PDA

View Full Version : Ekspresowe tłumaczenia i ich jakość


patfrau
07-09-2011, 20:31
Dość często zdarzają się tłumaczenia dokumentów na wczoraj, nie rzadko wielostronicowe - kiedy nie mamy za dużo czasu na sprawdzenie poprawnego słownictwa lub też na dokładny proofreading, kiedy czasu starcza nam jedynie na przetłumaczenie danego tekstu. Czy Waszym zdaniem takie tłumaczenia mają szansę być tłumaczeniami o wysokiej jakości? Czy macie jakieś pomysły, metody jak radzić sobie z podobnymi szybkimi zleceniami?

Kagemusha
07-25-2011, 22:04
Co prawda nie miałem jeszcze nigdy potrzeby tłumaczenia czegokolwiek "na wczoraj", ale na szczęście wykładowców mam przewidujących i mieliśmy przedsmak takiego karkołomnego zadania na zajęciach średnio raz na dwa tygodnie. Ćwiczenie było nazwane "on-sight translation" i podobnie jak OS we wspinaczce skalnej - nie było czasu na przygotowanie. Dostawaliśmy tekst napakowany jak tylko się dało słownictwem z danego działu (np. przestępstwa gospodarcze, organizacja struktury firmy), musieliśmy go przeczytać na głos, a nastepnie przetłumaczyć, także ustnie.

Dzięki takim ćwiczeniom wiem, że tłumaczenie na szybko będzie dążyło raczej do poprawności niż do doskonałości. Czyli, odpowiadając na pytanie w pierwszym poście, wysokiej jakości przy tłumaczeniu na ostatnią chwilę, moim zdaniem nie da się osiagnąć. Brak czasu dokładne przeszukanie przetłumaczonego tekstu pod kątem błędów, literówek, ominiętych znaków przestankowych mogących wpływać na zrozumienie treści... to wszystko się kumuluje i obniża jakość tłumaczenia.

agnieszka_iiid
07-25-2011, 22:38
Ja również nie miałam okazji wykonywać tłumaczenia w tempie ekspresowym, ale wyobrażam sobie, że nie jest to łatwe zadanie i moim zdaniem takie tłumaczenie nigdy nie będzie perfekcyjne. Jako, że ja (niestety bądź stety) jestem perfekcjonistką i wszystko co robię muszę zrobić od początku do końca dobrze to nie wiem czy podjęłabym się takiego tłumaczenia. Wiadomo, że z pewnością straciłabym w oczach potencjalnego klienta i straciłabym szanse na zarobek (a jak wiemy tłumaczenia w trybie ekspresowym więcej kosztują) ale nie wiem co byłoby gorsze: oddać tłumaczenie w stanie surowym, tzn. tylko przetłumaczone, bez sprawdzania poprawności użytych słów i bez możliwości dopracowania go (być może z błędami, których z powodu braku czasu nie udało nam się zauważyć/poprawić) i wyrobić sobie opinię tłumacza "bylejakiego", czy odmówić przetłumaczenia tekstu w trybie ekspresowym, stracić możliwość zarobku na tym danym zleceniu i zachować opinię tłumacza dobrego i rzetelnego? Wydaje mi się, że to drugie rozwiązanie jest lepszą opcją:) Mój wykładowca od tłumaczeń często mówił, że żeby być dobrym tłumaczem, trzeba najpierw nauczyć się oceniać czy jesteśmy w stanie przetłumaczyć dany tekst na dobrym poziomie, a w razie wątpliwości czy nam się to uda powinniśmy nauczyć się odmawiać przyjęcia zlecenia. Wzięłam sobie te jego słowa do serca, bo uważam, że jest w nich sporo prawdy:)

kadre
07-25-2011, 23:56
Ja podjęłabym się wykonania czegoś "na wczoraj" tylko z przygotowanym zapleczem CAT. Wiadomo jednak, że TM samo się nie robi, więc też uważałabym na zakres tematyczny. Natomiast wydaje mi się, że zrobienie kilku/nastu/dziesiąt tłumaczeń w trybie manufaktury jest raczej niemożliwe, szczególnie biorąc pod uwagę zmęczenie materiału (czyli tłumacza).

Kagemusha
07-26-2011, 00:06
W przypadku, gdy czujemy, że zadanie nas przerasta, lepiej albo odmówić wykonania tłumaczenia "na wczoraj", albo podać termin, w jakim jesteśmy w stanie wykonać zlecenie rzetelnie. W każdym zawodzie renomę wypracowuje się latami, a wystarczy jedno zawalone/spaprane zlecenie i dobra reputacja pójdzie się... taplać w błocie, powiedzmy.

Pomijam sytuację, w której ktoś bierze na siebie zbyt wiele zleceń "normalnych" by przetłumaczyć je na czas i na ostatnią chwilę goni, byle by było, byle oddać. (Co swoją drogą jest po prostu nierozsądne, ale to inna bajka.) Tu też należałoby z wyprzedzeniem powiadomić klienta, że powstało opóźnienie z naszej winy i rozwiązać sytuację polubownie.

Sylvia24
07-26-2011, 00:52
Uwazam ze CAT czyli Computer Assisted Translation moglaby okazac sie bardzo pomocnym narzedziem dla tlumaczen wykonywanych ekspresowo. Aplikacja ktora przechowywala by dane poprzednich przetlumaczonych tekstow, nie tylko skrocilaby czas tlumaczenia, ale rowniez pozwolila na wieksza spojnosc tlumaczonych tekstow, co za tym idzie poprawienie ich jakosci.
Majac w uzyciu tak inteligentny system, ktory dopasowal by tekst tlumaczony do jednej z poprzednio wykonanych prac, w zwiazku z tym - proofreading wydaje sie byc wykluczone z listy rzeczy niezbednych do wykonania tlumaczenia i zastapione sprawdzeniem dopasowania przez aplikacje tekstu tlumaczonego z tekstem docelowym.

kadre
07-26-2011, 00:54
Pomijam sytuację, w której ktoś bierze na siebie zbyt wiele zleceń "normalnych" by przetłumaczyć je na czas i na ostatnią chwilę goni, byle by było, byle oddać. (Co swoją drogą jest po prostu nierozsądne, ale to inna bajka.) Tu też należałoby z wyprzedzeniem powiadomić klienta, że powstało opóźnienie z naszej winy i rozwiązać sytuację polubownie.

to jest "psucie monety"; albo się coś robi dobrze, albo wcale

kadre
07-26-2011, 01:03
Uwazam ze CAT czyli Computer Assisted Translation moglaby okazac sie bardzo pomocnym narzedziem dla tlumaczen wykonywanych ekspresowo. Aplikacja ktora przechowywala by dane poprzednich przetlumaczonych tekstow, nie tylko skrocilaby czas tlumaczenia, ale rowniez pozwolila na wieksza spojnosc tlumaczonych tekstow, co za tym idzie poprawienie ich jakosci.
Majac w uzyciu tak inteligentny system, ktory dopasowal by tekst tlumaczony do jednej z poprzednio wykonanych prac, w zwiazku z tym - proofreading wydaje sie byc wykluczone z listy rzeczy niezbednych do wykonania tlumaczenia i zastapione sprawdzeniem dopasowania przez aplikacje tekstu tlumaczonego z tekstem docelowym.

Tylko wiesz, w pamięci CAT masz to, co sama włożysz. Samo nic się nie zrobi.

Sylvia24
07-26-2011, 13:31
Zdaje sobie z tego sprawe. Mimo, ze nie zawsze moze bedzie tak samo pomocne, gdyz jak mowisz masz to co sam wlozysz dzieki takiemu stopniowemu dodawaniu na pewno mozna stworzyc podstawe dla solidnego urzadzenia wspomagajacego prace tlumacza. Przetrzymywanie takich tekstow w komputerowych bazach danych, ulatwia rowniez wymiane miedzy tlumaczami, wiec mozesz skorzystac z zasobow ktorzy zgromadzili koledzy po fachu.

Kagemusha
07-26-2011, 14:20
CAT i jego baza słownictwa sobie, a poprawność tłumaczenia sobie.
Samo poprawne przetłumaczenie słów i terminów to połowa sukcesu, trzeba przecież jeszcze zapakować to w zrozumiałą formę... a tego program sam nie zrobi. I w sumie dobrze, bo tłumacze by byli niepotrzebni.

Jasne, że użycie narzędzi CAT przyśpieszy tłumaczenie, ale jego jakość mimo to może pozostawiać wiele do życzenia.

Mariola
07-26-2011, 14:56
Także uważam, że aby dobrze przetłumaczyć należy mieć na to czas. No chyba, że dostajemy dziś zlecenie, a klient chce je mieć gotowe na jutro to jesteśmy w stanie poświęcić noc. Chociaż człowiek śpiący też dobrze nie przetłumaczy. Najlepiej jest jednego dnia (lub kilka dni) tłumaczyć, a drugiego na spokojnie jeszcze raz sprawdzić tłumaczenie.

kadre
07-26-2011, 17:26
Zdaje sobie z tego sprawe. Mimo, ze nie zawsze moze bedzie tak samo pomocne, gdyz jak mowisz masz to co sam wlozysz dzieki takiemu stopniowemu dodawaniu na pewno mozna stworzyc podstawe dla solidnego urzadzenia wspomagajacego prace tlumacza. Przetrzymywanie takich tekstow w komputerowych bazach danych, ulatwia rowniez wymiane miedzy tlumaczami, wiec mozesz skorzystac z zasobow ktorzy zgromadzili koledzy po fachu.

zakładając, że ma się tak życzliwych kolegów. Albo gotową bazę od pracodawcy.

agnieszka_iiid
07-26-2011, 22:51
Wydaje mi się, że nie ma sposobu, żeby tłumaczenie ekspresowe przetłumaczyć idealnie, bo pośpiech nie pomaga w rzetelnym wykonaniu zlecenia. Śpiesząc się możemy przeoczyć wiele kluczowych błędów i przez to nasze tłumaczenie będzie słabej jakości. Oczywiście wszystko zależy od stopnia trudności tekstu i od tego czy tłumacz orientuje się w danej terminologii i tematyce. Jeżeli tekst nie wymaga jakieś szczególnej wiedzy i jest jednym z tekstów, które dany tłumacz dość często tłumaczył, jak CV czy inne tego typu dokumenty to myślę, że takie szybkie tłumaczenie nie straci dużo na jakości bo tłumacz nie będzie miał większych problemów z tłumaczeniem. Natomiast jeśli dane zlecenie wymaga od tłumacza najpierw zaznajomienia się z daną tematyką, później sporządzenia terminologii, a na końcu dopiero tłumaczenia właściwego to w krótkim czasie nie ma możliwości, żeby przetłumaczyć to bezbłędnie i dobrze jakościowo.

graza
07-26-2011, 22:51
Jasne, że użycie narzędzi CAT przyśpieszy tłumaczenie, ale jego jakość mimo to może pozostawiać wiele do życzenia.

Nie każde tłumaczenie można wykonać "maszynowo". Korzystanie z narzędzi CAT jest pomocne przy tekstach "powtarzalnych", czyli jeśli mamy np. stałego zleceniodawcę, potrzebującego określonego rodzaju tekstów.
Ja przez pewien czas tłumaczyłam biuletyny i katalogi dla producenta armatury - istniejące w pamięci tłumaczeniowej terminy, czy nawet całe frazy można było "żywcem" przenieść do nowego tekstu, co rzeczywiście pozwalało zaoszczędzić czas. Nadal jednak konieczne było uważne czytanie i wygładzanie tłumaczenia. Natomiast przy tłumaczeniu umów, gdzie należało zwrócić znaczenie na każde, narzędzia CAT nie sprawdzały się.

graza
07-26-2011, 22:54
Być może dwóch tłumaczy pracujących w zespole jest w stanie wykonać zlecenie szybko i dobrze - na zasadzie - ja tłumaczę, ty czytasz i na odwrót.

