PDA

View Full Version : Błędy w tekscie wyjściowym


annajustyna22
07-11-2011, 15:28
Jak podejśc do problemu błedów w tekscie wyjściowym?Co zrobić, jeżeli tekst wyjściowy jest niestylistyczy, pisany długimi zdaniami, nielogiczny według nas? Rozbijąc długie nielogiczne zdania na krótkie, szukać logicznych powiązań miedzy zdaniami czy tłumaczyć karkołomne zdania, mimo że w języku docelowym wygląda to później jak jakis skomplikowany twór?

ELFtranslation
07-18-2011, 23:31
Zakładając że masz na myśli tekst literacki (gdyż jesteśmy w dziale literackim) tłumacz może pozwolić sobie na wiele tzn. ma większe pole do popisu. Myślę, że może umiejętnie przetłumaczyć nielogiczne zdania w logiczne w języku docelowym zachowując formę i sens. Długie karkołomne zdania można przetłumaczyć w krótsze i bardziej zgrabne nie przekształcając zbytnio tekstu wyjściowego. Niemniej jednak wolność tłumacza zależna jest od poszczególnego tekstu.

alekssandra
07-19-2011, 08:54
W przypadku nielogicznych, zbyt długich zdań tłumacz może przekształcić zdania w bardziej zgrabne i logiczne. Niewiele osób, czytając tekst literacki sięgnie do wersji oryginalnej, więc winą za niezgrabną stylistykę obarczy tłumacza, nie zaś autora tekstu.

edzik167
07-19-2011, 09:29
W tym przypadku tłumacz jak najbardziej może pozwolić sobie na taką zmianę, która pozwoliłaby na łatwiejsze i bardziej estetyczne przekazanie tekstu. Zgadzam się z tym, że to właśnie tłumacza obwinia się za złe tłumaczenie, ponieważ nikt nawet nie pomyśli, że to autor popełnił takie błędy w tekście oryginalnym.

jarmoe
07-19-2011, 10:10
nie wiem, czy nie za łatwo stwierdzacie, że tłumacz może sobie zmienić teskt wyjściowy. poza tym, długie nielogiczne zdania są dla tłumacza, może dla kogo innego wcale nie są ani za długie, ani nielogiczne. myślę, że to bardzo, bardzo uznaniowa i indywidualna sprawa. odsyłam do książek Karla Rahnera, niekoniecznie tych najbardziej naukowych, gdzie jedno zdanie potrafi trwać przez 12-13 linijek tekstu i ostatnie co można o nim powiedzieć, to to, że jest nielogiczne. osobną jeszcze sprawą jest tendencja pewnych języków do budowania długich zdań, np. angielski woli krótki, a niemiecki i polski lubią długie, wielokrotnie złożone zdania.

podsumowując, uważam, że należy tłumaczyć jak najwierniej tekst i nie silić się na próbę interpretacji autora i przerabianie jego/jej zdań na 'krótsze i bardziej logiczne.' w takiej sytuacji, lepiej napisać drugą książkę na podobny temat

alekssandra
07-19-2011, 10:22
Nie chodzi tu o to, by zmieniać coś w tłumaczeniu tylko dlatego, że nam się nie podoba lub my, pisząc książkę, zrobilibyśmy to inaczej. Chodzi o skracanie i modyfikowanie zdań w przypadkach, gdy ich wierne tłumaczenie uczyniłoby tekst mało zrozumiałym dla odbiorcy. Czytający przetłumaczony utwór literacki ma czerpać z tego przyjemność, a nie męczyć się, gdy np. cztery kolejne zdania zaczynają się od „kiedy”. Wierność tłumaczenia jak najbardziej, ale dodajmy do tego wyczucie i zdrowy rozsądek.

jarmoe
07-19-2011, 10:50
rozumiem o czym mówisz i nawet jakoś mógłbym, się z tym zgodzić. Ale jednak skracanie zdań, wywołuje konieczność stwarzania nowych podmiotów, dzielienia zdań według uznania, a to już krok do zmiany treści.
a czasem przecież błędy są zamierzone przez autora u dłużyzny są formą wyrazu.

ale najbardzij podoba mi się Twoje ostatnie zdanie, że wyczucie i zdrowy rozsądek to podstawa. i na tym można by zakończyć te rozmowę :)

MonikaMPreston
07-19-2011, 11:12
Zgadzam się, że najlepszym wyjściem z takiej sytuacji jest tylko zdrowy rozsądek. Musimy wziąć pod uwagę nie tylko sam tekst i jego sens ale również i jego odbiorców. Na pewno niektóre modyfikacje będą niezbędne, ale to też zależy od budowy samych zdań i charakteru błędów w tekście wyjściowym - jakie konkretnie błędy miałyby to być?

Kordian.Niedziela
07-19-2011, 11:55
Uważam, że chociaż temat znajduje się w dziale tłumaczeń literackich to ciekawiej będzie jeżeli podejdziemy do tematu nie ograniczając się do jednego rodzaju tłumaczeń. Uważam, że jeżeli oryginał posiada błędy to tłumacz jak najbardziej ma prawo to ich skorygowania. Osoba, która będzie czytać tłumaczenie nie zna oryginału i to właśnie tłumacz będzie obarczony za błąd. Mówię w tym momencie o błędzie merytorycznym, kiedy tłumaczymy tekst techniczny.

edzik167
07-19-2011, 12:38
Zgadzam się z alekssandra. Nie chodzi o zmianę tekstu bo mi się tak podoba. Chodzi o to aby tekst był napisany tak żeby KAŻDY odbiorca miał możliwość jego zrozumienia. Są ludzie, którzy mają bardzo szeroki zasób słownictwa, są jednak też tacy, którzy mają problem ze zrozumieniem bardzo trudnych pojęć. Ważne jest też właśnie to żeby tekst był napisany odpowiednio do danego języka, czyli jak napisał jarmoe jeśli Anglicy używają krótkich zdań to wg mnie takie też mogły by one być.

mol
07-19-2011, 13:40
Stopień interwencji tłumacza w np. warstwę stylistyczną tekstu zależy moim zdaniem od rodzaju tekstu. jeżeli jakiś tekst naukowy został napisany zawile, długimi zdaniami itp., a ma być umieszczony w publikacji popularnonaukowej, to wtedy tłumaczymy tak, żeby odbiorca miał jak największy komfort, czyli upraszczamy, skracamy itd..
Jeżeli zaś chodzi o tekst literatury pięknej, gdzie zawiły styl i długie zdania stanowią o wyjątkowości autora i tekstu, wtedy tłumacz, moim zdaniem, nie powinien interweniować.

alekssandra
07-19-2011, 14:05
Według mnie jeśli chodzi o teksty naukowe, techniczne itd. to powinniśmy byc jak najbardziej konkretni i wierni oryginałowi, a zmian dokonywać głównie na poziomie merytorycznym (o ile to konieczne) – w tego typu tekstach informacja w nich zawarta jest najważniejsza i nadmierna interpretacja ze strony tłumacza może zmienić całkowicie treść tekstu. Moje poprzednie wypowiedzi na temat modyfikacji tekstu dotyczyły tłumaczeń literackich (wątek ten znajduje się w tym właśnie dziale), w nich tłumacz może mieć więcej swobody, oczywiście nie zmieniając sensu zawartego w oryginale.

Asia S.
07-19-2011, 14:23
Podobnie jak moi przedmówcy, uważam, że tłumacz ma utrudnione zadanie, jeśli tekst, który otrzymuje od zleceniodawcy jest nielogiczny i niepoprawny stylistycznie (czasem i gramatycznie:(). W takiej sytuacji tłumacz jest zmuszony zinterpretować tekst w taki sposób, aby był on jednocześnie poprawny i zrozumiały dla odbiorcy.

Nawojka
07-19-2011, 14:44
Jak podejśc do problemu błedów w tekscie wyjściowym?Co zrobić, jeżeli tekst wyjściowy jest niestylistyczy, pisany długimi zdaniami, nielogiczny według nas? Rozbijąc długie nielogiczne zdania na krótkie, szukać logicznych powiązań miedzy zdaniami czy tłumaczyć karkołomne zdania, mimo że w języku docelowym wygląda to później jak jakis skomplikowany twór?
A ja właśnie kilka dni temu wdałam się w burzliwą dyskusję (by nie powiedzieć spór) z koleżanką, na temat powinności i uprawnień tłumacza. Niektórzy z forumowiczów z bardzo dużą pewnością twierdzą, że tłumacz, by uczynić tekst bardziej zrozumiałym czy przystępnym, może dopuszczać się wielu różnych poprawek, a mnie jednak takiej pewności brakuje. Bo myślę sobie, że w tłumaczeniu chodzi również o zachowanie pewnego stylu wypowiadania się. Jeśli styl autora oryginału jest pokrętny i mało czytelny, to czy ja na pewno powinnam go zmieniać. Moja koleżanka twierdzi, że bez względu na to jak wygląda oryginał, tekst przekładu powinno czytać się dobrze, a ja jednak opowiadałabym się za tłumaczeniem możliwie wiernym.
Co innego jednak, gdy w oryginale są EWIDENTE błędy - tutaj może i ja pokusiłabym się o małą poprawkę. Ale sądzę, że nie starałabym się raczej (w miarę możliwości) szlifować stylu autora i z jednego długiego zdania robić kilku krótkich. A co, jeśli autor oryginału dopuszcza się błędów merytorycznych - np. wstawia niewłaściwe daty, myli nazwiska itp. Co byście zrobili?

ELFtranslation
07-19-2011, 14:54
W przypadku tekstow "nieliterackich", mozna by tu bardziej polemizowac. Jesli nasz zdrowy rozsadek podpowie nam, ze byc moze błąd autora jest zamierzony, tłumacz moze użyć adnotacji, ktora pozwoli na przetłumaczenie umyślnego błędu autora i umieszczenie poprawki tłumacza w adnotacji. Oczywiście najlepiej nie przesadzać z adnotacjami i korzystać z nich w ostateczności :-)- również w miarę rozsądku.

mol
07-19-2011, 15:48
Wydaje mi się, że dyskusja o tym, co robić z błędami w tekście wyjściowym zahacza również odrobinę o status osoby tłumacza, mianowicie, czy tłumacz jest "przezroczysty" i tylko przekłada czy wręcz przeciwnie, tłumacz wyraźnie zaznacza w tekście swoją obecność. Ta druga ewentualność z pewnością pozwala na większą interwencję w tekst.

Z drugiej strony jednak, jeśli ktoś ma przetłumaczyć tekst techniczny "obrócić zgodnie z ruchem wskazówek zegara (tj. w lewo)" pojawia się problem. Wtedy chyba najlepiej skonsultować się z klientem i ustalić wspólnie o co chodzi.

milka
07-19-2011, 17:10
Chodzi o to aby tekst był napisany tak żeby KAŻDY odbiorca miał możliwość jego zrozumienia. Są ludzie, którzy mają bardzo szeroki zasób słownictwa, są jednak też tacy, którzy mają problem ze zrozumieniem bardzo trudnych pojęć.

