PDA

View Full Version : Zapotrzebowanie na tłumaczy.


meg.dom
07-06-2011, 21:35
Zastanawia mnie problem zapotrzebowania na rynku na tłumaczy języków obcych oraz pytanie, które języki są w chwili obecnej najbardziej "opłacalne".

martyna0512
07-19-2011, 15:54
Hmm... pytanie bardzo trudne. A odpowiedź na nie będzie zapewne uzależniona od tego, jaki obszar kraju i jaką dziedzinę weźmiemy pod uwagę.

Wydaje mi się jednak, że tłumacze języka angielskiego ostatnio mają utrudnione zadanie jeśli chodzi o znalezienie pracy, co wynika z faktu, że liczba osób, które biegle posługują się tym językiem stale rośnie (szczególnie tłumacze ustni stają się mniej użyteczni).

kamilajka
07-20-2011, 09:46
Pytanie dość łatwe, ale odpowiedź - niezmiernie złożona.

Co do języków "opłacalnych" - myślę, że jest to wartość zmienna. Nie tylko na przestrzeni lat, ale nawet roku. Znajoma z biura tłumaczeń mówiła, że w wakacje sporo jest tłumaczeń z językiem norweskim i niemieckim (kierunek wyjazdów do pracy). W momencie, gdy dolar US zmienił wartość w stosunku do złotówki, było dużo zleceń "samochodówki" z angielskiego.

A jeśli chodzi o zapotrzebowanie na tłumaczy, to to pytanie nurtuje mnie już od dłuższego czasu. Dostępność translatorów wyeliminowała potrzebę zwracania się do tłumaczy z tekstem, którego się nie rozumie (no chyba że nawet translator mało wyjaśnia). W tym momencie zapotrzebowanie na tłumaczy jakby spada - takie jest moje wrażenie. A może raczej na profesjonalnych tłumaczy. Na rynku jest masa - masa (!) - ludzi, którzy oferują tłumaczenia, za śmieszną cenę, nie mając wykształcenia w tym kierunku. Zdarza się (i to często), że mają problemy z polską interpunkcją i ortografią. Jaka jest jakość ich usług? Cóż, stosownie do ceny - czasem skandalicznie niska.
Takie ofert można poczytać na takich portalach jak zlecenia.przez.net czy nawet na znanej Globtrze.

margon
07-20-2011, 16:53
Trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników: lokalizację, najlepiej rozwinięte branże w danym regionie i ogólny trend na rynku. Jako absolwentka ukrainistyki mieszkająca na Mazowszu celuję w branżę spedycyjną, gdyż w moim regionie powstało sporo (i raczej ta tendencja się utrzyma) firm prowadzących interesy z ukraińskimi przedsiębiorstwami. Biorąc pod uwagę ogólny trend rynkowy, warto uczyć się chińskiego, szczególnie języka technicznego. W każdym z tych przypadków warto bardzo dobrze znać angielski.

manhattan
07-20-2011, 20:24
hey... ja na podstawie obserwacji mojej bliskiej przyjaciółki która jest tłumaczem japońskiego mogę stwierdzić iż jest duże zapotrzebowanie na tłumaczy tego języka. Fakt, w dużej mierze wynika to z niewielkiej ilości osób które posługują się tym językiem ( w porównaniu do angielskiego/niemieckiego..)

JustynaL
07-20-2011, 23:54
"Opłacalne" są na pewno języki, które nie należą do popularnych, mało kto biegle się nimi posluguje. Z drugiej strony wydaje się mnóstwo książek np w USA, ktore potem są tłumaczone na np język polski, więc tłumacze też są potrzebni, chociażby dla ludzi, którzy angielskiego nie znają, lub nie znają na tyle, żeby czytać całe książki po angielsku.

martyna0512
07-21-2011, 09:17
"Opłacalne" są na pewno języki, które nie należą do popularnych, mało kto biegle się nimi posluguje. Z drugiej strony wydaje się mnóstwo książek np w USA, ktore potem są tłumaczone na np język polski, więc tłumacze też są potrzebni, chociażby dla ludzi, którzy angielskiego nie znają, lub nie znają na tyle, żeby czytać całe książki po angielsku.
A druga sprawa, nie róbmy z Polski Ameryki:) Nawet, jeśli ktoś zna bardzo dobrze język angielski może chcieć przeczytać coś w języku ojczystym, nawet jeśli jest to tłumaczenie.

A jeśli chodzi o zapotrzebowanie na tłumaczy angielskiego, to owszem, książki, filmy i inne historie. Ale podobno bardzo trudno jest się "wbić" do wydawnictwa, o tłumaczeniu filmów już nawet nie wspomnę.

Najbardziej praktycznym podejściem zatem wydaje się tłumaczenie dokumentów (ale do większości takich zleceń trzeba mieć zrobione uprawnienia przysięgłego).

martyna0512
07-21-2011, 09:24
Trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników: lokalizację, najlepiej rozwinięte branże w danym regionie i ogólny trend na rynku. Jako absolwentka ukrainistyki mieszkająca na Mazowszu celuję w branżę spedycyjną, gdyż w moim regionie powstało sporo (i raczej ta tendencja się utrzyma) firm prowadzących interesy z ukraińskimi przedsiębiorstwami. Biorąc pod uwagę ogólny trend rynkowy, warto uczyć się chińskiego, szczególnie języka technicznego. W każdym z tych przypadków warto bardzo dobrze znać angielski.

Z tą lokalizacją to święta racja. Wcześniej pisałam, że zmniejsza się zapotrzebowanie na tłumaczy angielskiego. To prawda, ale... w większych miastach. Na obszarach wiejskich wciąż jeszcze uczenie się języka ogranicza się do lekcji w szkole. A jak wiadomo, żeby płynnie posługiwać się językiem sama szkoła nie wystarczy. Przynajmniej jeśli ktoś kończy naukę języka na poziomie liceum (no, chyba że jest to jakiś geniusz). A jeśli trzeba komunikacji, to do tłumacza...

Może moja wypowiedź brzmi trochę jak uleganie stereotypom, ale uwierzcie mi, te realia są mi dobrze znane.

laurelindorinan
07-21-2011, 13:32
Wydaje mi się, że języki krajów rozwijających się mają przyszłość. Właśnie teraz Chiny czy Arabia Saudyjska zaczynają inwestować w Europie. Tak samo rosyjskie firmy tworzą swoje oddziały u nas. Jak widać nie tylko angielski ma przyszłość ;)

Nisztu
07-21-2011, 14:02
Wszystko zależny od tego gdzie.

