PDA

View Full Version : Onomatopeje – tłumaczyć czy nie?


jadwiga
10-30-2008, 09:23
Witam serdecznie po dość długiej przerwie. Sprawa jest dość skomplikowana:
1. Poszukuję wierszyków obcojęzycznych (angielski, niemiecki najlepiej), w których występują w dużych ilościach wyrazy dźwiękonaśladowcze- ktoś zna?
2. Czy spotkaliście się z tłumaczeniem wierszy Tuwima "Lokomotywa" lub "Ptasie radio"?
3. Czy polskie wierszyki "dzwiękonaśladowcze" da się przełożyć na język obcy tak, aby nie straciły sensu i atrakcyjności? (I odwrotnie, czy można przełożyć takie wierszyki na język polski?)
4. Czy możemy stworzyć podstawowy słowniczek onomatopei w języku angielskim (odpowiedniki polskich np. szuruburu, cichosza, świst, bęc, ćwierkanie i inne)? Gdzie szukać angielskich odpowiedników polskich wyrazów i zwrotów tego typu?

michalina
10-30-2008, 11:30
Nie w wierszykach,ale ćwiczenia dla dzieci:
http://www.primaryresources.co.uk/english/pdfs/onomat.pdf
http://www.primaryresources.co.uk/english/pdfs/11onomat.pdf
http://www.primaryresources.co.uk/english/pdfs/PC_on.pdf

W sotatnimjest nawet wierszyk :)
"When Carly eats spaghetti,
She chomps and gobbles and slurps,
The spaghetti disappears with a whoosh
Sauce slapping and smacking
Round her chops.
She scrapes the toast round the plate
Crunching, grinding every mouthful.
She burps, gurgles and leaves the table!"

Monia z Po-nia
10-30-2008, 13:53
A mi się przypomniał wierszyk, który zaczyna się tak:

There Was An Old Woman
There was an old woman who swallowed a fly,
I don't know why she swallowed a fly,
Perhaps she'll die.

There was an old woman who swallowed a spider,
That wriggled and jiggled and tickled inside her,
She swallowed the spider to catch the fly,
I don't know why she swallowed the fly,
Perhaps she'll die.

adam
10-30-2008, 20:47
Natrafiłem w necie, nawet dość łatwo, na taką oto stronę:
http://www.lokomotywa.akademia.ipt.pl/materialy.html
gdzie znaleźć możesz "Lokomotywę" w wielu różnych językach :) Są to materiały z akcji „Lokomotywa Językowa” mającej uczcić rocznicę urodzin Juliana Tuwima.

izoola
10-30-2008, 20:52
Witam, wiem, ze istnieje dujęzyczne,polsko-angielskie wydanie "Lokomotywy,Ptasiego Radia i Rzepki". Nie pamiętam wydawnictwa.

adam
10-30-2008, 21:13
Witam, wiem, ze istnieje dujęzyczne,polsko-angielskie wydanie "Lokomotywy,Ptasiego Radia i Rzepki". Nie pamiętam wydawnictwa.

Wydawnictwo LTW

jadwiga
11-05-2008, 08:16
Dzięki wszystkim za namiary- strona z Lokomotywą w wielu językach, Adam, świetna. Pozdrawiam

Tom z Sopotu
11-05-2008, 12:57
Dzięki wszystkim za namiary- strona z Lokomotywą w wielu językach, Adam, świetna. Pozdrawiam

A mi się niektóre tłumaczenia jakoś nie otwierają... :(

michalina
11-06-2008, 21:11
A mi się niektóre tłumaczenia jakoś nie otwierają... :(

Które? Ja nie mogłam odsłuchać tylko mp3 z wersją angielską :)

Tom z Sopotu
11-06-2008, 22:03
Które? Ja nie mogłam odsłuchać tylko mp3 z wersją angielską :)

A ja z hiszpańską, włoską, katalońską... :(

michalina
11-07-2008, 20:36
A ja z hiszpańską, włoską, katalońską... :(

No tak... katalońska też się nie chce otworzyć :) Czy z językiem katalońskim nie jest tak trochę jak z kaszubskim? Chodzi mi o pary: polski-kaszubski, hiszpański-kataloński? Idę szukać w necie ;)

Tom z Sopotu
11-17-2008, 14:12
No tak... katalońska też się nie chce otworzyć :) Czy z językiem katalońskim nie jest tak trochę jak z kaszubskim? Chodzi mi o pary: polski-kaszubski, hiszpański-kataloński? Idę szukać w necie ;)

