PDA

View Full Version : Nowe tytuły


kasia_rogal
07-14-2011, 11:40
Co sądzicie o tłumaczeniu tytułów tak, aby nawiązywały do wcześniejszych filmów, gdzie takie nawiązanie nie jest obecne w oryginalnej wersji?

Przykładowo - "Somewhere" Coppoli - "Między miejscami" (odwołanie do "Między słowami")
Kolejny przykład - film "Miłość i śmierć w Wenecji" ("Śmierć w Wenecji"), gdzie oryginalnym tytułem jest The Wings of the Dove. Dodam, że jest to film oparty na powieści Henry Jamesa o takim samym tytule, który został jednak przetłumaczony jako "Skrzydła Gołębicy".

Czy uważacie, że tłumacze (a w gruncie rzeczy zapewne dystrybutorzy) mają prawo do takich zmian?

Katie
07-21-2011, 14:31
hmmm, ciekawa myśl

podoba mi sie idea sekwencji, ale też kreacji - moze skrzydła gołębicy są zbyt patetyczne

pewnie zależnie od sytuacji ale ja bym się jednak trzymała oryginału, na ile się da, dopiero jak sie nie da - trzeba mysleć co dalej - zeby to mialo sens i nie wylac dziecka z kąpielą :/

Hija
07-24-2011, 09:44
Co sądzicie o tłumaczeniu tytułów tak, aby nawiązywały do wcześniejszych filmów, gdzie takie nawiązanie nie jest obecne w oryginalnej wersji?

Przykładowo - "Somewhere" Coppoli - "Między miejscami" (odwołanie do "Między słowami")
Kolejny przykład - film "Miłość i śmierć w Wenecji" ("Śmierć w Wenecji"), gdzie oryginalnym tytułem jest The Wings of the Dove. Dodam, że jest to film oparty na powieści Henry Jamesa o takim samym tytule, który został jednak przetłumaczony jako "Skrzydła Gołębicy".

Czy uważacie, że tłumacze (a w gruncie rzeczy zapewne dystrybutorzy) mają prawo do takich zmian?

Jeśłi tytuł należy do "trudnoprzetłumaczalnych" to daję zielone światło fantazji tłumacza, natomiast w innych przypadkach nie pochwalam tego, wręcz tępię. Ostatnim przykładem chybionego, według mnie tytułu, był obsypany nagrodami "The King's Speech" - "Jak zostać królem". Polska wersja brzmi jak przepis kulinarny na zostanie dyktatorem. Mam wrażenie, że polscy tłumacze na siłę chcą uszczęśliwić widza, wyjaśnić mu wszystko już na samym początku, żeby tylko biedaczek nie musiał się pofatygować i sprawdzić, kimże to był tatuś Elżbiety Beatrycze:), drugiej zresztą. Rozumiem, że tytuł powinien być chwytliwy, ale czy nie mogło zostać ot choćby "Przemówienie króla". Znacie jeszcze jakieś kwiatuszki tłumaczeniowe?

marcelina_t
07-24-2011, 21:37
Do mnie ta technika niestety nie przemawia. Dystrybutorzy chcą wywołać pozytywne skojarzenia u widza, wciskając mu na siłę coś, co w gruncie rzeczy ma się nijak do oryginału. Film powinien przyciągać swoim własnym tytułem, a nie jakąś kalką.

Choć "Między słowami" wspominam bardzo dobrze, to nie jestem przekonana, czy obejrzałabym "Między miejscami", opierając się tylko na tytule, który bardziej mnie zniechęca, niż zachęca.

Szkoda, że taka metoda jest coraz popularniejsza. Podobnie zostały przetłumaczone też np. "Dan in real life" - "Ja cię kocham, a ty z nim" ("Ja cię kocham, a ty śpisz"), "Forgetting Sarah Marshall" - "Chłopaki też płaczą" ("Chłopaki nie płaczą"), no i "An Education" - "Była sobie dziewczyna" ("Był sobie chłopiec").

WeronikaW
07-31-2011, 18:35
A nie lepiej byłoby zostawić tytuł w ogóle nieprzetłumaczony? Gdyby wszystkie filmy były prezentowane w taki sposób, widz nie sugerowałby się tytułem. Przecież zawsze można zajrzeć do internetu, zapytać biletera, o czym jest film.

Komu by przeszkadzało zostawienie "The O.C"? Brzmi lepiej niż "Życie na fali". Dowiedziałabym się o czym jest i wtedy bym zadecydowała czy chcę oglądać, czy nie.

To samo z serialem "One Tree Hill". Nawet w Stanach zastanawiają się co to tak naprawdę oznacza tytuł. A lepiej chyba zostawić to tak, niż zamieniać na "Pogoda na miłość", czy inny bardziej kretyński zlepek słów. I tak nam ten tytuł nic nie mówi, i tak. Chociaż ten drugi w sumie zdecydowanie odstrasza.

DanW
07-31-2011, 23:10
Dla nas, osób posługujących się obcym językiem na codzień, zostawienie oryginalnej formy byłoby idealnym rozwiązaniem. No ale niestety poziom wiedzy językowej w naszym pięknym kraju nie ma się za dobrze i pewnie ktoś na górze chce oszczędzić połamania języka wielu takim osobom co będą pytały o fabułę biletera w kinie :)

DanW
07-31-2011, 23:33
No ale odnośnie głównego pytania... czy tłumacze mają prawo stosować te wszystkie odniesienia. Niestety prawo mają, skoro się to stosuje. Najgorsze jest to, że nawiązania są wciskane nawet jeżeli w nowym filmie znajduje się zaledwie odrobinka elementów wspólnych z wcześniejszym obrazem, albo w ogóle ich nie ma (w takich wypadkach nigdy nie wiem co sobie taki tłumacz myślał jak to tworzył, bo na pewno nie 'tłumaczył').

DanW
08-01-2011, 12:45
A podpinając się jeszcze do przykładów, w których lepiej byłoby zostawić oryginał, to dlaczego nie zostawić np. 'Due Date'? Byłoby chyba lepsze niż "Zanim Odejdą Wody" ...

magda2507
08-01-2011, 22:58
Należy pamiętać o tym, że tłumaczenie tytułów filmów jest szczególnym rodzajem tłumaczenia. Często tytuły filmów są po prostu zastępowane całkowicie innym wyrażeniem lub frazą. Dzieje się tak dlatego, że tłumacze starają się uatrakcyjnić tytuł dla widzów. Wspomniane zabiegi są może i ciekawe dla widza, ale jestem zdania, że tłumaczenie powinno trzymać się oryginału. To jest zasada numer 1. I wcale tu nie mam na myśli tego, że mamy się kurczowo trzymać oryginału, bo to też nie jest dobre, ale jeśli jest to możliwe staramy się odzwierciedlić to co jest zawarte w oryginale. Pewnie zdarzą się sytuacje, w których można by było zastosować tytuł, który będzie odwołaniem do wcześniejszego filmu. Ja jednak takich działań nie popieram.

agaja
08-02-2011, 01:21
To niestety smutna prawda, że spora część tytułów w polskiej wersji językowej brzmi absurdalnie i dalece odbiega od oryginału. Niewątpliwie w branży filmowej najważniejsze są kwestie marketingowe, a kwestie językowe schodzą na dalszy plan. Tytuł filmu ma być atrakcyjny, przyciągać uwagę i wypełnić sale kinowe. W rezultacie coraz częściej słyszymy o tytułach, które nie tylko nie wiele mają wspólnego z pierwotną wersją, ale też w żaden sposób nie nawiązują do historii, którą dany film opowiada.

zdwittner
08-02-2011, 10:48
Wydaje mi się, że takie praktyki wynikają ze zbyt niskiego oceniania widza przez dystrybutorów (ponieważ to zazwyczaj oni naciskają na zmianę tytułu w ten sposób, żeby był bardziej "przyjazny" i "zrozumiały" dla przeciętnego widza, co bardzo często daje zupełnie odwrotny skutek). Jestem zdania, że tytuł należy tłumaczyć jak najwierniej, a jeśli dokładne tłumaczenie jest niemożliwe - starać się, by było przynajmniej bliskie oryginałowi. Nawiązywanie do polskich filmów w angielskich tytułach (jak wymienione "Chłopaki też płaczą") uważam za tragiczne i żenujące. Objaśnianie treści filmu w tytule również. Mój ulubione przykład to "Dwa miliony dolarów napiwku" (It could happen to you). Gdy przypomni mi się coś więcej, to napiszę :)

Chciałabym jeszcze dodać, że tłumaczenia tytułów książek w ten sposób, żeby nawiązywały do treści, zdarzają się często w wielu językach. Przykładem jest popularna saga "Zmierzch", której tytuł np. po norwesku brzmi "Pocałunek wieczności".

Arletta
08-02-2011, 11:25
Moim zdaniem jest dokładnie tak, jak pisze agaja, czyli dystrybutorzy (domyślam się, że w wielu przypadkach to właśnie oni, a nie tłumacze) kierują się względami reklamowymi. W przypadku „Somewhere” zapewne chodziło o przyciągnięcie do kin widzów, którym przypadł do gustu film „Lost in Translation”. Według mnie polskie tłumaczenie może błędnie sugerować, że "Między miejscami" to kontynuacja "Między słowami". Drugiego filmu nie widziałam, ale z tego, co czytałam tak nie jest. Filmy łączy osoba reżyserki i tyle.

maryjanable
08-02-2011, 11:52
Należy pamiętać o tym, że tłumaczenie tytułów filmów jest szczególnym rodzajem tłumaczenia. Często tytuły filmów są po prostu zastępowane całkowicie innym wyrażeniem lub frazą. Dzieje się tak dlatego, że tłumacze starają się uatrakcyjnić tytuł dla widzów. Wspomniane zabiegi są może i ciekawe dla widza, ale jestem zdania, że tłumaczenie powinno trzymać się oryginału. To jest zasada numer 1. I wcale tu nie mam na myśli tego, że mamy się kurczowo trzymać oryginału, bo to też nie jest dobre, ale jeśli jest to możliwe staramy się odzwierciedlić to co jest zawarte w oryginale. Pewnie zdarzą się sytuacje, w których można by było zastosować tytuł, który będzie odwołaniem do wcześniejszego filmu. Ja jednak takich działań nie popieram.

