PDA

View Full Version : Problematyka przekładu scen erotycznych w literaturze


empresstamika
07-11-2011, 11:33
Czy zastanawialiście się, jak trudno tłumaczy się na polski tak zwane sceny dla dorosłych? Jak ciężko znaleźć słowa, które oddałyby nastrój intymności, namiętności, nie popadając przy tym w wulgarność albo trywialność? Jak nazwać różne części ciała? Języki romańskie mają na przykład sexe, sesso i to im rozwiązuje sprawę, a u nas? Członek, prącie, męskość, płeć...? Takie sobie. Już o żeńskich częściach nie wspominając! Łono.
Dłubię teraz w jednej takiej scenie i choć sama scena jest ładna, miło się ją czyta, to tłumaczenie jej naprawdę nie jest łatwym zadaniem.
Komuś z Was udało się wybrnąć z tego typu zadania?

Controversia
08-08-2011, 17:46
Ciekawy temat. Faktycznie może to być czasem problem, ponieważ jakoś to już tak jest w naszym ojczystym języku, że nazwy intymnych części pochodzą albo ze słownika medycznego albo dziecięcego, albo są po prostu wulgaryzmami. Sama kiedyś miałam ten problem przy tłumaczeniu takiego opowiadania traktującego z humorem o życiu seksualnym grupki młodych ludzi. Czasem ciężko było mi znaleźć sformułowania, które trafnie oddawałyby sens, nie byłyby jednocześnie zbyt wulgarne ani zbyt "medyczne", a przy tym jeszcze zachować zręczność zdania i komizm, który bardzo często był zawarty w samym doborze słów.

kasia_p
08-08-2011, 23:10
To rzeczywiście nie lada gratka. Sama nigdy się nie zastanawiałam jak wybrnęłabym z podobnej sytuacji. Pewnie dlatego, że nie zetknęłam się jeszcze z tłumaczeniem takich scen. Fakt, analizując język polski w tym aspekcie, można popaść ze skrajności w skrajność - bardzo nieudolne byłoby zastosowanie terminologii medycznej czy dziecinnych form w romantycznej scenie erotycznej. Może takie braki w słownictwie wynikają również z tego, że dzieciaki uczone są przez rodziców tych dziwacznych form, które później mogą wprowadzić tylko w zażenowanie. Może to między innymi dlatego w polskim nie wykształciły się neutralne słowa dotyczące strefy erotycznej i biedni tłumacze muszą się nieźle nagłowić, żeby znaleźć dobre rozwiązanie?

legowisko
08-09-2011, 00:18
Wątki erotyczne o niebo lepiej czyta mi się po angielsku niż po polsku. I mam wrażenie, że już mnie tak nauczono, że ten język jest taki niefrywolny, że erotyzm do niego nie pasuje. Osobiście w polskich opisach cenię minimalizm. Dosadność jakoś rekompensuje ubogość określeń. Penis wydaje mi się po polsku takim, hm, walnięciem glanem w twarz w porównaniu do siusiaków, czy sama już nie wiem czego. W każdym razie czegoś infantylnego - w sensie, że będąc tak szalenie naturalnym staje się wynaturzonym przez te oschłe kolokacje z biologii. Polecam jednak zostać sobie przy penisie i już nie brnąć w jakże grafomańską wirującą męskość, której na imię nosiciel orgazmu.

empresstamika
08-11-2011, 14:18
Hahaha, "wirująca męskość" - piękne! :) Takich określeń chyba używa się w jakichś Harlequinach czy tanich powieściach erotycznych - "jaspisowy fallus" czy coś w tym stylu.
Śmieszy mnie jeszcze nieodmienianie słowa "penis" (tak jakby ktoś, kto wypowiada to słowo brzydził się nim i dlatego nie odmienia), co w tak fleksyjnym języku jak polski niebywale razi.

klaudia
08-11-2011, 19:41
Pół biedy z penisem, większą trudność sprawiają żeńskie części ciała! Zwykle nazywane są albo w wulgarny sposób albo jak niektóre owoce, choć nie dostrzegam w tym żadnego podobieństwa. Dochodzę do wniosku, ze najlepiej zostać jednak przy nazwach biologicznych, niż tak wymyślać...

mar_sp
08-11-2011, 21:07
Tak, funkcjonujące w języku polskim nazwy narządów rozrodczych są rzeczywiście... drętwe i formalne. Obawiam się, że wynika to jednak w znacznej mierze z naszego narodowego wstydu. Bo sfera intymna to wciąż nasze narodowe tabu. A szkoda. Gdyby było inaczej, słowo 'penis' w tłumaczeniu brzmiałoby naturalnie i tekst czytałoby się płynnie.

