaszcza jeśli chodzi o przekleństwa w kierunku mężczyzn. Pomimo, że po 22 można pozwolić sobie na więcej, tłumacze wcale tak nie szaleli:P Nie mówiąc o tym, że tłumaczone wulgaryzmy były często strasznie wymyślne, bo jak przetłumaczyć w gloss translation 'skurkowaniec'?! :confused: ;)

aleksandra lipa
12-29-2014, 20:34
Od dawna zastanawiam się, czy powinno się tłumaczyć wulgaryzmy. Ostatnio tłumaczyłam fragment filmu, w którym pojawiało się bardzo dużo brzydkich słów. Słowa przetłumaczyłam mimo wielu wątpliwości. Wydaje mi się, że wszystko zależy od kultury docelowej, dla której zostaje wykonane tłumaczenie filmu czy książki. Np. w Hiszpanii i we Włoszech przekleństwa w filmach pojawiają się bez przerwy i nie stanowi to dla nikogo żadnego problemu (słowa typu "puta", "polla"," jodete", czy z włoskiego "cazzo", "puttana" "porca puttana" "vaffanculo").
W naszej kulturze jest to trochę inaczej odbierane. We Włoszech czy Hiszpanii nawet wykładowcy używają przekleństw podczas wykładów, w Polsce jest to nie do pomyślenia.
Tak więc, wychodzę z założenia, że wszystko zależy od kultury docelowej.

Pozdrawiam

juliazet
01-12-2015, 13:37
Osobiście uważam, że powinno się tłumaczyć również wulgaryzmy, ponieważ akurat w filmach zazwyczaj do czegoś one służą. Mogą pokazywać atmosferę, daną grupę społeczną. Kiedy widzę w filmie gangstera który mówi "kurde", albo "o żesz", brzmi to dla mnie nienaturalnie. Słusznie zauważyłaś, że skoro scenarzysta i reżyser zdecydowali się na umieszczenie "słowa powszechnie uznanego za obraźliwe" w filmie, to widać mieli w tym jakiś cel. W tłumaczeniu powinno się możliwie najlepiej oddać oryginał, a takie ugrzecznianie niczemu nie służy.

Faktycznie, słowa wulgarne używane są w twórczości jako ilustracja jakiejś postawy, ale...
W Polsce obowiązuje ustawa o języku polskim, w której mowa jest, m.in. o przeciwdziałaniu wulgaryzacji języka. Wszystkie stacje telewizyjne zobowiązane są do przestrzegania tej ustawy, stąd łagodzenie oryginalnych wypowiedzi. :-)

juliazet
01-12-2015, 13:39
Niestety tak musi być:( Wieczorami po 22 czy 23 obowiązkowe to nie jest, a i tak często są złagodzone, tego to już w ogóle nie rozumiem. Dobrze, że większość filmów jest po angielsku i słyszę oryginał:) Boję się natomiast, że mogłam źle odebrać filmy w każdym innym języku, ale tego nigdy się pewnie nie dowiem, więc mogę spać spokojnie:)

W praktyce, jeśli tłumaczy się film, to ze względów ekonomicznych wymagana jest wersja "lżejsza" - część stacji powtarza emisję w najbliższych 24 godzinach i wtedy film trafia do strefy dziennej.

Karolina92
01-19-2015, 00:06
Uważam, że wulgaryzmy nie powinny być pomijane, ponieważ są częścią filmu i z jakiegoś powodu zostały użyte. Z drugiej strony, jeśli film puszczany jest w telewizji, wulgaryzmy pomija się ze względu na młodszych widzów.

AgathaC
02-21-2015, 18:00
Moim zdaniem, wulgaryzmy powinny być tłumaczone w taki sposób by zachować ich wydźwięk i stopień "intensywności" przekleństwa. Zauważyłam, że dużo wulgaryzmów "ugrzecznia" się na siłę i potem brzmi to bardzo nienaturalnie w kontekście filmu.

aszypryt
02-21-2015, 18:39
Kiedyś był super artykuł w Filmie o tłumaczeniu wulgaryzmów, mimo wszystko taki jest charakter dzieła i tak powinno to być wiernie przetłumaczone.

anna.karenina
02-28-2015, 20:29
Nie wyobrażam sobie tak bezsensownej ingerencji w dzieło sztuki (film czy nawet dobry serial jest właśnie tym), jak ugrzecznianie przekleństw - w końcu z jakiegoś powodu się tam znalazły. Inna sprawa, że wypadałoby dostosować ich intenaywność, wiele razy widziałam hiszpańskie joder przetłumaczone tak samo, a jego wydźwięk zależy od kontekstu.

PunIntended
02-28-2015, 20:45
Zauważyłam, że dużo wulgaryzmów "ugrzecznia" się na siłę i potem brzmi to bardzo nienaturalnie w kontekście filmu.

