PDA

View Full Version : Native speaker vs magister filologii


khermanow
07-08-2011, 17:49
W większości firm z branży tłumaczeń i lokalizacji pracodawca wymaga natywnej znajomości języka od swoich przyszłych pracowników.

Czy native speaker zawsze będzie miał przewagę nad osobami, które uczą się języka latami, mają w małym palcu wszelkie zasady gramatyki danego języka (czego nie można zawsze powiedzieć o native speakerach o wykształceniu innym niż filologiczne), a w swoim stażu liczne wyjazdy mające na celu udoskonalenie i praktykę języka?

disguised
07-10-2011, 02:01
W większości firm z branży tłumaczeń i lokalizacji pracodawca wymaga natywnej znajomości języka od swoich przyszłych pracowników.

Niedoczekanie... Jeżeli przyszły pracownik jest "non-nativem", wówczas graniczy to z cudem. Myślę, że bez przesady, wystarczy świetna znajomość drugiego języka...

Ponadto, uważam, że wykształcenie filologiczne nie ma nic do rzeczy. Idąc na filologię któregoś z obcych języków język ten trzeba już "mniej więcej" znać, gdyż jest on wymagany na owych studiach. Można wspomnieć, iż wszelkie praktyczne zajęcia odbywające się na filologii tylko wspomogą akwizycję języka, ale nie jego naukę. Tu bardziej liczy się wykształcenie specjalistyczne.

Shieldmaiden
07-11-2011, 14:39
Jest różnica między byciem native speakerem, a natywną bądź bliską natywnej znajomością języka. Wymaganie tej ostatniej wydaje mi się bardziej logiczne niż sugerowanie, że pracodawca pragnie pracować tylko z native speakerami (w domyśle: języka obcego).

Skąd przychodzi założenie, że "w większości firm z branży pracodawca wymaga"? Z autopsji?

Alicja_D
07-12-2011, 11:27
Khmeranow ale nie jest to dla mnie do konca jasne...
Zawsze jestesmy 'nativeami' jakiegos jezyka, to jest nasz atut. Tlumacz zazwyczaj jest nativem jednego z doskonala znajomoscia drugiego jezyka. Nie moga pracodawcy z branzy, jak napisales, zatrudniac przeciez tylko dwujezycznych tumaczy (np wychowanych w jednym kraju przez rodzicow mowiacych drugim jezykiem).
Ponawiam pytanie: skad to stwierdzenie?

A co do Filologii - mysle ze ma ona na celu rowniez przyblizyc historie i kulture danego rejonu, co jest przeciez wazne w tlumaczeniu (no zalezy czego ;), a czego non native nie mieszkajacy w rejonie moze inaczej nie miec szansy ogarnac. Na pewno bardziej pomaga niz szkodzi :)

aga/stycz
07-12-2011, 13:48
moim zdaniem nie ma większej róznicy, magister czy native, chodzi o doświadczenie, o umiejetność porozumiewania się z innymi i o dobra znajomość jezyka, nieważne tak naprawdę czy mamy studia czy nie... a co do pracodawcow to myślę ze poszukują ludzi kompetentnych którzy znają się na konkretnej branzy, a poza tym co pracodawca to inne wymagania....

Alicja_D
07-12-2011, 22:38
aga/stycz pewnie tak, doswiadczenie, znajomosc tematu i ten rodzaj intelektu ;) to najwazniejsze sprawy.. A jednak studia znacznie pomagaja. Sam sposob pisania tektow powiedzmy oficjalnych, umiejetnosci np edycji tekstu, pisania raportow/artykulow, praktyka w unikaniu powtorzen, dluzyzn i tym podobne, takie zajecia jesli sa dobrze prowadzone sa nieocenione! Tytul magistra pewnie nie ma nic do rzeczy ale praktyka i umiejetnosci i zglebienie wiedzy w danym zakresie przy wsparciu doswiadczonego specjalisty (czasami ;))to na pewno cenne dla tlumacza skarby.

aga/stycz
07-17-2011, 12:59
Alicja_D w pełni się z tobą zgadzam:)

Nisztu
07-20-2011, 13:21
zajecia jesli sa dobrze prowadzone sa nieocenione!

