PDA

View Full Version : Lepsze i gorsze tłumaczenia tego samego filmu


bo2joan
07-08-2011, 20:58
Pewnie zgodzcie się, że tłumaczenia tego samego filmu dla kina/na oficjalnej płycie oraz dla różnych kanałów telewizyjnych nieraz bardzo się różnią i niektóre z nich wydają się zdecydowanie slabsze od pozostałych, wręcz śmieszne, sądząc nawet po fragmentach. Może znajdziecie nawet jakieś ciekawe przykłady.

Monika108
07-25-2011, 21:45
o tak, różnią się, nie mam na tą chwilę przykładów, ale można chociażby wziąć pod uwagę cenzurę i sposób tłumaczenia przekleństw. Przy tłumaczeniu dla kina są one ułagodzone lub w ogóle ich brak a dla tv, szczególnie po 22.00 może być już zupełnie inaczej :)

apprentice
07-25-2011, 22:18
Pozwolę sobie przypomnieć sentencję z filmu o Jamesie Bondzie "Świat to za mało" i jej różne warianty w wersji polskiej:
- You wouldn't kill me. You'd miss me.
- I never miss.
Przekład fragmentu w wersji kinowej brzmi:
- Nie zastrzelisz mnie. To chybiony pomysł.
- Nigdy nie chybiam.
Przekład tego fragmentu w wersji telewizyjnej:
- Nie będziesz w stanie mnie zabić. Tęskniłbyś.
- Za nikim nie tęsknie.
I ostatnia wariacja najbardziej odbiegająca od oryginału umieszczona w wydaniu na płycie DVD:
- Nie zabiłbyś mnie. Nie potrafiłbyś.
- Jestem w tym najlepszy.
Rozbieżność między poszczególnymi tłumaczeniami wynika pewnie z dwuznaczności czasownika to miss (tęsknić, chybić).

johana
07-25-2011, 22:55
Jest jeszcze ciekawiej kiedy w telewizji ogląda się film zarówno z lektorem, jak i z napisami. Jakby dwa różne filmy a ten sam obraz i dialogi wersji oryginalnej (to nawet trzy różne filmy :P).

joannasz
07-25-2011, 22:59
Te różnice te wynikają z tego, że każda stacja ma swojego tłumacza, a w języku jest wiele dwuznacznych określeń i w przykładach podanych przez apprentice widać po prostu różne interpretacje, różnych ludzi, co jest dość logicznym wytłumaczeniem. Jedak to niekoniecznie znaczy, że są złe. Każdy ma swoje strategie na nieprzetłumaczalne fragmenty.
Dodatkowo, myślę, że znaczenie ma też to, że w TV jest lektor, w kinie są napisy. Jak również zostało wspomniane wcześniej, telewizja ma ograniczenia na przekleństwa. Przy okazji przychodzi mi na myśl Pulp Fiction i problemy z przekładaniem przekleństw, niestety więcej stacji łagodzi wulgaryzmy, a wersje bliższa oryginałowi można tylko usłyszeć na DVD. A przecież ten film się składa prawie z samych wulgaryzmów...

monique_m
07-26-2011, 12:29
Ważną różnicą w tłumaczeniach, co już zauważyli poprzednicy, jest różne traktowanie wulgaryzmów, szczególnie w wersjach telewizyjnych tłumaczeń filmów. Wulgaryzmy są tam bardzo często pomijane lub łagodzone. Moim zdaniem nie powinno tak być, a film zawierający takie słownictwo powinien być wyemitowany o odpowiedniej porze dla właściwej grupy wiekowej.

monique_m
07-26-2011, 12:37
We fragmencie podanym przez apprentice nie ma miejsca na dowolne użycie dwóch znaczeń słowa " miss". Tutaj chodzi o znaczenie "chybić" i użycie tłumaczenia "tęsknić" nie jest interpretacją tłumacza tylko po prostu pomyłką, która źle przekazuje znaczenie tych zdań. Zgadzam się jednak, że w wielu przypadkach różne wersje tłumaczenia zależą od interpretacji tłumacza. Jedne mogą nam się bardziej podobać od innych, ale nie oznacza to, że są błędne.

MadziaDM
07-26-2011, 12:49
Różnice w tłumaczeniu tego samego filmu są faktem oczywistym i wynikają z wielu czynników, takich jak np. osoba tłumacza, docelowa grupa odbiorców filmu, medium za pomącą którego film jest udostepniany widowni. Różnice te niekoniecznie przesądzają o jakości tłumaczenia, aczkolwiek najkorzystniejsza jest sytuacja, w której tłumacznie jest jak najbliższe oryginałowi. Rozumiem, że w filmie emitowanym w telewizji publicznej nie może znaleźć się zbyt dużo wulgaryzmów, często są one zastępowane łagodniejszymi sformułowaniami. Czasami jednak można spotkać się z naprawdę kiepskimi tłumaczeniami filmów wynikającymi bądź z niewiedzy tłumacza, bądź z niewyłapania przez niego dwuznaczności lub ironii. W takiej sytuacji film naprawdę bardzo dużo traci.

MadziaDM
07-26-2011, 14:26
W związku z prowadzoną dyskusją znalazłam interesujący artykuł:

http://serwistlumacza.com/content/view/180/32/

Monika108
07-26-2011, 14:36
Bardzo często zdarza mi się oglądając jakikolwiek film, głównie w tv czytany przez lektora i wychwycić tłumaczenie, które ja bym zrobiła inaczej, słysząc co mówi aktor w oryginale. Ale jak to zostało wczesniej powiedziane, wszystko zależy od osoby tłumacza. Choć niestety błędy często się zdarzają. Nie jestem za dosłownym tłumaczeniem, można pofantazjowac na ten temat, byle by miało to związek z tematem filmu czy ze sceną, oglądaną w danej chwili, jednym słowem z kontekstem i klimatem filmu.

Monika108
07-26-2011, 14:38
a tak z drugiej strony patrząc, czyli z perspektywy widza, nie tłumacza, to czy uważacie, że jakiekolwiek pomyłki są w ogóle zauważane?? Bo mnie się wydaje, że nie. Co jest ważne w takim razie, poprawnośc tłumaczenie w szczegółach, czy zadowolenie widza?

Monika108
07-26-2011, 14:50
W związku z prowadzoną dyskusją znalazłam interesujący artykuł:

http://serwistlumacza.com/content/view/180/32/

straszny wstyd! uwielbiam humor Woody'ego Allena i uważam, że jego filmy zasługują na tłumaczenie na tym samym dobrym poziomie. Nie jest łatwo oddać specyfikę jego humoru w innym języku, zważywszy również na to, że na tłumaczenie dialogów (napisy dla kina czy tv) jest ograniczona ilość miejsca i trzeba je skracać, zachowując tym samym klimat wypowiedzi, co jest nie lada wyzwaniem. Jest to zadanie dla zdolnego i ambitnego tłumacza a nie dla laika, który ledwo wypowiada się po polsku...

joannasz
07-26-2011, 17:35
a tak z drugiej strony patrząc, czyli z perspektywy widza, nie tłumacza, to czy uważacie, że jakiekolwiek pomyłki są w ogóle zauważane?? Bo mnie się wydaje, że nie. Co jest ważne w takim razie, poprawnośc tłumaczenie w szczegółach, czy zadowolenie widza?


Widziałam jeden odcinek Sex and the City z lektorem, ponieważ znam prawie serial na pamięć mogę stwierdzić, że był przełożony fatalnie. Omijał kompletnie wylgaryzmy (mimo emisji po 23) i czasami wręcz całe wypowiedzi, np jakiś sarkastyczny komentarz. Pozbawił serial kompletnie sensu i zabawnnych momentów. Osoby, które oglądały ze mną ten odcinek, z brakiem wykształcenia filologicznego, krzywiły się tak samo.

Więc, dopiero jeśli zna się dobrze jakiś film/serial da się wyłapać błędy bo przy pierwszym oglądaniu trudno wyłapać nieprawidłowości, tymbardziej, że lektor najczęsciej zagłusza.

W wypadku wyżej wymienionego przykładu, tłumaczenie nie było ani poprawne w szczegółuy ani widz nie był zadowolony.

Sylwia6432
07-26-2011, 18:33
Widziałam jeden odcinek Sex and the City z lektorem, ponieważ znam prawie serial na pamięć mogę stwierdzić, że był przełożony fatalnie. Omijał kompletnie wylgaryzmy (mimo emisji po 23) i czasami wręcz całe wypowiedzi, np jakiś sarkastyczny komentarz. Pozbawił serial kompletnie sensu i zabawnnych momentów. Osoby, które oglądały ze mną ten odcinek, z brakiem wykształcenia filologicznego, krzywiły się tak samo.

Więc, dopiero jeśli zna się dobrze jakiś film/serial da się wyłapać błędy bo przy pierwszym oglądaniu trudno wyłapać nieprawidłowości, tymbardziej, że lektor najczęsciej zagłusza.

W wypadku wyżej wymienionego przykładu, tłumaczenie nie było ani poprawne w szczegółuy ani widz nie był zadowolony.

Bo czasem nie trzeba mieć wykształcenia filologicznego i można intuicjnie wyczuwać, że coś jest nie tak z tym tłumaczeniem. Choćby obserwując grę aktorów i ich ekspresję można się domyślać, że tłumaczenie jest niezbyt wierne( np w przypadku wulgaryzmów). A jeśli zna się język choć trochę to jest jeszcze zabawniej:)

apprentice
07-26-2011, 19:13
We fragmencie podanym przez apprentice nie ma miejsca na dowolne użycie dwóch znaczeń słowa " miss". Tutaj chodzi o znaczenie "chybić" i użycie tłumaczenia "tęsknić" nie jest interpretacją tłumacza tylko po prostu pomyłką, która źle przekazuje znaczenie tych zdań. Zgadzam się jednak, że w wielu przypadkach różne wersje tłumaczenia zależą od interpretacji tłumacza. Jedne mogą nam się bardziej podobać od innych, ale nie oznacza to, że są błędne.

Bardzo istotne jest, aby mieć świadomość jaka jest konwencja filmów poświęconych przygodom Jamesa Bonda. W filmie "Świat to za mało" mamy charakterystyczną dla filmów bondowskich grę słów, specyficzne poczucie humoru, dlatego nie zgodzę się, że różne interpretacje czasownika "to miss" należy traktować jako błąd tłumacza.

