PDA

View Full Version : Wpływ tłumacza na sukces rynkowy autora


agalesz
07-07-2011, 15:30
Jak myślicie jaki wpływ i czy w tłumacz ogóle ma jakikolwiek wpływ na sukces danej książki na danym rynku. Czy tłumacz może w ogóle swoim przekładem wpłynąć jakoś na poczytność autora w danym kraju?

asiunka-tg
07-08-2011, 15:35
jestem prawie pewna iż tłumacz ma duży wpływ na sukces autora. wiadomym jest, że nie pisze on swojej książki, natomiast sposób jej przekładu może być w jakimś stopniu uwarunkowany kulturowo.

michalina2011
07-18-2011, 22:42
Bardzo dużo zależy od tłumacza. Obawiam się, że nie zdajemy sobie sprawy z tego jak dużo. Tłumacz może być zarówno odpowiedzialny za sukces danej książki jak i za jej porażkę na rynku. Tu warto wspomnieć genialne tłumaczenia np. Boya Żeleńskiego, które na pewno pomogły dziełom np. francuskim odnieść w Polsce sukces (choć była to nieco inna sytuacja, to były tłumaczenia "wyczekiwane"), nie mówiąc już o słynnym Kubusiu Puchatku.
Myślę jednak, że mimo wszystko odpowiedzialność za sukces bądź porażkę książki jest w dużej mierze podzielona i w jakimś stopniu spada również na redaktorów. Zwłaszcza w przypadku słabych tłumaczeń, przynajmniej moim zdaniem, redaktor powinien działać stanowczo i blokować tłumaczenia mogące zaszkodzić danemu dziełu.

camilla00
07-18-2011, 23:10
Z pewnych powodów chciałabym wierzyć, że sukces książki jest uzależniony od jakości tłumaczenia, ale im dłużej się nad tym zastanawiam, wydaje mi się, że jednak tak nie jest. W dzisiejszych czasach sukces książki zależy głównie od nakładów na promocję. Książki, które odniosły sukces za granicą można coraz łatwiej wypromować ze względu na wieści, które z łatwością roznoszą się przez internet. Ludzie będą czytać książki popularne, nawet kiepskie literacko, choćby tylko po to, by wiedzieć, o czym mówią koleżanki. Inaczej zupełnie wygląda kwestia książek czytanych ze względu na wartość literacką samego tekstu. W tym przypadku, nieporadny tłumacz może całkowicie zepsuć dzieło, ale zgadzam się, że wina leży w dużej mierze także po stronie redaktorów.

milka
07-18-2011, 23:32
Moim zdaniem praca tłumacza jest niezwykle ważna. To nie tylko "suche" tłumaczenie tekstu, ale przede wszystkim jego kreowanie. To od tłumacza zależy, w jaki sposób przedstawi daną partię tekstu. Może to zrobić w prosty sposób, tłumacząc słowo po słowie. Może jednak w taki sposób wykreować tekst, nadając mu pewien pierwiastek emocjonalny, że czytelnik nie będzie mógł oderwać oczu od tekstu. Czasami zdarza się tak, że tłumaczenie jest lepsze od oryginału. Jednak autor pozostaje autorem, a najpiękniejsze w pracy tłumacza jest to, że swoim kunsztem translatorskim może wpłynąć ma masy i od niego może zależeć, jak dana książka sprzeda się na rynku.

camilla00
07-19-2011, 01:04
Jednak autor pozostaje autorem, a najpiękniejsze w pracy tłumacza jest to, że swoim kunsztem translatorskim może wpłynąć ma masy.

To prawda:)
To piękne i smutne za razem, że tłumacz pozostaje anonimowy, choć jego praca mogła wnieść wiele dobrego w przekazywane myśli i opowieści. Pojawia się tu jednak również kwestia wierności. Tłumacz robi coś pięknego, ale czy właściwego, zmieniając przekaz oryginału, nawet jeśli staje się on lepszy?

baniak1987
07-19-2011, 06:50
Witam wszystkich!:) zgadzam się, że tłumacz przygotowując przekład danego dzieła ma bardzo duże pole do popisu, ale chyba najwiekszym wyzwaniem i celem jego pracy powinno być moim zdaniem jak najbardziej wierne przedstawienie oryginału, bez celowego, sztucznego upiększania go, nawet jeśli autor nie jest najbardziej błyskotliwym twórcą... Wydaję mi się, że powinno chodzić o to, aby czytelnicy przekładów mieli szansę odnieść zbliżone wrażenia co czytelnicy oryginału:)

camilla00
07-19-2011, 08:59
Zgadzam się z poprzednikiem, że ważne są odczucia odbiorcy i tu też pojawia się kwestia zachowania stylu autora. Jest to rzecz, jak sądzę trudna (być może dlatego że czytałam sporo tłumaczonych książek, które okazywały się pozbawione smaku, a kilka książek jednego autora nie posiadało tego wspólnego mianownika, jakim jest właśnie styl), ale też niezwykle ważna (przynajmniej dla autora ;) ). Myślę, że w tym przypadku tłumacz musi nie tylko posiadać zdolności literackie, ale też umieć wyłapać stylistykę autora, być może dla tego celu powinien przeczytać więcej niż jedną książkę danego autora. W przypadku pisarzy, których książki czytelnicy kupują przez wzgląd na samo nazwisko twórcy, kwestia stylu może okazać się kluczowa, jeśli książka ma odnieść sukces.

mooonika
07-19-2011, 09:11
Moim zdaniem, tłumacz ma ogromny wpływ na sukces autora w danym kraju. Poza tym że dzięki umiejętnościom językowym oddaje sens, to musi np w przypadku komedii oddać humor bądź absurd, który jakże ciężko przekładać z kultury na kulturę. Wszak pochodzenie łączy się z pewnym rodzajem temperamentu, utartymi zwrotami - i tu w przekładzie kryje się geniusz tłumacza i oczywiście powodzenie bądz jego brak autora.

forsycja
07-19-2011, 09:11
Zgadzam się z powyższymi wypowiedziami. Chciałabym dodać tylko, że tłumacz może wnieść olbrzymi wkład w sukces autora, gdy dostrzeże i weźmie pod uwagę kontekst kulturowy, różnice kulturowe między odbiorcami oryginału a odbiorcami przekładu, na które składa się niewątpliwie wiele czynników. Właśnie uwzględnienie różnic na płaszczyźnie kulturowej ma decydujący wpływ na sukces autora oryginału. Tłumacz musi umieć „dotrzeć” do niejako swoich odbiorców, mieć rozeznanie w – jeśli można to tak określić – doświadczeniu literackim – danej grupy, dla której tłumaczy. Przekład literacki to nie „suche” i dosłowne oddanie tekstu wyjściowego, to raczej kreowanie tworu jakby nowego, praca artysty, przetłumaczenie nie tylko z danego języka na inny lecz także z jednego doświadczenia kulturowego na drugie.

baniak1987
07-19-2011, 09:18
A propos tych różnic kulturowych, o których piszecie, bo to jest chyba jeden z kluczowych aspektów decydujących o sukcesie przekładu, jest to bardzo duże wyzwanie, np. żeby oddać sens brytyjskiego humoru tak aby jego styl został zachowany i jednocześnie "przeciętny" polski czytelnik go zrozumiał... Uważacie, że tłumacz w takiej przykładowo sytuacji powinien dodac coś od siebie ułatwiając zrozumienie, czy wręcz przeciwnie - zostawić to tylko i wyłącznie zdolnościom czytelnika?

Mona_84
07-19-2011, 09:31
Forsycjo pięknie to ujęłaś 'Przekład literacki to nie „suche” i dosłowne oddanie tekstu wyjściowego, to raczej kreowanie tworu jakby nowego, praca artysty, przetłumaczenie nie tylko z danego języka na inny lecz także z jednego doświadczenia kulturowego na drugie.' - to zdanie mówi samo za siebie i w pełni oddaje moje przekonanie co do tego iż tłumacz ma ogromny wpływ na sukces autora.

Można mieć dobry PR, ale jeśli książka jest kiepsko przetłumaczona to wyjdzie prędzej czy później w ocenach...

rociel7
07-19-2011, 09:32
Osobiście mi się wydaje, że mógłby dodać coś od siebie, ale bardziej na marginesie, jako taką ciekawostkę, bo nie każdy czytelnik chciałby,aż tak zagłębiać się w takie drobiazgi. Dla osób postronnych mogłoby to być nie lada ułatwieniem.

baniak1987
07-19-2011, 09:36
Myślę, że dobrym sposobem na takie "wtrącenia" są przypisy. Ostatnio czytałem książkę Antionio Socciego - Caterina, z przekładem z języka włoskiego. Było w niej dużo informacji dotyczących organizacji, pojęć czy osób związynych z tą historią - tłumaczka zaieściła wyjaśnienia od siebie w przypisach - dla mnie było to bardz pomocne, a jeśli ktoś by nie chciał się w to zagłębiać, mógłby je po prostu pominąć i przewrócić stronę. Moim zdaniem bardzo fajny patent:)

forsycja
07-19-2011, 09:38
Z pewnych powodów chciałabym wierzyć, że sukces książki jest uzależniony od jakości tłumaczenia, ale im dłużej się nad tym zastanawiam, wydaje mi się, że jednak tak nie jest. W dzisiejszych czasach sukces książki zależy głównie od nakładów na promocję. Książki, które odniosły sukces za granicą można coraz łatwiej wypromować ze względu na wieści, które z łatwością roznoszą się przez internet. Ludzie będą czytać książki popularne, nawet kiepskie literacko, choćby tylko po to, by wiedzieć, o czym mówią koleżanki. Inaczej zupełnie wygląda kwestia książek czytanych ze względu na wartość literacką samego tekstu. W tym przypadku, nieporadny tłumacz może całkowicie zepsuć dzieło, ale zgadzam się, że wina leży w dużej mierze także po stronie redaktorów.

Bardzo trafne spostrzeżenie! :) Popularność danej książki za granicą może być istotnym powodem odniesienia przez nią sukcesu również gdzie indziej. Od znajomości pewnych kultowych pozycji może zależeć "być-albo-nie-być" w danym środowisku, na przykład młodzieżowym. Oczywiście taka książka dotrze do tej pewnej (dużej) grupy odbiorców, która nie dba o wartość literacką czytanych tekstów, nie znajdzie natomiast uznania wśród osób nastawionych na lekturę dzieł "z wyższej półki." Mimo to książka - oryginał jak i przekład - dzięki dużej rzeszy odbiorców odniesie sukces rynkowy. Nietrudno dostrzec, jak istotną rolę odgrywa dziś marketing, promocja, wytworzenie szczególnej "otoczki" wokół wchodzącego na rynek produktu.

forsycja
07-19-2011, 09:52
A propos tych różnic kulturowych, o których piszecie, bo to jest chyba jeden z kluczowych aspektów decydujących o sukcesie przekładu, jest to bardzo duże wyzwanie, np. żeby oddać sens brytyjskiego humoru tak aby jego styl został zachowany i jednocześnie "przeciętny" polski czytelnik go zrozumiał... Uważacie, że tłumacz w takiej przykładowo sytuacji powinien dodac coś od siebie ułatwiając zrozumienie, czy wręcz przeciwnie - zostawić to tylko i wyłącznie zdolnościom czytelnika?

Moim zdaniem podałeś tu dobry przykład i postawiłeś jednocześnie niełatwe pytanie. Myślę, że stopień ingerencji autora zależy od tekstu, który tłumaczy. Uważam, że tak jak w ruchu drogowym, powinno się zachować zasadę "ograniczonego zaufania" w stosunku do czytelnika ;) i w miarę możliwości - ponieważ nie zawsze będzie to możliwe - ułatwić odbiorcy zrozumienie poprzez "przeniesienie" sytuacji książkowej na realia bliższe jego doświadczeniu kulturowemu.

dariah
07-19-2011, 10:19
Myślę, że stopień ingerencji autora zależy od tekstu, który tłumaczy. Uważam, że tak jak w ruchu drogowym, powinno się zachować zasadę "ograniczonego zaufania" w stosunku do czytelnika ;) i w miarę możliwości - ponieważ nie zawsze będzie to możliwe - ułatwić odbiorcy zrozumienie poprzez "przeniesienie" sytuacji książkowej na realia bliższe jego doświadczeniu kulturowemu.

Witam,

całkowicie się zgadzam z przedmówcą ;) chciałam jeszcze nadmienić, iż mimo wszystko przybliżenie humory, kultury brytyjskiej dla np. Polaka, Włocha, nie będzie aż tak wielkim problemem (mimo wszystko mamy z W.Brytanią mniejszy lub większy kontakt - TV, filmy itp.) wydaje mi się, że zdecydowanie większym, wręcz kolosalnym, problemem było by np. przedstawienie realiów Polski lat 80-tych dla osób nie znających kontekstu, humoru (który nawet obecnie często nawiązuje do tamtych czasów).

Stąd wydaje mi się, że autor podejmując się tłumaczenia tekstu nasyconego takimi elementami powinien (jeśli chce zostać zrozumianym przez odbiorców, przez co aby odnieść sukces) przyjąć zasadę funkcjonalności tekstu. Przecież, nikt nie lubi czytać rzeczy niezrozumiałych ;)

Katie
07-19-2011, 11:58
odnosząc się do głównego pytania - chciałabym wierzyc ze tak jest

ostatnio przeczytałam kilka książek Reginy Pernoud, ktorej ksiązki tlumaczą dwie panie, i te tlumaczenia maja rożny klimat, trudno mi okreslic na czym dokładnie polega różnica ale jest bardzo wyraźna, najnowszej zakupionej ksiązki w tlumaczeniu 'drugiej' tlumaczki nie moge zmęczyc od kilku tygodni..

niedawno oglądałam serial komediowy Outcourced (Amerykanin oddelegowany do pracy w Indiach w call center)... ktokolwiek to tlumaczy - prawie sabotuje sukces tego serialu na polskim rynku, ON JEST SMIESZNY w oryginale, I DUZO MNIEJ ŚMIESZNY tlumaczony... wiem, ze to trudne ale tam jest zdecydowanie coś nie tak!

baniak1987
07-19-2011, 12:09
Zaznaczony powyżej problem można odnieść choćby nawet to odwiecznych nieporozumień z tłumaczeniem tytułów, czy to książek, czy filmów, po których już na pierwszy rzut oka można się zniechęcić do zagłębienia się w dane dzieło... Choć na pewno duże znaczenie ma tutaj też opinia rynkowa a danym dziele, o której była mowa wcześniej, pytanie tylko czy to dobrze czy źle:)

madzia
07-19-2011, 12:58
Z pewnych powodów chciałabym wierzyć, że sukces książki jest uzależniony od jakości tłumaczenia, ale im dłużej się nad tym zastanawiam, wydaje mi się, że jednak tak nie jest. W dzisiejszych czasach sukces książki zależy głównie od nakładów na promocję. Książki, które odniosły sukces za granicą można coraz łatwiej wypromować ze względu na wieści, które z łatwością roznoszą się przez internet. Ludzie będą czytać książki popularne, nawet kiepskie literacko, choćby tylko po to, by wiedzieć, o czym mówią koleżanki. Inaczej zupełnie wygląda kwestia książek czytanych ze względu na wartość literacką samego tekstu. W tym przypadku, nieporadny tłumacz może całkowicie zepsuć dzieło, ale zgadzam się, że wina leży w dużej mierze także po stronie redaktorów.

Witam!
CamillaOO! Całkowicie się zgadzam z Twoją wypowiedzią. Trzeba rozgraniczyć dwie sprawy. Jedną kwestia jest sukces książki, który wiąrze się w zasadzie wyłącznie z kampanią marketingową a inną, zupełnie odrębną kwestią jest praca tłumacza. Koniec końców te dwie kwestie nie łączą się ze sobą w ogóle. Tłumaczenie ksiązki nie ma żadnego znaczenia dla sukcesu danej publikacji.
Uwaga! Mam tu na myśli zwykłych "zjadaczy" książek, czyli 3/4 czytelników, nie tylko na naszym rodzimym rynku. Bo tylko osoby z odpowiednia wiedzą: filolodzy, literaturoznawcy, tłumacze czy prawdziwi pasjonaci, mogą ocenić rzeczywistą wartość tłumaczenia. Przeciętny czytelnik kupuje książkę bo o niej sie pisze i mówi. Kwestia tłumaczenia zarówno dla recenzentów jak i czytelników jest kwestia drugoplanową.

A nawiązując już jedynie to samego tłumaczenia to TAK, zgadzam się z opinią, że od tłumacza zależy jakość przekazu i w ogóle to co przekazuje autor danej ksiązki.
Tłumacz podczas swojej pracy jakby na nowo pisze książkę ramię w ramię z autorem oryginału.

Aczkolwiek, raz jeszcze podkreślam, iż obecnie nie ma to żadnego znaczenia dla sukcesu wydawnictwa.

Katie
07-19-2011, 13:53
przypomina się przy okazji tej dyskusji tlumaczenie wiersza Roberta Frosta, który bardzo lubię od dzieciństwa, tego z fragmentem finałowym o dokonywaniu wyborów,

od ręki znalazłam 2 różne wersje w necie :) i to jak różne, od siebie i od Frosta !:)

DROGA NIE WYBRANA

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Załując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie wzrok niknął w gęstych krzakach i konarach;
Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,
Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą - i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.
Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczęszczaną -
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

lub

„Dwie drogi rozchodziły się w żółtym lesie.
Żal, że nie mogłem przebyć obu,
Samotny wędrowiec, którego w świat niesie.
Wpatrywałem się w pierwszą, stojąc u jej progu,
Jak skręca w oddali i w poszyciu znika.
Wybrałem tę drugą gdyż chęć nieodparta.
Słuszność decyzji motywowała,
Jakby chciała być przeze mnie przetarta.
Choć od pierwszej się nie odróżniała,
A obie były wytyczone.
Tamtego ranka wyglądały na podobne,
Nie było śladów żadnego człowieka.
Na pierwszą powrócę! Rzuciłem na odchodne,
Wiedząc jak droga potrafi być daleka,
Wątpiłem jednak czy powinienem powrócić.
Nie raz mnie to wspomnienie poniesie,
Gdy będę rozważał drogę obraną.
Dwie drogi rozchodziły się w żółtym lesie,
A ja? Ja obrałem tę mniej uczęszczaną.
I to właśnie wszystko odmieniło!”


THE ROAD NOT TAKEN

Two roads diverged in a yellow wood,
And sorry I could not travel both
And be one traveler, long I stood
And looked down one as far as I could
To where it bent in the undergrowth;

Then took the other, as just as fair
And having perhaps the better claim,
Because it was grassy and wanted wear;
Though as for that, the passing there
Had worn them really about the same,

And both that morning equally lay
In leaves no step had trodden black
Oh, I kept the first for another day!
Yet knowing how way leads on to way,
I doubted if I should ever come back.

I shall be telling this with a sigh
Somewhere ages and ages hence:
two roads diverged in a wood, and I --
I took the one less traveled by,
And that has made all the difference.

Agneska
07-19-2011, 13:59
Według mnie, jakość tłumaczenia jest jednym z czynników, które w pewnym stopniu mają wpływ na sukces rynkowy autora. Stwierdzenie, iż tłumaczenie to nie tyle rzemiosło ile sztuka jest szczególnie trafne w odniesieniu do przekładu literackiego. W związku z tym, jak wspomniała Katie, może się zdarzyć, że czytelnik zauważy wyraźną różnicę w tłumaczeniach dzieł danego autora. Z drugiej strony, czy jest to jednak w stanie skutecznie zniechęcić kogoś do zakupu książki? Wydaje mi się, że większość osób przy wyborze lektury kieruje się właśnie nazwiskiem autora bądź gatunkiem literackim. Rzecz jasna, to pierwsze łączy się z promocją, która obecnie odgrywa bardzo dużą rolę. Mamy przecież do czynienia ze zjawiskiem popularności pewnych pisarzy. Dlatego też myślę, że związek pomiędzy jakością tłumaczenia a ilością sprzedanych egzemplarzy danej pozycji jest stosunkowo niewielki. Chyba, że mamy do czynienia z przekładem wybitnym, docenionym przez osoby mające pojęcie o literaturze.

Katie
07-19-2011, 14:16
to ja tylko dodam na koniec - ze to zalezy od stopnia 'wkręcenia' lub ładniej zaangażowania, to tlumaczenie to klimat, troche jak ulubiona paleta kolorów, ja - teraz mysląc o kolejnej pozycji Pernoud - naprawdę bedę patrzyła czy tłumaczyła Badowska i kupie tylko wtedy

to wazne szczególnie w przypadku prawdziwych esencjonalnych ksiązek, mniej istotne będzie w przypadku masowego grafomanstwa, ale tez uważałabym ze dobre mogą być stałe tandemy autor i jego stały tłumacz, w celu zachowania spójności języka i zwyczajnie wielopoziomej znajomości tematyki

czytam teraz Miguela Ruiza, fajne tlumaczenie Czterech umów i dwoch innych pozycji ale trzecia znowu odstaje, pierwsze tlumaczyla kobieta - otatnią facet i naprawde jest inny 'flow' :/

madzia
07-19-2011, 14:40
Bardzo dobrym przykładem na to ile zależy od tłumacza są książki Mia Couto. Ten genialny pisarz z Mozambiku wypracował swój własny slownik literacki, eksperymentuje z językiem a jego ulubionym zabiegiem jest po prostu słowotwórstwo. Czytanie jego prozy w oryginale to prawdziwa przyjemność dlatego bardzo byłam ciekawa jak sobie poradzili polscy tłumacze z tą prowokacją językową, tak bardzo przeecież zakorzenionej w kulturze Mozambiku.
Okazało się, że to bardzo trudne zadanie uchwycić ten niepowtarzalny magiczny realizm Couto za pomocą języka polskiego. I tak np tłumaczenia "Ostatniego lotu flaminga" i "Tarasu z uroczynem" są jak na moje oko zbyt płaskie. Tłumaczka nie do końca poradziła sobie ze światem imaginacji słownej Mia Couto. Ale juz zbiór pt. "Naszyjnik z opowiadań" to przykład wybitnego tłumaczenia.Kosztowało to tłumaczydużo wysiłku aby osiągnać taki efekt ale było warto. Tą ksiązkę poleciłabym tym, którzy chcą poznać smaczki pisarstwa Couto. Ostatnio ukazało się tłumaczenie Lipszyca "Lunatycznej krainy". Sama jeszcze tego nie sprawdziłam ale podobno jest wybitne.
Podsumowując tłumaczenie w niektórych przypadkach (Mia Couto chociażby) to Sztuka przez duże S!