Myślę, ze to jest klucz do zagadki. Studia będą bardzo przydatne, jeśli były na poziomie, a niestety nie zawsze tak jest. Z kolei, jak wspomniano powyżej można być nativem spod budki z piwem i słowo język kojarzyć raczej z doznaniami smakowymi. Także nie matura lecz chęć szczera :-). Przynajmniej w teorii, bo wielu osobom wciąż się wydaje, że jak native to będzie lepszy i stąd chyba takie podejście niektórych pracodawców.

mnuach
07-20-2011, 18:04
Zgadzam się. Przeciętny Anglik ma problemy z ortografią jak 7-letnie dziecko - nagminne błędne używanie Saxon genitive ('s) zamiast (s) w liczbie mnogiej i tym podobne. Filolog nie tylko wie, czy zdanie sformułowane jest poprawnie, ale także, dlaczego ma być tak, a nie inaczej.

Aliccja
07-21-2011, 10:52
aga/stycz pewnie tak, doswiadczenie, znajomosc tematu i ten rodzaj intelektu ;) to najwazniejsze sprawy.. A jednak studia znacznie pomagaja. Sam sposob pisania tektow powiedzmy oficjalnych, umiejetnosci np edycji tekstu, pisania raportow/artykulow, praktyka w unikaniu powtorzen, dluzyzn i tym podobne, takie zajecia jesli sa dobrze prowadzone sa nieocenione! Tytul magistra pewnie nie ma nic do rzeczy ale praktyka i umiejetnosci i zglebienie wiedzy w danym zakresie przy wsparciu doswiadczonego specjalisty (czasami ;))to na pewno cenne dla tlumacza skarby.

W zupelnosci sie zgadzam! Nie ma to jak jak dobry warsztat pisarski. Niestety, czesto pozostale , teoretyczne przedmioty na studiach filologicznych nie maja zastosowania w zyciu zawodowym, stad nalezy podkreslic: praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka!

zuza445
07-21-2011, 12:04
Nie ma co ukrywać, że w szkołach językowych pracodawcy dużo bardziej cenią native speaker'ów. Jest to głownie związane z tym,że osoby natywne są bardziej interesujące dla słuchaczy uczęszczających na zajęcia. Dla wielu osób jest to pierwszy kontakt z osobą innej narodowości i są po prostu go ciekawi. Native speaker wygrywa również tym,że może opierać swoja naukę języka na przykładach z życia wziętych i dodatkowo jak nikt będzie potrafił opowiedzieć o panujących zwyczajach swojego kraju i o swojej kulturze.
Jednak często zdarza się, że native speakerzy nie mają żadnego przygotowania do wykonywania danej pracy. Połowę swojego życia spędziłam w różnych szkołach językowych i spotkałam się z native speakerami, którzy nie mieli zielonego pojęcia o swoim ojczystym języku, o konstrukcji zdania. Więc sprawa czy lepszym nauczycielem jest native speaker czy osoba po filologii jest sporna.
Uważam natomiast, że native speaker mieszkający na stałe w Polsce znacznie lepiej poradzi sobie z tłumaczeniami ustnymi niż magister filologii.

bezon
07-21-2011, 18:12
W większości firm z branży tłumaczeń i lokalizacji pracodawca wymaga natywnej znajomości języka od swoich przyszłych pracowników.

Czy native speaker zawsze będzie miał przewagę nad osobami, które uczą się języka latami, mają w małym palcu wszelkie zasady gramatyki danego języka (czego nie można zawsze powiedzieć o native speakerach o wykształceniu innym niż filologiczne), a w swoim stażu liczne wyjazdy mające na celu udoskonalenie i praktykę języka?

