PDA

View Full Version : Jak zmieniała się praca tłumacza?


TheGreatLethos
07-11-2011, 00:14
Tak jak w tytule. Jak bardzo się zmieniła praca tłumacza przez ostatnie dekady? Wiadomo, że teraz jest internet, są programy komputerowe, wiele rzeczy można dowiedzie się natychmiast bez żmudnych poszukiwań. Czy rynek pracy tłumaczy się kurczy, czy jest duża konkurencja? Zaczyna się liczyć ilość a nie jakość? Jak to wyglądało kiedyś, a jak teraz?

Mięta
07-19-2011, 00:26
Pytanie wymagałoby przestudiowania historii przekładu w ostatnich dekadach. Jako, że nie mam takiej wiedzy, a i pora nie sprzyja "główkowaniu", to odpiszę na podstawie własnej intuicji na drugą część pytania. Wydaje mi się, że mimo postępu w tej dziedzinie, jakość tłumaczenia nie wzrosła diametralnie. Tak naprawdę żadne narzędzia nie zastąpią biegłości w posługiwaniu się językiem. Poza oczywistymi korzyściami płynącymi z używania wszelkich słowników i innych pomocy elektronicznych mamy jednocześnie do czynienia z coraz większą niedbałością językową. Zanim przejdzie się do etapu tłumaczenia jakiegokolwiek tekstu, ważne jest, aby posługiwać się sprawnie i poprawnie ojczystym językiem. Wydaje mi się, że ilość błędów obecna choćby na forach internetowych, które często są reprezentowane przez ludzi zajmujących się tłumaczeniem, świadczy najlepiej o wszechobecnej niedbałości językowej, której nawet najbardziej nowoczesne narzędzia nie są w stanie skorygować. Czy w takim razie postęp nie sprzyja bardziej rozleniwieniu niż mobilizacji? Obserwując obecne tendencje językowe stawiam z przykrością na... ilość.

Melodie
07-19-2011, 09:26
To może postaramy się trochę przybliżyć tę historię? Ja też nie posiadam wiedzy z tej dziedziny, ale od czego mamy internet?
Skąd się wzięła potrzeba tłumaczenia, gdzie jest jej źródło?
W Biblii odnajdujemy opowieść o Wieży Babel - Bóg chcąc uniemożliwić ludziom realizację budowy dzieła sięgającego nieba pomieszał im jezyki, by nie mogli porozumiewać się.
Ale czy w rzeczywistości mogło tak być, że kiedyś wszyscy ludzie mówili jednym językiem? Wydaje się to mało prawdobodobne. Jak sądzicie? :)

Lynx85
07-19-2011, 10:44
Tak naprawdę potrzeba pierwszych tłumaczeń pojawiła się w trakcie zderzenia dwóch obcych języków i kultur, a więc wraz z pierwszymi próbami przemieszczania się ludności w odleglejsze rejony świata - natrafiali oni wtedy na inne ludy mówiące odrębnym, często tylko sobie znanym językiem.

Zwiększona zdolność do przemieszczania się oraz popyt na rzadkie produkty, będące w zasięgu ręki dzięki rozwojowi handlu zagranicznego zainicjowały nieśmiałe próby porozumienia się. Nie jest to niespodzianką, że pierwsze tłumaczenia pojawiły się w dziedzinie tłumaczeń ustnych i wraz z rozwojem umiejętności czytania i pisania - również w dziedzinie tłumaczeń pisemnych ;)

magdalenka
07-19-2011, 13:34
Faktycznie, gdy mówi się o tłumaczeniu, tłumaczach i językach pierwszym skojarzeniem wielu ludzi będzie historia biblijna. Jednak wraz z rozwojem translatoryki (przekładnio-znawstwa) zaczęto określać początki teorii translacji i pierwszych prób tłumaczenia. Według Jacobsona pierwszymi tłumaczami byli Rzymianie. Horacy w Liście do Pizon (I w. p.n.e.!) wprowadza rozróżnienie na tłumaczenia 'słowo w słowo' i 'sens w sens', co jest odpowiednikiem dzisiejszego podziału na dosłowny i wolny przekład. Jednak historia translacji to temat na osobny wątek, więc nie odbiegajmy od głównego tematu.

Jak zmieniała się praca tłumacza? Myślę, że powodem zmian, które zaszły w ostatnich latach są konsumpcyjne podejście do życia, co się łączy z brakiem cierpliwości i przekładaniem szybkości nad jakość tłumaczenia, brak wiedzy w dziedzinie translacji, niedbalstwo językowe. (Mówię to, na podstawie moich doświadczeń. Przeprowadziłam analizy takich tłumaczeń.) Nie jesteśmy cierpliwymi istotami. Czekanie na tłumaczenia popularnych książek i filmów, dla większości jest niemożliwe, dlatego pojawiają się w Internecie marne, pseudo przekłady, napisane prawie po polsku. Ludzie nie chcą wiedzieć, o czym jest książka, film, serial dlatego nie czekają na dobre napisy ew. tłumaczenie książki. Chcą wiedzieć "mniej więcej" albo, co gorsza nie widzą tego, że język napisów, książki jest ubogi, okaleczony "niepolski". Jeśli chodzi o tłumaczenia specjalistyczne to zmiany nie są, aż tak tragiczne. Wiadomo, że nikt nie zadowoli się tłumaczeniem np. tekstu medycznego, dokumentu itd. w którym wiadomo tylko "mniej więcej", o co chodzi.

Lynx85
07-19-2011, 13:58
magdalenka => Niestety muszę zgodzić się z faktem, że w dzisiejszych czasach wcale nietrudno o natknięcie się na kiepskie jakościowo tłumaczenie. Obecnie jest wysyp wielorakiej maści portali, na których tłumacze mogą zaoferować swoje usługi, natomiast Klienci zlecić tekst do przetłumaczenia. Smutne jest to, że często zlecenia trafiają w ręce niedoświadczonych ludzi, którzy w rzeczywistości są licealistami bądź (o zgrozo!) gimnazjalistami, którzy wrzucają tekst oryginalny do google.translate, a tekst wyjściowy bez żadnej obróbki odsyłają do Klienta - spotkałam się z taką sytuacją i to wcale nierzadko... No i oczywiście otrzymują za to wynagrodzenie, gdyż często Klient nie jest w stanie zweryfikować jakości i poziomu tłumaczenia. Kuszące jest kiedy Klient widzi niską stawkę, ale kiedy ktoś oferuje 7 zł za stronę rozliczeniową - Klientowi powinna zapalić się lampka ostrzegawcza! Dobre tłumaczenie kosztuje i tak niska cena raczej nie może iść w parze z jakością ;) Aczkolwiek tacy "delikwenci" psują rynek tłumaczeń i to jest niezwykle irytujące :mad:

Melodie
07-19-2011, 14:17
Nieźle się zagalopowałam z tą Wieżą Babel. :-)
Nieuważnie przeczytałam temat i umknęły mi ostatnie dekady.
Myślę, że sporą zmianę w pracy tłumacza przyniosły nowe technologie. Pomagają one w pracy, przyspieszają proces tłumaczenia.
Są też jednak źródłem słabych tłumaczeń - żadne narzędzie nie zastąpi dobrego tłumacza.

magdalenka
07-19-2011, 14:19
Klientowi powinna zapalić się lampka ostrzegawcza! Dobre tłumaczenie kosztuje i tak niska cena raczej nie może iść w parze z jakością ;) Aczkolwiek tacy "delikwenci" psują rynek tłumaczeń i to jest niezwykle irytujące :mad:

To inna strona medalu. Klient chce zlecić tłumaczenie za jak najmniejsze pieniądze, a tłumacze i "tłumacze" walczą o klienta obniżając ceny. Z tym, że ci pierwsi z oczywistych względów nie schodzą poniżej pewnego pułapu cenowego. Wielu myśli "tłumaczy", że do tej pracy wystarczy słownik ewentualnie translator i w godzinę tłumaczenie gotowe. Jeśli jakiś klient skusi się stawką 7zł, to sam jest sobie winien.

kwiatko22
07-19-2011, 14:23
Masz rację Lynx, to samo chodziło mi po głowie.

Wielokrotnie zauważam, że ilość kiepskich tłumaczeń jest niepokojąca. Przede wszystkim dlatego, że owe tłumaczenia są kopiowane z tymi samymi błędami i przesyłane dalej. Tak więc osoby, które mają mgliste pojęcie o translatoryce nie zdają sobie sprawy, że uczą się nie tego co potrzeba i co realnie funkcjonuje. Sama byłam jedną z takich osób wiele lat temu i dopiero wyjazd zagranicę i zderzenie się z językiem otworzyło przede mną możliwość weryfikacji przeróżnych zawiłości lingwistycznych.:eek: Przyznam się nawet, że niektóre książkowe banialuki funkcjonują po dziś dzień a kompletnie nie egzystują w języku, którego używa dana nacja. Tak więc nie ma co się dziwić, że różne knoty wychodzą na światło dzienne.:)

magdalenka
07-19-2011, 14:29
Myślę, że sporą zmianę w pracy tłumacza przyniosły nowe technologie. Pomagają one w pracy, przyspieszają proces tłumaczenia.
Są też jednak źródłem słabych tłumaczeń - żadne narzędzie nie zastąpi dobrego tłumacza.

Zgadzam się, ale tylko w połowie. To prawda, że nowe technologie przyśpieszają proces tłumaczenia. Internet usprawnił komunikację. Pojawiły się fora tłumaczy, na których można wymieniać doświadczenia. Wiadomo, co dwie głowy, to nie jedna. ;) Są programy do tłumaczeń CAT. A komputery? Wyobrażacie sobie pisanie na maszynie bez możliwość wciśnięcia "backspace" lub "undo"?

Jeśli chodzi o drugą część Twojej wypowiedzi, to nie narzędzia są słabym źródłem tłumaczeń tylko ludzie, którzy nieumiejętnie z nich korzystają. Tu problemem raczej jest brak wiedzy i przekonanie, że pozwolę sobie sparafrazować Jerzego Stuhra "tłumaczyć każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej" ;)

Lynx85
07-19-2011, 14:33
Oczywiście komputer (a konkretnie Machine Translation) jest obecnie bardzo ważnym "wspomagaczem" w pracy tłumacza. Pozwala mu to zmniejszyć ilość pracy poświęcanej na żmudne czynności w procesie tłumaczeniowym, a umożliwia skupienie się na bardziej odtwórczej części ;) może w bardzo odległej przyszłości postęp technologiczny i rozwój sztucznej inteligencji umożliwi stworzenie programu idealnego, który tworzyłby tłumaczenia na poziomie tych wychodzących z rąk najlepszych tłumaczy, ale dzięki Bogu, na razie do tego daleko :D

Myślę, że skoro wspominamy o przyszłości, warto też napomknąć tutaj o przeszłości, a mianowicie o roku 1887, w którym to dr Ludovic Lazarus Zamenhof opublikował pierwsze podstawy sztucznego języka Esperanto. Język ten miał być językiem uniwersalnym, neutralnym i łatwym do nauczenia, który umożliwiłby porozumiewanie się w zakresie międzynarodowym - marzenie dr Zamenhofa nie do końca się spełniło, ponieważ kiedyś łacina pełniła rolę języka międzynarodowego, później pałeczka trafiła w ręce języka francuskiego, aż ostatecznie językiem tym stał się angielski w XX wieku. Pomyślcie jednak co by się stało, gdyby było to jednak bardziej powszechne? Tłumacz mógłby się stać zawodem niszowym, jak obecnie np. kaletnictwo wyparte przez zmechanizowane maszyny. Uff, po raz kolejny kryzys zażegnany :D

Melodie
07-19-2011, 14:36
"Jeśli chodzi o drugą część Twojej wypowiedzi, to nie narzędzia są słabym źródłem tłumaczeń tylko ludzie, którzy nieumiejętnie z nich korzystają."

Oczywiście, że tak. Tylko, że bez tych narzędzi ci ludzie pewnie nigdy nie zabraliby się za jakiekolwiek tłumaczenia. One dały im możliwość zaistnienia na rynku.

Lynx85
07-19-2011, 14:41
Jeśli chodzi o drugą część Twojej wypowiedzi, to nie narzędzia są słabym źródłem tłumaczeń tylko ludzie, którzy nieumiejętnie z nich korzystają. Tu problemem raczej jest brak wiedzy i przekonanie, że pozwolę sobie sparafrazować Jerzego Stuhra "tłumaczyć każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej" ;)

Niestety nie do końca tak jest - Machine Translation nie jest jeszcze na tyle rozwinięte i na na tyle wysokim poziomie, żeby nie generować błędów. To właśnie człowiek jest tym elementem układanki, który decyduje o efekcie końcowym, ponieważ on taki tekst musi jeszcze zweryfikować i "doprowadzić do ładu".

Poza tym, to prawda, że Klient decydując się na niską stawkę musi liczyć się z ryzykiem otrzymania kiepskiego jakościowo tłumaczenia, jednakże nie każdy ma tego świadomość. Patrząc na Zleceniodawców, którzy mają określony budżet i muszą się w nim zmieścić - niestety, nie mają innego wyjścia. A nie zmienia to faktu, że osoby oferujące wspomniane 7zł/str. psują rynek, bo "jak nie ma popytu na taką stawkę, to nie ma podaży" ;)

Margoo
07-19-2011, 15:07
Skupiacie się cały czas na tlumaczeniach pisemnych, a czy dobrego tłumacza nie łatwiej poznać w tlumaczeniach "na żywo"? Wtedy wychodzi jego niedouczenie, luki językowe oraz słaba znajomość nawet ojczystego języka polskiego.
Tłumacz lub osoba podająca się za tłumacza, która nie posiada w swoim dorobku doświadczenia tłumaczeń "na żywo" lub tłumaczeń konferencyjnych, nie jest w stanie tak do końca poznać złożoności tematu. A poza tym - czy byłaby w stanie dokonać tlumaczenia bez programów do tego przystosowanych, bez słowników internetowych i tak naprawdę wykonujących połowę "roboty"?
Mój wykładowca na Uniwerystecie mawiał, że dobry tłumacz potrzebuje tylko swojej głowy i ołówka....
Co o tym sądzicie?

Asia S.
07-19-2011, 15:23
Osobiście uważam, że zawód tłumacza staje się coraz bardziej popularny i w związku z tym, konkurencja na polskim rynku pracy staje się coraz większa. Poszukiwani są wykwalifikowani tłumacze, którzy świadczą swoje usługi za przystępną cenę. Przyczyny wzrostu zapotrzebowania na tłumaczy należy upatrywać we współpracy, którą polskie przedsiębiorstwa i firmy nawiązują z zagranicą. Nawet małe spółki posiadają zagranicznych inwestorów. W takich firmach rola tłumacza polega na tłumaczeniu pism, prowadzeniu korespondencji drogą mailową, prowadzeniu rozmów telefonicznych czy tłumaczeniu symultanicznym. Sądzę, że tłumacze jeszcze długo będą poszukiwani na polskim rynku pracy, zwłaszcza ci specjalizujący się w konkretnej dziedzinie.:)

Margoo
07-19-2011, 15:33
Masz Asiu całkowitą rację.
Ale też, to co najważniejsze dla tłumacza, to jego własny, osobisty rozwój - mamy teraz takie czasy, że należy być wszechstronnym. Dobry tłumacz przechodzi płynnie z tlumaczeń np. medycznych, do przykładowo budowy silnika odrzutowego lub średniowiecznego dzieła literackiego.
Bycie dobrym tłumaczem to dar, a programy komputerowe, nowinki techniczne mają tylko pomóc ten dar rozwinąć a nie zastępować.
Poza tym - od dawien dawna tłumacz służył, a raczej ułatwiał kontakty narodów poprzez cały świat i dopóki nie nadejdzie czas, że powstanie jeden język panujący na caym świecie - tłumacz ma swoją misję do spełnienia.
Ten kto podchodzi do tłumaczeń tylko z przyczyn ekonomicznych, w celach czysto zarobkowych, a nie kocha tego co robi - nie wykona dobrego, wiernego tłumaczenia. Trzeba dać w tłumaczenie nie tylko duszę, ale i serce.

Lynx85
07-19-2011, 16:08
Margoo => Wydaje mi się, że panuje błędne przekonanie, że jak tłumacz potrafi tłumaczyć ustnie, to również pisemnie, a przecież tłumacz pisemny i konsekutywny to nierzadko dwa różne zawody. Nie wykluczam, że istnieją osoby zdolne w obu czynnościach, ale tłumacz ustny to zawód stresogenny (z tego co pamiętam znajduje się w czołówce najbardziej stresujących zawodów świata) i nie każdy ma do tego predyspozycje charakterologiczne. Ktoś kto się będzie podczas takich tłumaczeń jąkał i popełniał banalne błędy nie wyklucza go z zawodu tłumacza pisemnego, w którym może odnosić spore sukcesy. To tak jak w przypadku egzaminów ustnych i pisemnych – zdolni studenci w trakcie „ustnego” mogą nie być w stanie wydusić z siebie odpowiedzi pod wpływem silnego stresu, natomiast z „pisemnych” otrzymują wysokie noty;)

Zgodzę się z tym, że do zawodu tłumacza trzeba mieć powołanie, by wykonywać go rzetelnie i wkładać w pracę zarówno serce, jak i duszę. Nie uważam jednak, że to czy tłumacz potrafi przejść z jednej dziedziny do innej, zupełnie odległej predestynuje to czy jest dobrym, czy złym tłumaczem. Niejednokrotnie przecież dana dziedzina jest tak bardzo rozbudowana, że ktoś poświęca się jedynie jej i żadnej innej – doskonali ją, a ponieważ jest w tym dobry i dostaje zlecenia, nie ma powodu, żeby obszar poszerzać o inne dziedziny. Co nie oznacza od razu, że jest kiepskim tłumaczem;)

Margoo
07-19-2011, 16:16
Zgadzam się z pierwszą częścią Twojej wypowiedzi, przekonujące argumenty.
Jednak co do drugiej części - rozumiem, że można się specjalizować w jakiejś dziedzinie, ale jednak tłumacz powinien potrafić odnaleźć się w każdej. Taka jego rola.
Tłumacz jest trochę jak kucharz - musi czasem z niczego, stworzyć językowo zdatne do spożycia (z)danie, które będzie klarowne i "zjadliwe" dla wszystkich odbiorców zainteresowanych.

Lynx85
07-19-2011, 16:38
Jeśli tłumacz jest postawiony w takiej sytuacji bez wyjścia to oczywiście ;) ale jednocześnie, żeby nie wyszedł z tego zakalec, lepiej, żeby starał się trzymać tych specjalizacji, w których jest jednak obeznany, a jednak ciężko spotkać ludzi, którzy na tyle dogłębnie poznali wszystkie dziedziny, żeby przejść płynnie od tekstów Szekspira do budowy statków kosmicznych :p życia by im nie starczyło! ;)

Margoo
07-19-2011, 16:45
Zgadzam się, jednak życie pokazuje nam co innego.
A ponieważ czerpię to z własnego doświadczenia - jednak pozwolę sobie zostać przy swoim zdaniu. :)
"Zakalec językowy" jak mówisz, to rzecz niedopuszczalna, dlatego nadal będę się upierać przy swojej teorii - dobrym tłumaczem jest ten, kto z ołówkiem w ręku dokona tego, co drugi za pomocą kilku programów komputerowych. Komputer nie zastąpi głowy! A tłumaczenie "komputerowe" nie odda nigdy tego co chciał wyrazić autor, którego tłumaczymy.
Wiele osób tłumaczących nie poprawia nawet błędów wynikających z nieumiejętnego użycia translatora komputerowego. A to jest niedopuszczalne!

Lynx85
07-19-2011, 16:50
Nie wydaje mi się, żeby istniał człowiek, który za pomocą ołówka i kartki papieru jest w stanie przetłumaczyć tekst z absolutnie KAŻDEJ dziedziny istniejącej na tym świecie - nie ma możliwości, aby ludzki mózg pomieścił wszelakie słownictwo z fizyki kwantowej, medycyny zaawansowanej, prawa, genetyki, bądź innych dziedzin... Co innego przetłumaczyć tekst na zasadzie przełożenia z języka A na język B bez zachowania typowo specjalistycznego słownictwa pojawiącego się w oryginale - na upartego też tak można... Ale czy jest sens? Nawet najwięksi tłumacze naszego pokolenia nie są w stanie tego dokonać - trzymają się przeważnie "swoich" dziedzin, bo są w nich dobrzy i tyle :p

Margoo
07-19-2011, 16:54
Tu się zgadzam, bo omnibusów jeszcze nie ma.
Nie rozważałam w swoich wypowiedziać specjalizacji tłumaczeniowej.
Ale jednak dobry tłumacz z każdej dziedziny powinien umieć się "wybronić". Bo znając język z lub na który tłumaczy - zawsze łatwiej jest mu odnaleźć się w nowym słownictwie, niż typowemu laikowi.
Nie mówiąć o tym, że zawsze ma możliwość zasięgnięcia opinii eksperta z danej dziedziny lub sięgnięcia do odpowiedniej literatury, w celu sprawdzenia trafności tłumaczenia.
Tłumacz ustny ma gorzej, bo musi być niestety małym omnibusem. Rozmówca może w każdej chwili zmienić temat swojej wypowiedzi i nie ma wytlumaczenia wtedy. No bo co? należy wtedy zmienić tłumacza, bo to nie jego dziedzina?

Lynx85
07-19-2011, 16:59
Aaa, zdecydowanie bajer musi być :D

Margoo
07-19-2011, 17:07
Bajer, bajerem, ale chyba nikt z obecnych tutaj nie zaprzeczy, że praca tłumacza jest fascynująca i twórcza.