Kagemusha
07-26-2011, 23:04
Zgadzam się w zupełności z przedmówcami, że niektórych tłumaczeń nie da się wykonać w większości za pomocą narzędzi CAT.
Ponadto trzeba zawsze uważać na słowa czy wyrażenia wieloznaczne, bo błędne ich przetłumaczenie może zmienić sens całego tłumaczonego zdania czy tekstu.

Swoją drogą, czy ktoś miał może do czynienia z narzędziami CAT w tłumaczeniu tekstów japońskich bądź chińskich? Sam korzystałem tylko ze słownika elektronicznego ( "denshi jisho" ) i już taka pomoc wyraźnie przyśpieszała pracę... natomiast na łatwy w użyciu i przejrzysty program komputerowy tego typu jakoś nie trafiłem.

Sylvia24
07-27-2011, 01:17
CAT i jego baza słownictwa sobie, a poprawność tłumaczenia sobie.
Samo poprawne przetłumaczenie słów i terminów to połowa sukcesu, trzeba przecież jeszcze zapakować to w zrozumiałą formę... a tego program sam nie zrobi. I w sumie dobrze, bo tłumacze by byli niepotrzebni.

Jasne, że użycie narzędzi CAT przyśpieszy tłumaczenie, ale jego jakość mimo to może pozostawiać wiele do życzenia.

Zgadzam sie, z Twoja wypowiedzia. Znalazlam bardzo ciekawy artykul o tym jakie dzialania podjela amerykanska firma XEROX, w celu udoskonalenia CAT we wlasnym srodowisku. Polecam!
http://www.mt-archive.info/Aslib-1981-Ruffino.pdf

bo2joan
07-27-2011, 10:10
Najgorsze w takich tłumaczeniach "na szybko" jest to, ze nie mamy możliwości sprawdzenia po pewnym czasie poprawności przełożonego tekstu. Chyba że (jak już ktoś wspomniał) pracujemy w grupie. Pozostaje nam tłumaczyć po kolei kolejne fragmenty tak, żeby być póki co pewnym poprawności, ale chyba mając więcej czasu zawsze znalujemy później jakieś niedociągnięcia.

Kagemusha
07-27-2011, 12:09
Sylvia24 - dzięki za link do artykułu. Faktycznie, XEROX podjął skuteczne kroki w kierunku przyśpieszenia tłumaczeń za pomocą narzędzi CAT. Choć mieli poniekąd ułatwione zadanie - zakres tych tłumaczeń będzie raczej ograniczony do tematów technicznych, instrukcji obsługi itp, to efekty osiągnęli pozytywne.

agnieszka_iiid
07-27-2011, 22:19
Najgorsze w takich tłumaczeniach "na szybko" jest to, ze nie mamy możliwości sprawdzenia po pewnym czasie poprawności przełożonego tekstu. Chyba że (jak już ktoś wspomniał) pracujemy w grupie. Pozostaje nam tłumaczyć po kolei kolejne fragmenty tak, żeby być póki co pewnym poprawności, ale chyba mając więcej czasu zawsze znalujemy później jakieś niedociągnięcia.

Zgadzam się:) po przetłumaczeniu jakiegoś tekstu dobrze jest do niego wrócić po jakimś czasie żeby go na nowo przeczytać, bo wtedy często znaleźć można wiele błędów, które umknęły nam w procesie wstępnego tłumaczenia. A tłumacząc tekst ekspresowo zwyczajnie nie ma na to czasu...

alekssandra
07-28-2011, 08:42
Dość często zdarzają się tłumaczenia dokumentów na wczoraj, nie rzadko wielostronicowe - kiedy nie mamy za dużo czasu na sprawdzenie poprawnego słownictwa lub też na dokładny proofreading, kiedy czasu starcza nam jedynie na przetłumaczenie danego tekstu. Czy Waszym zdaniem takie tłumaczenia mają szansę być tłumaczeniami o wysokiej jakości? Czy macie jakieś pomysły, metody jak radzić sobie z podobnymi szybkimi zleceniami?

Uważam, iż tłumaczenie “na wczoraj” rzadko ma szansę być tłumaczeniem wysokiej jakości. Jeżeli tekst zawiera w sobie „stałe elementy” to możemy jednynie mówić o tłumaczeniu poprawnym. Tak jak wielu z was wspomniało, tłumaczenie wysokiej jakości wymaga czasu, ponownego czytania itd. Jeżeli chodzi o tłumaczenia ekspresowe „na wczoraj” to pokuszę się o stwierdzenie – albo czas albo wysoka jakość.

agnieszka_iiid
07-28-2011, 12:59
Uważam, iż tłumaczenie “na wczoraj” rzadko ma szansę być tłumaczeniem wysokiej jakości. Jeżeli tekst zawiera w sobie „stałe elementy” to możemy jednynie mówić o tłumaczeniu poprawnym. Tak jak wielu z was wspomniało, tłumaczenie wysokiej jakości wymaga czasu, ponownego czytania itd. Jeżeli chodzi o tłumaczenia ekspresowe „na wczoraj” to pokuszę się o stwierdzenie – albo czas albo wysoka jakość.

Wydaje mi się też, że zleceniodawca, który chce jakieś tłumaczenie "na wczoraj" zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie ono idealne i tłumacz powinien zwrócić na to uwagę przed podpisaniem umowy.

mwojtak
07-28-2011, 13:00
@bo2joan
Najgorsze w takich tłumaczeniach "na szybko" jest to, ze nie mamy możliwości sprawdzenia po pewnym czasie poprawności przełożonego tekstu. Chyba że (jak już ktoś wspomniał) pracujemy w grupie. Pozostaje nam tłumaczyć po kolei kolejne fragmenty tak, żeby być póki co pewnym poprawności, ale chyba mając więcej czasu zawsze znalujemy później jakieś niedociągnięcia.
@agnieszka_iiid
Zgadzam się po przetłumaczeniu jakiegoś tekstu dobrze jest do niego wrócić po jakimś czasie żeby go na nowo przeczytać, bo wtedy często znaleźć można wiele błędów, które umknęły nam w procesie wstępnego tłumaczenia. A tłumacząc tekst ekspresowo zwyczajnie nie ma na to czasu...

Podsumowując wypowiedzi przedmówców, zgodzę się oczywiście, że tłumacząc ekspresowo nie ma się czasu na weryfikację tekstu jednak jak już wspomniano takie tłumaczenia (ekspresowe) można by (może nawet z powodzeniem) odpowiednio zoorganizować, czyli jeden tłumacz tłumaczy w miarę możliwości najlepiej jak potrafi w warunkach ekspresowych, drugi weryfikuje, lub ewentualnie trzeci dochodzi do tego.
To o czym wszyscy tutaj mówią to głównie problem z tym, że tłumacząc szybko coś nam może umknąć a takie potknięcia często można wyłapać dopiero po jakiej chwili, często po ponownym przeczytaniu. To ponowne przeczytanie jednak można by zlecić na innego tłumacza, który ma ten świeży umysł i prawdopodobnie wyłapie błędy tłumacza pierwszego. Trzecia osoba ew. tylko zweryfikowałaby wszystko.

mwojtak
07-28-2011, 13:06
Nie wiem, być może się mylę, być może brak mi doświadczenia w tym zakresie, żeby wysuwać takie propozycje, ale niekiedy jest to po prostu kwestia organizacji pracy. W firmie teoretycznie można utworzyć coś w rodzaju zespołu ds. tłumaczeń ekspresowych składających się z tych 3 tłumaczy i tak:
Jest zlecenie, tłumacz1 robi swoje, potem tłumacz2, a w tym momencie już tłumacz1 robi nowe zlecenie podczas gdy tłumacz2 weryfikuje zlecenie pierwsze itp, potem tłumacz3, później tłumacz1 nowe zlecenie itd.
Brzmi to może trochę jak manufaktura ale jakoś trzeba wyjść na przeciw wymaganiom klienta. Poza tym jeżeli klient może na nas liczyć w przypadku tłumaczeń "na wczoraj" to z chęcią prawdopodobnie będzie przychodził do nas po tłumaczenia normalne-zwykłe :)
Tak jak mówię, może tylko mi się tak wydaję, ale nie jest to jakieś rozwiązanie? Z chęcią się dowiem co myślicie... :)pzdr

mwojtak
07-28-2011, 13:13
Wydaje mi się też, że zleceniodawca, który chce jakieś tłumaczenie "na wczoraj" zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie ono idealne i tłumacz powinien zwrócić na to uwagę przed podpisaniem umowy.
No właśnie jeszcze tylko powiem, że koleżanka tutaj ma rację, ktoś kto zleca "na wczoraj" to musi zdawać sobie sprawę (nie ma bata, żeby było inaczej), że tłumaczenie może być "lekko" gorszej jakoś, a jeżeli nawet sobie nie zdaje z tego sprawy to nasza rola w tym, żeby mu to uświadomić. Poza tym tak naprawdę, nie ma czegoś takiego jak tłumaczenie na wczoraj dlatego zazwyczaj cytujemy to wyrażenie bo przecież wiadomo, że tłumaczenie "na wczoraj" jest tłumaczeniem na jutro, ew. dzisiaj (w zależności od długości i perfidności tekstu) więc zawsze ten czas w sumie jest na to chociażby, żeby zrobić tłumaczenie takie przy pomocy paru osób...

alekssandra
07-28-2011, 13:33
Nie wiem, być może się mylę, być może brak mi doświadczenia w tym zakresie, żeby wysuwać takie propozycje, ale niekiedy jest to po prostu kwestia organizacji pracy. W firmie teoretycznie można utworzyć coś w rodzaju zespołu ds. tłumaczeń ekspresowych składających się z tych 3 tłumaczy i tak:
Jest zlecenie, tłumacz1 robi swoje, potem tłumacz2, a w tym momencie już tłumacz1 robi nowe zlecenie podczas gdy tłumacz2 weryfikuje zlecenie pierwsze itp, potem tłumacz3, później tłumacz1 nowe zlecenie itd.
Brzmi to może trochę jak manufaktura ale jakoś trzeba wyjść na przeciw wymaganiom klienta. Poza tym jeżeli klient może na nas liczyć w przypadku tłumaczeń "na wczoraj" to z chęcią prawdopodobnie będzie przychodził do nas po tłumaczenia normalne-zwykłe :)
Tak jak mówię, może tylko mi się tak wydaję, ale nie jest to jakieś rozwiązanie? Z chęcią się dowiem co myślicie... :)pzdr

Może i jest to jakiś pomysł, lecz ja podchodzę sceptycznie do dokumentów tłumaczonych przez kilku tłumaczy. Każdy ma inny styl i w momencie, gdy połączymy wszystkie częsciw całość może jej zabraknąć spójności...

mwojtak
07-28-2011, 14:24
Z tym się zgodzę, że każdy ma oddzielny styl, ale tylko w momencie gdy rozpatrujemy np trzy różne dokumenty trzech różnych tłumaczy. Natomiast ja całość rozumiem inaczej, bo ostatecznym stylem przetłumaczonego dokumentu ekspresowego jest styl tłumacza weryfikatora. Przecież ta osoba, która patrzy na dokument i widzi, że on jest niespójny to nie zostawi sobie tego od-tak i wio z następnym zleceniem. Tylko usiądzie, przeczyta i dopieści resztę :) Poza tym, wątek jest o "ekspresowych tłumaczeniach i ich jakości" a ja we wcześniejszych postach zaproponowałem tylko jak jakość tą można (prawdopodobnie) poprawić.
Nie mówię, że jest dobry sposób przede wszystkim dlatego, że nie mam doświadczenia i możliwości by to sprawdzić. Twierdzę tylko, że jest to opcja. pzdr

Ewelina Telega
07-28-2011, 17:58
W przypadku, gdy czujemy, że zadanie nas przerasta, lepiej albo odmówić wykonania tłumaczenia "na wczoraj", albo podać termin, w jakim jesteśmy w stanie wykonać zlecenie rzetelnie. W każdym zawodzie renomę wypracowuje się latami, a wystarczy jedno zawalone/spaprane zlecenie i dobra reputacja pójdzie się... taplać w błocie, powiedzmy.

