PDA

View Full Version : Nauczyciel czy tłumacz? Co lepsze?


Strony : [1] 2

denzil
07-06-2011, 22:01
Wielu studentów w trakcie studiów filologicznych staje przed dylematem jaką specjalizację wybrać: czy tłumacza czy nauczyciela? Jakie są Wasze spostrzeżenia w tym temacie? Czy podstawowym kryterium powinno być to, ile się zarabia, ile czasu się pracuje, a może ważniejsze są posiadane predyspozycje osobiste, charakter, czy też oczekiwania przyszłego pracownika?

anjie
07-07-2011, 09:40
w trakcie studiów filologicznych staje przed dylematem jaką specjalizację wybrać: czy tłumacza czy nauczyciela?
Na mojej uczelni też były te dwie specjalizacje do wyboru. Wielu świeżo upieczonych studentów na studiach filologicznych ma jakąś iluzję, że jak skończą studia na translatoryce to będą żyć jak pączek w masełku a jak nauczycielską to czeka ich nędza. Dlatego wszyscy ślepo biegną na translatorykę nie zważając na swoje uzdolnienia.

Czy podstawowym kryterium powinno być to, ile się zarabia, ile czasu się pracuje,Zdecydowanie się nie zgadzam. Co z tego, że ktoś wybierze teoretycznie prestiżowy kierunek jak w tym zawodzie będzie się męczył? Jak ktoś ma prawdziwą pasję do czegoś to się nie zmęczy nawet jak będzie pracował trochę więcej niż 8 godzin. A zarobki? Z prawdziwą pasją ma się takie pomysły, chęci i zacięcie, że szybciej czy później to zacznie przynosić jakieś konkretniejsze zyski.

fergee13
07-27-2011, 11:21
każdy wybierając studia powinien się kierować swoimi predyspozycjami osobistymi, tym co chciałby robić w przyszłości i w czym jest dobry, co będzie mu sprawiało radość i w czym się będzie spełniał. oczywiście to tylko teoria ponieważ mało kto tak postępuje ;] w dzisiejszych czasach stawia się przede wszystkim na pieniądze i kalkulacje który zawód najwięcej nam przyniesie korzyści materialnych odsuwając tym samym w kąt pasje i zamiłowania. oczywiście zawsze są wyjątki od reguły :D osobiście uważam że pieniądze są ważne ale nie najważniejsze i nie warto wybierać zawodu który później będziemy traktować jak zło konieczne ;]

pweronika
07-27-2011, 11:45
Trzeba też wziąć pod uwagę model pracy, który bardziej nam odpowiada. Pracując jako nauczyciel w szkole publicznej filolog ma w miarę stabilną posadę, stałe, regularne dochody, określoną liczbę godzin pracy tygodniowo, ściśle określony plan prowadzonych zajęć i pracę opartą na pewnej powtarzalności czynności. Zawód tłumacza jest często mniej stabilny, dochody mogą być większe, ale nieregularne, liczba godzin pracy zależy od ilości zleceń, plan pracy ustala się często samemu i nie zawsze można przewidzieć drogę kariery zawodowej. Oczywiście można też pracować jako tłumacz "na etacie" i to wygląda nieco inaczej, ale w tym wypadku model pracy jest bardzo zbliżony do pracy nauczyciela. Wtedy ( choć wątpliwym jest, żeby ktoś stał przed wyborem: etat w szkole lub etat tłumacza) trzeba kierować się innymi względami.

Alicja_D
07-28-2011, 22:34
Odpowiedz na pytanie z tematu: Jedno i drugie! tak wyszlo, ze udalo mi sie polaczyc obie rzeczy, zaczelam od specjalizacji nauczycielskiej, potem jezykoznawstwo a teraz tlumaczenia. Chodz moja pasja sa tlumaczenia, kiedy mam wolny dzien bez zlecenia, pracuje w szkole jako nauczyciel zastepczy :) takze jak ktos trafil na specjalizacje nauczycielska niech sie nie martwi, to tez wspanialy kierunek!

zuza445
07-29-2011, 10:06
Ja też stanęłam przed tym trudnym wyborem i czasem wydaje mi się,że źle wybrałam. Cały mój rok zdecydował się na specjalizacje tłumaczeniową. Podobnie jak reszta grupy wybrałam tłumaczeniówkę, bo zawsze uważałam ,że nie ma gorszego zawodu niż nauczyciel. Jednak w czasie studiów zaczęłam zmieniać zdanie, może również przez to ,że odkryłam u siebie predyspozycje do nauczania. Uważam jednak, że zawód tłumacza i nauczyciela ma swoje wady i zalety. Z całą pewnością można te dwa zawody wykonywać jednocześnie, jeżeli ktoś nie może się zdecydować na konkretną specjalizację ;)

ania1234
07-29-2011, 10:35
W dzisiejszych czasach wydaje mi się, że najkorzystniej jest mieć obie specjalizacje i wykonywać oba te zawody.
Jak już słusznie zauważyliście praca tłumacza jest niestabilna, jak są zlecenia to są pieniądze i jest dobrze a jak nie ma to (że się tak wyrażę) bida :D
Praca nauczyciela daje stałe dochody i nie przeszkadza być tłumaczem, tym bardziej że nauczyciele w porównaniu z innymi zawodami mają sporo wolnego czasu.
Wielu moich wykładowców i wykładowców pokrewnych kierunków zajmuje się nauczaniem na uczelni a poza tym są tłumaczami - wsród nich i tłumacze przysięgli, tłumacze konferencyjni czy zajmujący się napisami do filmów.

anjie
07-29-2011, 11:07
Wielu moich wykładowców i wykładowców pokrewnych kierunków zajmuje się nauczaniem na uczelni a poza tym są tłumaczami - wsród nich i tłumacze przysięgli, tłumacze konferencyjni czy zajmujący się napisami do filmów.

Też znam takie przypadki, gdzie taki układ się sprawdza. Zarówno do nauczania jak i do tłumaczenia trzeba mieć talent, rzadko się zdarza, że ktoś jest na tyle uzdolniony by być i tym i tym (ale spotkałam takie osoby). Już nie wspominam o braku czasu na życie prywatne.

aniak
07-29-2011, 12:27
Praca nauczyciela daje stałe dochody i nie przeszkadza być tłumaczem, tym bardziej że nauczyciele w porównaniu z innymi zawodami mają sporo wolnego czasu.
Sporo wolnego czasu?? A to dobre:D To nie jest praca od 7:00 do 15:00, gdzie zamykasz za sobą drzwi, wracasz do domu i masz wolne. Praca nauczyciela zmusza Cię do przynoszenia pracy do domu. Jak nie konspekty (chociaż to akurat najgorsze jest przez pierwszy rok, potem w zasadzie możesz powtarzać to samo z jakimiś zmianami, żeby nie zwariować), to jakieś prace domowe, przygotowywanie i sprawdzanie sprawdzianów (co idzie szybko tylko wtedy, jeżeli uczniowie piszą bezbłędnie wszystko albo oddają pustą kartkę). Nawet jeżeli pracujesz w podstawówce w klasach I-III, gdzie tych sprawdzianów masz jak na lekarstwo i w większości w domu robisz jakieś wyklejanki itd., to i tak wracasz z pracy nawet po trzech godzinach z dzieciakami i nie jesteś w stanie nic zrobić, tylko spać.
Myślę, że dużo zależy od tego, co traktujesz jako główne źródło utrzymania, a co jako dorabianie. Jeżeli ktoś w pierwszej kolejności chce uczyć w szkole publicznej, a tłumaczeniami sobie tyko dorabiać to można pogodzić wszystko bez problemu. Jeżeli ktoś chce się utrzymywać głównie z tłumaczeń, to tu już nie ma tak łatwo, bo nie można pozwolić sobie w takim wypadku na jakieś okazjonalne tłumaczenia. Żeby się utrzymać na rynku jako tłumacz trzeba ciągle coś robić i ciągle się dokształcać, żeby się nie cofać i ciężko to wszystko upchnąć w plan dnia tak, żeby żadne z zajęć na tym nie ucierpiało. Wracasz ze szkoły, uporasz się z masą papierkowej roboty i zostaje Ci parę godzin, które możesz wykorzystać na tłumaczenie tekstu, ale gdzie miejsce na to całe dokształcanie się i inne podobne czynności? Doba ma tylko 24 godziny i nawet najbardziej zapalony zapaleniec i fascynat musi kiedyś spać i jeść.;) Dlatego jak ktoś chce być tłumaczem i pracować jednocześnie w szkole, to według mnie lepsza by była szkoła językowa, gdzie tych zajęć jest mniej i łatwiej to wszystko ogarnąć. I to by było nawet zdrowe, w końcu trzeba się czasem ruszyć z domu i z kimś pogadać, żeby nie oszaleć.;)

Alicja_D
07-29-2011, 13:05
Zgadzam sie z powyzszym postem, nauczanie to duzo pracy! i jest to praca wyczerpujaca, chodz daje i duzo satysfakcji. Mieszkajac w Polsce pewnie trudno pogodzic jedno z drugim, ja mam takie szczescie, ze tu jest praca supply teacher, czyli bez wiekszych zobowiazan - po dniu pracy wypelnia sie raport i zamyka za soba drzwi :) Ale na pewno w ktoryms momencie trzeba sie poswiecic jednemu porzadnie, zeby byc swietnym w swoim zawodzie - i ja juz dawno wybralam, im wiecej bede miala zlecen tym mniej bede jezdzic po szkolach :) Dobrze miec siatke bezpieczenstwa, ale na dwa fronty dzialac bedzie trudno.

martina_o
07-29-2011, 13:08
Wybór powinien być podejmowany indywidualnie. Jeśłi ktoś nie ma predyspozycji do nauczania, to choćby nie wiem co, będzie miał dosyć tej pracy już po miesiącu. Translatoryka jest, powiedziałabym, bardziej rozległym obszarem działań, może dlatego przykuwa większą uwagę. Na pewno nie możemy wybierać specjalizacji z perspektywy 'na czym lepiej zarobię'.

aniak
07-29-2011, 13:57
Wybór powinien być podejmowany indywidualnie. Jeśłi ktoś nie ma predyspozycji do nauczania, to choćby nie wiem co, będzie miał dosyć tej pracy już po miesiącu. Translatoryka jest, powiedziałabym, bardziej rozległym obszarem działań, może dlatego przykuwa większą uwagę. Na pewno nie możemy wybierać specjalizacji z perspektywy 'na czym lepiej zarobię'.
.. do momentu, w którym dzieci Ci płakać nie zaczną.;) Nie uwierzę, że nikt szukając pracy, czy wybierając specjalizację nie patrzy na pensję. Trochę teraz powieje pesymizmem, bo wszystko pięknie brzmi, ale samą pasją rodziny nie utrzymasz. I w tym wypadku też jest dylemat, czy wybrać dochody większe ale nieregularne, czy pewne mniejsze. Wybór jest trudny i tu faktycznie decyduje to, co człowiek bardziej lubi robić. Ktoś kto się nie widzi w pracy nauczyciela i całą klasę najchętniej by powystrzelał, będzie się w tej pracy męczył. To samo w przypadku tłumacza. Wyobrażacie sobie tłumaczyć kilkadziesiąt stron nie lubiąc tego? Ale niestety jak życie zmusi, to nasze "lubię/nie lubię" schodzi na dalszy plan.;) Ideałem oczywiście byłoby robić całe życie to, co się lubi i dostawać za to tyle pieniędzy, żeby się nie martwić, czy starczy do 1go. Początkującemu tłumaczowi bez planu B finansowo jest zwyczajnie ciężko.

Ja wybrałam tak, jak Alicja_D. Im więcej zleceń, tym mniej siedzenia w szkole. :D Uczenie to mój plan B i sposób na dorobienie, bo w ten sposób aż tak bardzo nie odczuwam, że mówię non stop to samo. O ile uczyć lubię i mam do tego predyspozycje, to jest to jednak największa wada zawodu nauczyciela, która dla mnie jest po prostu nie do przejścia.;)

ania1234
07-29-2011, 16:41
Dlatego jak ktoś chce być tłumaczem i pracować jednocześnie w szkole, to według mnie lepsza by była szkoła językowa, gdzie tych zajęć jest mniej i łatwiej to wszystko ogarnąć.

Właśnie o szkołę językową mi chodziło - bo tylko taką w swoim wypadku biorę pod uwagę :p
A co do pracy od 7 do 15 to mało kto dzisiaj nie zabiera pracy do domu, chyba tylko urzędnicy tego nie robią, więc nauczyciel wcale nie ma źle. Na początku może jest ciężej bo trzeba ogarnąć podręcznik itd. ale później gdy ma się to opracowane to już idzie gładko. Przynajmniej tak z moich doświadczeń wynika :cool:

patrycja_h
07-29-2011, 19:09
Wybór powinien być podejmowany indywidualnie. Jeśłi ktoś nie ma predyspozycji do nauczania, to choćby nie wiem co, będzie miał dosyć tej pracy już po miesiącu. Translatoryka jest, powiedziałabym, bardziej rozległym obszarem działań, może dlatego przykuwa większą uwagę. Na pewno nie możemy wybierać specjalizacji z perspektywy 'na czym lepiej zarobię'.

Zgadzam się, ale nie zawsze jest to możliwe. Nie wiem jak to jest w tej chwili, bo się nie interesowałam, ale kiedy jakieś 4 lata temu zaczynałam filologię angielską na UG, nie można było samemu wybrać specjalizacji. Nie znam sytuacji na innych uczelniach, ale my byliśmy odgórnie przydzielani tak, że pierwsze 40 osób z listy rankingowej automatycznie szło na translatorykę, a reszta na specjalizację nauczycielską (można było się oczywiście zamienić). Żadnych testów predyspozycji na żadną ze specjalizacji, nic...

Jeszcze lepsze jest to, że do tego roku podobnie wyglądała rekrutacja na magisterkę. Do tej pory był egzamin z gramatyki i najlepsi szli na translatorykę. Jednak w tym roku wykładowcy ponoć narzekali na studentów, którzy dostali się tu po Kolegium Językowym i nie radzili sobie na zajęciach z tłumaczeń - co zresztą udowadnia, że najważniejsze są predyspozycje. No i wpadli na genialny pomysł, żeby od tego roku zamiast egzaminu z gramy, zrobić test z tłumaczeń. I to ma sens. Bo jeśli wachasz się między zawodem nauczyciela i tłumacza, to łatwiej jest podjąć decyzję, jeśli możesz się w danej dziedzinie sprawdzić.

JustynaL
07-30-2011, 20:25
Moim zdaniem to najlepiej robić to co się lubi, ale nie można określić tego bez próby, dlatego, jeżeli jest to możliwe to lepiej sprawdzić się samemu czy ma się predyspozycje do zawodu, czy się lubi tłumaczyć czy uczyć. Przecież od tej decyzji załeży dalsza część naszego życia, więc najlepiej podjąć przemyślaną decyzję opartą na doświadczeniu czegoś na własnej skórze.

JustynaL
07-30-2011, 20:35
A i pozwolę sobie rozwiać wyobrażenia o pracy nauczyciela:) Owszem nauczyciel ma wakacje i ferie i weekendy wolne ale z drugiej strony pracuje od 8 do... różnie, zależy w jakiej szkole, kiedy ma zajęcia itp. Sprawdziany są opracowane, ale większość jest bez sensu, czyt. sprawdziany trzeba opracować a później je sprawdzić. Co do nauczania w klasach 1-3: dzieciaczki są cudowne, uwielbiają się uczyć, ale każda lekcja to konspekt, materiały dodatkowe (kolorowe i duże) oraz nowe gry i zabawy bo dzieciaki szybko się nudzą:) więc nie ma tak, że w tej pracy się nic nie robi, pracuje się jak w każdej, ale jeśli się to lubi to jest fajnie:)
Jak to wygląda z perspektywy tłumacza jeszcze nie wiem, więc nie będę tutaj czegoś wymyślać:)

adam.l
07-31-2011, 19:36
Jednak w tym roku wykładowcy ponoć narzekali na studentów, którzy dostali się tu po Kolegium Językowym i nie radzili sobie na zajęciach z tłumaczeń - co zresztą udowadnia, że najważniejsze są predyspozycje. No i wpadli na genialny pomysł, żeby od tego roku zamiast egzaminu z gramy, zrobić test z tłumaczeń. I to ma sens. Bo jeśli wachasz się między zawodem nauczyciela i tłumacza, to łatwiej jest podjąć decyzję, jeśli możesz się w danej dziedzinie sprawdzić.
Też kończyłem translatorykę na UG (Niemiecki) i miałem tylko rozmowę wstępną, a później wybierało się specjalizację. Opisany pomysł może wygląda spoko na pierwszy rzut oka ale... raczej nie możliwym jest podjąć taką decyzję po przetłumaczeniu jednego tekstu (prawdopodobnie bez żadnych słowników). Przecież rzadko kiedy się zdarza, żeby tłumacz nagle dostał tekst o którym nie miał wcześniej pojęcia (pewnie nie podawana jest nawet konkretna dziedzina) i zaczął tłumaczyć. Może niektórzy absolwenci kolegiów chcą spróbować swoich sił w tłumaczeniach, a przez jeden test będą się musieli męczyć na specjalizacji która im nie odpowiada. Wg. mnie ilość miejsc na każdej specjalizacji powinna być uzależniona tylko od zainteresowania każdą z nich.

aniak
08-03-2011, 11:20
Wg. mnie ilość miejsc na każdej specjalizacji powinna być uzależniona tylko od zainteresowania każdą z nich.
Zgadzam się w 100%. Jakoś nie przemawia do mnie test gramatyczny i podział "najlepsi na translatorykę, reszta do szkoły". Po pierwsze, wysoki poziom znajomości języka ma się nijak do predyspozycji, a po drugie, czarno widzę poziom wiedzy przyszłych pokoleń, jeżeli z góry zakłada się, że do szkoły idą ci, którzy z językiem sobie gorzej radzą.

Lynx85
08-03-2011, 12:44
To jest raczej kwestia tego co komu odpowiada - osobiście (choć mam taką możliwość) nie poszłabym uczyć do szkoły językowej (no chyba, że sytuacja by mnie do tego zmusiła), ponieważ nie mam cierpliwości do uczniów młodszych wiekiem ;) to musi być pasja, powołanie, chęć wykonywania danego zawodu, pomimo jego defektów i niedogodności :)

silezia
08-03-2011, 19:43
Zgadzam sie z powyzszym postem, nauczanie to duzo pracy! i jest to praca wyczerpujaca, chodz daje i duzo satysfakcji. Mieszkajac w Polsce pewnie trudno pogodzic jedno z drugim, ja mam takie szczescie, ze tu jest praca supply teacher, czyli bez wiekszych zobowiazan - po dniu pracy wypelnia sie raport i zamyka za soba drzwi :) Ale na pewno w ktoryms momencie trzeba sie poswiecic jednemu porzadnie, zeby byc swietnym w swoim zawodzie - i ja juz dawno wybralam, im wiecej bede miala zlecen tym mniej bede jezdzic po szkolach :) Dobrze miec siatke bezpieczenstwa, ale na dwa fronty dzialac bedzie trudno.

