PDA

View Full Version : Nowy don Quijote


julia_m
07-09-2011, 11:35
Hej :)
Chciałam jeszcze raz poruszyć temat nowych tłumaczeń dzieł, które już zostały przetłumaczone na dany język (w tym przypadku na polski) i które są kluczowe dla współczesnej kultury. Czy nowe tłumaczenia, zmieniające oblicze dzieła, są "na miejscu"? Czy będą funkcjonować tak samo jak stare? A może je zastąpią?
Podam przykład: podobno przygotowywane jest nowe tłumaczenie Don Kichota (El ingenioso hidalgo don Quijote de la Mancha :) ), którego podjął się pan Wojciech Charchalis. Ma na celu przekazanie czytelnikowi nowej wersji tekstu, który wpłynął na literaturę i kulturę światową w sposób niewyobrażalny. Chce pokazać humor i komizm, ukryte w oryginale i zagubione w wersji wcześniejszej. Podobno np. imiona niektórych bohaterów mają być przełożone na język polski...
Co o tym myślicie?

baska9
03-10-2013, 16:10
Ja mam pytanie do wszystkich, którzy przeczytali Don Quijote w wersji oryginalnej. Czy jest sens bawić się w czytanie oryginału, biorąc pod uwagę, że język w jakim została napisana powieść pochodzi z początku XVII wieku? Na pewno jest to duża satysfakcja, ale czy trzeba korzystać dużo ze słownika? Słownictwo jest bardzo archaiczne? Planowałam przeczytać oryginał, ale wydaje mi się, że język tam użyty, słownictwo, zwroty nie przydadzą mi się, nie są praktyczne jeżeli zależy mi pogłębianiu znajomości hiszpańskiego.

futku
03-10-2013, 16:36
Nie uważam, żeby zwroty które się tam znajdują nie przydały ci się. Poza tym, jest to zazwyczaj wersja uwspółcześniona, gdzie wiele słów archaicznych czy zwrotów jest wyjaśniona. Czytanie w oryginale to zawsze doskonałe ćwiczenie, nawet nie jeśli chodzi o słownictwo tylko o struktury, użycie czasów i trybów. Także jak najbardziej polecam czytanie "Don Quijota" w oryginale. Zwłaszcza drugą część, która według mnie jest genialna. Nie zniechęcaj się jeśli ciężko ci będzie szło z pierwszą:)

infamkidor
02-07-2015, 00:29
Postanowiłam odkopać ten wątek, skoro nowy przekład Wojciecha Charchalisa w końcu został wydany, parę dni temu „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” przyznał mu tytuł Książki Roku 2014. Najwięcej kontrowersji wzbudziło oczywiście tłumaczenie imion, oto niektóre z nich w wersjach zaproponowanych przez tłumacza:
Sanczo Pansa - Sanczo Brzuchacz
Rosynant - Chabetton,
Aldonza Lorenzo - Ziuta Wawrzyńcówna
Dulcynea - Cudenia
Karakuliambro z Malindranii - Duppenlitz von Fetor

Czy ktoś już czytał? Co o tym sądzicie?

Tutaj ciekawy komentarz Jana Gondowicza:
http://wyborcza.pl/1,75475,17072724,Poznajcie_Sancze_Brzuchacza___now y_przeklad__Don_Kichota_.html

MaciejCz
02-07-2015, 11:18
Generalnie tłumaczenie jest dobrym pomysłem, podobnie jak z Szekspirem: każde pokolenie powinno mieć swoje tłumaczenie - choćby z powodu humoru. Fakt, trzeba wielkiej wprawy ze strony tłumacza, żeby nie przegiąć. Jeśli chodzi o te imiona, to wszystkie brzmią dobrze, prócz tej Ziuty. W sensie, wszystkie prócz niej brzmią obco - a Ziuta to co, z Polski? No i ten Von Fetor: sam zamysł ciekawy (nawet mnie rozbawiło), ale jak na postać pochodzącą z Hiszpanii to jest to zbyt zniemczone.

pelargoni
02-07-2015, 22:44
Nowe tłumaczenie samo w sobie ma sens (nic nie jest przetłumaczone raz na zawsze).
Co do nowego brzmienia imion bohaterów, nie uważam, żeby był to dobry pomysł, w sytuacji, gdy czytelnik jest już przyzwyczajony do imion oryginalnych i w takiej wersji one funkcjonują. Co innego, gdyby było to pierwsze tłumaczenie.