Mam trochę rozeznania jeśli chodzi o organizacje międzynarodowe. Tutaj angielski to już jest standard i liczy się jaki język znasz dodatkowo. W tej chwili najbardziej poszukiwane są chiński, arabski, hiszpański i francuski, i dalej w zależności od regionu w jakim dana organizacja operuje najczęściej. W Unii po boomie na nowe kraje członkowskie, wciąż szukają tłumaczy rumuńskiego i bułgarskiego. W każdym kraju popularne są języki sąsiadów, na zachodzie Polski niemiecki, a na zachodzie Niemiec francuski, duński. W Anglii natomiast widziałam sporo ofert nastawionych na Afrykę (francuski, suahili) i Azję (języki Chin i Indii).

magdalena_cieslak
07-21-2011, 18:04
Dostępność translatorów wyeliminowała potrzebę zwracania się do tłumaczy z tekstem, którego się nie rozumie (no chyba że nawet translator mało wyjaśnia).
Masz racje, różnego rodzaju translatory sprawiły, że ludzie nie potrzebują już porady tłumacza, aby zrozumieć nawet łatwe teksty; nie wydaje mi się jednak (a przynajmniej mam taką nadzieję:) ), żeby zmniejszyło to w znacznym stopniu zapotrzebowanie na tłumaczenia (owszem, np. tłumaczenie dużej ilości dokumentów może być wykonane przez maszynę, ale jeśli treść tych dokumentów okaże się przydatna, to musi zostać przetłumaczona przez człowieka. Nie ma możliwości otrzymania idealnego tłumaczenia wykonanego przez komputer.)

Nawiązując do wypowiedzi Nisztu- chciałabym jeszcze zapytać czy uważanie, że tłumacz, którego kombinacje językowe to tylko np. niemiecki-polski/polski-niemiecki ma szanse utrzymania się na rynku? Czy inwestowanie w kolejny język to konieczność?

bezon
07-21-2011, 18:24
Odpowiem zgodnie ze swoim kierunkiem studiów: rosyjski i turecki.

To że rynek wschodni jest dla nas dużą szansą wiadomo nie od dziś. Z doświadczenia wiem, że panowie biznesmeni za naszą wschodnią granicą raczej do angielskiego się nie palą, zaryzykowałbym więc stwierdzenie, że jeśli gdzieś można obejść się bez angielskiego, to właśnie tam :)
A turecki - podobnie, angielski w powijakach i na tragicznym poziomie. Poza tym, wg prognoz, do 2050 roku Turcja ma być drugą gospodarką Europy po Niemczech...

kamilajka
07-21-2011, 18:50
... tłumaczenie dużej ilości dokumentów może być wykonane przez maszynę, ale jeśli treść tych dokumentów okaże się przydatna, to musi zostać przetłumaczona przez człowieka. Nie ma możliwości otrzymania idealnego tłumaczenia wykonanego przez komputer.)

Jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Tłumaczenie za pomocą translatorów może przyda się tylko na wstępnym etapie zapoznania się z dokumentem. Jednak jeśli jest potrzeba jego przetłumaczenia do dalszego użytku, powinien zrobić to tłumacz. Tak myślę...
Jednak jest kwestia, do kogo zwróci się klient z takim dokumentem. Czy do dobrego tłumacza, czy do kogoś, kto zrobi mu to taniej. Niestety, zdaje się, że przeważa ta druga tendencja. A taniej to znaczy czasami nawet mniej niż... 3,50 zł/stronę. Niestety takie oferty się zdarzają (wystarczy poczytać oferty na zlecenia.przez.net). To psuje rynek.

theWitcher
07-21-2011, 19:15
Jak w większości spraw związanych z opłacalnością - dominuje żelazna zasada podaży względem popytu. W przypadku język angielskiego mamy zdecydowanie największy popyt na tego typu usługi (książki, dokumenty, filmy - wszystko), ale mamy również zdecydowanie największą podaż - tłumaczów jak mrówków, konkurencja między nimi duża, więc i ceny zaczynają się robić dumpingowe.
Zdecydowanie ciekawiej zaczyna się robić w przypadku języków odrobinę bardziej egzotycznych, w rodzaju wspomnianych już chińskiego bądź japońskiego - popyt zdaje się rosnąć szybciej niż podaż, bo współpraca gospodarcza z tymi krajami rozwija się w bardzo wysokim tempie.

Znając "tylko" jeden język, trzeba znać go na naprawdę wysokim poziomie, inaczej będzie to po prostu za mało.

laurelindorinan
07-21-2011, 20:18
Wydaje mi się, że jeden język to już za mało, żeby dostać lub utrzymać wysokie stanowisko (tłumacze to przecież nadal elita ;) ). Trzeba inwestować w siebie. Jestem zdania, że lepiej znać dwa języki trochę gorzej niż jeden na bardzo, bardzo wysokim poziomie.

martyna0512
07-21-2011, 20:51
Wydaje mi się, że jeden język to już za mało, żeby dostać lub utrzymać wysokie stanowisko (tłumacze to przecież nadal elita ;) ). Trzeba inwestować w siebie. Jestem zdania, że lepiej znać dwa języki trochę gorzej niż jeden na bardzo, bardzo wysokim poziomie.

Niestety, chyba muszę się zgodzić z powyższym stwierdzeniem... Smutne to, lecz prawdziwe.

Zauważam ostatnio taką tendencję: więcej niż jeden język, mgr z kierunku niejęzykowego, doświadczenie, a za to wszystko 1500 zł (ale to już temat do zupełnie innej dyskusji). Ludzie Renesansu s ostatnio w modzie:p

kamilajka
07-22-2011, 10:02
tłumacze to przecież nadal elita ;.

Czy na pewno? "Tłumaczuw jak mruwkuw", jak ktoś słusznie zauważył. Niestety dużo osób zajmuje się tym amatorsko, jak mi się wydaje. Owszem, pocieszające jest to, że tłumaczy ustnych żadna maszyna nie zastąpi. Tak samo jak tłumaczy literatury. Ale jeśli chodzi o dokumenty czy prostsze teksty, to te pierwsze mogą być coraz bardziej ujednolicane, przynajmniej w UE, a te drugie z powodzeniem - mniejszym czy większym, ale jednak - tłumaczą translatory.

olakubiec
07-22-2011, 11:44
W odpowiedzi do postu bezona- ja również zajmuję się językami naszych wschodnich sąsiadów i być może rzeczywiście zapotrzebowanie na tłumaczy tych języków rośnie, jednak wszystko jest bardzo uzależnione od takich czynników jak sytuacja polityczna, miejsce zamieszkania czy też branża tematyczna, którą się zajmujemy. W moim przypadku pole do popisu jest ogromne, ogromna ilość, zwłaszcza tekstów literackich i poetyckich w języku ukraińskim czeka nadal na przetłumaczenie, a w końcu to nasi sąsiedzi, którzy mogą pochwalić się ogromną ilością ciekawych literacko tekstów, a które są nadal bardzo mało znane w Polsce. Z drugiej strony na pewno na tłumaczy ukraińskiego jest większe zapotrzebowanie w województwach wschodnich, ale też np tam, gdzie mieszka mniejszość ukraińska. Nie ma tu jednej stałej reguły, a i po kryzysie gospodarczym wiele firm polskich wycofało się z rynku ukraińskiego, a co za tym idzie dla nas, tłumaczy, też jest mniej zleceń.

izade
07-22-2011, 11:45
Zauważam ostatnio modę na naukę tak zwanych "niszowych" języków. W gazetach na stronach poświęconych ofercie edukacyjnej rozpisują się na temat tego, jakiej to pracy nie ma ze znajomością nieznanych ogółowi języków, zachęcając ludzi do studiowania najróżniejszych filologii. Sama jestem ofiarą takiego myślenia, kończę filologię serbską i pracuję w fińskiej firmie z językiem angielskim, choć to Bałkany są moją pasją. W tej branży nie ma wielkiego zapotrzebowania, a z językami z regionu moich zainteresowań jest jeszcze taki problem, że parę osób w Polsce ma praktycznie monopol, jeśli chodzi o tłumaczenia literackie i nie tylko i bardzo małe są sznase na przebicie się. Więc jeśli kogoś nie bawi "kariera" w call center czy innym outsourcingu, jest ciężko...