Ktoś mi mówił kilka dni temu (Monia?), że po francuskiej stronie granicy również istnieje jakaś gwara (język?) zbliżony do katalońskiego. Zapomniałem nazwy, niestety...
Nie wiem, czy to się da porównać z kaszubskim, po prostu się nie znam. Wiem tyle, co mi mówiła ciotka, mieszkająca do 30 lat w Hiszpanii, tłumacz przysięgły - kataloński powstał ze zderzenia żywiołu kastylijskiego z francuskim, jest to język pogranicza. Podobnie zresztą jak galicyjski ponoć, który z kolei łączy w sobie cechy hiszpańskiego i portugalskiego. Ale tak naprawdę, to jestem dyletantem w tej kwestii.
Kaszubski ma oczywiście sporo naleciałości niemieckich, ale wcale nie jestem pewien, czy więcej niż np. gwara śląska - nie to go w każdym razie od polskiego odróżnia przede wszystkim, ale raczej odmienna gramatyka i sporo własnego, ani niemieckiego, ani polskiego słownictwa. Tu jest trudniej, bo o ile kastylijski, portugalski i francuski, a co za tym idzie, również galicyjski i kataloński należą do tej samej romańskiej grupy językowej, to kaszubski powstał na pograniczu słowiańsko-germańskim i widać w nim zdecydowaną przewagę słowiańszczyzny. Bardzo jestem też ciekaw języków serbołużyckich, które powstały w podobnych warunkach - tylko pytanie: czy one są wciąż jeszcze żywe?

michalina
11-17-2008, 17:56
Ktoś mi mówił kilka dni temu (Monia?), że po francuskiej stronie granicy również istnieje jakaś gwara (język?) zbliżony do katalońskiego. Zapomniałem nazwy, niestety...
Nie wiem, czy to się da porównać z kaszubskim, po prostu się nie znam. Wiem tyle, co mi mówiła ciotka, mieszkająca do 30 lat w Hiszpanii, tłumacz przysięgły - kataloński powstał ze zderzenia żywiołu kastylijskiego z francuskim, jest to język pogranicza. Podobnie zresztą jak galicyjski ponoć, który z kolei łączy w sobie cechy hiszpańskiego i portugalskiego. Ale tak naprawdę, to jestem dyletantem w tej kwestii.
Kaszubski ma oczywiście sporo naleciałości niemieckich, ale wcale nie jestem pewien, czy więcej niż np. gwara śląska - nie to go w każdym razie od polskiego odróżnia przede wszystkim, ale raczej odmienna gramatyka i sporo własnego, ani niemieckiego, ani polskiego słownictwa. Tu jest trudniej, bo o ile kastylijski, portugalski i francuski, a co za tym idzie, również galicyjski i kataloński należą do tej samej romańskiej grupy językowej, to kaszubski powstał na pograniczu słowiańsko-germańskim i widać w nim zdecydowaną przewagę słowiańszczyzny. Bardzo jestem też ciekaw języków serbołużyckich, które powstały w podobnych warunkach - tylko pytanie: czy one są wciąż jeszcze żywe?

Tak mnie to wszystko zaitrygowało, że przyjdzie mi podrżżyć ten temat...

aknapinska
02-18-2009, 18:18
Czy możemy stworzyć podstawowy słowniczek onomatopei w języku angielskim (odpowiedniki polskich np. szuruburu, cichosza, świst, bęc, ćwierkanie i inne)? Gdzie szukać angielskich odpowiedników polskich wyrazów i zwrotów tego typu?

A propos tych wszystkich dźwiękonaśladowczych słów to pamiętam, że w książce do nauki słownictwa z której kiedyś korzystałam były tematy dotyczące właśnie takich onomatopei. Była to chyba książka "English vocabulary in use" (prawdopodobnie poziom upper-intermediate) z Cambridge University Press.

kszylar
08-09-2011, 00:25
Niedawno natrafiłam na problem w tłumaczeniu zwrotu dźwiękonaśladowczego i skłoniło mnie to do ogólnej refleksji nad tego typu dylematami. Zastanowił mnie mianowicie angielski zwrot "Whoo!", który zazwyczaj wyraża podekscytowanie lub radość, a w tekście użyty był ironicznie – w mojej wersji tłumaczenia widniało "Łuhu!", z tym, że zaczęłam się zastanawiać, czy taki zwrot w ogóle istnieje w języku polskim. Wydaje mi się, że język angielski jest bogatszy pod względem wyrazów wyrażających emocje. Czy znacie jakieś sposoby na poradzenie sobie z takim problemem? Jak przetłumaczylibyście zwrot "Whoo!"? I czy znacie jakieś słowniki tego typu wyrażeń, czy raczej kierujecie się intuicją?