Tutaj należy się zastanowić, dla jakiej grupy odbiorców dany tekst jest tłumaczony. Teksty naukowe są pisane trudnym językiem. Ktoś, kto nie ma pojęcia o tej dziedzinie, której ten tekst dotyczy, nie zrozumie, o czym mowa. W takim przypadku tłumacz nie powinien upraszczać tekstu ani go zmieniać, przekształcać zdania na krótsze, bo wtedy nie będzie miało to sensu. Co innego, jeśli chodzi o powieści, bajki dla dzieci itp. Wtedy tłumacz ma większe pole do popisu i może wykreować tekst tak, by był bardziej atrakcyjny dla czytelnika.

psotka
07-19-2011, 18:21
Przede wszystkim, przed rozpoczęciem tłumaczenia - w przyp.tekstów literackich, tłumacz powinien zdobyć jak najwięcej informacji o autorze oryginału i samym oryginale. Pięknie wszyscy doradzacie, ale zapominacie, że tłumacz w razie wątpliwości powinien zapytać samego autora - w miarę możliwości. Robienie czegoś na własną rękę zawsze wiąże się z ryzykiem popełnienia błędu w tłumaczeniu. Jeszcze gorzej, kiedy tłumacz weźmie za błąd coś, co było zamierzonym celem autora. Wtedy klapa.

malika
07-19-2011, 19:50
Bledy w tekscie wysjciowym sa zamierzone lub nie, dlatego też przed rozpoczeciem pracy trzeba sprawdzic czy to jest cecha stylistyczna autora (tak jak radza moi poprzednicy). Z drugiej strony istnieja teksty gdzie zdania ciagna sie przez cala strone i nikt nie wie o co w nich chodzi, dlatego tez lepiej rozbijac takie zdania, poszukac ich logicznego sensu

Nawojka
07-19-2011, 22:14
Według mnie jeśli chodzi o teksty naukowe, techniczne itd. to powinniśmy byc jak najbardziej konkretni i wierni oryginałowi, a zmian dokonywać głównie na poziomie merytorycznym (o ile to konieczne) – w tego typu tekstach informacja w nich zawarta jest najważniejsza i nadmierna interpretacja ze strony tłumacza może zmienić całkowicie treść tekstu. Moje poprzednie wypowiedzi na temat modyfikacji tekstu dotyczyły tłumaczeń literackich (wątek ten znajduje się w tym właśnie dziale), w nich tłumacz może mieć więcej swobody, oczywiście nie zmieniając sensu zawartego w oryginale.
Podobnie jak mol, uważam, że dobrze byłoby zacząć od ustalenia jaki status ma tłumacz. Opinii byłoby pewnie tyle ile tłumaczy, każdy ciut inaczej postrzega swoją rolę. Ja, jakkolwiek uważam, że tłumacz musi czasem wykazać się dużą dozą kreatywności, myślę, że powinien starać się być możliwie "niewidzialnym". Absolutnie nie mogę się zgodzić z opinią Alekssandry, która dopuszcza możliwość modyfikacji w tłumaczeniach tekstów literackich. W tekstach literackich styl autora - leksyka, składnia itp. jest immantną częścią całego przekazu - tu nie chodzi tylko o to, żeby wyłożyć czytelnikowi co miał na myśli autor. Jeśli autor ma taki a nie inny sposób uprawiania literatury to co mi do tego? Jeśli mnie, jako tłumaczce, nie podoba się jego tekst, to go nie tłumaczę albo macham ręką na zawiłości języka i tłumaczę to, co jest. Sytuacja zmienia się jeśli tłumaczę coś na kształt, powiedzmy, instrukcji, gdzie osoba autora nie jest zbyt...ważna i bynajmniej nie o styl chodzi.
Wracając do meritum, jeśli jest BŁĄD, błąd, a nie tylko jakiś nieszkodliwy bohomaz językowy - błąd, czyli np. mylnie podana informacja, która wpływa na odbiór tekstu, to myślę, że dobrze jest skontaktować się, jeśli jest taka możliwość, z samym autorem tekstu albo z klientem właśnie i wspólnie ustalić rozwiązanie. Samowoli w tym kontekście nie uważam za najszczęśliwsze rozwiązanie.
A tak na marginesie, mój mąż wpada w dziką furię, gdy tłumacząc jego teksty dopuszczam się jakichś stylistycznych poprawek. Nie twierdzę, że ma rację, ale o czymś to świadczy;-)

Nawojka
07-19-2011, 22:18
Przede wszystkim, przed rozpoczęciem tłumaczenia - w przyp.tekstów literackich, tłumacz powinien zdobyć jak najwięcej informacji o autorze oryginału i samym oryginale. Pięknie wszyscy doradzacie, ale zapominacie, że tłumacz w razie wątpliwości powinien zapytać samego autora - w miarę możliwości. Robienie czegoś na własną rękę zawsze wiąże się z ryzykiem popełnienia błędu w tłumaczeniu. Jeszcze gorzej, kiedy tłumacz weźmie za błąd coś, co było zamierzonym celem autora. Wtedy klapa.
Zgadzam się z drugą częścią Twojej wypowiedzi - jeśli to możliwe tłumacz powienien skontaktować się z autorem oryginału i zasygnalizować mu swoje wątpliwości. Ale czy zbieranie informacji o autorze coś tu wnosi? Zgodzi się na poprawkę - dobrze (mało który się zgodzi), nie zgodzi - trudno. A jeśli nie można skontaktować się z autorem, można zawsze skonsultować się z wydawcą.

Tutaj należy się zastanowić, dla jakiej grupy odbiorców dany tekst jest tłumaczony. Teksty naukowe są pisane trudnym językiem. Ktoś, kto nie ma pojęcia o tej dziedzinie, której ten tekst dotyczy, nie zrozumie, o czym mowa. W takim przypadku tłumacz nie powinien upraszczać tekstu ani go zmieniać, przekształcać zdania na krótsze, bo wtedy nie będzie miało to sensu. Co innego, jeśli chodzi o powieści, bajki dla dzieci itp. Wtedy tłumacz ma większe pole do popisu i może wykreować tekst tak, by był bardziej atrakcyjny dla czytelnika.
Rozpędziłam się, jak widzicie, komentuję po kolei wypowiedzi forumowiczów, ale jeszcze ten jeden post i na dzisiaj basta. Nadal nie uważam, by tłumacz miał prawo do "kreowania" tekstu (chyba, że znów zaczniemy rozmawiać o domestykacji;-)) i nawet w bajkach, powiastkach i przypowieściach powinien być wierny oryginałowi (może to, co teraz powiem, wyda Wam się sobkowate, ale dlaczego mielibyśmy poprawiać autora i przydawać mu zasług, hm? Może w nadziei, że przetłumaczona pozycja książkowa lepiej się sprzeda...?). A co do tekstów naukowych i trudnych, to tu zgadzam się chyba z Maliką - takie teksty mają grono swoich odbiorców, nie chodzi przecież o to, żeby tekst naukowy pisany np. po angielsku był niezrozumiały dla Anglika, a za sprawą interwencji tłumacza, stawał się zrozumiały np. dla Polaka. Tekst naukowy to tekst naukowy. Tekst przetłumaczony nie powinien być ani trudniejszy ani łatwiejszy od oryginału.

KaTe
07-19-2011, 23:13
według mnie jeśli dany tekst literacki jest niestylistycznie poprawnie etc. to tłumacz powinien zgłosić 'małą sugestię'' odnosnie danego tekstu. Przecież nie o to chodzi aby przetłumaczyć coś ''aby było przetłumaczeone'' , ważna jest logika- dlatego uważam że tłumacz powinien taki problem zgłosić.

[QUOTE=KaTe;41419]według mnie jeśli dany tekst literacki jest niestylistycznie poprawnie etc. to tłumacz powinien zgłosić 'małą sugestię'' odnosnie danego tekstu. Przecież nie o to chodzi aby przetłumaczyć coś ''aby było przetłumaczeone'' , ważna jest logika- dlatego uważam że tłumacz powinien taki problem zgłosić.Poza tym to dobrze świadczy o tłumaczu, a klient może zrobić ewentualne poprawki jeśli uzna iż rzeczywiście popełnił jakieś błędy.

mol
07-20-2011, 11:18
Jasne, ale obowiązkiem tłumacza jest przede wszystkim przekazanie oryginału jak najwierniej. Chodzi nie tylko o treść, ale i w miarę możliwości o styl oraz indywidualny "flow" autora. Nie odnosi się to tylko do tekstów literatury pięknej, ale też do rozpraw naukowych, o ile styl autora wyraźnie "przebija się" w tekście. Oczywiście nie istnieje tłumaczenie 1:1, jednak profesjonalne tłumaczenie powinno obfitować w jak najmniej przeinaczeń.

Nawojka
07-20-2011, 13:52
Jasne, ale obowiązkiem tłumacza jest przede wszystkim przekazanie oryginału jak najwierniej. Chodzi nie tylko o treść, ale i w miarę możliwości o styl oraz indywidualny "flow" autora. Nie odnosi się to tylko do tekstów literatury pięknej, ale też do rozpraw naukowych, o ile styl autora wyraźnie "przebija się" w tekście. Oczywiście nie istnieje tłumaczenie 1:1, jednak profesjonalne tłumaczenie powinno obfitować w jak najmniej przeinaczeń.
Zgadzam się z tym w zupełności. Zgrabne i WIERNE tłumaczenie to jest właśnie to!

KaTe
07-20-2011, 14:20
Jasne, ale obowiązkiem tłumacza jest przede wszystkim przekazanie oryginału jak najwierniej. Chodzi nie tylko o treść, ale i w miarę możliwości o styl oraz indywidualny "flow" autora. Nie odnosi się to tylko do tekstów literatury pięknej, ale też do rozpraw naukowych, o ile styl autora wyraźnie "przebija się" w tekście. Oczywiście nie istnieje tłumaczenie 1:1, jednak profesjonalne tłumaczenie powinno obfitować w jak najmniej przeinaczeń.

Rzecz jasna , ale wiadomo ze tłumacz równiez powinien być w kontakcie z klientem w razie jakichkolwiek wątpliwości czy też uwag.

mol
07-20-2011, 15:27
Wydaje mi się też, że jeżeli już jesteśmy zmuszeni do wprowadzenia zmian w oryginale w obliczu jakiegoś ewidentnego błędu i mamy nawet błogosławieństwo autora czy tez klienta to, mimo wszystko, po każdej interwencji tłumacza w tekst oryginalny powinien pozostać ślad- czy to w przypisie, czy to w posłowiu.

jarmoe
07-20-2011, 15:41
mam wrażenie, że zrobiły się nam dwa stronnictwa. jedno za wszelką cenę chce tłumaczeń logicznych i ładnych, a drugie wiernych. chyba to spór tak stary jak sam fakt tłumaczenia czegokolwiek.
ja i tak uważam, że tłumacz nie ma prawa poprawiać błedów autora tekstu, bo to nie jest jego teskt. choćby i autor pisał, że Słońce się kręci wokół Ziemi, a pod Grunwaldem w 1111 wygrali Szwedzi, to tłumacza obowiązkiem jest tak właśnie przetłumaczyć. w tym aspekcie całowicie popieram nawojkę.
natomiast co do wypowiedzi edzik(a)167, to wcale nie uważam, że tekst ma być zrozumiały dla każdego, ma być zrozumiały dla zaplanowanego odbiorcy.
co innego kiedy tłumaczysz Pilipiuka i co innego kiedy tłumaczysz jakieś sprawy inżynieryjno-techniczne, ale zawsze, wiernie i dosłownie przede wszystkim

psotka
07-20-2011, 18:20
Wiernie może oznaczać z uszczerbkiem dla tłumaczenia, zrozumiale może stracić "smaczki" oryginału, czyli i tak źle i tak niedobrze. Jak pisałam wcześniej, tłumacz powinien skontaktować się z autorem i wyjaśnić wątpliwości, może też zdobyć wiedzę na temat owego autora i dzieła, by lepiej zrozumieć tłumaczony tekst.Przy okazji mogą mu się rozjaśnić pewne kwestie sporne w tekście.

Nisztu
07-20-2011, 18:49
Dla mnie ważniejsza jest treść niż forma. Tłumaczę jednak głównie teksty naukowe. Bardzo często zdarza mi się, że autor nie jest naitivem języka w którym pisze i tekst niby jest po angielsku ale jednak po swojemu. Pół biedy jeśli to Polak albo chociaż Słowianin i rozumiem jego kalki językowe, dziwaczne sformułowane zdania. Ale to jak na przykład Niemcy potrafią pisać po angielsku czasem robi ze mnie lingwistycznego detektywa. Zawsze jednak pytam zleceniodawcę, czy mam poprawiać autora, czy też nie. W sytuacji jednak kiedy moje nazwisko ma pojawić się pod przetłumaczonym tekstem nalegam raczej, aby pozwolono mi interweniować.
Każdy ma swoje racje i myślę, że jak to było wspomniane na początku - trzeba mieć otwarty umysł i określoną własną pozycję.

malika
07-20-2011, 21:55
Nigdy nikogo nie da sie zadowolic, zawsze każdy bedzie mial sowje zdanie odnosnie tego czy ingerowac w tekst autorski czy nie. Tłumacz nie ma prawa ingerowac w to co jest napisane, ale wedlug mnie moze poprawic sposob w jaki jest napisane (o ile nie jest to celowe zamierzenie autora).

alekssandra
07-21-2011, 08:42
Pamiętajmy, iż mówimy tu o poprawkach i modyfikacjach mających na celu lepszy odbiów tekstu, a nie „ulepszanie” oryginału. Jak wspomniał wcześniej jarmoe, każdy z języków ma inne cechy charakterystyczne – jeden „woli” krótsze zdania, inny dłuższe, złożone. Mówiac o modyfikacjach mam na myśli uzyskanie efektu „naturalności” języka docelowego. Zadanie tłumacza nie polega na wiernym tłumaczeniu zdania po zdaniu – aby uzyskać taki efekt możemy równie dobrze skorzystać z translatorów czy samemu tłumaczyć slowo po slowie z pomocą słownika. Tłumacz powinien tlumaczyć tekst tak, by każde z pojedynczych zdań tworzyło logiczną, spójną całość. Zdarzyło mi się niestety nie raz zakończyć lekturę książki po kilku zaledwie stronach, gdyż brak w niej jej było spójności, miałam wrażenie iż każde zdanie jest osobną całością. I pierwszą moją myślą nie było wcale: nie podoba mi się styl autora, lecz: ale kiepskie tłumaczenie.