Mam dokładnie takie same zdanie na ten temat.

Kolejnym przykładem jest tytuł filmy 'Leap year'. U nas w kinach możemy obejrzeć ten film pt. 'Oświadczyny po Irlandzku'. Jak widać w tym przypadku nie ma mowy o tłumaczeniu tytułu, tylko o podaniu zupełnie innego tytułu tak aby widz wiedział czego może się spodziewać po filmie. Jest to oczywiście celowy lub też konieczny zabieg dystrybutorów. Gdyby tytuł został pozostawiony jako 'Leap year' lub 'Rok przestępny' miałby na pewno mniejszą publiczność i co za tym idzie mniejsze zyski. Jak widać chyba nie zawsze należy się trzymać kurczowo oryginalnego tytułu, bo to po prostu czasami jest bez jakiegokolwiek sensu.

agaja
08-02-2011, 12:54
W przypadku fimu "Leap Year" dosłownie przetłumaczony tytuł na język polski brzmiałby nieciekawie . Tymczasem dystrybutorzy/tłumacze postanowili podkreślić fakt, że akcja filmu rozgrywa się w Irlandii i jest o miłości. Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej Polacy masowo zaczęłi wyjeżdzać na zieloną wyspę, w rezultacie nasza wiedza na temat tego kraju i jego specyfiki wzrosła. Irlandia stała się nam bliższa, zatem tytuł filmu odwołujący się do "irlandzkości" budzi naszą ciekawość i przyjemne skojarzenia. Myślę, że nie jedna osoba postanowiła obejrzeć ten fim w nadziei, że dane jej będzie zobaczyć kawałek pięknej irlandzkiej wyspy i sprawdzić gdzie tak wielu naszych rodaków postanowiło wyjechać. Dla innych, którzy już z Irlandii wrócili to taka sentymentalna podróż do przeszłości:)

agaja
08-02-2011, 13:22
Ciekawym przypadkiem jest tłumaczenie tytułu amerykańskiego filmu "Good Will Hunting". W Polsce możemy obejrzeć ten film pod tytułem "Buntownik z wyboru". Czy słusznie tłumacz nawiązał do fabuły filmu? W oryginalnym tytule mamy do czynienia z ciekawą grą słów, w którą wplecione są imię i nazwisko głównego bohatera.Bez wątpienia podobny zabieg niemożliwy do wykonania na gruncie języka polskiego.Czy tłumacz mógł dokonać lepszego wyboru?? Słyszałam wiele słów krytyki na temat polskiego tytułu tego filmu, ale mi osobiście on się podoba. A jakie jest Wasze zdanie??

Judyta
08-02-2011, 18:02
Witam:) Mój pierwszy post na forum postanowiłam napisać z lekkim przymrużeniem oka.

Zgadzam się z agają w kwestii tłumaczenia „Good Will Hunting”. Gra słów w tym tytule wydaje się być nieprzekładalna, chyba że ktoś pokusiłby się o przetłumaczenie imienia i nazwiska głównego bohatera, co jest oczywiście bzdurą oraz żartem z mojej strony. Powstałyby jeszcze koszmary językowe w rodzaju „Lucek Dobroć-Tropiący”, „Wilhelm, Zdobywca Dobra” lub „Dobry Łyl (albo Wilk) Upolowany” (gdzie Łyl Upolowany to główny bohater):). (Podejrzewam, że gdy tylko wyślę tego posta, przyjdą mi do głowy o wiele lepsze pomysły na żartobliwe przetłumaczenie tego tytułu:/). Tłumaczenie imion, nazwisk czy nazw własnych to, nawiasem mówiąc, bardzo kontrowersyjna sprawa, omawiana zresztą w ramach innego wątku forum.
Można jeszcze zaryzykować pozostawienie tytułu w oryginale jak w przypadku „Dirty Dancing”, którego polskie tłumaczenie było, delikatnie mówiąc, wielokrotnie krytykowane, żeby nie powiedzieć - wyśmiane.

Judyta
08-02-2011, 18:09
Teraz na poważnie.
Chciałabym wrócić do pierwszego pytania w tym wątku postawionego przez Kasię Rogal, tym bardziej, że dyskusja trochę odbiegła od tematu i zajęliśmy się ogólniejszą kwestią - czy i kiedy tłumaczenie tytułu filmu powinno być wierne oryginalnemu tytułowi.

Tymczasem pytanie Kasi brzmi:):

„Co sądzicie o tłumaczeniu tytułów tak, aby nawiązywały do wcześniejszych filmów, gdzie takie nawiązanie nie jest obecne w oryginalnej wersji?”

Uważam, że tłumaczenie tytułów filmów w ten sposób może nieść ze sobą ogromne ryzyko. Dystrybutorzy filmów - jak zauważyło wielu z Was - prawdopodobnie spodziewają się, że nawiązania do wcześniejszych filmów ściągną do kin większą liczbę osób. Wydaje mi się jednak, że taka strategia marketingowa może odnieść skutek przeciwny do zamierzonego.
Mogą wystąpić następujące sytuacje:
- Ludzie, którym nie podobało się „Między słowami” mogą nie przyjść również na „Między miejscami”, nie wiedząc, że to zupełnie inny film.
- Widzowie, którzy nie obejrzeli „Między słowami” mogą stwierdzić, że nie pójdą na „Między miejscami”, ponieważ nie widzieli „pierwszej części”, więc nie ma sensu oglądać „drugiej”.
- Nawet jeśli ktoś się dowie, że te dwa wymienione filmy to nie kolejne części tego samego obrazu, może nie obejrzeć „Między miejscami”, ponieważ dojdzie do wniosku, że skoro tytuł naśladuje „Między słowami”, to oznacza, że cały film jest wtórny, podobny do wcześniejszego. Tytuł może sugerować, że twórca filmów się nie rozwija - kopiuje stare wzory, utarte standardy.

mar_sp
08-02-2011, 20:36
Witajcie!
I znowu odwieczne zagadka wszechświata - na ile tłumacz może być twórczy, a na ile pozostać odtwórczy? Cóż, jak już ktoś zdążył wcześniej zauważyć, skoro taka sytuacja ma miejsce - jest zgodna z prawem. Wiem, że niektórzy twórcy filmowi mają w kontraktach klauzule o tłumaczeniach tytułów własnych filmów (Woody Allen). Świetna sprawa, o ile tytuł jest... łatwy do przetłumaczenia. Idąc tym tokiem rozumowania, brak odpowiedniego zapisu w kontrakcie jest cichym przyzwoleniem na dowolność. Tłumacz ma prawo wymyślić coś nowego, tylko... czy to ma sens?

Na konkretne pytanie założycielki wątku odpowiem subiektywnie - moim zdaniem nawiązywanie do poprzednich tytułów jest nie w porządku (o ile oczywiście brak jakiejkolwiek analogii pomiędzy tymi obrazami). Może to zbyt... idealistyczne z mojej strony, ale uważam, że słowa mają ogromną moc i należałoby, na tyle, na ile jest to możliwe oddać słowami innego języka sens pierwotny. A tworzenie analogicznych zlepków, tytułów-hybryd jest czymś zgoła odmiennym.

mar_sp
08-02-2011, 20:47
Odnośnie 'Somewhere' przetłumaczonego jako 'Między miejscami'. Hm, myślę, że analogia do 'Między słowami' miałaby jakikolwiek sens, gdyby... tytuł polski oddawał to, co angielski. A według mnie, to coś zupełnie innego - somewhere - czyli 'gdzieś', jakieś konkretne, choć niesprecyzowane miejsce. Nie - między-miejsce, nie żaden niebyt, półbyt, który sugeruje polski tytuł. Nie wiem, czy wyrażam się jasno, 'Lost in translation' i 'Między słowami', choć przetłumaczone niedosłownie, niosą (takie odnoszę wrażenie) podobną myśl, budzą podobne emocje, podczas gdy 'Somewhere' i 'Między miejscami' są terminami delikatnie antagonistycznymi.

Cynka87
08-03-2011, 10:23
Ciekawym przypadkiem jest tłumaczenie tytułu amerykańskiego filmu "Good Will Hunting". W Polsce możemy obejrzeć ten film pod tytułem "Buntownik z wyboru". Czy słusznie tłumacz nawiązał do fabuły filmu? W oryginalnym tytule mamy do czynienia z ciekawą grą słów, w którą wplecione są imię i nazwisko głównego bohatera.Bez wątpienia podobny zabieg niemożliwy do wykonania na gruncie języka polskiego.Czy tłumacz mógł dokonać lepszego wyboru?? Słyszałam wiele słów krytyki na temat polskiego tytułu tego filmu, ale mi osobiście on się podoba. A jakie jest Wasze zdanie??

