PDA

View Full Version : Śmieszne pomyłki przy tłumaczeniu poezji


empresstamika
07-10-2011, 18:12
Zdarza się tak, że tłumacze nie znając języka wyjściowego posługują się tak zwanymi "rybkami", czyli tłumaczeniami filologicznymi, na bazie których piszą przekład wiersza. Albo wręcz przeciwnie, myślą, że tak dobrze znają język, że nie potrzebują już zaglądać do słownika czy też po prostu zagłębić się w tekst. Czasem prowadzi to do zabawnych pomyłek.
Nasuwa mi się tu przykład tłumaczenia wiersza Giuseppe Ungarettiego.
CANTO

Rivedo la tua bocca lenta
(Il mare le va incontro delle notti)
E la cavalla delle reni
In agonia caderti
Nelle mie braccia che cantavano,
E riportarti un sonno
Al colorito e a nuove morti.

E la crudele solitudine
Che in sč ciascuno scopre, se ama,
Ora tomba infinita,
Da te mi divide per sempre.

Cara, lontana come in uno specchio...

Jest to erotyk, w którym widzimy dwoje ludzi podczas aktu miłosnego, gdzie kobieta jest na górze, a ruch jej lędźwi przypomina galopującą klacz (la cavalla delle reni). Tak oto zostało to niefortunnie przetłumaczone:


Pieśń

1932

Znowu widzę twoje leniwe usta
(Morze nocą wychodzi im na spotkanie)
I jak klacz renifera
W agonii zapadasz
W moje ramiona rozśpiewane,
I jak sen cię przynosi
Nowym kolorom i nowym śmierciom.

I okrutna samotność
Którą każdy w sobie odkrywa, kto kocha,
Jak grób bezmierny,
Na zawsze mnie dzieli od ciebie.

Kochana, daleka jak w głębi lustra...

przełożył Grzegorz Franczak

Klacz renifera to chyba nie to, o co chodziło autorowi wiersza :)

Czy zauważyliście podobne błędy, które popełnili tłumacze poezji?

cdf55
08-02-2011, 13:41
Mnie nasunął sie przekład mocno erotycznej piosenki, a raczej przekłady. Kazdy pewno słyszał nie raz wyszeptaną i wydyszaną piosenkę po francusku J. Birkin&S. Gainsbourg "Je t'aime moi non plus". Konkretnie chodzi o fragment: "Je vais et je viens entre tes reins..." (dosł. idę i dochodzę między twe lędźwie).
Bawi mnie zakłopotanie radiowców, nauczycieli jezyka i tłumaczy, bo kazdy inaczej zabiera sie za przekład tekstu - jeden medycznie, inny dyplomatycznie, a jeszcze ktos inny na luzie. Juz słyszałam: "hop siup...", "tam i z powrotem...", a dodatkowo po polsku mówi się między uda, a nie lędźwie.
Generalnie, jeden wielki embarras !

W poezji też są różne kwiatki - jak Rimbaud pisał swój "Statek pijany" był mocno odurzony. I jak tu tłumaczyć "na sucho" tekst oryginału ? Pewnie się da, ale tej samej atmosfery nie odtworzymy.

a.sowa
08-02-2011, 20:17
Przyszedł mi do głowy tomik poezji Baudelaire'a - Fleurs du Mal, tłumaczony na polski jako Kwiaty zła albo w przypadku przekładu A.Langego - Kwiaty grzechu. Według mnie Lange kierował sie subiektywna interpretacją tomiku przy nadaniu tytułu, a wiadomo, że przekład powinien być jak najbardziej zbliżony do oryginału, dlatego moim zdaniem bardziej trafny tytuł to Kwiaty zła, chociaz i tak trudno w polskim tytule oddać zamysł Baudelaire'a, gdyz chodziło o nadanie pięknej formy (fleurs) "złym" tematom poruszanych w wierszach (np.śmierć, bunt). Widocznie A.Lange zinterpretował to inaczej niż inny tłumacze:)

ardillaroja
08-03-2011, 09:33
W poezji też są różne kwiatki - jak Rimbaud pisał swój "Statek pijany" był mocno odurzony. I jak tu tłumaczyć "na sucho" tekst oryginału ? Pewnie się da, ale tej samej atmosfery nie odtworzymy.

I to jest chyba źródło owych pomyłek, tłumacz czasami za bardzo stara się wczuć w nastrój i klimat utworu, chcąc poczuć się autorem, kreatorem przez co popełnia tego rodzaju błędy.

cdf55
08-03-2011, 14:24
Nie miałam do tej pory zleceń, ani przymusu tłumaczenia poezji, ale rzecz jest naprawdę trudna. Czepiamy sie słów, a tłumacz musi zgrać nie tylko warstwe stricto jezykową, ale tez kulturową, a do tego ubrac to dzieło w odpowiednia ilość sylab, rymów, rytmów, itp. A nie każdy tłumacz jest artystą !

Uliszon
08-03-2011, 19:02
Tłumaczenie poezji to chyba jedno z najtrudniejszych zadań tłumacza. Oddać treść z uwzględnieniem formy, w której już nie tylko styl ma znaczenie, ale także rym, ilość wersów itp. to nie lada zadanie. Osobiście nie mam doświadczenia w tego typu tłumaczeniach, ale podziwiam tych, którzy się takowego podejmują.

kasia.foj
08-03-2011, 20:51
tłumacz musi zgrać nie tylko warstwe stricto jezykową, ale tez kulturową, a do tego ubrac to dzieło w odpowiednia ilość sylab, rymów, rytmów, itp.
Zdecydowanie się zgadzam! Tłumaczenie poezji jest wielkim wyzwaniem. I choc niekoniecznie tłumacz musi sam byc poetą, to zdecydowanie może to pomóc. Przytoczę chociażby wiersze Jorge Carrera Andrade przetłumaczone na polski przez Czesława Miłosza.
A co do wpadek przy tłumaczeniu, przychodzi mi na myśl Wiersz 1 (Poema 1) z cyklu "Dwadzieścia wierszy o miłości i jedna pieśń rozpaczy" ("Veinte poemas de amor y una canción desesperada")
Tłumaczenie: "Ciało kobiece, o białe wzgórza, uda białe,
podobne jesteś do świata w swej postawie oddania.
Moje ciało dzikiego oracza cię drąży
i sprawia, że z głębi ziemi dziecko się wyłania."
albo to - niezwykle dosłowne, mało poetyckie: "Ciało kobiety, białe pośladki, uda białe,
ukazujesz światu w pozie oddania.
Moje ciało prostego oracza podkopuje cię
i wyrywa syna z głębi ziemi."
W oryginale: "Cuerpo de mujer, blancas colinas, muslos blancos,
te pareces al mundo en tu actitud de entrega.
Mi cuerpo de labriego salvaje te socava
y hace saltar el hijo del fondo de la tierra."