panna-marchewka
08-09-2011, 11:20
Owszem, często wydaję dźwięk "łuhu", i to nawet w zbliżonym kontekście (zdania w rodzaju "Łuhu, to żeś się popisał..." itp.), natomiast rzeczywiście w zapisie wygląda on dziwnie. Ale - chyba tylko dlatego, że większość z nas przyzwyczaiła się w tym miejscu do angielskich "whoo", "whoa" czy czego tam jeszcze. Myślę, że nie świadczy to o tym, że język angielski ma więcej onomatopei (dużo onomatopei, z którymi rzeczywiście jest problem, mają języki Azji Północno-Wschodniej :), tylko że wizualnie częściej mamy do czynienia z ich angielskim zapisem (za pośrednictwem komiksów, reklam, prozy popularnej) - mam wrażenie, że w języku polskim zapisywanie wyrazów dźwiękonaśladowczych nie jest aż tak powszechne.

Ale to wcale nie znaczy, że nie musi być! Wydaje mi się, że po polsku nie mówimy [whoo], tylko raczej [łuu]/[łuhu], więc tak to powinniśmy zapisać. Nasz czytelnik nie musi być zaznajomiony z anglosaskim sposobem zapisywania (i wydawania) różnych dziwnych dźwięków, może nie mieć pojęcia, co to jest "whoo" - i prawdę mówiąc, tak nawet powinno być, skoro każdy język tworzy swoje onomatopeje. Trzeba zgłębić to bogactwo i korzystać z niego ;) Swoją szosą - badanie wyrazów dźwiękonaśladowczych to bardzo ciężki kawałek chleba, tym bardziej, że ogromnie trudno jest to porównywać. Natomiast sądzę, że nie ma co spłycać sprawy i ograniczać się do pozostawiania angielskich odpowiedników, skoro polskie onomatopeje są i - przy odrobinie kreatywności - można ich używać. W końcu nie na darmo wszędzie na świecie żaby rechoczą inaczej!

paola
08-09-2011, 11:54
Nie tylko żaby inaczej rechoczą, ale też psy inaczej szczekają:) Ja jestem za tłumaczeniem wyrazów dźwiękonaśladowczych i nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy tego nie robic.

JWalczynska
08-09-2011, 12:57
ja także jestem za tłumaczeniem onomatopej, choć na początku nie jest to łatwe ani oczywiste, gdyż w każdym języku trochę inaczej brzmią. Jest to ważny element tekstu, wiec nie można go tak po prostu ominąć. Według mnie, każda kropka, każda litera ma znaczenie w danym tekście i tłumacz powinien jak najlepiej to pokazać.

julia_m
08-09-2011, 13:40
Jasne, że tłumaczyć! Nie dość, że to zabawne i ciekawe, to przecież onomatopeje to element języka jak każdy inny.

kszylar
08-09-2011, 13:55
Jeśli o mnie chodzi, to staram się te nieszczęsne onomatopeje tłumaczyć. Problem pojawia się tylko, kiedy w języku docelowym podobne wyrażenie po prostu nie występuje. Jaką strategię wtedy przyjąć? Tłumaczymy funkcję wyrażenia, czy staramy się zapisać jego brzmienie z wykorzystaniem fonetyki języka docelowego i liczymy, że jest ona wystarczająco wyrazista i zrozumiała?
Przychodzi mi tu na myśl przykład angielskiego: "Oh.", używanego w momentach zakłopotania lub uprzejmego zdziwienia wypowiedzią poprzednika. Moje propozycje rozwiązania w tym wypadku to: "O masz." (tłumaczenie funkcjonalne) lub "Oł." (tłumaczenie fonetyczne, w tym wypadku chyba gorsze).
Może macie jakieś inne propozycje takich problematycznych zwrotów? Bo właśnie w praktyce okazuje się, że "oczywiście, że tłumaczymy" nie jest takie oczywiste.

cdf55
08-09-2011, 14:50
To fajny problem. Po polsku robimy "a psik", a po francusku "a czum". Od razu widać, kto gdzie uczył się jezyka.

khermanow
08-09-2011, 15:08
Wyrazy dźwiękonaśladowcze to część każdego języka. Glosariusz czasem jest bardziej, a czasem mniej rozwinięty, ale onomatopeje tłumaczyć trzeba.

Komiksy są przykładem połączenia literatury i grafiki, w którym wyrazy dźwiękonaśladowcze zajmują bardzo dużo miejsca, a pozostawienie pewnych "dźwięków" w oryginale, a innych nie, wprowadziłoby duży chaos.

