PDA

View Full Version : NIEprzetłumaczalne???


MonikaMPreston
07-10-2011, 09:12
Nieważne z jakiego lub na jaki język wykonuje się tłumaczenie, czasem przeszkody wydają się być nie do pokonania - jakie słowo wybrać, jeśli znaczenie jest to samo lub prawie to samo?

Przykład: Ona jest zawsze taka pogodna.
Niektóre opcje słownikowe: cheerful, buoyant, hopeful, serene

:confused:

Shieldmaiden
07-11-2011, 14:52
Bierzesz wtedy do ręki również słownik jednojęzyczny j. angielskiego :), definicje w języku docelowym powinny pomóc wybrać odpowiednik.
Istnieją przecież również synonimy, bez których język - żaden język - nie byłby tak bogaty i ciekawy.

jarmoe
07-12-2011, 18:37
Shieldmaiden zwraca uwagę na bardzo istotną sprawę. bogactwo języka to synonimy, i wiadomo że są ich miliony i tak jak pogodny, to roześmiany, radosny, promienny ale i bezchmurny :) ja myślę, że to co MonikaMPreston nazywa przeszkodą jest wręcz ułatwieniem! mając do wyboru taką ilość słów nosiącyhc tę samą lb podobną tręść można przekzać tręść tłumaczone tekstu w sposób niemal doskonały

kszylar
07-19-2011, 20:21
W takich wypadkach bardzo ważny jest także kontekst -- dzięki dodatkowym informacjom jesteśmy w stanie najlepiej dopasować tłumaczenie do oryginału. Takie pytanie "co autor miał na myśli" pomaga uniknąć pomyłek w dużo poważniejszych problemach.
Prawdziwy problem pojawia się, gdy do przetłumaczenia mamy zdania wyjęte z kontekstu. Jakie strategie przyjmujecie w takim wypadku?

Katie
07-20-2011, 16:08
witam

to NIEprzetlumaczalne mnie zaintrygowało

brałam udzial w projekcie opartym na biznesowym modelu szkolenia pt INFLUENCER

zgodnie z licencją mialo byc przetlumaczone na inny 1 wyraz, nie wiem dlaczego ale tak mialo być

okazalo sie w kontekscie tego o co chodzilo NIEPRZETLUMACZALNE

de facto potem okazalo się jako produkt NIESPRZEDAWALNE bo slowo influence jestn relatywnie mało znane paniom w działach HR w srednich miastach w Polsce

także są słowa nawet znając kontekst raczej nieprzetlumaczalne, to naprawdę był duży kłopot :/

magdalena_cieslak
07-20-2011, 17:00
Prawdziwy problem pojawia się, gdy do przetłumaczenia mamy zdania wyjęte z kontekstu. Jakie strategie przyjmujecie w takim wypadku?
Jest to raczej trudne zadanie, ponieważ bez kontekstu ciężko domyśleć się intencji autora. Może powinno się po prostu użyć takiego synonimu, który ma jak najogólniejsze znaczenie albo starać się jednak wywnioskować o co chodzi z treści zdania? (ale wszystko zależy od tego, z czym mamy do czynienia)

Uważam jednak, że jeszcze większe problemy pojawiają się, jeśli dany wyraz nie ma swojego odpowiednika w innym języku. Wtedy dopiero trzeba się nakombinować, żeby przełożyć to w sposób zrozumiały dla tzw. Target Audience, a jednocześnie nie zmienić zbytnio oryginału.
Mieliście kiedyś do czynienia z taką NIEprzetłumaczalnością?

ebuczynska
07-20-2011, 17:54
Bardzo często można to spotkać w tekstach nacechowanych ogromną ilością odniesień do kultury danego języka, tak jak na przykład w serialu 'South Park' czy też polskim 'Włatcy Móch'. Podejrzewam, że tam jest sporo NIEprzetłumaczalnych wyrazów.

kszylar
07-21-2011, 16:45
W przypadku seriali i filmów komediowych faktycznie większym problemem jest przetłumaczenie kultury niż samo przetłumaczenie tekstów. To trochę tak, jakby trzeba było odbiorcy wyjaśnić, dlaczego dane wyrażenie jest śmieszne, a takie wyjaśnienia zazwyczaj zabijają humor -- dowcipy nigdy nie są śmieszne, gdy ktoś musi nam je wyjaśniać. Takie tłumaczenia to naprawdę wyzwanie.

