PDA

View Full Version : W poradnikach z przypisami czy bez?


empresstamika
07-10-2011, 19:27
Czytałam ostatnio amerykański poradnik o kotach przetłumaczony na język polski. Większość informacji była bardzo przydatna, natomiast zastanowiła mnie jedna rzecz. Poradnik opisywał rzeczywistość amerykańską (na przykład najczęściej spotykane rasy na terytorium USA, amerykańskie organizacje zrzeszające miłośników kotów itp.). Czy w takim przypadku tłumacz powinien zostawić wszystko tak jak jest (tak jak to miało miejsce we wspomnianym poradniku), czy na przykład zaznaczyć, że w USA jest tak i tak, a dodać przypis, że w Polsce sytuacja wygląda następująco? Wydaje mi się, że w przeciwieństwie do literatury, tego typu publikacje (poradniki, przewodniki) powinny być dostosowane do kraju docelowego i zawierać praktyczne dla docelowego odbiorcy porady. Co Wy na to? I jak to wygląda z punktu widzenia redakcji - czy dodatkowe poszukiwania i praca tłumacza są uwzględniane podczas wyliczania wynagrodzenia? A może to wcale nie tłumacz wykonuje taki research?

saimaa
07-25-2011, 22:19
Według mnie tłumacz powinien trzymać się oryginalnej treści książki, a ponadto umieścić przypisy objaśniające. Uważam, że książki tego typu powinny być dostosowywane do realiów kraju, w którym są publikowane. Jaki jest sens korzystania z jakiejś książki skoro nie odnosi się ona do rzeczywistości jaka nas otacza? Z drugiej strony, można zawsze poszukać jakiś rodzimych pozycji, ale to już inna kwestia. Nie wiem jak to wygląda od strony redakcji. Być może w zależności od tego jak rozległego reaserch'u należy dokonać to wtedy zajmuje się tym ktoś specjalnie do tego celu zatrudniony a nie sam tłumacz. Jeśli natomiast od tłumacza nie wymaga to zbyt wiele wysiłku to wtedy może się tym zająć osobiście.

saimaa
07-25-2011, 23:04
Przyszło mi do głowy teraz, że w takim tłumaczonym poradniku mogłyby się znaleźć w przypisach, bądź w apendyksie, tytuły innych pozycji traktujących o danym temacie, w odniesieniu do konkretnych realiów danego kraju. Czyli np. jakieś polskie książki po które można sięgnąć jeśli jesteśmy ciekawi jak w Polsce ma się sytuacja z kotami ;)

bezon
07-25-2011, 23:29
Dobrym przykładem jest seria przewodników, które jakiś czas temu ukazywały się jako dodatek do Gazety Wyborczej. Była to spolszczona wersja amerykańskiej bodajże edycji, gdzie oprócz tłumaczenia znalazły się dodatkowe teksty, pisane przez Polaków dla polskich czytelników (a nawet miasta, których nie było w oryginalnym zestawie). Ale taka adaptacja to już raczej nie działka tłumacza ;)

mol
07-26-2011, 11:14
Na pewno takie skupienie się wyłącznie na realiach amerykańskich nie było aż tak fascynujące i pomocne dal czytelnika polskiego. Jednak nie jestem pewna czy w takim przypadku przypisy są najlepszym rozwiązaniem. Chyba lepiej by było dodać w wersji polskiej osobne podrozdziały opisujące polskie realia, ale stworzenie takiego tekstu, to już nie jest zadanie tłumacza.

mol
07-26-2011, 11:16
co do samej idei przypisów, to tłumacz powinien tak wywiązać się ze swego zadania, by nie musiał w tekście dodatkowym, a zatem niepochodzącym od autora, umieszczać dodatkowych objaśnień. Już chyba lepiej poprosić polskiego eksperta o dopisanie kilku podrozdziałów, albo komentarz w przedmowie.

jono3uk
07-26-2011, 12:31
Byłabym raczej za przypisami, które mogą być wręcz wybawieniem dla tłumacza z racji nieprzetłumaczalności niektórych zwrotów czy wyrażeń, a czasem braku takiej konieczności. Zamiast tego można umieścić przypis objaśniający, opisujący daną rzecz, nazwę własną itd. Byle by nie przesadzić. Z doświadczenia jako czytelnik wiem, iż jeśli przypisy pojawiają się umiarkowanie, czytam je. Gdy jednak jest ich po kilka na każdej stronie, burzy tą płynność czytania. Zatem przypisy jak najbardziej, ale kiedy jest to konieczne i jednocześnie skuteczniejsze rozwiązanie dla tłumaczonego tekstu.

witann
07-26-2011, 12:34
co do samej idei przypisów, to tłumacz powinien tak wywiązać się ze swego zadania, by nie musiał w tekście dodatkowym, a zatem niepochodzącym od autora, umieszczać dodatkowych objaśnień. Już chyba lepiej poprosić polskiego eksperta o dopisanie kilku podrozdziałów, albo komentarz w przedmowie.

Zgadzam się. Bardzo podoba mi się pomysł udomowienia poradnika przez komentarz rodzimych ekspertów, tylko problem polega na tym, że dla wydawcy będzie to pewnie oznaczało dodatkowe pieniądze, zatem może nie być zbyt chętny o inwestycji i wracamy do punktu wyjścia. Co wtedy? Chyba każdy tłumacz musi sam wybrać, są plusy i minusy obu rozwiązań. Jako czytelnika drażni mnie objaśnianie przypisami i obawiam się, że dla wielu osób taki sposób byłby po prostu nieskuteczny

saimaa
07-26-2011, 12:37
Byłabym raczej za przypisami, które mogą być wręcz wybawieniem dla tłumacza z racji nieprzetłumaczalności niektórych zwrotów czy wyrażeń, a czasem braku takiej konieczności. Zamiast tego można umieścić przypis objaśniający, opisujący daną rzecz, nazwę własną itd.

Przypisy wydają się bardzo dobrym rozwiązaniem zwłaszcza dla nazw własnych, których w takim poradniku może być całkiem sporo. To wygodna i skuteczna metoda zarówno dla tłumacza jak i dla czytelnika.

witann
07-26-2011, 12:38
No i z przypisów nie może przecież powstać osobna książka. Gdybyśmy chcieli objaśniać poradnik osadzony w realiach amerykańskich, traktujący o tamtych gatunkach, organizacjach zwyczajach itd przypisami, okazałoby się, że w gruncie rzeczy wychodzi nam porównanie realiów polskich i amerykańskich. Na to powinna zostać przeznaczona inna książka. Zakładam, że czytelnik w miarę świadomie kupuje poradnik i być może niektóre informacje nie mają dla niego aż takiego znaczenia, żeby je objaśniać. Trzeba się kierować własnym zdrowym rozsądkiem.

jono3uk
07-26-2011, 12:39
Co do poradnika, to rzeczywiście jego zasadniczym celem jest radzić ludziom, którzy go czytają. W tym wypadku Polakom. Jeżeli jednak poradnik ten był pierwotnie skierowany na rynek amerykański, a zatem do amerykańskich posiadaczy i wielbicieli kotów, dostosowanie go do polskiej rzeczywistości mogłoby się wiązać z poważnymi zmianami (skrótami czy wydłużonymi objaśnieniami), ale czy wtedy jest mowa o tłumaczeniu czy może nowej edycji ksiązki? Tłumaczenie takiego poradnika, a może bardziej jego promocja w danym kraju ma zatem wtedy większy sens, gdy jej zawartość jest na tyle uniwersalna, by wpisać się i w polską i w amerykańską rzeczywistość, bez większych różnic w obu wersjach językowych.

saimaa
07-26-2011, 12:41
Jako czytelnika drażni mnie objaśnianie przypisami i obawiam się, że dla wielu osób taki sposób byłby po prostu nieskuteczny

To chyba bardzo indywidualna sprawa każdego czytelnika. Mnie jako czytelnikowi nigdy przypisy nie przeszkadzały. Czytam nawet te przydługawe jeśli tylko zawierają interesujące mnie informacje, jest to w sumie wygodne bo przypis znajduje się zazwyczaj na tej samej stronie do której się odnosi więc nie trzeba wertować całej książki. Co innego jeśli przypisów jest dużo i są zebrane na końcu książki, wtedy jest znacznie mniej wygodnie.

witann
07-26-2011, 12:44
Przypisy wydają się bardzo dobrym rozwiązaniem zwłaszcza dla nazw własnych, których w takim poradniku może być całkiem sporo. To wygodna i skuteczna metoda zarówno dla tłumacza jak i dla czytelnika.

Nie do końca się zgadzam. Zależy o jaką nazwę chodzi. Wiele nazw własnych jest w dobie globalnej wioski bardzo rozpowszechnionych, wystarczy tylko uwierzyć w elementarną wiedzę czytelnika. Jeśli chodzi o nazwy specjalistyczne - zależy od stopnia zaawansowania takiego poradnika. Trzeba to wziąć pod uwagę, po przecież bardziej zaawansowani odbiorcy będą już doskonale zaznajomieni z pewnymi terminami specjalistycznymi. Na poziomie podstawowym rzeczywiście to jest jakieś wyjście, choć z drugiej strony terminy zawsze można sobie sprawdzić, szczególnie jeśli jest się na tyle zainteresowanym, że kupujemy poradnik. Uważam, że należy ograniczyć spoonfeeding czytelnika, ludzie zainteresowani pewne rzeczy mogą zgłębiać sami.

witann
07-26-2011, 12:45
No i przyszło mi jeszcze do głowy, że fakt, iż poradnik prowokuje do pogłębiania wiedzy, sprawia, że ktoś się zainteresuje, poczyta, posprawdza jest dla mnie dodatkową wartością. Jak się ma wszystkie informacje jak na talerzu, to często może to być rozleniwiająco-zniechęcające.

saimaa
07-26-2011, 12:47
Co do poradnika, to rzeczywiście jego zasadniczym celem jest radzić ludziom, którzy go czytają. W tym wypadku Polakom. Jeżeli jednak poradnik ten był pierwotnie skierowany na rynek amerykański, a zatem do amerykańskich posiadaczy i wielbicieli kotów, dostosowanie go do polskiej rzeczywistości mogłoby się wiązać z poważnymi zmianami (skrótami czy wydłużonymi objaśnieniami), ale czy wtedy jest mowa o tłumaczeniu czy może nowej edycji ksiązki? Tłumaczenie takiego poradnika, a może bardziej jego promocja w danym kraju ma zatem wtedy większy sens, gdy jej zawartość jest na tyle uniwersalna, by wpisać się i w polską i w amerykańską rzeczywistość, bez większych różnic w obu wersjach językowych.