Oczywiście wszystko zależy (nie tyle nawet od wykształcenia, co erudycji i ogólnego "ogarnięcia" danej osoby), ale wydaje mi się że generalnie można pokusić się o stwierdzenie, że native speaker zawsze będzie miał przewagę nad obcokrajowcami, którzy latami uczą się danego języka. Najlepsza nawet szkoła czy wyjazdy nie zastąpią wychowania w danej kulturze (z którą oczywiście wiąże się język). Oczywiście, można znać biegle (w teorii i praktyce) zasady gramatyki, ale dla kogoś kto ma zajmować się, jak piszesz, lokalizacją, nie ta wiedza jest chyba najważniejsza. Znajomości literatury, kultury, realiów, różnego rodzaju reakcji językowych, trudno się nauczyć na kursach. W pewnym stopniu można "ogarnąć" to na studiach filologicznych, ale magistrowi filologii do nativa jeszcze baardzo daleko. A gdzie jeszcze akcent i intonacja? Opanować to wszystko w stopniu natywnym jest niemal niemożliwe, dlatego śmieszą mnie takie wymagania. Już lepiej od razu napisać: "Native speaker'a szukam..."

nozickbuble
07-21-2011, 18:29
native speaker zawsze będzie miał przewagę nad obcokrajowcami, którzy latami uczą się danego języka.

Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Jeżeli interesuje nas tłumacz z angielskiego na polski to ważne jest, żeby umiał on tworzyć poprawne teksty w języku polskim. Native speaker(Anglik w tym przypadku) może z tym mieć problem, bo on często nie zna języka docelowego w wystarczająco dobrze. Co ciekawe, zajęcia z tłumaczeń na jakie uczęszczałem na filologii rozpoczynały się właśnie od stwierdzenia: musimy się nauczyć pisać poprawnie po polsku. Bo kiedy przychodzi do praktyki trzeba na pewnym etapie zapomnieć o znajomości języka, kultury Wielkiej Brytanii i zadać sobie pytania: czy to, co stworzyliśmy, jest w ogóle po polsku.

Poza tym wydaje mi się, że natywna znajomość języka w ogłoszeniach pracodawców to właśnie pytanie o lata spędzony w obcym kraju.

bezon
07-21-2011, 19:49
No ale że jest on native speaker'em angielskiego nie ma tu znaczenia - interesuje nas tłumaczenie na polski, tak? Polak ze świetną znajomością angielskiego zrobi to na pewno lepiej :)

Alicja_D
07-22-2011, 21:43
Uważam natomiast, że native speaker mieszkający na stałe w Polsce znacznie lepiej poradzi sobie z tłumaczeniami ustnymi niż magister filologii.
Masz tu na mysli nativea swietnie wladajacego polskim..? Bo sa tacy co mieszkaja np 12 lat i ich polski pozostaje dosc sredni ;)

Ideal to native speaker jednego jezyka swietnie wladajacym drugim, ze znajomoscia realiow obu krajow, czyli wychowany w jednym a mieszkajacy przez dluzszy czas w drugim :) A filologia ma na celu przybizyc nam ten kraj, ktorego jezyk studiujemy, jesli tam nie mieszkamy, taka wirtualna rzeczywistosc :)

renatam7
07-22-2011, 21:52
Witam wszystkich!
Chciałabym dołączyć do dyskusji. Osobiście uważam, że bycie nativem, nie sprawia, że automatycznie jest się dobrym tłumaczem. Wprawdzie jest to pomocne w wykonywaniu tłumaczeń ustnych, jednak nie zawsze sprawdza się w tłumaczeniach pisemnych, gdzie bardzo ważna jest również dobra znajomość nie tylko słownictwa, ale także gramatyki drugiego języka. Native może stać się dobrym tłumaczem, lecz wymaga to od niego pracy nad rozwojem umiejętności językowych w zakresie drugiego języka.