olakubiec
07-22-2011, 11:53
Co jeszcze chciałabym dodać- wielu z moich znajomych, zajmujących się językiem ukraińskim lub nawet jeszcze wykładowcy z czasów studiów podkreślało w rozmowach, że w przypadku języków, które nie są w Polsce popularne jak np. angielski, trzeba mieć w naszej branży trochę szczęścia. Zapotrzebowanie na tłumaczy ukraińskiego nie jest zawrotne, jednak w przypadku mocnego samozaparcia w szukaniu zleceń, dobijania się do różnych drzwi, firm czy organizacji, które współpracują z Ukrainą kulturalnie i gospodarczo, jesteśmy w stanie zdobyć wymarzony zawód. I pewnie, choć mogę się mylić, jest tak z niemal każdym językiem- najtrudniej zacząć, jednak potem, gdy okażemy się być dobrym i solidnym tłumaczem, o kolejne zlecenia będzie już coraz łatwiej :)

magdalena_cieslak
07-22-2011, 14:08
Jednak jest kwestia, do kogo zwróci się klient z takim dokumentem. Czy do dobrego tłumacza, czy do kogoś, kto zrobi mu to taniej. Niestety, zdaje się, że przeważa ta druga tendencja. A taniej to znaczy czasami nawet mniej niż... 3,50 zł/stronę. Niestety takie oferty się zdarzają (wystarczy poczytać oferty na zlecenia.przez.net). To psuje rynek.
Myślicie, że poważny klient, z poważnej firmy zgłosi się do kogokolwiek z niesprawdzonego źródła? Zastanawiam się czy jeśli chodzi o dokumenty (np. prawne) to ich tłumaczenie nie musi mieć pieczątki/ podpisu, żeby można udowodnić, że jest ono zgodne z oryginałem? W takim przypadku "ten kto zrobi taniej" nie ma szans ale wyobrażam sobie, że tacy ludzie na pewno zabierają prace profesjonalnym tłumaczom.:(

manhattan
07-22-2011, 16:24
Zgodze się że obecnie języki typu ukrainski nie są bardzo opłacalne z tego powodu że nie ma dużo ofert dla tłumaczy tego języka. POdobnie jest z innymi niszowymi językami ale to kwestia czasu, jesli angielski, niemiecki itp będa normą ( a będą lada chwila) wtedy przyjdzie czas na inne języki, dzisiaj niedoceniane i nielubiane tak bardzo jak te popoularne :)
Wydaje mi się że tłuamcze jednak będą potrzebni, może w mniejszym stopniu jeśli chodzi o angielski/niemiecki ale nie wyobrażam sobie aby wszystkie tłumaczenia pewnego dnia były wykonywane przez programy/maszyny...bo nawet jeśli będzie potrzeban koretka/sprawdzenie.:)

JustynaL
07-22-2011, 17:09
Zdecydowanie ciekawiej zaczyna się robić w przypadku języków odrobinę bardziej egzotycznych, w rodzaju wspomnianych już chińskiego bądź japońskiego - popyt zdaje się rosnąć szybciej niż podaż, bo współpraca gospodarcza z tymi krajami rozwija się w bardzo wysokim tempie.

Owszem, ale niestety to również będzie zależało od ilości ludzi, którzy zaczną niedługo studiować japoński czy chiński i za parę lat będzie "przesyt", bo jeśli np filologia japońska stanie się bardzo popularna to więcej uczelni będzie otwierać ten kierunek, co oznacza większą ilość absolwentów, więc nie można powiedzieć, że np za pięć lat będzie nadal ciekawe. Aczkolwiek, znajomość takich języków jest na pewno ważnym atutem.

JustynaL
07-22-2011, 17:16
To że rynek wschodni jest dla nas dużą szansą wiadomo nie od dziś. Z doświadczenia wiem, że panowie biznesmeni za naszą wschodnią granicą raczej do angielskiego się nie palą, zaryzykowałbym więc stwierdzenie, że jeśli gdzieś można obejść się bez angielskiego, to właśnie tam :)


Niekoniecznie, to że panowie biznesmeni teraz nie mówią po angielsku nie znaczy, że ich dzieci się nie uczą angielskiego (widać to np po ilości ofert pracy dla nauczycieli/ lektorów języka angielskiego- jest ich znacznie więcej niż w np Europie Zachodniej). Nie można więc zakładać, że zawsze czy długo utrzyma się sytuacja pt "po angielsku się nie dogadasz".

olakubiec
07-22-2011, 18:25
Myślę podobnie jak JustynaL- w Polsce jeszcze kilkanaście lat temu też jeszcze niewiele osób mówiło po angielsku, dziś jest to niemal reguła, w coraz większej ilości szkół na Ukrainie czy w Rosji uczy się angielskiego, ale też innych zachodnioeuropejskich języków i jest to tylko kwestią czasu kiedy stanie się to regułą.

MartynaS
07-22-2011, 19:00
Dokładnie. Sytuacja się powtarza, tam język angielski staje się normą, a u nas już dawno nią jest.

delfina
07-22-2011, 19:58
Jeśli chodzi o tłumaczenie literackie, to jeśli ogólna liczba czytających, przynajmniej w Polsce, spadła bardzo wyraźnie, to logicznie rzecz biorąc, zapotrzebowanie też nie wzrasta. Ogląda się przeciętnie zdecydowanie więcej filmów, czy używa gier, w związku z tym chyba nieco przesuwa się profil tłumaczeniowy. Przy rosnącej globalizacji i szybkim rozchodzeniu się pewnych pozycji, więcej osób przeczyta bestseler typu Harry Potter, który wystarczy przełożyć raz czy dwa. W sumie więc wymaga mniejszej ilości tłumaczy niż jeśliby czytano różnorodne tomy z całego świata.

delfina
07-22-2011, 20:39
Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej Polacy więcej podróżują, pracują za granicą, studiują, więc na pewno jest duże zapotrzebowanie na tłumaczy przysięgłych, gdyż wzrósł popyt na tłumaczenia dokumentów do urzędów. Również obcokrajowcy w Polsce muszą tłumaczyć swoje dokumenty, w większości jako przysięgłe. Ale rynek tłumaczy przysięgłych też nie jest nieograniczony.

bezon
07-22-2011, 20:48
Myślę podobnie jak JustynaL- w Polsce jeszcze kilkanaście lat temu też jeszcze niewiele osób mówiło po angielsku, dziś jest to niemal reguła, w coraz większej ilości szkół na Ukrainie czy w Rosji uczy się angielskiego, ale też innych zachodnioeuropejskich języków i jest to tylko kwestią czasu kiedy stanie się to regułą.