Asia S.
07-19-2011, 14:46
Zgadzam się w 100% z powyższą wypowiedzią. Tłumaczenie tekstów literackich wymaga od tłumacza ogromnej pracy, wkładu, umiejętności i wiedzy na temat różnic kulturowych występujących pomiędzy czytelnikami, którzy czytają tekst w oryginale, a tymi, którzy czytają jego tłumaczenie.

baniak1987
07-19-2011, 15:51
A propos tłumaczenia poezji: wydaje mi się, że w idealnej sytuacji powinien to robić ktoś, kto sam pisze wiersze, zetknął się ze wszystkimi zabiegami stylistycznymi obecnymi w tej formie przekazu i wie na czym polega tworzenie liryki. Co o tym myślicie? Uważacie, że każdy tłumacz (oczywiście z dobrym przygotowaniem) może tłumaczyć wiersze?

Sylwia6432
07-19-2011, 16:36
Zdecydowanie nie każdy! Zgadzam się, że idealna sytuacja to taka, kiedy tłumacz również jest poetą.
Literatura piękna, nie wspominając już o poezji wymaga szczególnej wrażliwości oraz wyczucia, aby w pełni oddać piękno języka, klimat utworu.
Myślę też, że ogromnym wyzwaniem jest oddanie bogactwa zastocowanych w wierszy środkow literackich i jego warstwy dźwiękowej bo przecież języki są różne. A takiemu wyzwaniu z pewnośćią dużo łatwiej będzie sprostać poecie.

milka
07-19-2011, 16:46
A propos tych różnic kulturowych, o których piszecie, bo to jest chyba jeden z kluczowych aspektów decydujących o sukcesie przekładu, jest to bardzo duże wyzwanie, np. żeby oddać sens brytyjskiego humoru tak aby jego styl został zachowany i jednocześnie "przeciętny" polski czytelnik go zrozumiał... Uważacie, że tłumacz w takiej przykładowo sytuacji powinien dodac coś od siebie ułatwiając zrozumienie, czy wręcz przeciwnie - zostawić to tylko i wyłącznie zdolnościom czytelnika?

Mnie się bardzo podoba tłumaczenie Harry'ego Pottera Andrzeja Polkowskiego. Nie tłumaczy tekstu "na sucho", tylko urozmaica go czytelnikom. Czytając tę książkę jako dziecko, z wypiekami na policzkach, tworzyłam w swojej głowie własną wersję filmu, wszystko dzięki temu znakomitemu tłumaczeniu. Uważam, że tłumacz powinien ułatwić czytelnikowi zrozumienie tekstu, dodać czasem coś od siebie, by uczynić tekst ciekawszym. Jednak nie zawsze coś takiego może znaleźć zastosowanie. Tłumacząc teksty formalne, prawne, należy trzymać się jasno ustalonych reguł.

Sylwia6432
07-19-2011, 16:49
Zdecydowanie teksty literackie dają większe pole do popisu jeśli chodzi o inwencję twórczą tłumacza, która zdecydowanie jest niewskazana w tekstach formalnych.Ale nie można też przesadzić bo wtedy jest ryzyko że książka będzie bardziej tłumacza niż autora.

milka
07-19-2011, 16:52
A propos tłumaczenia poezji: wydaje mi się, że w idealnej sytuacji powinien to robić ktoś, kto sam pisze wiersze, zetknął się ze wszystkimi zabiegami stylistycznymi obecnymi w tej formie przekazu i wie na czym polega tworzenie liryki. Co o tym myślicie? Uważacie, że każdy tłumacz (oczywiście z dobrym przygotowaniem) może tłumaczyć wiersze?


Zgadzam się. Ktoś, kto sam tworzy, ma pojęcie o tym, co robi, z pewnością będzie miał większe powodzenie w tłumaczeniu poezji. Gdybym w przyszłości zajmowała się tłumaczeniami, na pewno nie byłaby to poezja. W gruncie rzeczy jestem raczej ścisłowcem i mój umysł czasami nie dostrzega tego, co umysł humanistyczny :)
Stąd na przykład bierze się lepsze przygotowanie gramatyczne, bo reguły są jasne i przejrzyste, wszystko jest ujęte czarno na białym :)

madzia
07-19-2011, 16:57
A propos tłumaczenia poezji: wydaje mi się, że w idealnej sytuacji powinien to robić ktoś, kto sam pisze wiersze, zetknął się ze wszystkimi zabiegami stylistycznymi obecnymi w tej formie przekazu i wie na czym polega tworzenie liryki. Co o tym myślicie? Uważacie, że każdy tłumacz (oczywiście z dobrym przygotowaniem) może tłumaczyć wiersze?

Tłumaczenie poezji wydaje się trudniejszym zadaniem niż tłumaczenie prozy. Tak, zgadzam się z tym, że tłumacz powinien posiadać szczególnego typu wrażliwość jeśli chodzi o wiersze. Zresztą wydaje mi się, że osoby które decydują się za tłumaczenie poezji z reguły nie są przypadkowe i mimo wszystko związane są z tego typu twórczością, chociaż teraz nie przychodzi mi do główy żadne konkretne nazwisko ;)

Agneska
07-19-2011, 20:56
Tłumaczenie poezji wydaje się trudniejszym zadaniem niż tłumaczenie prozy. Tak, zgadzam się z tym, że tłumacz powinien posiadać szczególnego typu wrażliwość jeśli chodzi o wiersze. Zresztą wydaje mi się, że osoby które decydują się za tłumaczenie poezji z reguły nie są przypadkowe i mimo wszystko związane są z tego typu twórczością, chociaż teraz nie przychodzi mi do główy żadne konkretne nazwisko ;)



To prawda, że przekład poezji jest szczególnym wyzwaniem, któremu nie każdy tłumacz potrafiłby sprostać. Wymaga on wyjątkowych umiejętności, takich jak np.zastosowanie środków poetyckich, dobór odpowiedniego rymu oraz rytmu. Jeśli chodzi o przykład poety-tłumacza to nasuwa mi się na myśl chociażby S.Barańczak. Zawdzięczamy mu tłumaczenia utworów wielu poetów brytyjskich.

karteczka30
07-19-2011, 21:13
Tak! Zgadzam się z Wami! Jestem pewna, ze utalentowany tłumacz jest w stanie pomóc autorowi odnieść ogromny sukces na rynku i sprawić, że książka będzie rozchwytywana.
Chociaż, w przypadku nierzetelnej pracy może również mu zaszkodzić..
Szkoda tylko, że tłumacze często są niedoceniani w swej tak trudnej pracy.

karteczka30
07-19-2011, 21:20
Myślę, że dobrym sposobem na takie "wtrącenia" są przypisy. Ostatnio czytałem książkę Antionio Socciego - Caterina, z przekładem z języka włoskiego. Było w niej dużo informacji dotyczących organizacji, pojęć czy osób związynych z tą historią - tłumaczka zaieściła wyjaśnienia od siebie w przypisach - dla mnie było to bardz pomocne, a jeśli ktoś by nie chciał się w to zagłębiać, mógłby je po prostu pominąć i przewrócić stronę. Moim zdaniem bardzo fajny patent:)

Zgadzam się z przedmówcą. Osobiście bardzo lubię czytać przypisy, bo objaśniają mi wiele rzeczy, zwłaszcza związanych z historią czy sytuacją polityczną jakiegoś kraju. Często sama robiąc tłumaczenie zamieszczałam jakąś istotną informację wlaśnie posługując się przypisem. Jednak, jak komuś to nie odpowiada, to po prostu może je pominąć.

karteczka30
07-19-2011, 21:35
Nie zgodzę się, że tłumaczenie nie ma wpływu na sukces autora. Czytam książki m.in. właśnie ze względu na ich wartość literacką i mam nadzieję, że są jeszcze tacy ludzie jak ja. Pewnie jestem nieobiektywna, bo jako lingwista mam inne spojrzenie na literaturę, ale mam nadzieję, że praca tłumacza dla przeciętnego czytelnika jest istotna, chociażby biorąc pod uwagę wiele dzieł, które dzięki pięknemu przekładowi stały się sławne. Tylko w tej chwili nie przychodzi mi na myśl żadne nazwisko...

rociel7
07-19-2011, 21:50
Przypisy zbawieniem dla nie jednego czytelnika. Bez tego można by nie raz się zagubić albo zatracić cały sens danej sytuacji zawartej w danej literaturze. I nie ma, co ukrywać. Nie każdy ma predyspozycje na bycie poetą, a co dopiero na oddanie odpowiednie finezji i kunsztu autora. Chylę czoło dla tych tłumaczy, którzy się podejmują tego zadania.

Sylwia6432
07-19-2011, 22:12
Nie zgodzę się, że tłumaczenie nie ma wpływu na sukces autora. Czytam książki m.in. właśnie ze względu na ich wartość literacką i mam nadzieję, że są jeszcze tacy ludzie jak ja. Pewnie jestem nieobiektywna, bo jako lingwista mam inne spojrzenie na literaturę, ale mam nadzieję, że praca tłumacza dla przeciętnego czytelnika jest istotna, chociażby biorąc pod uwagę wiele dzieł, które dzięki pięknemu przekładowi stały się sławne. Tylko w tej chwili nie przychodzi mi na myśl żadne nazwisko...

Tylko, że jak przeciętny czytelnik, który nie zna języka, którego używa autor w oryginale, może ocenić faktyczne piękno i prawdziwą wartość literacką utworu czy warsztat autora. Może w swojej ocenie bazować tylko na tłumaczeniu. Jeśli jest ono wierne to umożliwia w mniejszym lub większym stopniu taką ocenę, ale jesli tak nie jest to taka ocena czytelnika będzie raczej oceną pracy tłumacza a nie autora. I według mnie o jest główny problem, że w wielu przypadkach ciężko jest powiedzieć, co i kogo oceniamy.

Agnieszka Czarnul
07-19-2011, 23:06
Witam,
Również uważam, że rola tłumacza ma znaczący wpływ na sukces dzieła literackiego. Pomimo tego, że często „stoi” On w cieniu autora, to może On zdecydowanie podnieść albo też obniżyć wartość danego dzieła. Znajomość zarówno uwarunkowań kulturowych, aspektów historycznych, jak i mentalności potencjalnych czytelników wydaje się być niezbędna w roli tłumacza. Aspekty historyczne wydają mi się ważne, zarówno jeśli chodzi o podłoże napisania danego dzieła, jak i samą fabułę. W skrócie trzeba sobie odpowiedzieć na pytania: dlaczego i co opisuje autor. Wydaje mi się to niezbędne w pierwszym etapie tłumaczenia dzieła. Odpowiednie przeanalizowanie tych kwestii może znacząco wpłynąć na samo tłumaczenie, następnie na liczbę odbiorców, a co za tym idzie również na sukces rynkowy autora.

joannasz
07-19-2011, 23:11
Co o tym myślicie? Uważacie, że każdy tłumacz (oczywiście z dobrym przygotowaniem) może tłumaczyć wiersze?

Nie, na pewno nie!. Tj. może podjąć próbę ale szczerze wątpię, żeby potomni wspominali je jako wybitne. Myślę, że nie bez powodu tłumacze określa się często "drugim autorem". Tłumacze poezji i prozy, jednak muszą mieć ten dar, ten szósty zmysł do słów.

ataner
07-19-2011, 23:44
Witajcie,
Tłumacz ma niewątpliwie wielką rolę do spełnienia podejmując się przekładu dzieła literackiego . Ale czy nam się to podoba , czy nie - jest wyłącznie odtwórcą myśli autora. A przynajmniej powinien nim być. W tym celu (tu oczywiście zgodzę się z przedmówcami) powinien poznać uwarunkowania kulturowe, społeczne i historyczne , w jakich przyszło pracować autorowi dzieła. I ta wiedza wraz z kompetencjami językowymi wpływa na jakość tłumaczenia i pośrednio sukces autora. Ale pamiętajmy, że sukces rynkowy to często nie kwestia jakości ale popularności danego tematu czy autora w ogóle. I tu już żaden tłumacz nie pomoże..

emalia2
07-20-2011, 11:18
Witam!
Wiadomo - reklama wbija się ostrym klinem w nasze życie. Jednak tłumacz, który wykonuję swoją pracę z pełnym zaangażowaniem , zamieni kiepski oryginał w dobre tłumaczenie i będzie miał z tego pełną satysfakcję. Niestety, wniosek z tego jest jeden: to nie jest praca dla ludzi pragnących stać w
światłach reflektorów, tylko raczej dla ludzi skromnych...:)

kkabala
07-20-2011, 11:52
Trudno znaleźć jedną, prawidłową odp. na pytanie postawione w temacie.. aby tego uniknąć wybiorę jedną, konkretną sytuację. Kluczową rolę tłumacza i jego wpływ na sukces rynkowy autora dostrzegamy w sytuacji kiedy to tłumacz "udostępnia" tekst po raz pierwszy. Staje się on wtedy nie tylko pośrednikiem pomiędzy autorem, a czytelnikiem, lecz kimś, bez kogo żadna relacja autor-czytelnik nie miałaby miejsca..

emalia2
07-20-2011, 12:12
Oczywiście masz rację, niestety tylko niewielu czytelników zdaje sobie z tego sprawę. Człowiek czyta książkę
i ocenia ją jako dobrą lub kiepską, rzadko przychodzi refleksja: dlaczego tak jest? W jakim stopniu tłumacz
przyczynił się do efektu końcowego? Dla nas, filologów, tłumaczy, jest oczywiste,że taki wpływ jest, ale dla przeciętnego czytelnika już nie.

forsycja
07-20-2011, 12:13
Witam!
CamillaOO! Całkowicie się zgadzam z Twoją wypowiedzią. Trzeba rozgraniczyć dwie sprawy. Jedną kwestia jest sukces książki, który wiąrze się w zasadzie wyłącznie z kampanią marketingową a inną, zupełnie odrębną kwestią jest praca tłumacza. Koniec końców te dwie kwestie nie łączą się ze sobą w ogóle. Tłumaczenie ksiązki nie ma żadnego znaczenia dla sukcesu danej publikacji.
Uwaga! Mam tu na myśli zwykłych "zjadaczy" książek, czyli 3/4 czytelników, nie tylko na naszym rodzimym rynku. Bo tylko osoby z odpowiednia wiedzą: filolodzy, literaturoznawcy, tłumacze czy prawdziwi pasjonaci, mogą ocenić rzeczywistą wartość tłumaczenia. Przeciętny czytelnik kupuje książkę bo o niej sie pisze i mówi. Kwestia tłumaczenia zarówno dla recenzentów jak i czytelników jest kwestia drugoplanową.

A nawiązując już jedynie to samego tłumaczenia to TAK, zgadzam się z opinią, że od tłumacza zależy jakość przekazu i w ogóle to co przekazuje autor danej ksiązki.
Tłumacz podczas swojej pracy jakby na nowo pisze książkę ramię w ramię z autorem oryginału.

Aczkolwiek, raz jeszcze podkreślam, iż obecnie nie ma to żadnego znaczenia dla sukcesu wydawnictwa.

Zagadnienie wpływu tłumaczenia na sukces rynkowy autora dzieła literackiego pozostanie chyba kwestią nie do końca rozstrzygniętą, to niełatwe pytanie. Niestety nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że jedynie osoby z odpowiednią wiedzą, przygotowaniem, na przykład filologicznym, osoby odpowiednio wykształcone mogą "ocenić rzeczywistą wartość tłumaczenia." Kim jest ten "przeciętny czytelnik"? Nie powinno się zakładać, że jest on osoba bezmyślną, kierującą się aktualnymi trendami obowiązującymi na rynku wydawniczym. Myślę, że taki "przeciętny czytelnik" także jest w stanie ocenić wartość tłumaczenia - chodzi o ogólne wrażenie, odczucia, przemyślenia, a takie każdy ma w czasie i po lekturze dzieła. "Zwykły" czytelnik nie oceni tłumaczenia profesjonalnie, ale jego wrażenia wyniesione z lektury są niezwykle istotne dla sukcesu przekładu.

madzia
07-20-2011, 12:37
Zagadnienie wpływu tłumaczenia na sukces rynkowy autora dzieła literackiego pozostanie chyba kwestią nie do końca rozstrzygniętą, to niełatwe pytanie. Niestety nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że jedynie osoby z odpowiednią wiedzą, przygotowaniem, na przykład filologicznym, osoby odpowiednio wykształcone mogą "ocenić rzeczywistą wartość tłumaczenia." Kim jest ten "przeciętny czytelnik"? Nie powinno się zakładać, że jest on osoba bezmyślną, kierującą się aktualnymi trendami obowiązującymi na rynku wydawniczym. Myślę, że taki "przeciętny czytelnik" także jest w stanie ocenić wartość tłumaczenia - chodzi o ogólne wrażenie, odczucia, przemyślenia, a takie każdy ma w czasie i po lekturze dzieła. "Zwykły" czytelnik nie oceni tłumaczenia profesjonalnie, ale jego wrażenia wyniesione z lektury są niezwykle istotne dla sukcesu przekładu.

Ale wydaje mi się, że w żadnym miejscu nie stwierdziłam, że przeciętny czytelnik= bezmyślny czytelnik. Przeciętny czytelnik to taki, który przy ocenie książki kieruje się wzgledami i wrażeniami estetycznymi a nie merytorycznymi dotyczącymi tłumaczenia tekstu. Nie wydaje mi się, żeby przeciętny czytelnik patrzył np. na nazwisko tłumacza i w ten sposób mógł choćby wstępnie ocenić styl tłumaczenia. A tym bardziej nie zastanawia sie nad wartością tłumaczenia po lekturze, porównując chociażby to jedno do innych wcześniej wydanych tłumaczeń danego dzieła. Kupuje książkę, bo lubi np. kryminały albo fantastykę. Sięga po książke, o której gdzieś usłyszał, że jest warta uwagi. Lubi autora. Sukces komercyjny książki ma sie nijak do jakości tłumaczenia. Tylko niewielka część osób będzie rzeczywiście zastanawiać sie nad efektem pracy tlumacza. W tym kręgu czytelników (niewielkim) jedne tłumaczenia będą lepsze inne słabsze, jedni tłumacze lepsi drudzy słabsi. Ta świadomość nie jest świadomością popularną więc ta niewielka część czytelników nie ma żadnego wpływu na sukces marketingowy książki.
W jaki sposób wrażenia wyniesione przez przeciętnego czytelnika z lektury mają istony wpływ na realny sukces przekładu? Wyjaśnij proszę, bo na prawdę jest to dość wątpliwe dla mnie...

forsycja
07-20-2011, 12:38
A propos tłumaczenia poezji: wydaje mi się, że w idealnej sytuacji powinien to robić ktoś, kto sam pisze wiersze, zetknął się ze wszystkimi zabiegami stylistycznymi obecnymi w tej formie przekazu i wie na czym polega tworzenie liryki. Co o tym myślicie? Uważacie, że każdy tłumacz (oczywiście z dobrym przygotowaniem) może tłumaczyć wiersze?

Tłumaczenie poezji to szczególnie wymagające wyzwanie dla tłumacza. Podobnie jak moi przedmówcy uważam, że nie każdy powinien podejmować się tłumaczenia liryki. Właśnie ze względu na swoja wielopłaszczyznowość, mnogość środków artystycznych, rytm, brzmienie, tłumaczenie wiersza jest takie trudne, a bywa niemożliwe. Znów przychodzi mi na myśl kwestia kontekstu kulturowego, na przykład w przypadku, gdy wiersz porusza niejako tematykę historyczną, obyczajową itd. Wtedy z pomocą mogą tłumaczowi przyjść wspominane tu już przypisy. Wracając do głównego zagadnienia, myślę, że jedynie osoby same tworzące poezję, stykające się z nią na co dzień powinny podejmować się jej tłumaczenia. Nawet dla nich jednak może okazać się to w wielu przypadkach niemożliwe - ze względu na wyjątkowość tej formy literackiej.

forsycja
07-20-2011, 13:00
Ale wydaje mi się, że w żadnym miejscu nie stwierdziłam, że przeciętny czytelnik= bezmyślny czytelnik. Przeciętny czytelnik to taki, który przy ocenie książki kieruje się wzgledami i wrażeniami estetycznymi a nie merytorycznymi dotyczącymi tłumaczenia tekstu. Nie wydaje mi się, żeby przeciętny czytelnik patrzył np. na nazwisko tłumacza i w ten sposób mógł choćby wstępnie ocenić styl tłumaczenia. A tym bardziej nie zastanawia sie nad wartością tłumaczenia po lekturze, porównując chociażby to jedno do innych wcześniej wydanych tłumaczeń danego dzieła. Kupuje książkę, bo lubi np. kryminały albo fantastykę. Sięga po książke, o której gdzieś usłyszał, że jest warta uwagi. Lubi autora. Sukces komercyjny książki ma sie nijak do jakości tłumaczenia. Tylko niewielka część osób będzie rzeczywiście zastanawiać sie nad efektem pracy tlumacza. W tym kręgu czytelników (niewielkim) jedne tłumaczenia będą lepsze inne słabsze, jedni tłumacze lepsi drudzy słabsi. Ta świadomość nie jest świadomością popularną więc ta niewielka część czytelników nie ma żadnego wpływu na sukces marketingowy książki.
W jaki sposób wrażenia wyniesione przez przeciętnego czytelnika z lektury mają istony wpływ na realny sukces przekładu? Wyjaśnij proszę, bo na prawdę jest to dość wątpliwe dla mnie...

