PDA

View Full Version : Tłumaczenie aluzji politycznych, historycznych


Apaczonka
07-07-2011, 06:00
Zastanawia mnie, w jaki sposób tłumaczyć symbole/aluzje polityczne, historyczne, czytelne tylko w danym kręgu językowo-kulturowym. Macie jakieś ciekawe przykłady, pomysły?

edytag
07-18-2011, 22:34
jedną z opcji jest dodanie napisów - tekstu który będzie opisywał, wyjaśniał daną sytuację, przedmiot lub inne zjawisko niejasne dla odbiorcy kultury docelowej

ania6061
07-18-2011, 22:59
Może poprzez cudzysłów. Cytat mógłby zwrócić uwagę na symboliczność tekstu.

ania6061
07-18-2011, 23:13
Tłumacz mógłby również użyć przykładu odnoszącego się do tych samych wartości czy symboliki jednak bardziej znanych i rozumianych w kulturze kręgu docelowego.

adam.l
07-19-2011, 09:10
Uważam, że przypis (np. w nawiasach kwadratowych) od razu za tekstem byłyby najlepszym wyjściem. Oczywiście nie można przy tym przesadzić z długością tego objaśnienia, tak żeby napisy nie były wyświetlane jeszcze w trakcie kolejnej sceny.

bo2joan
07-19-2011, 09:41
Gorzej w przypadku tłumaczeń z lektorem. Trzeba by było wplatać gdzieś w te aluzje w zaledwie kilku słowach podstawowe wiadomości o sugerowanej postaci/miejscu/wydarzeniu. Tylko to strasznie trudno zrobić w sposób inteligentny (żeby to w ogóle pasowało, nie wypadło sztucznie) i odpowiednio krótki.

Oczywiście tłumacz ma o wiele prostsze zadanie, jeśli całość filmu opiera się na kontekście polityczno-historycznym (np. starożytność, współczesna historia naszego kraju), bo wtedy odbiorcy wiele mówi sama akcja. Aluzje natomiast są o wiele delikatniejszą sprawą. Są właściwe dla określonej społeczności i wiadomo, że po przetłumaczeniu na obcy język dają słabszy efekt.

BasiaWK
07-19-2011, 09:45
Mnie również wydaje się, że rozwiązanie z nawiasami (kwadratowe, zwykłe) jest najlepsze. Spotkałam się z tym w niektórych filmach. O ile nawias nie jest zbyt rozbudowany, czyta się to "z marszu" i od razu wiadomo, o co chodzi. Problem oczywiście zaczyna się w momencie, kiedy film jest najeżony takimi aluzjami, jak na przykład twórczość Barei. Nie oglądałam Misia w innej wersji językowej, ale nie wiem, czy jest możliwe wywołać "taką samą reakcję w odbiorcach tłumaczenia".

bo2joan
07-19-2011, 09:55
Pewnie rzeczywiście nie sposób sobie poradzić z tłumaczeniem sporej ilości aluzji. Tło i akcja często nie pomogą w zrozumieniu ich wszystkich, a pozostaje też kwestia stylu filmu.

ania6061
07-19-2011, 11:09
Może użycie staroświeckiego języka, wstawienie archaizmów zwróciło by uwagę widza.

Jednak w wielu przypadkach "przetłumaczenie" aluzji jest zapewne niemożliwe i tutaj pomocne byłyby przypisy. Ale co gdy mamy do czynienia z lektorem...
Jest to moim zdaniem kolejny punkt za napisami w filmach;)

natalia87
07-19-2011, 11:24
napisy rozszerzone o komentarz sprawdzają się zazwyczaj tylko w sytuacji, gdy oglądamy film we własnym zakresie np. na komputerze, kiedy możemy zatrzymać scenę i przeczytać uważnie komentarz. Bo napisy muszą lecieć dalej a więcej niż 3 linijki na raz widz nie jest wstanie w kilka sekund ogarnąć.

Czasami można pominąć pewne aluzje, jeżeli nie mają zdecydowanego wpływu na bieg wydarzeń, bo tłumaczenie ich na "nasze" realia może zakończyć się klapą z różnych powodów, pierwszym jest to, że jednak większość widzów jest obecnie kilkujęzyczna i słysząc w tle oryginał aluzji i konfrontując go z tłumaczeniem może mu wydać się cała ta sytuacja śmieszna, drugim powodem jest fakt, że przeniesie aluzji na "nasze" może wprowadzić widza w błąd albo może go "zgubić", ponieważ skąd nagle w angielskim filmie aluzje do polskiej polityki?