Monika108
07-26-2011, 20:26
Widziałam jeden odcinek Sex and the City z lektorem, ponieważ znam prawie serial na pamięć mogę stwierdzić, że był przełożony fatalnie. Omijał kompletnie wylgaryzmy (mimo emisji po 23) i czasami wręcz całe wypowiedzi, np jakiś sarkastyczny komentarz. Pozbawił serial kompletnie sensu i zabawnnych momentów. Osoby, które oglądały ze mną ten odcinek, z brakiem wykształcenia filologicznego, krzywiły się tak samo.

Więc, dopiero jeśli zna się dobrze jakiś film/serial da się wyłapać błędy bo przy pierwszym oglądaniu trudno wyłapać nieprawidłowości, tymbardziej, że lektor najczęsciej zagłusza.

W wypadku wyżej wymienionego przykładu, tłumaczenie nie było ani poprawne w szczegółuy ani widz nie był zadowolony.


O, tak, potwierdzam powyższe. Sama oglądam i uwielbiam ten serial i słyszę niedoskonałości tłumaczenia na każdym kroku. Być może jest to zabieg celowy, żeby je jak najbardziej skrócić, pewnie za względów finansowych. Niestety nie oglądałam tego serialu z innymi, więc nie mogę wypowiadać się w tym temacie. Natomiast kiedy chodzę do kina i wychwytuję błędy w tłumaczeniu, to mam wrażenie, że nikt, oprócz mnie ich nie zauważa. Przeciętny widz oceniając obejrzany film raczej nie porusza tematu czy tłumaczenie było poprawne, czy też nie. To nurtuje tylko filologów- tłumaczy :)

monique_m
07-26-2011, 20:58
Różnice w tłumaczeniach mogą pojawiać się także z innego powodu. Niektóre są przekładem tylko list dialogowych. Umyka wtedy niewerbalny przekaz i kontekst sceny. Niektóre amatorskie tłumaczenia powstają wyłącznie "ze słuchu." Tutaj może umknąć tłumaczowi niewyraźnie lub szybko wypowiedziany przez aktora zwrot.

joannasz
07-26-2011, 21:14
@Sylwia6432
tak zgadzam się z Tobą i dodatkowo, myślę, że takie reakcje to jest znak poprostu złego tłumaczenia. Bo czasami każdy filolog lubi sobie pomarudzić, że tam i tam źle a dla "zwykłej osoby" nie ma to absolutnie żadnego znaczenia.

@Monika108
Przeciętny widz jak już zwraca uwagę na błędy w tłumaczeniu to chyba tylko na przekleństwa, bo najławtiwej i "każdy" się na tym zna ;). Osobiście w kinie nie wyłapuje błędów, z uporem maniaka staram się nie czytać napisów.

monique_m
07-26-2011, 21:16
Bardzo istotne jest, aby mieć świadomość jaka jest konwencja filmów poświęconych przygodom Jamesa Bonda. W filmie "Świat to za mało" mamy charakterystyczną dla filmów bondowskich grę słów, specyficzne poczucie humoru, dlatego nie zgodzę się, że różne interpretacje czasownika "to miss" należy traktować jako błąd tłumacza.

Masz rację. Teraz to widzę. W tej scenie oba znaczenia tego słowa mają sens. Chociaż tłumacze mieli świadomość tej gry słów, musieli zdecydować się na jedno ze znaczeń słowa "miss". Jestem pewna, że wiele innych różnic w tłumaczeniach filmów pojawia się właśnie z tego powodu.

monique_m
07-27-2011, 10:51
Przy różnych tłumaczeniach tego samego filmu należy pamiętać o specyfice tego rodzaju przekładu. Dane tłumaczenie nie może być zbyt długie żeby napisy nie przesłoniły całego ekranu lub żeby lektor zdążył przeczytać cały tekst w odpowiednim czasie. Czasem specyficzne poczucie humoru lub grę słów trzeba przełożyć tak żeby dialog był zabawny dla widowni w języku docelowym. Każdy tłumacz poradzi sobie z tymi problemami inaczej, wpadnie na inny pomysł, lub uzna, że dane słowo jest mniej ważne od innego i nie umieści go w tłumaczeniu.

malwiz
07-27-2011, 11:23
W związku z prowadzoną dyskusją znalazłam interesujący artykuł:

http://serwistlumacza.com/content/view/180/32/

Można więc wyciągnąć z tego typu błędów parę wniosków:
a) albo są one spowodowane tym, że tłumacz nie dostaje tyle pieniędzy, ile mu się za to należy
b) albo wykonuje swoją pracę na odczepnego, bo kto się będzie czepiał szczegółów (czasami nie da się wyłapać błędów, bo dialogi są np. szybko wypowiadane)
c) lub też tłumaczowi wydaje się, że zna język polski na tyle dobrze, że nie musi sprawdzać, czy wyrażenia, których użył, są poprawne gramatycznie, stylistycznie czy składniowo
Oczywiście są jeszcze inne powody, dla których efekt końcowy tłumaczenia jest godny pożałowania, niemniej jednak te trzy wydały mi się najbardziej prawdopodobne.
ps. Artykuł, który podałaś do przeczytania, daje do myślenia, nie przypuszczałam, że można się dopuścić tak rażących błędów.

joannasz
07-27-2011, 13:12
Czy to jest możliwe, żeby osoba po filologi mogłaby robić takie błędy? Przedstawione w artykule przykłady wyglądają na tłumaczenie zrobione przez kogoś po kursie językowym. o.0

magiwisnia
07-27-2011, 13:28
Czy to jest możliwe, żeby osoba po filologi mogłaby robić takie błędy? Przedstawione w artykule przykłady wyglądają na tłumaczenie zrobione przez kogoś po kursie językowym. o.0

Myślę, że to akurat jest możliwe, zwłaszcza, że absolwent absolwentowi nie jest równy ;)
Jednak, wydaje mi się, że głównym problemem tutaj nie jest znajomość języka obcego a rodzimego. Jeśl ktoś pisze "Potrzebuję duży kij do gry w polo" czy też "Zobacz na tych dwoje", to moim zdaniem świadczy o tym, że ta osoba albo aż tak "zatraciła się" w nauce języka obcego, kompletnie nie zwracając uwagi na poprawność mowy ojczystej, albo po prostu język polski nigdy nie był jej mocną stroną ;)

magiwisnia
07-27-2011, 13:52
Różnice w tłumaczeniach mogą pojawiać się także z innego powodu. Niektóre są przekładem tylko list dialogowych. Umyka wtedy niewerbalny przekaz i kontekst sceny. Niektóre amatorskie tłumaczenia powstają wyłącznie "ze słuchu." Tutaj może umknąć tłumaczowi niewyraźnie lub szybko wypowiedziany przez aktora zwrot.

Zgadzam się. Film przetłumaczony na podstawie list dialogowych a ten sam przełożony tylko i wyłącznie w oparciu o rozumienie ze słuchu zawsze będzie różnił się w większym lub mniejszym stopniu. Możnaby się zastanawiać, który przekład jest lepszy, bardziej oddający oryginalny przekaz. Ja myślę, że wszystko zależy od tłumacza, od tego ile pracy włoży w postawione przed nim zadanie. Przykłady umieszczone
w artykule zaproponowanym przez MadziaDM świadczą o wyjątkowej niedbałości o powierzone zadanie i niesamowitej bylejakości tłumacza, co jest niezrozumiałym dla mnie brakiem profesjonalizmu w sytuacji gdy już decydujemy się podjąć takiego zadania.

MadziaDM
07-27-2011, 13:54
Istnieje spora liczba filmów, które zostały "zmasakrowane" przez niekompetentnego tłumacza poprzez niewychwycenie dwuznaczności i specyficznego humoru, a także poprzez brak znajomości poprawnej polszczyzny. To są rażące błędy i zasługują na krytykę. Czasami jednak zdarza się, że całkiem dobre tłumaczenie jest krytykowane przez osobę, która wprawdzie zna język źródłowy, ale nie rozumie, na czym polega specyfika tłumaczeń filmowych. Pozwolę sobie zacytować fragment artykułu Arkadiusza Belczyka "O tłumaczeniu filmów":
(...) Część oryginalnych dialogów poddaje się wtłoczeniu w ramy jednej-dwóch krótkich linijek tekstu (nie więcej niż 34-38 znaków w linii, choć może to zależeć od kroju czcionki), wyświetlanego przez chwilę u dołu ekranu, ale jeszcze większa ich część stawia takiej transformacji zawzięty opór, zwłaszcza gdy aktorzy mówią bardzo szybko, przerzucając się stosunkowo rozbudowanymi ripostami. Ponieważ wypowiedź zawsze trwa krócej, niż przeczytanie jej zapisu graficznego (przyjmuje się, że na przyswojenie treści jednej pełnej linijki widz potrzebuje ok. 2-3 sekund), tłumacz musi nie tylko wymyślić zgrabną polską wersję każdej kwestii, ale także odpowiednio ją przyciąć - za co obrywa mu się potem od domorosłych krytyków, których zdaniem nie wolno niczego pomijać, bo to grzech w stosunku do autorów scenariusza.(...)

joannasz
07-27-2011, 15:42
Myślę, że to akurat jest możliwe, zwłaszcza, że absolwent absolwentowi nie jest równy ;)
Jednak, wydaje mi się, że głównym problemem tutaj nie jest znajomość języka obcego a rodzimego. Jeśl ktoś pisze "Potrzebuję duży kij do gry w polo" czy też "Zobacz na tych dwoje", to moim zdaniem świadczy o tym, że ta osoba albo aż tak "zatraciła się" w nauce języka obcego, kompletnie nie zwracając uwagi na poprawność mowy ojczystej, albo po prostu język polski nigdy nie był jej mocną stroną ;)

ale nawet najgorsi i najbardziej odporni studenci maja jakiś poziom wiedzy. Zgodzę się z Tobą co do polskiego, ale problem jest w tym, że na studiach filologicznych nie ma zajęć z tego języka polskiego i poziom większości zatrzymał się na etapie liceum i skupiając się na nauce języka obcego nie mamy czasu podążać za nowościami w języku macierzystym tudzież utrzymać jego poziom. Dodatkowo pojawia się problem nieświadomych kalek.

apprentice
07-27-2011, 16:40
Istnieje spora liczba filmów, które zostały "zmasakrowane" przez niekompetentnego tłumacza poprzez niewychwycenie dwuznaczności i specyficznego humoru, a także poprzez brak znajomości poprawnej polszczyzny. To są rażące błędy i zasługują na krytykę. Czasami jednak zdarza się, że całkiem dobre tłumaczenie jest krytykowane przez osobę, która wprawdzie zna język źródłowy, ale nie rozumie, na czym polega specyfika tłumaczeń filmowych. Pozwolę sobie zacytować fragment artykułu Arkadiusza Belczyka "O tłumaczeniu filmów":
(...) Część oryginalnych dialogów poddaje się wtłoczeniu w ramy jednej-dwóch krótkich linijek tekstu (nie więcej niż 34-38 znaków w linii, choć może to zależeć od kroju czcionki), wyświetlanego przez chwilę u dołu ekranu, ale jeszcze większa ich część stawia takiej transformacji zawzięty opór, zwłaszcza gdy aktorzy mówią bardzo szybko, przerzucając się stosunkowo rozbudowanymi ripostami. Ponieważ wypowiedź zawsze trwa krócej, niż przeczytanie jej zapisu graficznego (przyjmuje się, że na przyswojenie treści jednej pełnej linijki widz potrzebuje ok. 2-3 sekund), tłumacz musi nie tylko wymyślić zgrabną polską wersję każdej kwestii, ale także odpowiednio ją przyciąć - za co obrywa mu się potem od domorosłych krytyków, których zdaniem nie wolno niczego pomijać, bo to grzech w stosunku do autorów scenariusza.(...)

