PDA

View Full Version : Wyrazy obce w kontekście korporacyjnym


dorga
07-10-2011, 09:55
Witam,

Rozmawiając z osobami pracującymi w zagranicznych firmach oraz z własnego doświadczenia w pracy, zauważyłam, że komunikacja między pracownikami, zarówno pisemna jak i ustna, nasycona jest anglicyzmami, używanymi jak polskie słowa, bez stosowania polskich ich odpowiedników (nie mam na myśli tutaj terminologii branżowej lub stworzonej przez daną instytucję). Oczywiście, w przypadku, gdy język angielski jest językiem korporacyjnym np ze względu na międzynarodowe pochodzenie firmy, wszyscy rozumieją te słowa i potrafią je odnieść do danego kontekstu. Ale czy naprawdę jest koniecznym sporządzać draft, przedstawiać outline, skontaktować się z advisorem lub przeforwardować email w momencie, gdy można z łatwością przełożyć tego typu słowa na rodzime odpowiedniki... Osobiście uważam to zjawisko za negatywne, głównie ze względu na swoistą niedbałość o język ojczysty i tworzenie na siłę nowych zapożyczeń. A jakie jest Wasze zdanie?

joko
07-10-2011, 13:58
Też tego nie lubię, ale z własnej pracy pamiętam, że często używanie takich słów jest automatyzmem. Drafty same się pchają na język i jeśli chce się mówić po polsku, to wymaga to wysiłku. Czasem też używanie takiego języka jest sposobem na podkreślenie przynależności do jakiejś grupy. Jak mówię draft, to ty wiesz o czym ja mówię...
Ale według mnie warto od czasu do czasu się zastanowić, co się mówi

Podobną kwestią jest używanie angielskich słów przez rodaków pracujących za granicą. Szczególnie ciężko zrezygnować z takich okresleń, które łatwiej się stosuje. Bo szybciej jest powiedzieć, że było busy, niż że był duży ruch.

Asienka90
07-18-2011, 23:17
Podobną kwestią jest używanie angielskich słów przez rodaków pracujących za granicą. Szczególnie ciężko zrezygnować z takich okresleń, które łatwiej się stosuje. Bo szybciej jest powiedzieć, że było busy, niż że był duży ruch.

muszę się zgodzić, ze czasem łatwiej, a przede wszystkim szybciej powiedziec jest cos po angielsku niz po polsku. nie wiem z czego to wynika, ale czasem sama sie na tym "łapię" ;))) i to nawet w zyciu codziennym ;)

khermanow
07-19-2011, 00:02
Przy natłoku pracy i potrzebie szybkiego działania obcojęzyczne słowa rzeczywiście same rzucają się na usta. Uważam, że jeśli stworzona przez pracowników sztuczna terminologia nie wychodzi poza biuro i nie pojawia się w obcym środowisku, gdzie może być drażniącą, to może ona nawet umocnić więzi pracowników i tworzenie tego typu neologizmów ułatwiają współpracę.
Myślę, że czasem brakuje idealnego odpowiednika i dlatego należy wybrać między 'spolszczeniem' danego słowa albo próbą przetłumaczenia, co czasem może wyjść zabawnie.

Giovanna
07-19-2011, 09:47
Tak, jak napisała Joko jest to automatyzm. Wiem to z własnego doświadczenia. O wiele łatwiej i prościej jest coś powiedzieć po angielsku lub, jak w moim przypadku, po włosku. Szukanie polskiego odpowiednika może być kłopotliwe i zająć trochę czasu, a jak wiemy w pracy czas jest bardzo cenny. Poza pracą jednak zjawisko to uważam za negatywne.

klaudiawieszolek
07-19-2011, 11:28
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że czasem sama używam automatycznie pojęć w języku niemieckim czy angielskim, które tak jakoś same cisną mi się na usta :p Ale faktycznie czasem lepiej użyć jakiegoś pojęcia w języku obcym, niż bawić się w jego tłumaczenie, które może okazać się później błędne lub po prostu śmieszne.

Asienka90
07-19-2011, 11:30
Poza pracą jednak zjawisko to uważam za negatywne.

dokładnie! osoby, które nie znają angielskiego - mają problem po prostu ze zrozumieniem, o co dokładnie chodzi :) 'sprawdzone' na własnej skórze ;)

iwona85
07-19-2011, 11:40
Witam,

Rozmawiając z osobami pracującymi w zagranicznych firmach oraz z własnego doświadczenia w pracy, zauważyłam, że komunikacja między pracownikami, zarówno pisemna jak i ustna, nasycona jest anglicyzmami, używanymi jak polskie słowa, bez stosowania polskich ich odpowiedników (nie mam na myśli tutaj terminologii branżowej lub stworzonej przez daną instytucję). Oczywiście, w przypadku, gdy język angielski jest językiem korporacyjnym np ze względu na międzynarodowe pochodzenie firmy, wszyscy rozumieją te słowa i potrafią je odnieść do danego kontekstu. Ale czy naprawdę jest koniecznym sporządzać draft, przedstawiać outline, skontaktować się z advisorem lub przeforwardować email w momencie, gdy można z łatwością przełożyć tego typu słowa na rodzime odpowiedniki... Osobiście uważam to zjawisko za negatywne, głównie ze względu na swoistą niedbałość o język ojczysty i tworzenie na siłę nowych zapożyczeń. A jakie jest Wasze zdanie?

We współczesnym świecie najwięcej do naszego języka przechodzi słów, które są przejęte z angielskiego - to teraz najbardziej popularny i znany język. Współczesna rzeczywistość wymaga, żeby każdy człowiek znał przynajmniej jeden język obcy, dlatego coraz częściej w naszym ojczystym języku pojawiają się wyrazy obce. Różnego rodzaju wydarzenia kulturowe z zagranicy są promowane w naszym kraju. Przykładem tego jest, choćby amerykański zwyczaj przebierania się za duchy- Halloween. Wraz z wprowadzanymi do Polski nowymi obyczajami, ludzie przyswajają sobie słowa z obcych języków. Często używanie wyrazów obcych kojarzy się z czymś pozytywnym, oznacza to, że ktoś jest dobrze wykształcony, posiada wysoką pozycję społeczną i wiele podróżuje. Wiele słów, które pochodzą z języków obcych, jest używanych głownie przez młodzież, która właśnie w ten sposób lubi się ze sobą komunikować. Młodzi ludzie nie wyobrażają już sobie chyba, że można by mówić wyłącznie "czystą" polszczyzną. Dlatego właśnie w języku polskim pojawia się coraz więcej obcych słów związanych ze słownictwem używanym przez uczniów.
Oby tylko wyrazy obcego pochodzenia nie zastąpiły naszego języka polskiego...

khermanow
07-19-2011, 11:49
Zależy też, jakiego rodzaju słownictwo jest brane pod uwagę. Śmieszne jest, gdy ktoś mówi w biurze, że jeszcze musi napisać 'message'.

Nie wiem, czy też macie wrażenie, że pracując na danym języku w międzynarodowej korporacji słowa angielskie dużo łatwiej przyjmują się niż słowa z innego języka. I w tym wypadku nie biorę pod uwagę powszechności angielskiego, ale to może przyzwyczajenie sprawia, że angielskie słowa odmienione z zastosowaniem gramatyki języka polskiego brzmią naturalniej, niż słowa z innego języka?

iwona85
07-19-2011, 11:50
dokładnie! osoby, które nie znają angielskiego - mają problem po prostu ze zrozumieniem, o co dokładnie chodzi :) 'sprawdzone' na własnej skórze ;)

Wiele osób używa często słów obcego pochodzenia nie znając ich dokładnego znaczenia w języku polskim. Najczęściej chce się zrobić dobre wrażenie wśród znajomych bądź też w konkretnym towarzystwie niestety można zrobić niezłą wpadkę. Znam takie sytuacje i osoby:)

Asienka90
07-19-2011, 11:53
Mam wrażenie, ze wyrazy obce to fajnie uzywa się miedzy znajomymi w pracy, bo nie wyobrazam sobie, zeby isc do szefa i zaczac z nim rozmawiac przeplatajac wyrazy obce z polskimi :D

Mona_84
07-19-2011, 12:34
Przyznaje, że przeżyłam szok gdy pierwszy raz spotkałam się z tym zjawiskiem. Coraz częściej obce wyrazy, zwroty są używane w codziennym życiu biznesowym. Spotkałam się nawet z notatkami/ mailami, w których takich sformułowań było mnóstwo. Jeśli chodzi o mnie mogę się pogodzić z tym w języku mówionym (on zawsze ewoluował i będzie się nadal rozwijał), jednak język pisany powinien zawierać jakąś formę, pewnego rodzaju konwenanse, których powinno się przestrzegać by to miało ręce i nogi.