Rita.Baranska
07-19-2011, 11:34
Po poezji jest to kolejne trudne zadanie. Łatwiej jest tłumaczyc tekst pisemnie, bowiem mamy wiecej "miejsca" na dopowiadanie. Wydaje mi sie, ze w przypadku tłumaczenia filmow oraz pojawiajacych sie w nich odniesien historycznych nalezy oczywiscie przyblizyc odbiorcy pewne informacje. Jednak w wielu przypadkach taki zabieg bedzie niemozliwy. Przeciez nam, Polakom, gdy ogladamy amerykanskie czy brytyjskie filmy nikt nie tłumaczy znaczenia Halloween, KFC czy tez baseball. O ile sa to banalne przyklady, o tyle zakorzenione w naszej kulturze. Uwazam, ze jesli chodzi o filmy historyczne czy dokumentalne sam widz musi sie wykazac podstawowa wiedza. Jesli w filmie natomiast pojawia sie kilka scen z historycznymi odniesieniami, nalez przetłumaczyc test tak by zgodny byl z oryginalem, ale rowniez mowil cos odbiory. I tak np. ze wspomnianymi filmami Barei zadanie staje sie niezwykle trudne,gdyz jego filmy "napakowane" sa sytuacjami, ktore naprawde dobrze pojac moga niekiedy tylko ludzie, ktorzy zyli w tamtych czasach.

Rita.Baranska
07-19-2011, 11:41
Dla zainteresowanych: MISia Barei mozna zamowic z am. strony www - TEDDY BEAR ;)
http://www.polishfilm.ca/skok/dvds/groups/polish/m/mis/mis.html

bo2joan
07-19-2011, 11:56
W sumie racja. Jeśli ktoś chce oglądać filmy odwołujące się do zagranicznej polityki i historii, sam musi się tym oczywiście interesować i choć trochę wiedzieć, bo inaczej wielu rzeczy nie zrozumie.

natalia87
07-19-2011, 12:09
W sumie racja. Jeśli ktoś chce oglądać filmy odwołujące się do zagranicznej polityki i historii, sam musi się tym oczywiście interesować i choć trochę wiedzieć, bo inaczej wielu rzeczy nie zrozumie.

Zgadzam się, że filmy historyczne i o tematyce politycznej są przeznaczone dla konkretnej grupy ludzi zainteresowanej danym tematem, a więc i znającym nieco kontekst wydarzeń. Zdarza się jednak i tak, że w "normalne" filmy zostaje wpleciona jakaś wzmianka historyczna/polityczna. Co wtedy? Wydaje mi się, tak jak już wspomniałam wcześniej, że jeśli nie zagraża to zrozumieniu filmu, należy pominąć daną aluzję.

Co do filmów Barei, to też było moje pierwsze skojarzenie, gdy napotkałam ten wątek. One są sztuką samą w sobie i jakiekolwiek tłumaczenie nigdy nie odda w 100% tego, co widz oryginału jest w stanie zrozumieć. Filmy tego reżysera bazują na absurdalnej epoce, niezrozumiałej dla reszty świata. Zwłaszcza że już dla każdego kolejnego pokolenia Polaków filmy te są coraz mniej zrozumiałe. Mimo że dalej śmieszą i wprawiają w zdumienie, za parę ładnych lat będzie trzeba pomyśleć nad tłumaczeniem polsko-polskim ;)

edytag
07-19-2011, 12:27
w takich sytuacjach zawsze są dwie możliwości - foreignization i domestication. Można więc albo przybliżyć widza do kultury źródłowej poprzez napisy, wyjaśnienia lub przybliżyć kulturę źródłową do odbiorcy docelowego poprzez zmianę realiów na takie, które znane są widzowi docelowemu.

edytag
07-19-2011, 12:36
Należy się jednak zastanowić przy warto przybliżać kulturę źródłową do widza docelowego. Przecież po to m.in. oglądają zagraniczny film aby poznać obcą kulturę. Moim zdaniem nie powinno się tłumaczyć żadnych aluzji, a liczyć na inteligencję odbiorcy - on powinien dociekać wszelkich informacji o historii lub polityce danego kraju lub przygotować się przed obejrzeniem filmu.

denzil
07-19-2011, 12:48
Zgadzam się z poprzednikami. Łatwiej jest na pewno z filmami typowo historycznymi , czy przedstawiającymi dane wydarzenia polityczne. Widź tego typu filmów najczęściej zna już w jakimś stopniu kontekst wydarzeń (jak wspomniała Natalia87). Trudniej jest z filmami w rodzaju wspomnianego już „Misia”, którego kontekst jest ściśle związany z ustrojem panującym swego czasu w Polsce i dla zagranicznego odbiorcy, bez odpowiednich wyjaśnień i podpowiedzi, może być niezrozumiały. Nawet mój syn oglądając ten film pierwszy raz , ciągle zadawał pytania dotyczące poszczególnych aluzji , a co dopiero np. Francuz.

denzil
07-19-2011, 12:55
Oczywiście możemy liczyć na inteligencję odbiorcy, jaka pisze edytag, ale z drugiej strony rolą tłumacza jest przygotowanie takiego przekładu, który pozwoli w jak największym stopniu zrozumieć oryginał.I znów mamy dylemat: co jest ważniejsze forma czy treść.?

