PDA

View Full Version : Wulgaryzmy, przekleństwa & cenzura


Pearl
08-08-2011, 16:18
Przy okazji innej dyskusji na forum pojawił się problem tłumaczenia bądź nie przekleństw. Jak uważacie, czy profesjonalny tłumacz powinien przekładać dosłownie wulgaryzmy, upiększać (cenzurować) wypowiedzi klienta czy w ogóle ignorować takie wypowiedzi?
Wiele osób uważa dosłowne tłumaczenie za obowiązek i punkt honor,u a inni z kolei twierdzą, że wystarczy tylko zaznaczyć, że nieprzyzwoite słowo się pojawiło. Jak najlepiej tłumaczyć nie tracąc wiarygodności i profesjonalizmu?

bezon
08-08-2011, 18:58
Wg mnie powinno oddawać się to, co jest w oryginale, bo w końcu "przekład powinien czytać się jak oryginał". Jeśli tekst/wypowiedź jest wulgarny/a, to nie do nas należy jego cenzurowanie. Omijając wulgaryzmy, zubożamy tekst przekładu jeszcze bardziej (wiadomo, że przy tłumaczeniu straty są nieuniknione, powinniśmy więc unikać ich tam, gdzie tylko się da).

kate1230
08-08-2011, 19:14
Też uważam że tłumacz powinien tłumaczyć wulgaryzmy z dwóch względów:

1. język bohatera jest emocjonalny i odpowiada sytuacji w jakiej się znalazł
2. tłumacz nie "spłaszcza" osobowości bohatera (język jakim posługuje się bohater jest integralną częścią jego osobowości)

Madrugada22
08-08-2011, 19:19
Ja również uważam, że wszelkie wulgaryzmy powinny zostać przekazane przez tłumacza, do którego nie należy upiększanie informacji a jedynie jej przekład. Być może osoba, którą tłumaczymy, celowo używa wulgarnych wyrażeń i pominięcie ich w tłumaczeniu mogłoby wpłynąć na ewentualne niezadowolenie klienta. :)

bezon
08-08-2011, 19:46
Dokładnie. Czyli wniosek z tego taki, że bezpieczniej przełożyć wszystko jak leci (i co się da, a wulgaryzmy da się dość łatwo), niż mieć potem coś na sumieniu (np wspomniane "spłaszczenie" osobowości bohatera).

Madrugada22
08-08-2011, 20:12
Przykładowo jesteśmy tłumaczami w trakcie firmowej imprezy, gdzie uczestnicy wznoszą toast po raz kolejny. Atmosfera się rozluźnia i coraz częściej nasz klient używa niecenzuralnych wyrażeń. Zamiana stylu jego wypowiedzi na oficjalny mija się z celem. Poza tym, jako tłumacze, mamy być przezroczyści i to, co przekazujemy, to nie są nasze własne słowa, ale osoby, którą tłumaczymy. Nie ma czego się bać, bo to nie naszą formę wypowiedzi będzie oceniać publika:)

Pearl
08-09-2011, 07:47
Wg mnie powinno oddawać się to, co jest w oryginale, bo w końcu "przekład powinien czytać się jak oryginał". Jeśli tekst/wypowiedź jest wulgarny/a, to nie do nas należy jego cenzurowanie. Omijając wulgaryzmy, zubożamy tekst przekładu jeszcze bardziej (wiadomo, że przy tłumaczeniu straty są nieuniknione, powinniśmy więc unikać ich tam, gdzie tylko się da).

Ja też w większości zgodzę się z tą wypowiedzią. Chociaż nie uważam, że pominięcie przekleństw od czasu do czasu to zubożenie. Myślę, że istnieją sytuacje, gdzie wystarczy tylko zaznaczyć, że takie słowo się pojawiło.

Fakt, tłumacz nie powinien cenzurować, jednakże wydaje mi się, że wypowiedź tłumacza nie ucierpi jak dosłownie nie przetłumaczymy "łaciny podwórkowej". Myślę, że dużo zależy od okoliczności i specyfiki sytuacji, w której się znajdujemy.

Pearl
08-09-2011, 07:51
Przykładowo jesteśmy tłumaczami w trakcie firmowej imprezy, gdzie uczestnicy wznoszą toast po raz kolejny. Atmosfera się rozluźnia i coraz częściej nasz klient używa niecenzuralnych wyrażeń. Zamiana stylu jego wypowiedzi na oficjalny mija się z celem. Poza tym, jako tłumacze, mamy być przezroczyści i to, co przekazujemy, to nie są nasze własne słowa, ale osoby, którą tłumaczymy. Nie ma czego się bać, bo to nie naszą formę wypowiedzi będzie oceniać publika:)

Tu się zdecydowanie zgodzę, nie ma potrzeby upiększać wypowiedź, straci ona sens i humor. To jednak impreza z alkoholem, luźna sytuacja etc. A co z salą sądową?
Uważam, że nie zawsze dosłowne tłumaczenie jest na miejscu. Niektórzy tłumacze sądzą, że należy pomijać takie wypowiedzi w sądzie, a jedynie zaznaczyć, że klient użył wulgarnego języka...

Madrugada22
08-09-2011, 09:33
A co z salą sądową?
Uważam, że nie zawsze dosłowne tłumaczenie jest na miejscu. Niektórzy tłumacze sądzą, że należy pomijać takie wypowiedzi w sądzie, a jedynie zaznaczyć, że klient użył wulgarnego języka...

Sala sądowa jest oficjalnym miejscem, tutaj wulgaryzmy nie powinny mieć miejsca. Jeśli tłumaczymy jakiegoś oskarżonego, który dał się ponieść emocjom i jego wypowiedzi są niecenzuralne, wówczas, wydaje mi się, że powinniśmy się ograniczyć do zaznaczenia, że osoba używa wulgaryzmów. Moim zdaniem, nie będzie to uznawane za opuszczenie a raczej świadomą lukę w tłumaczeniu. Poza tym, zazwyczaj można wywnioskować na podstawie zachowania, intonacji, mimiki czy ktoś wyraża się niecenzuralnie a sąd, który nie będzie dosłownie rozumiał wypowiedzi oskarżonego, z pewnością to zauważy.

Pearl
08-09-2011, 09:43
nie będzie to uznawane za opuszczenie a raczej świadomą lukę w tłumaczeniu. Poza tym, zazwyczaj można wywnioskować na podstawie zachowania, intonacji, mimiki czy ktoś wyraża się niecenzuralnie a sąd, który nie będzie dosłownie rozumiał wypowiedzi oskarżonego, z pewnością to zauważy.

Więc istnieją zasady co do tłumaczenia dosłownego?... generalnie tłumaczymy zawsze wszystko 100% plus wulgaryzmy a w sądzie nie? to chyba za duże uproszczenie...

Nie podoba mi się zwrot świadoma luka w tłumaczeniu. Uważam, że takowych nie powinno być, bo strony nie wiedzą co zostało pominięte. Zbyt duże ryzyko. Myślę, że należy co najmniej zaznaczyć, że klient przeklina.