Zastanawiam się, czy jest to podyktowane inwencją tłumacza, czy też jest skutkiem nacisków na niego. Nie mam znacznego doświadczenia zawodowego, mogę się więc jedynie domyślać, czy wydawcy/stacje telewizyjne sugerują czasem tłumaczom ugrzecznienie wypowiedzi.

phatarno
03-01-2015, 12:43
Według mnie wulgaryzmy powinny być przetłumaczone w taki sposób, aby wzbudzały u odbiorcy te same lub bardzo zbliżone odczucia. Ugrzecznianie przekleństw zawsze brzmi sztucznie.

pelargoni
03-01-2015, 19:15
Też jestem zdania, że wulgaryzmy powinny być tłumaczone adekwatnie - na takie o zbliżonym stopniu "siarczystości". Szczególnie komicznie zabieg ugrzeczniania wulgaryzmów brzmi w filmach z lektorem, kiedy słychać, co było w oryginalnej ścieżce dźwiękowej filmu. Wyśmiał to swojego czasu Maciek Stuhr https://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM.

joaska92
03-01-2015, 19:45
Zastanawiam się, czy jest to zwykle inwencja tłumacza, czy też skutek jakichkolwiek nacisków na niego.

A to w sumie bardzo ciekawe. Też teraz zastanawiam się czy tłumacze mają wolną rękę w takiej pracy, czy też dostają jakieś wytyczne albo 'cenzor' dyszy im w kark. :D Czy też może jest trochę na zasadzie "A, skoro większość nie tłumaczy tak dosadnie, to ja też nie będę się wyłamywał".
Według mnie jednak wulgaryzmy powinny w tłumaczeniu odwzorowywać natężenie, bo prawdopodobnie nie zostały użyte dla hecy jako przerywnik, tylko jednak mają jakieś znaczenie.

LAISK
03-01-2015, 20:05
Myślę, że powinno się zachować wierność w stosunku do oryginału. W końcu autorom filmu o coś chodziło, skoro ich użyli. Tłumacz powinien wiedzieć jaki rodzimy odpowiednik odpowiada dosadnością temu z oryginału. Jeśli film nie nadaje się dla młodszych widzów, osoba odpowiedzialna za transmisje powinna po prostu zdecydować się na transmitowanie filmu w godzinach wieczornych czy nocnych. Ingerencja czy łagodzenie wulgaryzmów to czasem zbyt duża ingerencja w dzieło. Też mam wrażenie, że wiele filmów z lektorem jest nieco ugrzeczniona, jeśli chodzi o język.

magdalenamalek
03-06-2015, 19:25
Moi nauczyciele od tłumaczeń mówili, że obowiązkiem tłumacza jest przetłumaczenie tekstu tak, żeby był wiarygodny i zgodny z prawdą, nic nie można pomijać i skracać to samo dotyczy przekleństw. Wiele razy spotkałam się ze złym przekładem w dubbingu polskim, jak słychać w oryginale przekleństwo typu "fuck", a lektor mówi "kurcze" albo "kurde". Złagodzenie przekleństw całkowicie zmienia ekspresję zdania. Tłumacz jest zobowiązany do przekładania tak, aby tłumaczenie 100 % zgadzało się z tekstem oryginalny!

zabson
05-15-2015, 20:59
Mówi się nam na uczelni, że należy tłumaczyć wulgaryzmy. Najważniejsze to oddać adekwatną siłę wulgaryzmu w tłumaczeniu, żeby nie łagodzić ani też nie dodawać nadmiernej "mocy" wyrażeniu.

dnapoltavets
05-15-2015, 23:36
Ostatnio robiłam napisy do filmu "Man", było w nim sporo wulgaryzmów, które tłumaczyłam na polski. Podczas tłumaczenia często się zastanawiałam, czy warto tłumaczyć wulgaryzmy, czy w jakiś sposób je złagodzić. Jednak postanowiłam, że wulgaryzmy odgrywają istotną rolę w oddaniu źródłowego tekstu. Uważam, że jeśli ktoś klnie jak szewc w tekście źródłowym, to trzeba to zachować i przetłumaczyć za pomocą właściwych wyrazów na język docelowy.

mogrz
05-16-2015, 21:38
Przychodzi mi też do głowy, że warto pamiętać o wzorach używania przekleństw w różnych kulturach. W sensie, że nie chodzi tylko o siarczystość samego słowa, ale też o to, na ile istnieje przyzwolenie w danej kulturze na wulgaryzmy i, w jakich sytuacjach są one raczej typowe, a w jakich rzeczywiście szokujące. A to się pomiędzy kulturami mocno różni i stanowi wyzwanie dla tłumacza.

Swoją drogą, mam doświadczenie z językiem serbskim czy chorwackim i tam wiele częstych nawet wulgaryzmów ma charakter dość poetyckich wiązanek. ;) I w tłumaczeniu stoimy przed problemem, czy oddawać tę poezję tkwiącą w samym wyrażeniu (trudne!) czy sprowadzać do czegoś prostszego, bo jednak w polskim kontekście analogiczny byłby wulgaryzm sprowadzający się do jednego, powiedzmy, słowa.

bepoppu
05-17-2015, 13:46
W niektórych językach w ogóle trudno o "ciężkie" wulgaryzmy, albo jest ich mało, więc trzeba wykazać się dużą kreatywnością przy tłumaczeniu.