Joli
08-29-2011, 15:05
też jestem zdania, że onomatopeje tłumaczyć trzeba, bo nie po to autor ich użył, żeby tłumacz pominął. :) Ale wydaje mi się, że w tej sytuacji trzeba uwzględnić specyfikę tekstu docelowego (jak np. z tym francuskim i polskim kichaniem:) W Polsce najczęściej kota woła się: kici.kici; a w Rosji: ksy.ksy...Rosyjskie koty na kici, kici, nie przychodzą:)

JustynaL
08-31-2011, 20:18
Biorąc pod uwagę, że onomatopeje są różne w róznych językach to powinniśmy je tłumaczyć (np dźwięki wydawane przez psa: hau i whoof). Weźmy takie książki dla dzieci, w których występują psy i, jak to psy, zazwyczaj szczekają i zapis tego szczekania jest hau hau. Dziecko czyta ten dźwięk i rozumie o co chodzi, co to za zwierzę itp. Natomiast jeśli dziecko czyta whoof whoof to nie wiem, czy połączyłoby ten dźwięk z psem (samo, bez pomocy np rodzica) i pewnie przeczytałoby ten dźwięk tak jak jest napisany i w rezultacie tak mogłoby ten dźwięk wymawiać bardzo długo, ale to temat na osobną dyskusję:)

iwonaszp
09-02-2011, 16:56
Też jestem za tym, żeby wyrazy dźwiękonaśladowcze tłumaczyć zgodnie z tym, jak są używane w języku docelowym;> pewnie czasem tłumacz musi zastanawiać się jakie emocje niesie ze sobą dany wyraz dźwiękonaśladowczy, przeanalizować sytuację, w której jest użyty i wtedy zdecydować jakiego wyrazu użyć w tłumaczeniu.

katarzynaszypka
09-04-2011, 23:56
Ja bym napisała "fiu fiu"Niedawno natrafiłam na problem w tłumaczeniu zwrotu dźwiękonaśladowczego i skłoniło mnie to do ogólnej refleksji nad tego typu dylematami. Zastanowił mnie mianowicie angielski zwrot "Whoo!", który zazwyczaj wyraża podekscytowanie lub radość, a w tekście użyty był ironicznie -- w mojej wersji tłumaczenia widniało "Łuhu!", z tym, że zaczęłam się zastanawiać, czy taki zwrot w ogóle istnieje w języku polskim. Wydaje mi się, że język angielski jest bogatszy pod względem wyrazów wyrażających emocje. Czy znacie jakieś sposoby na poradzenie sobie z takim problemem? Jak przetłumaczylibyście zwrot "Whoo!"? I czy znacie jakieś słowniki tego typu wyrażeń, czy raczej kierujecie się intuicją?

QUOTE=kszylar;50206]Jeśli o mnie chodzi, to staram się te nieszczęsne onomatopeje tłumaczyć. Problem pojawia się tylko, kiedy w języku docelowym podobne wyrażenie po prostu nie występuje. Jaką strategię wtedy przyjąć? Tłumaczymy funkcję wyrażenia, czy staramy się zapisać jego brzmienie z wykorzystaniem fonetyki języka docelowego i liczymy, że jest ona wystarczająco wyrazista i zrozumiała?
Przychodzi mi tu na myśl przykład angielskiego: "Oh.", używanego w momentach zakłopotania lub uprzejmego zdziwienia wypowiedzią poprzednika. Moje propozycje rozwiązania w tym wypadku to: "O masz." (tłumaczenie funkcjonalne) lub "Oł." (tłumaczenie fonetyczne, w tym wypadku chyba gorsze).
Może macie jakieś inne propozycje takich problematycznych zwrotów? Bo właśnie w praktyce okazuje się, że "oczywiście, że tłumaczymy" nie jest takie oczywiste.[/QUOTE]


Jeśli miało by to wyrażać zdziwienie, to proponuję "acha", albo "o proszę"

Pozostając w temacie onomatopei, mam do was pytanie. Czym inspirujecie się, szukając odpowiednich wyrazów dźwiękonaśladowczych w obcym języku? Jeśli chodzi o wyrażanie ludzkich emocji, problem jest mniejszy, ale odgłosów zwierząt trzeba się poprostu nauczyć, najlepiej od native speakerów.