Nawiązując do powyższej wypowiedzi dotyczącej niekompetencji niektórych tłumaczy w tłumaczeniu różnych niuansów językowych chciałabym również zacytować Arkadiusza Belczyka. Fragment pochodzi z książki "Tłumaczenie filmów":
"Prawdziwe kłopoty przy tłumaczeniu humoru filmowego zaczynają się, gdy odwołuje się on do właściwości samego języka, opierając się na dwuznacznościach, przejęzyczeniach, homonimach, homofonach, rymach, grach słów itp. Wówczas wszystko zależy od okoliczności i inwencji tłumacza".

MadziaDM
07-27-2011, 16:52
ale nawet najgorsi i najbardziej odporni studenci maja jakiś poziom wiedzy. Zgodzę się z Tobą co do polskiego, ale problem jest w tym, że na studiach filologicznych nie ma zajęć z tego języka polskiego i poziom większości zatrzymał się na etapie liceum i skupiając się na nauce języka obcego nie mamy czasu podążać za nowościami w języku macierzystym tudzież utrzymać jego poziom. Dodatkowo pojawia się problem nieświadomych kalek.

Na studiach filologicznych nie ma zajęć z języka polskiego, ale na studiach podyplomowych przygotowujących do zawodu tłumacza takie zajęcia są, a tematyka tych zajęć obejmuje między innymi problem kalek językowych. Profesjonalny tłumacz ma świadomość, jak ważna jest poprawność językowa, więc nie może sobie pozwolić na "bylejakość". Również znajomość specyfiki tłumaczenia dialogów filmowych powinna być znana tłumaczowi, który podejmuje się wykonania takiego tłumaczenia. Fakt istnienia takich "potworków" potwierdza, że znajomość teorii jest niezbędna w celu wykonania dobrego tłumaczenia - ale dyskusja na ten temat jest już prowadzona w odrębnym wątku.

magiwisnia
07-27-2011, 17:33
ale nawet najgorsi i najbardziej odporni studenci maja jakiś poziom wiedzy. Zgodzę się z Tobą co do polskiego, ale problem jest w tym, że na studiach filologicznych nie ma zajęć z tego języka polskiego i poziom większości zatrzymał się na etapie liceum i skupiając się na nauce języka obcego nie mamy czasu podążać za nowościami w języku macierzystym tudzież utrzymać jego poziom. Dodatkowo pojawia się problem nieświadomych kalek.

Wiem co masz na myśli.Dlatego też uważam, że sam fakt ukończenia filologii nie czyni z nas tłumaczy i jeśli decydujemy się na ten zawód powinniśmy dodatkowo ukończyć studia specjalistyczne, przygotowujące profesjonalych tłumaczy, skupiające się nie tylko na technikach tłumaczenia różnego rodzaju tekstów, ale również doskonalące nasze umiejętności języka polskiego.
Pozwolę sobie zacytować wypowiedź prof. Tabakowskiej, kierownika Katedry UNESCO do Badań nad Przekładem i Komunikacją Międzykulturową UJ : Tradycyjna filologia przygotowuje językoznawców, literaturoznawców czy nauczycieli języka, a nie zawodowych tłumaczy (...) tak jak każdy nauczyciel, by dobrze przygotować się do swojej pracy, musi przejść kurs metodyki nauczania i odbyć praktyki w szkole, tak i tłumacz – na przykład kabinowy – powinien przejść kurs metodyki tłumaczenia kabinowego i odbyć praktykę w tzw. niemej kabinie. Bez tego nie można mówić o odpowiednim i pełnym przygotowaniu zawodowym.

magiwisnia
07-27-2011, 18:30
Nawiązując do powyższej wypowiedzi dotyczącej niekompetencji niektórych tłumaczy w tłumaczeniu różnych niuansów językowych chciałabym również zacytować Arkadiusza Belczyka. Fragment pochodzi z książki "Tłumaczenie filmów":
"Prawdziwe kłopoty przy tłumaczeniu humoru filmowego zaczynają się, gdy odwołuje się on do właściwości samego języka, opierając się na dwuznacznościach, przejęzyczeniach, homonimach, homofonach, rymach, grach słów itp. Wówczas wszystko zależy od okoliczności i inwencji tłumacza".

Przykładem profesjonalnie wykonanego tłumaczenia filmu, doskonałej wręcz roboty tłumacza, Bartosza Wierzbięty jest dubbing Shreka.
Oto fragment przykładowego dialogu z filmu w wersji oryginalnej i sposób w jaki tłumacz poradził sobie z jego humorystyką (źródło Artelis.pl):
Źródłowa wersja amerykańska:
- Piernikowy Ludzik: Do you know the Muffin Man?
- Lord Farquaad: The Muffin Man?
- Piernikowy Ludzik: The Muffin Man.
- Lord Farquaad: I know the Muffin Man who lives on Drury Lane
- Piernikowy Ludzik: Well, she's married to the Muffin Man.
Polski dubbing:
- Piernikowy Ludzik: Słyszałes o Muchomorku?
- Lord Farquaad: O Muchomorku?
- Piernikowy Ludzik: Tak, o Muchomorku.
- Lord Farquuad: Tak, znam Muchomorka ten od Żwirka tak?
- Piernikowy Ludzik: Tak. Żwirek kręci z Muchomorkiem!

Sylwia6432
07-27-2011, 20:41
Nawiązując do powyższej wypowiedzi dotyczącej niekompetencji niektórych tłumaczy w tłumaczeniu różnych niuansów językowych chciałabym również zacytować Arkadiusza Belczyka. Fragment pochodzi z książki "Tłumaczenie filmów":
"Prawdziwe kłopoty przy tłumaczeniu humoru filmowego zaczynają się, gdy odwołuje się on do właściwości samego języka, opierając się na dwuznacznościach, przejęzyczeniach, homonimach, homofonach, rymach, grach słów itp. Wówczas wszystko zależy od okoliczności i inwencji tłumacza".

Ten cytat trafia w samo sedno problemu. Z filmem jest podobniejak z literaturą. Podczas tłumaczenia nie wystarczy dosłowne tłumaczenie dialogu, trzeba oddać możliwie jak najwięcej z tego co ukryte między wierszami.

joannasz
07-28-2011, 09:27
Na studiach filologicznych nie ma zajęć z języka polskiego, ale na studiach podyplomowych przygotowujących do zawodu tłumacza takie zajęcia są, a tematyka tych zajęć obejmuje między innymi problem kalek językowych. Profesjonalny tłumacz ma świadomość, jak ważna jest poprawność językowa, więc nie może sobie pozwolić na "bylejakość". Również znajomość specyfiki tłumaczenia dialogów filmowych powinna być znana tłumaczowi, który podejmuje się wykonania takiego tłumaczenia. Fakt istnienia takich "potworków" potwierdza, że znajomość teorii jest niezbędna w celu wykonania dobrego tłumaczenia - ale dyskusja na ten temat jest już prowadzona w odrębnym wątku.

No mam świadomość, że profesjonalni tłumacze mają wykształcenie również z języka polskiego. Ale błędy wyżej wymienione w tym wątku wydaje mi się z wynikają z tego, że nie każdy absolwent filologi idzie na dalsze studia tłumaczeniowe a mimo wszystko zajmują się tłumaczeniem. Większość uważa, że licencjat lub magister upoważnia ich do pracy w tym zawodzie.
JAk magwiśnia spostrzegła, "fakt ukończenia filologii nie czyni z nas tłumaczy i jeśli decydujemy się na ten zawód powinniśmy dodatkowo ukończyć studia specjalistyczne" ale niestety, mało osób zdaje sobie z tego sprawę.


Ten cytat trafia w samo sedno problemu. Z filmem jest podobniejak z literaturą. Podczas tłumaczenia nie wystarczy dosłowne tłumaczenie dialogu, trzeba oddać możliwie jak najwięcej z tego co ukryte między wierszami.

Zgaszam się.

szymonkedzior
07-28-2011, 10:38
Problem z przekleństwami polega chyba na tym, że telewizja kupując jakiś film zagraniczny z reguł← nie do końca wie co tak naprawdę kupuje, a później tłlumacz musi się męczyć psuciem tego,żęby w ogóle można to było wyemitować, np. film z moich nastoletnich lat How High z polskim tytułem Superzioło, o tłumaczeniu bardizej skomplikowanych ciągów przekleństw i wyrażeń slangowych już nei będę wspominał.

MadziaDM
07-28-2011, 11:11
[QUOTE=joannasz;45357]No mam świadomość, że profesjonalni tłumacze mają wykształcenie również z języka polskiego. Ale błędy wyżej wymienione w tym wątku wydaje mi się z wynikają z tego, że nie każdy absolwent filologi idzie na dalsze studia tłumaczeniowe a mimo wszystko zajmują się tłumaczeniem. Większość uważa, że licencjat lub magister upoważnia ich do pracy w tym zawodzie.
JAk magwiśnia spostrzegła, "fakt ukończenia filologii nie czyni z nas tłumaczy i jeśli decydujemy się na ten zawód powinniśmy dodatkowo ukończyć studia specjalistyczne" ale niestety, mało osób zdaje sobie z tego sprawę.