Dołączając się do dyskusji, chciałabym podkreślić, że powyżej jest zasada, którą zdecydowanie trzeba sobie wpoić. Musimy wiedzieć, kiedy odmówić. Kiedy dodatkowe tłumaczenie lub takie, którego nie da się zrobić w oczekiwanym przedziale czasu, narobi więcej szkody niż pożytku. Pod pojęciem "szkoda" kryje się, moim zdaniem, nie tylko popsucie renomy tłumacza (zakładając, że takową posiada ;)). Mam tu na myśli też treść tego, co tłumaczymy. Ludzie przychodzą z różnymi tekstami - w niektórych przeoczenie jest tylko przeoczeniem, w innych może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Wiem, każdego czasem chwyta myśl, że inny tłumacz się nie przejmie, nawet nie mrugnie okiem. Ale musimy pamiętać, że bierzemy odpowiedzialność za przetłumaczone słowa (no chyba, że ktoś wykupił OC ;)).

Ewelina Telega
07-28-2011, 18:16
(...) ktoś kto zleca "na wczoraj" musi zdawać sobie sprawę (nie ma bata, żeby było inaczej), że tłumaczenie może być "lekko" gorszej jakoś, a jeżeli nawet sobie nie zdaje z tego sprawy to nasza rola w tym, żeby mu to uświadomić. (...)

A to druga rzecz, której bym się trzymała. Podejrzewam jednak, że osoby pracujące w biurach tłumaczeniowych nie mają takiego luksusu i nie mogą powiedzieć klientowi, że coś będzie słabej jakości, bo daje on za mało czasu. Tłumaczę co chcę i kiedy chcę, zazwyczaj w ramach przysługi i dla przyjemności, więc ja mogę być absolutnie szczera. A jak to jest, gdy reprezentuje się firmę? Myślę, że nie każdy klient uzna takie uświadamianie za profesjonalne (choć powinien!), więc czy istnieją na to jakieś inne sposoby? Domyślam się, że biura dokonujące "cudów" mają więcej zleceń, ale co robią, aby tłumaczyć dobrze? Czy, tak jak tu proponowano, tworzą zespoły, które pracują nad tym samym tekstem? Jeśli chodzi o jakość tłumaczenia, uważam to za świetny pomyśł. Oczywiście, pod warunkiem, że na koniec jedna osoba zbiera wszystko w całość i zamyka to jednym stylem wypowiedzi, nie mozaiką. Z drugiej strony, musi to bardzo ograniczać pracę biura - to mało wydajna metoda. Zadaję tyle pytań, bo sama działam na zupełnie innej zasadzie i ciekawi mnie, jak się pracuje w zespole oraz jak biura bronią się przed zbyt szczerymi pracownikami.

kadre
07-28-2011, 18:58
Dołączając się do dyskusji, chciałabym podkreślić, że powyżej jest zasada, którą zdecydowanie trzeba sobie wpoić. Musimy wiedzieć, kiedy odmówić. Kiedy dodatkowe tłumaczenie lub takie, którego nie da się zrobić w oczekiwanym przedziale czasu, narobi więcej szkody niż pożytku. Pod pojęciem "szkoda" kryje się, moim zdaniem, nie tylko popsucie renomy tłumacza (zakładając, że takową posiada ;)). Mam tu na myśli też treść tego, co tłumaczymy. Ludzie przychodzą z różnymi tekstami - w niektórych przeoczenie jest tylko przeoczeniem, w innych może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Wiem, każdego czasem chwyta myśl, że inny tłumacz się nie przejmie, nawet nie mrugnie okiem. Ale musimy pamiętać, że bierzemy odpowiedzialność za przetłumaczone słowa (no chyba, że ktoś wykupił OC ;)).

Ja w takich sytuacjach czasem biorę zlecenie "po połam" z moją najbardziej zaufaną osobą, u której wiem, że mogę liczyć na jakość i rzetelność (ale taką osobę mam tylko jedną, w dodatku to moja siostra, więc mogę sobie tak pogrywać; jeżeli nie jest się w 100% pewnym to stanowczo odradzam takie praktyki); ale to i tak z rzadka.
Zresztą, zauważyłam taką śmieszną prawidłowość, że zazwyczaj faktyczny termin tych tłumaczeń "na wczoraj" to tak +/- "za dwa tygodnie". Ale nic to, klient nasz pan, wychodzi na to, że uważa się całe szeregi tłumaczy za śmierdzące lenie, trochę mi przykro z tego powodu.

kadre
07-28-2011, 19:06
A to druga rzecz, której bym się trzymała. Podejrzewam jednak, że osoby pracujące w biurach tłumaczeniowych nie mają takiego luksusu i nie mogą powiedzieć klientowi, że coś będzie słabej jakości, bo daje on za mało czasu. Tłumaczę co chcę i kiedy chcę, zazwyczaj w ramach przysługi i dla przyjemności, więc ja mogę być absolutnie szczera. A jak to jest, gdy reprezentuje się firmę? Myślę, że nie każdy klient uzna takie uświadamianie za profesjonalne (choć powinien!), więc czy istnieją na to jakieś inne sposoby? Domyślam się, że biura dokonujące "cudów" mają więcej zleceń, ale co robią, aby tłumaczyć dobrze? Czy, tak jak tu proponowano, tworzą zespoły, które pracują nad tym samym tekstem? Jeśli chodzi o jakość tłumaczenia, uważam to za świetny pomyśł. Oczywiście, pod warunkiem, że na koniec jedna osoba zbiera wszystko w całość i zamyka to jednym stylem wypowiedzi, nie mozaiką. Z drugiej strony, musi to bardzo ograniczać pracę biura - to mało wydajna metoda. Zadaję tyle pytań, bo sama działam na zupełnie innej zasadzie i ciekawi mnie, jak się pracuje w zespole oraz jak biura bronią się przed zbyt szczerymi pracownikami.

No dobra,, nie pracuję w biurze, ale wypowiem się jako freelancer.
Otóż, jak się mnie ktos pyta "a czemu tak drogo?", to przedstawiam sprawę jasno: albo chcą państwo tlumaczenie nie wymagające w sumie redakcji i korekty i płacą stawkę taką jaka jest (nie że nie da się ze mną negocjować, bo ja umiem bardzo iść na rękę, ale jak mi ktos mówi, że chce dychę za stronę, to przepraszam, ale to jest potwarz. Na colę i gumę będzie.), albo wezmą jakiegoś "ekonomicznego" tłumacza, potem wydadzą drugie tyle na korektę i trzecie tyle na redakcję. Miałam wątpliwą przyjemność robienia takich "poprawek", które skończyły się de facto tłumaczeniem od początku, bo to wyglądało jak przemielone w guglu.
Przykre jest to, że wiele osób decyduje się na taką pozorną oszczędność i tym samym karmi fuszerów i psuje rynek, a porządni tłumacze mają pod górkę. Nie mówiąc o tym, że to ciągnie po kieszeni zleceniodawcę, który traci wiarygodność udostepniając coś w marnej jakości językowej.

Ewelina Telega
07-28-2011, 19:20
Zresztą, zauważyłam taką śmieszną prawidłowość, że zazwyczaj faktyczny termin tych tłumaczeń "na wczoraj" to tak +/- "za dwa tygodnie". Ale nic to, klient nasz pan, wychodzi na to, że uważa się całe szeregi tłumaczy za śmierdzące lenie, trochę mi przykro z tego powodu.

Ja ostatnio wywalczyłam akurat dwa tygodnie u pewnej pani doktor. W sumie tylko mi się zdawało, że muszę o nie walczyć, bo rozmowa wyglądała tak:

- Potrzebuję te 15 stron jak najszybciej.
- Oj, to nie da rady... Medycyna, poważne rzeczy, mam masę innych zajęć, testów, zestawień, muszę mieć 10-14 dni.
- Uff, a już się bałam, że potrwa to z miesiąc... Super, że tak sie uwiniesz.

Hm... trochę się zdziwiłam, ale nic to ;) Jestem pewna, że ona nie myśli o tłumaczach jak o obibokach. Raczej dla niej samej przetłumaczenie czegokolwiek jest na tyle karkołomne (wspominałam, że na początku sama wzięła się za ów artykuł? ;)), że uważa to za niezwykle trudne i pracochłonne zajęcie. Za to klienci, którzy proszą o express i mają tu na myśli "dziś" lub "jutro rano," częściowo obrażają nasz fach. Myślą, że wszyscy bezmyślnie pracują na szablonach, a ja chciałabym z tym zawalczyć.

Przy okazji nasuwa mi się również inna rzecz. Sama pani doktor początkowo zaproponowała, żeby pominąć tabelki, przypisy i inne tego typu "bzdury" i tym samym skrócić czas na tłumaczenie. Ostro zaprotestowałam, bo jeśli już coś robię, to całość, a nie skrawki. Gdy zapoznała się z gotowym tekstem, była mi wdzięczna, bo owe "bzdury" kryły wiele pomocnych informacji i zestawień. Moim zdaniem, głupotą jest ślepo podporządkowywać się klienowi. On moze nie widzeć, że dzień czy dwa różnicy wyjdą mu na dobre, ale my mamy szersze spektrum i powinniśmy o tym mówić głośno i dobitnie. Expressy powinny być raczej na kształt emergency i tylko wtedy wolno dać się do nich przekonać.

kari189
07-28-2011, 19:28
Także uważam, że aby dobrze przetłumaczyć należy mieć na to czas. No chyba, że dostajemy dziś zlecenie, a klient chce je mieć gotowe na jutro to jesteśmy w stanie poświęcić noc. Chociaż człowiek śpiący też dobrze nie przetłumaczy. Najlepiej jest jednego dnia (lub kilka dni) tłumaczyć, a drugiego na spokojnie jeszcze raz sprawdzić tłumaczenie.

To prawda. Często jesteśmy w stanie dostrzec pewne błędy dopiero kolejnego dnia po wykonaniu tłumaczenia!
Przynajmniej ja tak często mam:) Tekst musi "poleżeć" noc i na kolejnego dnia patrze na niego z innej perspektywy (tzw. spoglądam świeżym okiem). Wtedy też jestem wstanie doprowadzić go do perfekcji:)
Wracając do tematu tłumaczenia "na wczoraj" myślę, że trzeba postawić sprawę jasno! Tłumacz ma również jakieś wymagania! Ludzie po prostu czasem nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele czasu pochłania nawet zwykłe, nieskomplikowane tłumaczenie! Zmuszając tłumacza do zwiększenia tempa szkodzą głównie sobie! No chyba, że nie zależy im na jakości tłumaczenia. Najważniejsze to pamiętać, że jeśli nie czujemy się na siłach na przetłumaczenie czegoś czy też wiemy, że w podanym terminie nie zdołamy wykonać zlecenia lepiej jest zrezygnować niż ponosić jego późniejsze konsekwencje...

kadre
07-28-2011, 19:30
Ja ostatnio wywalczyłam akurat dwa tygodnie u pewnej pani doktor. W sumie tylko mi się zdawało, że muszę o nie walczyć, bo rozmowa wyglądała tak:

- Potrzebuję te 15 stron jak najszybciej.
- Oj, to nie da rady... Medycyna, poważne rzeczy, mam masę innych zajęć, testów, zestawień, muszę mieć 10-14 dni.
- Uff, a już się bałam, że potrwa to z miesiąc... Super, że tak sie uwiniesz.