Joli
09-09-2011, 21:55
Kiedyś na zajęciach z angielskiego zauważyliśmy w oglądanych filmikach, że Anglicy niezwykle emocjonalnie reagują na wypowiedzi swoich rozmówców; dość często pokrzykują "Och, really?" lub "That interesting! Polacy chyba raczej tak żywiołowo nie rozmawiają; dlatego wydaje mi się, że tłumacząc stany emocjonalne warto wziąć pod uwagę kontekst kulturowy grupy docelowej, choć zastanawiam się przy tym, czy takie "cięcia" w tłumaczeniu nie są zbytnią ingerencją tłumacza w źródłową wypowiedź...

katarzynaszypka
09-10-2011, 15:47
Kiedyś na zajęciach z angielskiego zauważyliśmy w oglądanych filmikach, że Anglicy niezwykle emocjonalnie reagują na wypowiedzi swoich rozmówców; dość często pokrzykują "Och, really?" lub "That interesting! Polacy chyba raczej tak żywiołowo nie rozmawiają; dlatego wydaje mi się, że tłumacząc stany emocjonalne warto wziąć pod uwagę kontekst kulturowy grupy docelowej, choć zastanawiam się przy tym, czy takie "cięcia" w tłumaczeniu nie są zbytnią ingerencją tłumacza w źródłową wypowiedź...

Myślę, że zbyt duże nagromadzenie takich ochów i achów w krótkiej wypowiedzi, mogłoby być przez polskiego odbiorcę odczytane, jako drwina, czy ironia. Można więc się kilku pozbyć, nie eliminując ich jednak całkiem.

JustynaL
09-16-2011, 12:39
Kiedyś na zajęciach z angielskiego zauważyliśmy w oglądanych filmikach, że Anglicy niezwykle emocjonalnie reagują na wypowiedzi swoich rozmówców; dość często pokrzykują "Och, really?" lub "That interesting! Polacy chyba raczej tak żywiołowo nie rozmawiają; dlatego wydaje mi się, że tłumacząc stany emocjonalne warto wziąć pod uwagę kontekst kulturowy grupy docelowej, choć zastanawiam się przy tym, czy takie "cięcia" w tłumaczeniu nie są zbytnią ingerencją tłumacza w źródłową wypowiedź...

Wydaje mi się, że mamy takie "wtrącenia" czy jak to nazwać, ale w innym kontekście. Nasze "to interesujące" chyba wyraża raczej " to jest całkiem ciekawe, kontynuuj proszę" a nie angielskie 'WOW ależ to interesujące" (może trochę przerysowałam, ale trudno mi wytłumaczyć tą różnicę). "Oh really?"- my chyba też tego używamy dość często jako nasze "serio?" czy "naprawdę?" :)
Co do innych przykładów, w uszy rzuciło się przede wszystkim wtrącanie "well..." :)

magdalenka
09-16-2011, 17:30
Wydaje mi się, że mamy takie "wtrącenia" czy jak to nazwać, ale w innym kontekście. Nasze "to interesujące" chyba wyraża raczej " to jest całkiem ciekawe, kontynuuj proszę" a nie angielskie 'WOW ależ to interesujące" (może trochę przerysowałam, ale trudno mi wytłumaczyć tą różnicę). "Oh really?"- my chyba też tego używamy dość często jako nasze "serio?" czy "naprawdę?" :)
Co do innych przykładów, w uszy rzuciło się przede wszystkim wtrącanie "well..." :)

Zgadzam się. Oh, really - może też mieć ironiczny wydźwięk. Zawsze w takiej sytuacji używam słowa "Doprawdy?" albo "Niemożliwe!" :D

Aurelia
09-17-2011, 22:56
Kiedyś na zajęciach z angielskiego zauważyliśmy w oglądanych filmikach, że Anglicy niezwykle emocjonalnie reagują na wypowiedzi swoich rozmówców; dość często pokrzykują "Och, really?" lub "That interesting! Polacy chyba raczej tak żywiołowo nie rozmawiają; dlatego wydaje mi się, że tłumacząc stany emocjonalne warto wziąć pod uwagę kontekst kulturowy grupy docelowej, choć zastanawiam się przy tym, czy takie "cięcia" w tłumaczeniu nie są zbytnią ingerencją tłumacza w źródłową wypowiedź...
Kontekst kulturowy grupy docelowej, to jedno. Ale jeśli tłumaczymy, np. książkę, w której bohater jest Anglikiem, to jego sposób mówienia (być może inny niż to, do czego przywykli w swoim kraju czytelnicy) jest jedną z cech, którymi ten bohater się charakteryzuje. "Obcinając" mu tych "oh really" czy innych partykuł, obcinamy mu nijako trochę z charakteru...

QUOTE=kszylar;50206]Jeśli o mnie chodzi, to staram się te nieszczęsne onomatopeje tłumaczyć. Problem pojawia się tylko, kiedy w języku docelowym podobne wyrażenie po prostu nie występuje. Jaką strategię wtedy przyjąć? Tłumaczymy funkcję wyrażenia, czy staramy się zapisać jego brzmienie z wykorzystaniem fonetyki języka docelowego i liczymy, że jest ona wystarczająco wyrazista i zrozumiała?
Przychodzi mi tu na myśl przykład angielskiego: "Oh.", używanego w momentach zakłopotania lub uprzejmego zdziwienia wypowiedzią poprzednika. Moje propozycje rozwiązania w tym wypadku to: "O masz." (tłumaczenie funkcjonalne) lub "Oł." (tłumaczenie fonetyczne, w tym wypadku chyba gorsze).
Może macie jakieś inne propozycje takich problematycznych zwrotów? Bo właśnie w praktyce okazuje się, że "oczywiście, że tłumaczymy" nie jest takie oczywiste.


