PDA

View Full Version : "Wielcy pisarze w nowych przekładach"


zmillka
08-09-2011, 11:02
Jest to tytuł serii książek wydawnictwa Sic!, która obejmuje nowe przekłady wielkich dzieł literackich. Na liście znalazły się dzieła Flaubert'a ("Trzy baśnie", "Kuszenie Świętego Antoniego"), dzieła Tołstoja ("Ojciec Sergiusz") i wiele innych. Inne wydawnictwa też podejmują próbę np: tłum. Adama Pomorskiego "Braci Karamazow" i "Fausta". Dlaczego tłumacze podejmują się przekładu dzieł, które już istnieją w języku polskim, w świadomości literackiej? Czy uważacie,że jest to zadanie sensowne? Czy przekład powinien być nigdy niekończącym się procesem? Spotkałam się z opiniami, że np. tylko szaleniec podjąłby się nowego przekładu Prousta, gdyż tłumaczenia Boya - Żeleńskiego są niezastąpione. Zgadzacie się? A może przydałyby się nowe odsłony tych dzieł? Które tłumaczenia uważacie za niedostateczne? Co warto przetłumaczyć na nowo? Może Hemingway?

a.saganiak
10-06-2018, 17:47
Bardzo lubię tę serię wydawnictwa Sic!, bo oprócz tego, że są to naprawdę dobre przekłady wykonane przez tłumaczy, którzy najczęściej są specjalistami od autorów, to zawierają również przedmowy i liczne komentarze w postaci chociażby przypisów, które bardzo wzbogacają wydania.

Spotkałam się z taką opinią, że każde kolejne tłumaczenie dzieła powinno powstawać średnio co 50, a nawet 30 lat, gdyż obecnie bardzo szybko zmieniają się wszelkiego rodzaju normy (językowe, tłumaczeniowe etc.) i należy do nich dostosowywać przekład. Ciężko jest odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tłumacze podejmują się tworzenia kolejnych przekładów tych samych dzieł. Czasami robią to z własnej inicjatywy, co może wynikać np. z negatywnej oceny jakości istniejącego tłumaczenia, a czasami jest to po prostu polityka danego wydawnictwa.

Warto w tej kwestii poczytać wywiady z tłumaczami z „Przejęzyczenia” Zaleskiej. Na przykład Ryszard Engelking opowiada wprost o tym, dlaczego podjął się stworzenia kolejnego (już czwartego) przekładu „Pani Bovary”. Uważał, że przekład kanoniczny Anieli Micińskiej, choć dobry, nie oddaje stylu pisarza, który często posługiwał się ironią. Z drugiej strony Engelking podkreśla, że tłumaczka nie mogła tak dobrze oddać intencji Flauberta jak można to zrobić dzisiaj, gdyż w momencie tworzenia przekładu (lata 50.) wiedza na temat tego autora nie była tak dokładna i tak łatwo dostępna (obecnie można znaleźć bardzo obszerne materiały nt. twórczości Flauberta online dzięki udostępnieniu jego brulionów i korespondencji przez uniwersytet w Rouen).

Co do Boya to rzeczywiście wielu tłumaczy boi się tłumaczyć po nim, przez co zdarza się, że jego przekłady są tylko „odświeżane”, jak np. w przypadku nowego wydania „Gargantui” Rabelais'go (wyd. Format). Jeśli czytasz po francusku, to polecam ciekawy artykuł o Boyu postrzeganym jako pewnego rodzaju „przeszkoda” do powstawania kolejnych tłumaczeń:
SKIBIŃSKA Elżbieta, 2011, « C’est la faute à... Boy ». Un traducteur consacré est-il un obstacle à la retraduction ? ou : Peut-on retraduire en polonais la littérature française après Τadeusz Żeleński?.

Na pewno na nową odsłonę zasługuje „Kochanek” Duras, bo istniejący przekład jest niestety daleki od doskonałości.

pantofel102
10-06-2018, 22:21
W ramach odpowiedzi na pytanie dlaczego tłumaczy się dzieła już przetłumaczone przytoczę słowa Barańczaka, który w "€ž€žMałym, lecz maksymalistycznym manifeście translatologicznym"€ stwierdza:

€ž€žPotrafię lepiej (niż inni tłumacze): w tych dwóch słowach kryje się jedna z możliwych i chyba najautentyczniejsza odpowiedź na pytanie, po co się tłumaczy wiersz już przez kogoś przetłumaczony. Potrafię nie gorzej (niż autor): to również jedna z możliwych i również zapewne najszczersza odpowiedź na pytanie, po co się w ogóle tłumaczy.

Mimo że zdaniem Barańczaka to co motywuje tłumacza do kolejnego przekładu to przede wszystkim własna ambicja, z punktu widzenia czytelnika myślę, że każde nowe tłumaczenie (dobrej jakości oczywiście) może jedynie wnieść więcej w rozumienie dzieła. Każde tłumaczenie jest w końcu swoistą interpretacją a w sytuacji gdy nie znamy języka oryginału, dostęp mamy jedynie do takich interpretacji. Im ich więcej i im bardziej są zróżnicowane tym lepiej, ponieważ nasz odbiór dzieła nie opiera się wtedy jedynie na pojedynczej, subiektywnej wersji.

AlicjaP
06-15-2019, 00:03
Może to wynikać z samej chęci tłumacza postawienia sobie poprzeczki "jeszcze wyżej", zmierzenia się z tekstem kanonicznym i umożliwić jego nowe odczytanie. Często łączy się to z pewną polityką wydawnictwa, które z okazji rocznicy urodzin/śmierci danego autora, z powodu wygaśnięcia praw autorskich lub pojawienia się adaptacji filmowej w kinach postanawia wydać daną książkę w nowym przekładzie. Czy jest to dobra praktyka? W niektórych przypadkach tak, ale w moim odbiorze często jest to dodatkowe pomnażanie kolejnych przekładów, które nie wnoszą niczego nowego do zrozumienia oryginału.

pati1904
08-07-2019, 17:43
Przekłady się starzeją i czasem są w nich niedociągnięcia, dlatego rozumiem sens tworzenia nowych. Mam jednak wątpliwości co do Fredzi Phi-Phi. Kubuś Puchatek jest powszechnie znany. Czytelnicy mogą mieć spory problem z zaakceptowaniem zmiany jego imienia (nawet jeśli nowe imię jest bliższe oryginałowi).

astaroth55
08-07-2019, 19:48
Podobnie jest z tłumaczeniem Władcy Pierścieni. Nowe imiona bohaterów, no i samo tłumaczenie troszkę inne. Czy dobre myślę że ile osób tyle ocen. Ja zdecydowanie wolę tłumaczenie p. Mari Skibniewskiej

Gamra
08-07-2019, 23:22
Czasem, na fali popularności książki tłumaczenia wykonywane są szybko. Często dopiero po latach można obiektywnie spojrzeć i znaleźć błędy itp

Często we francuskim podaje się przykład tłumaczenia książki "Nędznicy". W j polskim nędznik to ktoś nikczemny, może łotr, oszust itp, a książka opowiada o ludziach żyjących w biedzie, czyli nędzarzach.

Tak niefortunnie zostało to kiedyś przetłumaczone. Przydałaby się korekta, ale jak zmienić coś co już funkcjonuje przez pokolenia?