Joasia:)
07-19-2011, 12:55
Zgadzam się z poprzednikami. Łatwiej jest na pewno z filmami typowo historycznymi , czy przedstawiającymi dane wydarzenia polityczne. Widź tego typu filmów najczęściej zna już w jakimś stopniu kontekst wydarzeń (jak wspomniała Natalia87). Trudniej jest z filmami w rodzaju wspomnianego już „Misia”, którego kontekst jest ściśle związany z ustrojem panującym swego czasu w Polsce i dla zagranicznego odbiorcy, bez odpowiednich wyjaśnień i podpowiedzi, może być niezrozumiały. Nawet mój syn oglądając ten film pierwszy raz , ciągle zadawał pytania dotyczące poszczególnych aluzji , a co dopiero np. Francuz.

Ja właśnie pomyślałam nie konkretnie o filmie, ale o skeczach kabaretu TEY. Tam przecież było mnóstwo aluzji nawiązujących do PRL-u, które bez wyjaśnienia nic nie dadzą widzowi.Nawet dla młodych pokoleń jest to w tej chwili niezrozumiałe. W przypadku kabaretu takie tłumaczenie jest jeszcze trudniejsze ponieważ oprócz tego historycznego kontekstu dochodzi do tego jeszcze humor.Co do wspomnianych już wcześniej filmów typowo historycznych to zgadzam się - pewne podstawy każdy posiada.

Rita.Baranska
07-19-2011, 12:56
Zdecydowanie się zgadzam. Nasza, polska, świadomość wzrasta. Oglądając zagraniczne filmy sami musimy się doszkalać - znajomość realiów innej kultury jest wynikiem globalizacji, dlatego tez powinniśmy tego oczekiwać od innych. Sami często jesteśmy postawieni w sytuacji, gdzie w filmie czy serialu jest mnóstwo odniesień, które polskiemu odbiorcy nic nie mówią i stawiają go w sytuacji poszkodowanego. Oczywiście zadaniem tłumacza jest tak opracować przekład, by przybliżyć kontekst odbiorcy - a metoda zależny od tekstu.W przypadku tych historycznych, jak już często wspomniano, niezwykle trudno oddać "tamta" rzeczywistość. Oprócz przypisów, czasami warto również dopowiadać - dodać kilka slow, które być może ukierunkują widza i uzupełnią jego wiedzę. Warunek jest jeden: widz powinien posiadać już jakaś bazę.

edytag
07-19-2011, 13:16
Właśnie... Widz musi posiadać jakąś wiedzę, bazę. Przecież, jak już wspomniano, młodzi (lub niewyedukowani) widzowie często też nie rozumieją wielu aluzji i nikt im nie daje do ręki objaśnień. Muszą sami dociekać wielu faktów, aby zrozumieć sens jakiejś sceny lub całego filmu. Takie filmy wzbogacają wiedzę widza i na tym powinna również polegać ich rola - aby kształcić, zaciekawić, rozwijać odbiorcę, a nie dawać mu gotowe rozwiązanie.

natalia87
07-19-2011, 13:16
Skoro wspomnieliśmy już o najmłodszych widzach, warto zastanowić się na przykład na takim filmem jak Shrek. Bajki rządzą się swoimi prawami i na pewno o wiele łatwiej pozmieniać pewne fakty za pomocą dubbingu. Bajka w oryginale, nawet z najlepszymi napisami, byłaby nieczytelna dla odbiorcy, zwłaszcza tych najmłodszych. Co nie znaczy, że dubbing musi być płytki. Shrek jest o tyle dobrym filmem, iż rozśmiesza nie tylko najmłodszą część widowni, ale również osoby starsze, dzięki aluzjom właśnie precyzyjnie dobranym do danego grona odbiorców. Oryginał celował w swoją politykę i kulturę, tłumaczenia nawiązują do swoich dobrze znanych i utartych ścieżek.

Joasia:)
07-19-2011, 13:32
Skoro wspomnieliśmy już o najmłodszych widzach, warto zastanowić się na przykład na takim filmem jak Shrek. Bajki rządzą się swoimi prawami i na pewno o wiele łatwiej pozmieniać pewne fakty za pomocą dubbingu. Bajka w oryginale, nawet z najlepszymi napisami, byłaby nieczytelna dla odbiorcy, zwłaszcza tych najmłodszych. Co nie znaczy, że dubbing musi być płytki. Shrek jest o tyle dobrym filmem, iż rozśmiesza nie tylko najmłodszą część widowni, ale również osoby starsze, dzięki aluzjom właśnie precyzyjnie dobranym do danego grona odbiorców. Oryginał celował w swoją politykę i kulturę, tłumaczenia nawiązują do swoich dobrze znanych i utartych ścieżek.