moonblank
05-17-2015, 23:32
Faktem jest, że łagodzi się przekleństwa w filmach, bo pewnie filmy nafaszerowane przekleństwami co drugie słowo mogłyby znudzić i odstraszyć widza. Jeśli chodzi o tłumaczenia filmów, to nie zawsze oddaje się w pełni charakter tłumaczenia. Czasami to co po angielsku (w oryginale) lepiej brzmi po angielsku niż po polsku. Przekleństwa wyrażają pewną ekspresje słowną - jeśli po tłumaczeniu zostaną pominięte lub przetłumaczone łagodniej, to zupełnie inaczej odbieramy dany film.

bepoppu
05-18-2015, 12:29
Pamiętam, że oglądałam kiedyś brytyjską komedię, w której bohaterowie używali f**k jako przecinka. Zamiast tłumaczyć każdy f**k na polskie przekleństwo, zdecydowano się po prostu nie tłumaczyć ich wcale. Myślę, że było to całkiem rozsądne, bo polski odpowiednik brzmi ostrzej i mniej przyjemnie, a inne zamienniki brzmiałyby po prostu śmiesznie.

kinga lingua room
05-18-2015, 12:57
Uważam, że tłumacz ma obowiązek oddać nastrój i zamysł autora filmu. Z chwilą gdy tłumaczenia wulgaryzmów są łagodzone, film traci na autentyczności.

MagKul
06-07-2015, 11:41
Nie jestem wielką fanką tzw. "wiązanek" przekleństw, ale jeśli słyszę w oryginale, że w kwestii aktora znajduje się dużo f-words, a po polsku jest to przetłumaczone jako, np. "motyla noga" lub "o kurczę", to już chyba jednak wolę posłuchać słów na "k".

nigiri
06-24-2015, 12:27
Zgadzam się z koniecznością właściwego stopniowania przekleństw w przekładzie. Bardzo ważny jest kontekst, w jakim używane są najpopularniejsze słowa, takie jak angielskie słówko na F czy polskie słówko na K.

Jako przykład zabijającego klimat tłumaczenia przekleństw mogę podać polskiego lektora do filmu "Green Street Hooligans". Zmiękczanie i łagodzenie języka na potrzeby telewizji publicznej mocno zubożyło charakter produkcji.

Z drugiej strony język polski wydaje się ubogi w stopniowalne przekleństwa znane szerszej publiczności.

klaudia7
06-28-2015, 10:38
Zastosowanie wulgaryzmów zazwyczaj ma jakiś cel, dlatego ich łagodzenie lub pomijanie w tłumaczeniu uważam za nadmierną ingerencję w tekst.

yuliyamel
09-02-2015, 22:50
Uważam, że wulgaryzmy powinny być tłumaczone. Bez tego nie jest przekazywany cały zamysł twórców filmu, każde słowo zostaje użyte w filmie w jakimś celu, dlaczego w takim razie wulgaryzm często pomijamy albo zmieniamy jego "sens"?

KonradM
09-03-2015, 20:01
Jako Polacy jesteśmy w naprawdę świetnej sytuacji jeżeli chodzi o tłumaczenie przekleństw. Nasz język posiada tak rozbudowany repertuar wulgaryzmów, że do każdego kontekstu jesteśmy w stanie dopasować przekleństwo o różnej "wadze". Myślę, że biorąc to pod uwagę, tłumacze mogą wykazać się ogromną kreatywnością i zamiast bezsensownie łagodzić język oryginałów, po prostu go wzbogacać. :)

KingaMatusz
09-04-2015, 20:54
Ja uważam, że wulgaryzmy są częścią języka, i w tłumaczeniu nie należy ich pomijać, gdyż przekład dużo na tym straci.

charlotte65
09-06-2015, 12:29
Też uważam, że akurat tłumacząc wulgaryzmy na język polski mamy naprawdę szeroki wachlarz przekleństw i cóż, słowa jak słowa powinno się je tłumaczyć zgodnie ze znaczeniem.

aleksandrat
09-07-2015, 00:35
Oczywiście, że tłumaczymy. Jeśli możemy (chyba, że klient postanowi inaczej). Bardzo często w dodatkowych instrukcjach dostaje się szczegółowe instrukcje, jak dane wulgaryzmy tłumacz powinien przetłumaczyć (i chyba stąd wciąż często czytamy w napisach absurdy w stylu "do diaska").

maggie_girl
11-21-2015, 22:04
Czy ktoś mógłby mi zaproponować jakiś film z wulgaryzmami, który mogłabym zanalizować w swojej pracy magisterskiej? Nie mogę znaleźć nic odpowiedniego, a potrzebuję już na za tydzień zaprezentować mojej promotorce minimum 15-20 przykładów z jakiegoś filmu. Macie jakieś propozycje?
Pozdrawiam serdecznie

Dagma
11-24-2015, 22:55
Niemal wszystkie filmy Tarantino czy Rodrigueza to kopalnia przekleństw. Pulp Fiction, Wściekłe Psy, Desperado, Sin City, chociażby. Podobnie, choć brytyjskich, a więc nieco ciekawszych, przekleństw nasłuchasz się w filmach Guy'a Ritchiego, typu Przekręt, Rock'n'Rolla czy Porachunki.