"Dziki oracz" brzmi dziwnie, autorowi zaś chodziło raczej o prymitywnego człowieka owładniętego żądzami (dosłownie można przetłumaczyc labriego jako wieśniaka/ oracza, a socava- podkopuje) zatem drążący czy też podkopujący kobietę oracz ;) zupełnie nie oddaje metafory, że tak jak ziemia poddaje się rolnikowi podczas pracy (drążenia), tak kobieta oddaje się mężczyźnie podczas stosunku. I tak jak matka ziemia rodzi plony, tak kobieta daje mu syna.

a.sowa
08-03-2011, 22:14
Jestem absolutnie tego samego zdania, tłumacz poezji musi miec artystyczne zadatki, kochac poezje i umiec się w nią wczuć, a nie tylko znac dobrze dany język. Dosyć, że musi zanurzyć sie w konwenanse epoki, w której wiersz został stworzony, dobrać odpowiednie słownictwo, to jeszcze najlepiej, żeby czytelnik nie zorientował się (np nie znając autora wiersza), ze ma do czynienia z przekładem. To tak trudna praca, że nie dziwią mnie wpadki niektórych tłumaczy:)

ardillaroja
08-04-2011, 09:19
Wasze przykłady dają nam też inną informację. Mianowicie, możemy dostrzec jak piękny i lekki może być język oryginału, pełen emocji, z duszą. Przykład polskiego, dosłownego tłumaczenia wiersza Jorge Carrera Andrade podanego przez kasia.foj pokazuje jak łatwno zabić język tłumaczeniem!

kasia.foj
08-04-2011, 18:04
Przepraszam za niedopowiedzenie, które mogło niektórych wprowadzic w błąd. Przykład słabego tłumaczenia to utwór Pablo Nerudy, nazwisk tłumaczy nie znam, zaś wspomniany przeze mnie Carrera Andrade Jorge został zgrabnie i poetycko przetłumaczony przez Czesława Miłosza, dla przykładu:
Ziemskie mieszkanie (Jorge Carrera Andrade, przekład Czesław Miłosz)

Mieszkam w domku z kart,
w budowli z piasku, w zamku wiszącym w powietrzu,
i spędzam chwile, oczekując runięcia ścian, ciosu błyskawicy,
niebieskiej poczty z ostatnim ostrzeżeniem,
wyroku, który leci w skrzydłach osy,
rozkazu jak krwawy bicz
rozrzucający na wiatr popiół aniołów.

Wtedy stracę moje ziemskie mieszkanie
i ocknę się znowu obnażony.
Ryby i gwiazdy zaranne
wzbijają się szlakiem swoich odwróconych niebios.
Wszystko, co jest kolorem, ptakiem albo imieniem,
stanie się znów jedynie garstką nocy
i na resztki cyfr i piór,
na ciało miłości, z muzyki utkane i owocu,
spłynie nareszcie, jak sen albo cień,
pył bez pamięci.

Czy ktokolwiek by się domyślił, nie znając pierwowzoru, że jest to tylko tłumaczenie? ;) Miłosz potrafił z gracją, na bazie oryginału, stworzyc coś własnego w ojczystym języku.

ardillaroja
08-04-2011, 20:41
A tak sobie pomyślałam, że podobnie do Nerudy pisze! :P

Zgadzam się co do Miłosza, a i Barańczak by coś od siebie pewnie dorzucił...

monka
08-04-2011, 21:05
Mnie nasunął sie przekład mocno erotycznej piosenki, a raczej przekłady. Kazdy pewno słyszał nie raz wyszeptaną i wydyszaną piosenkę po francusku J. Birkin&S. Gainsbourg "Je t'aime moi non plus". Konkretnie chodzi o fragment: "Je vais et je viens entre tes reins..." (dosł. idę i dochodzę między twe lędźwie).

Przypomniał mi się bardzo podobny fragment piosenki Natashy St-Pier "Dans mes nuits": "Viens entre mes reins" - nigdy nie zajmowałam się tłumaczeniem poezji, jednak gdy zaczynałam naukę francuskiego lubiłam tłumaczyć piosenki, a że byłam młoda i nie do końca umiałam się wczuć, przetłumaczyłam to sobie dosłownie i nie mogłam się nadziwić nad 'głupotą' tego wersu:)

cdf55
08-04-2011, 23:42
Oba przekłady Miłosza są świetne!
Coś znalazłam w kwestii przekładu poezji:
"W "Ocalonym..." Barańczak zwięźle i ironicznie formułuje program minimum dla każdego, kto bierze się do tłumaczenia poezji lub do krytyki poetyckich tłumaczeń. Są to dwa zakazy: "nie tłumacz wiersza na prozę" i "nie tłumacz dobrej poezji na złą poezję". Interpretacja translatorska powinna, według autora, wykreować bliźniaczy tekst, który w odrębności swojego języka i kultury literackiej funkcjonuje na tych samych prawach co tekst oryginalny w swoim języku i kulturze. "Co jest sprawdzianem tej identyczności funkcjonowania? Sprawdzian najpewniejszy (...) to, w szczególnie udanych wypadkach, dreszcz, który nam przebiega po plecach, łza, która się zakręci w oku, albo nieopanowany wybuch śmiechu". A więc znów: reakcje, nad którymi nie panujemy. Mówi się potocznie - chyba słusznie - o teatrze: poruszony ma być widz, a nie aktor. Barańczak twierdzi jednak, że pracy translatorskiej towarzyszy dreszcz ekstazy(...)"

I co wy na to ?

dagmara85
08-04-2011, 23:56
Przepraszam za niedopowiedzenie, które mogło niektórych wprowadzic w błąd. Przykład słabego tłumaczenia to utwór Pablo Nerudy, nazwisk tłumaczy nie znam, zaś wspomniany przeze mnie Carrera Andrade Jorge został zgrabnie i poetycko przetłumaczony przez Czesława Miłosza, dla przykładu:
Ziemskie mieszkanie (Jorge Carrera Andrade, przekład Czesław Miłosz)

Mieszkam w domku z kart,
w budowli z piasku, w zamku wiszącym w powietrzu,
i spędzam chwile, oczekując runięcia ścian, ciosu błyskawicy,
niebieskiej poczty z ostatnim ostrzeżeniem,
wyroku, który leci w skrzydłach osy,
rozkazu jak krwawy bicz
rozrzucający na wiatr popiół aniołów.

Wtedy stracę moje ziemskie mieszkanie
i ocknę się znowu obnażony.
Ryby i gwiazdy zaranne
wzbijają się szlakiem swoich odwróconych niebios.
Wszystko, co jest kolorem, ptakiem albo imieniem,
stanie się znów jedynie garstką nocy
i na resztki cyfr i piór,
na ciało miłości, z muzyki utkane i owocu,
spłynie nareszcie, jak sen albo cień,
pył bez pamięci.

Czy ktokolwiek by się domyślił, nie znając pierwowzoru, że jest to tylko tłumaczenie? ;) Miłosz potrafił z gracją, na bazie oryginału, stworzyc coś własnego w ojczystym języku.

Miłoszowi się udało stworzyć cóś równie wielkiego.
Niestety do grona typu Miłosza należą tylko nieliczni. Wszyscy doskonale wiedzą, że przekład poezji jest zadaniem o wiele trudniejszym niż tłumaczenie prozy. Skumulowanie dużej ilości środków wyrazu oraz dużej ilości znaczeń metaforycznych powoduje, iż tłumacz często nie ma praktycznie szans, aby oddać sens z języka pierwotnego na język docelowy; sens, o który chodziło autorowi.
Dodam, że sama do tej pory nie miałam styczności z przekładem tekstów poetyckich, aczkolwiek zdarzyło mi się próbować tłumaczyć slogany reklamowe, w których - podobnie jak w poezji zresztą - dochodzą jeszcze różnice między językami, różnice kulturowe, brak odpowiedników w języku docelowym oraz gry słowne. To wszystko powoduje, że pewne elementy poezji często są albo pomijane, albo zmieniane na coś o podobnym wyrazie czy też brzmieniu, ale niestety nie zawsze trafnie.

W czasie pisania pracy magisterskiej kiedyś wpadłam na taki oto artykuł o tłumaczeniu poezji z konkretnymi przykładami. Dla osób znających francuski oraz hiszpański gorąco polecam. W artykule zostało przetłumaczonych kilka wierszy z hiszpańskiego na francuski. Na koniec przekład został podsumowany.

Link: http://crec.univ-paris3.fr/Traduiresanstrahir.pdf

Justyna78
08-05-2011, 00:35
Zgadzam się z Przedmówcami, że tłumaczenie poezji jest sztuką, która nie każdemu tłumaczowi przyjdzie z łatwością. Trzeba wiele wcześniejszej pracy nad tekstami lirycznymi, by umieć odczytać ukryte metafory, a także inne środki stylistyczne. Później należy przełożyć je w taki sposób, by stały się zrozumiałe dla odbiorców o zupełnie innym pochodzeniu, posiadających odmienną kulturę. To naprawdę trudna praca, która jednak z pewnością przynosi ogromną satysfakcję.

a.sowa
08-05-2011, 09:47
Odnośnie przekładu Cz.Miłosza, zacytowanego przez kasia.foj, nie znam tekstu wyjściowego i nie zorientowałabym się, że to tylko tłumaczenie, Czesław Miłosz to przykład wpsaniałego tłumacza i poety.

ardillaroja
08-05-2011, 10:04
Interpretacja translatorska powinna, według autora, wykreować bliźniaczy tekst, który w odrębności swojego języka i kultury literackiej funkcjonuje na tych samych prawach co tekst oryginalny w swoim języku i kulturze.