W sumie to wszystko zależy od ilości różnic między rzeczywistością polską i amerykańską (czy jakąkolwiek inną). Jeśli jest ich niewiele i książka ma dość uniwersalny wymiar to przypisy są według mnie idealnym rozwiązaniem. Ale rzeczywiście jeśli tych różnic jest zbyt wiele to powinna powstać osobna edycja tej książki, zresztą często się tak dzieje. W przypadku nowej edycji nie ma chyba za bardzo mowy o tłumaczeniu, przygotowuje się książkę w oparciu o sprawdzony zagraniczny schemat ale z nową treścią. Odbiegając od tematu to chyba podobny zabieg się wykonuje w telewizji kiedy stacje wykupują zagraniczne formaty typu Mam Talent itp.

saimaa
07-26-2011, 12:59
Nie do końca się zgadzam. Zależy o jaką nazwę chodzi. Wiele nazw własnych jest w dobie globalnej wioski bardzo rozpowszechnionych, wystarczy tylko uwierzyć w elementarną wiedzę czytelnika. Jeśli chodzi o nazwy specjalistyczne - zależy od stopnia zaawansowania takiego poradnika. Trzeba to wziąć pod uwagę, po przecież bardziej zaawansowani odbiorcy będą już doskonale zaznajomieni z pewnymi terminami specjalistycznymi. Na poziomie podstawowym rzeczywiście to jest jakieś wyjście, choć z drugiej strony terminy zawsze można sobie sprawdzić, szczególnie jeśli jest się na tyle zainteresowanym, że kupujemy poradnik. Uważam, że należy ograniczyć spoonfeeding czytelnika, ludzie zainteresowani pewne rzeczy mogą zgłębiać sami.

To zależy. To bardzo dobrze jeśli książka zachęca do dalszego zgłębiania tematu, jednak nie zawsze kupujemy książki w takim celu. Jeśli ktoś szuka praktycznego źródła informacji i w tym celu zakupił poradnik to będzie rozczarowany, że musi jeszcze dodatkowo szukać informacji, bądź wyjaśnień, bo zabrakło przypisów. Wydaje mi się, że takie publikacje są wtedy specjalnie adresowane do takiej grupy ludzi. Natomiast do osób bardziej zaznajomionych z tematem, bądź bardziej dociekliwych adresowane są publikacje w których znajdą potrzebne informacje ale bez zbędnych uproszczeń.

witann
07-26-2011, 13:16
Tłumaczenie takiego poradnika, a może bardziej jego promocja w danym kraju ma zatem wtedy większy sens, gdy jej zawartość jest na tyle uniwersalna, by wpisać się i w polską i w amerykańską rzeczywistość, bez większych różnic w obu wersjach językowych.

I tak i nie. Są przecież odbiorcy, którzy mogliby być zainteresowani innym kontekstem kulturowym. Ważna jest znajomość rynku, żeby wiedzieć co się sprzeda, ale to już nie broszka tłumacza.

joannafleming
07-26-2011, 13:55
Ja spotkałam się z twierdzeniem, że każdy przypis to porażka tłumacza, bo oznacza, że nie umiał on dobrze oddać oryginału. Myślę, że ta zasada obowiązuje tylko dla literatury pięknej a w przypadku, np. poradnika o kotach powinna zaistnieć współpraca tłumacza i redaktora, który ewentualnie doda coś od siebie.

mol
07-26-2011, 17:22
osobiście jestem za stwierdzeniem, że przypisy jednak świadczą o niedostatecznej biegłości tłumacza. ale jest i druga szkoła, która traktuje przypisy jako znak "troski" tłumacza o odbiorcę i chęć zapewnienia mu przekazu jasnego w stu procentach. pewnie prawda z wykorzystaniem przypisów leży gdzieś po środku :)
mimo wszystko, jeżeli ceną za niestosowanie przypisów i nieskrępowany flow tekstu miałoby być zagubienie czytelnika (czy też co gorsza brak jakichkolwiek przydatnych informacji w poradniku) to jednak bym je zastosowała...

Joli
07-26-2011, 17:34
Witajcie! Moim zdaniem to nieprosty temat. Wydaje mi się jednak, że skoro poradnik ma dostać się do rąk Polaków, to powinien być jak najbardziej ukierunkowany na odbiorcę, czyli mówić o polskich realiach; w przypadku kotów skupiać się na rasach hodowanych w Polsce, itd. Jeśli natomiast chcemy przetłumaczyć książkę o kotach, w której treści dominują amerykańskie realia, niech owe treści pozostaną, bo takie informacje również dla miłośników kotów są cenne. Może w tym przypadku warto by było własnie w przypisach zaznaczyć zbieżności z warunkami hodowli obowiązującymi w Polsce i rasami do dostępnymi w naszym kraju.

Joli
07-26-2011, 17:37
To zależy. To bardzo dobrze jeśli książka zachęca do dalszego zgłębiania tematu, jednak nie zawsze kupujemy książki w takim celu. Jeśli ktoś szuka praktycznego źródła informacji i w tym celu zakupił poradnik to będzie rozczarowany, że musi jeszcze dodatkowo szukać informacji, bądź wyjaśnień, bo zabrakło przypisów. Wydaje mi się, że takie publikacje są wtedy specjalnie adresowane do takiej grupy ludzi. Natomiast do osób bardziej zaznajomionych z tematem, bądź bardziej dociekliwych adresowane są publikacje w których znajdą potrzebne informacje ale bez zbędnych uproszczeń.

Ja także jestem zdania, że poradnik dobrze napisany powinien być wyczerpującym źródłem informacji; nabywam go z myślą, że zaoszczędzę czas na poszukiwania u innych źródeł. Przypisy nie są dla mnie straszne, o ile w sumie nie stanowią objętościowo drugiej książki:)

Madrugada22
07-26-2011, 20:29
Czy w takim przypadku tłumacz powinien zostawić wszystko tak jak jest (tak jak to miało miejsce we wspomnianym poradniku), czy na przykład zaznaczyć, że w USA jest tak i tak, a dodać przypis, że w Polsce sytuacja wygląda następująco? Wydaje mi się, że w przeciwieństwie do literatury, tego typu publikacje (poradniki, przewodniki) powinny być dostosowane do kraju docelowego i zawierać praktyczne dla docelowego odbiorcy porady. Co Wy na to? I jak to wygląda z punktu widzenia redakcji - czy dodatkowe poszukiwania i praca tłumacza są uwzględniane podczas wyliczania wynagrodzenia? A może to wcale nie tłumacz wykonuje taki research?

Moim zdaniem, w takim wypadku przypisu są nieuniknione. Przetłumaczony tekst ma służyć i być rozumianym przez grupę docelową i na tym wypadałoby się skupić. Oczywiście forma i liczba przypisów powinna być na tyle rozsądna, by lektura tekstu nie była uciążliwa.
Wszelkie przypisy powinny być liczone jako tekst tłumaczony, tj. każdy dodatkowy znak wchodzi w sumę końcowego wynagrodzenia. Opracowywanie przypisów jest również pracą.

Madrugada22
07-26-2011, 20:35
Jeżeli jednak poradnik ten był pierwotnie skierowany na rynek amerykański, a zatem do amerykańskich posiadaczy i wielbicieli kotów, dostosowanie go do polskiej rzeczywistości mogłoby się wiązać z poważnymi zmianami (skrótami czy wydłużonymi objaśnieniami), ale czy wtedy jest mowa o tłumaczeniu czy może nowej edycji ksiązki?

Ciekawa uwaga. Jeśli realia dotyczące danego tematu, które funkcjonują w wymienionych krajach, są zupełnie różne, lub mają niewiele wspólnego, to może lepiej wydać osobną, polską edycję takiego poradnika jedynie w oparciu o amerykańską? Może takie rozwiązanie jest najbezpieczniejsze?

Madrugada22
07-26-2011, 20:44
[QUOTE=saimaa;44633]Mnie jako czytelnikowi nigdy przypisy nie przeszkadzały. Czytam nawet te przydługawe jeśli tylko zawierają interesujące mnie informacjeQUOTE]

Ja osbiście też lubię czytać przypisy. Tylko czasem zastanawia mnie, do jakiego stopnia możemy sie posunąć w objaśnianiu danej kwestii. Ile informacji możemy umieścić w przypisie? Czy tylko te najbardziej podstawowe i zarazem niezbędne do zrozumienia treści? Jeżeli umieścimy więcej wyjaśnień i opisów, to czy taki przypis nie będzie traktowany jako czysta ciekawostka? I wreszcie czy tłumacz miałby prawo do udzielania takich dodatkowych informacji?

Madrugada22
07-26-2011, 20:53
Ja spotkałam się z twierdzeniem, że każdy przypis to porażka tłumacza, bo oznacza, że nie umiał on dobrze oddać oryginału. Myślę, że ta zasada obowiązuje tylko dla literatury pięknej a w przypadku, np. poradnika o kotach powinna zaistnieć współpraca tłumacza i redaktora, który ewentualnie doda coś od siebie.

Ja również przychylam się ku stosowaniu przypisów, właśnie zwłaszcza w poradnikach czy innej literaturze naukowej. W końcu przypis nie jest żadną ujmą dla tłumacza, ale jedynie techniką, a ich brak może doprowadzić do podtłumaczenia i tym samym zaniechania płynności w odbiorze. Uważam, że nie należy bać się przypisów, które raczej świadczą o poczuciu odpowiedzialności ze strony tłumacza a nie o braku kompetencji.

jono3uk
07-27-2011, 06:57
Tak właśnie, bo przecież jeżeli potencjalny czytelnik chce rzeczywiście dowiedzieć się czegoś na temat rzeczywistości amerykańskiej (niech chodzi o koty wy tym wypadku), nie będzie raczej szukał pozycji książkowej w kategorii poradnik, a w kategorii książek zatytułowanych w stylu: koty amerykańskie itp. Natomiast czytelnik zainteresowany poradnikami (duże prawdopodobieństwo, że sam posiadacz kota) uzna prawdopodobnie poradnik jak hodować koty w Stanach za mało użyteczny.
Miałam okazję zobaczyć, jak pozyskuje się nowe książki (głównie amerykańskie poradniki) w jednej z firm wydawniczych. Sami jej pracownicy obłożeni byli stosami książek tego typu, które skazane były na odrzucenie, z powodu silnego ukierunkowania na amerykański rynek i realia i prawdopodobnie znikomego zainteresowania ze strony polskiego czytelnika.

jono3uk
07-27-2011, 06:58
Podkreślam ten problem, bo jest on ściśle związany z omawiany tematem. Książka dostosowana do polskich realiów jest przetłumaczalna, co pozwala zminimalizować liczbę przypisów. Jeżeli jednak tłumacz będzie miał do czynienia z poradnikiem nijak się mającym do naszych realiów, rzeczywiście przypisy mogą stanowić jedną z niewielu metod na jej dostosowanie do potrzeb naszego czytelnika. I nie przypisywałabym tu winy tłumaczowi za nieudolne tłumaczenie.

iseverin
07-27-2011, 10:03
Zgadzam się z ogólnym stwierdzeniem, że dobre tłumaczenie to takie, które nie wymaga dodatkowych opisów. Tekst nie może być wyjaśniany z powodu braku czytelnego tłumaczenia. Przeciwnie jest z tekstami np. antycznymi, ich opisy muszą być bardzo dokładne i wzbogacać przekład. Myślę, że podobnie dzieje się w przypadku poradników.

kasiulekinia
07-27-2011, 10:21
Co do poradnika, to rzeczywiście jego zasadniczym celem jest radzić ludziom, którzy go czytają. W tym wypadku Polakom. Jeżeli jednak poradnik ten był pierwotnie skierowany na rynek amerykański, a zatem do amerykańskich posiadaczy i wielbicieli kotów, dostosowanie go do polskiej rzeczywistości mogłoby się wiązać z poważnymi zmianami (skrótami czy wydłużonymi objaśnieniami), ale czy wtedy jest mowa o tłumaczeniu czy może nowej edycji ksiązki? Tłumaczenie takiego poradnika, a może bardziej jego promocja w danym kraju ma zatem wtedy większy sens, gdy jej zawartość jest na tyle uniwersalna, by wpisać się i w polską i w amerykańską rzeczywistość, bez większych różnic w obu wersjach językowych.