Tak, zgodzę się, że wiele da się odczytać z mimiki i tonu głosu, jednak nie można na tym polegać całkowicie ;)

Pearl
08-09-2011, 14:07
Ja również uważam, że wszelkie wulgaryzmy powinny zostać przekazane przez tłumacza, do którego nie należy upiększanie informacji a jedynie jej przekład. Być może osoba, którą tłumaczymy, celowo używa wulgarnych wyrażeń i pominięcie ich w tłumaczeniu mogłoby wpłynąć na ewentualne niezadowolenie klienta. :)

A co w sytuacji jeśli klient wykazuje niezadowolenie z tego, że druga strona przeklina a tłumacz przekłada? jeżeli gniew klienta przenosi się na tłumacza? co zrobilibyście w takiej sytuacji? przepraszacie i już nie przeklinacie w przekładzie bez ingerencji w wypowiedź i "cenzurujecie" czy zwracacie uwagę drugiej stronie by zmieniła ton? Tłumacz tak może ingerować?

mwitkowska
08-31-2011, 14:12
Czy Wy też zauważyliście, że z roku na rok w przestrzeni publicznej, na ulicy, w autobusie, urzędzie itd. wulgaryzmy są coraz częstsze? I to nie tylko wśród osób, po których 'na pierwszy rzut oka' byśmy się tego spodziewali, ale także wśród kobiet, dzieci, a nawet starszych ludzi?

Co na to wpływa? Czy powinniśmy z tym walczyć i jak (jeżeli w ogóle)? Jaki to może mieć wpływ na nasz język i społeczeństwo jako całość? Czy Was to razi równie mocno jak mnie?

Marzena_
08-31-2011, 14:35
Również zauważyłam, iż te zjawisko ciągle wzmaga na sile. Rzadkością jest nie spotkanie się z przekleństwami, głównie ze strony młodzieży, jak i nawet młodszych dzieci!
Sądzę, że może to być przyczyną braku odpowiednich wzorców zachowań, nieodpowiedniego towarzystwa (które bardzo mocno wpływa na nasze zachowanie).

Co więcej, wzorce kreowane w telewizji nie zawsze są "dobre", np. artyści, politycy. Ludzie wywodzący się z tych grup nie zawsze myślą o tym co mówią i w jaki sposób, po prostu chcą osiągnąć jakiś cel, nie zważając na to, że małe dzieci czy młodzież mogą być odbiorcami ich przekazu.
Oczywiście, powinniśmy walczyć z tym zjawiskiem po przez kreowanie odpowiednich wzorców zachowań; natomiast rodzice powinni zwracać większą uwagę na to co i gdzie robią ich dzieci oraz wpajać im odpowiednie wartości.
Walka z wulgaryzmami może stać się walką z wiatrakami, lecz powinniśmy podjąć ten trud.

Nawiązując do wpływu na język i społeczeństwo, wulgaryzmy zdecydowanie zaśmiecają nasz język ojczysty; często są przerywnikami, wtrąceniami podczas rozmowy.
W dużej mierze może to spowodować zubożenie naszego języka w przyszłości.

Mnie osobiście również to bardzo mocno razi.

maszka88
08-31-2011, 15:56
Wulgaryzmy to też swego rodzaju bogactwo językowe ;)

leone
08-31-2011, 16:41
Czy Wy też zauważyliście, że z roku na rok w przestrzeni publicznej, na ulicy, w autobusie, urzędzie itd. wulgaryzmy są coraz częstsze? I to nie tylko wśród osób, po których 'na pierwszy rzut oka' byśmy się tego spodziewali, ale także wśród kobiet, dzieci, a nawet starszych ludzi?

Co na to wpływa? Czy powinniśmy z tym walczyć i jak (jeżeli w ogóle)? Jaki to może mieć wpływ na nasz język i społeczeństwo jako całość? Czy Was to razi równie mocno jak mnie?

Rzeczywiście wulgaryzmy stają się wszechobecne, co razi mnie równie mocno jak Ciebie. Myślę, że staje się to zjawiskiem powszechnie akceptowanym. W końcu wulgaryzmy nie królują już tylko w języku nieoficjalnym, ale bardzo często się zdarza, że zaczynają ich używać również osoby, które powinny być dla nas dobrym przykładem np. politycy bądź dziennikarze. Wydaje mi się, że wulgaryzmy tak bardzo się zakorzeniły w naszym społeczeństwie, że nawet większość osób nie zdaje sobie sprawy z ich częstego używania, np. jako przerywnik w zdaniu. Kiedyś słowa te były kojarzone z brakiem kultury, złym wychowaniem, co niestety już się nie sprawdza dzisiaj. Spotkałam się z opinią, iż używanie wulgaryzmów jest tylko sposobem na wyrażenie sowich emocji. Niestety, muszę się nie zgodzić z tą opinią. Może wpływ na to ma fakt, iż ludzie czytają coraz mniej i trudno im znaleźć inne słowa na opisanie sytuacji?

mwitkowska
08-31-2011, 17:28
Wulgaryzmy to też swego rodzaju bogactwo językowe ;)

To akurat też ciekawe spostrzeżenie ;-) abstrahując od kwestii, od której ta dyskusja się zaczęła, ciężko nie zauważyć, jak ogromne są możliwości języka polskiego. Słowotwórstwo jest w przypadku wulgaryzmów wyjątkowo bogate i różnorodne. Od najczęstszego słowa na 'K' można utworzyć czasowniki, przymiotniki, rzeczowniki o różnym stopniu 'rażenia' i to właściwie na każdą okazję!

Z tego, co wiem, to język angielski nie pozwala na aż taką 'twórczość. A czy inne języki są równie bogate w tym wymiarze?

solens
08-31-2011, 23:17
Fakt, wulgaryzmy są coraz częściej spotykane, teoretycznie dzięki temu (czy raczej - przez to) powinniśmy się bardziej do nich niejako przyzwyczaić, nie powinny nas aż tak bardzo razić, jednak wydaje mi się, że tak nie jest. Jeszcze na ulicy - pal licho, są różni ludzie. Mnie wciąż rażą wulgaryzmy np. w teatrze, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że to część intencji autora sztuki, że taki, a nie inny efekt zamierzał osiągnąć itd. Ale razi.
Czy walczyć? Hmm, ja nie mam pomysłu, jak walczyć, jak tępić. No bo co - zwracać uwagę ludziom na ulicy? Bojkotować przedstawienia? Nie wiem.

Ania_25
08-31-2011, 23:39
Z tego, co wiem, to język angielski nie pozwala na aż taką 'twórczość. A czy inne języki są równie bogate w tym wymiarze?
Oj... Chyba filmów nie oglądasz, szczególnie tych policyjnych albo słuchasz lektora. Ja wyłączam lektora i nie czytam napisów. Tam fuck fuck'a pogania, a te różne son of'y są na porządku dziennym.
Już nie powiem, czego można nasłuchać się na ulicach Londynu... Oczywiście, niekoniecznie na Oxford Street. ;)
Każdy język ma swoją "twórczość"... a wulgaryzmy są pewna stałą.

NightMonkey
08-31-2011, 23:57
Czy rażą mnie wulgaryzmy?

To zależy: jeśli ktoś używa np. naszego uniwersalnego i rozpoznawalnego za granicą słowa "k**wa" zamiast znaku przystankowego/ pauzy w trakcie mówienia lub co drugie wypowiedziane słowo to przekleństwo to owszem, razi mnie to.