OskarA
12-11-2015, 15:59
Sam staram się nie używać wulgaryzmów, jednak faktycznie tak jak mówisz filmy często dużo tracą przy pomijaniu ich. W końcu żyjemy w wolnym kraju. Argument "dzieci się nasłuchają" ze strony mediów chyba nie jest zbyt trafny, a zdecydowanie czuć od niego hipokryzje. Dlaczego? Otóż dlatego że przekleństwa w filmach/serialach są cenzurowane ,podczas gdy za dnia leci cała masa reklam bardzo kipiących seksualnością. To już nie jest złe dla dzieci?

mstepniewski
12-13-2015, 13:15
Ja żałuję, że temat wulgaryzmów jest bardzo dobrze pomijany na studiach. Dlaczego go pomijać i nic o nich nie wspominać, skoro to część języka, tak jak każda inna?

AnnaDru
12-13-2015, 15:41
Zresztą czy łagodzenie wulgaryzmów naprawdę należy do zadań tłumacza? Jeśli w oryginale zdecydowali, że ma być wulgarnie, to niech w tłumaczeniu będzie tak samo. A jeśli ktoś uważa, że dany film z tymi wulgaryzmami jest nieodpowiedni dla pewnej widowni, to niech puści w tym czasie inny. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko.

Agnieszka9217
12-13-2015, 16:39
Zdecydowanie jestem za tym, by tłumaczyć wulgaryzmy. Język polski daje nam duże pole do popisu, możemy dopasować siłę polskiego ekwiwalentu do siły słowa oryginalnego. Każdy tekst/film ma inny target, jeżeli kogoś przekleństwa rażą, to po prostu film wyłączy.
Ostatnio na zajęciach (na studiach) prowadzący poruszył temat tłumaczenia wulgaryzmów. Może z początku było trochę niezręcznie, lecz po chwili to wrażenie minęło. Dlatego też, aby nie był to jakiś temat tabu dla niektórych tłumaczy, powinno się o tym więcej na studiach rozmawiać.

macgrabarian
12-15-2015, 22:25
W przypadku angielskiego należy pamiętać, że 'faki' znacząco straciły na sile - kiedyś może użycie takiego słowa mogło być szokujące, jednak ostatnio wyraźnie ono osłabło i na wielu ludziach robi niewielkie wrażenie. Inaczej jest z polskimi ciężkimi przekleństwami. Pomimo ich nadużywania wciąż brzmią dosyć ostro. Dlatego w przypadku kiedy w anglojęzycznych książkach tudzież filmach pojawia się stek przekleństw, zawierający nieraz kilkanaście powtórzeń/wariantów, pieczołowite tłumaczenie każdego z nich nie odda dobrze tonu i wymiaru wypowiedzi, bo wówczas wyda się ona dużo bardziej wulgarna i brutalna niż w rzeczywistości. Toteż wydaje mi się że pomijanie niektórych przekleństw przy tłumaczeniu filmów wcale nie jest takie głupie jakby się mogło wydawać.

Ale oczywiście są to tylko moje wrażenia.

Yoonak
12-20-2015, 16:20
Ja jestem wręcz za tym, by używać "dobitniejszych" przekleństw w języku polskim, w przypadku gdy tłumaczymy z języków, w których system wulgaryzmów nie jest zbyt rozwinięty.

moony
12-20-2015, 17:28
Według mnie, lepiej jest używać dobitniejszych przekleństw, niż tworzyć dziwne twory mające na celu "obejście" tego przekleństwa, co na dłuższą metę bardziej irytuje i skupia uwagę na tym wyrażeniu, a nie samej treści.

kacha1178
12-27-2015, 22:52
Przy łagodzeniu wulgaryzmów w serialach/filmach traci się nieco na przekazie.
Chyba wszyscy znamy skecz Maćka Stuhra na ten temat...
"Ty też terefere..." :)

robert1406
01-05-2016, 15:01
Osobiście uważam, że wulgaryzmy powinny być tłumaczone dosadnie ponieważ wtedy dana kwestia nie traci swojego pierwotnego znaczenia, co na dłuższą metę wydaje się irytujące.

br0neek
01-06-2016, 14:56
Język jest językiem i nie powinno się go w żaden sposób modyfikować. Ktoś używa faków - używamy polskiego odpowiednika. Nie ma znaczenia czy jest to wulgaryzm czy też nie, w tłumaczeniach powinno się w miarę możliwości odwzorować przekaz oryginału. Tak więc tłumaczenie wulgaryzmów jest jak najbardziej na miejscu.

kateclime
01-25-2016, 07:36
Nie uznaje czegoś takiego jak łagodzenie wulgaryzmów w filmach. Wiadomo, że dzieciom nie włącza się takich filmów, gdzie jest ich nadmiar, mimo że i tak o nich wiedzą. Nie widzę sensu wprowadzania zmian, ponieważ dla mnie to jest umyślne szpecenie filmu. Jakbym nie znała angielskiego, to chciałabym dokładnie wiedzieć, co powiedziała dana postać, a nie żeby kwestia została zmieniana przez tłumacza/lektora. Osoba, która założyła ten wątek podała jako przykład Pulp Fiction, który jest idealny i ja sobie nie wyobrażam teraz, że tamtejsze wulgaryzmy miałyby być załagodzone przez tłumaczy. To nie byłoby to samo i to nie byłby Tarantino.