Hm... trochę się zdziwiłam, ale nic to ;) Jestem pewna, że ona nie myśli o tłumaczach jak o obibokach. Raczej dla niej samej przetłumaczenie czegokolwiek jest na tyle karkołomne (wspominałam, że na początku sama wzięła się za ów artykuł? ;)), że uważa to za niezwykle trudne i pracochłonne zajęcie. Za to klienci, którzy proszą o express i mają tu na myśli "dziś" lub "jutro rano," częściowo obrażają nasz fach. Myślą, że wszyscy bezmyślnie pracują na szablonach, a ja chciałabym z tym zawalczyć.

Przy okazji nasuwa mi się również inna rzecz. Sama pani doktor początkowo zaproponowała, żeby pominąć tabelki, przypisy i inne tego typu "bzdury" i tym samym skrócić czas na tłumaczenie. Ostro zaprotestowałam, bo jeśli już coś robię, to całość, a nie skrawki. Gdy zapoznała się z gotowym tekstem, była mi wdzięczna, bo owe "bzdury" kryły wiele pomocnych informacji i zestawień. Moim zdaniem, głupotą jest ślepo podporządkowywać się klienowi. On moze nie widzeć, że dzień czy dwa różnicy wyjdą mu na dobre, ale my mamy szersze spektrum i powinniśmy o tym mówić głośno i dobitnie. Expressy powinny być raczej na kształt emergency i tylko wtedy wolno dać się do nich przekonać.

Zwróć uwagę, że powiedziała "jak najszybciej", a nie "na jutro"; to jest akurat podejście rzeczowe, jeżeli "najszybciej" to co najmniej 14 dni.
Poza tym, jeżeli faktycznie jest coś na już, to raczej kiepsko świadczy o zleceniodawcy, że czekał na ostatni moment z tlumaczeniem.

alka
07-28-2011, 19:51
Wydaje mi się, że nie ma sposobu, żeby tłumaczenie ekspresowe przetłumaczyć idealnie, bo pośpiech nie pomaga w rzetelnym wykonaniu zlecenia. Śpiesząc się możemy przeoczyć wiele kluczowych błędów i przez to nasze tłumaczenie będzie słabej jakości. Oczywiście wszystko zależy od stopnia trudności tekstu i od tego czy tłumacz orientuje się w danej terminologii i tematyce. Jeżeli tekst nie wymaga jakieś szczególnej wiedzy i jest jednym z tekstów, które dany tłumacz dość często tłumaczył, jak CV czy inne tego typu dokumenty to myślę, że takie szybkie tłumaczenie nie straci dużo na jakości bo tłumacz nie będzie miał większych problemów z tłumaczeniem. Natomiast jeśli dane zlecenie wymaga od tłumacza najpierw zaznajomienia się z daną tematyką, później sporządzenia terminologii, a na końcu dopiero tłumaczenia właściwego to w krótkim czasie nie ma możliwości, żeby przetłumaczyć to bezbłędnie i dobrze jakościowo.

Zupełnie się z Tobą zgadzam. Poza tym tak jak niektórzy tutaj już pisali, uważam, że w takich wypadkach, jeśli ma się dobrze zbudowaną TM, to bardzo ułatwia i przyspiesza proces. Innym rozwiązaniem, jest też pracowanie właśnie w grupie, jeśli tekst jest obszerny. Można podzielić tekst między kilku tłumaczy i jednego z nich zostawić jako proofleadera, który ujednolici tekst.

No właśnie jeszcze tylko powiem, że koleżanka tutaj ma rację, ktoś kto zleca "na wczoraj" to musi zdawać sobie sprawę (nie ma bata, żeby było inaczej), że tłumaczenie może być "lekko" gorszej jakoś, a jeżeli nawet sobie nie zdaje z tego sprawy to nasza rola w tym, żeby mu to uświadomić. Poza tym tak naprawdę, nie ma czegoś takiego jak tłumaczenie na wczoraj dlatego zazwyczaj cytujemy to wyrażenie bo przecież wiadomo, że tłumaczenie "na wczoraj" jest tłumaczeniem na jutro, ew. dzisiaj (w zależności od długości i perfidności tekstu) więc zawsze ten czas w sumie jest na to chociażby, żeby zrobić tłumaczenie takie przy pomocy paru osób...

Jak ktoś zleca to wcale nie "musi", klienci są różni różniści i nierzadko uważają, że to jest hop siup z tłumaczeniem, a w ogóle to tłumacz siedzi i czeka z założonymi rękami i nie ma innych zleceń ;)

Ewelina Telega
07-28-2011, 19:55
Zwróć uwagę, że powiedziała "jak najszybciej", a nie "na jutro"; to jest akurat podejście rzeczowe, jeżeli "najszybciej" to co najmniej 14 dni.
Poza tym, jeżeli faktycznie jest coś na już, to raczej kiepsko świadczy o zleceniodawcy, że czekał na ostatni moment z tlumaczeniem.

Tak, bo niektórzy mają szacunek do tłumacza, inni nie. Ja, przez szacunek do wszystkich osób zwracających się do mnie o pomoc, nie potrafiłabym oddać tekstu przetłumaczonego szybko i bez proof-readingu. Nie potrafiłabym też oprzeć się wyłącznie na programach CAT. Z tego, co wyczytałam, bardzo ułatwiają one pracę tłumacza (chwała im za to, choć nigdy z czymś takim nie pracowałam), ale myślę, że trzeba kontrolować na ile się im ufa. Jak już wspomniałaś, CAT ma tylko tyle, ile sami włożymy.

StanLevitan
07-28-2011, 20:08
Najlepiej jest postawić sprawę jasno i powiedzieć klientowi, że da się zrobić ekspresem, ale może być niedokładne i nie będzie redagowane ze względu na brak czasu. Jeśli się zgodzi - mamy czyste sumienie, bo przedstawiliśmy sprawę jasno, a klient ma, co chciał (niepewne tłumaczenie). Jeśli natomiast klient stwierdzi, że pewność co do tłumaczenia warta jest dodatkowego dnia oczekiwania, to mamy przed sobą myślącą osobę.

mwojtak
07-28-2011, 20:17
No ale weź się postaw na miejscu klienta a nie na swoim, jeszcze sobie gościu pomyśli "To jak to, to Wy tłumaczycie, ale raz lepiej raz gorzej?!" :) wydaje mi się, że nigdy nie można mówić, że tłumaczenie jest niedokładne tylko ew., że "aby jakość tłumaczenia była zadowalająca potrzebne jest nam tyle i tyle czasu". Nigdy raczej nie można tak podchodzić, że "my powiedzieliśmy, że będzie słabe tłumaczenie no to mamy czyste sumienie"... trzeba w końcu wyjść na profesjonalistów a nie w stylu 'bujaj się kliencie, bierz to tłumaczenie jakie sobie chciałeś i spadaj".

Ewelina Telega
07-28-2011, 20:29
@ mwojtak
Właśnie dlatego obawiałam się, że właściciele biur tłumaczeniowych nie są przychylni dla takich wyznań, bo godzą one w imię firmy.

Gdy tłumaczę dla sportu, to zależy mi na wykonaniu solidnej pracy i zadowoleniu z niej. Nie mam parcia na kolejne zlecenie, bo nie z tego się utrzymuję. Dlatego łatwo mi przebierać, marudzić, być szczerą i bezwzględną. Jednak w biurze to MUSI wyglądać inaczej. Marudzenie co do terminu może odstraszyć klienta, a oddanie niedopracowanego tłumaczenia przykleja łatkę "niechluja" całej firmie.

StanLevitan
07-28-2011, 20:30
Źle się wyraziłem. Powinienem napisać, że należy wyjaśnić z czym wiąże się tłumaczenie ekspresowe, jakie mogą być negatywne aspekty takiego podejścia. Wytłumaczyć, że jeden dzień więcej da nam możliwość sprawdzenia i zredagowania naszego dzieła, a klientowi wyjdzie to tylko na lepsze. Jeśli w takiej sytuacji klient oznajmia: "Ma być na jutro i już.", to będzie miał na jutro, tak, jak chciał. Jeśli nie podoba mu się jakość, to wina nie po naszej stronie. Dla tych tłumaczy, którzy nie chcą oddawać potencjalnego bubla pozostaje opcja pt. "Nie podejmę się tego zadania." Wszystko zależy od stosunku ilości zleceń do współczynnika obawy utraty klienteli. Każdy musi sam sobie policzyć i zdecydować.

I ma waćpanna rację. Tłumacz indywidualny będzie bardziej skłonny do negocjacji z klientem niż biuro.

graza
07-28-2011, 21:14
A jak to jest, gdy reprezentuje się firmę? Myślę, że nie każdy klient uzna takie uświadamianie za profesjonalne (choć powinien!), więc czy istnieją na to jakieś inne sposoby? Domyślam się, że biura dokonujące "cudów" mają więcej zleceń, ale co robią, aby tłumaczyć dobrze? Czy, tak jak tu proponowano, tworzą zespoły, które pracują nad tym samym tekstem? Jeśli chodzi o jakość tłumaczenia, uważam to za świetny pomysł. Oczywiście, pod warunkiem, że na koniec jedna osoba zbiera wszystko w całość i zamyka to jednym stylem wypowiedzi, nie mozaiką. Z drugiej strony, musi to bardzo ograniczać pracę biura - to mało wydajna metoda. Zadaję tyle pytań, bo sama działam na zupełnie innej zasadzie i ciekawi mnie, jak się pracuje w zespole oraz jak biura bronią się przed zbyt szczerymi pracownikami.

Właśnie dlatego obawiałam się, że właściciele biur tłumaczeniowych nie są przychylni dla takich wyznań, bo godzą one w imię firmy.

Biuro ma zazwyczaj koordynatora/ managera, który kontaktuje się z klientem, więc tłumacz niewiele ma do powiedzenia :( Może jedynie podzielić się uwagami wewnątrz biura.
W biurze, w którym pracowałam, dość często zdarzały się zlecenia ekspresowe - z reguły od najważniejszych klientów - dlatego nigdy nie było mowy o "niższej" jakości tłumaczenia. Koordynator dobierał tłumaczy o podobnym poziomie (freelancerów z aktywnej bazy), a zadaniem weryfikatora było ujednolicanie terminologii. Tłumaczenia ekspresowe zazwyczaj oddawano klientowi jako tzw. wersję roboczą, a nie wersję "final". Uważam, że to było dość dobre rozwiązanie - zlecenie było wykonane szybko, tekst ujednolicony i wstępnie zweryfikowany, a klient był świadomy, że w tłumaczeniu mogą znaleźć niedociągnięcia.

alekssandra
07-28-2011, 21:23
Z tym się zgodzę, że każdy ma oddzielny styl, ale tylko w momencie gdy rozpatrujemy np trzy różne dokumenty trzech różnych tłumaczy. Natomiast ja całość rozumiem inaczej, bo ostatecznym stylem przetłumaczonego dokumentu ekspresowego jest styl tłumacza weryfikatora. Przecież ta osoba, która patrzy na dokument i widzi, że on jest niespójny to nie zostawi sobie tego od-tak i wio z następnym zleceniem. Tylko usiądzie, przeczyta i dopieści resztę :) Poza tym, wątek jest o "ekspresowych tłumaczeniach i ich jakości" a ja we wcześniejszych postach zaproponowałem tylko jak jakość tą można (prawdopodobnie) poprawić.
Nie mówię, że jest dobry sposób przede wszystkim dlatego, że nie mam doświadczenia i możliwości by to sprawdzić. Twierdzę tylko, że jest to opcja. pzdr

Istnieje jednak ryzyko w przypadku tłumaczeń ekspresowych, gdy tekst tłumaczony jest przez kilku tłumaczy, że tłumacz weryfikator będzie miał dużo pracy, aby ujednolicić style każdego z nich. Ale nie wykluczam, iż opcja tłumaczenia jednego tekstu przez kilka osób może zakończyć się sukcesem.

alekssandra
07-28-2011, 21:26
To prawda. Często jesteśmy w stanie dostrzec pewne błędy dopiero kolejnego dnia po wykonaniu tłumaczenia!
Przynajmniej ja tak często mam:) Tekst musi "poleżeć" noc i na kolejnego dnia patrze na niego z innej perspektywy (tzw. spoglądam świeżym okiem). Wtedy też jestem wstanie doprowadzić go do perfekcji:)
Wracając do tematu tłumaczenia "na wczoraj" myślę, że trzeba postawić sprawę jasno! Tłumacz ma również jakieś wymagania! Ludzie po prostu czasem nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele czasu pochłania nawet zwykłe, nieskomplikowane tłumaczenie! Zmuszając tłumacza do zwiększenia tempa szkodzą głównie sobie! No chyba, że nie zależy im na jakości tłumaczenia. Najważniejsze to pamiętać, że jeśli nie czujemy się na siłach na przetłumaczenie czegoś czy też wiemy, że w podanym terminie nie zdołamy wykonać zlecenia lepiej jest zrezygnować niż ponosić jego późniejsze konsekwencje...