Lynx85
07-19-2011, 17:12
Nigdy nie twierdziłam, że jest inaczej :p

magdalenka
07-19-2011, 18:30
Myślę, że skoro wspominamy o przyszłości, warto też napomknąć tutaj o przeszłości, a mianowicie o roku 1887, w którym to dr Ludovic Lazarus Zamenhof opublikował pierwsze podstawy sztucznego języka Esperanto. Język ten miał być językiem uniwersalnym, neutralnym i łatwym do nauczenia, który umożliwiłby porozumiewanie się w zakresie międzynarodowym - marzenie dr Zamenhofa nie do końca się spełniło, ponieważ kiedyś łacina pełniła rolę języka międzynarodowego, później pałeczka trafiła w ręce języka francuskiego, aż ostatecznie językiem tym stał się angielski w XX wieku. Pomyślcie jednak co by się stało, gdyby było to jednak bardziej powszechne? Tłumacz mógłby się stać zawodem niszowym, jak obecnie np. kaletnictwo wyparte przez zmechanizowane maszyny. Uff, po raz kolejny kryzys zażegnany :D

To było do przewidzenia. Język bez kultury nie ma prawa bytu. Na szczęście tłumacz jeszcze długo nie będzie zawodem niszowym. Co najwyżej mogą się zmieniać zapotrzebowania na języki.


Ten kto podchodzi do tłumaczeń tylko z przyczyn ekonomicznych, w celach czysto zarobkowych, a nie kocha tego co robi - nie wykona dobrego, wiernego tłumaczenia. Trzeba dać w tłumaczenie nie tylko duszę, ale i serce.

Jest to zasada, która sprawdza się w każdej dziedzinie. Każdy zawód wykonywany bez pasji i talentu lub odrobiny zaangażowania, a wyłącznie w celach zarobkowych nie jest wykonywany dobrze.

Margoo
07-19-2011, 18:47
Oczywiście Magdalenka, ale jest to jeden z zawodów, gdzie brak przygotowania, brak pasji do tego co się robi oraz "bylejakość" widać jak na dłoni.
Nie można podchodzić do tłumaczenia na "pół gwizdka", bo to od razu "widać, słychać i czuć".

laurelindorinan
07-19-2011, 19:16
Ale czy w rzeczywistości mogło tak być, że kiedyś wszyscy ludzie mówili jednym językiem? Wydaje się to mało prawdobodobne.

To jest niemożliwe. Język, jako wszelakie sposoby porozumiewania się, kształtował się w kilki miejscach na ziemi, tam gdzie w procesie ewolucji powstał człowiek. Każda grupa wytworzyła więc swój własny system. Choć, tak jak już ktoś wspomniał wcześniej były języki najbardziej rozpowszechnione jak: łacina w czasach Imperium Rzymskiego i średniowiecza, francuski w oświeceniu, czy angielski od rewolucji przemysłowej aż do teraz. Znajomość ich była/jest praktycznie musem i większość wykształconych ludzi się nimi posługuje/posługiwała. Podobno kolejną taką falą językową będzie chiński, ale na to chyba mamy jeszcze trochę czasu. ;)

Skupiacie się cały czas na tlumaczeniach pisemnych, a czy dobrego tłumacza nie łatwiej poznać w tlumaczeniach "na żywo"?

świetne spostrzeżenie ;) "na żywo" nie ma możliwości skonsultowania się z niczym. Zapewne wszyscy pamiętają ciekawe tłumaczenie w rozmowie Baracka Obamy z Bronisławem Komorowskim "like with your wife" ^^ Dlatego uważam, że tłumacze symultaniczni są lepsi, mimo wpadek muszą odnaleźć się w licznych, trudnych sytuacjach i nie zawieść klienta. ;)

Dobry tłumacz przechodzi płynnie z tlumaczeń np. medycznych, do przykładowo budowy silnika odrzutowego lub średniowiecznego dzieła literackiego.

Ciężko wymagać od jednej osoby, żeby potrafiła gładko płynąć po różnych tematach. Narzędziem pracy tłumacza jest język - słowa, a nie fachowa wiedza. Tłumacz nie musi rozumieć zawiłości fizyki kwantowej i znać się na literaturze postmodernistycznej. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy i nie jesteśmy wszechwiedzący. Nie można być specjalistą w każdej dziedzinie – dlatego pojawili się tłumacze specjalistyczni wyszkoleni w danej dziedzinie pod kątem słownictwa etc.


Warto też wspomnieć o podziale na język potoczny i oficjalny. Potocznego używamy w codziennym życiu - jest używany w filmach - dlatego wiele osób może sobie tłumaczyć napisy czy książki. To normalne zjawisko jak język jest tak popularny jak angielski teraz. To dowodzi faktu, że społeczeństwo się rozwija. Za to język oficjalny, czyli dokumenty, przemówienia, przekładają tylko tłumacze.

Jeśli chodzi o rynek pracy dla tłumaczy to obecnie zatrudnia się osoby wszechstronne, nierzadko tłumacze pracujący w firmach znają biegle kilka języków. Dla dobrego tłumacza zawsze będzie praca. A że o taką coraz trudniej to inna kwestia.

Choćby nie wiem co praca tłumacza zawsze będzie fascynująca. Po pierwsze dlatego, że można poznać wiele dziedzin. Po drugie, bo można spotkać wielu ważnych czy ciekawych ludzi. Po trzecie, ponieważ wymaga ciągłej pracy nad sobą i nad swoimi umiejętnościami.

helena
07-19-2011, 19:33
Pojawiło się podczas dyskusji sporo refleksji na temat kompetencji tłumacza: że tłumacz powinien być wszechstronny niczym alfa i omega, tłumaczyć równocześnie ustnie jak i pisemnie, i czuć się niczym ryba w wodzie w każdej dziedzinie. Moim skromnym zdaniem jednak tłumacz powinien mieć pokorę, a co to oznacza dla mnie, że jeśli się podejmuje jakiegoś tłumaczenia z obcej mu dziedziny to albo powinien na własną rękę dokształcić się w tej dziedzinie, albo w razie wątpliwości poprosić o poradę specjalistę w danej dziedzinie.
Wracając jednak do głównego wątku na temat zmian zachodzących w zawodzie tłumacza to są niewątpliwie one wynikiem zmian, które następują równocześnie w różnych dziedzinach życia. Obecnie mamy do czynienia z mnogością źródeł, szybkim przepływem informacji, co jednak nie zawsze ułatwia pracę tłumacza, a tymbardziej nie jest gwarantem wiarygodności ani rzetelności szukanych treści. Myślę, że niezależnie od tendencji panujących w danej epoce, zawód tłumacza wiąże się z koniecznością dokładności, czujności jeśli chodzi o dobór odpowiednich narzędzi, jaki i z potrzebą weryfikacji każdej chociażby najmniejszej wątpliwości.

Margoo
07-19-2011, 19:34
Tłumacz nie zna się w 100% na wszystkich tematach i dziedzinach, ale jednak jeżeli specjalizuje się tylko powiedzmy w jednej - to trochę mało.
Fakt, przy tłumaczeniach pisemnych to wystarczy, ale będąc tlumaczem "na żywo" - już nie.

Margoo
07-19-2011, 19:36
Pojawiło się podczas dyskusji sporo refleksji na temat kompetencji tłumacza: że tłumacz powinien być wszechstronny niczym alfa i omega, tłumaczyć równocześnie ustnie jak i pisemnie, i czuć się niczym ryba w wodzie w każdej dziedzinie. Moim skromnym zdaniem jednak tłumacz powinien mieć pokorę, a co to oznacza dla mnie, że jeśli się podejmuje jakiegoś tłumaczenia z obcej mu dziedziny to albo powinien na własną rękę dokształcić się w tej dziedzinie, albo w razie wątpliwości poprosić o poradę specjalistę w danej dziedzinie.
Wracając jednak do głównego wątku na temat zmian zachodzących w zawodzie tłumacza to są niewątpliwie one wynikiem zmian, które następują równocześnie w różnych dziedzinach życia. Obecnie mamy do czynienia z mnogością źródeł, szybkim przepływem informacji, co jednak nie zawsze ułatwia pracę tłumacza, a tymbardziej nie jest gwarantem wiarygodności ani rzetelności szukanych treści. Myślę, że niezależnie od tendencji panujących w danej epoce, zawód tłumacza wiąże się z koniecznością dokładności, czujności jeśli chodzi o dobór odpowiednich narzędzi, jaki i z potrzebą weryfikacji każdej chociażby najmniejszej wątpliwości.

Przyznaję, że trafnie uchwyciłaś istotę sprawy.

Melodie
07-19-2011, 19:36
Każdy człowiek ma inne predyspozycje i zdolności. Jeden lepiej tłumaczy ustnie, inny pisemnie. Ważne, żeby się odnaleźć i samemu wiedzieć co potrafimy robić lepiej lub co nam sprawia większą przyjemność. Tłumaczenia ustne rzadko bywają równie dopracowane jak te pisemne, łatwiej w nich o pomyłki czy niedopowiedzenia.

nozickbuble
07-19-2011, 19:54
Narzędziem pracy tłumacza jest język - słowa, a nie fachowa wiedza.


Wydaje mi się, że tak postawiona kwestia nie do końca opisuje wyzwania stojące dzisiaj przed tłumaczem. Oczywiście, tłumacz pracuje w języku. Musi to jednak pociągać za sobą znajomość użycia poszczególnych słów. Bez fachowej wiedzy jest to często niemożliwe. Stąd właśnie tak ogromnie rozpowszechnione w ostatnich dekadach użycie Internetu w procesie tłumaczenia . Tłumacz ma bowiem dostęp do wielu specjalistycznych danych, których musiałby szukać tygodniami w bibliotece. Co więcej, Internet daje możliwość skonsultowania się z fachowcami w danej dziedzinie, co może wzbogacić tłumaczenie. Jest to niezwykle pomocne szczególnie w przypadku tłumaczy literatury, którzy często muszą sięgnąć do bardzo szczegółowych informacji, aby oddać, przykładowo, realia powieści, którą tłumaczą. Tłumacze specjalistyczni natomiast, bez wątpienia muszą mieć duże doświadczenie w dziedzinie, którą się zajmują.

Skoro już jesteśmy przy nowych technologiach, to coraz częściej przekonuję się, że bogatym źródłem wiedzy dla tłumacza jest wyszukiwarka internetowa. Działa ona niemal na podobnej zasadzie jak korpus języka(notabene, dostępny za darmo w sieci) - daje wiedzę o tym, jak ludzie mówią. W ten sposób tłumacz, pisemny i ustny, dowiaduje się, jak ludzie posługujący się danym językiem mówią o różnych kwestiach. Może dzięki temu dostosować słownictwo do sytuacji językowej, w której się znalazł. To, na ile skutecznie tłumacz skorzysta z takiej wiedzy, to już inna sprawa...

Nisztu
07-19-2011, 20:02
Sporo napisaliście na temat tego, że teraz rynek się psuje, bo tłumaczem każdy być może. Wydaje mi się jednak, że jakość przekładu nie zależy od epoki. Mogłabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że równolegle do rozwoju wolnego rynku i narzędzi komunikacji, dzięki którym wystarczy sobie tłumacza wygooglać, standardy poszły w górę, gdyż instytucje w stylu unijnych wprowadziły naprawdę ostrą selekcję.

Ale oczywiście im bardziej rynek nam się demokratyzuje, tym bardziej rządzi na nim wskaźnik cena/opinia. Z tłumaczami jest więc tak jak i z innymi zawodami. Albo ma się wyrobiony prestiż (albo kontakty, zwane tez "układami") albo trzeba klienta przyciągnąć czymś innym. Szczególnie w przypadku młodych tłumaczy bez dorobku, którzy wcale nie muszą być beznadziejni tylko i wyłącznie tylko dlatego, że nie mają doświadczenia. Naturalnie, można powiedzieć, że niska cena psuje rynek, ale też żeby na ten rynek w ogóle wejść trzeba mieć jakiś punkt startu. Myślę, że teraz mimo wszystko jest z tym coraz trudniej.

Bardzo chętnie poczytałabym opnie, czy obecnie według Was rynek tłumaczeń to rynek konsumenta (na którym warunki dyktują klienci), czy producenta (na którym warunki dyktują tłumacze) i jak to się zmieniło.

Margoo
07-19-2011, 20:07
Wg mnie rynek kształtują sami tłumacze, a nie klienci.
Klienci się nie zmienili, ich potrzeby również, a tlumacze ze względu na ich narastającą liczbę (szczególnie dużo jest tych "domorosłych", którzy po spędzeniu jakiegoś czasu zagranicą uważają, że znają już język) zwalczają się nawzajem poprzez zaniżanie cen oraz jakości usług.
Wiadomo, że klient chce zapłacić jak najmniej - ale czy to znaczy, że jakośc oferowanego mu tłumaczenia jest na poziomie? Jeśli klient sam nie jest w stanie tego stwierdzić, to czasem lapsusy językowe popełnione przez tlumacza moga mu napędzić nielada kłopotów ....

nozickbuble
07-19-2011, 20:24
Według mnie na rynku tłumaczeń funkcjonują oba przedstawione przez Ciebie modele:

1. Ukierunkowany na klienta w przypadku tłumaczeń specjalistycznych. W ostatnich latach, zwłaszcza po wejściu Polski do Unii Europejskiej to ten rynek najbardziej się zmienił. Przykładowo, tłumaczenia dla instytucji unijnych mogą być wykonywane przez większą ilość ludzi kształconych w tym celu w odpowiednich placówkach (College of Europe w Natolinie lub Katedra UNESCO UJ w Krakowie). Tym samym więcej ludzi ma szanse zdobyć wiedzę niezbędną w tym zakresie. Konkurencja, która w ten sposób powstaje służy instytucjom, dla których powstają tłumaczenia.

2. Ukierunkowany na producenta jeśli chodzi o rynek tłumaczeń literatury. Tutaj liczy się przede wszystkim prestiż tłumacza podbudowany jego doświadczeniem. Stąd wysoko oceniany Ulisses Słomczyńskiego czy polska wersja językowa Shreka Bartosza Wierzbięty. Tym samym od lat młodym tłumaczom trudniej jest tutaj wejść na rynek. Wymaga to dużej cierpliwości i nieustannego zdobywania doświadczeń. Być może jest to też przyczyna tak rozpowszechnionych w Internecie "nieoficjalnych" tłumaczeń, których zalety, poza dostępnością są raczej wątpliwe.

nozickbuble
07-19-2011, 20:35
Według mnie na rynku tłumaczeń funkcjonują oba przedstawione przez Ciebie modele:

1. Ukierunkowany na klienta w przypadku tłumaczeń specjalistycznych. W ostatnich latach, zwłaszcza po wejściu Polski do Unii Europejskiej to ten rynek najbardziej się zmienił. Przykładowo, tłumaczenia dla instytucji unijnych mogą być wykonywane przez większą ilość ludzi kształconych w tym celu w odpowiednich placówkach (College of Europe w Natolinie lub Katedra UNESCO UJ w Krakowie). Tym samym więcej ludzi ma szanse zdobyć wiedzę niezbędną w tym zakresie. Konkurencja, która w ten sposób powstaje służy instytucjom, dla których powstają tłumaczenia.

2. Ukierunkowany na producenta jeśli chodzi o rynek tłumaczeń literatury. Tutaj liczy się przede wszystkim prestiż tłumacza podbudowany jego doświadczeniem. Stąd wysoko oceniany Ulisses Słomczyńskiego czy polska wersja językowa Shreka Bartosza Wierzbięty. Tym samym od lat młodym tłumaczom trudniej jest tutaj wejść na rynek. Wymaga to dużej cierpliwości i nieustannego zdobywania doświadczeń. Być może jest to też przyczyna tak rozpowszechnionych w Internecie "nieoficjalnych" tłumaczeń, których zalety, poza dostępnością są raczej wątpliwe.

Margoo
07-19-2011, 20:45
Ale co również jest ważne - każdy tłumacz, który popada w "rutynę językową", tlumaczeniową - długo w tym fachu się nie uchowa. Tłumacz musi notorycznie się dokształcać i szkolić.

Nisztu
07-19-2011, 21:03
Nozickbuble, a co ze zwykłymi tłumaczeniami? Ofertami np. na Prozie? Z mojego doświadczenia wynika, że rządzi tam głównie cena, a więc klient pójdzie tam, gdzie zapłaci mniej, bo bardzo często nie ma czasu na przeanalizowanie profilu tłumacza. Bardzo często zdarza mi się, że dostawać od takich klientów odpowiedź, że moja oferta nie została przez nich wybrana, ponieważ ktoś zaoferował cenę o połowę niższą. Mogę się oczywiście złościć, że to psuje rynek... ale jeśli chcę utrzymywać się z tłumaczeń, a nie pracy w pubie to chyba muszę podążać tym trendem?

A wracając stricte do tematyki wątku - konkurencja zwiększa się z roku na rok, przynajmniej tak długo jak uniwersytety opuszczać będą roczniki z wyżu demograficznego. Jest chyba trudniej się przebić osobom mniej zdeterminowanym, co nie znaczy mniej zdolnym. Myślę, że uczelnie nie powinny przedstawiać studentom praktyk jako przykrego obowiązku do odbębnienia, ale jako szansy na pokazanie umiejętności i orientację w środowisku i na rynku. Przydałoby się też, żeby do warsztatu tłumacza i przedmiotów kierunkowych dodano kursy jak założyć własną firmę i jak się promować w internecie, bo tłumacz (freelancer) jest dziś w dużym stopniu także biznesmenem.

nozickbuble
07-19-2011, 21:21
Zgadzam się. To naturalne, że klient pójdzie tam, gdzie będzie taniej. Można tylko mieć nadzieję, że z czasem nauczy się on odróżniać te dobre, skuteczne tłumaczenia od tych, które mają mniejszą wartość.

Zgadzam się też, że tłumaczeniowe specjalizacje na wydziałach filologicznych nie do końca są dostosowane do realiów. Tłumacz musi umieć porozumieć się ze swoim przyszłym pracodawcą (firmą, wydawnictwem, sądem). Praktyki powinny tam być podstawą połączoną z jakimkolwiek przygotowaniem od strony biznesowej i prawnej.

laurelindorinan
07-19-2011, 22:23
Sporo napisaliście o tym, że osoby, które spędziły sporo czasu za granicą, a nie mające doświadczenia w tłumaczeniach, podejmują się przekładów. Dlaczego nie? Jeśli ktoś jest kompletnie dwujęzyczny, bo spędził trzy czwarte swojego życia za granicą to według mnie jest najbardziej kompetentną osobą w zakresie poprawności leksykalnej i językowej. Żadna filologia czy kursy nie dają takiej znajomości języka jak spędzenie w danym kraju połowy życia, poznanie od środka jego realiów. Według mnie to są właśnie najlepsi tłumacze.

Ukończenie choćby i kilku wydziałów filologicznych i zrobienie kilkunastu kursów z zakresu prawa, ekonomii czy biznesu nic nie daje, jeśli ktoś nie jest zdeterminowany i nie widzi swojego konkretnego celu. Wydaje mi się, że w obecnej sytuacji rynkowej bardzo ważna jest osobowość tłumacza, nie tylko kompetencje i referencje są ważne. Po prostu nikt nie będzie chciał pracować z niemiłym tłumaczem symultanicznym ;]

A wracając do głównego wątku - jak zmieniały się tłumaczenia. To warto wspomnieć, że upowszechniły się dopiero w epoce renesansu i wraz z wynalezieniem druku. Wtedy zaczęto przecież tłumaczyć Biblię z łaciny na języki narodowe (tak wiem, tłumaczono Biblię również w starożytności - Wulgata, i w średniowieczu, ale dopiero w renesansie się to tak upowszechniło). Wynalezienie druku po prostu upowszechniło tłumaczenia, więcej osób mogło sobie pozwolić na posiadanie książek w dwóch czy trzech językach.

Renesans to ciekawy okres dla tłumaczeń. Szczególnie ze względu na panujące przekonanie, że humanista musi znać kilka języków (w tym obowiązkowo łacinę i grekę). Wtedy zaczęto uczyć się języków na większą skalę, powstawały nowe przekłady tekstów starożytnych. Długo tak jeszcze można wymieniać ;)

Margoo
07-19-2011, 22:41
Może źle się wyraziłam, lub niejasno - oczywiście, że pobyt zagraniczny uczy języka lub języków obcych, ale nie pobyt kilku miesięczny. Trzeba na to kilku lat oraz uczęszczania do miejscowych szkół.
Znam to z doświadczenia.
To najlepiej uczy praktycznego zastosowania języka obcego.

rzustin2
07-19-2011, 22:41
Wiele ciekawych wątków zostało poruszonych, a kążdy z nich odpowiada raczej na pytanie czym jest zawód tłumacza lub co dla Ciebie oznacza praca tłumacza:)? Odpowiadając na pytanie zamieszczone w wątku można powiedzieć, że praca tłumacza zmieniała się wraz ze zmianami społecznymi, realiami życia itd. Dziś, w dobie komputerów i Internetu, praca ta została skomputeryzowana i jak wszystko ma to swoje wady i zalety, które również zostały już przez Was wymienione:)

aldreda
07-19-2011, 23:46
Początki tłumaczenia sięgają najdawniejszych czasów, wówczas rola tłumacza sprowadzała się do pośrednika, gońca czy też handlowca. Z upływem czasu pojawiły się nowe wynalazki, które zrewolucjonizowały prace tłumacza; mowa o piśmie i ruchomej czcionce. Umberto Ecco w Imię Róży z precyzją opisuje losy benedyktynów, którzy ręcznie tłumaczą z greki opasłe tomy. Zawód tłumacza w czternastym wieku głównie był utożsamiany z osobą duchowną, która spędzała całe dnie na przepisywaniu ksiąg sakralnych. Później pojawił się druk, który znacznie ułatwił wykonywanie tłumaczeń. Problemem były błędy, których nie dało się wymazać na kartce. W połowie XX-go wieku maszyny zaczęły odchodzić do lamusa: nieporęczne, opasłe słowniki zostały zastąpione przez pomoce w elektronicznym formacie, co zdecydowanie przyspieszyło proces i efektywność tłumaczeń. Nowe oprogramowania (CAT, Dejavu, Trados, SDLX), procesory tekstów czy wyszukiwarki zdecydowanie ułatwiły zadanie tłumacza.

emilab
07-20-2011, 08:13
Dyskusja na temat kształtowania sie pracy tłumacza troszkę przerodziła się w krytykę dzisiejszego rynku tłumaczy. Faktycznie może nie wszystko wygląda kolorowo, ale myślę, że za czasów św. Hieronima także można było na wiele rzeczy ponarzekać. Tymczasem praca tłumacza jest niezwykle ciekawa, właśnie dzięki temu, że zmienia się równocześnie ze społeczeństwem, a że dzisiejsze społeczeństwo jest egalitarne, to i tłumaczenie stało sie bardziej dostępne i myślę, że nie ma w tym nic złego, że np. dwóch biznesmenów z dwóch krańców świata może porozumieć sie bez pomocy osoby trzeciej. Nie znaczy to, że tłumacze są już niepotrzebni, w dzisiejszych czasach być tłumaczem znaczy znać świetnie język danej dziedziny, a nie znać język po prostu, a to juz wpływa na elitarność tego zawodu:)

emilab
07-20-2011, 08:21
Wracając jeszcze do dyskusji na temat wieloletniego pobytu za granicą i związanych z tym kompetencji tłumaczy. Znam świetnych tłumaczy zarówno literatury, jak i tekstów specjalistycznych, którzy nie spędzili pól życia w kraju języka, z którego lub na który przekładają. To nie jest żadna reguła.

laurelindorinan
07-20-2011, 08:40
Może źle się wyraziłam, lub niejasno - oczywiście, że pobyt zagraniczny uczy języka lub języków obcych, ale nie pobyt kilku miesięczny. Trzeba na to kilku lat oraz uczęszczania do miejscowych szkół.
Znam to z doświadczenia.
To najlepiej uczy praktycznego zastosowania języka obcego.