W każdym razie, życzę powodzenia w tłumaczeniu! :)

Dunya
08-11-2011, 21:17
Niestety Polacy mają tu naprawdę marny wybór: albo medyczne, albo wulgarne, albo infantylne. Ciekawym pomysłem może być dosłowne przetłumaczenie metaforycznych określeń z rodzimego języka.

iwonaszp
08-12-2011, 10:50
No właśnie - nasz język jest niezwykle ubogi, jeśli chodzi o tego rodzaju słownictwo. Trzeba pewnie nieźle się nagłowić, żeby wybrać coś odpowiedniego, co nie będzie brzmiało komicznie w danej sytuacji. Nie sądzę, żeby np. w scenie romantycznej posługiwali się słownictwem typowo medycznym ;) Choć wulgaryzmy i zdrobnienia też w sumie zbyt dobrym wyjściem nie są.

WJaworowska
10-13-2015, 16:17
Powieści Erica Jerome Dickey'a obfitują w sceny erotyczne; myślę, że tłumacz całkiem dobrze sobie z nimi poradził. Poza "penisem", pojawiło się słowo "lingam" (wzięte z hinduskich wierzeń).

tmixx
10-16-2015, 21:43
Powieści Erica Jerome Dickey'a obfitują w sceny erotyczne; myślę, że tłumacz całkiem dobrze sobie z nimi poradził. Poza "penisem", pojawiło się słowo "lingam" (wzięte z hinduskich wierzeń).

WJaworowska, masz na myśli Elżbietę Waluk (Kawa z mlekiem), Agnieszkę Lipska-Nakoniecznik (Siostrzane dusze) czy Urszulę Szczepańską (Genevieve, Inna Kobieta)? Bardzo chętnie przekonam się na własnej skórze, ale nie mam pojęcia, od której pozycji powinnam zacząć.

Jeśli chodzi o kobiece części, w słownikach synonimów funkcjonuje też coś takiego jak "joni", również zaczerpnięte z hinduizmu. Brzmi całkiem ładnie i nadawało by się do rozpropagowania w polskiej literaturze. :) Oczywiście można by się silić na wymyślanie i propagowanie czegoś bardziej osadzonego w polskiej kulturze, ale skoro samo nie powstało to pozostają nam tego rodzaju akcje "odwstydzające" jak ta książka: http://www.empik.com/wielka-ksiega-cipek-hojer-dan-kvarnstrom-gunilla,prod49000158,ksiazka-p

kacha1178
10-28-2015, 16:52
Zgadzam się, w tym obszarze język polski jest dość drętwy. Tłumaczenie miłosnej sceny staje się tragedią dla tłumacza. Nazwy biologiczne psują cały nastrój, ale z drugiej strony czego użyć? Słów typu "siusiak czy "ptaszek", które nie są wulgarne, ale w literackiej scenie erotycznej stałyby się groteskowe... Duży problem dla tłumacza, to przetłumaczyć daną scenę ze smakiem, oddając nastrój, erotyzm.

ragusmaria
10-29-2015, 15:29
Ze wszystkich możliwych opcji zostałabym przy terminologii medycznej bądź przyjęłabym wcześniej wspomniane słowa zaczerpnięte z hinduizmu. Zależy też w jakiej książce znajduje się scena erotyczna - jeżeli byłby to jakiś harlequin, to wydaje mi się, że przerysowane słownictwo może przejść ponieważ tak czy siak harlequiny jako rodzaj są przesadzone. Jeżeli jednak jest to ładna scena miłosna, to użyłabym możliwie najbardziej neutralnych słów określających intymne części ciała, a klimat starałabym się zbudować dodając przymiotniki, opisując itd.

Elwira22
11-01-2015, 20:02
Zgadzam się. Język polski ma do dyspozycji ubogie słownictwo w tym wypadku - albo medyczne albo wulgarne. O wiele lepiej prezentują się takie sceny w innych językach.

doludwiczak
11-02-2015, 22:36
Wydaje mi się, że to wszystko wynika z mentalności i tabu spowijającego sferę seksualną nie tylko w Polsce, ale w ogóle w krajach katolickich. Wydaje mi się jednak, że nawet jeśli polskie wyrazy określające np. miejsca intymne nie są adekwatne do kontekstu, to zawsze można po prostu próbować uciekać od dosłowności.

AnnaDru
11-05-2015, 22:03
Moim zdaniem w pierwszej kolejności należy się pilnować, żeby nie narazić siebie i tekstu na śmieszność, chyba że i w oryginale śmieszność jest zamierzona.
Język polski niestety często zostawia tłumacza z wyborem między słownictwem medycznym a eufemizmami. Moim zdaniem o wiele bardziej zdradliwe są te drugie.

Wydaje mi się, że jeśli czujemy się na siłach, warto spróbować pójść w kierunku bardziej literackim, to znaczy skupić się na tym, by słowa, których używamy, wywoływały określone emocje, które też autor chciał wywołać. Czasami po prostu mniej ważne jest dokładne opisanie pozycji i dynamiki (nawet jeśli autor i to przemycił), a raczej warto się skupić na pozostałych aspektach sceny. A jeśli już nie ma wyjścia i musi być ten "penis", to niechże to już będzie "penis", a nie "badylek rozkoszy" czy inna szkarada.

Swoją drogą, zawsze można wyszperać takie sceny w literaturze ojczystej i stamtąd czerpać inspiracje. Chociaż kopiowanie całej metafory zajeżdża plagiatem, to jednak czasami zapoznanie się z pomysłami innych pomaga wymyślić coś własnego.