Ale "eliminowanie" wulgaryzmów jest nachalnością w druga stronę. Czasem użycie wulgaryzmu jest uzasadnione. Załóżmy, że ktoś miał bardzo zły dzień (stłuczka samochodowa, zwolnienie z pracy, inne nieprzyjemne zdarzenie w ciągu jednego dnia), to jak ma to odreagować nie niszcząc przy tym cudzej własności? Krzyknąć "Niech to gęś kopnie"?:D

p_trudzik
09-01-2011, 09:08
Rzeczywiście zdaje się być coraz więcej przyzwolenia na wulgaryzmy, nawet w naszym polskim zatwardziałym społeczeństwie. Zauważyliście, że już nawet w telewizji coraz rzadziej przekleństwa są "wypikiwane".

Do tego powstaje coś w rodzaju połowicznych wulgaryzmów, typu zajefajne. niby nic, a jednak gdzieś tam ten wulgaryzm siedzi.

Poza tym, nawet jeśli jest to jakaś forma bogactwa językowego, ktoś używający przekleństw jak przecinków nie pozostawia po sobie dobrego wrażenia.

Z drugiej strony, fajnie się może takie rzeczy tłumaczy :)

Polecam: http://www.youtube.com/watch?v=0wIZoCfgSFw

kasik2485
09-01-2011, 09:26
Fakt, wulgaryzmy są coraz częściej spotykane, teoretycznie dzięki temu (czy raczej - przez to) powinniśmy się bardziej do nich niejako przyzwyczaić, nie powinny nas aż tak bardzo razić, jednak wydaje mi się, że tak nie jest. Jeszcze na ulicy - pal licho, są różni ludzie. Mnie wciąż rażą wulgaryzmy np. w teatrze, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że to część intencji autora sztuki, że taki, a nie inny efekt zamierzał osiągnąć itd. Ale razi.
Czy walczyć? Hmm, ja nie mam pomysłu, jak walczyć, jak tępić. No bo co - zwracać uwagę ludziom na ulicy? Bojkotować przedstawienia? Nie wiem.

A po co chcesz z tym walczyć? To nawet nie ma sensu, bo ani nie ma takiej siły, która by wulgaryzmy zwalczyła, a i determinacji pewnie by Ci brakło. Poza tym jak ktoś świetnie zauważył wulgaryzmy są pewną stałą w naszym języku, nieważne czy dobrze czy źle, ale są i już. My jako tłumacze powinniśmy najwierniej oddać zamysł autora, więc jak wulgaryzm jest, to czy nas to drażni czy nie, przetłumaczyć go należy!

Apaczonka
09-01-2011, 09:36
Zgadzam się z tymi, którzy piszą, że wulgaryzmów jest dużo. I to zdecydowanie za dużo... Nie do końca jestem zgodna ze zdaniem, że są one bogactwem naszego języka - przez takie "bogactwo" ludzie na przykład zapominają inne przymiotniki (przecież wszystko jest zaje...) - a przecież jest wiele innych pięknych wyrazów, które mogłyby oddać zachwyt rozmówcy... Ja od zawsze jestem zdecydowanie przeciwna wulgaryzmom i rażą mnie one dosłownie wszędzie. To przykre, że w mediach staje się to czymś coraz bardziej akceptowalnym, a niektórzy wręcz okazują takim osobom publicznym więcej sympatii, bo wydają się im bardziej "swojskie"...

mateusz_pawlowski
09-01-2011, 11:21
W moim odczuciu większy ilościowy udział wulgaryzmów w dyskurskie publicznym, rozmowach prywatnych to tylko symptom zmian zachodzących w języku i tworzonej przez język przestrzeni społecznej. Wulgaryzm to nie tylko sama forma (dla nie których nie do zaakceptowania), ale też bardzo intensywnie przekazywana treść i najwidoczniej istnieje duża potrzeba by ją stosować.

polecam: http://wyborcza.pl/1,76842,9846793,Uwaga__przeklenstwa__Cztery_slowa_ i_rozmowa.html

kasik2485
09-01-2011, 12:16
Nie wiem za bardzo do czego ma prowadzić ta dyskusja, czy jest na temat wulgaryzmów ogólnie, wystepujących w języku polskim, czego nikt z nas nie zatrzyma, więc nie ma się chyba co na ten temat za bardzo rozwodzić, czy może chodzi o ich tłumaczenie, co jest sprawą oczywista, że powinno się to robić?
A wulgaryzmy bogactwem może i nie są, jak inne piękne przymiotniki, ale SĄ częścią języka polskiego i już będą, więc nie zapominajmy o nich mimo wszystko (aczkolwiek nie namawiam do używania :))

Ania_25
09-01-2011, 15:47
A wulgaryzmy bogactwem może i nie są, jak inne piękne przymiotniki, ale SĄ częścią języka polskiego i już będą, więc nie zapominajmy o nich mimo wszystko (aczkolwiek nie namawiam do używania :))
Nie ulega wątpliwości, że wulgaryzmy są częścią języka, ich udział w naszym życiu rośnie ze względu na dziwne, społeczne przyzwolenie. Nawet w są tytuły prasowe, dla których używanie wulgaryzmów jest cnotą. Pewnie też wulgaryzmy będą coraz częściej pojawiały się w tekstach przeznaczonych do tłumaczenia. Tłumacz ma przekładać tekst wiernie. Z tego powodu należy przyjąć, że wierność tłumaczenia wymaga używania wulgaryzmów przez tłumacza.:confused:
Czy gdzieś popełniłam błąd we wnioskowaniu?

cynamonowapanna
09-01-2011, 22:03
[QUOTE=Ania_25;61362
Czy gdzieś popełniłam błąd we wnioskowaniu?[/QUOTE]

Tylko w tym punkcie, w którym założyłaś, że tłumacz ma tłumaczyć wiernie. Bo czasem sytuacja wymaga od niego, żeby przestał być zwykłą maszynką do przekładania i żeby zaczął być moderatorem dialogu :)

Wydaje mi się, że coraz częściej używamy wulgaryzmów, bo przestajemy zdawać sobie sprawę z ich niestosowności, a ich "ciężar" zmniejsza się. Bo czy popularne "zajebisty" odbieramy jako tak bardzo rażące? Im częściej je słyszymy, tym wydaje się nam ono mniej wulgarne, a tym samym łatwiej je akceptujemy.

