PDA

View Full Version : Nadużywanie języka angielskiego w publicystyce


Utopiste
07-06-2011, 21:21
Ostatnio zauważyłam, że dziennikarze coraz częściej nadużywają słów zapożyczonych z języka angielskiego, aby zastąpić nimi istniejące już polskie zwroty. Pierwszy raz zwróciłam no to uwagę dosyć dawno temu, kiedy wprowadzono słowo "celebryta". Obecnie jest ono używane na co dzień i nikogo nie razi. Natomiast nie mogę zrozumieć popularności "non fiction", które jest wykorzystywane coraz częściej w zastępstwie literatury faktu/reportażu.

To tylko dwa przykłady, ale jest ich dużo więcej i z pewnością każdy się z tym zjawiskiem zetknął. Podobna sytuacja ma miejsce w Niemczech, ale tam przybrało to rozmiary epidemii. Ciekawa jestem jak sytuacja rozwinie się w Polsce. Co sądzicie o tym zjawisku? Czy to dobrze, czy źle, że angielskie zapożyczenia przestały być utożsamiane jedynie z językiem potocznym?

jarmoe
07-16-2011, 16:19
myślę, że te zapożyczenia angielskie panoszą się przez obecność kultury korporacyjnej. managerowie od wszystkiego, small-open-space-y i roomy, briefingi itd. to codzienni towarzysze pracy w korporacji. stąd myślę, że taki język przenosi się na przygotowywane materiały i rusza dalej w świat.
wydaje się, że nieuchronnie języki się mieszają i ten proces będzie trwał, choćby spanglish. pewnie polglish nigdy nie będzie, ale co raz więcej słowek przeniknie.
czy to dobrze czy źle? i dobrze i źle :) dobrze, bo funkcją języka jest komunikacja, i jeśli da się przekazać więcej treści mniejszą ilością słów to dobra tendencja (non-fiction a literatura faktu: 3 do 7 sylab). źle, że z kolei, że nigdy nie wiadomo czy się takie np. zapożyczenie odmienia, jaki ma rodzaj i wychodzą dziwolągi. dziwolągi z kolei uniewrażliwiają na inne błędy językowe i stąd 'włanczamy' i 'cofamy do tyłu.' taka moja working theory

Maddy551
07-16-2012, 15:27
ja jestem negatywnie nastawiona do takiego zjawiska, rozumiem oszczędność czasu i miejsca, ale nie zapominajmy o czystości języka, czasami mam wrażenie, że ludzie tylko chcą zabłysnąć jakimś obcojęzycznym słowem i pokazać przez to jacy są fajni

jan.klajbor
07-16-2012, 23:32
Zgadzam się z przedmówcami, korporacje na pewno mają wpływ na rozprzestrzenianie angielskiego słownictwa w Polsce. Wystarczy spojrzeć na opisy stanowisk pracy, prawie wszystkie stanowią wersje anglojęzyczne, czasami można się w tym wszystkim pogubić. Myślę, że dużą zasługę mają również angielskie akronimy używane powszechnie w internecie, co z kolei przenosi się na codzienność, np. wtf, omg, bądź korporacyjne CEO itp. Świat staje się globalną wioską, a uniwersalnym kluczem do komunikacji okazuje się właśnie angielski. Poza tym śmietanki towarzyskie, elitki często korzystają ze słownictwa obcojęzycznego, w tym również angielskiego, aby jak już zostało wcześniej powiedziane "zabłysnąć", pokazać, że w czasach kiedy znajomość języka obcego jest tak pożądana pokazać światu, że jest się z nim za pan brat. Oczywiście zdarzają się skrajne sytuacje, kiedy można powiedzieć, że nie ma odpowiednika danego słowa w języku polskim, bądź też że ekwiwalent jest po prostu gorszej jakości. Niestety nie przychodzi mi teraz do głowy żaden konkretny, wyrazisty przykład, co tylko potwierdza natężenie tego typu przypadków.

ala|_pieczonka
07-17-2012, 09:27
Faktycznie jest tych zapożyczeń coraz więcej. Dla osób które znaja język angielski może się to wydawać naturalne bądź trochę śmieszne. Ale co maja zrobić ci, którzy języka nie znaja?..np, mój dziadek :) pewnie czyta jakąś gazetę i nie ma pojęcia o co tam może chodzić....

