PDA

View Full Version : Dobra uczelnia


Mariola
08-08-2011, 16:13
Pierwszym krokiem do zawodu tłumacza (jeśli wybieramy ścieżkę zawodową przez zdobycie tytułu magistra filologii) jest wybranie odpowiedniej uczelni. Ja od października zaczynam studia uzupełniające z filologii rosyjskiej na UMCS w Lublinie, gdzie ukończyłam licencjat. Uważam, że nauka rosyjskiego jest na wysokim poziomie. Bardzo podobają mi się zajęcia z tłumaczenia pisemnego. Niestety, do tej pory nie było żadnych zajęć dotyczących tłumaczenia ustnego. Wg informatora studiów, będą tłumaczenia ustne na magisterce.
Może ktoś polecić dobre studia podyplomowe tłumacza języka rosyjskiego?

A Wy gdzie studiujecie? Jesteście zadowoleni ze swoich uczelni?

Natinka
08-08-2011, 16:36
Ja studiuję na UW aglistykę. Są to studia II stopnia i mimo tego,że zaoczne poziom zajęć i ich prowadzenie jest ciekawe i zadowalające. Ze względu na pociąg do tłumaczeń wybrałam secjalizację językoznawczą, w obu semestrach 1 roku wybrałam zajęcia u T. Kamińskiej, Pani była tłumaczem Wałęsy;p Zajęcia bardzo wymgające, praca samodzielna, różne teksty od literackich po prawnicze, zaświadczenia od lekarzy itd. Tłumaczenia ustne i pisemne, a najgorsze było zaliczenie- tłumaczenie a vista zeznań świadka na angielski. Ojoj odrazu dotarło do mnie, że praca tłumacza to nie piece of cake:p

orma
08-08-2011, 21:20
Na UWM w Olsztynie są studia podyplomowe na tłumacza przysięgłego z języka rosyjskiego. Wiem, że kilka osób taki tytuł otrzymało :) Na licencjacie na UMK mieliśmy tłumaczenia, niestety tylko przez rok. Niestety, bo przedmiot bardzo rozwijający i pomocny. Przerabialiśmy najczęściej spotykane dokumenty jak choćby podanie czy upoważnienie, ale tłumaczyliśmy też Konstytucję, Konwencję Praw Dziecka. Na miałam na magisterce na UWM był przekład artystyczny, bardzo konkretny i przydatny. Ćwiczyliśmy przy okazji tłumaczenie symultaniczne, co jest dużym plusem, wiem nad czym muszę popracować:).

Viima
08-09-2011, 00:02
Ja studiuję na UW aglistykę. Są to studia II stopnia i mimo tego,że zaoczne poziom zajęć i ich prowadzenie jest ciekawe i zadowalające. Ze względu na pociąg do tłumaczeń wybrałam secjalizację językoznawczą, w obu semestrach 1 roku wybrałam zajęcia u T. Kamińskiej, Pani była tłumaczem Wałęsy;p Zajęcia bardzo wymgające, praca samodzielna, różne teksty od literackich po prawnicze, zaświadczenia od lekarzy itd. Tłumaczenia ustne i pisemne, a najgorsze było zaliczenie- tłumaczenie a vista zeznań świadka na angielski. Ojoj odrazu dotarło do mnie, że praca tłumacza to nie piece of cake:p

O, wreszcie widzę kogoś z anglistyki UW. :) Ja teraz idę na drugi stopień.
Ogólnie jestem zadowolona z UW, zajęcia też zwykle okazywały się ciekawe i warte uwagi, choć oczywiście zdarzały się niechlubne wyjątki... ;) Wiadomo, nie może być idealnie. Z zajęciami z tłumaczeń było różnie - kilku prowadzących wychwalam pod niebiosa, inni są z kolei przeciętni, ale i tak nie narzekam. Z większością dało się normalnie porozmawiać na zajęciach, a czasem dyskusje przeciągały się też na przerwy między zajęciami... :)