Język pozbawiony wulgaryzmów dużo traci. Nie można oczywiście przesadzać i używać jedynie słów niecenzuralnych, ale ich nieduża dawka w pewnych sytuacjach miewa swój urok. Ot, chociażby tu:http://forum.pclab.pl/topic/110924-P-is-for-Prefix-18/

Spróbujcie się nie uśmiechnąć :cool:

Ania_25
09-01-2011, 22:17
Miło mi, że prawie ze mną się zgadzasz cynamonowapanno. Naprawdę. Mam jednak pewnie uwagi do tego "prawie" właśnie. :D
Mówisz, że popełniłam błąd:
Tylko w tym punkcie, w którym założyłaś, że tłumacz ma tłumaczyć wiernie. Bo czasem sytuacja wymaga od niego, żeby przestał być zwykłą maszynką do przekładania i żeby zaczął być moderatorem dialogu :)
To jest co najmniej dyskusyjne założenie. Tłumaczenie wierne nie oznacza, że tłumacz występuje w roli maszyny, lecz tworzy kopię wypowiedzi w innym języku. Nie wyobrażam sobie tłumacza, który w czasie tłumaczenia poucza nadawców lub kierunkuje ich wypowiedzi.
Nie rozumiem więc też tego, jak tłumacz ma moderować dialog, skoro jego zadaniem jest przekład. W jakich sytuacjach ma moderować ten dialog? Między kim ma moderować ten dialog?
Moderatorem z reguły jest kto inny, a tłumacz przekłada chyba tylko treści z jednego języka na inny.

cynamonowapanna
09-01-2011, 22:37
To jest co najmniej dyskusyjne założenie. Tłumaczenie wierne nie oznacza, że tłumacz występuje w roli maszyny, lecz tworzy kopię wypowiedzi w innym języku. Nie wyobrażam sobie tłumacza, który w czasie tłumaczenia poucza nadawców lub kierunkuje ich wypowiedzi.

A ja - jak najbardziej. Czasem osoba, której wypowiedź tłumaczymy, może nie zorientować się, że może ona kogoś urazić. A np. podczas rozmów biznesowych może to być brzemienne w skutki. Wtedy może jednak lepiej dopytać, czy rzeczywiście, taka jest jej intencja. Jeśli rzeczywiście ma zamiar obrazić/zdenerwować rozmówcę - tłumaczymy jak Pan Bóg przykazał, jeśli nie, zawsze możemy uładzić wypowiedź. Wszystko zależy od układu, jaki mamy ze zleceniodawcą.

Poza tym, zwróć uwagę na to, że nie raz osoba, zlecająca ci pracę może nie chcieć wulgaryzmów w tłumaczeniu np. list dialogowych. I choćbyś nie wiem, jak się zarzekała, że rzucający na prawo i lewo "paniami lekkich obyczajów" bohater nie może nagle przemówić gładkim Bolesławem Prusem, to zleceniodawca ma prawo poprosić cię o zrezygnowanie z wulgaryzmów w tłumaczeniu.
Czy będzie wtedy wierne? Raczej nie.
Czy wypełnisz obowiązek tłumacza? Raczej tak.

Ania_25
09-01-2011, 22:56
Czasem osoba, której wypowiedź tłumaczymy, może nie zorientować się, że może ona kogoś urazić. A np. podczas rozmów biznesowych może to być brzemienne w skutki. Wtedy może jednak lepiej dopytać, czy rzeczywiście, taka jest jej intencja.
Myślę podobnie. W takim razie nie zrozumiałyśmy się, bo czym innym jest dopytanie, a czym innym moderowanie. Właśnie o to moderowanie mi chodziło, więc wyjaśnienie przyjęłam do wiadomości. :)
Poza tym, zwróć uwagę na to, że nie raz osoba, zlecająca ci pracę może nie chcieć wulgaryzmów w tłumaczeniu np. list dialogowych. I choćbyś nie wiem, jak się zarzekała, że rzucający na prawo i lewo "paniami lekkich obyczajów" bohater nie może nagle przemówić gładkim Bolesławem Prusem, to zleceniodawca ma prawo poprosić cię o zrezygnowanie z wulgaryzmów w tłumaczeniu.
To też rozumiem. Życzenie zleceniodawcy jest dla tłumacza rozkazem. Mówisz jednak tylko o jednej z wielu możliwych sytuacji, w których tłumacz występuje.
A co z wiernością tłumaczenia tekstów np. literackich, publicystycznych, filmowych? To trochę tak, jakby zmieniać intencje autora, a nawet na cenzurę wygląda.
Oczywiście, wiem... kontakt z autorem i takie tam... Nie jestem złośliwa i wiem, że wszystko można wytłumaczyć. ;)
Po prostu jestem ciekawa opinii w tych sprawach :)

joko
09-10-2011, 09:37
Ja mam mieszane uczucia co do przekleństw.Chyba dla mnie wszystko się sprowadza do umiaru. Lubię użyć mocnych słów, ale nie lubię gdy ktoś ich używa jako przecinka. Nie chciałabym również słyszeć przekleństw od dzieci, a niestety będzie to coraz bardziej powszechne, skoro tyle można usłyszeć w przestrzeni publicznej.

NightMonkey
09-10-2011, 10:16
Ja mam mieszane uczucia co do przekleństw.Chyba dla mnie wszystko się sprowadza do umiaru. Lubię użyć mocnych słów, ale nie lubię gdy ktoś ich używa jako przecinka. Nie chciałabym również słyszeć przekleństw od dzieci, a niestety będzie to coraz bardziej powszechne, skoro tyle można usłyszeć w przestrzeni publicznej.

Problem polega na tym, że przekleństwa miały kiedyś większą "moc", ponieważ były używane rzadko. Obecnie, wiele osób wykształciło w sobie dziwny nawyk przeklinania w każdym zdaniu. A jeśli coś jest masowo używane, traci na wartości i mocy. W polskich filmach, przekleństwa (nawet jeśli są dość kreatywne, np. w "Symetrii") są głównym źródłem rozrywki i humoru dla dużej części widowni.

zmillka
09-10-2011, 17:51
Mam wrażenie, że niektórzy czują misję walki z wulgaryzmami, mają ideę zachowania czystości języka ojczystego, uważają, że ta „naleciałość” w języku jest niedopuszczalna, karygodna, świadcząca jak najgorzej o osobie, która ich używa. Trochę mnie to bawi. Nie byłabym taka bezwzględna i nie uważam, żeby wulgaryzmy nagle stały się plagą XXI wieku. Są one często środkiem ekspresji, wyrazem buntu przeciw rzeczywistości, anarchii i największej wolności, największego dobrobytu, jaki kiedykolwiek znany był człowiekowi. Ogólnie mamy do czynienia ze zgrubieniem rzeczywistości, wszystko staje się masowe, a przez to bardziej chamskie, panuje chaos i zdziczenie. Problem polega właśnie na tym, że dzisiejsze pokolenie nie ma z czym walczyć, tak jak kiedyś nasi dziadkowie czy rodzice. Wulgaryzmy to dowód na to, że język żyje i niekoniecznie muszą one zubożać język, jeśli są stosowane odpowiednio. Wulgaryzmy to też część kultury. W „ Szewcach” Witkacy stosował różne wymyślne przekleństwa i wulgaryzmy. W powieści Michała Witkowskiego „Lubiewo” jest ich pełno, ale nie mają charakteru obelżywego, nie mają też na celu obrażenie lub zlekceważenie kogoś lub czegoś, ale mają za zadanie odgrodzenie się od języka publicznego, bowiem zjawiska opisane przez autora nie mają określenia w dyskursie publicznym. Są one tam jak najbardziej na miejscu, bowiem bez nich ta książka nie miałby sensu. Nie wyobrażam sobie, że książka ta miałaby zostać napisana pięknym, wygładzonym językiem. Warto zaznaczyć, że słowa, które kiedyś uważane były za wulgarne dziś postrzegane są jako neutralne. Język żyje i ma się dobrze.