Nie stwierdziłaś, to moje określenie, ale chyba rzeczywiście posunęłam się troszeczkę za daleko ;) Rzeczywiście czytelnik nie zastanawia się może nad wartością tego tłumaczenia, wybiera książkę dla własnej rozrywki, przyjemności, ale jest to znów uogólnienie, stereotyp, wokół których się niestety poruszamy.
Jednak pozostanę przy moim stwierdzeniu, że jakość tłumaczenia ma wpływ - na pewno nie jedyny - na sukces komercyjny dzieła. Wrażenia tego "przeciętnego czytelnika" wyniesione z lektury, jego opinia, którą przekazuje - może przekazać - dalej mają, moim zdaniem, wpływ na sukces rynkowy przekładu. Każdy dysponuje własnymi preferencjami literackimi, kieruje się przy wyborze kolejnej lektury, jak napisałaś, na przykład nazwiskiem autora. W pewnym momencie może wystąpić sytuacja, że tłumacz danego autora zmienia się, a wraz z tym, możliwe, że również cechy stylu książek, które czytelnik dotąd cenił. Wraz z tłumaczem, zmienia się - może się zmienić - książka: jej styl itd. To może wywołać pewne niezadowolenie, gorsze opinie, recenzje, opnie krytyków, osób znających się, które również mogą mieć wpływ na poszerzające się bądź malejące grono czytelników.

kkabala
07-20-2011, 14:08
Czasami bywa tak, że autor tekstu umiera.. a jego tłumaczenia po wielu latach osiągają sukces dzięki tłumaczowi. Gdyż ten "odkopał" teksty, zafascynował się nimi i postanowił je przetłumaczyć biorąc na siebie cały trud wynikający z różnic czasowych i kulturowych. W ten sposób, dzięki tłumaczowi, autor "rodzi się" na nowo. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie z poezją Borisa Vian'a, której fragmenty zostały niedawno przełożone na j. polski.

Katie
07-20-2011, 15:45
a mi tak jeszcze zupełnie przewrotnie przyszło do głowy, ze tlumacz może przyczynic się do sukcesu rynkowego autora na kilka sposobów

1. jest znaną postacią np, poezja czytana przez Kolbergera (akurat czytana tylko) ale to nieco inna poezja niż czytana przez pana Staszka Jakiegośtam, wszyscy ulegamy pewnej magii odtwórcy..:)
2. książka tłumaczona przez powiedzmy Halinę Młynkową mogłabym zainteresować pewne kręgi, ze względu na jej osobę a jeszcze gdyby w tytule miala 'przypadkowo słowo' korale :) no to już sukces prawie mocno prawdopodobny :) a im bardziej pop'owy tłumacz - tym większe zainteresowanie mas (tu już nie mówimy o jakości w żadnym razie ale o wpływach wynikających z popularności)
3. tlumacz też może promować sam - akurat media społecznościowe są dostępnę i bezpłatne - przekład w swoim wykonaniu powołując się na dokonania własne np. zakres wiedzowy, jesli sam jest postacią wybitną lub znaną np. gdyby Martyna W wzięła się za tłumaczenia pionierów zdobywania szczytów - te ksiązki jestem pewna ze sprzedawałyby się lepiej niż ksiązki tych samych autorów w tlumaczeniu ludzie niemedialnych

technicznie zatem można wysterować cały proces tak, aby tlumacz miał szansę miec wpływ na sukces rynkowy ksiażki, którą 'tylko' tłumaczy :)

lenor
07-20-2011, 16:08
Tłumacz może się przyczynić do sukcesu tekstu na danym rynku. Na przykład W. Wharton wcale nie był za bardzo doceniany w Stanach a w Polsce jego książki są niezwykle popularne. Tak więc jest to przypadek, gdzie decyzja o przetłumaczeniu danego utworu przyczynia się do jego promocji, ponieważ akurat takiego rodzaju tekstów brakowało na rynku wydawniczym. Poza tym tłumacz pozostaje w cieniu autora i chyba trzeba się z tym pogodzić, bo w końcu to autor wymyśla całą historię a tłumacz może ją jedynie mniej lub bardziej ubarwić.

Nisztu
07-20-2011, 17:17
Witam, większość z Was uważa, że tłumacz może przyczynić się do sukcesu książki. Zgadzam się jak najbardziej, bo w literaturze, czy poezji tłumacz jest według mnie pewnego rodzaju drugim autorem. To trochę tak jak z opowiadaniem bajek dzieciom. Ktoś wymyślił kiedyś czerwonego kapturka, ale kiedy opowiadamy to naszym pociechom to stwarzamy tę historię na nowo.

Musze jednak zapytać o drugą stronę medalu. My obecni na tym portalu doceniamy rolę tłumaczy, bo sami nimi jesteśmy, ale ilu czytelników pamięta nazwisko tłumacza? Ilu idąc do biblioteki interesuje, gdy mają do dyspozycjo kilka wydań różnica w tłumaczeniu? Smutny przykład z rzeczywistości: niedawno jedno z większych wydawnictw ogłosiło, że będzie pomijało nazwiska tłumaczy tłumacząc się względami ekonomicznymi...

karolina_sobczak
07-20-2011, 17:57
Uważam, że tłumacz ma ogromny wpływ na sukces rynkowy autora. Przekładając tekst literacki, staje się w pewnym sensie, autorem danej powieści. To od niego zaczyna zależeć na jaką skalę książka się sprzeda. Nawet jeśli tekst oryginału odniesie sukces, odbiorcy tekstu docelowego mogą go przyjąć bez entuzjazmu. Tekst może okazać się ciężki i niezrozumiały poprzez nagromadzenie wielu wątków politycznych, ekonomicznych, poprzez nadużywanie przypisów, niewyjaśnianie nazw własnych lub nadmierne ich wyjaśnianie, tłumaczenie słowo w słowo, tłumaczenie własnego tłumaczenia, nadpisywanie informacji itd. Oczywiście, z niektórych tych uchybień można sobie zdać sprawę, jeśli znamy język tekstu wyjściowego oraz język docelowy. Biorąc jednak pod uwagę odbiorców ze znajomością jednego języka, uważam, że dobre tłumaczenie,daje gwarancje sukcesu rynkowego autora. Myślę, że warto zacytować tytuł książki noblisty Vargasa Llosy Rozmowa w "Katedrze". Książka cieszyła się i nadal cieszy ogromnym uznaniem, a opowiada o historii ludzi żyjących w Peru w latach pięćdziesiątych, w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odria. Książka odniosła sukces, a zatem tłumaczka poradziła sobie z oddaniem tekstu oryginału w taki sposób, aby stał się czytelny nie tylko dla osób znających sytuację polityczną tamtych lat w Peru, ale dla takich odbiorców jak ja, którzy nie mieli o tym pojęcia, a jednak książką się zachłysnęli.
:)

karolina_sobczak
07-20-2011, 18:05
joannasz
Kumotr

Zarejestrowany: Jun 2011
Posty: 5

Cytat:
Napisał baniak1987
Co o tym myślicie? Uważacie, że każdy tłumacz (oczywiście z dobrym przygotowaniem) może tłumaczyć wiersze?


także się zgadzam ze stwierdzeniem, że najlepiej poezję tłumaczą poeci:), aczkolwiek w przypadku innych tłumaczeń, na przykład technicznych, reguła ta nie zawsze obowiązuje...

karolina_sobczak
07-20-2011, 18:07
Witam!
Wiadomo - reklama wbija się ostrym klinem w nasze życie. Jednak tłumacz, który wykonuję swoją pracę z pełnym zaangażowaniem , zamieni kiepski oryginał w dobre tłumaczenie i będzie miał z tego pełną satysfakcję. Niestety, wniosek z tego jest jeden: to nie jest praca dla ludzi pragnących stać w
światłach reflektorów, tylko raczej dla ludzi skromnych...:)


A czy możliwe jest zrobienie z kiepskiego oryginału dobrego tłumaczenia?;)

baniak1987
07-20-2011, 18:16
Myślę, że tak, z tym że to już nie będzie "standardowe" tłumaczenie ale bardziej nowa kreacja danego dzieła poprzez zastosowanie innych środków przekazu, technik pisania czy doboru elementów leksykalnych:) czy to ma sens? myślę, że wątpliwy:)

karolina_sobczak
07-20-2011, 19:21
Myślę, że tak, z tym że to już nie będzie "standardowe" tłumaczenie ale bardziej nowa kreacja danego dzieła poprzez zastosowanie innych środków przekazu, technik pisania czy doboru elementów leksykalnych:) czy to ma sens? myślę, że wątpliwy:)


no właśnie, wydaje mi się, że "nowa kreacja danego dzieła" to już nie jest tłumaczenie:), ale o tym można pisać i pisać;)

Sylwia6432
07-20-2011, 19:25
no właśnie, wydaje mi się, że "nowa kreacja danego dzieła" to już nie jest tłumaczenie:), ale o tym można pisać i pisać;)

A ja się z tym nie zgodzę. Według mnie w przypadku poezji tłumaczenie jest bardzo blisko nowej kreacji, ciężko właściwie wskazać na konkretny moment, w którym tłumaczenie przestaje być tylko tłumaczeniem z staje się nową kreacją, ale język poezja ma to do siebie, że najlepiej funkcjonuje w swoim własnym języku. Jeśli więc chcemy aby funkcjonowała w innym to trzeba wiersz w dużej mierze stworzyć na nowo i włożyć w inne ramy.

karolina_sobczak
07-20-2011, 19:35
To prawda:)
To piękne i smutne za razem, że tłumacz pozostaje anonimowy, choć jego praca mogła wnieść wiele dobrego w przekazywane myśli i opowieści. Pojawia się tu jednak również kwestia wierności. Tłumacz robi coś pięknego, ale czy właściwego, zmieniając przekaz oryginału, nawet jeśli staje się on lepszy?

hm, poruszyłaś ciekawą kwestię o granicach w tłumaczeniu. Czy tłumaczowi wolno w ogóle zmieniać oryginał? jak daleko może się on posunąć wprowadzając zmiany do tłumaczenia, nadpisując lub omijając pewne informacje? odpowiedź na pewno nie jest prosta;)

joannasz
07-20-2011, 20:16
hm, poruszyłaś ciekawą kwestię o granicach w tłumaczeniu. Czy tłumaczowi wolno w ogóle zmieniać oryginał? jak daleko może się on posunąć wprowadzając zmiany do tłumaczenia, nadpisując lub omijając pewne informacje? odpowiedź na pewno nie jest prosta;)

Granice tłumacza - intrygujący temat :D. Trochę zahacza o etykę pracy. Niestety nie ma złotego środa i pewnie jest wiele teorii na ten temat. Mój zdrowy rozsądek podpowiedział by, że tłumacz może zmienić wiele tak długo jak przekaz przekładu i oryginału jest taki sam.

karolina_sobczak
07-20-2011, 21:11
A ja się z tym nie zgodzę. Według mnie w przypadku poezji tłumaczenie jest bardzo blisko nowej kreacji, ciężko właściwie wskazać na konkretny moment, w którym tłumaczenie przestaje być tylko tłumaczeniem z staje się nową kreacją, ale język poezja ma to do siebie, że najlepiej funkcjonuje w swoim własnym języku. Jeśli więc chcemy aby funkcjonowała w innym to trzeba wiersz w dużej mierze stworzyć na nowo i włożyć w inne ramy.


Hm, to w takim razie tłumaczenie poezji to już prawie lokalizacja:)?

lenor
07-20-2011, 22:02
Zgadzam się, że przekaz jest najważniejszy. Tłumacz powinien zdawać sobie sprawę z tego że jego rola, choć niezwykle ważna, pozostaje w cieniu. W końcu skromność to cnota:) Łatwo się zagalopować i przekroczyć granice dodając od siebie zbyt dużo. Chociaż chyba na najwięcej można sobie pozwolić przy poezji.

milka
07-20-2011, 22:23
Łatwo się zagalopować i przekroczyć granice dodając od siebie zbyt dużo. Chociaż chyba na najwięcej można sobie pozwolić przy poezji.

W takim razie, to nie będzie już tłumaczenie, tylko własna kreacja. Poezja ma to do siebie, że jej interpretacja jest pojęciem rozległym. Tutaj wiele zależy od tłumacza, od tego, jakie ma spojrzenie na dany wiersz i z jakiej perspektywy go analizuje, bo od tego zależy, jak taki przekład będzie wyglądać. Wniosek z tego taki, ile tłumaczy, tyle przekładów. W takiej sytuacji ciężko ocenić, który przekład jest najlepszy, bo to przecież indywidualna sprawa czytelnika.

Agneska
07-20-2011, 22:24
A ja się z tym nie zgodzę. Według mnie w przypadku poezji tłumaczenie jest bardzo blisko nowej kreacji, ciężko właściwie wskazać na konkretny moment, w którym tłumaczenie przestaje być tylko tłumaczeniem z staje się nową kreacją, ale język poezja ma to do siebie, że najlepiej funkcjonuje w swoim własnym języku. Jeśli więc chcemy aby funkcjonowała w innym to trzeba wiersz w dużej mierze stworzyć na nowo i włożyć w inne ramy.

Myślę, że masz rację. Poezja rządzi się jednak innymi prawami niż proza. W związku z tym w tłumaczeniu wierszy nie można do końca trzymać się tych samych reguł co przy przekładzie np. beletrystyki. W pewnym sensie wiąże się to ze stworzeniem nowej jakości z wykorzystaniem środków dostępnych w języku tłumaczenia (np. jak oddać zjawisko eufonii w języku dysponującym innymi głoskami?)Dlatego uważam, że tłumaczenie poezji to prawdziwe wyzwanie, któremu nie każdy tłumacz potrafiłby podołać.

ataner
07-20-2011, 22:58
Przekonaliście mnie - tłumaczenie poezji ma w sobie elementy twórcze. Ten rodzaj literacki rządzi się własnymi prawami. Już pomijając kwestie tłumaczeniowe, nawet w języku ojczystym ilu interpretatorów tyle interpretacji.

mooonika
07-21-2011, 08:18
Słowa o artyzmie tłumacza bardzo do mnie trafiają. Zwłaszcza jeżeli chcemy tłumaczyć poezje - tu dzieło poniekąd musi powstać na nowo. Oczywiście przy zachowaniu sensu. Tak więc tłumacz jest twórcą a nie odtwórcą. Współtworzy dzieło z jego autorem i razem z nim odnosi sukces.

Sylwia6432
07-21-2011, 09:04
Słowa o artyzmie tłumacza bardzo do mnie trafiają. Zwłaszcza jeżeli chcemy tłumaczyć poezje - tu dzieło poniekąd musi powstać na nowo. Oczywiście przy zachowaniu sensu. Tak więc tłumacz jest twórcą a nie odtwórcą. Współtworzy dzieło z jego autorem i razem z nim odnosi sukces.

Co do tego sukcesu to nie zawsze musi iśc on w takiej patrze: sukces autora = sukces tłumacza. Bywa przecież tak, że czasem tłumaczenie w ogóle nie cieszy się popularnością lub odwrotnie.

ataner
07-21-2011, 09:15
Wciąż się jednak upieram , że tłumacz może być odtwórcą, nawet współtwórcą dzieła literackiego, ale nigdy twórcą . Przecież zawsze pracuje na kanwie czyjejś pracy. Związek z oryginałem może być mniej lub bardziej ścisły, mniej lub bardziej bezpośredni, ale jednak jest . Niezaprzeczalnie jest.

Nisztu
07-21-2011, 10:20
Wciąż się jednak upieram , że tłumacz może być odtwórcą, nawet współtwórcą dzieła literackiego, ale nigdy twórcą . Przecież zawsze pracuje na kanwie czyjejś pracy. Związek z oryginałem może być mniej lub bardziej ścisły, mniej lub bardziej bezpośredni, ale jednak jest . Niezaprzeczalnie jest.


Jeśli tłumacz nie jest twórcą to gdzie sens pytania o najlepszy przekład? Czemu niektóre trafiają w czyjeś poczucie smaku, a w inne nie?

emalia2
07-21-2011, 10:36
"Współtwórca" to chyba najlepsze określenie. Tłumacz literatury zawsze będzie stał przed dylematem:
tłumaczyć dosłownie, czy raczej oddać sens tłumaczenia? To rzadko idzie w parze. Różnice kulturowe, inny sposób myślenia, nazywania rzeczywistości wymagają od tłumacza kreatywności, on musi ubrać w słowa
i przekazać to "co autor miał na myśli". Pozostaje pytanie czy starać się, w przypadku słabego oryginału, tworzyć lepsze tłumaczenie? Po co? Odpowiedź na to dał, już dawno temu, wspaniały tłumacz Karl Dedecius,
nazywał tłumaczy artystami, a proces tłumaczenia sztuką. "Sztuka odzwierciedla rzeczywistość, nie, nawet więcej, sublimuje ją ..., interpretuje i zmienia" (Karl Dedecius, Vom Übersetzen, s. 143)

kkabala
07-21-2011, 11:16
Wciąż się jednak upieram , że tłumacz może być odtwórcą, nawet współtwórcą dzieła literackiego, ale nigdy twórcą . Przecież zawsze pracuje na kanwie czyjejś pracy. Związek z oryginałem może być mniej lub bardziej ścisły, mniej lub bardziej bezpośredni, ale jednak jest . Niezaprzeczalnie jest.

Zgodzę się. Tłumacz, choć może miec wpływ na sukces rynkowy twórcy, nigdy nim nie będzie. Z resztą, nie taka jego rola, więc nie ma tu nad czym dywagować..

Nisztu, pytanie o najlepszy przekład jest jak najbardziej na miejscu, nawet jeśli tłumacz pozostaje tłumaczem (a nie twórcą). Tylko tutaj zahaczamy już o gusta, upodobania.. możemy mieć do czynienia z różnymi kryteriami oceny, dlatego mówi się, że nie ma jednej, najlepszej wersji tłumaczenia.

Nisztu
07-21-2011, 12:37
Nisztu, pytanie o najlepszy przekład jest jak najbardziej na miejscu, nawet jeśli tłumacz pozostaje tłumaczem (a nie twórcą). Tylko tutaj zahaczamy już o gusta, upodobania.. możemy mieć do czynienia z różnymi kryteriami oceny, dlatego mówi się, że nie ma jednej, najlepszej wersji tłumaczenia.

Więc pozostaje jeszcze zapytać, czym jest twórca? Według mnie właśnie fakt możliwości grania na emocjach i gustach odbiorcy jest znamieniem twórczości. Zresztą reguluje to także prawo, patrz umowy o dzieło z przenoszeniem praw autorskich.

madzia
07-21-2011, 12:48
a mi tak jeszcze zupełnie przewrotnie przyszło do głowy, ze tlumacz może przyczynic się do sukcesu rynkowego autora na kilka sposobów

1. jest znaną postacią np, poezja czytana przez Kolbergera (akurat czytana tylko) ale to nieco inna poezja niż czytana przez pana Staszka Jakiegośtam, wszyscy ulegamy pewnej magii odtwórcy..:)
2. książka tłumaczona przez powiedzmy Halinę Młynkową mogłabym zainteresować pewne kręgi, ze względu na jej osobę a jeszcze gdyby w tytule miala 'przypadkowo słowo' korale :) no to już sukces prawie mocno prawdopodobny :) a im bardziej pop'owy tłumacz - tym większe zainteresowanie mas (tu już nie mówimy o jakości w żadnym razie ale o wpływach wynikających z popularności)
3. tlumacz też może promować sam - akurat media społecznościowe są dostępnę i bezpłatne - przekład w swoim wykonaniu powołując się na dokonania własne np. zakres wiedzowy, jesli sam jest postacią wybitną lub znaną np. gdyby Martyna W wzięła się za tłumaczenia pionierów zdobywania szczytów - te ksiązki jestem pewna ze sprzedawałyby się lepiej niż ksiązki tych samych autorów w tlumaczeniu ludzie niemedialnych

technicznie zatem można wysterować cały proces tak, aby tlumacz miał szansę miec wpływ na sukces rynkowy ksiażki, którą 'tylko' tłumaczy :)

To o czym wspomniałaś to jakaś zupełna abstrakacja. Mam wrażenie, ze dyskusja powinna dotyczyć realnej sytuacji na rynku wydawniczym i translatorskim a nie zupełnie teoretycznych, wydumanych przykładów. Ty piszesz o zjawiskach popkultury a temat to tłumaczenia literackie więc to jak dla mnie zupełnie sie mija!
Poezja czytana w ogóle sie nie mieści w rozważaniach tego wątku.
Pozdrawiam

madzia
07-21-2011, 12:53
Tłumacz może się przyczynić do sukcesu tekstu na danym rynku. Na przykład W. Wharton wcale nie był za bardzo doceniany w Stanach a w Polsce jego książki są niezwykle popularne. Tak więc jest to przypadek, gdzie decyzja o przetłumaczeniu danego utworu przyczynia się do jego promocji, ponieważ akurat takiego rodzaju tekstów brakowało na rynku wydawniczym. Poza tym tłumacz pozostaje w cieniu autora i chyba trzeba się z tym pogodzić, bo w końcu to autor wymyśla całą historię a tłumacz może ją jedynie mniej lub bardziej ubarwić.