iskierka
08-25-2011, 13:42
Często przeglądam oferty pracy i praktyk w Krakowie i zauważyłam, że jedno z biur tłumaczeń zawsze zaznacza, że jego oferta stażu jest kierowana tylko do studentów i absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sama studiuję na innej uczelni, ale na UJ dostałam się zarówno na licencjat i magisterkę (w obu przypadkach w czołówce listy rankingowej). Nie zmienia to faktu, że na praktyki w tym konkretnym biurze nie mam raczej co liczyć. Denerwuje mnie, że niektórzy pracodawcy przedkładają renomę uczelni nad zdolności kandydatów i nawet nie chce się im przesłać tekstów próbnych i sprawdzić kompetencji. Czy spotkaliście się z podobną sytuacją? Co można zrobić aby uświadomić pracodawcom, że studiowanie na uczelni X niekoniecznie oznacza, że ktoś będzie świetnym stażystą, a studiowanie na uczelni Y od razu go dyskwalifikuje?

agulka129
08-25-2011, 14:34
Cóż, jeśli pracodawca się uparł, pewnie nic nie przekona go do zmiany zdania i faktycznie nie będzie chciał sprawdzić kompetencji osoby, która ukończyła inną, niż preferowaną przez niego, uczelnię. Miałam kiedyś podobną sytuację, gdzie w ofercie praktyk również było zaznaczone, że najchętniej przyjmą osoby z takiej a takiej uczelni... Jest to rzeczywiście irytujące, gdyż z góry skreśla całą masę osób, które mogą być dużo lepsze, niż te, które uczyły się na wybranym przez pracodawcę uniwersytecie.

kasia*
08-29-2011, 16:53
Nie spotkałam się nigdy z odrzuceniem ze względu na ukończony uniwersytet. Wiem jednak, że w przypadku szkół prywatnych sprawa jest dość powszechna, zwłaszcza w większych miastach. Absolwenci anglistyki legitymujący się dyplomem licencjata szkoły prywatnej, nawet jeśli posiadają magistra z uniwersytetu, mogą mieć problemy ze znalezieniem pracy (szczerze mówiąc, sama też wybrałabym kogoś kto od początku studiował na uniwersytecie - w dzisiejszych czasach nie jest sztuką dostać się na studia 2. stopnia nawet na najlepszej uczelni). Z tego powodu zapewne dość częstą praktyką takich studentów jest zatajanie studiów 1. stopnia i podawanie w CV tylko 2. stopnia. Pracodawca zwykle nie orientuje się, w którym roku wprowadzono podział 3+2 i naiwnie myśli, że dany kandydat ukończył na uniwerku studia ciągłe 5-letnie.

mwitkowska
08-29-2011, 17:09
Myślę, że pracodawcy coraz częściej (choć często w sposób kontrowersyjny i nieefektywny) próbują się ustrzec przed niewykwalifikowaną rzeszą absolwentów niektórych płatnych uczelni. Nie ma co ukrywać, że kilka uczelni cieszy się lepszą opinią dotyczącą poziomu kształcenia i często jest to opinia uzasadniona. Wiadomo, że wyjątki zdarzają się - na prywatnej uczelni świetny student bądź leser-szczęściarz kończący uczelnię ze świetną renomą. Zaostrzając w ten sposób wymagania część pracodawców po prostu oszczędza czas. Nie uważam, że jest to dobre rozwiązanie, jednak trzeba też zrozumieć pracodawców.

quenya
09-05-2011, 01:05
Ze strony absolwenta rzeczywiście jest to podejście krzywdzące. Ze strony pracodawcy jednak wygląda to bardziej racjonalnie - mają pewność, że absolwenci ukończyli znaną im uczelnię i są bardziej pewni ich kompetencji. To trochę zrozumiałe. Tak jak ktoś wcześniej napisał - myślę, że to próba ustrzeżenia się przed osobami z uczelni prywatnych, w których nauka przychodzi "dość łatwo" (przynajmniej w większości z nich, bo niczego nie chciałabym tutaj uogólniać). Sama zresztą spotkałam się z trochę odwrotną sytuacją - pracodawca w ogłoszeniu napisał, iż nie przyjmuje aplikacji studentów z uczelni XYZ. A była to uczelnia właśnie prywatna, z dość słabą renomą, którą naprawdę każdy mógł ukończyć z dyplomem magistra.