videocompiler
01-25-2016, 13:16
Miałem wyrobione zdanie na ten temat, ale od kiedy polskie sieci telewizyjne uznały "zajebiście" za zwyczajną wstawkę i emfazę, to ciężko mi już stwierdzić co wolno, a czego nie i jakie są podstawy wykluczania jednych zwrotów i akceptacji innych.

nemmiriel
01-30-2016, 19:32
Każda zmiana rejestru w tłumaczeniu zniekształca oryginał, więc ja jestem zdania, że nie powinno się unikać mocnego języka w tłumaczeniu czy to literackim, czy audiowizualnym. Dlaczego jednak to "łagodzenie" dialogów wydaje się być powszechną praktyką w tłumaczeniu na polski filmów i seriali? Może chodzi o to, że filmy zawierające wulgaryzmy musiałyby podlegać jakimś ścisłym ograniczeniom wiekowym i to zmniejszyłoby oglądalność?

OskarA
01-31-2016, 22:31
Ja jestem za tłumaczeniem, inaczej faktycznie film może tracić, czemu też w takim razie nie cenzuruje się brutalnych scen/scen seksu/brania narkotyków itp.?

tinaa94
11-20-2016, 13:37
Mam podobne poglądy. Też nie jestem fanką przekleństw ale z drugiej strony mam wrażenie, że powinno się uszanować wizję autora i jak najlepiej oddać, to co chciał on przekazać. Temat faktycznie jest trochę problematyczny. W polskiej telewizji raczej nie toleruje się przekleństw i zarówno film jak i autor są przez to poszkodowani.
Zgadzam się, że tłumacząc przekleństwa jesteśmy wierni autorowi, jednak musimy też wziąć pod uwagę polskie realia. Wiele osób słysząc przekleństwa w telewizji odbiera to nie zbyt dobrze.

nowakowskakar
12-14-2016, 19:44
Myślę, że skoro stworzono scenariusz z przekleństwami to po to żeby czemuś służyły. Tak jak sam autor wątku podał, w przypadku Pulp Fiction unikanie przekleństw przez lektora trochę straciło na przekładzie filmu.

okruszi
01-08-2017, 16:51
Myślę, że skoro stworzono scenariusz z przekleństwami to po to żeby czemuś służyły. Tak jak sam autor wątku podał, w przypadku Pulp Fiction unikanie przekleństw przez lektora trochę straciło na przekładzie filmu.

Dokładnie, ostatnio "Pulp Fiction" leciało w TVP2 gdzie Vincent Vega krzyczy "Fuck me! Fuck me!" a lektor "Niech to szlag!" podobnie było z filem "Wilk z Wall Street" jakiś czas temu również w telewizji, ale tam to przy dość mocno okrojono film, mimo iż leciał późno wieczorem, nie rozumiem w takim sensie puszczania takich filmów skoro są one pokazywane zupełnie w inny sposób niż miały one wyglądać i brzmieć według reżysera.

marlene
01-09-2017, 12:20
Osobiście razi mnie to, że wyrażenia "bugger, czy bollocks nie są w ogóle tłumaczone w filmach, zostają pominięte i tyle. I czy "fuck" lepiej przetłumaczyć jako "kurde" czy " kurwa"?

o to to! robiłam jakiś czas temu analizę językową wybranych filmów pod względem wulgaryzmów i kolokwializmów, a skończyło się na tym, że wszystkie potrzebne mi do pracy zwroty musiałam tłumaczyć sama, bo tłumacz, żeby pozbyć się problemu, najzwyczajniej w świecie wszystkie te kwestie ignorował.
Samo tłumaczenie wulgaryzmów jest skomplikowane i wymaga obeznania językowego dot. sposobu ich używania to osobiście twierdzę, że nie należy udawać, że nie istnieją. :)

akorgul
01-09-2017, 14:04
Coś w tym jest, że przy tłumaczeniu często wulgaryzmy tracą swą moc, a może bardziej przekaz się zmienia. Osobiście uważam że w f*** jest więcej mocy niż w k*** :) więc może warto wulgaryzmów nie tłumaczyć. Co do 'zaj***; rzeczywiście weszło ono jakoś do użytku, mnie to osobiście razi. Ludzie się zmieniają, język się zmienia. Czy na lepsze?

natalie__
01-13-2017, 21:48
Sądzę, że wulgaryzmy, które używane są w oryginalnej wersji filmu powinny również pozostać po przetłumaczeniu go na jakikolwiek język. Często treść traci na wartości. Mianowicie, nawiązując np. do twórczości Charles'a Bukowskiego, stosowanie przekleństw wyraża jego styl pisarski. Tak samo działa wielu reżyserów filmowych, więc uważam, że jak najbardziej powinno się tłumaczyć dane przekleństwa.

katbła
01-23-2017, 23:31
Wiele osób mówi, że powinno się łagodzić albo ograniczać wulgaryzmy, bo nie wszystkim ich obecność odpowiada. Nie rozumiem. Skoro coś mi się nie podoba, to tego nie oglądam. A im więcej zmian w tłumaczeniu tym bardziej odbiegamy od oryginału.

