Yasminne
07-03-2009, 22:01
Chciałabym żeby osoby które znają dobrze angielski oceniały moje prace(tłumaczenia), a ktoś kto nie zna języka(nie wiem czy są tu takie osoby, ale pewnie tak, bo nie każdy w końcu tłumaczy w angielskim) - może napisać czy piszę płynnie, a nie teksty w stylu 'kali chcieć jeść', 'napój był wypity', etc.
I proszę pamiętać - mam 12 lat dopiero, więc myślę że i tak dobrze sobie radzę z angielskim jak na ten wiek. Tto po prostu moja pasja i tłumaczenie sprawia mi przyjemność ;] Oczywiście zawsze będę podawała źródła z których tłumaczę. Nnie ukrywam że prawie zawsze będą to fanficki jakichś książek, gdyż po prostu nie mam innych źródeł i pomysłów. No i póki co łatwiej mi tłumaczyć rzeczy o których mam pojęcie - np. w tłumaczeinu drugim są wyrazy typu High Lord, co wcale nie oznacza Wysoki Władca, ale Wielki Mistrz, i jest to postać występująca w pewnej serii książek. Poniższe tłumaczenie jest fanfickiem na podstawie tych książek właśnie, ale prosiłabym jednak nie oceniać O CZYM jest tekst, bo wiadomo, że jednemu się spodoba a drugiemu nie. Chciałabym poznać Wasze opinie, i czy dobrze sobie radzę z językiem jak na te moje 12 lat i naukę od 5. ;]
źródło. (http://www.fanfiction.net/s/5134439/1/You_Are_My_Snow_White)
Dorrien mógł zobaczyć wspaniałe budynki Gildii, gdy jego koń przejechał ostatni zakręt. Przed nim wznosiły się bramy Gildii. Zobaczył swojego ojca stojącego tam by go powitać, i to sprawiło że musiał się uśmiechnąć.
- Dorrien - powiedział i uśmiechnął się - w końcu. Tęskniłem za tobą, synu.
- Ja za tobą też. - Dorrien zeskoczył ze swojego konia i uścisnął krótko Rothena. Wydawał się być szczęśliwy; zmizerniały, ale szczęśliwy.
- Jak się miewasz? - zapytał Dorrien, idąc u boku Rothena ku mieszkaniom magów.
- Dobrze - odpowiedział - a ty? Nie widziałem cię od... 10 lat. Co robiłeś przez ten czas?
- Było mnóstwo roboty - odparł Dorrien - Przybyłbym wcześniej, ale nie chciałem opuścić mojej wioski.
- Jesteś głodny? Spragniony? - zapytał Rothen, gdy przybyli do jego mieszkania.
- Nie, dziękuję. - odpowiedział.
Był żądny porozmawiania o Sonei. Nie widział jej przez 10 lat i chciał ją zobaczyć, by sprawdzić, czy wszystko u niej dobrze. Kiedy wspomniał o niej, uśmiech Rothena stał się wymuszony.
- Wszystko w porządku. Rozmawiałem z nią wczoraj i jest doskonale szczęśliwa. Nie widzę powodu, żebyś powinien odwiedzić ją właśnie teraz. Dlaczego nie poczekasz do jutra, kiedy Administrator i inni Wielcy Magowie przybędą by cię powitać?
Dorrien wzruszył ramionami. "W porządku." Nie chciał przyciągnąć uwagi ojca do swoich palących pytań, od kiedy pragnął dowiedzieć się, jak się ma Sonea. Słyszał że stała się znakomitą Uzdrowicielką i pracowała w slumsach by pomagać biedniejszym ludziom. Dorrien podziwiał ją za to, za chęć wrócenia w taką nędzę, zaniedbując inne dzielnice miasta.
Następnego ranka Dorrien przyłapał się siedzącego na ławce i pozwalającego słońcu błyszczeć na jego twarzy. Nie miał szansy na porozmawianie z Soneą wczoraj, więc pragnął zobaczyć ją dziś. Rothen powiedział swojemu synowi, że zwykle chodzi do miasta wcześnie rano, a więc Dorrien zdecydował złapać ją przed jej wyjściem.