Ania Gawlikowska
09-05-2011, 09:47
Mimo wszystko, wydaje mi się, że wśród pracodawców pokutuje przekonanie, że prywatne uczelnie są gorsze. I cóż - ja też tak myślę, szczególnie jeśli chodzi o kształcenie językowe (nie biznesowe lub np. psychologiczne, bo są szkoły wyższe skupione tylko na tych dziedzinach i są b.dobre). Niby na prywatnych collegach w KRK wykładaja ludzie z UJ i z Uniw. Pedagogicznego, jednak same instytucje przymują bez egzaminów wstępnych, albo, bez obrazy, "byle kogo". Osobiście znam sytuacje, kiedy dziewczyna w moim wieku, po skończeniu takiego collegu w KRK, przyszła do mnie na korepetycje (to wyszło później, że studiowała), bo dostała pracę w szkole, a jej ang. był na poziomie liceum (!!) - i obie miałyśmy teoretycznie te same uprawnienia do nauczania...
zatem, suma summarum, nie dziwie się pracodawcom, ale sama zapraszałabym wszystkich na rozmowę i tyle.

mwitkowska
09-05-2011, 11:41
Nie każdy pracodawca też musi być ekspertem w każdej dziedzinie - wybierając kogoś z uczelni, która ma dobrą opinię, ma większe szanse na to, że zatrudni odpowiednią osobę.

Cynka87
09-06-2011, 15:06
faktycznie pokutuje taki stereotyp, że prywatne uczelnie są gorsze... z czym ja osobiście się nie zgadzam... bo wszystko zależy od konkretnej uczelni; znam takie co są dużo lepsze od państwówek ale znam też i takie które pod względem uczenia i kształcenia są beznadziejne i biorą każdego bo są nastawione na zarobek... dlatego nie można generalizować... bo to do niczego nie prowadzi... niestety nie zmienia to faktu, że większość pracodawców wciąż woli zatrudniać absolwentów państwówek...

sama miałam okazję doświadczyć takiej sytuacji... (dla wyjaśnienia: ukończyłam Wyższą Szkołę Filologiczną we Wrocławiu) kiedy poszłam na rozmowę kwalifikacyjną pani zamiast pytać o moje umiejętności, doświadczenie etc. namiętnie dopytywała się odnośnie szkoły np. dlaczego szkoła prywatna a nie Uniwersytet Wrocławski? jak pani ocenia poziom szkoły w porównaniu z Uniwersytetem Wrocławskim?? itp. itd. Rozbroiła mnie tym zwłaszcza, że nie umiała zrozumieć że ta moja prywatna szkoła oferowała lepsze wykształcenie gdyż studiowałam w systemie język +język i ukończyłam anglistykę z hiszpańskim a niestety na uniwerku nie oferują takich propozycji a jedynie zwykła filologię.... a szkoda.... tak więc ciągle musiałam jej wyjaśniać że kadra profesorska jest taka sama i nawet robią dokładnie te same testy i egzaminy ale chyba na nic zdały się moje tłumaczenia bo najwyraźniej wg pani lepiej było ukończyć jedynie filologię angielską na uniwerku niż mieć filologie z dwóch języków na prywatnej uczelni...

na szczęście to była jednorazowa sytuacja i więcej nie spotkałam się z tak niemyślącymi osobami:) dla pozostałych pracodawców liczyły się na szczęście moje umiejętności a nie papierek z państwówki:)

dlatego proponuje się nie przejmować, że ktoś jeszcze tak staroświecko myśli... dzisiaj jest zupełnie inaczej i proponowałabym nie przejmować się takimi ludźmi:) być może kiedyś się zrazili do osób i stad takie myślenie( to jeszcze potrafię zrozumieć) a być może są na tyle głupi że wierzą że tylko państwówka czyni ludzi mądrzejszymi;]