Ja również się zgadzam z Alicją że nauczanie to dużo pracy,przede wszystkim trzeba mieć powołanie zeby w ogole uczyc,i lubić pracęz ludzmi generlanie. Natomiast wydaje mi się, że połaczenie tych dwóch zawodów tzn.tłumacza i nauczyciela jest jak najbardziej realne. Zawsze przecież można uczyć w szkołach prywatnych popołudniami,i mam wrażenie ze jest to dosyc przyjemna praca:).Natomiast bycie tłumaczem daje chyba więcej satysfakcji,szczególnie tlumacza ustnego,który pod wplywem stresu musi sklecic niebanalne tłumacznie;)

katwid3
08-04-2011, 12:44
Odpowiedz na pytanie z tematu: Jedno i drugie! tak wyszlo, ze udalo mi sie polaczyc obie rzeczy, zaczelam od specjalizacji nauczycielskiej, potem jezykoznawstwo a teraz tlumaczenia. Chodz moja pasja sa tlumaczenia, kiedy mam wolny dzien bez zlecenia, pracuje w szkole jako nauczyciel zastepczy :) takze jak ktos trafil na specjalizacje nauczycielska niech sie nie martwi, to tez wspanialy kierunek!

Zgadzam się w 100%. Też jestem po specjalizacji nauczycielskiej a pracuję jako tłumacz i nauczyciel i bardzo mi ta forma działania odpowiada. Nie grozi mi ani wypalenie zawodowe ani rutyna :). Po studiach poszłam na podyplomowe studia translatorskie a obecnie pracuję jeszcze nad zdobyciem uprawnień tłumacza przysięgłego. Oczywiście jeśli ktoś czuje kompletną awersję do nauczania nie powinien się oszukiwać, ale przecież nauczać można nie tylko w szkole publicznej, jest mnóstwo innych form przekazywania wiedzy: kursy dla dorosłych, korepetycje czy też szkoła prywatna - do wyboru do koloru ;)
Jeśli ktoś wie czego chce nigdy nie ma drogi zamkniętej i zawsze może upragniony cel osiągnąć.

BlueMoon
08-04-2011, 14:33
W zawodzie nauczyciela najbardziej liczy się kontakt z człowiekiem, albo raczej grupą ludzi. :) Język (czy jakikolwiek inny przedmiot) jest tu drugorzędny. Czasami staje się to tak istotne, że twierdzi się, iż naprawdę dobrym nauczycielem będzie psycholog z przygotowaniem do nauczania przedmiotu, a nie przedmiotowiec z przygotowaniem psychologicznym. :rolleyes: W szczególności praca z młodzieżą jest obarczona wieloma sytuacjami konfliktowymi, przy których problemy językowe schodzą na dalszy plan.
W tłumaczeniu język jednak zajmuje naczelną pozycję.

Lynx85
08-04-2011, 15:31
W zawodzie nauczyciela najbardziej liczy się kontakt z człowiekiem, albo raczej grupą ludzi. :) Język (czy jakikolwiek inny przedmiot) jest tu drugorzędny. Czasami staje się to tak istotne, że twierdzi się, iż naprawdę dobrym nauczycielem będzie psycholog z przygotowaniem do nauczania przedmiotu, a nie przedmiotowiec z przygotowaniem psychologicznym.W szczególności praca z młodzieżą jest obarczona wieloma sytuacjami konfliktowymi, przy których problemy językowe schodzą na dalszy plan.

Dokładnie! Odnoszę wrażenie (które mogę poprzeć doświadczeniem siostry-nauczycielki), że najbardziej produktywne i najprzyjemniejsze jest nauczanie w klasach 1-3, a czasem nawet jeszcze w klasach 4-6 podstawówki, bo wtedy umysły dziecięce są bardzo chłonne i często z własnej, nieprzymuszonej woli chcą uczyć się różnych piosenek, czy słownictwa - pod warunkiem, że im się to przystępnie przedstawi. Poza tym czują jeszcze (tak, tak: jeszcze) respekt do nauczyciela (jako osoby starszej), więc trzeba z tego korzystać. Oczywiście są wyjątki, dzieci trudne bądź po prostu rozpaskudzone, ale nie będę się nad tym teraz rozwodzić, bo wszyscy mamy tego świadomość. Tragedia zaczyna się w gimnazjum/liceum - tam żadne przygotowanie ani metodyka psychologiczna nie pomoże :eek:
A w tłumaczeniach jest o tyle przyjemnie, że jest tylko tłumacz, jego tekst, jego praca i efekt końcowy :)
Ale powtarzam - każdy ma inne priorytety i inną pasję do odrębnych rzeczy :)

aniak
08-05-2011, 10:35
Odnoszę wrażenie (które mogę poprzeć doświadczeniem siostry-nauczycielki), że najbardziej produktywne i najprzyjemniejsze jest nauczanie w klasach 1-3
Haha, też tak kiedyś myślałam, dopóki nie widziałam, jak to wygląda:D Rzeczywiście jest wesoło (spostrzegawcze są i zadają takie pytania, że niejednego dorosłego mogą zagiąć:D), rzeczywiście chcą się uczyć (wręcz się biją o to, żeby odpowiedzieć na pytanie) i to lubią. To, jak szybko chłoną nowe słownictwo jest niesamowite i ich postępy dają ogromną satysfakcję. Ale czy to jest "przyjemne" to już jest chyba kwestia indywidualna i co kto lubi. Na pewno jest to męczące. Spojrzysz w jedną stronę klasy, już z drugiej w siebie celują nożyczkami. Zwrócisz uwagę tym od nożyczek, a w tym czasie już inne dziecko pod ławką na drugim końcu klasy. I nie jest to kwestia zainteresowania lekcją, bo mają niesamowitą podzielność uwagi:) Trzeba mieć oczy wszędzie, żeby je ogarnąć (zwłaszcza te pierwsze klasy, które dopiero do szkoły przyszły i są jeszcze takie rozemocjonowane, z drugimi i trzecimi jest o niebo łatwiej pod tym względem). Do tego trzy godziny z rzędu (jeżeli się miało jednego dnia z rzędu trzy pierwsze klasy) śpiewania tej samej piosenki i człowiek wieczorem nie wiedział jak się nazywa. Nie wspominając o tym, że budziłam się w nocy i tę znienawidzoną piosenkę śpiewałam.
W liceum mi się bardzo podobało. Dyskusja na poziomie, cisza, spokój i w ogóle. Licealiści też chcą się uczyć, bo mają świadomość, że matura za pasem.;) Nawet jak nie chcą się uczyć, to wiedzą, że muszą.

Ju$ti
08-05-2011, 12:33
Zgadzam się z tą opinią w zupełności:) w ubiegłym roku miałam praktyki pedagogiczne - prowadziłam lekcje w gimnazjum i w szkole podstawowej. Dzieci w klasie 4, które dopiero zaczynały swoją przygodę z językiem, były niesamowite!!! szybko zapamiętywały nowe słówka i zwroty, chętnie uczyły się piosenek, po zadanym pytaniu pojawiał się 'las rąk' - takie były chętne do współpracy:D Zauważyłam jednak, że zapał do nauki i współpracy z nauczycielem spada z każdym kolejnym rokiem nauki, a nauczyciel, chcąc zachęcić dzieci do pracy, musi wykazać się nie tyle znajomością dziedziny, co kreatywnością, energią i komunikatywnością.
W gimnazjum to już zupełnie inny świat - zbiór młodzieży z różnych szkół, z różnymi doświadczeniami, na innym poziomie językowym... żeby zdobyć sobie szacunek i posłuch trzeba być dobrym psychologiem i każdego ucznia traktować indywidualnie, a nie tylko jako element grupy. I nie można popaść w rutynę - co chyba jest z tego wszystkiego najtrudniejsze - bo to u uczniów wywołuje znudzenie i zniechęcenie (co niestety miałam okazję zobaczyć:/).

Lynx85
08-05-2011, 12:53
Haha, też tak kiedyś myślałam, dopóki nie widziałam, jak to wygląda. Rzeczywiście jest wesoło (spostrzegawcze są i zadają takie pytania, że niejednego dorosłego mogą zagiąć), rzeczywiście chcą się uczyć (wręcz się biją o to, żeby odpowiedzieć na pytanie) i to lubią. To, jak szybko chłoną nowe słownictwo jest niesamowite i ich postępy dają ogromną satysfakcję. Ale czy to jest "przyjemne" to już jest chyba kwestia indywidualna i co kto lubi. Na pewno jest to męczące. Spojrzysz w jedną stronę klasy, już z drugiej w siebie celują nożyczkami. Zwrócisz uwagę tym od nożyczek, a w tym czasie już inne dziecko pod ławką na drugim końcu klasy. I nie jest to kwestia zainteresowania lekcją, bo mają niesamowitą podzielność uwagi. Trzeba mieć oczy wszędzie, żeby je ogarnąć (zwłaszcza te pierwsze klasy, które dopiero do szkoły przyszły i są jeszcze takie rozemocjonowane, z drugimi i trzecimi jest o niebo łatwiej pod tym względem). W liceum mi się bardzo podobało. Dyskusja na poziomie, cisza, spokój i w ogóle. Licealiści też chcą się uczyć, bo mają świadomość, że matura za pasem. Nawet jak nie chcą się uczyć, to wiedzą, że muszą.

Wiesz, zgadzam się, że dzieciaki w tym wieku są jak żywe złoto, ale to też związane jest z ich nieograniczonymi pokładami energii, a niełatwo jest wysiedzieć tyle godzin w szkole - to jest po prostu kwestia przyswojenia takiego podejścia. Siostra też tak miała, że dzieci przez chwilę słuchały, potem się rozpraszały, ale wtedy starała się przykuć ich uwagę niebanalnymi pomocami audiowizualnymi, czy ciekawym podejściem do tematu. Podziwiam ją za taki zapał i pasję do zawodu, bo ja bym raczej nie miała cierpliwości :D Ale w gimnazjum/liceum to dopiero była tragedia (a to jeszcze były szkoły z dziećmi z rodzin patologicznych) - uczniowie przypalali się nawzajem zapalniczkami, dźgali finkami, skakali po ławkach, a dziewczęta w tym czasie czytały Bravo Girl i malowały paznokcie :eek: "Za moich czasów" było to nie do pomyślenia, choćby przez szacunek do nauczyciela, ale cóż - czasy się zmieniają... Zależy gdzie i na kogo się trafi :)

aniak
08-05-2011, 14:12
Lynx85, te ich pokłady energii to można okiełznać, na każdego się znajdzie jakiś sposób. Jak sama mówisz, niebanalne pomoce naukowe, ciekawe podejście do tematu, czasem trzeba indywidualnie do każdego z czymś innym, bo są na większość rzeczy odporne (wcielonemu szatanowi, na którego NIC nie działało, powiedziałam, że dziś jest ekspertem i ma słuchać, czy wszyscy dobrze mówią i takim sposobem przesiedział grzecznie całą lekcję głęboko wierząc, że ma jakieś superważne zadanie). Jest to męczące niesamowicie, ale powiedzmy, że to był dla mnie najmniejszy problem, pewnie po jakimś czasie bym się wyrobiła i przyzwyczaiła, pokłady cierpliwości mam mimo wszystko ogromne.;) Dzieciaki były fajne, kochane i w ogóle, ciągle się coś działo i bywało, że płakałam ze śmiechu. Ale jak już wcześniej pisałam, nie wyobrażam sobie wałkowania w kółko tego samego. Jak jeszcze były klasy pomieszane, to to się odczuwało, ale powiedzmy, że można było przeżyć. W liceum też było do przeżycia, bo były bardziej skomplikowane rzeczy i nawet jak się powtarzały, to pół biedy, bo i tak można było poszaleć. Natomiast jak miałam w podstawówce trzy pierwsze klasy z rzędu i w każdej musiałam nauczyć tej samej piosenki i tych samych słówek...:eek: A już śpiewać piosenki o kolorach i dniach tygodnia przez całe życie to sobie nie wyobrażam... I pomyśleć, że kiedyś mówiłam, że jak uczyć, to tylko w podstawówce.:D

To, co piszesz o liceum jest przerażające.:eek: Na szczęście takich przypadków nie miałam, u mnie była pełna kultura.

magdalenka
08-07-2011, 12:16
Wiesz, zgadzam się, że dzieciaki w tym wieku są jak żywe złoto, ale to też związane jest z ich nieograniczonymi pokładami energii, a niełatwo jest wysiedzieć tyle godzin w szkole - to jest po prostu kwestia przyswojenia takiego podejścia. Siostra też tak miała, że dzieci przez chwilę słuchały, potem się rozpraszały, ale wtedy starała się przykuć ich uwagę niebanalnymi pomocami audiowizualnymi, czy ciekawym podejściem do tematu. Podziwiam ją za taki zapał i pasję do zawodu, bo ja bym raczej nie miała cierpliwości :D Ale w gimnazjum/liceum to dopiero była tragedia (a to jeszcze były szkoły z dziećmi z rodzin patologicznych) - uczniowie przypalali się nawzajem zapalniczkami, dźgali finkami, skakali po ławkach, a dziewczęta w tym czasie czytały Bravo Girl i malowały paznokcie :eek: "Za moich czasów" było to nie do pomyślenia, choćby przez szacunek do nauczyciela, ale cóż - czasy się zmieniają... Zależy gdzie i na kogo się trafi :)

Miałam bardzo podobne doświadczenia związane z nauczeniem w liceum. Co prawda nikt u mnie nie przypalał się ani nie dźgał, ale... Kiedyś metr ode mnie przeleciał cyrkiel, zdarzało się rzucanie krzesłami (dzieciak na psychotropach) wkładanie palca do gardła, by wywołać wymioty, standardowe malowanie paznokci, słuchanie muzyki, wyzwiska itd. NIGDY więcej gimnazjum. Za to prywatne szkoły i korepetycje wspominam bardzo dobrze i będę kontynuowała tam pracę. :)

Natinka
08-07-2011, 15:20
O tak mi się również podobne przypadki przytrafiały..niestety jako pierwszą pracę dostałam posadę naucyciela w gimnazjum i niby nic w tym dziwnego poza tym, że gimnazjum było specjalne. Ludzie sądzą, że jest to szkoła dla upośledzonych a jednak po roku tam mogę śmiało swtierdzić, że większość z tych dzieci jest leniwa a nie upośledzona i jest to zwykły zakład resocjalizacyjny. Koszmar. Mimo tego uważam, że nauczyciele nie mają źle: dodatki, pensja, długie wakacje, weekendy itd. Tłumacz musi tak samo jak i nauczyciel poprostu trafić dobrą fuchę. Chyba ciężko się wkręcić do jakiegoś biura tłumaczeń prawda? Doświadczenie to podstawa. Lepiej działać na własną rękę, prywatnie? Co robić żeby w tym zawodzie odnieść sukces??

Ju$ti
08-08-2011, 12:20
Dzieciaki były fajne, kochane i w ogóle, ciągle się coś działo i bywało, że płakałam ze śmiechu. Ale jak już wcześniej pisałam, nie wyobrażam sobie wałkowania w kółko tego samego. Jak jeszcze były klasy pomieszane, to to się odczuwało, ale powiedzmy, że można było przeżyć. W liceum też było do przeżycia, bo były bardziej skomplikowane rzeczy i nawet jak się powtarzały, to pół biedy, bo i tak można było poszaleć. Natomiast jak miałam w podstawówce trzy pierwsze klasy z rzędu i w każdej musiałam nauczyć tej samej piosenki i tych samych słówek...:eek: A już śpiewać piosenki o kolorach i dniach tygodnia przez całe życie to sobie nie wyobrażam... I pomyśleć, że kiedyś mówiłam, że jak uczyć, to tylko w podstawówce.:D

Straszne są właśnie te ciągłe powtórki i prostota materiału w szkole podstawowej- jak bardzo nauczyciel może się cofnąć pod względem językowym;/ A przecież początkującemu nauczycielowi nie zawsze starcza sił i czasu żeby być z językiem 'na bieżąco' i ciągle wzbogacać swoje słownictwo (czytać książki, artykuły w internecie, oglądać programy i filmy w obcym języku). Idealnym rozwiązaniem byłaby praca z dorosłymi w szkole językowej, ale wiadomo, że nie każdemu się to uda.

edi
08-08-2011, 12:33
Natomiast jak miałam w podstawówce trzy pierwsze klasy z rzędu i w każdej musiałam nauczyć tej samej piosenki i tych samych słówek...:eek: A już śpiewać piosenki o kolorach i dniach tygodnia przez całe życie to sobie nie wyobrażam... I pomyśleć, że kiedyś mówiłam, że jak uczyć, to tylko w podstawówce.:D

Mam podobne doświadczenie z podstawówką. Wieczorem to zasnąc nie mogłam, gdyż cały czas miałam w głowie piosenkę o jedzeniu. Co by nie powiedziec praca z maluchami wymaga poświecenia wiele czasu, aby przygotowac wszelkie kolorowe materiały i urozmaicone zabawy. Jednakże ich entuzjazm i radośc przynajmniej mi dają wiele satysfakcji. Ostatnio miałam możliwośc pracy z 5.latkami i miałam wiele frajdy.
Zgodzę się jednak, że praca tylko i wyłącznie z dziecmi uwstecznia znajomosc języka. Poza kilkoma nowymi, egzotycznymi nazwami robaczków czy zwierzątek, któe coraz częściej pojawiają się w podręcznikach. Dobrym rozwiązaniam jest praca z zaawansowanymi grupami w szkołach językowych bądź tłumaczenia, które niesamowicie wpływają na rozwój języka.

Cisia
08-08-2011, 17:51
Osobiście skłaniałabym się ku specjalizacji nauczycielskiej. Po skończeniu tego kierunku zawsze można zrobić studia podyplomowe z translatoryki i mieć dwa zawody w garści.

marina249
08-10-2011, 08:15
Wielu studentów w trakcie studiów filologicznych staje przed dylematem jaką specjalizację wybrać: czy tłumacza czy nauczyciela? Jakie są Wasze spostrzeżenia w tym temacie? Czy podstawowym kryterium powinno być to, ile się zarabia, ile czasu się pracuje, a może ważniejsze są posiadane predyspozycje osobiste, charakter, czy też oczekiwania przyszłego pracownika?