Wszystkim, co mógł teraz zobaczyć, było kilkoro nowicjuszy śpieszących się na Uniwersytet i paru magów cieszących się słońcem tak jak on. Lecz nagle usłyszał dziecięcy głos, piszczący: "Za ile lat też będę mogła tu przychodzić?"
Dorrien uśmiechnął się, wyobrażając sobie małe dziecko chcące wiedzieć, ile lat jeszcze minie zanim on lub ona pójdzie na wykłady.
Ale odpowiedź go zmroziła. - Kochanie, pytasz o to już chyba 20 raz. Musisz poczekać kilka lat.
Dorrien znał ten głos. Damski głos - i należał do Sonei. Wstał i rozejrzał się, ale wszystkim co widział była rodzina znajdująca się 200 metrów od niego - dwójka dorosłych i dwójka dzieci. Nikogo więcej tu nie było.
- Ile? - zapytało dziecko. Głos pochodził od rodziny. Ale to nie mogło być...
- 10, kochanie - Tym razem odpowiedział męski głos. Brzmiał znajomo, ale Dorrien nie mógł powiedzieć do kogo należał.
Rodzina podeszła bliżej i spojrzał na twarz kobiety. Jakiś głos wyszeptał: To ona... Wyszła za mąż... Zapomniała o tobie... Jest teraz z kimś innym... Wyszła za mąż...
Dorrien potrząsnął głową rozpaczliwie i próbował znaleźć powód, dlaczego Sonea chodziłaby z mężczyzną u boku i dwójką dzieci przed nimi. Nagle zaczął rozważać, kim może być ten mężczyzna. Może był to Cery, jeden z najstarszych przyjaciół Sonei... nie poślubiłaby go, oczywiście...
Ale mężczyzna przy niej miał na sobie szaty. Czarne szaty. Szaty Wielkiego Mistrza. Szaty Akkarina.
Wyszła za Akkarina.
Dorrien ostro wciągnął powietrze i wolno je wypuścił.
Dziecko - dziewczynka - krzyknęła: - Więc chodźmy gdzieś, proszę. Mozemy odwiedzić Cery'ego - proszę, mamo, tato.
Inne dziecko, chłopiec, około rok starszy od swojej siostry, odpowiedział: - Sicily, przestać się drzeć. Denerwujesz mnie.
- Mako, bądź miły - rzuciła ostro kobieta - Sonea. - Nie jest denerwująca.
Sicily zaśmiała się wesoło. - Więc chodźmy. Pójdźmy do Gerry i Timme.
- Harrien i jego rodzina są na wakacjach, kochanie. - odrzekła Sonea. Dorrien nadal nie mógł w to uwierzyć.
Ale nie było żadnych wątpliwości. Byli nie więcej niż 20 kroków dalej i rozpoznał jej twarz. Wyglądała szczęśliwie. Więcej niż szczęśliwie. Wydawała się błyszczeć. Promieniała tak, jakby była najszczęśliwszą osobą na świecie.
Jest... jest matką. Nie możesz zniszczyć tego uczucia. Straciłeś ją w momencie, gdy opuściłeś Gildię, by troszczyć się o swoją wioskę.
Sonea podniosła wzrok i jej oczy napotkały jego. Dorrien szybko się obrócił i zaczął wracać drogą którą przyszedł. Chciał usłyszeć, jak ona krzyczy jego imię, ale nic nie usłyszał. Ona go nie pamiętała.
Co się stało? Jak miał ją zabrać od niego?
Dorrien nie mógł przestać iść, dopóki nie stanął w drzwiach mieszkania Rothena. Nie kłopotał się pukaniem, po prostu wszedł i rzucił się na swoje łóżko.
Wyszła za mąż...
Zdawało się, że to koniec. Definitywnie.
Ale czy rzeczywiście?
Mógł sprawić, że znowu się w nim zakocha. Bo w końcu kochała go. Był tego pewien.
Ale czy naprawdę chciał zniszczyć życie które sobie stworzyła? Jej rodzinę?
Nie mógł jej tego zrobić. Chciał, żeby była szczęśliwa.