Zgadzam się z Tobą w 100%:) Faktycznie w języku polskim ciężko by było o taką grę słów dlatego uważam że tłumacz świetnie się spisał w tym zadaniu (choć zapewne dystrybutor miał tutaj również swój udział). Tytuł idealnie odnosi się do całej fabuły i sądzę że lepiej nie można by go było przetłumaczyć. Myślę że taki zabieg gdy szukamy wspólnego mianownika dla fabuły i tytułu jest bardzo wygodny kiedy nie ma innej opcji i nie sadzę że można było w tym przypadku postąpić inaczej:)

zdwittner
08-03-2011, 10:30
To jest w ogóle bardzo delikatna sprawa. "Good Will Hunting" i "Dirty Dancing" to dobre przykłady, po jak cienkim lodzie czasami stąpa tłumacz. Chociaż nadal w sumie będę się upierać, że czasem lepiej pozostawić oryginalne tytuły(jak na pewno w przypadku Dirty dancing), to Buntownik z wyboru wydaje się dość trafionym tłumaczeniem. Ponieważ język to nie matematyka, gdzie można wszystko wyliczyć tak, żeby powstał prawidłowy wynik, pozostaje liczyć na wyczucie tłumacza. Którego czasami brak, ale ile tłumaczeń, tyle opinii. :)

Cynka87
08-03-2011, 10:39
Co sądzicie o tłumaczeniu tytułów tak, aby nawiązywały do wcześniejszych filmów, gdzie takie nawiązanie nie jest obecne w oryginalnej wersji?

Przykładowo - "Somewhere" Coppoli - "Między miejscami" (odwołanie do "Między słowami")
Kolejny przykład - film "Miłość i śmierć w Wenecji" ("Śmierć w Wenecji"), gdzie oryginalnym tytułem jest The Wings of the Dove. Dodam, że jest to film oparty na powieści Henry Jamesa o takim samym tytule, który został jednak przetłumaczony jako "Skrzydła Gołębicy".

Czy uważacie, że tłumacze (a w gruncie rzeczy zapewne dystrybutorzy) mają prawo do takich zmian?

Myślę że często tłumacze nie mają nic do gadania w kwestii tłumaczenia samych tytułów. Najważniejsza jest opinia dystrybutora i jego zdanie a to niestety wiąże się bardzo często z chęcią zarobienia jak największej ilości pieniędzy. Co za tym idzie bardzo często cierpi na tym potencjalny widz. Wiadomo że każdy odbiera świat przez pryzmat: dobre - złe. I czasem taki zabieg nie wychodzi na dobre widzom.... Przypuśćmy że komuś nie spodobało się "Między słowami", wówczas słysząc tytuł "Między miejscami" nie będzie miał ochoty go zobaczyć bo negatywnie kojarzy mu się tytuł. A przecież mógłby mu się spodobać... Oczywiście może zdarzyć się i odwrotna sytuacja czyli: mając pozytywne wrażenie z "Między słowami" wybierze się z chęcią do kina na "Między miejscami" i mając duże oczekiwania co do tego filmu po obejrzeniu go zawiedzie się... Niestety ale taka już mentalność ludzka, że zanim coś obejrzymy potrafimy już sobie wyrobić opinię na temat danego filmu a powinniśmy zasiadać przed TV z obiektywnym spojrzeniem na film:) dlatego ważne jest, a nawet bardzo ważne, jak film zostanie przetłumaczony zwłaszcza jeśli my - tłumacze próbujemy nawiązać tytułem do innego filmu, wówczas trzeba być bardzo ostrożnym.

zdwittner
08-03-2011, 10:48
Przypomina mi się inżynier Mamoń - "mnie się podobają tylko takie piosenki, które już kiedyś słyszałem" ;)
Pewnie do tego ostatecznie sprowadza się cały zabieg - przetłumaczyć tytuł tak, żeby wydawał się widzowi znajomy i "już kiedyś widziany".
Z polskimi tytułami filmów już w dystrybucji nie mam problemów, ponieważ zazwyczaj zbieram informacje o filmie dużo wcześniej, wiem, kto w nim gra, kto reżyseruje, czego się spodziewać. Jednak ostatnio choćby na portalu imdb.com wprowadzono "udogodnienie", polegające na tym, że niektóre tytuły filmów są przetłumaczone na polski, podczas gdy "wszystko inne" (tzn. opis, streszczenie fabuły, inne informacje) pozostaje po angielsku. Ileż ja czasu straciłam na szukaniu filmów, mając w pamięci przede wszystkim oryginalny tytuł... nie jestem przekonana, że był to taki dobry pomysł.

Cynka87
08-03-2011, 12:15
im dłużej myślę o tych tłumaczeniach tytułów to coraz bardziej jestem pewna, że nie chodzi tylko o tłumaczenie ale tak naprawdę o stworzenie nowego tytułu -taki, który by odpowiadał społeczeństwu, w którym język docelowy funkcjonuje... W oryginale kiedy ktoś tworzy film i wymyśla tytuł, który byłby najlepszy, wówczas bierze pod uwagę dany kraj w którym ten film ma się ukazać (najczęściej jest to oczywiście USA), jego społeczeństwo, kulturę, bieżące wydarzenia związane z tym krajem, mentalność ludzi i wiele, wiele innych aspektów. Dlatego kiedy dany film ma się ukazać w innym kraju np. Polsce to zadaniem tłumacza powinno być takie "stworzenie" nowego tytułu dla tego filmu żeby odpowiadał on kulturze polskiej, żeby był zrozumiały, ale żeby jednocześnie miał jakikolwiek sens i znaczenie oraz nie odbiegał całkowicie od (fabuły) filmu.

Cynka87
08-03-2011, 12:24
a tak a propos nowych tytułów to co sądzicie o tłumaczeniu dosłownym tytułów?? czy zawsze ma sens??
bo ja w tym przypadku nie do końca jestem zwolenniczką tłumaczenia dosłownego, już chyba wolę żeby w niektórych przypadkach tłumaczenie zupełnie odbiegało od oryginału...
pamiętam jak byłam kilka miesięcy temu w kinie na jakimś filmie i oczywiście zanim się rozpoczął pokazywali mnóstwo reklam i zwiastuny nowych filmów, jednym z nich był film "Water for elephants" czyli "Woda dla słoni" i kiedy ten polski tytuł pokazał się na ekranie ktoś głośno skomentował "ale beznadziejne tłumaczenie", oczywiście nie wiedział że jest to tłumaczenie dosłowne i że oryginał tak samo brzmi.. ale dało mi to wtedy do myślenia, że przetłumaczenie tytułu filmu dosłownie chyba nie zawsze wychodzi na dobre... szczerze mówiąc nie oglądałam tego filmu, ale wydaję mi się, że można było w tym przypadku spokojnie zaryzykować stworzenie jakiegoś nowego tytułu... :)) a Wy co sądzicie??

mar_sp
08-03-2011, 13:27
W oryginale kiedy ktoś tworzy film i wymyśla tytuł, który byłby najlepszy, wówczas bierze pod uwagę dany kraj w którym ten film ma się ukazać (najczęściej jest to oczywiście USA), jego społeczeństwo, kulturę, bieżące wydarzenia związane z tym krajem, mentalność ludzi i wiele, wiele innych aspektów. Dlatego kiedy dany film ma się ukazać w innym kraju np. Polsce to zadaniem tłumacza powinno być takie "stworzenie" nowego tytułu dla tego filmu żeby odpowiadał on kulturze polskiej, żeby był zrozumiały, ale żeby jednocześnie miał jakikolwiek sens i znaczenie oraz nie odbiegał całkowicie od (fabuły) filmu.

Cynka87, dlaczego uważasz, że tytuł należy koniecznie zaadaptować na gruncie nowego społeczeństwa? Okej, nie wyobrażam sobie Shreka bez pięknych polskich żartów sytuacyjnych, oryginalne w większości byłyby dla polskiego widza niezrozumiałe. Ale dlaczego mielibyśmy coś zmieniać innych gatunkach? Nie tłumaczymy przecież Johnny'ego na Jaśka ani z Chrisa nie robimy Krzysia. A między innymi to właśnie byłoby czynieniem filmu bardziej zrozumiałego na nowym gruncie. Dla mnie tytuł oryginalny jest świętością.

Stawiasz warunek, że tytuł powinien być zrozumiały. Czy więc przetłumaczenie wspomnianego 'Leap year' jako 'Oświadczyny po irlandzku' czyni tytuł bardziej zrozumiałym? Obawiam się, że dzięki takiej decyzji Polacy nie zrozumieją od razu, że w Irlandii panuje zwyczaj, że w roku przestępnym to kobieta, a nie mężczyzna oświadcza się drugiej połówce...

To śliska sprawa...

Arletta
08-03-2011, 13:57
Podobnie do mar_sp jestem przeciwko adaptowaniu tytułów do realiów odbiorcy. Nie wszystko musi przecież brzmieć swojsko. Po to też chodzimy do kina – żeby się czegoś nowego dowiedzieć. Nie lubię, gdy widzów traktuje się jak ignorantów.

Cynka87
08-03-2011, 16:40
Cynka87, dlaczego uważasz, że tytuł należy koniecznie zaadaptować na gruncie nowego społeczeństwa? Okej, nie wyobrażam sobie Shreka bez pięknych polskich żartów sytuacyjnych, oryginalne w większości byłyby dla polskiego widza niezrozumiałe. Ale dlaczego mielibyśmy coś zmieniać innych gatunkach? Nie tłumaczymy przecież Johnny'ego na Jaśka ani z Chrisa nie robimy Krzysia. A między innymi to właśnie byłoby czynieniem filmu bardziej zrozumiałego na nowym gruncie. Dla mnie tytuł oryginalny jest świętością.

Stawiasz warunek, że tytuł powinien być zrozumiały. Czy więc przetłumaczenie wspomnianego 'Leap year' jako 'Oświadczyny po irlandzku' czyni tytuł bardziej zrozumiałym? Obawiam się, że dzięki takiej decyzji Polacy nie zrozumieją od razu, że w Irlandii panuje zwyczaj, że w roku przestępnym to kobieta, a nie mężczyzna oświadcza się drugiej połówce...