Dla mnie ważniejsza jest treść niż forma. Tłumaczę jednak głównie teksty naukowe. Bardzo często zdarza mi się, że autor nie jest naitivem języka w którym pisze i tekst niby jest po angielsku ale jednak po swojemu. Pół biedy jeśli to Polak albo chociaż Słowianin i rozumiem jego kalki językowe, dziwaczne sformułowane zdania. Ale to jak na przykład Niemcy potrafią pisać po angielsku czasem robi ze mnie lingwistycznego detektywa. Zawsze jednak pytam zleceniodawcę, czy mam poprawiać autora, czy też nie. W sytuacji jednak kiedy moje nazwisko ma pojawić się pod przetłumaczonym tekstem nalegam raczej, aby pozwolono mi interweniować.
Każdy ma swoje racje i myślę, że jak to było wspomniane na początku - trzeba mieć otwarty umysł i określoną własną pozycję.

Zgadzam się z Tobą Nisztu, iż nie zawsze tekst jest napisany całkowicie poprawnie (i nie jest to świadomy zabieg stylistyczny). Takie błędy i nieścisłości powinny być poprawione przez korektora, przed dopuszczeniem książki do druku, ale niekiedy tak się nie zdarza. Poruszyłeś również ważną kwestię – tłumacz podpisuje się pod konkretnym tłumaczeniem, jest więc odpowiedzialny za treść w nim zawartą. Ja nie chciałabym podpisać się pod czymś, czego sama nie chciałabym czytać ze względu na słabe tłumaczenie.

mol
07-21-2011, 10:57
Pobawię się trochę w adwokata diabła i dodam, że jednak, czy nam się to podoba czy nie, czytelnik chce przede wszystkim dowiedzieć się co autor ma do powiedzenia.
Jeśli chodzi o różnice "stylistyczne" między językami- nie sposób się nie zgodzić. Angielski np. "lubi" krótkie zdania. Dla mnie mistrzem prostoty i zwięzłości w języku angielskim jest Hemingway, jednak jego opowiadania przetłumaczone na polski czasami męczą- język polski nie zawsze sprawdza się w tej prostocie wyrazu. Jednak nikt chyba nie ma zamiaru poprawiać autora? :)

Nisztu
07-21-2011, 11:33
Pobawię się trochę w adwokata diabła i dodam, że jednak, czy nam się to podoba czy nie, czytelnik chce przede wszystkim dowiedzieć się co autor ma do powiedzenia.
(...) Jednak nikt chyba nie ma zamiaru poprawiać autora? :)

Zdarzyło mi się niestety nie raz zakończyć lekturę książki po kilku zaledwie stronach, gdyż brak w niej jej było spójności, miałam wrażenie iż każde zdanie jest osobną całością. I pierwszą moją myślą nie było wcale: nie podoba mi się styl autora, lecz: ale kiepskie tłumaczenie.

To jest właśnie to. Kiedy czytamy tłumaczenie, literatury pięknej albo instrukcji obsługi, i coś nam nie gra, to ciężko uwierzyć w to, że takie błędy popełnił autor/producent. On się w końcu powinien na tym znać, prawda? Z reguły więc obrywa tłumacz. A tylko tłumacz wie, jak ciężko czasem z lingwistycznych popisów "twórcy" wyciągnąć coś na tyle sensownego, żeby móc się pod tym podpisać.

Paradoksalnie, kiedy tekst jest bardzo dobry, mało kto spoza branży zwraca uwagę na nazwisko tłumacza.

alekssandra
07-21-2011, 16:16
To prawda. Częściej sprawdza się nazwisko tłumacza, gdy nie przypadło do gustu jego tłumaczenie oraz by omijać go w przyszłości. Paradoksalnie, dobrze przetłumaczony tekst to taki, o którym myślimy, że czytamy go w wersji oryginalnej? :)

Kv4r
07-21-2011, 16:26
Jak podejśc do problemu błedów w tekscie wyjściowym?Co zrobić, jeżeli tekst wyjściowy jest niestylistyczy, pisany długimi zdaniami, nielogiczny według nas? Rozbijąc długie nielogiczne zdania na krótkie, szukać logicznych powiązań miedzy zdaniami czy tłumaczyć karkołomne zdania, mimo że w języku docelowym wygląda to później jak jakis skomplikowany twór?

Ja uważam, że celem tłumaczenia literackiego jest możliwie wierne przekazanie treści utworu, włączając w to również środki stylistyczne bądź też przekaz zawarty "między wierszami".

Przykładowo - w bardziej "zrytmizowanym" wierszu sylabotonicznym, dobór sylab i ich stała liczba decydują o walorach takiego utworu. W momencie gdy przychodzi nam tłumaczyć tego typu utwór, uważam że najważniejsze będzie zachowanie jego cech charakterystycznych (to jest stałej liczby sylab, a w przypadku akcentowanych jej stałej lokacji) a następnie takie dobranie słów użytych w tłumaczeniu, by było możliwe wierne (w ramach możliwości) oddanie treści przekazu.
Osobiście uważam, że tłumaczenia literackie to wyższa szkoła jazdy - abstrahuje tu od innych tłumaczeń pokroju prac naukowych, instrukcji i tym podobnych - w końcu jesteśmy w dziale tłumaczeń literackich ;)

psotka
07-21-2011, 18:07
No właśnie, tłumaczowi dostaje się, gdy książkę źle się czyta, a nie uznaje się jego zasług, gdy zrobi bardzo dobre tłumaczenie. Całe zasługi przypisuje się wtedy autorowi. Chyba taka już niestety niewdzięczna rola tłumacza, że odpowiada za ciężki do przetłumaczenia tekst wyjściowy.

Nisztu
07-21-2011, 18:19
Ja uważam, że celem tłumaczenia literackiego jest możliwie wierne przekazanie treści utworu, włączając w to również środki stylistyczne bądź też przekaz zawarty "między wierszami".


Tak, ale mówimy cały czas co zrobić kiedy w tekście oryginalnym są błędy. żeby trochę usystematyzować proponuję takie rozwiązanie:

1. Ustalić, czy błąd był zamierzony, czy nie. Jeśli tak - nic nam do tego.
2. Ustalić znaczenie tego błędu dla całości tekstu - czy chcemy/musimy coś z nim zrobić.
3. Skonsultować z wydawcą, czy wolno nam dokonywać ingerencji w tekst.
4. Jeśli byłby przekłady na inne języki, sprawdzić jak poradzono sobie z tym problemem. Lub jeśli inne teksty tej osoby były przekładane na nasz język, skontaktować się z tłumaczem i spytać, czy miał podobny problem.
5. Zaproponować rozwiązanie (zostawić wierne tłumaczenie i przypis; poprawić błąd i dodać przypis, że w oryginale było inaczej)

Takie wyjście podpowiada mi rozsądek :-).

ir_71
07-21-2011, 18:30
Pamiętajmy, iż mówimy tu o poprawkach i modyfikacjach mających na celu lepszy odbiów tekstu, a nie „ulepszanie” oryginału. Jak wspomniał wcześniej jarmoe, każdy z języków ma inne cechy charakterystyczne – jeden „woli” krótsze zdania, inny dłuższe, złożone. Mówiac o modyfikacjach mam na myśli uzyskanie efektu „naturalności” języka docelowego. Zadanie tłumacza nie polega na wiernym tłumaczeniu zdania po zdaniu – aby uzyskać taki efekt możemy równie dobrze skorzystać z translatorów czy samemu tłumaczyć slowo po slowie z pomocą słownika. Tłumacz powinien tlumaczyć tekst tak, by każde z pojedynczych zdań tworzyło logiczną, spójną całość. Zdarzyło mi się niestety nie raz zakończyć lekturę książki po kilku zaledwie stronach, gdyż brak w niej jej było spójności, miałam wrażenie iż każde zdanie jest osobną całością. I pierwszą moją myślą nie było wcale: nie podoba mi się styl autora, lecz: ale kiepskie tłumaczenie.

Zgadzam się w 100%! Przecież bardzo rzadko, jeżeli nie nigdy, nie tłumaczy się słowo w słowo. Stąd tez nie widzę problemu, jeżeli chodzi o ewentualne błędy stylistyczne (oczywiście te, nie zamierzone przez autora). Należy tłumaczyć tak, aby czytelnik skupił się na treści, a nie na konstrukcjach językowych. Chodzi przecież przede wszystkim o przekazanie sensu, zwłaszcza w literaturze specjalistycznej. Tutaj liczy się precyzja terminologiczna, a nie kopiowanie struktur językowych. Sprawa zmienia się, jeżeli mamy do czynienia z literaturą piękną. Tutaj liczą się przede wszystkim intencje autora. Tak, czy inaczej, uważam, że tłumacz powinien być w stałym kontakcie z autorem.

mol
07-21-2011, 18:36
W przypadku jakiegoś naprawdę rażącego błędu logicznego, gramatycznego itp. można także zostawić tak jak jest w pierwszym drafcie tłumaczenia wpisując obok [sic!] :)
Tak czy inaczej, ewidentnym zmianom względem tekstu oryginału powinna towarzyszyć adnotacja tłumacza o wprowadzonych zmianach. Jeżeli tekst zostanie opublikowany z tym rażącym błędem z woli klienta, to czytelnik (inny niż klient) może stwierdzić jaki ten tłumacz głupi, że tak napisał z błędem, ale trudno, takie już uroki zawodu...

I jeszcze inspirujący cytat autorstwa genialnego Roberta Stillera: "Jeśli błędy robi byle kto w byle jakiej książce, to je poprawiam, a jeśli autor większej klasy, to nie wypada."

ir_71
07-21-2011, 19:04
I jeszcze inspirujący cytat autorstwa genialnego Roberta Stillera: "Jeśli błędy robi byle kto w byle jakiej książce, to je poprawiam, a jeśli autor większej klasy, to nie wypada."

To dosyć radykalne. O ile Stiller może sobie pozwolić na taka ocenę, to początkujący tłumacz chyba nie bardzo... Zresztą pogarda dla klienta i tłumaczenie tylko dla pieniędzy, w przypadku tłumaczeń literackich musi chyba trochę męczyć.

ELFtranslation
07-21-2011, 21:14
Moim skromnym zdaniem, obecność tłumacza może być bardziej widoczna w tekstach literackich, niż technicznych. Jeśli autor tekstu wyjściowego widnieje jako autor np. książki, wiersza, to jak najbardziej osoba tłumacza powinna być widoczna. W tekstach technicznych autor rzadko bywa ujawniony, dlatego i tłumacz może być „niewidoczny”. Jakie jest Wasze zdanie?

Zgadzam się w 100%! Przecież bardzo rzadko, jeżeli nie nigdy, nie tłumaczy się słowo w słowo. Stąd tez nie widzę problemu, jeżeli chodzi o ewentualne błędy stylistyczne (oczywiście te, nie zamierzone przez autora). Należy tłumaczyć tak, aby czytelnik skupił się na treści, a nie na konstrukcjach językowych. Chodzi przecież przede wszystkim o przekazanie sensu, zwłaszcza w literaturze specjalistycznej. Tutaj liczy się precyzja terminologiczna, a nie kopiowanie struktur językowych. Sprawa zmienia się, jeżeli mamy do czynienia z literaturą piękną. Tutaj liczą się przede wszystkim intencje autora. Tak, czy inaczej, uważam, że tłumacz powinien być w stałym kontakcie z autorem.

Jestem tego samego zdania. W przypadku błędów nie zamierzonych tłumacz może jedynie pomóc odbiorcy w zrozumieniu tekstu i czystym przekazie, oczywiście zaznaczając swoje poprawki czy oto przez użycie (sic) czy adnotacji.

malika
07-21-2011, 22:31
Moim skromnym zdaniem, obecność tłumacza może być bardziej widoczna w tekstach literackich, niż technicznych. Jeśli autor tekstu wyjściowego widnieje jako autor np. książki, wiersza, to jak najbardziej osoba tłumacza powinna być widoczna. W tekstach technicznych autor rzadko bywa ujawniony, dlatego i tłumacz może być „niewidoczny”. Jakie jest Wasze zdanie?
Zgadzam sie z toba. Tlumacz tak samo jak autor zasluguje na to aby byc widocznym. Może nie wymyśla całego tekstu, ale staje sie tak jakby wspolautorem poprzez swoja prace

alekssandra
07-21-2011, 23:48
I jeszcze inspirujący cytat autorstwa genialnego Roberta Stillera: "Jeśli błędy robi byle kto w byle jakiej książce, to je poprawiam, a jeśli autor większej klasy, to nie wypada."