ebuczynska
07-21-2011, 17:49
Dokładnie. W zasadzie tego typu teksty są prawie w całości nieprzetłumaczalne, bo albo widz/czytelnik nie będzie wiedział o co chodzi, albo tekst przestanie być śmieszny i straci swój cały sens. A co myślicie o grze słów? Jak ją najlepiej przetłumaczyć?

magdalena_cieslak
07-21-2011, 18:21
Faktycznie jest to duże wyzwanie, ale skoro podany wcześniej ‘South Park’ jest tłumaczony na j. polski to widocznie się da:). Żeby coś było śmieszne, trzeba to po prostu przetłumaczyć zastępując podobnymi żartami w języku, na który tłumaczymy. Wydaje mi się, że NIEprzetłumaczalne wyrazy zastępujemy innymi (niekoniecznie znaczącymi to samo) i w takim przypadku zmiana oryginału jest uzasadniona- chodzi o humor a nie o znaczenie samo w sobie.

Ja spotkałam się z przypisem typu: gra słów, która znaczy to i to/ nieprzetłumaczalna na język polski. Nie wiem czy jest to jednak najlepsze wyjście, ponieważ tłumacz jakby przyznaje się do porażki, swojej niemocy.

AnnaLisa
07-21-2011, 18:33
Nieważne z jakiego lub na jaki język wykonuje się tłumaczenie, czasem przeszkody wydają się być nie do pokonania - jakie słowo wybrać, jeśli znaczenie jest to samo lub prawie to samo?

Przykład: Ona jest zawsze taka pogodna.
Niektóre opcje słownikowe: cheerful, buoyant, hopeful, serene

:confused:

Dlatego oprócz biegłej znajomości języka ważne jest jeszcze, bo ja wiem, ja to nazywam powołaniem, a polega ono na znakomitej intuicji, wyczuciu i przede wszystkim doskonałej znajomości języka ojczystego. Czytałam mnóstwo tłumaczeń, których głównym przesłaniem była jak najwierniejsza zgodność z oryginałem, przy czym w języku polskim wyglądało to nieskładnie. Tu polecam rozważania Juliana Tuwima na temat przekładu. On zajmował się Puszkinem i Majakowskim, ale o talent tłumacza tu chodzi, więc powinien na tym skorzystać nie tylko biegle mówiący po rosyjsku.

kszylar
07-21-2011, 22:49
Ja spotkałam się z przypisem typu: gra słów, która znaczy to i to/ nieprzetłumaczalna na język polski. Nie wiem czy jest to jednak najlepsze wyjście, ponieważ tłumacz jakby przyznaje się do porażki, swojej niemocy.

Myślę, że tego typu przypis powinien powstawać jedynie w aktach desperacji, jeżeli faktycznie nie ma siły, by coś zgrabnie przełożyć i jednocześnie zachować sens. Jednak często można spotkać się z tłumaczami, którzy z sobie tylko znanych powodów (lenistwo? brak umiejętności?) nawet nie starają się podjąć rękawicy, ogołacając w ten sposób tekst z jego smaczków.

panna-marchewka
07-22-2011, 00:05
Nieprzetłumaczalność to ciekawy problem... zwłaszcza że, zdaniem niektórych badaczy, zupełnie wyimaginowany :) Opierając się na funkcjonalnej analizie tekstu Krzysztof Hejwowski dowodzi, że "nieprzetłumaczalność" kreuje sam tłumacz, który mniej lub bardziej świadomie oczekuje analogicznego odpowiednika. Oczekiwania te Hejwowski uważa za zbyt wyśrubowane, bo taki odpowiednik niekoniecznie musi istnieć - jednak w większości wypadków da się jakoś przełożyć funkcję, którą dana fraza pełni w kontekście oryginału. Nieprzetłumaczalność, podobnie jak całkowita i bezwzględna "przetłumaczalność", stanowią dwa bieguny, między którymi rozciąga się ocean możliwości :)

Muszę przyznać, że takie podejście do problemu jest ciekawe, ponieważ wiele wymaga od tłumacza. Nie pozwala mu spocząć na laurach i skorzystać z alibi nieprzekładalności - zmusza go do poszukiwania rozwiązania, często nowatorskiego i bardzo kreatywnego. To bardzo motywujące, nie sądzicie?