ślepekiszki
11-25-2015, 21:40
Bzdury.

Uczcie się od Sapkowskiego, który dowodzi, że sceny erotyczne można zgrabnie, plastycznie i dobrze opisać. Tym samym zadaje kłam tezie, że polszczyzna się do tego nie nadaje.

Ergo: znakomity pisarz czy sprawny warsztatowo tłumacz potrafi sobie dać radę z takimi opisami i nie ma co biadolić.

Wiadomo, złej tanecznicy...

sayuri
12-07-2015, 18:18
Sfera intymności i erotyzmu, a także sama tematyka seksu jest nam wszystkim (albo większości) dorosłym ludziom dobrze znana. Każdy z nas miał z tym styczność czy to w praktyce, czy oglądając filmy, czytając, rozmawiając o tym... W kwestii nazewnictwa części ciała, która jest poruszana w tym wątku mam pewną sugestię: zastanówmy się wszyscy jak my sami te części ciała nazywamy w naszym codziennym życiu. Czemu szukać daleko, skoro każdy i każda z nas te części ciała posiada i (chyba) je jakoś nazywa?

A może to rzeczywiście przypadłość większości polskiego społeczeństwa, że nawet między sobą nie potrafi rozmawiać o tych rzeczach i używać słów, które najwidoczniej ją krępują?

jcieslak94
12-08-2015, 18:09
Zgadzam się, że w języku polskim brakuje odpowiedniej terminologii do opisu tego typu scen i ciężko tak je przetłumaczyć, aby albo nie brzmiały zbyt laboratoryjnie, albo nie narazić się na śmieszność poprzez użycie dziecięcych określeń, albo najzwyczajniej popaść w wulgarność. Ale cóż, taki język, jakie społeczeństwo, a jakby ne patrzeć żyjemy w kraju w którym sfery około-seksualne były, są i pewnie jeszcze długo będą tematem tabu. Nie rozmawiamy o takich sprawach otwarcie, więc i po co nam terminologia do codziennego użytku?
Osobiście chyba jednak wolę te czysto biologiczne określenia, które przynajmniej nie psują mi nastroju i odbioru sceny w aż takim stopniu jak groteskowe ptaszki czy inne owoce.

a.postolska
05-23-2017, 17:28
Wydaje mi się, że w języku polskim większość określeń dotyczących erotyczności ma jakieś nacechowane konotacje. Naprawdę ciężko przetłumaczyć coś takiego w sposób wysmakowany. Ale właśnie na tym polega zawód tłumacza - na znalezieniu odpowiednich słów :)

Raven91
05-24-2017, 00:15
Temat seksualności człowieka był i w wielu kręgach nadal jest pewnym tabu. Niby przełomem miała być edukacja seksualna w szkole, ale z drugiej strony wszyscy "nauczyciele", których w tej materii miałem okazję poznać wyglądali mi na bandę przygłupów - w najlepszym wypadku(przepraszam jeśli kogoś tym urażę, ale niestety wrażenie miałem bardzo negatywne), bądź po prostu oszustów - w najgorszym. Stąd też silne nacechowanie wulgarnością tych słów, bądź też uznawanie słów neutralnych jak chociażby penis za niestosowne. I o ile nazwanie kogoś penisem już jakąś niestosowność może nieść, to już zdecydowanie w kategorii nieprzystających nie mieści się użycie słowa penis do opisu części ciała. W moim odczuciu penis w tym kontekście nie różni się niczym od łokcia, kolana, czy nosa.

allieomyk
05-28-2017, 20:02
Język angielski jest zdecydowanie bardziej plastyczny niż polski pod tym względem, ale myślę, że da się zgrabnie wybrnąć z każdej tłumaczeniowej zagwozdki :) Myślę, że największy problem może stanowić dopasowanie rejestru: jeśli jest lekko i romantycznie, to nie możemy używać wulgaryzmów i prostackiego języka, słownictwo stricte medyczne też odpada. W końcu i w polskim są całkiem przyjemne słowa z tematyki seksu. Potrzebna jest tylko dobra analiza stylu pisarza i jakoś pójdzie.

Lintee
06-26-2017, 05:20
Sceny erotyczne to klątwa wielu książek. Nie wiem, czy to nieumiejętność autora czy tłumacza, ale czasami mam ochotę umyć oczy wrzątkiem. Szczególnie zapadła mi w pamięć pewna chińska książka, w której sceny seksu są opisane w formie podobnej do wiersza? Poetycko? No i w tej całej poetyckości i porównaniach do chmur i deszczu nagle wulgarne określenia narządów płciowych. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać, wyglądało to tak groteskowo, a całość sprawiała wrażenie, że autor owego fragmentu seks zna tylko z biologii, ale chciał wszystkich zszokować. Jeśli kiedyś uda mi się zdobyć tę książkę w oryginale, chętnie się dowiem czy to autora powinnam winić, czy tłumacza.

Lashike
06-30-2017, 18:43
Ta książka to "Kwiaty śliwy w złotym wazonie". Okropna książka, ale jak wciąga :)