Shrek został naprawdę rewelacyjnie udomowiony. Bawi nie tylko najmłodszych, ale również osoby dorosłe. Mawiano i pisano nawet, że nasza polska wersja jest lepsza od oryginału :) Swego czasu oglądałam film The Big Lebowski i muszę przyznać, że ogarnąć te wszystkie odniesienia do historii Stanów Zjednoczonych było by ogromnie ciężko. Owszem można gdzieniegdzie zrobić objaśnienie, ale nie da się wszystkiego objaśnić osobom, które są na bakier z historią i kulturą Ameryki.

edytag
07-19-2011, 13:45
Jeśli chodzi o filmy takie jak shrek to częściowa zmiana tekstu (w tym aluzji), aby był zrozumiały dla odbiorcy ma sens. Jest to jednak film komediowy - jego głównym celem jest rozśmieszenie widowni i w takich wlaśnie filmach należy dostosowywać realia do odbiorców kultury docelowej. Ale są filmy takie jak "Krzyżacy", które mają inną rolę, czyli, jak wspomniałam wcześniej, rozwijać widzę widza. Dlatego też w tłumaczeniach tych filmów żadne dodatkowe wyjaśnienia nie powinny być dodawane. Przecież młodzi widzowie nie rozumieją wielu kwestii w "Krzyżakach" i nikt im tego nie tłumaczy - sami muszą do tego dojść do tego "o co chodzi" i sami w głowie przekładają to sobie na język współczesny, czyli też dokonują tłumaczenia (intralingwalnego) bez dodatkowych gotowych pomocy. Należy więc rozważyć (jak zwykle w tłumaczeniu) jaki jest to rodzaj filmu, do kogo jest skierowany i jaka jest jego rola, a potem dostosować odpowiednie rozwiązanie.

natalia87
07-19-2011, 14:21
Przecież młodzi widzowie nie rozumieją wielu kwestii w "Krzyżakach" i nikt im tego nie tłumaczy - sami muszą do tego dojść do tego "o co chodzi" i sami w głowie przekładają to sobie na język współczesny, czyli też dokonują tłumaczenia (intralingwalnego) bez dodatkowych gotowych pomocy. Należy więc rozważyć (jak zwykle w tłumaczeniu) jaki jest to rodzaj filmu, do kogo jest skierowany i jaka jest jego rola, a potem dostosować odpowiednie rozwiązanie.

Absolutnie się zgadzam z przedmówczynią. Jak ktoś to już słusznie stwierdził: "Life is brutal and full of zasadzkas" ;) w życiu nie ma nic podanego na tacy, zatem, aby się rozwijać, trzeba sobie tę tacę samemu zapełnić.

Bardzo dobrze, że edytag poruszyła kwestię tłumaczenia intralingwistycznego. To rzeczywiście najlepsze rozwiązania, które jednak nie leży w roli tłumacza, lecz samego widza.

ania6061
07-19-2011, 17:08
Również od razu przypomniałam sobie o Shreku :) i jego spolszczonych aluzjach.
Ale to prawda, nie zawsze zamiana jest odpowiednim rozwiązaniem.

Myślę, że nawet jeśli widz nie posiada odpowiedniej wiedzy, użycie oryginalnych aluzji może rozwijać. Oczywiście to już zależy od indywidualnych chęci oglądającego, który sięgnie lub nie do innych źródeł aby dowiedzieć się czegoś więcej o niezrozumiałych faktach z poszczególnych produkcji. Tym samym poznać można różne ciekawostki z innych kultur:)

natalia87
07-19-2011, 17:16
Myślę, że nawet jeśli widz nie posiada odpowiedniej wiedzy, użycie oryginalnych aluzji może rozwijać. Oczywiście to już zależy od indywidualnych chęci oglądającego, który sięgnie lub nie do innych źródeł aby dowiedzieć się czegoś więcej o niezrozumiałych faktach z poszczególnych produkcji. Tym samym poznać można różne ciekawostki z innych kultur:)

W dobie dzisiejszych możliwości zdobywanie wiedzy nie wymaga wiele wysiłku fizycznego, choć intelektualnego owszem, ale to raczej funkcja constans ;) Niemniej jednak, niektóre pozycje filmowe pozostaną nieprzetłumaczalne. Może to i dobrze, że istnieje jakaś cząstka, jakiś element językowy, który będzie w stanie oprzeć się rozprzestrzeniającej się globalizacji. Brak dobrych tłumaczeń może również inspirować do nauki języków obcych :) oczywiście kultury, historii czy polityki nie da się nauczyć podczas korepetycji językowych, ale znając dany język zawsze łatwiej jest już przejść na wyższą poprzeczkę wymagań :)

ania6061
07-19-2011, 17:48
Fizycznego wysiłku nie :D ale zawsze musi się chcieć odpalić Google i jeszcze poczytać... więc chęci są potrzebne;)

bo2joan
07-19-2011, 18:04
Chęci się liczą, ale jeszcze bardziej zainteresowania (o których już wspomniałam). Zgadzam się, że na aluzjach móżna się sporo nauczyć, niezależnie od tego, czy zostaną przetłumaczone czy nie. Grunt, żeby tych aluzji nie naturalizować, tylko ukazywać całą specyfikę kultury wyjściowej.