Zgadzam się, że powinno tak być, co nie zmienia faktu, iż tłumaczenie poezji należy do najtrudniejszych wyzwań jakie stoją przed tłumaczem. Problem polega na tym jak znaleźć równie plastyczne słowa w naszym ojczystym języku? Jak odzwierciedlić postrzeganie świata autora wiersza, który funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości?

dagmara85
08-05-2011, 14:28
Tłumaczenie poezji jest bardzo trudnym zadaniem. To już każdy z nas wie. Oprócz myśli autora, które należy przenieść do tekstu tworzonego, należy również zachować formę oryginału.
Co myślicie o kwestii wierności tłumaczenia? Przecież wiadome jest, że często tłumacz nie ma możliwości skonstruowania w taki sposób wersów, aby miały jednakową liczbę słów, podobne rymy, brzmienie (mam tu na myśli naszpikowanie tekstu spółgłoskami czy też samogłoskami).
Przytoczę tu fragment artykułu wcześniej wspomnianego (link podany powyżej):

"La fidélité —cette maîtresse impérieuse et incontournable— prend des tours
surprenants et on se gardera bien de tout dogmatisme. Parfois, les deux langues semblent aller
l'amble et le confort est grand, presque trop (c'est louche!). Plus souvent, la fidélité doit se
conquérir, au prix d'un dépassement, d'un arrachement d'avec la structure de départ: il faut se
libérer du carcan original, accepter le détour pour découvrir le meilleur équivalent, et cet acte
de libération peut tarder, tant nous restons prisonniers de la langue originale de l'oeuvre. Ce
n'est pas un mince paradoxe. On admettra, enfin, que toute traduction poétique qui repose sur
le respect absolu de la structure rythmique et de l'architecture des signifiants doit s'autoriser
certaines "libertés" (certains parleront même de contorsions, ce que nous récusons) ; pour ne
pas trahir une rime ou un rythme, pour préserver la série ou la rupture, il est licite d'opérer
quelques transferts ou déplacements de sens d'un mot vers un autre, d'un son vers un autre."

Co sądzicie?

ardillaroja
08-05-2011, 14:33
często tłumacz nie ma możliwości skonstruowania w taki sposób wersów, aby miały jednakową liczbę słów, podobne rymy, brzmienie

No właśnie, a czasem jest to niezmiernie istotne, był taki wiersz William'a Blake'a, nie pamiętam tytułu, gdzie była stała liczba zgłosek twardych, co zostało zignorowane w tłumaczeniu. Sam wiersz traktował o symetrii, więc czy była to duża "ignorancja" ze strony tłumacza?

monka
08-05-2011, 14:59
"La fidélité —cette maîtresse impérieuse et incontournable— prend des tours
surprenants et on se gardera bien de tout dogmatisme. Parfois, les deux langues semblent aller
l'amble et le confort est grand, presque trop (c'est louche!). Plus souvent, la fidélité doit se
conquérir, au prix d'un dépassement, d'un arrachement d'avec la structure de départ: il faut se
libérer du carcan original, accepter le détour pour découvrir le meilleur équivalent, et cet acte
de libération peut tarder, tant nous restons prisonniers de la langue originale de l'oeuvre. Ce
n'est pas un mince paradoxe. On admettra, enfin, que toute traduction poétique qui repose sur
le respect absolu de la structure rythmique et de l'architecture des signifiants doit s'autoriser
certaines "libertés" (certains parleront même de contorsions, ce que nous récusons) ; pour ne
pas trahir une rime ou un rythme, pour préserver la série ou la rupture, il est licite d'opérer
quelques transferts ou déplacements de sens d'un mot vers un autre, d'un son vers un autre."


Czasami rzeczywiście nie można stworzyć tekstu, który byłby wierny treści orginału i jednocześnie zachowałby jego formę.
Weźmy choćby Pieśń o Rolandzie, która w oryginale pisana jest wierszem, zaś polski przekład jest prozą. Jeśli ktoś miał przyjemność czytania tegoż dzieła w oryginale oraz po polsku, może sam się przekonać, iż przekład - mimo że wierny treści - czyta się 'ciężej'. Trudno jednak zarzucać coś Żeleńskiemu, gdyż nie tłumaczył wprost z oryginału - pieśń została przetłumaczona ze starofrancuskiego na francuski, a następnie przez Żeleńskiego na polski...
Dagmara85 - miałas przyjemność zapoznać się z oryginałem Pieśni o Rolandzie?:) Co sądzisz o przekładzie Boya-Zelenskiego?

dagmara85
08-05-2011, 18:41
Czasami rzeczywiście nie można stworzyć tekstu, który byłby wierny treści orginału i jednocześnie zachowałby jego formę.
Weźmy choćby Pieśń o Rolandzie, która w oryginale pisana jest wierszem, zaś polski przekład jest prozą. Jeśli ktoś miał przyjemność czytania tegoż dzieła w oryginale oraz po polsku, może sam się przekonać, iż przekład - mimo że wierny treści - czyta się 'ciężej'. Trudno jednak zarzucać coś Żeleńskiemu, gdyż nie tłumaczył wprost z oryginału - pieśń została przetłumaczona ze starofrancuskiego na francuski, a następnie przez Żeleńskiego na polski...
Dagmara85 - miałas przyjemność zapoznać się z oryginałem Pieśni o Rolandzie?:) Co sądzisz o przekładzie Boya-Zelenskiego?

"Pieśń o Rolandzie" opracowywałam w liceum po polsku, ale i również na pierwszym roku studiów romanistyki już w wersji pierwotnej oraz przetłumaczonej ze starofrancuskiego na język bardziej współczesny. Z tego co pamiętam, jest to poemat epicki. Niestety wiele zabiegów, a raczej elementów języka uległo zniszczeniu już podczas prób tłumaczenia starofrancuskiego dialektu na język francuski bardziej nowoczesny. Dla porównania podam pierwszą strofę (laisse) w starofrancuskim i w języku bardziej współczesnym.

„Carles li reis, nostre emperere magnes,
Set anz tuz plains ad estet en Espaigne:
Tresqu'en la mer cunquist la tere altaigne.
N'i ad castel ki devant lui remaigne;
Mur ne citet n'i est remes a fraindre,
Fors Sarraguce, ki est en une muntaigne.
Li reis Marsilie la tient, ki Deu nen aimet.
Mahumet sert e Apollin recleimet:
Nes poet guarder que mals ne l'i ateignet. AOI”.

„LE roi Charles, notre empereur, le Grand, sept ans tous pleins,
est resté dans l’Espagne : jusqu’à la mer il a conquis la terre
hautaine. Plus un château qui devant lui résite, plus une muraille
à forcer, plus une cité, hormis Saragosse, qui est sur une
montagne. Le roi Marsile la tient, qui n’aime pas Dieu. C’est
Mahomet qu’il sert, Apolln qu’il prie. Il ne peut pas s’en garder :
Le malheur l’atteindra".

Na pierwszy rzut oka widać, że tłumaczenie traci chociażby dziesięciosylabowe wersy oraz rymy.
Skoro tłumacze francuscy mieli problem w przekładzie tylko dialektu, to tymbardziej nie ma się co dziwić pracy Boya-Żeleńskiego. Według mnie jego tłumaczenie jest trafione.

monka
08-05-2011, 20:11
Na pierwszy rzut oka widać, że tłumaczenie traci chociażby dziesięciosylabowe wersy oraz rymy.
Skoro tłumacze francuscy mieli problem w przekładzie tylko dialektu, to tymbardziej nie ma się co dziwić pracy Boya-Żeleńskiego. Według mnie jego tłumaczenie jest trafione.