Zgadzam się z moim przedmówcą. Wydaje mi się, że zadaniem tłumacza jest tworzenie przypisów, gdy to konieczne, jednak tylko w niewielkim wymiarze. Gdy mamy do czynienia z amerykańskim poradnikiem bardziej konieczne może się okazać wydanie nowej edycji książki - dostosowanej do potrzeb czytelnika polskiego. Myślę, że adresat książki nie jest zainteresowany sytuacją w Ameryce, a praktycznymi wskazówkami dla siebie - Polaka. A kupuje książkę, by dowiedzieć się więcej na dany temat z samej książki, a nie z morza przypisów.

kasiulekinia
07-27-2011, 10:31
No i przyszło mi jeszcze do głowy, że fakt, iż poradnik prowokuje do pogłębiania wiedzy, sprawia, że ktoś się zainteresuje, poczyta, posprawdza jest dla mnie dodatkową wartością. Jak się ma wszystkie informacje jak na talerzu, to często może to być rozleniwiająco-zniechęcające.

Wzbudzanie w ludziach chęci do sięgania po dodatkową literaturę i proponowanie im innych pozycji jest bardzo cenne. Wszystko jednak zależy o jakim odbiorcy mówimy. Myślę, że gdy mamy do czynienia z książkami, które są czytane przez studentów, doktorantów i innych ludzi świata naukowego, wówczas przypisy są swego rodzaju tortem z wisienką, delicją, która pozwala na dalszą eksplorację. Natomiast w sytuacji, gdy mówimy o książce - poradniku, kupionej w Empiku przez normalnego czytelnika, pana Kowalskiego, wówczas przypisy mogą nie spełniać w pełni swojej funkcji, a zbyt duża ich ilość wręcz zmniejszyć wartość książki w oczach czytelnika.

mol
07-27-2011, 10:51
Szukałam literatury na ten temat i znalazłam ciekawa pozycję- "Przypisy Tłumacza" (pod red. E. Skibińskiej, Księgarnia Akademicka, Wrocław- Kraków 2009). Oto obszerny cytat z wprowadzenia autorstwa E.Skibińskiej:

"Przypisy tłumacza są najbardziej widocznym świadectwem i śladem jego swobody, miejscem, gdzie najmocniej ujawnia się jego subiektywizm. To właśnie tłumacz, kiedy opatruje tekst przypisem, nie tylko decyduje o tym, które elementy tekstu głównego uzna za „godne” lub wymagające objaśnienia, ale też w objaśnienie to wpisuje własną hierarchię ważności rzeczy (w postaci informacji wyselekcjonowanych do umieszczenia w przypisie), a niejednokrotnie również własne oceny zjawisk (kiedy otwarcie lub skrycie polemizuje z autorem lub go poprawia). W ten sposób przypis tłumacza staje się polem ujawniania się jego niezależności – wolności autora przekładu."

Przypisy- jako "pole" wolności tłumacza- ciekawe :)

Madrugada22
07-27-2011, 11:03
Przypisy- jako "pole" wolności tłumacza- ciekawe :)

Faktycznie ciekawa definicja. Wychodzi na to, że tłumacz może mieć tutaj szerokie pole do popisu. Jednak to zależy równiez od tematu. Tłumacząc literaturę piękną, a jeszcze lepiej w przypadku czystej krytyki literackiej, sama pokusiłabym się o jakieś dodatkowe informacje czy nawet komentarze. Jeśli jednak mowa o poradnikach, to tutaj tematy są dość zamknięte i raczej nie warto przesadnie dywagować.

Z drugiej jednak strony, nie zapominajmy, że nie należy zbyt luźno interpretować definicję przypisów. Tłumaczenie jest pracą, za którą ktoś nam płaci, więc musimy zachować granice rozsądku i uczciwości.

klamka88
07-27-2011, 12:08
Niestety, tłumacz zawsze stawał i stawać będzie przed trudnymi wyborami, złotego środka brak. Niezaprzeczalnym pozostaje jednak fakt, że poradniki czy przewodniki wszelkiego rodzaju to literatura, która w swoim założeniu służyć ma objaśnianiu. Jeżeli więc po przetłumaczeniu tekstu źródłowego pozostają jakieś niejasności należy je czym prędzej sprostować i wytłumaczyć.

Przypisy czy nie - to już inna bajka. Każdy czytelnik i każdy tłumacz ma swoje ulubione metody i formy. Niestety, każdemu się nie dogodzi, trzeba wybrać mniejsze zło.

katarzyna.szaban
07-27-2011, 13:39
Co do poradnika, to rzeczywiście jego zasadniczym celem jest radzić ludziom, którzy go czytają. W tym wypadku Polakom. Jeżeli jednak poradnik ten był pierwotnie skierowany na rynek amerykański, a zatem do amerykańskich posiadaczy i wielbicieli kotów, dostosowanie go do polskiej rzeczywistości mogłoby się wiązać z poważnymi zmianami (skrótami czy wydłużonymi objaśnieniami), ale czy wtedy jest mowa o tłumaczeniu czy może nowej edycji ksiązki? Tłumaczenie takiego poradnika, a może bardziej jego promocja w danym kraju ma zatem wtedy większy sens, gdy jej zawartość jest na tyle uniwersalna, by wpisać się i w polską i w amerykańską rzeczywistość, bez większych różnic w obu wersjach językowych.

Zgadzam się z tym ze jeśli ktoś kupuje poradnik, to chce konkretnej wiedzy i nie ma ochoty szukać dalej. Dostosowanie do polskich realiów książki bazującej na realiach amerykańskich wydaje mi się błędne i lepiej byłoby stworzyć wersje polska na bazie amerykańskiej. Podobnie rzecz miała miejsce z poradnikami dr Dukana - najpierw pojawiły się "zwykle" tłumaczenia, ale nie miały chętnych, wiec zrobiona została edycja polska, czyli Dieta Dukana po polsku, czy coś w tym rodzaju :) wydaje mi się, ze to słuszne rozwiązanie.

katarzyna.szaban
07-27-2011, 13:40
Ja także jestem zdania, że poradnik dobrze napisany powinien być wyczerpującym źródłem informacji; nabywam go z myślą, że zaoszczędzę czas na poszukiwania u innych źródeł. Przypisy nie są dla mnie straszne, o ile w sumie nie stanowią objętościowo drugiej książki:)

Zgadzam się z wyczerpującym źródłem informacji, chyba ze interesuje mnie świat hodowli kotów w Ameryce - wtedy taki "niedostosowany| poradnik, jak najbardziej wpisuje się w moje potrzeby.

katarzyna.szaban
07-27-2011, 13:56
Moim zdaniem, w takim wypadku przypisu są nieuniknione. Przetłumaczony tekst ma służyć i być rozumianym przez grupę docelową i na tym wypadałoby się skupić. Oczywiście forma i liczba przypisów powinna być na tyle rozsądna, by lektura tekstu nie była uciążliwa.
Wszelkie przypisy powinny być liczone jako tekst tłumaczony, tj. każdy dodatkowy znak wchodzi w sumę końcowego wynagrodzenia. Opracowywanie przypisów jest również pracą.

Wydaje mi się, ze opracowanie przypisów to dopiero ciężka sprawa, bo przecież trzeba zglebić temat. w naszym przypadku hodowla kotów może nie być znana danemu tłumaczowi, wiec wszystkie nazwy własne i organizacje muszą być odnalezione: najpierw te oryginalne, potem te docelowe :)

klamka88
07-27-2011, 14:47
Macie może jakieś doświadczenia odnośnie do tego kto się zajmuje sporządzeniem takich specjalistycznych przypisów? Tzn czy zlecane jest to tłumaczowi (często nie orientującemu się w danym temacie) czy też raczej specjalistom?

katarzyna.szaban
07-27-2011, 14:59
Macie może jakieś doświadczenia odnośnie do tego kto się zajmuje sporządzeniem takich specjalistycznych przypisów? Tzn czy zlecane jest to tłumaczowi (często nie orientującemu się w danym temacie) czy też raczej specjalistom?

Nie mam doświadczenia, ale wydaje mi się, ze w poradnikach, czy innych książkach, to tłumacz jest odpowiedzialny za przypisy. Dopiero w publikacjach stricte naukowych: medycznych, technicznych pojawiają się czasem komentarze typu: konsultacja naukowa : ktośtam

mol
07-27-2011, 16:21
Zgadza się. w "standardowych" publikacjach za przypisy odpowiedzialny jest tłumacz- w końcu to on bierze na siebie odpowiedzialność za to, że tekst będzie dla czytelnika zrozumiały.
Te przypisy jednakże (czyli przypisy objaśniające realia i sytuujące tekst w sytuacji kulturowej) są chyba najbardziej narażone na zarzuty o zbyt daleko posuniętej "opiekuńczości" tłumacza. Czasami nie ma nic gorszego niż tłumacz, który uznał, że czytelnik jest na pewno mniej inteligentny od niego i nic nie zrozumie bez przypisów ;)

kasiulekinia
07-27-2011, 22:20
Abstrahując od tego, czy mówimy o poradniku o kotach, czy o innej pozycji, wydaje mi się, że kluczowe jest przede wszystkim ustalenie ze zleceniodawcą i z redaktorem, w jakim zakresie książka może zawierać przypisy oraz do jakiej grupy odbiorczej będzie kierowana. Myślę, że w takich sytuacjach otrzymanie konkretnych wytycznych i wskazówek może wyeliminować wiele wątpliwości ze strony tłumacza, o których mowa w poprzednich wypowiedziach.

jono3uk
07-28-2011, 06:57
Ja również przychylam się ku stosowaniu przypisów, właśnie zwłaszcza w poradnikach czy innej literaturze naukowej. W końcu przypis nie jest żadną ujmą dla tłumacza, ale jedynie techniką, a ich brak może doprowadzić do podtłumaczenia i tym samym zaniechania płynności w odbiorze. Uważam, że nie należy bać się przypisów, które raczej świadczą o poczuciu odpowiedzialności ze strony tłumacza a nie o braku kompetencji.

Jak najbardziej, wygląda na to, że większość jest za przypisami, ale faktycznie ich długość też ma istotne znaczenie praktyczne. O ile wystarczy zerknąć w dół strony i już wiadomo o co chodzi, o tyle jeśli taki przypis to kolejne długie zdanie lub dwa, większość czytelników może czuć się zniechęcona ich czytaniem. Można by to było wówczas uznać za słabą stronę książki.

jono3uk
07-28-2011, 07:08
Abstrahując od tego, czy mówimy o poradniku o kotach, czy o innej pozycji, wydaje mi się, że kluczowe jest przede wszystkim ustalenie ze zleceniodawcą i z redaktorem, w jakim zakresie książka może zawierać przypisy oraz do jakiej grupy odbiorczej będzie kierowana. Myślę, że w takich sytuacjach otrzymanie konkretnych wytycznych i wskazówek może wyeliminować wiele wątpliwości ze strony tłumacza, o których mowa w poprzednich wypowiedziach.