Myślę, iż jedynie można sobie życzyć klienta z wyobraźnią - kogoś kto jest w stanie oszacować ile powinno minimum zająć tłumaczenie, by zostało ono wykonane w sposób poprawny :)

Ewelina Telega
07-28-2011, 21:38
@ StanLevitan
Waćpanna? ;)
Tłumacz indywidualny ma jeszcze tę przewagę, że w przypadku tłumaczeń na j. polski może umówić się z klientem i z nim zweryfikować terminologię. Może to nieprofesjonalne, ale przynajmniej ma się wtedy pewność, że oddaje się tekst przetłumaczony właściwie. Zajmuje to też mniej czasu, bo nie sprawdza sie 5 terminów dla znalezienia tego właściwego. Chodzi mi głównie o słówka medyczne czy budowlane, gdy niby wiemy o co chodzi, ale nazwa brzmi dziko, a przymiotnik to jednak nie ta kolokacja. Czasem wystraczy minimalna wskazówka od osoby z danej branży i praca leci migiem, a tłumaczenie zyskuje na jakości. Nie musi to być zresztą sam klient, tego lepiej unikać, wystarczy ktoś, kto się zna. Oj, chyba wybiegam poza temat...

@ Graza
Czyli w firmie, w której wszystkie trybyki działają jak należy (od koordynatora po weryfikatora), cuda są na porządku dziennym? W takim razie, moim zdaniem, tylko takie firmy powinny brać się za expressy. Zdecydowanie nie osoby, które chciałyby się bić z czasem i tekstem w pojedynkę.

graza
07-28-2011, 22:02
Ludzie po prostu czasem nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele czasu pochłania nawet zwykłe, nieskomplikowane tłumaczenie! Zmuszając tłumacza do zwiększenia tempa szkodzą głównie sobie! No chyba, że nie zależy im na jakości tłumaczenia.

Zgadzam się z tobą, że zleceniodawcy często nie są świadomi tego, iż tłumaczenie wymaga czasu. Tłumacz znający swoją wartość i ograniczenia będzie próbował negocjować termin, ale (niestety) znajdą się też takie osoby, które zgodzą się na warunki klienta, utwierdzając go w przekonaniu, że tekst "da się" przetłumaczyć "na wczoraj".
A co do jakości - znam kilka przypadków, kiedy klienci, zdecydowawszy się wcześniej na usługę jakiegoś tłumacza "ekspresowego", wracali do biura z przełożonym tekstem do korekty :)

kadre
07-28-2011, 22:02
Tak, bo niektórzy mają szacunek do tłumacza, inni nie. Ja, przez szacunek do wszystkich osób zwracających się do mnie o pomoc, nie potrafiłabym oddać tekstu przetłumaczonego szybko i bez proof-readingu. Nie potrafiłabym też oprzeć się wyłącznie na programach CAT. Z tego, co wyczytałam, bardzo ułatwiają one pracę tłumacza (chwała im za to, choć nigdy z czymś takim nie pracowałam), ale myślę, że trzeba kontrolować na ile się im ufa. Jak już wspomniałaś, CAT ma tylko tyle, ile sami włożymy.

kotki kotkami, ale pisałąm też o podziale tłumaczenia z zaufaną osobą - robimy sobie proof nawzajem. Ja nie twierdzę, że jestem nieomylna, więc wolę, żeby ktoś mnie popoprawiał. Chcę po prostu być uczciwa wobec siebie i klienta.

graza
07-28-2011, 22:13
@ Ewelina Telega

Cuda się zdarzają;)
A tak na poważnie, zawsze staraliśmy się uświadomić klientowi, ile stron standardowo tłumacz jest w stanie przełożyć dziennie i ile będzie kosztował ekspres - często okazywało się, że tekst może być przetłumaczony w dłuższym terminie.

@ "Czasem wystarczy minimalna wskazówka od osoby z danej branży i praca leci migiem, a tłumaczenie zyskuje na jakości. Nie musi to być zresztą sam klient, tego lepiej unikać, wystarczy ktoś, kto się zna."

Wcale nie uważam konsultacji z klientem za rzecz wstydliwą, wręcz przeciwnie - zdarzało mi się tłumaczyć lub weryfikować teksty techniczne o takim stopniu skomplikowania, że tylko klient był w stanie podpowiedzieć termin, jakiego używa do określenia danego elementu. Mając taką możliwość konsultacji można skupić się na szybkim przetłumaczeniu reszty tekstu.

kari189
07-28-2011, 22:18
Istnieje jednak ryzyko w przypadku tłumaczeń ekspresowych, gdy tekst tłumaczony jest przez kilku tłumaczy, że tłumacz weryfikator będzie miał dużo pracy, aby ujednolicić style każdego z nich. Ale nie wykluczam, iż opcja tłumaczenia jednego tekstu przez kilka osób może zakończyć się sukcesem.

wydaje mi się, że opcja: "szybkie zlecenie wykonywane przez kilku tłumaczy" to ciekawy pomysł i ma szansę się sprawdzić :)
Słyszałam, że tłumacze czasami korzystają z takiego rozwiązania. Jednakże wcześniej lub w trakcie pracy nad tłumaczeniem stale współpracują w celu uzgodnienia spójnej terminologii itp. Wiadomo, że to ułatwia później pracę weryfikatora/korektora.
Często sprawdza się też opcja pokazania danego tekstu (w tym przypadku myślę o tekście literackim) zaufanej osobie, która zna na tyle dany język, aby mogła po prostu powiedzieć czy tekst jest płynny i czy dobrze się go czyta :)

graza
07-28-2011, 22:19
Istnieje jednak ryzyko w przypadku tłumaczeń ekspresowych, gdy tekst tłumaczony jest przez kilku tłumaczy, że tłumacz weryfikator będzie miał dużo pracy, aby ujednolicić style każdego z nich. Ale nie wykluczam, iż opcja tłumaczenia jednego tekstu przez kilka osób może zakończyć się sukcesem.

Jak pisałam wcześniej, ważną rolę pełni w takich przypadkach koordynator, który zna style, mocne i słabsze strony tłumaczy współpracujących z biurem. Powinien tak dobrać zespół, by weryfikator miał jak najmniej pracy z ujednolicaniem stylu, a skupił się nad terminologią - nie zapominajmy, że korekta też odbywa się w tempie ekspresowym.

kari189
07-28-2011, 22:35
Wcale nie uważam konsultacji z klientem za rzecz wstydliwą, wręcz przeciwnie - zdarzało mi się tłumaczyć lub weryfikować teksty techniczne o takim stopniu skomplikowania, że tylko klient był w stanie podpowiedzieć termin, jakiego używa do określenia danego elementu. Mając taką możliwość konsultacji można skupić się na szybkim przetłumaczeniu reszty tekstu.

Również wydaje mi się, że konsultacje z klientem są rzeczą normalną w tym przypadku. Problem jednakże pojawia się w momencie, gdy klient nie jest specjalistą w dziedzinie, którą obejmuje dany tekst, mam na myśli np. taką sytuację kiedy tekst nie związany jest z jego branżą zawodową itp. Wówczas dobrze jest mieć szeroką sieć kontaktów :D można zapytać o radę lub ewentualne wskazówki ludzi, którzy na co dzień mają styczność z daną terminologią. To bardzo pomaga :) Raz zdarzyło mi się tłumaczyć tekst z dziedziny IT i bardzo doceniłam wiedzę moich znajomych studiujących informatykę :D

graza
07-28-2011, 22:39
Masz rację, w przypadku, kiedy klient nie zna dziedziny, trzeba korzystać z innych "pomocy" ;)

agnieszka_iiid
07-28-2011, 23:49
A to druga rzecz, której bym się trzymała. Podejrzewam jednak, że osoby pracujące w biurach tłumaczeniowych nie mają takiego luksusu i nie mogą powiedzieć klientowi, że coś będzie słabej jakości, bo daje on za mało czasu. Tłumaczę co chcę i kiedy chcę, zazwyczaj w ramach przysługi i dla przyjemności, więc ja mogę być absolutnie szczera. A jak to jest, gdy reprezentuje się firmę? Myślę, że nie każdy klient uzna takie uświadamianie za profesjonalne (choć powinien!), więc czy istnieją na to jakieś inne sposoby? Domyślam się, że biura dokonujące "cudów" mają więcej zleceń, ale co robią, aby tłumaczyć dobrze? Czy, tak jak tu proponowano, tworzą zespoły, które pracują nad tym samym tekstem? Jeśli chodzi o jakość tłumaczenia, uważam to za świetny pomyśł. Oczywiście, pod warunkiem, że na koniec jedna osoba zbiera wszystko w całość i zamyka to jednym stylem wypowiedzi, nie mozaiką. Z drugiej strony, musi to bardzo ograniczać pracę biura - to mało wydajna metoda. Zadaję tyle pytań, bo sama działam na zupełnie innej zasadzie i ciekawi mnie, jak się pracuje w zespole oraz jak biura bronią się przed zbyt szczerymi pracownikami.
Chodziło mi raczej o to, że tłumacz powinien poinformować klienta, który chce tłumaczenie "na wczoraj", że mając tak mało czasu może być problem z przetłumaczeniem tekstu na wysokim poziomie:) wiadomo, ze nawet freelacerzy nie mogą sobie pozwolić na to, żeby powiedzieć klientowi, ze tłumaczenie może być"gorszej" jakości, bo podejrzewam, że taki klient nie będzie chciał już więcej z nami współpracować;)

A co do konsultowania terminologii z klientem to również nie uważam tego za coś wstydliwego albo nie na miejscu. Kiedyś byliśmy z całym rokiem zobaczyć pracę tłumaczy w jednym z biur tłumaczeniowych i szef tego biura mówił nam, że bardzo często jest tak, że klient dając im tekst do tłumaczenia daje także listę terminów i wymaga tego żeby tekst był przetłumaczony z uwzględnieniem jego sugestii.

alekssandra
07-29-2011, 08:32
wydaje mi się, że opcja: "szybkie zlecenie wykonywane przez kilku tłumaczy" to ciekawy pomysł i ma szansę się sprawdzić :)
Słyszałam, że tłumacze czasami korzystają z takiego rozwiązania. Jednakże wcześniej lub w trakcie pracy nad tłumaczeniem stale współpracują w celu uzgodnienia spójnej terminologii itp. Wiadomo, że to ułatwia później pracę weryfikatora/korektora.
Często sprawdza się też opcja pokazania danego tekstu (w tym przypadku myślę o tekście literackim) zaufanej osobie, która zna na tyle dany język, aby mogła po prostu powiedzieć czy tekst jest płynny i czy dobrze się go czyta :)

Jak pisałam wcześniej, ważną rolę pełni w takich przypadkach koordynator, który zna style, mocne i słabsze strony tłumaczy współpracujących z biurem. Powinien tak dobrać zespół, by weryfikator miał jak najmniej pracy z ujednolicaniem stylu, a skupił się nad terminologią - nie zapominajmy, że korekta też odbywa się w tempie ekspresowym.