Oczywiście, że jest trafione; podałam je tylko jako przykład 'poświęcenia' formy na rzecz treści. Jeśli chodzi o francuską wersję, udało mi się wypożyczyć książkę, gdzie po lewej stronie był tekst starofrancuski a po prawej francuski, dzięki czemu od razu widać było wszelkie zmiany formy.
Pamiętam jednak, że pan doktor, który prowadził zajęcia ze średniowiecznej literatury francuskiej, uznał, że tłumaczenie na polski Pieśni o Rolandzie wtedy będzie dobre, kiedy ktoś ją przełoży na polski ze starfrancuskiego :D

a.sowa
08-05-2011, 20:51
Rzeczywiście bezpośredni przekład ze starofrancuskiego na polski byłby bardziej wierny oryginałowi, ale w sumie nie ma co się dziwić, że wiele elementów języka starofrancuskiego zostało zniszczonych przy przekładzie na francuski, to jest skutek naturalnego procesu jakim jest ewolucja języka. Starofrancuski przykładowo nie posiadał wielu czasów, odmieniał się w 2 przypadkach, teraz francuski posiada więcej czasów, a przypadki zastąpione są przyimkami, dlatego tłumaczenie i zachowanie formy nie jest łatwe nawet dla Francuzów.

cdf55
08-05-2011, 23:39
Chciałam nawiazać do wierności oryginałowi, który został zacytowany powyżej. Zamieszczam poniżej fragment wiersza A. Rimbaud "Statek pijany" oraz jego literacki przekład + dosłowne tłumaczenie.

"Plus douce qu'aux enfants la chair des pommes sures,
L'eau verte pénétra ma coque de sapin
Et des taches de vins bleus et des vomissures
Me lava, dispersant gouvernail et grappin."

"Słodsza niż ustom dzieci miazga jabłek kwaśnych,
Wód zieleń w mą sosnową wdarła się łupinę,
Uniosła ster, kotwicę, stosy lin zapaśnych
I zmyła kały wstrętne i win plamy sine."

W dosłownym tłumaczeniu:
Słodsza nad dzieci miazga jabłek kwasnych,
Zielona woda przenikła mój kadłub jodłowy
I niebieskie plamy wina i wymiociny
zmyła, rozpraszając o ster i kotwicę.

Nie sadzicie, ze w tłumaczeniu literackim został zatarty naturalizm, prostota i cała brzydota tych wymiocin pokładowych ? Czy tłumacz zachował wierność oryginałowi, czy nadał mu nowe zycie ?

ardillaroja
08-06-2011, 11:33
cdf55 myślę, że tłumacz pozbawił utwór szorstkości, przez co wpłynął na nastrój w nim panujący. To potwierdza tylko tezę, że trzeba umieć wczuć się w kontekst utworu i postawę autora. Czytając dosłowne tłumacznie czytelnik może poczuć "morską" atmosferę, wygładzona wersja tłumacza jest według mnie przesłodzona, ale rozumiem, że intencją tłumacza było: "niech się dobrze czyta".

monka
08-06-2011, 11:40
Nie sadzicie, ze w tłumaczeniu literackim został zatarty naturalizm, prostota i cała brzydota tych wymiocin pokładowych ? Czy tłumacz zachował wierność oryginałowi, czy nadał mu nowe zycie ?

Nigdy nie porównywałam oryginału z tłumaczem, ale to rzeczywiście ciekawe, że słowo 'vomissures' zostało zastąpione 'kałami wstrętnymi'. Jednak 'wstrętne kały' oddają brzydotę, tak jak wymiociny - przynajmniej w moim odczuciu. W pierwszej chwili pomyślałam, że zabieg ma na celu zachowanie w przekładzie 13zgłoskowych wersów, jednak gdyby zamiast 'wstrętnych kałów' użyć słowa 'wymiociny' wyszłoby na to samo. Być może po prostu tłumacz wybrał wersję bardziej pasującą jemu, gdyż - jak już było wcześniej wspomniane - każdy tłumacz poezji musi być też poetą:)

a.sowa
08-06-2011, 12:19
Zgadzam się z ardillaroja, tłumacz niekoniecznie wczuł się w nastrój utworu. Rimbaud w swoich utworach chciał odzwierciedlić swój program poetycki - se faire voyant par un dereglement de tous les sens. Co ja rozumiem jako dążenie do bycia wieszczem, przewodnikiem dla innych, poprzez spróbowanie wszystkiego, własnie przez to trudno przetłumaczalne na polski dereglement de tous les sens. Stąd w utworze, takie niepoetyckie słowo vomissures:)

cdf55
08-06-2011, 14:32
W tym utworze jest duzo wiecej takich niepoetyckich słów, obok vomissures. Prawde mówiąc czytając wiersz w oryginale prawie czuje się kołysanie, które zbiera na mdłosci, choc nie mam morskich dolegliwości.
A przy tłumaczeniu juz wyobraźnia tak nie gra. Ja osobiście mam wrażenie, ze cały przekład tego wiersza jest bardzo mocno "wygładzony" i jest promocją tłumacza-artysty.

Podam wam jeszcze kilka przykładów wyrwanych z kontekstu:
"Des Peaux-Rouges criards les avaient pris pour cibles" ("Dla strzał swych za cel wzięły ich Skóry - Czerwone");
"La tempete a béni mes éveils maritimes" ("Zbudzenie me na morzu święcił wir powietrzny")
"Fermentent les rousseurs ameres de l'amour" ("Fermentują miłości żółciowe czerwienie").

Pójdę za rada Barańczaka: "nie tłumacz dobrej poezji na złą poezję". Pozdrawiam

EwaK
08-06-2011, 17:18
Ja również nie miałam nigdy okazji tłumaczyć poezji, ale podziwiam osoby, które zajmują się tym fachem. W związku z tutejszym wątkiem pozwolę sobie podać przykład przekładu tytułu powieści, nie wiersza, który to tytuł jednak ma potencjał iście poetycki i przez swą dwuznaczność jest niemałym problemem dla tłumacza. Mam na myśli powieść "la Jalousie" (Alain Robbe-Grillet), której tytul przetłumaczony został na "Żaluzja" i przez to utracił swą dwuznaczność oddawaną przez oryginał ("żaluzja", ale również "zazdrość"), tak bardzo związaną z treścią dzieła.

pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia w przygodach tłumaczeniowych.

monka
08-06-2011, 18:41
Mam na myśli powieść "la Jalousie" (Alain Robbe-Grillet), której tytul przetłumaczony został na "Żaluzja" i przez to utracił swą dwuznaczność oddawaną przez oryginał ("żaluzja", ale również "zazdrość"), tak bardzo związaną z treścią dzieła.

Rzeczywiście tytuł traci dwuznaczność, ale jakoś nie przychodzi mi na myśl nic, co mogłoby ją oddać w języku polskim. W przypadku takich 'nieścisłości' w przekładzie, tłumacz powinien moim zdaniem napisać jakąś notkę tłumaczącą czytelnikom prawdziwy sens tytułu; Osobiście ja zawsze szukam notek od tłumacza kiedy czytam obcojęzyczną książkę po polsku - tak z ciekawości:)

a.sowa
08-06-2011, 20:46
Tłumacz Żaluzji na pewno zawahał się jak przetłumaczyć tytuł, ale wydaje mi się, że z dwojga złego już lepiej żaluzja, bo gdyby wybrał zazdrość byłoby to zbyt eksplicytne. Po tytule, czytelnik doszukiwałby się w utworze zazdrości, z kolej Robbe-Grillet chodziło o to, żeby czytelnik tylko domyślił się po przeczytaniu obsesyjnych opisów, że narrator jest zazdrosny.Nie ma tam mowy wprost o zazdrości. Stąd tłumaczenie tytułu;)