Owszem, ale sam fakt istnienia takich kursów to za mało. Liczą się efekty, a te - w Rosji i Turcji, nie licząc chlubnych wyjątków, są tragiczne. Podobnie zresztą u nas - ilu tak naprawdę Polaków DOBRZE mówi po angielsku? Sam byłem świadkiem jak w punkcie ksero w centrum Krakowa młoda pani na pytanie "Do you speak english" odpowiedziała szybkim "Nie", czy w hotelowej restauracji w Moskwie, gdzie kelnerka nie wiedziała co to jest orange juice.. Angielski jeszcze bardzo długo nie będzie normą, zarówno w Rosji, jak i u nas.

martyna0512
07-22-2011, 21:00
Owszem, ale sam fakt istnienia takich kursów to za mało. Liczą się efekty, a te - w Rosji i Turcji, nie licząc chlubnych wyjątków, są tragiczne. Podobnie zresztą u nas - ilu tak naprawdę Polaków DOBRZE mówi po angielsku? Sam byłem świadkiem jak w punkcie ksero w centrum Krakowa młoda pani na pytanie "Do you speak english" odpowiedziała szybkim "Nie", czy w hotelowej restauracji w Moskwie, gdzie kelnerka nie wiedziała co to jest orange juice.. Angielski jeszcze bardzo długo nie będzie normą, zarówno w Rosji, jak i u nas.
Ja także niedawno byłam świadkiem podobnej sytuacji. Na dworcu PKP kasjerka nie mogła się wysłowić. Ale chyba porozumiała się z kupującym bilet ... na migi:p
Nie mówię, żeby każdy płynnie mówił w jakimś języku obcym. Ale uważam, że osoby, które pracują w takich właśnie miejscach jak kasa czy informacja powinny znać podstawy.

A swoją drogą obcokrajowcy też mogliby się zacząć uczyć polskiego. Bo kiedy Polak wyjeżdża do Angli czy Niemiec, nie oczekuje, że dogada się po polsku.

MathiasR
07-22-2011, 22:37
Ja także niedawno byłam świadkiem podobnej sytuacji. Na dworcu PKP kasjerka nie mogła się wysłowić. Ale chyba porozumiała się z kupującym bilet ... na migi:p
Nie mówię, żeby każdy płynnie mówił w jakimś języku obcym. Ale uważam, że osoby, które pracują w takich właśnie miejscach jak kasa czy informacja powinny znać podstawy.

A swoją drogą obcokrajowcy też mogliby się zacząć uczyć polskiego. Bo kiedy Polak wyjeżdża do Angli czy Niemiec, nie oczekuje, że dogada się po polsku.

Hehe. Życie, życie. :D

A teraz trochę z innej beczki. Sam nie mam wykształcenia stricte tłumaczeniowego, jednak zacząłem tłumaczyć i zarabiać na tym pieniądze. Jestem aspirującym inżynierem informatyki. Jakiś czas zdarzyło mi się pracować za granicą w firmie informatycznej gdzie podszlifowałem swój angielski - mówiony i pisany. W pewnym momencie zacząłem tłumaczyć dokumentacje techniczną z naszego na ichnie na potrzeby przedsiębiorstwa. Niby czemu nie? Jestem Polakiem, inżynierem (przyszłm... miejmy nadzieję), na studiach używałem podręczników napisanych po polsku i angielsku, znam niezbędną terminologię w obu językach, mam doświadczenie w pracy z urządzeniami itd.

Myślę, że zapotrzebowanie na tłumaczy zamieniło się, to prawda. Z jednej strony prawdą jest, że angielski wychodzi z mody - wszyscy go znają. Z drugiej strony, zawsze potrzeba tłumaczy, którzy znają się na konkretnej, bardzo wąskiej dziedzinie, nawet jeśli posługują się popularnym językiem obcym.

Mamy więc do wyboru - specjalizacja w popularnej dziedzinie albo nauka kolejnych języków. Ja sam wybrałem... obie te opcje. ;)

delfina
07-23-2011, 00:50
Właśnie, a świat się specjalizuje wyraźnie technologicznie. Mamy otwarte rynki, a co za tym idzie więcej tłumaczeń handlowych, prawnych, więcej konferencji, szkoleń specjalistów. Specjalistyczna współpraca gospodarcza wymaga dostosowań językowych. Też coraz częściej języków mniej popularnych. I życie pokaże, kto wygra człowiek czy maszyna:)

MathiasR
07-23-2011, 11:34
Właśnie, a świat się specjalizuje wyraźnie technologicznie. Mamy otwarte rynki, a co za tym idzie więcej tłumaczeń handlowych, prawnych, więcej konferencji, szkoleń specjalistów. Specjalistyczna współpraca gospodarcza wymaga dostosowań językowych. Też coraz częściej języków mniej popularnych. I życie pokaże, kto wygra człowiek czy maszyna:)

Dokładnie.

Co do tego czy wygra maszyna, czy człowiek sam jestem zdania, że... zwycięży maszyna. Jakkolwiek nie podoba mi się taka przyszłość, już teraz widać, że rozwój algorytmów sztucznej inteligencji i analizy statystycznej oraz stworzenie systemów CAT radykalnie odmienił naszą pracę. Aspekt społecznościowy też jest ważny. Muszę przyznać, ze sam korzystam czasem z Google translate jeśli potrzebuję przeczytać informację na chińskiej czy norweskiej witrynie internetowej.

Także maszyna może zastąpić w tłumaczeniu człowiek może się nam teraz wydawać abstrakcją... tak jak 30 lat temu Internet, telefony komórkowe o mocy obliczeniowej 100x większej od ówczesnych komputerów czy multimedialne systemy operacyjne.

Największą ironią jest fakt, że my sami ku temu się przyczyniamy - tłumacząc sami budujemy bazy wiedzy z których przyszłe komputery będą się uczyć wzorców przekładu. Można więc z całą pewnością powiedzieć, że zapotrzebowanie na tłumaczy w przyszłości zmaleje.

kamilajka
07-23-2011, 14:21
Myślicie, że poważny klient, z poważnej firmy zgłosi się do kogokolwiek z niesprawdzonego źródła?

Poważny klient raczej nie... Ale klient oszczędny - już tak. Albo szukający oszczędności. A takich, niestety, nie brak...

kamilajka
07-23-2011, 14:35
Jestem aspirującym inżynierem informatyki. Jakiś czas zdarzyło mi się pracować za granicą w firmie informatycznej gdzie podszlifowałem swój angielski - mówiony i pisany. W pewnym momencie zacząłem tłumaczyć dokumentacje techniczną z naszego na ichnie na potrzeby przedsiębiorstwa. Niby czemu nie? Jestem Polakiem, inżynierem (przyszłm... miejmy nadzieję), na studiach używałem podręczników napisanych po polsku i angielsku, znam niezbędną terminologię w obu językach, mam doświadczenie w pracy z urządzeniami itd.

Mamy więc do wyboru - specjalizacja w popularnej dziedzinie albo nauka kolejnych języków. Ja sam wybrałem... obie te opcje. ;)

Tylko Ci pozazdrościć takiej sytuacji. Ja żałuję, że nie mam wykształcenia technicznego, bo przy parze języków ang.-ros. byłoby to bardzo wskazane.

margon
07-23-2011, 15:11
Doskonałe połączenie - znajomość języków obcych i specjalistycznej wiedzy z różnych dyscyplin. Też liczę, że moja kombinacja w przyszłości zaowocuje (angielski-ukraiński-logistyka).

olakubiec
07-23-2011, 15:59
Owszem, ale sam fakt istnienia takich kursów to za mało. Liczą się efekty, a te - w Rosji i Turcji, nie licząc chlubnych wyjątków, są tragiczne. Podobnie zresztą u nas - ilu tak naprawdę Polaków DOBRZE mówi po angielsku? Sam byłem świadkiem jak w punkcie ksero w centrum Krakowa młoda pani na pytanie "Do you speak english" odpowiedziała szybkim "Nie", czy w hotelowej restauracji w Moskwie, gdzie kelnerka nie wiedziała co to jest orange juice.. Angielski jeszcze bardzo długo nie będzie normą, zarówno w Rosji, jak i u nas.