To śliska sprawa...

już mówię dlaczego tak uważam... przykład nasze "Galerianki" był tłumaczony na angielski jako "Mall girls" co nie do końca jest prawdą bo nasza definicja galerianki odbiega trochę od definicji mall girls... każde społeczeństwo inaczej definiuje różne pojęcia, że nie wspomnę że niektóre kraje nawet nie znają w ogóle słów i pojęć które my mamy i odwrotnie... rożne zwyczaje panują w rożnych krajach i czasem pech chce ze nawet w tytule trzeba to uwzględnić a co do imion...
to od razu na wszelki wypadek się wypowiem że nie chodzi mi o zmienianie imion i nazwisk bo tego nie powinno się zmieniać gdyż są to nazwy własne a obecnie żyjemy w takiej kulturze że dla każdego głupio by to brzmiało gdyby tłumaczyć imiona na polskie;)...
i nie stawiam żadnych warunków:) tylko piszę co sądzę... to że tytuł powinien być zrozumiały i jasny i odnosić się do filmu to dla mnie konieczność... ale nie chodzi o to żeby film był dzięki temu bardziej zrozumiały tylko żeby było wiadomo o co w nim w ogóle chodzi...dlatego z "leap year" nie jestem pewna czy do końca trafili z tytułem...
a jak już pisałam kolejny przykład - tytuł "Woda dla słoni" jest tłumaczeniem oryginału słowo w słowo ale z całym szacunkiem nie kojarzy mi się to z filmem o miłości itp. tylko z filmem dokumentalnym o ratowaniu słoni afrykańskich;/ dlatego uważam że oryginał to nie zawsze świętość... i jest wiele aspektów które trzeba uwzględnić...:))

mar_sp
08-03-2011, 19:01
Hm. Nawet tutaj zdanie każdej z nas obrazuje, że pewnie ile ludzi, tyle opinii. Ja pozostanę przy swoim, choć oczywiście Cynka87, nie mogę nie przyznać Ci w jakimś stopniu racji. Trochę odbiegłyśmy od tematu, czyli od nawiązywania do poprzednich tytułów, ale tak naprawdę to wszystko oscyluje wokół jednego - czy autor powinien coś zmieniać?

Co myślicie o rozwiązaniu, w którym każdy twórca tytułu oryginalnego zaznacza w jaki sposób tytuł powinien być przetłumaczony? Czy tłumacz ma w miarę możliwości trzymać się dosłowności czy pozwala mu się na odstępstwa od normy a może po prostu na szeroko pojmowaną dowolność (jak nawiązywania do tytułów poprzednich filmów)? To szalenie interesujące i ciekawa jestem co o tym mówi... PRAWO.

magda2507
08-03-2011, 19:56
To ja podam za przykład tytuł innego filmu, który ostatnio oglądałam, mianowicie, 'Dear John', który tłumaczony jest na język polski jako 'Wciąż ją kocham'. Jest to przykład na to jak łatwo można poprzez nieumiejętny tytuł sprawić, że widz dowiaduje się o zakończeniu całej historii filmu już na samym jego początku. Podobnie jest z filmami, które są nawiązaniem do jakiegoś wcześniejszego filmu. Gdy historia z nowego filmu faktycznie nawiązuje do tej historii z poprzedniego filmu jest to 'podanie na tacy' całej fabuły filmu, a gdy historia filmu jest inna może być to rozczarowaniem dla widza. To kolejny dowód na to, że omawiany tutaj zabieg nie jest najlepszym pomysłem bo może przynieść więcej szkody niż pożytku dla widza nie mówiąc już o walorach stricte tłumaczeniowych.

agaja
08-03-2011, 20:24
W przypadku nietrafionych tłumaczeń tytułów filmów, często nie należy bezpośrednio winić samego tłumacza. Myślę, że ostateczny wybór tytułu zależy od dystrybutorów i producentów filmu. Czy mają prawo tak robić? Mam wrażenie, że przekład tytułów filmowych to tak naprawdę pogranicze translatoryki. Obowiązują tutaj inne reguły!:) Tytuł ma być atrakcyjny, przyciągać uwagę.

Cynka87
08-03-2011, 21:10
W przypadku nietrafionych tłumaczeń tytułów filmów, często nie należy bezpośrednio winić samego tłumacza. Myślę, że ostateczny wybór tytułu zależy od dystrybutorów i producentów filmu. Czy mają prawo tak robić? Mam wrażenie, że przekład tytułów filmowych to tak naprawdę pogranicze translatoryki. Obowiązują tutaj inne reguły!:) Tytuł ma być atrakcyjny, przyciągać uwagę.

dokładnie tak... przyciągnąć uwagę a co za tym idzie... $$$$ ;] no i właśnie ja też nie wiem czy mają prawo tak robić... ale sądząc po ilości tego typu zabiegów wydaje się że mogą robić co chcą i najwyraźniej mają do tego prawo...

Arletta
08-03-2011, 22:19
To ja podam za przykład tytuł innego filmu, który ostatnio oglądałam, mianowicie, 'Dear John', który tłumaczony jest na język polski jako 'Wciąż ją kocham'. Jest to przykład na to jak łatwo można poprzez nieumiejętny tytuł sprawić, że widz dowiaduje się o zakończeniu całej historii filmu już na samym jego początku. Podobnie jest z filmami, które są nawiązaniem do jakiegoś wcześniejszego filmu. Gdy historia z nowego filmu faktycznie nawiązuje do tej historii z poprzedniego filmu jest to 'podanie na tacy' całej fabuły filmu, a gdy historia filmu jest inna może być to rozczarowaniem dla widza. To kolejny dowód na to, że omawiany tutaj zabieg nie jest najlepszym pomysłem bo może przynieść więcej szkody niż pożytku dla widza nie mówiąc już o walorach stricte tłumaczeniowych.
Rzeczywiście czasem złe tłumaczenie tytułu może przynieść więcej szkody niż pożytku. Tak jak pisze magda2507, widzowi tytuł jednak coś mówi. Innym przykładem nietrafionego tłumaczenia jest dla mnie „Zakochany bez pamięci” („Eternal Sunshine of the Spotless Mind”). Na pewno tłumacz miał dobre intencje, rzeczywiście bohater w pewnym momencie pozbywa się z pamięci pewnych wspomnień, ale moje pierwsze skojarzenie to „komedia romantyczna”, którą film na pewno nie jest! A tak dla niektórych osób, które o filmie nie słyszały wpisuje się on w nurt „Zakochanych…”: „Zakochany Szekspir”, „Zakochany kundel” :), „Zakochany Paryż”. Oryginalny tytuł jest cytatem z wiersza, ale najwyraźniej dystrybutorzy uznali, że odwołanie się do polskiego tłumaczenia tego wersu byłoby zbyt ryzykowne.

mar_sp
08-03-2011, 23:20
(To przykre, takie ograniczanie horyzontów widza w oczekiwaniu na jego pieniądze. Swoją drogą obydwa tytuły, zarówno 'Dear John' jak i 'Eternal Sunshine of the Spotless Mind' mają naprawdę ciekawą genezę. Zgoda, zgoda, niestety nie od razu oczywistą dla Polaka.)

Natrafiłam na kolejne dziwne nawiązanie tytułu. 'Moje wielkie greckie wesele' ('My Big Fat Greek Wedding') i 'Moja wielka grecka wycieczka' ('My Life in Ruins'). Obydwa te filmy łączy JEDYNIE (poprawcie mnie, jeśli się mylę) postać głównej bohaterki (Nia Vardalos), poza tym filmy te nie mają ze sobą nic wspólnego. Nie wnikając w jakość filmu, uważam, że tytuł oryginalny 'Wycieczki' - 'My Life in Ruins' jest naprawdę dobry, niejednoznaczny, a i w dosłownym tłumaczeniu polskim mógłby taki być. Dystrybutorzy przypięli jednak obydwu filmom łatkę 'coś tam o Grecji' i przy 'Mojej wielkiej greckiej wycieczce' chcieli nawiązać do całkiem popularnego niegdyś 'Mojego wielkiego greckiego wesela'. Brzmi to trochę jak jeszcze większe nadużycie niż w przypadku dwóch filmów jednego reżysera.

Kat
08-04-2011, 12:52
zgadzam się, że tłumaczenie tytułów poprzez nawiązywanie do już istniejacych, gdy tego związku nie ma jest, jest dziwne i chwilami krzywdzące dla odbiorcy. bo tak jak już było wspomniane - gdy dany film komuś się nie spodobał, to raczej ominie kolejną pozycje o podobnym tytule (przynajmniej ja bym tak zrobiła) albo się sorogo rozczaruje, gdy liczył na jakąś zgrabna kontynuację lub podobny gatunek filmu do wcześniejw idzanej pozycji, a na ekranie widzi zupełnie co innego. poza tym jest to tym bardziej niezrozumiałe, gdy na siłę ktoś kreuje więź między filmami, gdy nic ich nie łączy (nie wiem, czy tak jest we wspomnianych filmach przez mar_sp, bo widziałam tylko moje greckie wesele).

agaja
08-04-2011, 13:23
Co sądzicie o tłumaczeniu tytułów tak, aby nawiązywały do wcześniejszych filmów, gdzie takie nawiązanie nie jest obecne w oryginalnej wersji?