Dla mnie właśnie kilkumiesięczny pobyt we Francji był taką pobudką językową. Dopiero wtedy zaczęłam czuć ten język, żadne kursy tego nie dadzą. Dlatego uważam, że warto wyjechać jak tylko jest możliwość. Wyjeżdżam w wakacje jako au-pair i zawsze wracam z całą gamą nowych słówek i doświadczeń językowych, mimo że to tylko dwa miesiące. Naprawdę pobyt za granicą uczy. ;)

Wracając jeszcze do dyskusji na temat wieloletniego pobytu za granicą i związanych z tym kompetencji tłumaczy. Znam świetnych tłumaczy zarówno literatury, jak i tekstów specjalistycznych, którzy nie spędzili pól życia w kraju języka, z którego lub na który przekładają. To nie jest żadna reguła.

Ooczywiście, że to nie reguła. Najważniejszym instrumentem tłumacza jest głowa. Jeśli ktoś chcę się uczyć i chce być dobrym tłumaczem to będzie, dużo zależy też od motywacji. Niewątpliwie jednak kilkuletni pobyt za granicą pozwala poczuć język, a nie tylko słówka i gramatykę.

Nisztu
07-20-2011, 09:25
Może źle się wyraziłam, lub niejasno - oczywiście, że pobyt zagraniczny uczy języka lub języków obcych, ale nie pobyt kilku miesięczny. Trzeba na to kilku lat oraz uczęszczania do miejscowych szkół. Znam to z doświadczenia. To najlepiej uczy praktycznego zastosowania języka obcego.

Pobyt zagranicznym pobytowi zagranicznemu nie równy. I nie chodzi wcale o długość, ale raczej o jakość. Podam tu swój przykład, angielskiego uczyłam się na studiach... w Niemczech. Niestety po prawie trzech latach pobytu u naszych zachodnich sąsiadów z niemiecką gramatyką wciąż jestem na bakier i tłumaczem z tego języka raczej prędko nie zostanę. W Anglii natomiast spędziłam 3 miesiące i było to jak najbardziej wystarczająco, żeby mój angielski zaczął żyć.

Tak jak w tytule. Jak bardzo się zmieniła praca tłumacza przez ostatnie dekady? Wiadomo, że teraz jest internet, są programy komputerowe, wiele rzeczy można dowiedzie się natychmiast bez żmudnych poszukiwań. Czy rynek pracy tłumaczy się kurczy, czy jest duża konkurencja? Zaczyna się liczyć ilość a nie jakość? Jak to wyglądało kiedyś, a jak teraz?

Myślę, że pytanie jak najbardziej dotyczy rynku :-).

Margoo
07-20-2011, 09:50
Ale patrząc z perspespektywy historii - tłumaczami byli początkowo m.in. żołnierze (podbijając nowe lądy uczyli się nowych języków, pośredniczyli między "swoimi" a tubylcami), kupcy, handlarze.
I współczesny tłumacz musi mieć wszystkie te cechy.

(Były też prostytutki, ale można o tym poczytać w historii satrożytnej)

Lynx85
07-20-2011, 10:12
Wracając jeszcze do poprzedniej kwestii poruszonej przez Helenę - zgadzam się w zupełności, gdyż odpowiedzialny tłumacz powinien mierzyć siły na zamiary i zdawać sobie sprawę z tego, czy jest w stanie podjąć się danego tekstu z obcej mu dziedziny czy nie. Dlatego też bardzo często osoby, które nie miały wcześniej do czynienia z danym obszarem proszą Zleceniodawcę o chociażby fragment tekstu do wglądu, aby upewnić się, że „podołają”.

Każdy tłumacz posiada inne zdolności merytoryczne oraz w kwestii charakteru – jeden odnajdzie się w tłumaczeniach pisemnych, a drugi ujrzy swoje powołanie w ustnych. Najważniejsze jest to, aby nie osiąść na laurach. Miałam przyjemność poznać kiedyś bardzo doświadczonego tłumacza konsekutywnego, Pana w podeszłym już wieku, który z niegasnącym entuzjazmem pragnął jak najdłużej wykonywać swój zawód. Spytałam go o to, jak mu się pracuje i co mu się w tym zawodzie najbardziej podoba. Odpowiedział z błyskiem w oku, że najwspanialsze jest to, że język jest jak żywy organizm – stale się zmienia. Tłumacz, aby dotrzymać mu kroku musi sam być na bieżąco i stale się uczyć – a to nie pozwala wkraść się nudzie:)

W kwestii obniżania ceny, aby przyciągnąć Klientów – co innego „opuścić z ceny” albo przyznać rabat, jeśli tekst jest obszerny, ale co innego oferować cenę, która w żaden sposób nie zrekompensuje nam poświęconego czasu. Za dobre tłumaczenie trzeba zapłacić, niezależnie od tego czy tłumacz jest młody, bo jeśli ma doświadczenie i zna się na swoim fachu, to nie widzę powodu, żeby się "nie cenił", tylko ze względu na wiek;)

Margoo
07-20-2011, 10:15
Doskonale to ujęłaś.

laurelindorinan
07-20-2011, 12:03
Pobyt zagranicznym pobytowi zagranicznemu nie równy. I nie chodzi wcale o długość, ale raczej o jakość. Podam tu swój przykład, angielskiego uczyłam się na studiach... w Niemczech. Niestety po prawie trzech latach pobytu u naszych zachodnich sąsiadów z niemiecką gramatyką wciąż jestem na bakier i tłumaczem z tego języka raczej prędko nie zostanę. W Anglii natomiast spędziłam 3 miesiące i było to jak najbardziej wystarczająco, żeby mój angielski zaczął żyć.

dobre spostrzeżenie ;) często sam pobyt gdzieś nie wystarczy, trzeba włożyć dużo pracy i wysiłku w język. Niewątpliwie jednak pobyt za granicą pozwala zderzyć się z codziennością konkretnego języka ;)

Margoo
07-20-2011, 12:07
Dokładnie o to "zderzenie z codziennością" chodzi - niuanse językowe można wychwycić tylko w taki sposób.
A myślę, że najlepiej to rozumieją osoby, które tlumaczyły prozę współczesną.

Melodie
07-20-2011, 12:28
Czasy obecne przyniosły wiele ułatwień dla tłumaczy. Otwarte granice, możliwość wyjazdów zagranicznych, studiowania na zagranicznych uczelniach, dostępność różnorakich tektów źródłowych w danym języku, internet. Można czerpać garściami jeśli tylko ma się chęci.
Kiedyś nie było tak łatwo.

Margoo
07-20-2011, 12:32
Czasy obecne przyniosły wiele ułatwień dla tłumaczy. Otwarte granice, możliwość wyjazdów zagranicznych, studiowania na zagranicznych uczelniach, dostępność różnorakich tektów źródłowych w danym języku, internet. Można czerpać garściami jeśli tylko ma się chęci.
Kiedyś nie było tak łatwo.

Dlatego Kochani uczmy się korzystać z danych nam możliwości, naszych czasów.

laurelindorinan
07-20-2011, 12:41
Z drugiej strony kiedyś tłumaczenia były mniej specjalistyczne. Dopiero rozkwit cywilizacji przyniósł tyle specyficznego słownictwa nierzadko trudnego do przetłumaczenia.

Melodie
07-20-2011, 12:45
Moje "kiedyś" to nie starożytność ;-) Miałam na myśli całkiem nieodległe czasy. Pamietacie jeszcze lata 80-te?

Margoo
07-20-2011, 12:50
Byłam wtedy dzieckiem, ale w latach 90'tych pamiętam, że tlumacz był traktowany na równi z zawodem prawnika - ceniło się takich ludzi.
Uważani byli za uczonych.
A teraz w dobie internetu (dziękuję Bogu i wszystkim Świętym za ten wynalazek) - jest to zawód popularny i już niedocieniany.

Nisztu
07-20-2011, 13:08
Przeglądając ogłoszenia o pracę zauważyłam ostatnio jeszcze taką ciekawą rzecz, że bardzo często firmy poszukują "asystentów z językiem x", a nie tłumaczy danego języka. Choć w praktyce taki asystent zajmuje się właśnie często tłumaczeniami. Gdzie Waszym zdaniem najłatwiej teraz dostać pracę jako tłumacz? W firmach, instytucjach, czy biurach tłumaczeń?

Margoo
07-20-2011, 13:12
Dobre pytanie!
Firmy obecnie chcą ludzi z językiem, którzy zajmowaliby się tłumaczeniami oraz tysiącem innych rzeczy np. kadry, księgowość, itd. A robienie z tłumaczy omnibusów, jak to ktoś już tutaj ujął, nikomu nie wychodzi na dobre.
Jeżeli szukasz takiej pracy - zastanów się w jakiej dziedzinie, jakim sektorze chcesz pracować i tam szukaj.

Lynx85
07-20-2011, 14:07
Jeśli chodzi o rynek pracy, to w tej chwili najczęściej natknąć się można na pracę w firmach międzynarodowych, gdzie stanowisko określone jest jako "Asystent", ale zakres obowiązków obejmuje zarówno prace recepcyjne, jak i stricte asystenckie dla np. Członka Zarządu, do tego tak zwane "drobne" tłumaczenia pisemne, które często nie są wcale takie drobne.

Z własnego doświadczenia wiem, że bardzo często dotyczyło to rozległych tłumaczeń specjalistycznych, jak choćby opis funkcjonowania skomplikowanych maszyn czy urządzeń, mających swoje zastosowanie w fabryce lub na budowie. Nie dotyczyło to więc (jakby się można było spodziewać po stanowisku) zwykłej korespondencji międzynarodowej pomiędzy firmami bądź stworzenia ofert w obcym języku. A już zupełnym ewenementem było ogłoszenie, które oprócz powyższych obowiązków zawierało również obowiązek wykonywania tłumaczeń ustnych. Wg. mnie potencjalny pracodawca chce sobie w ten sposób zaoszczędzić zatrudniając jedną osobę, która pokrywać będzie 3 stanowiska :p

Margoo
07-20-2011, 14:11
Dziękuję za rozwinięcie mojej myśli.
Trzeba również wziąść pod uwagę polskie firmy, które po otwarciu rynków zachodnich, również potrzebują asystentów-tłumaczy, na miejscu w Polsce lub w swoich placówkach europejskich. Ale generalnie zasada jest ta sama: tłumaczenia + różne inne obowiązki, które, jeżeli nie zostaną określone z góry na początku współpracy, mogą oscylować do granic możliwości.

helena
07-20-2011, 14:29
Jeśli chodzi o rynek pracy, a w szczególności o miejsce dla tłumacza języka obcego, to według mnie nie kurczy się ale podlega dość radykalnym zmianom, a praca tłumacza nabiera trochę innego znaczenia i niejednokrotnie zmniejsza się jej prestiż.
Rzeczywiście, i tu zgadzam się z przedmówcami, pojawia się wiele ofert pracy pod tajemniczą nazwą "asystenta" z danym językiem obcy, którego obowiązki, w zależności od profilu danego przedsiębiorstwa mogą oscylować od prowadzenia księgowości, i kontaktów z zagranicznymi firmami, poprzez kontakt telefoniczny, mailowy lub też wyjazdy służbowe. Jednakże o wiele lepszym rozwiązaniem dla takich przedsiębiorstw jest zatrudnianie "ów asystenta", który będzie biegle władał 3 językami i tu możemy zaobserwować jak "nasz specjalista od wszystkiego" ogarnia również szereg spraw na linii np. polsko-francuskiej, polsko-niemieckiej, polsko-hiszpańskiej, dlaczego by nie?? Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie na temat tej "wszechstronności" panującej obecnie na naszym rynku pracy? Czy taki tłumacz-asystent od wszystkiego jest w stanie sumiennie wykonywać polecone mu zadania? Czy nie jest to przypadkiem trochę błędne koło, które doprowadzi w końcu do tzw. "bylejakości" ?

Margoo
07-20-2011, 14:53
Odpowiedz sama ciśnie się na usta - nie ma ludzi od wszystkiego, bo staną się ludźmi od niczego...

aldreda
07-20-2011, 15:17
Co do pobytu za granicá- wszystko zależy w jakim środowisku się obracasz i czy chcesz się integrować ze społecznością lokalną. Ja spędziłam 4 lata na uniwersytecie w Irlandii i muszę przyznać , że było to świetne doświadczenie.Mój polski za to ucierpiał. Głównie ślęczałam nad tłumaczeniami hiszpańsko- angielskimi i to dopiero była harówa!!!! ale dyplom mam w kieszeni:)

Asia S.
07-20-2011, 15:21
Zgadzam się z Margoo, tłumaczenie ustne wymaga od nas dużo większych kompetencji, wiedzy i wszechstronnego umysłu niż tłumaczenia pisemne. Tłumacząc ustnie musimy skupić się w 100%, opanować ewentualny stres i przetłumaczyć tak, aby słuchacze zrozumieli treść i przesłanie danej wypowiedzi. Poza tym, nie ma czasu na poprawki, zastanowienie lub sprawdzenie w słowniku słówka, którego nie znamy lub nie pamiętamy. :eek:

helena
07-20-2011, 15:32
Myślę, że jeśli chodzi o tłumaczeni ustne, liczą się również predyspozycje danej osoby, i nie mam na myśli tutaj tylko odporności na stres, ale także umiejętność zapamiętania określonej ilości słów, z jednoczesnym śledzeniem dalszej treści wypowiedzi. Wiadomo również, że predyspozycje predyspozycjami, a trening także się liczy, ale mimo to, uważam, że nie każdy może zostać tłumaczem ustnym, jeśli oczywiście naszym priorytetem jest jakość wykonanego przez nas zlecenia.
Nie zgadzam się natomiast z opinią, że zawód tłumacza pisemnego jest łatwiejszy od ustnego, określiłabym to raczej terminem "inny". Praca w innych warunkach pociąga za sobą inny rodzaj przygotowania, użycie innych narzędzi. Fakt, że musimy przetłumaczyć coś tu i teraz, pociąga za sobą często tłumaczenie sensu danej wypowiedzi, co w tłumaczeniu pisemnym np. literackim, gdzie musimy oddać pewne zabiegi stylistyczne, nie mogłoby mieć miejsca.

Lynx85
07-20-2011, 15:38
Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem jakoby zawód tłumacza ustnego był trudniejszy bądź wymagał dużo większych kompetencji, czy wiedzy, niż zawód tłumacza pisemnego, bądź odwrotnie. Przede wszystkim zawody te nie powinny być do siebie na tej płaszczyźnie porównywane, bo to zupełnie odrębne zawody - różni się zarówno zakres cech, które tłumacz posiadać powinien, jak również obszar swojego warsztatu, który powinien rozwijać. To, że tłumacz ustny musi być w stanie panować nad wszelakimi czynnikami stresogennymi, bądź dostosować treść wypowiedzi do widowni i że raczej nie ma możliwości sprawdzenia danego słówka w słowniku wiąże się po prostu z określonym CHARAKTEREM i OPISEM tego zawodu. Zauważcie, że zawód tłumacza pisemnego posiada zupełnie odrębny opis, w związku z tym nie powinien być porównywany. Poruszane są inne obszary tych profesji, a dowodem jest choćby to, że nie każdy każdy tłumacz musi posiadać umiejętności do wykonywania tłumaczeń ustnych - i odwrotnie. Ale to tylko moje zdanie ;)

laurelindorinan
07-20-2011, 15:44
Nie zgodzę się z Tobą praca tłumacza pisemnego jest dużo łatwiejsza. Po pierwsze eliminujemy jeden czynnik - stres, a to już bardzo dużo ułatwia. Po drugie sami przyjmujemy zlecenia z dziedzin, które nam odpowiadają, tłumacz symultaniczny nie ma wyboru. Po trzecie tłumacz pisemny ma dostęp do wielu pomocy: książek, słowników, Internetu - zawsze w razie wątpliwości może coś sprawdzić co eliminuje przypadkowe błędy, niepewność czy nieporozumienia.

Margoo
07-20-2011, 15:50
Zgadzam się z przedmówcą - Tłumacz ustny nie ma możliwości sięgać do slowników czy internetu w trakcie swojej pracy, więc zdecydowanie jest to zawód trudniejszy.
Ale jednocześnie - więcej człowiek się uczy, zapamiętuje.
Gdy sięgasz do słowników czy translatorów, wiesz, że masz zawsze do nich dostęp w dowolnym momencie. Przy tłumaczeniu ustnym - albo się nauczysz słownictwa na pamięć- albo koniec twojej pracy.

Melodie
07-20-2011, 15:58
A ja myślę, że ocenianie w kategoriach łatwiejsza czy trudniejsza, lepsza czy gorsza nie jest dobre. Wszystko zależy od okoliczności i od człowieka, który daną pracę ma wykonać. Dla kogoś kto lubi pracę z ludźmi, kto lubi zmiany i ruch, praca w domu ze słownikiem może stać się katorgą i bardzo trudnym zadaniem.

Margoo
07-20-2011, 16:02
Melodie, ależ my nie oceniamy, tylko porównujemy.

Lynx85
07-20-2011, 16:27
Nie zgodzę się z Tobą praca tłumacza pisemnego jest dużo łatwiejsza. Po pierwsze eliminujemy jeden czynnik - stres, a to już bardzo dużo ułatwia. Po drugie sami przyjmujemy zlecenia z dziedzin, które nam odpowiadają, tłumacz symultaniczny nie ma wyboru. Po trzecie tłumacz pisemny ma dostęp do wielu pomocy: książek, słowników, Internetu - zawsze w razie wątpliwości może coś sprawdzić co eliminuje przypadkowe błędy, niepewność czy nieporozumienia.

Może się mylę, ale od kiedy tłumacz symultaniczny MUSI przyjmować wszelkie zlecenia? Ktoś go popycha na szafot? Wcale nie musi, tutaj decyzja również należy do niego. Poza tym bardzo często tłumacz ustny otrzymuje wcześniej materiały pomocnicze, z którymi może się zapoznać - nie zawsze idzie "na żywioł".
Może właśnie dlatego, że tłumacz pisemny ma dostęp do wielu źródeł sprawia, że ciąży na nim ogromna odpowiedzialność, bo w razie czego nie wykręci się, że był przyparty do muru, tylko wyjdzie po prostu, że czegoś nie dopatrzył, bądź nie sprawdził dokładnie. Ponawiam apel - nie powinno się tych zawodów porównywać w tym zakresie ;)

Lynx85
07-20-2011, 16:30
Poza tym zgadzam się z Melodie => faktycznie są ludzie, którzy wykonują zawód tłumacza ustnego z dużą pasją i wcale nie uważają go za stresujący, ale raczej dający dużo satysfakcji i adrenaliny; za nic nie daliby się przykuć do biurka wykonując tłumaczenia pisemne! I odwrotnie - to po prostu kwestia czyjegoś charakteru i predyspozycji :)

Margoo
07-20-2011, 16:32
Jeżeli pracujesz w jakiejkolwiek firmie jako tłumacz - to nie masz wyboru ani tematów ani dziedzin.
Pod tym względem jesteś przyparta do muru. Ale to jest również świetne wyzwanie, które pcha do samorozwoju...
Zależy oczywiście, czy ma ktoś predyspozycje do takiej pracy, czy nie...

Lynx85
07-20-2011, 16:34
Jeżeli jesteś faktycznie jedynym tłumaczem w całej firmie... ;)

Nisztu
07-20-2011, 16:34
Nie zgodzę się z Tobą praca tłumacza pisemnego jest dużo łatwiejsza. .

Margo, tekst powyżej to jest ocena, z którą napisałaś, że się zgadzasz. Ja natomiast zdecydowanie nie.