Gwarancją sukcesu w przypadku tłumaczenia tekstu przez kilka osób jest właściwy dobór tłumaczy – muszą to być osoby, które potrafią ze sobą współpracować w taki sposób, aby różnica ich stylów nie utrudniała projektu, jakim jest jak najlepsze przetłumaczenie tekstu w jak najkrótszym czasie.

alka
07-29-2011, 15:15
Jeśli ktoś decyduje się podzielić pracę pomiędzy kilku tłumaczy i jest możliwość, mogą wspólnie ustalić terminologię słów najczęściej pojawiających się i potem już tylko tłumaczyć tłumaczyć.

Co do konsultacji z klientem, też uważam, że jeśli to możliwe i klient jest osobą chętną do współpracy i rozumie, że tłumacz nie jest alfą i omega w każdej dziedzinie oraz chodzącym słownikiem, to powinno się się z klientem konsultować odnośnie terminologii. A już klientów, którzy od razu mają przygotowany własny glosariusz ubóstwiam!

graza
07-29-2011, 19:52
Gwarancją sukcesu w przypadku tłumaczenia tekstu przez kilka osób jest właściwy dobór tłumaczy – muszą to być osoby, które potrafią ze sobą współpracować w taki sposób, aby różnica ich stylów nie utrudniała projektu, jakim jest jak najlepsze przetłumaczenie tekstu w jak najkrótszym czasie.

Problem polega na tym, że w biurach tłumaczeń rzadko siedzą tłumacze "na etacie". Z mojego doświadczenia wynika, że zazwyczaj są to osoby zewnętrzne, które nawet niekoniecznie się znają. Dlatego tak ważny jest koordynator, który dobiera zespół i dzieli tekst na mniejsze fragmenty. Właściwe rozdysponowanie zleceń przekłada się na tempo ich realizacji i ułatwia pracę korektorowi. Ujmując rzecz krótko - tłumaczenie ekspresowe może być dobrze wykonane, jeśli cały proces "obróbki" tekstu jest rozplanowany właściwie.

Anna79
07-29-2011, 21:28
Nie posiadam doświadczenia w tłumaczeniach ekspresowych i chyba sama bałabym się podjąć czegoś takiego. Praca pod presją czasu, bez możliwości korekty wydaje mi się nierealna......... Wiadomo, że jeżeli tematyka tłumaczenia jest komuś bliska, to pewnie podoła. W przeciwnym razie nie wiem jakie są rezultaty.

kari189
07-29-2011, 22:43
Można powiedzieć, że ekspresowe tłumaczenie to idealna okazja dla biura tłumaczeniowego, aby przyciągnąć "klienta w potrzebie". Patrząc na ich oferty można zauważyć, że tłumaczenie "na już" nie stanowi żadnego problemu dla wyspecjalizowanych biur tłumaczeniowych. Czasami możemy przeczytać w ogłoszeniach, że klient może wysłać tekst wymagający tłumaczenia nawet w środku nocy i natychmiastowo po otrzymaniu zlecenia zostaje powołany zespół składający się z tłumaczy danego języka oraz specjalistów w danej dziedzinie. Zespoły te składają się zazwyczaj z najbardziej doświadczonych tłumaczy, którym ponoć nie przeszkadza presja czasu. Biura oczywiście gwarantują wysoką jakość mimo tego, że tłumacze muszą czasami pracować całą noc :eek: żeby sprostać wymaganiom klienta!!!

Anna79
07-29-2011, 23:28
Wychodzi więc na to, że tłumaczenia ekspresowe są możliwe do wykonania w sposób poprawny dzięki współpracy kilku tłumaczy i to w dodatku specjalistów w danej dziedzinie. Ktoś, kto pierwszy raz ma do przetłumaczenia tekst specjalistyczny, nie zrobi tego szybko i poprawnie bez konsultacji, z kimś, kto zna daną branżę. W pojedynkę musiałby popracować "jakiś czas", żeby to zrobić dobrze.:cool:

alka
07-30-2011, 11:39
Problem polega na tym, że w biurach tłumaczeń rzadko siedzą tłumacze "na etacie". Z mojego doświadczenia wynika, że zazwyczaj są to osoby zewnętrzne, które nawet niekoniecznie się znają. Dlatego tak ważny jest koordynator, który dobiera zespół i dzieli tekst na mniejsze fragmenty. Właściwe rozdysponowanie zleceń przekłada się na tempo ich realizacji i ułatwia pracę korektorowi. Ujmując rzecz krótko - tłumaczenie ekspresowe może być dobrze wykonane, jeśli cały proces "obróbki" tekstu jest rozplanowany właściwie.

No tak, tłumacze na etacie rzadko się zdarzają. Z drugiej strony, chyba znajdzie się kilka firm, które są założone przez znajomych, którzy specjalizują się w tłumaczeniach, dobrze się dogadują i mogą razem współpracować.

Cały czas mówimy tutaj o tekstach specjalistycznych, a przecież zdarzają się też tłumaczenia ekspresowe którymi np. akty urodzenia, zgonu itp. Do tego akurat specjalistów nie potrzeba, a w większości przypadków tez istnieją formatki z których się korzysta i takie tłumaczenia idą jak po maśle.

kari189
07-30-2011, 12:16
Cały czas mówimy tutaj o tekstach specjalistycznych, a przecież zdarzają się też tłumaczenia ekspresowe którymi np. akty urodzenia, zgonu itp. Do tego akurat specjalistów nie potrzeba, a w większości przypadków tez istnieją formatki z których się korzysta i takie tłumaczenia idą jak po maśle.

To prawda:o Często ekspresowe tłumaczenie dotyczy dokumentów, na które istnieją "gotowe formułki". Myślę, że w tym przypadku przydaje się właśnie taki program CAT. Zapewne doświadczonemu tłumaczowi nie sprawi wiele kłopotów przetłumaczenie w tempie ekspresowym wszelkich aktów i umów, które często mają standardową formę i zwroty.

magda_b
07-30-2011, 12:58
Ekspresowe tłumaczenie robiłam tylko raz, był to wielostronicowy artykuł, a ja miałam na niego jeden dzień. Ledwo widząc na oczy skończyłam i wysłałam. Ale to co zobaczyłam na drugi dzień, kiedy zajrzałam do tłumaczenia jeszcze raz, było straszne - zwłaszcza pod koniec tekstu głuopie błędy zrobione przez nieuwagę - typu brak "s" po czasowniku w 3 os. l.p. w Present Simple i inne literówki, których nie wykrywa spell checker. Podsumowując, taka praca jest bez sensu, dokładam tylko obowiązków komuś, kto to będzie musiał po mnie poprawić.

Sylvia24
07-30-2011, 21:56
Sylvia24 - dzięki za link do artykułu. Faktycznie, XEROX podjął skuteczne kroki w kierunku przyśpieszenia tłumaczeń za pomocą narzędzi CAT. Choć mieli poniekąd ułatwione zadanie - zakres tych tłumaczeń będzie raczej ograniczony do tematów technicznych, instrukcji obsługi itp, to efekty osiągnęli pozytywne.

Program CAT, poprzez gromadzenie tekstow niekoniecznie musi byc ograniczony do tematow technicznych. To zalezy od tlumacza co przechowuje w swoim programie.

Sylvia24
07-30-2011, 22:04
Może i jest to jakiś pomysł, lecz ja podchodzę sceptycznie do dokumentów tłumaczonych przez kilku tłumaczy. Każdy ma inny styl i w momencie, gdy połączymy wszystkie częsciw całość może jej zabraknąć spójności...

Popieram Twoje zdanie. Mieszanie stylow nie wydaje mi sie dobrym rozwiazaniem dla tlumaczenia tekstow. Jednakze, praca grupowa czyli na przyklad 'proofreading' wzajemnie tlumaczonych tekstow przez moze pomoc w udoskonaleniu takiego ekspresowego tlumaczenia.

gaja083
07-31-2011, 01:00
Dość często zdarzają się tłumaczenia dokumentów na wczoraj, nie rzadko wielostronicowe - kiedy nie mamy za dużo czasu na sprawdzenie poprawnego słownictwa lub też na dokładny proofreading, kiedy czasu starcza nam jedynie na przetłumaczenie danego tekstu. Czy Waszym zdaniem takie tłumaczenia mają szansę być tłumaczeniami o wysokiej jakości? Czy macie jakieś pomysły, metody jak radzić sobie z podobnymi szybkimi zleceniami?

Zgadzam się z przedmówcami, iż tłumaczenie tekstu "na szybko" znacznie obniża jakość przekładu. Wydaje mi się jednak, że istotny wpływ mają również długość tłumaczonego ekspresowo tekstu (CV vs. kilkustronicowa umowa), doświadczenie tłumacza oraz znajomość z daną dziedziną. Z pewnością szybciej pracuje się w grupie - o ile poszczególni tłumacze potrafią ze sobą współpracować. Nie wyobrażam sobie tłumaczenia w pośpiechu dłuższego tekstu w pojedynkę. Moim zdaniem brak możliwości ponownego przeczytania i skorygowania błędów sprawia, że efekt końcowy jest byle jaki, nieprofesjonalny.

gaja083
07-31-2011, 01:09
Popieram również ideę konsultacji terminologii ze zleceniodawcą. Przecież tłumacz jest znawcą języka, a nie znawcą wyszukanych zagadnień technicznych. Jeżeli mamy wątpliwości co do nazewnictwa w danej dziedzinie, lepiej zasięgnąć rady kogoś, kto się na tym zna, niż popełnić karygodny błąd. Jest to ważne zwłaszcza przy tłumaczeniu tekstów medycznych, które nierzadko mają na celu pomóc w ratowaniu życia czy zdrowia ludzi. Tu nie można sobie pozwolić na błąd (nawet w pośpiechu), a detale są niezwykle istotne...

gaja083
07-31-2011, 01:26
Programy typu CAT są z pewnością ułatwieniem w tłumaczeniu. Pomagają rozplanować sobie tryb pracy dzieląc tekst na segmenty. Pozwalają na oszczędność czasu, wykorzystując istniejące już bazy danych. Ułatwiają wyszukiwanie słownictwa (m.in. poprzez słowniki internetowe). Należy jednak pamiętać, że programy wykorzystujące pamięć tłumaczeniową (TM), wymagają uprzedniego "wyposażenia" ich, np. we wcześniejsze tłumaczenia (materiał podobny do tego, który tłumaczymy) - dopiero wtedy taka praca jest możliwa. Wydaje mi się więc, że tłumaczeń ekspresowych powinni podejmować się doświadczeni tłumacze, którzy stworzyli sobie już pokaźne bazy danych. Początkującym nie pomoże nawet najlepszy program, który nigdy przecież nie zastąpi tłumaczenia właściwego - zrozumienia kontekstu, doboru słów, itd. :)

StanLevitan
07-31-2011, 11:48
Nawet najbardziej doświadczony tłumacz nie przełoży tekstu poprawnie, jeśli będzie zmęczony. Dlatego tłumaczeń ekspresowych powinni podejmować się tylko tacy, którzy są w dobrej formie umysłowej, zdają sobie sprawę z błędów, i potrafią je skorygować. Jeśli ktoś wie, że może nie dać rady, niech nie zamieszcza "ekspresów" w ofercie.

aurora81
07-31-2011, 11:49
Moim zdaniem tłumaczeń ekspresowych, zwłaszcza tych specjalistycznych powinni podejmować się wyłącznie doświadczeni tłumacze dysponujący wiedzą z danej dziedziny, odpowiednią bazą danych, oprogramowaniem oraz umiejętnością pracy pod presją czasu, której trzeba się przecież wyuczyć. Pozostali, o ile dewiza jakości przekładu nie jest tylko pustym frazesem obliczonym na zdobycie klienta, powinni raczej pozostać przy tłumaczeniu tekstów ogólnych.

aurora81
07-31-2011, 12:08
wydaje mi się, że opcja: "szybkie zlecenie wykonywane przez kilku tłumaczy" to ciekawy pomysł i ma szansę się sprawdzić :)
Słyszałam, że tłumacze czasami korzystają z takiego rozwiązania. Jednakże wcześniej lub w trakcie pracy nad tłumaczeniem stale współpracują w celu uzgodnienia spójnej terminologii itp. Wiadomo, że to ułatwia później pracę weryfikatora/korektora.