Przykładowo - "Somewhere" Coppoli - "Między miejscami" (odwołanie do "Między słowami")
Kolejny przykład - film "Miłość i śmierć w Wenecji" ("Śmierć w Wenecji"), gdzie oryginalnym tytułem jest The Wings of the Dove. Dodam, że jest to film oparty na powieści Henry Jamesa o takim samym tytule, który został jednak przetłumaczony jako "Skrzydła Gołębicy".

Czy uważacie, że tłumacze (a w gruncie rzeczy zapewne dystrybutorzy) mają prawo do takich zmian?

Wracając do kwestii tytułu filmu opartego na powieści Henry Jamesa pt. The Wings of the Dove..... Moim zdaniem w przypadku filmowych adaptacji dzieł literackich tytuł filmu powinien brzmieć tak samo jak tytuł książki. Po pierwsze, mnóstwo osób woli zapoznać się najpierw z powieścią, a dopiero potem obejrzeć film. Wprowadzenie takiego filmu pod tytułem zupełnie innym niż tytuł książki powoduje niepotrzebne zamieszanie. Jeśli słyszę, że jakiś film ma dobre recenzje i jest on oparty na powieści, zawsze wyruszam na poszukiwanie książki!:) Zatem wolałabym nie napotykać na swojej drodze tego typu utrudnień!:) Ponadto, myślę, że autor książki zasługuje na szacunek i dodatkową reklamę!:)

Cynka87
08-04-2011, 14:27
Wracając do kwestii tytułu filmu opartego na powieści Henry Jamesa pt. The Wings of the Dove..... Moim zdaniem w przypadku filmowych adaptacji dzieł literackich tytuł filmu powinien brzmieć tak samo jak tytuł książki. Po pierwsze, mnóstwo osób woli zapoznać się najpierw z powieścią, a dopiero potem obejrzeć film. Wprowadzenie takiego filmu pod tytułem zupełnie innym niż tytuł książki powoduje niepotrzebne zamieszanie. Jeśli słyszę, że jakiś film ma dobre recenzje i jest on oparty na powieści, zawsze wyruszam na poszukiwanie książki!:) Zatem wolałabym nie napotykać na swojej drodze tego typu utrudnień!:) Ponadto, myślę, że autor książki zasługuje na szacunek i dodatkową reklamę!:)

też tak sądzę!! absolutnie nie powinno się tego zmieniać... jeśli książka została przetłumaczona tak a nie inaczej to nie powinno się inaczej tłumaczyć filmu który jest adaptacją tejże książki... bo wtedy taki potencjalny widz jak np. ja może nawet nie wiedzieć że film jest oparty na książce...

Judyta
08-04-2011, 15:25
Wracając do kwestii tytułu filmu opartego na powieści Henry Jamesa pt. The Wings of the Dove..... Moim zdaniem w przypadku filmowych adaptacji dzieł literackich tytuł filmu powinien brzmieć tak samo jak tytuł książki. Po pierwsze, mnóstwo osób woli zapoznać się najpierw z powieścią, a dopiero potem obejrzeć film. Wprowadzenie takiego filmu pod tytułem zupełnie innym niż tytuł książki powoduje niepotrzebne zamieszanie. Jeśli słyszę, że jakiś film ma dobre recenzje i jest on oparty na powieści, zawsze wyruszam na poszukiwanie książki!:) Zatem wolałabym nie napotykać na swojej drodze tego typu utrudnień!:) Ponadto, myślę, że autor książki zasługuje na szacunek i dodatkową reklamę!:)

W pełni zgadzam się z agają i Cynką87 w sprawie tłumaczenia tytułów filmów będących adaptacjami książek. Nie wyobrażam sobie na przykład zatytułować filmów o Harrym Potterze "Czarodziej" lub ekranizacji "W pustyni i w puszczy" jako "Afrykańska przygoda" w nawiązaniu do filmów ze słowem "przygoda" w tytule.
Powieść H. Jamesa jest zdecydowanie mniej znana niż podane przeze mnie przykłady i pewnie dlatego względy marketingowe zadecydowały o odwołaniu tytułu filmu do wcześniejszych ekranizacji. Uważam, że dosłowne tłumaczenie - "Skrzydła gołębicy" - o wiele lepiej odwołują się do fabuły i znaczenia utworu.

Judyta
08-04-2011, 15:41
Czytając ten wątek forum doszłam do wniosku, że idealnie byłoby, podkreślam - idealnie, przełożyć tytuł filmu tak, by tłumaczenie było:
-jak najwierniejsze oryginałowi;
-zrozumiałe w kulturze docelowej, co nie oznacza - dostosowane do niej (tzn. nie zamieniłabym "gejszy" na "panią do towarzystwa", a Oprah Winfrey na Ewę Drzyzgę) chyba, że tytuł ma być niezrozumiały, skomplikowany lub w jakiś sposób zagadkowy nawet w kulturze źródłowej w zamierzeniu twórcy filmu;
-w miarę możliwości atrakcyjny marketingowo (czyli, w praktyce, zaakceptowany przez dystrybutorów).

Rzeczywistość podobno wygląda w ten sposób, że tłumaczenie ogranicza się najczęściej do tego ostatniego wymogu. Przynajmniej zgodnie z obserwacją tego, co się dzieje na rynku filmowym oraz tekstem takiego przykładowego artykułu na stronie http://www.filmweb.pl/news/ARTYKU%C5%81+Polskie+t%C5%82umaczenia+tytu%C5%82%C 3%B3w+filmowych-44124.

Uważam, że należy uwzględniać wszystkie wymienione warunki przy tłumaczeniu tytułu (wiem, że to ogromnie trudne zadanie, być może nawet dla geniusza, ale nikt nie powiedział, że tłumacz filmów czasem nie ociera się o geniusz) albo (gdy to jest niemożliwe, czyli w wielu przypadkach) zostawić tytuł w oryginale. Przykładowo "American Beauty", "Pulp Fiction", "Trainspotting" i wiele innych jakoś sobie poradziły na rynku.
Co o tym sądzicie?:)

Lynx85
08-04-2011, 15:54
dokładnie tak... przyciągnąć uwagę a co za tym idzie... $$$$ ;] no i właśnie ja też nie wiem czy mają prawo tak robić... ale sądząc po ilości tego typu zabiegów wydaje się że mogą robić co chcą i najwyraźniej mają do tego prawo...

Do niedawna też winę za nieudane tłumaczenie tytułu zwalałam na tłumacza, ale coraz częściej decyzja leży w rękach dystrybutora lub osób trzecich, odpowiadających za marketing - co jest zrozumiałe, bo oczywiście głównym celem "wypuszczenia" filmu jest zarobek, ale może warto byłoby pozostawić tłumaczom więcej swobody, albo przynajmniej częściej się z nimi w tej kwestii konsultować?

Judyta
08-04-2011, 16:50
Co sądzicie o tłumaczeniu tytułów tak, aby nawiązywały do wcześniejszych filmów, gdzie takie nawiązanie nie jest obecne w oryginalnej wersji?

Przykładowo - "Somewhere" Coppoli - "Między miejscami" (odwołanie do "Między słowami")
Kolejny przykład - film "Miłość i śmierć w Wenecji" ("Śmierć w Wenecji"), gdzie oryginalnym tytułem jest The Wings of the Dove. Dodam, że jest to film oparty na powieści Henry Jamesa o takim samym tytule, który został jednak przetłumaczony jako "Skrzydła Gołębicy".

Czy uważacie, że tłumacze (a w gruncie rzeczy zapewne dystrybutorzy) mają prawo do takich zmian?

Wracam do odpowiedzi na główne pytanie.
Jestem skłonna zaakceptować odwoływanie się do wcześniejszych tytułów filmów w dwóch przypadkach:

1. Fabuła filmu odnosi się w jakiś sposób do treści wcześniejszej ekranizacji. Przykładowo niejaki film "Zagniewani młodociani" (w oryginale "High School High") stanowi podobno parodię "Młodych gniewnych" ("Dangerous Minds").
Przy okazji fatalny rym zawarty w tytule "Zagniewanych młodocianych" paradoksalnie sugeruje niską jakość filmu, ale nie mogę się na ten temat wypowiedzieć, ponieważ go nie oglądałam.

2. Fabuła filmu nie odwołuje się bezpośrednio do jakiejś wcześniejszej ekranizacji, ale występują pewne podobieństwa w tym zakresie ALBO gdy sam tytuł oryginalny nawiązuje do jakiegoś wcześniejszego oryginalnego tytułu. Można tutaj chyba podać jako przykład film "Szybcy i wściekli" ("The Fast and The Furious", "Fast Five"), których tłumaczenie zdaje się odwoływać do filmu "Szybcy i martwi" ("The Quick and The Dead").
Nie oglądałam "Szybkich i wściekłych" i nie wie wiem, czy występują jakieś nawiązania do fabuły "Szybkich i martwych". Może ktoś oglądał i coś wie na ten temat?:)
(Odstraszył mnie tytuł, nie mówiąc o recenzjach filmu. "Szybkie samochody, piękne kobiety, zawrotne zwroty akcji i huk wystrzałów" z zawrotną prędkością wywołują u mnie ataki narkolepsji objawiające się sensacyjnie głośnym chrapaniem.)

Nie jestem za odwoływaniem się do wcześniejszych tytułów filmów w przypadku tłumaczenia filmów oryginalnych, niezwykłych, ambitnych, na różne sposoby innowacyjnych.