Joasia:)
07-19-2011, 19:51
Aluzje to faktycznie dobre źródło wiedzy, poszerzania wiedzy o kulturze, historii danego kraju. Niestety stajemy się bardziej leniwi lub też 'wygodni' i wolimy mieć wszystko podane na tacy - dowiedzieć się czegoś przy minimalnym wysiłku.

BasiaWK
07-19-2011, 20:35
Należy więc rozważyć (jak zwykle w tłumaczeniu) jaki jest to rodzaj filmu, do kogo jest skierowany i jaka jest jego rola, a potem dostosować odpowiednie rozwiązanie.

I w tym zdaniu zawiera się chyba odpowiedź na nasze pytanie: co zrobić z aluzjami politycznymi/historycznymi w filmie? Otóż na przykładzie Shreka widzieliśmy strategię udomowienia - film jest adresowany do tzw. szerokiej publiczności, w tym dzieci, a więc wszelkie wyjaśnienia, dłuższe komentarze są wykluczone. Inna strategia tłumaczeniowa to... brak tłumaczenia - jeżeli uznajemy, że aluzja nie jest szczególnie istotna, ani na poziomie treści, ani formy. W przypadku filmów dokumentalnych, historycznych trudno w ogóle mówić o aluzjach - tłumaczymy "jak leci", zakładając, że widz ma pewną elementarną wiedzę w tym zakresie, ewentualnie ją uzupełni. Na koniec zostają filmy "najeżone" aluzjami. Z tymi walczymy, jak tylko umiemy:)

bo2joan
07-20-2011, 12:21
Z drugiej strony (pewnie ktoś już o tym wspomniał) "najeżenie" filmu aluzjami ma czasami służyć w sporym stopniu komizmowi. Jeśli przy tłumaczeniu albo "odświeżaniu" tłuamcz je zneutralizuje (z myślą o zrozumiałości dla odbiorcy), to zmieni się styl i wyraz całego filmu. Widać też, że aluzji w takiej ilości nie da się dobrze przełożyć, tym bardziej że to co za sobą niosą po pewnym czasie jest w ogóle nieaktualne.

denzil
07-20-2011, 14:19
Zgadzam się z bo2joan. Zignorowanie aluzji w tłumaczeniu np. Shreka poważnie zredukowałoby jego zasadniczą funkcję - rozśmieszanie widowni. Dosłowne tłumaczenie i nieprzystosowanie przekładu do polskich realiów nie oddałoby śmieszności oryginału. Myślę, że tłumacz skupił się na funkcji, jaką miało spełniać polskie tłumaczenie. Jednocześnie, podobnie jak w przypadku poezji, należy zachować umiar w wymyślaniu i kreowaniu aluzji i żartów do polskiej wersji filmu, aby nie odbiec zbytnio od stylistyki oryginalnej wersji.
Przykład „dostosowania” aluzji w polskim przekładzie Bartosza Wierzbięta:
Oryginał:Ha, ha! That’s right, fool! Now I’m a flying, talking donkey. You might have seen a housefly, maybe even a super fly, but I bet you ain’t never seen a donkey fly! Ha, ha! Uh-oh.
Dosłowne tłumaczenie:
Cha, cha! Właśnie, głupku! Teraz jestem latającym, gadającym osłem. Może widziałeś muchę domową, a może nawet super muchę, ale założę się, że nigdy nie widziałeś latającego osła! Cha, cha!
Bartosz Wierzbięta:
A jak ty głupku! Gadam, latam, pełny serwis! Latać każdy może! Czasem lepiej czasem trochę gorzej, ale niestety, ja mam talent! ho-ho!

denzil
07-20-2011, 14:33
Trafiłem na interesujący artykuł Pani Doroty Giżyńskiej na temat konotacji w przekładzie, w którym możemy odnaleźć wiele fajnych przykładów tłumaczeń aluzji. Polecam. Link : www.wydawnictwa.pwsz.edu.pl/file/SCL/nr_7/SCL7_023-032.pdf

ania6061
07-20-2011, 22:30
Ciekawy artykuł.
Spodobały mi się te przykłady. Pokazują, że każda z metod tłumaczenia aluzji ma swój sens o ile jest dobrze dobrana.

adam.l
07-21-2011, 08:37
Wydaje mi się, że tłumaczenie żartów czy śmiesznych wypowiedzi to trochę inna bajka. Tam możemy pozwolić sobie na pewną dowolność i grę słów celem rozśmieszenia widza. Aluzje i konteksty historyczne raczej ciężko będzie wyjaśnić bawiąc się słowami, ponieważ mają one charakter czysto informacyjny.

karolina_sobczak
07-21-2011, 10:25
Zastanawia mnie, w jaki sposób tłumaczyć symbole/aluzje polityczne, historyczne, czytelne tylko w danym kręgu językowo-kulturowym. Macie jakieś ciekawe przykłady, pomysły?