klaudiawieszolek
07-19-2011, 13:05
Polszczyzna ostatnimi czasy jest strasznie naszpikowana zapożyczeniami z różnych języków. Szczególnie anglicyzmy są za bardzo nadużywane. Często wyrazy posiadają odpowiedniki w języku polskim, ale jakoś nie są używane. Przeglądając ogłoszenia o pracę często można spotkać, że poszukuje się osobę na stanowisko "menagera". Dlaczego pracodawcy nie użyją polskiego odpowiednika tj. kierownika?:confused:

iwona85
07-19-2011, 13:12
Polszczyzna ostatnimi czasy jest strasznie naszpikowana zapożyczeniami z różnych języków. Szczególnie anglicyzmy są za bardzo nadużywane. Często wyrazy posiadają odpowiedniki w języku polskim, ale jakoś nie są używane. Przeglądając ogłoszenia o pracę często można spotkać, że poszukuje się osobę na stanowisko "menagera". Dlaczego pracodawcy nie użyją polskiego odpowiednika tj. kierownika?:confused:

Wyrazy zapożyczone wtopiły się w nasze słownictwo na dobre i to tak dokładnie, że czasem nie odczuwamy ich obcości! Tak właśnie powstają mody językowe (można powiedzieć, ze w naszym kraju prawie karierę zrobiło słowo okey czy sorry). Ale wielu z nas posługuje się zapożyczeniami nazbyt często. Myślę, że nie chce nam się zastanawiać nad tym, czy coś można powiedzieć ładniej, użyć czystej polszczyzny, czasem chcemy się przed kimś popisać swoją znajomością obcych słów (choć druga sprawa, że często nie rozumiemy ich znaczenia...) a przecież„niech narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Często nadużywanie tych modnych słów świadczy przecież o braku kultury języka, o tym jak ubogi jest nasz zasób słów...:/

iwona85
07-19-2011, 13:22
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że czasem sama używam automatycznie pojęć w języku niemieckim czy angielskim, które tak jakoś same cisną mi się na usta :p Ale faktycznie czasem lepiej użyć jakiegoś pojęcia w języku obcym, niż bawić się w jego tłumaczenie, które może okazać się później błędne lub po prostu śmieszne.

Nie można bezkrytycznie przyjmować wszystkich obcych słów. Można je znać, rozumieć ich znaczenia, ale istnieje potrzeba pielęgnowania naszej mowy. Jeśli będziemy nadużywać słownictwa pochodzenia obcego, które zagnieździło się w naszym języku to zacznie ono górować nad wyrazami rodzimymi:( nasz język jest bardziej opisowy i rzeczywiście łatwiej czasem jest użyć słów obcych aniżeli tłumaczyć na język ojczysty, co bardzo często może okazać się zgubne a czasem i zabawne:)

iwona85
07-19-2011, 13:28
Wszystkim zainteresowanym kwestią wyrazów obcych, zapożyczonych w języku polskim czy kwestią mody jezykowej i pokrewnymi kwestiami polecam książkę ( która bardzo mi pomogła w pisaniu mojej pracy magisterskiej) Bogdana Walczaka „Między snobizmem i modą a potrzebami języka, czyli o wyrazach obcego pochodzenia w polszczyźnie”. Głównym zamysłem autora jest uwidocznienie błędów w posługiwaniu się wyrazami obcymi, wytłumaczenie (w przystępny i ciekawy sposób) na czym te błędy polegają i dlaczego nie można ich popełniać.

klaudiawieszolek
07-19-2011, 13:37
Wg mnie ludzie nagminnie używają anglicyzmów, ponieważ sądzą, że to pomoże podnieść im ich prestiż w towarzystwie. Spotkałam się już osobami, które były zdania, iż wyrazy w języku obcym brzmią lepiej niż w polskim, które są zbyt "prostackie i pospolite".

silviabroom
07-19-2011, 13:55
Przy natłoku pracy i potrzebie szybkiego działania obcojęzyczne słowa rzeczywiście same rzucają się na usta.

W korporacjach jest rzeczywiście olbrzymi pośpiech i pracownicy mogą nie nadążać z efektywnym, kreatywnym, tj twórczym :) działaniem i jednocześnie dbać o poprawność językową. Pośpiech to jedno wytłumaczenie takiej sytuacji. Dodam, jaki może być drugi. Mój znajomy, który pracuje w dużej firmie i zarazem wykłada teorię i można powiedzieć 'język korporacji', twierdzi, że jeszcze nie wykształcił się język marketingu, jest dyskurs marketingowy, ale jeszcze nie tak rozwinięty jak np. język ekonomii, czy medyczny, stąd nie wszystkie słowa mają już 'zgrabne' polskie odpowiedniki.

silviabroom
07-19-2011, 14:09
Jest chyba coś jeszcze gorszego od fidbaków, brifnięć, forkastów i auditów. Mianowicie, przetłumaczenie angielskiego 'managerial staff' jako 'kadra managerska'. Może lepiej byłoby zwyczajnie.. 'kadra menedżerska' chyba, że ktoś ma inny pomysł :)

khermanow
07-19-2011, 14:26
Mój znajomy, który pracuje w dużej firmie i zarazem wykłada teorię i można powiedzieć 'język korporacji', twierdzi, że jeszcze nie wykształcił się język marketingu, jest dyskurs marketingowy, ale jeszcze nie tak rozwinięty jak np. język ekonomii, czy medyczny, stąd nie wszystkie słowa mają już 'zgrabne' polskie odpowiedniki.


Rzeczywiście jest to celne spostrzeżenie: niektóre dziedziny nie mają jeszcze polskich odpowiedników, więc wprowadzanie własnego tłumaczenia terminologii ma małą siłę przebicia.

Pytanie dotyczyło jedynie języka korporacyjnego, więc nie możemy tutaj mówić o chęci zabłyśnięcia przez używanie stworzonych neologizmów, gdyż jest to słownictwo, które nie jest obce żadnemu pracownikowi.

Może potrzeba wprowadzenia polskich odpowiedników istnieje, ale powinien zająć się tym inny organ korporacji? Mam na myśli fakt, że próby używania przetłumaczonych słów mogą wprowadzić mętlik przy nadużyciu pomysłów co do tłumaczeń.

Czy ktoś z Was spotkał się z inicjatywą odgórną wprowadzenia na terenie firmy poprawnej polskiej terminologii pozbawionej słów obcych?

Agneska
07-19-2011, 19:22
Nie można bezkrytycznie przyjmować wszystkich obcych słów. Można je znać, rozumieć ich znaczenia, ale istnieje potrzeba pielęgnowania naszej mowy. Jeśli będziemy nadużywać słownictwa pochodzenia obcego, które zagnieździło się w naszym języku to zacznie ono górować nad wyrazami rodzimymi:( nasz język jest bardziej opisowy i rzeczywiście łatwiej czasem jest użyć słów obcych aniżeli tłumaczyć na język ojczysty, co bardzo często może okazać się zgubne a czasem i zabawne:)


Zgadzam się, że nie należy w codziennym życiu nadużywać obcych słów. Studiując w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych UJ zawsze świadomie nazywałam je właśnie "Kolegium", a nie tak jak większość moich znajomych "College'em". Według mnie, język jest nieodłącznym elementem tożsamości kulturowej i narodowej, dlatego warto dbać o poprawność polszczyzny. Niedbalstwo i bezmyślne kaleczenie własnego języka poprzez nieuzasadnione wprowadzanie obcych wyrazów/wyrażeń to działanie wymierzone przeciwko nam samym. Myślę, że także w środowisku korporacyjnym możliwa byłaby rezygnacja z tak rażących przypadków jak "team zainwolwowany w brainstorm"... Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że niektórym wyrazom brak jest "zgrabnych" odpowiedników (np. "interface" = "międzymordzie" :)) Dotyczy to chyba jednak najczęściej słów należących do pewnego rodzaju żargonów.

czuma
07-19-2011, 19:36
Uwielbiam angielski i, z całym szacunkiem dla kultury i tradycji języka, muszę stwierdzić, że nagminne anglicyzmy są denerwujące, zwłaszcza dla kogoś, kto angielski zna. Jednak język korporacyjny jest specyficzny, często zagadnienia są nieprzetłumaczalne i wtedy tworzymy nowe słowa. Za to w języku codziennym, nie jestem w stanie ich zaakceptować. Polski jest bardzo bogatym w słownictwo językiem i śmiało możemy mówić "kierownik" a nie "manager" :)

czuma
07-19-2011, 19:47
dokładnie! osoby, które nie znają angielskiego - mają problem po prostu ze zrozumieniem, o co dokładnie chodzi :) 'sprawdzone' na własnej skórze ;)

A nagorsze jest, gdy osoby nieznające angielskiego na siłę próbują używać obcobrzmiących słów, w celu sobie tylko wiadomym, często ze skutkiem ośmieszająco-żenującym :)

klaudiawieszolek
07-19-2011, 21:28
Czy właśnie to nadmierne stosowanie anglicyzmów nawet przez osoby, które tego języka nie znają nie jest według was zwykłym przejawem snobizmu? Trafne podsumowanie dotyczące tego problemu stanowią słowa S. Jachowicza "Cudze chwalicie, Swego nie znacie, Sami nie wiecie, Co posiadacie".