Ale przeciez decyzję o wydaniu danego tekstu podejmuje wydawnictwo a nie tłumacz...jaki to ma więc związek z wpływem tłumacza na sukces wydania? To, że na rynku powstaje jakaś nisza i wydawnictwo ja wypełnia publikując dany tekst i potem nakład sprzedaje się jak świeże bułeczki mówiąc kolokwialnie to jedno a drugie to praca tłumacza, który jest zatrudniany przez wydawcę ale nie jest jednym z czynników gwarantujących sukces.

madzia
07-21-2011, 13:00
Witam, większość z Was uważa, że tłumacz może przyczynić się do sukcesu książki. Zgadzam się jak najbardziej, bo w literaturze, czy poezji tłumacz jest według mnie pewnego rodzaju drugim autorem. To trochę tak jak z opowiadaniem bajek dzieciom. Ktoś wymyślił kiedyś czerwonego kapturka, ale kiedy opowiadamy to naszym pociechom to stwarzamy tę historię na nowo.

Musze jednak zapytać o drugą stronę medalu. My obecni na tym portalu doceniamy rolę tłumaczy, bo sami nimi jesteśmy, ale ilu czytelników pamięta nazwisko tłumacza? Ilu idąc do biblioteki interesuje, gdy mają do dyspozycjo kilka wydań różnica w tłumaczeniu? Smutny przykład z rzeczywistości: niedawno jedno z większych wydawnictw ogłosiło, że będzie pomijało nazwiska tłumaczy tłumacząc się względami ekonomicznymi...

To co napisałeś w pierwszej częsci swojej wypowiedzi to własnie punkt widzenia osób, które same związane są z tłumaczeniami i literatura w ogóle. Natomiast (już to wcześniej pisałam) przeciętny czytelnik nie interesuje się tak dogłębnie kwestią tłumaczenia. Tak jak napisałeś nawet nie pamieta nazwiska tłumacza. I takich osób jest większość. A skoro większośc to własnie te osoby napędzaja rynek wydawniczy, decydując o sukcesie danej publikacji nie zważając przy tym na styl tłumaczenia, nazwiska tłumaczy, etc.

Katie
07-21-2011, 13:59
Zgadzam się, że przekaz jest najważniejszy. Tłumacz powinien zdawać sobie sprawę z tego że jego rola, choć niezwykle ważna, pozostaje w cieniu. W końcu skromność to cnota:) Łatwo się zagalopować i przekroczyć granice dodając od siebie zbyt dużo. Chociaż chyba na najwięcej można sobie pozwolić przy poezji.

tak bym to własnie widziała :)

WiktoriaSelezniowa
07-21-2011, 15:01
Wpływ tłumacza na sukces rynkowy autora ma ogromny wpływ. Tak naprawdę to właśnie tłumacz tworzy dzieło na danym obszarze językowym. Między innymi dlatego chcąc przystąpić do tłumaczenia musi się stać początkowo czytelnikiem. Zagłębić się w lekturę, poznać intencje kierujące autorem podczas pisania, jego poglądy na świat i życie, status społeczny i środowisko kulturowe w jakim się obraca. Tłumacz nie jest tylko narzędziem przenoszącym dosłownie tekst, tłumacz jest także artystą który po części współpracuje z autorem w tworzeniu jego dzieła. Organizacja tekstu, dobranie odpowiednich środków oddających zamierzony przez twórcę cel wypowiedzi, ale także przekazanie pewnych nieznanych być może docelowemu odbiorcy realiów w sposób zrozumiały, te oraz wiele innych zadań odpowiada moim zdaniem za sukces rynkowy autora.

WiktoriaSelezniowa
07-21-2011, 15:05
Niestety, decydując się na taki ani inny zawód tłumacz sam skazuje się na anonimowość w mniejszym bądź większym stopniu. Często też ma miejsce sytuacja taka, że jeśli tłumaczymy dobrze to nikt o nas nie pamięta, ale jeśli się już komuś noga powinie to staje się sławny: "To ten co przekręcił pół książki". Także tłumacz sławny nie oznacza dobry, pozostańmy lepiej wobec tego ludźmi fachu, mimo że mało znanymi.

madzia
07-21-2011, 16:04
Mam wrażenie, że gdzieś mijamy sie z sednem tematu. Większośc z nas pisze o tym jakim to artystą jest tłumacz, bo przeciez współtworzy tekst, to on jaby na nowo kreuje świat przedstawiony ramie w ramię z autorem, to od niego zależy jaki kształt bedzie miało dzieło. ZGADZAM SIĘ w 100%. I bardzo to romantyczne i piękne. ALE jaki związek z brutalnymi mechanizmami marketingu i promocji ma to, że tłumacz jest tak istotny dla samej sprzedaży książki czyli jej sukcesu bądź fiaska? :)

milka
07-21-2011, 16:25
To o czym wspomniałaś to jakaś zupełna abstrakacja. Mam wrażenie, ze dyskusja powinna dotyczyć realnej sytuacji na rynku wydawniczym i translatorskim a nie zupełnie teoretycznych, wydumanych przykładów. Ty piszesz o zjawiskach popkultury a temat to tłumaczenia literackie więc to jak dla mnie zupełnie sie mija!
Poezja czytana w ogóle sie nie mieści w rozważaniach tego wątku.
Pozdrawiam

Uważam, że to, co napisała Katie, nie mija się z tematem tego wątku. Argumenty, które podała, są sensowne i jak najbardziej na miejscu. To, czy tłumacz wpłynie na sukces dzieła danego autora czy też nie, w dużej mierze zależy od środowiska, ludzi i "zjawisk popkultury", o których mowa była wyżej.

Agnieszka Czarnul
07-21-2011, 19:07
Witajcie,

Również uważam, że wszystkie „wątki poboczne” dotyczą głównego tematu. Po pierwsze wydaje mi się, że można mówić o jakieś granicy między tłumaczeniem, odtwarzaniem a tworzeniem dzieła. Rolą tłumacza jest jednak przekład oryginału, a nie dodawanie „swoich myśli”. Te wszystkie kwestie kulturowe, typy odbiorców, w a zasadzie ich znajomość powinna mu tylko pomóc w jak najlepszym tłumaczeniu, doborze odpowiednich słów. Jednak to tłumaczenie, a nie kreacja, nie ma tutaj całkowitej wolności w dobieraniu słow...

Zgadzam się tez z tym, że dodatkową kwestią jest np. wpływ „znanego” tłumacza (zawodowego lub takiego, który po prostu podejmuje się przekładu). Jednak jak już wspomnieliście jest jakaś etyka i zasady, do których powinno się zastosować, nawet za cenę „innego” odbioru dzieła przez czytelników.

:)

mooonika
07-21-2011, 19:18
Co do tego sukcesu to nie zawsze musi iśc on w takiej patrze: sukces autora = sukces tłumacza. Bywa przecież tak, że czasem tłumaczenie w ogóle nie cieszy się popularnością lub odwrotnie.

Tak oczywiście. Bo sukces autora w swoim kraju nie równa się sukcesowi w innym, a często jest to za sprawą tłumacza. Hmmmm - chyba nawet może być odwrotnie średnie dzieło może nabrać wartości w tłumaczeniu
O ile dobrze Cię rozumiem.
Pozdrawiam

ataner
07-21-2011, 19:56
Witajcie,
dodatkową kwestią jest np. wpływ „znanego” tłumacza (zawodowego lub takiego, który po prostu podejmuje się przekładu). Jednak jak już wspomnieliście jest jakaś etyka i zasady, do których powinno się zastosować, nawet za cenę „innego” odbioru dzieła przez czytelników.

:)

zgadzam się :) "znany" tłumacz niewątpliwie wspomaga sukces rynkowy autora , ale z drugiej strony prawa rynku są jak prawa dżungli. I tu zgodzę się częściowo z Madzią oraz powtórzę się trochę : o sukcesie autora często decyduje niestety czysty marketing..

Agnieszka Czarnul
07-21-2011, 20:33
Oczywiście, tylko myślę jednak, że nie można skupiać się na tych ciemnych stronach takiego zawodu w sensie z góry troszeczkę zakładać, że albo tłumacz „naudżywa” swoich kompetencji albo za wszelką cenę wypromuje dzieło/autora tekstu lub tez nie może "zepsuć" genialnie napisanego tesktu. Myślę, że jednak lepszym założeniem będzie to, że pomimo praw, jakimi rządzą się promocje i sukces, uznamy że jednak praca zarówno autora, jak i tłumacza ma jakiekolwiek przełożenie za Czytelników;-):)

madzia
07-21-2011, 20:43
Absolutnie szanuje każde zdanie odmienne od mojego. Nadal uważam, że posługujemy się w tej dyskusji ogólnikami. Podajcie proszę nazwiska tłumaczy czy dzieła, które swoim kunsztem translatorskim zyskały na współczesnym rynku popularny, podkreślam popularny, sukces.

joannasz
07-21-2011, 21:16
Absolutnie szanuje każde zdanie odmienne od mojego. Nadal uważam, że posługujemy się w tej dyskusji ogólnikami. Podajcie proszę nazwiska tłumaczy czy dzieła, które swoim kunsztem translatorskim zyskały na współczesnym rynku popularny, podkreślam popularny, sukces.

z tego co wiem to bardzo wysoko ceni się tłumaczy książek Terrego Pratchetta i Tolkiena

Dawno już temu w mediach była dyskusja na podobny temat przy okazji wydawania kolejnej z części Harrego Pottera i o tym pod jaką dużą presją są tłumacze tej książki, w sytuacji gdy była ona publikowana w krajach anglojęzycznych a Polscy fani musieli czekać na swoją wersję ponad pół roku. Wspomnę, że moim skromnym zdaniem te tłumaczenia są bardzo dobre, dodatkowo podoba mi się pomysł dodania mini glosariusza na końcu gdzie tłumacze "tłumaczą się" z podjętych decyzji co do dość specyficznych nazw. Co chce przez to powiedzieć, że pomimo presji czytelników, marketingu itp.i pomimo długiego procesu tłumaczenia, przyczynili się do sukcesu książki. Ponieważ, wydaje mi się, że gdyby przekład był zły, Potteromania ominęła by Polskę.

lenor
07-21-2011, 22:12
Odnośnie tłumaczenia Tolkiena to jest kilka wersji przekładu. Zdania na ich temat są wręcz skrajne. Pewne wersje posługują się specyficznym nazewnictwem np. niziołki zamiast elfy i to tłumaczenie zostało praktycznie całkowicie odrzucone przez czytelników. Z kolei inne tłumaczenie, jak już zostało wcześniej zauważone, jest bardzo wysoko cenione. Tak więc..może istnieje związek między tłumaczeniem a sukcesem książki.

Agneska
07-21-2011, 23:26
Odnośnie tłumaczenia Tolkiena to jest kilka wersji przekładu. Zdania na ich temat są wręcz skrajne. Pewne wersje posługują się specyficznym nazewnictwem np. niziołki zamiast elfy i to tłumaczenie zostało praktycznie całkowicie odrzucone przez czytelników. Z kolei inne tłumaczenie, jak już zostało wcześniej zauważone, jest bardzo wysoko cenione. Tak więc..może istnieje związek między tłumaczeniem a sukcesem książki.

"Jakiś" związek istnieje według mnie na pewno. Zastanawiam się teraz (odnośnie niziołków) czy to nie jest tak, że właśnie ten związek częściej polega na braku sukcesu rynkowego autora w przypadku, gdy tłumaczenie w jakiś powodów nie przypadnie czytelnikom do gustu. Wydaje mi się, że częściej mamy do czynienia z takimi sytuacjami niż np. docenieniem jakiegoś wybitnego przekładu. Czyli, z punktu widzenia czytelnika, dopóki coś nie razi to jest ok.

madzia
07-21-2011, 23:46
To ja podam przykład, który utwierdza mnie w przekonaniu, że dobre tłumaczenie to jedno a drugie to sukces książki. Wszyscy chyba znamy twórczość Heninga Mankell'a. Jego książki tłumaczone były na polski przez kilka tłumaczek. Z łatwością mogę powiedzieć, który styl tłumaczenia bardziej przypadł mi do gustu, co wyróżnia konkretnego tłumacza itp. Interesuje mnie ta tematyka więc analiza merytoryczna jest dla mnie naturalna. Wśród tłumaczek Mankella wyróżniłabym Halinę Thykwe. Mimo tej opinii, którą pewne podziela więcej osób, książki Mankella to kasowy hit.

mooonika
07-22-2011, 09:58
z tego co wiem to bardzo wysoko ceni się tłumaczy książek Terrego Pratchetta i Tolkiena

Dawno już temu w mediach była dyskusja na podobny temat przy okazji wydawania kolejnej z części Harrego Pottera i o tym pod jaką dużą presją są tłumacze tej książki, w sytuacji gdy była ona publikowana w krajach anglojęzycznych a Polscy fani musieli czekać na swoją wersję ponad pół roku. Wspomnę, że moim skromnym zdaniem te tłumaczenia są bardzo dobre, dodatkowo podoba mi się pomysł dodania mini glosariusza na końcu gdzie tłumacze "tłumaczą się" z podjętych decyzji co do dość specyficznych nazw. Co chce przez to powiedzieć, że pomimo presji czytelników, marketingu itp.i pomimo długiego procesu tłumaczenia, przyczynili się do sukcesu książki. Ponieważ, wydaje mi się, że gdyby przekład był zły, Potteromania ominęła by Polskę.

Może bez nazwisk, kto będzie chciał zajrzy do książek. Moim zdaniem tłumaczenia Zoli/ Sartra w większości przypadków, a szczególności 20 tomów 'Rougon Maquart' są pokraszą autora tylko za sprawą tłumaczenia.
Jest to tylko moja opinia, ale sądzę że w przekładzie brak jest bogactwa słownictwa jakim posługiwał się autor, dzieło jest odarte z swojej specyficznej mrocznej atmosfery. Z pięknych głębokich powieści powstały przyjemne romansidła.

karteczka30
07-22-2011, 12:35
Tylko, że jak przeciętny czytelnik, który nie zna języka, którego używa autor w oryginale, może ocenić faktyczne piękno i prawdziwą wartość literacką utworu czy warsztat autora. Może w swojej ocenie bazować tylko na tłumaczeniu. Jeśli jest ono wierne to umożliwia w mniejszym lub większym stopniu taką ocenę, ale jesli tak nie jest to taka ocena czytelnika będzie raczej oceną pracy tłumacza a nie autora. I według mnie o jest główny problem, że w wielu przypadkach ciężko jest powiedzieć, co i kogo oceniamy.

Skoro zakładasz, że przeciętny czytelnik nie zna języka użytego w oryginale i jego ocena będzie oceną jedynie pracy tłumacza, to właśnie dowodzi, że tłumacz ma ogromny wpływ na sukces autora.

karteczka30
07-22-2011, 12:43
Jeśli tłumacz nie jest twórcą to gdzie sens pytania o najlepszy przekład? Czemu niektóre trafiają w czyjeś poczucie smaku, a w inne nie?

To już chyba kwestia gustów, o których, jak wiemy się nie dyskutuje;)

Agnieszka Czarnul
07-22-2011, 14:00
Witajcie,

Zgadzam się z tym, że przeciętny czytelnik, który zna jakieś dzieło tylko z jednej wersji, może niewłaściwie ocenić tłumaczenie. Trudno też zakładać, że taka osoba prowadzi wygórowane analizy i porównuje oryginał z tłumaczeniem…Może więc to raczej kwestia tego, dlaczego ktoś wogóle kupuje daną książkę?...I jakie tutaj znaczenie ma autor, jakie tłumacz czy marketing …. może jakieś inne ?

Myślę też o tym, że jedno to sukces rynkowy w postaci odpowiedniej ilości sprzedanych dzieł;-) a co innego ocena tłumaczenia… ..

Skąd tak naprawdę znać opinię czytelników na temat tłumaczenia i jak ona współgra z opinią fachowców…

lenor
07-22-2011, 15:53
Tłumaczenie może być tylką jednym z wielu czynników wpływających na sukces. Dobry przekład może przyczynić się do wzrostu popularności ale wcale nie musi...w grę wchodzi wspomniany już marketing i indywidualne gusta. Jednak słabe tłumaczenie także może się odbić na sprzedaży. Spotkałam się już w życiu z ludżmi którzy uczą się języków aby czytać w oryginale...tłumaczenie jednak trochę zmienia historie opisane w książce.

lenor
07-22-2011, 16:01
"Jakiś" związek istnieje według mnie na pewno. Zastanawiam się teraz (odnośnie niziołków) czy to nie jest tak, że właśnie ten związek częściej polega na braku sukcesu rynkowego autora w przypadku, gdy tłumaczenie w jakiś powodów nie przypadnie czytelnikom do gustu. Wydaje mi się, że częściej mamy do czynienia z takimi sytuacjami niż np. docenieniem jakiegoś wybitnego przekładu. Czyli, z punktu widzenia czytelnika, dopóki coś nie razi to jest ok.

Tak już jest że łatwiej zauważa się czyjeś wpadki niż sukcesy. Wydaje mi się że większość tłumaczeń literackich nie wpływa znacząco na sprzedaż. Jednak są sytuacje gdzie ktoś dokonując przekładu naprawdę zabłysnął lub spotkał się z miażdzącą krytyką. Mój wniosek jest taki że tłumacząc można się przyczynić do wzrostu lub spadku popularności książki, mimo iż są to rzadkie sytuacje. A może po prostu pewne gatunki literackie są wdzięczniejsze do popisu dla tłumacza?

Agneska
07-22-2011, 16:31
Wiadomo, że czytanie w oryginale to jednak coś innego niż zetknięcie się z tłumaczenie. Jest to jeden powodów, dla których warto uczyć się języków obcych :) Są w końcu książki, do których bez dobrej znajomości języka czytelnik nie miałby "dostępu" (jak np. "Der Dativ ist dem Genitiv sein Tod" B.Sick'a -zbiór ciekawych artykułów dotyczących języka niemieckiego, polecam)

Agnieszka Czarnul
07-22-2011, 16:37
W jakim sensie tłumaczenie zmienia historie opisane w książce? Napisz prosze, co masz na myślii:-)

Myślę, że też nie jest do końca tak, że w przypadku, gdy jakieś dzieło nie przypanieie czytelnikom do gustu, to „obwinia” się tłumacza…jednak wtedy chyba autor ma „większy” wpływ…

Natomiast przypadku, gdy np. książka się podoba czytelnikom, można i dostrzec wtedy również wkład tłumacza ( jakikolwiek by On nie był)
Także uważam, że to po części kwestia „spojrzenia” i chyba własnego zdania tak naprawdę, jak duży wpływ ma tłumacz na dane dzieło. Chyba wracamy do punktu wyjścia;)

Pozdrawiam,

kkabala
07-22-2011, 19:32
Więc pozostaje jeszcze zapytać, czym jest twórca? Według mnie właśnie fakt możliwości grania na emocjach i gustach odbiorcy jest znamieniem twórczości. Zresztą reguluje to także prawo, patrz umowy o dzieło z przenoszeniem praw autorskich.

Twórca wybiera temat dzieła, ustosunkowuje się do wybranego tematu, ubiera go we własne słowa, umieszcza w czasie i przestrzeni.. to on wychodzi z inicjatywą (roz)poczęcia czegoś nowego. Według mnie granica pomiędzy twórcą, a tłumaczem jest wyraźna..

apprentice
07-22-2011, 22:13
Jak myślicie jaki wpływ i czy w tłumacz ogóle ma jakikolwiek wpływ na sukces danej książki na danym rynku. Czy tłumacz może w ogóle swoim przekładem wpłynąć jakoś na poczytność autora w danym kraju?

Myślę, że wpływ tłumacza na sukces rynkowy danego autora bywa niekiedy znaczący. Pozwolę sobie przypomnieć kontrowersje jakie zaistniały wokół książki Jerzego Kosińskiego „Malowany ptak”. Książka, która przyniosła Kosińskiemu światowy rozgłos i uznanie krytyków została prawdopodobnie napisana przez niego po polsku, a następnie przetłumaczona na angielski przez zdolnego tłumacza, którego nazwisko nie zostało ujawnione.

Sylwia6432
07-23-2011, 10:53
Twórca wybiera temat dzieła, ustosunkowuje się do wybranego tematu, ubiera go we własne słowa, umieszcza w czasie i przestrzeni.. to on wychodzi z inicjatywą (roz)poczęcia czegoś nowego. Według mnie granica pomiędzy twórcą, a tłumaczem jest wyraźna..

zdecydowanie się zgodzę, że twórca i tłumacz to dwa różne pojęcia, możnaby powiedzieć, że tłumacz to raczej odtwórca bo tłumaczenie to tak jakby "wariacja na temat..."

malwiz
07-23-2011, 11:33
Witajcie,

Zgadzam się z tym, że przeciętny czytelnik, który zna jakieś dzieło tylko z jednej wersji, może niewłaściwie ocenić tłumaczenie. Trudno też zakładać, że taka osoba prowadzi wygórowane analizy i porównuje oryginał z tłumaczeniem…Może więc to raczej kwestia tego, dlaczego ktoś wogóle kupuje daną książkę?...I jakie tutaj znaczenie ma autor, jakie tłumacz czy marketing …. może jakieś inne ?

Myślę też o tym, że jedno to sukces rynkowy w postaci odpowiedniej ilości sprzedanych dzieł;-) a co innego ocena tłumaczenia… ..