W przypadku większych zleceń, których realizacja nie powinna przekroczyć 24h niektóre biura tłumaczeń powołują specjalny sztab tłumaczy danej specjalizacji, pracujących pod okiem koordynatora. Pozostają z nim w stałym kontakcie, na bieżąco konsultując stosowaną terminologię, dzięki czemu powstający dokument jest jednorodny i spójny.

StanLevitan
07-31-2011, 12:12
Tłumaczenia specjalistyczne powinny być wykonywane TYLKO przez tłumaczy znających dziedzinę, niezależnie od terminu, jaki wyznaczył klient. A baza danych i oprogamowanie nie są niezbędne, jeśli posiadasz wiedzę i słownik. Przeciez całą bazę danych trzeba wprowadzić podczas tłumaczenia tekstów, czyli są to słowa, które tłumacz powinien znać. Jeśli nie jest pewien, zagląda do słownika, czyli do papierowej bazy danych.

aurora81
07-31-2011, 12:31
A baza danych i oprogamowanie nie są niezbędne, jeśli posiadasz wiedzę i słownik. Przeciez całą bazę danych trzeba wprowadzić podczas tłumaczenia tekstów, czyli są to słowa, które tłumacz powinien znać. Jeśli nie jest pewien, zagląda do słownika, czyli do papierowej bazy danych.

Pewnie masz rację. Zakładam jednak, że zawodowi tłumacze korzystają z dobrodziejstwa programów CAT, które organizują słownictwo, posiadają bazy konkordacyjne, itd. które znacznie usprawniają ich pracę. Nie wydaje mi się aby w dzisiejszych czasach tłumacz dysponujący wieloma nowoczesnymi narzędziami mógł sobie pozwolić na czasochłonne skądinąd odwoływanie się do źródeł "analogowych.";)

aurora81
07-31-2011, 12:35
Im bogatsze doświadczenie tłumacza, tym większa baza danych tak w jego własnej głowie, jak i na innych nośnikach jakimi dysponuje.:)

StanLevitan
07-31-2011, 13:14
CAT oszczędza czas, jeśli tekst bazowy jest w formie elektronicznej, i baza danych już istnieje. Jeśli dostajemy do przetłumaczenia tekst drukowany, a dokumenty urzędowe przeważnie tak są przekazywane, musimy wprowadzać cały tekst na klawiaturze, zanim cokolwiek przełożymy. W przypadku wykresów i tabelek jest jeszcze gorzej. W takiej sytuacji nie oszczędza się czasu, a traci, zamiast od razu wpisywać samodzielnie przetłumaczony tekst. Poza tym bazę danych można zrobić sobie samemu, np. za pomocą tabeli w Wordzie. Trzeba będzie samemu poszukać odpowiedniego słowa, ale nie jest to nadludzki wysiłek. I uaktualnić też można.
Przy tłumaczeniach specjalistycznych CAT nie jest niezbędny. Słownictwo branżowe praktycznie się nie zmienia, co najwyżej pojawiają się nowe terminy, których na próżno szukać we własnych bazach danych. Można ściągać uaktualnienia przez internet, ale nie zawsze będą dostępne. Lepiej zapytać zlecaniodawcę o nową terminologię obcojęzyczną i polskie odpowiedniki.

aurora81
07-31-2011, 13:24
Podejrzewam jednak, że osoby pracujące w biurach tłumaczeniowych nie mają takiego luksusu i nie mogą powiedzieć klientowi, że coś będzie słabej jakości, bo daje on za mało czasu.

Każdy wie jakie są prawidła rynku. Nawet pobieżne zapoznanie się z ofertami losowo wybranych biur tłumaczeniowych pozwala na wskazanie najczęściej powtarzających się słów-kluczy: jakość, rzetelność, dokładność... Tego oczekuje klient. Podważane kompetencji biura przez zbyt dużą szczerość nie wchodzi w grę. Każdy pracodawca zastrzega sobie przecież dużą powściągliwość w zakresie informowania osób postronnych o wewnętrznym życiu firmy. Poza tym, nie sądzę aby biura tłumaczeniowe miały dylematy tego rodzaju. Mogą je mieć tylko uczciwi wolni strzelcy, a tych ostatnich jak na lekarstwo...

alka
07-31-2011, 13:31
Tłumaczenia specjalistyczne powinny być wykonywane TYLKO przez tłumaczy znających dziedzinę, niezależnie od terminu, jaki wyznaczył klient. A baza danych i oprogamowanie nie są niezbędne, jeśli posiadasz wiedzę i słownik. Przeciez całą bazę danych trzeba wprowadzić podczas tłumaczenia tekstów, czyli są to słowa, które tłumacz powinien znać. Jeśli nie jest pewien, zagląda do słownika, czyli do papierowej bazy danych.

Nie są niezbędne, ale są przy tłumaczeniach ekspresowych niezwykle przydatne. Wertowanie słowników jest jednak trochę czasochłonne.

CAT oszczędza czas, jeśli tekst bazowy jest w formie elektronicznej, i baza danych już istnieje. Jeśli dostajemy do przetłumaczenia tekst drukowany, a dokumenty urzędowe przeważnie tak są przekazywane, musimy wprowadzać cały tekst na klawiaturze, zanim cokolwiek przełożymy. W przypadku wykresów i tabelek jest jeszcze gorzej. W takiej sytuacji nie oszczędza się czasu, a traci, zamiast od razu wpisywać samodzielnie przetłumaczony tekst. Poza tym bazę danych można zrobić sobie samemu, np. za pomocą tabeli w Wordzie. Trzeba będzie samemu poszukać odpowiedniego słowa, ale nie jest to nadludzki wysiłek. I uaktualnić też można.

Nawet jeśli dostaniemy tekst drukowany, to myślę, że jesli jest to tekst długi, lepiej go wrzucić na skaner i zrobić OCR i wspomagać się CAT. Przy krótkich tekstach rzeczywiście to może nie mieć sensu, bo szybciej pójdzie tłumaczenie od razu na komputerze. Gorzej jeśli kopia którą nam dostarczył klient jest marnej jakości, co powoduje, że OCR też wychodzi marnie..

aurora81
07-31-2011, 14:07
Dotychczasowa dyskusja wokół CAT skupiła się na tłumaczeniach specjalistycznych, co sprawiło, że umknęła nam jedna, dość istotna kwestia. Abstrahując od tego, czy tłumacz jest użytkownikiem CAT-ów, czy cechuje go techniczny/technologiczny konserwatyzm;), nie należy tracić z pola widzenia faktu, że nie we wszystkich tłumaczeniach najwyższym priorytetem jest spójność terminologiczna. Na przykład w tłumaczeniu literatury szalenie ważna jest kreatywność, a żaden, nawet najbardziej profesjonalny program tej naturalnej zdolności nie posiadł.:)

Sylvia24
07-31-2011, 20:22
Dotychczasowa dyskusja wokół CAT skupiła się na tłumaczeniach specjalistycznych, co sprawiło, że umknęła nam jedna, dość istotna kwestia. Abstrahując od tego, czy tłumacz jest użytkownikiem CAT-ów, czy cechuje go techniczny/technologiczny konserwatyzm;), nie należy tracić z pola widzenia faktu, że nie we wszystkich tłumaczeniach najwyższym priorytetem jest spójność terminologiczna. Na przykład w tłumaczeniu literatury szalenie ważna jest kreatywność, a żaden, nawet najbardziej profesjonalny program tej naturalnej zdolności nie posiadł.:)

Oczywiscie popieram, ze nic nie zastapi kreatywnosci tlumacza dlatego tez oprogramowania te nazywaja sie Computer Assisted Translation, a nie inaczej. Jednakze, moge wspomoc tejze kreatywnosci. :)

Anna79
07-31-2011, 20:36
Zgadzam się, że mimo użycia CAT nadal nad tekstem tłumaczenia popracować i najlepsza w tym jest własna głowa i często kartka papieru oraz słownik.

kadre
07-31-2011, 21:54
Dotychczasowa dyskusja wokół CAT skupiła się na tłumaczeniach specjalistycznych, co sprawiło, że umknęła nam jedna, dość istotna kwestia. Abstrahując od tego, czy tłumacz jest użytkownikiem CAT-ów, czy cechuje go techniczny/technologiczny konserwatyzm;), nie należy tracić z pola widzenia faktu, że nie we wszystkich tłumaczeniach najwyższym priorytetem jest spójność terminologiczna. Na przykład w tłumaczeniu literatury szalenie ważna jest kreatywność, a żaden, nawet najbardziej profesjonalny program tej naturalnej zdolności nie posiadł.:)

Bo po to są takie programy tłumaczeniowe. Cudowną właściwością tłumaczy literatury jest to, że nie dotknie ich zagrożenie wyparciem przez komputer, bo komputery bogu dzięki nie posiadają empatii. Serio. Kotki są dobre do tłumaczeń pseudoużytkowych, które w zasadzie pisane są "od sztancy" i w ten sposób też można je tłumaczyć. Przykładasz szablon i już masz gotowy tekst.
Nierzadko jest to duże udogodnienie i w zasadzie eliminacja błędów terminologicznych, bo wzory zawierają już odpowiednie słownictwo i "machnąć" się nie można;).

bujaczm
07-31-2011, 22:30
Dość często zdarzają się tłumaczenia dokumentów na wczoraj, nie rzadko wielostronicowe - kiedy nie mamy za dużo czasu na sprawdzenie poprawnego słownictwa lub też na dokładny proofreading, kiedy czasu starcza nam jedynie na przetłumaczenie danego tekstu. Czy Waszym zdaniem takie tłumaczenia mają szansę być tłumaczeniami o wysokiej jakości? Czy macie jakieś pomysły, metody jak radzić sobie z podobnymi szybkimi zleceniami?

Powiem szczerze, że nieraz miałam okazję tłumaczyć bardzo obszerny tekst z minimalnym czasem do wykonania. Miałam szczęście że zleceniodawca był zadowolony, ale ja sama maiłam wrażenie że praca jest niedokończona. Takie moje translatorskie sumienie... :)

bujaczm
07-31-2011, 22:32
Zgadzam się, że mimo użycia CAT nadal nad tekstem tłumaczenia popracować i najlepsza w tym jest własna głowa i często kartka papieru oraz słownik.

Jak na razie nie maiłam okazji tłumaczyć tekstu przy pomocy profesjonalnego programu. Już nie raz słyszałam dość niepochlebne opinie na temat wykorzystania takowych. Jak można uznać tłumaczenie za własne w momencie gdy połowę tekstu tłumaczy bezduszny system :)

bujaczm
07-31-2011, 22:37
Ekspresowe tłumaczenie robiłam tylko raz, był to wielostronicowy artykuł, a ja miałam na niego jeden dzień. Ledwo widząc na oczy skończyłam i wysłałam. Ale to co zobaczyłam na drugi dzień, kiedy zajrzałam do tłumaczenia jeszcze raz, było straszne - zwłaszcza pod koniec tekstu głuopie błędy zrobione przez nieuwagę - typu brak "s" po czasowniku w 3 os. l.p. w Present Simple i inne literówki, których nie wykrywa spell checker. Podsumowując, taka praca jest bez sensu, dokładam tylko obowiązków komuś, kto to będzie musiał po mnie poprawić.