To prawda, wielu absolwentów filologii zajmuje się tłumaczeniem, mimo, że nie ukończyli studiów podyplomowych. Z drugiej strony ukończenie specjalistycznych studiów tłumaczeniowych nie jest warunkiem koniecznym. Najważniejsze, aby tłumacz miał świadomość, że poza znajomością języka potrzeba jeszcze jakiejś wiedzy teoretycznej i że musi stale swoją wiedzę poszerzać i zdobywać doświadczenie.
Z drugiej strony ktoś takiego tłumacza przecież zatrudnia i może zweryfikować na podstawie dokumentów jakie tłumacz ma wykształcenie i doświadczenie zawodowe oraz referencje. No, chyba że najważniejszym kryterium jest niska cena ...

ana_901
07-28-2011, 11:19
Problem z przekleństwami polega chyba na tym, że telewizja kupując jakiś film zagraniczny z reguł nie do końca wie co tak naprawdę kupuje, a później tłlumacz musi się męczyć psuciem tego,żęby w ogóle można to było wyemitować

Z jednej strony tak, ale z drugiej patrząc na polskie filmy emitowane już po godzinie 20.00 można dojść do wniosku, że wulgaryzmy jednak powinny być tłumaczone. Nie ma polskiego filmu (nie biorąc pod uwagę komedii romantycznych), w którym już w pierwszym kwadransie nie pojawia się słowo "kur*a". Tego typu słowa nie są nawet, kolokwialnie rzecz ujmując, "wypikane". Dlaczego więc omijać, bądź łagodzić przekleństwa w filmach zagranicznych? Skoro się pojawiają w wersji oryginalnej, powinny również i w tłumaczeniu.

joannasz
07-28-2011, 14:02
To prawda, wielu absolwentów filologii zajmuje się tłumaczeniem, mimo, że nie ukończyli studiów podyplomowych. Z drugiej strony ukończenie specjalistycznych studiów tłumaczeniowych nie jest warunkiem koniecznym. Najważniejsze, aby tłumacz miał świadomość, że poza znajomością języka potrzeba jeszcze jakiejś wiedzy teoretycznej i że musi stale swoją wiedzę poszerzać i zdobywać doświadczenie.
Z drugiej strony ktoś takiego tłumacza przecież zatrudnia i może zweryfikować na podstawie dokumentów jakie tłumacz ma wykształcenie i doświadczenie zawodowe oraz referencje. No, chyba że najważniejszym kryterium jest niska cena ...

Znajomość teorii już przedyskutowaliśmy w innym wątku i tak jest ona niezbędna. Prawda, że największym przekleństwem tego fachu jest właśnie niska cena i szybkość wykonanej pracy - co często oferują studenci lub osoby co ledwo skończyły studia. Być może większe firmy patrzą na referencje, ale te mniejsze lub osoby prywatne, chyba myślą, że dyplom ukończenia studiów wystarczy. Może też i tutaj leży problem lepszych lub gorszych tłumaczeń filmowych, żeby zostać ekspertem trzeba się kształcić i mieć dużo praktyki a to wszystko jest czasochłonne. Stąd te złe tłumaczenia: wykonane przez ludzi, którzy się dopiero szkolą.

Tati
07-28-2011, 16:09
W związku z prowadzoną dyskusją znalazłam interesujący artykuł:

http://serwistlumacza.com/content/view/180/32/

Warto przeczytać artykuł na tym forum. Dołączony filmik świetnie "pokazuje" pracę tłumacza :cool:

Tati
07-28-2011, 16:25
Na studiach filologicznych nie ma zajęć z języka polskiego, ale na studiach podyplomowych przygotowujących do zawodu tłumacza takie zajęcia są, a tematyka tych zajęć obejmuje między innymi problem kalek językowych. Profesjonalny tłumacz ma świadomość, jak ważna jest poprawność językowa, więc nie może sobie pozwolić na "bylejakość". Również znajomość specyfiki tłumaczenia dialogów filmowych powinna być znana tłumaczowi, który podejmuje się wykonania takiego tłumaczenia. Fakt istnienia takich "potworków" potwierdza, że znajomość teorii jest niezbędna w celu wykonania dobrego tłumaczenia - ale dyskusja na ten temat jest już prowadzona w odrębnym wątku.

Zgadzam się, że zajęcia z języka polskiego powinny być bardzo poważnie traktowane na studiach translatorskich. Nauka gramatyki języka polskiego kończy się w gimnazjum, w liceum jest już tylko sama literatura, ewentualnie ortografia. Potem poloniści wytykają nam błędy w artykułach, takich jak ten: http://londynek.net/czytelnia/article?jdnews_id=2911416&cat_id=&page_no=1

ana_901
07-28-2011, 20:44
Bardzo istotne jest, aby mieć świadomość jaka jest konwencja filmów poświęconych przygodom Jamesa Bonda. W filmie "Świat to za mało" mamy charakterystyczną dla filmów bondowskich grę słów, specyficzne poczucie humoru, dlatego nie zgodzę się, że różne interpretacje czasownika "to miss" należy traktować jako błąd tłumacza.

Popieram opinię. Niestety tłumacz w przedstawionej sytuacji musi wybrać jedną wersję. Nie jest możliwym podanie obu, a skoro nie ma podobnego dwuznacznego odpowiednika w języku docelowym, to trzeba zdecydować się na jedną opcję. Widz pewnie traci przez to, ale nie znając języka, nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.

apprentice
07-28-2011, 20:51
ow, Ten cytat trafia w samo sedno problemu. Z filmem jest podobniejak z literaturą. Podczas tłumaczenia nie wystarczy dosłowne tłumaczenie dialogu, trzeba oddać możliwie jak najwięcej z tego co ukryte między wierszami.

Zgadzam się w zupełności, że '"podczas tłumaczenia nie wystarczy dosłowne tłumaczenie dialogu, trzeba oddać możliwie jak najwięcej z tego co ukryte między wierszami". Jak twierdzi autorytet w dziedzinie translatoryki Arkadiusz Belczyk tłumaczenie filmów "wymaga od tłumacza szczególnych umiejętności pozatranslatorskich, pomysłowości, elastyczności, upodobania do rozwiązywania łamigłówek, a także doskonałego słuchu językowego i wyczucia słowa mówionego. (...) nie wystarczy po prostu wykonać przekład sumiennie i wiernie w stosunku do oryginału, ponieważ jest to zaledwie pierwszy etap pracy".

johana
07-28-2011, 23:32
Ważną różnicą w tłumaczeniach, co już zauważyli poprzednicy, jest różne traktowanie wulgaryzmów, szczególnie w wersjach telewizyjnych tłumaczeń filmów. Wulgaryzmy są tam bardzo często pomijane lub łagodzone. Moim zdaniem nie powinno tak być, a film zawierający takie słownictwo powinien być wyemitowany o odpowiedniej porze dla właściwej grupy wiekowej.

To prawda. Ta kategoryzacja filmów i programów na jakieś kółeczka, trójkącik,i a w nich jakby bariery wiekowe - nie macie wrażenia, że być może to jest powodem pewnego rodzaju autocenzury, którą narzucają sobie sami tłumacze?
Być może film, gdzie "złagodzono" słownictwo ma szansę na emisję nie tylko po 22 czy 23, ale i w ciągu dnia?

Z drugiej jednak strony, jako matka, nie chciałabym, żeby mój synek natrafił na film brutalny, pełen wulgaryzmów, emitowany o 20.

Myślę, że w kwestii wulgaryzmów trzeba znaleźć złoty środek. Trzeba oddać sens oryginału, nie narazić filmu na śmieszność i może nie bać się, że film będzie emitowany tylko późnym wieczorem, albo w nocy.

Sylwia6432
07-29-2011, 00:11
ow,

Zgadzam się w zupełności, że '"podczas tłumaczenia nie wystarczy dosłowne tłumaczenie dialogu, trzeba oddać możliwie jak najwięcej z tego co ukryte między wierszami". Jak twierdzi autorytet w dziedzinie translatoryki Arkadiusz Belczyk tłumaczenie filmów "wymaga od tłumacza szczególnych umiejętności pozatranslatorskich, pomysłowości, elastyczności, upodobania do rozwiązywania łamigłówek, a także doskonałego słuchu językowego i wyczucia słowa mówionego. (...) nie wystarczy po prostu wykonać przekład sumiennie i wiernie w stosunku do oryginału, ponieważ jest to zaledwie pierwszy etap pracy".

Tak jak już wcześniej wspominano, doskonałym przykładem świetnego tłumaczenia jest polska wersja Shreka. Z pewnością nie zatrzymuje się ona na tym pierwszym etapie sumiennego i wiernego przekładu. Właściwie to według mnie takie sumienny przekład nie byłby w tym wypadku wcale rzeczą dobrą. Dopiero odejście od tekstu oryginalnego, który świetnie się "czuje" w swoim rodzimym kontekście kulturowym pozwoliło na fajne przeniesienie filmu na grunt polski i dodanie mu tego smaczku, który trafia w gusta polskich widzów.

johana
07-29-2011, 00:33
Ciekawą tendencję przejawia telewizja Polonia. Tłumaczy każdy film i serial na język angielski. Mam wrażenie, że te tłumaczenia są tak poprawne, że mogą służyć za lekcje angielskiego, ale czy przesłanie, sens trafia do obcokrajowca?

johana
07-29-2011, 01:00
Małgorzata Sadowska vs Michał Chaciński

"No i ktoś ci zaimponował swoimi umiejętnościami? Jest tłumaczenie, które uważasz za genialne?

- Jest ich mnóstwo, choćby genialne użycie w "Pulp Fiction" stwierdzenia, że pewnemu panu "zrobią z d ... jesień średniowiecza", choć oryginał: "I'm gonna get Medieval on your a..", nie zawiera przecież odniesienia do tytułu książki Johana Huizingi "Jesień średniowiecza". Tłumaczka Elżbieta Gałązka-Salamon poszła z duchem wypowiedzi, wprowadziła odniesienie z własnej woli i jej fraza weszła do języka potocznego.