Eva
09-07-2011, 13:06
Też widziałam wspomniane na początku ogłoszenie.Jest absurdalne. Problem nie polega na wyborze np. tylko magistrów filologii czy tylko absolwentów uniwersytetów. Takie ograniczenia da się jeszcze obronić (choć nie jestem ich zwolenniczką). W ogłoszeniu jest czarno na białym, że mają to być wyłącznie absolwenci UJ. Tym samym biuro skreśla wszystkich innych absolwentów pozostałych uczelni państwowych czy prywatnych, polskich czy zagranicznych.

iseverin
09-07-2011, 13:29
Niestety u większości pracodawców, z którymi się spotkałam, głównie krakowskich, panuje przeświadczenie, że pierwsi w kolejności są absolwenci UJ. Wiele razy pytano mnie, czy kończyłam tę właśnie uczelnię. Miałam wrażenie, że odpowiedz twierdząca oznaczała uznanie moich kompetencji.

Ania Gawlikowska
09-07-2011, 16:51
Niestety u większości pracodawców, z którymi się spotkałam, głównie krakowskich, panuje przeświadczenie, że pierwsi w kolejności są absolwenci UJ. Wiele razy pytano mnie, czy kończyłam tę właśnie uczelnię. Miałam wrażenie, że odpowiedz twierdząca oznaczała uznanie moich kompetencji.

No cóż, ja jestem podwójną absolwentką UJ i jakoś nikt nie chyli przede mną głowy, ani nie błaga mnie żebym u niego pracowała ;) Nikt jednak mnie też nigdy nie pytał o studia ani UJ, więc może rzeczywiście to jakoś samo mówi za siebie w wyobrażeniu rekruterów.

iskierka
09-07-2011, 21:35
Też widziałam wspomniane na początku ogłoszenie.Jest absurdalne. Problem nie polega na wyborze np. tylko magistrów filologii czy tylko absolwentów uniwersytetów. Takie ograniczenia da się jeszcze obronić (choć nie jestem ich zwolenniczką). W ogłoszeniu jest czarno na białym, że mają to być wyłącznie absolwenci UJ. Tym samym biuro skreśla wszystkich innych absolwentów pozostałych uczelni państwowych czy prywatnych, polskich czy zagranicznych.

Co ciekawe wysłałam do nich maila z zapytaniem o praktyki (nie w odpowiedzi na ogłoszenie tylko tak sama od siebie) i problem uczelni nagle zniknął. Po umówieniu się na rozpoczęcie praktyk znowu pojawiło się ogłoszenie tego biura i znowu zaznaczono, że rekrutacja obejmuje tylko studentów i absolwentów UJ. Pytam się: gdzie sens, gdzie logika?

mhubner
09-08-2011, 12:23
To ciekawe, bo nawet się nie zastanawiałam nad tym problemem w sferze tłumaczy. Ja skończyła Akademię Ekonomiczną i rzeczywiście zawsze byłam dumna z tego, że dobrą uczenię skończyłam. Ale ostatnio wszyscy ludzie, których na swojej drodze napotykam, są po AE i zaczyna mi się wydawać, że znaczenie uczelni dobrej czy lepszej w rankingu, staje się trochę trywialne. Jeżeli chodzi o tłimaczenia, to jak można ocenić dobrego tłumacza, nie sprawdzając jego prawdziwych umiejętności?

iza_bella83
09-08-2011, 14:01
Wydaje mi się, że to krzywdzące dla potencjalnych dobrych tłumaczy czy innych przyszłych pracowników, którzy chcą podjąć pracę w jakiejś firmie, a tam napotykają na klauzulę, że "Przyjmujemy absolwentów po UJcie". No troszkę coś tu nie tak. Myślę, że inne uczelnie również oferują dobre wykształcenie, ale to zależy od samego studiującego, czy będzie się przykładał do nauki czy nie. Oczywiście teraz uczelnie, czy państwowe czy prywatne przyjmują wszystkich jak bądź, ponieważ chcą mieć nabór. Jest niż demograficzny i nie mają studentów, co prowadzi również do obniżenia poziomu, a stąd to wiem, gdyż mój kolega uczy na jednym z wyższych uczelni i mi opowiadał jak jest. Ciężkie czasy nastały...;)

kari189
09-20-2011, 22:33
Chyba na to już nic nie możemy poradzić... Ja tylko raz spotkałam się z tym, iż pracodawca powiedział mi absolwentów jakiej państwowej uczelni nigdy nie przyjąłby ani na staż ani nawet na praktyki, nie wspominając już o pracy w tym miejscu. No cóż, mimo tego, iż dana uczelnia cieszy się złą/dobrą opinią pracodawcy powinni dawać równe szanse studentom! Zdarzają się zdolni studenci na beznadziejnych uczelniach państwowych czy nawet prywatnych... Różnie to bywa moim zdaniem.