Ja na szczęscie wybrałam kierunek studiów o profilu nauczyciel-tłumacz,tak też i pracuję w obu zawodach.zarobki są ok,trochę czasu spędzam w pracy,praktycznie cały dzień,ale cieszy mnie to co robię.

Mariola
08-10-2011, 08:31
Na mojej uczelni można było wybrać tylko jedną specjalizację, ponieważ zajęcia się pokrywały. Ja wybrałam tłumacza i nie żałuję, bo całą uwagę skupiam na tłumaczeniach. A gdybym miała dwie specjalizacje to musiałabym czas podzielić na przygotowanie pedagogiczne (dużo praktyk w szkole) i na tłumaczenie.

marina249
08-10-2011, 10:10
Na mojej uczelni można było wybrać tylko jedną specjalizację, ponieważ zajęcia się pokrywały. Ja wybrałam tłumacza i nie żałuję, bo całą uwagę skupiam na tłumaczeniach. A gdybym miała dwie specjalizacje to musiałabym czas podzielić na przygotowanie pedagogiczne (dużo praktyk w szkole) i na tłumaczenie.

Ja praktyki mam moliwosc odbyc w szkole jezykowej w ktorej ucze,a po drugie to dwie szanse na dwa zawody.

adam.l
08-13-2011, 21:56
Praca tłumacza (raczej pisemnego) jest możliwa do połączenia nie tylko z zawodem nauczyciela. To, że kończyliśmy filologię wcale nie musi nas ograniczać do pracy w szkole. Może odnajdziemy się w bankowości czy logistyce? Jeżeli nasz główny zawód pochłania nam "regulaminowe" 8 godzin dziennie, zawsze możemy znaleźć trochę czasu na przetłumaczenie czegoś.

MadziaDM
08-29-2011, 14:46
Najważniejsza jest pasja. Nie każdy lubi tłumaczyć, ponieważ jest to czasami mozolne zajęcie, wymagające dociekliwości. Myślę, że typy introwertyczne lepiej sprawdzą się w roli tłumacza pisemnego, natomiast typom ekstrawertycznym lepiej odpowiedać będzie praca tłumacza ustnego lub właśnie nauczyciela.

iza_bella83
08-30-2011, 13:17
I TO I TO;) Po licencjacie miałam możliwość iść na studia o kierunku tłumaczenia (zawsze chciałam być tłumaczem!), ale niestety względy finansowe zadecydowały, że poszłam na specjalizację nauczycielską. Po uzupełniających magisterskich, oczywiście pracując w szkole (co sobie chwalę i nie sądziłam, że się w tym po prostu odnajdę, a mam ciężką młodzież, bo uczę przede wszystkim chłopców w zawodówce), poszłam na podyplomowe translatorykę, po których de facto mogłam pójść z miejsca na egzamin na tłumacza przysięgłego. Znów niestety względy finansowe zadecydowały, że nie zrobiłam tego tłumacza przysięgłego (lecz jestem na dobrej drodze!:)). Myślę, że można się odnaleźć w tych dwóch zawodach, ale trzeba mieć zdrowe podejście i nie patrzeć na pieniądze i na "ciężkie czasy", bo takie myślenie do niczego nie prowadzi. :)

JustynaL
08-31-2011, 19:36
Najważniejsza jest pasja. Nie każdy lubi tłumaczyć, ponieważ jest to czasami mozolne zajęcie, wymagające dociekliwości. Myślę, że typy introwertyczne lepiej sprawdzą się w roli tłumacza pisemnego, natomiast typom ekstrawertycznym lepiej odpowiedać będzie praca tłumacza ustnego lub właśnie nauczyciela.
MadziaDM, zgodzę się, że nie każdy lubi tłumaczyć, ale nie powiedziałabym, że bycie ekstrawertykiem czy introwertykiem od razu dyskwalifikuje czy jest decydującym punktem podczas dokonywania wyboru. Ja jestem introwertykiem, a mimo to podoba mi się nauczanie i, co ważniejsze, dobrze się w tym czuję:) więc jeśli ktoś się w tej chwili poważnie zastanawia to po prostu trzeba sprawdzić w czym dobrze się czujemy, a w czym nie, a czego się podczas każdej "próby" nauczymy, to nasze:)

Ania_25
08-31-2011, 21:24
Jest takie powiedzenie: bodajbyś cudze dzieci uczył... ;) Dawałam korepetycję, więc... :D
Moja babcia była nauczycielką, moja mama jest nauczycielką. Ja niestety nie zamierzam kontynuować tej tradycji rodzinnej. Nie mam tej "iskry bożej", którą dostrzegam u babci i mamy.
Być nauczycielem to powołanie.
Zresztą każdy zawód wiąże się z czymś co możemy określić jako powołanie, ale chyba w mniejszym zakresie.
Z dwojga złego wolę być tłumaczem, o ile mi się uda. ;)

madziara.tg
09-01-2011, 09:34
Ja ukończyłam Kolegium Nauczycielskie. Studia dostarczyły mi obszerną wiedzę z języka angielskiego (w tym językoznawstwo, kulturoznawstwo, literatura, ale też metodyka nauczania). Podczas praktyk okazało się jednak, że nauczanie w szkole państwowej to nie jest coś o czym marzyłam. Może zarobki nie są wielkie, ale można je uzupełniać w szkołach prywatnych. Pozostaje wtedy nie 18 godzin tygodniowo, a nawet 40-50 godzin tygodniowo (łącznie z weekendami).
Jednak w całym tym nauczaniu pozostaje jeden szczegół - nawet jeśli uda się porządnie zarobić, pozostaje jeszcze kwestia stosunku do pracy. Nauczyciel to jeden z zawodów, do którego trzeba czuć powołanie. Jeśli się tego nie czuje, nie ma sensu brnąć w ten zawód. Nauczyciel bez powołania to strata czasu i katorga dla uczniów.

JustynaL
09-10-2011, 11:12
Jednak w całym tym nauczaniu pozostaje jeden szczegół - nawet jeśli uda się porządnie zarobić, pozostaje jeszcze kwestia stosunku do pracy. Nauczyciel to jeden z zawodów, do którego trzeba czuć powołanie. Jeśli się tego nie czuje, nie ma sensu brnąć w ten zawód. Nauczyciel bez powołania to strata czasu i katorga dla uczniów.

Racja! Po prostu trzeba to lubić i się do tego nadawać. Nie zapominajmy też, że jeżeli uczniom podoba się sposób prowadzenia lekcji, wytłumaczenia itp to lepiej przyswajają wiedzę. Wtedy nauka staje się przyjemnością:) a nauczycielowi też jest miło, kiedy słyszy, że jego lekcje się podobają:).

Michal
09-11-2011, 22:07
Warto chyba po prostu robić to, co ludzie chcą od nas kupić. Czy lepiej być niespełnionym astronautą czy wziętym księgowym?

kacha
09-11-2011, 22:42
Myślę, że to wybór pracy jako nauczyciel czy tłumacz to przede wszystkim kwestia upodobań. Jeśli ktoś uwielbia pracę z innymi ludźmi, a praca nauczyciela to bezustanne obcowanie z drugim człowiekiem (z wieloma grupami), to nawet nie pomyśli o tym, aby zająć się tłumaczeniem. Myślę, że najgorzej mają ci, którzy muszą wybierać, bo po prostu lubią robić i jedno i drugie.

Joasia:)
09-12-2011, 01:14
Myślę, że to wybór pracy jako nauczyciel czy tłumacz to przede wszystkim kwestia upodobań. Jeśli ktoś uwielbia pracę z innymi ludźmi, a praca nauczyciela to bezustanne obcowanie z drugim człowiekiem (z wieloma grupami), to nawet nie pomyśli o tym, aby zająć się tłumaczeniem. Myślę, że najgorzej mają ci, którzy muszą wybierać, bo po prostu lubią robić i jedno i drugie.

Zgadzam się. Taki wybór to kwestia odpowiedzenia sobie na pytanie co się lubi robić, co nas bardziej interesuje. Myślę, że warto też spróbować obu tych rzeczy, bo kto wie co nas może zainteresować? Niektóre osoby z mojej uczelni widziały się w tylko w roli nauczycieli, a po iluś zajęciach z tłumaczeń niektóre z tych osób złapały bakcyla i porzuciły myśli o nauczycielstwie.

Sonia
09-13-2011, 23:31
Uważam, że tutaj w grę wchodzi wiele czynników. Należy patrzeć na wszystko. Przy zawodzie nauczyciela należy zwrócić uwagę na to czy się nadajemy. Jak przy każdym zawodzie należy zwrócić również uwagę na zarobki.
Osobiście jestem zdania, że jeśli ktoś lubi uczyć, to może swoją pasję łączyć z tłumaczeniem.

a.sowa
09-13-2011, 23:36
Uważam,że jeśli ktoś chce to może być i nauczycielem i tłumaczem, jedno drugiemu nie przeszkadza. Jeśli ktoś pracuje w szkole państwowej to moim zdaniem z powodzeniem poradzi sobie i z tłumaczeniami. Na moich studiach można realizować obydwie ścieżki. Na studiach pierwszego stopnia można było realizować scieżkę metodyczną, a tłumaczeniową na magisterce.

Aga12
09-13-2011, 23:39
Myślę, że to wybór pracy jako nauczyciel czy tłumacz to przede wszystkim kwestia upodobań. Jeśli ktoś uwielbia pracę z innymi ludźmi, a praca nauczyciela to bezustanne obcowanie z drugim człowiekiem (z wieloma grupami), to nawet nie pomyśli o tym, aby zająć się tłumaczeniem. Myślę, że najgorzej mają ci, którzy muszą wybierać, bo po prostu lubią robić i jedno i drugie.

Wtedy jest najłatwiej, to co przynosi zysk:D. Gorzej jak lubimy to co jest mało płatne, a nie cierpimy tego co może nam przynieść dochód!:(.

MegiLena
08-06-2012, 16:27
Myślę, że najważniejsze jest to, w czym człowiek się sam najlepiej czuje, co mu sprawia największą radość, co jest dla niego pasją, ważne, aby swoją przyszłą pracę też lubić.

jkubkowski
08-13-2012, 12:02
Najważniejsze jest by zawód sprawiał satysfakcję. Jeśli ktoś lubi pracę z dziećmi/młodzieżą to zostanie nauczycielem jest na pewno słusznym wyborem. Osobiście jednak zdecydowanie lepiej czuję się w tłumaczeniach.

kasku91
08-13-2012, 12:51
I właśnie takie decyzje są najgorsze. Czasami są takie zawody, które wykonujemy, bo są pewne i są z niego pieniądze, ale często się zdarza, że ich nie lubimy = może to być np. nauczyciel. Rzeczywiście jeżeli nie kochamy tego co robimy, będziemy się męczyć i wszystkich wokół. Znam więcej ludzi, którzy mają jakieś dusze artystyczne i ich pasją wcale nie jest ich zawód i przez to się męczą, ale muszą to robić, żeby się utrzymać. A znam mniej, którzy po prostu robią to co kochają. To są szczęściarze! Tylko teraz pieniądze vs pasja. I tutaj przywołam cytat "niespełniony astronauta czy wzięty księgowy" kolegi powyżej, bo całkowicie się z tym zgadzam. Tylko nieliczni potrafią znaleźć czas, chęci i siły, żeby połączyć dwa światy (w tym przypadku nauczyciel/tłumacz).

armitage
08-13-2012, 13:02
Osobiście na daną chwilę nie widzę się w roli nauczyciela. Od zawsze zdecydowanie bardziej pociągała mnie perspektywa tłumaczeń, a dodatkowo o współczesnej "młodzieży" mam raczej niskie zdanie.
Nie zmienia to faktu, że będę odbywał praktyki nauczycielskie - z jednej strony traktuję to jako zabezpieczenie na przyszłość (zawsze to jednak jakieś doświadczenie, nie?), a z drugiej mam taką cichą, bardzo naiwną nadzieję, że jednak spodoba mi się uczenie.

alicjam
08-18-2012, 19:49
Przy wyborze pracy nauczyciela trzeba jeszcze pomyśleć o tym, że ta praca jest ściśle powiązana z obcowaniem z ludźmi, ktorzy nie zawsze doceniają trud włożony przez nauczyciela w ich kształcenie - żeby ująć to jakoś delikatnie;) Jeśli ktoś nie ma powołania, to chyba powinien omijać ten zawód szerokim łukiem.

Matimak
08-19-2012, 11:42
Ja, z koolei, w ogóle nie traktuję studiów filologicznych, jako wyznacznika moje przyszłego zawodu, uznajac języki za doskonałe narzedzie do wykorzystania w przyszłej pracy, jednak nie za bezpośrednie źródło zarobków. Ja należę jednak, do wcześniej wspomnianej grupy pasjonatów i siedzenie nocami nad tłumaczeniem "na wczoraj" jakoś mnie nie pociąga. Na początek zostanę nauczycielem, bo lubię pracować z dziećmi, ale nie bedzie to raczej zbyt długi okres.

Meise
08-19-2012, 19:39
Ja planuję zostać tłumaczem, bo kompletnie nie widzę się w pracy z dziećmi/młodzieżą w większej grupie. Ewentualnie mogłabym zostać nauczycielem na uczelni wyższej (tak jak moi rodzice, którzy zresztą chcą bym pociągnęła tę tradycję i zdobywała tytuły naukowe) i pewnie będę powoli dążyć do tego celu. Widzę siebie również jako tłumacza pisemnego, a marzeniem jest zostać naprawdę dobrym tłumaczem ustnym.

moncze
08-20-2012, 23:37
Zdecydowanie tłumacz; moim marzeniem były zawsze tłumaczenia ustne - wyobrażam to sobie jako naprawdę ciekawą, aczkolwiek wymagającą pracę

berliner
08-21-2012, 10:44
Będąc na studiach wybrałam specjalizację translatorską, ale tak naprawdę bardzo mało się tam nauczyłam, nie wiem, czy to wina programu czy wykładowców.. Myślę, że na studiach lepiej przygotowuje się młodych ludzi do zawodu nauczyciela a nie tłumacza. Poza tym, zarówno do pracy nauczyciela jak i tłumacza trzeba jednak pasji i zaangażowania, bo jeśli tego brakuje, to wszystko odbija się w dalszej pracy i zniechęceniu.

idalia
08-21-2012, 10:51
Oczywiście, że potrzeba pasji i zaangażowania, jak w każdym innym zawodzie, który chcemy wykonywać dobrze. Moim zdaniam, specjalizację nauczycielską i translatorską można z powodzeniem połączyć. Znam wielu nauczycieli języków obcych, którzy wykonują również tłumaczenia i lubią robić jedno i drugie.

Piggy
08-21-2012, 10:57
Moim zdaniam, specjalizację nauczycielską i translatorską można z powodzeniem połączyć.

Całkowicie się zgadzam. Osobiście znam tłumaczy/nauczycieli i nauczycieli/tłumaczy, którzy nie tylko z powodzeniem uczą, zyskują szacunek i podziw studentów, ale także wspaniale radzą sobie na polu translatorskim. Dodatkowo wydaje mi się, iż posiadanie wiedzy z dziedziny translatoryki i pedagogiki pozwala na nieco inne wytłumaczenie niektórych zagadnień językowych i gramatycznych.

p00sitivelady
08-23-2012, 13:51
Niestety nie lubię uczyć, więc nawet nie tknęłam metodyki ;] Natomiast moja znajoma ma "powołanie'' i od zawsze wiedziała, że będzie uczyć. Sama celuję w tłumaczenia, ale co tak naprawdę będę robić to czas pokaże ;] Ciężko orzec co gorsze a co lepsze.. Wszystko zależy od tego co lubimy i w jakim zawodzie się widzimy ;]

Monika_Anna
08-27-2012, 04:24
Mnie jednak bardziej pociągają tłumaczenia i to raczej pisemne, choć dotychczas pracowałam jako nauczyciel. W nauczaniu zdobyłam już dość dużo doświadczenia aczkolwiek praca tłumacza odpowiadałyby mi bardziej.

kato
08-27-2012, 09:58
Tłumacz :) na nauczyciela się raczej nie nadaję ;)

Hatter
08-27-2012, 10:20
W mojej głowie niestety cały czas mocno siedzi powiedzenie: „He who can - does, he who can't - teaches”... Z takim podejściem nauczyciel raczej będzie ze mnie żaden...

Neo1986
08-27-2012, 10:22
Gdy uczyłem się niemieckiego, a potem studiowałem germanistykę, zawsze uważałem, że nauczyciel najlepszy to taki z powołania, co całym sobą jest zaangażowany. A ponieważ u siebie takiej pasji nauczania nie znalazłem, toteż zdecydowałem się na tłumaczenia, które z miejsca polubiłem.

pawka
08-27-2012, 15:01
Nie wyobrażam sobie pracy w szkole, nie tylko ze względu na słabe zarobki, ale też przez niechęć do pracy z "problematyczną' młodzieżą. :)

armitage
08-27-2012, 15:04
Nie wyobrażam sobie pracy w szkole, nie tylko ze względu na słabe zarobki, ale też przez niechęć do pracy z "problematyczną' młodzieżą. :)

Dokładnie :) Mam te same obawy przed uczeniem młodych Sebastianów.

AHFIWUGHB
08-27-2012, 18:28
W moim przypadku nie miałem wyboru - poszedłem na filologie angielską o profilu nauczycielskim. Ale jeżeli ktoś ma obawy przed stanięciem przy tablicy, to powinna/powinien wybrać tłumaczenia.

pawlowskaesp
09-02-2012, 02:04
To jednak chyba wszystko zależy od powołania. Myślę jednak, że dobry nauczyciel ma większe szanse być jednocześnie dobrym tłumaczem, niż odwrotnie...

squirrel20
09-06-2012, 16:54
jestem studentką filologii angielskiej i specjalizacje wybrałam już na pierwszym roku - były to tlumaczenia. mozliwe ze stalo sie tak z tego powodu ze filoligie łączone z innymi językami (np. anglistyka z niemieckim) miały specjalizację nauczycielską, a poniewaz nie byłam przekonana ani do niemieckiego ani francuskiego wybrałam profil ogólny i tym samym translatorykę. jestem przekonana że jest to dobry wybór bo pomimo tego że nauczyciel ma stałą i z góry określona pracę nie moge liczyc na to ze znajdę w jakiejkolwiek placówce miejsce dla siebie. zdaje sobie sprawę z tego że tłumaczenia nie gwarantują mi posady ale do zawodu tłumacza jestem bardziej przekonana.