Istnieje tu "ryzyko", iż za sprawą poprawienia błędów w byle jakiej książce jej autor stanie się autorem większej klasy, zaś niepoprawienie błędów w dziele autora większej klasy sprawi, iż książka stanie się byle jaka....

jarmoe
07-22-2011, 10:24
podpisuję się całkowicie pod tym, co alekssandra mówi w poprzednim poście. a poza tym, to może możnaby wypisać nasze propozycje względem konretnych błędów w tekście wyjściowym? Np. interpukcyjne, ignorujemy, ortograficzne - ignorujemy ;) itd

kasia_p
07-22-2011, 10:26
Co innego jednak, gdy w oryginale są EWIDENTE błędy - tutaj może i ja pokusiłabym się o małą poprawkę. Ale sądzę, że nie starałabym się raczej (w miarę możliwości) szlifować stylu autora i z jednego długiego zdania robić kilku krótkich. A co, jeśli autor oryginału dopuszcza się błędów merytorycznych - np. wstawia niewłaściwe daty, myli nazwiska itp. Co byście zrobili?

Trudno ocenić jest styl autora, kiedy ten ma w swoim dorobku literackim np. tylko jedną książkę. Tłumacz nie jest wówczas w stanie ocenić, czy zawiłość tekstu wynika z obranego przez autora stylu. W takim przypadku chyba zdecydowałabym się na "usprawnienie" tekstu, tzn. przetłumaczenie go w taki sposób, żeby był bardziej czytelny. Jeżeli natomiast wspomniany wyżej dorobek literacki autora jest szerszy, tłumacz ma możliwość sprawdzenia czy zabieg zastosowany w jednej książce można znaleźć też w innych. Jeśli tak, to raczej żadnej ingerencji ze strony tłumacza nie powinno być. Mam nadzieję, że się ze mną zgodzisz?

Co do pytania dotyczącego błędów merytorycznych, to w 100% opowiadam się za poprawieniem ich. W końcu to tłumacz odpowiada swoim nazwiskiem za to, co czytelnik znajdzie w tłumaczeniu, niestety również za błędy.

Pięknie wszyscy doradzacie, ale zapominacie, że tłumacz w razie wątpliwości powinien zapytać samego autora - w miarę możliwości. Robienie czegoś na własną rękę zawsze wiąże się z ryzykiem popełnienia błędu w tłumaczeniu. Jeszcze gorzej, kiedy tłumacz weźmie za błąd coś, co było zamierzonym celem autora. Wtedy klapa.

Zgadzam się, że robienie czegoś na własną rękę wiąże się z ryzykiem popełnienia błędu, ale pamiętajmy, że niestety nie zawsze tłumacz ma możliwość skontaktowania się z autorem.... i co wtedy? W końcu to na tłumaczu spoczywa odpowiedzialność za przetłumaczony tekst, czyż nie?

Nisztu
07-22-2011, 10:45
Zgadzam się, że robienie czegoś na własną rękę wiąże się z ryzykiem popełnienia błędu, ale pamiętajmy, że niestety nie zawsze tłumacz ma możliwość skontaktowania się z autorem.... i co wtedy? W końcu to na tłumaczu spoczywa odpowiedzialność za przetłumaczony tekst, czyż nie?

W przypadku tekstów literackich dużo częściej zdarza się, że to wydawnictwo zleca tłumaczenia, a nie sam autor. W wydawnictwie natomiast jest z reguły osoba odpowiedzialna za publikację/kontakt/prawa autorskie lub wszystko to na raz. Zawsze należy kontaktować się ze zleceniodawcą w przypadku głębszych wątpliwości.
Ponawiam także swoją sugestię próby docierania do przekładów danego tekstu na inne języki, ewentualnie innych tłumaczy tekstów tego autora. Być może nie jesteśmy z tym problemem sami i warto zobaczyć jak radzili sobie inni.

Joli
07-22-2011, 11:27
Witajcie! czy ktoś z Was podjął się tłumaczenia tekstu literackiego i może z własnego doświadczenia opowiedzieć z jakimi trudnościami się stykał podczas swojej pracy, jakie miał dylematy podczas tłumaczenia? Ja w tej chwili staram się przetłumaczyć teks z rosyjskiej gazety, tekst na temat seksu, ale tłumaczenie słowo w słowo rodzi tekst po polsku mało zrozumiały, natomiast chcąc nadać polskiemu tłumaczeniu formę zgrabną stylistycznie i odpowiedni charakter tekstowi (bo jest to artykuł z magazyny psychologicznego), muszę zdecydować się na zmianę słów, a czasami nawet konstrukcję zdania, by sens zdania był jasny dla polskiego odbiorcy. A jakie są Wasze doświadczenia?

Nisztu
07-22-2011, 11:33
W mojej pracy nigdy nie zdarzyło mi się tłumaczyć tekstu słowo w słowo. Wprost przeciwnie zawsze szukam polskiej konstrukcji odpowiadającej w znaczeniu i w miarę możliwości formie tekstowi oryginalnemu. nie znam się na specyfice języka rosyjskiego, ale szczerze mówiąc trudno mi sobie wyobrazić, żeby kiedykolwiek było możliwe tak wierne tłumaczeni jak opisujesz?

Joli
07-22-2011, 11:37
Tak, ale mówimy cały czas co zrobić kiedy w tekście oryginalnym są błędy. żeby trochę usystematyzować proponuję takie rozwiązanie:

1. Ustalić, czy błąd był zamierzony, czy nie. Jeśli tak - nic nam do tego.
2. Ustalić znaczenie tego błędu dla całości tekstu - czy chcemy/musimy coś z nim zrobić.
3. Skonsultować z wydawcą, czy wolno nam dokonywać ingerencji w tekst.
4. Jeśli byłby przekłady na inne języki, sprawdzić jak poradzono sobie z tym problemem. Lub jeśli inne teksty tej osoby były przekładane na nasz język, skontaktować się z tłumaczem i spytać, czy miał podobny problem.
5. Zaproponować rozwiązanie (zostawić wierne tłumaczenie i przypis; poprawić błąd i dodać przypis, że w oryginale było inaczej)

Takie wyjście podpowiada mi rozsądek :-).

zgadzam się z Twoimi założeniami w stu procentach! Czasami jest tak, że w tekście jest napisane, że np. bohater, nie Polak, żyjący w XXI postanowił zwiedzić stolicę Polski, ale jednak Katowice go nie zachwyciły. Musimy wiedzieć, czy zrobienie z Katowic stolicy Polski jest nieuwagą, pomyłką pisarza, czy to sam bohater jest geograficznym ignorantem lub totalnym roztrzepańcem:) Wtedy, w pierwszym przypadku trzeba w tłumaczeniu zmienić stolice Polski na Warszawę,ale w drugim przypadku musimy zostawić sprawę tak, jak została napisana w oryginale. Tak myślę...

kasia_p
07-22-2011, 13:25
Istnieje tu "ryzyko", iż za sprawą poprawienia błędów w byle jakiej książce jej autor stanie się autorem większej klasy, zaś niepoprawienie błędów w dziele autora większej klasy sprawi, iż książka stanie się byle jaka....

Słusznie ! I widać tutaj czarno na białym jak ogromny wpływ ma praca tłumacza na sukces danej książki, czy nawet samego autora..... bo przecież są przypadki kiedy to oryginał nie jest/był bestsellerem w source culture natomiast stał się nim w target culture lub odwrotnie ;)

mol
07-22-2011, 16:13
Starałam się poczytać trochę o problemie błędów w tekstach wyjściowych i natknęłam się na ciekawy przypadek odnoszący się do tłumaczeń przysięgłych (a więc nie literatury pięknej) w Anglii. Tłumaczenie dokumentu oraz sam dokument (tekst wyjściowy) są traktowane jako teksty o wadze prawnej. Dokument musi zostać przetłumaczony tak aby wiernie oddawać treść oryginału. Tłumacz nie ma prawa nanosić żadnych zmian i poprawek, czyli nie wolno poprawiać błędów ortograficznych lub rzeczowych.

psotka
07-22-2011, 18:13
Starałam się poczytać trochę o problemie błędów w tekstach wyjściowych i natknęłam się na ciekawy przypadek odnoszący się do tłumaczeń przysięgłych (a więc nie literatury pięknej) w Anglii. Tłumaczenie dokumentu oraz sam dokument (tekst wyjściowy) są traktowane jako teksty o wadze prawnej. Dokument musi zostać przetłumaczony tak aby wiernie oddawać treść oryginału. Tłumacz nie ma prawa nanosić żadnych zmian i poprawek, czyli nie wolno poprawiać błędów ortograficznych lub rzeczowych.

I to jest jeden z nielicznych przypadków, kiedy trzeba tłumaczyć słowo w słowo, w innych przypadkach tłumacz powinien kierować się zdrowym rozsądkiem.

ir_71
07-22-2011, 21:09
Moim skromnym zdaniem, obecność tłumacza może być bardziej widoczna w tekstach literackich, niż technicznych. Jeśli autor tekstu wyjściowego widnieje jako autor np. książki, wiersza, to jak najbardziej osoba tłumacza powinna być widoczna. W tekstach technicznych autor rzadko bywa ujawniony, dlatego i tłumacz może być „niewidoczny”. Jakie jest Wasze zdanie?

Zgadzam się. Tłumacze poezji to w dużej części, jeżeli nie w większości, poeci. Taki tłumacz odpowiada przede wszystkim za odbiór wiersza w języku docelowym. Chodzi przecież o przekazanie nastroju, uczuć autora, a nie o dokładne powielenie konstrukcji. Tłumacz tworzy w tym przypadku odrębne dzieło. Inną kwestią jest tu ewentualne wykrycie błędu. To, co może nam się wydawać ewidentnym błędem, może być celowym zabiegiem autora.

Pamiętajmy, iż mówimy tu o poprawkach i modyfikacjach mających na celu lepszy odbiów tekstu, a nie „ulepszanie” oryginału. Jak wspomniał wcześniej jarmoe, każdy z języków ma inne cechy charakterystyczne – jeden „woli” krótsze zdania, inny dłuższe, złożone. Mówiac o modyfikacjach mam na myśli uzyskanie efektu „naturalności” języka docelowego. Zadanie tłumacza nie polega na wiernym tłumaczeniu zdania po zdaniu – aby uzyskać taki efekt możemy równie dobrze skorzystać z translatorów czy samemu tłumaczyć slowo po slowie z pomocą słownika. Tłumacz powinien tlumaczyć tekst tak, by każde z pojedynczych zdań tworzyło logiczną, spójną całość. Zdarzyło mi się niestety nie raz zakończyć lekturę książki po kilku zaledwie stronach, gdyż brak w niej jej było spójności, miałam wrażenie iż każde zdanie jest osobną całością. I pierwszą moją myślą nie było wcale: nie podoba mi się styl autora, lecz: ale kiepskie tłumaczenie.

Masz rację. Często zdarza się tak, że ta sama książka czytana w oryginale przemawia do nas bardziej niż jej tłumaczenie, które teoretycznie powinno nam być bliższe. Sądzę jednak, że często nie jest to kwestia zbytniej ingerencji tłumacza, a po prostu jego kiepskiego stylu.

To jest właśnie to. Kiedy czytamy tłumaczenie, literatury pięknej albo instrukcji obsługi, i coś nam nie gra, to ciężko uwierzyć w to, że takie błędy popełnił autor/producent. On się w końcu powinien na tym znać, prawda? Z reguły więc obrywa tłumacz. A tylko tłumacz wie, jak ciężko czasem z lingwistycznych popisów "twórcy" wyciągnąć coś na tyle sensownego, żeby móc się pod tym podpisać.

Paradoksalnie, kiedy tekst jest bardzo dobry, mało kto spoza branży zwraca uwagę na nazwisko tłumacza.

I to jest chyba dowód na to, że tłumacz doskonale wykonał swoją pracę. Jeżeli jakiś tekst czyta się tak, jakby był oryginałem, tłumacz może być z siebie naprawdę dumny!

Co do tekstów technicznych, zawierających błędy merytoryczne, to rzeczywiście, odbiorcy docelowemu chyba nawet nie przyjdzie do głowy, że ewidentne błędy należą do twórcy np. instrukcji obsługi. Tym bardziej, że czytając taką instrukcję chodzi nam przede wszystkim o to, aby coś zaczęło działać. Nie analizujemy jej przecież pod względem lingwistycznym, dlatego w przypadku tego rodzaju tekstów konieczne jest poprawienie błędów.