Podobnie niefortunnym zabiegiem było przemianowanie Kubusia Puchatka na Fredzię Phi-Phi przez Monikę Adamczyk Garbowską 48 lat po tłumaczeniu Ireny Tuwim, gdy już parę pokoleń zżyło się z Kubusiem Puchatkiem. Fredzia Phi-Phi nie miała szans się przyjąć i dziś funkcjonuje tylko jako ciekawostka. (Gdy byłam mała i "Fredzia" trafiła do moich rąk, nie chciałam czytać tego "niepełnowartościowego" Kubusia Puchatka).

infamkidor
02-08-2015, 00:52
To prawda, że podstawowy problem z tymi przypadkami tłumaczeń imion polega na tym, że wersje z poprzednich tłumaczeń są już mocno zakorzenione w kulturze i czytelnik jest do nich przyzwyczajony - nie sądzę jednak, żeby był to powód, dla którego nie należy tego robić. Czemu by nie wybudzić czytelnika, nie wyrwać go z jego przyzwyczajeń? Choćby po to tylko, by przypomnieć mu, że nie obcuje z oryginałem. A przy tym udostępnić mu nową perspektywę rozumienia tekstu, wymiary, które zostały ukryte we wcześniejszej wersji. Dla dzieci Kubuś Puchatek może pozostać Kubusiem Puchatkiem, a jak już trochę urosną i zrozumieją, że nie wszystko jest takie proste - mogą poznać Fredzię i odnaleźć nowe smaczki w lekturze z dzieciństwa. Nowe tłumaczenie Don Kichota ze zmienionymi imionami też nie musi przecież wyprzeć starych, stać się kanonicznym, wejść do spisu lektur (swoją drogą, na którymś ze spotkań poświęconych tłumaczeniu na festiwalu Conrada ktoś rozsądnie zaproponował, by lista lektur szkolnych nie ograniczała się do wskazywania tytułów tekstów obcych, ale podawała też rekomendowane ich tłumaczenia). Może za to być okazją do odkrycia książki na nowo, do zmienienia perspektywy jej postrzegania - bo przecież zmiana imion bohaterów to nie jest zmiana kosmetyczna - dla tych, którzy czytali ją w którymś z wcześniejszych przekładów. Może pokazać coś, co wcześniej dla polskiego czytelnika (nieznającego hiszpańskiego) pozostawało ukryte pod obcobrzmiącymi imionami.
Pytanie czy rzeczywiście to robi - Gondowicz we wcześniej wspomnianym artykule tę kwestię podaje w wątpliwość. Nie wiem, czy słusznie, czy może się trochę czepia (niestety za nowego Don Kichota ciągle się nie zabrałam).

pelargoni
02-13-2015, 15:05
@infamkidor

Twoje argumenty w przypadku Don Kichota do mnie przemawiają (może rzeczywiście warto wprowadzić element kreatywny i innowacyjny - zwłaszcza jeśli imiona i nazwiska w oryginale są znaczące - nie pretendując do tego, żeby nowe wersje imion bohaterów się przyjęły).

Co do "innowacyjnego" tłumaczenia Kubusia Puchatka mam wątpliwości - z jednej strony tłumaczka powinna pamiętać o tym, że to jest książka dla dzieci i tłumaczyć z myślą o nich i ich przyzwyczajeniach, z drugiej strony - gdyby zostawiła nazwy własne w wersji Ireny Tuwim, sens tworzenia nowego przekładu stanąłby pod znakiem zapytania. Adamczyk Garbowska chciała być jak najbliżej oryginału, nie infantylizować go. Udało jej się to kosztem wzrostu poziomu trudności tekstu. Mam wrażenie, że tłumaczka miała pełną świadomość, że tłumaczy książkę dla wąskiego grona odbiorców, raczej dla dorosłych niż dla dzieci.

(Okazuje się, że jest wątek o tych dwóch tłumaczeniach: http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=12519)