Każdy kto miał do czynienia z podstawami psychologi wie, że są różne rodzaje stresu. Tłumacz pisemny wbrew pozorem nie zawsze siedzi na kawą i komputerem o wygodnej dla siebie porze dnia lub nocy, z możliwością przejścia się do pobliskiego parku i pomyślenia nad jednym słówkiem, którego mu akurat zabrakło. Pisemni też działają pod presją (czasu, jakości). Nie zgodzę się też, że tłumacz ustny nie ma wyboru dziedziny. Jak każdy może zlecenie przyjąć lub nie.

Tak jak już wspomniano to są dwa różne zawody, do których trzeba odmiennych predyspozycji, więc nie oceniajmy! Są ludzie, którzy nie wysiedzą nad tłumaczeniem 100 stronicowego tekstu z zachowaniem jednolitości terminologii, stylu i presji czasu (bo stracę klienta!) itd., a w kabinie dostają odpowiedniego emocjonalnego nakręcenia i czują się jak ryba w wodzie, i dostaną jeszcze przekąski ;-). Dla nich zawód tłumacza ustnego będzie łatwiejszy, bo to jest inny zawód.

W wielu językach istnieje rozróżnienie w nazwach (translator, interpreter), osobne studia i inny charakter przygotowania. Na rynku tłumaczy pisemnych konkurencja jest ostra, a jak jest wśród ustnych?

Lynx85
07-20-2011, 16:42
Nisztu => Nareszcie! Trafne określenie wszystkich nurtujących kwestii w jednym paragrafie ;)
Podobnie jak Ty, chciałam wspomnieć o tym, że jest rozróżnienie pomiędzy chociażby samym nazewnictwem, bo jest przecież "to interpret" vs "to translate". Nie bez powodu, prawda?

Mięta
07-20-2011, 17:45
Ja również zgodzę się z Wami, że to dwa różne zadania, które ciężko porównywać. Tłumacz symultaniczny, czy konsekutywny działa impulsywnie, na zasadzie wyuczonych schematów; natomiast zadaniem tłumacza pisemnego (zwłaszcza parającego się tłumaczeniami literatury) jest właśnie przełamywanie tych schematów, szukanie jakiejś głębi, samego sedna tekstu, o czym nie ma zupełnie mowy w tłumaczeniu "tu i teraz".

emilab
07-20-2011, 19:06
W dyskusji dotyczącej tłumaczy pisemnych i ustnych (już pomijając fakt, że jednak często jest to jedna i ta sama osoba) dołączam się do zwolenników nieporównywania obu zawodów. Każdy z nich może być na swój sposób stresujący i równocześnie fascynujący. Tym którzy uważają, że tłumaczenie ustne jest bardziej stresujące, chciałam przypomnieć o przysięgłych tłumaczach pisemnych, których poświadczenie nieprawdy może kosztować wiele więcej stresu...

Margoo
07-20-2011, 19:16
Puentą niech będzie fakt, że jeżeli ktoś nie czuje się na siłach, to niech nie wykonuje takiego zawodu, a po drugie - trzeba jednak to kochać. Zresztą jak w każdym zawodzie... :D
Ja się cieszę z każdego dnia, kiedy zasiadam do tłumaczenia, z każdego zdania.
Bo przyznacie, że jesteśmy po trosze artystami... (proszę mi od razu nie zarzucać samouwielbienia, albo pustki w głowie!) - ja po prostu to kocham!!!

emilab
07-20-2011, 19:39
Wracając do wątku tytułowego, chciałam tylko przypomnieć o Kamieniu z Rosetty - najdoskonalszym dowodzie tego, jak przez ponad dwadzieścia wieków zmieniał się sam język, pismo, druk... a wraz z nimi praca tłumacza.

Margoo
07-20-2011, 19:41
Świetny przykład !

Sonia
07-20-2011, 21:29
Moim zdaniem praca tłumacza "kiedyś", a "dziś" różni się znacząco.
Po pierwsze dzisiejszy tłumacz ma do wyboru wiele różnych narzędzi ułatwiających mu tłumaczenie, takich jak: słowniki multimedialne, internet, znacznie większa liczba fachowych książek, które usprawniają oraz wzbogacają tłumaczenie.
Oczywiście, jak z każdą pomocą, należy wiedzieć, jak umiejętnie z niej korzystać. Wpisywanie tekstu w Google i tłumaczenie go za pomocą jednego przycisku "Translate" nie jest fachowym tłumaczeniem, a jedynie jego namiastką, która może być przydatna tylko w domowych warunkach do zrozumienia tekstu.
Osobiście jednak uważam, iż gdy umiemiemy umiejętnie korzystać z narzędzi, jakie posiadamy w dzisiejszych czasach praca tłumacza staje się znacznie przyjemniejsza i bardziej dopracowana.
Kiedyś tłumacze byli bardziej ograniczeni i musieli posługiwać się w większości swoją wyuczoną wiedzą.
Oczywiście, nic nie zastąpi znajomości języka ponieważ, aby dobrze skorzystać ze słownika należy wiedzieć czego w nim szukamy ;)
Musimy jednak pamiętać, że język zmienia się bardzo szybko. Powstają nowe słowa, stare wychodzą z użytku bądź zmieniają sens. Nie zawsze tłumacz jest w stanie uchwycić wszystkie zmiany, a mając pomoce, które są nam oferowane dzisiaj, możemy sprawić, że tłumaczenia stają się znacznie lepsze i o większej wartości merytorycznej.

Sonia
07-20-2011, 21:37
Nie wydaje mi się, żeby istniał człowiek, który za pomocą ołówka i kartki papieru jest w stanie przetłumaczyć tekst z absolutnie KAŻDEJ dziedziny istniejącej na tym świecie - nie ma możliwości, aby ludzki mózg pomieścił wszelakie słownictwo z fizyki kwantowej, medycyny zaawansowanej, prawa, genetyki, bądź innych dziedzin... Co innego przetłumaczyć tekst na zasadzie przełożenia z języka A na język B bez zachowania typowo specjalistycznego słownictwa pojawiącego się w oryginale - na upartego też tak można... Ale czy jest sens? Nawet najwięksi tłumacze naszego pokolenia nie są w stanie tego dokonać - trzymają się przeważnie "swoich" dziedzin, bo są w nich dobrzy i tyle :p

Jestem tego samego zdania :)
Słyszałam opinie tłumaczy, że również ważnym jest nie tyle znanie wszystkich słów, co umiejętności wyszukiwania ich w słownikach i odpowiednie ich dobieranie do danego kontekstu, a to już nie jest takie proste, jakim się wydaje.

aldreda
07-20-2011, 22:28
Poza tym zgadzam się z Melodie => faktycznie są ludzie, którzy wykonują zawód tłumacza ustnego z dużą pasją i wcale nie uważają go za stresujący, ale raczej dający dużo satysfakcji i adrenaliny; za nic nie daliby się przykuć do biurka wykonując tłumaczenia pisemne! I odwrotnie - to po prostu kwestia czyjegoś charakteru i predyspozycji :)

Ach no właśnie, mnie stres motywuje.Znam osobę, ktora pracuje w Komisji Europejskiej jako tłumacz konferencyjny i uwielbia to.Mówi się,że tłumacz ustny to jedna z najbardziej stresujących prac.Słyszałam,że często się to kończy na alkoholiźmie???shot przed i po konferencyjny?

aldreda
07-20-2011, 23:05
Ja również zgodzę się z Wami, że to dwa różne zadania, które ciężko porównywać. Tłumacz symultaniczny, czy konsekutywny działa impulsywnie, na zasadzie wyuczonych schematów; natomiast zadaniem tłumacza pisemnego (zwłaszcza parającego się tłumaczeniami literatury) jest właśnie przełamywanie tych schematów, szukanie jakiejś głębi, samego sedna tekstu, o czym nie ma zupełnie mowy w tłumaczeniu "tu i teraz".

Tłumacz ustny to równiez aktor-musi mieć nienaganną dykcję, umieć gestykulować, akcentować , wyłapywać esencję usłyszanych fraz i zawsze być w świetnej formie, a to dopiero nie lada zadanie.

Margoo
07-20-2011, 23:14
Tłumacz ustny to równiez aktor-musi mieć nienaganną dykcję, umieć gestykulować, akcentować , wyłapywać esencję usłyszanych fraz i zawsze być w świetnej formie, a to dopiero nie lada zadanie.

Nie zgadzam się! Tłumacz ustny ma być tylko tłem za rozmówcą, a nie głównym aktorem! Poza tym gestykulowanie jest rzeczą naganną w tym zawodzie, z wyjątkiem wskazywania określonych przedmiotów lub miejsc.
Tłumacz nie ma przytlaczać swoja osobą i osobowością, bo on na konferencji czy jakimkolwiek spotkaniu jest tylko narzędziem do rozmów. Ma być cichy, skromny i nie narzucać się.
Ale reszta wypowiedzi jest trafna!

kamorrra
07-21-2011, 08:29
Margoo => zgadzam się z Tobą w 100%. Czy ktoś widział kiedykolwiek podczas międzynarodowych wystąpień/ spotkań tłumacza który rzucał się w oczy? Być może jestem niedoinformowana, ale ja zawsze obserwuję osoby podążające za kimś ważnym, ubrane w stonowane kolory i szepcące prawie na ucho. Wg mnie tłumacz vipów nie może i nie powinien rzucać się w oczy, a już na pewno nie może być jak aktor. Jest on tylko bardzo ważnym narzędziem, które ma pomóc dwójce ludzi w zrozumieniu się...

emilab
07-21-2011, 10:03
Aktor to zbyt wiele powiedziane, ale chyba przyrównywanie tłumacza do narzędzia to jednak przesada, choć niestety wiele ważnych osobistości też tak uważa.

Margoo
07-21-2011, 10:11
Można znależć inne określenie oczywiście, ale jak inaczej nazwać osobę która powtarza słowa za kimś tyle, że w innym języku? Nigdy własnych myśli czy odczuć...
Poza tym "bycie" takim narzędziem to sama radość.
Przyjęcie do wiadomości, że jest się "narzędziem" - uczy pokory, a to podstawa w tym zawodzie.

Nisztu
07-21-2011, 10:14
Wszystko zależy od sytuacji. Jeśli pracujesz w firmie, którą już dobrze znasz i rozumiesz się z pracownikami to podczas negocjacji biznesowych jesteś członkiem zespołu, a nie tylko neutralnym "narzędziem".

A do tego w dyplomacji tłumacze bardzo często bywają członkami wywiadu ;-)

Margoo
07-21-2011, 10:22
James Bond jako tłumacz? można pomarzyć...
Ale zeszliśmy trochę z tematu rozmowy - mieliśmy rozmawiać o tym jak praca tłumacza ulegała zmianom w czasie...

magdalenka
07-21-2011, 10:36
Wpisywanie tekstu w Google i tłumaczenie go za pomocą jednego przycisku "Translate" nie jest fachowym tłumaczeniem, a jedynie jego namiastką, która może być przydatna tylko w domowych warunkach do zrozumienia tekstu.


Nawet nie do użytku domowego. Często z takiego "tłumaczenia" wychodzą bzdury, które nie nadają się do niczego.

Wracając do dyskusji: Nieważne jak nazwiemy tłumacza: aktorem, przekaźnikiem, cieniem, echem, narzędziem i można wymieniać bez końca. Ważne jest to, że dzięki wzrostowi zależności między krajowymi gospodarkami i powstawaniem międzynarodowych koncernów, tłumacze są nadal potrzebni. Nie uważacie, że rosnąca liczba wyzwań stawianych przed tłumaczem, to też istotny element zmian w tej pracy? Nauka i technika szybko "idą do przodu". Czasem trudno jest nadążyć za wszystkimi nowinkami, a co dopiero: rozumieć wszystkie terminy, znać ich odpowiedniki w innym języku i móc to wszystko przetłumaczyć. Troszkę wymagania odnośnie tego zawodu się zmieniły od czasu mnichów siedzących i przepisujących modlitwy i historie znane od X lat.

Margoo
07-21-2011, 10:45
Każdy szanujący się tłumacz powinien śledzić rozwój swojej branży.
Gorzej jeżeli zajmuje się tlumaczeniami dorywczo z różnych dziedzin, ale i tak dokształcanie się, rozszerzanie zasobu słownictwa, to podstawa w tym zawodzie.

magdalenka
07-21-2011, 10:54
Każdy szanujący się tłumacz powinien śledzić rozwój swojej branży.
Gorzej jeżeli zajmuje się tlumaczeniami dorywczo z różnych dziedzin, ale i tak dokształcanie się, rozszerzanie zasobu słownictwa, to podstawa w tym zawodzie.

A czy powiedziałam, że tłumacz nie powinien się dokształcać? Tematem tego wątku są zmiany w pracy tłumacza. Podkreśliłam tylko, że zmieniły się wymagania odnośnie tego zawodu.

Nisztu
07-21-2011, 11:00
Nie uważacie, że rosnąca liczba wyzwań stawianych przed tłumaczem, to też istotny element zmian w tej pracy?

Myślę, że to jest najlepsze podsumowanie tego wątku. Z której strony byśmy nie podeszli do tematu, po prostu musimy być coraz lepsi. Rozwija się technika, więc nie ma już zmiłuj się i trzeba z niej korzystać. Zwiększa się konkurencja, więc trzeba być bardziej obrotnym na rynku. Jest więcej dojść do klienta, więc trzeba próbować na różne sposoby. Szersze możliwości doszkalania, trzeba korzystać. Możemy pracować zdalnie, nie wychodząc z domu, więc musimy nauczyć się samodyscypliny i hierarchizacji zadań. I tak dalej...

Lynx85
07-21-2011, 11:16
Można znależć inne określenie oczywiście, ale jak inaczej nazwać osobę która powtarza słowa za kimś tyle, że w innym języku? Nigdy własnych myśli czy odczuć...
Poza tym "bycie" takim narzędziem to sama radość.

Nie do końca tak jest, że nie dopuszcza się własnych myśli czy odczuć, ponieważ zawsze trzeba być na alercie, by nie doprowadzić do katastrofy podczas np. negocjacji międzynarodowych. Kiedyś jeden tłumacz opowiadał, że podczas wspomnianych negocjacji jedna strona nieświadomie wtrąciła jakiś zwrot, który był religijnie obraźliwy dla drugiej strony - wtedy tłumacz staje się swojego rodzaju mediatorem, gdyż ocenia "natężenie" słowa/frazy. Ten tłumacz wybrnął z tego w ten sposób, że nie przetłumaczył oczywiście obraźliwego zwrotu i ostatecznie sprytnie z tego wybrnął :)

Można to też obrócić w drugą stronę, jeśli tłumacz dobierze zbyt "intensywne" słowo w stosunku do tego użytego w oryginale i już - katastrofa gotowa ;)

Sonia
07-21-2011, 11:35
Nawet nie do użytku domowego. Często z takiego "tłumaczenia" wychodzą bzdury, które nie nadają się do niczego.

Wracając do dyskusji: Nieważne jak nazwiemy tłumacza: aktorem, przekaźnikiem, cieniem, echem, narzędziem i można wymieniać bez końca. Ważne jest to, że dzięki wzrostowi zależności między krajowymi gospodarkami i powstawaniem międzynarodowych koncernów, tłumacze są nadal potrzebni. Nie uważacie, że rosnąca liczba wyzwań stawianych przed tłumaczem, to też istotny element zmian w tej pracy? Nauka i technika szybko "idą do przodu". Czasem trudno jest nadążyć za wszystkimi nowinkami, a co dopiero: rozumieć wszystkie terminy, znać ich odpowiedniki w innym języku i móc to wszystko przetłumaczyć. Troszkę wymagania odnośnie tego zawodu się zmieniły od czasu mnichów siedzących i przepisujących modlitwy i historie znane od X lat.

To prawda, jednak uważam, że choć technika idzie w bardzo szybkim tempie do przodu i od tłumacza wymaga się teraz coraz więcej, to i tak praca tłumacza dzisiaj jest bardziej interesująca niż kiedyś. Technika daje większe możliwości rozwoju, co sprawia, że tłumacz staje się bardziej wiarygodny oraz kompetentniejszy.

Margoo
07-21-2011, 11:43
Nie do końca tak jest, że nie dopuszcza się własnych myśli czy odczuć, ponieważ zawsze trzeba być na alercie, by nie doprowadzić do katastrofy podczas np. negocjacji międzynarodowych. Kiedyś jeden tłumacz opowiadał, że podczas wspomnianych negocjacji jedna strona nieświadomie wtrąciła jakiś zwrot, który był religijnie obraźliwy dla drugiej strony - wtedy tłumacz staje się swojego rodzaju mediatorem, gdyż ocenia "natężenie" słowa/frazy. Ten tłumacz wybrnął z tego w ten sposób, że nie przetłumaczył oczywiście obraźliwego zwrotu i ostatecznie sprytnie z tego wybrnął :)

Można to też obrócić w drugą stronę, jeśli tłumacz dobierze zbyt "intensywne" słowo w stosunku do tego użytego w oryginale i już - katastrofa gotowa ;)

Oczywiście, zgadzam się ale nie możesz w trakcie rozmowy wtrącać swoich myśli czy odczuć lub zmieniać sensu wypowiedzi z braku wiedzy na temat poruszany lub z braku słownictwa, albo braku znajomości kultury kraju z jakiego pochodzi rozmówca oraz odbiorca tłumaczenia.
Ale porównanie tłumacza do mediatora jest jak najbardziej trafne. Tyle, że nie można również przesadzić w drugą stronę.

helena
07-21-2011, 11:50
W kwestii doboru odpowiedniego słownictwa dołączam się ochoczo do opinii Lynx85. Myślę, że praca tłumacza oprócz już wspominanych ról, nabrała również wymiaru kulturowego: tłumacz=mediator międzykulturowy, tzn. przedstawiciel kultury rodzimej (w szerokim tego słowa znaczeniu: nie chodzi mi wyłącznie o to co rozumiemy przez termin kultury wysokiej, ale także o kulturę obyczajową, życia codziennego), jak i osoba oswajająca z kulturą docelową. Mam na myśli między innymi poprawność polityczną, ponieważ tłumacz nie może posługiwać się stereotypami, ale wręcz przeciwnie powinien je łamać.

Margoo
07-21-2011, 11:55
Oczywiście, ale w ten sposób wróciliśmy do stwierdzenia, że tłumacz musi być osobą neutralną, nie ustawiającą sie po żadnej ze stron w trakcie jakichkolwiek negocjacji.

Nisztu
07-21-2011, 11:57
Oczywiście, zgadzam się ale nie możesz w trakcie rozmowy wtrącać swoich myśli czy odczuć lub zmieniać sensu wypowiedzi z braku wiedzy na temat poruszany lub z braku słownictwa, albo braku znajomości kultury kraju z jakiego pochodzi rozmówca oraz odbiorca tłumaczenia.

Z twoich wypowiedzi Margoo wyłania mi się bardzo idealistyczny obraz. Sensu wypowiedzi zmieniać nie wolno, natomiast jak to wcześniej zauważyliśmy tłumacz nie będzie omnibusem, czy chcesz czy nie zdarzy Ci się, że zapomnisz słówka, nie zrozumiesz zwrotu, albo nie będziesz pewna kontekstu kulturowego. W tym momencie do Ciebie należy decyzja, czy zachowujesz się jakby nigdy nic i idziesz ze swoja najbardziej prawdopodobna wersją, aby za wszelką cenę pozostać niezauważonym narzędziem, czy też w kulturalny i elegancki sposób doinformujesz się, ni mniej ni więcej, poprzez wtrącenie w tok rozmowy swoich myśli lub odczuć.W tym pierwszym przypadku starając się za wszelka cenę nie wtrącać własnego ja, można się mimowolnie stać bohaterem całego wydarzenia. Moim zdaniem trzeba zachować umiar. Jeśli jestem na konferencji, gdzie wszyscy podlegają korporacyjnemu rygorowi, a mnie wynajęto na godziny to moje "ja' zostaje w domu. Jeśli jestem na negocjacjach biznesowych mojej firmy, to moje ja (myśli i odczucia) są bardzo zaangażowane po stronie mojej firmy. Kluczową cechą tłumacza ustnego jest umiejętność odnalezienia się i dopasowania do sytuacji. Ale tak chyba było zawsze...

helena
07-21-2011, 12:04
Myślę, że neutralną w znaczeniu wtrącania np. odczuć, czy opinii osobistych, ale w przypadku, gdy w grę w chodzi konflikt na skalę międzynarodową (może trochę przesadzam z przykładem, ale chcę pokazać kontrast), to powinien być osobą neutralną w innym znaczeniu- świadomą różnic kulturowych, ale nie chodzi o to, by tłumacz wyrzekł się swojej kultury, ale żeby ją dobrze znał i mógł w sytuacjach awaryjnych wyjaśnić kontekst, który może być niezrozumiały i być źródłem nieporozumienia.

Margoo
07-21-2011, 12:10
Z twoich wypowiedzi Margoo wyłania mi się bardzo idealistyczny obraz. Sensu wypowiedzi zmieniać nie wolno, natomiast jak to wcześniej zauważyliśmy tłumacz nie będzie omnibusem, czy chcesz czy nie zdarzy Ci się, że zapomnisz słówka, nie zrozumiesz zwrotu, albo nie będziesz pewna kontekstu kulturowego. W tym momencie do Ciebie należy decyzja, czy zachowujesz się jakby nigdy nic i idziesz ze swoja najbardziej prawdopodobna wersją, aby za wszelką cenę pozostać niezauważonym narzędziem, czy też w kulturalny i elegancki sposób doinformujesz się, ni mniej ni więcej, poprzez wtrącenie w tok rozmowy swoich myśli lub odczuć.W tym pierwszym przypadku starając się za wszelka cenę nie wtrącać własnego ja, można się mimowolnie stać bohaterem całego wydarzenia. Moim zdaniem trzeba zachować umiar. Jeśli jestem na konferencji, gdzie wszyscy podlegają korporacyjnemu rygorowi, a mnie wynajęto na godziny to moje "ja' zostaje w domu. Jeśli jestem na negocjacjach biznesowych mojej firmy, to moje ja (myśli i odczucia) są bardzo zaangażowane po stronie mojej firmy. Kluczową cechą tłumacza ustnego jest umiejętność odnalezienia się i dopasowania do sytuacji. Ale tak chyba było zawsze...