Natomiast odnosząc się do kwestii usprawiedliwienia się "nieprzetłumaczalną grą słów" - myślę, że taki zabieg tłumacza może być uzasadniony w określonych przypadkach, np. gdy żart oparty jest na elemencie z zasady nietłumaczonym (np. nazwisko znaczące, nazwa miejsca, nazwy własne itp.). Jednak poza tymi nielicznymi wyjątkami wierzę, że większość żartów i gier słownych, także tych mocno osadzonych w kontekście kultury źródłowej, nie jest nieprzetłumaczalna.

ebuczynska
07-22-2011, 08:32
Dokładnie. Moim zdaniem, najlepszym rozwiązaniem byłoby znaleźć podobną grę słów w języku na który tłumaczymy.

magdalena_cieslak
07-22-2011, 14:29
Muszę przyznać, że takie podejście do problemu jest ciekawe, ponieważ wiele wymaga od tłumacza. Nie pozwala mu spocząć na laurach i skorzystać z alibi nieprzekładalności - zmusza go do poszukiwania rozwiązania, często nowatorskiego i bardzo kreatywnego. To bardzo motywujące, nie sądzicie?
Jest to motywujące- tłumacz musi sam coś stworzyć, w tym przypadku jest jakby drugim autorem. Efekt końcowy jest jednak oceniany przez różnych odbiorców. Jednym się podoba, a innym nie; jedni uważają to za mistrzostwo- świetny przekład, inni zrobiliby to inaczej. Kto w takim przypadku ocenia prace tłumacza? Zastanawia mnie kto decyduje czy dane tłumaczenie powinno zostać wydane (bo jest dobre), czy też nie.

ebuczynska
07-23-2011, 09:19
Nieprzetłumaczalność to ciekawy problem... zwłaszcza że, zdaniem niektórych badaczy, zupełnie wyimaginowany :) Opierając się na funkcjonalnej analizie tekstu Krzysztof Hejwowski dowodzi, że "nieprzetłumaczalność" kreuje sam tłumacz, który mniej lub bardziej świadomie oczekuje analogicznego odpowiednika. Oczekiwania te Hejwowski uważa za zbyt wyśrubowane, bo taki odpowiednik niekoniecznie musi istnieć - jednak w większości wypadków da się jakoś przełożyć funkcję, którą dana fraza pełni w kontekście oryginału. Nieprzetłumaczalność, podobnie jak całkowita i bezwzględna "przetłumaczalność", stanowią dwa bieguny, między którymi rozciąga się ocean możliwości :)

Muszę przyznać, że takie podejście do problemu jest ciekawe, ponieważ wiele wymaga od tłumacza. Nie pozwala mu spocząć na laurach i skorzystać z alibi nieprzekładalności - zmusza go do poszukiwania rozwiązania, często nowatorskiego i bardzo kreatywnego. To bardzo motywujące, nie sądzicie?

Natomiast odnosząc się do kwestii usprawiedliwienia się "nieprzetłumaczalną grą słów" - myślę, że taki zabieg tłumacza może być uzasadniony w określonych przypadkach, np. gdy żart oparty jest na elemencie z zasady nietłumaczonym (np. nazwisko znaczące, nazwa miejsca, nazwy własne itp.). Jednak poza tymi nielicznymi wyjątkami wierzę, że większość żartów i gier słownych, także tych mocno osadzonych w kontekście kultury źródłowej, nie jest nieprzetłumaczalna.

Całkowicie się z tym zgadzam. Tłumacz nie powinien się wykręcać przypisami i nieprzetłumaczalnością. Wystarczy tylko odrobina chęci, umiejętności, wiedzy i pracy, i praktycznie wszystko da się przetłumaczyć. Hejwowski zwraca też uwagę na ciekawe zjawisko jakim jest wspomniana wcześniej całkowita i bezwględna 'przetłumaczalność' czyli coś zupełnie przeciwnego do nieprzetłumaczalności, co o tym myślicie? Istnieje coś takiego jak "idealna przetłumaczalność"?