Mając na uwadze grupę docelową można uniknąć wcześniej wspomnianej "nadopiekuńczości tłumacza". Tzn jeżeli wiem, że książka jest przeznaczona dla laika, nie boję się umieszczać objaśniających przypisów. Jeżeli wiem, że ma trafić do osób głębiej zainteresowanych tematem, mogę liczbę przypisów ograniczyć do niezbędnego minimum. Na pewno też każda oficyna wydawnicza ma swoją politykę, do której tłumacz musi się dostosować, co zapewne tyczy się też przypisów. Konkretne wytyczne pozwolą przynajmniej częściowo rozwiązać problem z przypisami czy bez.

joannafleming
07-28-2011, 09:46
Z dyskusji na temat przypisów moglibyśmy pójść nieco dalej i zapytać na ile tłumacz jest TYLKO wiernym tłumaczem obcego tekstu a na ile AŻ tłumaczem - redaktorem, wręcz nowym autorem książki, który poddaje interpretacji oryginał i zostawia w tłumaczeniu swój wyraźny ślad. A może to świadczy o jego braku kompetencji, bo przecież tłumacz powinien pozostać niewidoczny?

iseverin
07-28-2011, 10:28
Z dyskusji na temat przypisów moglibyśmy pójść nieco dalej i zapytać na ile tłumacz jest TYLKO wiernym tłumaczem obcego tekstu a na ile AŻ tłumaczem - redaktorem, wręcz nowym autorem książki, który poddaje interpretacji oryginał i zostawia w tłumaczeniu swój wyraźny ślad. A może to świadczy o jego braku kompetencji, bo przecież tłumacz powinien pozostać niewidoczny?

Na pewno tę kwestię tłumacz może uzgodnić z autorem, gdy autor tego chce, tlumacz może dodać wlasne komentarze. Ogólnie jednak przekład powinien byc przezroczysty i trzymac się oryginału.Zbyt dużo informacji i wynurzeń nie sprzyja dobremu odbiorowi, narzuca pewne wizje. Myslę, że tlumacz wtedy jest nie tyle niekompetentny, co nadambitny.

Joli
07-28-2011, 11:40
Abstrahując od tego, czy mówimy o poradniku o kotach, czy o innej pozycji, wydaje mi się, że kluczowe jest przede wszystkim ustalenie ze zleceniodawcą i z redaktorem, w jakim zakresie książka może zawierać przypisy oraz do jakiej grupy odbiorczej będzie kierowana. Myślę, że w takich sytuacjach otrzymanie konkretnych wytycznych i wskazówek może wyeliminować wiele wątpliwości ze strony tłumacza, o których mowa w poprzednich wypowiedziach.

Przychylam się do tego stwierdzenia, że ważne jest określenie grupy odbiorczej. Przyznaję, że nie mam doświadczenia wydawniczego, ale wydaje mi się, że sprecyzowanie odbiorcy może znacząco wpłynąć na potrzebę umieszczenia lub nie przypisów. Dla pasjonatów kotów im więcej przypisów, odnośników, szczegółowych informacji, tym lepiej; dla kogoś, kto chce nabyć o tych zwierzętach podstawową wiedzę, przypisy mogą nie być potrzebne, a nawet odstraszające :)

klamka88
07-28-2011, 16:57
Konkretne wytyczne pozwolą przynajmniej częściowo rozwiązać problem z przypisami czy bez.

Zgadzam się, zdecydowanie. Trzeba wiedzieć dla kogo się tłumaczy, żeby dostosować poziom przypisów, tzn to co na leży dodatkowo objaśnić, a czego nie trzeba.

Przypomniała mi się książka, którą swego czasu czytałam, tytułu nie pamiętam. Była ciekawa, owszem, ale bardzo wiele było wtrąceń w języku francuskim, którego nie znam ni w ząb, a przypisów żadnych. Rezultat - przerwałam czytanie. Morał - lepiej więcej niż mniej przypisów, byle z umiarem :)

jono3uk
07-28-2011, 18:06
Rzeczywiście, jak ktoś już wcześniej wspomniał, nie można też robić z czytelnika "głupka". Nawet jeżeli książka jest skierowana do laików, faktycznie i on może od czasu do czasu sięgnąć po słownik czy do internetu by dowiedzieć się, co dane wyrażenie znaczy, jeżeli nie ma np. polskiego odpowiednika i tłumacz musiałby albo opisowo ( w przypisach) wyjaśniać o co chodzi lub też zostawić w oryginale dany zwrot, wyrażenie, czy nazwę własną.

AniaD.
07-28-2011, 20:42
Czytałam ostatnio amerykański poradnik o kotach przetłumaczony na język polski. Większość informacji była bardzo przydatna, natomiast zastanowiła mnie jedna rzecz. Poradnik opisywał rzeczywistość amerykańską (na przykład najczęściej spotykane rasy na terytorium USA, amerykańskie organizacje zrzeszające miłośników kotów itp.). Czy w takim przypadku tłumacz powinien zostawić wszystko tak jak jest (tak jak to miało miejsce we wspomnianym poradniku), czy na przykład zaznaczyć, że w USA jest tak i tak, a dodać przypis, że w Polsce sytuacja wygląda następująco? Wydaje mi się, że w przeciwieństwie do literatury, tego typu publikacje (poradniki, przewodniki) powinny być dostosowane do kraju docelowego i zawierać praktyczne dla docelowego odbiorcy porady. Co Wy na to? I jak to wygląda z punktu widzenia redakcji - czy dodatkowe poszukiwania i praca tłumacza są uwzględniane podczas wyliczania wynagrodzenia? A może to wcale nie tłumacz wykonuje taki research?

Zadaniem tłumacza jest przetłumaczenie tekstu na język docelowy a nie pisanie własnego poradnika. Tłumacz nie koniecznie musi być znawcą dziedziny, z której tłumaczy. Jeśli poradnik nie zawierała informacji przydatnych polskim miłośnikom kotów to albo nie warto go było tłumaczyć albo jest przeznaczony dla hobbystów.

Madrugada22
07-29-2011, 08:57
Zadaniem tłumacza jest przetłumaczenie tekstu na język docelowy a nie pisanie własnego poradnika. Tłumacz nie koniecznie musi być znawcą dziedziny, z której tłumaczy. Jeśli poradnik nie zawierała informacji przydatnych polskim miłośnikom kotów to albo nie warto go było tłumaczyć albo jest przeznaczony dla hobbystów.

Słuszna uwaga. Jednak z drugiej strony, choć tłumacz nie musi być znawcą dziedziny, to jego obowiązkiem jest opanowanie słownictwa specjalistycznego, skoro już podejmuje się takiego zlecenia.
Poza tym, dostosowanie się do polskich realiów jest również konieczne. Czytający nie może mieć wrażenia, że ma do czynienia z tłumaczeniem, a przynajmniej nie powinien. Stąd skupienie się na grupie docelowej, nawet przy maksymalnym oderwaniu się od teksu (tzw. transkreacja) jest nieukninioną techniką.

klamka88
07-29-2011, 10:27
W cenie są jednakże tłumacze, którym prócz perfekcyjnego opanowania języka udało się wyspecjalizować w jakiejś dziedzinie, jak choćby... ortodoncja? :) Długo myślałam o zgłębieniu jakiejś niszowej dziedziny, ale ciągle jeszcze nie mogę się zdecydować.

Jakieś pomysły? Dobre rady? :)

Madrugada22
07-29-2011, 10:39
W cenie są jednakże tłumacze, którym prócz perfekcyjnego opanowania języka udało się wyspecjalizować w jakiejś dziedzinie, jak choćby... ortodoncja? :) Długo myślałam o zgłębieniu jakiejś niszowej dziedziny, ale ciągle jeszcze nie mogę się zdecydować.

Jakieś pomysły? Dobre rady? :)

Popieram! Z pewnością perfekcyjność w konkretnej (pod)dziedzinie jest opłacalna pod każdym względem. Warto wybrać sobie coś z prawa, medycyny (np. chirurgia, kardiologia), budownictwa czy sportu. Język specjalistyczny z jednej dziedziny, jak to wyżej zostało nazwane, niszowej, może być niewystarczający. Jednak obeznanie się w kilku takich konkretnych dziedzinach jest już niezłym zapleczem.

AniaD.
07-29-2011, 11:01
W pełni zgadzam się z Waszą opinią! Jeśli jest się specjalistą w danej dziedzinie z pewnością wykonane tłumaczenie będzie dokładniejsze i bardziej precyzyjne. Na studiach dużo czasu poświęcamy tłumaczeniom prawniczym, ale słyszałam, że tylko niewielka grupa tłumaczy specjalizuję się w języku medycznym.

mol
07-29-2011, 11:09
Jeszcze komentując sam fakt użycia przypisów. Jeżeli mają one na celu przede wszystkim rozszerzenie wiedzy czyli tak, jak w przypadku tego poradnika podanie informacji dot. sytuacji w Polsce, to wtedy są uzasadnione (tłumacz, jeżeli się specjalizuje w danej dziedzinie, zawsze może wystąpić w roli autorytetu, ale chyba notatka o konsultacji naukowej z jakimś ekspertem też nie zaszkodzi :) ). Osobiście ma kłopot z przypisami np. w literaturze pięknej, kiedy tłumacz z góry zakłada, że nie pojmę aluzji czy gry słów.

empresstamika
07-29-2011, 11:23
Zadaniem tłumacza jest przetłumaczenie tekstu na język docelowy a nie pisanie własnego poradnika. Tłumacz nie koniecznie musi być znawcą dziedziny, z której tłumaczy. Jeśli poradnik nie zawierała informacji przydatnych polskim miłośnikom kotów to albo nie warto go było tłumaczyć albo jest przeznaczony dla hobbystów.

Oczywiście nie było tak, żeby cały poradnik był bezużyteczny, choć jest wiele ras, to kot jest zjawiskiem dość uniwersalnym. Niemniej było właśnie kilka fragmentów niedostosowanych choćby właśnie przypisami do polskiej grupy docelowej. Ja bym była jednak skłonna dodać w tym przypadku kilka przypisów. Wydaje mi się, że w tego typu publikacji to by aż tak nie raziło, pod warunkiem, że przypisy będą zwięzłe i będą się mieścić pod spodem zwykłego tekstu. Nie cierpię przypisów z tyłu książki - to dopiero zaburza rytm czytania.

empresstamika
07-29-2011, 11:44
Zgadzam się z tym ze jeśli ktoś kupuje poradnik, to chce konkretnej wiedzy i nie ma ochoty szukać dalej. Dostosowanie do polskich realiów książki bazującej na realiach amerykańskich wydaje mi się błędne i lepiej byłoby stworzyć wersje polska na bazie amerykańskiej. Podobnie rzecz miała miejsce z poradnikami dr Dukana - najpierw pojawiły się "zwykle" tłumaczenia, ale nie miały chętnych, wiec zrobiona została edycja polska, czyli Dieta Dukana po polsku, czy coś w tym rodzaju :) wydaje mi się, ze to słuszne rozwiązanie.