Swoją drogą wulgaryzmy nie powinny dziwić, jeżeli uświadomimy sobie rolę seksu, fizjologii i życia emocjonalnego we współczesnym życiu. Wulgaryzmy odnoszą się bowiem przede wszystkim do sfery ciała i stosunków płciowych.

NightMonkey
09-10-2011, 22:15
Mam wrażenie, że niektórzy czują misję walki z wulgaryzmami, mają ideę zachowania czystości języka ojczystego, uważają, że ta „naleciałość” w języku jest niedopuszczalna, karygodna, świadcząca jak najgorzej o osobie, która ich używa. Trochę mnie to bawi.

Dokładnie tak. Wyobraźmy sobie, że jakimś cudem pozbędziemy się wulgaryzmów. Kto powie, że jutro nie pojawi się jakiś purysta, który zażąda wyrzucenia wszystkich obcych słów z polskiego (połowa, jeśli nie więcej,wykorzystywanego obecnie słownictwa znika). Wiem, że taka teoria zakrawa o histerię, ale nie powinniśmy dokonywać regulacji języka, ponieważ komuś nie podobają się np. przekleństwa.

Należy pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak "złe" słowa. Co najwyżej można ich źle używać.

agaja
09-10-2011, 23:22
Myślę, że rosnąca liczba wulgaryzmów wynika również z faktu, że coraz bardziej ubożeje język przeciętnego Polaka. Wystarczy sprawdzić statystyki przedstawiające poziom czytelnictwa w naszym kraju. Po ile książek miesięcznie/ rocznie sięga Polak?? Warto, też przyjrzeć się oświacie. Ile lektur uczeń szkoły podstawowej, gimnazjum czy szkoły średniej musi przeczytać w całości? Jaki procent dzieci i młodzieży wogóle sięga po książke??

ir_71
09-11-2011, 10:36
Ja mam mieszane uczucia co do przekleństw.Chyba dla mnie wszystko się sprowadza do umiaru. Lubię użyć mocnych słów, ale nie lubię gdy ktoś ich używa jako przecinka. Nie chciałabym również słyszeć przekleństw od dzieci, a niestety będzie to coraz bardziej powszechne, skoro tyle można usłyszeć w przestrzeni publicznej.

Rzeczywiście używanie przekleństw przez dzieci jest coraz bardziej powszechne. Niestety wydaje mi się, że dużą rolę odgrywa tu przyzwolenie na takie zachowania. Wiele razy byłam świadkiem sytuacji, kiedy małe dziecko, które ledwie nauczyło się mówić, wykrzykuje przekleństwo budząc tym ogólną radość i zachwyt osób dorosłych. Czego więc mamy się spodziewać?

finchmeister
09-11-2011, 11:03
Rzeczywiście używanie przekleństw przez dzieci jest coraz bardziej powszechne. Niestety wydaje mi się, że dużą rolę odgrywa tu przyzwolenie na takie zachowania. Wiele razy byłam świadkiem sytuacji, kiedy małe dziecko, które ledwie nauczyło się mówić, wykrzykuje przekleństwo budząc tym ogólną radość i zachwyt osób dorosłych. Czego więc mamy się spodziewać?

To wynika z faktu, iż nasze społeczeństwo jest wyjątkowo mierne pod względem intelektualnym, niestety...


Przechodząc do pytania, postawionego na samym początku, uważam, iż są dwie strony tej sprawy. Po pierwsze, stosowanie wszelkiego rodzaju k**ew itp. jako "przecinki" etc. doprowadza do degeneracji naszego języka, z drugiej znowu strony nie można całkowicie tego wyeliminować - jest to, tak jak już ktoś wcześniej powiedział, "bogactwo językowe", które może niektórym ludziom nawet pomagać (np. w sytuacji stresogennej, soczyście wypowiedziana k***a wielu ludziom często pomaga).

Konkluzja jest raczej oczywista - co za dużo, to niezdrowo i to również tyczy się wulgaryzmów.

egryglewicz
09-11-2011, 11:55
Wiem, że niewiele osób tak postępuje, ale ja nie używam wulgaryzmów i nie lubię kiedy ktoś w mojej obecności to robi. Nie jestem za wyrzuceniem przekleństw z języka polskiego. Jeśli komuś to pomaga, to proszę bardzo, tylko nie zmuszajcie innych do wysłuchiwania bluzg. Jeśli film lub książka mnie razi, ze względu na duże i niepotrzebne użycie wulgaryzmów, mogę zrezygnować z tych form, jednak w rozmowie nie mam już takiej opcji. Pomyślmy o rozmówcy, zwłaszcza jeśli to jest dziecko, bo jak wiadomo, przykład idzie z góry.

urchin
09-11-2011, 12:05
W filmach amerykańskich, jasne, jest wiele wulgaryzmów, nawet w tych dla dzieci, ale czy to dobre, by je tłumaczyć i żeby polskie produkcje się do nich upodabniały? Widok przeklinającego trzylatka mnie przeraża, dlatego uważam, że powinniśmy wulgaryzmy ograniczyć, nie tylko w mediach.

Agusek
09-12-2011, 01:15
W filmach amerykańskich, jasne, jest wiele wulgaryzmów, nawet w tych dla dzieci, ale czy to dobre, by je tłumaczyć i żeby polskie produkcje się do nich upodabniały? Widok przeklinającego trzylatka mnie przeraża, dlatego uważam, że powinniśmy wulgaryzmy ograniczyć, nie tylko w mediach.

A ja jestem przeciwko ograniczaniu wulgaryzmów w filmach. Omijanie kwiecistych wstawek w filmach, albo co jest jeszcze gorsze, łagodzenie ich tonu, sprawia, że film traci na autentyczności. Wyobraźmy sobie np. porachunki gangów i wymianę zdań typu:

I'm gonna fucking chop your fucking head off, you fucking fuck!
Tłumaczenie: "Obetnę ci głowę, draniu!"

Każdy z bohaterów ma specyficzny sposób mówienia i nawet jeśli w tym sposobie dominują wulgaryzmy, to polski widz powinien usłyszeć dokładnie to samo, co widz anglojęzyczny.

inez415
09-12-2011, 13:20
Rzeczywiście wulgaryzmy są coraz częściej spotykane w naszym kraju. Używają ich nawet małe dzieci - takie które nawet nie potrafią dobrze wypowiedzieć "r". Ostatnio zresztą spotkałam się z grupką 7,8-latków, które na koniec wakacji zrobiły sobie, nazwijmy to imprezę pożegnalną, pijąc, paląc no i oczywiście przeklinając. Wśród starszych osób wulgaryzmy tak nie rażą, o ile oczywiście nie są używane w nadmiarze. Natomiast jeśli słyszymy to od dzieci - to naprawdę trudno czasem tego słuchać.

kasik2485
09-15-2011, 12:57
Wiem, że niewiele osób tak postępuje, ale ja nie używam wulgaryzmów i nie lubię kiedy ktoś w mojej obecności to robi. Nie jestem za wyrzuceniem przekleństw z języka polskiego. Jeśli komuś to pomaga, to proszę bardzo, tylko nie zmuszajcie innych do wysłuchiwania bluzg. Jeśli film lub książka mnie razi, ze względu na duże i niepotrzebne użycie wulgaryzmów, mogę zrezygnować z tych form, jednak w rozmowie nie mam już takiej opcji. Pomyślmy o rozmówcy, zwłaszcza jeśli to jest dziecko, bo jak wiadomo, przykład idzie z góry.