Skąd tak naprawdę znać opinię czytelników na temat tłumaczenia i jak ona współgra z opinią fachowców…

Myślę, że jeśli chodzi o bardziej obeznanych z zagadnieniami przekładu czytelnikiem, dochodzi tu też kwestia przyzwyczajenia. Niektórzy tłumacze mają b. charakterystyczny styl przekładu i z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że podoba mi się styl jednego tłumacza, a innego mnie nie przekonuje. Myślę, że opinie innych są dla czytelników ważne, bo zdecydujemy się raczej na zakup książki przetłumaczonej przez kompetentną osobę, którą polecił znajomy, niż przez tłumacza, którego inni (znajomi lub tłumacze) krytykują za braki czy niedociągnięcia.

Modrak
07-23-2011, 13:22
Tłumacz dokonuje w pewnym stopniu interpretacji dzieła, którą czytelnik odbiera wg. własnych odczuć. Nadaje mu również (czytelnik) swoją interpretację, biorąc pod uwagę swój bagaż kulturowy.Mimo iż tłumaczenie jest nasycone subiektywnymi odczuciami tłumacza w utworze są one adekwatne do kontekstu, który stanowi jego strukturę co może przyczyniać się do sukcesu danego dzieła.

Modrak
07-23-2011, 14:01
Moim zdaniem praca tłumacza jest niezwykle ważna. To nie tylko "suche" tłumaczenie tekstu, ale przede wszystkim jego kreowanie. To od tłumacza zależy, w jaki sposób przedstawi daną partię tekstu. Może to zrobić w prosty sposób, tłumacząc słowo po słowie. Może jednak w taki sposób wykreować tekst, nadając mu pewien pierwiastek emocjonalny, że czytelnik nie będzie mógł oderwać oczu od tekstu. Czasami zdarza się tak, że tłumaczenie jest lepsze od oryginału. Jednak autor pozostaje autorem, a najpiękniejsze w pracy tłumacza jest to, że swoim kunsztem translatorskim może wpłynąć ma masy i od niego może zależeć, jak dana książka sprzeda się na rynku.

Zgadzam się z opinią ,że praca tłumacza oprócz obiektywnego przekładu polega również na subiektywnym kreowaniu tekstu. Z tego punktu widzenia można pokusić się o stwierdzenie,że tłumacz tworzy równie utwór w utworze. Jeśli chodzi o tekst literacki tłumacz ma możliwość nadawania mu pierwiastka emocjonalnego,która wyróżnia go od tekstu pierwotnego ale dla czytelnika stanowi bazę do własnej interpretacji i do własnych emocji.Co do kunsztu translatorskiego zgadzam się,że determinuje on sukces danej książki na rynku ale mam wątpliwości czy tłumaczenie jest lepsze od oryginału skoro mówi się o kreatywności tłumacza, która uaktywnia się w konfrontacji z dziełem przeznaczonym do przekładu.

Modrak
07-23-2011, 14:07
Moim zdaniem praca tłumacza jest niezwykle ważna. To nie tylko "suche" tłumaczenie tekstu, ale przede wszystkim jego kreowanie. To od tłumacza zależy, w jaki sposób przedstawi daną partię tekstu. Może to zrobić w prosty sposób, tłumacząc słowo po słowie. Może jednak w taki sposób wykreować tekst, nadając mu pewien pierwiastek emocjonalny, że czytelnik nie będzie mógł oderwać oczu od tekstu. Czasami zdarza się tak, że tłumaczenie jest lepsze od oryginału. Jednak autor pozostaje autorem, a najpiękniejsze w pracy tłumacza jest to, że swoim kunsztem translatorskim może wpłynąć ma masy i od niego może zależeć, jak dana książka sprzeda się na rynku.

Zgadzam się z opinią ,że praca tłumacza oprócz obiektywnego przekładu polega również na subiektywnym kreowaniu tekstu. Z tego punktu widzenia można pokusić się o stwierdzenie,że tłumacz tworzy równie utwór w utworze. Jeśli chodzi o tekst literacki tłumacz ma możliwość nadawania mu pierwiastka emocjonalnego,która wyróżnia go od tekstu pierwotnego ale dla czytelnika stanowi bazę do własnej interpretacji i do własnych emocji.Co do kunsztu translatorskiego zgadzam się,że determinuje on sukces danej książki na rynku ale mam wątpliwości czy tłumaczenie jest lepsze od oryginału skoro mówi się o kreatywności tłumacza, która uaktywnia się w konfrontacji z dziełem przeznaczonym do przekładu.

Modrak
07-23-2011, 14:14
Moim zdaniem praca tłumacza jest niezwykle ważna. To nie tylko "suche" tłumaczenie tekstu, ale przede wszystkim jego kreowanie. To od tłumacza zależy, w jaki sposób przedstawi daną partię tekstu. Może to zrobić w prosty sposób, tłumacząc słowo po słowie. Może jednak w taki sposób wykreować tekst, nadając mu pewien pierwiastek emocjonalny, że czytelnik nie będzie mógł oderwać oczu od tekstu. Czasami zdarza się tak, że tłumaczenie jest lepsze od oryginału. Jednak autor pozostaje autorem, a najpiękniejsze w pracy tłumacza jest to, że swoim kunsztem translatorskim może wpłynąć ma masy i od niego może zależeć, jak dana książka sprzeda się na rynku.

Zgadzam się z opinią ,że praca tłumacza oprócz obiektywnego przekładu polega również na subiektywnym kreowaniu tekstu. Z tego punktu widzenia można pokusić się o stwierdzenie,że tłumacz tworzy równie utwór w utworze. Jeśli chodzi o tekst literacki tłumacz ma możliwość nadawania mu pierwiastka emocjonalnego,która wyróżnia go od tekstu pierwotnego ale dla czytelnika stanowi bazę do własnej interpretacji i do własnych emocji.Co do kunsztu translatorskiego zgadzam się,że determinuje on sukces danej książki na rynku ale mam wątpliwości czy tłumaczenie jest lepsze od oryginału skoro mówi się o kreatywności tłumacza, która uaktywnia się w konfrontacji z dziełem przeznaczonym do przekładu.

Modrak
07-23-2011, 14:27
Zgadzam się z opinią, że sukces danego dzieła zależy od przekładu.W związku z tym, że tłumacz odczuwa emocje, suche tłumaczenie nie wchodzi w grę ale jest nasączone tymi emocjami. To czy dzieło odniesie sukces zależy od czytelnika i wagi przykładanej do odczuwanych przez niego emocji.

Modrak
07-23-2011, 14:39
Witam wszystkich!:) zgadzam się, że tłumacz przygotowując przekład danego dzieła ma bardzo duże pole do popisu, ale chyba najwiekszym wyzwaniem i celem jego pracy powinno być moim zdaniem jak najbardziej wierne przedstawienie oryginału, bez celowego, sztucznego upiększania go, nawet jeśli autor nie jest najbardziej błyskotliwym twórcą... Wydaję mi się, że powinno chodzić o to, aby czytelnicy przekładów mieli szansę odnieść zbliżone wrażenia co czytelnicy oryginału:)

Zgadzam się z opiniom, że tumacz powinien jak najwierniej oddać oryginał, co jest życzeniem samego autora.Jednak obiektywizm w stu procentach moim zdaniem nie jest możliwy.

dariah
07-23-2011, 14:44
Oczywiście, taka jest rola tłumacza - aby jak najwierniej oddać dzieło autora, a w zasadzie, nie jak najwierniej, lecz w taki sposób, aby czytelnik oryginału odczuwał takie same emocje, co czytelnik przekładu. Co jak wiemy, nie zawsze jest możliwe :)

Jestem przekonana, że sukces przekładu jest bardzo silnie związane z jakością tłumaczenia, mimo iż marketing jest w obecnych czasach równie ważny, to nie należy zapominać o marketingu szeptanym. Wydawnictwo może wydać mnóstwo pieniędzy na promocję, ale jeśli książka nie będzie warta zakupu, to ta zła opinia będzie jeszcze szybsza niż reklama ;)

Modrak
07-23-2011, 15:05
Zgadzam się z opinią, że tłumacz może być odpowiedzialny za sukces lub porażkę danej książki. Sukces jej zależy od liczby czytelników, poczytalności. Jednak trudno jest przewidzieć w jaki sposób powinien zostać dokonany aby dzieło odniosło sukces.Jest to dziedzina tłumacza a aspekt kulturowy ma na to również decydujący wpływ. Czytelnik może odebrać dzieło inaczej niż odbiera je sam autor.

Agnieszka Czarnul
07-23-2011, 16:02
Oczywiście, taka jest rola tłumacza - aby jak najwierniej oddać dzieło autora, a w zasadzie, nie jak najwierniej, lecz w taki sposób, aby czytelnik oryginału odczuwał takie same emocje, co czytelnik przekładu. Co jak wiemy, nie zawsze jest możliwe :)

Jestem przekonana, że sukces przekładu jest bardzo silnie związane z jakością tłumaczenia, mimo iż marketing jest w obecnych czasach równie ważny, to nie należy zapominać o marketingu szeptanym. Wydawnictwo może wydać mnóstwo pieniędzy na promocję, ale jeśli książka nie będzie warta zakupu, to ta zła opinia będzie jeszcze szybsza niż reklama ;)


Witajcie,

Myślę, że to dobrze powiedziane z tym, że tłumacz powinien "po prostu" jak najlepiej oddać emocje, które są zawarte w treści oryginału. Niemniej jednak tworzy się tutaj sytuacja taka, że dobre tłumaczenie będzie wtedy, gdy tłumacz odda w swojej interepretacji te same emocje, przynajmniej wg Niego te same, a następnie każdy Czytelnik będzie miał podobną wrażliwość i spojrzenie na dany temat. Biorą pod uwagę to, w jak bardzo różny sposób ludzie odbierają rzeczywistość, wydaje się to bardzo trudnym zadaniem...

Rachela
07-23-2011, 16:49
Branża tłumaczeń literackich jest stosunkowo elitarna, co niesie za sobą pewne konsekwencje. W obecnych czasach tłumaczenia dzieł literackich są zlecane sprawdzonym tłumaczom z ogromnym dorobkiem, renomą i doświadczeniem. Nie znam wydawnictwa, które zaryzykowałoby zlecenie tłumaczenia książki, którą zamierza wypuścić na rynek, tłumaczowi bez większych osiągnięć, gdyż wiązałoby się to ze zbyt dużym ryzykiem ze strony recenzentów i równocześnie mogłoby mieć negatywny wpływ na sprzedaż. Dlatego popularne dzieła beletrystyczne tłumaczone są przez popularnych (jedna z miar profesjonalizmu) na rynku tłumaczy, co wzmacnia prawdopodobieństwo sukcesu rynkowego przekładu.

Rachela
07-23-2011, 17:09
Dużą rolę w rynkowym sukcesie tłumaczenia odgrywa również interpretacja gatunku i koncentracja tłumacza na docelowym odbiorcy tekstu. Jak wiadomo anonimowe tłumaczenie "Podróży Guliwera" było niesamowicie poczytne i traktowane głównie jako lekka, przygodowa powieść dla dzieci. Wraz z pojawieniem się kolejnego, nowszego tłumaczenia Słomczyńskiego, który zrezygnował ze stosowania cenzury oraz potrafił oddać ironię oryginału, zmienił się również docelowy czytelnik- wykształcony dorosły, a dzieło odniosło sukces właśnie w tym sektorze. Zależność ta mówi sama za siebie.

Rachela
07-23-2011, 17:40
Witajcie,
Myślę też o tym, że jedno to sukces rynkowy w postaci odpowiedniej ilości sprzedanych dzieł;-) a co innego ocena tłumaczenia… ..


Jest w Twoim poście wiele prawdy. Idealnym przykładem może tu być tłumaczenie książek z serii "Harry Potter". Bestseller na skalę światową na polskim rynku również poradził sobie wyśmienicie jeśli chodzi o liczbę sprzedanych egzemplarzy. Jakość tłumaczenia nie była może atakowana czy podważana, jednak zaraz po publikacji, powstały naukowe artykuły poddające krytycznej analizie wybrane aspekty tłumaczenia, a głównym zarzutem był tu brak konsekwencji w zastosowaniu technik tłumaczeniowych do przekładu nazw własnych (które jak wiemy były w większości znaczące) oraz zamieszczenie (z niewiadomych przyczyn) jedynie ich części w glosariuszu na końcu książki.

Rachela
07-23-2011, 18:00
A co powiedziecie na sytuację, gdy wierne, ale i odważne tłumaczenie samego tylko tytułu dzieła, zadecydowało o znikomym sukcesie nowego przekładu? Mam na myśli tłumaczenie "Kubusia Puchatka", które samo w sobie jest (jak sądzę) bardzo wartościowe, a jednak zostało prawie całkowicie odrzucone, ponieważ tytułowy "Kubuś", którego tak wszyscy kochają, stał się "Fredzią Phi-Phi".

Rachela
07-23-2011, 18:25
To co napisałeś w pierwszej częsci swojej wypowiedzi to własnie punkt widzenia osób, które same związane są z tłumaczeniami i literatura w ogóle. Natomiast (już to wcześniej pisałam) przeciętny czytelnik nie interesuje się tak dogłębnie kwestią tłumaczenia. Tak jak napisałeś nawet nie pamieta nazwiska tłumacza. I takich osób jest większość. A skoro większośc to własnie te osoby napędzaja rynek wydawniczy, decydując o sukcesie danej publikacji nie zważając przy tym na styl tłumaczenia, nazwiska tłumaczy, etc.

Teoretycznie tak to właśnie może wyglądać, że jeśli przeciętny czytelnik nie interesuje się zanadto nazwiskiem tłumacza i nie porównuje przekładu z oryginałem, a mimo wszystko książka staje się bestsellerem, właściwie tłumacz nie odgrywa tu żadnej roli. Jednak wszystko odbywa się tak naprawdę poza czytelnikiem, bo to wydawnictwo (a nie czytelnik) decyduje, kto przełoży dany tekst, a jak wiadomo, wcale nie jest kwestią obojętną, kto to robi. Wydawnictwa chcą mieć jak najlepsze jakościowo i merytorycznie teksty. Istnieje jedynie garstka odnoszących sukcesy tłumaczy literackich i to właśnie oni dostają zlecenia. Jeśli osiągają sukcesy, oznacza to, że są świetni w tym co robią, a jeśli są świetni, przeciętny czytelnik nie może mieć żadnych zarzutów co do tekstu. Gdyby rola tłumacza pozostawała bez znaczenia, wydawnictwa zamiast wielkich nazwisk zatrudniałaby świeżo upieczonych absolwentów studiów językowych, bo to przecież dużo tańsze...

Agnieszka Czarnul
07-23-2011, 19:08
To prawda:)
To piękne i smutne za razem, że tłumacz pozostaje anonimowy, choć jego praca mogła wnieść wiele dobrego w przekazywane myśli i opowieści. Pojawia się tu jednak również kwestia wierności. Tłumacz robi coś pięknego, ale czy właściwego, zmieniając przekaz oryginału, nawet jeśli staje się on lepszy?

Osobiście zgodzę się,jak już wcześniej wspomniałam, że jednak tłumacz "stoi" w cieniui autora, a jego zadaniem nie powinna być zmiana oryginału, nie może On ulepszać danego dzieła poprzez dodawanie "czegoś" od siebie. Powinien On oddać charakter dzieła,a nie go zmieniać..
I pytanie jaki wpływ miałby autor dzieła na sukces rynkowy w przypadku, gdy tłumacz ma takje wielkie pole do popisu?

kacha
07-23-2011, 22:46
Dyskutując na różne tematy zawsze lubię podawać przykłady, jeżeli jest to tylko możliwe:) Tym razem także posłużę się przykładem:)

Pani tłumacz, Angielka, która tłumaczyła książki Paulo Coelho niejednokrotnie miała problem ze zrozumieniem oryginału (ze względu na niejasność wypowiedzi autora). Była w o tyle komfortowej sytuacji, że mogła zadzwonić do autora i się zapytać " Ale o co Ci chodziło w tym i tym fragmencie?" na co Coelho za którymś razem odpowiedział, że (parafrazuję) "już nie pamiętam o co mi chodziło w danym fragmencie". Pani tłumacz zrobiła więc to, co uważała za słuszne.

Wiemy, że książki Paulo Coelho odniosły ogromny sukces na całym świecie. Dla wielu zawierają jakiś głębszy przekaz, stanowią "food for thought". Jednakże w tym konkretnym przypadku rola tłumacza nie była mniejsza od roli autora i w dużej mierzę, tak myślę, mogła wpłynąć na sukces autora.

malgosia_n
07-23-2011, 23:44
Zgadzam się z powyższymi wypowiedziami. Chciałabym dodać tylko, że tłumacz może wnieść olbrzymi wkład w sukces autora, gdy dostrzeże i weźmie pod uwagę kontekst kulturowy, różnice kulturowe między odbiorcami oryginału a odbiorcami przekładu, na które składa się niewątpliwie wiele czynników. Właśnie uwzględnienie różnic na płaszczyźnie kulturowej ma decydujący wpływ na sukces autora oryginału. Tłumacz musi umieć „dotrzeć” do niejako swoich odbiorców, mieć rozeznanie w – jeśli można to tak określić – doświadczeniu literackim – danej grupy, dla której tłumaczy. Przekład literacki to nie „suche” i dosłowne oddanie tekstu wyjściowego, to raczej kreowanie tworu jakby nowego, praca artysty, przetłumaczenie nie tylko z danego języka na inny lecz także z jednego doświadczenia kulturowego na drugie.
Całkowicie się z Tobą zgadzam. Przykładem może tu być William Wharton, który w Polsce jest niesamowicie popularny a w krajach anglojęzycznych mało kto go zna (będąc w Anglii nie mogłam nigdzie dostać jego książek). Nie czytałam jeszcze oryginałów jego książek, ale mam w planie. Może odkryję przyczynę sukcesu polskiego tłumacza :)

margaux
07-24-2011, 00:09
Witam
Zgadzam się również z waszymi opiniami. Moim zdaniem, tłumaczenie tekstu literackiego to jedno z najtrudniejszych tłumaczeń. I nie chodzi tu jedynie o język, lecz własnie o emocje, jakie autor zawarł, a jakie tłumacz powinien przekazać. Myślę, że wiele osób czytając tekst literacki przetłumaczony na język polski nawet nie pomyśli o ogromnej pracy, jaką wykonał tłumacz.. Szkoda, że pozostają oni w cieniu..

joannasz
07-24-2011, 01:05
Jest w Twoim poście wiele prawdy. Idealnym przykładem może tu być tłumaczenie książek z serii "Harry Potter". Bestseller na skalę światową na polskim rynku również poradził sobie wyśmienicie jeśli chodzi o liczbę sprzedanych egzemplarzy. Jakość tłumaczenia nie była może atakowana czy podważana, jednak zaraz po publikacji, powstały naukowe artykuły poddające krytycznej analizie wybrane aspekty tłumaczenia, a głównym zarzutem był tu brak konsekwencji w zastosowaniu technik tłumaczeniowych do przekładu nazw własnych (które jak wiemy były w większości znaczące) oraz zamieszczenie (z niewiadomych przyczyn) jedynie ich części w glosariuszu na końcu książki.

w poprzednim poście poruszyłam już temat tłumaczeń harrego pottera z tego co pamiętam, to zamieszczenie glosarisuza było jakby tłumaczeniem dla czytelników dlaczego tak a nie inaczej. Każdy sobie zdaje sprawie ze z książką tak znaną jest związana ogromna presja. Może chcieli uniknąć trochę odpowiedzialności za ewentualne złe tłumaczenie, ale z tego co pamiętam z wypowiedzi tłumaczy to po prostu chcieli pokazać czytelnikom inne opcje tłumaczenia, ze oni akurat wybrali tak bo tak, bo coś musieli.

Pelagia
07-24-2011, 08:49
Tłumaczenia literackie nie są najłatwiejsze. Aby dobrze przekazać to co chciał autor, tłumacz musi zagłębić się w całość utworu literackiego. Gdy w oryginale pojawiają się określenia mające kilka znaczeń to tłumacz musi wybrać, czasami intuicyjnie, i konsekwentnie dane określenie tłumaczyć tak samo w całym tekście. Dlatego stworzenie słownika danych wyrażeń jest pomocne dla tłumacza. Taki słownik może zachęcić czytelników do lektury.

Pelagia
07-24-2011, 17:01
Wciąż się jednak upieram , że tłumacz może być odtwórcą, nawet współtwórcą dzieła literackiego, ale nigdy twórcą . Przecież zawsze pracuje na kanwie czyjejś pracy. Związek z oryginałem może być mniej lub bardziej ścisły, mniej lub bardziej bezpośredni, ale jednak jest . Niezaprzeczalnie jest.

Zgadzam się że tłumacz dzieł literackich jest współtwórcą i poprzez swoje tłumaczenie może wpłynąć na sukces rynkowy autora. W przypadku tłumaczeń literackich trzeba pamiętać że nie tłumaczy się suchych faktów, ale też styl wypowiedzi, który nadaje charakter utworowi

leva
07-24-2011, 18:28
Oczywiście, taka jest rola tłumacza - aby jak najwierniej oddać dzieło autora, a w zasadzie, nie jak najwierniej, lecz w taki sposób, aby czytelnik oryginału odczuwał takie same emocje, co czytelnik przekładu. Co jak wiemy, nie zawsze jest możliwe :) (...)