LukTko
09-06-2012, 20:03
Ze znalezieniem pracy jako nauczyciel jest coraz trudniej, a tłumacz to przeważnie na własny rachunek musi pracować. Ciężka decyzja :confused:

brasileira
09-06-2012, 20:49
dla mnie nie jest to taka ciężka decyzja, bo niestety brakuje mi zdolności nauczycielskich, niektórzy powinni trzymać się z daleka od nauczania i ja z całą pewnością należę do tych osób ;) poza tym od dawna marzę o byciu tłumaczem, tłumaczenie sprawia mi ogromną przjemność i stawia przede mną wiele wyzwań ;)

zylciaj
09-08-2012, 19:56
Wydaje mi się, że podstawowym kryterium jest osobowość. Praca nauczyciela, tłumacza pisemnego i tłumacza ustnego różni się diametralnie, choć we wszystkich tych zawodach kryterium wyjściowe jest jednakowe - znajomość języka. Nie każdy jednak jest predysponowany do tego, by uczyć innych, tak jak nie każdy czuje się dobrze wykonując mrówczą pracę tłumacza pisemnego lub radzi sobie w sytuacjach stresowych, związanych z wykonywaniem tłumaczeń ustnych. Osobiście nie mam żadnych wątpliwości - zdecydowanie czuję się najlepiej w wykonywaniu tłumaczeń pisemnych. Ale warto spróbować wszystkiego i odnaleźć swoją własną drogę. A jeżeli ktoś ma dylemat - można po prostu wykonywać każdy tych z zawodów po trochu, co ma ogromną zaletę - nie wpada się w monotonię :)

ilkagirl
09-08-2012, 20:52
Na moim kierunku nie miałam wyboru, ponieważ kurs pedagogiczny był obowiązkowy programowo. W ten sposób skończyłam go i mogę uczyć. Odbyłam praktyki w szkole i wydaje mi się, że mam predyspozycje na nauczyciela, mimo to chyba po prostu nie chcę wykonywać tego zawodu do końca życia. Wolę tłumaczyć i dlatego teraz robię dalej specjalizację translatorską. Ale w zasadzie to cieszę się, że w razie czego mam jakąś furtkę zapasową w formie pracy nauczyciela.

marta.denis@gmail.com
09-24-2012, 12:58
U mnie na uczelni obie specjalizacje były do wyboru i chociaż na licencjacie większość wybierała i pedagogiczną i tranlsatoryczną, to już na magisterce więcej osób zostało tylko na tłumaczeniowej. Ja zrobiłam podobnie, bo chyba jednak wolę być tłumaczem niż nauczycielką.

menri
09-24-2012, 13:04
Moim zdaniem najlepiej jest być nauczycielem na etacie, a w wolnym czasie wykonywać tłumaczenia np. w czasie wakacji;)

marked
10-10-2012, 13:00
Wydaję mi się, że praca nauczyciela i tłumacza jest tak samo ciężka i wyczerpująca, tylko pod innymi względami. Zgadzam się z poprzednikami co do stabilności pracy, regularności i dochodów, ale aby odpowiedzieć na pytanie zadanie w temacie trzeba zdać sobie sprawę jak naprawdę lubimy pracować, czy jesteśmy otwarci i co chcemy osiągnąć.

Trzeba przyznać, że porównując nauczyciela w podstawówce i tłumacza, większość osób stwierdzi definytywnie, że tłumacz wygrywa. Ale jeśli dla kogoś praca z dzieciakami to spełnienie, to przecież jako tłumacz totalnie się wypali.

Ja w tym momencie stoję przed wyborem i jestem rozerwana. Nauczanie mnie bawi i daję satysfakcję, ale martwię się, że po kilku latach nie będę widzieć w tym żadnej fascynacji. Tłumaczenie, hmm?? Nie od końca jestem pewna czy to chcę robić, ale jednak ta praca cały czas rozwija... i co tu robić ???:confused::confused::confused:

Aga12
10-10-2012, 14:47
Ja w tym momencie stoję przed wyborem i jestem rozerwana. Nauczanie mnie bawi i daję satysfakcję, ale martwię się, że po kilku latach nie będę widzieć w tym żadnej fascynacji. Tłumaczenie, hmm?? Nie od końca jestem pewna czy to chcę robić, ale jednak ta praca cały czas rozwija... i co tu robić ???:confused::confused::confused:

No właśnie. Odpowiedz sobie na pytanie czy w wieku 67 lat a właściwie kilka lat wcześniej (bo 67 do granica przejścia na emeryturę) nadal będzie cię to bawić. Powtarzania w kółko nazw kolorów, licznie do 100, rozwiązywanie problemów wychowawczych z niewychowanymi przez rodziców dziećmi i tak jeszcze przez 30, 4O lat lub może nawet dłużej.:rolleyes:

Lynx85
10-10-2012, 15:58
Moim zdaniem najlepiej jest być nauczycielem na etacie, a w wolnym czasie wykonywać tłumaczenia np. w czasie wakacji;)

Wydaje mi się, że zajmowanie się tłumaczeniami "od czasu do czasu" albo raz na rok nie będzie dobrze służyło jakości. Wiadomo, że taka osoba ma styczność z językiem równie często, ale warsztat tłumacza musi być szkolony i używany w inny sposób, niż warsztat nauczyciela.

ekscentryzm
10-10-2012, 16:16
trzeba robić to co się lubi :) a najlepiej spróbować wszystkiego, a potem wybrać :)

robwoj
10-10-2012, 17:01
Cóż, obydwa zawody pociągają za sobą dużą odpowiedzialność... Ale ja nie mam cierpliwości do dzieci, więc wybór jest raczej oczywisty.

zulaka
10-11-2012, 17:23
ja na UŁ miałam możliwość uczestnictwa w kursie metodycznym na studiach licencjackich, a później wybierało się specjalizację (translatoryka, metodyka, literatura i pewnie jakiś językoznawstwo). Osobiście wiem, że uczenie bawi mnie teraz (tylko że ja pracuje w szkołach językowych a nie państwowych) i na pewno przez kilka następnych lat chcę uczyć, ale ktoś już to wcześniej wspominał, za 20-30 lat nie będzie mnie to już bawiło, pewnie dlatego próbuje z tłumaczeniami :) a kto wie może jeszcze z czymś innym ;)

uważam, że trzeba próbować różnych rzeczy no i robić to co sprawia nam przyjemność ;)

olynaa
10-11-2012, 17:58
Wydaje mi się, że zawsze lepiej zrobić uprawnienia pedagogiczne- tak na wszelki wypadek, nawet jeśli nie planuje się "kariery" nauczyciela.
Nauczyciel może dorabiać sobie jako tłumacz, ale odwrotnie już niekoniecznie, bo w szkołach wymagane jest wykształcenie pedagogiczne.
Osoby z wykształceniem nauczycielskim zawsze mogą ukończyć studia podyplomowe z zakresu tłumaczeń, a teraz kiedy mamy studia dwustopniowe, można nawet zmienić specjalizację po licencjacie.

ewazas
10-11-2012, 23:26
Wydaje mi się, że zawsze lepiej zrobić uprawnienia pedagogiczne- tak na wszelki wypadek, nawet jeśli nie planuje się "kariery" nauczyciela.
Nauczyciel może dorabiać sobie jako tłumacz, ale odwrotnie już niekoniecznie, bo w szkołach wymagane jest wykształcenie pedagogiczne.
Osoby z wykształceniem nauczycielskim zawsze mogą ukończyć studia podyplomowe z zakresu tłumaczeń, a teraz kiedy mamy studia dwustopniowe, można nawet zmienić specjalizację po licencjacie.

Muszę się zgodzić; sama studiuję filologię o profilu tłumaczeniowym i obecnie, będąc na 5 roku, zdałam sobie sprawę, że uprawnienia pedagogiczne by mi sie poprostu przydały, mimo, że nigdy nie planowałam kariery nauczyciela, to obecnie patrząc na potrzeby rynku i wymagania biur tłumaczeń (2 lata doświadczenie itd.), nauczanie może okazać się drogą konieczną, przynajmniej tymczasowo.

Z drugiej strony, nie polecałabym wybierania zawodu nauczyciela tylko dlatego, że jest to stała, stabilna praca w określonych godzinach i z długim urlopem w czasie wakacji. Za dużo spotkałam już nauczycieli języków, którzy nie mają w sobie pasji i umiejętności przekazywania wiedzy innym. Do tego trzeba mieć pewne predyspozycje, lubić ludzi i posiadać umiejtęność samomotywacji, tak by po paru latach powtarzania tych samych informacji nie wypalić się...

squirrel20
10-18-2012, 11:36
Wydaje mi się, że zawsze lepiej zrobić uprawnienia pedagogiczne- tak na wszelki wypadek, nawet jeśli nie planuje się "kariery" nauczyciela.

Zgadzam się, w dzisiejszych czasach z jedną specjalizacją może być ciężko an rynku pracy. Ja osobiście na porywałabym się na nauczyciela, przynajmniej w szkole (placowce oświatowej), ale byłabym skłonna nauczać doroslych np. w szkole językowej. Nie wiem czy zwykły kurs pedagogiczny by wystarczył ale jak na razie jestem na specjalności tlumaczeniowej. Myślę ze do tłumaczeń tez trzeba mieć predyspozycje i po prosu to lubieć :)

dagalesz
10-22-2012, 14:35
również zgadzam się w kwestii uprawnień pedagogicznych. Poszłam na specjalizację tłumaczeniową i nie wyobrażałam sobie, że będę chciała uczyć. Teraz jestem na trzecim roku licencjatu i mam świadomość, że w zasadzie bez uprawnień niewiele mi to daje. Na szczęście (nauczycieli, czy uczniów to już nie tak oczywiste) coraz więcej szkół językowych decyduje się na zatrudnianie lektorów na podstawie certyfikatu. Jeśli nie wyjadę za granicę to raczej uprawnienia i tak zrobię. A co do zawodu- planuję łączyć tłumaczenia i nauczanie (szkoły językowe i korepetycje) z pracą naukową jako biotechnolog:)

Margot
10-22-2012, 14:44
I to, i to:) Chociaż praca nauczyciela daje o niebo więcej satysfakcji, mi przynajmniej, bo nie jest pracą z komputerem i słownikami, ale człowiekiem. No i jest nieprzewidywalna, więc nie zanudzi.

Michaela
10-24-2012, 00:48
myślę, że to indywidualna sprawa, zależy też od predyspozycji, ktoś kto nie lubi uczyć będzie się męczył w zawodzie nauczyciela, z kolei ktoś, kto nie przepada za siedzeniem przed komputerem i ciągłym doszkalaniem sie w różnych dziedzinach będzie się męczył w zawodzie tłumacza

Aga12
10-24-2012, 07:23
Jest jeszcze jeden aspekt całej sprawy. Tłumacz właściwie tylko tłumaczy. Nauczyciel uczy ale bardzo dużo czasu zajmują mu sprawy nie mające z nauczaniem języka NIC wspólnego. Sprawy wychowawcze, dyżury na korytarzach, użeranie się ( często ) z rodzicami którzy nie wierzą , że ich dzieci nie są ideałami ( a jeśli już to oskarżają o to wszystkich dookoła) i cała masa papierkowej roboty.

katasza20
10-24-2012, 16:45
Oczywiście zależy to od powołania i predyspozycji, choć wydaję mi się, że zawód tłumacza jest być może nie mniej odpowiedzialny, ale mniej obciążający psychicznie.

magdowiu
10-26-2012, 12:37
Zależy to od naszych własnych preferencji. Osobiście nie wyobrażam sobie siebie w roli w nauczyciele - daje korepetycji, jako iż jest to 'prosta' metoda zarobku, ale żeby nauczać w szkole? Niestety nie mam do tego cierpliwości;p za to mam cierpliwość nawet do najbardziej żmudnych tłumaczeń ;)

studentlumacz
10-28-2012, 00:06
Przychylam się do opinii, że jest to kwestia charakteru, predyspozycji oraz życiowych celów. Osobiście wychodzę z założenia, że "nauczycielem trzeba się urodzić", mieć poczucie misji. Sama nie mam cierpliwości do dzieci i zupełnie nie widzę się w roli nauczyciela. Za rok będę musiała jednak zrobić praktyki w szkole, które są obowiązkowe na moim kierunku (lingwistyka stosowana) i będzie to chyba męka tak dla mnie, jak i dla uczniów.

martynalaskus
02-28-2013, 22:22
Ja zdecydowanie wolałabym pracować jako tłumacz. Organizować moją pracę według moich możliwości i potrzeb.

nataliak.
02-28-2013, 22:49
Osobiście wolę pracę tłumacza, ale mam zrobioną specjalizację nauczycielską tak na wszelki wypadek. Wydaje mi się, że cięzko utrzymać się z samego tłumaczenia więc chyba dobrze mieć więcej możliwości, chociaż na pewno predyspozycje do danego zawodu odgrywają wielką rolę.

kinga7916
03-02-2013, 14:34
praca tłumacza daje zdecydowanie większe perspektywy. Uczyć można nawet będąc tłumaczem.

futku
03-02-2013, 21:40
Też uważam że to kwestia predyspozycji, zainteresowań. Choć z drugiej strony jak sobie pomyślę o stałej pracy nauczyciela, wytyczone wakacje, pensja co miesiąc i co najważniejsze, przyzwoita emerytura, to nie wiem czy się nie poświęcić...

Aga12
03-02-2013, 22:38
Też uważam że to kwestia predyspozycji, zainteresowań. Choć z drugiej strony jak sobie pomyślę o stałej pracy nauczyciela, wytyczone wakacje, pensja co miesiąc i co najważniejsze, przyzwoita emerytura, to nie wiem czy się nie poświęcić...
Co rozumiesz przez "przyzwoita"? Można będzie zaszaleć?
No, chyba że będziesz sobie dorabiać tłumaczeniami ( o ile demencja nie przeszkodzi).
Nie wiem czy dla takiej wizji warto się poświęcać ( a pamiętaj , że będziesz musiała pracować do 67 roku życia).

futku
03-03-2013, 11:06
No niby tak, ale na jaką emeryturę mogę liczyć tłumacząc jako freelancer z umów zleceń? Jeżeli w ogóle mogę na jakąkolwiek liczyć.

PaulinaKk
03-03-2013, 12:28
Jest to wybór na całe życie i powinien on być przede wszystkim dokonany na podstawie własnych odczuć i predyspozycji. Lepiej robić coś co będzie się lubiło nawet za mniejsze pieniądze niż męczyć się każdego dnia ;)

Aga12
03-03-2013, 12:30
No niby tak, ale na jaką emeryturę mogę liczyć tłumacząc jako freelancer z umów zleceń? Jeżeli w ogóle mogę na jakąkolwiek liczyć.

Pracując jako jednoosobowa firma musisz opłacać ZUS więc jakaś tam emerytura powinna być. Jeżeli nie marzysz o pracy w szkole ( a dzieci i ich rodzice są z roku na rok coraz "trudniejsi", a do emerytury daleko) może lepiej poszukać jakiejś firmy gdzie potrzebny jest tłumacz ( ewentualnie poszerzyć wiedzę językową jakąś podyplomówką z innej dziedziny)

nikamo
03-03-2013, 15:50
trzeba wybrać to, do czego ma się predyspozycje i tzw. 'powołanie'

ważne jest, żeby naprawdę lubić swoją pracę, a nie wstawać rano i myśleć z żalem, że znów trzeba iść do tej roboty..

pewnie, że zarobki są ważne- ale można być szczęśliwszym zarabiając mniej w wymarzonej pracy, niż więcej w pracy znienawidzonej.

aneta92
03-03-2013, 17:53
To zależy, co się lubi :)

annchimera
03-03-2013, 19:27
Ja wyszłam z założenia, że lepiej być po translatoryce a zrobić sobie później kurs pedagogiczny w razie potrzeby i uczyć.
Ale myślę, że niektórzy już na początku czują, że nie mogę być nauczycielami czy tłumaczami i wybierają taką a nie inną specjalizację. Poza tym na studiach magisterskich zawsze można ją jeszcze zmienić.

ewakrolster2012
03-03-2013, 20:00
Wielu studentów w trakcie studiów filologicznych staje przed dylematem jaką specjalizację wybrać: czy tłumacza czy nauczyciela? Jakie są Wasze spostrzeżenia w tym temacie? Czy podstawowym kryterium powinno być to, ile się zarabia, ile czasu się pracuje, a może ważniejsze są posiadane predyspozycje osobiste, charakter, czy też oczekiwania przyszłego pracownika?

Myślę, że przy wyborze specjalizacji powinno się wziąć pod uwagę cały szereg czynników, takich jak: indywidualne predyspozycje, czy wynagrodzenie, ale też miejsce zamieszkania, bo z tym związane są potrzeby rynku. Dla przykładu, znam osobę po filologii, która przepracowawszy kilka lat w prywatnej szkole językowej, postanowiła się przekwalifikować i rozpoczeła karierę tłumacza. Zanim jednak pojawiła się na rynku pracy, ukończyła studia podyplomowe z zakresu finansów i bankowości i w tej chwili pracuję jako tłumacz dla instytucji finansowej, robiąc przekłady w tej dziedzinie. Na brak zleceń nie narzeka, z tym że mieszka i pracuje w Warszawie.

olguca
03-04-2013, 08:08
Chyba nie można wartościować i pytać, który zawód jest lepszy, a po prostu zastanowić się nad własnymi predyspozycjami i odpowiedzieć samemu sobie na pytanie "co chciałbym/chciałabym robić ". :)

Krzysiek1990
03-04-2013, 10:11
Inna sprawa, że nie wszystkie filologie w ogóle pozwalają na specjalizację nauczycielską - im bardziej niszowy język, tym mniej by to miało sensu.

eryrwyn
03-04-2013, 10:21
Inna sprawa, że nie wszystkie filologie w ogóle pozwalają na specjalizację nauczycielską - im bardziej niszowy język, tym mniej by to miało sensu.