A ja osobiście miałam może szczęście- wyjeżdżając na Ukrainę może i nie spotkałam wielu osób biegle mówiących po angielsku, ale w przypadku Rosjan- już owszem. Byli to głównie młodzi ludzie, jednak ci, którzy dużo podróżowali, zdawali sobie sprawę z konieczności poznania innych języków. I zgodzę się z opiniami moich przedmówców- nauka języka rozwija się intensywniej, gdy ludzie podróżują, wyjeżdżają za pracą, a więc w przypadku takich państw jak Ukraina, gdzie wyjazd jest utrudniony przez wizy, młodzi nie mają tak silnej motywacji jak u nas, kiedy na uczelnie weszły programy wymian jak Erasmus, w przypadku których im lepsza znajomość języka, im ich więcej, tym lepiej.

MathiasR
07-23-2011, 20:00
Poważny klient raczej nie... Ale klient oszczędny - już tak. Albo szukający oszczędności. A takich, niestety, nie brak...

Pamiętaj jednak - każdy musi jakoś zyskać doświadczenie. Te kilka pierwszych prac wykonanych za bezcen też jest ważne - w końcu nikt nie będzie chciał płacić pełnej stawki osobie jeszcze nieotrzaskanej z zawodem. Daruj truizm, lecz nikt też nie zatrudni tłumacza tylko na piękne oczy (chyba, że masz znajomości). Trzeba mieć odpowiednie portfolio przekładów oraz ludzi, których twoje usługi usatysfakcjonowały na tyle, że mogą Ci napisać listy referencyjne... Jakoś to wszystko trzeba zdobyć.

kamilajka
07-24-2011, 12:59
Pamiętaj jednak - każdy musi jakoś zyskać doświadczenie. Te kilka pierwszych prac wykonanych za bezcen też jest ważne - w końcu nikt nie będzie chciał płacić pełnej stawki osobie jeszcze nieotrzaskanej z zawodem. Daruj truizm, lecz nikt też nie zatrudni tłumacza tylko na piękne oczy (chyba, że masz znajomości). Trzeba mieć odpowiednie portfolio przekładów oraz ludzi, których twoje usługi usatysfakcjonowały na tyle, że mogą Ci napisać listy referencyjne... Jakoś to wszystko trzeba zdobyć.

Generalnie zgadzam się z Tobą. Ja również uważam, że tłumacz początkujący powinien zaczynać od mniejszych stawek, niż tłumacze doświadczeni. Bardziej chodzi mi jednak o zachowanie rozsądnego minimum, progu, poniżej którego się nie schodzi, nawet na początku. Jest to wyraz pewnego szacunku do siebie, swoich umiejętności. Tak samo jak na rynku korepetycji nie powinno się zaczynać od stawek typu 10 zł/h, w myśl zasady, że jakoś trzeba się "wbić". Tym bardziej, że niektórzy nie skorzystają z usług osoby, która ceni się na 10 zł/h.
Jasne, że początki są trudne, a ceny niższe. A portfolio trzeba zdobyć. Co do portfolio, może paradoksalnie, uważam, że dobrym sposobem może być wolontariat, za darmo. Wiem, może to swego rodzaju paradoks. Może...
Chciałam tylko zwrócić uwagę na zbyt łatwe przyjmowanie zasady, że "tłumaczę za bezcen", bo trzeba się "wbić".

JustynaL
07-24-2011, 16:18
Myślę, że tutaj również sprawdza się powiedzenie, że bez doświadczenia nic nie zdziałasz, ale skąd je wziąć? To, co ma się podczas studiów nie wystarcza, więc trzeba działać na własną rękę, zaczynając od małych kroków, jak wspomniany wcześniej wolontariat czy niższe stawki. Wyobraźmy sobie osobę po studiach i z minimalnym doświadczeniem, która ustala sobie wysoką stawkę... Kto zwróci się do takiej osoby? Jak widać we wszystkim potrzebny jest umiar.

JustynaL
07-24-2011, 16:24
Ja także niedawno byłam świadkiem podobnej sytuacji. Na dworcu PKP kasjerka nie mogła się wysłowić. Ale chyba porozumiała się z kupującym bilet ... na migi:p
Nie mówię, żeby każdy płynnie mówił w jakimś języku obcym. Ale uważam, że osoby, które pracują w takich właśnie miejscach jak kasa czy informacja powinny znać podstawy.

Nie mam zamiaru usprawiedliwiać tych ludzi, bo również zgadzam się, że powinni znać jezyk przynajmniej na poziomie komunikatywnym, ale nie zapominajcie, że jeszcze całkiem niedawno uczyliśmy się języka w sposób kiedy używamy jaki czas itp na pamieć bez praktyki a głowny cel- umiejętność komunikacji schodziła na dalszy plan. Dopiero niedawno komunikacja stała się głownym celem nauki języków obcych.

JustynaL
07-24-2011, 16:29
Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej Polacy więcej podróżują, pracują za granicą, studiują, więc na pewno jest duże zapotrzebowanie na tłumaczy przysięgłych, gdyż wzrósł popyt na tłumaczenia dokumentów do urzędów. Również obcokrajowcy w Polsce muszą tłumaczyć swoje dokumenty, w większości jako przysięgłe. Ale rynek tłumaczy przysięgłych też nie jest nieograniczony.

Masz rację, każdy dokument, musi być przetłumaczony przez tłumacza przysięgłego więc ten rynek się rozwija. Nie jest nieograniczony, ale wydaje mi się, że im więcej ludzi będzie chcialo pracować/ uczyć się/ studiować itp za granicą (co jest ciekawą opcją biorąc pod uwagę np czas trwania niektórych studiów), tym więcej będą musieli tłumaczyć dokumentów, więc tłumacze przysięgli będą potrzebni.

nozickbuble
07-24-2011, 16:31
Dołączam do dyskusji bo chyba ciągle, przynajmniej w szkole, komunikacja nie jest widocznym celem nauki języka. Nauczyciele dbają o regułki, zasady gramatyczne, słownictwo oraz czytanie ze zrozumieniem zapominając o aktywnej znajomości języka. Widać to również na filologiach, gdzie wymowa, płynność mówienia jest oceniana na samym końcu.

martyna0512
07-24-2011, 18:50
Jeśli chodzi o komunikację na lekcjach języka, to muszę przyznać Wam rację. Ja sama pamiętam, jak uczyłam się tabelek z czasami... Ale przyznam, że później, w liceum było już lepiej.

A podczas odbywania praktyk zauważyłam coś innego - uczniowie sami nie chcą rozmawiać. Chyba wstydzą się, albo boją się ewentualnej kompromitacji, albo są leniwi... Nie znam przyczyny takiego postępowania, ale jest ono, oględnie mówiąc, niezbyt racjonalne.
Owszem, byli i tacy, którzy się udzielali, ale na 10-15 osób w grupie aktywnych było może 2.