Myślę, że kwestia emocji odczuwanych przez czytelnika jest jedną z najważniejszych, jeżeli chodzi o udane tłumaczenie. Jeżeli autor chciał rozśmieszyć czytelnika lub wygłosić ironiczne stwierdzenie, to tłumacz musi zrobić to samo, a nie tylko przetłumaczyć. Jako przykład książki, w której tłumacz nie za bardzo wywiązał się z tego zadania mogę podać "Zapiski z Wielkiego Kraju" Billa Brysona. Miałam okazję czytać najpierw wersję angielską, a później polską i muszę przyznać, że ta druga była bardzo rozczarowująca.
Wszyscy kochają Brysona za jego specyficzne poczucie humoru i ironiczne komentarze na każdym kroku. Polski przekład jest suchy, rzeczowy i tylko czasami śmieszny... Prawdopodobnie dlatego pozostałe książki autora przetłumaczył już ktoś inny. Nie czytałam po polsku, więc opinii jeszcze nie mogę wygłosić.

ataner
07-24-2011, 19:35
Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia w pracy tłumacza. Czasem zdarzają się autorom drobne niekonsekwencje, typu : przewijający się przez 3 rozdziały kot nagle w czwartym pojawia się jako pies, Zosia staje się Klaudią , itp. Czy tłumacz powinien skorygowąć te niedoskonałości czy pozostawić je tak jak w oryginale, jak myślicie ?

joannasz
07-24-2011, 20:18
Osobiście, bym je zostawiła, tłumacz nie ma pewności czy to nie jest celowy zabieg autora. Oczywiście, w przypadku żyjących autorów na pewno może się z nim skontaktować w celu wyjaśnienia sytuacji. Przy braku takiej możliwości, myślę że powinien zostawić tak jak w oryginale ale dodając przypis tłumaczący syt.

Pelagia
07-24-2011, 20:28
Zgadzam się też zostawiałbym takie elementy. Tłumacz jednak nie powinien ingerować w tekst i zmieniać faktów. Nawet jeśli według niego w tekście pojawiają się nieścisłości.

Agneska
07-24-2011, 21:27
Racja, w takim przypadku najlepiej skontaktować się z autorem bądź korektorem wydanej już pozycji, która miałaby nam posłużyć za tekst wyjściowy do tłumaczenia. Nie bardzo widzę możliwość samowolnego wprowadzania takich zmian -nie leży to raczej w gestii tłumacza.

kkabala
07-24-2011, 21:30
Tak, myślę, że w tym przypadku należy pozostawić wersję autora i koniecznie dodać przypis. Autor również ma prawo się pomylić..

lenor
07-24-2011, 21:57
W jakim sensie tłumaczenie zmienia historie opisane w książce? Napisz prosze, co masz na myślii:-)

Myślę, że też nie jest do końca tak, że w przypadku, gdy jakieś dzieło nie przypanieie czytelnikom do gustu, to „obwinia” się tłumacza…jednak wtedy chyba autor ma „większy” wpływ…

Natomiast przypadku, gdy np. książka się podoba czytelnikom, można i dostrzec wtedy również wkład tłumacza ( jakikolwiek by On nie był)
Także uważam, że to po części kwestia „spojrzenia” i chyba własnego zdania tak naprawdę, jak duży wpływ ma tłumacz na dane dzieło. Chyba wracamy do punktu wyjścia;)

Pozdrawiam,

Miałam na myśli to że tłumacz może narzucić swoją perspektywę interpretację utworu. Tłumaczenie nigdy nie jest takie samo jak oryginał, w tym sensie historia może ulec pewnej zmianie.:)

Pelagia
07-24-2011, 22:10
Czasami tłumacz dokonując przekładu może mimowolnie narzucić czytelnikowi swoją interpretację dzieła. W każdej kulturze istnieją różne skojarzenia, dlatego w takim przypadku tłumacz może wpłynąć na sukces książki.

Agnieszka Czarnul
07-24-2011, 22:24
Dokładnie, tylko gdzie jest ta granica, do jakiej tłumacz mimowolnie może narzucić czytelnikowi swoją interpretację ( mimo że np. zna podłoże kulturowe i inne wspomniane w dyskusji czynniki), tak, aby historia opisana w dziele pozostała tą samą historią, a odczucia które miał autor, były podzielane również przez odbiorców...

pozdrawiam

Pelagia
07-24-2011, 22:50
Tłumacz literacki nie powinien zmieniać opowiedzianej historii, powinien starać się oddać odczucia autora, mimo iż ich odbiór jest zawsze subiektywny, a autor książki musi się z tym liczyć.

mooonika
07-25-2011, 08:45
Tłumacz literacki nie powinien zmieniać opowiedzianej historii, powinien starać się oddać odczucia autora, mimo iż ich odbiór jest zawsze subiektywny, a autor książki musi się z tym liczyć.

Tłumacz nie powinien zmieniać opowiedzianej historii, ale oddać zamysł twórcy, a taki przekład często wiąże się ze zmianami pewnych aspektów kulturowych w tekście. Wszystko zależy od rodzaju tekstu na jakim pracuje. Niekiedy tłumaczenie nie wymaga wcale zmian, a czasem są one konieczne.

dariah
07-25-2011, 09:36
Tłumacz nie powinien zmieniać opowiedzianej historii, ale oddać zamysł twórcy, a taki przekład często wiąże się ze zmianami pewnych aspektów kulturowych w tekście. Wszystko zależy od rodzaju tekstu na jakim pracuje. Niekiedy tłumaczenie nie wymaga wcale zmian, a czasem są one konieczne.

Zgadzam się w 100 % ! Chciałam tylko podać jako przykład pewnych "zmian" tłumaczenie książki G. Herlinga-Grudzińskiego "Inny Świat" na język francuski, które to zamiast bodajże 290 stron miało w wersji francuskiej 470 stron... a wszystko przez to, że książka była tak nasiąkniętą kultura i ówczesnymi realiami, że koniecznym było dodanie mnóstwa przypisów....

Chciałam tym przykładem pokazać, że czasem tłumacz, aby oddać jak najwierniej oryginał musi go trochę zmienić, chociażby poprzez przypisy, aby był on zrozumiały dla czytelnika zagranicznego.

Agneska
07-25-2011, 11:01
To prawda, że przypisy są z reguły bardzo pomocne. Z punktu widzenia czytelnika pozostawiają wybór: jeśli chcę dowiedzieć się więcej lub nie rozumiem w pełni danego fragmentu to czytam przypis, a jeśli uznaję, że nie ma takiej potrzeby to mogę go ominąć. Myślę, że tworząc przypisy raczej powinno brać się pod uwagę jaki odbiorca będzie sięgał po daną książkę najczęściej (np. w jakim wieku). Dzięki temu możemy zapobiec sytuacji, w której przypisów będzie za mało bądź za dużo.

kkabala
07-25-2011, 11:33
Idealną sytuacją byłoby sczytanie tłumaczenia przez drugiego tłumacza-korektora, ale domyślam się, że na to może nie być czasu, ani pieniędzy..
Ta metoda stosowana jest często przy tłumaczeniach krótkich, w biurach tłumaczeń, nie wiem czy obowiązuje w przypadku tłumaczeń literackich. Wiecie coś na ten temat?

Sylwia6432
07-25-2011, 11:38
To prawda, że przypisy są z reguły bardzo pomocne. Z punktu widzenia czytelnika pozostawiają wybór: jeśli chcę dowiedzieć się więcej lub nie rozumiem w pełni danego fragmentu to czytam przypis, a jeśli uznaję, że nie ma takiej potrzeby to mogę go ominąć. Myślę, że tworząc przypisy raczej powinno brać się pod uwagę jaki odbiorca będzie sięgał po daną książkę najczęściej (np. w jakim wieku). Dzięki temu możemy zapobiec sytuacji, w której przypisów będzie za mało bądź za dużo.

Zgodzę się z tym co piszesz i właśnie dlatego przypisy są wyzwaniem dla tłumacza. Od ich ilośći i jakości zależy to, czy czytelnik zrozumie czytaną książkę, czy będzie mu się podobała. W dodatku, aby przypisy były wartościowe i na wysokim poziomie merytorycznym tłumacz musi na prawdę dobrze zagłębić się w kontekst kulturowy/historyczny tłumaczonej książki, co wymaga czasu i poświęcenia.

dariah
07-25-2011, 11:52
Oczywiście, przypisy są bardzo ważne, aby objaśnić pewne aspekty kulturowe dla obcego czytelnika. Uważam jednak, że należy być z nimi bardzo ostrożnym, aby nie doszło do sytuacji, w której przypisy zajmują więcej miejsca niż sam tekst ;)

bigapple
07-25-2011, 13:57
Jak myślicie jaki wpływ i czy w tłumacz ogóle ma jakikolwiek wpływ na sukces danej książki na danym rynku. Czy tłumacz może w ogóle swoim przekładem wpłynąć jakoś na poczytność autora w danym kraju?
Moim zdaniem tłumacz ma ogromny wpływ na to czy utwór odniesie sukces, czy też nie. Owszem, należy zaznaczyć, iż sukces zależy przede wszystkim od autora:); utwór musi być dobrze napisany. Tłumacz odgrywa tutaj jednak ogromną rolę. Kiepskie tłumaczenie prowadzi do kiepskiej recenzji. Natomiast, świetne tłumaczenie to niezbędny element sukcesu. Osobiście nie jestem ekspertem, jeżeli chodzi o tłumaczenie literatury, ale wydaje mi się, iż nie jest to zbyt łatwe zadanie. Dobre tłumaczenie musi się dać łatwo czytać i być jak najbardziej zbliżone do oryginału. Jednak nie może być dosłownym tłumaczeniem, gdyż wtedy utwór będzie sprawiał wrażenie sztucznego i wymuszonego. A więc tłumacz powinien mieć trochę literackiego polotu, umieć dobierać odpowiednie wyrażenia, konstrukcje. Ale bardzo istotne jest, aby tłumacz nie zapominał o tym, że jest tłumaczem, i że nadmierna ingerencja w utwór i zbyt 'frywolna' interpretacja, są niedopuszczalne. Także, tłumaczenie tekstów literackich, to bardzo trudne zadanie, dlatego czytając dobre tłumaczenia, zawsze jestem pod wrażeniem, i tylko mogę pozazdrościć takich umiejętności:).

dariah
07-25-2011, 14:12
Oczywiście, to ze tłumacz ma wpływ na sukces książki jest według mnie kwestią bezsporną ;)

Wystarczy spojrzeć na wspomniany już wcześniej przykład książek Williama Whartona, które to w Polsce w latach 90-tych zrobiły furorę (mało tego - wiele jego książek zostało wydanych jedynie u nas ;) ), natomiast w kraju wydania nie odniosły sukcesu, wręcz przeciwnie.

mooonika
07-25-2011, 19:29
Idealna sytuacja jest jeżeli czytelnik może czytać autora w oryginale. Jednak i tu powstaje niebezpieczeństwo iż intuicja językowa, zaznajomienie z obcą kulturą, kompetencje językowe nie pozwolą mu się cieszyć w pełni przekazem autora. A tłumacz dzięki swoim umiejętnościom może dać tę przyjemność czytelnikowi o ile sprawnie odda myśli twórcy

gokuba
07-27-2011, 00:21
Cóż ,oczywistym jest że sukces książki zależy od tłumacza.Znamiennym jest nawet iż niektórzy autorzy żądali nawet konkretnego tłumacza dla swoich dzieł.

emalia2
07-27-2011, 10:27
Branża tłumaczeń literackich jest stosunkowo elitarna, co niesie za sobą pewne konsekwencje. W obecnych czasach tłumaczenia dzieł literackich są zlecane sprawdzonym tłumaczom z ogromnym dorobkiem, renomą i doświadczeniem. Nie znam wydawnictwa, które zaryzykowałoby zlecenie tłumaczenia książki, którą zamierza wypuścić na rynek, tłumaczowi bez większych osiągnięć, gdyż wiązałoby się to ze zbyt dużym ryzykiem ze strony recenzentów i równocześnie mogłoby mieć negatywny wpływ na sprzedaż. Dlatego popularne dzieła beletrystyczne tłumaczone są przez popularnych (jedna z miar profesjonalizmu) na rynku tłumaczy, co wzmacnia prawdopodobieństwo sukcesu rynkowego przekładu.

Niestety nie zawsze tak jest, pewne bardzo znane wydawnictwo wydaje książki dla dzieci ,(z oczywistych względów nie podaję
nazwy wydawnictwa),których oprawa graficzna jest naprawdę wspaniała, natomiast słownictwo bardzo ubogie, czasami
wręcz prymitywne, błędy składniowe, powtórzenia. Tłumacz nie przejął się odbiorcą, wyszedł chyba z założenia, że jeżeli dla dzieci - to ma być prosto, ale wyszło prymitywnie. Mamusie kupują te drogie , piękne książeczki swoim
pociechom przekonane , że robią dla nich to co najlepsze, potem czytają... biedne dzieci.

martyna0512
07-27-2011, 19:46
Moim zdanie tłumacz ma bardzo duży wpływ na sukces autora w danym kraju / obszarze językowym. Owszem, najważniejsza jeast ciekawa tematyka, oryginalne prowadzenie wątku, akcji.
Jednak tłumacz poprzez swoje dobrze lub nieudolne tłumaczenie może przyciągnąć lub zrazić czytelników. Kwestia "lekkości pióra". Wiadomo, im lepiej się czyta, tym chętniej sięgamy po tekst.

emalia2
07-27-2011, 22:29
Dokładnie tak jest. Niektóre wydawnictwa nadrabiają reklamą, dobrą jakością papieru i piękną szatą
graficzną. Jednak jeżeli przekład jest kiepski to i tak poczytność nie będzie duża. Czyli, reasumując, tłumacz
ma ogromny wpływ na sukces książki.

martyna0512
07-28-2011, 07:30
Jeśli chodzi o książki dla dzieci to nie mam niestety dużego rozeznania, ale przychodzi mi na myśl jeden przykład bardzo pozytywnego tłumaczenia, a mianowicie - Mikołajek (dokładny polski tytuł to zdaje się "Przygody Mikołajka"). Książka, zarówno w oryginale, jak i w języku polskim, cieszy się dużym powodzeniem.

alekssandra
07-28-2011, 08:48
Jak myślicie jaki wpływ i czy w tłumacz ogóle ma jakikolwiek wpływ na sukces danej książki na danym rynku. Czy tłumacz może w ogóle swoim przekładem wpłynąć jakoś na poczytność autora w danym kraju?

Uważam, iż tłumacz ma duży wpływ na sukces książki na danym rynku. Jeżeli sobie bardzo dobrze poradzi z tym zadaniem, to niewątpliwie będzie to podwójny sukces – i autora i tłumacza, jeżeli gorzej, to podwójna klęska. Często książkę postrzegamy przez jej tlumaczenie, nie biorąc pod uwagę faktu, iż w wersji oryginalnej może być bardziej interesująca i zabawna. Należy jednak dodać, iż w przypadku niezbyt dobrego utworu literackiego, o mało interesującej fabule, nawet najlepsze tłumaczenie nie zdziała cudów.

julia_m
07-28-2011, 10:23
Dołączę się do dyskusji :)
Wydaje mi się, że tłumacz ma naprawdę duży wpływ na sukces rynkowy danej pozycji i danego autora... Kiedy sięgamy po jakąś książkę, wielu z nas zerka na nazwisko tłumacza, prawda? Jeśli je znamy i cenimy, chętniej kupimy książkę...

julia_m
07-28-2011, 10:28
Bardzo dużo zależy od tłumacza. Obawiam się, że nie zdajemy sobie sprawy z tego jak dużo. Tłumacz może być zarówno odpowiedzialny za sukces danej książki jak i za jej porażkę na rynku. Tu warto wspomnieć genialne tłumaczenia np. Boya Żeleńskiego, które na pewno pomogły dziełom np. francuskim odnieść w Polsce sukces (choć była to nieco inna sytuacja, to były tłumaczenia "wyczekiwane"), nie mówiąc już o słynnym Kubusiu Puchatku.

Jak już kiedyś wspominałam na forum, w przypadku literatury latynoskiej wielki wpływ na stopień jej popularności w Polsce miała pani Zofia Chądzyńska, która m. in. dziełom Cortázara nadała klimat, który pokochały tysiące polskich czytelników... Dla mnie ten właśnie przykład pokazuje, że tłumacz może odegrać kluczową rolę w relacji autor-czytelnik, chociaż pozostaje niewidzialny :)

Aczkolwiek, nie oszukujmy się, jeśli książka z natury jest wyjątkowo mierna, żaden tłumacz nie stworzy z niej wybitnego dzieła :P

margaux
07-28-2011, 10:35
A propos tych różnic kulturowych, o których piszecie, bo to jest chyba jeden z kluczowych aspektów decydujących o sukcesie przekładu, jest to bardzo duże wyzwanie, np. żeby oddać sens brytyjskiego humoru tak aby jego styl został zachowany i jednocześnie "przeciętny" polski czytelnik go zrozumiał... Uważacie, że tłumacz w takiej przykładowo sytuacji powinien dodac coś od siebie ułatwiając zrozumienie, czy wręcz przeciwnie - zostawić to tylko i wyłącznie zdolnościom czytelnika?

No właśnie... Przyszedł mi na myśl francuski film "Jeszcze dalej niż północ" a po franc " Bienvenue chez les Chti's"..Uważam, ze został bardzo dobrze przetłumaczony, specyficzny w tym wypadku francuski humor oddany świetnie, tak że nawet osoby które nie znają języka francuskiego i kultury franc, zaśmiewają się do łez..

margaux
07-28-2011, 10:37
Jak już kiedyś wspominałam na forum, w przypadku literatury latynoskiej wielki wpływ na stopień jej popularności w Polsce miała pani Zofia Chądzyńska, która m. in. dziełom Cortázara nadała klimat, który pokochały tysiące polskich czytelników... Dla mnie ten właśnie przykład pokazuje, że tłumacz może odegrać kluczową rolę w relacji autor-czytelnik, chociaż pozostaje niewidzialny :)

Aczkolwiek, nie oszukujmy się, jeśli książka z natury jest wyjątkowo mierna, żaden tłumacz nie stworzy z niej wybitnego dzieła :P

O tak, z Twoim ostatnim zdaniem zgadzam się całkowicie.. Nic nie pomoże książce , nawet najlepsze tłumaczenie jeśli oryginał jest słabo napisany.. Ale za to jakie wyzwanie dla tłumacza:)

martyna0512
07-28-2011, 10:53
[I]A propos tych różnic kulturowych, o których piszecie, bo to jest chyba jeden z kluczowych aspektów decydujących o sukcesie przekładu, jest to bardzo duże wyzwanie

Zdecydowanie zgadzam się z powyższym stwierdzeniem. Różnice kulturowe i ich pokonywanie to chyba jedna z najtrudniejszych "przeszkód" w pracy tłumacza. Jednocześnie jest to coś niezywkłego, coś, co zasługuje na szczególną uwagę.
Nie wiem, czy może ktoś z Was jest tłumaczem jakiegoś orientalnego języka, ale przekład z np. arabskiego musi być niewyobrażalnie trudny... Bo w Europie chociaż mentalność ludzi i wartości są zbliżone. A takie orientalne kraje to całkiem inna kultura.

martyna0512
07-28-2011, 10:58
O tak, z Twoim ostatnim zdaniem zgadzam się całkowicie.. Nic nie pomoże książce , nawet najlepsze tłumaczenie jeśli oryginał jest słabo napisany.. Ale za to jakie wyzwanie dla tłumacza:)

Hmm... a może nawet się zdarzyć, że przekład jest lepszy niż oryginał... ale to zjawisko występuje chyba baaardzo rzadko, jeśli w ogóle. Osobiście nie spotkałam się. Ale ogólnie nie lubię czytać/oglądać dwa razy tego samego (jak czytam w oryginale, to tłumaczenie już mnie nie przyciąga, i na odwrót; nudzę się, bo wiem już, co się wydarzy), więc moja baza informacji jest po prostu bardzo mała.

julia_m
07-28-2011, 11:03
Zgadzam się z poprzednikiem, że ważne są odczucia odbiorcy i tu też pojawia się kwestia zachowania stylu autora. Jest to rzecz, jak sądzę trudna (być może dlatego że czytałam sporo tłumaczonych książek, które okazywały się pozbawione smaku, a kilka książek jednego autora nie posiadało tego wspólnego mianownika, jakim jest właśnie styl), ale też niezwykle ważna (przynajmniej dla autora ;) ). Myślę, że w tym przypadku tłumacz musi nie tylko posiadać zdolności literackie, ale też umieć wyłapać stylistykę autora, być może dla tego celu powinien przeczytać więcej niż jedną książkę danego autora. W przypadku pisarzy, których książki czytelnicy kupują przez wzgląd na samo nazwisko twórcy, kwestia stylu może okazać się kluczowa, jeśli książka ma odnieść sukces.

Zgadzam się w stu procentach! :D
Styl autora plus zachowanie go w tłumaczeniu to najważniejsza sprawa, ale do tego trzeba choć trochę znać twórczość danego pisarza/jego biografię/warunki socjokulturowe, w których tworzy, etc., a także mieć pewną "empatię literacką", czyli wyczuwać to, co jest najważniejsze do zachowania w tekście. W związku z tym wierność tłumaczenia jest bardzo ważna, jak już ktoś wcześniej wspomniał - nawet jeśli tekst wydaje nam się trochę "szorstki" albo korci nas żeby poprawić i wygładzić jakiś fragment, nie powinniśmy tego robić, bo być może właśnie ta "szorstkość" jest celowa i charakterystyczna, i to właśnie stanowi o oryginalności twórcy.

alekssandra
07-28-2011, 13:27
Zgadzam się w stu procentach! :D
Styl autora plus zachowanie go w tłumaczeniu to najważniejsza sprawa, ale do tego trzeba choć trochę znać twórczość danego pisarza/jego biografię/warunki socjokulturowe, w których tworzy, etc., a także mieć pewną "empatię literacką", czyli wyczuwać to, co jest najważniejsze do zachowania w tekście. W związku z tym wierność tłumaczenia jest bardzo ważna, jak już ktoś wcześniej wspomniał - nawet jeśli tekst wydaje nam się trochę "szorstki" albo korci nas żeby poprawić i wygładzić jakiś fragment, nie powinniśmy tego robić, bo być może właśnie ta "szorstkość" jest celowa i charakterystyczna, i to właśnie stanowi o oryginalności twórcy.