No właśnie, z dietami jest jeszcze większy kłopot niż z kotami. W każdym kraju dostępne są inne produkty żywnościowe, wiele artykułów w porównaniu do takich na przykład Stanów w polskich sklepach może być albo w ogóle nieobecnych, albo w takich cenach, że taka dieta mija się z celem. W takiej sytuacji nawet, jeśli dla danego produktu istnieje polska nazwa, to co polskiemu grubasowi po takim poradniku?
Masz rację, że wtedy najrozsądniej byłoby zrobić polską wersję z produktami z polskiego pola. Tylko czy to jest wtedy ta sama dieta, ten sam poradnik? Druga kwestia - czy wtedy tłumacz jest w ogóle potrzebny, bo o ile informacje o stowarzyszeniach kociarzy, lecznicach itp można wygrzebać, o tyle mało który tłumacz jest równocześnie dietetykiem.

empresstamika
07-29-2011, 12:16
Wzbudzanie w ludziach chęci do sięgania po dodatkową literaturę i proponowanie im innych pozycji jest bardzo cenne. Wszystko jednak zależy o jakim odbiorcy mówimy. Myślę, że gdy mamy do czynienia z książkami, które są czytane przez studentów, doktorantów i innych ludzi świata naukowego, wówczas przypisy są swego rodzaju tortem z wisienką, delicją, która pozwala na dalszą eksplorację. Natomiast w sytuacji, gdy mówimy o książce - poradniku, kupionej w Empiku przez normalnego czytelnika, pana Kowalskiego, wówczas przypisy mogą nie spełniać w pełni swojej funkcji, a zbyt duża ich ilość wręcz zmniejszyć wartość książki w oczach czytelnika.

Ja bym była raczej przeciwnego zdania. Według mnie przypisy objaśniające w poradnikach , których celem jest udzielanie porad, mają największą rację bytu (oczywiście w rozsądnych ilościach). Kowalski po to kupuje książkę, żeby nie musieć potem wertować dziesięciu kolejnych.
Nie wiem, o jakich książkach czytanych przez studentów i naukowców mówisz, ale to właśnie ta grupa (jako samodzielni badacze) umie i lubi znajdować sobie dodatkowe, poszerzające wiedzę informacje. Owszem, czyta przypisy i chętnie z nich korzysta, ale myślę, że równie dobrze dałaby sobie radę bez nich.

empresstamika
07-29-2011, 12:23
Wszelkie przypisy powinny być liczone jako tekst tłumaczony, tj. każdy dodatkowy znak wchodzi w sumę końcowego wynagrodzenia. Opracowywanie przypisów jest również pracą.

Ale stawka za stronę jest wtedy liczona jak tłumaczenie, czy jakoś inaczej?

iseverin
07-29-2011, 12:38
No właśnie, z dietami jest jeszcze większy kłopot niż z kotami. W każdym kraju dostępne są inne produkty żywnościowe, wiele artykułów w porównaniu do takich na przykład Stanów w polskich sklepach może być albo w ogóle nieobecnych, albo w takich cenach, że taka dieta mija się z celem. W takiej sytuacji nawet, jeśli dla danego produktu istnieje polska nazwa, to co polskiemu grubasowi po takim poradniku?

Myślę, że tlumaczenie diety, która nie jest uzyteczna dla Polaków nie ma sensu, chyba, że ktos chce kupic taka ksiażkę na zasadzie czystej ciekawości, eksperymentu lub znajduje się za granicą. Mało jednak jest takich osób. Tłumaczenie poradnika dotyczącego okreslonej diety musi być według mnie w jakiś sposób umotywowane.

katarzyna.szaban
07-29-2011, 13:37
Oczywiście nie było tak, żeby cały poradnik był bezużyteczny, choć jest wiele ras, to kot jest zjawiskiem dość uniwersalnym. Niemniej było właśnie kilka fragmentów niedostosowanych choćby właśnie przypisami do polskiej grupy docelowej. Ja bym była jednak skłonna dodać w tym przypadku kilka przypisów. Wydaje mi się, że w tego typu publikacji to by aż tak nie raziło, pod warunkiem, że przypisy będą zwięzłe i będą się mieścić pod spodem zwykłego tekstu. Nie cierpię przypisów z tyłu książki - to dopiero zaburza rytm czytania.

Ja tez nie znosze przypisow z tylu ksiazki - nigdy ich nie czytam :) Ja tez jestem za dodaniem jednak krotkiego przypisu na temat polskiej sytuacji.

katarzyna.szaban
07-29-2011, 13:41
No właśnie, z dietami jest jeszcze większy kłopot niż z kotami. W każdym kraju dostępne są inne produkty żywnościowe, wiele artykułów w porównaniu do takich na przykład Stanów w polskich sklepach może być albo w ogóle nieobecnych, albo w takich cenach, że taka dieta mija się z celem. W takiej sytuacji nawet, jeśli dla danego produktu istnieje polska nazwa, to co polskiemu grubasowi po takim poradniku?
Masz rację, że wtedy najrozsądniej byłoby zrobić polską wersję z produktami z polskiego pola. Tylko czy to jest wtedy ta sama dieta, ten sam poradnik? Druga kwestia - czy wtedy tłumacz jest w ogóle potrzebny, bo o ile informacje o stowarzyszeniach kociarzy, lecznicach itp można wygrzebać, o tyle mało który tłumacz jest równocześnie dietetykiem.

Wydaje mi sie, ze ta ksiazka byla konsultowana wlasnie z dr Dukanem, a w przypadku innych pozycji na pewno jest konsultacja z dietetykiem - chodzi o to, zeby wlasnie racjonalnie dostosowac do polskich realiow dana diete.

iseverin
07-29-2011, 13:42
Wzbudzanie w ludziach chęci do sięgania po dodatkową literaturę i proponowanie im innych pozycji jest bardzo cenne. Wszystko jednak zależy o jakim odbiorcy mówimy. Myślę, że gdy mamy do czynienia z książkami, które są czytane przez studentów, doktorantów i innych ludzi świata naukowego, wówczas przypisy są swego rodzaju tortem z wisienką, delicją, która pozwala na dalszą eksplorację. Natomiast w sytuacji, gdy mówimy o książce - poradniku, kupionej w Empiku przez normalnego czytelnika, pana Kowalskiego, wówczas przypisy mogą nie spełniać w pełni swojej funkcji, a zbyt duża ich ilość wręcz zmniejszyć wartość książki w oczach czytelnika.

Dobrym na to przykładem jest tłumaczenie poradnika kulinarnego "Kuchnia włoska". Przekład opatrzony jest w przejrzyste przypisy dotyczące ogólnych sposobów gotowania, przyborów, czy produktów. W książce występują przeróżne potrawy, przepisy zawsze jednak są oryginalne. Pomimo tego, że niektóre dania trudno przyrządzić ze względu na dostępność produktów w Polsce, ogólnie poradnik stanowi cenne zródło informacji dotyczących kultury i tradycji Włoch. Miedzy innymi taki jest cel tej książki - zapoznanie lub pogłębienie wiedzy na temat tego kraju.Tłumacz jednocześnie nie musi się skupiać na odnoszeniu tej tradycji do polskiej, nie musi być dietetykiem i wyjaśniać różnic żywieniowych.

AniaD.
07-29-2011, 14:32
W przypadku książek kulinarnych poświęconych odmiennym kuchniom możemy chyba założyć, że ich nabywca jest świadom, że będzie w niej mowa o rzeczywistości odmiennej od naszej. W przypisach mogłyby pojawić się informacje o dostępności produktów na rynku polskim lub o możliwości zastosowania substytutów. Ale to oczywiście wymaga dodatkowego zaangażowania ze strony tłumacza...

wojciech.sawala
07-29-2011, 17:37
Myślę, że w opisanym przypadku przewodnika dla właścicieli kotów problem nie polega na tym czy wstawiać przypisy czy nie, ale czy jest sens taki poradnik w ogóle tłumaczyć. Skoro większość jego treści stanowią pragmatyczne wskazówki skierowane stricte do mieszkańców Stanów Zjednoczonych, tłumaczenie go na polski (z przeznaczeniem na polski rynek, co innego gdyby była to pozycja dla polonii) uważam za bezsensowne. Podobny przewodnik dopasowany do odbiorcy w Polsce byłby przecież zupełnie nową książką!
Inna, oczywiście, jest sytuacja kiedy te pragmatyczne wskazówki zajmują tylko nieznaczną część książki. Wtedy moim zdaniem należałoby je po prostu pominąć. Wskazówki jak zapisać się do amerykańskiego towrzystwa przyjaciół kota to przecież czysto praktyczne informacje, a nie poezja.

AniaD.
07-29-2011, 18:33
Miłośnicy kotów być może w poradnikach nie szukają tylko cennych wskazówek dla siebie, ale chcą poszerzyć swoją wiedzę. W takim przypadku tłumaczenie tego poradnika ma sens. Co do przypisów - aby poradnik, w opisanym przypadku, był przydatny dla polskiego odbiorcy musiałby być bardzo rozbudowane, a to chyba mija się z celem.

klamka88
07-29-2011, 22:33
Każdy kij ma dwa końce :) Poradnik taki bowiem trafić może w ręce 1) zwykłego miłośnika kotów 2) miłośnika amerykańskich kotów . Do kogo trafi- nie wiadomo, ale to już raczej w rękach wydawnictwa leży określenie zarówno grupy docelowej jak i wymagań wobec tłumacza i samego tłumaczenia. Tłumacz może oczywiście zgłaszać pewne sugestie, ale ostatecznie to wydawnictwo powinno podejmować takie decyzje.

Joli
07-30-2011, 15:03
Myślę, że w opisanym przypadku przewodnika dla właścicieli kotów problem nie polega na tym czy wstawiać przypisy czy nie, ale czy jest sens taki poradnik w ogóle tłumaczyć. Skoro większość jego treści stanowią pragmatyczne wskazówki skierowane stricte do mieszkańców Stanów Zjednoczonych, tłumaczenie go na polski (z przeznaczeniem na polski rynek, co innego gdyby była to pozycja dla polonii) uważam za bezsensowne. Podobny przewodnik dopasowany do odbiorcy w Polsce byłby przecież zupełnie nową książką!
Inna, oczywiście, jest sytuacja kiedy te pragmatyczne wskazówki zajmują tylko nieznaczną część książki. Wtedy moim zdaniem należałoby je po prostu pominąć. Wskazówki jak zapisać się do amerykańskiego towrzystwa przyjaciół kota to przecież czysto praktyczne informacje, a nie poezja.

Myślę, że mogę się przychylić do tej opinii. Tłumaczenie poradnika o kotach w odniesieniu do realiów amerykańskich powinno zachować te realia; przypisy w tym przypadku, moim zdaniem, powinny mieć funkcję informacyjną i bibliograficzną, w dalszej kolejności rzeczową. Wydaje mi się, że tłumaczenie tej książki z uwzględnieniem realiów polskich, byłoby - jak powiedział wojciech.sawala, pisaniem odrębnej książki. Jako tłumacz, trzeba podjąć decyzję, jaka pracę chce się wykonać - przetłumaczyć, czy napisać nowe dzieło :)

kasiulekinia
07-30-2011, 15:49
Z dyskusji na temat przypisów moglibyśmy pójść nieco dalej i zapytać na ile tłumacz jest TYLKO wiernym tłumaczem obcego tekstu a na ile AŻ tłumaczem - redaktorem, wręcz nowym autorem książki, który poddaje interpretacji oryginał i zostawia w tłumaczeniu swój wyraźny ślad. A może to świadczy o jego braku kompetencji, bo przecież tłumacz powinien pozostać niewidoczny?