Giovanna
07-19-2011, 21:31
Mam wrażenie, ze wyrazy obce to fajnie uzywa się miedzy znajomymi w pracy, bo nie wyobrazam sobie, zeby isc do szefa i zaczac z nim rozmawiac przeplatajac wyrazy obce z polskimi :D

Ja niestety sobie wyobrażam. Moja szefowa podczas spotkań z pracownikami (o mały włos nie użyłam sformułowania team meeting :) ) wplata wyrazy obcego pochodzenia, głównie angielskie, i skróty. Czasem jest ją bardzo trudno zrozumieć, ale niestety to jest język korporacyjny.

Giovanna
07-19-2011, 21:43
Wg mnie ludzie nagminnie używają anglicyzmów, ponieważ sądzą, że to pomoże podnieść im ich prestiż w towarzystwie. Spotkałam się już osobami, które były zdania, iż wyrazy w języku obcym brzmią lepiej niż w polskim, które są zbyt "prostackie i pospolite".

Wszystko zależy od tego gdzie używa się tego języka. Jeśli w pracy, np. w dużej międzynarodowej firmie, to dla pracowników tej firmy wtrącanie słów w języku angielskim jest normalne. Ciężko się przed tym bronić. Mówię to z doświadczenia. Na początku bardzo mnie to raziło. I próbowałam nawet szukać polskich odpowiedników, ale niestety szybko zrezygnowałam. Nie miało to sensu. I niestety po pewnym czasie sama zaczęłam tak mówić ;/ Staram się jednak nie używać tego 'sztucznego' języka poza pracą.

klaudiawieszolek
07-19-2011, 21:52
W kręgach pewnych grup zawodowych rozumiem, że czasem niezbędne jest użycie pojęć w języku obcym, ponieważ nie posiadają one odpowiedników w języku polskim a opisywanie ich bywa czasochłonne. Pisząc o snobizmie miałam na myśli osoby, które używają anglicyzmów "bo taka jest moda" a język ojczysty wydaje im się zbyt prostacki.

Giovanna
07-19-2011, 21:53
Uwielbiam angielski i, z całym szacunkiem dla kultury i tradycji języka, muszę stwierdzić, że nagminne anglicyzmy są denerwujące, zwłaszcza dla kogoś, kto angielski zna. Jednak język korporacyjny jest specyficzny, często zagadnienia są nieprzetłumaczalne i wtedy tworzymy nowe słowa. Za to w języku codziennym, nie jestem w stanie ich zaakceptować. Polski jest bardzo bogatym w słownictwo językiem i śmiało możemy mówić "kierownik" a nie "manager" :)

Zgadzam się. Poza pracą powinno się używać prawdziwego języka polskiego. Jeśli nie będziemy o to dbać, to nie chce pomyśleć co stanie się z naszym językiem za kilka czy kilkanaście lat.

Giovanna
07-19-2011, 22:16
W kręgach pewnych grup zawodowych rozumiem, że czasem niezbędne jest użycie pojęć w języku obcym, ponieważ nie posiadają one odpowiedników w języku polskim a opisywanie ich bywa czasochłonne. Pisząc o snobizmie miałam na myśli osoby, które używają anglicyzmów "bo taka jest moda" a język ojczysty wydaje im się zbyt prostacki.

Zgadzam się z Tobą. Takie zachowanie uważam za negatywne.

Asienka90
07-20-2011, 11:18
Czy ktoś z Was spotkał się z inicjatywą odgórną wprowadzenia na terenie firmy poprawnej polskiej terminologii pozbawionej słów obcych?

Ja się tylko zdążyłam spotkać z takim 'nakazem', aby poprawnie uzywac polszczyzny. :) Jak wiadomo zwiazane bylo to z pozytywnym wizerunkiem firmy w oczach klientów :)

khermanow
07-20-2011, 12:53
Ja się tylko zdążyłam spotkać z takim 'nakazem', aby poprawnie uzywac polszczyzny. :) Jak wiadomo zwiazane bylo to z pozytywnym wizerunkiem firmy w oczach klientów :)


I na czym dokładnie to polegało?

Asienka90
07-20-2011, 12:59
I na czym dokładnie to polegało?

Przede wszystkim na używaniu poprawnej gramatyki, unikaniu błędów językowych, np. zamiast 'wziąść' używać "wziąć", używanie języka zgodnie z sytuacją, jaka go wymaga itp. :)

Oczywiscie nie mozna bylo tego w zaden sposob kontrolować :)

Giovanna
07-20-2011, 22:11
Nigdy nie spotkałam się z taką inicjatywą. Szkoda, bo to mogłoby być bardzo interesujące.

czuma
07-21-2011, 18:29
Anglicyzmy w języku korporacyjnym są nieuniknione, a czasami wręcz potrzebne, to niezaprzeczalne. Jednak w języku potocznym powinno ich być jaknajmniej, Osobiście, nawet słowa "super" nie lubię :)

czuma
07-21-2011, 18:39
Jest jeszcze kilka angliyzmów, których nie trawię: "robić research", "zabukować" a z potocznej mowy: "szoping", "hardkorowe". Aha, i "pasta" zamiast makaronu.

silviabroom
07-21-2011, 20:09
[QUOTE]Czy ktoś z Was spotkał się z inicjatywą odgórną wprowadzenia na terenie firmy poprawnej polskiej terminologii pozbawionej słów obcych?

Spotkałam się z sytuacją, gdy pracownik firmy napisał książkę dotyczącą terminologii marketingowej. Zaznaczył, że nie jest filologiem a jego spojrzenie na język miało charakter typowo pragmatyczny. Książka była bardzo dobra i z pewnością by pomogła tym, którzy chcą poprawnie używać języka

Conejo_en_la_luna
07-21-2011, 23:19
Jest chyba coś jeszcze gorszego od fidbaków, brifnięć, forkastów i auditów. Mianowicie, przetłumaczenie angielskiego 'managerial staff' jako 'kadra managerska'. Może lepiej byłoby zwyczajnie.. 'kadra menedżerska' chyba, że ktoś ma inny pomysł :)

Przytoczę fragment z linka:

http://www.praca.pl/centrum-prasowe/komunikaty-prasowe/dla-portalu-praca-pl-prof-jan-miodek-o-poprawnej-pisowni-slowa-quot-menedzer-quot-ortografia-w-cv,czyli-raport-nr-2_cp-213.html

"Spośród prawie tysiąca menedżerów zarejestrowanych na Portalu Praca.pl tylko połowa wie, jak poprawnie napisać to słowo. 100 z nich szuka pracy w charakterze „manadzera”, ale i „manadrzera” oraz „akont manadzera”. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy prof. Jana Miodka. Okazuje się, że słowo ma dopuszczalne liczne warianty, takie jak manager, menedżer i menadżer. Zatem Polacy grubo przesadzają z wymyślaniem kolejnych ortograficznych wcieleń. - Najbardziej spolszczony - graficznie i fonetycznie - jest menedżer, ale dwa pozostałe są też w zgodzie z ortograficzną normą – dodaje prof. Miodek."