Dunya
07-23-2011, 11:57
Dobry tłumacz może dać sobie radę nawet z "nieprzetłumaczalnym". Jest taki wierszyk dla dzieci Juliana Tuwima Abecadło:

Abecadło z pieca spadło,
O ziemię się hukło,
Rozsypało się po kątach,
Strasznie się potłukło:
I -- zgubiło kropeczkę,
H -- złamało kładeczkę,
B -- zbiło sobie brzuszki,
A -- zwichnęło nóżki,
O -- jak balon pękło,
aż się P przelękło.
T -- daszek zgubiło,
L -- do U wskoczyło,
S -- się wyprostowało,
R -- prawą nogę złamało,
W -- stanęło do góry dnem
i udaje, że jest M.

Przetłumaczono to na.. rosyjski i dopasowano do używanego w Rosji alfabetu, ale konia z rzędem temu kto to przełoży na chiński czy nawet tamilski... :D

ebuczynska
07-23-2011, 14:17
Dobry tłumacz może dać sobie radę nawet z "nieprzetłumaczalnym". Jest taki wierszyk dla dzieci Juliana Tuwima Abecadło:

Abecadło z pieca spadło,
O ziemię się hukło,
Rozsypało się po kątach,
Strasznie się potłukło:
I -- zgubiło kropeczkę,
H -- złamało kładeczkę,
B -- zbiło sobie brzuszki,
A -- zwichnęło nóżki,
O -- jak balon pękło,
aż się P przelękło.
T -- daszek zgubiło,
L -- do U wskoczyło,
S -- się wyprostowało,
R -- prawą nogę złamało,
W -- stanęło do góry dnem
i udaje, że jest M.

Przetłumaczono to na.. rosyjski i dopasowano do używanego w Rosji alfabetu, ale konia z rzędem temu kto to przełoży na chiński czy nawet tamilski... :D

No tak, wierszyki dla dzieci mogą być czasem kłopotliwe w tłumaczeniu.
Jak już mówimy o wierszykach dla dzieci przypomniał mi się taki wierszyk Alana Alexandra Milne, który kiedyś omawialiśmy na zajęciach z tłumaczenia jako ciekawostkę " If I Were King". Świetny wierszyk, a i tłumaczenie niczego sobie.
If only I were King of Spain,
I’d take my hat off in the rain.
If only I were King of France,
I wouldn’t brush my hair for aunts.
I think, if I were King of Greece,
I’d push things off the mantelpiece.

Gdybym był królem Fidrygalii,
Wszyscy by strasznie mnie się bali.
Gdybym był królem Cymbalonii,
Karmiłbym co dzień kilka słoni.
Gdybym był królem Kalkomanii,
Nie musiałbym się słuchać niani.

klaudiii
07-23-2011, 17:54
Nieprzetłumaczalność to ciekawy problem... zwłaszcza że, zdaniem niektórych badaczy, zupełnie wyimaginowany :) Opierając się na funkcjonalnej analizie tekstu Krzysztof Hejwowski dowodzi, że "nieprzetłumaczalność" kreuje sam tłumacz, który mniej lub bardziej świadomie oczekuje analogicznego odpowiednika. Oczekiwania te Hejwowski uważa za zbyt wyśrubowane, bo taki odpowiednik niekoniecznie musi istnieć - jednak w większości wypadków da się jakoś przełożyć funkcję, którą dana fraza pełni w kontekście oryginału. Nieprzetłumaczalność, podobnie jak całkowita i bezwzględna "przetłumaczalność", stanowią dwa bieguny, między którymi rozciąga się ocean możliwości :)

Muszę przyznać, że takie podejście do problemu jest ciekawe, ponieważ wiele wymaga od tłumacza. Nie pozwala mu spocząć na laurach i skorzystać z alibi nieprzekładalności - zmusza go do poszukiwania rozwiązania, często nowatorskiego i bardzo kreatywnego. To bardzo motywujące, nie sądzicie?