janka82
07-17-2012, 09:46
Zgadzam się z Wami. Nagimnnie spotyka się stosowanie zwrotów w języku angielskim w polskich tekstach pisanych lub wypowiedziach. Nizależnie od tego czy rozmawiamy z kimś znajomym, słuchamy wypowiedzi znanego psychologa czy aktora, czy tez czyatmy artykuł prasowy- bardzo często usłyszymy/przeczytamy coś po angielsku. Moim zdaniem zdecydowanie zbyt często....

agako88
07-17-2012, 10:10
O ile zapożyczenia pojawiające się w tzw. kulturze korporacyjnej (open space, etc.) aż tak mi nie przeszkadzają (obawiam się, że polskie odpowiedniki brzmiałyby śmiesznie), to włos mi się zjeżył, jak usłyszałam w pewnym popularnym programie tv wyraz "lokalsi". Chodziło oczywiście o mieszkańców danego miasta, ale nie rozumiem sensu jego użycia; w tym wypadku jestem przeciwna zapożyczeniom.

frytex
07-17-2012, 14:28
> usłyszałam w pewnym popularnym programie tv wyraz "lokalsi".

a to nihil novi. jak jesteś młoda i słowo słyszysz od zawsze, to nie masz pojęcia, że ono weszło do polszczyzny niedawno, i że nie ma jeszcze w niej swojego ugruntowanego miejsca. jeśli masz w domu korkociąg, to po przeczytaniu tego posta będziesz wiedzieć, o czym mówię. ale nie uprzedzajmy faktów. :)

wracając do sprawy: widocznie dziennikarze są już z młodego pokolenia. i jak coś jest "od zawsze", to się tego używa bezrefleksyjnie. tempus fugit. czasem wykształcenie dziennikarza pozwala mu nadrobić te braki, ale często na wykształcenie nie ma czasu, bo tyle się dzieje wokół, że zamiast książek czyta się ich streszczenia.

taka jednak jest kolej rzeczy. wystarczy zerknąć do przedmowy do Słownika Wyrazów Obcych pana Kopalińskiego. Pisze on, że w niniejszym słowniku następujących, przykładowych, OBCYCH wyrazów NIE BĘDZIE, ponieważ wydaje się, że jest to niepotrzebne. i podaje przykładową listę:

"biurko, poczta, ług, łubin, bibuła, makaron, papier, urlop, kredens, hak, śrut, lampa, kalafior, befsztyk, kapelusz, kompot, krawat, waga, graca, drut, puder, klamka, parkan, fartuch, szpital, proboszcz, tapczan, ołtarz, muzyk, kufel, ogier odór itd."

więc skoro nie razi cię słowo szpital, to i lokalsów trzeba będzie zaakceptować.

a jeśli to cię nie przekonało, to zapoznaj się z artykułem sprzed 100 lat i uderz się w piersi:


Aleksander Łętowski „Błędy językowe prasy warszawskiej”
„Poradnik językowy. Miesięcznik poświęcony poprawności języka polskiego.”
Kraków 1912.

„Bacznie śledząc dziennikarstwo stołeczne w zaborze rosyjskim, widzę ze smutkiem, że język, którym się posługuje prasa warszawska, coraz większemu ulega wykoszlawieniu, coraz więcej go szpeci przeróżnych barbarzyństw językowych, szczególnie rusycyzmów i germanizmów a nawet galicyzmów, wreszcie błędów gramatycznych a nawet ortograficznych (tak!!).

Nie dotykając zgoła usterek językowych sporadycznych, czasem popełnianych, przez niektóre dzienniki stołeczne, - w artykule niniejszym pragnę zwrócić uwagę czytelników na najbardziej rażące błędy, stale popełniane przez większość dzienników warszawskich.

Są to przeważnie brzydoty językowe, że tak powiem, >swojskie<, miejscowe, których nie spotkasz w prasie polskiej innych zaborów: ta również mnóstwo błędów stale popełnia, ale innych, odmiennych.”


[...]

„Zatrzymać. Nie zamieściłbym na liście błędów czas. >zatrzymać<, gdyby dziennikarze warszawscy poprzestawali na używaniu go w znaczeniu odpowiedniem: zatrzymać coś lub kogoś w ruchu, w biegu, np. pędzącego konia, umykającego złoczyńcę it.p. W dziennikach jednak warszawskich, wzorując się na mowie obcej, rosyjskiej, wyrazem tym coraz częściej określają czynność całkiem inną, zamiast powiedzieć: uwięzić, ująć, pochwycić, zaaresztować.