Ciekawym pomysłem, o którym gdzieś czytałam jest sporządzanie przypisów dotyczących wątpliwości tłumaczeniowych, co znacznie ułatwia współpracę tłumacza z autorem, czy wydawnictwem.
Osobiście nie chce mi się wierzyć, żeby jakaś szanująca się firma, wydająca instrukcję obsługi produkowanych przez siebie urządzeń, zignoruje słuszne uwagi tłumacza.

Joli
07-23-2011, 11:23
Masz rację. Często zdarza się tak, że ta sama książka czytana w oryginale przemawia do nas bardziej niż jej tłumaczenie, które teoretycznie powinno nam być bliższe. Sądzę jednak, że często nie jest to kwestia zbytniej ingerencji tłumacza, a po prostu jego kiepskiego stylu.

Osobiście nie spotkałam się jeszcze z przypadkiem, by tłumaczenie było lepsze od oryginału:) Macie takie doświadczenia? A jeśli tak, czy to oznacza, że tłumacz zbyt wiele inwencji twórczej własnej włożył w tekst i przekroczy swoje kompetencje jako tłumacz?

MonikaMPreston
07-23-2011, 11:37
Witajcie! czy ktoś z Was podjął się tłumaczenia tekstu literackiego i może z własnego doświadczenia opowiedzieć z jakimi trudnościami się stykał podczas swojej pracy, jakie miał dylematy podczas tłumaczenia? Ja w tej chwili staram się przetłumaczyć teks z rosyjskiej gazety, tekst na temat seksu, ale tłumaczenie słowo w słowo rodzi tekst po polsku mało zrozumiały, natomiast chcąc nadać polskiemu tłumaczeniu formę zgrabną stylistycznie i odpowiedni charakter tekstowi (bo jest to artykuł z magazyny psychologicznego), muszę zdecydować się na zmianę słów, a czasami nawet konstrukcję zdania, by sens zdania był jasny dla polskiego odbiorcy. A jakie są Wasze doświadczenia?

Właśnie tak należy do tego podejść - tlumaczenie musi być jasne i zrozumiałe dla odbiorcy, nawet jeśli wiąże się z daleko idącą ingerencją w konstrukcję samego tekstu. W tłumaczeniu literackim chodzi o to, aby przekazać jego sens i przesłanie w formie jak najbardziej ''do przełknięcia'' dla odbiorcy. Najtrudniejsze zadanie dla mnie to zawsze dylemat wyboru odpowiednich słów, typu ''oby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa'' - jeśli dobrze zrozumie się przesłanie tekstu, pozostaje to tylko wyrazić w odpowiedni sposób w tłumaczeniu. I tu zaczynają się schody - unikanie dwuznaczności, wieloznaczności i rozmycia znaczenia...Elastyczność, jaką posiada tłumaczenie tekstów literackich, może równie dobrze okazać się błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Osobiście nie spotkałam się jeszcze z przypadkiem, by tłumaczenie było lepsze od oryginału:) Macie takie doświadczenia? A jeśli tak, czy to oznacza, że tłumacz zbyt wiele inwencji twórczej własnej włożył w tekst i przekroczy swoje kompetencje jako tłumacz?

Jeśli chodzi o trochę inną bajkę:), dosłownie - to tak - rozmawialiśmy tu na forum o tłumaczeniu Shreka Bartosza Wierzbięty i domestykacji i wiążących się z tym korzyści i pułapek takiego tlumaczenia:)

Joli
07-23-2011, 11:49
Jeśli chodzi o trochę inną bajkę:), dosłownie - to tak - rozmawialiśmy tu na forum o tłumaczeniu Shreka Bartosza Wierzbięty i domestykacji i wiążących się z tym korzyści i pułapek takiego tlumaczenia:)

Oczywiście:) miałam na myśli utwory literackie

Właśnie tak należy do tego podejść - tlumaczenie musi być jasne i zrozumiałe dla odbiorcy, nawet jeśli wiąże się z daleko idącą ingerencją w konstrukcję samego tekstu. W tłumaczeniu literackim chodzi o to, aby przekazać jego sens i przesłanie w formie jak najbardziej ''do przełknięcia'' dla odbiorcy. Najtrudniejsze zadanie dla mnie to zawsze dylemat wyboru odpowiednich słów, typu ''oby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa'' - jeśli dobrze zrozumie się przesłanie tekstu, pozostaje to tylko wyrazić w odpowiedni sposób w tłumaczeniu. I tu zaczynają się schody - unikanie dwuznaczności, wieloznaczności i rozmycia znaczenia...Elastyczność, jaką posiada tłumaczenie tekstów literackich, może równie dobrze okazać się błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Jak najbardziej jestem za tym, by przekazywać przede wszystkim istotę, treść oryginału; utwór musi byc zrozumiały dla odbiorcy. Mam jednak wiele dylematów, które może wiążą się ze znikomą praktyką w kwestii tłumaczenia tekstów literackich, dylematów związanych własnie z jak najwierniejszym zachowaniem użytych w oryginale słów...nie zawsze wiernie, dosłownie przetłumaczone słowo pozwala zachować rytm, melodię narracji. Wydaje mi się to istotne, bo przecież zadaniem tłumacza jest tak umiejętnie przetłumaczyć tekst, by zachować styl autora. Powiem szczerze: tłumaczenia literackie to naprawdę ciężka praca; ale jednocześnie niezwykle fascynująca i ubogacająca :)

MonikaMPreston
07-23-2011, 12:26
Zgadza się, jednak tutaj chciałabym przytoczyć fragment wypowiedzi Arkariusza Belczyka (Poradnik Tłumacza: Z angielskiego na nasze) w kontekście błędów - i to nie tylko w tekscie wyjściowym, ale też tych po stronie tłumacza:

"Tłumacz musi być również z natury nieufny, nie może wierzyć ślepo autorowi, źródłom, którymi się posiłkuje, a zwłaszcza - własnej pamięci. Pomyłki zdarzają się wszędzie, ale sumienny przekład powinien je w miarę możliwości eliminować. Nie wolno zasłaniać się tym, że „tak jest przecież w oryginalnym tekście (słowniku, encyklopedii)”. Autorowi zawsze mogły się pomieszać fakty albo wręcz w ogóle niewiele wie o tym, o czym pisze (wśród autorów anglojęzycznych uderza w tym względzie na przykład kiepska znajomość realiów historyczno-społeczno-politycznych naszej części Europy); słowniki mogą podawać niedokładne, przestarzałe lub wręcz całkowicie błędne znaczenia słów (jak choćby rzeczownika screen, który w architekturze kościoła oznacza nie tęczę, jak twierdził Stanisławski, ale po prostu przegrodę)..."

Tłumacząc cokolwiek, z jakiejkolwiek dziedziny, to pierwsze zdanie szczególnie powinniśmy pamiętać.

Joli
07-23-2011, 13:43
Pożyteczny cytat:) wygląda na to, że tłumacz, niczym śledczy, musi wszystko skrupulatnie sprawdzić :) ileż przy tym można się dowiedzieć i nauczyć! :)

Kv4r
07-23-2011, 13:44
Tak, ale mówimy cały czas co zrobić kiedy w tekście oryginalnym są błędy. żeby trochę usystematyzować proponuję takie rozwiązanie:

1. Ustalić, czy błąd był zamierzony, czy nie. Jeśli tak - nic nam do tego.
2. Ustalić znaczenie tego błędu dla całości tekstu - czy chcemy/musimy coś z nim zrobić.
3. Skonsultować z wydawcą, czy wolno nam dokonywać ingerencji w tekst.
4. Jeśli byłby przekłady na inne języki, sprawdzić jak poradzono sobie z tym problemem. Lub jeśli inne teksty tej osoby były przekładane na nasz język, skontaktować się z tłumaczem i spytać, czy miał podobny problem.
5. Zaproponować rozwiązanie (zostawić wierne tłumaczenie i przypis; poprawić błąd i dodać przypis, że w oryginale było inaczej)

Takie wyjście podpowiada mi rozsądek :-).

Oczywiście jak najbardziej zgadzam się z Tobą w tej kwestii. Dlatego też pozwoliłem sobie nadmienić, że tłumaczenia literackie są w moim przekonaniu wyższą szkołą jazdy i uważam, że wiele osób może podzielić moje przekonanie. Co do błędów samych w sobie - Ja zastanowiłbym się nad kwestią czy tłumacz ma prawo poprawiać autora? W kontekście Twojej wypowiedzi:

1. Ustalić, czy błąd był zamierzony, czy nie. Jeśli tak - nic nam do tego. I dalsze punkty
No dobrze - jeśli są to błędy typowo formalne - np. stolicą polski jest Kraków. Dla nas jest to oczywisty błąd. Ale jak ocenić czy jest to błąd zamierzony? Sugerujesz kontakt z autorem/ustalenie znaczenia błędu dla całości tekstu oraz konsultacje. Miej na uwadze, że autor może nieprzychylnie odnieść się do Twojej prośby o sprecyzowanie (bo co Ty masz mieć do jego twórczości), wydawcy zależy na tym, by tłumaczenie było możliwie dobre i "przystępne" a konsultacje mogą przynieść zupełnie różne odpowiedzi (odnoszę się tu do faktu, że pięciu tłumaczy może przedstawić pięć różnych wersji - to w kontekście np. długich, wielokrotnie złożonych zdań).

Chciałbym się jeszcze odnieść do problemu wielokrotnie złożonych zdań w kontekście utworów literackich. Przyznam szczerze - że nie potrafię odnaleźć jednego uniwersalnego rozwiązania. Bardzo spodobało mi się rozwiązanie zasugerowane w punkcie 5. Jedyna wątpliwość jaką mam jest to, czy w rezultacie jej zastosowania, nie mielibyśmy co parę kartek serii przypisów zajmujących połowę strony, które tłumaczyłyby zawiłość oryginalnego przekazu autora? Chcę to nadmienić w kontekście przekładu na język polski w którego naturze nie leży budowa swoistych "tasiemców", zdań wielokrotnie złożonych i zależnych...

kasia_p
07-23-2011, 14:25
" Autorowi zawsze mogły się pomieszać fakty albo wręcz w ogóle niewiele wie o tym, o czym pisze (wśród autorów anglojęzycznych uderza w tym względzie na przykład kiepska znajomość realiów historyczno-społeczno-politycznych naszej części Europy".

W nawiązaniu do powyższego cytatu nasuwa mi się pytanie dotyczące "poważniejszych" błędów. A mianowicie, co jeśli autor oryginału podaje błędną informację, sprzeczną z faktami historycznymi? np. twierdzi, że winę za II wojnę światową ponosi Polska, co jak wszyscy wiemy nie jest prawdą. To skrajny przykład, ale co zrobilibyście w takim przypadku? Wydaje się, że poprawienie błędu jest konieczne. A może w ogóle zrezygnowalibyście z tłumaczenia takiego tekstu?

alka
07-23-2011, 14:58
A ja właśnie kilka dni temu wdałam się w burzliwą dyskusję (by nie powiedzieć spór) z koleżanką, na temat powinności i uprawnień tłumacza. Niektórzy z forumowiczów z bardzo dużą pewnością twierdzą, że tłumacz, by uczynić tekst bardziej zrozumiałym czy przystępnym, może dopuszczać się wielu różnych poprawek, a mnie jednak takiej pewności brakuje. Bo myślę sobie, że w tłumaczeniu chodzi również o zachowanie pewnego stylu wypowiadania się. Jeśli styl autora oryginału jest pokrętny i mało czytelny, to czy ja na pewno powinnam go zmieniać. Moja koleżanka twierdzi, że bez względu na to jak wygląda oryginał, tekst przekładu powinno czytać się dobrze, a ja jednak opowiadałabym się za tłumaczeniem możliwie wiernym.
Co innego jednak, gdy w oryginale są EWIDENTE błędy - tutaj może i ja pokusiłabym się o małą poprawkę. Ale sądzę, że nie starałabym się raczej (w miarę możliwości) szlifować stylu autora i z jednego długiego zdania robić kilku krótkich. A co, jeśli autor oryginału dopuszcza się błędów merytorycznych - np. wstawia niewłaściwe daty, myli nazwiska itp. Co byście zrobili?

Całkowicie się z Tobą zgadzam. Jeśli taki jest styl autora, to tłumacz nie powinien go zmieniać. Ewentualnie ze względu na specyfikę języków, może czasami pokusić się o krótsze zdania (na przykład w przypadku angielskiego), ale powinien to robić tylko w sytuacjach beznadziejnych. Styl autora to jest część książki, nie sama treść jest ważna.