Lynx85
08-04-2011, 16:56
Nie oglądałam "Szybkich i wściekłych" i nie wie wiem, czy występują jakieś nawiązania do fabuły "Szybkich i martwych". Może ktoś oglądał i coś wie na ten temat?:)

Nie, bynajmniej jedyne co te dwa filmy mają ze sobą wspólnego to podobieństwo tytułów :) "wściekli" - czasy współczesne; "martwi" - wild, wild west; co do fabuły - jedyne podobieństwa to ewentualne wystrzały z broni, aczkolwiek innego kalibru ;)

Judyta
08-04-2011, 17:21
Nie, bynajmniej jedyne co te dwa filmy mają ze sobą wspólnego to podobieństwo tytułów :) "wściekli" - czasy współczesne; "martwi" - wild, wild west; co do fabuły - jedyne podobieństwa to ewentualne wystrzały z broni, aczkolwiek innego kalibru ;)

Dzięki:) Wnioskuję, że jakościowo też są "podobne"...

W takim razie, jeśli film "Szybcy i wściekli" jest tak dobry jak jego recenzja, to Dziki Zachód żyje, a szybcy są wściekli:)

Kat
08-04-2011, 17:27
jesli chodzi o "szybkich i wściekłych" to akurat moim zdaniem ten tytuł jest po prostu przetłumaczony dosłownie i w odniesieniu do fabuły, jako że cała akcja wiąże się z szybkimi samochodami i wyścigami. fakt, że flilm wyszedł w 2001, a "szybcy i martwi" w 1995 może i miał na to wpływ, chociaż nie wydaje mi się.

za to patrząc na niekóre tłumaczenia tytułów, jak np. "Dirty dancing" czy "The Hard" (szklana pułapka - gdzie tylko 1 pierwsza częśc rozgrywa się w szklanym budynku) albo seriali, jak już ktoś wspomniał "One Three Hill", gdzie polskie tytuły niewiele wspólnego mają z angielskimi, to naprawdę byłoby lepiej je zostawić w oryginalnym języku. czasem zapozyczenia tytułów z oryginalnego języka mogą się okazać lepszym i bardziej zrozumiałym dla odbiorcy posunięciem niż dostosowywanie ich do polskich realiów. Tak jak Judyta napisała nie wyobrażam sobie przetłumaczenia gejszy, jako pani do towarzystwa. choćby ze względu na fakt, że w niektórych kręgach kulturowych pani do towarzystwa jest używana jako eufemizm prostytutki, a gejsza prostytutką nie jest.

Arletta
08-05-2011, 10:32
Do niedawna też winę za nieudane tłumaczenie tytułu zwalałam na tłumacza, ale coraz częściej decyzja leży w rękach dystrybutora lub osób trzecich, odpowiadających za marketing - co jest zrozumiałe, bo oczywiście głównym celem "wypuszczenia" filmu jest zarobek, ale może warto byłoby pozostawić tłumaczom więcej swobody, albo przynajmniej częściej się z nimi w tej kwestii konsultować?

Oczywiście, że tak. Choć zgadzam się z tym, że tytuł powinien być „w miarę możliwości atrakcyjny marketingowo”, jak to napisała Judyta.
Najważniejsze jest jednak to, co autor/reżyser chciał przez sam tytuł nam powiedzieć. I ten przekaz to zdaje się to, co Judyta miała na myśli pisząc, że tłumaczenie tytułu powinno być „jak najwierniejsze oryginałowi”.

dianapaluch
08-05-2011, 12:17
Co sądzicie o tłumaczeniu tytułów tak, aby nawiązywały do wcześniejszych filmów, gdzie takie nawiązanie nie jest obecne w oryginalnej wersji?

Przykładowo - "Somewhere" Coppoli - "Między miejscami" (odwołanie do "Między słowami")
Kolejny przykład - film "Miłość i śmierć w Wenecji" ("Śmierć w Wenecji"), gdzie oryginalnym tytułem jest The Wings of the Dove. Dodam, że jest to film oparty na powieści Henry Jamesa o takim samym tytule, który został jednak przetłumaczony jako "Skrzydła Gołębicy".

Czy uważacie, że tłumacze (a w gruncie rzeczy zapewne dystrybutorzy) mają prawo do takich zmian?

Pozwólcie, że dodam coś od siebie. Czy tłumacz rzeczywiście ma prawo do dokonywania zmian w tytule filmu? Wydaje mi się, że rzeczywiście ostateczna decyzja nie należy tutaj do tłumacza, który co najwyżej może poddać kilka pomysłów, które jego zdaniem sprawdziłyby się w danym filmie. A co do samego tłumaczenia tytułów to wydaje mi się, iż decydując się na tłumaczenie tytułu bądź jego zaniechanie trzeba wziąć pod uwagę to, jaki efekt wywrzemy na widzu. Nie chodzi tu o to, aby nie tłumaczyć wcale, bądź tłumaczyć zawsze, lecz aby być elastycznym i zastanowić się, co chcemy przekazać odbiorcy. A tak poza tym, to tylko moja własna refleksja;)

Kat
08-05-2011, 12:47
w pewnym stopniu się z nią zgadzam. czasami tłumaczenie tytułu nie jest koniecznie, bo oryginalny tytuł może przyciagnąc większą uwagę i wzbudzic ciekawość widzów. choć z drugiej storny można powiedziec, że odbiorcy mogą nie znać języka oryginalnego i wręcz oczekują, że dystrybutorzy zapewnią im polski odpowiednik. szkoda tylko, że ci ostatni często nie patrza na to, czy dany odpowiednik faktycznie dobrze wspólgra z oryginałem i jednoczesnie zaciekawia.

co zaś do prawa do dokonywania zmian... cięzko podac jednoznaczną odpowiedź. to trochę śliska sprawa, bo z jednej strony można stwierdzić, że skoro tłumacz tłumaczy cały film, dialogi, to dlaczego też nie powinnien przetłumaczyć tytułu tak żeby ten mógł zostać jak najlepiej odebrany. przecież wiadomo, że przy tłumaczeniu dialogów obojętnie czy w dubbingu czy poprzez napisy, część wypowiedzi jest omijana, zmieniana i dostosowywana do widza, więc ktoś mogłby się pokłocić o to, dlaczego tego samego nie zrobić z tytułem... z drugiej zaś strony przekładanie tytułu na siłę do mnie zupełnie nie przemawia, podobnie jak łączenie tytułow tam gdzie żadne powiązania nie występują.

dianapaluch
08-05-2011, 15:53
No w sumie to masz racje, bo da się wyczuć, kiedy tłumacz (czy osoba wymyślająca tytuł filmu) baaardzo się gimnastykował z samym tytułem filmu, co nie wygląda zbyt dobrze. Od razu da się wyczuć, gdy tytuł współgra z filmem (jego treścią). Nie ma chyba jednego, dobrego przepisu na rozprawienie się z tłumaczeniem tytułu, bo wiele rzeczy powinno zostać wzięte pod uwagę. Czasami warto byłoby zostawić tytuł oryginalny, zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy pewni, że jest on dobrze znany i będzie się kojarzył z danym filmem. Oczywiście nie jest to proste. W każdym razie, wydaje mi się, że tytuł jest bardzo ważny, bo może zaważyć na tym czy publiczność go zaakceptuje, czy też nie. Może się również okazać, że publiczność, która zna język oryginału będzie oburzona danym tłumaczeniem. Ciekawi mnie fakt, że osoby, które znają właśnie język oryginału (filmu) bardzo często są zaskoczone tłumaczeniem i uważają, że tłumaczenie powinno być przekładem oryginalnego tytułu.

Judyta
08-05-2011, 18:11
Oczywiście, że tak. Choć zgadzam się z tym, że tytuł powinien być „w miarę możliwości atrakcyjny marketingowo”, jak to napisała Judyta.
Najważniejsze jest jednak to, co autor/reżyser chciał przez sam tytuł nam powiedzieć. I ten przekaz to zdaje się to, co Judyta miała na myśli pisząc, że tłumaczenie tytułu powinno być „jak najwierniejsze oryginałowi”.

Tak, uważam, że przekład tytułów filmów to szczególny rodzaj tłumaczenia, w przypadku którego nie powinna zaistnieć sprzeczność - tłumaczenie wierne ALBO piękne.
Jestem zdania, że powinno być I PIĘKNE (atrakcyjne i zrozumiałe w kulturze docelowej, o ile twórca filmu nie założył, że ma być w jakiś sposób niezrozumiałe), I WIERNE (założeniom twórcy filmu, a przez to ORYGINALNE, czyli jedyne w swoim rodzaju) albo tytuł zostawiony w języku źródłowym. Zdaję sobie sprawę, że ten pierwszy wariant stanowi bardzo trudne zadanie do wykonania. Ale warte zachodu.

asicar
08-06-2011, 11:23
Zgadzam sie z Julitą, ale jednocześnie zaryzykowałabym tlumaczenie nawiązujace do wcześniejszego filmu, jeżeli w tym nowszym istnieją jakiekolwiek wyraźne połączenia, badź wątki, nawiązujące do wcześniejszego filmu, lub jeżeli jest jego kontynuacją. Natomiast, jeśli jest to film zupełnie inny, przetłumaczyłabym go bez międzywierszowych nawiązań. Nie popieram pozostawania przy oryginalnych tytulach, ponieważ na filmy chodzą także ludzie nieznający jego oryginalnego języka i taki tytuł będzie tylko nicniemówiącym bełkotem.

Judyta
08-06-2011, 12:38
Zgadzam sie z Julitą, ale jednocześnie zaryzykowałabym tlumaczenie nawiązujace do wcześniejszego filmu, jeżeli w tym nowszym istnieją jakiekolwiek wyraźne połączenia, badź wątki, nawiązujące do wcześniejszego filmu, lub jeżeli jest jego kontynuacją. Natomiast, jeśli jest to film zupełnie inny, przetłumaczyłabym go bez międzywierszowych nawiązań. Nie popieram pozostawania przy oryginalnych tytulach, ponieważ na filmy chodzą także ludzie nieznający jego oryginalnego języka i taki tytuł będzie tylko nicniemówiącym bełkotem.