Natomiast odnosząc się do kwestii usprawiedliwienia się "nieprzetłumaczalną grą słów" - myślę, że taki zabieg tłumacza może być uzasadniony w określonych przypadkach, np. gdy żart oparty jest na elemencie z zasady nietłumaczonym (np. nazwisko znaczące, nazwa miejsca, nazwy własne itp.). Jednak poza tymi nielicznymi wyjątkami wierzę, że większość żartów i gier słownych, także tych mocno osadzonych w kontekście kultury źródłowej, nie jest nieprzetłumaczalna.

Bardzo spodobała mi się ta opinia i szczerze mówiąc otworzyła mi trochę oczy. Niestety jeszcze nie miałam do czynienia z poważnym tłumaczeniem, ponieważ jestem w trakcie studiów, ale pamiętam jak przy tłumaczeniach studentom po prostu się nie chciało czegoś zrobić. Tłumaczenie wymaga szukania, grzebania, docierania do wszelkich możliwych informacji na dany temat, co jak wiadomo zabiera mnóstwo czasu. I tak właśnie u mnie na roku wyglądała "nieprzetłumaczalność". Z zajęć pamiętam też, że przy "nieprzetłumaczalności" istotną rolę odgrywają komentarze. Możemy wyjaśnić odbiorcy daną sytuację, dlatego ciężko mi jest wyobrazić sobie, że doświadczony tłumacz ma problem z nieprzetłumaczalnością.
Pozdrawiam

Dunya
07-24-2011, 03:08
No tak, wierszyki dla dzieci mogą być czasem kłopotliwe w tłumaczeniu.
Jak już mówimy o wierszykach dla dzieci przypomniał mi się taki wierszyk Alana Alexandra Milne, który kiedyś omawialiśmy na zajęciach z tłumaczenia jako ciekawostkę " If I Were King". Świetny wierszyk, a i tłumaczenie niczego sobie.
If only I were King of Spain,
I’d take my hat off in the rain.
If only I were King of France,
I wouldn’t brush my hair for aunts.
I think, if I were King of Greece,
I’d push things off the mantelpiece.

Gdybym był królem Fidrygalii,
Wszyscy by strasznie mnie się bali.
Gdybym był królem Cymbalonii,
Karmiłbym co dzień kilka słoni.
Gdybym był królem Kalkomanii,
Nie musiałbym się słuchać niani.

Świetny wierszyk! Idea zachowana, ale treściowo mało przypomina oryginał... Ale i tak ukłony w stronę tłumacza. Niby poezja sprawia problemy, ale o wiele trudniejsze jest przełożenie wyliczanek, np. tego:

"Entliczek, pentliczek, czerwony stoliczek. Na kogo wypadnie na tego bęc!"

Wyliczanki są o tyle trudne, że często są (lub wydają się bezsensowne), a wiadomo, że rozumienie tekstu to podstawa tłumaczenia. Wyliczanki natomiast istnieją w niezmiennej, skostniałej formie od wieeeelu pokoleń i mogą być trudne do zrozumienia (choć akurat ten przykład można dość łatwo rozszyfrować :p ).

ebuczynska
07-24-2011, 11:55
Wydaje mi się, że zamiast tłumaczyć wyliczanki, lepiej jest poczukać ich odpowiedników w danym języku. Sens i cała idea zostaną zachowane. I takim sposobem polski "Entliczek pętliczek" mógłby zostać przetłumaczony na język angielski jako "eeny meeny miny moe..."

magdalena_cieslak
07-24-2011, 14:36
If only I were King of Spain,
I’d take my hat off in the rain.
If only I were King of France,
I wouldn’t brush my hair for aunts.
I think, if I were King of Greece,
I’d push things off the mantelpiece.