Jeśli chodzi, z kolei, o błędy merytoryczne (które nie są zamierzone) to tak jak część osób tutaj pisała, najlepszy byłby kontakt z autorem lub wydawcą. Jeśli autor chce cieszyć się sławą, powinien dbac także o jakość swoich tłumaczeń i z wdzięcznością przyjmować uwagi tłumaczy w tym zakresie.


Starałam się poczytać trochę o problemie błędów w tekstach wyjściowych i natknęłam się na ciekawy przypadek odnoszący się do tłumaczeń przysięgłych (a więc nie literatury pięknej) w Anglii. Tłumaczenie dokumentu oraz sam dokument (tekst wyjściowy) są traktowane jako teksty o wadze prawnej. Dokument musi zostać przetłumaczony tak aby wiernie oddawać treść oryginału. Tłumacz nie ma prawa nanosić żadnych zmian i poprawek, czyli nie wolno poprawiać błędów ortograficznych lub rzeczowych.

W przypadku tłumaczeń przysięgłych, nie tylko w Anglii, tak właśnie jest, że tekst ma być przetłumaczony wiernie,nawet z błędami jak są. Taka jest specyfika tego typu tłumaczenia..

W nawiązaniu do powyższego cytatu nasuwa mi się pytanie dotyczące "poważniejszych" błędów. A mianowicie, co jeśli autor oryginału podaje błędną informację, sprzeczną z faktami historycznymi? np. twierdzi, że winę za II wojnę światową ponosi Polska, co jak wszyscy wiemy nie jest prawdą. To skrajny przykład, ale co zrobilibyście w takim przypadku? Wydaje się, że poprawienie błędu jest konieczne. A może w ogóle zrezygnowalibyście z tłumaczenia takiego tekstu?

Ja bym nie poprawiała tego błędu, tylko skontaktowała się z autorem. Zależy też, czy jest to tekst w całości oparty na tym fakcie, czy też jakaś wzmianka. Jeśli to pierwsze, to trzeba by zmienić całą treść książki, co nie ma sensu.

Poza tym, sądzę, że na rynku światowym są pozycje, które głoszą różne podobne bzdury, no i trzeba podejść do tego neutralnie, odłożyć swoje przekonania ideologiczne na bok. Tak jakby Macierewicz napisał książkę "Tusk jest winny katastrofie smoleńskiej". No i co wtedy? Trzeba byłoby tłumaczyć, chociaż mija się to z prawdą.

malika
07-23-2011, 15:05
Miedzy tlumaczeniami przysieglymi i literackimi jest roznica. W literackich tlumacz ma wieksza swobode (moze poprawic, niektore bledy autora), natomiast w przysieglych poprawki sa niedopuszczalne (wszystko musi byc przetlumaczone zgodnie z oryginalem.
Mam pytanie a co z bajkami (to tez sa utwory literackie) i przy ich przekladzie tlumacz je modyfikuje, zmienia tak aby dziecko z danego kregu kulturowego je zrozumialo.

W nawiązaniu do powyższego cytatu nasuwa mi się pytanie dotyczące "poważniejszych" błędów. A mianowicie, co jeśli autor oryginału podaje błędną informację, sprzeczną z faktami historycznymi? np. twierdzi, że winę za II wojnę światową ponosi Polska, co jak wszyscy wiemy nie jest prawdą. To skrajny przykład, ale co zrobilibyście w takim przypadku? Wydaje się, że poprawienie błędu jest konieczne. A może w ogóle zrezygnowalibyście z tłumaczenia takiego tekstu?

Myslę, ze najlepiej bedzie przetlumaczyc tak jak autor to napisal i dodac odnośnik lub sprostowanie pod tekstem

psotka
07-23-2011, 16:01
Belczyk ma rację, tłumacz nie powinien ufać sam sobie. Prowadzi to do bardziej skrupulatnego wyszukiwania informacji na temat oryginału i, oby, profesjonalnego tłumaczenia. Często oprócz edytorów i korektorów to tłumacz także poprawia błędy oryginału, ale niestety musi znaleźć sposób na skontaktowanie się z autorem i wyjaśnienie wątpliwości.Taka to już (nie)wdzięczna jego rola.

paola
07-23-2011, 20:49
W nawiązaniu do powyższego cytatu nasuwa mi się pytanie dotyczące "poważniejszych" błędów. A mianowicie, co jeśli autor oryginału podaje błędną informację, sprzeczną z faktami historycznymi? np. twierdzi, że winę za II wojnę światową ponosi Polska, co jak wszyscy wiemy nie jest prawdą. To skrajny przykład, ale co zrobilibyście w takim przypadku? Wydaje się, że poprawienie błędu jest konieczne. A może w ogóle zrezygnowalibyście z tłumaczenia takiego tekstu?

Każdy ma prawo do swojej opinii, więc autor może postawić tezę, że Polacy ponoszą winę za II wojnę. Choć tłumacz może sądzić inaczej, nie powinien tej informacji prostować.

Joli
07-23-2011, 21:11
No dobrze - jeśli są to błędy typowo formalne - np. stolicą polski jest Kraków. Dla nas jest to oczywisty błąd. Ale jak ocenić czy jest to błąd zamierzony? Sugerujesz kontakt z autorem/ustalenie znaczenia błędu dla całości tekstu oraz konsultacje. Miej na uwadze, że autor może nieprzychylnie odnieść się do Twojej prośby o sprecyzowanie (bo co Ty masz mieć do jego twórczości), wydawcy zależy na tym, by tłumaczenie było możliwie dobre i "przystępne" a konsultacje mogą przynieść zupełnie różne odpowiedzi (odnoszę się tu do faktu, że pięciu tłumaczy może przedstawić pięć różnych wersji - to w kontekście np. długich, wielokrotnie złożonych zdań).

Powstaje pytanie: co znaczy "możliwie dobre i przystępne" tłumaczenie? ;) W kwestii tłumaczeń literackich, to nie tłumacz ma ostatnie zdanie w kwestii wersji przekładu (choć może walczyć dzielnie) ale redakcja.

MonikaMPreston
07-23-2011, 21:35
Jak już zostało tutaj nadmienione wcześniej, istnieje przynajmniej kilka szkół, jak radzić sobie z takimi tekstami, na przykład wszędzie tam, gdzie pojawiają się wątpliwości, należy opatrywać je przypisami, lub całkiem odwrotnie, uciekanie się do wyjaśnień w przypisach uważane jest za klęskę tłumacza, jedni są za tym, aby jak najwierniej i najdosłowniej oddać całość tekstu ze wszystkimi jego przywarami, inni zaś pozwalają sobie na modyfikacje i adaptacje. I co tu wybrać? Jak zwykle, najlepszym i najbezpieczniejszym wyjściem z sytuacji jest zdrowy rozsądek i dobre i rzetelne sprawdzenie wszystkich detali, które nie dają nam spokoju - w kilku lub nawet kilkunastu żródłach - cały ten proces nie tyle jest niezbędny, co niesamowicie rozwijający i wzbogacający dla warsztatu tlumacza, to wieczne poszukiwanie najdoskonalszego słowa i sensu;) i trzeba też pamiętać o tym, że zawsze istnieje jakiś sposób na dokonanie choćby najbardziej problematycznego przekładu, a kto się z tym nie zgadza, temu najprawdopodobniej brakuje umiejętności - jak twierdzi Barańczak w Ocalone w tłumaczeniu :) czyli kto pyta, szuka, docieka, selekcjonuje i weryfikuje - ten nie błądzi!;)

jarmoe
07-23-2011, 22:11
Joli zwraca uwagę na ważny choć zupełnie inny problem, że tłumacz może sobie walczyć dzielnie a i tak wydawca zdecyduje. Dobry temat na kolejny wątek :) choć smutny.

Nisztu
07-23-2011, 22:22
1. Ustalić, czy błąd był zamierzony, czy nie. Jeśli tak - nic nam do tego. I dalsze punkty
No dobrze - jeśli są to błędy typowo formalne - np. stolicą polski jest Kraków. Dla nas jest to oczywisty błąd. Ale jak ocenić czy jest to błąd zamierzony? Sugerujesz kontakt z autorem/ustalenie znaczenia błędu dla całości tekstu oraz konsultacje. Miej na uwadze, że autor może nieprzychylnie odnieść się do Twojej prośby o sprecyzowanie (bo co Ty masz mieć do jego twórczości), wydawcy zależy na tym, by tłumaczenie było możliwie dobre i "przystępne" a konsultacje mogą przynieść zupełnie różne odpowiedzi (odnoszę się tu do faktu, że pięciu tłumaczy może przedstawić pięć różnych wersji - to w kontekście np. długich, wielokrotnie złożonych zdań).[/QUOTE]

Myślę, że kluczową rolę gra tu doświadczenie i wyczucie. Szczerze mówiąc jako tłumacz (cały czas mam na myśli fakt, że na publikacji jest moje nazwisko) mam prawo do takich informacji. Ponadto wolę już "oberwać" za nadmiar zainteresowania niż wykazać się ignorancja i przesiedzieć swoje wątpliwości cichutko pod miotłą :-).
Myślę też, że nie doceniasz tłumaczy, my w gruncie rzeczy nie lubimy niczego bardziej niż dywagacji nad jednym słówkiem, zdaniem, czy kontekstem i jeśli znajdzie się ktoś kto zainteresuje się naszym zdaniem na jakiś temat z reguły witamy go z otwartymi ramionami. Wbrew pozorom wydaje mi się, że tłumacz to zawód dla ludzi otwartych lubiących uczyć i uczyć się od siebie nawzajem - stąd sugestia konsultacji gdzie się da.

Jeśli chodzi o odpowiedzi co do konsultacji to na pewno przyniosą one kilka różnych wersji, ale przecież mówimy tu o błędzie i próbie poradzenia sobie z nim, a nie o interpretacji. Długie zdanie to już nasza broszka i umiejętność. Ale jeśli ktoś jest niekonsekwentny co do stosowanej terminologii... myślę, że warto by podać trochę przykładów takich błędów, które mogą się autorom zdarzyć. Wtedy operowalibyśmy na nieco konkretniejszym gruncie.

psotka
07-24-2011, 09:14
No dobrze - jeśli są to błędy typowo formalne - np. stolicą polski jest Kraków. Dla nas jest to oczywisty błąd. Ale jak ocenić czy jest to błąd zamierzony? Sugerujesz kontakt z autorem/ustalenie znaczenia błędu dla całości tekstu oraz konsultacje. Miej na uwadze, że autor może nieprzychylnie odnieść się do Twojej prośby o sprecyzowanie (bo co Ty masz mieć do jego twórczości), wydawcy zależy na tym, by tłumaczenie było możliwie dobre i "przystępne" a konsultacje mogą przynieść zupełnie różne odpowiedzi (odnoszę się tu do faktu, że pięciu tłumaczy może przedstawić pięć różnych wersji - to w kontekście np. długich, wielokrotnie złożonych zdań).

Powstaje pytanie: co znaczy "możliwie dobre i przystępne" tłumaczenie? ;) W kwestii tłumaczeń literackich, to nie tłumacz ma ostatnie zdanie w kwestii wersji przekładu (choć może walczyć dzielnie) ale redakcja.

A dlaczego autor miałby być nieprzychylny? Przecież to także w jego interesie leży, żeby tłumaczenie było dobre, bo, jak wcześniej ustaliliśmy dobre tłumaczenie świadczy o dobrym oryginale. Tłumacza zadaniem jest dokonanie jak najlepszego tłumaczenia, a nie partaczenie roboty, bo autor mógłby się pogniewać za pytania.

alka
07-24-2011, 11:00
No właśnie, autor powinien być nawet wdzięczny tłumaczowi za wskazanie możliwego błędu. Wiadomo, że są różne charaktery i ktoś takie wytknięcie błędu może uznać za obraźliwe, ale uważam, że tłumacz nie powinien przez to się bać kontaktu z autorem.

Jeszcze co do kwestii poprawiania stylu z niedbałego i nieprzejrzystego na lepszy.

To dosyć radykalne. O ile Stiller może sobie pozwolić na taka ocenę, to początkujący tłumacz chyba nie bardzo... Zresztą pogarda dla klienta i tłumaczenie tylko dla pieniędzy, w przypadku tłumaczeń literackich musi chyba trochę męczyć.