Lifaza
01-24-2017, 10:38
Moim zdaniem, wulgaryzmy powinno się tłumaczyć tak samo jak każdy inny tekst. Stanowią ważną część materiału źródłowego, i np. filmy bardzo tracą na braku przekleństw. Wspomniane Pulp Fiction jest doskonałym przykładem. Albo wyobraźcie sobie "Dzień świra" bez wulgaryzmów!

katbła
01-24-2017, 19:32
Ośmielę się stwierdzić, że wulgaryzmy to swego rodzaju środek stylistyczny.

tinaa94
01-27-2017, 21:46
Moim zdaniem, wulgaryzmy powinno się tłumaczyć tak samo jak każdy inny tekst. Stanowią ważną część materiału źródłowego, i np. filmy bardzo tracą na braku przekleństw. Wspomniane Pulp Fiction jest doskonałym przykładem. Albo wyobraźcie sobie "Dzień świra" bez wulgaryzmów!

No właśnie dziwne jest to, że w filmach obcojęzycznych raczej unika się tłumaczenia przekleństw, ale już polskich filmach i serialach nie razi to aż tak bardzo, a wręcz w niektórych przypadkach dodaje to komizmu...

katbła
01-28-2017, 21:47
No dziwna ta "poprawność". Podobnie jest z piosenkami puszczanymi w radiu. Zagraniczne są cenzurowane, ale jak się w polskich zdarzy jakieś nieładne słowo to ok.

mkkm
01-29-2017, 09:14
Koniecznie miszą być tłumaczone bez "zmiękczania". Nigdy nie wiem, skąd się to bierze w tłumaczeniach polskich.

Schetanna
01-29-2017, 09:23
Wulgaryzmy nadają typowego klimatu filmom. Postacie są przecież tworzone i kreowane w jakimś celu, jeżeli wytniemy wulgaryzmy, to postać traci jakąś część swojego charakteru.

martawanda
01-29-2017, 11:38
Moim zdaniem łagodzenie wulgaryzmów szkodzi filmom - w końcu w taki, a nie inny sposób ktoś wykreował daną postać czy otoczenie i powinno to zostać odwzorowane w napisach/czytaniu lektora/dubbingu.

dominikaj
02-12-2017, 00:05
Mam wrażenie, że przede wszystkim w przypadku tłumaczeń angielskich filmów, tłumacze często zmiękczają te najbardziej znane przekleństwa, bo wiedzą, że większość widzów i tak zrozumie takie słowa jak "fuck", "shit" itd. Niby to prawda, ale nie popieram takiego podejścia - co np. z widzami niedosłyszącymi, którzy są skazani na napisy.

justys33
02-20-2017, 14:33
Wulgaryzm to normalne słowo. Ale jeżeli klient chce grzeczna wersje to zabieramy go do sklepu z zabawkami dla dzieci a nie do sexshopu :)

markap94
02-25-2017, 20:13
Zgadzam się, że wulgaryzmy to przecież cześć języka i w niektórych scenach w filmach przetłumaczenie jest konieczne, żeby nawet zrozumieć sens lub żart jakieś sceny. Najbardziej chyba boli, kiedy przekleństwa są trochę "łagodniej" tłumaczone, np. "psia kość", "motyla noga". Brzmi to momentami śmiesznie.

AgaZet
02-26-2017, 06:55
Zdarza się, że bohater puszcza minutową wiązankę, a polski lektor milknie zupełnie. Może stąd taka dobra znajomość angielskich przekleństw u nas, bo tę część filmu zawsze słychać.

Lily
02-26-2017, 10:47
My jesteśmy tłumaczami, a nie cenzorami. Nie do nas należy ocenianie, ale dokładne tlumaczenie.

izas95
02-26-2017, 16:28
My jesteśmy tłumaczami, a nie cenzorami. Nie do nas należy ocenianie, ale dokładne tlumaczenie.

Zgadzam się. My mamy jak najwierniej oddać tekst. Z resztą wulgaryzmy to istotna część codziennego języka i każdy z nas ich używa. Jeżeli tłumaczenie ma być wierne, wulgaryzmów nie można w żaden sposób pominąć ani zastąpić

zakbor
02-27-2017, 09:48
Zgadzam się, że wulgaryzmy to przecież cześć języka i w niektórych scenach w filmach przetłumaczenie jest konieczne, żeby nawet zrozumieć sens lub żart jakieś sceny. Najbardziej chyba boli, kiedy przekleństwa są trochę "łagodniej" tłumaczone, np. "psia kość", "motyla noga". Brzmi to momentami śmiesznie
Też tego nie lubię. Rzeczywiście brzmi dziwnie.