I tu pojawia się dylemat. Dobry tłumacz zawsze będzie czuł niedosyt; często jednak nasze wymagania względem siebie i naszej pracy różnią się od oczekiwań zleceniodawcy, który niekiedy stawia tylko na efekt; jakość...no cóż, tak naprawdę tylko my sami jesteśmy w stanie ją docenić :)

bujaczm
07-31-2011, 22:41
W ekspresowych tłumaczeniach cenię sobie najbardziej to, że po kilku nieprzespanych nocach wreszcie mogę położyć się z czystym sumieniem i przespać pełne 8 godzin:)
Satysfakcja gwarantowana a sen tak głęboki, że nawet 5letni syn nie jest w stanie go zakłócić :)

bujaczm
07-31-2011, 22:47
W przypadku, gdy czujemy, że zadanie nas przerasta, lepiej albo odmówić wykonania tłumaczenia "na wczoraj", albo podać termin, w jakim jesteśmy w stanie wykonać zlecenie rzetelnie. W każdym zawodzie renomę wypracowuje się latami, a wystarczy jedno zawalone/spaprane zlecenie i dobra reputacja pójdzie się... taplać w błocie, powiedzmy.

Pomijam sytuację, w której ktoś bierze na siebie zbyt wiele zleceń "normalnych" by przetłumaczyć je na czas i na ostatnią chwilę goni, byle by było, byle oddać. (Co swoją drogą jest po prostu nierozsądne, ale to inna bajka.) Tu też należałoby z wyprzedzeniem powiadomić klienta, że powstało opóźnienie z naszej winy i rozwiązać sytuację polubownie.

Nie ukrywam, że z tłumaczenia na tłumaczenie uświadamiam sobie jaką cenę ma słowo, które przelewamy na papier. Wystarczy mały błąd a efekt po prostu porażająco...negatywny.
Wszystkim tłumaczom życzę...czasu :)

gaja083
08-01-2011, 01:08
I tu pojawia się dylemat. Dobry tłumacz zawsze będzie czuł niedosyt; często jednak nasze wymagania względem siebie i naszej pracy różnią się od oczekiwań zleceniodawcy, który niekiedy stawia tylko na efekt; jakość...no cóż, tak naprawdę tylko my sami jesteśmy w stanie ją docenić :)

Pamiętajmy jednak, że choć zleceniodawca może nie znać języka przekładu, osoba trzecia, która będzie go czytać - z pewnością ;) Dlatego zgadzam się, że dobry tłumacz zawsze "będzie czuł niedosyt" oddając gotowe tłumaczenie bez ponownego przeczytania i sprawdzenia go. Opinie o jakości jego pracy wpływają na ilość późniejszych zleceń...

gaja083
08-01-2011, 01:23
Dotychczasowa dyskusja wokół CAT skupiła się na tłumaczeniach specjalistycznych, co sprawiło, że umknęła nam jedna, dość istotna kwestia. Abstrahując od tego, czy tłumacz jest użytkownikiem CAT-ów, czy cechuje go techniczny/technologiczny konserwatyzm;), nie należy tracić z pola widzenia faktu, że nie we wszystkich tłumaczeniach najwyższym priorytetem jest spójność terminologiczna. Na przykład w tłumaczeniu literatury szalenie ważna jest kreatywność, a żaden, nawet najbardziej profesjonalny program tej naturalnej zdolności nie posiadł.:)

Oczywiście, masz rację, że kreatywność i lekkość pisania są niezbędne przy tłumaczeniu tekstów literackich. Jednak i tutaj programy typu CAT mogą być bardzo pomocne, choćby przy wyszukiwaniu synonimów. To już nie jest kwestia "spójności terminologicznej", lecz różnorodności słownictwa i braku powtórek w tekście. :)

Anna79
08-01-2011, 08:19
Jak na razie nie maiłam okazji tłumaczyć tekstu przy pomocy profesjonalnego programu. Już nie raz słyszałam dość niepochlebne opinie na temat wykorzystania takowych. Jak można uznać tłumaczenie za własne w momencie gdy połowę tekstu tłumaczy bezduszny system :)

To prawda, że gdy przetłumaczymy coś sami, to praca jest "w pełni nasza", ale CAT pomaga zaoszczędzić czas tłumaczenia a w tłumaczeniach ekspresowych właśnie o czas chodzi.:D

agnieszka_iiid
08-01-2011, 11:02
Jak na razie nie maiłam okazji tłumaczyć tekstu przy pomocy profesjonalnego programu. Już nie raz słyszałam dość niepochlebne opinie na temat wykorzystania takowych. Jak można uznać tłumaczenie za własne w momencie gdy połowę tekstu tłumaczy bezduszny system :)

Nie zgodzę się z Tobą, ponieważ programy typu CAT tylko wspomagają pracę tłumacza, a nie odwalają za niego robotę. Poza tym bazę do tego programu tworzy sam tłumacz, a nie jak to nazwałaś/eś "bezduszny system". Kierownik pewnej firmy tłumaczeniowej powiedział mi kiedyś, że w dzisiejszych czasach praca tłumacza w profesjonalnym biurze tłumaczeń właściwie nie istnieje. Jest to tak powszechne, że dziwne jest jeżeli ktoś tego nie używa. Ja osobiście nie miałam okazji korzystać z takiego programu, bo jeszcze studiuję, ale uważam, że CAT jest nieodłącznym elementem pracy tłumacza.

Anna79
08-01-2011, 12:14
Podsumowując potwierdza się fakt, że niewiele osób znajduje przyjemność pracy pod presją czasu. Okazuje się ona nie zawsze efektywna i zadowalająca samego tłumacza, nie wspominając już klienta. Realia są jednak takie, że dużo firm wykonuje ekspresowe zlecenia. Praca, to praca. Jeśli jest zapotrzebowanie oraz szybkie zlecenia, to trzeba się do nich dostosować.:mad:

graza
08-01-2011, 12:15
Przepraszam, za szybko kliknęłam wiadomość :)

graza
08-01-2011, 12:19
N Jest to tak powszechne, że dziwne jest jeżeli ktoś tego nie używa. Ja osobiście nie miałam okazji korzystać z takiego programu, bo jeszcze studiuję, ale uważam, że CAT jest nieodłącznym elementem pracy tłumacza.

Nie posiadam takiego narzędzia i jakoś radzę sobie z tłumaczeniem. Ktoś napisał wcześniej, że tłumacz gromadzi wiedzę w głowie - i z tym się zgadzam. Rzadko zdarzało mi się tłumaczyć teksty na tyle podobne, by konieczne było korzystanie z podpowiedzi programu komputerowego, a w przypadku zleceń od jednego klienta szybko uczysz się najważniejszej terminologii i tłumaczysz bez zaglądania do słownika :)

graza
08-01-2011, 12:24
Realia są jednak takie, że dużo firm wykonuje ekspresowe zlecenia. Praca, to praca. Jeśli jest zapotrzebowanie oraz szybkie zlecenia, to trzeba się do nich dostosować.:mad:

Wydaje mi się, że trzeba zacząć wychowywać klientów - to od nas tłumaczy zależy, jak będziemy szanowali własną pracę i czas. Zdaję sobie jednak sprawę, że w czasach walki o klienta takie podejście jest trudne do zaakceptowania:(

alekssandra
08-01-2011, 12:59
Wydaje mi się, że trzeba zacząć wychowywać klientów - to od nas tłumaczy zależy, jak będziemy szanowali własną pracę i czas. Zdaję sobie jednak sprawę, że w czasach walki o klienta takie podejście jest trudne do zaakceptowania:(

Pomysł "wychowania klienta" jak najbardziej popieram:) Podejście będzie trudne do zaakceptowania w sytuacji, gdy nie wszyscy będą chcieli się do niego zastosować i (ku uciesze klientów) będą wykonywali tłumaczenia nie tylko "na wczoraj" ale i na "przedwczoraj". Ale nie można tracić nadziei;)

Ewelina Telega
08-01-2011, 14:40
Myślę, że w większości jesteśmy jednego zdania - tłumaczenia ekspresowe to niewdzięczne zajęcie i niechętnie się nimi zajmujemy. Mogłabym jednak dyskutować z tym, czy wychowanie klienta, choć ważne, wystarczy... Trzeba do tego wychować resztę branży, bo, gdy znajdzie się jeden tłumacz łasy na expressy, klienci zaczną tego wymagać od reszty. Ktoś, kto tłumaczy dla sportu, może sobie pozwolić na asertywność. Osoby otrzymujące zlecenia od biura już niekoniecznie. Tak czy siak, zgadzam się z opinią, że expressy powinny być wykonywane wyłącznie przez tłumaczy obeznanych w temacie. Jeśli jednak nie ma takiej możliwości, to osoba od której wymaga się tłumaczenia "na wczoraj" powinna wykorzystać wszystkie możliwe koła ratunkowe - konsultacje z klientem, innymi tłumaczami, podpieranie się programami typu CAT i cokolwiek los przyniesie. Z jakością takich przekładów bywa różnie, ale powinniśmy zrobić wszystko, aby była ona jak najlepsza.

arlettepp
05-30-2012, 16:54
Witam,
odnośnie tłumaczeń "na wczoraj", to właśnie Pan z pewnego biura tłumaczeń mi napisał, po podaniu mojego terminu na przetłumaczenie 1 przewodnika posiadającego około 20 stron rozliczeniowych, że u nich tłumacze takie przewodniki "20-stronne robią w 2-3 dni".
Załamać się można, zaczynam dopiero karierę tłumacza, może pracuję wolniej, ale 2-3 dni na 20 stron? A może "stronne" oznacza mniej stron?;)

skara
05-30-2012, 20:25
2-3 dni na przetłumaczenie 20 stron to dużo czasu. W 2 trzeba by się sprężać, ale w 3 spokojnie się zrobi wraz z poprawkami i przeanalizowaniem teksu pod kątem składni i doskonałości zdań.

Wg mnie ktoś zamawiający ekspres liczy się z tym, że dostanie tłumaczenie średnie jakościowo. Ekspresy są potrzebne z reguły w sytuacjach podbramkowych i pilnych przypadkach, klienci wtedy kładą nacisk na komunikację a nie hiperpoprawność. Pewnie zdarzają się wyjątki, ale jeśli informujemy klienta o sytuacji i mimo tego jego zachowanie wskazuje na to, że nie rozumie czynnika czasu to lepiej takiego zlecenia nie brać.

michalsm
05-30-2012, 21:00
Witam,
odnośnie tłumaczeń "na wczoraj", to właśnie Pan z pewnego biura tłumaczeń mi napisał, po podaniu mojego terminu na przetłumaczenie 1 przewodnika posiadającego około 20 stron rozliczeniowych, że u nich tłumacze takie przewodniki "20-stronne robią w 2-3 dni".
Załamać się można, zaczynam dopiero karierę tłumacza, może pracuję wolniej, ale 2-3 dni na 20 stron? A może "stronne" oznacza mniej stron?;)

No być może. A może to są też strony z odstępem 1,5 albo podwójnym? ;)
Szczerze mówiąc jak słyszę, że coś trzeba robić na wczoraj to przypomina mi się powiedzonko, że Pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł ;)

malgorzataj
05-31-2012, 19:35
Rzeczywiście klienci często nie przykładają zbyt dużej wagi do poprawności tłumaczeń. Często bywa tak, że w pilnych sytuacjach tłumacz ratuje ich z opresji i rozumieją, iż tłumaczenie nie jest najwyższej jakości. Gorsza sytuacja to taka kiedy klient nie rozumie co tak naprawdę znaczy "tłumaczyć". Dla niego jest to przeklepanie tekstu na inny język. Nie znając dobrze języka, nie rozumie on, że tłumaczenie jest ciężkim zajęciem i wymaga wielu zdolności. Stąd pewnie podawanie absurdalnych terminów przez klientów. Po prostu z powodu niewiedzy