Przy takich wymysłach jak „akont manadzer", „kadra managerska" nie wydaje się już taka zła:P

A tak serio skoro akceptowalnymi formami tego stanowiska są: menedżer, menadżer, ale i ang. manager, to w sumie forma " managerska" być może niestety też jest poprawna...

khermanow
07-21-2011, 23:46
Rozpisujemy się tutaj o niekorzyściach związanych z napływem anglicyzmów do języka korporacyjnego. Zaczęłam dłużej zastanawiać się nad zjawiskiem i tak jak w każdej sytuacji, również w tej możemy dostrzec drugą stronę medalu.
Chyba przesadą jest stwierdzenie, że przychylność 'zangielszczonemu' językowi korporacyjnego może być zagrożeniem dla naszego języka. Zataczamy błędne koło powtarzając ciągle te same argumenty, wszystkie głównie na nie dla anglicyzmów w języku korporacyjnym.
W ramach eksperymentu spróbujmy znaleźć te dobre strony, a jeśli nie potrafimy ich dostrzec, to chociaż fakty, które są tylko faktami i żadnym zagrożeniem.

Przecież zapożyczenia od lat sprzyjały rozwojowi języka. Może zjawisko 'spalszczania', a nie używania nieodmiennych form z obcych języków nie jest takie złe?

Conejo_en_la_luna
07-21-2011, 23:52
Uwielbiam angielski i, z całym szacunkiem dla kultury i tradycji języka, muszę stwierdzić, że nagminne anglicyzmy są denerwujące, zwłaszcza dla kogoś, kto angielski zna. Jednak język korporacyjny jest specyficzny, często zagadnienia są nieprzetłumaczalne i wtedy tworzymy nowe słowa. Za to w języku codziennym, nie jestem w stanie ich zaakceptować. Polski jest bardzo bogatym w słownictwo językiem i śmiało możemy mówić "kierownik" a nie "manager" :)

W praktyce większość pracowników czuje się lepiej na stanowisku Office Manager niż Kierownik Biura, przedkłada Project Managera nad Kierownika Projektu, (Key) Account Managera nad... (Głównego) Specjalistę ds. Sprzedaży, Office Assistant lub Office Administrator nad zwykłą sekretarkę. Gdyby tak nie było, dział HR (a właściwie Zasobów Ludzkich;) nie używałby ich jako wabika w ogłoszeniach.

A propos pisowni stanowisk nie ma problemu po angielsku, gdyż każdy człon zaczynamy wielką literą, natomiast co do pisowni polskiej:

"Dyrektor ds. Projektów w podpisie lub nagłówku listu są ortograficznie bez zarzutu, natomiast w innych kontekstach (np. „Szukamy kandydatów na stanowisko dyrektora ds. projektów”) małe litery wydają się lepszym rozwiązaniem.

— Mirosław Bańko, PWN"

http://poradnia.pwn.pl/lista.php?szukaj=%22nazwy+stanowisk%22&kat=18


A na koniec coś zabawnego na temat bełkotu w jaki może w końcu zamienić się język korporacyjny:

http://www.bullshitjob.com/title/

klaudiawieszolek
07-22-2011, 12:09
W praktyce większość pracowników czuje się lepiej na stanowisku Office Manager niż Kierownik Biura, przedkłada Project Managera nad Kierownika Projektu, (Key) Account Managera nad... (Głównego) Specjalistę ds. Sprzedaży, Office Assistant lub Office Administrator nad zwykłą sekretarkę. Gdyby tak nie było, dział HR (a właściwie Zasobów Ludzkich;) nie używałby ich jako wabika w ogłoszeniach.


Ale dlaczego tak się dzieje? Wg mnie steruje tym nasze poczucie, że to co obce jest lepsze. Ludzie czują się chyba bardziej dowartościowani pracując na stanowisku menagera niż kierownika.:confused:

klaudiawieszolek
07-22-2011, 16:37
Oczywiście plusem tak rozpowszechnionych anglicyzmów jest to, że każdy bez względu na narodowość zrozumie pojęcia typu manager itd. Ale czy nie wiąże się z tym problem, że rodzime określenia mogą zostać z biegiem czasu całkowicie wyparte ze słownika?

bigapple
07-22-2011, 17:00
Też tego nie lubię, ale z własnej pracy pamiętam, że często używanie takich słów jest automatyzmem. Drafty same się pchają na język i jeśli chce się mówić po polsku, to wymaga to wysiłku. Czasem też używanie takiego języka jest sposobem na podkreślenie przynależności do jakiejś grupy. Jak mówię draft, to ty wiesz o czym ja mówię...
Ale według mnie warto od czasu do czasu się zastanowić, co się mówi

Podobną kwestią jest używanie angielskich słów przez rodaków pracujących za granicą. Szczególnie ciężko zrezygnować z takich okresleń, które łatwiej się stosuje. Bo szybciej jest powiedzieć, że było busy, niż że był duży ruch.
Witam. Rzeczywiście łatwo zauważyć, iż liczba zapożyczeń z języka angielskiego wzrasta. Osobiście jestem zdania, iż nie jest to korzystne, albowiem powinniśmy bardziej dbać o ojczysty język. Jednak muszę się przyznać, że i mi się to zdarza:). Język polski, to nie jedyny język podlegający tej 'modzie'.:) Zdecydowanie Rosjanie pokonaliby nas pod tym względem. Jestem w stanie jednak zrozumieć Polaków przebywających w krajach anglojęzycznych. W ich przypadku, zapożyczanie leksyki wydaje mi się naturalnym następstwem ciągłego kontaktu z językiem angielskim, a także osobami natywnymi i ich kulturą.

Conejo_en_la_luna
07-22-2011, 20:28
Ale dlaczego tak się dzieje? Wg mnie steruje tym nasze poczucie, że to co obce jest lepsze. Ludzie czują się chyba bardziej dowartościowani pracując na stanowisku menagera niż kierownika.:confused:

W sumie cała ta terminologia pojawiła się wraz z kapitalizmem lat 90-tych, więc wszystkie te określenia, które trzeba czasem odszyfrowywać ze słownikiem w ręku szukając prac, kojarzą się z nowoczesnością, międzynarodowym splendorem i ogólnie sukcesem w życiu profesjonalnym, przynajmniej tak głosi tuba hr-owa. Sekretarki, kierownicy itp. to już raczej dinozaury starego systemu, należące jedynie do lokalnych kręgów bez perspektyw. Poza tym liczy się tez efekt na zewnątrz.Na wielu ludziach łatwiej chyba zrobić "wrażenie" rzucając niezrozumiałą dla nich nazwą stanowiska...

NightMonkey
07-22-2011, 23:55
W sumie cała ta terminologia pojawiła się wraz z kapitalizmem lat 90-tych, więc wszystkie te określenia, które trzeba czasem odszyfrowywać ze słownikiem w ręku szukając prac, kojarzą się z nowoczesnością, międzynarodowym splendorem i ogólnie sukcesem w życiu profesjonalnym, przynajmniej tak głosi tuba hr-owa. Sekretarki, kierownicy itp. to już raczej dinozaury starego systemu, należące jedynie do lokalnych kręgów bez perspektyw. Poza tym liczy się tez efekt na zewnątrz.Na wielu ludziach łatwiej chyba zrobić "wrażenie" rzucając niezrozumiałą dla nich nazwą stanowiska...

Pracownicy korporacyjni używają anglicyzmów, ponieważ działalność korporacji najczęściej jest prowadzona w światowym lingua franca czyli angielskim. Niektórzy mogą więc nazwać dinozaurem kogoś, kto się temu przeciwstawia. Przyznaję, że irytuje mnie kiedy dziennikarz lub polityk używa anglicyzmu, szczególnie, jeśli istnieje polskie wyrażenie albo używa kalki językowej (np. kalkulować zamiast obliczać). Angielski jest po prostu bardziej melodyjny (jestem anglistą:P). Poza tym, niektórzy (szczególnie politycy i dziennikarze) chcą ubrać proste myśli w wymyślne słowa, aby to co mówią brzmiało bardziej inteligentnie niż jest w rzeczywistości...czyli business as usual ^^l

Conejo_en_la_luna
07-23-2011, 15:55
Pracownicy korporacyjni używają anglicyzmów, ponieważ działalność korporacji najczęściej jest prowadzona w światowym lingua franca czyli angielskim. Niektórzy mogą więc nazwać dinozaurem kogoś, kto się temu przeciwstawia. l

W swojej ostatniej wypowiedzi starałam się wyjaśnić li i jedynie kwestię dominacji angielskich nazw stanowisk nad polskimi odpowiednikami w ogłoszeniach o pracę w korporacjach i co za tym idzie późniejszego ich używania w stopce w mailu, na wizytówce etc. W sumie nie można się temu przeciwstawić, bo jest to z góry narzucone i kropka.

esthom
07-23-2011, 16:02
W sumie cała ta terminologia pojawiła się wraz z kapitalizmem lat 90-tych, więc wszystkie te określenia, które trzeba czasem odszyfrowywać ze słownikiem w ręku szukając prac, kojarzą się z nowoczesnością, międzynarodowym splendorem i ogólnie sukcesem w życiu profesjonalnym, przynajmniej tak głosi tuba hr-owa. Sekretarki, kierownicy itp. to już raczej dinozaury starego systemu, należące jedynie do lokalnych kręgów bez perspektyw. Poza tym liczy się tez efekt na zewnątrz.Na wielu ludziach łatwiej chyba zrobić "wrażenie" rzucając niezrozumiałą dla nich nazwą stanowiska...