lingwistka2011
08-06-2011, 21:24
Poszukując inspiracji do wypowiedzenia się na forum, znalazłam ciekawy artykuł Czesława Miłosza, dotyczący przekładu "Trenów" J. Kochanowskiego na j. angielski. Autor pisze m. in., że "nie rozstrzygnięto zagadnienia, czy i w jakim stopniu poeta powinien znać język, z jakiego tłumaczy, wszelako doskonałe przekłady zrobione przez autorów słabo znających język oryginału zmusiły krytyków do refleksji nad kwalifikacjami wymaganymi w rzemiośle przekładowym". Interesująca wydała mi się też zawarta w artykule myśl kalifornijskiego poety i tłumacza poezji francuskiej, chińskiej i japońskiej - Kenneth'a Rexroth'a nt. sztuki przekładu. Jego zdaniem, "podstawową cechą doskonałego tłumacza nie jest umiejętność dopasowania słów jego języka do słów oryginału, lecz współodczuwanie: „utożsamienie własnego »ja« z osobowością tłumaczonego twórcy, przeniesienie treści jego wypowiedzi we własną wypowiedź”. Zdolność takiego współodczuwania – pisał Rexroth – „może nas unieść bardzo daleko, o ile posiadamy odpowiedni talent.
http://www.tygodnik.com.pl/apokryf/09/milosz2.html

Mnie nasunął sie przekład mocno erotycznej piosenki, a raczej przekłady. Kazdy pewno słyszał nie raz wyszeptaną i wydyszaną piosenkę po francusku J. Birkin&S. Gainsbourg "Je t'aime moi non plus". Konkretnie chodzi o fragment: "Je vais et je viens entre tes reins..." (dosł. idę i dochodzę między twe lędźwie).

Gdy zaczynałam naukę francuskiego w liceum, często słyszałam tę piosenkę w radio. Słowo "rein" tłumaczyłam sobie wówczas jak "nerki". Trochę mi to nie pasowało, ale myślałam: trudno, skoro tak Francuzi sobie to wymyślili...:)

dagmara85
08-06-2011, 22:23
W tym utworze jest duzo wiecej takich niepoetyckich słów, obok vomissures. Prawde mówiąc czytając wiersz w oryginale prawie czuje się kołysanie, które zbiera na mdłosci, choc nie mam morskich dolegliwości.
A przy tłumaczeniu juz wyobraźnia tak nie gra. Ja osobiście mam wrażenie, ze cały przekład tego wiersza jest bardzo mocno "wygładzony" i jest promocją tłumacza-artysty.

Podam wam jeszcze kilka przykładów wyrwanych z kontekstu:
"Des Peaux-Rouges criards les avaient pris pour cibles" ("Dla strzał swych za cel wzięły ich Skóry - Czerwone");
"La tempete a béni mes éveils maritimes" ("Zbudzenie me na morzu święcił wir powietrzny")
"Fermentent les rousseurs ameres de l'amour" ("Fermentują miłości żółciowe czerwienie").

Pójdę za rada Barańczaka: "nie tłumacz dobrej poezji na złą poezję". Pozdrawiam

W pełni zgadzam się z Twoją opinią. Tłumaczenie już tak nie pobudza wyobraźni czytelnika, co oryginał. I tu pojawia się często już powiedziane zdanie przez wielu pisarzy, krytyków czy też tłumaczy, że żaden przekład nie odzwierciedli i nie wpłynie tak na odbiorcę jak tekst w oryginale.
No właśnie, więc skoro tak jest, to czy warto w ogóle tłumaczyć poezję, skoro wiemy, że nigdy nie dorównamy poecie? To tak jakby mając piękny wazon, stłuc go (przez przypadek) a potem posklejać jego części do kupy.

UlaK
08-07-2011, 09:12
Zgadzam się w zupełności z moimi przedmówcami na forum; z pewnością przekład poezji jest wielkim wyzwaniem dla podejmującego się tego zadania tłumacza. Jak do tej pory moje doświadczenie w tej dziedzinie nie jest zbyt duże, były to głównie próby przekładu na zajęciach na uczelni, zawsze pod okiem profesora. Nie ukrywam jednak, że praca ta kosztowała mnie wiele wysiłku i zrozumiałam wtedy jak wielką sztuką jest przekład poezji, ile czynników i kwestii tłumacz musi mieć na uwadze. Jak trudno jest oddać treść oryginału tekstu, starając się przy tym odwzorować również formę. Czy jest to w ogóle możliwe?
Myślę, że zawsze przy przekładzie poezji mamy do czynienia z pewnego rodzaju transformacjami tekstu. Często są one wynikiem różnic w systemach językowych; język oryginału i język przekładu. Jedak to od decyzji tłumacza zależy, czy różnice te zostaną uwzględnione.
Zastanawia mnie na jak wiele modyfikacji zarówno w treści jak i formie wiersza może sobie tłumacz pozwolić, chcąc oddać zamysł autora, uwzględniając przy tym normy stylistyczne, czy też strukturę wiersza. Czy istnieją jakieś granice, które określałyby na ile wolną rękę ma tłumacz? Ilu zmian może dokonać zarówno w treści jak i formie?

We wcześniejszym poście wspominałam o kwestii różnic w systemach językowych istniejących w języku oryginału i przekładu. Udało mi się znaleźć przykład w tłumaczeniu
Romance de la luna, luna F.García Lorca. Główną bohaterką wiersza jest luna- po hiszp.
la luna- rodzaj żeński, w języku polskim księżyc-rodzaj męski. Zatem wszystkie przymiotniki czy rzeczowniki które lune opisują w języku hiszpańskim odnoszą się do rodzaju żeńskiego. Jak najlepiej byłoby oddać zamysł autora w przekładzie? Rozważaliśmy tą kwestię na zajęciach z teorii przekładu, dokonując przeglądu fragmentów kilku wybranych przekładów.

La luna vino a la fragua Księżyc do kuźni wszedł nocą,
Con su polisón de nardos. cały w bieli nardów wonnych. (Irena Kuran-Bogucka)

Lub Pełnia do kuźni weszła
W mantyli z turbeoz śnieżnych. (Jerzy Ficowski)

Tak więc jak widać można la luna nadać w języku polskim rodzaj żeński , traktując ją jako pełnię, lub
też jako księżyc, nadając jej rodzaj męski. Niestety dysponuję tylko podanymi fragmentami przekładu na język polski, natomiast zastanawia mnie jak w wersji gdzie la luna jest księżycem- r.męski poradzono sobie z tym fragmentem:
La luna vino a la fragua
con su polisón de nardos.
El niño la mira, mira.
El niño la está mirando.

En el aire conmovido
mueve la luna sus brazos
y enseña, lúbrica y pura,
sus senos de duro estaño.

Gdyż senos w tłumaczeniu na polski to atrybut żeński - piersi, bądź też łono:)

Udało mi się znaleźć przekład na język angielski Romance de la Luna, Luna fragmentu z senos:) Sami zobaczcie jak tłumacz sobie poradził:

La luna vino a la fragua
con su polisón de nardos.
El niño la mira, mira.
El niño la está mirando.

En el aire conmovido
mueve la luna sus brazos
y enseña, lúbrica y pura,
sus senos de duro estaño.


Tłumaczenie Helen Gunn:

The moon came to the forge
with her skirt of white, fragrant flowers.
The young boy watches her, watches.
The boy is watching her.

In the electrified air
the moon moves her arms
and points out, lecherous and pure,
her breasts of hard tin.

Innym aspektem, który warto mieć na uwadze przy tłumaczeniu poezji jest kwestia tzw. rejestru języka, tzn. przykładowo użycie kolokwializmów czy też mowy potocznej, bądź też wulgaryzmów w przekładzie tekstu o znaczeniu zupełnie neutralnym w oryginale. Oczywiście łatwo można zauważyć, że zastosowanie przykładowo wulgaryzmu w przekładzie tekstu, gdzie wulgaryzmu nie ma sprawia, że tekst, nabiera zupełnie innego znaczenia. Czytelnik będzie go inaczej interpretował, z zupełnie innym wydźwiękiem.
Jako przykład podaję fragment z F.García Lorca Reyerta:

Guardias civiles borrachos,
en la puerta golepaban.