anjie
09-21-2011, 09:28
Słyszałam od znajomej , że widziała ogłoszenie z podpisem „Tylko absolwenci państwowych uczelni”. Tej firmie(Tylko absolwenci UJ) pewnie o to mniej więcej chodziło. Nie zgadzam się z tym, że wszystkie prywatne uczelnie są złe i wszyscy ich absolwenci są źli(bo nawet zdarzają się dobrzy). Ale z moich obserwacji wynika, że zdecydowana większość to osoby, które nie dostały się na państwową uczelnie i chcą tylko papierek. Prywatnych uczelni na poziomie w Polsce jest naprawdę garstka. Bo kto chciałby płacić za studia stacjonarne jak może je mieć za darmo na uniwersytecie?

Może sparafrazuję pewną trafną obserwacje, którą znalazłam kiedyś na innym forum: Owszem zdarzają się świetni studenci prywatnych uczelni. Na ziemie też zdarzy się jakiemuś meteorytowi spaść ale nikt nie krzyczy, że niebo wali się mu na głowę.

luiza1008
09-21-2011, 09:33
Absolwenci anglistyki legitymujący się dyplomem licencjata szkoły prywatnej, nawet jeśli posiadają magistra z uniwersytetu, mogą mieć problemy ze znalezieniem pracy (szczerze mówiąc, sama też wybrałabym kogoś kto od początku studiował na uniwersytecie - w dzisiejszych czasach nie jest sztuką dostać się na studia 2. stopnia nawet na najlepszej uczelni).

A dlaczego wybrałabyś kogoś studiującego od początku na uniwersytecie? Masz jakiś powód i logiczne uzasadnienie? Czy kierujesz się jakimś stereotypem, w dodatku nigdzie nie potwierdzonym?
Ja zupełnie się z Tobą nie zgadzam. Jeśli ktoś jest dobry w tym co robi, uczelnia nie jest najważniejsza. Ja wybierając oparłabym się na rozmowie z kandydatem a nie bezmyślnie patrzyła na CV. To jak kupić produkt ze względu na jego cene, bo im droższe tym lepsze.

hanulja12
09-21-2011, 09:56
No cóż, ja jestem podwójną absolwentką UJ i jakoś nikt nie chyli przede mną głowy, ani nie błaga mnie żebym u niego pracowała ;) Nikt jednak mnie też nigdy nie pytał o studia ani UJ, więc może rzeczywiście to jakoś samo mówi za siebie w wyobrażeniu rekruterów.

Mam dokładnie tak samo. Też jestem dwukierunkowcem ujotowcem, ale to nigdy nie wpłynęło na moją kandydaturę, ani pozytywnie, ani negatywnie. Wydaje mi się nawet, że niewiele osób interesowało, jaką uczelnię skończyłam. Chodziło tylko o to, żeby mieć wyższe wykształcenie. Choć i to nie zawsze było priorytetem.
Tak szczerze, to nie zauważyłam, żeby w ogłoszeniach pojawiały się takie wymagania jak ukończenie UJ. Poważnie jest ich aż tak dużo?
Pewnie to będzie niefajne co napiszę, ale z tą renomą UJ to nie jest do końca tak, jak się wydaje...;)

antwuan
09-22-2011, 14:03
Zawsze mówiono, że UJ jest renomowaną uczelnią, na którą ciężko się dostać i utrzymać. Nadal pewnie tak jest, ale wydaje mi się, że renoma UJ jak i innych państwowych uczelni ucierpiała ostatnimi czasy. Co więcej, nie spotkałem się z sytuacją oraz nie słyszałem od innych osób, aby jakiś pracodawca wypytywał o przebieg studiów. Na pewno można polemizować, ponieważ wszystko zależy od ofert pracy i ludzi, ale mimo wszystko legenda UJ gdzieś się zatraciła.