Jeśli miało by to wyrażać zdziwienie, to proponuję "acha", albo "o proszę"[/QUOTE]
Przychylam się do "acha". Od razu mi przyszło do głowy :)

Controversia
09-18-2011, 10:13
Jeśli o mnie chodzi, to staram się te nieszczęsne onomatopeje tłumaczyć. Problem pojawia się tylko, kiedy w języku docelowym podobne wyrażenie po prostu nie występuje. Jaką strategię wtedy przyjąć? Tłumaczymy funkcję wyrażenia, czy staramy się zapisać jego brzmienie z wykorzystaniem fonetyki języka docelowego i liczymy, że jest ona wystarczająco wyrazista i zrozumiała?
Przychodzi mi tu na myśl przykład angielskiego: "Oh.", używanego w momentach zakłopotania lub uprzejmego zdziwienia wypowiedzią poprzednika. Moje propozycje rozwiązania w tym wypadku to: "O masz." (tłumaczenie funkcjonalne) lub "Oł." (tłumaczenie fonetyczne, w tym wypadku chyba gorsze).
Może macie jakieś inne propozycje takich problematycznych zwrotów? Bo właśnie w praktyce okazuje się, że "oczywiście, że tłumaczymy" nie jest takie oczywiste.

A mnie przyszło do głowy "no proszę" albo "no, no". Jak widać rozwiązań jest wiele i myślę, że trudność w "tłumaczeniu" onomatopei polega właśnie na tym, że są wieloznaczne oraz w jednej sytuacji może się sprawdzić kilka rozwiązań. Takie "acha" na przykład zależnie od tego w jakim kontekście jest wypowiadane i z jaką intonacją może oznaczać, "rozumiem", zapewnienie rozmówcy o tym, że go słuchamy, lekkie zdziwienie, ironię, itp. Ponadto to jakich onomatopei używamy i z jakim natężeniem zależy też od danej osoby. Zgadzam się z jedną z powyższych wypowiedzi, że onomatopeje wypowiadane przez bohaterów mogą być ważną częścią ich charakterystyki. Podsumowując, nie ma w tym przypadku uniwersalnych rozwiązań i każdorazowo tłumacz musi się wykazać nie lada wyczuciem. Ja osobiście lubię obserwować moich znajomych "w akcji" i czasem z ich zachowań czerpię pomysły ;-)

finchmeister
09-18-2011, 10:29
Mogłoby być również "Co Ty powiesz?"

Zdecydowanie należy tłumaczyć onomatopeje - u nas jest "Hau hau", gdzie indziej "Woof", gdzie indziej "Bow-wow", w Polsce kogut robi "kukuryku", a we Włoszech "chicchiricchì" - wszystko zależy od kontekstu kulturalnego i od języka, tak więc moim zdaniem obowiązkiem jest tłumaczenie wyrazów dźwiękonaśladowczych

zancia
09-18-2011, 14:28
A może chodzi o juhuuuu??? yupii itd? zależy od kontekstu, jeśli ktoś sie z czegoś cieszył, bo mu się udało to mogło to oznaczać właśnie zadowolenie i tak też można byłoby to przetłumaczyć;)

Ewa I
09-18-2011, 17:50
Myślę, że należy spolszczać wyrazy dźwiękonaśladowcze, np. zamieniać "uh huh" na "aha":)

bo2joan
09-21-2011, 22:54
Również jestem zdania, że w powieściach należy tłumaczyć onomatopeje. Nieraz mają one spore znaczenie zarówno dla rytmiki tekstu, jak i zawartych emocji. Tłumacze używają odpowiedników w języku docelowym, a jeśli ich nie ma - chyba najczęściej szukają zastępczych zwrotów. Myślę, że wiele tutaj zależy od kontekstu wypowiedzi. Tak będzie ze wspomnianym angielskim "Oh", które zostanie różnie przetłumaczone zależnie od sytuacji.

voopeem
09-22-2011, 08:24
Zdecydowanie, uważam że trzeba przybliżyć tekst czytelnikowi najbardziej jak się tylko da, a więc i onomatopeje powinny być w języku docelowym tekstu.