graza
07-23-2011, 22:38
Witam wszystkich.
Chciałabym dorzucić kilka spostrzeżeń z pracy w biurze tłumaczeń, gdzie korzystano z pracy native speakerów. Nigdy nie zlecano im tłumaczeń ustnych, gdyż przy tego typu zleceniach konieczne jest rozumienie i posługiwanie się obu językami na podobnym poziomie - tu najlepiej sprawdzali się filolodzy.
Natywnym zlecano pisemne tłumaczenia - najczęściej tekstów przeznaczonych do publikacji. Native speakerem opiekował się koordynator, którego zadaniem była m.in. pomoc w zrozumieniu niuansów tekstu polskiego. Sama opiekowałam się natywnymi tłumaczami przy kilku projektach i czasem trzeba było im "opowiedzieć" po angielsku, o co chodzi w danym fragmencie. Ale tekst końcowy zawsze brzmiał lepiej, niż ten sam tekst przełożony przez nawet najlepszego filologa...

Pozdrawiam.

nozickbuble
07-24-2011, 15:52
Myślę, że to bardzo dobra taktyka. Polski native może w ten sposób panować nad adekwatnością tłumaczenia.

nozickbuble
07-24-2011, 16:01
A co myślicie o współpracy tłumaczy w ogóle? Przykładowo poezję często przekłada dwóch tłumaczy: jeden mówiący językiem oryginału i jeden posługujący się językiem docelowym. Jakie to może mieć plusy i minusy?

aga/stycz
10-25-2011, 18:18
Nie ma co ukrywać, że w szkołach językowych pracodawcy dużo bardziej cenią native speaker'ów. Jest to głownie związane z tym,że osoby natywne są bardziej interesujące dla słuchaczy uczęszczających na zajęcia. Dla wielu osób jest to pierwszy kontakt z osobą innej narodowości i są po prostu go ciekawi. Native speaker wygrywa również tym,że może opierać swoja naukę języka na przykładach z życia wziętych i dodatkowo jak nikt będzie potrafił opowiedzieć o panujących zwyczajach swojego kraju i o swojej kulturze.
Jednak często zdarza się, że native speakerzy nie mają żadnego przygotowania do wykonywania danej pracy. Połowę swojego życia spędziłam w różnych szkołach językowych i spotkałam się z native speakerami, którzy nie mieli zielonego pojęcia o swoim ojczystym języku, o konstrukcji zdania. Więc sprawa czy lepszym nauczycielem jest native speaker czy osoba po filologii jest sporna.
Uważam natomiast, że native speaker mieszkający na stałe w Polsce znacznie lepiej poradzi sobie z tłumaczeniami ustnymi niż magister filologii.

dokładnie, ja też zauważyłam, że terminy gramatyczne są dla native speakerów zmorą, często sama mam z tym problemy, zeby określić po Polsku co to jest dopełnienie bliższe a co dalsze, native speakerzy z reguły nie zastanawiają się nad konstrukcjami gramatycznymi, ponieważ znają je i nie muszą poświęcać kilku sekund na wybranie odpowiedniej struktury gramatycznej... dla mnie odmiana czasowników jest czymś oczywistym i nie potrafie logicznie wytłumaczyć dlaczego mamy odmiane, podobnie native speaker jęz. angielskiego nie będzie mi w stanie wytłumaczyć dlaczego w danym przypadku jest taka kookacja anie inna, tak juz jest i tyle....

kiedy myślę o nauczycielach-nativach również widzę minusy, mianowicie nie potrafią czasem na zasadzie porównania z jez. polskim wytłumaczć różnych struktur gramatycznych, a jak wiadomo, na poczatkowym etapie nauki moze to być pomocne i zdrowe podejscie do nauki obcego jezyka

Fridiucza
10-25-2011, 19:18
Zgadzam się. Przeciętny Anglik ma problemy z ortografią jak 7-letnie dziecko - nagminne błędne używanie Saxon genitive ('s) zamiast (s) w liczbie mnogiej i tym podobne. Filolog nie tylko wie, czy zdanie sformułowane jest poprawnie, ale także, dlaczego ma być tak, a nie inaczej.