Właśnie na tym polega trudność – na trafnej ocenie czy ta „szorstkość” stylu to cecha charakterystyczna danego autora czy może niedoskonałość jego stylu. Szczególnie trudno jest to ocenić, jeżeli autor napisał dopiero jedną książkę... ale jak ktoś trafnie zauważył – jakie wyzwanie dla tłumacza! :)

margaux
07-28-2011, 22:06
Niestety nie zawsze tak jest, pewne bardzo znane wydawnictwo wydaje książki dla dzieci ,(z oczywistych względów nie podaję
nazwy wydawnictwa),których oprawa graficzna jest naprawdę wspaniała, natomiast słownictwo bardzo ubogie, czasami
wręcz prymitywne, błędy składniowe, powtórzenia. Tłumacz nie przejął się odbiorcą, wyszedł chyba z założenia, że jeżeli dla dzieci - to ma być prosto, ale wyszło prymitywnie. Mamusie kupują te drogie , piękne książeczki swoim
pociechom przekonane , że robią dla nich to co najlepsze, potem czytają... biedne dzieci.

Niestety muszę się zgodzić z Tobą.. Doświadczyłam tego na własnej skórze czytając dziecku bajki braci Grimm. ksiażka była piękna, ilustracje wspaniałe, jednak treść... Podczas czytania sama modyfikowałam tekst, tak bardzo czasem bywał bezesensowny..

margaux
07-28-2011, 22:11
Oczywiście, to ze tłumacz ma wpływ na sukces książki jest według mnie kwestią bezsporną ;)

Wystarczy spojrzeć na wspomniany już wcześniej przykład książek Williama Whartona, które to w Polsce w latach 90-tych zrobiły furorę (mało tego - wiele jego książek zostało wydanych jedynie u nas ;) ), natomiast w kraju wydania nie odniosły sukcesu, wręcz przeciwnie.

Czy to oznacza , że tłumacz, który robił przekład na język polski był tak dobry? Czy może tłumacząc, zaczął tworzyć nowy tekst? Czy sam pisarz - autor w swoim języku napisał słabą powieść? Sądzę, że są to bardzo ciekawe zagadnienia i często w ogóle nie zdajemy sobie z nich sprawy..Gdzie tak naprawdę kończy lub zaczyna się prawdziwa twórczość literacka..

martyna0512
07-29-2011, 08:38
Cytat:Napisał dariah
Oczywiście, to ze tłumacz ma wpływ na sukces książki jest według mnie kwestią bezsporną

Wystarczy spojrzeć na wspomniany już wcześniej przykład książek Williama Whartona, które to w Polsce w latach 90-tych zrobiły furorę (mało tego - wiele jego książek zostało wydanych jedynie u nas ), natomiast w kraju wydania nie odniosły sukcesu, wręcz przeciwnie.

Czy to oznacza , że tłumacz, który robił przekład na język polski był tak dobry? Czy może tłumacząc, zaczął tworzyć nowy tekst? Czy sam pisarz - autor w swoim języku napisał słabą powieść? Sądzę, że są to bardzo ciekawe zagadnienia i często w ogóle nie zdajemy sobie z nich sprawy..Gdzie tak naprawdę kończy lub zaczyna się prawdziwa twórczość literacka..

Moim zdaniem mogła to być kwestia kultury. Styl i tematyka autora mogły po prostu przypaść do gustu Polakom, ot cała historia. Chociaż tłumacz niewątpliwie miał w tym swój pozytywny udział:)

WiktoriaSelezniowa
07-29-2011, 21:23
A propos tłumaczenia poezji: wydaje mi się, że w idealnej sytuacji powinien to robić ktoś, kto sam pisze wiersze, zetknął się ze wszystkimi zabiegami stylistycznymi obecnymi w tej formie przekazu i wie na czym polega tworzenie liryki. Co o tym myślicie? Uważacie, że każdy tłumacz (oczywiście z dobrym przygotowaniem) może tłumaczyć wiersze?

Zdecydowanie nie. Jak mówiło się już wcześniej na tym forum, tłumaczenie poezji do tak naprawdę pisanie nowego wiersza z zachowaniem myśli tekstu wyjściowego. Także, osoba tłumacząca poezję powinna być przede wszystkim pisarzem, a dopiero później tłumaczem.

WiktoriaSelezniowa
07-29-2011, 21:26
Oczywiście, przypisy są bardzo ważne, aby objaśnić pewne aspekty kulturowe dla obcego czytelnika. Uważam jednak, że należy być z nimi bardzo ostrożnym, aby nie doszło do sytuacji, w której przypisy zajmują więcej miejsca niż sam tekst ;)

niestety taka sytuacja staję coraz częstszym zjawiskiem na rynku. Aczkolwiek po częściej jestem w stanie to zrozumieć, gdyż świat przedstawiony utworu może być tak zawiły kulturowo, że samo tłumaczenie tekstu mijało by się z celem.

alexie
07-30-2011, 12:39
Wydaje mi się, że z dwojga złego lepiej dać za dużo przypisów, niż za mało; najwyżej czytelnik je pominie, za to nie dojdzie do sytuacji, gdzie mamy przetłumaczony fragment tekstu, z którego nic dla nas nie wynika, a tłumacz niczego nie wyjaśnia. Wtedy powstaje wrażenie, że tłumacz sam do końca nie wiedział o co chodzi, więc przełożył coś dosłownie.

Joasia:)
07-30-2011, 13:43
Dla mnie duża ilość przypisów również świadczy o słabości tłumacza, o tym że nie był w stanie sobie z czymś poradzić. Często można coś wymyślić, znaleźć potrzebną informację lub objaśnić w nawiasie. Przypis to już naprawdę ostateczność.

alexie
07-30-2011, 20:37
Dla mnie duża ilość przypisów również świadczy o słabości tłumacza, o tym że nie był w stanie sobie z czymś poradzić. Często można coś wymyślić, znaleźć potrzebną informację lub objaśnić w nawiasie. Przypis to już naprawdę ostateczność.


Tu się nie zgodzę. Oczywiście, czasami jest tak, że tłumaczowi brak zdolności, żeby coś wymyślić, ale co powiesz na przypadek,w którym tłumaczony tekst odnosi się do zwyczajów albo powiedzonek kultury danej społeczności, które w kulturze języka docelowego są nieznane? Np. w powieści mamy, że "X obawiał się zwłaszcza spotkania opłatkowego, na którym miał pojawić się Y". Warto by chyba dać przypis, co to jest opłatek i na czym polega, bo to, co dla polskiego czytelnika będzie oczywiste (X boi się "opłatka", bo będzie musiał spotkać się oko w oko z Y, wybaczyć mu i życzyć dobra), dla obcokrajowca wcale takie nie musi być. W takich przypadkach przypis jest po prostu niezbędny; najwyżej czytelnicy, którzy lepiej się orientują w różnych zagadnieniach kulturowych, go ominą.

kasia_p
07-30-2011, 23:11
Zdecydowanie nie. Jak mówiło się już wcześniej na tym forum, tłumaczenie poezji do tak naprawdę pisanie nowego wiersza z zachowaniem myśli tekstu wyjściowego. Także, osoba tłumacząca poezję powinna być przede wszystkim pisarzem, a dopiero później tłumaczem.

Zgadzam się z Tobą. Nie wszyscy mogą wszystko tłumaczyć i nie dotyczy to tylko poezji, bo na pewno są tłumacze, którzy doskonale radzą sobie z wierszami, a gorzej z tekstami specjalistycznymi i trzeba zrozumieć artystyczną duszę ;)

kasia_p
07-30-2011, 23:18
Wydaje mi się, że z dwojga złego lepiej dać za dużo przypisów, niż za mało; najwyżej czytelnik je pominie, za to nie dojdzie do sytuacji, gdzie mamy przetłumaczony fragment tekstu, z którego nic dla nas nie wynika, a tłumacz niczego nie wyjaśnia. Wtedy powstaje wrażenie, że tłumacz sam do końca nie wiedział o co chodzi, więc przełożył coś dosłownie.

Zdecydowanie tak, należy jednak zachować zdrowy rozsądek tzn. nie przesadzać z przypisami. Mimo, że są bezpiecznym rozwiązaniem dla nieprzetłumaczalnych elementów języka źródłowego, to nadużycie ich może doprowadzić do sytuacji, gdzie przypisy są podobnej długości co tłumaczona książka. Chyba nic gorszego nie może spotkać czytelnika!

alexie
07-31-2011, 10:19
[QUOTE=kasia_p;46291]Zdecydowanie tak, należy jednak zachować zdrowy rozsądek tzn. nie przesadzać z przypisami. QUOTE]

To chyba jednak zależy od charakteru książki. Jeśli jest naszpikowana różnymi aluzjami, które dla czytelnika nie muszą być jasne, to mamy dwa wyjścia - albo decydujemy się na podwojenie obętości książki liczbą przypisów, albo po prostu pozostawiamy czytelnikowi przyjemność samodzielnego odkrycia o co chodzi :)

Joasia:)
07-31-2011, 10:27
Tu się nie zgodzę. Oczywiście, czasami jest tak, że tłumaczowi brak zdolności, żeby coś wymyślić, ale co powiesz na przypadek,w którym tłumaczony tekst odnosi się do zwyczajów albo powiedzonek kultury danej społeczności, które w kulturze języka docelowego są nieznane? Np. w powieści mamy, że "X obawiał się zwłaszcza spotkania opłatkowego, na którym miał pojawić się Y". Warto by chyba dać przypis, co to jest opłatek i na czym polega, bo to, co dla polskiego czytelnika będzie oczywiste (X boi się "opłatka", bo będzie musiał spotkać się oko w oko z Y, wybaczyć mu i życzyć dobra), dla obcokrajowca wcale takie nie musi być. W takich przypadkach przypis jest po prostu niezbędny; najwyżej czytelnicy, którzy lepiej się orientują w różnych zagadnieniach kulturowych, go ominą.

Tak, w takiej sytuacji przypisy są faktycznie niezbędne. Chodziło mi bardziej o zachowanie umiaru i o fakt, że coraz więcej książek, które się tłumaczy jest zasypana przypisami - w większości przypadków są one zbędne. Stały się po prostu czymś nagminnie wykorzystywanym jako wygodna furtka.

kasia_p
07-31-2011, 10:48
[QUOTE=kasia_p;46291]Zdecydowanie tak, należy jednak zachować zdrowy rozsądek tzn. nie przesadzać z przypisami. QUOTE]

To chyba jednak zależy od charakteru książki. Jeśli jest naszpikowana różnymi aluzjami, które dla czytelnika nie muszą być jasne, to mamy dwa wyjścia - albo decydujemy się na podwojenie obętości książki liczbą przypisów, albo po prostu pozostawiamy czytelnikowi przyjemność samodzielnego odkrycia o co chodzi :)

Rozumiem i szanuję Twoje zdanie, ale myślę, że przypisy da się obejść w inny sposób, choć nie neguję, że w niektórych przypadkach są uzasadnione. Generalnie jednak jestem zdecydowanie przeciwko podwajaniu objętości książki.... :)

alexie
07-31-2011, 11:01
Toteż, tak jak napisałam, zależy to od charakteru książki. W powieści zbyt wiele przypisów rozprasza, ale jeśli mamy do czynienia np. z literaturą podróżniczą albo bardziej naukową, to wtedy raczej nie ma zbyt wiele możliwości, żeby je ominąć. Można najwyżej zastosować zabieg umieszczenia wszystkich przypisów na końcu książki, choć dla mnie osobiście jest to jeszcze bardziej irytujące - nie chce mi się przewracać kartek :)

Sylwia6432
07-31-2011, 12:41
Toteż, tak jak napisałam, zależy to od charakteru książki. W powieści zbyt wiele przypisów rozprasza, ale jeśli mamy do czynienia np. z literaturą podróżniczą albo bardziej naukową, to wtedy raczej nie ma zbyt wiele możliwości, żeby je ominąć. Można najwyżej zastosować zabieg umieszczenia wszystkich przypisów na końcu książki, choć dla mnie osobiście jest to jeszcze bardziej irytujące - nie chce mi się przewracać kartek :)

Zdecydowanie tak. Również wole przypisy na dole strony zamiast zebranych wszystkich na końcu książki. jest to dużo wygodniejsze.

MathiasR
07-31-2011, 13:11
Dla mnie duża ilość przypisów również świadczy o słabości tłumacza, o tym że nie był w stanie sobie z czymś poradzić. Często można coś wymyślić, znaleźć potrzebną informację lub objaśnić w nawiasie. Przypis to już naprawdę ostateczność.


Nie do końca się z tym zgodzę. Teraz, gdy o tym myślę przypominam sobie dwa przykłady świetnych powieści, które zyskały na na zastosowaniu w nich przypisów. Pierwszą z nich jest "Mistrz i Małgorzata" z wydawnictwa Bułhakova Ossolineum, drugim "Dobry Omen" Neila Gaimana i Terry'ego Pratchetta. W obu tych książkach, na pierwszy rzut oka, dałoby się je całkowicie pominąć bez wyraźnej szkody dla treści. Jednak ich obecność w tekście pomaga przybliżyć realia w których powieści te były pisane, odpowiednio Rosja sowiecka i Wielka Brytania. Bez przypisów czytelnik nie zrozumiałby motywacji postaci, a nawet przesłania płynącego z treści.

MathiasR
07-31-2011, 13:18
[QUOTE=alexie;46335]

Rozumiem i szanuję Twoje zdanie, ale myślę, że przypisy da się obejść w inny sposób, choć nie neguję, że w niektórych przypadkach są uzasadnione. Generalnie jednak jestem zdecydowanie przeciwko podwajaniu objętości książki.... :)

A kto nie jest ;) Chodzi o to żeby tłumaczyć z głową i przypisy stosować kiedy trzeba... No właśnie, kiedy należy to robić w prozie? Czy stosowanie ich jest uzasadnione w poezji?

Joasia:)
07-31-2011, 14:34
[QUOTE=kasia_p;46342]

A kto nie jest ;) Chodzi o to żeby tłumaczyć z głową i przypisy stosować kiedy trzeba... No właśnie, kiedy należy to robić w prozie? Czy stosowanie ich jest uzasadnione w poezji?


O właśnie! o to chodzi - tłumaczyć z głową i rozsądnie stosować przypisy:) W poezji przypisy w jakimi się spotkałam to takie które wyjaśniają np. trudne słowa lub słowa które wyszły z użycia.

MathiasR
07-31-2011, 20:20
O właśnie! o to chodzi - tłumaczyć z głową i rozsądnie stosować przypisy:) W poezji przypisy w jakimi się spotkałam to takie które wyjaśniają np. trudne słowa lub słowa które wyszły z użycia.

Niby racja... ale co powiesz na słowa wybitnego autora i świetnego tłumacza Vladimira Nabokova, komentującego tłumaczenia Eugemiusza Oniegina:


Pragnę tłumaczeń obfitych w przypisy, przypisy niczym drapacze chmur sięgające ku szczytom tej czy innej strony zostawiające tylko skrawek linii tekstu między komentarzem a wiecznością.
Chcę widzieć przypisy i absolutne dosłowne w nich wyjaśnienia, pozbawione cenzury, niewykastrowane - pragnę takich przypisów dla całej poezji w każdym języku, który ceni tak zwane "wersje poetyckie", zniszczone, splugawione przez rym.[...]

Rym rymuje się ze zbrodnią[1] [...]

Najbardziej nieporadne tłumaczenie dosłowne jest tysiąc razy pożyteczniejsze niż najpiękniejsza parafraza.


Źródło: http://www.scribd.com/doc/52484217/1/Vladimir-Nabokov










[1] ang. "Rhyme" rhymes with "crime" - przyp. tłumacza.

alexie
07-31-2011, 21:30
Nabokov rzeczywiście słynął ze swojego zamiłowania do "dosłownego" tłumaczenia. Patrząc na niektóre tłumaczenia, zwłaszcza poezji, trudno się z nim nie zgodzić - nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nieraz tłumacz idzie na kompromis z "myślą" wiersza, tylko po to, żeby upchnąć jakiś rym, który mu akurat pasuje. Wierne tłumaczenia, podobnie jak kobiety, nie zawsze są brzydkie :) ale jeśli już trzymać się tego porównania, to lepiej chyba postawić na wierną i "brzydką" kobietę z "wewnętrznym pięknem", niż na "piękną" ale niewierną. Często bowiem okazuje się, że ta uroda wiersza, którą tłumacz chciał oddać, wydaje się powierzchowna, tzn. ładne słówka, ale ginie coś z zamysłu autora.

kasia_p
07-31-2011, 23:24
Fakt, wybitny autor i świetny tłumacz, ale nie znaczy to, że każdy ma postępować w myśl jego zasadom ;) na szczęście każdy tłumacz może podążać za tym, co mu podpowiada rozsądek, choć jedno nie wyklucza drugiego, bo przecież w niektórych sytuacjach można (a nie trzeba) opierać się na zdaniu innych, także (a może przede wszystkim?) wybitnych.

kasia_p
07-31-2011, 23:32
Toteż, tak jak napisałam, zależy to od charakteru książki. W powieści zbyt wiele przypisów rozprasza, ale jeśli mamy do czynienia np. z literaturą podróżniczą albo bardziej naukową, to wtedy raczej nie ma zbyt wiele możliwości, żeby je ominąć. Można najwyżej zastosować zabieg umieszczenia wszystkich przypisów na końcu książki, choć dla mnie osobiście jest to jeszcze bardziej irytujące - nie chce mi się przewracać kartek :)

Mam dokładnie takie same odczucia jeśli chodzi o przypisy na końcu książki :p co do rodzajów książek również się zgadzam. Zastanawiam się nad przypisami w książce kucharskiej, bo jak wiemy nie wszystkie produkty występują we wszystkich krajach. Decydujemy się na przypisy, czy zastępujemy (oczywiście wszystko w ramach rozsądku i z troską o smak potrawy) produktami, które są dostępne dla kultury docelowej? Np. nasza polska śmietana to nie to samo co angielski cream (http://en.wikipedia.org/wiki/Smetana_(dairy_product)).

Joasia:)
08-01-2011, 00:18
Fakt, wybitny autor i świetny tłumacz, ale nie znaczy to, że każdy ma postępować w myśl jego zasadom ;) na szczęście każdy tłumacz może podążać za tym, co mu podpowiada rozsądek, choć jedno nie wyklucza drugiego, bo przecież w niektórych sytuacjach można (a nie trzeba) opierać się na zdaniu innych, także (a może przede wszystkim?) wybitnych.

Zgadzam się. Każdy poeta/autor ma swoje zdanie, swoją wizję, ale nie znaczy to , że trzeba się na niej zawsze opierać. Poglądy i techniki się zmieniają i to co kiedyś było dobre i funkcjonowało, teraz wcale nie musi.

julia_m
08-01-2011, 10:32
Właśnie na tym polega trudność – na trafnej ocenie czy ta „szorstkość” stylu to cecha charakterystyczna danego autora czy może niedoskonałość jego stylu. Szczególnie trudno jest to ocenić, jeżeli autor napisał dopiero jedną książkę... ale jak ktoś trafnie zauważył – jakie wyzwanie dla tłumacza! :)

I właśnie w takim przypadku - jeśli tłumaczymy autora jednego tylko dzieła - niezbędna jest wrażliwość literacka, która umożliwi tłumaczowi podjęcie decyzji :)

julia_m
08-01-2011, 10:39
Czy to oznacza , że tłumacz, który robił przekład na język polski był tak dobry? Czy może tłumacząc, zaczął tworzyć nowy tekst? Czy sam pisarz - autor w swoim języku napisał słabą powieść? Sądzę, że są to bardzo ciekawe zagadnienia i często w ogóle nie zdajemy sobie z nich sprawy..Gdzie tak naprawdę kończy lub zaczyna się prawdziwa twórczość literacka..

Przykład Whartona jest rzeczywiście dobry i zastanawiający. Mnie osobiście ujął tylko kilkoma książkami (przede wszystkim "Ptaśkiem"), reszta to kalka kalki... Czemu był tak popularny w Polsce? Rozbudowana promocja po kilku dobrych książkach + to, że polskim czytelnikom pasowała romantyczna, słodko-gorzka tematyka. Nie każdej grupie czytelników (chodzi mi o narodowość i kontekst kulturowy) będą się podobać konkretne fabuły. Polacy lubią czytać książki o odnajdywaniu sensu życia ;) Takie słowiańskie skrzywienie... Nie sądzicie? :p

Joasia:)
08-01-2011, 11:17
Przykład Whartona jest rzeczywiście dobry i zastanawiający. Mnie osobiście ujął tylko kilkoma książkami (przede wszystkim "Ptaśkiem"), reszta to kalka kalki... Czemu był tak popularny w Polsce? Rozbudowana promocja po kilku dobrych książkach + to, że polskim czytelnikom pasowała romantyczna, słodko-gorzka tematyka. Nie każdej grupie czytelników (chodzi mi o narodowość i kontekst kulturowy) będą się podobać konkretne fabuły. Polacy lubią czytać książki o odnajdywaniu sensu życia ;) Takie słowiańskie skrzywienie... Nie sądzicie? :p

Zgadza się. Jako naród bardzo utożsamiamy się z taką romantyczną tematyką nacechowaną pewnymi przeszkodami.

MathiasR
08-01-2011, 12:51
Zgadzam się. Każdy poeta/autor ma swoje zdanie, swoją wizję, ale nie znaczy to , że trzeba się na niej zawsze opierać. Poglądy i techniki się zmieniają i to co kiedyś było dobre i funkcjonowało, teraz wcale nie musi.