jgajdamo
02-27-2017, 11:28
Łagodzenie wulgaryzmów w imię poprawności politycznej czy też z obawy przed urażeniem kogokolwiek to nieporozumienie. Rolą tłumacza jest tłumaczenie. Rolą dystrubutora filmu jest pokazanie go w odpowiedniej publiczności , w odpowiednim paśmie i czasie. Autor używa wulgaryzmów w jakimś celu. Jest to jego zamierzony zabieg. Nie sądzę aby tłumacz miał prawo w zamierzony sposób zmieniać utwór/film zgodnie z własnym pomysłem na to, co kogoś może urazić, a co nie. Tłumacz nie jest ceonzorem. J

pkostorz
03-05-2017, 09:53
Wczoraj byłem w kinie na filmie "Logan:Wolverine". Osoby, które orientują się w temacie kina Marvela wiedzą, że Logan jest osobą, która raczej nie przebiera w słowach. Już w pierwszej scenie filmu Logan budzi się i mówi "Fuck." W napisach było to przetłumaczone "Kur*a", co według mnie idealnie oddaje naturę postaci. Później słowo to używane jest zamiennie z "kurna" i "do cholery". Co ciekawe, Profesor X również używa przekleństw i czasami padały zwroty "do ch**a". Film ten powstał też z dubbingiem. Jestem bardzo ciekaw czy w dubbingu również tak dobrze oddali te właśnie słowa :confused: a może ktoś był i wie?

duerer
03-06-2017, 12:36
Podejrzewam, że dubbing był jeszcze bardziej "ugrzeczniony", bo taki rodzaj tłumaczenia skierowany jest głównie do młodszych odbiorców. To samo zapewne tyczy się, że tłumaczenia fuck jako "kurna" i "do cholery". W końcu najważniejsze dla dystrybutora to skierować film do jak największej rzeszy ludzi, a wulgaryzmy podnoszą próg wiekowy. Boli, że takie zabiegi odbywają się ze szkodą dla samego filmu, bo główny bohater traci w ten sposób swój charakter.

pkostorz
03-07-2017, 09:13
Zgadzam się, tylko ten film otrzymał kategorię R, więc jest od lat 18. W tym przypadku nie widzę sensu w "ugrzecznianiu" czegokolwiek, bo dzieci i tak nie powinny widzieć tego filmu. To prawda, że jeśli w filmie byłyby same przekleństwa to mogłoby to być ciężko strawne dla niektórych widzów, ale przecież nie można zmieniać wizerunku takiej postaci..

Gummyslav
03-08-2017, 20:51
Pozwolę sobie przyłączyć się do dyskusji :)

Być może będzie to trochę wyidealizowana wizja, gdy odniesie się ją do amerykańskiego kina akcji, ale wierzę, że każdy element składający się na film jest przez jego twórcę gruntownie przemyślany. Na ogół reżyser powinien wiedzieć, że nawet takie szczegóły jak ruch kamery, czy kolor ubrania aktora mogą mieć wpływ na recepcję przedstawianej historii, przeżywane przez widzów emocje itd.

Myślę, że tym bardziej wypowiadane w filmie słowa nie biorą się w nim przez przypadek, ale rozważany jest np. ich ładunek emocjonalny, czy chociażby ich adekwatność w ujęciu czasu, w którym ulokowano przebieg akcji.

Wobec tego, łagodzenie wulgaryzmów uznaję za "gwałt" na całym dziele i wizji jego autora. Jeśli kogoś one obrażają, to niech ma pretensje właśnie do ludzi odpowiedzialnych za ich obecność w oryginale, a nie do tłumaczy :D

Choć bardzo podoba mi się spostrzeżenie, że czasem odbiorca docelowy może inaczej reagować na wulgaryzmy, gdy ich odczuwanie jest w jakiś sposób uwarunkowane kulturowo :) W takim wypadku chyba należałoby faktycznie dostosować je do mentalności panującej w danym społeczeństwie, bo wydaje mi się, że głównym zadaniem tłumacza sztuki jest tłumaczenie sensów, a nie samych słów.

ewelina1610
03-13-2017, 04:13
Ja bardzo nie lubię filmów z lektorem. Mam wrażenie, że właśnie dużo rzeczy, w tym też przekleństw, nie jest tłumaczone i film wtedy traci na tym, nie jest już tak wiarygodny.

karna95
03-27-2017, 21:01
Uważam, że powinno się je tłumaczyć, chociaż inne języki są ubogie w wulgaryzmy. Pomijanie ich lub "ugrzecznianie" psuje całą zabawę :)

cocochanel
05-01-2017, 17:24
Uważam, że wulgaryzmy powinny być tłumaczone tam, gdzie przekazują jakąś treść. Nie trzeba tłumaczyć wszystkich, gdy ewidentnie są ważniejsze rzeczy do umieszczenia w napisie. Ale jestem podobnego zdania, że łagodzenie wulgarnego tonu zmienia wydźwięk. Ta cała neutralizacja napisów nie bardzo mi się podoba. Oczywiście, na rzecz łatwiejszego odbioru filmu z napisami powinno się zrezygnować z części treści. Ale wulgaryzmy mimo wszystko powinny się pojawić tam, gdzie jest na to miejsce. Czasem spotykam się z użyciem jakiegoś łagodniejszego określenia w napisach (Np. w filmie "Za jakie grzechy, Dobry Boże?" użyto słowa "pisiorek" jako tłumaczenie słowa "la bite"), które wcale nie jest tak często używane w j. polskim i brzmi po prostu nieco infantylnie.