A potem taki, który się cały czas obija, zda podstawową maturę na 31% i pisze w CV że angielski/francuski/niemiecki czy co tam jeszcze zna na poziemie "komunikatywnym".

nozickbuble
07-24-2011, 18:57
Nie ma żadnej mobilizacji dla mówienia w obcym języku. Najlepszym przykładem jest matura ustna z języka, która nie liczy się przy rekrutacji na studia(nawet na filologie). Nie dziwię się więc tym uczniom, o których mówisz, bo jeśli podstawą oceny końcowej są kartkówki, testy itd. to idą na łatwiznę. Trzeba to jak najszybciej zmienić.

MartynaS
07-24-2011, 20:23
W szkole trudno jest wymagać wysokiego poziomu nauczania języków obcych. Duże grupy, zróżnicowany poziom i niesforni oraz niezmobilizowani uczniowie. Dopiero później, poprzez naukę na zajęciach indywidualnych można zacząć prawdziwą naukę języka. Alke ważne by mieć z nim kontakt i jako takie obycie, już od podstawówki.

nozickbuble
07-24-2011, 20:27
Nie zgadzam się. Z takim podejściem można łatwo zapomnieć, czym szkoła ma być. Właśnie trzeba od szkoły wymagać takiego nauczania języków obcych, które będzie skuteczne, merytorycznie odpowiednie, jak również będzie wychodziło naprzeciw oczekiwaniom współczesności.

MartynaS
07-24-2011, 20:28
Wracając do głównego tematu owego wątku- zapotrzebowanie na tłumaczy wzrasta wraz z całym procesem globalizacji, poszerzaniem Unii Europejskiej. Choć oczywiście jest to proces stopniowy i długotrwały, uzależniony od wielu czynników. W każdym razie znajomość języków jest podstawą do rozwoju kariery w każdej dziedzinie.

nozickbuble
07-24-2011, 20:32
Tu się zgadzam. To, o czym mówisz najlepiej widać w zapotrzebowaniu na osoby znające chiński i hindi. Z tego co wiem, wyjściowa stawka dla tłumacza w firmie używającej tych języków jest dwukrotnie wyższa niż w przypadku firm z angielskim czy francuskim kapitałem.

MartynaS
07-24-2011, 20:33
Nie zgadzam się. Z takim podejściem można łatwo zapomnieć, czym szkoła ma być. Właśnie trzeba od szkoły wymagać takiego nauczania języków obcych, które będzie skuteczne, merytorycznie odpowiednie, jak również będzie wychodziło naprzeciw oczekiwaniom współczesności.

No oczywiście, ze trzeba dążyć do ideału, ale jak sam/a wiesz polskie szkoły mają jeszcze dużo do zrobienia. Trzeba być realistą i wziąć pod uwagę wszystkie aspekty i możliwości. Jest to takie trochę zamknięte koło, bo cała edukacja kuleje. Są kiepscy nauczyciele języków, którzy generują kiepskich językowo uczniów. Ale trzeba wziąć pod uwagę to, że ci kiepscy nauczyciele skończyli jakoś uniwersytety, więc pytanie brzmi, czemu uniwersytety wypuszczają tak kiepskich filologów?

nozickbuble
07-24-2011, 20:40
Masz rację. Tylko wydaje się, że mówienie o tym błędnym kole sprawia, że wpadamy w spiralę niemocy i bierności. A żeby połączyć problemy edukacji z głównym tematem tego wątku, to jest zapotrzebowanie na tłumaczy w szkołach: żeby przykładowo mieli wpływ na tworzenie programu nauczania języków obcych. Być może pozwoli to na skierowanie uwagi tych niezmotywowanych nauczycieli na bardziej praktyczny wymiar nauki języka. Co o tym myślicie?

MartynaS
07-24-2011, 22:08
Zgadzam się,że wpływ tłumaczy na program nauczania byłby bardzo pozytywny. Ich praktyczna znajomość języka pomogłaby w stworzeniu programu nauczania, który zdecydowanie ułatwiałby produktywną naukę języka.Także w teorii zapotrzebowanie w sferze szkolnictwa zdecydowanie jest, choć nie wiem, czy w praktyce tak to wygląda.

nozickbuble
07-24-2011, 22:13
Moje doświadczenie z liceum wskazują, że to jest bardzo dobra droga dla szkoły. Chodziłem do klasy o profilu lingwistycznym stworzonej przez nauczyciela-tłumacza. Mieliśmy zajęcia z podstaw tłumaczenia: pisemne i ustne oraz z lingwistyki(historia tłumaczeń itd.) Warunkiem dostania się była bardzo dobra znajomość angielskiego i zajęcia polegały na szkoleniu praktycznych umiejętności. Ciekawe jak trudne jest wprowadzenie elementów takiego programu do ogólnopolskiego sylabusa.

MathiasR
07-24-2011, 23:21
Masz rację. Tylko wydaje się, że mówienie o tym błędnym kole sprawia, że wpadamy w spiralę niemocy i bierności. A żeby połączyć problemy edukacji z głównym tematem tego wątku, to jest zapotrzebowanie na tłumaczy w szkołach: żeby przykładowo mieli wpływ na tworzenie programu nauczania języków obcych. Być może pozwoli to na skierowanie uwagi tych niezmotywowanych nauczycieli na bardziej praktyczny wymiar nauki języka. Co o tym myślicie?

No tak, to byłby świetny plan... Tylko konkretnie co mogliby tłumacze dodać od siebie do szkolnego curriculum? Czego uczyć dzieci/młodzież w szkołach, co nie jest (w teorii) uczone obecnie? Przecież nie możemy kazać uczniom tłumaczyć tekstów - jest to jedna z najgorszych metod nauczania języka obcego - nie dość że czasochłonna i odtwórcza (a nie twórcza), to jeszcze wpływająca w negatywny sposób na akwizycję języka L2.

Z moich doświadczeń wynika, że nauczyciele mają dostępnych mnóstwo dobrych planów nauczania. Problem polega na tym, że a) są to często ludzie którzy mają sporadyczny kontakt z żywym językiem poza kontekstem szkoły b) nie opanowali oni języka obcego na dostatecznie wysokim poziomie c) "wypalili" się zawodowo musząc walczyć z absurdami polskiej oświaty d) uczą olbrzymie grupy uczniów nad którymi trudno zapanować. Poza tym w takich warunkach trudno przeprowadzić ćwiczenia z mówienia/słuchania Szczerze, gdybym mógł uczyć klasy maks 12 osobowe też bym został nauczycielem. Niestety realia są inne. e) papierkowej roboty (dzienniki, wywiadówki, przygotowywanie planów lekcji, obchody rocznic, organizacja imprez, wycieczki itp.) jest tyle, że trudno dawać z siebie wszystko na każdych zajęciach (patrz: wypalenie).

Według mnie problemy z nauczaniem języków w polskich szkołach wynikają z powyższych czynników.