Zawsze można jednak zrobić podyplomówkę pedagogiczną, by takie kwalifikacje uzyskać (pozostaje, oczywiście, problem, żeby jeszcze szkoły te wszystkie niszowe języki oferowały).

olka91
03-07-2013, 20:43
Myślę jak większość moich poprzedników, że to zależy od osoby. Obie specjalizacje, a potem przyszłe zawody mają masę plusów i minusów. Ja osobiście nie chciałabym być nauczycielem. Praca tłumacza jest dla mnie o wiele ciekawsza, tłumaczenia z kolei mogą być różne. Taka praca pozwala na wyjazdy, pracę z ludźmi, zależność prawie tylko od siebie i poszerzanie horyzontów. Nauczyciel ma pracę, w której dużo rzeczy ciągle powtarzamy, poza tym trzeba mieć dobry kontakt z uczniami. Metodyka wymaga innych umiejętności niestety. :)

shabonete
03-07-2013, 20:47
Uważam, że trzeba mieć tzw. "dryg" do bycia nauczycielem. Każdy może to robić, pytanie tylko z jakim skutkiem. Tak jak wiele osób tutaj już wspomniało, nauczanie wymaga wielu umiejętności, które nie wszyscy mają. Myślę, że bycie nauczycielem jest dużym wyzwaniem, zwłaszcza w obecnych czasach.

falsefriend
03-07-2013, 22:15
Te dwa zawody są od siebie tak różne, że chyba nie da się ich do siebie porównać i ocenić który jest lepszy. Jedynym elementem wiążącym jest chyba praca z językiem obcym. Najważniejsze są predyspozycje osoby. Wydaje mi się to ważniejsze w przypadku nauczyciela - trzeba umieć przekazać wiedzę. Jeżeli chodzi o tłumaczenia, jest ich tyle rodzajów że każdy zainteresowany znajdzie coś dla siebie :)

wrobeliev
03-08-2013, 18:43
Jeśli brać pod uwagę rynek pracy, chyba łatwiej jest znaleźć pracę tłumaczowi, który ma duże pole manewru. Nauczyciel jest uzależniony od szkół, choć fakt, jest też coraz więcej prywatnych i typowo językowych. Wydaje mi się, że im bardziej popularny język, tym łatwiej znaleźć pracę nauczycielowi, tłumacz ma łatwiej z językami 'niszowymi'

akepka
03-09-2013, 18:31
Będąc dzieckiem marzyłam, aby być tłumaczem. Idąc na studia najpierw wybrałam AWF (specjalność nauczycielska) później Filologię angielską na UKKNJA. Dopiero na studiach magisterskich wybrałam specjalizację tłumaczeniową. Obecnie uczę języka w podstawówce i powoli stawiam pierwsze kroki jako tłumacz. Chciałabym połączyć oba zawody, właśnie z tych względów, że w dzisiejszych czasach, praca nauczyciela to pewna stabilizacja, regularna pensja i świadczenia, a praca tłumacza to spełnienie moich marzeń. Oba zawody mi się podobają i nie wiem czy umiałabym wybrać tylko jeden z nich, tym bardziej, że mam predyspozycje do obu. To bardzo indywidualna sprawa i myślę, że jeśli ktoś nie może się zdecydować powinien spróbować i tłumaczeń i nauczania i dopiero potem wybrać.

pathe
03-09-2013, 18:51
Ja mam ten wybór z głowy, bo mój licencjat to specjalizacja nauczycielska, a podczas magisterki będę mogła wybrać tłumaczenie. Ale jeśli musiałabym wybrać, wybrałabym tłumaczenie, ponieważ wydaje mi się to bardziej satysfakcjonujące samo w sobie, dzieci potrafią czasem bardzo zdemotywować ;)

akepka
03-09-2013, 20:10
Ja mam ten wybór z głowy, bo mój licencjat to specjalizacja nauczycielska, a podczas magisterki będę mogła wybrać tłumaczenie. Ale jeśli musiałabym wybrać, wybrałabym tłumaczenie, ponieważ wydaje mi się to bardziej satysfakcjonujące samo w sobie, dzieci potrafią czasem bardzo zdemotywować ;)

Dla mnie świadomość, że mogę zająć się tłumaczeniami, jest bardzo pocieszająca i podtrzymująca na duchu w szczególnie trudnych okresach pracy w szkole (co zdarzyło się ostatnio). Choć z drugiej strony, kiedy robiłam trudne i żmudne tłumaczenie, cieszyłam się, że mogę oderwać się od niego i popracować z dziećmi :)

taubchen
03-09-2013, 20:18
Wielu studentów w trakcie studiów filologicznych staje przed dylematem jaką specjalizację wybrać: czy tłumacza czy nauczyciela? Jakie są Wasze spostrzeżenia w tym temacie? Czy podstawowym kryterium powinno być to, ile się zarabia, ile czasu się pracuje, a może ważniejsze są posiadane predyspozycje osobiste, charakter, czy też oczekiwania przyszłego pracownika?

Jeśli lubi się pracę z dziećmi i młodzieżą, ma się do tego predyspozycje, a do tego zna biegle język obcy to można wykonywać pracę nauczyciela i tłumacza równocześnie, tym bardziej że większość tłumaczy pracuje na umowę - zlecenie, więc jedna praca nie musi kolidować z drugą.

praktykant
03-11-2013, 11:10
WYbor dalszej kariery tylko iwylacznie powinna opierac sie na na posiadanych predyspozycjach osobistych, charakterze i własnym ja, anie kasa czy piedestal:):):>>. niewazne jaki zawod ..zawsze zalezy wszystko od nas:): wlasnego wyboru anie od danegorynku czy kasy:):

aneta92
03-11-2013, 13:05
Dla cierpliwego człowieka nauczyciel, dla szalonego człowieka tłumacz :P

BeataK
03-12-2013, 11:41
Jeśli lubi się pracę z dziećmi i młodzieżą, ma się do tego predyspozycje, a do tego zna biegle język obcy to można wykonywać pracę nauczyciela i tłumacza równocześnie, tym bardziej że większość tłumaczy pracuje na umowę - zlecenie, więc jedna praca nie musi kolidować z drugą.

Takie rozwiązanie brzmi bardzo sensownie. Przyznam szczerze, że odkąd zaczęłam studia, byłam przekonana, że chcę być tłumaczem i że za żadne skarby nie chcę skończyć w szkole. Jednak po pierwszych obowiązkowych praktykach pedagogicznych całkowicie zmieniłam zdanie. Praca nauczyciela, wbrew temu, się powszechnie uważa, może dawać naprawdę dużo satysfakcji, dlatego warto nastawić się pozytywnie i nie zniechęcać się od samego początku.

dominika87
03-19-2013, 08:46
Ważne jest chyba to co nas bardziej interesuje i kręci, ale dużo też zalezy od charakteru, osobowości chłowieka, np ja wiem że nie nadaję się na tłumacza ustnego, bo to nie dla mnie bo jestem nieśmiała, i się bardzo stresuję podczas takich rozmów, miałam kilka takich sytuacji w pracy, więc już to sprawdziłam. Pisemnym tłumaczem mogłabym być, ale najbardziej chciałam bym pracować w szkole, ale patrząc na to co się dzieje na rynku pracy, słabo to widzę po skończeniu studiów.

olka91
03-20-2013, 13:35
Ja świadomie wybrałam translatorykę, bo po prostu nie mogłabym być nauczycielem ;)
Wiadomo, że tutaj akurat wiele czynników się liczy - niektórzy po prostu mają powołanie, jedni są w czymś lepsi a obie specjalizacje mają i swoje plusy i minusy ;)

KarolinaCz
03-22-2013, 18:54
Oczywiście zależy od powołania, ale moim zdaniem to specjalizacja translatorska daje większe możliwości do samorozwoju. W szkole ciągle ma się kontakt z tym samym materiałem nauczania i dziećmi, które cały czas robią błędy. Jeżeli na celu mamy doskonalenie siebie i swoich umiejętności to zdecydowanie translatoryka. Są jednak ludzie, którym ogromną przyjemność sprawia przekazywanie wiedzy i ukierunkowywanie poglądu ludzi na języki, więc nie można powiedzieć, że któraś ze specjalizacji jest zła.

kachulka
03-25-2013, 10:13
Oczywiście zależy od powołania, ale moim zdaniem to specjalizacja translatorska daje większe możliwości do samorozwoju. W szkole ciągle ma się kontakt z tym samym materiałem nauczania i dziećmi, które cały czas robią błędy. Jeżeli na celu mamy doskonalenie siebie i swoich umiejętności to zdecydowanie translatoryka. Są jednak ludzie, którym ogromną przyjemność sprawia przekazywanie wiedzy i ukierunkowywanie poglądu ludzi na języki, więc nie można powiedzieć, że któraś ze specjalizacji jest zła.

Zgadzam sie. Praca w szkole uwstecznia. Dobrze byloby doskonalic sie w jakiejs specjalizacji i tego nauczac w j. obcym, a przy okazji robic tlumaczenia. Wydaje mi sie, ze dla filologa jest to najbardziej optymalna opcja.

-Oleńka-
05-08-2013, 16:53
Ciężko obecnie wybrać, ponieważ na rynku pracy jest mnóstwo nauczycieli a etatów brak. Tłumaczą też nie jest łatwo się wybić. Warto poszukać czegoś jeszcze bo języki to nie wszystko obecnie.

kasia1989
05-12-2013, 13:40
Jestem za opcją łączenia obu tych zawodów -możemy się zorientować przynajmniej na początku co nam lepiej leży, a poza tym lepiej mieć możliwość przekwalifikowania się niż zostać z niczym, jeśli nie uda nam się znaleźć pracy w wybranym przez nas zawodzie.

olak
05-12-2013, 14:44
To zależy od charakteru i indywidualnych upodobań. Niektórzy najlepiej czują się pracując wśród ludzi i to im daje energię do działania, takie osoby świetnie sprawdzają się jako nauczyciele - inni wolą pracować indywidualnie, np. w domu, a więc zawód tłumacza na pewno bardziej by im odpowiadał.

AleksandraKryś
05-12-2013, 18:42
To zależy od charakteru i indywidualnych upodobań. Niektórzy najlepiej czują się pracując wśród ludzi i to im daje energię do działania, takie osoby świetnie sprawdzają się jako nauczyciele - inni wolą pracować indywidualnie, np. w domu, a więc zawód tłumacza na pewno bardziej by im odpowiadał.

Dokładnie. Myślę, że kwestia osobowości jest kluczowa. Jeśli ktoś jest cichy, nieśmiały, a przed sobą będzie miał sporą grupkę gimnazjalistów i nie będzie w stanie nad nimi zapanować...
Najlepszym rozwiązaniem jest połączenie obu zawodów, myślę, że jest to realne. Jednak uważam też, że mimo wszystko, bycie "tylko" nauczycielem w jakiś sposób "zatrzymuje". Co roku ten sam materiał, ten sam podręcznik...I mimo że pewnie da się zmieniać materiały, schematy lekcji, itd., to i tak wydaje mi się, że jest to w pewnym sensie zbyt "stateczny" zawód.

MariaAnna
05-12-2013, 18:49
Trudno jest określić co jest lepsze. Każdy może odpowiedzieć inaczej na to pytanie.
Ja zastanowiłabym się, co sprawiłoby mi więcej przyjemności, bo to jest najważniejsze w przyszłej pracy i to jest wg mnie najważniejszym kryterium. Także zdecydowanie jestem za zawodem tłumacza! :)

beata3
05-12-2013, 18:57
Ciężko obecnie wybrać, ponieważ na rynku pracy jest mnóstwo nauczycieli a etatów brak. Tłumaczą też nie jest łatwo się wybić. Warto poszukać czegoś jeszcze bo języki to nie wszystko obecnie.
Dokładnie. Czasy kiedy poszukiwano nauczycieli języków obcych już minęły, bardzo ciężko jest "zdobyć" etat. Jeśli chodzi o tłumaczy, to przeważnie poszukiwane są osoby z doświadczeniem. Idealnie jest znać świetnie język obcy (a najlepiej więcej niż jeden) i mieć ukończony dodatkowo jeszcze inny kierunek...

annb320
06-23-2013, 15:47
każdy wybierając studia powinien się kierować swoimi predyspozycjami osobistymi, tym co chciałby robić w przyszłości i w czym jest dobry, co będzie mu sprawiało radość i w czym się będzie spełniał. oczywiście to tylko teoria ponieważ mało kto tak postępuje ;] w dzisiejszych czasach stawia się przede wszystkim na pieniądze i kalkulacje który zawód najwięcej nam przyniesie korzyści materialnych odsuwając tym samym w kąt pasje i zamiłowania. oczywiście zawsze są wyjątki od reguły :D osobiście uważam że pieniądze są ważne ale nie najważniejsze i nie warto wybierać zawodu który później będziemy traktować jak zło konieczne ;]

Zgadzam się z powyższą opinią. Ja takiego dylematu nie miałam, wybrałam studia oraz specjalizację zgodnie z moimi zainteresowaniami i predyspozycjami. Myślę, że nie można rozpatrywać obu tych zawodów w kwestii gorszy - lepszy, po prostu jedni będą czuć się lepiej w roli nauczyciela, drugim satysfakcję sprawi tłumaczenie. Znajdzie się również duże grono osób, które będą łączyły te dwie profesje.

iskierka27
06-23-2013, 17:12
Myślę, że przed rozpoczęciem prawdziwej pracy trudno studentowi dać odpowiedź na to pytanie bo nie ma doświadczenia. Jeśli uczelnia daje możliwość skorzystania z dwóch opcji- np. idę na spec. dla tłumaczy ale i tak zapisuję się na uprawnienia pedagogiczne- trzeba skorzystać bo nigdy nie wiadomo co nam się bardziej w życiu przyda i co będzie dla nas bardziej satysfakcjonujące.

olik
06-23-2013, 19:10
tłumacz, nie chciałbym nigdy zostać nauczycielem

evaa
06-23-2013, 19:13
Mi się wydaje, że bardzo trudno porównywać te dwie specjalizacje. POwó jest prosty - są zupełnie inne. I wszystko zależy od charakteru człowieka.

Ktoś może się spełniać tylko i wyłaćznie ucząc dzieci, w pracy z dziećmi. i Nie potrzebuje np tego, że bedąc tłumaczem (chyba) trzeba coraz bardziej jężyk udoskonalać z wielu dziedzin. i na odwrót. Ktoś może niecierpieć dzieci lub pracy z nimi, może nie umieć tłumaczyć.

tamara1990
06-23-2013, 21:56
Myślę, że przede wszystkim zależy od tego co Cię interesuje. Gdzie się widzisz za 20 lat. Czy lepiej Ci będzie jako nauczyciel, czy tłumacz. Na pewno też jakie masz predyspozycje. A jak ktoś nie jest pewny, to najlepiej niech poczyta o tych pracach. Praca nauczyciela jest może pewniejsza, ale dopiero przy założeniu że ją znajdziesz (obecnie nie jest tak łatwo o pracę nauczyciela). Z drugiej strony tłumacz to ciężki kawał chleba, duże prawdopodobieństwo że będziesz mieć najwyżej umowę zlecenie i niestabilne zarobki. Zatem można tez pomyśleć tak: tłumaczyć mogę jako dodatkowy zarobek po godzinach. Ale to już indywidualna decyzja :) ja na szczęście nie musiałam takiej podejmować. Jedyne specjalizacje u mnie to: literaturoznawstwo i językoznawstwo :D

paula_inbox
06-23-2013, 22:03
Zależy kto co woli. Jeśli ktoś nie ma cierpliwości, nie lubi dzieci i wogóle nie umie przekazywać swojej wiedzy to zdecydowanie nie powinnien zostać nauczycielem. Do pracy nauczyciela potrzeba także posiadać autorytet - tak aby móc zapanować nad np. klasą gimnazjalistów

Jeśli chodzi o tłumacza to zdecydowanie trzeba mieć do tego też powołanie - cierpliwość, umiejętność pracy pod presją czasu, chęć na nowe wyzwania i potrzebę rozwijania swojego warsztatu tłumaczeniowego (ponieważ język jest dynamiczny).

Ja osobiście zdecydowanie wolę to drugie. Uczenie kogoś nie daje mi pełnej satysfakcji i poczucia, że się rozwijam.

monikaforum
06-23-2013, 22:14
Ja zdecydowanie wolę tłumaczyć, ale na wszelki wypadek zrobiłam sobie też specjalizację nauczycielską. Wcale nie żałuje i miło wspominam praktyki w szkole. Myślę, że gdybym musiała tam pracować to dałabym sobie radę ;)

kebe
06-23-2013, 22:17
Nie widzę siebie w roli nauczyciela więc jedyne co mogę robić aby mieć ciągły kontakt z językiem to tłumaczenia. ;)

kseremak
07-01-2013, 07:08
Nie widzę siebie w roli nauczyciela więc jedyne co mogę robić aby mieć ciągły kontakt z językiem to tłumaczenia. ;)

Ja tak samo. :) Praca nauczyciela kompletnie mnie nie interesuje, chociaż podziwiam ich za cierpliwość.

AgaPa
07-01-2013, 13:19
Najlepiej jest mieć obie specjalizacje, ale wykonywać obydwie wydaje mi się niemożliwością. Nauczyciele mają dzisiaj mnóstwo pracy papierkowej i wolny czas, który mogliby poświęcić na tłumaczenia, poświęcają na wypełnianie tabelek. Wydaje mi się, że mimo wszystko trzeba wybrać to, co bardziej nam pasuje, a ewentualną drugą specjalizację traktować jako dodatkowe źródło dochodu.

Satori
07-01-2013, 14:35
Oba zawody są niezwykle fascynujące. Najlepiej móc pełnić obie funkcje. No chyba, że ktoś ma ambicje oddać się w pełni jednemu z tych zawodów ;)

monprenom
07-01-2013, 14:40
Zawody są bez porównania, zdecydowanie. Choć studiując obserwuję jak wielu wykładowców akademickich pracuje zawodowo także jako tłumacz, to chyba najlepsze rozwiązanie dla tych którzy mają takie predyspozycje. O sobie doskonale wiem, że nauczyciel byłby ze mnie marny, bo nie mam cierpliwości dla innych, dlatego ścieżka zawodowa to na 100% tłumaczenie.

o,olka
07-01-2013, 14:43
Ja również absolutnie nie widzę się w zawodzie nauczyciela, choć słyszałam od wielu wykładowców, że "każdy tak na początku mówi" ;)
Dobrzy nauczyciele niestety są bardzo rzadkim skarbem, więc uważam, że każdy indywidualnie powinien odpowiedzieć sobie na pytanie czy naprawdę ma do tego zawody predyspozycje.

JoannaZ
07-01-2013, 15:26
Nigdy nie chciałam zostać nauczycielem, kierunek moich studiów również jest stricte tłumaczeniowy. Nie wyobrażam sobie siebie pracującej z dziećmi, ponieważ nie sądzę, żebym miała do tego predyspozycje. Poza tym lubię tłumaczenia :) W moim przypadku wygrywają więc względy osobiste, nie finansowe.

restless-soul
07-01-2013, 15:34
Praca tłumacza jest dla osób, które chcą pracować tyle ile mogą. Na pewno też jest to lepiej płatna praca.

umbrella
07-01-2013, 17:15
Ja też dotychczas nie chciałam uczyć, ale w tym roku nagle zmieniłam zdanie i doszłam do wniosku, że nauczanie może być równie interesujące, co tłumaczenie. Na pewno plusem jest praca z ludźmi, o co trudno w zawodzie tłumacza pisemnego;) Trudno zresztą dyskutować co lepsze - to wszystko kwestia indywidualnych predyspozycji.