Niekoniecznie chodzi o wrażenie, owa terminologia pojawiła się na początku lat 90tych, ponieważ to własnie wtedy można było rozpocząć działalność na zasadach stworzonych "na zachodzie". Ponieważ działalnością taką zajmują się ekonomiści, a nie językowcy, to przyjęli oni łatwiejsze rozwiązanie i w nowych dla nas warunkach używali terminologii wypracowanej i sprawdzonej w innych krajach.

Po drugie, ekonomia to dziedzina, która w XX wieku rozwijała się najszybciej w Stanach Zjednoczonych. I jak to zazwyczaj bywa reszta przyjęła słownictwo stworzone przy okazji rozwoju danej nauki.

Poza tym nie wyobrażam sobie, jak ładnie nazwać w języku polskim outsourcing ;)

I śmieję się w głębi kiedy widzę, że zorganizowano kolejny "miting" :)

Conejo_en_la_luna
07-23-2011, 16:45
Poza tym nie wyobrażam sobie, jak ładnie nazwać w języku polskim outsourcing ;)

I śmieję się w głębi kiedy widzę, że zorganizowano kolejny "miting" :)

Może warto po prostu zrobić rozróżnienie między:

1) wyrazami obcymi, które się już zaadoptowały, a nawet w niektórych wypadkach mają swoje spolszczone wersje (daje się je teoretycznie zastąpić polskimi odpowiednikami, choć prawie nikt tego nie robi), jak manager - menadżer lub menedżer czy stary poczciwy e-mail,potocznie mejl, który odmieniamy przez przypadki i liczy lub chat - czat

2) wyrazami, dla których nie ma odpowiednika, jak outsourcing

3) wyrazami jak meeting czy staff lub team, która mają wyśmienite polskie odpowiednik: spotkanie i zespół, więc zupełnie nie ma potrzeby mityngowania (chyba że na żarty) lub bycia częścią teamu lub staffu, tfu tfu tfu:P

NightMonkey
07-23-2011, 16:50
Czasem używam takich określeń (np. nieśmiertelny "miting"), ale głównie dla żartu. Zawsze zastanawiała mnie jedna rzecz: gdyby tak przycisnąć daną osobę, to czy ta potrafiłaby znaleźć polski odpowiednik (nawet opisowy) danego anglicyzmu? Wiele osobom mózg by się przegrzał:P

esthom
07-24-2011, 00:10
Czasem używam takich określeń (np. nieśmiertelny "miting"), ale głównie dla żartu. Zawsze zastanawiała mnie jedna rzecz: gdyby tak przycisnąć daną osobę, to czy ta potrafiłaby znaleźć polski odpowiednik (nawet opisowy) danego anglicyzmu? Wiele osobom mózg by się przegrzał:P

Jeśli już o "mitingu" mówimy, to należy zwrócić uwagę, iż największą karierę słowo to odnosi w grupach wsparcia.

Niestety, przy współczesnym dostępie do informacji i ogólnej atmosferze globalnej wioski nie unikniemy przypływu makaronizmów do naszego języka. Takie działania są modne, językowo wydajne oraz upraszczają funkcjonowanie megakorporacji czy prowadzenie międzynarodowych projektów.

Z resztą w języku angielskim, tak napiętnowanym za międzynarodowe słowotwórstwo, około 30% terminów leksykalnych pochodzi z łaciny, kolejne 20% z francuskiego, co dowodzi, że w zasadzie przyjmujemy już na nasz grunt słownictwo nie angielskie, a międzynarodowe. ;) Niezła teoria ;)

NightMonkey
07-24-2011, 13:06
Z resztą w języku angielskim, tak napiętnowanym za międzynarodowe słowotwórstwo, około 30% terminów leksykalnych pochodzi z łaciny, kolejne 20% z francuskiego, co dowodzi, że w zasadzie przyjmujemy już na nasz grunt słownictwo nie angielskie, a międzynarodowe. ;) Niezła teoria ;)

Owszem, fajna teoria, ale nie do końca zgodna z prawdą:p O ile dobrze uważałem na gramatyce historycznej na studiach to, w wielkim skrócie:

-angielski jest językiem germańskim i duża porcja słownictwa pochodzi z języków germańskich (ludów, które zamieszkiwały Anglię przed i po opuszczeniu jej przez Rzymian, języków skandynawskich z przed inwazji w 1066 r. etc.)
-drugim najważniejszym składnikiem współczesnego angielskiego jest język Normandzki (Francuski)
- trzecie źródło słownictwa - kolonie

O ile zgadzam się z tym, że angielski jest międzynarodowy i o wiele prostszy od np. chińskiego czy polskiego,to nie zgadzam się z "30% terminów leksykalnych pochodzi z łaciny" w tym sensie, że łacińskie słowa straciły większość swojej "łacińskości" w języku francuskim. Dodatkowo, po tym jak upadło Imperium Rzymskie, mieszkańcy Wysp porzucili kulturę i język Rzymian i wrócili do starych zwyczajów.

czuma
07-24-2011, 13:25
Ciekawy również jest fakt, ze wszelkie zapozyczenia w języku korporacyjnym pochodzą od krajów silniejszych ekonomicznie, które kreują trendy w biznesie. Angielski w tym przypadku jest raczej dowodem na "dowodztwo" Stanów

Miss E.
07-24-2011, 13:42
Zależy też, jakiego rodzaju słownictwo jest brane pod uwagę. Śmieszne jest, gdy ktoś mówi w biurze, że jeszcze musi napisać 'message'.

Nie wiem, czy też macie wrażenie, że pracując na danym języku w międzynarodowej korporacji słowa angielskie dużo łatwiej przyjmują się niż słowa z innego języka. I w tym wypadku nie biorę pod uwagę powszechności angielskiego, ale to może przyzwyczajenie sprawia, że angielskie słowa odmienione z zastosowaniem gramatyki języka polskiego brzmią naturalniej, niż słowa z innego języka?


Pracuję w amerykańskiej korporacji, w której naturalnie język angielski jest wszechobecny. Aczkolwiek kiedy koleżanka pracująca kilka biurek dalej mówi mi, że forłordnie (forward) mi mejla, to ja się nie czuję z tym komfortowo ani naturalnie. A co, to już się mejli nie przesyła ???
Nie jestem purystką językową, ale wydaje mi się, że jeśli można powiedzieć coś po polsku i nie brzmi to sztucznie, to należy używać języka ojczystego. Moim zdaniem tzw. ponglish, to po prostu nieudolna próba egzaltacji własnej osoby, lub też jeśli ktoś woli dosadniej: szpan. Co Wy na to?

NightMonkey
07-24-2011, 13:47
Może "dowództwo" to trochę za dużo powiedziane. Nie zmienia to faktu, że Stany są nadal ważnym graczem na arenie międzynarodowej. Ale inne "potęgi" też mają swój udział w terminologii - np. w tłumaczeniach finansowych występują terminy wywodzące się z języka japońskiego. Niestety nie potrafię przywołać konkretnych przykładów...

Miss E.
07-24-2011, 13:53
W swojej ostatniej wypowiedzi starałam się wyjaśnić li i jedynie kwestię dominacji angielskich nazw stanowisk nad polskimi odpowiednikami w ogłoszeniach o pracę w korporacjach i co za tym idzie późniejszego ich używania w stopce w mailu, na wizytówce etc. W sumie nie można się temu przeciwstawić, bo jest to z góry narzucone i kropka.

No tak, trudno jest się przeciwstawiać takim utartym w świecie biznesu nazwom stanowisk. Choc oczywiście nie znaczy to, że nie powinniśmy próbować znaleźć polskich odpowiedników. I nie chodzi mi tu wcale o dosłowne tłumaczenie, bo to rzadko odpowiada rzeczywistości. Mogę podać przykład z własnego podwórka: pracuję w korporacji w dziale Transfer Agency, i mówiąc w Polsce, że jestem agentem transferowym (a tak określa mnie przetłumaczona na j.polski umowa o pracę) nikt chyba mnie nie rozumie, więc z braku innego odpowiednika mówię, że jestem pracownikiem biurowym.