No właśnie, dobre pytanie. Można tu przytoczyć przykład tłumaczenia "Shreka" w wykonaniu Bartosza Wierzbięty. Zastosował tak zwaną lokalizację, czyli te segmenty, które śmieszyły odbiorców tekstu wyjściowego zastąpił odpowienimi aluzajmi/ wypowiedziami odnoszącymi się do naszej rzeczywistości polityczno-kultorowej. Wyszło świetnie, choć zarzucano mu, że to co zrobił nie jest już tłumaczeniem...Sam tłumacz stwierdza: "Podrasowuję" oryginalny tekst, gdy zaczynam się nudzić przy pisaniu. Było sporo takich filmów, które podrasowywałem w sposób daleko posunięty. Przykładem jest "Rogate ranczo" Disneya, grane teraz w kinach. W oryginale to film zabawny głównie w obrazie, natomiast w warstwie tekstowej - właściwie nijaki. Czy polski osiołek ze "Shreka" jest śmieszniejszy od oryginału?":)

BasiaWK
07-21-2011, 10:38
Artykuł Pani Doroty Giżyńskiej jest ciekawy. Nie możemy jednak zapomnieć, że problem dotyczy tłumaczenia filmów, które rządzi się swoimi prawami. I tak jak było już wspomniane, dłuższe nawiasy odpadają, gdyż nikt nie zdoła tego przeczytać (nie wspominając już o wersji z lektorem; swoją drogą zabawne byłoby usłyszeć kiedyś takie objaśnienie wtrącone w dialog bohaterów:))) Dlatego myślę, że w filmie najczęściej stosowana jest strategia udomowienia oraz tłumaczenie dosłowne (mam na myśli pozostawienie elementu obcego, mając nadzieję, że widz będzie posiadał wystarczającą wiedzę, żeby odczytać aluzję).

alexie
07-21-2011, 18:55
Myślę, że nie bez powodu w dyskusji został wspomniany Shrek; Polacy udowodnili, że umieją przekładać tego typu bajki, nie bojąc się "namieszać" w tłumaczeniu, dla osiągnięcia zamierzonego efektu. Teksty w Shreku czy Madagaskarze są świetne, bo są "nasze". Jeśli film nie jest dokumentem, tylko komedią, która nic nie traci jeśli jedną aluzję zastąpimy drugą, to jak najbardziej trzeba to robić, bo "łapiemy" aluzje, które znamy ze swoich realiów. Ważne jest, moim zdaniem, żeby nie podchodzić do przekładu ze zbytnią nabożnością, żeby nie bać się swobody. Oglądałam Shreka w wersji niemieckiej i tam tez zastosowano inny "patent" na osiołka - mówil cały czas na jednym tonie, mędrkując. Myślę więc, że jeśli nie jest to niezbędnie konieczne, lepiej nie faszerować widza mnóstwem wyjasnień i aluzji, które nic mu nie mówią.

Joasia:)
07-21-2011, 23:09
Często w różnych filmach, najczęściej komediach, jeśli występuje jakaś aluzja historyczna i jest ona zabawna to wtedy tłumacz decyduje się na znalezienie ekwiwalentu w historii języka docelowego.Uważam, że to też jest dobra metoda jeśli faktycznie taki odpowiednik istnieje bądź też taki zabieg sprawi, że efekt komizmu zostanie podtrzymany.

bo2joan
07-22-2011, 10:00
Niby tak, ale podejrzewam że malo kiedy by się udało wywołać nawet mniej wiecej takie same reakcje przy tłumaczeniu.

alexie
07-22-2011, 16:07
Tłumacz musi więc zdecydować, czy bardziej mu zależy na tym, żeby odbiorca dowiedział się, co dokładnie mówią postacie, czy też chce być bardziej twórcą. Trzeba pamiętać, że nie każdy niestety ma taki talent.

Joasia:)
07-22-2011, 20:57
Niby tak, ale podejrzewam że malo kiedy by się udało wywołać nawet mniej wiecej takie same reakcje przy tłumaczeniu.

Zgadzam się. Niestety wywołanie takich samych reakcji jest trudne i w wielu przypadkach nieudane. Zdarzają się jednak wyjątki;)

anowi33
07-23-2011, 15:47
Tłumaczenie aluzji politycznych i historycznych nie jest rzeczą łatwą. Tłumacz musi się wykazać nie tylko wiedzą polityczną i historyczną, ale też pomysłowością. Zgadzam się z przedmówcami, że widz też jest zobligowany w jakimś stopniu do poznania kontekstu historycznego czy politycznego.

anowi33
07-23-2011, 15:57
Tłumaczenie aluzji może również różnić się w zależności od rodzaju filmu. Chodzi tutaj od odbiorcy, do którego film stara się dotrzeć. Natomiast, jeśli chodzi o sposób tłumaczenia, to najlepiej wybrać taką metodę, która by nie rozkojarzyła zbytnio widza. Tłumacz nie wykona całej pracy za widza.