Myślę, że nia ma i nie będzie jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Każda sytuacja powinna być rozpatrywana indywidualnie. Wydaje mi się jednak, że istnieje duże zagrożenie w określeniu na ile tłumacz jest rzeczywiście tłumaczem, a na ile i w jakim zakresie również w tym momencie współautorem książki, w przypadku gdy sam dodaje obszerną ilość przypisów. Problemu nie będzie, gdy książka jest źródłem konkretnych faktów - sprawdzalnych, możliwych do zweryfikowania w prosty sposób. Myślę jednak, że gdybyśmy mieli do czynienia z książką filozoficzną, polityczną, religijną, gdzie obiektywizm z subiektywizmem mogą płynnie zacząć się przeplatać, istnieje większe zagrożenie zniekształcenia treści, którą pierwotnie sam autor miał zamiar przekazać czytelnikowi.

kasiulekinia
07-30-2011, 16:01
W przypadku książek kulinarnych poświęconych odmiennym kuchniom możemy chyba założyć, że ich nabywca jest świadom, że będzie w niej mowa o rzeczywistości odmiennej od naszej. W przypisach mogłyby pojawić się informacje o dostępności produktów na rynku polskim lub o możliwości zastosowania substytutów. Ale to oczywiście wymaga dodatkowego zaangażowania ze strony tłumacza...

Myślę, że potencjalny czytelnik danej książki powinien sam sprawdzić, kim jest autor książki. Nie sądzę, by cieszyła się rynkiem zbytu pozycja o tradycyjnej kuchni polskiej napisana przez Anglika czy Słowaka. Tak samo myślę, że większe zainteresowanie o węgierskiej czy włoskiej kuchni wzbudzi książka autorstwa rodowitego mieszkańca tego kraju, aniżeli Polaka. Jesteśmy obecnie zalewani falą różnych książek, mniej i bardziej wartościowych, i powinniśmy pamiętać, że to rolą czytelnika jest becie uważnym i sprawdzanie, czy prezentowany mu w dzisiejszych czasach produkt jest rzeczywiście wartościowym produktem, który spełni jego oczekiwania i potrzeby, czy też kolejnym przedmiotem, który konsumpcyjny świat próbuje mu sprzedać.

Joli
07-30-2011, 16:39
Myślę, że potencjalny czytelnik danej książki powinien sam sprawdzić, kim jest autor książki. Nie sądzę, by cieszyła się rynkiem zbytu pozycja o tradycyjnej kuchni polskiej napisana przez Anglika czy Słowaka. Tak samo myślę, że większe zainteresowanie o węgierskiej czy włoskiej kuchni wzbudzi książka autorstwa rodowitego mieszkańca tego kraju, aniżeli Polaka. Jesteśmy obecnie zalewani falą różnych książek, mniej i bardziej wartościowych, i powinniśmy pamiętać, że to rolą czytelnika jest becie uważnym i sprawdzanie, czy prezentowany mu w dzisiejszych czasach produkt jest rzeczywiście wartościowym produktem, który spełni jego oczekiwania i potrzeby, czy też kolejnym przedmiotem, który konsumpcyjny świat próbuje mu sprzedać.

Zgadzam się z potrzebą, jeśli nie koniecznością :) zweryfikowania wartości książki, którą zakupujemy w księgarni. Ale zastanawiam się, czy odpowiedzialność za dobrą książkę, za dobrze przetłumaczoną książkę jednak w znacznym stopniu nie spoczywa na tłumaczu...Przecież tłumacz ma prawa autorskie do przetłumaczonego tekstu...I zastanawiam się również, czy książka o polskiej kuchni napisana przez Anglika, w ogóle przez obcokrajowca, nie byłaby czymś inspirującym i odkrywczym, rzucającym nowe spojrzenie, nowy smak(?) na naszą rodzimą kuchnię :)

mol
07-30-2011, 18:45
Wydaje mi się, że warto w takim wypadku podkreślić różnicę pomiędzy tłumaczeniem (przekazanie tekstu oryginału w języku docelowym) a przekładem (taking translation to another level). Przekład nigdy nie jest "dosłowny" i powinien uwzględniać realia kulturowe. Dobry poradnik (czytaj: pomocny i pełen przydatnych informacji) to przekład, a nie tłumaczenie.
Przykład "tylko" tłumaczenia pochodzący z poradnika dla rodziców (oryginał amerykański): "Myślę, że dzieciom nadmiar masła orzechowego nie ma szans zaszkodzić."

MariuszB
07-31-2011, 06:44
Wydaje mi się, że warto w takim wypadku podkreślić różnicę pomiędzy tłumaczeniem (przekazanie tekstu oryginału w języku docelowym) a przekładem (taking translation to another level). Przekład nigdy nie jest "dosłowny" i powinien uwzględniać realia kulturowe. Dobry poradnik (czytaj: pomocny i pełen przydatnych informacji) to przekład, a nie tłumaczenie.
Przykład "tylko" tłumaczenia pochodzący z poradnika dla rodziców (oryginał amerykański): "Myślę, że dzieciom nadmiar masła orzechowego nie ma szans zaszkodzić."

Dokładnie tak... dlatego również moim zdaniem w takim wypadku lepiej trzymać się reguł tworzenia przekładu, przy czym nie chodzi o poprawienie autora, ale o kontekst kulturowy. Suche tłumaczenie jest najlepszą opcją w przypadku tekstów technicznych, tutaj z kolei trzeba jednak uwzględnić różne możliwości odbioru przez potencjalnego czytelnika...

AniaD.
07-31-2011, 12:51
Zgadzam się z potrzebą, jeśli nie koniecznością :) zweryfikowania wartości książki, którą zakupujemy w księgarni. Ale zastanawiam się, czy odpowiedzialność za dobrą książkę, za dobrze przetłumaczoną książkę jednak w znacznym stopniu nie spoczywa na tłumaczu...Przecież tłumacz ma prawa autorskie do przetłumaczonego tekstu...I zastanawiam się również, czy książka o polskiej kuchni napisana przez Anglika, w ogóle przez obcokrajowca, nie byłaby czymś inspirującym i odkrywczym, rzucającym nowe spojrzenie, nowy smak(?) na naszą rodzimą kuchnię :)
Spróbowałabym zadać inne pytanie. Czy dobrze przetłumaczona książka to taka, która dostosowana jest do realiów kultury docelowej czy taka, która czy nosi znajoma obcości? Sięgając po zagranicznych autorów dążymy przecież do poszerzenia swoich horyzontów, poznania obcych kultur więc może warto zaufać inteligencji polskiego czytelnia a nie podawać mu wszytko na tacy.

Madrugada22
07-31-2011, 13:11
I zastanawiam się również, czy książka o polskiej kuchni napisana przez Anglika, w ogóle przez obcokrajowca, nie byłaby czymś inspirującym i odkrywczym, rzucającym nowe spojrzenie, nowy smak(?) na naszą rodzimą kuchnię :)

Ależ oczywiście, że taki sposób łączenia puntków widzenia z różnych kultur może okazać się czymś odkrywczym. Zresztą, jako tłumacze, starary się wtopić w realia różnych krajów, jednak nasza polska mentalność jest w nas nieodzownie zakorzeniona. Tym samym, wracając do tematu poradników o kotach, dosłowne przetłumaczenie oryginału jest niemal niemożliwe. Pomiędzy wersami będą się ukrywać nasze przyzwyczajenia, opinie czy nawet nieśmiałe komentarze dotyczące danego tematu. Oczywiście, że zadaniem tłumacza jest bycie neutralnym, ale jesteśmy ludźmi a nie robotami i zawsze w pewnym stopniu "rzucimy nowe spojrzenie" na inną kulturę.

MariuszB
07-31-2011, 13:20
Ależ oczywiście, że taki sposób łączenia puntków widzenia z różnych kultur może okazać się czymś odkrywczym. Zresztą, jako tłumacze, starary się wtopić w realia różnych krajów, jednak nasza polska mentalność jest w nas nieodzownie zakorzeniona. Tym samym, wracając do tematu poradników o kotach, dosłowne przetłumaczenie oryginału jest niemal niemożliwe. Pomiędzy wersami będą się ukrywać nasze przyzwyczajenia, opinie czy nawet nieśmiałe komentarze dotyczące danego tematu. Oczywiście, że zadaniem tłumacza jest bycie neutralnym, ale jesteśmy ludźmi a nie robotami i zawsze w pewnym stopniu "rzucimy nowe spojrzenie" na inną kulturę.

Wydaje mi się, że przekład jest w pewnym stopniu 'recenzją' danego tematu z punktu widzenia tłumacza. Jak wiadomo, niemożliwe jest napisanie całkowicie obiektywnej recenzji, czy tego chcemy czy nie, zawsze wkradnie się jakiś subiektywny aspekt. Zdecydowanie, dosłowne przetłumaczenie nie jest możliwe ze względu na kontekst kulturowy. Co więcej, próba takiego tłumaczenia mogłaby prowadzić do pewnych nieścisłości i problemów w odbiorze przez osoby z kręgu kulturowego tłumacza. Dlatego raczej trzeba się wystrzegać takich prób zupełnego oddzielania dwóch różnych kultur.

Madrugada22
07-31-2011, 13:21
Przykład "tylko" tłumaczenia pochodzący z poradnika dla rodziców (oryginał amerykański): "Myślę, że dzieciom nadmiar masła orzechowego nie ma szans zaszkodzić."

Wniosek: nie tłumaczymy słowo po słowie, ale przekładamy, interpretujemy tekst, który autor chce nam przekazać jednocześnie dopasowując go do grupy docelowej w taki sposób, by został prawidłowo zrozumiany.
Może czasem warto pokusić się jedynie o streszczenie takiego poradnika, oczywiście po wcześniejszych konsultacjach z wydawcą czy nawet autorem, jeśli to możliwe. Tym samym będzie można skupić się na głównych punktach, tj. poradach dot. kotów, oraz uniknąć wielu niejasności. Liczba przypisów również zostałaby ograniczona do minimum.

wojciech.sawala
07-31-2011, 14:53
Ależ oczywiście, że taki sposób łączenia puntków widzenia z różnych kultur może okazać się czymś odkrywczym. Zresztą, jako tłumacze, starary się wtopić w realia różnych krajów, jednak nasza polska mentalność jest w nas nieodzownie zakorzeniona. Tym samym, wracając do tematu poradników o kotach, dosłowne przetłumaczenie oryginału jest niemal niemożliwe. Pomiędzy wersami będą się ukrywać nasze przyzwyczajenia, opinie czy nawet nieśmiałe komentarze dotyczące danego tematu. Oczywiście, że zadaniem tłumacza jest bycie neutralnym, ale jesteśmy ludźmi a nie robotami i zawsze w pewnym stopniu "rzucimy nowe spojrzenie" na inną kulturę.