NightMonkey
07-24-2011, 13:57
Moim zdaniem tzw. ponglish, to po prostu nieudolna próba egzaltacji własnej osoby, lub też jeśli ktoś woli dosadniej: szpan. Co Wy na to?

Ewidentnie nie miałaś styczności z Poloniami:p Jasne, dla nas brzmi to sztucznie, jeśli nie śmiesznie, ale podczas pobytu w Londynie zauważyłem, że wiele osób używa Ponglish. Stworzyli sobie całkiem jednolity sposób porozumiewania się i z moich obserwacji wynika, że Polacy mieszkający w danym mieście, ale nie znających się wcześniej, są w stanie z łatwością zrozumieć Ponglish innej osoby. Dziwne i fascynujące.

Miss E.
07-24-2011, 14:05
Anglicyzmy w języku korporacyjnym są nieuniknione, a czasami wręcz potrzebne, to niezaprzeczalne. Jednak w języku potocznym powinno ich być jaknajmniej, Osobiście, nawet słowa "super" nie lubię :)

:) Super, to akurat łacińskie słowo. Fakt, język angielski zaadoptował je w codziennym słownictwie (choć także obecne jest w języku naukowym ), ale jednak 'super' mówiono już zanim powstał język angielski:
Tu es Petrus et super hanc petram aedificabo Ecclesiam meam

(Ty jesteś Piotr (czyli skała) i na tej skale zbuduję Kościół mój.)
Słowa Chrystusa. Ewangelia św. Mateusza.

Miss E.
07-24-2011, 14:32
Ewidentnie nie miałaś styczności z Poloniami:p Jasne, dla nas brzmi to sztucznie, jeśli nie śmiesznie, ale podczas pobytu w Londynie zauważyłem, że wiele osób używa Ponglish. Stworzyli sobie całkiem jednolity sposób porozumiewania się i z moich obserwacji wynika, że Polacy mieszkający w danym mieście, ale nie znających się wcześniej, są w stanie z łatwością zrozumieć Ponglish innej osoby. Dziwne i fascynujące.

Masz rację, moje jedyne 'polonijne' doświadczenia to np. film 'Kochaj albo rzuć' (film z lat 70tych, więc widać ponglish- jakoś nie potrafię się przełamać i napisać wielką literą- mocno już zdążył się zakorzenić w środowiskach polonijnych) czy też niedawny hit internetu- krótki film o naszym rodaku karmiącym aligatora (zwany też kąśliwie- Monologiem do szwagra).
Moim zdaniem nie zmienia to faktu, że Polska to nie jest emigracja dla Polaków, tylko ojczyzna, i we własnym kraju można by się ciut wysilić, żeby mówić po polsku.
Ech..Jutro wrócę do pracy, gdzie koleżanka zapyta mnie: ile masz koli dzisiaj? I bynajmniej właściwą odpowiedzią nie będzie: pół litra :)

esthom
07-24-2011, 14:45
O ile zgadzam się z tym, że angielski jest międzynarodowy i o wiele prostszy od np. chińskiego czy polskiego,to nie zgadzam się z "30% terminów leksykalnych pochodzi z łaciny" w tym sensie, że łacińskie słowa straciły większość swojej "łacińskości" w języku francuskim. Dodatkowo, po tym jak upadło Imperium Rzymskie, mieszkańcy Wysp porzucili kulturę i język Rzymian i wrócili do starych zwyczajów.

Przepraszam, w moją wypowiedź wkradła się mała nieścisłość. Rzeczywiście, to co w języku angielskim jest z łaciny, przeszło długą drogę przez język franków. Jeśli chodzi o terminy skandynawskie (skandynawskie języki tamtych czasów nazwane dźwięcznie Old Norse), występują one w niewielkiej ilości.

Rzeczywiście języki germańskie dominowały na Wyspach, ale wydaje mi się, że przed Hastings. Potem ogromny wpływ miał wspomniany już Normandzki (nota bene też mocno powiązany z Old Norse).

Trochę zbaczamy z tematu wątku w stronę historii języka ;)

czuma
07-24-2011, 16:30
:) Super, to akurat łacińskie słowo. Fakt, język angielski zaadoptował je w codziennym słownictwie (choć także obecne jest w języku naukowym ), ale jednak 'super' mówiono już zanim powstał język angielski:
Tu es Petrus et super hanc petram aedificabo Ecclesiam meam

(Ty jesteś Piotr (czyli skała) i na tej skale zbuduję Kościół mój.)
Słowa Chrystusa. Ewangelia św. Mateusza.

to tylko dowodzi jak zapożyczenia wrastają w naszą kulturę. dziękuję za wyjaśnienie :)

Giovanna
07-24-2011, 16:36
ponglish, to po prostu nieudolna próba egzaltacji własnej osoby, lub też jeśli ktoś woli dosadniej: szpan. Co Wy na to?

Nie zawsze jest to szpan. Wydaje mi się, że większość osób używająca anglicyzmów, szczególnie Ci, którzy mieszkają od lat za granicą, robi to z przyzwyczajenia, bo tak jest łatwiej i prościej. Może nie zdają sobie sprawy z tego, że czasem brzmią śmiesznie.

czuma
07-24-2011, 16:36
Pracuję w amerykańskiej korporacji, w której naturalnie język angielski jest wszechobecny. Aczkolwiek kiedy koleżanka pracująca kilka biurek dalej mówi mi, że forłordnie (forward) mi mejla, to ja się nie czuję z tym komfortowo ani naturalnie. A co, to już się mejli nie przesyła ???
Nie jestem purystką językową, ale wydaje mi się, że jeśli można powiedzieć coś po polsku i nie brzmi to sztucznie, to należy używać języka ojczystego. Moim zdaniem tzw. ponglish, to po prostu nieudolna próba egzaltacji własnej osoby, lub też jeśli ktoś woli dosadniej: szpan. Co Wy na to?

"Hej, luknij przez łindoł na korner od strita, czy nie stoi kar naszego czifa" :D znalezione gdzieś w sieci :)

Agneska
07-24-2011, 17:08
Nie jest to co prawda kontekst korporacyjny, ale wczoraj w wiadomościach radiowych kompetentny dziennikarz użył słów "alert antyterrorystyczny". Do teraz nie mogę pojąć dlaczego np. siedemdziesięcioletnia babcia nie znająca angielskiego nie ma prawa zrozumieć nadawanej na falach polskiego radia relacji reporterskiej.Może to dlatego, że w szkole dla dziennikarzy ten pan nie poznał wysublimowanego wyrazu "alarm"

Miss E.
07-24-2011, 19:54
[QUOTE=czuma;43645]"Hej, luknij przez łindoł na korner od strita, czy nie stoi kar naszego czifa" :D znalezione gdzieś w sieci :)[/QUOTE

Pozostaje rzec: oemgie lub wuteef!!!!! :rolleyes:

silviabroom
07-24-2011, 21:30
Ciekawy również jest fakt, ze wszelkie zapozyczenia w języku korporacyjnym pochodzą od krajów silniejszych ekonomicznie, które kreują trendy w biznesie. Angielski w tym przypadku jest raczej dowodem na "dowodztwo" Stanów

Ekonomia ekonomią, ale Stany Zjednoczone wiodą pod takim względem, że mają dobrze rozwinięty marketing. przede wszystkim jest więcej literatury specjalistycznej dotyczącej firm, reklamy itp. w języku angielskim niż w języku polskim. Nasz język musi nadążyć za tym wszystkim :)

silviabroom
07-24-2011, 21:37
podczas pobytu w Londynie zauważyłem, że wiele osób używa Ponglish. Stworzyli sobie całkiem jednolity sposób porozumiewania się i z moich obserwacji wynika, że Polacy mieszkający w danym mieście, ale nie znających się wcześniej, są w stanie z łatwością zrozumieć Ponglish innej osoby. Dziwne i fascynujące.


Dla jednych będzie to rodzaj ekshibicjonizmu językowego, dla innych próba identyfikacji z grupą (emigranci), a dla jeszcze innych próba identyfikacji z firmą/marką.

silviabroom
07-24-2011, 21:50
Oczywiście plusem tak rozpowszechnionych anglicyzmów jest to, że każdy bez względu na narodowość zrozumie pojęcia typu manager itd. Ale czy nie wiąże się z tym problem, że rodzime określenia mogą zostać z biegiem czasu całkowicie wyparte ze słownika?