Aurelia
09-23-2011, 13:50
Zgadzam. Nie widzę, dlaczego ktoś miałby przetłumaczyć całą wypowiedź bohatera, ale zostawić "uh huh" w oryginale. Dla odbiorcy to byłoby niezrozumiałe, IMO.

ClaroIntelect0
09-23-2011, 19:28
Temat powyższego wątku uznałam za inspirację do pytania: jakbyście przetłumaczyli słówko 'beep'?
Ostatnio słyszę w radio taki przykładz reklamy płatności sposobem zbliżeniowym : ' Jeden beep /bip/ i gotowe.'

magdalenka
09-25-2011, 23:50
Temat powyższego wątku uznałam za inspirację do pytania: jakbyście przetłumaczyli słówko 'beep'?
Ostatnio słyszę w radio taki przykładz reklamy płatności sposobem zbliżeniowym : ' Jeden beep /bip/ i gotowe.'

Jedno piiik i gotowe? :)

kosatek
09-26-2011, 08:35
:) W komiksach Marvela, przynajmniej za czasów mojej młodości, onomatopei się nie tłumaczyło.
Wg mnie efekt był podobny...

Malagutti
09-26-2011, 08:46
Myślę, że warto tłumaczyć onomatopeje, ponieważ wtedy tłumaczenie jest bliższe czytelnikowi. Szczególnie tłumaczenia książek dla dzieci, opowiadań, są lepiej odbierane i bardzie czytelne, jeśli choć częściowo osadzone w kulturze odbiorcy.

litka76
09-26-2011, 09:18
Zgadzam się, że onomatopeje należy tłumaczyć.

magdalenka
09-26-2011, 10:47
Zgadzam się, że onomatopeje należy tłumaczyć.

Onomatopeje należy tłumaczyć tylko w szczególnych przypadkach: książki dla dzieci ew poezja. Te słowa nic nie wnoszą w przypadku napisów do filmów zajmują tylko cenne miejsce.

Controversia
09-26-2011, 11:54
Onomatopeje należy tłumaczyć tylko w szczególnych przypadkach: książki dla dzieci ew poezja. Te słowa nic nie wnoszą w przypadku napisów do filmów zajmują tylko cenne miejsce.

Zgadzam się, że przy tworzeniu napisów filmowych liczy się każdy znak i w tym przypadku tłumaczenie wyrazów dźwiękonaśladowczych mogłoby niepotrzebnie ograniczyć miejsce. Widz oglądając film ma duży kontekst sytuacyjny, więc raczej zorientuje się co mówiący ma na myśli.

kadre
09-27-2011, 17:31
Onomatopeje należy tłumaczyć tylko w szczególnych przypadkach: książki dla dzieci ew poezja. Te słowa nic nie wnoszą w przypadku napisów do filmów zajmują tylko cenne miejsce.

Czyżby? A w przypadkach kiedy bohaterowie wypowiadają kwestie np. opowiadając bajkę "puk, puk! Kto tam? Zapytał Piotruś"

Ewa I
10-03-2011, 10:56
Onomatopeje należy tłumaczyć tylko w szczególnych przypadkach: książki dla dzieci ew poezja. Te słowa nic nie wnoszą w przypadku napisów do filmów zajmują tylko cenne miejsce.

No tak, w przypadku filmów tłumaczenie jest zbędne, bo widz przecież słyszy dźwięki wydawane przez aktorów. Ale zawężanie zasadności tłumaczenia wyrazów dźwiękonaśladowczych do bajek i poezji to moim zdaniem przesada. Uważam, że właściwie większość form pisanych wymaga tłumaczenia takich wyrazów.

Dunya
10-03-2011, 11:57
Gdyby Polak zobaczył w książce woof woof niekonicznie domysliłby się, że to szczekanie psa, dlatego jestem za tym, żeby tłumaczyć.

Ewa I
10-10-2011, 08:31
Gdyby Polak zobaczył w książce woof woof niekonicznie domysliłby się, że to szczekanie psa, dlatego jestem za tym, żeby tłumaczyć.

Oby tłumacz się domyślił i nie napisał "łuf łuf';)

Viima
10-10-2011, 09:44
:) W komiksach Marvela, przynajmniej za czasów mojej młodości, onomatopei się nie tłumaczyło.
Wg mnie efekt był podobny...