Może to co Stiller jest dosyć radykalne, ale ja poniekąd się z nim zgadzam. Wykroczę teraz poza obszar literatury trochę. Słyszałam o przypadku kiedy doktorant dał do przetłumaczenia z polskiego na angielski streszczenie/abstrakt swojego artykułu naukowego. Było to napisane tak nielogicznie i nieprzejrzyście, pomijając strukturę całego tekstu, że nie chciało się wierzyć, że napisał to doktorant. Oczywiście tłumacz musiał przeorganizować całą strukturę i wprowadzić dosyć duże zmiany, żeby to po angielsku dobrze się czytało i miało sens. Dla mnie to jest już trochę wykroczenie tłumacza poza swoje powinności. W przypadku klienta jest to pójście na łatwiznę - odwalenie beznadziejnego tekstu i niech się tłumacz martwi. Tłumacz nie dostaje więcej pieniędzy za korektę tekstu, tylko za tłumaczenie, a w takim przypadku robota jest kilka razy większa. Dlatego burzy się we mnie i ja na miejscu tłumacza chciałabym autora "ukarać" za pogardę (którą Ty ir_71 przypisujesz tłumaczowi) i przetłumaczyć tekst "jak leci".

Joli
07-24-2011, 13:00
hmm...chyba jakieś usterki techniczne się wkradły do moich postów:) Moja wypowiedź cytowana przez psotkę nie do końca jest moją wypowiedzią; prawdopodobnie niewłaściwie wkleiłam jako cytat wypowiedź Kv4r. Moje słowa, w cytacie psotki, zaczynają się od słów "powstaje pytanie..." Pytanie nadal pozostaje aktualne:) Psotka, ja również nie wiem, dlaczego autor mógłby niewłaściwie odnieść się do ewentualnych pytań tłumacza. Możliwe, że pisarze często nie chcą komentować swoich dzieł i na pytanie "co pan miał na myśli?" po prostu się odwracają i odchodzą, ale z chyba z tłumaczami jest troszeczkę inna sprawa:) i wydaje mi się, że rozmowa z autorem, jeśli jest możliwa, powinna się odbywać, możliwie najczęściej:)

Kv4r
07-24-2011, 13:00
A dlaczego autor miałby być nieprzychylny? Przecież to także w jego interesie leży, żeby tłumaczenie było dobre, bo, jak wcześniej ustaliliśmy dobre tłumaczenie świadczy o dobrym oryginale. Tłumacza zadaniem jest dokonanie jak najlepszego tłumaczenia, a nie partaczenie roboty, bo autor mógłby się pogniewać za pytania.

Miałem tu na myśli sytuację, w której "wielki pisarz" mógłby poczuć się obrażony za wytykanie błędów przez "zwykłego tłumacza". Ja jak najbardziej nie neguje kontaktu z autorem, ale znając życie - zakładam że takie przypadki pewnie też miały miejsce.

Tytułem podsumowania pozwolę sobie zasugerować następujące rozwiązanie: kontakt ze zleceniodawcą - można zaproponować dodatkowa korektę tekstu + tłumaczenie lub też po uzgodnieniu ze zleceniodawacą tłumaczyć dopiero porpawiony tekst. W przypadku nielogicznego tekstu dla tłumacza (w mojej opinii) powinno sie zaciagnac jezyka u zleceniodawcy odnosnie tego co mial na myśli, choc jesli tych nielogicznych fragmentow jest duzo moze to być problematyczne.


Myślę, że kluczową rolę gra tu doświadczenie i wyczucie. Szczerze mówiąc jako tłumacz (cały czas mam na myśli fakt, że na publikacji jest moje nazwisko) mam prawo do takich informacji. Ponadto wolę już "oberwać" za nadmiar zainteresowania niż wykazać się ignorancja i przesiedzieć swoje wątpliwości cichutko pod miotłą :-).
Myślę też, że nie doceniasz tłumaczy, my w gruncie rzeczy nie lubimy niczego bardziej niż dywagacji nad jednym słówkiem, zdaniem, czy kontekstem i jeśli znajdzie się ktoś kto zainteresuje się naszym zdaniem na jakiś temat z reguły witamy go z otwartymi ramionami. Wbrew pozorom wydaje mi się, że tłumacz to zawód dla ludzi otwartych lubiących uczyć i uczyć się od siebie nawzajem - stąd sugestia konsultacji gdzie się da.

Jeśli chodzi o odpowiedzi co do konsultacji to na pewno przyniosą one kilka różnych wersji, ale przecież mówimy tu o błędzie i próbie poradzenia sobie z nim, a nie o interpretacji. Długie zdanie to już nasza broszka i umiejętność. Ale jeśli ktoś jest niekonsekwentny co do stosowanej terminologii... myślę, że warto by podać trochę przykładów takich błędów, które mogą się autorom zdarzyć. Wtedy operowalibyśmy na nieco konkretniejszym gruncie.

Nie mogę nie zgodzić się z Twoimi argumentami. Prawda jest taka, że każdy ma wątpliwości co do pewnych rzeczy, dlatego też fajnie że możemy mimo wszytko wymienić swoje opinie na pewne tematy. Proszę mi wybaczyć szczerość - ale moje podejście do tłumaczeń literackich bazuje na gruncie całkowitego amatora.:(

ELFtranslation
07-24-2011, 18:59
Nawiązując do wypowiedzi Kv4r na temat problemu zdań złożonych w tekście wyjściowym przyznam, że również skłoniłabym się do rozróżnienia tekstów literackich od np. technicznych. Zdania złożone w tekstach literackich mogą być przetłumaczone na równie złożone, jeśli zachowane będą forma i styl autora. Natomiast w tekstach technicznych ważne jest by tekst był zrozumiały, dlatego skomplikowane zdania złożone można uprościć oczywiście nie zmieniając sensu.

alka
07-24-2011, 22:40
Miałem tu na myśli sytuację, w której "wielki pisarz" mógłby poczuć się obrażony za wytykanie błędów przez "zwykłego tłumacza". Ja jak najbardziej nie neguje kontaktu z autorem, ale znając życie - zakładam że takie przypadki pewnie też miały miejsce.

No jeśli autor poczuje się urażony to bardzo to świadczy o jego "wielkości". ;) No niestety są różne osobowości i trzeba się z tym liczyć, ale jak już wcześniej pisałam tłumacz nie powinien się wahać i pytać.

kasia_p
07-24-2011, 23:17
Każdy ma prawo do swojej opinii, więc autor może postawić tezę, że Polacy ponoszą winę za II wojnę. Choć tłumacz może sądzić inaczej, nie powinien tej informacji prostować.

To tylko przykład, ale uważam, że jednak są błędy, które aż proszą się o poprawienie i często kłócą się z poglądami, czy ideologią tłumacza. Druga sprawa to taka, że choć nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy poprawiać błędy oryginału, czy nie, to często wynika ona ze stosunku tłumacza do swojej pracy ale też z jego usposobienia, a do tego wszystkiego dochodzą różne inne uwarunkowania powstania i istnienia błędu...

Ja bym nie poprawiała tego błędu, tylko skontaktowała się z autorem. Zależy też, czy jest to tekst w całości oparty na tym fakcie, czy też jakaś wzmianka. Jeśli to pierwsze, to trzeba by zmienić całą treść książki, co nie ma sensu.

Poza tym, sądzę, że na rynku światowym są pozycje, które głoszą różne podobne bzdury, no i trzeba podejść do tego neutralnie, odłożyć swoje przekonania ideologiczne na bok. Tak jakby Macierewicz napisał książkę "Tusk jest winny katastrofie smoleńskiej". No i co wtedy? Trzeba byłoby tłumaczyć, chociaż mija się to z prawdą.

Można też zrezygnować z tłumaczenia podobnych bzdur i problem rozwiązuje się sam... to chyba jest jakieś wyjście z sytuacji, kiedy błędy oryginału godzą w światopogląd tłumacza. Choć z drugiej strony to zakrawa o tchórzostwo

Kv4r
07-24-2011, 23:51
Nawiązując do wypowiedzi Kv4r na temat problemu zdań złożonych w tekście wyjściowym przyznam, że również skłoniłabym się do rozróżnienia tekstów literackich od np. technicznych. Zdania złożone w tekstach literackich mogą być przetłumaczone na równie złożone, jeśli zachowane będą forma i styl autora. Natomiast w tekstach technicznych ważne jest by tekst był zrozumiały, dlatego skomplikowane zdania złożone można uprościć oczywiście nie zmieniając sensu.

Ja generalnie skłaniałbym się do rozbijania zdań wielokrotnie złożonych aczkolwiek w takim przypadku "wartość" przekładu mogłaby znacząco spaść przez ingerencję tłumacza w strukturę.

ir_71
07-25-2011, 08:53
No właśnie, autor powinien być nawet wdzięczny tłumaczowi za wskazanie możliwego błędu. Wiadomo, że są różne charaktery i ktoś takie wytknięcie błędu może uznać za obraźliwe, ale uważam, że tłumacz nie powinien przez to się bać kontaktu z autorem.

Jeszcze co do kwestii poprawiania stylu z niedbałego i nieprzejrzystego na lepszy.



Może to co Stiller jest dosyć radykalne, ale ja poniekąd się z nim zgadzam. Wykroczę teraz poza obszar literatury trochę. Słyszałam o przypadku kiedy doktorant dał do przetłumaczenia z polskiego na angielski streszczenie/abstrakt swojego artykułu naukowego. Było to napisane tak nielogicznie i nieprzejrzyście, pomijając strukturę całego tekstu, że nie chciało się wierzyć, że napisał to doktorant. Oczywiście tłumacz musiał przeorganizować całą strukturę i wprowadzić dosyć duże zmiany, żeby to po angielsku dobrze się czytało i miało sens. Dla mnie to jest już trochę wykroczenie tłumacza poza swoje powinności. W przypadku klienta jest to pójście na łatwiznę - odwalenie beznadziejnego tekstu i niech się tłumacz martwi. Tłumacz nie dostaje więcej pieniędzy za korektę tekstu, tylko za tłumaczenie, a w takim przypadku robota jest kilka razy większa. Dlatego burzy się we mnie i ja na miejscu tłumacza chciałabym autora "ukarać" za pogardę (którą Ty ir_71 przypisujesz tłumaczowi) i przetłumaczyć tekst "jak leci".

Pewnie, że osoby zrzucające pracę na innych znajdują się i po jednej, i po drugiej stronie. Ja miałam jednak na myśli generalizowanie typu: "e.. to byle jaki autor, nie muszę się w związku z tym wysilać". Chodziło mi raczej o rzetelne wykonywanie swojej pracy, a nie ocenianie talentu autora. Przecież przyjmowanie zlecenia nie jest obowiązkiem.

DominikaP
07-25-2011, 10:56
Nie wydaje mi się, żeby tłumacz mógł ingerować w tekst do takiego stopnia, żeby go zmieniać. Rozumiem, że do oryginału nikt (lub mało kto) zagląda, ale jednak - takie było zamierzenie autora, przecież to tekst literacki! Nie wyobrażam sobie jak można np. poezję angielskich modernistów, której istotą jest "połamanie" i "defragmentacja" próbować posklejać i zbudować piękne, poprawne zdania, nie oddające nijak ducha epoki i zamiaru autora.

W przypadku nielogicznych, zbyt długich zdań tłumacz może przekształcić zdania w bardziej zgrabne i logiczne. Niewiele osób, czytając tekst literacki sięgnie do wersji oryginalnej, więc winą za niezgrabną stylistykę obarczy tłumacza, nie zaś autora tekstu.

Nie zgadzam się. Nie można manipulować tekstem literackim, dlatego że nam się nie podoba, albo jest niepoprawny stylistycznie! Przecież to jest zabieg poetycki, literacki, a nie oznaka braku znajomości języka, który poeci i literaci znają chyba najlepiej. Przecież tą materią posługują się na co dzień, i nie sądzę, aby życzyli sobie ingerencji z zewnątrz.

Zgadzam się z alekssandra. Nie chodzi o zmianę tekstu bo mi się tak podoba. Chodzi o to aby tekst był napisany tak żeby KAŻDY odbiorca miał możliwość jego zrozumienia. Są ludzie, którzy mają bardzo szeroki zasób słownictwa, są jednak też tacy, którzy mają problem ze zrozumieniem bardzo trudnych pojęć. Ważne jest też właśnie to żeby tekst był napisany odpowiednio do danego języka, czyli jak napisał jarmoe jeśli Anglicy używają krótkich zdań to wg mnie takie też mogły by one być.

Czyli powinniśmy skończyć z używaniem trudnych słów, skoro nie każdy je rozumie? Gdybyśmy mieli patrzeć na to, czy wszyscy zrozumieją, to wciąż bylibyśmy na etapie kamienia łupanego.


W nawiązaniu do powyższego cytatu nasuwa mi się pytanie dotyczące "poważniejszych" błędów. A mianowicie, co jeśli autor oryginału podaje błędną informację, sprzeczną z faktami historycznymi? np. twierdzi, że winę za II wojnę światową ponosi Polska, co jak wszyscy wiemy nie jest prawdą. To skrajny przykład, ale co zrobilibyście w takim przypadku? Wydaje się, że poprawienie błędu jest konieczne. A może w ogóle zrezygnowalibyście z tłumaczenia takiego tekstu?