Ale czy nie chciał być też sam szczęśliwy?
Musiał dowiedzieć się, co się wydarzyło. Jak ją stracił.
I musiał dowiedzieć się, co zatem jeśli on nadal jej pragnie.
I proszę pamiętać - mam 12 lat dopiero, więc myślę że i tak dobrze sobie radzę z angielskim jak na ten wiek. Tto po prostu moja pasja i tłumaczenie sprawia mi przyjemność ;] Oczywiście zawsze będę podawała źródła z których tłumaczę. Nnie ukrywam że prawie zawsze będą to fanficki jakichś książek, gdyż po prostu nie mam innych źródeł i pomysłów. No i póki co łatwiej mi tłumaczyć rzeczy o których mam pojęcie - np. w tłumaczeinu drugim są wyrazy typu High Lord, co wcale nie oznacza Wysoki Władca, ale Wielki Mistrz, i jest to postać występująca w pewnej serii książek. Poniższe tłumaczenie jest fanfickiem na podstawie tych książek właśnie, ale prosiłabym jednak nie oceniać O CZYM jest tekst, bo wiadomo, że jednemu się spodoba a drugiemu nie. Chciałabym poznać Wasze opinie, i czy dobrze sobie radzę z językiem jak na te moje 12 lat i naukę od 5. ;]
źródło. (http://www.fanfiction.net/s/5134439/1/You_Are_My_Snow_White)
Dorrien mógł zobaczyć wspaniałe budynki Gildii, gdy jego koń przejechał ostatni zakręt. Przed nim wznosiły się bramy Gildii. Zobaczył swojego ojca stojącego tam by go powitać, i to sprawiło że musiał się uśmiechnąć.
- Dorrien - powiedział i uśmiechnął się - w końcu. Tęskniłem za tobą, synu.
- Ja za tobą też. - Dorrien zeskoczył ze swojego konia i uścisnął krótko Rothena. Wydawał się być szczęśliwy; zmizerniały, ale szczęśliwy.
- Jak się miewasz? - zapytał Dorrien, idąc u boku Rothena ku mieszkaniom magów.
- Dobrze - odpowiedział - a ty? Nie widziałem cię od... 10 lat. Co robiłeś przez ten czas?
- Było mnóstwo roboty - odparł Dorrien - Przybyłbym wcześniej, ale nie chciałem opuścić mojej wioski.
- Jesteś głodny? Spragniony? - zapytał Rothen, gdy przybyli do jego mieszkania.
- Nie, dziękuję. - odpowiedział.
Był żądny porozmawiania o Sonei. Nie widział jej przez 10 lat i chciał ją zobaczyć, by sprawdzić, czy wszystko u niej dobrze. Kiedy wspomniał o niej, uśmiech Rothena stał się wymuszony.
- Wszystko w porządku. Rozmawiałem z nią wczoraj i jest doskonale szczęśliwa. Nie widzę powodu, żebyś powinien odwiedzić ją właśnie teraz. Dlaczego nie poczekasz do jutra, kiedy Administrator i inni Wielcy Magowie przybędą by cię powitać?
Dorrien wzruszył ramionami. "W porządku." Nie chciał przyciągnąć uwagi ojca do swoich palących pytań, od kiedy pragnął dowiedzieć się, jak się ma Sonea. Słyszał że stała się znakomitą Uzdrowicielką i pracowała w slumsach by pomagać biedniejszym ludziom. Dorrien podziwiał ją za to, za chęć wrócenia w taką nędzę, zaniedbując inne dzielnice miasta.
Następnego ranka Dorrien przyłapał się siedzącego na ławce i pozwalającego słońcu błyszczeć na jego twarzy. Nie miał szansy na porozmawianie z Soneą wczoraj, więc pragnął zobaczyć ją dziś. Rothen powiedział swojemu synowi, że zwykle chodzi do miasta wcześnie rano, a więc Dorrien zdecydował złapać ją przed jej wyjściem.
Wszystkim, co mógł teraz zobaczyć, było kilkoro nowicjuszy śpieszących się na Uniwersytet i paru magów cieszących się słońcem tak jak on. Lecz nagle usłyszał dziecięcy głos, piszczący: "Za ile lat też będę mogła tu przychodzić?"