Jeśli pozwolisz - kilka uwag:
1. Mam na imię Judyta.
2. Na początku strony piątej tego wątku wyraźnie napisałam w jakich przypadkach opowiadam się za nawiązywaniem do tytułów wcześniejszych filmów i tutaj moje zdanie jest podobne do Twojego.
3. Uważam, że w kraju, w którym co druga osoba jest studentem oryginalnych tytułów nikt nie potraktuje jak bełkotu. Nie sądzę, że ludzi należy uważać za ignorantów (podobnie jak ktoś tu już wcześniej zauważył).
Istnieje duża ilość filmów, których tytuły (przykłady podałam wyżej) pozostawiono w języku źródłowym i ludzie dają sobie z nimi radę.:)
(Rzecz jasna, jestem zdania, że należy zostawiać tytuły w oryginale tylko w ostateczności, jeśli naprawdę nie ma pomysłu na to, jak przełożyć dane wyrażenie.)

maryjanable
08-06-2011, 12:47
Czyli jak narazie nie znaleźliśmy 'złotego środka' :)
No i chyba w tym przypadku takiego rozwiązania nie znajdziemy.

Może podajmy jeszcze jakieś przykłady tytułów filmów, oryginalny tytuł i tytuł pod jakim możemy zobaczyć ten film w PL. Więcej przykładów = więcej pomysłów / skojarzeń.

Pozdrawiam

dianapaluch
08-06-2011, 18:41
Wydaje mi się, że skoro do tej pory nie odnaleźliśmy "złotego środka" to chyba rzeczywiście oznacza, że takowy nie istnieje. Zapewne nie jesteśmy pierwszymi i ostatnimi osobami, które się zastanawiały nad tą sprawą. A tak w ogóle to, co myślicie o tłumaczeniu filmu "Crash" - "Miasto gniewu"?

Justyna78
08-07-2011, 11:04
Witam

Sama często oglądając film dochodziłam do wniosku, że przetłumaczony tytuł w żaden sposób nie oddaje treści filmu. Zresztą nie chodzi tylko o tytuły, bardzo często zauważam w trakcie filmu, że niektóre zdania są przetłumaczone kompletnie inaczej, w sytuacji, która wcale nie wymaga tej zmiany. Wręcz przeciwnie, myślę, że czasami tłumacze sami chcą stworzyć coś nowego i stąd te różnice. Mnie samą trochę to razi. Uważam, że nie należy wprowadzać nowości tam, gdzie nie są one potrzebne, to tak jakby utrudnianie własnej pracy i tylko ludzie znający obcy język mogą zauważyć różnice w tłumaczeniach, a co za tym idzie lepiej zrozumieć, co pierwotny autor miał na myśli. Często zdarza się, że nowy tytuł, który nie ma nic wspólnego z oryginałem, tak naprawdę odrzuca widzów, przez co oglądalność spada już na samym wstępie. Jest to krzywdzące dla twórców filmów, chociaż bywa i odwrotnie. Zmieniony tytuł zachęca do obejrzenia filmu, po czym widz czuje się trochę oszukany, bo spodziewał się zupełnie czegoś innego. Myślę, że o ile to możliwe, należy trzymać się oryginału.

Justyna78
08-07-2011, 11:16
To niestety smutna prawda, że spora część tytułów w polskiej wersji językowej brzmi absurdalnie i dalece odbiega od oryginału. Niewątpliwie w branży filmowej najważniejsze są kwestie marketingowe, a kwestie językowe schodzą na dalszy plan.(...)

Zgadzam się również z tym co powiedziała agaja. Przed tłumaczem stoi w tej sytuacji trudne zadanie. Musi on jak najlepiej przetłumaczyć tytuł, ale w taki sposób, by sprostać wymaganiom dystrybutorów. Jak mówi przysłowie, znajduje się niestety "między młotem a kowadłem".

dianapaluch
08-07-2011, 13:08
No w sumie to tak, bo przecież decyzja o tłumaczeniu tytułu filmu nie należy wyłącznie do tłumacza. W ogóle to nie jestem pewna czy tłumacz ma tutaj cokolwiek do powiedzenia. Ale podpisuję się również pod tym, co Justyna78 powiedziała, że tytuł powinien być odzwierciedleniem tego, o czym film jest. I również, że nie powinno się udziwniać tytuł, który już jest dobry. Nie możemy patrzeć na odbiorców z góry, bo są ludzie, którzy mimo słabej znajomości języka potrafią dociekać, dlaczego tytuł jest taki, co on oznacza i zauważają brak połączenia pomiędzy treścią filmu a jego tytułem.

Kat
08-07-2011, 16:18
wydaje mi sie, że odwołanie do fabuły w tytule filmu może dużo dac potencjalnemu widzowi. oczywiście, jeśli tytuł nie jest udziwniony i ma coś wspólnego z oryginałem. nie wiem, jak to jest w przypadku "Crash - miasta gniewu", który podała Diana, bo filmu nie widziałam, ale jeśli chodzi o film "10 things I hate about you" u nas przetłumaczony jako "Zakochana złośnica", to polski tytuł mi osobiście się podoba. normalnie widząc takie tłumaczenie można by się w głowę popukać, bo jedno z drugim nie ma nic wspólnego, a tytuł odnosi sie bardziej do wiersza, który głowna bohaterka napisała na końcu. z tym, że jesli wziąć pod uwagę całośc filmu, jego fabułę, charakter bohaterki i nawiązanie do sztuki Szekspira "poskromienie złośnicy", to tytuł zaczyna nabierać sensu. i ze strony marketingowej na pewno brzmi lepiej i bardziej intrygujaco niż oryginał.

magda2507
08-07-2011, 17:22
Mi również wydaje się, że decyzja dotycząca ustalenia tytułu filmu nie zależy tylko od tłumacza ale przede wszystkim od dystrybutora. Ja ciągle jestem zdania, że tłumacz powinien być wierny oryginałowi ale są przypadki w których tytuł musi być po prostu zmieniony tak, żeby pasował do sytuacji.

magda2507
08-07-2011, 17:29
Tak na marginesie wspomnę tylko (odbiegając trochę od tematu), że tytuły filmów nie są odosobnione jeśli chodzi o problem z ich tłumaczeniem. Podobne rozterki dotyczą tytułów artykułów prasowych czyli nagłówków. Pisałam w tym roku na ten temat pracę magisterską (dokładnie na temat tłumaczenia nagłówków w "Angorze" i "Tygodniku Forum") no i tłumacz, a często dziennikarz, zmuszony jest do tego, by zmienić oryginalny nagłówek i nie tłumaczyć go dosłownie. Wszystko po to, by nagłówek artykułu był atrakcyjny dla czytelników, ale także zawierał wszelkie niezbędne informacje.

magda2507
08-07-2011, 17:30
Tak więc podsumowując cały ten wątek ciężko tak naprawdę jest znaleźć dobre rozwiązanie tak to już było wspomniane. Ja jednak nie jestem za tym, aby nawiązywać do innego tytułu jeśli film sam w sobie tego nie robi.

dianapaluch
08-07-2011, 21:51
Podpisuję się pod tym, co Magda powiedziała dwoma rękoma. Nie powinno się nawiązywać do tytułu innego filmu, bo to w sumie może wnieść zamęt. Odbiorcy mogą w sumie pomyśleć, że istnieje jakieś powiązanie pomiędzy danymi filmami, podczas gdy takowego nie ma. Tytuł powinien przede wszystkim odzwierciedlać teść filmu, a jeśli chodzi o resztę to już chyba każdy film trzeba z osobna wziąć pod lupę.

Justyna78
08-07-2011, 22:39
Natrafiłam na kolejne dziwne nawiązanie tytułu. 'Moje wielkie greckie wesele' ('My Big Fat Greek Wedding') i 'Moja wielka grecka wycieczka' ('My Life in Ruins'). Obydwa te filmy łączy JEDYNIE (poprawcie mnie, jeśli się mylę) postać głównej bohaterki (Nia Vardalos), poza tym filmy te nie mają ze sobą nic wspólnego.

Zgadzam się z tym, że to dziwne nawiązanie. Widziałam oba filmy i już na samym wstępie wytworzyłam sobie błędny obraz filmu "Moja wielka grecka wycieczka" myśląc, że jest to kontynuacja lub ma on jakikolwiek związek z poprzednim, tym bardziej, że postać głównej bohaterki jest taka sama. Trochę zawiodłam się na tłumaczeniu, ponieważ niepotrzebnie połączyłam oba filmy ze sobą.

Nasunął mi się kolejny zmieniony tytuł mogący być pierwowzorem greckiego wesela i wycieczki, mianowicie "Moja wielka wściekła rodzina" . W oryginale brzmi "Madea's Family Reunion".

maryjanable
08-07-2011, 22:49
Zgadzam się z tym, że to dziwne nawiązanie. Widziałam oba filmy i już na samym wstępie wytworzyłam sobie błędny obraz filmu "Moja wielka grecka wycieczka" myśląc, że jest to kontynuacja lub ma on jakikolwiek związek z poprzednim, tym bardziej, że postać głównej bohaterki jest taka sama. Trochę zawiodłam się na tłumaczeniu, ponieważ niepotrzebnie połączyłam oba filmy ze sobą.

Nasunął mi się kolejny zmieniony tytuł mogący być pierwowzorem greckiego wesela i wycieczki, mianowicie "Moja wielka wściekła rodzina" . W oryginale brzmi "Madea's Family Reunion".