Sophia
07-03-2013, 19:18
Szczerze mówiąc, to ja próbuję to połączyć, bo uważam że oba zawody mają swoje plusy i minusy, i pracując całe życie tylko jako nauczyciel (albo tylko jako tłumacz) można zwariować :)

Aga12
07-04-2013, 08:06
Szczerze mówiąc, to ja próbuję to połączyć, bo uważam że oba zawody mają swoje plusy i minusy, i pracując całe życie tylko jako nauczyciel (albo tylko jako tłumacz) można zwariować :)

Chyba jednak jako tylko nauczyciel można zwariować bardziej Słowniki i komputer nie biega nie pyskuje.:D

ola246
07-05-2013, 20:26
Uważam, że najważniejsze są predyspozycje. Każdy z tych zawodów ma swoje plusy i minusy, nauczycielskie ferie, wakacje, ale niska pensja i bardzo odpowiedzialna praca kształtowania młodych ludzi. Ja wybrałam specjalizację translatorską, jak na razie widzę same plusy ;)

solarsky
07-06-2013, 17:59
Nigdy w życiu. Nie wyobrażam sobie uczyć X lat tego samego słownictwa i tych samych struktur gramatycznych. Bardzo szanuję pracę ludzi, którzy tak robią i jeszcze czerpią z tego satysfakcję, ale ile lat można uczyć nazw kolorów, ubrań czy cech osobowości? Ile razy (najczęściej o tej samej porze roku) można wyjaśniać różnice między Present Simple a Present Continuous? Pozatym program szkolny jest z góry narzucony, nauczyciel ma niewielkie pole manewru jeśli chodzi o treści jakich naucza. Dodatkowo ta szkolna biurokracja, czyli produkowanie tony nikomu niepotrzebnej makulatury. Jest to zajęcie czasochłonne, męczące i całkowicie bezużyteczne. Ja wolę ten czas wykorzystać choćby i na pracę przy np. projektowaniu komuś strony www czy swoim hobby.

Ewa Janiszewska
07-07-2013, 18:29
Wiele zależy od indywidualnym predyspozycji. Ich posiadanie przeważa o tym, że zawód nauczyciela albo tłumacza wykonuje się z pasją. W innym wypadku to pasmo udręki ...

pawelburzynski
07-08-2013, 02:55
Jeśli chodzi o nauczyciela w szkole, nie polecam, jeśli ktoś nie jest pełen pasji i cierpliwości; mam mamę nauczycielkę, więc znam sprawę z autopsji ;) Natomiast, praca lektora może być już bardziej obiecująca fiansowo oraz mniej stresująca :) Ja wybrałbym karierę tłumacza, jako że wydaje się być najbardziej dochodowa i rozwojowa, chociaż może powoduje mną niechęć do szkoły...

JusKarcz
07-08-2013, 09:54
Wszystko zależy od tego co lubimy i jakie mamy cechy charakteru. Szkoda, że w obydwu przypadkach rynek jest tak pełen wykształconych ludzi, że trudno jest znaleźć stałą pracę.

matrioszka
07-08-2013, 12:02
Zdecydowanie to zależy od charakteru i osobowości. Ja na przykład kompletnie się nie nadaję do uczenia młodzieży i dzieci (może ewentualnie mogłabym uczyć dorosłych), natomiast chętnie zostałabym tłumaczem. A już zwłaszcza pisemnym, bo tłumaczenia ustne to ogromny stres. Chociaż można pewnie i do tego się przyzwyczaić.

dombroska
07-09-2013, 12:38
Wydaje mi się, że bycie tłumaczem daje większe pole do popisu. I na pewno większą swobodę. Ja dodatkowo wolę być zestresowana nadmiarem pracy, krótkimi terminami niż problemami wychowawczymi.

Jaras
07-09-2013, 13:49
Oba zawody bardzo trudne, kokosów nie ma w żadnym. Ciężka praca. Nauczycielowi czas schodzi na przygotowanie do zajęć, tłumaczowi na rozszyfrowanie o co chodziło osobie zlecającej tłumaczenie.

monikabee
07-09-2013, 16:20
Bez siana marazmu i udawania misia fatalisty. Owszem oba zawody trudne i czasem nudne, ale dają dużą satysfakcję i zmniejszają ryzyko Alzheimera w starości. Co więcej, filolodzy nie cierpią raczej na brak pracy w zawodzie. Zawsze można podreperować budżet domowy korkami. Dobrze płatne tłumaczenia przyjdą z czasem. Wszystko małymi kroczkami.

agnieszkax91
07-09-2013, 19:20
Czy tłumacz czy nauczyciel to kwestia bardzo subiektywna. Ja wolę pracę tłumacza - mimo wielu trudności językowych bardziej odpowiada mi tłumaczenie w dowolnym czasie niż praca z ludźmi i uczenie ich słówek. Jednak znam też wiele osób, które uważają, że nauczanie to ich pasja, a tłumaczenie jest nudne.

sylkur
07-20-2013, 15:17
U mnie na uczelni też były dwie specjalności. Większość poszła na nauczycielską. Bo po nauczycielskiej i tak możesz tłumaczyć. A po translatorskiej już nie możesz uczyć w szkole. Ale ja już od licencjata kształciłam się na tłumacza.

Paolia
07-20-2013, 20:18
Nauczyciel i tłumacz ;)

motylek:)
07-20-2013, 20:26
Ja mysle że w dzisiejszych czasach trzeba byc jednym i drugim i robic wiele rzeczy i nie skupiac sie tylko na wąskiej dziedzinie żeby zarabiac pieniądze trzeba znć sie na wszytskim co mozliwe

trawer
07-21-2013, 18:10
Myślę, że tłumaczem może być każdy a żeby spełnić się w roli nauczyciela trzeba mieć powołanie. Zależy od predyspozycji.

woochuck
08-08-2013, 22:56
Zarówno do zawodu tłumacza jak i nauczyciela trzeba mieć odpowiednie predyspozycje. Do zawodu nauczyciela potrzebne są jeszcze kwalifikacje - tłumaczyć może każdy (pomijam tłumaczenia przysięgłe).

Kształcę się tak, żeby być gotowym na każdą ewentualność. Być może będę się zajmował jednym i drugim :)

ada.to.nie.wypada
08-09-2013, 11:23
Zaczynałam jako nauczyciel i choć wywiązywałam się ze swoich obowiązków jak najlepiej potrafiłam, wiedziałam, że w tym się nie spełniam i, że potrzebuję czegoś innego. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji, ale dla mnie jest to zdecydowanie zawód tłumacza.

djoze
08-09-2013, 18:41
Zaczynałam jako nauczyciel i choć wywiązywałam się ze swoich obowiązków jak najlepiej potrafiłam, wiedziałam, że w tym się nie spełniam i, że potrzebuję czegoś innego. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji, ale dla mnie jest to zdecydowanie zawód tłumacza.

Ja miałam podobnie. Choć udzielałam tylko korepetycji nie było to dla mnie ciekawe, choć uczniowie byli zadowoleni. Teraz pracuję w biurze, a tłumaczenia robię dodatkowo. Trzeba mieć predyspozycje do obu zawodów i spróbować jednego i drugiego.

marta990
08-09-2013, 20:06
Od wielu osób studiujących filologię słyszałam że "napewno nie będą nauczycielami". Myślę że jest to podyktowane tym iż nauczyciele w Polsce nie zarabiają dużo. Coraz to więcej osób chce być tłumaczami ponieważ praca ta wydaje się być bardziej prestiżowa i lepiej płatna.

ruzinka
08-10-2013, 11:25
Ja natomiast uwielbiam obydwa zawody, choć troche brakuje mi cierpliwosci do 'posługi nauczycielskiej' ;) Jednak lubię dawać korepetycje i satysfakcję przynosi mi kiedy widzę zadowowlenie na koniec roku w oczach dziecka i uznanie w oczach rodzica.
A tłumaczenia zupełnie niedawno odkryłam że to coś co chciałabym robić w życiu...

Zielonka
08-10-2013, 14:57
Ja nadal się waham... muszę przyznać, że nauczanie dawało mi dużo satysfakcji kiedy widziałam, że uczniowie odzywali się do mnie po wakacjach, żeby wznowić korepetycje. Ale wiele zależy na kogo się trafi. Kiedyś uczyłam rozpaskudzona gimnazjalistkę, po której odechciało mi się nauczania na dłuższy czas. W tłumaczeniu też wiele zależy od tematyki - bywają tłumaczenia łatwe i przyjemne i takie z którymi trzeba się nieźle namęczyć! Ale te ostatnie dają dużo więcej satysfakcji... Eh, trudna decyzja - dlatego nadal szukam swojej drogi... :)

EmiG
08-11-2013, 12:41
Ciężko powiedzieć, co lepsze, bo to zależy od wielu czynników. Do obu zawodów trzeba mieć odpowiednie predyspozycje i myślę, że to powinna być najważniejsza rzecz brana pod uwagę przy wyborze swojej specjalizacji. Zbyt wiele już jest osób, które nie powinny pracować w swoim zawodzie, bo się do tego, mimo całej swojej wiedzy, zwyczajnie nie nadają. Ja zrezygnowałam ze specjalizacji nauczycielskiej, ponieważ wiem, że nie poradziłabym sobie w klasie.

swirkom
08-11-2013, 23:59
Trudno powiedzieć co lepsze. Tak naprawdę i tu i tu jest duża konkurencja. Można też zawsze połaczyć obydwa zawody ;) Trzeba patrzeć na siebie, na to co się potrafi, jaki tryb bardziej odpowiada. Choć szczerze to u mnie na specjalizacji nauczycielskiej poziom jest sporo niższy niz na translatoryce. Juz nawet z tego powodu wole swoja specjalizacje (potem mozna zawsze zorbic jescze kurs pedagogiczny przeciez).

kubapox
08-12-2013, 00:16
Nie ma tu czegoś takiego, że jedno jest lepsze. To są dwie różne prace. Dwie zupełnie różne odpowiedzialności. Osobiście zawsze uważałem, że nie jestem dobrym nauczycielem, bo brakuje mi cierpliwości i mam problem, żeby komuś coś jasno wytłumaczyć. Dlatego przy wyborze studiów na nauczycielskie kierunki nawet nie składałem papierów i wszystkim zawsze mówiłem, że absolutnie ja uczyć nikogo nie będę.
Natomiast teraz, już po ich zakończeniu, poważnie rozważam pójście jeszcze na kursy właśnie pod kątem nauczania. Widzę, że się rozwinąłem na tyle, że jest szansa, żebym się sprawdził i jest możliwość dla mnie dalszego rozwoju.

kit
08-12-2013, 11:53
Zawsze po tłumaczeniówce można wybrać się na kurs pedagogiczny...

jkott
08-12-2013, 12:09
Zawsze po tłumaczeniówce można wybrać się na kurs pedagogiczny...

Otóż to. :) Wyszłam z tego samego założenia. Tak naprawdę zależy kto co lubi. Dla mnie tłumaczenie jest o wiele przyjemniejsze.

kkkatarzynaaa
08-12-2013, 13:23
a ja zaczynalam jako tlumacz i skoncze chyba jako nauczyciel, badz podejme prace zupelnie niezwiazana z obiema opcjami. tlumaczenie traktuje jako cos dodatkowego, uwazam ze warto szlifowac swoje umiejetnosci jezykowe, tlumaczeniowe, dlatego tu jestem, warto sie rozwijac, podejmowac nowe wyzwania, ale nie jest to chyba cos, co moglabym robic na pelen etat od poniedzialku do niedzieli ;)

ka_ska
08-13-2013, 18:08
Łączę jedno z drugim, ale przyznaję czasami czasu brak na cokolwiek innego.

aleksandratwardochleb
08-14-2013, 10:36
Na mojej uczelni też były te dwie specjalizacje do wyboru. Wielu świeżo upieczonych studentów na studiach filologicznych ma jakąś iluzję, że jak skończą studia na translatoryce to będą żyć jak pączek w masełku a jak nauczycielską to czeka ich nędza. Dlatego wszyscy ślepo biegną na translatorykę nie zważając na swoje uzdolnienia.

Dokładnie tak; na mojej uczelni było podobnie. Wszyscy tak się podekscytowali tą translatoryką, że nie zauważyli, że ma bardzo okrojony program w porównaniu z nauczycielskim i nie daje praktycznie żadnych uprawnień, podczas gdy "nauczyciele" wychodzą z uczelni z konkretnym zawodem "w ręku".

Śmieszy mnie też ten stereotyp, że jako nauczyciel zarabia się marne grosze. Praca nauczyciela w szkole państwowej ma swoje plusy - krótki czas pracy, dwa miesiące wakacji, trzynastki i inne benefity. Po lekcjach można dorabiać w szkole językowej albo tłumaczyć na zlecenia. Można otworzyć własną szkołę językową, zatrudniać innych nauczycieli, zostać metodykiem itd. Nauczyciel dyplomowany zarabia więcej, niż stażysta, do tego można zdobyć uprawnienia do sprawdzania egzaminów. Opcji jest wiele i jeśli ktoś ma głowę na karku i jest kreatywny to nie musi całe życie utrzymywać się za przysłowiowe 1200.

Zdecydowanie się nie zgadzam. Co z tego, że ktoś wybierze teoretycznie prestiżowy kierunek jak w tym zawodzie będzie się męczył? Jak ktoś ma prawdziwą pasję do czegoś to się nie zmęczy nawet jak będzie pracował trochę więcej niż 8 godzin. A zarobki? Z prawdziwą pasją ma się takie pomysły, chęci i zacięcie, że szybciej czy później to zacznie przynosić jakieś konkretniejsze zyski.

Tutaj także pełna zgoda. Ostatnio można zaobserwować bardzo dziwne zjawisko wśród licealistów, którzy biorą korki i kują po nocach, byle tylko dostać się na medycynę albo prawo, bo to prestiżowe zawody i z tego "jest kasa". Zero refleksji nad tym, czy jestem w stanie oglądać codziennie łuszczycę u pacjentów albo czy mam na tyle sprytu, umiejętności argumentowania i refleksu, żeby zostać prawnikiem. Podobnie z kierunkami ścisłymi - w tv powiedzieli, że to są przyszłościowe kierunki, więc ludzie bez predyspozycji składają na byle jakie kierunki na politechnice i żyją w iluzji, że są lepsi od innych i czeka ich świetlana przyszłość, a pracodawcy będą się o nich zabijać :D w mojej grupie na studiach praktycznie każdy dorabiał w jakiś sposób - korki, godziny w szkole językowej itd., a wielu osobom po skończeniu studiów przedłużono umowy w szkołach albo zaproponowano współpracę w innych miejscach. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku pracy chyba to lepsze niż prestiż studiowania elitarnego kierunku.

olagagoo
08-17-2013, 16:58
Jak dla mnie to nauczyciel. Zajęcia z tłumaczen zawsze mnie trochę nudziły, za to praktyki w szkole bardzo mi się podobaly

woochuck
08-17-2013, 18:41
Zawsze po tłumaczeniówce można wybrać się na kurs pedagogiczny...

A jest inna opcja, niż płatna podyplomówka w weekendy, żeby uzyskać uprawnienia pedagogiczne? Bo to dosyć czasochłonne rozwiązanie...

ilducka
08-18-2013, 15:57
Dobry tłumacz wiecej zarabia

adula151
09-12-2013, 13:57
Wiele osób podejmuje najpierw studia nauczycielskie, a potem dopiero zostaje tłumaczem, gdyż te pierwsze pomagają oswoić się z językiem, i później ułatwia to pracę na studiach tłumaczeniowych,które na pewno są trudniejsze.

mmm
09-12-2013, 21:17
Najlepiej połączyć 2w1. Ja tak zamierzam. Po kilku latach w szkole postanowiłam spróbować i zamierzam rozpocząć studia na translatoryce.

Rashne
09-13-2013, 10:08
Zdecydowanie tłumacz, nie trzeba użerać się z dziećmi! ;)

naturalblues
09-13-2013, 11:59
wydaje mi się, że to ile się zarabia i tak nie ma znaczenia, jeśli ktoś nie ma predyspozycji. Najważniejsze według mnie są chęci i zdolności.

nikapaw
09-13-2013, 13:44
Ja uważam, że stanowczo tłumacz. Nie za względu na zarobki, ale na rozwój. Nauczyciel najczęściej przerabia w kółko to samo i się nie rozwija. Zawód tłumacza to nowe słownictwo, struktury i ciągły rozwój.

MonikaMF
09-13-2013, 14:28
Można postawić i na nauczyciela i na tłumacza. Mnie od zawsze ciągnęło do tłumaczeń a nauczanie omijałam z daleka, a teraz to właśnie bycie nauczycielem jest moim głównym zajęciem a tłumaczenia traktuję jako coś dodatkowego. Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego i można zarówno tłumaczyć jak i uczyć.

msap
09-15-2013, 23:49
żeby pracować w szkole - trzeba to czuć - naprawdę,
pracuję z gimnazjalistami i bardziej wkurzają mnie niektórzy współpracownicy, niż młodzież
oczywiście, nie wszystko jest różowe - leniuchy się zdarzają, ale kreatywnych, zmotywowanych osób
nie brakuje

catherine
09-16-2013, 02:14
Bardziej ciągnie mnie do zawodu tłumacza. Dużym atutem jest nieustanny rozwój tłumacza, co nie zawsze zdarza się przy nauce w szkole. Z drugiej strony nie wykluczam tego, że kiedyś będę gdzieś uczyć angielskiego, czy rosyjskiego. ;)

PawS
09-16-2013, 10:07
Wszystko ma swoje plusy i minusy. Wolałbym zawód tłumacza, ale patrząc realnie to większe szanse są na nauczyciela, który dorabia jako tłumacz :D

Aleksandra21
09-16-2013, 12:00
Tłumacz rozwija się przez całą swoją karierę. Nauczyciel jeśli zapuści korzenie w jednej szkole, często pracuje tam do emerytury. Zdecydowanie wolę zawód tłumacza.

DanielZywy
10-11-2013, 09:00
Ja mam doświadczenie zarówno jako nauczyciel, jak i tłumacz i zdecydowanie wolę to drugie. Z pracy w szkole zrezygnowałem sam świadomie i jestem z tej decyzji bardzo zadowolony.