Oczywiście szanuje twoje zdanie, ale nasuwa mi się jedno pytanie: odrzuciłabyś zlecenie tłumaczenia, jeśli w tekście byłoby za dużo wulgaryzmów? I drugie pytanie: czy złagodziłabyś tekst filmowy, tak by tych wulgaryzmów nie użyć (zakładając oczywiście, że jest to film akcji, załóżmy gangsterski i nie mają dostępu do niego dzieci poniżej 15 roku życia)?

cynamonowapanna
09-16-2011, 10:23
Oczywiście szanuje twoje zdanie, ale nasuwa mi się jedno pytanie:

Wiem, pytanie nie do mnie, ale się poczuwam do odpowiedzi ;)

odrzuciłabyś zlecenie tłumaczenia, jeśli w tekście byłoby za dużo wulgaryzmów?

Na pewno porządnie bym się nad tym zastanowiła, przynajmniej jako początkujący tłumacz. Wulgaryzmy w języku to zazwyczaj bardzo rozbudowany system, pełen subtelności. I znaleźć dobry odpowiednik nieraz jest trudno. To już chyba lepiej powycinać wszystko, niż każdy wulgaryzm tłumaczyć przez zwykłe kur**.

I drugie pytanie: czy złagodziłabyś tekst filmowy, tak by tych wulgaryzmów nie użyć (zakładając oczywiście, że jest to film akcji, załóżmy gangsterski i nie mają dostępu do niego dzieci poniżej 15 roku życia)?

Tak. Jeśli mój zleceniodawca wyraźnie by o to prosił.

gokuba
09-16-2011, 22:04
Zgadzam się niestety że standardy edukacji oraz dobre wychowanie często jest tylko mitem w dzisiejszych czasach , jedno z rozwiązań jakie przychodzą mi do głowy to wychowanie swoich dzieci taj jak uważamy najlepiej.

Aga12
09-16-2011, 22:09
Myślę, że rosnąca liczba wulgaryzmów wynika również z faktu, że coraz bardziej ubożeje język przeciętnego Polaka. Wystarczy sprawdzić statystyki przedstawiające poziom czytelnictwa w naszym kraju. Po ile książek miesięcznie/ rocznie sięga Polak?? Warto, też przyjrzeć się oświacie. Ile lektur uczeń szkoły podstawowej, gimnazjum czy szkoły średniej musi przeczytać w całości? Jaki procent dzieci i młodzieży wogóle sięga po książke??

Tak się zastanawiam czy np. mieszkaniec z najbardziej zakazanej części Pragi w przedwojennej Warszawie, czytał więcej niż Polak z 2011 roku i czy jego słownictwo było mniej zubożone i mniej obfite w wulgaryzmy:rolleyes:.

NightMonkey
09-16-2011, 22:30
Tak się zastanawiam czy np. mieszkaniec z najbardziej zakazanej części Pragi w przedwojennej Warszawie, czytał więcej niż Polak z 2011 roku i czy jego słownictwo mniej zubożone i mniej obfite w wulgaryzmy:rolleyes:.

Szczerze w to wątpię. Rosnąca liczba internautów przyczynia się chcąc nie chcąc do wzrostu czytelnictwa. To co ludzie czytają jest natomiast zupełnie inną sprawą i pozostawia wiele do życzenia.
Polecam natomiast opinię ludzi kultury na temat wulgaryzmów:
http://www.youtube.com/watch?v=s_osQvkeNRM

solens
09-16-2011, 22:54
"Things not being necessary is what makes life interesting" - ciekawy materiał.

A co myślicie na temat brzmienia polskich wulgaryzmów w porównaniu do wulgaryzmów w językach obcych? Znajomy Szkot, mieszkający w Polsce od dłuższego czasu i mówiący zresztą już dość dobrze po polsku, stwierdził ostatnio, że jednak te polskie przekleństwa "mają swój urok" :)

p_trudzik
09-17-2011, 09:29
Oczywiście szanuje twoje zdanie, ale nasuwa mi się jedno pytanie: odrzuciłabyś zlecenie tłumaczenia, jeśli w tekście byłoby za dużo wulgaryzmów? I drugie pytanie: czy złagodziłabyś tekst filmowy, tak by tych wulgaryzmów nie użyć (zakładając oczywiście, że jest to film akcji, załóżmy gangsterski i nie mają dostępu do niego dzieci poniżej 15 roku życia)?

Również wiem, że pytanie nie do mnie, ale wątek bardzo mnie zaciekawił.

Wydaje mi się, że kiedy tłumaczymy jakiś tekst nie możemy sobie ot tak po prostu usunąć z niego wulgaryzmy, ponieważ byłaby to znaczna ingerencja w autorski tekst. Zmieniłoby to zupełnie przekaz jaki zamierzył autor. Myślę, że w takiej sytuacji nie możemy brać pod uwagę naszych preferencji, a co najwyżej na samym początku odrzucić tłumaczenie, ładnie dziękując zleceniodawcy.

Natomiast jeśli zleceniodawca zażyczy sobie złagodzenia wulgaryzmów, albo ich usunięcia zrobiłabym to bez wahania. W końcu: klient nasz pan! :)

NightMonkey
09-17-2011, 20:52
Natomiast jeśli zleceniodawca zażyczy sobie złagodzenia wulgaryzmów, albo ich usunięcia zrobiłabym to bez wahania. W końcu: klient nasz pan! :)

Prawda, chociaż gdybym miał możliwość, to doradziłbym klientowi, aby zachować charakter danego tłumaczenia. Jeśli klient będzie się jednak upierał to trudno, wulgaryzmy muszą zniknąć.

Ale pojawia się inny problem: w wielu przypadkach, po usunięciu wulgaryzmów pozostanie pewna "pustka", którą trzeba wypełnić, aby dane dzieło nie wypadło zbyt dziwnie. W przypadku zastosowania wulgaryzmów do celów humorystycznych, pozostanie nam kompensacja z użyciem dodatkowych żartów, gier słownych itp.
Ale co zrobić z np. filmami gangsterskimi?

kama68
09-17-2011, 22:38
Ja osobiście odnoszę wrażenie,że ludzie uważają,że skoro niektórzy politycy czy ogólnie ludzie znani publicznie używają wulgaryzmów na co dzień to wszystko jest w porządku i nie zastanawiają się jak ich sposób wypowiedzi może odbierać otocznie.

kasik2485
09-18-2011, 15:54
Otoczenie swój rozum i zasady dobrego wychowania ma i nie musi robić tego samego co inni, a jeżeli wyżej wymienionych zasad dobrego wychowania nie posiada, to pewnie i tak za późno, żeby ją/jego nauczyć. Nie popadajmy w paranoję i nie zastanawiajmy sie nad każdym słowem, bo ktoś może wziąć zły przykład! No rozumiem jeszcze osoby publiczne, chociaż to też są tylko ludzie i większości z nas zdarza się rzucić jakimś przekleństwem.