Tak było, jest i będzie - czyli umiar i przede wszystkim umiar... oraz umiejętność dopasowania się do sytuacji.

Lynx85
07-21-2011, 12:24
Oczywiście, zgadzam się ale nie możesz w trakcie rozmowy wtrącać swoich myśli czy odczuć lub zmieniać sensu wypowiedzi z braku wiedzy na temat poruszany lub z braku słownictwa, albo braku znajomości kultury kraju z jakiego pochodzi rozmówca oraz odbiorca tłumaczenia.
Ale porównanie tłumacza do mediatora jest jak najbardziej trafne. Tyle, że nie można również przesadzić w drugą stronę.

Nie chodzi o wtrącanie swoich poglądów, ale o odpowiednie modulowanie wypowiedzi, dostosowując ja w razie potrzeby do okoliczności ;)

kwiatko22
07-21-2011, 12:34
Wracając do sedna sprawy czyli jak zmieniała się praca tłumacza?
Wszyscy wiemy, że początki pracy tłumacza miały miejsce między plemionami a ich charakter miał formę przekazu ustnego (tak więc praca tłumacza ustnego jest najstarszym zawodem z tej dziedziny), dalej w miarę rozwoju cywilizacji i piśmiennictwa praca ta rozwinęła się również o tłumaczenia pisemnego przy użyciu pomocnych wieloletnich zapisków własnych tłumaczy, książek i słowników wydawanych w czasach późniejszych.

Dziś większość tłumaczy pracuje przy pomocy komputera i najnowszych nowinek rynkowych z zakresu translatoryki. Oczywiście nie jest to jedyne źródło, z którego korzysta współczesny lingwista. Trzeba przyznać, że sama forma przekazu materiału, który został przetłumaczony i jego wygląd poszła do przodu, daje wiele możliwości i zaoszczędza czas w dotarciu do klienta.

Nie chce spierać się tutaj o wątki poboczne, które współ-forumowicze kreują bo tak naprawdę nie jest istotne, który rodzaj tłumacza jest wygodniejszy, mniej stresujący czy też bardziej odpowiedzialny. Każdy robi to co lubi i do czego się nadaje.

Jedno jest pewne, że na przestrzeni wieków, zmieniających się okoliczności i trybu życia ludzi, praca tłumacza była zawsze postrzegana jako kluczowa i niezbędna w komunikacji między narodami. Translatoryka wchodziła w każdą dziedzinę życia jeśli chciało się utrzymywać kontakty z sąsiadami.

Lynx85
07-21-2011, 12:35
Myślę, że neutralną w znaczeniu wtrącania np. odczuć, czy opinii osobistych, ale w przypadku, gdy w grę w chodzi konflikt na skalę międzynarodową (może trochę przesadzam z przykładem, ale chcę pokazać kontrast), to powinien być osobą neutralną w innym znaczeniu- świadomą różnic kulturowych, ale nie chodzi o to, by tłumacz wyrzekł się swojej kultury, ale żeby ją dobrze znał i mógł w sytuacjach awaryjnych wyjaśnić kontekst, który może być niezrozumiały i być źródłem nieporozumienia.

Otóż to - to tak samo jak w przypadku nacechowania pewnych wyrażeń. Jeśli Polak powie do Polaka "stan wojenny", to w jego głowie rodzi się skojarzenie tego jednego konkretnego stanu wojennego wprowadzonego w 1981r. przez gen. Jaruzelskiego. Natomiast w głowie Brytyjczyka takie skojarzenie niekoniecznie musi się pojawić, więc przetłumaczenie zwrotu po prostu jako 'martial law' może okazać się niewystarczające bez odpowiedniego wyklarowania ze strony tłumacza.

Lynx85
07-21-2011, 12:38
Wracając do sedna sprawy czyli jak zmieniała się praca tłumacza?

Nie chce spierać się tutaj o wątki poboczne, które współ-forumowicze kreują bo tak naprawdę nie jest istotne, który rodzaj tłumacza jest wygodniejszy, mniej stresujący czy też bardziej odpowiedzialny. Każdy robi to co lubi i do czego się nadaje.

Nie ma co się tak bardzo bronić przed wątkami pobocznymi, ponieważ są one nierozerwalnie powiązane z głównym tematem. Co z tego, że trochę od tego odbiegniemy? Przecież to luźna dyskusja prowadzona przez inteligentnych ludzi :) Możemy przecież ustalić jak zmieniała się praca tłumacza, aż do wyczerpania tematu, ale złapanie szerszej perspektywy zawsze pozwala nam się nauczyć czegoś nowego ;)

Nisztu
07-21-2011, 12:50
Nie ma co się tak bardzo bronić przed wątkami pobocznymi, ponieważ są one nierozerwalnie powiązane z głównym tematem. Co z tego, że trochę od tego odbiegniemy? Przecież to luźna dyskusja prowadzona przez inteligentnych ludzi :) Możemy przecież ustalić jak zmieniała się praca tłumacza, aż do wyczerpania tematu, ale złapanie szerszej perspektywy zawsze pozwala nam się nauczyć czegoś nowego ;)

Ciężko też ustalać jak zmieniała się praca tłumacza w ciągu ostatnich dekad, jeśli jak rozumiem żaden z włączonych w dyskusję forumowiczów jeszcze dekady w swoim zawodzie nie przepracował :-).

Z mojego dwuletniego doświadczenia wnioskuję, że to ja się bardziej zmieniam, uczę i dostosowuję . Gdybym zaczynając wiedziała to co teraz byłoby naprawdę dobrze!

Lynx85
07-21-2011, 13:06
Ditto!! ;)

kwiatko22
07-21-2011, 13:07
Przyszłość pracy tłumacza, o ile nie zostanie on wyparty jakimś super nowoczesnym urządzeniem, wygląda optymistycznie. Nadal jest on potrzebny na rynku pracy i miejmy nadzieję, że tak zostanie bo to świetna przygoda, która daje ogromne możliwości wyjazdów, poznawania nowych osób, kultur, itp.

Oczywiście, że w dzisiejszych czasach zawód ten rozszerza swoje horyzonty. Tłumacz nie jest już tylko tłumaczem, ale i sekretarką, asystentem, administratorem, itp a więc wszechstronnym specjalistą od którego oczekuje się bycia wielopłaszczyznowym. Nie wiem czy dobrze jest chwalić bądź krytykować w tym przypadku? Chyba nie o takie kategorie oceny chodzi? Zresztą sami przyczyniamy się do ewoluowania różnych zawodów i ich zakresu obowiązków. Coraz częściej poprzez własny rozwój zawodowy oparty na studiowaniu kolejnego kierunku, szkoleniach, seminariach, a także chęć podołania nowym wymaganiom spełniamy oczekiwania zleceniodawców. Podnosimy poprzeczkę.

Margoo
07-21-2011, 13:11
Oj dekadę to już dawno mam przepracowaną w tym fachu... :)
I nigdy mi się nie znudzi, ani nie spowszednieje... Nie jest to tylko praca, ale również przygoda i szkoła życia.

kwiatko22
07-21-2011, 13:19
Nie ma co się tak bardzo bronić przed wątkami pobocznymi, ponieważ są one nierozerwalnie powiązane z głównym tematem. Co z tego, że trochę od tego odbiegniemy? Przecież to luźna dyskusja prowadzona przez inteligentnych ludzi :) Możemy przecież ustalić jak zmieniała się praca tłumacza, aż do wyczerpania tematu, ale złapanie szerszej perspektywy zawsze pozwala nam się nauczyć czegoś nowego ;)


Ależ oczywiście, że wątki poboczne pozwalają nam nauczyć się coś nowego i rozszerzają pole widzenia na dany temat. Bez urazy.
Z drugiej strony, co za dużo to nie zdrowo więc trzymajmy się tematu o zmianach w pracy tłumacza. Z pewnością dowiemy się więcej niż z tematów pobocznych.

Sonia
07-21-2011, 13:26
Przyszłość pracy tłumacza, o ile nie zostanie on wyparty jakimś super nowoczesnym urządzeniem, wygląda optymistycznie. Nadal jest on potrzebny na rynku pracy i miejmy nadzieję, że tak zostanie bo to świetna przygoda, która daje ogromne możliwości wyjazdów, poznawania nowych osób, kultur, itp.

Oczywiście, że w dzisiejszych czasach zawód ten rozszerza swoje horyzonty. Tłumacz nie jest już tylko tłumaczem, ale i sekretarką, asystentem, administratorem, itp a więc wszechstronnym specjalistą od którego oczekuje się bycia wielopłaszczyznowym. Nie wiem czy dobrze jest chwalić bądź krytykować w tym przypadku? Chyba nie o takie kategorie oceny chodzi? Zresztą sami przyczyniamy się do ewoluowania różnych zawodów i ich zakresu obowiązków. Coraz częściej poprzez własny rozwój zawodowy oparty na studiowaniu kolejnego kierunku, szkoleniach, seminariach, a także chęć podołania nowym wymaganiom spełniamy oczekiwania zleceniodawców. Podnosimy poprzeczkę.

Popieram :)
Zawód tłumacza daje bardzo szeroki wachlarz możliwości, co jest bardzo dużym plusem. To, że tłumacz teraz jest wielozadaniowy stawia rzeczywiście wyżej poprzeczkę, ale również sprawia, że ludzie wykonywujący ten zawód stają się bardziej elastyczni. Tak naprawdę, nie ma teraz zawodu, w którym człowiek nie musiałby się dodatkowo dokształcać. Każdy zawód stawia poprzeczkę przed chcącym go wykonywać.

laurelindorinan
07-21-2011, 13:46
Tak naprawdę, nie ma teraz zawodu, w którym człowiek nie musiałby się dodatkowo dokształcać.

Dobrze powiedziane ;)

Postęp technologiczny przyniósł, poza Internetem i słownikami elektronicznymi, jeszcze jedną ważną rzecz, chyba nikt jeszcze o tym nie wspomniał ;) Fora, miejsca gdzie od razu można przedyskutować kwestię odpowiedniego, tłumaczenia doboru słów, etc. Często z tego korzystam, a jak jest z Wami? ;)

apprentice
07-21-2011, 13:54
Myślę, że neutralną w znaczeniu wtrącania np. odczuć, czy opinii osobistych, ale w przypadku, gdy w grę w chodzi konflikt na skalę międzynarodową (może trochę przesadzam z przykładem, ale chcę pokazać kontrast), to powinien być osobą neutralną w innym znaczeniu- świadomą różnic kulturowych, ale nie chodzi o to, by tłumacz wyrzekł się swojej kultury, ale żeby ją dobrze znał i mógł w sytuacjach awaryjnych wyjaśnić kontekst, który może być niezrozumiały i być źródłem nieporozumienia.

Nawiązując do kilku poprzednich postów dotyczących zachowania braku neutralności i pozwalanie sobie na wtrącanie osobistych opinii, odczuć czy osądów przez tłumacza w procesie tłumaczenia
chciałabym poruszyć kwestię późniejszych implikacji. Pozwolę sobie przypomnieć chociażby historię francuskiej tłumaczki Etienne Dolet, która za dokonanie tłumaczenia niezgodnego z doktryną Kościoła została spalona na stosie. Dolet została potępiona za swoją dygresję poczynioną w trakcie tłumaczenia jednego z dzieł Platona. Bluźnierstwem okazało się wyrażenie ‘rien du tout’ dodane we fragmencie dotyczącym dociekań na temat tego co istnieje po śmierci. Dobrze, że czasy inkwizycji mamy już za sobą ;)

Lynx85
07-21-2011, 14:04
Oczywiście, że w dzisiejszych czasach zawód ten rozszerza swoje horyzonty. Tłumacz nie jest już tylko tłumaczem, ale i sekretarką, asystentem, administratorem, itp a więc wszechstronnym specjalistą od którego oczekuje się bycia wielopłaszczyznowym. Nie wiem czy dobrze jest chwalić bądź krytykować w tym przypadku? Chyba nie o takie kategorie oceny chodzi? Zresztą sami przyczyniamy się do ewoluowania różnych zawodów i ich zakresu obowiązków. Coraz częściej poprzez własny rozwój zawodowy oparty na studiowaniu kolejnego kierunku, szkoleniach, seminariach, a także chęć podołania nowym wymaganiom spełniamy oczekiwania zleceniodawców. Podnosimy poprzeczkę.

Jednakże, nie wydaje się Wam, że jednak zakres obowiązków powinien być w jakimś stopniu limitowany? Spróbujcie zorganizować podróż służbową, sformatować raport, uzupełnić kalendarz Prezesa, a potem wykonać rzetelne tłumaczenie na 100 stron ;) Jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego ;)

Margoo
07-21-2011, 14:10
Jednakże, nie wydaje się Wam, że jednak zakres obowiązków powinien być w jakimś stopniu limitowany? Spróbujcie zorganizować podróż służbową, sformatować raport, uzupełnić kalendarz Prezesa, a potem wykonać rzetelne tłumaczenie na 100 stron ;) Jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego ;)

Rzetelne tłumaczenie na 100 ston na pewno nie jest do zrobienia na dzień następny, więc tak - jest to wykonalne. Choć nie pochwalam robienia z tłumacza omnibusa, służącego i sekretarki w jednym, ale czasem nie ma innego wyjścia.

Mięta
07-21-2011, 14:19
Zgadzam się z Tobą i chyba generalnie przyjmuje się, że pojedyncza osoba nie jest w stanie spełniać się we wszystkich dziedzinach życia, bo to zwyczajnie niemożliwe. Nie ulega jednak wątpliwości, iż obecne czasy są dużym wyzwaniem, dla każdego tłumacza ze względu na wielość dróg rozwoju wszelkich dziedzin naszego życia i tak jak komputer jest w stanie przetworzyć miliony informacji, tak mózg ludzki już nie do końca sobie z tym radzi. Może radą w tym przypadku jest (jak już zresztą padło w dyskusji) specjalizowanie się w kilku wybranych dziedzinach wraz z nieustannym poszerzaniem tzw. wiedzy ogólnej, którą każdy wykształcony człowiek, niezależnie od wykonywanego zawodu powinien posiadać i wzbogacać. Obecne czasy są wyzwaniem, zwłaszcza ze względu na wszechobecną konkurencję, ale i środków ułatwiających skuteczne działanie jest więcej. Bardzo doceniam możliwość nieograniczonych podróży w zasadzie po całej Europie. Myślę, że to jest naprawdę duże ułatwienie, gdy tłumacz może obcować z żywym językiem. Jeszcze 30 lat temu nie było to takie proste...

Lynx85
07-21-2011, 14:26
Stąd ironia w słowie "rzetelny", poza tym deadline'u nie podawałam ;) zawsze można spróbować negocjować z pracodawcą, poza tym niekoniecznie trzeba się godzić na taką pracę - można czekać na inne oferty, no chyba, że akurat jest zastój na rynku /który statystycznie przypada na miesiące np. grudzień-styczeń/; sama z takiej oferty kiedyś skorzystałam, ale na własne życzenie - skończyło się na tym, że trzeba się było dwoić i troić, a i tak brakowało czasu. Jednakże nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego ile czasu zajmują dane obowiązki i w tym można uplasować część nieporozumień na tej linii... Niestety nadal panuje jakiś przedziwny mit wśród osób niewtajemniczonych, że mając dostęp w zasadzie do "jakikolwiek" pierwszego z brzegu słownika internetowego oraz do google.translate, niemalże każdy człowiek, nawet ten bez ukończonego kierunku, jest w stanie przetłumaczyć dany tekst. Wydaje mi się, że kiedyś zawód tłumacza wiązał się z większym prestiżem, podobnie jak kiedyś dyplom mgr miał większą wartość niż dzisiaj - głównie przez uczelnie wypluwające z siebie rzesze magistrów. Kiedyś to były jednostki i zanim ktoś podniesie raban, wcale nie twierdzę, że dzisiaj tłumacz/magister jest mniej inteligentny; po prostu to trochę jak z rzadką monetą - rzucenie kilkuset sztuk na rynek spowoduje spadek jej wartości, czy to się komuś podoba czy nie :rolleyes:

Lynx85
07-21-2011, 14:30
Może radą w tym przypadku jest (jak już zresztą padło w dyskusji) specjalizowanie się w kilku wybranych dziedzinach wraz z nieustannym poszerzaniem tzw. wiedzy ogólnej, którą każdy wykształcony człowiek, niezależnie od wykonywanego zawodu powinien posiadać i wzbogacać. Obecne czasy są wyzwaniem, zwłaszcza ze względu na wszechobecną konkurencję, ale i środków ułatwiających skuteczne działanie jest więcej.

Trafnie ujęte - przyznać muszę, że na usta ciśnie się porównanie do tempa życia i pewnych standardów środowiskowych. Kiedyś niezwykle cenione były za to wyroby ręcznie robione, droższe, ale dużo lepszej jakości - teraz wszystko wytwarzane jest masowo, byleby szybciej, więcej i taniej. Oby tylko takie podejście nie wkradło się do naszej pracy ;)

kwiatko22
07-21-2011, 14:38
Jednakże, nie wydaje się Wam, że jednak zakres obowiązków powinien być w jakimś stopniu limitowany? Spróbujcie zorganizować podróż służbową, sformatować raport, uzupełnić kalendarz Prezesa, a potem wykonać rzetelne tłumaczenie na 100 stron ;) Jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego ;)

Zakres obowiązków powinien być limitowany ale w praktyce wygląda to inaczej. Na pewno słyszeliście opowieści kiedy to np. sekretarka pracuje już kilka miesięcy i pewnego piątkowego poranka otrzymuje od szefa umowę na 40 stron do przetłumaczenia w czasie weekendu. Tłumaczenie ma być zrobione na poniedziałek bo szef bardzo pilnie potrzebuje. Wątpię żeby negocjowanie limitów wchodziło w rachubę. A dodajmy, że podczas dnia sekretarka ma właśnie do zorganizowania podróż służbową, kupno biletów na wyjazd szefa i kupę innych rzeczy. Przecież to normalka, że takie rzeczy mają miejsce i wcale nie jest się do niczego bo najczęściej sekretarka podoła wszystkiemu i zrobi na czas. Tylko już wówczas trzeba za to zapłacić własnym czasem w czasie weekendu lub nadgodzinami.

Margoo
07-21-2011, 14:41
Zakres obowiązków powinien być limitowany ale w praktyce wygląda to inaczej. Na pewno słyszeliście opowieści kiedy to np. sekretarka pracuje już kilka miesięcy i pewnego piątkowego poranka otrzymuje od szefa umowę na 40 stron do przetłumaczenia w czasie weekendu. Tłumaczenie ma być zrobione na poniedziałek bo szef bardzo pilnie potrzebuje. Wątpię żeby negocjowanie limitów wchodziło w rachubę. A dodajmy, że podczas dnia sekretarka ma właśnie do zorganizowania podróż służbową, kupno biletów na wyjazd szefa i kupę innych rzeczy. Przecież to normalka, że takie rzeczy mają miejsce i wcale nie jest się do niczego bo najczęściej sekretarka podoła wszystkiemu i zrobi na czas. Tylko już wówczas trzeba za to zapłacić własnym czasem w czasie weekendu lub nadgodzinami.

Jeżeli chce się zachować pracę, bo się ją lubi i sprawia ona nam satysfakcję, to myślę, że nie stanowi to problemu.

kwiatko22
07-21-2011, 14:48
Jeżeli chce się zachować pracę, bo się ją lubi i sprawia ona nam satysfakcję, to myślę, że nie stanowi to problemu.

Też tak uważam. Są ludzie, którzy lubią wykonywać to co wydaje się niewykonalne a są jeszcze inni, którzy porostu mają bliżej niesprecyzowane plany weekendowe i chętnie popracują poza miejscem pracy.

Lynx85
07-21-2011, 15:44
Też tak uważam. Są ludzie, którzy lubią wykonywać to co wydaje się niewykonalne a są jeszcze inni, którzy porostu mają bliżej niesprecyzowane plany weekendowe i chętnie popracują poza miejscem pracy.

To wszystko jest trochę wyidealizowane, ponieważ można lubić swoją pracę, ale nie zmienia to faktu, że absurdalna ilość notorycznie powtarzających się nadgodzin doprowadzą ostatecznie do "zmęczenia materiału", a w skrajnych przypadkach do wypalenia ;/ "życie to nie je bajka", rzeczywistość bywa brutalna, a każdy też ma swoje pozasłużbowe zajęcia, jak choćby rodzina czy dzieci i jak by to kolorowo nie wyglądało, takie "weekendowe epizody" i nadgodziny zawsze odbywają się kosztem najbliższych... I ponownie pojawia się kwestia umiaru we wszystkim co się robi ;)

nozickbuble
07-21-2011, 17:43
Przyszłość pracy tłumacza, o ile nie zostanie on wyparty jakimś super nowoczesnym urządzeniem, wygląda optymistycznie.

Trzeba powiedzieć, że prace nad takim supernowoczesnym urządzeniem trwają. Zarówno w teorii jak i praktyce, co łączy w sobie Digital Humanities - ważna gałąź współczesnej humanistyki. Z tego, co wiem, jeżeli chodzi o teksty o jasno sprecyzowanym zakresie leksykalnym(zwykle ściśle formalne), wyniki są bardzo zadowalające. W tłumaczeniu literatury wykorzystuje się natomiast stylometryczne badanie tekstu, aby lepiej zrozumieć tekst od strony statystycznej. Nie chciałbym rozpoczynać debaty na temat: czy maszyna może zastąpić tłumacza. Wydaje mi się po prostu, że nie można się obrażać na takie metody i śledzić zmiany.