Ineska
10-11-2013, 09:32
Zdecydowanie preferuję tłumaczenia. Tak jak już wiele osób wspomniało , jest to doskonały sposób na rozwój. Poznawanie nowej tematyki, słownictwa itp. Nauczanie też nie jest najgorsze. Niestety czasami dopada mnie frustracja, gdy widzę małe zaangażowanie ze strony ucznia. W wyniku czego trzeba wiele razy wyjaśniać tę samą rzecz.

Skarb
10-11-2013, 09:36
Byłam nauczycielką przez 17 lat :) wszystko ma swój dobry i złe strony :D Wydaję mi się, że najważniejsze jest lubić co zrobimy, a w dzisiejszych czasach i w systemie trudno być nauczycielem :confused: system bardzo utrudnia dobrą pracę, zabiera faktyczny czas od zajmowanie się z dzieckiem

kamila91
10-11-2013, 10:25
Zawód nauczyciela jest, przynajmniej dla mnie, mniej wdzięczny. Z kolei, prawdopodobnie łatwiej jest znaleźć pracę jako nauczciel, ale wiadomo niź demograficzny to nie bajki tylko realia. Ja będę miała wykształcenie pedagogiczne po anglistyce, ale życzyłabym sobie pracy jako tłumacz, ewntualnie pół etatu w szkole, a reszta czasu to tłumaczenia;)

klara
10-11-2013, 12:49
Różnie się w życiu układa i uważam, że dobrze mieć kurs pedagogiczny w kieszeni. W całej rozciąglości zgadzam się, że praca nauczyciela jest trudna, to pozostawanie do dyzpozycji dyrektora bywa flustrujące, bo człowiek nigdy nie może na 100% zaplanować swojego czasu niby wolnego. No ale kurs pedagogiczny to zupelnie inna sprawa. Ja zrobiłam te studia podyplomowe w Poznaniu (http://www.wsb.pl/poznan/studenci/studia-podyplomowe), w sumie dla samych uprawnien, ale bardzooo się przydały. Jakby ktoś był nimi zainteresowany, informator z mojej szkoły: http://www.4shared.com/office/vfkYDPLC/sl_poznan_130129_13.html

mukacz
10-11-2013, 21:59
to wszystko zależy od osobistych preferencji ale wydaje mi się, że jednak odnoszący sukcesy tłumacz jest w stanie zarobić dużo więcej niż nauczyciel w szkole. Wiadomo, że różnie w życiu się układa i ja osobiście cieszę się, że mam wykształcenie pedagogiczne mimo tego, że nie chcę być nauczycielem i robię wszystko żeby nim nie być. Jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony :)

szkolmosia
10-13-2013, 19:05
Oczywiście, że taką decyzję należy przemyśleć i dostosować do swoich predyspozycji, do tego jakie są nasze oczekiwania i co będzie nam sprawiało radość.

vuela
10-13-2013, 20:16
Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. Myślę, że wiele zależy od tego, gdzie chcemy pracować i jak, co wiąże się również z wynagrodzeniem za pracę. Jednak zarówno nauczyciel, jak i tłumacz to dwa bardzo przyjemne zawody. W obu każdy ma możliwość własnego rozwoju.

Gokuba123
04-16-2014, 14:52
Nauczyciel tylko w szkole prywatnej. Tłumacz po godzinach na dodatek.

roksanaaa
04-19-2014, 16:13
Ja chcialabym i moglabym byc i jednym i drugim :) Po prostu lubie prace z jezykiem.

asia.fac
04-20-2014, 19:15
Zależy jeszcze, gdzie się uczy. Wydaje mi się, że praca z ludźmi, którzy są otwarci na wiedzę, może sprawiac dużo przyjemności i satysfakcji, a oporne matołki zniechęcą nawet najbardziej zapalonego nauczyciela. Mi osobiście bardziej odpowiadałaby praca w tłumaczeniach, bo nie jestem raczej osobą lgnącą do bliźnich ;)

b.paulina
04-20-2014, 20:31
Moim zdaniem, żeby pracować jako nauczyciel trzeba mieć do tego powołanie. :) Trzeba lubić pracować z dzieciakami a co najważniejsze trzeba umieć przekazać wiedzę.

aneczka.m88
04-20-2014, 21:14
Połączenie tych dwóch zawodów uszczęśliwa mnie najbardziej.

_Annie_
04-20-2014, 22:43
Zdecydowanie warto kierować się indywidualnymi predyspozycjami. Trudno odpowiedzieć na pytanie, który zawód jest lepszy. Myślę, że to kwestia osobista - jeden będzie się spełniał w zawodzie nauczyciela, a drugi będzie czerpał satysfakcję z bycia tłumaczem.
Jednak wg mnie najlepszym rozwiązaniem pod wieloma względami jest połączenie tych dwóch zawodów ;)

k.kamila
04-20-2014, 23:44
jest teraz też możliwość ukończenia licencjata na specjalizacji translatorskiej, a kontynuowanie magisterskich na nauczycielskiej dzieki czemu mamy w jakims stopniu 2 mozliwosci :) ale wydaje mi sie ze po translatorskiej specjalnosci mozna tak czy siak uczyc w jakichs szkolach prywantych, na kursach itp. poza tym zgadzam się z poprzednikami, ze wszystko zalezy od osobistych preferencji kazdego, a poza tym wcale nie wydaje mi się by na pracy tlumacza mozna bylo zarobic znacznie więcej niz na placy nauczyciela

natek90
04-27-2014, 22:53
Sądzę, że wszystko zależy od charakteru człowieka. Osobiście wybrałam kiedyś specjalizację nauczycielską na pierwszym roku, jednak okazało się to błędną decyzją i skończyło się powtarzaniem roku. Przedmioty związane z nauczaniem w ogóle mnie nie interesowały, wręcz przeciwnie. Dodatkowo, nie jestem osobą, która posiada cechy charakteryzujące nauczyciela, np. cierpliwość i wyrozumiałość. Dla mnie specjalizacja tłumaczeniowa jest najlepszym wyborem. :)

ivona
04-28-2014, 00:34
Wydaje mi się, że to jest przede wszystkim kwestia predyspozycji i zainteresowań, ponieważ są osoby, które chociaż nawet bardzo by chciały, ale nie będą mogły być nauczycielami, nie potrafią zainteresować, nie potrafią wytłumaczyć i nie potrafią nauczyć, chociaż wiedzą jak i co trzeba zrobić. Takie osoby nie powinny na siłę próbować być nauczycielem, bo to nie wyjdzie na dobre ani im, ani uczniom. Podobna sytuacja czeka kogoś, kto nie interesuje się na tyle językiem, żeby później cięgle go używać tłumacząc. Są przecież osoby, które chociaż język znają, to nie lubią tłumaczyć i wolą to zlecić komuś, kto czerpie z tego przyjemność i kto też zna język. :)

angelious
04-28-2014, 12:03
Jak dla mnie również to zależy od tego w czym się odnajdujemy i co lubimy robić. Osoba bez talentu pedagogicznego raczej nie powinna zmierzać w tym kierunku, tak samo osoba, która nie czuje się dobrze jako tłumacz nie będzie chciała tego robić. Oczywiście można zajmować się czymś wbrew sobie, ale każdy chyba zna przypadki nauczycieli bez powołania i co to oznacza dla uczniów, tak samo tłumacz, który robi coś tylko ze względu na pieniądze nie wkłada w swoją pracę całego serca.

katarrina90
05-02-2014, 08:44
Nigdy nie chciałam i nie chcę być nauczycielką. Uważam, że jest to bardzo trudny i często niewdzięczny zawód. Wolałabym być tłumaczem.

ankab
05-02-2014, 11:34
Oczywiście, że wybierając przyszły zawód trzeba kierować się swoimi osobistymi preferencjami, chociaż warto też spojrzeć na sprawę od strony praktycznej. Ja osobiście nie miałam dylematu czy iść na specjalizację tłumaczeniową czy nauczycielską, bo bycie nauczycielem to chyba ostatnia rzecz, jaką chciałabym się zajmować. ;)

Arctic
06-22-2014, 16:16
Wydaje się, że obecnie praca tłumacza języka angielskiego jest coraz bardziej niedoceniana i lekceważona, bo przecież teraz "każdy" zna angielski. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jakość w tłumaczeniu musi być idealna, jeśli w ogóle można osiągnąć "perfekcję" w tłumaczeniu, ale czasem włos jeży się na głowie kiedy spotyka się ludzi, którzy przy miernej znajomości tego języka wypowiadają opinie, że zawód tłumacza wkrótce wymrze, bo Google Translate radzi sobie coraz lepiej. Póki co, nikt na razie nie kwestionuje istnienia zawodu nauczyciela.

MONIQUE31
06-22-2014, 18:17
wydaje mi się, że lepiej ma tłumacz. Nauczyciel pracując w szkole podstawowej czy nawet w liceum, nie rozwija się a nawet wiele zapomina,

Ofela
06-22-2014, 21:25
Moim zdaniem to zależy od tego co chce się robić. Tłumacz może zostać nauczycielem i odwrotnie... Nie każdy lubi tłumaczyć a nie każdy lubi uczyć, chyba jednak jest to sprawa każdego filologa z osobna:)

racuch1988
06-23-2014, 00:39
Szczerze - i to, i to, kokosów nie przyniesie, i trzeba się z tym pogodzić. Nie raz mówiłem sobie, że "trzeba było iśc na biotechnologię" :)

Gangrena
06-23-2014, 01:26
Zależy to od osoby, ja absolutnie nie nadaję się by kogokolwiek uczyć, planuję specjalizować się w tłumaczeniach, ale jeśli ktoś ma pasję do nauczania i dobrze mu to idzie, to czemu nie :)

vampire17
06-23-2014, 09:27
Robiłem podwójną specjalizację, nauczycielsko-tłumaczeniową. Dzięki temu dowiedziałem się, że nauczanie chyba jednak nie jest dla mnie. Plusy nauczanie to to, że przy pracy w szkole publicznej jest stała pensja, stałe godziny pracy i dużo wolnego. Minusy to to, że nie tak łatwo dostać pracę w szkole, praca jest dosyć odpowiedzialna, pisanie konspektów no i praca z dziećmi, która jest nie dla wszystkich. Dodatkowo nauczyciel języka zawsze może pracować w szkołach językowych, które wciąż szukają nowych lektorów. Tłumaczenia z kolei mają wygodniejsze godziny pracy, są lepiej płatne i przyjemniejsze, można też pracować w domu. Minusy, wszystko bazuje na renomie, ciężko się wkręcić w ten biznes, wymaga specjalizowania się w konkretnej dziedzinie, co kosztuje. Także są plusy i minusy obu, a do obu trzeba mieć predyspozycje i konkretne umiejętności. The choice is yours.

a.rzepecka
06-23-2014, 09:43
wedlug mnie praca tlumacza jest ciekawsza alet o zalezy od osobistych predyspozycji i tego czy wolisz pracowac indywidualnie czy raczej z grupa ludzi;)

lytta
06-23-2014, 10:31
Trudno się nie zgodzić - wszystko zależy od osobistych predyspozycji. Niektórzy ludzie świetnie czują się ucząc innych ludzi, niektórzy wolą tłumaczyć. Są osoby, które na przykład nie wyobrażają sobie pracy tłumacza, bo jest dla nich mało ciekawa, bo jest mało kontaktu z ludźmi (szczególnie chodzi tu o tłumaczenia pisemne). Myślę, że żeby to stwierdzić trzeba spróbować obu rzeczy, albo zadać sobie pytanie czy wolałbyś kogoś przez godzinę uczyć czy tłumaczyć tekst.

pazdziu
06-23-2014, 12:26
Ja wybrałam specjalizację tłumaczeniową i prawdę mówiąc, zastanawiam się co dalej. Na razie jeszcze jeden rok licencjatu a potem magisterka, ale zdaję sobie sprawę z tego, że oprócz tłumaczeń, będę musiała robić prawdopodobnie coś jeszcze, bo wyżyć z samych tłumaczeń jest ciężko. Nie ma stałej pensji, wszystko zależy od ilości zleceń. Poza tym, same studia to coraz częściej za mało, jest bardzo dużo chętnych, a pracy brak. Najlepiej byłoby studiować i nauczanie i tłumaczenia, ale co jeśli nie wszyscy się do tego nadają? Ja na razie szukam czegoś, co mogłabym jeszcze dorobić: kursy, drugi kierunek studiów. Wydaje mi się (chociaż pewna nie jestem), że po specjalizacji nauczycielskiej jest o tyle łatwiej, że jeśli znajdziesz szkołę publiczną, do której cię przyjmą, to masz zapewnioną stałą pracę, aczkolwiek, to też nie jest takie łatwe. Ale dodatkowym plusem jest to, że są uprawnienia do uczenia w szkołach publicznych jak i prywatnych.

Luspea
06-24-2014, 00:17
Powinno się wybierać to co się lubi robić-jak ciągnie cię do pracy z dziećmi-nauczycielska, jak wolisz pracować "samotnie"-translatorska. I naprawdę nie ma co patrzeć na inne rzeczy bo później się tylko będzie żałować.

iwozor
06-24-2014, 20:54
Wszystko zależy od predyspozycji, zdolności, zacięcia w dążeniu do celu i naszych wizji wymarzonego zawodu. Według mnie będąc na studiach warto"liznąć" jednego i drugiego. Np. spróbować nauczyć koleżankę podstaw języka, którego się uczymy i zobaczyć jak będziemy się czuli w roli nauczyciela i czy w ogóle mamy zdolność przekazywania wiedzy, co w tym zawodzie jest niezbędne. Natomiast z pracą tłumacza można się zapoznać na zajęciach z translatoryki. Wtedy zazwyczaj musimy tłumaczyć teksty różnych gatunków, co pozwala doświadczyć i określić nasze zdolności tłumacza bądź ich brak :) Jednak także uważam, że nauczyciel może być tłumaczem i odwrotnie. Jeśli naszą pasją jest język i mamy zdolności i chęci możemy zrobić dodatkowy kurs i pracować w drugiej działalności :) Ważne, aby wykonywać swoją pracę z pasją i zaangażowaniem, niż się w niej męczyć :)

karolaT
06-24-2014, 22:54
Praca w szkole ma swoje zalety- stała pensja, jakieś dodatki, no i wakacje. Ale wracasz do domu z głową pełną rzeczy, które musisz zrobić. Nie ma mowy o tym żeby przyjść do domu i zapomnieć o pracy. Ciągle coś trzeba robić, masa obowiązków nie związana z nauczaniem. Co więcej, edukacja jest teraz na coraz niższym poziomie. Przez 8 lat uczyłam w podstawówce, zostałam zwolniona bo inna nauczycielka ukończyła kolegium. A że była wyższa stażem ona dostała godziny. Nikogo nie interesowało, że jestem mgr filologii ang. powiedziano mi, że to tylko podstawówka i takie wysokie kwalifikacje nie są konieczne.Tak więc nauczyciele przekształcają się wszędzie a o fachową wiedzę nikt nie pyta, więc bardzo trudno załapać się gdzieś do szkoły.

justyna250r
06-27-2014, 16:30
na pewno to ile sie zarabia jest wazne, ale i tez to, czy masz predyspozycje do tego. ja osobiscie jestem po licencjacie z nauczcielskiej, a na magisterke ide na translatoryczna. nie czuje w sobie nauczyciela, nie chce uczyc w szkole (choc prywatne korepetycje mi pasuja), a podoba mi sie praca tlumacza, coś indywidualnego oraz dogłebniej wtedy poznaszz jezyk :)

Oldzia2306
06-27-2014, 20:18
A wg mnie dużym plusem jest to, że po studiach językowych wcale nie trzeba być ani tłumaczem, ani nauczycielem. Jeśli ktoś ma drobrze opanowany język(i) i jest w miarę zaradny, to może znaleźć jeszcze ciekawszą pracę ;).

roksanaaa
06-29-2014, 22:44
Wg mnie obydwa zawody są niesamowicie ciekawe i wszystko zależy od naszych indywidualnych predyspozycji. Ja jeszcze nie zdecydowałam kim zostanę, ale jakby się nie stało i tak będę zadowolona.

aiiiya
06-30-2014, 11:07
Nauczyciel ma ciekawszą, lecz trudniejszą pracę, ponieważ oprócz znajomości języka, musi również jakoś radzić sobie z dziećmi. Nie należy jednak zapominać, że ma aż 2 miesiace wakacji w roku ;).

dh1989
06-30-2014, 14:35
Nauczyciel czy tłumacz? Zależy od powołania danej osoby - jeden woli pracować z dziećmi w szkole, inny mieć do czynienia z ambitniejszym angielskim jako tłumacz.

Inna
08-08-2014, 19:50
Chciałam skończyć licencjat ze specjalnością nauczycielską, a na magisterce studiować przekład specjalistyczny, ale, niestety, nie było takiej opcji na uniwersytecie. Temu wybrałam studia translatorskie już na pierwszym stopniu.

azielinska
08-08-2014, 20:02
Moim zdaniem praca tłumacza jest znacznie bardziej ciekawa i urozmaicona niż praca nauczyciela, która po kilku latach stała się dla mnie za bardzo monotonna. Pracując jako tłumacz mam szansę na kontakt z tekstami z różnych dziedzin i mogę się czegoś nowego dowiedzieć.

alex9489
08-11-2014, 13:56
Osobiście wybrałabym pracę tłumacza. Bycie nauczycielem nie do końca do mnie przemawia. Jako tłumacz mogę robić więcej, rozwijać się. Tak jak wspomniano wcześniej, praca nauczyciela staje się monotonna.

dalalka
08-12-2014, 08:30
Na studiach wybrałam ścieżkę translacyjną i z pewnością był to dobry wybór. Praca tłumacza wcale nie wyklucza nauczania dzieci, czy też dorosłych. Przecież w wolnym czasie zawsze można dorobić sobie na korepetycjach.