Niektóre rodzime określenia zostaną wyparte. W ogóle zastanawiam się czy kiedyś chociaż raz ktoś użył słowa 'przegląd' zamiast 'research' albo przypadek zamiast 'case' bo teraz prawie cały czas słyszę tę angielską wersję. Ale jeśli jedne zostaną wyparte to wyzwań i tak nie braknie, np. znaleźć polski odpowiednik dla wyrazu 'incubment' (pojęcie z dziedziny zarządzania strategicznego' :)

NightMonkey
07-25-2011, 00:08
Niektóre rodzime określenia zostaną wyparte. W ogóle zastanawiam się czy kiedyś chociaż raz ktoś użył słowa 'przegląd' zamiast 'research' albo przypadek zamiast 'case' bo teraz prawie cały czas słyszę tę angielską wersję. Ale jeśli jedne zostaną wyparte to wyzwań i tak nie braknie, np. znaleźć polski odpowiednik dla wyrazu 'incubment' (pojęcie z dziedziny zarządzania strategicznego' :)

Najprawdopodobniej niektóre określenia zostaną wyparte, ponieważ angielski pozwala, częściej niż polski, wyrazić jedną jedną złożoną myśl za pomocą jednego słowa (podobnie zresztą jak niemiecki). W polskim musielibyśmy użyć ekwiwalentu opisowego. Np. dyskusja o tłumaczeniu "outsource":

http://pol.proz.com/kudoz/english_to_polish/management/847995-outsource.html

joannadebek
07-25-2011, 00:19
Moim zdaniem używanie zapożyczeń świadczy o lenistwie i zubożaniu naszego języka, bo zazwyczaj można by znaleźć odpowiednik polski, tylko zwyczajnie się nie chce:P z drugiej strony, komunikacja w firmach ma być przede wszystkim skuteczna i szybka, więc jeśli kontaktujemy się z zagranicznymi partnerami i jeszcze między sobą, to łatwiejsze jest stosowanie nazw, które od razu wszyscy kojarzą. No i nie pojawia się to przecież tylko w kontekście korporacyjnym, w innych środowiskach specjalistów (np. lekarze) również jest powszechne.

joannadebek
07-25-2011, 00:20
Wydaje mi się też, że taki "profesjolekt" buduje wspólnotę: mamy swój kod i przez to jest fajnie:)

joannadebek
07-25-2011, 00:21
Wydaje mi się też, że taki "profesjolekt" buduje wspólnotę: mamy swój kod i przez to jest fajnie:)

esthom
07-25-2011, 00:25
Wyewoluowanie takiej formy jak ponglish było tylko kwestią czasu. Na styku dwóch kultur, w tym również dwóch języków, pojawia się najpierw pidgin (http://en.wikipedia.org/wiki/Creole_language). Za jakiś czas dzieci polskich emigrantów zaczną uczyć się ponglish jako creole i ów twór znajdzie drogę do legitymizacji (w pewnych kręgach oczywiście).

joannadebek
07-25-2011, 00:25
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że czasem sama używam automatycznie pojęć w języku niemieckim czy angielskim, które tak jakoś same cisną mi się na usta :p Ale faktycznie czasem lepiej użyć jakiegoś pojęcia w języku obcym, niż bawić się w jego tłumaczenie, które może okazać się później błędne lub po prostu śmieszne.

Zgadzam się i potwierdzam, że to zdarza się i poza środowiskiem pracy - na mojej filologii często, tylko połowicznie dla żartu, przerzucaliśmy się między sobą wtrętami z hiszpańskiego podczas rozmowy po polsku:)

joannadebek
07-25-2011, 00:30
Zależy też, jakiego rodzaju słownictwo jest brane pod uwagę. Śmieszne jest, gdy ktoś mówi w biurze, że jeszcze musi napisać 'message'.

Nie wiem, czy też macie wrażenie, że pracując na danym języku w międzynarodowej korporacji słowa angielskie dużo łatwiej przyjmują się niż słowa z innego języka. I w tym wypadku nie biorę pod uwagę powszechności angielskiego, ale to może przyzwyczajenie sprawia, że angielskie słowa odmienione z zastosowaniem gramatyki języka polskiego brzmią naturalniej, niż słowa z innego języka?

Nie jestem pewna, może coś w tym jest, bo angielski jakoś się nam już w każdej wersji "wdrożył", także tej spolszczonej. Ale nie wydaje mi się, żeby w przypadku korporacji był to argument decydujący, chyba już prędzej właśnie powszechność angielskiego.

joannadebek
07-25-2011, 00:34
[QUOTE=khermanow;40825]Zależy też, jakiego rodzaju słownictwo jest brane pod uwagę. Śmieszne jest, gdy ktoś mówi w biurze, że jeszcze musi napisać 'message'.

Swoją drogą, ciekawe jakie kryterium się tu ujawnia, bo faktycznie nie każde słowo specjalistyczne na stałe wypiera swój polski odpowiednik. Może im bardziej słowo jest używane w mniej specjalistycznych kontekstach tym łatwiej mu przetrwać inwazję anglicyzmów czy też innych -izmow?

NightMonkey
07-25-2011, 00:41
Ale czy naprawdę musimy się przed tym bronić? Język polski jest pięknym i barwnym językiem, ale jest strasznie nieelastyczny. Pomoc ze strony anglicyzmów mogłaby urozmaicić i uelastycznić nasz język. W dłuższej perspektywie tylko skorzystamy.

esthom
07-25-2011, 00:44
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że czasem sama używam automatycznie pojęć w języku niemieckim czy angielskim, które tak jakoś same cisną mi się na usta :p Ale faktycznie czasem lepiej użyć jakiegoś pojęcia w języku obcym, niż bawić się w jego tłumaczenie, które może okazać się później błędne lub po prostu śmieszne.

Język naturalnie dąży do prostoty, więc jeśli istnieje wystarczająco dobre słowo w języku obcym opisujące nowy proces prawdopodobne jest, że zostanie wchłonięte.

Rzeczywiście tłumaczenie zwrotów z języka obcego może przynieść nieoczekiwane rezulataty. Wspomniany już przeze mnie outsourcing - "wyodrębnienie", "wydzielenie", "wydalenie", "wyźródłowanie" i wiele, wiele innych (podobnie absurdalnych) tłumaczeń nie odda tego, co zawiera się w tym jednym słówku (oczywiście można użyć definicji, ale zakładamy, że język dąży do zapewnienia efektywnej komunikacji).

Dodatkowo nie wyobrażam sobie używania pewnych akronimów w wydaniu polskim:
TQM - Total Quality Management zamieniając na Zarządzanie Jakością Globalną otrzymamy ZJG. Dla mnie nie do przełknięcia ;)

marcin_k
07-25-2011, 00:57
Ale czy naprawdę musimy się przed tym bronić? Język polski jest pięknym i barwnym językiem, ale jest strasznie nieelastyczny. Pomoc ze strony anglicyzmów mogłaby urozmaicić i uelastycznić nasz język. W dłuższej perspektywie tylko skorzystamy.

Myślę, że tak jak w przypadku licznych germanizmów (szczególnie obecnych w języku używanym na zachodzie kraju) również i angielski może być wzbogaceniem. I tak naprawdę to czy próbujemy się przed tym bronić, czy też nie, wiele wyrażeń i tak się przyjmuje, zyskuje spolszczoną wymowę i jest odmieniane. Ja osobiście nie mam nic przeciwko, również jeśli chodzi o pracę. Ale staram się unikać używania anglicyzmów tam gdzie bez problemu można je zastąpić polskimi odpowiednikami.

marcin_k
07-25-2011, 01:03
W niektórych firmach również szkolenia prowadzone są w językach obcych. Po takim szkoleniu często łatwiej rozmawiać na tematy związane z pracą używając zapożyczeń ponieważ wiele terminów poznaje się i przyswaja właśnie w języku obcym.

Przez takie właśnie szkolenia zdarzają się rozmowy takie jak np: - Miałam dziś kola w sprawie infantów w karsicie.
(przykład z życia wzięty).

marcin_k
07-25-2011, 01:18
Zgadzam się i potwierdzam, że to zdarza się i poza środowiskiem pracy - na mojej filologii często, tylko połowicznie dla żartu, przerzucaliśmy się między sobą wtrętami z hiszpańskiego podczas rozmowy po polsku:)

Jak już mowa o poprawności tłumaczeń to mam wrażenie, że w kontekście korporacyjnym nawet jeśli używa się licznych zapożyczeń to najczęściej jednak dba się o to żeby nie traciły swojego sensu, czy też żeby były używane zgodnie z przeznaczeniem.
Poza tym kontekstem jest z tym znacznie gorzej i używa się np. polskiego słowa respekt jako prosty odpowiednik angielskiego respect. Ale chyba najbardziej przeraża mnie zjawisko bardzo popularne - mówienie o ekskluzywnych wywiadach - czyli takich na wyłączność.