Lilya
05-04-2017, 14:59
Uważam, iż tłumaczenia pozbawione przekleństw "zabijają" w pewnym sensie film i nie oddają całego klimatu oraz tonu wypowiedzi niektórych bohaterów. To samo tyczy się napisów.

a.postolska
05-09-2017, 17:33
To prawda, że wulgaryzmy często są łagodzone. Moim zdaniem, zadaniem tłumacza w tej sytuacji (niełatwym, trzeba dodać) jest przełożenie przekleństw tak, by miały taki sam ładunek emocjonalny w języku docelowym. Bo prawdą jest, że wiele przekleństw amerykańskich występuje na porządku dziennym w tamtejszych np. serialach, a u nas nadal nie jest to mile widziane.

paulina24
05-09-2017, 19:04
Moim zdaniem powinno się tłumaczyć wulgaryzmy, ponieważ należą one w jakimś stopniu do języka. Też uważam, że skoro pomysłodawca umieścił jakiś wulgaryzm w filmie to znaczy, że trzeba go przetłumaczyć, a nie omijać.

Bbaran
05-09-2017, 23:51
To prawda, że wulgaryzmy często są łagodzone. Moim zdaniem, zadaniem tłumacza w tej sytuacji (niełatwym, trzeba dodać) jest przełożenie przekleństw tak, by miały taki sam ładunek emocjonalny w języku docelowym. Bo prawdą jest, że wiele przekleństw amerykańskich występuje na porządku dziennym w tamtejszych np. serialach, a u nas nadal nie jest to mile widziane.

Wiele złagodzeń ma miejsce dlatego, że nadawca chce by film mógł zostać nadany wcześniej. Oczywiście, dochodzi przez to do sławnych idiotyzmów, gdzie motherf***er zostaje skurczybykiem i tu tłumacz ma niewiele do powiedzenia, bo takie jest zlecenie.

Archol
05-12-2017, 16:20
Zawsze przy tego typu tematach przypomina mi się scena z filmu (bodajże) U Pana Boga w Ogródku, podczas której w tle można usłyszeć idealną satyrę na sytuację polskich tłumaczeń w telewizji; jest puszczony telewizor, na nim jakiś amerykański film o gangsterach z Bronxu, których dialogi w stylu "Get the fuck out, nigga!" są czytane przez lektora jako "Proszę, niech pan stąd odejdzie".
Złagadzanie języka to zbrodnia na materiale źródłowym, powiedziałbym wręcz, że jest to błąd rzeczowy, bo może zupełnie wykrzywić postacie i realia filmu; gangsterzy stają się kulturalnymi panami.
Poza tym, owa tendencja wydaje mi się zupełnie niezrozumiała również z innego powodu; wszak wulgaryzmy to też język, nie widzę sensu w udawaniu, że takich wyrazów nie ma. Sypanie nimi jak z rękawa oczywiście nie jest najwyższe stylem, ale nie oszukujmy się.
No i czy jesteście sobie w stanie wyobrazić Bogusia Lindę bez jego "wypierdalać"? :P

bbridget93
05-14-2017, 16:29
Bardzo mnie śmieszy jak w oryginale aktorzy przeklinają, a w polskiej wersji językowej są słowa takie jak "cholera", "kurdę" i tak dalej. Moim ulubionym skeczem o tym "fenomenie" jest krótki skecz Macieja Stuhra, serdecznie polecam!
[url]https://www.youtube.com/watch?v=KbIohLTzuvU[url]

Pchela13
06-04-2017, 15:34
Myślę, że lektor czy też osoba wykonująca napisy musi sama zdecydować w jakim przypadku łagodzić wypowiedzi, a w jakim nie.

Gudai
06-09-2017, 15:02
Moim zdaniem powinno się je tłumaczyć, gdyż często dodają "smaczku" filmowi i bez nich film wydaje się być mdły. Wyobraźcie sobie groźnego gangstera używającego słownictwa typu "o, kurczę" albo "motyla noga" :). Jeżeli film ma wiele przekleństw, nie powinien być emitowany w godzinach popołudniowych - przynajmniej ja tak uważam, nie lubię łagodzenia przekleństw.

annaty
01-28-2018, 22:48
Zauważmy też, że filmy z lektorem pojawiają się w telewizji. I nawet jeśli emitowane są bardzo późno to i tak telewizja nie może pozwolić sobie na ostre dialogi, zwłaszcza gdy poprzez tłumaczenie może takowe złagodzić.
To jasne, że mocno wpływa to na odbiór, bo wielu językoznawców i teoretyków przekładu przedstawia opinię, że tłumaczyć trzeba tak, żeby odbiorca oryginału i tekstu przełożonego miał takie same lub mocno zbliżone odczucia.

AnikiTardis
02-02-2018, 17:41
Słyszałem, że za granicą trochę ugrzecznili np. Wiedźmina 3 co niezbyt mi się podoba, jednak mentalność polaków a mentalność hamburgerożerców jest trochę inna.

jakubgrzeszczak2
02-02-2018, 21:31
W języku polskim przeklina się w innych okolicznościach niż w angielskim i często ścisłe trzymanie się przekleństw w tłumaczonym tekście może brzmieć w najlepszym wypadku sztucznie.

Aczkolwiek całkowite ich łagodzenie i wciskanie "kurde" (a jeszcze lepsze są takie substytuty, których nikt nie używa) w sytuacji, gdy może 1/100 polaków by użył tego słowa, jest równie komicznie.