Oczywiście, nie wykluczam, że tłumacze mogliby przysłużyć się polskiej oświacie. Jest jeden warunek - musieliby być jednocześnie nauczycielami - tak by mieć wiedzę praktyczną zarówno z metodyki jak i translatoryki i wiedzieć jak je obie połączyć, żeby stworzyć coś wartościowego. Niestety, takich osób nie jest wiele. Miałeś niesamowite szczęście, że uczył Cię jeden z nich ;)

MathiasR
07-24-2011, 23:52
Masz rację, każdy dokument, musi być przetłumaczony przez tłumacza przysięgłego więc ten rynek się rozwija. Nie jest nieograniczony, ale wydaje mi się, że im więcej ludzi będzie chcialo pracować/ uczyć się/ studiować itp za granicą (co jest ciekawą opcją biorąc pod uwagę np czas trwania niektórych studiów), tym więcej będą musieli tłumaczyć dokumentów, więc tłumacze przysięgli będą potrzebni.

Rynek ma pewną pojemność - może pomieścić ograniczoną liczbę tłumaczy. Nawet teraz konkurencja między tłumaczami przysięgłymi jest spora, szczególnie gdy mówimy o językach popularnych - angielski, rosyjski, niemiecki itd. Trzeba zainwestować w siebie i opanować jakiś bardziej "egzotyczny" język.

delfina
07-25-2011, 00:29
Wydaje mi się, ze zmalało zapotrzebowanie na tłumaczy w biurach, gdzie asystentki przejęły niejednokrotnie tę rolę. W związku z przemianami w PL, na pewno utrzymało się tłumaczenie konferencyjne, symultaniczne i przysięgłe. Na pewno fakt, że świat jest bardziej otwarty, ze jest wola poznania i zbliżenia się kultur i ludzi nie tylko w Unii, może być dla tłumaczy korzystne w zdobyciu pracy.

olakubiec
07-25-2011, 09:05
Być może tak, zwłaszcza że obecnie tłumaczem tekstów codziennych lub trochę bardziej zaawansowanych może być nie tylko owa przytoczona sekretarka, ale nawet osoba, która uczy się języka dla siebie, ponieważ jeśli ktoś podchodzi do nauki języka tak, że nie traktuje go jako swojej pasji, a jedynie jako cel zdobycia pieniędzy czy prestiżu, odbija się to często na jego poziomie biegłości, sposobie uczenia języka oraz jakości wykonywanej pracy. Znam osoby po filologiach, które nie umieją się zaangażować w wykonywane prace oraz tych, dla których poznawanie kolejnych języków jest jak uzależnienie. W tej kwestii nie ma jednak utartych reguł.

empresstamika
07-25-2011, 10:51
Jak w większości spraw związanych z opłacalnością - dominuje żelazna zasada podaży względem popytu. W przypadku język angielskiego mamy zdecydowanie największy popyt na tego typu usługi (książki, dokumenty, filmy - wszystko), ale mamy również zdecydowanie największą podaż - tłumaczów jak mrówków, konkurencja między nimi duża, więc i ceny zaczynają się robić dumpingowe.
Zdecydowanie ciekawiej zaczyna się robić w przypadku języków odrobinę bardziej egzotycznych, w rodzaju wspomnianych już chińskiego bądź japońskiego - popyt zdaje się rosnąć szybciej niż podaż, bo współpraca gospodarcza z tymi krajami rozwija się w bardzo wysokim tempie.

Znając "tylko" jeden język, trzeba znać go na naprawdę wysokim poziomie, inaczej będzie to po prostu za mało.

Masz rację z chińskim. Do tego dodałabym angielski i specjalizację i można się nieźle ustawić. W firmie, w której pracuję (branża farmaceutyczna) potrzebny był tłumacz symultaniczny angielsko-polsko-chiński (konferencja w Polsce, odbywająca się po angielsku dla grupy Chińczyków). Podobnie bywa z innymi językami - angielski jako podstawa porozumienia w biznesie + znajomość branży firmy + dodatkowy język do ściślejszej współpracy.

empresstamika
07-25-2011, 11:20
Wydaje mi się, ze zmalało zapotrzebowanie na tłumaczy w biurach, gdzie asystentki przejęły niejednokrotnie tę rolę.

Właśnie, smutne jest to, że przy zatrudnianiu asystentki stosuje się taką oszczędnościową taktykę: wymaga się od niej znajomości angielskiego (biegłego!) plus najlepiej drugiego języka oraz jednocześnie umiejętności tłumaczeniowych. I to wszystko w ramach pensji (jednej z niższych na biurowej drabinie płac) i obowiązków (dość podłych) asystenckich (bez stawki za stronę czy godzinę). Czyli zatrudniany jest wykształcony pracownik na nisko opłacanym i nieadekwatnym do umiejętności stanowisku.
Zdarzają się też odwrotne sytuacje. Ponieważ, mimo wymogu biegłości, poziom angielskiego używanego w biurach nie jest najwyższych lotów (i to nie tylko w Polsce), zatrudnia się często kogoś, kto umie się porozumieć (tak zwany angielski komunikatywny), a potem daje się mu zadania, które przerastają jego możliwości, w związku z czym, tłumaczenia, które produkuje taka osoba bywają naprawdę kiepskie.
Obie te sytuacje nie są najszczęśliwsze. Może rozwiązaniem byłoby w takiej firmie zatrudnienie jednego etatowego tłumacza? Przyznam, że nie spotkałam się dotąd z taką sytuacją.

margon
07-25-2011, 11:39
Masz rację. Tylko wydaje się, że mówienie o tym błędnym kole sprawia, że wpadamy w spiralę niemocy i bierności. A żeby połączyć problemy edukacji z głównym tematem tego wątku, to jest zapotrzebowanie na tłumaczy w szkołach: żeby przykładowo mieli wpływ na tworzenie programu nauczania języków obcych. Być może pozwoli to na skierowanie uwagi tych niezmotywowanych nauczycieli na bardziej praktyczny wymiar nauki języka. Co o tym myślicie?


Zgadzam się. W moim liceum zajęcia z angielskiego prowadziła osoba, która zajmowała się tłumaczeniami i przez to kładła duży nacisk na praktyczną znajomość języka. Dzięki temu zajęcia nie ograniczały się do wałkowania w nieskończoność tych samych reguł gramatycznych, a my mieliśmy możliwość poznania zwrotów i struktur, aktywnie wykorzystywanych we współczesnej angielszczyźnie.

empresstamika
07-25-2011, 11:40
Moje doświadczenie z liceum wskazują, że to jest bardzo dobra droga dla szkoły. Chodziłem do klasy o profilu lingwistycznym stworzonej przez nauczyciela-tłumacza. Mieliśmy zajęcia z podstaw tłumaczenia: pisemne i ustne oraz z lingwistyki(historia tłumaczeń itd.) Warunkiem dostania się była bardzo dobra znajomość angielskiego i zajęcia polegały na szkoleniu praktycznych umiejętności. Ciekawe jak trudne jest wprowadzenie elementów takiego programu do ogólnopolskiego sylabusa.