Myślę, że kwestia tłumaczenia poradnika dla kotów jest o wiele mniej subtelna. Poradnik to poradnik, to znaczy, że zawiera głównie praktyczne informacje i porady, dlatego nie sądzę, żeby uniknięcie podświadomego 'przemycenia' polskiego punktu widzenia było tak trudnym zadaniem.
Dlatego myślę, że nie o to chodziło Joli w przykładzie hipotetycznie inspirującej i odkrywczej ksiązki o kuchni polskiej pisanej przez obcokrajowca. Nie chodzi o przekład, a o samego autora (który, skądinąd, będąc obcokrajowcem piszącym o obcym kraju w pewnym bardziej metaforycznym sensie również dokonuje przekładu). I z tym zgadzam się w 100%: spojrzenie obcokrajowca często bywa o wiele bardziej przenikiwe i świeże. Przykłady: Norman Davies, Chris Niedenthal czy cała seria klasycznych fikcji spod znaku Lettres Persanes Monteskiusza.

joannafleming
07-31-2011, 15:20
Ja jednak po zastanowieniu obstaję za tym, że w przypadku literatury pięknej tłumacz jest autorem, artystą ale gdy tłumaczy instrukcje obsługi pieca to już chyba "tylko" tłumaczem. Może to krzywdzące ale nie mogę się pozbyć takiego wrażenia...

wojciech.sawala
07-31-2011, 16:00
Ja jednak po zastanowieniu obstaję za tym, że w przypadku literatury pięknej tłumacz jest autorem, artystą ale gdy tłumaczy instrukcje obsługi pieca to już chyba "tylko" tłumaczem. Może to krzywdzące ale nie mogę się pozbyć takiego wrażenia...

Absolutnie się zgadzam, ale nie jestem pewien czy nie chciałaś napisać tego w innym wątku.
Btw, skoro przy kwestaich formalnych, dlaczego ten temat znajduje się w dziale "gramatyka i stylistyka języka polskiego"?

MariuszB
07-31-2011, 21:09
Absolutnie się zgadzam, ale nie jestem pewien czy nie chciałaś napisać tego w innym wątku.
Btw, skoro przy kwestaich formalnych, dlaczego ten temat znajduje się w dziale "gramatyka i stylistyka języka polskiego"?

Hmmm... może chodziło o podkreślenie faktu przypisów? Zapomnieliśmy poniekąd o tym aspekcie... także, przypisy są zwłaszcza ważne w przypadku typowego tłumaczenia, a nie przekładu. W przypadku przekładu są mniej ważne, ale również przydatne do podkreślenia pewnych kontekstów.

iseverin
07-31-2011, 21:30
Myślę, że mogę się przychylić do tej opinii. Tłumaczenie poradnika o kotach w odniesieniu do realiów amerykańskich powinno zachować te realia; przypisy w tym przypadku, moim zdaniem, powinny mieć funkcję informacyjną i bibliograficzną, w dalszej kolejności rzeczową. Wydaje mi się, że tłumaczenie tej książki z uwzględnieniem realiów polskich, byłoby - jak powiedział wojciech.sawala, pisaniem odrębnej książki. Jako tłumacz, trzeba podjąć decyzję, jaka pracę chce się wykonać - przetłumaczyć, czy napisać nowe dzieło :)

Również zgadzam się z tą opinią, poszerzanie tekstu o realia polskie byłoby pisaniem nowej książki, nawet dołączenie bardzo krótkich przypisów na zasadzie porównania w tym przypadku też jest zbędne i męczące dla czytelnika. Tłumacz powinien przełożyć oryginalną treść, a nie stawać się drugim autorem. Powinien za to jasno nakreślić np we wstępie co opisuje poradnik.
Poza tym, odbiorca wiedząc, że kupuje książkę amerykańskiego autora na pewno będzie chciał poszerzyć swoją wiedzę na temat kotów w tym kraju. Myślę, że jest on potencjalnym pasjonatem i zna już dobrze polskie realia. Być może nie potrzebuje informacji dla niego oczywistych.

Miss E.
08-01-2011, 09:14
Według mnie tłumacz powinien trzymać się oryginalnej treści książki, a ponadto umieścić przypisy objaśniające. Uważam, że książki tego typu powinny być dostosowywane do realiów kraju, w którym są publikowane. Jaki jest sens korzystania z jakiejś książki skoro nie odnosi się ona do rzeczywistości jaka nas otacza? Z drugiej strony, można zawsze poszukać jakiś rodzimych pozycji, ale to już inna kwestia. Nie wiem jak to wygląda od strony redakcji. Być może w zależności od tego jak rozległego reaserch'u należy dokonać to wtedy zajmuje się tym ktoś specjalnie do tego celu zatrudniony a nie sam tłumacz. Jeśli natomiast od tłumacza nie wymaga to zbyt wiele wysiłku to wtedy może się tym zająć osobiście.

Jest takie powiedzenie: tłumaczenia są, jak kobieta- albo wierne, albo piękne. Moim zdaniem jednak, jest to droga po linii najmniejszego oporu, bo -tak jak piszesz- można się przecież postarać i umieścić przypisy objaśniające. Wydaje mi się to szczególnie istotne, gdy napotykamy w tłumaczeniu zjawiska czy zwyczaje właściwe danej kulturze, i niezrozumiałe, nawet po przetłumaczeniu dla czytelników docelowych w innej części świata (np. w Polsce).

MariuszB
08-01-2011, 09:18
Również zgadzam się z tą opinią, poszerzanie tekstu o realia polskie byłoby pisaniem nowej książki, nawet dołączenie bardzo krótkich przypisów na zasadzie porównania w tym przypadku też jest zbędne i męczące dla czytelnika. Tłumacz powinien przełożyć oryginalną treść, a nie stawać się drugim autorem. Powinien za to jasno nakreślić np we wstępie co opisuje poradnik.
Poza tym, odbiorca wiedząc, że kupuje książkę amerykańskiego autora na pewno będzie chciał poszerzyć swoją wiedzę na temat kotów w tym kraju. Myślę, że jest on potencjalnym pasjonatem i zna już dobrze polskie realia. Być może nie potrzebuje informacji dla niego oczywistych.

Rzeczywiście, ale co w przypadku, gdy ktoś jest tak naprawdę laikiem i dopiero poznaje ww. treści? Moim zdaniem lepiej założyć, że czytelnik jest laikiem i umieścić te przypisy na zasadzie porównania, ale nie zmieniać treści książki jako takiej... chyba, że potraktujemy poradnik jako książkę techniczną i wszystko będziemy rozpatrywać z tego punktu widzenia. Zdecydowanie, zależy to już raczej od tłumacza i jego osobistych preferencji... nie wiem, czy istnieje możliwość prostszego przekazania tych informacji.

Miss E.
08-01-2011, 09:28
Rzeczywiście, ale co w przypadku, gdy ktoś jest tak naprawdę laikiem i dopiero poznaje ww. treści? Moim zdaniem lepiej założyć, że czytelnik jest laikiem i umieścić te przypisy na zasadzie porównania, ale nie zmieniać treści książki jako takiej... chyba, że potraktujemy poradnik jako książkę techniczną i wszystko będziemy rozpatrywać z tego punktu widzenia. Zdecydowanie, zależy to już raczej od tłumacza i jego osobistych preferencji... nie wiem, czy istnieje możliwość prostszego przekazania tych informacji.

Jeśli założymy, że taki poradnik o kotach będzie bez objaśniających przypisów, bo odbiorca zna doskonale rasy kotów występujące w Ameryce, to pojawia się pytanie: dlaczego zatem wydawać taką książkę w Polsce?
Fakt, że autorem jest Amerykanin nie zmienia faktu, że jeśli odbiorcą nie jest np. Polonia w USA, a w tytule książki nie widnieje wyszczególnienie na temat kotów amerykańskich, to polski czytelnik ma prawo do objaśnień w przypisach.

Miss E.
08-01-2011, 09:38
W przypadku książek kulinarnych poświęconych odmiennym kuchniom możemy chyba założyć, że ich nabywca jest świadom, że będzie w niej mowa o rzeczywistości odmiennej od naszej. W przypisach mogłyby pojawić się informacje o dostępności produktów na rynku polskim lub o możliwości zastosowania substytutów. Ale to oczywiście wymaga dodatkowego zaangażowania ze strony tłumacza...

Zgadzam się w stu procentach!! Czytałam ostatnio przepis na chałwę indyjską w książce zawierającej przepisy na desery z różnych stron świata i powiem szczerze, bardzo byłabym wdzięczna za przypis na temat dostępności masła Ghee. Niestety brak przypisu sprawił, że porzuciłam książkę i ruszyłam na poszukiwanie informacji w internecie. A przecież skoro książka w tytule już zakłada wielokulturowość to przecież bardzo trudno znaleźć odbiorcę znającego specyficzne produkty kulinarne z różnych kontynentów i gdzie można je zakupić w Polsce, lub czym zastąpić.

joannafleming
08-01-2011, 10:22
Może właśnie o to chodzi, że przetłumaczona książka ma inspirować do poszerzania horyzontów i szukania dodatkowych informacji gdzie indziej zamiast zawierać w zestawie tom II z samymi przypisami?

joannafleming
08-01-2011, 10:30
Absolutnie się zgadzam, ale nie jestem pewien czy nie chciałaś napisać tego w innym wątku.
Btw, skoro przy kwestaich formalnych, dlaczego ten temat znajduje się w dziale "gramatyka i stylistyka języka polskiego"?

Z pewnością w tym wątku bo dyskusja wyszła już dawno poza kwestię samych przypisów :)
Chodziło mi o to, że tworząc rozbudowane przypisy wykraczamy poza standardowe obowiązki tłumacza i stajemy się tym samym autorem całkowicie innej wersji książki, a moim zdaniem nie zawsze możemy sobie na to pozwolić.

madzia
08-01-2011, 10:46
Zgadzam się w stu procentach!! Czytałam ostatnio przepis na chałwę indyjską w książce zawierającej przepisy na desery z różnych stron świata i powiem szczerze, bardzo byłabym wdzięczna za przypis na temat dostępności masła Ghee. Niestety brak przypisu sprawił, że porzuciłam książkę i ruszyłam na poszukiwanie informacji w internecie. A przecież skoro książka w tytule już zakłada wielokulturowość to przecież bardzo trudno znaleźć odbiorcę znającego specyficzne produkty kulinarne z różnych kontynentów i gdzie można je zakupić w Polsce, lub czym zastąpić.

Oczywiście w tym przypadku (ksiązki kulinarne) przypisy są jak najbardziej na miejscu! Można pisać o smakowitych daniach kuchnii indyjskiej ale kto bedzie w stanie je powtórzyć skoro nie wiadomo gdzie zaopatrzyć się w egzotyczne składniki ;) jest natomiast jedno ALE. Umieszczanie przypisów w poradnikach w żaden sposób nie wpisuje sie w pracę tłumacza...to jest zadanie autora lub wydawcy.

madzia
08-01-2011, 10:53
Z pewnością w tym wątku bo dyskusja wyszła już dawno poza kwestię samych przypisów :)
Chodziło mi o to, że tworząc rozbudowane przypisy wykraczamy poza standardowe obowiązki tłumacza i stajemy się tym samym autorem całkowicie innej wersji książki, a moim zdaniem nie zawsze możemy sobie na to pozwolić.