Ciekawie jest też z tłumaczeniem "Kubusia Puchatka" Ireny Tuwim i późniejszym Moniki Adamczyk. Choć pojawiła się Fredzia Phi Phi, nie zaistniała szerzej w świadomości, bo Kubuś Pucharek jest nie do ruszenia - brzmi ciepło, niewinnie, ale i jakoś tak fajtłapowato, po prostu rewelacyjnie dla tej postaci. Jeśli słowa tłumacza weszły do języka potocznego, to on sam właściwie stał się współtwórcą kultury. To szczyt osiągnięcia dla człowieka posługującego się w pracy cudzym słowem. "

http://www.marhan.pl/index.php/jezyk-angielski/38-artykuy/78-zagubieni-w-przekadzie?tmpl=component&print=1&page=

MadziaDM
07-29-2011, 09:40
Zgadzam się, że zajęcia z języka polskiego powinny być bardzo poważnie traktowane na studiach translatorskich. Nauka gramatyki języka polskiego kończy się w gimnazjum, w liceum jest już tylko sama literatura, ewentualnie ortografia. Potem poloniści wytykają nam błędy w artykułach, takich jak ten: http://londynek.net/czytelnia/article?jdnews_id=2911416&cat_id=&page_no=1

Po przeczytaniu zaproponowanego artykułu zgadzam się z tym, że wiele tytułów filmów zostało przetłumaczonych fatalnie. Nie do końca zgadzam się jednak z autorką artykułu, która sugeruje, że jeżeli tłumacz zdecydował się na tłumaczenie tytułu, to powinien go wiernie przetłumaczyć. Uważam, że jeżeli tytuł opiera się na grze słownej, intertekstualności lub zawiera wyrażenia idiomatyczne to nie zawsze można go przetłumaczyć. Pozostawienie tytułu w wersji oryginalnej może być dobrym rozwiązaniem, ale też nie zawsze się sprawdza. Czasem trzeba po prostu wymyślić nowy tytuł, ale to wymaga od tłumacza ogromnego wyczucia. Nie ma na to gotowej recepty, to tłumacz musi podjąć decyzję, wykazać się kreatywnością i pomysłowością.

Tati
07-29-2011, 10:20
Po przeczytaniu zaproponowanego artykułu zgadzam się z tym, że wiele tytułów filmów zostało przetłumaczonych fatalnie. Nie do końca zgadzam się jednak z autorką artykułu, która sugeruje, że jeżeli tłumacz zdecydował się na tłumaczenie tytułu, to powinien go wiernie przetłumaczyć. Uważam, że jeżeli tytuł opiera się na grze słownej, intertekstualności lub zawiera wyrażenia idiomatyczne to nie zawsze można go przetłumaczyć. Pozostawienie tytułu w wersji oryginalnej może być dobrym rozwiązaniem, ale też nie zawsze się sprawdza. Czasem trzeba po prostu wymyślić nowy tytuł, ale to wymaga od tłumacza ogromnego wyczucia. Nie ma na to gotowej recepty, to tłumacz musi podjąć decyzję, wykazać się kreatywnością i pomysłowością.

Zgadzam się z Twoją opinią całkowicie. Jednak ludzie, którzy sami zapewne nigdy nic nie tłumaczyli lub wydaje im się, że jak już trochę znają angielski to wszystko wiedzą lepiej mają takie zdanie. Jakby przyszło do tego, że sami mieliby tłumaczyć tytuły, dowcipy słowne itp. wtedy by się przekonali jakie to trdune.

Tati
07-29-2011, 10:46
Małgorzata Sadowska vs Michał Chaciński

"No i ktoś ci zaimponował swoimi umiejętnościami? Jest tłumaczenie, które uważasz za genialne?

- Jest ich mnóstwo, choćby genialne użycie w "Pulp Fiction" stwierdzenia, że pewnemu panu "zrobią z d ... jesień średniowiecza", choć oryginał: "I'm gonna get Medieval on your a..", nie zawiera przecież odniesienia do tytułu książki Johana Huizingi "Jesień średniowiecza". Tłumaczka Elżbieta Gałązka-Salamon poszła z duchem wypowiedzi, wprowadziła odniesienie z własnej woli i jej fraza weszła do języka potocznego.

Ciekawie jest też z tłumaczeniem "Kubusia Puchatka" Ireny Tuwim i późniejszym Moniki Adamczyk. Choć pojawiła się Fredzia Phi Phi, nie zaistniała szerzej w świadomości, bo Kubuś Pucharek jest nie do ruszenia - brzmi ciepło, niewinnie, ale i jakoś tak fajtłapowato, po prostu rewelacyjnie dla tej postaci. Jeśli słowa tłumacza weszły do języka potocznego, to on sam właściwie stał się współtwórcą kultury. To szczyt osiągnięcia dla człowieka posługującego się w pracy cudzym słowem. "

http://www.marhan.pl/index.php/jezyk-angielski/38-artykuy/78-zagubieni-w-przekadzie?tmpl=component&print=1&page=

świetny wywiad, naprawdę oddaje wszystko to, o czym rozmawiamy na forum:)

malwiz
07-29-2011, 12:06
Warto też uczulić wszystkich, że tłumacz to również krytyk, jak zaznacza w Zagubieni w przekładzie Michał Chaciński. Chodzi o to, by tłumacz był wyczulony i wiedział, że najpierw potrzebna jest wnikliwa analiza a później cała reszta.

malwiz
07-29-2011, 12:10
Po za tym, jeśli tłumacz nie wykonuje swojego zawodu z pasją i się nie dokształca w wielu różnych dziedzinach, tak jak to zaznaczone jest w wypowiedziach na forum, nie ma on szans na tworzenie dobrych przekładów. Uważam, że jak do każdego zawodu i do tego trzeba mieć powołanie.

ana_901
07-29-2011, 13:19
Ciekawą tendencję przejawia telewizja Polonia. Tłumaczy każdy film i serial na język angielski. Mam wrażenie, że te tłumaczenia są tak poprawne, że mogą służyć za lekcje angielskiego, ale czy przesłanie, sens trafia do obcokrajowca?

Zgadzam się. Też to zauważyłam, choć nieczęsto oglądam telewizję. Jeśli chodzi o lepsze i gorsze tłumaczenia filmów, to niektóre różnią się po prostu w zależności od stacji telewizyjnej.

Tati
07-29-2011, 13:53
Ciekawą tendencję przejawia telewizja Polonia. Tłumaczy każdy film i serial na język angielski. Mam wrażenie, że te tłumaczenia są tak poprawne, że mogą służyć za lekcje angielskiego, ale czy przesłanie, sens trafia do obcokrajowca?

TV Polonia jest świetnym stacją, ponieważ jest otwarta na krytykę. Kilka razy była już taka sytacja, że widzowie z USA dzwonili do programów na żywo i wzmiankowali o błędach w tłumaczeniu filmów i jak należy je poprawić. Poprawki były i są wprowadzane i to się bardzo chwali. :D

apprentice
07-29-2011, 22:24
Przykładem profesjonalnie wykonanego tłumaczenia filmu, doskonałej wręcz roboty tłumacza, Bartosza Wierzbięty jest dubbing Shreka.
Oto fragment przykładowego dialogu z filmu w wersji oryginalnej i sposób w jaki tłumacz poradził sobie z jego humorystyką (źródło Artelis.pl):
Źródłowa wersja amerykańska:
- Piernikowy Ludzik: Do you know the Muffin Man?
- Lord Farquaad: The Muffin Man?
- Piernikowy Ludzik: The Muffin Man.
- Lord Farquaad: I know the Muffin Man who lives on Drury Lane
- Piernikowy Ludzik: Well, she's married to the Muffin Man.
Polski dubbing:
- Piernikowy Ludzik: Słyszałes o Muchomorku?
- Lord Farquaad: O Muchomorku?
- Piernikowy Ludzik: Tak, o Muchomorku.
- Lord Farquuad: Tak, znam Muchomorka ten od Żwirka tak?
- Piernikowy Ludzik: Tak. Żwirek kręci z Muchomorkiem!

Pozwolę sobie po raz kolejny zacytować Arkadiusza Belczyka, tym razem nawiązując do powyżej zamieszczonego dialogu. "Jeżeli cały film jest komedią, czyli z założenia ma jak najbardziej śmieszyć widza, w takim adaptowaniu tłumaczonego tekstu dla polskiego odbiorcy można się posunąć nawet do wzbogacenia oryginału o elementy w nim nieobecne". Jako przykład podaje w swojej książce fragment z dubbingu do "Shreka":
W wersji oryginalnej:
You might have seen a house fly, maybe even a super fly, but I bet you ain't never seen a donkey fly.
W wersji polskiej:
Latać każdy może, trochę lepiej, czasem trochę gorzej. Ale, niestety, ja mam talent.

Faktycznie, chapeau bas dla tłumacza "Shreka":)

Sylwia6432
07-30-2011, 11:04
Po za tym, jeśli tłumacz nie wykonuje swojego zawodu z pasją i się nie dokształca w wielu różnych dziedzinach, tak jak to zaznaczone jest w wypowiedziach na forum, nie ma on szans na tworzenie dobrych przekładów. Uważam, że jak do każdego zawodu i do tego trzeba mieć powołanie.

Racja! Na pewno dużo łatwiej o dobre tłumaczenie kiedy tłumacz robi to z pasją i sprawia mu to przyjemność. A jeśli pomaga sobie dobrym przygotowaniem merytorycznym i wiedzą to ma o wiele większą swobodę i śmiało porusza się w jakiejś dziedzienie( w tym wypadku chodzi o dobrą analizę filmu oraz całej jego otoczki, kontekstu) to ma swoje odbicie w tłumaczeniu.

joannasz
07-30-2011, 22:15
Ktoś wcześniej wspomniał o tym, że TV Polonia ma tak poprawne tłumaczenia, że są idealne do nauki. Czy to przypadkiem nie jest w sumie jednym z fundamentów tej telewizji, żeby pomóc Polskim emigrantom nauki języka?
I całkiem fajnie, że przyjmują sugestie i wprowadzają poprawki. Każdy tłumacz, zwłaszcza filmowy, powinien być otwarty na krytykę swojego dzieła, która jak w przypadku Shreka, jest często daleką interpretacją filmu.

a_maria
07-31-2011, 11:40
Bardzo często zdarza mi się oglądając jakikolwiek film, głównie w tv czytany przez lektora i wychwycić tłumaczenie, które ja bym zrobiła inaczej, słysząc co mówi aktor w oryginale. Ale jak to zostało wczesniej powiedziane, wszystko zależy od osoby tłumacza. Choć niestety błędy często się zdarzają. Nie jestem za dosłownym tłumaczeniem, można pofantazjowac na ten temat, byle by miało to związek z tematem filmu czy ze sceną, oglądaną w danej chwili, jednym słowem z kontekstem i klimatem filmu.