Farciarz z Ciebie! :) Rzadko zdarzają się nauczyciele (uniwersyteccy, a o licealnych nie wspominając) z taką pasją i pomysłem. Nie wiedziałam, że są licea, które kształcą w tym kierunku, gdyby było takich więcej, a do tego dobrze zorganizowana tłumaczeniowa baza na uniwersytetach, pomyślcie, jak pozytywnie mogłoby to wpłynąć na poziom tłumaczy - 8 lat nauki zawodu! :)

margon
07-25-2011, 12:00
Masz rację z chińskim. Do tego dodałabym angielski i specjalizację i można się nieźle ustawić. W firmie, w której pracuję (branża farmaceutyczna) potrzebny był tłumacz symultaniczny angielsko-polsko-chiński (konferencja w Polsce, odbywająca się po angielsku dla grupy Chińczyków). Podobnie bywa z innymi językami - angielski jako podstawa porozumienia w biznesie + znajomość branży firmy + dodatkowy język do ściślejszej współpracy.
Również potwierdzam rosnący popyt na tłumaczy chińskiego, zwłaszcza w branżach związanych z elektroniką (w firmie znajomego ostatnio szukali kogoś do stałej współpracy). Co do angielskiego, warto wyspecjalizować się w np. słownictwie technicznym, tak by nie przepaść w gąszczu tłumaczy tego właśnie języka.

margon
07-25-2011, 12:21
Może rozwiązaniem byłoby w takiej firmie zatrudnienie jednego etatowego tłumacza? Przyznam, że nie spotkałam się dotąd z taką sytuacją.
Osobiście znam jeden przypadek, gdzie w firmie handlowej zatrudniony jest etatowy tłumacz. Niestety właściciele firm często ignorują wagę dobrej komunikacji z zagranicznym kontrahentem, powierzając takie obowiązki wspomnianej już asystentko-sekretarce zamiast zatrudnić chociaż jednego tłumacza, którego praca mogłaby przyczynić się do poprawy wizerunku danego przedsiębiorstwa. Oczywiście jest to chwilowa oszczędność, bo jak wiadomo chytry dwa razy traci.

empresstamika
07-25-2011, 13:30
Dokładnie.

Co do tego czy wygra maszyna, czy człowiek sam jestem zdania, że... zwycięży maszyna. Jakkolwiek nie podoba mi się taka przyszłość, już teraz widać, że rozwój algorytmów sztucznej inteligencji i analizy statystycznej oraz stworzenie systemów CAT radykalnie odmienił naszą pracę. Aspekt społecznościowy też jest ważny. Muszę przyznać, ze sam korzystam czasem z Google translate jeśli potrzebuję przeczytać informację na chińskiej czy norweskiej witrynie internetowej.

Także maszyna może zastąpić w tłumaczeniu człowiek może się nam teraz wydawać abstrakcją... tak jak 30 lat temu Internet, telefony komórkowe o mocy obliczeniowej 100x większej od ówczesnych komputerów czy multimedialne systemy operacyjne.

Największą ironią jest fakt, że my sami ku temu się przyczyniamy - tłumacząc sami budujemy bazy wiedzy z których przyszłe komputery będą się uczyć wzorców przekładu. Można więc z całą pewnością powiedzieć, że zapotrzebowanie na tłumaczy w przyszłości zmaleje.

Cóż za ponurą wizję rzeczywistości (zdominowanej przez pożerające owoce ludzkiej pracy maszyny) roztaczasz! Umberto Eco chociażby w "Mouse or Rat? Translation as Negotiation" udowadnia, że tłumaczenie bez czynnika ludzkiego jest do kitu :) Tłumacze posługujący się głową (choć przy użyciu wspomagaczy komputerowych) zawsze będą potrzebni, nie ma co się martwić :)

Nie widzę nic złego w korzystaniu z elektronicznych słowników (jak ktoś szybko pisze na klawiaturze, to sprawdzenie znaczenia udaje mu się szybciej niż przy wertowaniu grubego tomiszcza), tylko nie na ślepo i najlepiej, jeśli to są elektroniczne wersje normalnych, papierowych, tłumaczących kontekst, podających przykłady użycia.

Co chciałeś powiedzieć przez to, że "aspekt społecznościowy też jest ważny"?

empresstamika
07-25-2011, 13:46
Osobiście znam jeden przypadek, gdzie w firmie handlowej zatrudniony jest etatowy tłumacz. Niestety właściciele firm często ignorują wagę dobrej komunikacji z zagranicznym kontrahentem, powierzając takie obowiązki wspomnianej już asystentko-sekretarce zamiast zatrudnić chociaż jednego tłumacza, którego praca mogłaby przyczynić się do poprawy wizerunku danego przedsiębiorstwa. Oczywiście jest to chwilowa oszczędność, bo jak wiadomo chytry dwa razy traci.

No proszę, czyli nie jest to najgłupszy pomysł! Gdyby takie rozwiązanie było szerzej i chętniej stosowane, mogłoby to wyjść na dobre wielu firmom. W każdej z nich jest przecież mnóstwo dokumentacji, spotkań do przetłumaczenia - odpowiednio wykwalifikowany tłumacz (dodatkowo z uprawnieniami tłumacza przysięgłego) to byłby skarb! Ale faktycznie, zamiast tego mamy dziunie z "komunikatywnym" angielskim w charakterze asystentek Zarządu lub dyrektorów powiedzmy marketingu dukających proste słowa podczas zebrań i zachwycających się genialnością tłumaczy maszynowych przy produkowaniu prezentacji (jednemu takiemu musiałam udowadniać zawodność tego rozwiązania). Prosty przykład potrzeby tłumacza w niektórych firmach: z zażenowaniem przeczytałam kiedyś plan wizyty grupy gości Firmy przetłumaczony na angielski przez chełpiącą się biegłą znajomością angielskiego Menedżerkę ds. Marketingu Zagranicznego. Jeden z punktów wizyty brzmiał następująco: Group photo before the Factory :D

delfina
07-25-2011, 14:54
Myślę, że niedługo rozdzieli się rynek tłumaczy specjalistycznych i tłumaczy o poziomie komunikatywnym w firmach. Może z biegiem czasu i coraz większym zawężeniem w danej dziedzinie powstaną specjalistyczne studia translatorskie, które różnić się będą od filologii. Być może, że jak większość zmian, tu też rynek je wymusi.

martakow00
12-19-2011, 01:05
Zapotrzebowanie z całą pewnością będzie się zmieniać. Już teraz widzę, że po wejściu Bułgarii do EU coraz więcej firm nawiązuje współprace z tamtym regionem. I to w najróżniejszych branżach. Dodatkowo ważne jest, iż poszukiwaniu są ludzie ze znajomością cyrylicy - Bułgaria siłą rzeczy wprowadziła ten alfabet do Unii. Czekam teraz tylko na Chorwację w Sojuszu;)
A tak odnośnie stawek, to bywają one najróżniejsze. Przeważnie wyższe dla tych mniej typowych języków. I jest to tendencja ogólna. Wystarczy przeglądnąć cenniki biur tłumaczeń. Nie zmienia to faktu, że ostatnio z ust jednego właściciela szkoły językowej, który proponował mi prace, usłyszałam, iż fakt, że język jest mniej "typowy" i mniej osób go zna nie znaczy, że powinno się za niego więcej płacić. To właśnie mniejszy popyt (uczniów) powinien dyktować fakt, iż lekcje np.bułgarskiego powinny być tańsze niż lekcje angielskiego... Rozbawił mnie jegomość swoją logiką.... :/

KasiaBor
12-21-2011, 10:53
'zapotrzebowania na rynku na tłumaczy języków obcych"
Wydaje mi się, że największe zapotrzebowanie jest na tłumaczy języków "rzadkich" takich jak japoński, chiński, koreański. Jeśli chodzi o język angielski to zauważyłam, że jest zapotrzebowanie na tłumaczy tekstów medycznych.