Sonia
07-21-2011, 18:38
To wszystko jest trochę wyidealizowane, ponieważ można lubić swoją pracę, ale nie zmienia to faktu, że absurdalna ilość notorycznie powtarzających się nadgodzin doprowadzą ostatecznie do "zmęczenia materiału", a w skrajnych przypadkach do wypalenia ;/ "życie to nie je bajka", rzeczywistość bywa brutalna, a każdy też ma swoje pozasłużbowe zajęcia, jak choćby rodzina czy dzieci i jak by to kolorowo nie wyglądało, takie "weekendowe epizody" i nadgodziny zawsze odbywają się kosztem najbliższych... I ponownie pojawia się kwestia umiaru we wszystkim co się robi ;)

Również się z tym zgadzam. Można kochać swój zawód, ale "co za dużo, to niezdrowo". Przychodzi pewien moment, w którym człowiek czuje się zmęczony i bez weny, nawet jeśli bardzo lubi to, co robi. Poza tym, w takich przypadkach łatwiej o popełnienie błędu. Widziałam już przykłady tłumaczeń robionych przez bardzo dobrych tłumaczy, ale byli tak zapracowani i "obłożeni" pracą, że popełniali zasadnicze błędy w tłumaczeniach.
To jest z pewnością minus pracy tłumacza w dzisiejszych czasach.

Margoo
07-21-2011, 18:44
Nie narzekajcie, bo kilka dialogów wcześniej ktoś marudził na zbyt małą ilość zleceń, więc paradoksem jest teraz mówić o wypaleniu i przepracowaniu.

abochniak
07-21-2011, 22:03
[QUOTE=Lynx85;42285 Wydaje mi się, że kiedyś zawód tłumacza wiązał się z większym prestiżem, podobnie jak kiedyś dyplom mgr miał większą wartość niż dzisiaj - głównie przez uczelnie wypluwające z siebie rzesze magistrów. Kiedyś to były jednostki i zanim ktoś podniesie raban, wcale nie twierdzę, że dzisiaj tłumacz/magister jest mniej inteligentny; po prostu to trochę jak z rzadką monetą - rzucenie kilkuset sztuk na rynek spowoduje spadek jej wartości, czy to się komuś podoba czy nie :rolleyes:[/QUOTE]

Trudno się nie zgodzić. :cool: Może uczelnie nie stawiają poprzeczki już tak wysoko jak kiedyś - ale to już osobna kwestia.

Patrząc z perspektywy poprzednich pokoleń bardzo łatwo jest stwierdzić w tym przypadku, że 'te młode/nowe pokolenia się rozleniwiły', 'teraz praca nie jest szanowana'. 'wszystko szybko i niesolidnie'.
Jednak z drugiej strony, wydaje mi się to naturalną koleją rzeczy.
( Mówienie, że 'kiedyś coś było lepsze/solidniejsze/itd jest jak zamknięte koło - każde pokolenie uważa własne za lepsze od nowego. Po części z przywiązania do tradycji i być może mniejszej ilości udogodnień - toteż większej motywacji do pracy ).

Jest coraz więcej ułatwień (dobrych i złych) toteż człowiek mniej wkłada od siebie bo nie odczuwa takiej potrzeby widząc jak dzięki technologii może osiągnąć więcej.
Nie znaczy to jednak aby pracę wykonywać niedbale. Jako tłumacz trzeba przecież znać się na tylu zawiłościach językowych i kulturowych aby nie popełnić błędu. Każdy tekst przekazuje jakąś intencję, która nie może się 'zgubić'.

emilab
07-21-2011, 22:11
Nawiązując do wątku, ja ostatni weekend (w tym piękną słoneczną niedzielę) spędziłam na tłumaczeniu tekstu o instalacjach grzewczych... ale zrobiłam to z własnego wyboru i ani razu nie żałowałam, za to ile dowiedziałam się o różnych rodzajach rur. Nie będę ukrywać bez Internetu i porad na forach dla tłumaczy byłoby ciężko. Tłumacz pędzi za zmieniający się światem i zmienia się razem z nim... No tak, dwieście lat temu nie było Internetu, i trzeba było sobie radzić, ale wtedy też nie było instalacji grzewczych:)

Margoo
07-21-2011, 22:26
Ale było na pewno tysiąc innych wynalazków, które stanowiły dla tłumacza problem.
Nie było internetu, telefonów i innych wynalazków, więc uznajmy się za szczęściarzy.

nozickbuble
07-21-2011, 22:32
To prawda, mamy szczęście. Co więcej, uczelnie również dostrzegają problem nowych technologii w tłumaczeniu np. taki przedmiot jak Internet w pracy tłumacza - bardzo praktyczne a jakie pomocne. Chociaż muszę przyznać, że odkrywanie zakamarków sieci w poszukiwaniu odpowiednich słów też jest fascynujące.

Margoo
07-21-2011, 22:36
Masz rację. Bo nie należy iść na łatwiznę i brać pierwsze lepsze znaczenie danego słowa jakie wyskoczy w internecie, ale należy drążyć, poszukiwać synonimów, pojęć bliskoznacznych, które mogą być radykalnie różne w zależności od kontekstu danego zdania.

Lynx85
07-22-2011, 09:26
Nie narzekajcie, bo kilka dialogów wcześniej ktoś marudził na zbyt małą ilość zleceń, więc paradoksem jest teraz mówić o wypaleniu i przepracowaniu.

To nie jest narzekanie - po prostu stwierdzenie faktu;)
Człowiek jest tylko człowiekiem, a przecież przytoczone słowa nie dotyczą nas samych - jest to dywagacja i nikt tutaj swojej prywaty nie "przemyca".

Lynx85
07-22-2011, 09:34
Nie będę ukrywać bez Internetu i porad na forach dla tłumaczy byłoby ciężko. Tłumacz pędzi za zmieniający się światem i zmienia się razem z nim... No tak, dwieście lat temu nie było Internetu, i trzeba było sobie radzić, ale wtedy też nie było instalacji grzewczych:)

Całkowicie się z Tobą zgadzam. Miałam też kiedyś tłumaczenie techniczne o kotwach i gniazdkach trójfazowych i właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę różnego rodzaju słowniki ze słownictwem specjalistycznym nie zawsze nadążają za stale zmieniającym się środowiskiem tej dziedziny.
W takich sytuacjach Internet okazuje się być niezastąpionym źródłem wiedzy;)

Nisztu
07-22-2011, 09:54
Ja właśnie siedzę w górnictwie i gazownictwie, i niniejszym dołączam się do osób wielbiących internet. Z drugiej jednak strony... kiedyś nie byłoby możliwości, że budzę się rano i zastaję w skrzynce mailowej tekst do tłumaczenia na wczoraj i jestem uziemiona na weekend. Dziś "godziny otwarcia biura" nie obowiązują, a tłumacz siedzi na smyczy własnej komórki :-(.

Margoo
07-22-2011, 10:00
Ja właśnie siedzę w górnictwie i gazownictwie, i niniejszym dołączam się do osób wielbiących internet. Z drugiej jednak strony... kiedyś nie byłoby możliwości, że budzę się rano i zastaję w skrzynce mailowej tekst do tłumaczenia na wczoraj i jestem uziemiona na weekend. Dziś "godziny otwarcia biura" nie obowiązują, a tłumacz siedzi na smyczy własnej komórki :-(.

Tak, dlatego jest to praca i zawód dla pasjonatów! Którzy o każdej porze dnia i nocy chcą i siedzą nad tłumaczeniami.

agnieszkamaliszewska
07-22-2011, 10:15
Witam,
wracając do głównego wątku wydaje mi się , że tak jak już wcześniej tu wspominano, praca tłumacza zmieniła się diametralnie. Przyczynił się do tego rozwój techniki, to przede wszystkim i o tym już tutaj wszyscy mówili. Jednak uważam, że równie ważny jest postęp nauk filologicznych. Tzn. na podstawie tłumaczeń intuicyjnych, które miały miejsce na początku, zaczęto budować pewne teorie, zasady. Mamy w końcu całą teorię przekładu, która w dodatku dzieli się na różne grupy np. przekład audiowizualny, który rządzi się troszkę innymi prawami niż np. przekład symultaniczny. Mamy dostęp do wszelkiego rodzaju podręczników, które pomagają nam szkolić nasz warsztat. Myślę, ze to jest bardzo ważna kwestia, o której zapominamy.

Sonia
07-22-2011, 12:04
To nie jest narzekanie - po prostu stwierdzenie faktu;)
Człowiek jest tylko człowiekiem, a przecież przytoczone słowa nie dotyczą nas samych - jest to dywagacja i nikt tutaj swojej prywaty nie "przemyca".

Zgadzam się z tym całkowicie. Nawet pasjonaci, którzy żyją swoją pracą dniami i nocami w pewnym momencie czują przemęczenie i nie ma w tym nic złego. Człowiek to nie maszyna i odpoczynek też mu się należy.
Tak jak już wcześniej wspomniałam, ilość nie znaczy jakość. Jeśli tłumacz jest przemęczony i ma bardzo napięty terminarz, to pośpiech, który jest w tym przpadku nieunikniony, wpływa na słabą jakość tłumaczenia. W normalnych warunkach zrobiłby to z pewnością dużo lepiej, ale gdy ma się tych tłumaczeń tak dużo, nie zawsze skupia się uwagę na szczegółach.

Lynx85
07-22-2011, 12:12
Zgadzam się z tym całkowicie. Nawet pasjonaci, którzy żyją swoją pracą dniami i nocami w pewnym momencie czują przemęczenie i nie ma w tym nic złego. Człowiek to nie maszyna i odpoczynek też mu się należy.
Tak jak już wcześniej wspomniałam, ilość nie znaczy jakość. Jeśli tłumacz jest przemęczony i ma bardzo napięty terminarz, to pośpiech, który jest w tym przpadku nieunikniony, wpływa na słabą jakość tłumaczenia. W normalnych warunkach zrobiłby to z pewnością dużo lepiej, ale gdy ma się tych tłumaczeń tak dużo, nie zawsze skupia się uwagę na szczegółach.

Dokładnie! Nie bójmy się tego stwierdzić, bo to nie oznacza zaraz słabości, tylko tak po prostu może się zdarzyć i koniec. Podobnie ktoś wcześniej stwierdził, że tłumacz nie zawsze ma możliwość, żeby przejść się do parku i przemyśleć jakieś słówko, po prostu siedzi z widmem deadline'u nad głową i takie są realia ;) Co nie znaczy, że zaraz tej pracy się nie kocha ;)

agnieszkamaliszewska
07-22-2011, 12:17
zgadzam się, że oczywiście pośpiech w pracy nie sprzyja. jestem za tym, żeby jak najdokładniej weryfikować wszelkie wątpliwości korzystając z tych wszystkich udogodnień, o których wcześniej była mowa.Internet jest wielką skarbnicą informacji, rewelacyjną pomocą dla tłumacza, jednak wszystkie wiadomości w nim zawarte należy dokładnie sprawdzić, a to wymaga czasu.

Margoo
07-22-2011, 13:13
Zgadzam się z tym całkowicie. Nawet pasjonaci, którzy żyją swoją pracą dniami i nocami w pewnym momencie czują przemęczenie i nie ma w tym nic złego. Człowiek to nie maszyna i odpoczynek też mu się należy.
Tak jak już wcześniej wspomniałam, ilość nie znaczy jakość. Jeśli tłumacz jest przemęczony i ma bardzo napięty terminarz, to pośpiech, który jest w tym przpadku nieunikniony, wpływa na słabą jakość tłumaczenia. W normalnych warunkach zrobiłby to z pewnością dużo lepiej, ale gdy ma się tych tłumaczeń tak dużo, nie zawsze skupia się uwagę na szczegółach.

Ale o czym my tu mówimy! Czy ktoś nakazuje siłą brać tyle tłumaczeń do zrobienia, żeby aż się "wypalać"?
Każdy powinien brać siły na zamiary, a wtedy wykona swoją pracę rzetelnie i z uśmiechem na ustach.

Lynx85
07-22-2011, 13:29
Ale o czym my tu mówimy! Czy ktoś nakazuje siłą brać tyle tłumaczeń do zrobienia, żeby aż się "wypalać"?
Każdy powinien brać siły na zamiary, a wtedy wykona swoją pracę rzetelnie i z uśmiechem na ustach.

Przecież podobno nie zawsze ma się wybór? I nie ma co się czarować - będąc tłumaczem w firmie, a nie freelancerem ta swoboda doboru tłumaczeń i terminów nie jest już taka wielka. Poza tym, często terminy nakładane na tłumacza są nieprzekraczalne zwłaszcza w firmach prawniczych, gdyż teksty potrzebne są np. na rozprawę, która odbywa się przecież konkretnego dnia. Wtedy tłumacz staje przed wyzwaniem, któremu musi sprostać, a to wiąże się ze stresem, pośpiechem, a co za tym idzie - ze zmęczeniem.
Życie! Ale przecież sami się na to godzimy, bo tacy jesteśmy hardcore'owi ;)

kwiatko22
07-22-2011, 13:33
zgadzam się, że oczywiście pośpiech w pracy nie sprzyja. jestem za tym, żeby jak najdokładniej weryfikować wszelkie wątpliwości korzystając z tych wszystkich udogodnień, o których wcześniej była mowa.Internet jest wielką skarbnicą informacji, rewelacyjną pomocą dla tłumacza, jednak wszystkie wiadomości w nim zawarte należy dokładnie sprawdzić, a to wymaga czasu.

Podejrzewam, że są jednak sytuacje, w których "deadline is deadline". Tak więc czasu nie można rozciągnąć jak "gumę do żucia" i godzinami analizować dane słówko. Wszystko wymaga czasu ale gdyby tłumacz miał rzeczywiście tyle czasu ile potrzebuje na tłumaczenie, a do tego wyrozumiałość ze strony zleceniodawcy to jakość jego pracy byłaby z pewnością nienaganna.

agnieszkamaliszewska
07-22-2011, 13:41
Podejrzewam, że są jednak sytuacje, w których "deadline is deadline". Tak więc czasu nie można rozciągnąć jak "gumę do żucia" i godzinami analizować dane słówko. Wszystko wymaga czasu ale gdyby tłumacz miał rzeczywiście tyle czasu ile potrzebuje na tłumaczenie, a do tego wyrozumiałość ze strony zleceniodawcy to jakość jego pracy byłaby z pewnością nienaganna.

Oczywiście, że tak. Dlatego oprócz tych wszystkich nazwijmy to udogodnień, potrzebna jest ogromna wiedza tłumacza, żeby większości jego czasu nie pochłonęły poszukiwania mnóstwa słów czy form gramatycznych.

Margoo
07-22-2011, 13:41
Przecież podobno nie zawsze ma się wybór? I nie ma co się czarować - będąc tłumaczem w firmie, a nie freelancerem ta swoboda doboru tłumaczeń i terminów nie jest już taka wielka. Poza tym, często terminy nakładane na tłumacza są nieprzekraczalne zwłaszcza w firmach prawniczych, gdyż teksty potrzebne są np. na rozprawę, która odbywa się przecież konkretnego dnia. Wtedy tłumacz staje przed wyzwaniem, któremu musi sprostać, a to wiąże się ze stresem, pośpiechem, a co za tym idzie - ze zmęczeniem.
Życie! Ale przecież sami się na to godzimy, bo tacy jesteśmy hardcore'owi ;)

Dokładnie tak jak mówisz! :)

kwiatko22
07-22-2011, 13:45
Wiecie, przyszło mi do głowy pytanie związane z naszą dyskusją. Otóż jak to było z terminowością gdy jeszcze nie było Internetu??? Czy nie wydaje Wam się, że Internet a zarazem przesyłanie poczty elektronicznej wyzwoliło pojęcie "deadline"???

Ja przypuszczam, że jeśli kiedyś tłumaczenie było wysyłane pocztą zwykłą to terminy były bardziej ruchome a więc i tłumacz miał większe pole do popisu pod tym względem.

Nisztu
07-22-2011, 13:50
Ja właśnie siedzę w górnictwie i gazownictwie, i niniejszym dołączam się do osób wielbiących internet. Z drugiej jednak strony... kiedyś nie byłoby możliwości, że budzę się rano i zastaję w skrzynce mailowej tekst do tłumaczenia na wczoraj i jestem uziemiona na weekend. Dziś "godziny otwarcia biura" nie obowiązują, a tłumacz siedzi na smyczy własnej komórki :-(.

Pojecie deadline istniało od zawsze. Natomiast do lamusa odeszło pojęcie weekend i godziny pracy. Przynajmniej dla freelancerów, szczególnie początkujących. W tej chwili czas jest na rynku taką samą wartością jak jakość, więc jeśli naszego pracodawcę nie przekonuje jakość CV to musimy zaoferować mu nasz czas.

Oczywiście można się na to nie zgodzić, ale nie każdego na to stać.

Margoo
07-22-2011, 13:51
Wiecie, przyszło mi do głowy pytanie związane z naszą dyskusją. Otóż jak to było z terminowością gdy jeszcze nie było Internetu??? Czy nie wydaje Wam się, że Internet a zarazem przesyłanie poczty elektronicznej wyzwoliło pojęcie "deadline"???

Ja przypuszczam, że jeśli kiedyś tłumaczenie było wysyłane pocztą zwykłą to terminy były bardziej ruchome a więc i tłumacz miał większe pole do popisu pod tym względem.

Pojęcie "deadline" to wymysł Amerykanów. Czy dawniej stosowało się takie terminy, pojęcia?
Pamiętam jak byłam dzieckiem i moi Rodzice korzystali z usług tłumacza - jechali do domu tej osoby (po umówioniu się telefonicznie miesiąc wcześniej), bo urzędował u siebie, a krzesła dla "interesantów" były na korytarzu. I tam się siadało i czekało na swoje tłumaczenie. Nie było komputerów, tylko zdezolowana maszyna do pisania.
Teraz to brzmi wręcz romantycznie i literacko, ale w tamtych latach - nikomu nie było do śmiechu.

laurelindorinan
07-22-2011, 14:14
Niekoniecznie były wysyłane pocztą, ale również odbierane osobiście, więc deadline już dawno istnieje ;) Kiedyś tłumaczenia były potrzebne na rozprawy czy przedsiębiorstwom tak jak teraz ;) Co prawda dziś żyjemy dużo szybciej, więc terminy ciągle się skracają.

agnieszkamaliszewska
07-22-2011, 14:16
Chwila rozrywki, ale bardzo w naszym temacie :)
http://www.youtube.com/watch?v=SP65V4AoFyA&NR=1

Margoo
07-22-2011, 15:05
Chwila rozrywki, ale bardzo w naszym temacie :)
http://www.youtube.com/watch?v=SP65V4AoFyA&NR=1

Doskonałe! Potrafić się znaleźć w każdej sytuacji - on jest mistrzem!

Lynx85
07-22-2011, 15:14
Wybrnął ze sobie tylko znaną nonszalancją ;)

Margoo
07-22-2011, 15:25
Wybrnął ze sobie tylko znaną nonszalancją ;)

Każdy kto doświadczył takiej sytuacji w trakcie tłumaczenia konwersacji czy konferencji na pewno uśmiecha się oglądając ten filmik i wspominając swoje wpadki.
Wpadki są nieuniknione, ale w miarę zdobywania doświadczenia: a/ uczymy się wychodzić z nich z twarzą, b/ uczymy się ich unikać.

agnieszkamaliszewska
07-22-2011, 15:41
zgadza się- człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach.
Wracając jednak do głównego tematu uważam, że na rozwój translatoryki wpłynęła również teoria, o której już wcześniej mówiłam. Jeśli wolno mi zadac pytanie, to czy uważacie, że dobry tłumacz jest w stanie dobrze przełożyć tekst nie znając teorii czy technik przekładu?

agnieszkamaliszewska
07-22-2011, 15:42
zgadza się- człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach.
Wracając jednak do głównego tematu uważam, że na rozwój translatoryki wpłynęła również teoria, o której już wcześniej mówiłam. Jeśli wolno mi zadac pytanie, to czy uważacie, że dobry tłumacz jest w stanie dobrze przełożyć tekst nie znając teorii czy technik przekładu?

"przełożyć...przekładu..." :) zrobiłam masło maślane:)

Margoo
07-22-2011, 15:55
zgadza się- człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach.
Wracając jednak do głównego tematu uważam, że na rozwój translatoryki wpłynęła również teoria, o której już wcześniej mówiłam. Jeśli wolno mi zadac pytanie, to czy uważacie, że dobry tłumacz jest w stanie dobrze przełożyć tekst nie znając teorii czy technik przekładu?

Jest! Myślę, że jestem tego przykładem. Nikt mnie nie uczył teorii przekładu, tłumaczeń - nauczyłam się wszystkiego sama poprzez praktykę, poprzez uwagi innych oraz "szperanie" w różnych źródłach.
Oczywiście - skończyłam filologię, ale nie są to studia które uczą tego fachu (przynajmniej za moich czasów nie uczyły...). Pierwsze tłumaczenie "na żywo" robiłam mając 17 lat, będąc gówniarą z liceum i bez żadnego przygotowania. Dało się? Dało i zapewniam tych, co zaraz wyskoczą, że to niedorzeczne, że na pewno robiłam błędy, że bez znajomości teorii nie ma co się brać za praktykę, itd. - Tłumaczenia oraz umiejętnośc radzenia sobie w każdej sytuacji ma się w sercu i w duszy i to jest najważniejsze. Albo ma sie do tego powołanie albo nie.
I myślę, że tak było od wieków.
Pierwsi tłumacze zajęli się tym fachem z ciekawości świata i obcych kultur, a my tylko kontynuujemy ich dzieło, poprzez dopisywanie "ciągu dalszego" w historii translatoryki.

agnieszkamaliszewska
07-22-2011, 16:05
To oczywiście prawda. Do każdego zawodu trzeba mieć talent i serce. Jednak uważam, ze znajomość tych wszystkich teorii i technik jest bardzo przydatna.
A propos filologii, to ja na studiach miałam sporo zajęć z przekładu dlatego omawialiśmy te techniki. Było to bardzo interesujące, ale i tak najlepszymi ćwiczeniami były zadania praktyczne.

magdalenka
07-22-2011, 16:19
Chwila rozrywki, ale bardzo w naszym temacie :)
http://www.youtube.com/watch?v=SP65V4AoFyA&NR=1

Urok osobisty bardzo pomaga wyjść z trudnych sytuacji z twarzą. Puff cinq. Genialne. :)

To oczywiście prawda. Do każdego zawodu trzeba mieć talent i serce. Jednak uważam, ze znajomość tych wszystkich teorii i technik jest bardzo przydatna.