A propos fantazxjowania przypomniało mi się tłumaczenie filmu: "Dirty Dancing" jako "Wirujący sex".

a_maria
07-31-2011, 11:51
To prawda. Ta kategoryzacja filmów i programów na jakieś kółeczka, trójkącik,i a w nich jakby bariery wiekowe - nie macie wrażenia, że być może to jest powodem pewnego rodzaju autocenzury, którą narzucają sobie sami tłumacze?
Być może film, gdzie "złagodzono" słownictwo ma szansę na emisję nie tylko po 22 czy 23, ale i w ciągu dnia?

Z drugiej jednak strony, jako matka, nie chciałabym, żeby mój synek natrafił na film brutalny, pełen wulgaryzmów, emitowany o 20.

Myślę, że w kwestii wulgaryzmów trzeba znaleźć złoty środek. Trzeba oddać sens oryginału, nie narazić filmu na śmieszność i może nie bać się, że film będzie emitowany tylko późnym wieczorem, albo w nocy.

Zgadzam się, że trzeba zwrócić uwagę na rodzaj filmu, który się tłumaczy. Mam tu na myśli bajki dla dzieci a zwłaszcza ostatnio wyświetlane "Auta 2". wprawdzie nie ma dobitnych wulgaryzmów, ale są zdania, które na pewno dałoby się przetłumaczyć w łagodniejszy sposób. Dziecko, jak to dziecko, powtarza co usłyszy i jako mama nie jestem niektórymi wyrażeniami zachwycona. Poza tym w bajkach jest dużo dialogów, które śmieszą dorosłych a dzieciom nic nie mówią.

a_maria
07-31-2011, 12:09
O tłumaczeniu filmów znalazłam krótki artykuł na stronie:http://www.tłumaczenie-filmu.turek.pl/
"Wpływ tłumaczenia na odbiór filmu
Wybierając się na film do kina myślimy, które tłumaczenie wykorzystali jego dystrybutorzy. Czy będą to napisy, jakiś dubbing a może film będzie z lektorem. Często to właśnie wybór sposobu tłumaczenia filmu wpływa na jego popularność. Są jednostki, które wolą czytać napisy, innym lepiej się słucha wymowy lektora, a jeszcze inni preferują filmy z dubbingiem. Sukces filmu jest zależny od umiejętności aktorów, jego reklamy, akcji, jednak też w bardzo dużym stopniu od jego tłumaczenia. Odpowiednio przetłumaczone rozmowy, dopasowane do rzeczywistości konkretnego kraju są bez wątpienia drogą do sukcesu filmu.

Tłumaczenia filmów bez wątpienia nie należą do najłatwiejszych. Zdarza się, że tłumacze muszą zmienić bardzo dużo kwestii w odniesieniu do pierwowzoru, żeby film był do zrozumienia dla widza. Jednak mimo takich zmian filmu należy zachować akcje ale również znaczenie filmu. Inaczej może się okazać, że aktorzy, co innego mówią, a ich gra wskazuje na coś zupełnie innego.

Pamiętajmy mimo to o tym, że wynajmując tłumacza uzależniamy niekiedy od niego swój sukces, to czy dojdziemy z naszym dyskutantem do konsensusu , czy osiągniemy zaplanowane cele. Jeśli w czasie naszego spotkania wcale nie jesteśmy w stanie zidentyfikować języka naszego rozmówcy, nie mamy również możliwości sprostowania wyrazów tłumacza ani przekonania się o tym, czy to, co tłumacz ustny nam przekazuje jest zgodne ze słowami naszego partnera.

Fachowe tłumaczenie tekstu powinna wykonywać osoba, która płynnie zna język, z którego przekazuje lub na który przekazuje. Najlepiej, jeśli spędziła ona kilka lat w kraju, w którym dany język jest językiem urzędowym lub jest to jej język ojczysty. Trzeba mimo to pamiętać, że ukończenie nawet najlepszych kursów językowych z wyróżnieniem nie oznacza, że dana osoba płynnie potrafi posługiwać się danym językiem obcym. Niezrozumiały może być dla niej język potoczny, gwarowe wyrażenia lub język fachowy dla jakiejś branży."

Sylwia6432
07-31-2011, 12:39
Zgadzam się, że trzeba zwrócić uwagę na rodzaj filmu, który się tłumaczy. Mam tu na myśli bajki dla dzieci a zwłaszcza ostatnio wyświetlane "Auta 2". wprawdzie nie ma dobitnych wulgaryzmów, ale są zdania, które na pewno dałoby się przetłumaczyć w łagodniejszy sposób. Dziecko, jak to dziecko, powtarza co usłyszy i jako mama nie jestem niektórymi wyrażeniami zachwycona. Poza tym w bajkach jest dużo dialogów, które śmieszą dorosłych a dzieciom nic nie mówią.

No ale taka jest specyfika tych filmów animowanych, które pojawiają się w kinach ostatnimi czasy. Niby są skierowane do dzieci ale idący z nimi na seans rodzice czasem bawią się lepiej niż ich dzieci bo wyłapują różne smaczki z dialogów. W sumie nie uważam żeby było to coś złego, dzieciom podoba się to co widzą a rodzicom to co słyszą:)

malwiz
07-31-2011, 13:02
Zgadzam się, często filmy animowane adresowane są do dorosłych, mimo że ich odbiorcami są dzieci. Myślę jednak, że często mali widzowie nie zdają sobie sprawy ze znaczenia słów, których nie powinny słyszeć czy oglądać, a dzięki temu, że są "ze smaczkiem", jak to koleżanka powiedziała, inni odbiorcy mogą je również oglądać.

Karo1234
07-31-2011, 14:44
Zgadzam się, że trzeba zwrócić uwagę na rodzaj filmu, który się tłumaczy. Mam tu na myśli bajki dla dzieci a zwłaszcza ostatnio wyświetlane "Auta 2". wprawdzie nie ma dobitnych wulgaryzmów, ale są zdania, które na pewno dałoby się przetłumaczyć w łagodniejszy sposób. Dziecko, jak to dziecko, powtarza co usłyszy i jako mama nie jestem niektórymi wyrażeniami zachwycona. Poza tym w bajkach jest dużo dialogów, które śmieszą dorosłych a dzieciom nic nie mówią.

Otóż chciałabym zauważyć, iż nie wszystko co jest animowane nadaje się dla dzieci. Wiele zagranicznych produkcji typu, wielokrotnie już wspomniamy wcześniej Shrek, moim zdaniem bynajmniej nie nadaje się całkiem dla dzieci. Tłumaczenia dialogów robione są przez dorosłych, osoby które swój warsztat językowy mają wyćwiczony pod dorosłą publikę. Trudno, żeby zmieniać całość dialogów i zrobić z tego coś zupełnie innego, tylko dlatego, że jest to animacja. Dzieci powinny oglądać bajki rodzimej produkcji, gdzie nie ma problemów z przekładaniem tekstów z języka obcego w taki sposób aby w miarę trzymać się oryginału, pilnując zarazem aby nie było zbyt ostrych słów.

Kecher
07-31-2011, 14:55
Rzeczywiscie tv Polonia czasami tlumaczy swoje programy i filmy w dosc 'skostnialy' sposob, niemniej jednak jest to jedyna powszechnie dostepna stacja, ktora bierze sobie do serca idee przyblizania polskiej rzeczywistosci obcokrajowcom i nie tylko. Ponadto daje kazdemu odbiorcy mozliwosc nauki jezyka, czy tez sprawdzenia swoich kompetencji jezykowych.

madziara.tg
07-31-2011, 15:31
Niestety nie mogę przytoczyć szczegółów dotyczących dwóch wersji tłumaczeń, ale jednym z nielicznych filmów, w których dubbing jest lepszy niż lektor to francuski film "Rrrrr" . Niestety nie znam na tyle francuskiego, żeby sprawdzić która wersja bardziej odzwierciedla oryginał, ale zdecydowanie lepszą robotę wykonano przy dubbingu. Poczynając od imion, które nie wiadomo skąd się wzięły (w wersji dubbingowej są tylko Adam i Ewa - i to jest jak najbardziej w porządku, skoro film jest o początkach rasy ludzkiej. W wersji z lektorem, nie wiem dlaczego, bohaterów nazwano "Łupek"). Poza tym pamiętliwe: - Zaraz będzie ciemno! - Zamknij się!, czy też -Cześć Adam
-Cześć Ewa
-Cześć Blondas
-Nazywam się Adam ,Adam B L O N D A S

Karo1234
07-31-2011, 16:05
Nie da się ukryć, że wszystkie tłumaczenia, przekłady filmów i nie tylko bo też i literatury są po prostu interpretacją dzieła wykonaną przez tłumacza. Ale nie umiem się oprzeć stweirdzeniu, że nigdy ale to nigdy nie jest to to, co autor miał na mysli. To jest świat filmu, książki widziany okiem i opisany językiem tłumacza. To tłumacz staje się autorem nowego dzieła. On robi swoją przeróbkę na podstawie dostarczonego oryginału. Tym bardziej przekład podoba się odbiorcom im bardziej pasuje do ich rzeczywistości językowej ,kulturowej itp. Ale to już nie jest ten sam film pod kątem dialogowym. Często tytuły oryginału i przekładu w zupełności się nie pokrywają, natomiast polski tytuł zawiera w sobie "streszczenie" fabuły filmu :) moim zdaniem nie ma lepszych bądź gorszych tłumaczeń, są po prostu różne interpretacje i zależy co się komu spodoba.Gorsze można jedynie rozpatrywać pod kątem świadomości językowej tłumacza. Jeśli zrobi on ewidentny błąd wynikający z braku znajomości np. idiomu to fakt, gafa jest totalna....

Kecher
07-31-2011, 16:52
Co do 2 wersji tlumaczenia filmu- lagodniejszej i tej bardziej 'realnej'- rozumiem dylemat tlumaczy. Filmy emitowane w ciagu dnia jak juz wczesniej napisano nie moga zawierac razacych wulgaryzmow ze wzgledu na mlodociana widownie.Natomiast filmy emitowane poznym wieczorem, ciesza sie wieksza 'swoboda wypowiedzi'. Metoda zlotego srodka oczywiscie brzmi wspaniale ale bardzo czesto moze okazac sie niemozliwa z czysto prozaicznych powodow- gdy stacja tv wyemituje poludniem 'ostrzejsza' wersje filmu, moze liczyc sie ze znacznymi karami pienieznymi oraz koniecznoscia odpowiadania przed Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, itp itd. A jakie w takim wypadku konsekwencje poniesie tlumacz? Nie zostanie ponownie poproszony o wspolprace. Dlatego tez lepiej upewnic sie dla dobra nas wszystkich, co tlumaczymy, dla kogo, i jaki ma byc czas emisji danego programu.