Tutaj dokładnie widać wpływ ludzi którzy się zajmują dystrybucją filmu w naszym kraju. Oryginalny tytuł nie jest ważny, ważne jest oby czymś przyciągnąć widza do kina. W tym przypadku tytuł miał się kojarzyć z filmem, który odniósł już sukces w naszym kraju. Przyznam, że sam się na tym złapałem, czytając tylko polskie tytuły.

Justyna78
08-07-2011, 23:50
Pomimo, że jestem zwolenniczką możliwie jak najwierniejszego odwzorowania oryginalnej wersji tytułu, myślę, że w niektórych przypadkach warto pokusić się o lekkie odejście od pierwowzoru, by przybliżyć odbiorcom tematykę filmu. Odnoszę się do filmu "Leap year" (Oświadczyny po irlandzku). Uważam, że przetłumaczenie go jako "Rok przestępny" na pewno dobrze odwzorowuje irlandzki zwyczaj przedstawiony w filmie, jednak tych, którzy oczekują komedii romantycznej raczej w pierwszej chwili nie przyciągnie, a wszystko to za sprawą rynku, który w tej kwestii zasypuje nas bardzo podobnymi, kolejnymi tytułami ściśle związanymi z tematyką miłości. Dlatego też tytuł brzmiący odmiennie, jakby niezwiązany z tą tematyką wielu osobom wcale nie skojarzy się z gatunkiem. Taka prawda niestety, że tutaj mimo wszystko ważniejsze jest przyciągnąć odbiorców niż kultywować piękno języka.

Justyna78
08-07-2011, 23:57
Przyszły mi do głowy kolejne nawiązania do znanych tytułów np. "Die Hard" ("Szklana pułapka"), "Spy Hard" ("Szklanką po łapkach"), "My Best Friend's Wedding" ("Mój chłopak się żeni"), "Made of Honor" ("Moja dziewczyna wychodzi za mąż").

maryjanable
08-08-2011, 09:04
A ja sobie przypomniałem o filmach z serii 'Jay and Silent Bob'. W przypadku 'Jay and Silent Bob Strike Back' mamy tłumaczenie proste i oczywiste 'Jay i Cichy Bob kontratakują'. Ale w przypadku 'Degrassi: The Next Generation - Jay and Silent Bob do Degrassi' tłumaczenia tytułu na język polski nie ma. I chyba lepiej że nie ma.

Arletta
08-08-2011, 09:14
Witam

Sama często oglądając film dochodziłam do wniosku, że przetłumaczony tytuł w żaden sposób nie oddaje treści filmu. Zresztą nie chodzi tylko o tytuły, bardzo często zauważam w trakcie filmu, że niektóre zdania są przetłumaczone kompletnie inaczej, w sytuacji, która wcale nie wymaga tej zmiany. Wręcz przeciwnie, myślę, że czasami tłumacze sami chcą stworzyć coś nowego i stąd te różnice. Mnie samą trochę to razi. Uważam, że nie należy wprowadzać nowości tam, gdzie nie są one potrzebne, to tak jakby utrudnianie własnej pracy i tylko ludzie znający obcy język mogą zauważyć różnice w tłumaczeniach, a co za tym idzie lepiej zrozumieć, co pierwotny autor miał na myśli. Często zdarza się, że nowy tytuł, który nie ma nic wspólnego z oryginałem, tak naprawdę odrzuca widzów, przez co oglądalność spada już na samym wstępie. Jest to krzywdzące dla twórców filmów, chociaż bywa i odwrotnie. Zmieniony tytuł zachęca do obejrzenia filmu, po czym widz czuje się trochę oszukany, bo spodziewał się zupełnie czegoś innego. Myślę, że o ile to możliwe, należy trzymać się oryginału.
Zgadzam się, że przetłumaczony tytuł może niektórych przyciągnąć do kin, a innych zniechęcić, dlatego warto – w miarę możliwości – trzymać się oryginału, przekazu autora. Pisałam już o tym w tym wątku przy okazji „Eternal Sunshine of the Spotless Mind”. Gra słów w polskimi tytule („Zakochany bez pamięci”) dotarła do mnie dopiero po obejrzeniu filmu, ponieważ wcześniej nie znałam fabuły.
Tytuł jest bardzo ważny, ale nie przesadzajmy też, że decyduje o sukcesie filmu. Wiele osób idzie obejrzeć ulubionych aktorów, film danego reżysera lub kieruje się recenzjami. Co oczywiście nie znaczy, że przy tłumaczeniu tytułu nie powinniśmy się chwilę zastanowić.

maryjanable
08-08-2011, 13:08
Jeszcze jeden tytuł, który wpadł mi do głowy. Film 'American History X' możemy znaleźć z tłumaczeniem 'Więzień nienawiści'. Polski tytuł zupełnie oderwany od oryginału, jednak mówiący chociaż troche o gatunku filmu, próbujący nakierować widza na fabułę filmu.

Kat
08-08-2011, 13:31
a te trzy - związku między nimi nie ma, a tytuły sa bardzo podobne:
czego pragną kobiety -> what women want
kobiety pragną badziej - he's just not that into you
czego pragnie dziewczyna -> what a girl wants (akurat tu oryginał jest bardzo podobny do tytułu filmu z Melem Gibsonem, niemniej treściowo nie mają wiele wspólnego).

ja się cieszę, że niektóre tytułu pozostaja bez zmian, bo tłumaczenie mogłoby negatywnie wpłynąć na odbiór filmu. jakoś nie moge sobie wyobrazić szukania polskich odpowiedników do "Underwolrd","resident evil" czy "speed". na pewno dałoby radę je znaleźć, ale obawiam się, że mogłyby wyjśc takie kwiatki jak przy "Die Hard" czy "Dirty dancing". swoja droga, to ciekawe, że tylko pierwsza część Dirty dancing ma polski odpowiednik, a druga (na całe szczęście) już nie.

HannaKaloka
08-09-2011, 11:54
Celem zmiany tytułu oryginalnego przy przekładzie może być chęć oddania głębi lingiwstycznej oryginału, kiedy zachodzi gra słów. Często nie da się jej przekazać dosłownie, potrzebne są więc znaczne zmiany słownictwa. Tłumacz może operowac także stylistyką języka oraz idiomami.

Rzeczywiście można znaleźć kilka przykładów niedosłownych, a nawet niefortunnych tłumaczeń oryginalnych tytułów:
"Dirty Dancing" - "Wirujący seks"
"Terminator" - "Elektroniczny morderca"
"Blade Runner" - "Łowca androidów"

HannaKaloka
08-09-2011, 11:59
Tłumacz może przetłumaczyć dowolnie tytuł oryginalny w celu uchwycenia aspektu psychologicznego filmu. Taki tytuł jest wówczas lepiej dopasowany do przesłania i motta utworu oraz lepiej oddaje i sugeruje efekt, którego może spodziewać się widz.

Przykłady odmienności tłumaczeń w oryginale i wersi docelowej:
"Eternal Sunshine of the Spotless Mind" - "Zakochany bez pamieci"
"Reality Bites" - "Orbitowanie bez cukru"
"Finding Neverland" - "Marzyciel"

HannaKaloka
08-09-2011, 12:07
Tłumacz może odstąpić od wiernego tłumaczenia tytułu, kiedy w grę wchodzi wymiar socjologiczny kraju docelowego, w którym ma pojawić się utwór. Dane społeczenstwo prawdopodobnie inaczej niż przykładowo Amerykanie reaguje na tytuł z powodu uwarunkowań historyczno - kulturowych. Dla Polaków zmiana tytułu moze zadecydować o atrakcyjności filmu i przyczynić się do wzrostu jego popularności. Inaczej mówiąc, tłumacz może zmienić oryginalny tytuł w celach marketingowych.

Przykłady odstąpienia od oryginalnego tłumaczenia:
"Fight Club" - "Podziemny krąg"
"A Walk to Remember" - "Szkoła uczuć".

HannaKaloka
08-09-2011, 12:16
Film "Coyote Ugly" przetłumaczony jako "Wygrane marzenia" opowiada o ambicjach młodej Violet. Dziewczyna przeprowadza się do Nowego Yorku, gdzie znajduje pracę w barze "Coyote Ugly". Polski tytuł dobrze oddaje rzeczywisty wydźwięk filmu - dążenia zdolnej Amerykanki do realizacji jej młodzieńczych marzeń. Tym samym tłumacz przybliżył polskiemu widzowi wymiar psychologiczny filmu, którym nasycona jest fabuła. Bar "Coyote Ugly" nie jest znany szerokiemu kręgowi polskich odbiorców, natomiast tytuł "Wygrane marzenia" dobrze wpisuje się w nastroje społeczne Polaków.

Przykłady "niewiernego tłumaczenia":
"Open Season" - "Sezon na misia"
"Shark tale" - "Rybki z ferajny"

HannaKaloka
08-09-2011, 12:23
Utwór "City by the sea" przełożony jako "Dochodzenie" przedstawia etap życia oraz kariery nowojorskiego policjanta Vincenta LaMarca. Pochodzi on z City by the Sea czyli z Long Beach, gdzie zostawił żonę i syna, i skąd przeniósł się do Nowego Yorku. Film opisuje trudne detektywistyczne dochodzenie w sprawie własnego syna LaMarca, z którym wiąże się powrót do przeszłości i do jego "Miasta nad morzem." Dla polskiego widza nazwa "City by the Sea" nie niesie z sobą oczywistych skojarzeń - bardziej marketingowo brzmi "Dochodzenie", które oddaje fabułę filmu i zawiera nutkę pikantności.

Przykłady odstąpienia od dosłownego tłumaczenia:
"Mighty heart" - "Cena odwagi"
"Panic Room" - "Azyl"