Wątpić >w< co. Błąd często popełniany. Po polsku tylko: wątpić można o czem, tak samo, jak zwątpić, powątpiewać it.p.



Chłam, wyraz rosyjski, nie znany żadnemu ze słownikarzów polskich, a jednak w prasie warszawskiej spotkać go można w znaczeniu: śmiecia, odpadków, tandety, starzyzny it.p.


Głodówka. Zarówno >chłamu<, jako też, niemniej wdzięcznej dla ucha polskiego >głodówki<, nasz język ojczysty nigdy, jako żywo, nie posiadał i nie zna tych wyrazów obecnie, co nie przeszkadza zgoła licznym szkodnikom językowym, grasującym w prasie warszawskiej, wtłaczaniu ich przemocą w piękną naszą mowę polską. (...)

I poco – pytam – potrzebny nam taki dziwoląg językowy, jak ta sławetna >głodówka<, skoro posiadamy wyraz własny, polski, od dawna przez słownictwo nasze przyjęty, mianowicie głodomorstwo, co właśnie oznacza dobrowolne, umyślne głodzenie się, t.j. to samo, co rosyjska >głodówka<.

Obok owej >głodówki<, w wianuszek utworzony z barbaryzmów języka, prasa warszawska wplotła jednocześnie i inne jeszcze wyrazy, np. >zachłanny< i >chuligan<. Co oznacza przymiotnik (a może imiesłów?) >zachłanny< - nie wiem. Nie wiedzą tego zapewne tego zapewne i jego żarliwi protektorzy, co nie przeszkadza im zresztą im zresztą tym wyrazem często się posługiwać. >Chuligan<, rzeczownik pochodzenia angielskiego = napastnik, zbój, złoczyńca, awanturnik it.p.; prasa atoli warszawska zaczerpnęła go bezpośrednio via Moskwa.



Lata sześćdziesiąte, trzydzieste. Oto jeszcze jeden rusycyzm i germanizm plugawy, który spotkasz często w dziennikach, nie dbających o czystość mowy polskiej. W dodatku owe >lata sześćdziesiąte< it.d. – to przecież wyrażenie niedorzeczne, pozbawione sensu. Trzeba mówić i pisać: w siódmem, w czwartem dziesięcioleciu.



Przeciętny – jeden z najwstrętniejszych i najczęściej używanych dziś barbaryzmów. Dosłowne tłumaczenie niemieckiego durchschnittlich. Trzeba tego okropnego germanizmu starannie unikać:: wszak możemy wybornie bez tej ohydy się obejść i zamiast np.: >zdanie przeciętne<, powinniśmy mówić: codzienne, zwyczajne, średniej miary, zamiast przeciętnie – średnio, zamiast >liczba przeciętna<, liczba średnia.


Listonosz. Dosłowny przekład z niemieckiego. Czemprędzej powinniśmy zastąpić ten wyraz pruski – polskim. Sądzę, że roznosiciela listów powinniśmy nazwać listowym. Wszak już posiadamy wyrazy analogiczne – rzeczowniki, utworzone z przymiotników z taką właśnie końcówką: karbowy, gajowy, pokojowy, numerowy it.p.



Korkociąg. Wyraz niemniej wadliwy od listonosza: dosłowny przekład z pruskiego: Korkenzieher. Lepiej już używać wyrazów przyswojonych od dawna: grajcarka lub trybuszona, niż tworzyć językowe dziwolągi na własną rękę.


Zająć miejsce. Po polsku: usiąść."

itd/itp.


[źródło: Aleksander Łętowski „Błędy językowe prasy warszawskiej” w: „Poradnik językowy. Miesięcznik poświecony poprawności języka polskiego.”, Kraków 1912, nr 4-5.]


======

Notabene: bardzo praktyczna rzecz, bo żyjemy na początku XXI wieku i ludzie nie wiedzą, jak nazwać te lata. Ano właśnie: jest to pierwsze i drugie dziesięciolecie.

kończę, bo chyba listowy puka.

;)

bolly_wood
10-05-2018, 21:48
Bardzo mnie to denerwuje. Jakby nie można było poświęcić 5 minut na upewnienie się, czy dane słowo nie ma polskiego odpowiednika.

bchlopecki
11-04-2018, 13:02
Mnie też to denerwuje, myślę, że nie powinno się tego nadużywać tylko posługiwać się polskimi odpowiednikami, które o dziwo istnieją. Mistrzami w tym są chyba Hiszpanie - na wszystko znajdują swoje odpowiedniki.