Gdybym był królem Fidrygalii,
Wszyscy by strasznie mnie się bali.
Gdybym był królem Cymbalonii,
Karmiłbym co dzień kilka słoni.
Gdybym był królem Kalkomanii,
Nie musiałbym się słuchać niani.
Jest to dobry przykład na to, że nie zawsze tłumaczony tekst musi mieć takie samo znaczenie jak oryginał. Czasem chodzi o zachowanie formy czy rymu. Jest to jednak wierszyk dla dzieci wiec nie ma on pewnie "drugiego dna"- autor mógł użyć swojej inwencji twórczej i przetłumaczyć tak jak chciał.
Większy problem pojawia się jeśli mamy do czynienia z poezja, nie przeznaczona dla dzieci.

Przykład, który usłyszałam na wykładzie z teorii przekładu z prof. J. Jarniewiczem (wiersz- James Fenton)

A wonderful cure for headaches was made
From dog's testicles flower Honeysuckle....

Biorąc pod uwagę Honeysuckle mamy dylemat. Po polsku oznacza to wiciokrzew przewierceń, nie możemy jednak użyć tej nazwy, ponieważ nie będzie ona brzmiała odpowiednio. Możemy ją zamienić na lubczyk, to jednak też nie jest idealne tłumaczenie, ponieważ zagłębiając się w twórczość autora dowiadujemy się, że pisząc ten wiersz przebywał w Kambodży (ktoś mógłby nam zarzucić, że lubczyk nie rośnie w Kambodży, albo nie może być użyty w takim kontekście). Tłumacz postanowił sam wymyślić nowe słowo, które brzmi odpowiednio i nie może zostać poddane w wątpliwość- miodolepek.
Wiem, że jest to dość długi i trudny przykład, ale myślę, że dobrze obrazuje problemy z jakimi boryka się tłumacz.

leva
07-24-2011, 17:40
Całkowicie się z tym zgadzam. Tłumacz nie powinien się wykręcać przypisami i nieprzetłumaczalnością. Wystarczy tylko odrobina chęci, umiejętności, wiedzy i pracy, i praktycznie wszystko da się przetłumaczyć. Hejwowski zwraca też uwagę na ciekawe zjawisko jakim jest wspomniana wcześniej całkowita i bezwględna 'przetłumaczalność' czyli coś zupełnie przeciwnego do nieprzetłumaczalności, co o tym myślicie? Istnieje coś takiego jak "idealna przetłumaczalność"?

Mnie też bardzo podoba się ta koncepcja 'przetłumaczalności"! I zgadzam się całkowicie: jak się chce, to się może:) Jednak jeżeli chodzi o idealne tłumaczenie, to coś takiego chyb anie istnieje.
Odnosząc się do wypowiedzi użytkownika Magdalena_cieslak
"Jest to motywujące- tłumacz musi sam coś stworzyć, w tym przypadku jest jakby drugim autorem. Efekt końcowy jest jednak oceniany przez różnych odbiorców. Jednym się podoba, a innym nie; jedni uważają to za mistrzostwo- świetny przekład, inni zrobiliby to inaczej. Kto w takim przypadku ocenia prace tłumacza? Zastanawia mnie kto decyduje czy dane tłumaczenie powinno zostać wydane (bo jest dobre), czy też nie."

również uważam,że to odbiorca decyduje czy tłumaczenie mu się podoba czy nie, a od tego jakie ma pojęcie o tekście źródłowym i o samym tłumaczeniu zależy jego ocena, która jest zupełnie subiektywna. Wiadomo, jeśli ktoś zagłębi się trochę w temat, może powiedzieć,że tłumaczenie jest dobre lub złe, bo bardzo często widać czy tłumacz się wysilił, czy poszedł po najmniejszej linii oporu. Jednak czasami możemy spotkać się np. z dwoma innymi, choć równie dobrymi tłumaczeniami i wtedy komu oceniać...?

kszylar
07-24-2011, 18:39
Jednak czasami możemy spotkać się np. z dwoma innymi, choć równie dobrymi tłumaczeniami i wtedy komu oceniać...?

Zawsze jest możliwość, że dwa tłumaczenia będą istnieć równolegle ze sobą. Mam w tej chwili na myśli polskie tłumaczenia "Władcy Pierścieni". Chociaż i w tym wypadku wyłoniło się tłumaczenie "lepsze", bo częściej cytowane i wykorzystane przy tłumaczeniu ekranizacji trylogii -- wersja p. Skibiniewskiej. Jeśli jednak komuś bardziej pozwala wczuć się w klimat tłumaczenie wszystkich nazw własnych i imion postaci -- ma do wyboru tłumaczenie p. Łozińskiego.