No na pewno nie przeszkadza. ;) Osoba która miała styczność z teorią translacji ma przewagę nad kimś, kto nie miał. Nie znaczy to jednak, że każdy kandydat na tłumacza koniecznie musi wkuwać regułki, bo inaczej nie będzie pracować w wymarzonym zawodzie. Teoria ułatwia start. Reszta to już kwestia doświadczenia.

Margoo
07-22-2011, 16:37
Czyli dochodzimy zgodnie do wniosku, że jak zawsze teoria musi iść w parze z praktyką.

magdalenka
07-22-2011, 16:48
Czyli dochodzimy zgodnie do wniosku, że jak zawsze teoria musi iść w parze z praktyką.

Teoria bez praktyki nie jest nic warta, a praca tłumacza to czysta praktyka. :)

Margoo
07-22-2011, 16:56
Teoria bez praktyki nie jest nic warta, a praca tłumacza to czysta praktyka. :)

Praktyka = własne doświadczenia + doświadczenia tlumaczy wieków przeszłych, zastosowane wraz z wyczuciem oraz znajomością podstaw translatoryki.

Mięta
07-22-2011, 17:19
Wg mnie ważne jest tzw. "wyczucie języka", którego na pewnym poziomie nie da się inaczej wyrobić niż przez czytanie książek; żadne teorie, żadna mowa potoczna zasłyszana z ulicy nie przyczynią się do wzbogacenia języka w tym względzie. To, o czym mówię tyczy się oczywiście znów raczej przekładu literatury, gdzie bogactwo językowe jest jednym z priorytetów dobrego tłumacza.

kamorrra
07-22-2011, 19:16
zgadza się- człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach.
Wracając jednak do głównego tematu uważam, że na rozwój translatoryki wpłynęła również teoria, o której już wcześniej mówiłam. Jeśli wolno mi zadac pytanie, to czy uważacie, że dobry tłumacz jest w stanie dobrze przełożyć tekst nie znając teorii czy technik przekładu?


Ja myślę, że techniki przekładu są podstawami bez których dobrymi tłumaczami nie zostaniemy. Owszem bez znajomości tych technik można przełożyć tekst, ale prawie zawsze będzie mu czegoś brakowało. Chociaż zresztą to może bardziej wyczucie, które powinien posiadać dobry tłumacz? Co o tym myślicie? a może to po prostu lata praktyki?

Margoo
07-22-2011, 19:25
Ja myślę, że techniki przekładu są podstawami bez których dobrymi tłumaczami nie zostaniemy. Owszem bez znajomości tych technik można przełożyć tekst, ale prawie zawsze będzie mu czegoś brakowało. Chociaż zresztą to może bardziej wyczucie, które powinien posiadać dobry tłumacz? Co o tym myślicie? a może to po prostu lata praktyki?

Wyczucie i lata praktyki - owszem!
Ale podstawą jest doskonała znajomość języka przekładanego. I nic tego nie zmieni.
Znam osoby, które ukończyły filologie (różne) i nie są w stanie przetłumaczyć najprostrzego zdania...

kamorrra
07-22-2011, 19:47
Naprawdę? Jestem zszokowana. Zawsze myślałam, że po ukończeniu filologii posiadamy znajomoćc języka na poziomie C1 lub C2. Cały czas wmawiają nam to na studiach. nie sądziłam, że taka sytuacja może się wydarzyć.

Margoo
07-22-2011, 19:59
Naprawdę? Jestem zszokowana. Zawsze myślałam, że po ukończeniu filologii posiadamy znajomoćc języka na poziomie C1 lub C2. Cały czas wmawiają nam to na studiach. nie sądziłam, że taka sytuacja może się wydarzyć.

Sprostuję - pisałam o latach moich studiów! Teraz na pewno wygląda to inaczej.
Ale reszta się zgadza!

Sonia
07-22-2011, 20:08
Przecież podobno nie zawsze ma się wybór? I nie ma co się czarować - będąc tłumaczem w firmie, a nie freelancerem ta swoboda doboru tłumaczeń i terminów nie jest już taka wielka. Poza tym, często terminy nakładane na tłumacza są nieprzekraczalne zwłaszcza w firmach prawniczych, gdyż teksty potrzebne są np. na rozprawę, która odbywa się przecież konkretnego dnia. Wtedy tłumacz staje przed wyzwaniem, któremu musi sprostać, a to wiąże się ze stresem, pośpiechem, a co za tym idzie - ze zmęczeniem.
Życie! Ale przecież sami się na to godzimy, bo tacy jesteśmy hardcore'owi ;)


Bardzo dobrze to ujęłaś :) W szczególności z tym ostatnim "bo tacy jesteśmy hardcore'owi ;"

Sonia
07-22-2011, 20:14
Ja myślę, że techniki przekładu są podstawami bez których dobrymi tłumaczami nie zostaniemy. Owszem bez znajomości tych technik można przełożyć tekst, ale prawie zawsze będzie mu czegoś brakowało. Chociaż zresztą to może bardziej wyczucie, które powinien posiadać dobry tłumacz? Co o tym myślicie? a może to po prostu lata praktyki?

Zgadzam się z tymi latami praktyki oraz znajomością technik ponieważ po 5 czy 10 latach tłumacz również uczy się na własnych błędach i wciąż udoskonala swój warsztat. Uważam jednak, że wyczucie też jest bardzo ważne w tej dziedzinie. Jeśli porównamy dwa te same teksty przetłumaczone przez innych tłumaczy będziemy zaskoczeni jak bardzo są one różne. Z pewnością będą oddawały pierwotne znaczenie i sens tekstu, ale właśnie to "coś", to "wyczucie" będzie zupełnie inne.

rzustin2
07-22-2011, 21:04
kwiatko22-> ciekawe pytanie padło w Twojej wypowiedzi i pierwsze co mi przyszło do głowy to myśl, że kiedyś było gorzej bo jeśli tzw. "deadline" był np. do poniedziałku to tłumacz musiał wziąć pod uwagę (oczywiście zakładając, że przesyłka była krajowa), że tłumaczenie musi być gotowe np. do piątku bo trzeba było wziąć pod uwagę czas, który zajmie dostarczenie przesyłki a dziś jeśli termin podany jest do poniedziałkiu to tak naprawdę 'deadline' kończy się o 23.59 w niedzielę i za pomocą jednego kliknięcia w myszkę posyłasz tłumaczenie w każdy zakątek świata.

rzustin2
07-22-2011, 21:11
Zgadzam się z tymi latami praktyki oraz znajomością technik ponieważ po 5 czy 10 latach tłumacz również uczy się na własnych błędach i wciąż udoskonala swój warsztat. Uważam jednak, że wyczucie też jest bardzo ważne w tej dziedzinie. Jeśli porównamy dwa te same teksty przetłumaczone przez innych tłumaczy będziemy zaskoczeni jak bardzo są one różne. Z pewnością będą oddawały pierwotne znaczenie i sens tekstu, ale właśnie to "coś", to "wyczucie" będzie zupełnie inne.

Nie trzeba porównywać dwóch różnych tłumaczy. Wystarczy, że jednego dnia ktoś przetłumaczy dowolny tekst i za kilka godzin, lub kilka dni ta sama osoba przetłumaczy ten sam tekst... efekty będą zadziwiające:)

Margoo
07-22-2011, 21:11
Jesteśmy wnioskując z Twojej wypowiedzi szczęściarzami naszych czasów! :):):)
Popieram! Niech żyje komputer!

nozickbuble
07-22-2011, 21:37
Chciałbym wrócić do ciekawego wątku związanego z teorią tłumaczenia. Bo czy nie jest tak, że każdy tłumacz tworzy swoją własną teorię? Nie chodzi tutaj konkretnie o akademickie rozważania, ale chociażby o namysł nad problemami, które się napotyka; nad tym co wolno, a czego nie wolno w tłumaczeniu; jakąś próbą syntezy. Przykładem niech będzie klasyk Znalezione/zagubione w tłumaczeniu Barańczaka. Tłumacz musi być świadom teoretycznych problemów, na jakie może trafić bo, tak jak słusznie ktoś zauważył, daje mu to narzędzia do pracy.

Ta kwestia łączy się to również z naszym głównym tematem. W ostatnich dekadach zmieniła się także teoria tłumaczenia, która zdefiniowała swoją rolę jako wspomagającą wobec tłumaczy-praktyków. Kolejny przykład - już bardziej z mojej dziedziny - model potencjału teatralnego Sophii Totzevej, pokazujący tłumaczom dramatu, jak stworzyć tekst, który będzie scenicznie inspirujący, a nie tylko poprawny językowo.

Margoo
07-22-2011, 21:43
[QUOTE=nozickbuble;42961]Chciałbym wrócić do ciekawego wątku związanego z teorią tłumaczenia. Bo czy nie jest tak, że każdy tłumacz tworzy swoją własną teorię? Nie chodzi tutaj konkretnie o akademickie rozważania, ale chociażby o namysł nad problemami, które się napotyka; nad tym co wolno, a czego nie wolno w tłumaczeniu; jakąś próbą syntezy. QUOTE]

Poniekąd masz rację - każde tłumaczenie to swoiste indywidualne dzieło. Wynika to zarówno z warsztatu pracy i doświadczenia danego tłumacza, jak również odczuć jakie sam przekazuje w swojej pracy.

Sonia
07-23-2011, 00:27
Nie trzeba porównywać dwóch różnych tłumaczy. Wystarczy, że jednego dnia ktoś przetłumaczy dowolny tekst i za kilka godzin, lub kilka dni ta sama osoba przetłumaczy ten sam tekst... efekty będą zadziwiające:)

Też prawda :)

abochniak
07-23-2011, 19:48
Naprawdę? Jestem zszokowana. Zawsze myślałam, że po ukończeniu filologii posiadamy znajomoćc języka na poziomie C1 lub C2. Cały czas wmawiają nam to na studiach. nie sądziłam, że taka sytuacja może się wydarzyć.

Mnie z kolei to nie dziwi. Jeśli osoba nie uczyła się języka (np. dodatkowo) zanim podjęła studia filologiczne rzadko kiedy jej znajomość języka jest na zaawansowanym poziomie. Oczywiście, nie biorę pod uwagę tych którzy są prawdziwymi pasjonatami.

Chociaż nie uważam, że taka osoba jest zupełnie niekompetentna. Ale moim zdaniem, im więcej doświadczenia tym lepiej.

cynamonowapanna
07-23-2011, 21:23
Witam,
Mamy w końcu całą teorię przekładu, która w dodatku dzieli się na różne grupy np. przekład audiowizualny, który rządzi się troszkę innymi prawami niż np. przekład symultaniczny. Mamy dostęp do wszelkiego rodzaju podręczników, które pomagają nam szkolić nasz warsztat. Myślę, ze to jest bardzo ważna kwestia, o której zapominamy.

Absolutnie się z tobą zgadzam. Tłumaczenie to nie jest tylko kwestia czystej znajomości języka, ale dobrego warsztatu. Wypracowanie pewnych technik i metod pracy o niebo ułatwia przekład.
I dzięki Bogu za studia, które uchylają rąbka tajemnicy, bo gdybym, tak jak tłumacze 100 lat temu, musiała do tego wszystkiego dochodzić sama, zajęłoby mi to dużo więcej czasu, a i tak pewnie miałabym wątpliwości co do pewnych rozwiązań.
Ważne jest to, że na przestrzeni wieków wypracowaliśmy pewne zestawy akceptowalnych zabiegów, do których możemy się uciekać, trafiając na problemy w tłumaczeniu.

Margoo
07-23-2011, 21:28
OK, zgadzam się z wami, ale mówicie tu o tłumaczeniach pisemnych, a przy tlumaczeniach "na żywo" - to już jest za mało.

cynamonowapanna
07-23-2011, 21:32
Ale co masz na myśli, pisząc "za mało"? Przecież w tłumaczeniu ustnym też stosuje się określone techniki, bez których ani rusz :)

Margoo
07-23-2011, 21:35
Techniki owszem, ale nie pomogą Ci one jeśli nie rozumiesz co do Ciebie mówią...

cynamonowapanna
07-23-2011, 21:40
No pewnie.
Wydaje mi się, że w tłumaczeniu w dużej mierze ważna jest równowaga. Musisz po pierwsze wiedzieć co i po co robisz, a po drugie znać dobrze oba języki.
Zawsze jak nie zrozumiesz, możesz dopytać (tylko przy konsekutywnych oczywiście), o co dokładnie mówcy chodziło.
Z drugiej strony nie zawsze też wszystko musisz zrozumieć i wszystko tłumaczyć co do słóweczka.
A bywa i tak, że możesz rozumieć perfekcyjnie i i tak nie być w stanie niczego przetłumaczyć :)

abochniak
07-23-2011, 21:47
Ale co masz na myśli, pisząc "za mało"? Przecież w tłumaczeniu ustnym też stosuje się określone techniki, bez których ani rusz :)

To prawda, ale tłumaczenie ustne to istotnie coś więcej.
Każde tłumaczenie wymaga doskonałej znajomości języka, kultury itd. ale ustne jest moim zdaniem o wiele bardziej wymagające. Refleks (bo liczy się czas - np. na konferencji), podzielność uwagi (np. tłumacz musi w końcu tłumaczyć dwa lub więcej języków osób które rozmawiają), czy odporność na stres to dodatkowe atuty, "bez których też ani rusz" ;D
W końcu nie bez celu są te wszystkie kursy tłumaczy ustnych/ czy też symultanicznych.

Nisztu
07-23-2011, 22:40
To prawda, ale tłumaczenie ustne to istotnie coś więcej.
Każde tłumaczenie wymaga doskonałej znajomości języka, kultury itd. ale ustne jest moim zdaniem o wiele bardziej wymagające. Refleks (bo liczy się czas - np. na konferencji), podzielność uwagi (np. tłumacz musi w końcu tłumaczyć dwa lub więcej języków osób które rozmawiają), czy odporność na stres to dodatkowe atuty, "bez których też ani rusz" ;D
W końcu nie bez celu są te wszystkie kursy tłumaczy ustnych/ czy też symultanicznych.

1. tłumaczenie ustne to więcej - tłumaczenie pisemne zajmuje ZAWSZE więcej czasu, ZAWSZE musi być lepsze, bo papier nie zapomina, o kliencie nie wspominając; tłumaczenie pisemne to ZAWSZE więcej pokus, żeby wrócić i dłużej się zastanowić

2. refleks - jeśli po pierwszym przeczytaniu zdania nie wpadnie Ci do głowy dobra konstrukcja, bardzo możliwe, że nie wpadnie nigdy, a przynajmniej stracisz na nią dużo czasu, podobnie jest z odpowiedzią na pytanie "gdzie ja to widziałam"; a ponieważ pracuję w domu to jeszcze mój refleks vs. kot zrzucający doniczkę ;-)

3. Podzielność uwagi - na kompie otwarte okna: tekst tłumaczony, 7 słowników dwujęzycznych, 2 słowniki jednojęzyczne, słownik języka polskiego i synonimów, 3 encyklopedie, kilka opracowan z danej dziedziny, google i to co się w nim znalazło, na stole kartki z notatkami z terminologii, książki na temat, kartka z uwagami na co uważać, telefon do przyjaciela...

4 Odporność na stres - mam jeden deadline na poniedziałek rano - grzecznościowy, jeden na poniedziałek wieczór i jeden na środę, a w telefonie kolejny zakończony prośbą "a jakby się dało to wcześniej"

A już najtrudniejsze w pracy tłumacza pisemnego, czego zazdrości każdemu ustnemu jest samotność nad kartką albo (żeby pozostać w temacie co się zmieniło) nad kompem....

nie mówicie więc PROSZĘ, ze któryś zawód to więcej i trudniej i lepiej... budowlaniec nie wygra może w szachy, ale szachista nie zbuduje domu, i który z nich lepszy?

cynamonowapanna
07-23-2011, 22:56
nie mówicie więc PROSZĘ, ze któryś zawód to więcej i trudniej i lepiej... budowlaniec nie wygra może w szachy, ale szachista nie zbuduje domu, i który z nich lepszy?

Żaden! A obaj potrzebni. l oba rodzaje tłumaczeń są fascynujące! Ogólnie w zawodzie tłumacza najprzyjemniejsza jest chyba możliwość bycia pośrednikiem między kulturami i świadomość bycia potrzebnym.l to się nie zmieniło od Samego początku. Czyż nie? :)

kamorrra
07-23-2011, 23:55
Jasne, że się nie zmieniło. A najlepsze dla nas przyszłych tłumaczy jest to, że zawsze będziemy potrzebni. Nasze umiejętności (z czasem coraz większe) dadzą nam możliwość pośredniczenia między dwoma kulturami, a co za tym idzie pracę, źródło utrzymania i wreszcie pasję (choć może kolejność wymieniania jest nieodpowiednia) ;)

cynamonowapanna
07-24-2011, 00:05
Dokładnie. Zawsze będziemy potrzebni. (Chociaż coraz więcej osób uważa, że istnieje szansa zastąpienia nas komputerami. Ale przecież żadne MT nie przełoży metafory, dowcipu, skrótu myślowego. uff;) )

abochniak
07-24-2011, 00:36
1. tłumaczenie ustne to więcej - tłumaczenie pisemne zajmuje ZAWSZE więcej czasu, ZAWSZE musi być lepsze, bo papier nie zapomina, o kliencie nie wspominając; tłumaczenie pisemne to ZAWSZE więcej pokus, żeby wrócić i dłużej się zastanowić

2. refleks - jeśli po pierwszym przeczytaniu zdania nie wpadnie Ci do głowy dobra konstrukcja, bardzo możliwe, że nie wpadnie nigdy, a przynajmniej stracisz na nią dużo czasu, podobnie jest z odpowiedzią na pytanie "gdzie ja to widziałam"; a ponieważ pracuję w domu to jeszcze mój refleks vs. kot zrzucający doniczkę ;-)

3. Podzielność uwagi - na kompie otwarte okna: tekst tłumaczony, 7 słowników dwujęzycznych, 2 słowniki jednojęzyczne, słownik języka polskiego i synonimów, 3 encyklopedie, kilka opracowan z danej dziedziny, google i to co się w nim znalazło, na stole kartki z notatkami z terminologii, książki na temat, kartka z uwagami na co uważać, telefon do przyjaciela...

4 Odporność na stres - mam jeden deadline na poniedziałek rano - grzecznościowy, jeden na poniedziałek wieczór i jeden na środę, a w telefonie kolejny zakończony prośbą "a jakby się dało to wcześniej"

A już najtrudniejsze w pracy tłumacza pisemnego, czego zazdrości każdemu ustnemu jest samotność nad kartką albo (żeby pozostać w temacie co się zmieniło) nad kompem....

nie mówicie więc PROSZĘ, ze któryś zawód to więcej i trudniej i lepiej... budowlaniec nie wygra może w szachy, ale szachista nie zbuduje domu, i który z nich lepszy?

Cóż, być może zbyt osobiście podchodzę do sprawy, bo dla mnie wyżej wymieniony 'najtrudniejszy' punkt pracy tłumacza pisemnego to jego największy atut. Nie przeszkadzałaby mi praca w samotności - im mniej rozpraszania tym lepiej. Zgodzę się, że wszystkie pozostałe punkty jak najbardziej odnoszą się w równym stopniu do obu sposobów tłumaczeń i nie jest moim celem wywyższać jeden ponad drugi.

Punkt 3. za to trochę desperacki ;D ale rozumiem - dobry warsztat podstawą dobrej pracy.

Wszystko też zależy od predyspozycji i osobowości człowieka. Ktoś bardziej otwarty na ludzi na pewno chętniej wybierze tłumaczenia ustne.:cool:

rzustin2
07-24-2011, 09:15
. Ktoś bardziej otwarty na ludzi na pewno chętniej wybierze tłumaczenia ustne.:cool:

Wydaje mi się, że to nie chodzi o otwartość na ludzi przy wyborze tłumaczenia lecz predyspozycje jakie każdy człowiek posiada. Ja np. nie nadawałabym się na tłumacza ustnego ponieważ stres, jakie temu towarzyszy jest dla mnie demotywujący, niż mobilizujący. Natomiast tłumaczenia pisemne są dla mnie niesamowicie fascynujące, ponieważ zawsze jest czas na refleksję lub pomoc słownika. Tłumaczenie ustne to sztuka szybkiego reagowania i niejednokrotnie improwizacji:)

nozickbuble
07-24-2011, 09:42
A jak trudna to praca tłumacza ustnego każdy może się przekonać oglądając telewizję. Ostatnio przynajmniej przesłuchanie Ruperta Murdocha przed komisją Izby Gmin transmitowane przez TVN24. Tłumacz zapominał o polskiej fleksji, był wyraźnie zdenerwowany i brakowało mu płynności. Zawsze zadaję sobie w takich momentach pytanie czy można lepiej? Na szczęście w wieczornych Faktach przedstawione zostało tłumaczenie już edytowane, czytane przez lektora.

cynamonowapanna
07-24-2011, 09:55
Zawsze zadaję sobie w takich momentach pytanie czy można lepiej?