Przetłumaczyłabym tak jak napisał, a media zajęłyby się resztą;) nie jestem pewna co do przypisów od tłumacza. Wydaje mi się, że tłumacz nie jest od poprawiania autora, od sprawdzania tekstu pod kątem merytorycznym. Doszlibyśmy do absurdu, kiedy tłumacz musiałby kończyć studia historyczne, aby tłumaczyć historyczne książki, lub studia ekonomiczne, aby tłumaczyć handlówkę. Jak dla mnie przesada. Tłumacz jest od tego, żeby przełożyć dzieło, ew. dodać uwagi odnośnie swojego tłumaczenia (tu przypis), ale korygowanie błędów merytorycznych raczej nie leży w naszej gestii.

Nawiązując do wypowiedzi Kv4r na temat problemu zdań złożonych w tekście wyjściowym przyznam, że również skłoniłabym się do rozróżnienia tekstów literackich od np. technicznych. Zdania złożone w tekstach literackich mogą być przetłumaczone na równie złożone, jeśli zachowane będą forma i styl autora. Natomiast w tekstach technicznych ważne jest by tekst był zrozumiały, dlatego skomplikowane zdania złożone można uprościć oczywiście nie zmieniając sensu.

Dokładnie, teksty techniczne a literackie, to zupełnie coś innego. W żadnej instrukcji obsługi nie zastanawiamy się nad autorem, celem, stylem, epoką w jakiej powstała, zabiegami literackimi, metaforami, tłem historycznym.... Aż mi się chce śmiać, myśląc o tym w kontekście instrukcji obsługi:D Jak najbardziej się zgadzam.

KaTe
07-25-2011, 11:23
Nie wydaje mi się, żeby tłumacz mógł ingerować w tekst do takiego stopnia, żeby go zmieniać. Rozumiem, że do oryginału nikt (lub mało kto) zagląda, ale jednak - takie było zamierzenie autora, przecież to tekst literacki! Nie wyobrażam sobie jak można np. poezję angielskich modernistów, której istotą jest "połamanie" i "defragmentacja" próbować posklejać i zbudować piękne, poprawne zdania, nie oddające nijak ducha epoki i zamiaru autora.

Dokładnie!

alekssandra
07-25-2011, 11:29
Nie zgadzam się. Nie można manipulować tekstem literackim, dlatego że nam się nie podoba, albo jest niepoprawny stylistycznie! Przecież to jest zabieg poetycki, literacki, a nie oznaka braku znajomości języka, który poeci i literaci znają chyba najlepiej. Przecież tą materią posługują się na co dzień, i nie sądzę, aby życzyli sobie ingerencji z zewnątrz.

Wyrwałaś moją wypowiedź z konktekstu. W jednej z wypowiedzi wspominałam, iż absolutnie nie chodzi o zmianę tekstu właśnie dlatego, że „nam się tak podoba”. Chodzi o możliwość modyfikacji tekstu w sytuacjach, gdy jego dosłowne tłumaczenie uniemożliwiałoby właściwy odbiór tekstu. Pozwolę sobie jeszcze dodać, iż nie każdy autor tekstu, jaki przyjdzie nam tłumaczyć to poeta czy literat – autorzy też popełniają błędy i nie wszystkie z nich są poprawione przed publikacją. I nie każda niepoprawność stylistyczna jest zamierzonym zabiegiem literackim. Tak jak już wspominałam - rozsądek i umiar są bardzo przydatne przy tłumaczeniach i właśnie nimi należy się kierować.

Kv4r
07-25-2011, 11:51
Wyrwałaś moją wypowiedź z konktekstu. W jednej z wypowiedzi wspominałam, iż absolutnie nie chodzi o zmianę tekstu właśnie dlatego, że „nam się tak podoba”. Chodzi o możliwość modyfikacji tekstu w sytuacjach, gdy jego dosłowne tłumaczenie uniemożliwiałoby właściwy odbiór tekstu. Pozwolę sobie jeszcze dodać, iż nie każdy autor tekstu, jaki przyjdzie nam tłumaczyć to poeta czy literat – autorzy też popełniają błędy i nie wszystkie z nich są poprawione przed publikacją. I nie każda niepoprawność stylistyczna jest zamierzonym zabiegiem literackim. Tak jak już wspominałam - rozsądek i umiar są bardzo przydatne przy tłumaczeniach i właśnie nimi należy się kierować.

Pytanie - zakładając, że udałoby się zlokalizować problematyczne fragmenty można by następnie skonsultować je z autorem. Pół biedy kiedy zgodzi się je skorygować i mamy pełną jasność co do "zamiarów", ale co jeśli:
- autor nie wyrazi chęci pomocy/udzielenia wyjaśnień,
- występuje kilka interpretacji jednego i tego samego tekstu

Co wówczas? Bazować na przekładzie bardziej renomowanego tłumacza? Doszukiwać się własnych rozwiązań? Upraszczać przekaz czy też zamieścić wyjaśnienia z uwzględnieniem kilku najbardziej "popularnych wersji"? (Piszę to w perskeptywie tekstu literackiego, nie instrukcji obsługi)

kasia_p
07-25-2011, 14:02
Doszlibyśmy do absurdu, kiedy tłumacz musiałby kończyć studia historyczne, aby tłumaczyć historyczne książki, lub studia ekonomiczne, aby tłumaczyć handlówkę. Jak dla mnie przesada.

Może i przesada, ale tłumaczenie czegoś o czym nie ma się pojęcia grozi popełnieniem poważnych błędów, dlatego tłumacząc teksty np. ekonomiczne tłumacz musi posiadać jakąś wiedzę z zakresu ekonomii. Dlatego uważam, że idealna sytuacja to taka, kiedy tłumacz jest wyspecjalizowany zarówno w jednej jak i drugiej dziedzinie (tłumaczenia + np. ekonomia) ponieważ to bardzo pomaga w pracy.... również jej znalezieniu (niestety?);)

Nisztu
07-25-2011, 14:15
Pytanie - zakładając, że udałoby się zlokalizować problematyczne fragmenty można by następnie skonsultować je z autorem. Pół biedy kiedy zgodzi się je skorygować i mamy pełną jasność co do "zamiarów", ale co jeśli:
- autor nie wyrazi chęci pomocy/udzielenia wyjaśnień,
- występuje kilka interpretacji jednego i tego samego tekstu

Co wówczas? Bazować na przekładzie bardziej renomowanego tłumacza? Doszukiwać się własnych rozwiązań? Upraszczać przekaz czy też zamieścić wyjaśnienia z uwzględnieniem kilku najbardziej "popularnych wersji"? (Piszę to w perskeptywie tekstu literackiego, nie instrukcji obsługi)

Ruszyć głową. Jak sama nazwa zawodu wskazuje tłumacz ma tłumaczyć, przetłumaczyć sam więc musi wcześniej zrozumieć. Naprawdę to się bardzo rzadko zdarza, żeby mieć do wyboru wyłącznie jedną interpretację. to nie matematyka. Tu właśnie tkwi haczyk tego zawodu: instynkt, doświadczenie, wyobraźnia. Nie ma gotowych recept. To tak jak w życiu kiedy kilka rozwiązań może być dobrych, a ty musisz zdecydować które jest najlepsze dla Ciebie, lub kontekstu, odbiorcy itd. To cały fun z zawodu tłumacza to, że (jak to się winnym wątku na tym forum dyskutuje) jednak jest po trosze twórcą, a już na pewno nie jest zwolniony z obowiązku wyboru najlepszego według niego rozwiązania :-).

Myślę, że są schematy, podpowiedzi i sporo ich już wymieniliśmy, ale od charakteru tłumacza zależy jakie miejsce wybierze dla siebie na osi "twórca - maszyna do tłumaczenia".

KaTe
07-25-2011, 14:15
Też tak sądzę . że to absurd aby tłumacz musiał konczyc studia dodatkowo jeśli chciałby tłumaczyc np prawnicze dokumenty czy medyczne. Studia to przesada, ale owszem, musi posiadać ''jakąś'' wiedzę z zakresu swojej pracy, tym czym się zajmuje, tlumaczy.

Nisztu
07-25-2011, 14:17
Też tak sądzę . że to absurd aby tłumacz musiał konczyc studia dodatkowo jeśli chciałby tłumaczyc np prawnicze dokumenty czy medyczne. Studia to przesada, ale owszem, musi posiadać ''jakąś'' wiedzę z zakresu swojej pracy, tym czym się zajmuje, tlumaczy.

i tu się akurat nie zgodzę. Bez kursów prawniczych, czy medycznych nie powinno się siadać, do takich tłumaczeń, bo można zwyczajnie zrobić komuś krzywdę. Stad konieczność zdobycia uprawnień w tych właśnie tłumaczeniach.

Nathimir
07-25-2011, 15:41
Zakładając że masz na myśli tekst literacki (gdyż jesteśmy w dziale literackim) tłumacz może pozwolić sobie na wiele tzn. ma większe pole do popisu. Myślę, że może umiejętnie przetłumaczyć nielogiczne zdania w logiczne w języku docelowym zachowując formę i sens. Długie karkołomne zdania można przetłumaczyć w krótsze i bardziej zgrabne nie przekształcając zbytnio tekstu wyjściowego. Niemniej jednak wolność tłumacza zależna jest od poszczególnego tekstu.

Także w tekstach naukowych, jeżeli będziemy zbytnio przywiązywać wagę do zachowania składni oryginału w przekładzie, możemy rozmyć lub nawet zmienić treść tekstu. W takich tekstach chodzi o jasność wykładu i przekazanie konkretnych informacji, a każdy język posługuje się różnymi środkami pozwalającymi osiągnąć ten cel.

alka
07-25-2011, 20:39
Można też zrezygnować z tłumaczenia podobnych bzdur i problem rozwiązuje się sam... to chyba jest jakieś wyjście z sytuacji, kiedy błędy oryginału godzą w światopogląd tłumacza. Choć z drugiej strony to zakrawa o tchórzostwo

No jasne, że można zrezygnować. O takich przypadkach też słyszałam. No i rzeczywiście odmowa trąca brakiem profesjonalizmu.

Przetłumaczyłabym tak jak napisał, a media zajęłyby się resztą;) nie jestem pewna co do przypisów od tłumacza. Wydaje mi się, że tłumacz nie jest od poprawiania autora, od sprawdzania tekstu pod kątem merytorycznym. Doszlibyśmy do absurdu, kiedy tłumacz musiałby kończyć studia historyczne, aby tłumaczyć historyczne książki, lub studia ekonomiczne, aby tłumaczyć handlówkę. Jak dla mnie przesada. Tłumacz jest od tego, żeby przełożyć dzieło, ew. dodać uwagi odnośnie swojego tłumaczenia (tu przypis), ale korygowanie błędów merytorycznych raczej nie leży w naszej gestii.

A według mnie, jeśli jest to rażący, oczywisty błąd, lub mniej oczywisty, ale dzięki temu, że tłumacz bardzo dobrze przygotowywał się do tłumaczenia i go wykrył, to powinno się autora poinformować. Na myśl od razu mi przychodzi Kapuściński i jego wdzięczność za wszelkie trafne uwagi tłumaczy jego książek ;)

tulipe87
07-26-2011, 18:15
myślę, że umknął w tej dyskusji dość ważny wątek. Zanim podejmiemy decyzje odnośnie błędów, czy je poprawiać czy nie, należy się zastanowić jaką funkcję pełnią te błędy w tekście wyjściowym. Czasami mogę one być zabiegiem stylistycznym jak np. w Mikołajku, gdzie błędy są charakterystyczne dla wieku głównego bohatera i dlatego też powinny zostać odtworzone, ponieważ kreują one postać.

Przypomniał mi się jeszcze taki przykład, o których usłyszałam z pierwszej ręki, od tłumacza;) miał do przetłumaczenia autobiografię gwiazdy sportu, których pochodził z niższej klasy społecznej i w swoim dziele narobił mnóstwo błędów wszelkiego typu. Tłumacz się zastanawiał czy jest sens rekonstrukcji tych błędów, co wbrew pozorom nie jest łatwe. Ostatecznie doszedł do wniosku, że te błędy nie pełnią żadnej ważnej funkcji w tekście i postanowił je usunąć. Na tych dwóch wspomnianych przeze mnie przykładać można zauważyć, że błędy w tekście mogą pełnić różne funkcje i od tego powinniśmy uzależnić naszą decyzję odnośnie ich poprawiania.