Karo1234
07-31-2011, 17:39
To, o jakiej porze wyemitowany zostanie film powinno leżeć w gestii stacji, która ustala ramówkę programów. Nasze rodzime kino aż się roi od wulgarymów. Dlaczego więc tworzy się całą tą pruderyjną otoczkę wygładzając niektóre zagraniczne wulgaryzmy?? Dla kogo to i po co?? Przecież pewne tego typu wyrażenia niosą w sobie taką ekspresję wyrazu, że zagłaskiwanie ich do potocznego polskiego "o żesz ty" niejednokrotnie nadaje grosteskowe brzmienie wypowiedzi...
Wspaniały, flagowy przykład z kabaretu Macieja Stuhra "tłumacze", pokazuje tę ironię :) :D

bohater - Fuck you !
tłumaczenie - tere fere !
bohater 2 - fuck you too !
tłumaczenie - ty też tere fere !

Karo1234
07-31-2011, 17:44
http://www.youtube.com/watch?v=KbIohLTzuvU

Kecher
07-31-2011, 18:42
Zgadzam się, że trzeba zwrócić uwagę na rodzaj filmu, który się tłumaczy. Mam tu na myśli bajki dla dzieci a zwłaszcza ostatnio wyświetlane "Auta 2". wprawdzie nie ma dobitnych wulgaryzmów, ale są zdania, które na pewno dałoby się przetłumaczyć w łagodniejszy sposób. Dziecko, jak to dziecko, powtarza co usłyszy i jako mama nie jestem niektórymi wyrażeniami zachwycona. Poza tym w bajkach jest dużo dialogów, które śmieszą dorosłych a dzieciom nic nie mówią.

Zgadzam się z Twoją opinią całkowicie. Jednak ludzie, którzy sami zapewne nigdy nic nie tłumaczyli lub wydaje im się, że jak już trochę znają angielski to wszystko wiedzą lepiej mają takie zdanie. Jakby przyszło do tego, że sami mieliby tłumaczyć tytuły, dowcipy słowne itp. wtedy by się przekonali jakie to trdune.


W odpowiedzi zacytuje fragment wypowiedzi jednego z bardziej rozchwytywanych tlumaczy filmow z wieloletnim doswiadczeniem, Krzysztofa Mościckiego:

"Otóż o tytule filmu czy serialu prawie NIGDY nie decyduje tłumacz - taka praktyka obowiązuje wszędzie. W ogromnej większości przypadków przekład tytułu pochodzi od dystrybutora czy też redakcji filmowej odnośnej stacji telewizyjnej."

Karo1234
07-31-2011, 19:07
Może i nie decyduje ale jednak ktoś ów tytuł tłumaczy i proponuje jego przekład, a decydent wybiera bardziej jego zdaniem trafny. Jak pisałam wcześniej - dobre i złe tłumaczenia to pojęcia, które należy traktować względnie.

malwiz
07-31-2011, 21:54
Nie da się ukryć, że wszystkie tłumaczenia, przekłady filmów i nie tylko bo też i literatury są po prostu interpretacją dzieła wykonaną przez tłumacza. Ale nie umiem się oprzeć stweirdzeniu, że nigdy ale to nigdy nie jest to to, co autor miał na mysli. To jest świat filmu, książki widziany okiem i opisany językiem tłumacza. To tłumacz staje się autorem nowego dzieła. On robi swoją przeróbkę na podstawie dostarczonego oryginału. Tym bardziej przekład podoba się odbiorcom im bardziej pasuje do ich rzeczywistości językowej ,kulturowej itp. Ale to już nie jest ten sam film pod kątem dialogowym. Często tytuły oryginału i przekładu w zupełności się nie pokrywają, natomiast polski tytuł zawiera w sobie "streszczenie" fabuły filmu :) moim zdaniem nie ma lepszych bądź gorszych tłumaczeń, są po prostu różne interpretacje i zależy co się komu spodoba.Gorsze można jedynie rozpatrywać pod kątem świadomości językowej tłumacza. Jeśli zrobi on ewidentny błąd wynikający z braku znajomości np. idiomu to fakt, gafa jest totalna....

Tak, tyle, że niektóre nieumiejętnie przetłumaczone tytuły mogą przesądzić o sukcesie czy porażce filmu na samym starcie. Dużo też zależy od dystrybutorów, którzy mogą nie zgodzić się na wersję podaną przez tłumacza.

malwiz
07-31-2011, 22:12
Czasami najlepsze rozwiązanie, to zostawić po prostu oryginalny tytuł. Na szczęście, polskie tłumaczenia tytułów świadczą o inwencji twórczej, co jest na plus.

magiwisnia
07-31-2011, 23:32
Faktycznie, chapeau bas dla tłumacza "Shreka":)

Dołączam się :)
Jednak chciałabym również zauważyć, że tak naprawdę ten genialny przekład byłby niczym gdyby nie doskonała gra naszych wybitnych aktorów. Sami pewnie zauważyliście, że czytając cytowane dialogi z filmu nie śmieszą nas one tak, jak te same wypowiedziane ustami choćby Jerzego Stuhra. Przyznam, że nie oglądałam "Shreka" z napisami, jedynie z dubbingiem i w wersji oryginalnej (nawiasem mówiąc, polski dubbing bije oryginał na głowę i to zapewne m.in. za sprawą, o której wspomniałam powyżej), ale z pewnością różnią się one w mniejszym lub większym stopniu, jako że tłumacz tworzący listę dialogową ma wiele ograniczeń, jak np. czas przeznaczony na każdą pojawiającą się sekwencję, brak aktorów którzy odpowiednio intonując czytane zdania przekazują intencję tłumacza. I tu pojawiają się różnice w tłumaczeniu tego samego filmu- wersja dubbingowa vs. wersja z napisami, które są gorsze? To już zależy od wielu czynników, takich jak profesjonalizm i wyczucie kulturowe tłumacza czy też profesjonalizm i talent zatrudnianych aktorów.

johana
08-01-2011, 00:16
Dzieci powinny oglądać bajki rodzimej produkcji, gdzie nie ma problemów z przekładaniem tekstów z języka obcego w taki sposób aby w miarę trzymać się oryginału, pilnując zarazem aby nie było zbyt ostrych słów.

Nie zgadzam się. Moje dziecko ogląda sporo bajek. Ja nawet nie wiem, które są polskie, bo dubbing jest często bardzo profesjonalny.

No właśnie, jeżeli mamy do czynienia z dubbingiem to nie mamy możliwości oceny tłumaczenia. Czasem tylko coś wydaje się bez sensu i w tym upatrujemy błędu tłumacza.

Zwróć uwagę, że teraz w Polsce robi się niewiele bajek. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko w kółko oglądało "Bolka i Lolka", "Reksia", czy "Wróbla Ćwirka". Dlatego cieszę się, że może oglądać np. "Ulicę Sezamkową", czy "Sezamki". Uważam, że polskie wersje piosenek są genialne. Może to prawda, że bardziej mi się to podoba niż mojemu dziecku, ale tak właśnie kształtuję jego gust. Na całym świecie ludzie prowadzą badania nad rozwojem dziecka. Jesteśmy w tej dziedzinie (nie tylko w tej ...) coraz mądrzejsi, co przekłada się na bajki, które zazwyczaj powstają w języku angielskim i są tłumaczone na inne języki rodzime. Mam do czynienia z bajkami o prostej treści dotyczących otaczającej nas rzeczywistości, dlatego nie boję się błędów tłumacza. Prawdopodobnie ich nie zauważam. Natomiast moje dziecko wiele się uczy dzięki tym bajkom.

johana
08-01-2011, 01:10
Muszę przyznać, że w naszej dyskusji brakuje mi trochę przykładów tłumaczeń filmów. Wczoraj wieczorem przeglądając różne kanały trafiłam na klasykę kina "Terminator 2" na kanale Ale Kino.
Postanowiłam przyjrzeć się jego tłumaczeniu, ale jak już ktoś zauważył, lektor często zagłusza wersję oryginalną. Nie napiszę referatu :p, ale chciałabym zwrócić uwagę na niektóre tendencje.

1. W filmie pada wiele wulgaryzmów, a przetłumaczona jest tylko część. Pomimo to, myślę, że tłumaczenie przekazuje sens filmu. Film choć brutalny, nie opisuje życia marginesu społecznego, ani perypetii młodzieży, czy życia erotycznego, więc obejdzie się. Być może jest to rzecz gustu.

2. Czasem zamiast przekleństw, albo zupełnie jako dodatek pojawiają się słowa, które w języku polskim mogą mieć sens obelżywy, ale pochodzą raczej z terminologii technicznej. Uważam, to za trafiony zabieg, gdyż adresatem jest zaawansowana technologicznie maszyna.

"-Hey! (w. oryginalna)
-Uważaj młotku! (tłumaczenie)"

"-Chill out d...wad. (w. oryginalna)
-Wrzuć luz kołku. (tłumaczenie)"

Słowa młotek i kołek nadają też lekkości dialogowi. Taki humor pozwala odpocząć od brutalnych scen.
Zdaję sobie jednocześnie sprawę, że to tłumaczenie może się nie podobać, bo kto tak mówi?

3. Nie przetłumaczono wtrętów hiszpańskich, czego mi brakowało, ale nie były też przetłumaczone w wersji oryginalnej na język angielski, co usprawiedliwia ten fakt. Mówię o dialogach, bo nie wyobrażam sobie tłumaczenia wyrażenia
Hasta la vista baby, które jest chyba najbardziej rozpoznawalne i charakterystyczne dla "Terminatora 2". :D

a_maria
08-01-2011, 06:58
A propos tłumaczenia tytułów, to znalazłam recenzję filmu "The King's speech" napisaną przez Jakuba Milczarka i jego komentarz do tłumaczenia tytułu filmu: "Niestety jak zawsze polski dystrybutor i tłumacze musieli spaprać sprawę i zatytułować film po swojemu. W mojej ocenie jest ogromna różnica pomiędzy „Jak zostać królem” a „King’s speech” czyli „Królewską mową” lub „Królewskim przemówieniem”… Nawet bliżej do oryginału i sensu całego filmu byłoby krótkie i zwięzłe „Król mówi”.

http://www.milczarek.eu/2011/04/jak-zostac-krolem-the-kings-speech-2010/

bo2joan
08-01-2011, 09:37
Widzę że rozwinęła się rozpoczęta przeze mnie dyskusja. Zgadzam się z dotychczasowymi spostrzeżeniami. Zakładając ten wątek miałam jednak na myśli coś innego: Oglądając np. jakiś film s-f uznajemy tłumaczenie za udane, a później widząc go na innym kanale mamy do czynienia z zupełnie inym przekladem, który w porównaniu z poprzednim (no i przy naszym rozumieniu filmu) nam się nie podoba.