Zastanawiam się też, co decyduje o przyjęciu się pojedynczych tłumaczeń terminów -- czy też pozostawieniu ich nieprzetłumaczonych, w oryginalnej wersji. Myślicie, że decyduje w głównej mierze ekonomia języka? Jeżeli termin jest krótszy to prędzej się przyjmie?

klaudiii
07-24-2011, 23:29
Wydaje mi się, że zamiast tłumaczyć wyliczanki, lepiej jest poczukać ich odpowiedników w danym języku. Sens i cała idea zostaną zachowane. I takim sposobem polski "Entliczek pętliczek" mógłby zostać przetłumaczony na język angielski jako "eeny meeny miny moe..."

Zgadzam się z użytkownikiem ebuczynska, nie wszystkie teksty powinny być tłumaczone, ponieważ często tracą np. rym. Poza tym są ściśle związane z daną kulturą.

magdalena_cieslak
07-25-2011, 13:20
również uważam,że to odbiorca decyduje czy tłumaczenie mu się podoba czy nie, a od tego jakie ma pojęcie o tekście źródłowym i o samym tłumaczeniu zależy jego ocena, która jest zupełnie subiektywna. Wiadomo, jeśli ktoś zagłębi się trochę w temat, może powiedzieć,że tłumaczenie jest dobre lub złe, bo bardzo często widać czy tłumacz się wysilił, czy poszedł po najmniejszej linii oporu. Jednak czasami możemy spotkać się np. z dwoma innymi, choć równie dobrymi tłumaczeniami i wtedy komu oceniać...?
Po jakości tłumaczenia (odpowiednio dobrane słowa, zgodność w znaczeniu lub też analogia w danej kulturze, brak błędów itd.), faktycznie możemy stwierdzić czy tłumacz włożył trochę wysiłku w swoją pracę, czy też bezmyślnie coś napisał, nie sprawdzając rzetelności informacji. Jest to jednak niezmiernie trudne zadanie- czasem na przetłumaczenie jednego zwrotu trzeba poświecić ogrom czasu, a na dodatek trzeba wiedzieć jak i gdzie szukać.

Wydaje mi się, że w przypadku dwóch tłumaczeń (nawet jeśli oba są dobre), to które jest uznane przez "fachowców" i przez to częściej cytowane, zostaje tak zakorzenione w kulturze, że podświadomie (ulegając wpływom) uważamy je za lepsze. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jest jakieś drugie, inne tłumaczenie.

kszylar
07-25-2011, 14:04
Chciałam jeszcze wrócić do kwestii idealnej przetłumaczalności. Zastanawiam się, jak ma się ta koncepcja do teorii relatywizmu językowego. O ile jesteśmy w stanie przetłumaczyć funkcję danej wypowiedzi, to jej forma czy konceptualizacja w poszczególnych językach może się znacznie od siebie różnić i często nie jesteśmy w stanie nic z tym faktem zrobić. Zazwyczaj nie ma to większego wpływu na postrzeganie tekstu, jednak w szczególnych przypadkach niezbędne jest przetłumaczenie zarówno funkcji, treści, jak i konceptualizacji wypowiedzi. Problemem są w tym wypadku na przykład elementy humorystyczne oparte na frazeologii. Co w takim wypadku, jeśli ważne dla wypowiedzi są wszystkie te elementy?

Dunya
07-25-2011, 15:28
Zgadzam się z użytkownikiem ebuczynska, nie wszystkie teksty powinny być tłumaczone, ponieważ często tracą np. rym. Poza tym są ściśle związane z daną kulturą.