Rowniez sie zgadzam. Prawdziwy lingwista musi sie jeszcze 'oczytac' (przepraszam - brak polskich znakow na klawiaturze) , sama 'wrodzona' znajomosc jezyka nie wystarcza,
Ostatnio mialam przyjemnosc korekty tekstu angielskiego z kolezanka Angielka i ona naprawde nie potrafila znalezc wiellu bledow/naniesc koniecznych poprawek. Poziom jezyka uzywanego na codzien nie jest az tak bogaty - filolog,albo ktos ze swietna znajomoscia jezyka moze byc lepszy.

aga/stycz
10-25-2011, 22:31
ale mimo wszystko wydaje mi sie ze nadal prcodawcy mając do wyboru native speakera a filologa, skłaniają się częsciej ku temu pierwszemu, nie wiem skąd takie podejście....

Alicja_D
10-28-2011, 12:32
Wydawalo mi sie, za czasy zatrudniania nativeow bez przygotowania do nauczania dawno minely! Jak widac jednak nie.
W Gdansku, skad pochodze, nativi (wiem, okropnie wyglada to slowo;)) ktorych znam wszsycy maja przynajmniej CELTA, a wiec uprawnieni sa do nauczania. Taki nauczyciel jest bardzo wartosciowy z powodow wyzej wymienionych przez innych, ale rowniez dlatego, ze zmusza swoich uczniow do uzywania angielskiego poniewaz sam po polsku nie mowi (albo przynajmniej udaje ;). Jesli trzeba wiec zapytac o sprawy administracyjne, testy czy cokolwiek - uczen musi sie wysilic, odwazyc i zaczac mowic. Sam polaczyc fakty (np wymowe+spelling+znaczenie w jeden obraz - slowo) i zaryzykowac wypowiedz w celu komunikacji. I tak wlasnie naturalnie sie uczymy :D

Niestety polskie lekcje czesto przypominaja nauke plywania bez wody - swietnie poznamy technike i styl, ale czy po zanurzeniu damy sobie rade?

Lynx85
10-28-2011, 13:24
Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Jeżeli interesuje nas tłumacz z angielskiego na polski to ważne jest, żeby umiał on tworzyć poprawne teksty w języku polskim. Native speaker(Anglik w tym przypadku) może z tym mieć problem, bo on często nie zna języka docelowego w wystarczająco dobrze.

No, ale trzeba przyznać, że jednak native będzie poruszał się po danym języku bardziej naturalnie... Można uczyć się tego języka latami, ale zawsze może zdarzyć się, że będziemy brzmieli/pisali bardziej sztywno, mniej naturalnie... Faktem jest, że native jest jakby bardziej "na bieżąco" ze swoim językiem, bardziej zdaje sobie sprawę z tego jak się zmienia, bo przecież język jest jak żywa istota, która stale ulega metamorfozom :) Wydaje mi się, że nie można generalizować - to wszystko zależy ;) Za magistrem filologii przemawia jego teoretyczna wiedza podparta wieloletnim doświadczeniem, natomiast za nativem jego lekkość i naturalność w poruszaniu się po meandrach tegoż języka ;)

student1206
11-04-2011, 16:45
Faworyzowanie "nejtiwów" może okazać się złudne... Czasami są to ludzie kompletnie niewykształceni, posługujący się prostym, wręcz potocznym językem, w przeciwieństwie do wyszkolonych (wręcz wytresowanych...) studentów filologii angielskiej....

Monicza
11-12-2011, 11:50
Myśle, że nativi są bardzo faworyzowani i zatrudniani tylko właśnie ze wzgledu na fakt, że są nativami. Duża część z nich kompletnie nie nadaje się żeby uczyć i sami mają problemy z językiem. To, że ktoś jest native speakerem nie znaczy, że potrafi komuś wytłumaczyć zasady, możliwe że sam ich nie zna do końca, a języka używa w sposób intuicyjny.