alexie
07-23-2011, 17:11
Myślę, że tłumaczenie wiele mówi o tym, jakie zdanie ma tłumacz o widowni. Czasem może się zdarzyć, że jakiś tekst jest niezrozumiały, a to z tego powodu, że tłumacz ma za dobre zdanie o wiedzy odbiorcy:) Nieraz można z kolei odnieść wrażenie, że ktoś ma widza za idiotę, i wyjaśnia rzeczy, które powinny być tzw. 'common knowledge'. To już sprawa indywidualna, jak to wypośrodkować.

adam.l
07-23-2011, 20:12
Myślę, że w przypadku filmów w których pojawia się znaczna ilość różnych aluzji czy odniesień można spróbować wyjaśnić tylko te, wydające się naprawdę nieznane. Wielu widzów decydując się na film o danej tematyce jest z nią raczej zaznajomiona i nie ma potrzeby wyjaśniania wszystkiego.

denzil
07-23-2011, 23:24
Myślę, że tłumaczenie wiele mówi o tym, jakie zdanie ma tłumacz o widowni. Czasem może się zdarzyć, że jakiś tekst jest niezrozumiały, a to z tego powodu, że tłumacz ma za dobre zdanie o wiedzy odbiorcy:) Nieraz można z kolei odnieść wrażenie, że ktoś ma widza za idiotę, i wyjaśnia rzeczy, które powinny być tzw. 'common knowledge'. To już sprawa indywidualna, jak to wypośrodkować.

To może podobnie, jak w przypadku tłumaczenia poezji, tłumacz powinien wziąć pod uwagę do jakiej widowni skierowany jest dany film i spróbować dopasować trudność przekładu (przekaz aluzji np. historycznych) do poziomu intelektualnego odbiorcy? Ale pewnie nie zawsze jest to możliwe, bo nigdy do końca nie wiadomo , kto będzie odbiorcą filmu.

BasiaWK
07-24-2011, 11:48
Mam taką refleksję, że w dzisiejszych czasach tłumacz musi dokładnie rozważyć konsekwencje wyboru danej strategii, gdyż ogólny poziom znajomości języków obcych (zwłaszcza angielskiego) jest coraz wyższy, i nie można już tak po prostu pominąć aluzji, uważając, że "przecież widz i tak się nie zorientuje". Nieraz sama zastanawiałam się, dlaczego zniknęło coś z przekładu. Tłumacze filmów z języków "popularnych" są dziś wyjątkowo narażeni na krytykę.

Joasia:)
07-24-2011, 17:23
Mam taką refleksję, że w dzisiejszych czasach tłumacz musi dokładnie rozważyć konsekwencje wyboru danej strategii, gdyż ogólny poziom znajomości języków obcych (zwłaszcza angielskiego) jest coraz wyższy, i nie można już tak po prostu pominąć aluzji, uważając, że "przecież widz i tak się nie zorientuje". Nieraz sama zastanawiałam się, dlaczego zniknęło coś z przekładu. Tłumacze filmów z języków "popularnych" są dziś wyjątkowo narażeni na krytykę.

Oj tak. Kiedyś kiedy język angielski nie był tak bardzo popularny tłumacz mógł pozwolić sobie na więcej swobody. Mógł właśnie liczyć na to, że widz nie zauważy ewentualnych niedociągnięć bądź pomijania pewnych rzeczy. Teraz kiedy język stał się czymś powszechnym, tłumacze są bacznie obserwowani i ktrytykowani za wszelkie niedociągnięcia.

annajustyna22
07-24-2011, 22:20
Myślę, że kwestia takich aluzji może być łatwiejsza do rozwiązania,jeśli mamy film z lektorem. Wówczas można dodać krókie wprowadzenie na początku filmu dotyczące historii lub kultury, na której film się opiera bądź odwołuje.

adam.l
07-24-2011, 22:32
myślę, że przy tłumaczeniu z napisami takie rozwiązanie też nie stanowiłoby problemu

anowi33
07-25-2011, 08:50
W nawiązaniu do wypowiedzi Joasi, tłumacz filmów jest rzeczywiście bardziej "obserwowany" i narażony na krytykę, w szczególności jeśli chodzi o język angielski.

anowi33
07-25-2011, 08:51
Mimo wszystko dobrze przetłumaczony film daje dużą satysfakcję z wykonanej pracy.

bo2joan
07-25-2011, 09:09
Zgadzam się z poprzednikami. Tłumacze filmów nie powinni wychodzić z założenia, że widzowie wielu rzeczy nie wiedzą i nie zauważają pominięć itp. Dlatego w przypadku każdej aluzji trzeba wiele razy pomyśleć, jak z najlepszym skutkiem ją potraktować w obcym języku.

BasiaWK
07-25-2011, 10:13
Myślę, że kwestia takich aluzji może być łatwiejsza do rozwiązania,jeśli mamy film z lektorem. Wówczas można dodać krókie wprowadzenie na początku filmu dotyczące historii lub kultury, na której film się opiera bądź odwołuje.