Marlena Latos
08-12-2014, 15:03
Ja z kolei marzę o wykonywaniu równocześnie pracy tłumaczki i nauczycielki. Zdobyłam uprawnienia pedagogiczne na studiach podyplomowych i jednocześnie próbuję swoich sił w tłumaczeniach. Dla mnie oba te zawody są fascynujące i niezwykle rozwijające. Myślę też, że można pogodzić ze sobą pracę w tym samym czasie w obu tych profesjach. Jednak przede wszystkim należy odczuwać powołanie zarówno do pracy nauczyciela, jak i tłumacza.

smolena
08-17-2014, 11:53
Myślę że zależy od charakteru osoby. Dla mnie osobiście praca tłumacza jest lepszą. Trzeba mieć zdolności żeby uczyć innych osób.

kdomi
02-28-2015, 02:12
Myślę, że zarówno praca tłumacza, jak i nauczyciela jest wymagająca. Dużą rolę odgrywają tu warunki, w jakich się pracę wykonuje i - przede wszystkim - predyspozycje osoby. Są ludzie, którzy te zawody łączą, niekoniecznie absolwenci filologi, często pasjonaci (wykładowca matematyki tłumaczący poezję? czemu nie? :P). Na pewno duża jest też grupa ludzi, którzy z jednego z tych zawodów rezygnują i rozpoczynają pracę bądź to jako tłumacz, bądź jako nauczyciel. Sama słyszałam historię pewnej pani, która niegdyś parała się tłumaczeniami, ale jako że spędzała przez to 24/7 w domu, zaniedbując siebie i niemalże będąc zupełnie odciętą od świata, postanowiła zmienić sytuację i rozpoczęła pracę jako nauczyciel języka. To przyniosło jej znacznie większą satysfakcje. No i zaczęła w końcu na co dzień realnie obcować z ludźmi.. Sama jeszcze nie wiem, która opcja bardziej do mnie przemówi. Ale nie jestem typem samotnika, więc jeśli 'tłumacz', to spędzający duuuużo czasu wśród ludzi. Z drugiej strony, podoba mi się perspektywa pracy nauczyciela. Ma się dużą satysfakcję z przekazywania wiedzy, a przy tym na pewno mniej stresu aniżeli tłumacz ...

Aga12
02-28-2015, 09:25
Ma się dużą satysfakcję z przekazywania wiedzy, a przy tym na pewno mniej stresu aniżeli tłumacz ...

Popracuj w gimnazjum i obyś się nie rozczarowała!!!!

Roksania
03-01-2015, 14:00
Myślę, że ta kwestia zależy głównie od predyspozycji, ale też chęci indywidualnej osoby. Osobiście wybrałam specjalizację tłumaczeniową, ale moja decyzja nie zależała tylko od możliwości zarobkowych czy dostępności pracy na rynku, bo z tym bywa jednak różnie niemal w każdym zawodzie. Po prostu nigdy nie marzyła mi się praca nauczyciela i jakoś nie widzę siebie w tej profesji. Znacznie przyjemniejsza i ciekawsza wydaje mi się praca tłumacza, ale to może zależy od podejścia. Na pewno obie prace są stresujące i nie należą do najłatwiejszych, ale czy nie jest tak w każdej pracy? W obu przypadkach dostrzegam plusy i minusy, ale jak dla mnie tłumaczenia zdają się mieć jednak więcej zalet.

joaska92
03-01-2015, 20:07
Wg mnie przede wszystkim powinniśmy robić to, co sprawia nam przyjemność i co nas pasjonuje. Bo patrząc na zarobki to bym nie była na filologii, tylko poszłabym na jakąś inżynierię, chociaż zupełnie się na tym nie znam :D Kiedyś mój jeden nauczyciel powiedział, że nie ważne jest, ile się zarabia w danym zawodzie. Bo jeśli jesteśmy fachowcami i szanujemy klienta to "będziemy ustawieni" nawet kładąc kafelki.
Oczywiście trzeba też mierzyć siły na zamiary i wziąć pod uwagę predyspozycje, bo mimo, że ktoś uwielbia nauczać, może się do tego zupełnie nie nadawać. Ale myślę, że od tego są też praktyki zawodowe, żeby mieć chociaż posmak danego zawodu i ewentualnie jeszcze spróbować się wycofać.

quitelikeyou
03-02-2015, 09:42
Osobiście stanęłam przed tym dylematem już przed rozpoczęciem studiów, i bez wahania wybrałam specjalizację tłumaczeniową, głównie dlatego, że wiem po prostu, że do bycia nauczycielem nie mam predyspozycji. Moja mama jest nauczycielem i od dziecka nasłuchałam się już wystarczająco o tym zawodzie :) Jest to bardzo ciężka i niewdzięczna praca, choć może zależy to od tego, w jakiej szkole się pracuje. Poza tym, jako nauczyciel języka angielskiego ciężko jest znaleźć obecnie stałą pracę, przynajmniej w moim przekonaniu tłumacze mają większą szansę na zatrudnienie. Ogółem, wydaje mi się, że każdy powinien spróbować wyobrazić sobie siebie w pracy nauczyciela lub tłumacza, i zdecydować co bardziej mu odpowiada--ponieważ nie wyobrażam sobie wybrania i kształcenia się w zawodzie, którego nie chce się tak naprawdę wykonywać, tylko ze względu na płacę.

piwnooka
03-02-2015, 15:55
Zarówno zawód tłumacza jak i zawód nauczyciela są moim zdaniem ciekawe, ale wybór zależy głównie od typu osobowości. Mimo, że od lat interesuję się językami obcymi, nigdy nie interesował mnie zawód w charakterze nauczyciela. Dla mnie, jako introwertyka, tłumaczenia okazały się wymarzoną drogą kariery.

Mylene03
03-02-2015, 19:46
Zgadzam się, że typ osobowości ma kluczowe znaczenie. Nawet gdybym chciala, to nie moglabym zostać nauczycielką. Brakuje mi cierpliwości i opanowania, że już o podejściu do dzieci nie wspomnę. Za to tlumaczenia interesowaly mnie od zawsze i chyba przy nich zostanę.

wpcontent
03-03-2015, 14:57
Wychodzi na to samo, ale tłumacz nie ma 2 miesięcy wakacji i nie jeździ na wycieczki za darmo.

Aga12
03-05-2015, 19:42
Wychodzi na to samo, ale tłumacz nie ma 2 miesięcy wakacji i nie jeździ na wycieczki za darmo.

Jak można pisać takie głupoty!! Szkolna wycieczka nie jest dla nauczyciela żadną wycieczką tylko pracą!!!. za którą mu NIE PŁACĄ ( całodobowa!). Może to się niektórym nie mieści w głowie, ale nauczyciele robią to społecznie. Przewodnik dostaje zapłatę, kierowca dostaje zapłatę, pani ze stoiska z pamiątkami też a nauczyciel czasami zamiast dziękuję usłyszy jeszcze masę pretensji np kiedy którejś córeczce zupka na wyjeździe nie zasmakowała. Czy uważasz, że jeszcze powinien płacić za możliwość opiekowania się często rozwydrzonymi dziećmi i za nie przespane do końca noce?

neta8t9
03-06-2015, 12:00
Jeśli chodzi o pracę nauczyciela to rzeczywiście każdy może pomyśleć : Nauczyciel to ma dobrze, bo poprowadzi kilka lekcji dziennie, ma przerwę co 45 min. i przede wszystkim wolne w wakacje. Czyli wydawać by się mogło, że się nie napracuje, ale przecież musi zapanować nad ponad 20 dzieciakami i bądźmy szczerzy czasem ciężko poradzić sobie z jednym ;) Moim zdaniem trzeba mieć odpowiednie predyspozycje do tego zawodu i ''dobry'' charakter z dużymi pokładami cierpliwości. Dlatego wiem, że to nie dla mnie, bo cierpliwość nie jest moją mocną stroną i nie czuję się dobrze w nauczaniu innych. Bycie tłumaczem znacznie bardziej mi odpowiada, choć jest to też wymagający zawód i godziny spędzone nad tekstem co może wydawać się nudne. Ale to praca z językiem, więc daje dużo satysfakcji, przynajmniej dla mnie.

Germanum
03-06-2015, 12:41
Jak można pisać takie głupoty!! Szkolna wycieczka nie jest dla nauczyciela żadną wycieczką tylko pracą!!!. za którą mu NIE PŁACĄ ( całodobowa!). Może to się niektórym nie mieści w głowie, ale nauczyciele robią to społecznie. Przewodnik dostaje zapłatę, kierowca dostaje zapłatę, pani ze stoiska z pamiątkami też a nauczyciel czasami zamiast dziękuję usłyszy jeszcze masę pretensji np kiedy którejś córeczce zupka na wyjeździe nie zasmakowała. Czy uważasz, że jeszcze powinien płacić za możliwość opiekowania się często rozwydrzonymi dziećmi i za nie przespane do końca noce?

Bez przesady, nauczyciel, to nie taki sam zawód jak hydraulik czy stolarz - zrobisz swoje, dostaniesz pieniądze i cześć fajrant. Wybierając zawód nauczyciela trzeba liczyć się z tym, że jest to służba drugiemu człowiekowi, tak jak lekarz czy strażak. Tu nie liczy się godzin pracy 8-16. Oczywiście w takiej sytuacji nauczyciele powinny zarabiać więcej, powinna być zniesiona karta nauczyciela i dokonywana być ocena nauczycieli. Źli, bez efektów, którzy nie chcą się szkolić powinni odejść.

Aga12
03-07-2015, 01:07
Bez przesady, nauczyciel, to nie taki sam zawód jak hydraulik czy stolarz - zrobisz swoje, dostaniesz pieniądze i cześć fajrant. Wybierając zawód nauczyciela trzeba liczyć się z tym, że jest to służba drugiemu człowiekowi, tak jak lekarz czy strażak. Tu nie liczy się godzin pracy 8-16. Oczywiście w takiej sytuacji nauczyciele powinny zarabiać więcej, powinna być zniesiona karta nauczyciela i dokonywana być ocena nauczycieli. Źli, bez efektów, którzy nie chcą się szkolić powinni odejść.

Bez przesady? Czytając niektóre wpisy ( np ten o darmowych wycieczkach) można by sądzić, że nauczyciele powinni jeszcze do swojej pracy po godzinach dopłacać. A najlepiej pracować codziennie zupełnie za darmo ( bo to taki niezwykły zawód inny niż wszystkie). Co rozumiesz przez SŁUŻBĘ drugiemu człowiekowi, rozumiem że darmową prace "po fajrancie" najlepiej 24/7. Jakoś nie słyszałam, żeby lekarze tak masowo i darmowo leczyli dzieci po wyjściu ze szpitala lub przychodni lub biegali po domach doglądając co bardziej potrzebujących pacjentów.

A jest to właśnie taki sam zawód jak każdy inny i poświęcanie się pracy ma jakieś rozsądne granice.
Przytaczasz zawód hydraulika. A może to raczej hydraulik powinien pracować bardziej z powołania niż nauczyciel. Jeżeli komuś leci woda z rury to powinien polecieć tam natychmiast ( nawet w środku nocy) nawet jeżeli wie że dany klient mu nie zapłaci ( bo jest np taki biedny lub chory ect). Zalanie wodą w nocy w środku zimy może być duuuuuużo bardzie niebezpieczne dla zdrowia a nawet życia, niż fakt, ze jakiś dzieciak nie pojedzie na wycieczkę. Pokaz mi takiego hydraulika.
Właściciele sklepów spożywczych też mają duże pole do popisu. Ich służba mogłaby polegać na wynajdowaniu i dokarmianiu głodnych dzieci błąkających się przed sklepem. Pani w księgarni też mogłaby wesprzeć jakieś niedouczone i biedne dziecko darmowym podręcznikiem.

Nauczyciel to ma dobrze, bo poprowadzi kilka lekcji dziennie, ma przerwę co 45 min.

Zaraz, zaraz. Jaką przerwę? Czy spacerowanie po korytarzu wśród wrzeszczących dzieci w czasie dyżuru, lub załatwianie tysiąca różnych szkolnych spraw można nazwać odpoczynkiem. Wejdźcie na chwilę w czasie przerwy do pierwszej lepszej podstawówki i poodpoczywajcie sobie w czasie takiej przerwy.

Polonea
03-08-2015, 01:46
Ja myślę, że dużo lepszych fachem jest zawód tłumacza. Niby nauczyciel zawsze znajdzie zatrudnienie, ale tłumacz z kolei - przynajmniej w moim mniemaniu - daje gwarancję bardziej przyzwoitych zarobków. Zresztą, zerknijcie chociażby do tego artykułu - profesja tłumacza jest w nim wymieniana jako jedna z pięciu najbardziej opłacalnych: http://www.praca-sucha.pl/porady-dla-pracownikow/567/zawody-ktore-sie-oplacaja

Wojtek 200
03-08-2015, 10:28
Uważam, iż o niebo lepszym zawodem jest profesja tłumacza niż praca nauczyciela, gdyż popyt na tłumaczenia zawsze będzie istniał, a zawód tłumacza wiąże się też z godziwymi zarobkami. Jednak do każdej z tej profesji trzeba posiadać odpowiednie predyspozycje, nie można wybierać zawodu pod kątem pensji, nie posiadając określonych kwalifikacji.

karolinakat
05-28-2015, 12:47
Według mnie najważniejsze jest to, w czym my sami czjemy się pewniej, co nam się bardziej podoba. I praca jako tłumacz, i jako nauczyciel ma swoje uroki, jednak w dużej mierze wybór jednej z nich zależy od naszych upodobań i predyspozycji. Jeśl lubimy pracować z ludźmi, tłumaczyć zasady języka angielskiego, jesteśmy cierpliwi i nie zrażają nas niepowodzenia, praca nauczyciela jest bardziej interesująca. Jeśli jednak jesteśmy indywidualistami i wolimy pracować w ciszy, być może nawet sami wytaczając sobie czas pracy, tłumacz jest dla nas odpowiedniejszy.

mona78
05-30-2015, 00:16
Zgadzam się w 100%. Jakoś nie przemawia do mnie test gramatyczny i podział "najlepsi na translatorykę, reszta do szkoły". Po pierwsze, wysoki poziom znajomości języka ma się nijak do predyspozycji, a po drugie, czarno widzę poziom wiedzy przyszłych pokoleń, jeżeli z góry zakłada się, że do szkoły idą ci, którzy z językiem sobie gorzej radzą.

Bardzo trafny komentarz. Popieram w 100%. . W szkołach publicznych jest wielu uzdolnionych uczniów, ale również wielu takich, którym by można przez trzy lata Present Simple tłumaczyć. Jednakże chciałabym zauważyć, że praca nauczyciela to nie tylko przekazywanie wiedzy merytorycznej z przedmiotu. Od umiejętności językowych często ważniejsze są tu inteligencja interpersonalna, umiejętności społeczne, wiedza pedagogiczna i psychologiczna oraz wspomniane już w powyższej dyskusji predyspozycje i powołanie.
Myślę, ze gdyby pozwolić wybitnemu tłumaczowi (bez predyspozycji do bycia nauczycielem)prowadzić przez kilka miesięcy lekcje np. w Gimnazjum, to wynik jego pracy byłby równie mierny jak gdyby wybitnemu nauczycielowi dać do tłumaczenia teksty specjalistyczne.

mona78
05-30-2015, 00:37
Robiłem podwójną specjalizację, nauczycielsko-tłumaczeniową. Dzięki temu dowiedziałem się, że nauczanie chyba jednak nie jest dla mnie. Plusy nauczanie to to, że przy pracy w szkole publicznej jest stała pensja, stałe godziny pracy i dużo wolnego. Minusy to to, że nie tak łatwo dostać pracę w szkole, praca jest dosyć odpowiedzialna, pisanie konspektów no i praca z dziećmi, która jest nie dla wszystkich. Dodatkowo nauczyciel języka zawsze może pracować w szkołach językowych, które wciąż szukają nowych lektorów. Tłumaczenia z kolei mają wygodniejsze godziny pracy, są lepiej płatne i przyjemniejsze, można też pracować w domu. Minusy, wszystko bazuje na renomie, ciężko się wkręcić w ten biznes, wymaga specjalizowania się w konkretnej dziedzinie, co kosztuje. Także są plusy i minusy obu, a do obu trzeba mieć predyspozycje i konkretne umiejętności. The choice is yours.

Przepracowałam jako nauczyciel 10 lat, po czym postanowiłam zając się tłumaczeniami. Plusy o jakich piszesz, praktycznie nie istnieją. Nie ma stałych godzin pracy: ramowy plan tygodniowy co chwilę się zmienia, np. ze względu na imprezy szkolne, zastępstwa i inne sytuacje. Po lekcjach wiecznie coś, jak nie konkurs to szkolenie , to konferencja, to zebranie z rodzicami, to konsulatcje, itp. Wiecznie siedziałam w szkole do późnych godzin popołudniowych. Jak w czwartek lub piątek zrobiłam sprawdzian to w poniedziałek uczniowie dopytywali o oceny, bo przecież nauczyciel nie ma prawa do odpoczynku w weekend. Własny mąż nie dowierzał, że od 8.00 do 15.00 w pracy nie miałam czasu napić się herbaty, bo albo dyżur na przerwie, albo stałam przy ksero, albo jakiś uczeń chciał porozmawiać, albo trzeba było zadzwonić do rodzica itp.

mona78
05-30-2015, 00:43
Kontynuując: Stała pensja? - wysokość pensji zmienia się co wrzesień w zależności od ilości godzin. Człowiek zaplanuje sobie kredyt, a tu niespodzianka - niski nabór do klas pierwszych i mniej godzin pracy.
Wolne tylko w najdroższym sezonie. O tanich wczasach w maju lub na początku czerwca można tylko pomarzyć.

Charlie93
05-31-2015, 11:18
Tłumaczenie, zdecydowanie! Nawet niewielkie doświadczenie korepetytora uświadomiło mi, że użeranie się z kimś opornym, kto w ogóle nie docenia Twojego wysiłku i nie chce współpracować, jest okropnie frustrujące. Nie pisałbym się na to, nawet za porządne wynagrodzenie.

Tvrtko
05-31-2015, 15:43
Nie wiem czy już to tutaj było wspominane, ale jest tutaj tyle postów, że wieki zajęłoby mi się przekopywanie.

Co myślicie o studiach podyplomowych "Polski jako język obcy"? Za 2 miesiące kończę wymianę studencką w BiH i zamierzam się od razu zapisać na podyplomówkę w Poznaniu (start w marcu :/ ) lub we Wrocławiu (start w październiku). Tak się składa, że filologia, którą optymistycznie zakładając skończę w przyszłym roku nie daje mi absolutnie żadnych nadziei na pracę w Polsce, stąd też wpadłem na pomysł, by zostać lektorem języka polskiego za granicą.

Są tutaj osoby, które uczą obcokrajowców polskiego? Moglibyście się podzielić doświadczeniem, bo wydaje mi się to naprawdę dobrą fuchą :)

akjam92
06-01-2015, 14:07
Myśle, że najważneijsze podczas podejmowania tej decyji jest przemyślenie jaki mamy charakter - czy lubimy wystawiać się na opinię innych oraz codzienną konfrontację z masą ludzi, czy raczej wolimy pracę spokojną, przewidywalną, ale niemniej rozwojową.