I tutaj wersja przekładu Jerzego Ficowskiego, zupełnie neutralna w swoim wydźwięku:

Wtem pijani policjanci
zaczęli we drzwi łomotać.

Oraz dla kontrastu, przekład fragmentu autorstwa Jana Winczakiewicza:

Żandarmi spici jak bela
dobijali się do bramy.

Co myślicie o tym przekładzie? Nie chcę oceniać tłumacza, bo wiem, że zadanie nie jest łatwe, natomiast wydaje mi się, że w tym wypadku jest to lekka nadinterpretacja oryginału...

cdf55
08-07-2011, 14:24
Nie znam hiszpańskiego, ale widze po przykładach, ze ilu tłumaczy, tyle wersji !
Jeden bardziej klasycznie: puka do drzwi czy łomocze, a drugi bardziej potocznie : dobija się do bramy !
To faktycznie 2 różne poziomy językowe. A oryginał tylko jeden !

lingwistka2011
08-07-2011, 16:50
Znalazłam trzy tłumaczenia znanego wiersza Charles'a Baudelaire'a "Une Charogne":

Une Charogne
Rappelez-vous l'objet que nous vîmes, mon âme,
Ce beau matin d'été si doux:
Au détour d'un sentier une charogne infâme
Sur un lit semé de cailloux,

Les jambes en l'air, comme une femme lubrique,
Brûlante et suant les poisons,
Ouvrait d'une façon nonchalante et cynique
Son ventre plein d'exhalaisons.
Les Fleurs du mal Charles Baudelaire

Padlina
Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
W ten letni, tak piękny poranek:
U zakrętu leżała plugawa padlina
Na ścieżce żwirem zasianej.

Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
Parując i siejąc trucizny,
Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
Brzucha pełnego zgnilizny.

Przełożył: Mieczysław Jastrun

Wspomnij na tę rzecz, którą ujrzeliśmy, miła,
W piękny ranek o letniej porze:
Gdzie dróżka czyni skręt, padlina wstrętna gniła
Żwirem usłane mając łoże,

Jak lubieżna kobieta wzwyż nogi rozdarła,
Kipiąc, pocąc się trupim jadem,
Urągliwie i sprośnie wprost na nas rozwarła
Wzdęty brzuch, zionący rozkładem.

Przełożył: Jerzy Litwiniuk

Czy pamiętasz to, cośmy widzieli, jedyna
W ten piękny ranek, lata tchnienie:
U zakrętu ścieżki legła niecna padlina
Na łożu zasianym kamieniem

Jak lubieżnej kobiety zadarte jej nogi
Ciepła, poci się truciznami
Niedbale, cynicznie otwarła brzucha progi
Napełnionego wyziewami

Przełożył: Maciej Chrapkiewicz

Każdy z nich wydaje mi się trafny pod względem językowym i "ładny", jeśli chodzi o warstwę poetycką. Jednak nie mam żadnego doświadczenia w tłumaczeniu poezji, więc trudno mi dokonać głębszej analizy i porównań. Chętnie przeczytam jakieś komentarze.

Czy ktoś z Was czytał książkę St. Barańczaka "Ocalone w tłumaczeniu"? Na podstawie artykułu, który właśnie przeczytałam, pozycja ta wydaje mi się niezbędna w przypadku osób pragnących zacząć trudną sztukę tłumaczenia poezji.
http://www.zeszytyliterackie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=44&Itemid=88

Nie powiem tutaj niczego odkrywczego, jeśli stwierdzę, jak większość osób tu wypowiadających się, że poezja jest najtrudniejszym typem tekstu do przełożenia, zarówno pod względem treści, jak i formy. Sama, nawet doskonała znajomość języka obcego nie wystarczy. Ktoś, kto np. nie lubi poezji, nie wie, po co ona komu, itp., nie powinien chyba w ogóle zabierać się za jej tłumaczenie. Jedynie jednostki o artystycznej duszy i upodobaniach mają "pole do popisu" w tej dziedzinie.

kasia.foj
08-07-2011, 18:25
Póki co, przeczytałam tylko fragment książki Barańczaka (dla zainteresowanych: http://czytelnia.onet.pl/0,1161432,1,do_czytania.html ). Wydaje się na tyle interesująca i wartościowa, że zamierzam się w nią zagłębic.
Pozwolę sobie zacytowac słowa autora na temat "Ocalone w tłumaczeniu": "Tłumaczenie się z tego, że tłumaczy się wiersze również w celu wytłumaczenia innym tłumaczom, iż dla większości tłumaczeń wierszy nie ma wytłumaczenia" ;)

Justyna78
08-07-2011, 20:06
W tłumaczeniu, które przytoczę nie ma pomyłki śmiesznej, ale myślę, że zmiana znaczenia jest tutaj zupełnie niepotrzebna. Zastanawia mnie, dlaczego często podczas tłumaczenia odbiega się zupełnie od sensu zawartego w oryginale. Uważam, że kiedy nie jest to potrzebne, powinno się trzymać pierwotnego sensu.
Za przykład podaję fragment wiersza Świętego Jana od Krzyża.

QUE MUERO PORQUE NO MUERO

San Juan de la Cruz (Święty Jan od Krzyża)



Vivo sin vivir en mí
y de tal manera espero,
que muero porque no muero.
En mí yo no vivo ya,
y sin Dios vivir no puedo;
pues sin él y sin mí quedo,
este vivir, ?qué será?
Mil muertes se me hará,
pues mi misma vida espero,
muriendo porque no muero.
(...)


ŻYWY JESTEM...

Żywy jestem, choć życia brak mi
I pewności przez to nabieram,
Że umieram, bo nie umieram.
Życia w sobie dawno nie czuję,
Niepodobna istnieć bez Boga;
Choć go szukam, pusta ma droga,
Więc byt jaki w duszy znajduję?
Tysiąc śmierci los mi gotuje,
Lecz nadziei, by żyć, nabieram
Umierając, gdy nie umieram.
(...)


Pogrubiony fragment wg mnie powinien brzmieć mniej więcej tak:
Jego już nie znajduję ani siebie samego
Takie życie, czym więc się stanie?

Zdaję sobie sprawę z tego, że tłumaczenie poezji jest bardzo trudną i odpowiedzialną pracą, ale myślę, że w tym wypadku naprawdę nie była konieczna tak dalece posunięta zmiana sensu podanych wersów.

UlaK
08-07-2011, 20:19
Chciałabym przytoczyć błąd będący ewidetną pomyłką tlumacza, wynikającą z całą pewnością z niedopatrzenia spowodowanego przeświadczeniem o doskonałej znajomości języka hiszpańskiego.

Oryginał tekstu: Romance sonámbulo F. García Lorca

El largo viento, dejaba
en la boca raro gusto
de hiel, de menta y de albahaca.

Przekład Jan Winczakiewicz:

Wielki wiatr zostawiał w ustach
Posmak miodu i bazylii.

Słowo hiel zostało tu przetłumaczone jako miód, podczas gdy hiel to po polsku żółć, a z kolei miel to miód.
Nie wiem czy jest to błąd śmieszny, ale z całą pewnością dość poważny, ponieważ zmienia znaczenie cytowanego fragmentu. Smak miodu ma nie wiele wspólnego z żółcią, o której pisze autor...

Justyna78
08-07-2011, 21:03
Zgadzam się z UlaK. Często czujemy się tak swobodnie w danym języku, że proste słowa bierzemy za pewnik nawet ich nie sprawdzając a z tego wynikają różne absurdalne pomyłki. Dlatego czasem lepiej podejść z lekkim dystansem do własnej wiedzy i upewnić się.

cdf55
08-07-2011, 22:51
Czytając wszystkie przekłady Baudelaire'a miałam wrażenie, ze nie ma sie do czego czepić. Wszystkie są poprawne i tak ładnie wykończone. Tutaj zgodzę sie z lingwistką2011.
Co do Barańczaka, to w "Ocalonych..." przedstawia kilka swoich złotych mysli, ktore niewatpliwie mogą nakierowac początkujacego tłumacza poezji na właściwe tory. Warto je przeczytać.
Po lekturze fragmentów, uznałam ze strzeż mnie Boże przed tłumaczeniem poezji! Zdecydowanie stawiam na prozę.

kasia.foj
08-08-2011, 00:04
Justyna78 wydaje mi się, że tłumacza poniosła poetycka wena. W sumie sensu całego wiersza nie zmienił, także nie razi to aż tak bardzo jak w przypadku zacytowanym przez UlaK.