W przekładzie literackim wyliczanki można (a nawet powinno się) zastąpić odpowiednikami. Ale tłumaczy się nie tylko literaturę... w publikacjach poświęconych kulturze danego kraju czasem najważniejszy jest nie rym a znaczenie. Wiem co mówię, bo pisałam pracę o poezji ludowej i uwierzcie mi, tam dopiero były "kwiatki" do przetłumaczenia! :D

klaudiii
07-30-2011, 11:56
W przekładzie literackim wyliczanki można (a nawet powinno się) zastąpić odpowiednikami. Ale tłumaczy się nie tylko literaturę... w publikacjach poświęconych kulturze danego kraju czasem najważniejszy jest nie rym a znaczenie. Wiem co mówię, bo pisałam pracę o poezji ludowej i uwierzcie mi, tam dopiero były "kwiatki" do przetłumaczenia! :D

A czy miałaś przypadki podmiotu, który w docelowym języku był w innym rodzaju niż w tekście oryginalnym. Jak sobie z tym poradziłaś?

klementyna
08-08-2011, 11:38
[QUOTE=leva;43694]Mnie też bardzo podoba się ta koncepcja 'przetłumaczalności"! I zgadzam się całkowicie: jak się chce, to się może:) Jednak jeżeli chodzi o idealne tłumaczenie, to coś takiego chyb anie istnieje.

Tak, koncepcja "przetłumaczalności" też jest mi bliska. Nie trzeba się nawet odwoływać do obcych języków i przekładu, zwróćmy uwagę jak często musimy się tłumaczyć z własnego rozumowania użytkownikom naszego języka. Komunikacja (a przekład i odbiór, listy dialogowej czy tekstu pisanego, formą komunikacji jest) polega na nieustannym negocjowaniu znaczeń. Nie ma idealnej komunikacji, nie ma też idealnego przekładu. Ale dysponujemy (nie)skończoną ilością narzędzi, aby się do tego ideału zbliżyć. Przekład nie musi być dosłowny (chyba że jest to jakiś tekst techniczny czy naukowy), ale musi spełniać funkcję efektywnego komunikatu.

finchmeister
08-08-2011, 12:04
Co więcej, przekład w zasadzie nigdy nie powinien być dosłowny, bo wtedy traci sens. Ma przekazać treść komunikatu w formie jak to tylko możliwe zbliżonej do oryginału, lecz bez dosłowności

klaudiii
08-15-2011, 10:22
Co więcej, przekład w zasadzie nigdy nie powinien być dosłowny, bo wtedy traci sens. Ma przekazać treść komunikatu w formie jak to tylko możliwe zbliżonej do oryginału, lecz bez dosłowności

Dosłowność też jest ważna. Kazdy człowiek/tłumacz może zinterpretować tekst na swój sposób, a przecież chodzi o to aby zachować sens, a na sens składa się dosłowność. Poza tym niektóre teksty muszą być tłumaczone dosłownie.

aneta92
03-16-2013, 22:16
Nieprzetłumaczalne rzeczy warto po prostu opisać.

iwka33
04-08-2017, 17:15
A propos wspomnianego wcześniej wiersza pt. "Abecadło" J. Tuwima i tematu nieprzekładalności, to chcę zwrócić uwagę na to, iż w wierszu tym mamy do czynienia z problemem znalezienia odpowiedniego ekwiwalentu już na poziomie grafemu. Jeżeli chodzi o tłumaczenie tego wiersza na język rosyjski to z pewnością problem dla tłumacza stanowiła złamana prawa nóżka "R", gdzie cyryliczne "P" ma tylko jedną nóżkę. Jeszcze trudniejsze było zdanie o odwróceniu się literki "W" do góry dnem i udawaniu innej litery, tj. "M". Żadna bowiem z liter cyrylicy nie może tak się odwrócić, żeby udawać inną. Nie mówiąc już o chińskim, arabskim, czy hebrajskim:)

Elisa
04-12-2017, 21:12
Niektóre wyrażenia czy słowa rzeczywiście są nieprzetłumaczalne, bo związane ściśle z konkretną kulturą, np. w języku polskim mówi się "ma wąsy jak sarmata" albo (pot) "robić (siusiu dla niewtajemniczonych) na Małysza" albo np. ulica Powiśle (przeszkodą tu jest polska deklinacja uniemożliwiająca dosłowne tłumaczenie) i wiele innych. W tej kwestii bardzo obszernie i ciekawie wypowiada się Olgierd Wojtasiewicz w książce pt. "Wstęp do teorii tłumaczenia", którą polecam.