Czy to nie dlatego, że dźwięk był "wrysowany" w obrazek, a tłumaczyło się wyłącznie to, co w dymkach? ;)
No i w komiksach efekt też jest wspomagany właśnie przez obraz - gdy widzimy na rysunku eksplozję i na niej napis "BOOM!", to raczej każdy domyśli się, że chodzi o polskie "bum" a nie "bęc" czy "puk puk". :P

dqueen1991
08-13-2012, 01:03
Ja również uważam, że onomatopeje należy tłumaczyć. Czasami sam tłumacz musi się namęczyć aby zrozumieć o jaki dźwięk chodzi, więc pozostawianie czytelnika samego z tym problemem to brak profesjonalizmu.

misialina44
08-16-2012, 20:21
Ja znam przypadek, gdzie w oryginale była bardzo długa onomatopeja "dyndyryndydyndyryndydyndyryndydy" czy jakoś tak (dźwięk odpalonego silnika), a tłumacz (przekład pol-niem) skrócił to o parę sekwencji i trochę zamienił kolejność. Osobiście nie przeszkadzało mi to w odbiorze, po prostu przekazał to tak, jak uważał, że będzie przystępne dla odbiorcy docelowego. Ale jeśli chodzi o Wasze przykłady to podzielam opinię, że onomatopeje powinny być dostosowane do kultury. Od razu się lepiej czyta :)

Hatter
08-17-2012, 16:29
Wydaje mi się, że wszystkie onomatopeje powinno się tłumaczyć. Dzielenie na „te, których nie trzeba, bo wszyscy się domyślą” i resztę jest bardzo uznaniowe i zależy od człowieka, a zrozumienie tłumaczenia przez odbiorcę nie powinno chyba zależeć od tego na ile jest językowo domyślny:p

Elle Lissitzka
08-17-2012, 19:10
Oczywiście, że należy tłumaczyć onomatopeje tam, gdzie to jest konieczne:) Tak jak ktoś tutaj napisał: w filmie raczej nie musimy ich zapisywać - sytuacja na ekranie powinna być dość jasna. No chyba, że stanowi ona fragment cytowanej przez bohatera wypowiedzi innej osoby, czy innego tekstu. Tak jak w przytoczonym przykładzie z opowiadaną bajką:)

Ale pies szczekający po angielsku w polskiej wersji językowej powieści - to byłoby co najmniej dziwne. Inna sprawa, że nie zawsze dźwięk, czy wykrzyknienie zapisane w danym języku, będzie mieć dokładny odpowiednik w innym języku - ale tak jest przecież z tłumaczeniami - niektórych treści nie można przełożyć dosłownie.

katia81
09-03-2012, 06:15
Wyrazy dźwiękonaśladowcze mają z reguły swoje przełożenie na wszystkie języki, bo przecież każdy się zachwyca, każda krowa muczy, kogut pieje, a zatem dlaczego tych wyrazów nie tłumaczyć?!

Makata
09-04-2012, 14:53
ja uważam, że należy tłumaczyć - przeciez te onomatopeje też mają swoje odpowiedniki w obcych językach, po angielsku kot miauczy meow a pies szczeka woof woof :)

magda62
11-09-2012, 10:01
Również uważam, że onomatopeje powinno się tłumaczyć. Jeśli autor użył wyrazów dźwiękonaśladowczych to napewno miały one spełniać określone funkcje - pominięcie ich lub pozostawienie w wersji oryginalnej zuboży tłumaczenie. A przecież zadaniem tłumacza jest wywołać efekt jak najbardziej zbliżony do tego w oryginale. Oczywiście tłumaczenie onomatopeji nie zawsze jedt łatwe - w przypadku tych rzadziej spotykanych znalezienie odpowiednika może być pracą dość mozolną. A użycie złego wyrazu może wywołać zupełnie inny efekt. Dobór złych onimatopeji często spotykam w komiksach - dźwięk 'slam' przy trzaśnięciu drzwiami przetłumaczony jako 'zgrzyt', czy bardzo częste 'bęc', gdy ktoś upada na ziemię po silnym uderzeniu w trakcie bójki to tylko niektóre z przykładów :)

LukaszBe
11-09-2012, 22:37
Ja także uważam, że onomatopeje należy tłumaczyć, przy czym chyba czasem prościej to robić, gdy w języku docelowym zidentyfikowano podobne "jednostki onomatopeiczne", jak np. "whoof" i "hau". Wyzwanie pojawia się, gdy trzeba przetłumaczyć coś, co jest onomatopeją właściwą jedynie dla danego utworu. Przykładem może być takie oto naśldawnictwo "słowne" muzyki Bacha (po ang.): "(...) bu bu bu b bu bu bu bu bu bu bu bu bu bu bu bu……….bu tillellellellellalalalalala bu bu bu (...)" :)

Marta Gruszczyńska
11-11-2012, 15:35
Zauważyłam na przykładzie języka ang. i pol., że niektóre onomatopeje nie odpowiadają sobie wzajemnie, dlatego myślę, że co do zasady, tlumaczyć należy, chyba że zaburzałoby to odbiór, klimat czy zamysł autora.