Mnie się jednak wydaje, że to tłumaczenie z napisami daje więcej możliwości, chociażby dlatego, że można umieścić krótkie wyjaśnienie w nawiasie dokładnie w tym momencie, kiedy pojawia się aluzja. Jak już gdzieś wspomniałam, nie wyobrażam sobie takiego komentarza w trakcie filmu z lektorem:)

anowi33
07-25-2011, 10:47
Na pewno tłumaczenie z lektorem to zupełnie co innego niż to z napisami. Sądzę, że druga opcja jest lepsza w tym konkretnym przypadku - tłumaczeń aluzji historycznych i politycznych.

alexie
07-25-2011, 11:13
A zatem biorąc pod uwagę, że współczesna widownia coraz lepiej rozumie angielski, można by w przypadku tłumaczeń anglojęzycznych filmów wyjść z założenia, że nie musimy zbyt wiele "upychać" w tlumaczeniu. Często ludzie, którzy mniej więcej znają angielski, potrzebują napisów tylko po to, żeby nie umknęła im główna wiadomość, a resztę wnioskują z dialogów, więc tłumaczenie coraz częściej służy jako pomoc w rozumieniu filmu a nie jedyny środek jego zrozumienia.

alexie
07-25-2011, 11:16
Przy okazji, przypomniał mi się film Robin Hood - faceci w rajtuzach. Tam mieliśmy do czynienia z "szeryfem Rottingham", co nie zostało na polski przetłumaczone. Każdy, kto mniej więcej zna angielski, mógł się domyśleć, na czym polega dowcip, a tłumaczenie zepsułoby wszystko - chyba, że zrobiono by to w formie "gwiazdki" przy napisach, przy pierwszym pojawieniu się tego nazwiska

annajustyna22
07-25-2011, 11:36
Myślę, że nie powinno się jednak aż tak angażować w tłumaczenie aluzji historychnych. Film powinien w końcu zainteresować widza jakąś tematyką na tyle, aby chciał poszerzyć swoją wiedzę lub w ogóle poszukał informacji. W dobie internetu nie jest to przecież karkołomne zadanie a nie każdy film historyczny ma być jednocześnie edukacjyny jak dla dzieci w szkole na lekcji historii.

alexie
07-25-2011, 12:01
Myślę, że nie powinno się jednak aż tak angażować w tłumaczenie aluzji historychnych. Film powinien w końcu zainteresować widza jakąś tematyką na tyle, aby chciał poszerzyć swoją wiedzę lub w ogóle poszukał informacji. W dobie internetu nie jest to przecież karkołomne zadanie a nie każdy film historyczny ma być jednocześnie edukacjyny jak dla dzieci w szkole na lekcji historii.

Też myślę, że można po prostu przekombinować, jeśli za bardzo będziemy się troszczyć o to, czy widz aby "załapie" o co chodzi.

annajustyna22
07-25-2011, 12:25
Tłumacz nie powinien "wyręczać" widza i podusuwać mu gotowych kluczy do zrozumiena przekazu filmu. Przecież gdyby reżyser był tak zatroskany o widza i jego problemy ze zrozumieniem przesłania to sam by umieścił odpowiednie adnotacje. Z resztą,tak przecież jest często, że na początku własnie lektor nam mówi bądź jest krótka notatka dotycząca okresu historycznego itp.

Rita.Baranska
07-25-2011, 14:11
Mysle, ze warto podkreslic, jak juz ktos wczesniej zauwazyl, iz tłumaczenie wszystkiego w filmach nie jest koniecznie. Przykladow na to jest wiele, jak zreszta widac, po poprzednich komentarzach. Obecnie, kiedy to ludzie maja dostep do informacji i mogą je w łatwy i szybki sposob znaleźć, czasami nie ma potrzeby przekladac wszystkiego, tylko pozwolić widzowi na wyciagniecie wnioskow samemu. Wydaje mi się, ze niekiedy lepiej, gdy pewne zwroty zostawione sa w oryginale, daje to wiekszy efekt. Istnieja pewne zwroty, ktore wykorzystywane byly za czasow II wojny swiatowej, podczas rzadow Hitlera i teraz, gdy ogladamy filmy dokumentalne, historyczne nikt przeciez nie tłumaczy "Heil Hitler" czy "Arbeit macht frei". Nawet dla odbiorcy nie znajacego j.niemieckiego zwroty te sa oczywiste i mysle tez, iz pozostawione w oryginale daja wiekszy efekt.

Rita.Baranska
07-25-2011, 14:48
Uważam ponadto, iż oprocz dopowiadania oraz przypisow,mozna zastosowac adaptacje. Tłumaczac film mozna zastapic dane elementy czyms co funkcjonuje w polskim społeczeństwie. Jednak i tu tlumacz musi uważać, by sie nie zagalopować i znaleźć złoty środek.