Np. w jednym tłumaczeniu wulgaryzmy są potraktowane dosłownie, a w innym poprzez zwroty kolokwialne. W jednym wymyślone na potrzeby filmu nazwy zostają nieprzetłumaczone, a w innym "na siłę" tak. Albo też wiele słów się bardzo różni. Efekt z pewnością nie jest najlepszy.

Kecher
08-01-2011, 09:57
Swoja droga, artykul porusza nowa sprawe. Mianowicie czy przeklad filmu wykonany przez tlumacza jest przez kogos odgornie sprawdzany w danej stacji czy u dystrybutora, czy te wszystkie wpadki prezentowane w artykule mozna wytlumaczyc jedynie ogromnym zaufaniem jakim zleceniodawca obarcza tlumacza?

Kecher
08-01-2011, 12:03
W związku z prowadzoną dyskusją znalazłam interesujący artykuł:

http://serwistlumacza.com/content/view/180/32/

Zacytowany artykul ukazuje podstawowe bledy niedoswiadczonego tlumacza, mianowicie tlumaczenie zbyt literalne oraz brak swiadomosci jezykowej w odniesieniu do jezyka ojczystego. Dlatego tez przytoczony przeklad obfituje w kalki jezykowe oraz stylistyczne bledy, ktore nie powinny w ogole miec miejsca lub powinny zostac wyeliminowane przy ponownym przeczytaniu tlumaczenia.

MadziaDM
08-01-2011, 12:21
W związku z prowadzoną dyskusją przypomniał mi się film, który oglądałam wiele lat temu, jeszcze na studiach. Taka sobie komedyjka o studentach zatytułowana "Ostra jazda". Pierwszy raz oglądałam ten film w wersji z napisami wykonanymi przez amatora, z internetu. Przyznam, że mimo iż było to tłumaczenie amatorskie, film był bardzo śmieszny, słychać było typowy język młodzieży, często stwierdzenia bardzo dosadne. Kilka miesięcy później oglądałam ten film w telewizji, z lektorem. Nie był już taki śmieszny.

ana_901
08-01-2011, 12:21
Dołączam się :)
Jednak chciałabym również zauważyć, że tak naprawdę ten genialny przekład byłby niczym gdyby nie doskonała gra naszych wybitnych aktorów. Sami pewnie zauważyliście, że czytając cytowane dialogi z filmu nie śmieszą nas one tak, jak te same wypowiedziane ustami choćby Jerzego Stuhra. Przyznam, że nie oglądałam "Shreka" z napisami, jedynie z dubbingiem i w wersji oryginalnej (nawiasem mówiąc, polski dubbing bije oryginał na głowę i to zapewne m.in. za sprawą, o której wspomniałam powyżej), ale z pewnością różnią się one w mniejszym lub większym stopniu, jako że tłumacz tworzący listę dialogową ma wiele ograniczeń, jak np. czas przeznaczony na każdą pojawiającą się sekwencję, brak aktorów którzy odpowiednio intonując czytane zdania przekazują intencję tłumacza. I tu pojawiają się różnice w tłumaczeniu tego samego filmu- wersja dubbingowa vs. wersja z napisami, które są gorsze? To już zależy od wielu czynników, takich jak profesjonalizm i wyczucie kulturowe tłumacza czy też profesjonalizm i talent zatrudnianych aktorów.

Bardzo słuszne stwierdzenia moim zdaniem. Co do polskiego dubbingu, to sama słyszałam opinie Anglików mieszkających w Polsce, że nasz dubbing jest o wiele lepszy :)

ana_901
08-01-2011, 12:52
Zacytowany artykul ukazuje podstawowe bledy niedoswiadczonego tlumacza, mianowicie tlumaczenie zbyt literalne oraz brak swiadomosci jezykowej w odniesieniu do jezyka ojczystego. Dlatego tez przytoczony przeklad obfituje w kalki jezykowe oraz stylistyczne bledy, ktore nie powinny w ogole miec miejsca lub powinny zostac wyeliminowane przy ponownym przeczytaniu tlumaczenia.

W pełni popieram powyższą opinię.
Czytając zaprezentowane w artykule fragmenty listy dialogowej, ciężko zorientować się o co chodzi i kto to w ogóle pisał. Jakie są kompetencje językowe tej osoby? Wydaje się, że raczej żadne. Błędów mnóstwo. Większość brzmi wręcz nienaturalnie i nie trzeba być polonistą, by to wychwycić...

a_maria
08-01-2011, 14:42
Bardzo często zdarza mi się oglądając jakikolwiek film, głównie w tv czytany przez lektora i wychwycić tłumaczenie, które ja bym zrobiła inaczej, słysząc co mówi aktor w oryginale. Ale jak to zostało wczesniej powiedziane, wszystko zależy od osoby tłumacza. Choć niestety błędy często się zdarzają. Nie jestem za dosłownym tłumaczeniem, można pofantazjowac na ten temat, byle by miało to związek z tematem filmu czy ze sceną, oglądaną w danej chwili, jednym słowem z kontekstem i klimatem filmu.

Zgadzam się z zupełnością. Przypomniało mi się, jak oglądałam "Tudorów". Ostatni sezon jest z napisami a wszystkie pozostałe z lektorem. Nie wiem, czy ktoś z Was to oglądał, ale tłumaczenie mi sie podobało i oddawało język minionej epoki.

Prawdą jest też, że jeden film może mieć różne tłumaczenia i od odbiorcy zależy, które bardziej przypadnie mu do gustu.

Karo1234
08-01-2011, 18:22
Nie zgadzam się. Moje dziecko ogląda sporo bajek. Ja nawet nie wiem, które są polskie, bo dubbing jest często bardzo profesjonalny.

No właśnie, jeżeli mamy do czynienia z dubbingiem to nie mamy możliwości oceny tłumaczenia. Czasem tylko coś wydaje się bez sensu i w tym upatrujemy błędu tłumacza.

Zwróć uwagę, że teraz w Polsce robi się niewiele bajek. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko w kółko oglądało "Bolka i Lolka", "Reksia", czy "Wróbla Ćwirka". Dlatego cieszę się, że może oglądać np. "Ulicę Sezamkową", czy "Sezamki". Uważam, że polskie wersje piosenek są genialne. Może to prawda, że bardziej mi się to podoba niż mojemu dziecku, ale tak właśnie kształtuję jego gust. Na całym świecie ludzie prowadzą badania nad rozwojem dziecka. Jesteśmy w tej dziedzinie (nie tylko w tej ...) coraz mądrzejsi, co przekłada się na bajki, które zazwyczaj powstają w języku angielskim i są tłumaczone na inne języki rodzime. Mam do czynienia z bajkami o prostej treści dotyczących otaczającej nas rzeczywistości, dlatego nie boję się błędów tłumacza. Prawdopodobnie ich nie zauważam. Natomiast moje dziecko wiele się uczy dzięki tym bajkom.

Zgadzam się z tym, że mało jest polskich bajek, a w kółko tego samego oglądać się nie da. Natomiast piłam głównie do problemu animacji, w których jedna z Użytkowniczek forum dopatruje się przekładów dowcipu zrozumiałego bardziej dla widza dorosłego niż dziecka, lub też zbyt "ostrego" słownictwa. Zaznaczyłam więc, że nie każda animacja jest przeznaczona dla dzieci tylko dlatego, że jest animacją. Przekładanie tego typu produkcji tylko pod dzieci wiązałoby się może ze zbyt dużymi zmianami treści oryginalnych wypowiedzi. Zresztą, nie wiem jak to jest, ale chyba filmy mają jakieś oznaczenia co do granicy wiekowej, nawet te animowane, chyba że się mylę?

darius
08-10-2011, 08:03
Aby moc analizowac jakiekolwiek tłumaczenie, powinnismy miec mozliwosc pracy z oryginalna wersje tekstu oraz z jej przekładem na inny jezyk. W przypadku filmu niezbedny wydaje sie z jednej strony jego scenariusz lub przynajmniej kompletna lista dialogowa, z drugiej zas napisy badz dialogi opracowane czy to dla lektora, czy tez dla aktorow nagrywajacych dubbing. Najlatwiej zapewne zdobyc napisy do wersji DVD gdyz przy odrobinie umiejetnosci technicznych mozna je wyciagnąc z samej plyty. O napisy kinowe czy telewizyjne, a takze opracowania lektorskie badz dubbingowe teoretycznie mozna zwrocic sie do własciwego dystrybutora, studia opracowan lub stacji telewizyjnej. W praktyce jednak najprawdopodobniej trzeba bedzie po prostu wszystko spisac samemu. W przypadku oryginalow takze wystepuja zasadnicze problemy. Jezeli nawet znajdziemy na plycie czy w internecie napisy w wersji oryginalnej, to z reguly beda juz one skrocone, przyciete zgodnie z zasadami tworzenia subtitles, gdy tymczasem do szczegolowej interpretacji istotnym wydaje sie kompletny zapis dialogow. Nalezy zdawac sobie takze sprawe, iz duza czesc angielskich napisow dostepnych w sieci to teksty przez nikogo nieautoryzowane, spisane ze sluchu i niekoniecznie w stu procentach zgodne z dialogami samych aktorow. Oryginalne scenariusze i skrypty, z wyjatkiem filmow bardzo starych, bywaja w ogole niedostepne. Reasumujac, juz samo zebranie materialu do analizy moze sie okazac sporym wyzwaniem natury praktycznej. W swietle powyzszego owe niedoskonalosci i bledy translatorskie nabieraja szerszej perspektywy i nowego znaczenia. Nie powinno to oczywiscie redukowac w jakikolwiek sposob motywacji tlumacza by prace swa wykonac poprawnie i z nalezyta starannoscia. Zycie jednak rozne pisze scenariusze, czesto dalekie od idealu.