Asienka90
07-25-2011, 11:12
polecam Wam reportaż:
http://www2.polskieradio.pl/reportaz/reportaz.asp?id=4825
właśnie o języku korporacji :)

esthom
07-25-2011, 12:43
Jak już mowa o poprawności tłumaczeń to mam wrażenie, że w kontekście korporacyjnym nawet jeśli używa się licznych zapożyczeń to najczęściej jednak dba się o to żeby nie traciły swojego sensu, czy też żeby były używane zgodnie z przeznaczeniem.
Poza tym kontekstem jest z tym znacznie gorzej i używa się np. polskiego słowa respekt jako prosty odpowiednik angielskiego respect. Ale chyba najbardziej przeraża mnie zjawisko bardzo popularne - mówienie o ekskluzywnych wywiadach - czyli takich na wyłączność.

W zasadzie korporacje działają według utartych schematów, które wymagają precyzji języka, więc zapożyczenia zazwyczaj zachowują swoje właściwe znaczenie. Gorzej, jeśli język niszowy przedostaje się do mainstream'u, wtedy prawdopodobnie zwroty ulegną zniekształceniu. Nie przytoczę przykładów z języka biznesu, jednak znam jeden przypadek, który okropnie mnie drażni, mianowicie "zakwaterowanie" powoli zaczyna być nazywane w naszym języku "akomodacją". Obrazuje to destrukcyjny wpływ makaronizmów (w tym przypadku angielskiego), które absolutnie zniekształcają właściwe znaczenie słowa w języku polskim (akomodacja to umiejętność dostosowania istniejącego układu do panujących warunków http://pl.wikipedia.org/wiki/Akomodacja).

elie
07-25-2011, 13:12
Oczywiście plusem tak rozpowszechnionych anglicyzmów jest to, że każdy bez względu na narodowość zrozumie pojęcia typu manager itd. Ale czy nie wiąże się z tym problem, że rodzime określenia mogą zostać z biegiem czasu całkowicie wyparte ze słownika?


Miałam "przyjemność" uczestniczyć we wprowadzającym spotkaniu dwóch nowych pracowników, którzy przeszli do nas z konkurencji. Niby sami Polacy, a jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że kompletnie się nie rozumiemy. Wszystkie wypowiedzi były poprzeplatane angielskimi wtrąceniami, które w naszym korporacyjnym języku znaczyły zupełnie co innego niż w języku konkurencji. Nić porozumienia została nawiązana dopiero, gdy zdecydowaliśmy się tłumaczyć pewne zagadnienia "własnymi słowami" :)

marcin_k
07-25-2011, 13:42
Miałam "przyjemność" uczestniczyć we wprowadzającym spotkaniu dwóch nowych pracowników, którzy przeszli do nas z konkurencji. Niby sami Polacy, a jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że kompletnie się nie rozumiemy. Wszystkie wypowiedzi były poprzeplatane angielskimi wtrąceniami, które w naszym korporacyjnym języku znaczyły zupełnie co innego niż w języku konkurencji. Nić porozumienia została nawiązana dopiero, gdy zdecydowaliśmy się tłumaczyć pewne zagadnienia "własnymi słowami" :)

Czyli z Twoich doświadczeń wynika, że nawet w języku korporacyjnym zapożyczenia mogą znacząco zmieniać znaczenie ? Czy może firmy różniły się na tyle, że te wyrażenia występowały już w zupełnie innym kontekście ?

marcin_k
07-25-2011, 14:46
W socjolingwistyce prowadzi się teraz sporo badań w kontekście korporacyjnym. Czytałem kilka z nich nt. języka używanego dla zaznaczenia hieracrhii przez kobiety i mężczyzn, o wpływie wyrażeń emfatycznych w mowie na budowaniu pozycji w grupie zawodowej itp. Ciekawe czy są jakieś badania nt. wyrazów obcych w kontekście korporacyjnym. Może jakieś znacie?

elie
07-25-2011, 15:43
Czyli z Twoich doświadczeń wynika, że nawet w języku korporacyjnym zapożyczenia mogą znacząco zmieniać znaczenie ? Czy może firmy różniły się na tyle, że te wyrażenia występowały już w zupełnie innym kontekście ?

Mimo, że firmy były z jednej branży - bezpośredni konkurenci, to ich język "wewnętrzny" różnił się na tyle, że ciężko było im się dogadać np. to co u nas było zwane planogramem, u nich było layoutem , to co u nas było layoutem, u nich było traktowane, jako store plan ...

kbarczyk
07-25-2011, 23:02
irytują mnie takie bezpodstawne zapożyczenia, zwłaszcza, że chodzi w nich chyba tylko o pokazanie jakiegoś pseudoprofesjonalizmu. Wiem, że ciężko dobrze przetłumaczyć np słowo event (chociać szczerze go nienawidzę) ale jest to jakiś zbiorczy rzeczownik, który określa i imprezę i wydarzenie kulturalne i festiwal i dużo innych rzeczy. Ale już kompletnie nie rozumiem, czemu mówimy : kontent (zamiast zawartość - jeżeli w sensie "zadowolony" to nie mam nic przeciwko. Zapozyczenie tak stare, że aż staropolskie:)), brief, deadline, wspomniany wyżej layout i wiele innych. Brzmi to pretensjonalnie i śmiesznie.

klementyna
08-06-2011, 11:46
irytują mnie takie bezpodstawne zapożyczenia, zwłaszcza, że chodzi w nich chyba tylko o pokazanie jakiegoś pseudoprofesjonalizmu. Wiem, że ciężko dobrze przetłumaczyć np słowo event (chociać szczerze go nienawidzę) ale jest to jakiś zbiorczy rzeczownik, który określa i imprezę i wydarzenie kulturalne i festiwal i dużo innych rzeczy. Ale już kompletnie nie rozumiem, czemu mówimy : kontent (zamiast zawartość - jeżeli w sensie "zadowolony" to nie mam nic przeciwko. Zapozyczenie tak stare, że aż staropolskie:)), brief, deadline, wspomniany wyżej layout i wiele innych. Brzmi to pretensjonalnie i śmiesznie.

całkowicie się z Tobą zgadzam. używanie pewnych określeń w środowisku zawodowym jest jak najbardziej zrozumiałe. wszak nikt nie gani prawników czy lekarzy, że posługują się specyficznym dla siebie żargonem. posiadanie wspólnego języka czyni komunikację prostszą, bardziej efektywną i jednocześnie zamkniętą dla ludzi spoza danego kręgu, np. zawodowego.
natomiast w sytuacjach codziennych używanie nieuzasadnionych (np. tak jak te wymienione powyżej) bądź błędnych (nieszczęsne "dedykowane", zamiast "przeznaczony") jest pretensjonalne.

Jaroslaw
09-14-2012, 22:55
Nigdy nie zauwazylem czegos takiego, ludzie uzywaja dziwnych zwrotow ale raczej omijaja mieszanie angielskiego z polskim (albo uzywaja angielskiego albo polskiego, zeby wszystko bylo zrozumiale).

Takich zwrotow uzywaja prawdopodobnie ludzie ktorzy nie za zbyt dobrze z angielskiego i nie razi ich groteskowosc tych wyrazow

riola
09-28-2012, 23:26
Mnie również razi wtrącanie angielskich słówek do potocznych wypowiedzi, zwłaszcza gdy mamy na to polskie odpowiedniki. Z drugiej strony wydaje mi się, że wśród pracowników korporacji używanie anglicyzmów nie przeszkadza - powiedziałabym nawet, że są one częścią profesjolektu i znacznie ułatwiają komunikację w takich kręgach. Sądzę, że w takim wypadku nie chodzi o snobizm, ale o użyteczność, skrótowość myśli. Anglicyzmy są bardziej konkretne, w polskim często trzeba się uciekać do parafrazy. W korporacji na tłumaczenie nie ma czasu, więc lepiej użyć angielskiego słowa zamiast bawić się w dłuższe sformułowania, które prędzej utrudnią komunikację niż ją ułatwią. Zresztą firma korporacyjna rzadko (o ile w ogóle...) składa się z samych Polaków, więc stosowanie anglicyzmów ma rację bytu.