bo2joan
09-23-2011, 13:20
Jak wiadomo, jeszcze paredziesiąt lat temu ukończenie jakichkolwiek studiów oznaczało renomę, a dzisiaj studiuje zdecydowana większość mlodzieży i tytuly niczego nie zapewniają. Czy ukończenie np. UJ jest dobrym wyznacznikiem przygotowania do pracy? Dziś już chyba niespecjalnie. Zarówno na uczelniach państwowych trafiają się slabsi studenci, jak i w słabszysh płatnych szkołach niektórzy mają naprawdę wysoki poziom. Zwłaszcza wobec niżu demograficznego poziom wszędzie zaczyna się coraz bardziej różnicować. Dlatego pracodawcy powinni patrzeć przede wszystkim na umiejętności w praktyce i doświadczenie.

MalgorzSikorska
09-23-2011, 13:47
w dzisiejszych czasach nie jest sztuką dostać się na studia 2. stopnia nawet na najlepszej uczelni).

Nie sztuką jest się dostać, ale czy ukończenie studiów na takiej uczelni nie jest potwierdzeniem osiągnięcia pewnego poziomu? Przynajmniej ja miałam taką nadzieję składając papiery na najlepszy uniwerek jaki był w zasięgu. Studia licencjackie ukończyłam na małej, co prawda państwowej, ale nie renomowanej uczelni i idąc na mgr spodziewałam się, że na nowej uczelni będę miała więcej do roboty, ale za to lepsze przygotowanie i (ale to chyba logiczne) że nie zdam żadnego egzaminu, jeśli nie będę do niego przygotowana...

Mariola
09-23-2011, 14:00
Myślę, że może to wynikać z tego, że te konkretne biura mogą mieć podpisane umowę z UJ na przyjmowanie praktykantów itp. Bo jednak wybór praktykanta czy pracownika tylko ze względu na uczelnię, którą ukończył jest krzywdzące. Lepiej sprawdzić jego umiejętności jakimś testem.

kasia_p
09-23-2011, 14:34
Nie spotkałam się nigdy z odrzuceniem ze względu na ukończony uniwersytet. Wiem jednak, że w przypadku szkół prywatnych sprawa jest dość powszechna, zwłaszcza w większych miastach. Absolwenci anglistyki legitymujący się dyplomem licencjata szkoły prywatnej, nawet jeśli posiadają magistra z uniwersytetu, mogą mieć problemy ze znalezieniem pracy (szczerze mówiąc, sama też wybrałabym kogoś kto od początku studiował na uniwersytecie - w dzisiejszych czasach nie jest sztuką dostać się na studia 2. stopnia nawet na najlepszej uczelni). Z tego powodu zapewne dość częstą praktyką takich studentów jest zatajanie studiów 1. stopnia i podawanie w CV tylko 2. stopnia. Pracodawca zwykle nie orientuje się, w którym roku wprowadzono podział 3+2 i naiwnie myśli, że dany kandydat ukończył na uniwerku studia ciągłe 5-letnie.

Nieszczęsne uczelnie prywatne.... co za absurdalny przesąd, że na prywatnej uczelni nie robi się nic, wystarczy, że płacisz. Otóż moi drodzy muszę Was rozczarować. Jestem absolwentką jednej z warszawskich uczelni prywatnych i zapewniam, że trzeba się wysilić, żeby przebrnąć przez anglistykę na tej uczelni. To, że zapłacisz nie jest ważne, musisz się po prostu uczyć. I jestem pewna, że jest wiele uczelni państwowych (mniejszych lub większych) gdzie nie jest problemem prześliznąć się przez studia (wiem to z relacji tamtejszych studentów lub absolwentów). Dlatego nie wrzucajcie wszystkich do jednego worka. Szkoły prywatne są i lepsze i gorsze - tak samo jak państwówki.