Konata
09-18-2011, 16:06
Przekleństwa mają nawet określoną funkcję, chociaż jeśli używane są w zbyt dużym nasileniu i taka argumentacja do mnie nie przemawia.

Ostatnio bardzo zaskoczył mnie fakt, kiedy pewien pan komentujący bieżące wydarzenia polityczne i ekonomiczne w Polsce użył słowa "zajefajnie". Niby tak bardzo nie razi, ale w pewien sposób poczułam się poruszona/zaskoczona/ zszokowana, oburzona raczej nie. Niemniej jednak użycie takiego określenia w Polskim Radiu w programie publicystycznym było dla mnie pewną niespodzianką.

Co sądzicie o podobnych sytuacjach?

kasik2485
09-18-2011, 16:21
Dla mnie generalnie "zajefajnie" jest jakimś dziwnym tworem. Bardzo nie lubię tego wyrazu, jeżeli ktoś już chce coś wyrazić, to niech ma odwagę przeklnąć lub niech użyje innego słowa, a nie miesza słownictwo młodzieżowe z wulgaryzmem, w ogóle nie wiadomo po co?:)

Arioch
09-18-2011, 17:26
Tego "zajefajnie" aż tak bym się nie czepiał, póki nie wychodzi poza ramy użycia potocznego. Język jak wiadomo giętkim jest i akurat tworzenie takich łamańców i ich upowszechnienie moim zdaniem jest dla języka polskiego lepszym zjawiskiem, niż kolejne przejęte słowo czy zwrot w języku angielskim, nie wspominając o słowach jednoznacznie wulgarnych. Cały ambaras jest w tym, żeby używający pamiętał, gdzie i kiedy można go użyć, a gdzie i kiedy nie.

panna-marchewka
09-18-2011, 17:59
Z usuwaniem wulgaryzmów - nie tylko z filmów gangsterskich - trzeba uważać, bo efektem mogą być niezamierzone przez tłumacza efekty komiczne (zwłaszcza w przypadku języka angielskiego, którego najpopularniejsze przekleństwa są generalnie dosyć dobrze znane), szczególnie jeśli widać mówiącego, który wygląda, jakby wyrazów używał. Ładnie obrazuje to dość znany skecz Macieja Stuhra :) W tekście pisanym można jakoś łatwiej zapełnić tę pustkę, bo jest mniej wyraźna, ale i tak usunięcie ich zmienia charakter tekstu (bo zakładamy, że nadawca po coś ich jednak użył). Trzeba więc w miarę możliwości unikać takich tłumaczeń, jeśli komuś trudno jest złapać dystans do tekstu.

AleksandraRybak
09-18-2011, 21:48
Zdecydowanie wulgaryzmy są coraz częściej widoczne w języku. Już nawet w telewizji nie wszystkie wulgarne słowa są "wypikane". Słowo np. zajebiś*** już nie jest uważane za wulgarne i używane jest niemalże wszędzie i przez wszystkich. Na pewno wulgaryzmy działają na szkodę naszego języka.

Arioch
09-19-2011, 03:54
Zdecydowanie wulgaryzmy są coraz częściej widoczne w języku. Już nawet w telewizji nie wszystkie wulgarne słowa są "wypikane". Słowo np. zajebiś*** już nie jest uważane za wulgarne i używane jest niemalże wszędzie i przez wszystkich.

No tak, ale wchodzenie wulgaryzmu do kanonu formalnej polszczyzny może być też normalnym procesem i wiele słów, które kiedyś były nazwijmy to "mało eleganckie" dziś funkcjonuje jako pełnoprawne słowa. Ulubiony przykład mojej polonistki z liceum, słowo "kobieta" też ma swoją długą historię, a czy ktokolwiek o niej dziś pamięta? Zapewne w bliższej lub dalszej przyszłości niejedno słowo mające dziś odcień jednoznacznie wulgarny wejdzie do języka potocznego, a może i do formalnego. Słowo "zajebisty" może być właśnie przykładem takiego procesu.

cynamonowapanna
09-22-2011, 09:32
No tak, ale wchodzenie wulgaryzmu do kanonu formalnej polszczyzny może być też normalnym procesem i wiele słów, które kiedyś były nazwijmy to "mało eleganckie" dziś funkcjonuje jako pełnoprawne słowa. Ulubiony przykład mojej polonistki z liceum, słowo "kobieta" też ma swoją długą historię, a czy ktokolwiek o niej dziś pamięta? Zapewne w bliższej lub dalszej przyszłości niejedno słowo mające dziś odcień jednoznacznie wulgarny wejdzie do języka potocznego, a może i do formalnego. Słowo "zajebisty" może być właśnie przykładem takiego procesu.

Prawda!
I trzeba pamiętać, że ten proces działa w dwie strony, tzn. część słów traci swój wydźwięk wulgarny czy negatywny, tak jak "kiepski" czy też wspomniana "kobieta", ale część z nich je zyskuje (patrz np. jeszcze nie tak dawno całkiem niewinny "kutas"). To jest fascynująca kwestia. Dzięki temu widać, że język na prawdę żyje.

Może przychodzą komuś do głowy jakieś ciekawe przykłady takich słów, które ostatnio stały się wulgaryzmami?

egryglewicz
09-23-2011, 21:54
Oczywiście szanuje twoje zdanie, ale nasuwa mi się jedno pytanie: odrzuciłabyś zlecenie tłumaczenia, jeśli w tekście byłoby za dużo wulgaryzmów? I drugie pytanie: czy złagodziłabyś tekst filmowy, tak by tych wulgaryzmów nie użyć (zakładając oczywiście, że jest to film akcji, załóżmy gangsterski i nie mają dostępu do niego dzieci poniżej 15 roku życia)?

Pisałam tutaj raczej o użyciu wulgaryzmów w języku polskim, a nie o ich tłumaczeniu. Opowiadając na Twoje pytania, jeśli dane zlecenie by mi się spodobało, pomimo użycia dużej ilości wulgaryzmów, to przyjałabym je i przetłumaczyła przekleństwa tak aby oddać treść oryginału. Nie chciałabym zmieniać pierwotnej wersji, chyba że taki byłby zamysł zleceniodawcy. Nie zmienia to faktu, że nie popieram używania wulgaryzmów w przestrzeni publicznej.