A wracając do Barańczaka - właśnie jestem po lekturze fragmentu i jest na tyle wciągająca, że z całą pewnością sięgnę po całość. Spodobał mi się zwłaszcza podtytuł: "Tłumaczenie się z tego, że tłumaczy się wiersze również w celu wytłumaczenia innym tłumaczom, iż dla większości tłumaczeń wierszy nie ma wytłumaczenia" ;)

A co sądzicie o próbach zastosowania przy tłumaczeniu takich samych zabiegów stylistycznych jak w oryginale?

W "Cántico espiritual" wspomnianego już wcześniej San Juan de la Cruz jest bardzo wyraźna onomatopeja:
(fragment)
"¡Mi amado, las montañas,
los valles solitarios nemorosos,
las ínsulas extrañas,
los ríos sonorosos,
el silbo de los aires amorosos;"

aż słychać szum wiatru ;) zaś w tłumaczeniu:

"Mój Ukochany jest jak gór wyżyny,
Jak samotne doliny wśród gajów tonące,
Wyspy osobliwe,
Jak potoki rozgłośnie szumiące,
Jak tchnienie wiatru miłośnie wiejące."

w języku polskim niestety gra słów nie daje już tego samego efektu. Wiem, że to kolejna komplikacja, przy już i tak arcytrudnym zadaniu tłumaczenia poezji, ale uważam (śladem Barańczaka), że tłumaczenie powinno oddawać te same emocje co oryginał, w tych samych momentach powinno się mieć gęsią skórkę, odczuwać radość czy wzruszenie.

dagmara85
08-08-2011, 10:14
Chciałabym przytoczyć błąd będący ewidetną pomyłką tlumacza, wynikającą z całą pewnością z niedopatrzenia spowodowanego przeświadczeniem o doskonałej znajomości języka hiszpańskiego.

Oryginał tekstu: Romance sonámbulo F. García Lorca

El largo viento, dejaba
en la boca raro gusto
de hiel, de menta y de albahaca.

Przekład Jan Winczakiewicz:

Wielki wiatr zostawiał w ustach
Posmak miodu i bazylii.

Słowo hiel zostało tu przetłumaczone jako miód, podczas gdy hiel to po polsku żółć, a z kolei miel to miód.
Nie wiem czy jest to błąd śmieszny, ale z całą pewnością dość poważny, ponieważ zmienia znaczenie cytowanego fragmentu. Smak miodu ma nie wiele wspólnego z żółcią, o której pisze autor...

Jak dla mnie, to znalazłaś super przykład, może nie śmieszny, ale ewidentny błąd w tłumaczeniu. Przecież przetłumaczone wersy mają w ogóle inne znaczenie. Ciekawe co by na to powiedział autor przekładu i czy jego błąd został wychwycony przez edytora? A może w staro-hiszpańskim czy w jakiejś inne odmianie czy dialekcie tego języka głoska [h] była wymawiana jako [m] ??? Z tego, co wiem w samej Hiszpanii używa się 4 rodzajów - odmian języka hiszpańskiego, więc może to wcale nie błąd. Możesz zacytować cały wiersz???

Czy ktoś z Was czytał książkę St. Barańczaka "Ocalone w tłumaczeniu"? Na podstawie artykułu, który właśnie przeczytałam, pozycja ta wydaje mi się niezbędna w przypadku osób pragnących zacząć trudną sztukę tłumaczenia poezji.
http://www.zeszytyliterackie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=44&Itemid=88

Podczas zajęć na studiach wielokrotnie nasz profesor od tłumaczeń wpajał nam do głowy, że jest kilka książek, jego zdaniem "biblii", bez których znajomości nie można przystąpić do tłumaczenia.
Jedną pozycją na jego liście była książka "Ocalone w tłumaczeniu" Barańczaka:)

Justyna78
08-08-2011, 11:18
Justyna78 wydaje mi się, że tłumacza poniosła poetycka wena. W sumie sensu całego wiersza nie zmienił, także nie razi to aż tak bardzo jak w przypadku zacytowanym przez UlaK.


kasia.foj zgadzam się z Tobą w pewnym stopniu, jednak myślę, że w poezji ważny jest nie tylko ogólny sens utworu. Poezja to taki rodzaj twórczości, w którym ważny jest także wydźwięk każdego słowa z osobna, każdego zdania a w efekcie całego wiersza, przy czym każdy z tych drobnych elementów skłądowych ma ogromne znaczenie przy interpretacji.

Odniosę się do przykładu podanego przez UlaK. To rzeczywiście bardzo ważne, by już na samym początku zastanowić się, co autor chciał przekazać w wierszu, jaki element został wyeksponowany i do tego dopasować tłumaczenie. Czasem warto zmienić kluczowy wyraz na inny, synonimiczny, by później nie było konieczne wyszukiwanie zbyt wielu zamienników. To bardzo ułatwia pracę i może uczynić przekład piękniejszym i wierniejszym oryginałowi. Kluczowym wyrazem jest tu oczywiście Księżyc.

crea_tive
08-08-2011, 14:01
W tłumaczeniu, które przytoczę nie ma pomyłki śmiesznej, ale myślę, że zmiana znaczenia jest tutaj zupełnie niepotrzebna. Zastanawia mnie, dlaczego często podczas tłumaczenia odbiega się zupełnie od sensu zawartego w oryginale. Uważam, że kiedy nie jest to potrzebne, powinno się trzymać pierwotnego sensu.
Za przykład podaję fragment wiersza Świętego Jana od Krzyża.

QUE MUERO PORQUE NO MUERO

San Juan de la Cruz (Święty Jan od Krzyża)



Vivo sin vivir en mí
y de tal manera espero,
que muero porque no muero.
En mí yo no vivo ya,
y sin Dios vivir no puedo;
pues sin él y sin mí quedo,
este vivir, ?qué será?
Mil muertes se me hará,
pues mi misma vida espero,
muriendo porque no muero.
(...)


ŻYWY JESTEM...

Żywy jestem, choć życia brak mi
I pewności przez to nabieram,
Że umieram, bo nie umieram.
Życia w sobie dawno nie czuję,
Niepodobna istnieć bez Boga;
Choć go szukam, pusta ma droga,
Więc byt jaki w duszy znajduję?
Tysiąc śmierci los mi gotuje,
Lecz nadziei, by żyć, nabieram
Umierając, gdy nie umieram.
(...)


Pogrubiony fragment wg mnie powinien brzmieć mniej więcej tak:
Jego już nie znajduję ani siebie samego
Takie życie, czym więc się stanie?

Zdaję sobie sprawę z tego, że tłumaczenie poezji jest bardzo trudną i odpowiedzialną pracą, ale myślę, że w tym wypadku naprawdę nie była konieczna tak dalece posunięta zmiana sensu podanych wersów.

Nawiązując do wyżej przytoczonego tłumaczenia- nie uważam aby było błędne a sens przeinaczony. Takie postawienie sprawy, z mojego punktu widzenia, jest utrwalaniem najbardziej banalnego stereotypu dotyczącego pracy tłumacza.
Rolą tłumacza jest tłumaczenie oraz w pewnym sensie interpretacja tekstu w taki sposób aby został właściwie odczytany przez czytelnika. czytelnik oryginału i czytelnik przekładu należą do odmiennych społeczności, które różni nie tylko język, ale także historia, kultura i realia życia codziennego. Różne doświadczenia członków tych grup prowadzą do powstania odmiennych kodów kulturowych, do których czytelnicy odwołują się podczas lektury tekstu.
Wracając do wątku głównego, godnym podkreślenia wydaje się być fakt iż tłumaczenie poezji nie musi być dosłowne a często wręcz nie może.