W swoim poście chciałem tylko wykazać, że są przypadki gdy stosowanie przypisów można uznać za wręcz wymagane... nawet w poezji.

MathiasR
08-01-2011, 13:01
Nabokov rzeczywiście słynął ze swojego zamiłowania do "dosłownego" tłumaczenia. Patrząc na niektóre tłumaczenia, zwłaszcza poezji, trudno się z nim nie zgodzić - nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nieraz tłumacz idzie na kompromis z "myślą" wiersza, tylko po to, żeby upchnąć jakiś rym, który mu akurat pasuje. Wierne tłumaczenia, podobnie jak kobiety, nie zawsze są brzydkie :) ale jeśli już trzymać się tego porównania, to lepiej chyba postawić na wierną i "brzydką" kobietę z "wewnętrznym pięknem", niż na "piękną" ale niewierną. Często bowiem okazuje się, że ta uroda wiersza, którą tłumacz chciał oddać, wydaje się powierzchowna, tzn. ładne słówka, ale ginie coś z zamysłu autora.

Dokładnie. Często tak się zdarza zarówno w poezji, jak i w prozie idziemy na kompromis stawiająć np. przekaz ponad formą czy odwrotnie. Choć często nie da się tego uniknąć, faktem jest, że nasz przekład na tym cierpi.

Joasia:)
08-01-2011, 13:10
Dokładnie. Często tak się zdarza zarówno w poezji, jak i w prozie idziemy na kompromis stawiająć np. przekaz ponad formą czy odwrotnie. Choć często nie da się tego uniknąć, faktem jest, że nasz przekład na tym cierpi.

Ja wcale nie jestem przeciwna używaniu przypisów bo są utwory gdzie nie da się bez nich obejść:) Mówię po prostu o sytuacjach gdzie idzie się na łatwiznę dając masę przypisów przez pół strony to tekst a pół przypisy. Wtedy czytanie takiej książki staje się irytujące.Przypisy wybijają czytelnika z rytmu i fabuły. Zgodzę się z Tobą, że często trzeba zdecydować co będzie naszym priorytetem w tłumaczeniu czy będzie to forma czy przekaz. Ale tak to już jest z tłumaczeniami, że robimy coś kosztem czegoś innego.

paulag
08-05-2011, 23:23
Witam, wydaje mi się, że tłumaczenie książki może mieć znaczny wpływ na sukces danej książki w danym kraju. Myślę, że w tłumaczeniu literackim nie chodzi tylko o przetłumaczenie tekstu z jednego języka na drugi, ale o "przetłumaczenie" jednej rzeczywistości- rzeczywistości autora książki na rzeczywistość zrozumiałą dla odbiorcy, dotyczy to choćby nazw własnych, idiomów, zwrotów czy symboliki o silnym nacechowaniu kulturowym, która jest zrozumiała dla odbiorcy przynależącego do tej samej kultury co tłumacz, a może być kompletnie obca dla odbiorcy z innych obszarów kulturowych i myślę, że zadaniem tłumacza jest właśnie to, aby odbiorca tłumaczonego tekstu mógł możliwie najlepiej odczytać intencję autora. W związku z tym mamy książki przetłumaczone lepiej lub gorzej i sądzę, że właśnie to, w jaki sposób dana książka zostanie przetłumaczona, jakich wyborów językowych dokona tłumacz, w jaki sposób przełoży on jedną rzeczywistość na drugą może zdecydować o sukcesie danej książki na rynku wydawniczym danego kraju.

jegli
08-06-2011, 10:02
Witam, wydaje mi się, że tłumaczenie książki może mieć znaczny wpływ na sukces danej książki w danym kraju. Myślę, że w tłumaczeniu literackim nie chodzi tylko o przetłumaczenie tekstu z jednego języka na drugi, ale o "przetłumaczenie" jednej rzeczywistości- rzeczywistości autora książki na rzeczywistość zrozumiałą dla odbiorcy, dotyczy to choćby nazw własnych, idiomów, zwrotów czy symboliki o silnym nacechowaniu kulturowym, która jest zrozumiała dla odbiorcy przynależącego do tej samej kultury co tłumacz, a może być kompletnie obca dla odbiorcy z innych obszarów kulturowych i myślę, że zadaniem tłumacza jest właśnie to, aby odbiorca tłumaczonego tekstu mógł możliwie najlepiej odczytać intencję autora. W związku z tym mamy książki przetłumaczone lepiej lub gorzej i sądzę, że właśnie to, w jaki sposób dana książka zostanie przetłumaczona, jakich wyborów językowych dokona tłumacz, w jaki sposób przełoży on jedną rzeczywistość na drugą może zdecydować o sukcesie danej książki na rynku wydawniczym danego kraju.

Problem polega na tym, ze wybory te są zawsze tak bardzo subiektywne! Weźmy na przykład słynną sztukę "Educating Rita" - jak dobrze oddać język, którym posługuje się główna bohaterka? (Mam nadzieję, że fani teatru wybaczą mi nieznajomość polskiej sceny, podaję akurat ten przykład bo inny nie przyszedł mi do glowy...) Gdyby w tłumaczeniu na polski posługiwała się np. gwarą ślaską, która moim zdaniem idealnie oddawałaby charakter i sposób wyrażania się głównej bohaterki, czy sztuka odniosłaby sukces? Piękna mowa Ślązaków dla większości jest zupełnie niezrozumiała.... Czytałam gdzieś też, że w tłumaczeniu tej sztuki na szwedzki tłumacz - z braku nadającego się odpowiednika - stworzył dla bohaterki jej własny, indywidualny język (ideolekt), co miało wpływ na popularność sztuki, przyczyniając się nawet do wejścia kilku osobliwych wyrażeń do języka potocznego. Wydaje mi się jednak, że podjął on olbrzymie ryzyko...

paulag
08-07-2011, 19:35
jestem prawie pewna iż tłumacz ma duży wpływ na sukces autora. wiadomym jest, że nie pisze on swojej książki, natomiast sposób jej przekładu może być w jakimś stopniu uwarunkowany kulturowo.

Tak, od tłumacza zależy bardzo wiele, ale należy jednak pamiętać, że to do wydawcy należą ostateczne decyzje, np dotyczące ostatecznego tłumaczenia tytułu książki.

paulag
08-07-2011, 19:46
Zgadzam się z opinią, że sukces danego dzieła zależy od przekładu.W związku z tym, że tłumacz odczuwa emocje, suche tłumaczenie nie wchodzi w grę ale jest nasączone tymi emocjami. To czy dzieło odniesie sukces zależy od czytelnika i wagi przykładanej do odczuwanych przez niego emocji.

Moim zdaniem emocje to nie wszystko. W tłumaczeniach literackich, tłumacz musi dokonywać wielu trudnych wyborów dotyczących choćby tłumaczenia nazw własnych i nazwisk ( tłumaczyć czy też zostawić w oryginalnej formie, a jeśli tłumaczyć to jak- tłumacz musi sprawdzić czy istnieje już przyjęte ogólnie tłumaczenie danego słowa czy też nie), wyjaśniania pewnych zjawisk o charakterze społeczno-kulturowym, które doskonale są znane czytelnikowi z kraju, z którego pochodzi autor, a zupełnie obce dla odbiorców w innych krajach. W przypadku serii tłumacz musi również zadbać o to, aby stałe elementy powieści, np nazwiska, nazwy własne były przetłumaczone w ten sam sposób. Uważam więc, że tłumaczenie dzieła literackiego to nie tylko "czucie" danego dzieła, choć oczywiście jest to ważne, ale przede wszystkim ciężka praca polegająca na dostosowywaniu elementów jednej rzeczywistości do mentalności odbiorców tekstu w innych krajach, tak aby mogli oni w pełni zrozumieć dany tekst.

paulag
08-07-2011, 19:58
Branża tłumaczeń literackich jest stosunkowo elitarna, co niesie za sobą pewne konsekwencje. W obecnych czasach tłumaczenia dzieł literackich są zlecane sprawdzonym tłumaczom z ogromnym dorobkiem, renomą i doświadczeniem. Nie znam wydawnictwa, które zaryzykowałoby zlecenie tłumaczenia książki, którą zamierza wypuścić na rynek, tłumaczowi bez większych osiągnięć, gdyż wiązałoby się to ze zbyt dużym ryzykiem ze strony recenzentów i równocześnie mogłoby mieć negatywny wpływ na sprzedaż. Dlatego popularne dzieła beletrystyczne tłumaczone są przez popularnych (jedna z miar profesjonalizmu) na rynku tłumaczy, co wzmacnia prawdopodobieństwo sukcesu rynkowego przekładu.

Fakt. Osobiście poznałam tłumacza nowej serii "Przygód Misia Paddingtona", który jest szanowanym pracownikiem Katedry Filologii Angielskiej UJ. Właściwie to nic w tym dziwnego, bo każdemu wydawnictwu zależy na jak najlepszej sprzedaży danej książki, dlatego też nikt raczej nie powierzy tłumaczenia komuś, kto nie ma odpowiedniego doświadczenia i nie udowodnił jeszcze, że zna się na tłumaczeniach i będzie gwarancją sukcesu dla wydawnictwa. Z drugiej jednak strony to szkoda, bo wielu młodych, utalentowanych tłumaczy literackich nie ma zbyt wielu szans na to, aby się wybić, aczkolwiek jak już wspomniałam moim zdaniem to całkowicie zrozumiałe, że wydawnictwa stawiają na tłumaczy, którzy mają już ugruntowaną pozycję na rynku.

paulag
08-07-2011, 20:14
Problem polega na tym, ze wybory te są zawsze tak bardzo subiektywne! Weźmy na przykład słynną sztukę "Educating Rita" - jak dobrze oddać język, którym posługuje się główna bohaterka? (Mam nadzieję, że fani teatru wybaczą mi nieznajomość polskiej sceny, podaję akurat ten przykład bo inny nie przyszedł mi do glowy...) Gdyby w tłumaczeniu na polski posługiwała się np. gwarą ślaską, która moim zdaniem idealnie oddawałaby charakter i sposób wyrażania się głównej bohaterki, czy sztuka odniosłaby sukces? Piękna mowa Ślązaków dla większości jest zupełnie niezrozumiała.... Czytałam gdzieś też, że w tłumaczeniu tej sztuki na szwedzki tłumacz - z braku nadającego się odpowiednika - stworzył dla bohaterki jej własny, indywidualny język (ideolekt), co miało wpływ na popularność sztuki, przyczyniając się nawet do wejścia kilku osobliwych wyrażeń do języka potocznego. Wydaje mi się jednak, że podjął on olbrzymie ryzyko...

Każdy wybór tłumacza jest subiektywny i nie ma jednej, uniwersalnej recepty na sukces. Twój przykład pokazuje jak karkołomna bywa praca tłumacza literackiego, który staje przed wieloma trudnymi wyborami: co tłumaczyć, a co zostawić w oryginalnej formie, co wyjaśnić za pomocą np przypisu, a co pominąć. Lub jak w przypadku "Educating Rita" co zrobić z dialektem. Gdyby bohaterka posługiwała się dialektem śląskim, być może nie byłaby zrozumiała w 100% dla przeciętnego odbiorcy, ale jeśli oddawałoby to charakter i sposób wyrażania się głównej bohaterki i wpływało pozytywnie na odbiór dzieła, to moim zdaniem sztuka mogłaby odnieść pełny sukces. Ciekawe wydaje mi się rozwiązanie o którym piszesz na końcu- stworzenie idiolektu, chociaż jest ono, jak napisałeś ryzykowne. Z drugiej jednak strony tłumacz czasem musi podjąć ryzyko, a ostateczny głos i tak należy do wydawcy.

tomaszmalecki
12-27-2011, 14:18
Winnie-the-Pooh, przykład jak można zbulwersować całe środowisko do tego stopnia, że ten konflikt stanie się źródłem sławy i dla tłumacza/tłumaczki, i dla przetłumaczonego tekstu. Tłumaczenie niekiedy bywa re-kreacją, tworzeniem na nowo patrząc na stare, i albo to pójdzie w dobrym kierunku, albo w złym. Wszak Henryka Sienkiewicza nie cenią za granicą tak, jak my - czyżby tłumaczenie nie było dobre?

Lottie
12-27-2011, 14:41
Tłumacz ma naprawdę ogromny wpływ na sukces autora - to trzeba przyznać. Na przyklad, twórczość Byrona. W innych krajach niektórzy ludzie uważają jego twórczość za niezbyt górnolotną. W Polsce jest wprost przeciwnie - tylko dlatego, że to Mickiewicz przetłumaczył kilka jego dzieł (a wszyscy znamy jego kwiecisty styl pisania), uważany jest za naprawdę dobrego pisarza.

IWKA
12-27-2011, 15:37
Uważam, ze dużo zależy od samej tematyki książki. Jeśli tłumacz może "poszaleć" przy tłumaczeniu, bo sam styl autora nie jest sztywny, uważam, że może przyczynić się do sukcesu danej publikacji. Tłumacz powinien jak najlepiej oddać istotę tej książki - doświadczeni tłumacze literaccy nie mają z tym problemu. Gorzej, jeśli książka się nie obroni ze względu na zawarte w niej kalki, banały. Wtedy nawet tłumacz jej nie uratuje.

baggins
12-29-2011, 11:29
Widzę, że wątek wzbudził ogromne zainteresowanie :) Ja także uważam, że tłumacz jak najbardziej przyczynia się do poczytności autora w danym kraju. Ktokolwiek próbował coś kiedyś przetłumaczyć ma świadomość, że nie jest to wcale proste. A tym bardziej poważnym zadaniem jest umiejętność uchwycenia IDIOLEKTU autora, dopasowanie się do jego stylu w swoim tłumaczeniu, znalezienie trafnych ekwiwalentów i zadbanie o 'gładki' styl i naturalny język -> tłumaczyć tak, żeby czytelnik nie poznał się, że to tłumaczenie ! :)

ttova
01-02-2012, 00:08
Wszak Henryka Sienkiewicza nie cenią za granicą tak, jak my - czyżby tłumaczenie nie było dobre?

Henryk Sienkiewicz, jeśli mnie pamięć nie myli, jest noblistą, a słyszałam kiedyś teorię (nie podejmę się oceniania czy słuszną), że żeby dostać literackiego Nobla, trzeba mieć świetnego tłumacza na szwedzki ;)

A czy spotkaliście się kiedyś z promocją książki, która opierałaby się na nazwisku tłumacza? Ostatnio w kinie podczas reklam uświadomiłam sobie, że w ostatnich latach dużą część filmów animowanych promuje się już nie tyle nazwiskami dubingujących gwiazd poslkiego kina, co dialogami Bartosza Wierzbięty. Czy w literaturze działo się kiedyś coś takiego? Kojarzę nazwiska tłumaczy, których drukuje się większą czcinką i o których nie zapomina się w recenzjach, ale nie widziałam nigdy czegoś wierzbiętopodobnego. Przegapiłam coś? Ktoś kiedyś widział?

marthe0207
01-11-2012, 17:07
Jak myślicie jaki wpływ i czy w tłumacz ogóle ma jakikolwiek wpływ na sukces danej książki na danym rynku. Czy tłumacz może w ogóle swoim przekładem wpłynąć jakoś na poczytność autora w danym kraju?

Myślę, że tak, tłumacz może jak najbardziej wpłynąć swoim przekładem na sukces autora w danym kraju. Taki rodzaj tłumaczeń jest niezwykle trudny. Tłumacz bowiem musi oddać w swym przekładzie styl danego autora, jego sposób myślenia, musi wyczuć i oddać jego poczucie humoru, bowiem pisarz to ktoś kto pokazuje swoją duszę. Często autorzy w swych powieściach stawiają sobie konkretny cel i motywy, a tłumacz musi trafnie je odgadnąć. Nie zapominajmy również, że każdy tłumacz jest też tak naprawdę odbiorcą danego dzieła i jego interpretacja może nieco się różnić od innych odbiorców. Dlatego ważne jest więc by zrozumiał przewodnią myśl powieści, nadał jej odpowiedni, zamierzony przez autora, charakter komiczny bądź dramatyczny. Przekłady poddawane są również krytyce specjalistów, dlatego tak ważny jest każdy szczegół, w przeciwnym razie będzie to miało ogromnie negatywny wpływ na sukces danego autora w danym kraju.

santiago
01-14-2012, 20:18
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o to w jakim stopniu praca tłumacza przekłada się na sukces książki w danym kraju. Podam dwa przykłady: Umberto Eco cieszy się dużym powodzeniem w Polsce i w praktycznie żadnym stopniu nie jest to zasługa tłumaczy jego "dzieł". Nie ma w jego literaturze jakichś niuansów znaczeniowych, więc, z całym szacunkiem dla miłośników jego twórczości, trudno jest zepsuć jego książki, bo są one w gruncie rzeczy banalne językowo. Po drugiej stronie barykady jest Robert Stiller i jego tłumaczenie "Mechanicznej Pomarańczy", które wymagało od niego stworzenia języka tej książki praktycznie na nowo i zrobił to, moim zdaniem, genialnie. Gdyby mu się to nie powidło, nikt w Polsce nawet by nie wiedział, że taka książka istnieje, wszyscy kojarzyliby wyłącznie jej ekranizację Stanleya Kubricka.

ttova
01-15-2012, 01:20
trudno jest zepsuć jego książki, bo są one w gruncie rzeczy banalne językowo

Nie wiem, nie znam się na Eco w oryginale, ale kilka dni temu rzuciłam w kąt "Cmentarz w Pradze", bo nie byłam w stanie przebrnąć przez polszczyznę przekładu. Podobne odczucia miałam przy części powieści Pamuka - wrażenie, że komuś tak bardzo zależało na upchnięciu w polskim zdaniu całej zawartości zdania oryginalnego, że zapomniał, że zdanie to będzie cześcią większego tekstu, którego czytelnicy oczekują literatury, najlepiej dobrej, a nie wprawek gramatycznych. A jeśli nie jestem w tym odczuciu sama, to chyba zepsuć się da i wcale nie jest to takie trudne.

translafox
05-27-2012, 10:12
Nie chce mi się czytać całego wątku ale czy chociaż 1 osoba stwierdziła, że tłumacz NIE ma wpływu na to jak książka będzie odebrana przez odbiorców tłumaczenia? Bo jeżeli ani jednej osoby nie było to chyba temat jest źle nazwany bo to coś w stylu "czy uważacie, że powinno się uczyć?"

Pietrann
05-27-2012, 12:02
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o to w jakim stopniu praca tłumacza przekłada się na sukces książki w danym kraju. Podam dwa przykłady: Umberto Eco cieszy się dużym powodzeniem w Polsce i w praktycznie żadnym stopniu nie jest to zasługa tłumaczy jego "dzieł". Nie ma w jego literaturze jakichś niuansów znaczeniowych, więc, z całym szacunkiem dla miłośników jego twórczości, trudno jest zepsuć jego książki, bo są one w gruncie rzeczy banalne językowo. Po drugiej stronie barykady jest Robert Stiller i jego tłumaczenie "Mechanicznej Pomarańczy", które wymagało od niego stworzenia języka tej książki praktycznie na nowo i zrobił to, moim zdaniem, genialnie. Gdyby mu się to nie powidło, nikt w Polsce nawet by nie wiedział, że taka książka istnieje, wszyscy kojarzyliby wyłącznie jej ekranizację Stanleya Kubricka.


Podpisuję się pod powyższym, choć trzeba zaznaczyć, że nawet "banalny" językowo oryginał da się zepsuć w przekładzie. Wystarczy, że polszczyzna tłumacza jest delikatnie mówiąc słaba, a sam tłumacz nie ma za grosz talentu literackiego, że nie wspomnę o językowym polocie. Takie rzeczy wciąż się niestety zdarzają, bo zlecenia na tłumaczenia nie zawsze dostają ludzie kompetentni. Zdarzyło mi się wielokrotnie rzucić w diabły polski przekład jakiejś książki i nie doczytać go do końca ze względu na tragiczną jakość języka, którym posługiwał się tłumacz. (Mam tu na myśli zwłaszcza przekłady z angielskiego i teksty, w których z tłumaczenia przebija oryginał, czyli obca składnia, obce frazeologizmy, i rozliczne kalki językowe). Od jakiegoś czasu w ogóle nie czytuję przekładów z anielskiego. Ostatnio nie doczytałam do końca "Ostatniego dobrego człowieka" (thriller policyjny przełożony z duńskiego). Tłumaczenie literatury nazwijmy to popularnej nie wydaje się szczególnie skomplikowane, a jednak okazuje się, że można je położyć na całej linii.

freelance.bilgoraj
06-10-2012, 13:50
Każda najprostsza nawet książka może być fatalnie "zepsuta" przez złego tłumacza:mad:

agnieszkagogola
07-16-2013, 18:34
Tak naprawdę tłumacz może mieć ogromny wpływ na odbiór dzieła, szczególnie, jeśli jego tłumaczenie wymaga sporo kreatywności - np. w przypadku utworów komediowych lub poetyckich, gdzie tłumaczenie słowo w słowo nie zdaje egzaminu. W przypadku nieudolnego przekładu tłumacz może niestety autorowi tekstu bardzo zaszkodzić. Z drugiej strony czasami z dzieła średniej jakości może powstać niesamowicie dobry utwór, jeśli tłumacz postanowi wręcz "stworzyć" je na nowo.

LucyJ
07-16-2013, 19:16
Sądzę, że tłumacz swoją pracą ma ogromny wpływ na powodzenie książki na danym rynku. Jeśli tłumacz wykaże się zmysłem literackim, kreatywnością- to jakość tłumaczenia będzie z pewnością zadowalająca. Ważne by książka nie utraciła swojej wyjątkowości, by przekazała założenia autora.Wówczas sukces murowany.