Marzena_
10-03-2011, 09:50
Wg mnie w pewnych sytuacja można sobie pozwolić na przekleństwa np. w filmach o walce gangów.
W tej sytuacji musimy użyć przekleństwa, bo film bez przekleństw nie będzie wiarygodny.
Natomiast jeśli mamy do czynienia z komedią, to w tej sytuacji nie jest to potrzebne, można jakieś przekleństwo napomknąć, ale i tak brak wulgaryzmów nie zmieni sensu całego filmu.

joader90
10-31-2011, 18:16
Chciałabym poznać waszą opinię na temat tłumaczenia wulgaryzmów w wywiadach dla gazet. Czy powinny one zostać przetłumaczone na takim samym poziomie wulgarności (na zasadzie „jest to swoisty idiolekt danej osoby”)? Czy tłumacz powinien zmniejszyć ten poziom, używając „lżejszego” określenia? Czy całkowicie pozbyć się wulgaryzmów?
Co o tym sądzicie? Jak byście poradzili sobie z tym problemem?

baggins
11-02-2011, 16:02
Ja myślę, że jedną z zasad jest tłumaczenie 'on the same level of expressiveness', tak więc myślę, że trzeba szukać jak najbliższych ekwiwalentów. Mnie zastanawia, czy jeśli w tekście oryginalnym wyraz jest ocenzurowany to czy tłumacz też musi go cenzurować, czy może pozwolić sobie na 'wyrażenie się'?

joader90
11-02-2011, 16:11
Myślę, że ocenzurowanie może zależeć od tego, które polskie słowo ma być użyte (jak dane słowo jest odbierane przez polskie społeczeństwo) lub jak będzie wyglądało ocenzurowanie i czy nie utrudni to zrozumienia tego słowa. Na przykład angielskie „f---” jest zrozumiałe, ale co jeśli dosłowny odpowiednik nie pasuje do kontekstu?

baggins
11-04-2011, 13:00
No właśnie, zapis/forma to następny problem. Ja myślę, że kontekst w tym wypadku odgrywa bardzo ważną rolę. Tłumacz musi zwrócić uwagę na to, czy czytelnik będzie w stanie szybko wywnioskować o jaki wyraz chodzi, bez niepotrzebnego zastanawiania się nad sensem danego zdania. '

joader90
11-04-2011, 13:30
No właśnie, zapis/forma to następny problem. '

Dokładnie.. w związku z tym, mam pytanie: Jak ocenzurować słowo w artykule? Używając popularnych gwiazdek jak w na przykład zaje******? Czy istnieje jakiś oficjalny sposób? Z jakimi sposobami spotkaliście się?

Aga12
11-04-2011, 16:33
Przykładowo jesteśmy tłumaczami w trakcie firmowej imprezy, gdzie uczestnicy wznoszą toast po raz kolejny. Atmosfera się rozluźnia i coraz częściej nasz klient używa niecenzuralnych wyrażeń. Zamiana stylu jego wypowiedzi na oficjalny mija się z celem. Poza tym, jako tłumacze, mamy być przezroczyści i to, co przekazujemy, to nie są nasze własne słowa, ale osoby, którą tłumaczymy. Nie ma czego się bać, bo to nie naszą formę wypowiedzi będzie oceniać publika:)

Ale zapłatę otrzymamy od klienta. A jego życzeniem na pewno nie jest tłumaczenie tego co w stanie niepoczytalności wybełkotał. Nawet jeśli na końcu zapłaci to na drugi raz na pewno nas nie zatrudni.
Z czego wynika, że przed firmowymi imprezami lepiej wcześniej ustalić czy bardzo żarliwie mamy tłumaczyć każde słowo naszego klienta.

student1206
11-04-2011, 16:51
Wg mnie powinniśmy tłumaczyć wulgaryzmy, żeby oddać dosadność wypowiedzi. Od czego są "***"? ;)

Samisa
11-12-2011, 18:55
Zgodzę się ze swoimi poprzednikami co do tłumaczenia wulgaryzmów tak,aby były na tym samym word level co w tekście oryginalnym. Żyjemy w takich czasach,gdy nie trzeba cenzurować każdego jednego słowa. Jeżeli musimy użyć mocnego słowa na 'k' nie wahajmy się! W końcu nie chodzi o to aby zaostrzać słownictwo czy też je cenzurować,a oddać w pełni istotę tłumaczonego tekstu jak na porządnego tłumacza przystało :)

Franky
11-13-2011, 18:41
Jestem zwolennikiem tłumaczenia wulgaryzmów, chociaż myślę, że w wielu wypadkach można pozwolić sobie na zastąpienie angielskiego "fuck" na przykład polskim "kurde". Początkowo, gdy spotykałem się z takim tłumaczeniem list dialogowych w filmach sensacyjnych nieraz zdarzyło mi się parsknąć śmiechem. Jednak doszedłem do wniosku, że większości amerykańskich filmów słyszymy jakieś "fuck", choć film sam w sobie nie jest obrazem wyjątkowo wulgarnym czy pełnym przemocy. Niejednokrotnie takie filmy oglądają całe rodziny, więc teraz ze zrozumieniem wsłuchuje się w zwroty typu "o kurde" czy "goń się". Myślę, że np. wiele amerykańskich komedii sensacyjnych nie traci nic ze swej wartości przez to, że uładzi się parę przekleństw.

Z drugiej strony są też produkcje, w których pozbywanie się przekleństw byłoby znaczną ingerencją w treść filmu.

andrzej
11-14-2011, 11:44
nie powinno się cenzurować czy też upiększać tekstów poprzez pomijanie wulgaryzmów, ponieważ zniekształca to tekst, chociaż tłumacz powinien mieć na uwadze, że czasem odbiorcą tekstu mogą być dzieci ;)

Berenger
12-09-2011, 21:11
nie powinno się cenzurować czy też upiększać tekstów poprzez pomijanie wulgaryzmów, ponieważ zniekształca to tekst, chociaż tłumacz powinien mieć na uwadze, że czasem odbiorcą tekstu mogą być dzieci ;)

A od czego są ostrzeżenie na okładce? :D

Według mnie tłumaczenia tekstu powinny być w miarę możliwości wierne. Podobnie w filmach, przy czym wspomniane wcześniej "fuck" nie jest słowem równie wulgarnym co polskie "k***a, więc kurde mnie akurat specjalnie nie razi.
Co zaś do tłumaczenia spotkań biznesowych, to rola tłumacza nie może ograniczać się tylko do przekładu słowo w słowo.Jakby na to nie patrzeć, to jego słowa i jego klasa są wizytówką firmy. Rozsądny szef to doceni, jak wytrzeźwieje a przetłumaczony wiernie może podziękować za współpracę.

ocuca
12-10-2011, 21:41
Uważam, że wulgaryzmy należy tłumaczyć, jeżeli padają one w tekście literackim czy użytkowym, bo taki był zamysł autora. One podkreślają charakter jego wypowiedzi. Jeśli jednaj chodzi o teksty bardziej oficjalne czy o spotkania biznesowe, wulgaryzmy nie powinny mieć tam miejsca. Tłumacz nie powinien ich również tłumaczyć. Nawet przy lampce wina nie ma on takiego obowiązku. Wystarczy powiedzieć, że w tej chwili padają niecenzuralne słowa ze strony rozmówcy i tyle. Ważny jest przecież wizerunek tłumacza. Osoba, której tłumaczymy, może mieć czasami problem z rozpoznaniem, czy niecenzuralne słowa należą do tłumaczenia czy może są nawykiem samego tłumacza.

Jaroslaw
08-18-2012, 21:40
Jeśli potrzebne jest dokładne tłumaczenie to jak najbardziej, jednak jeśli to rozmowa biznesowa - powinien poprostu przekazywać treść i starać się łagodzić sytuację. Jak wy byście się poczuli gdybyście usłyszeli od tłumacza "to jest poj...e!"?