Dorrien uśmiechnął się, wyobrażając sobie małe dziecko chcące wiedzieć, ile lat jeszcze minie zanim on lub ona pójdzie na wykłady.
Ale odpowiedź go zmroziła. - Kochanie, pytasz o to już chyba 20 raz. Musisz poczekać kilka lat.
Dorrien znał ten głos. Damski głos - i należał do Sonei. Wstał i rozejrzał się, ale wszystkim co widział była rodzina znajdująca się 200 metrów od niego - dwójka dorosłych i dwójka dzieci. Nikogo więcej tu nie było.
- Ile? - zapytało dziecko. Głos pochodził od rodziny. Ale to nie mogło być...
- 10, kochanie - Tym razem odpowiedział męski głos. Brzmiał znajomo, ale Dorrien nie mógł powiedzieć do kogo należał.
Rodzina podeszła bliżej i spojrzał na twarz kobiety. Jakiś głos wyszeptał: To ona... Wyszła za mąż... Zapomniała o tobie... Jest teraz z kimś innym... Wyszła za mąż...
Dorrien potrząsnął głową rozpaczliwie i próbował znaleźć powód, dlaczego Sonea chodziłaby z mężczyzną u boku i dwójką dzieci przed nimi. Nagle zaczął rozważać, kim może być ten mężczyzna. Może był to Cery, jeden z najstarszych przyjaciół Sonei... nie poślubiłaby go, oczywiście...
Ale mężczyzna przy niej miał na sobie szaty. Czarne szaty. Szaty Wielkiego Mistrza. Szaty Akkarina.
Wyszła za Akkarina.
Dorrien ostro wciągnął powietrze i wolno je wypuścił.
Dziecko - dziewczynka - krzyknęła: - Więc chodźmy gdzieś, proszę. Mozemy odwiedzić Cery'ego - proszę, mamo, tato.
Inne dziecko, chłopiec, około rok starszy od swojej siostry, odpowiedział: - Sicily, przestać się drzeć. Denerwujesz mnie.
- Mako, bądź miły - rzuciła ostro kobieta - Sonea. - Nie jest denerwująca.
Sicily zaśmiała się wesoło. - Więc chodźmy. Pójdźmy do Gerry i Timme.
- Harrien i jego rodzina są na wakacjach, kochanie. - odrzekła Sonea. Dorrien nadal nie mógł w to uwierzyć.
Ale nie było żadnych wątpliwości. Byli nie więcej niż 20 kroków dalej i rozpoznał jej twarz. Wyglądała szczęśliwie. Więcej niż szczęśliwie. Wydawała się błyszczeć. Promieniała tak, jakby była najszczęśliwszą osobą na świecie.
Jest... jest matką. Nie możesz zniszczyć tego uczucia. Straciłeś ją w momencie, gdy opuściłeś Gildię, by troszczyć się o swoją wioskę.
Sonea podniosła wzrok i jej oczy napotkały jego. Dorrien szybko się obrócił i zaczął wracać drogą którą przyszedł. Chciał usłyszeć, jak ona krzyczy jego imię, ale nic nie usłyszał. Ona go nie pamiętała.
Co się stało? Jak miał ją zabrać od niego?
Dorrien nie mógł przestać iść, dopóki nie stanął w drzwiach mieszkania Rothena. Nie kłopotał się pukaniem, po prostu wszedł i rzucił się na swoje łóżko.
Wyszła za mąż...
Zdawało się, że to koniec. Definitywnie.
Ale czy rzeczywiście?
Mógł sprawić, że znowu się w nim zakocha. Bo w końcu kochała go. Był tego pewien.
Ale czy naprawdę chciał zniszczyć życie które sobie stworzyła? Jej rodzinę?
Nie mógł jej tego zrobić. Chciał, żeby była szczęśliwa.
Ale czy nie chciał być też sam szczęśliwy?
Musiał dowiedzieć się, co się wydarzyło. Jak ją stracił.
I musiał dowiedzieć się, co zatem jeśli on nadal jej pragnie.