Chciałabym przytoczyć błąd będący ewidetną pomyłką tlumacza, wynikającą z całą pewnością z niedopatrzenia spowodowanego przeświadczeniem o doskonałej znajomości języka hiszpańskiego.

Oryginał tekstu: Romance sonámbulo F. García Lorca

El largo viento, dejaba
en la boca raro gusto
de hiel, de menta y de albahaca.

Przekład Jan Winczakiewicz:

Wielki wiatr zostawiał w ustach
Posmak miodu i bazylii.

Słowo hiel zostało tu przetłumaczone jako miód, podczas gdy hiel to po polsku żółć, a z kolei miel to miód.
Nie wiem czy jest to błąd śmieszny, ale z całą pewnością dość poważny, ponieważ zmienia znaczenie cytowanego fragmentu. Smak miodu ma nie wiele wspólnego z żółcią, o której pisze autor...

Pomijając fakt, iż tłumaczenie poezji jest tłumaczeniem trudnym z wyżej wymienionych względów, uważam że przy pomyłkach w tłumaczeniu istotnym czynnikiem jest również fakt że tłumacz, nawet jeśli jego kompetencje językowe są bardzo wysokie, nie posiada poziomu kompetencji językowej w języku obcym równego użytkownikom języka ojczystego. Stąd też, źródłem pomyłek może być nie tylko ignorancja i zbyt duża pewność siebie w odniesieniu do własnej znajomości języka ale również wobec znajomości kontekstu kulturowego.

Uliszon
08-08-2011, 14:15
Czasem warto zmienić kluczowy wyraz na inny, synonimiczny, by później nie było konieczne wyszukiwanie zbyt wielu zamienników. To bardzo ułatwia pracę i może uczynić przekład piękniejszym i wierniejszym oryginałowi.

Zgadzam się całkowicie. Geniusz tłumacza między innymi wynika z jego kreatywności. Im więcej pomysłów mamy na przekład, tym lepsze tłumaczenie tworzymy.

Zapomniałam dodać, że tak, jak w każdej dziedzinie, podczas tłumaczenia trzeba znaleźć <złoty środek>, bo „co za dużo, to niezdrowo”, a nadinterpretacja równie szkodzi, jak niedopowiedzenie! Mało to odkrywcze, ale bardzo ważne w tym zawodzie.

crea_tive
08-08-2011, 14:31
Podczas zajęć na studiach wielokrotnie nasz profesor od tłumaczeń wpajał nam do głowy, że jest kilka książek, jego zdaniem "biblii", bez których znajomości nie można przystąpić do tłumaczenia.
Jedną pozycją na jego liście była książka "Ocalone w tłumaczeniu" Barańczaka:)

I słusznie wpajał, mimo iż rola kościoła systematycznie spada, znajomość Biblii jest wysoce użyteczna.Cała kultura europejska wyrosła na gruncie religii chrześcijańskiej. Oczywiste jest więc częste występowanie w literaturze europejskiej nawiązań i aluzji, nieraz subtelnych a innym razem całkiem oczywistych do księgi, która jest podstawą tej religii. Pomimo że czasy, kiedy za ludzi wykształconych uznawano jedynie ludzi duchownych- a więc tych, którzy doskonali znali Pismo Święte bezpowrotnie minęły, nasza kultura jest przesiąknięta motywami pochodzącymi z Biblii.

Uliszon
08-08-2011, 14:34
Rolą tłumacza jest tłumaczenie oraz w pewnym sensie interpretacja tekstu w taki sposób aby został właściwie odczytany przez czytelnika. czytelnik oryginału i czytelnik przekładu należą do odmiennych społeczności, które różni nie tylko język, ale także historia, kultura i realia życia codziennego. Różne doświadczenia członków tych grup prowadzą do powstania odmiennych kodów kulturowych, do których czytelnicy odwołują się podczas lektury tekstu.

To, jak dany tekst odbiera tłumacz ma poniekąd wpływa na to, jak będą go interpretować odbiorcy przekładu. Tłumacz występuje w podwójnej roli: odbiorcy oryginału oraz nadawcy przekładu. Kwestie tą porusza Elżbieta Tabakowska w swojej książce „ Tłumacząc się z tłumaczenia”, którą gorąco polecam!

kasia.foj
08-08-2011, 14:39
Justyna78, myślę, że po części obie mamy rację ;) nie da się stworzyć identycznie brzmiącego i skomponowanego dzieła w obcym języku. Zawsze jest to wybór między: oddaniem takiego samego sensu utworu i emocji (przy jednoczesnym odejściu od tłumaczenia dosłownego), przetłumaczeniem dosłownym (gdy to słowa mają grać pierwsze skrzypce, co nierzadko skutkuje zmianą wymowy całego wiersza) a utrzymaniem podobnej stylistyki i kompozycji wiersza (gdy, tak jak wspomniałam wcześniej wiersz San Juana de la Cruz decydujemy, że środki stylistyczne nadają danemu dziełu niepowtarzalny urok).

crea_tive
08-08-2011, 14:46
Innym aspektem, który warto mieć na uwadze przy tłumaczeniu poezji jest kwestia tzw. rejestru języka, tzn. przykładowo użycie kolokwializmów czy też mowy potocznej, bądź też wulgaryzmów w przekładzie tekstu o znaczeniu zupełnie neutralnym w oryginale. Oczywiście łatwo można zauważyć, że zastosowanie przykładowo wulgaryzmu w przekładzie tekstu, gdzie wulgaryzmu nie ma sprawia, że tekst, nabiera zupełnie innego znaczenia. Czytelnik będzie go inaczej interpretował, z zupełnie innym wydźwiękiem.
Jako przykład podaję fragment z F.García Lorca Reyerta:

Guardias civiles borrachos,
en la puerta golepaban.

I tutaj wersja przekładu Jerzego Ficowskiego, zupełnie neutralna w swoim wydźwięku:

Wtem pijani policjanci
zaczęli we drzwi łomotać.

Oraz dla kontrastu, przekład fragmentu autorstwa Jana Winczakiewicza:

Żandarmi spici jak bela
dobijali się do bramy.

Co myślicie o tym przekładzie? Nie chcę oceniać tłumacza, bo wiem, że zadanie nie jest łatwe, natomiast wydaje mi się, że w tym wypadku jest to lekka nadinterpretacja oryginału...

Słuszna uwaga, tendencja do simplikacji coraz częściej spotykana. Uważam że tłumacz, mimo iż z definicji niewierny powienien swoim tłumaczeniem wpisywać się w rejestr danego dzieła i upraszczanie poprzez zmianę owego rejestru jest z mojego punktu widzenia nadużyciem.

Uliszon
08-08-2011, 15:01
Myślę, że zawsze przy przekładzie poezji mamy do czynienia z pewnego rodzaju transformacjami tekstu. Często są one wynikiem różnic w systemach językowych; język oryginału i język przekładu. Jedak to od decyzji tłumacza zależy, czy różnice te zostaną uwzględnione.

Nawiązując do tego komentarza, wszystko sprowadza się do woli tłumacza. On decyduje o tym, jaką technikę wybiera, która interpretacja jest najwierniejsza i które różnice kulturowe uwzględnia w tłumaczeniu. I tylko on ponosi odpowiedzialność za swój przekład.

empresstamika
08-22-2011, 12:11
Przypomniało mi się tłumaczenie tytułu wiersza Norwida "Daj mi wstążkę błękitną" na włoski (autorstwa A.M. Ripellina): "Dammi il nastro azzurro". Zawsze mnie to bawi, zważywszy, że Włosi mają piwo o nazwie Nastro Azzurro (błękitna wstążka). Śmiesznie muszą dla Włochów brzmieć słowa "Daj mi piwo" w kontekście czołowego polskiego romantyka :D