Ja jestem zdania, że tworzenie przypisów bardzo obszernych, z zakresu wiedzy specjalistycznej w ogóle nie należy do obowiązków tłumacza, czy to standardowych czy nie. Owszem przypisy przydają sie przy tłumaczeniu literatury pięknej, gdy wchodzimy w tematykę głębokich różnic kuturowych ale to akurat jest naturalnym odruchem każdego tłumacza, który musi znać sie na literaturze danego obszaru kulturowego i w ten sposób przybliża czytelnikowi samą książkę. No ale literatura piękna to nie poradniki ;)

wojciech.sawala
08-01-2011, 12:07
jest natomiast jedno ALE. Umieszczanie przypisów w poradnikach w żaden sposób nie wpisuje sie w pracę tłumacza...to jest zadanie autora lub wydawcy.

Trafna uwaga. Też wydaje mi się, że przy tłumaczeniach technicznych i poradnikowych, przypisy i kwestie praktyczne są kwestią na tyle techniczną, że powinien być za nie odpowiedzialny wydawca. Podobnie jak powinien on być odpowiedzialny za wybór nadających się na dany rynek pozycji. Wg mnie opisany w pierwszym poście poradnik po prostu nie spełniał tego kryterium, a tłumacz już nic na to nie mógł poradzić.

Miss E.
08-01-2011, 12:22
Trafna uwaga. Też wydaje mi się, że przy tłumaczeniach technicznych i poradnikowych, przypisy i kwestie praktyczne są kwestią na tyle techniczną, że powinien być za nie odpowiedzialny wydawca. Podobnie jak powinien on być odpowiedzialny za wybór nadających się na dany rynek pozycji. Wg mnie opisany w pierwszym poście poradnik po prostu nie spełniał tego kryterium, a tłumacz już nic na to nie mógł poradzić.

Racja, tłumacz nie może być odpowiedzialny za cały proces powstawania książki.

madzia
08-01-2011, 12:24
Trafna uwaga. Też wydaje mi się, że przy tłumaczeniach technicznych i poradnikowych, przypisy i kwestie praktyczne są kwestią na tyle techniczną, że powinien być za nie odpowiedzialny wydawca. Podobnie jak powinien on być odpowiedzialny za wybór nadających się na dany rynek pozycji. Wg mnie opisany w pierwszym poście poradnik po prostu nie spełniał tego kryterium, a tłumacz już nic na to nie mógł poradzić.

Zgadzam się. Nie można planować wydania (w tym wypadku) amerykańskiego poradnika bez uprzedniego dostosowania jego treści do realiów polskich a potem liczyć na przypisy od tłumacza, który prawdopodobnie nie ma na tyle technicznej wiedzy aby wyjaśnić czytelnikowi o co chodzi w poradniku przeznaczonym na rynek amerykański. I w tym właśnie leży rola wydawcy aby unikać tego typu porażek wydawiczych.

Miss E.
08-01-2011, 12:41
Każdy kij ma dwa końce :) Poradnik taki bowiem trafić może w ręce 1) zwykłego miłośnika kotów 2) miłośnika amerykańskich kotów . Do kogo trafi- nie wiadomo, ale to już raczej w rękach wydawnictwa leży określenie zarówno grupy docelowej jak i wymagań wobec tłumacza i samego tłumaczenia. Tłumacz może oczywiście zgłaszać pewne sugestie, ale ostatecznie to wydawnictwo powinno podejmować takie decyzje.

Bardzo trafna uwaga, dziękuję za zwrócenie uwagi na rolę tłumacza w procesie wydawania książki. Nigdy nie miałam okazji tłumaczyć całej książki, ale myślę, że warto sobie chyba na początku pracy uświadomic, że jest się tłumaczem, nie wydawcą.

wojciech.sawala
08-01-2011, 12:46
Z pewnością w tym wątku bo dyskusja wyszła już dawno poza kwestię samych przypisów :)
Chodziło mi o to, że tworząc rozbudowane przypisy wykraczamy poza standardowe obowiązki tłumacza i stajemy się tym samym autorem całkowicie innej wersji książki, a moim zdaniem nie zawsze możemy sobie na to pozwolić.

W takim razie pełna zgoda :) Tylko, przy okazji, wydaje mi się, że wydawca zlecając tłumaczowi przekład poradnika o jakim tu mowa w pewien sposób stawia go przed koniecznością wykroczenia poza swoje tradycyjne terytorium.

madzia
08-01-2011, 13:05
W takim razie pełna zgoda :) Tylko, przy okazji, wydaje mi się, że wydawca zlecając tłumaczowi przekład poradnika o jakim tu mowa w pewien sposób stawia go przed koniecznością wykroczenia poza swoje tradycyjne terytorium.

Przekład wspomnianego w pierwszym poście poradnika to juz nawet nie jest nie-tradycyjna praca tłumacza. To w ogóle sie nie mieści w kategoriach tłumaczenia. Jak dla mnie to oznacza po prostu napisanie ksiązki od nowa. Wydawca nie ma raczej prawa żądać od tłumacza takiej pracy..

empresstamika
08-01-2011, 14:41
Btw, skoro przy kwestaich formalnych, dlaczego ten temat znajduje się w dziale "gramatyka i stylistyka języka polskiego"?

Zamieściłam ten wątek w tym miejscu, ponieważ w opisie działu "gramatyka i stylistyka języka polskiego" widniały między innymi: "praca nad tekstem, problemy językowe i możliwe rozwiązania".
I tego właśnie szukamy - najlepszych rozwiązań podczas pracy nad tekstem.

Podsumujmy. Z dyskusji wynika, że tłumacz nie powinien wykonywać pracy redaktora, ani dysponować głęboką wiedzą i specjalistycznymi uprawnieniami w każdej dziedzinie, z jakiej tekst przyjdzie mu tłumaczyć, ale też nie może unikać aż tak bardzo odpowiedzialności za tekst. W przypadku gdy w tym przykładowym poradniku poza resztą uniwersalnych wiadomości znajdzie się drobny fragment nieprzystający do rodzimych tłumaczowi realiów, tłumacz powinien chociażby zwrócić uwagę wydawnictwa na ten fragment. I wtedy albo sam szuka informacji do przypisu (za co dostaje jakąś tam odpowiednią stawkę) albo wydawnictwo prosi o pomoc eksperta (wtedy tłumacz nie dostaje kasy za ten rozdział?). Niezbyt obszerne przypisy powinny się jednak pojawić. Dobrze zrozumiałam?

MariuszB
08-01-2011, 14:47
Zamieściłam ten wątek w tym miejscu, ponieważ w opisie działu "gramatyka i stylistyka języka polskiego" widniały między innymi: "praca nad tekstem, problemy językowe i możliwe rozwiązania".
I tego właśnie szukamy - najlepszych rozwiązań podczas pracy nad tekstem.

Podsumujmy. Z dyskusji wynika, że tłumacz nie powinien wykonywać pracy redaktora, ani dysponować głęboką wiedzą i specjalistycznymi uprawnieniami w każdej dziedzinie, z jakiej tekst przyjdzie mu tłumaczyć, ale też nie może unikać aż tak bardzo odpowiedzialności za tekst. W przypadku gdy w tym przykładowym poradniku poza resztą uniwersalnych wiadomości znajdzie się drobny fragment nieprzystający do rodzimych tłumaczowi realiów, tłumacz powinien chociażby zwrócić uwagę wydawnictwa na ten fragment. I wtedy albo sam szuka informacji do przypisu (za co dostaje jakąś tam odpowiednią stawkę) albo wydawnictwo prosi o pomoc eksperta (wtedy tłumacz nie dostaje kasy za ten rozdział?). Niezbyt obszerne przypisy powinny się jednak pojawić. Dobrze zrozumiałam?

Moim zdaniem dokładnie o to chodzi. Tym sposobem wszyscy będą zadowoleni, będzie można łatwo odnaleźć się w tekście, wszystko będzie przejrzyste zarówno dla specjalistów jak i osób nie do końca obeznanych z tematem, a dodatkowo będzie łatwo stwierdzić, jaką rolę pełni kontekst kulturowy w przypadku tekstów tego typu.

madzia
08-01-2011, 14:48
Zamieściłam ten wątek w tym miejscu, ponieważ w opisie działu "gramatyka i stylistyka języka polskiego" widniały między innymi: "praca nad tekstem, problemy językowe i możliwe rozwiązania".
I tego właśnie szukamy - najlepszych rozwiązań podczas pracy nad tekstem.

Podsumujmy. Z dyskusji wynika, że tłumacz nie powinien wykonywać pracy redaktora, ani dysponować głęboką wiedzą i specjalistycznymi uprawnieniami w każdej dziedzinie, z jakiej tekst przyjdzie mu tłumaczyć, ale też nie może unikać aż tak bardzo odpowiedzialności za tekst. W przypadku gdy w tym przykładowym poradniku poza resztą uniwersalnych wiadomości znajdzie się drobny fragment nieprzystający do rodzimych tłumaczowi realiów, tłumacz powinien chociażby zwrócić uwagę wydawnictwa na ten fragment. I wtedy albo sam szuka informacji do przypisu (za co dostaje jakąś tam odpowiednią stawkę) albo wydawnictwo prosi o pomoc eksperta (wtedy tłumacz nie dostaje kasy za ten rozdział?). Niezbyt obszerne przypisy powinny się jednak pojawić. Dobrze zrozumiałam?

To świetne podsumowanie dyskusji. Zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się rola wydawnictwa, które powinno zdawać sobie sprawę z nieprzystawalności niektórych fragmentów tekstu do realiów polskich. Tłumacz powinnien pełnić w tym przypadku role pomocniczą i, na tyle na ile jest w stanie dzięki swojej wiedzy eksperckiej, powinnien przypisy sygnalizować lub samemu je dopisywać. Nie jest jego rolą natomiast tworzyć "drugi" poradnik za pomoca obszernych przypisów.

empresstamika
08-01-2011, 14:51
W takim razie pełna zgoda :) Tylko, przy okazji, wydaje mi się, że wydawca zlecając tłumaczowi przekład poradnika o jakim tu mowa w pewien sposób stawia go przed koniecznością wykroczenia poza swoje tradycyjne terytorium.

Niekoniecznie. Tradycyjnym terytorium tłumacza jest przełożenie tekstu z jednego języka na drugi z maksymalną dokładnością. Czasem po prostu wchodzi w to poszukanie dodatkowych informacji bądź dodanie przypisów.

Joli
08-01-2011, 19:48
Jest takie powiedzenie: tłumaczenia są, jak kobieta- albo wierne, albo piękne. Moim zdaniem jednak, jest to droga po linii najmniejszego oporu, bo -tak jak piszesz- można się przecież postarać i umieścić przypisy objaśniające. Wydaje mi się to szczególnie istotne, gdy napotykamy w tłumaczeniu zjawiska czy zwyczaje właściwe danej kulturze, i niezrozumiałe, nawet po przetłumaczeniu dla czytelników docelowych w innej części świata (np. w Polsce).
Ja bym uważała z takim typizowaniem kobiet ;)