Zawsze można lepiej. Spróbuj nagrać swoje tłumaczenie symultaniczne jakiegokolwiek tekstu i zobacz po ilu poprawkach będziesz z niego w 100% zadowolony. :) Często tłumaczenie jest bardzo "nierówne", w jednym miejscu uda nam się wybrać najlepszą wersję, w innym się zaplączemy. A jedyne co pomaga to praca, praca, praca.

Margoo
07-24-2011, 09:57
Zawsze można lepiej. Spróbuj nagrać swoje tłumaczenie symultaniczne jakiegokolwiek tekstu i zobacz po ilu poprawkach będziesz z niego w 100% zadowolony. :) Często tłumaczenie jest bardzo "nierówne", w jednym miejscu uda nam się wybrać najlepszą wersję, w innym się zaplączemy. A jedyne co pomaga to praca, praca, praca.

Praca i wyrozumiałość klienta.... bo nie każdy toleruje wpadki, jąkanie się i luki pamięciowe...

agnieszkamaliszewska
07-24-2011, 10:02
Myślę, że słusznie zaczynamy zauważać, że nie ma sensu wracać do wątku o tym, że tłumacz musi doskonale znać język, bo to jest oczywiste i nie ma tu nad czym dyskutować. To jest baza, która zawsze dla tłumacza istniała. Z kolei zmieniały się te wszystkie nazwijmy to "dodatki" w postaci teorii, podręczników, nauk, techniki itd. Zgadzam się z tymi, którzy uważają, że technika translacji ma ogromne znaczenie i wpływ nawet w tłumaczeniu ustnym, chociażby sposoby na notowanie, czy zapamiętywanie danych przy tłumaczeniach konsekutywnych. Nikt mi nie powie, że to jest kwestia daru i tu nauka nikomu nie jest potrzebna. Jasne, można nauczyć się pewnych rzeczy z doświadczenia, ale czy nie lepiej pójść na kurs, przeczytać pare książek i zaczerpnąć doświadczenia od mistrzów?:)

agnieszkamaliszewska
07-24-2011, 10:06
Zawsze można lepiej. Spróbuj nagrać swoje tłumaczenie symultaniczne jakiegokolwiek tekstu i zobacz po ilu poprawkach będziesz z niego w 100% zadowolony. :) Często tłumaczenie jest bardzo "nierówne", w jednym miejscu uda nam się wybrać najlepszą wersję, w innym się zaplączemy. A jedyne co pomaga to praca, praca, praca.

Zgadzam się, zawsze człowiek znajdzie coś, co mógłby zrobić lepiej, powiedzieć lepiej ...Perfekcjoniści mają cieżkie życie :)

Nisztu
07-24-2011, 13:04
Nikt mi nie powie, że to jest kwestia daru i tu nauka nikomu nie jest potrzebna. Jasne, można nauczyć się pewnych rzeczy z doświadczenia, ale czy nie lepiej pójść na kurs, przeczytać pare książek i zaczerpnąć doświadczenia od mistrzów?:)

Na pewno to nikomu nie zaszkodzi :). Ale cała zabawa w tłumaczeniach polega na tym, żeby wypracować sobie własny styl. Tyle już pisaliśmy tutaj o cechach jakie czynią z nas dobrych tłumaczy ustnych, czy pisemnych. Myślę, że sukces zależy od tego jak bardzo będziemy te potrzebne cechy w sobie odkrywać i rozwijać - to jest też pewnego rodzaju dojrzałość. Kursy tak. I dziś jest ich coraz więcej, coraz więcej online, więc i dostępność większa. Ale to zawsze była jest i będzie praca własna. Poza tym kursy tak, ale ostrożnie z wydawaniem pieniedzy. Dziś mamy więcej specjalistów od marketingu takich kursów niż od podstaw merytorycznych i metodologicznych, więc można się przejechać.

Margoo
07-24-2011, 13:51
Na pewno to nikomu nie zaszkodzi :). Ale cała zabawa w tłumaczeniach polega na tym, żeby wypracować sobie własny styl. Tyle już pisaliśmy tutaj o cechach jakie czynią z nas dobrych tłumaczy ustnych, czy pisemnych. Myślę, że sukces zależy od tego jak bardzo będziemy te potrzebne cechy w sobie odkrywać i rozwijać - to jest też pewnego rodzaju dojrzałość. Kursy tak. I dziś jest ich coraz więcej, coraz więcej online, więc i dostępność większa. Ale to zawsze była jest i będzie praca własna. Poza tym kursy tak, ale ostrożnie z wydawaniem pieniedzy. Dziś mamy więcej specjalistów od marketingu takich kursów niż od podstaw merytorycznych i metodologicznych, więc można się przejechać.

Popieram! Daru czy umiejętności bycia dobrym tłumaczem nie zdobywa się na kursach! to się ma albo nie.

cynamonowapanna
07-24-2011, 17:49
Ale bardzo często "to" potrzebuje jeszcze impulsu, żeby się rozwinąć.

Wykładowcy na mojej uczelni zawsze powtarzają, że nie można zachowywać się ani jak wszechwiedzący, ani uważać się za beztalencie bez nadziei na rozwój. Bardzo często osoby, które na początku są nieśmiałe i nie do końca sobie radzą, stają się świetnymi tłumaczami, dzięki kształceniu właśnie. A inni zaczynają z kopyta, wydaje się, ze są świetni, a potem okazuje się, że tak na prawdę do niczego się nie nadają.

Poza tym, niezależnie od tego, czy się "to" ma, czy nie, jeśli w tym zawodzie spoczniesz na laurach, nie osiągniesz niczego. Cały czas trzeba pracować nad językiem. I moim zdaniem kursy też całkiem nieźle się do tego nadają.

Sonia
07-24-2011, 18:26
Myślę, że słusznie zaczynamy zauważać, że nie ma sensu wracać do wątku o tym, że tłumacz musi doskonale znać język, bo to jest oczywiste i nie ma tu nad czym dyskutować. To jest baza, która zawsze dla tłumacza istniała. Z kolei zmieniały się te wszystkie nazwijmy to "dodatki" w postaci teorii, podręczników, nauk, techniki itd. Zgadzam się z tymi, którzy uważają, że technika translacji ma ogromne znaczenie i wpływ nawet w tłumaczeniu ustnym, chociażby sposoby na notowanie, czy zapamiętywanie danych przy tłumaczeniach konsekutywnych. Nikt mi nie powie, że to jest kwestia daru i tu nauka nikomu nie jest potrzebna. Jasne, można nauczyć się pewnych rzeczy z doświadczenia, ale czy nie lepiej pójść na kurs, przeczytać pare książek i zaczerpnąć doświadczenia od mistrzów?:)

Też się z tym zgadzam :) Czasami warto jest się przyjrzeć, jak robią to lepsi od nas i skorzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Prędzej czy później i tak każdy z tłumaczy wyrabia swój własny styl oraz techniki, które pomagają mu w byciu lepszym i wciąż na bieżąco.
To również ukazuje, jak bardzo tłumacze dzisiaj różnią się od tych kiedyś. Wcześniej tylko nieliczni mieli wiedzę i niechętnie się nią dzielili, a ci co chcieli się nauczyć więcej musieli nieźle się naszukać, aby znaleźć materiały, które były im przydatne. Był to zawód elitarny i nie każdy mógł zostać tłumaczem.

Mięta
07-24-2011, 19:39
Popieram! Daru czy umiejętności bycia dobrym tłumaczem nie zdobywa się na kursach! to się ma albo nie.

Mi się natomiast wydaje, że "tego", ani się nie ma, ani się ma. Oczywiście można mieć jakieś predyspozycje w kierunku tłumaczeń, dobrą pamięć, czy też łatwość dobierania słownictwa. Nic jednak nie zastąpi ciężkiej pracy, a motywacja do niej niestety nie jest raczej wrodzona. Wg mnie dar to jedno, a pracowitość to drugie; nie piszę niczego odkrywczego, gdyż wszelki postęp w jakiejkolwiek dziedzinie wiążę się z ciężką pracą, chciałam tylko podkreślić, że nikt nie rozdaje za darmo przed narodzinami etykietek z napisem "dobry tłumacz", a kursy mogą być jedną z dróg prowadzących do celu, choć z pewnością niewystarczającą.

nozickbuble
07-24-2011, 20:48
Daru czy umiejętności bycia dobrym tłumaczem nie zdobywa się na kursach!

Twoja wypowiedź nasunęła mi pytanie. Czy dostrzegasz zmianę w postrzeganiu dobrego tłumaczenia? Jak to się zmieniło w ostatnich dekadach.

Przychodzi mi na myśl przykład dobrego(uznanego za dobre) tłumaczenia Shreka. W tym wypadku dobre znaczy użyteczne, funkcjonujące w polskiej popkulturze podobnie jak amerykańska wersja bajki w Stanach.

Margoo
07-24-2011, 20:59
Twoja wypowiedź nasunęła mi pytanie. Czy dostrzegasz zmianę w postrzeganiu dobrego tłumaczenia? Jak to się zmieniło w ostatnich dekadach.

Przychodzi mi na myśl przykład dobrego(uznanego za dobre) tłumaczenia Shreka. W tym wypadku dobre znaczy użyteczne, funkcjonujące w polskiej popkulturze podobnie jak amerykańska wersja bajki w Stanach.

Jak najbardziej - tlumaczenia ewoluują, a my jako tłumacze musimy się do tego trendu dostosować.
Uważam to za całkowicie normalne.
Poza tym czy dokonując tlumaczenia nie chodzi również o zachowanie jakości emanującej z oryginału? Zachowanie emocji, humoru, itd. - więc skoro język się zmienia, tłumaczenia również.

cynamonowapanna
07-24-2011, 21:13
Nie tylko język się zmienia. Zmieniają się przede wszystkim oczekiwania odbiorców. A że "nasz klient - nasz pan", to biedny tłumacz przekłada tak, żeby ludzie to kupili.

nozickbuble
07-24-2011, 21:14
To prawda. Są jednak takie teksty, które nie mają od lat nowych tłumaczeń. Po prostu nie powstają, bo te, które istnieją są uważane za mistrzowskie. Tak jest w przypadku Szekspira. Od kilku lat słyszę, że powstaje nowe tłumaczenie, ale do dzisiaj jest to ciągle mgliste. Czy wobec tego mimo zmieniającej się pracy tłumacza nie zmienia się to co w literaturze powinno się tłumaczyć, a czego nie powinniśmy ruszać?

rzustin2
07-24-2011, 21:52
Poza tym czy dokonując tlumaczenia nie chodzi również o zachowanie jakości emanującej z oryginału? Zachowanie emocji, humoru, itd.

Moim zdaniem to jest punkt kluczowy tłumaczenia: zachować lub starać się jak najbardziej odwzorować styl tekstu, emocje, humor, kontekst itd.:)

agnieszkamaliszewska
07-24-2011, 21:56
Każdy tłumacz podpisuje się pod swoim dokonaniem, więc myślę, że to on sam powinien zadecydować za co się bierze, a za co nie. Jeśli chodzi o literaturę, to tym trudniejsze zadanie stoi przed nim, ponieważ tu należy wykazać się świetnym piórem literackim, ażeby nie zepsuć oryginału. Uważam, że istnieją teksty nieprzetłumaczalne, albo są też podejmowane próby przełożenia tekstu, lecz wszyscy mogą jasno stwierdzić, że jest to dużo gorsza wersja niż oryginał.
Wydaje mi się, że zwłaszcza w przypadku tłumaczenia literatury przydaje się wiedza z zakresu literaturoznawstwa, umiejętność analizy tekstu itd.

magdalenka
07-24-2011, 23:28
Moim zdaniem to jest punkt kluczowy tłumaczenia: zachować lub starać się jak najbardziej odwzorować styl tekstu, emocje, humor, kontekst itd.:)

Myślę, że wszyscy zgadzamy się w tej kwestii. Jednak nie zawsze oddanie stylu, humoru, emocji i kontekstu jest sukcesem. O tym, czy film, książka się "przyjmie", decyduje wiele czynników. Doskonałym przykładem oddania emocji, gier słownych, językowych i znaczenia imion jest tłumaczenie Winnie the pooh Moniki Adamczyk (Fredzia phi phi). Jest to tłumaczenie genialne pod względem lingwistycznym, a jednak tłumaczenie autorstwa Ireny Tuwim jest bardziej popularne i cenione. By docenić pracę pani Adamczyk, trzeba posiadać wiedzę ta temat przekładu. Dziec jej nie posiadają za to cenią prostotę i wszystko to co jest znajome, dlatego prosta wersja pani Tuwim była strzałem w dziesiątkę.

abochniak
07-24-2011, 23:33
Każdy tłumacz podpisuje się pod swoim dokonaniem, więc myślę, że to on sam powinien zadecydować za co się bierze, a za co nie. Jeśli chodzi o literaturę, to tym trudniejsze zadanie stoi przed nim, ponieważ tu należy wykazać się świetnym piórem literackim, ażeby nie zepsuć oryginału. Uważam, że istnieją teksty nieprzetłumaczalne, albo są też podejmowane próby przełożenia tekstu, lecz wszyscy mogą jasno stwierdzić, że jest to dużo gorsza wersja niż oryginał.
Wydaje mi się, że zwłaszcza w przypadku tłumaczenia literatury przydaje się wiedza z zakresu literaturoznawstwa, umiejętność analizy tekstu itd.

Cóż.. nie powinno brać się za teksty którym wiadomo z góry, że się nie podoła.
Co do literatury - Tłumacz w tym przypadku to (niemal ?) artysta. Myślę, że nie liczy się tylko wiedza i umiejętności analizy tekstu. Trzeba mieć do tego dryg, niemal talent.
Nie wydaje mi się, żeby tłumacz zajmujący się dokumentami biznesowymi czy sądowymi itp. myślał aż tak dogłębnie czy sens jest przekazany. Tutaj sprawa jest jasna - ale to już kwestia rodzaju tekstu.

cynamonowapanna
07-25-2011, 07:27
Myślę, że wszyscy zgadzamy się w tej kwestii. Jednak nie zawsze oddanie stylu, humoru, emocji i kontekstu jest sukcesem. O tym, czy film, książka się "przyjmie", decyduje wiele czynników. Doskonałym przykładem oddania emocji, gier słownych, językowych i znaczenia imion jest tłumaczenie Winnie the pooh Moniki Adamczyk (Fredzia phi phi). Jest to tłumaczenie genialne pod względem lingwistycznym, a jednak tłumaczenie autorstwa Ireny Tuwim jest bardziej popularne i cenione. By docenić pracę pani Adamczyk, trzeba posiadać wiedzę ta temat przekładu. Dziec jej nie posiadają za to cenią prostotę i wszystko to co jest znajome, dlatego prosta wersja pani Tuwim była strzałem w dziesiątkę.

Tylko tu nie bardzo można mówić o gustach dzieci, a o przyzwyczajeniu. Gdyby tłumaczenie Moniki Adamczyk powstało pierwsze, myślę, że nikt nie miałby z nim żadnego problemu. A że Tuwim najpierw zaserwowała odbiorcom swoją przesłodzoną całość, to już niedużo mogliśmy na to poradzić.

Tu też pojawia się bardzo ważny element zmian w pracy tłumacza: przez lata powstał kanon tłumaczeń, do którego powinniśmy się odwoływać, nawet, jeśli nie do końca zgadzamy się z poszczególnymi wersjami przekładów.

emilab
07-25-2011, 07:40
Warto zauwazyż, że tłumacze literatury bardzo często sami są pisarzami, a niekoniecznie zawodowymi tłumaczami,a mimo wszystko ich przekłady są najlepsze. W przypadku poezji to już w zasadzie reguła, że tłumacz sam jest poetą. Pozostaje jeszcze pytanie, gdzie jest granica między oryginałem a interpretacją tłumacza, ale myslę, że to jest temat na zupełnie odrębną dyskusję. A na marginesie, czyatnie dwóch tekstów: oryginału i jego tłumaczenia bywa niezwylke interesujące.

Lynx85
07-25-2011, 09:29
nie mówicie więc PROSZĘ, ze któryś zawód to więcej i trudniej i lepiej... budowlaniec nie wygra może w szachy, ale szachista nie zbuduje domu, i który z nich lepszy?

Zgadzam się z Przedmówczynią, zwłaszcza, że powracamy do dyskusji pt. "Wyższość tłumacza ustnego ponad pisemnym / bądź odwrotnie" - optowałabym za moim wcześniejszym apelem, aby NIE porównywać obu zawodów, jako, że są kompletnie odmienne w swoim charakterze.

Jeśli chodzi o wcześniejszy wątek - teoria czy praktyka, dobrym cytatem podsumowującym to wg. mnie słowa Pani Tabakowskiej:

“Wszystkie kursy krawieckie uczą, jak szyć z nowego. Przerabiać każda krawcowa musi się nauczyć sama.”
:)

Lynx85
07-25-2011, 09:37
A jak trudna to praca tłumacza ustnego każdy może się przekonać oglądając telewizję. Ostatnio przynajmniej przesłuchanie Ruperta Murdocha przed komisją Izby Gmin transmitowane przez TVN24. Tłumacz zapominał o polskiej fleksji, był wyraźnie zdenerwowany i brakowało mu płynności. Zawsze zadaję sobie w takich momentach pytanie czy można lepiej? Na szczęście w wieczornych Faktach przedstawione zostało tłumaczenie już edytowane, czytane przez lektora.

Heh, to jest ciekawa kwestia, bo to trochę jak w różnego rodzaju teleturniejach typu "Milionerzy" itp. Człowiek ogląda coś podobnego i myśli sobie "No jak można tego nie wiedzieć?! Ja bym sobie lepiej poradził.", ale będąc po drugiej stronie perspektywa zmienia się dosyć znacznie ;) Wg. mnie zawsze też trzeba brać pod uwagę dodatkowe czynniki zewnętrzne działające na tłumacza. A może akurat jest w nie najlepszej formie fizycznej/psychicznej? A może przed samym "wyjściem" dowiedział się o czymś co go poddenerwowało? Takie czynniki mają niezaprzeczalnie wpływ na kondycję tłumacza..

Margoo
07-25-2011, 10:14
Heh, to jest ciekawa kwestia, bo to trochę jak w różnego rodzaju teleturniejach typu "Milionerzy" itp. Człowiek ogląda coś podobnego i myśli sobie "No jak można tego nie wiedzieć?! Ja bym sobie lepiej poradził.", ale będąc po drugiej stronie perspektywa zmienia się dosyć znacznie ;) Wg. mnie zawsze też trzeba brać pod uwagę dodatkowe czynniki zewnętrzne działające na tłumacza. A może akurat jest w nie najlepszej formie fizycznej/psychicznej? A może przed samym "wyjściem" dowiedział się o czymś co go poddenerwowało? Takie czynniki mają niezaprzeczalnie wpływ na kondycję tłumacza..

Nie można jednak usprawiedliwiać każdego kiepskiego tłumaczenia tym, że tłumacz miał gorszy dzień....
Bo tak samo może się tłumaczyć lekarz jak mu umrze pacjent, albo policjant, jak ucieknie złodziej...
Poza tym to nie jest praca dla osób słabych psychicznie.

Lynx85
07-25-2011, 10:25
Nie usprawiedliwiam takiego zachowania, po prostu mówię, że człowiek jest tylko człowiekiem i jak każdy - może mieć gorszy dzień i nie trzeba od razu wieszać na nim psów, bądź stawiać krzyżyka, bo w innych sytuacjach może okazać się wartościowym tłumaczem :P I nie oznacza to od razu, że jest słaby psychicznie..

Margoo
07-25-2011, 10:27
Nie usprawiedliwiam takiego zachowania, po prostu mówię, że człowiek jest tylko człowiekiem i jak każdy - może mieć gorszy dzień i nie trzeba od razu wieszać na nim psów, bądź stawiać krzyżyka, bo w innych sytuacjach może okazać się wartościowym tłumaczem :P I nie oznacza to od razu, że jest słaby psychicznie..

Tak, to popieram w całej rozciągłości.

kamorrra
07-25-2011, 11:21
To prawda. Są jednak takie teksty, które nie mają od lat nowych tłumaczeń. Po prostu nie powstają, bo te, które istnieją są uważane za mistrzowskie. Tak jest w przypadku Szekspira. Od kilku lat słyszę, że powstaje nowe tłumaczenie, ale do dzisiaj jest to ciągle mgliste. Czy wobec tego mimo zmieniającej się pracy tłumacza nie zmienia się to co w literaturze powinno się tłumaczyć, a czego nie powinniśmy ruszać?


Moim zdaniem powinny istnieć dzieła już "zakazane" dla powtórnego tłumaczenia. Można wymienić tu choćby Kubusia Puchatka. Słyszałam o przypadku na UMCS-ie w Lublinie, gdzie jakaś doktor anglistyki podjęła się nowego tłumaczenia tej książki. Wywołała tym niemałą polemikę, ponieważ okazało się, że Kubuś Puchatek jest u niej dziewczynką i nazywa się Fredzia Phi-Phi. Uważam to za trochę bezsensowne, ponieważ Kubuś utrwalił się w głowach nas wszystkich jako chłopczyk i nie powinno się tego zmieniać.

nozickbuble
07-25-2011, 18:46
Moim zdaniem powinny istnieć dzieła już "zakazane" dla powtórnego tłumaczenia.

Myślę, że kwestia jest o wiele bardziej skomplikowana. Przykład Kubusia Puchatka pokazuje zasadniczy problem z tłumaczeniem jedno jest ładne, drugie jest wierne. Poza tym dochodzą do tego czynniki popkulturowe(bajka Disneya, która ugruntowała pozycję tłumaczenia Tuwimowej) Dzięki nowemu przekładowi debata na temat tego, jakie konsekwencje mogą mieć decyzje tłumacza na pozycję tekstu w kulturze może się rozwijać. Tym samym zakaz tłumaczenia nie jest dobrym pomysłem. Trzeba raczej patrzeć na mechanizmy, jakie zastosował tłumacz.