PDA

View Full Version : Kultura Języka


mae
07-06-2011, 10:23
Co według was oznacza kultura języka?? I czy Polacy posiadają coś takiego??

bo2joan
07-06-2011, 21:08
Ja rozumiem kulturę języka jako używanie słownictwa i wyrażeń stosownie do sytuacji i powszechnie przyjętych norm, jako pełną językową świadomość. Często nie za bardzo się jej przestrzega. Puryści narzekają np. na nadużywanie anglicyzmów w różnych językach, świadome lub nie zniekształcanie związków wyrazowych, niepoprawne dobieranie słów. W Polsce kultura języka jest chyba w miarę dobrze rozwinięta, chociaż da się zauważyć sporo językowej niedbałości.

mae
07-08-2011, 09:09
Podam może taką rozszerzoną definicję kultury języka, trochę zmodyfikowaną przeze mnie .
Kultura języka oznacza dbałość o język, która wynika ze świadomości znaczenia języka. Może ona wynikać z pobudek intelektualnych jak i emocjonalnych.Jest to też świadome i celowe posługiwanie się językiem we wszystkich rodzajach komunikacji.

A czy Polacy dbają o swój język i mają wiadomość jego znaczenia???Według mnie nie ma jasnej odpowiedzi. Zależy to od środowiska w jakim dana osoba żyje, pracuje ale też i od wieku danej osoby oraz wykształcenia. Większość osób wykształconych dba o poprawność językową, o gramatykę, poprawną wymowę ale też stara się nie używać niepotrzebnych zapożyczeń, których odpowiedniki istnieją w naszym języku i posiada też zasób słownictwa odpowiedni by wyrazić swoje emocje bez potrzeby używania wulgaryzmów :cool:

ciri
07-25-2011, 21:31
Kultura języka to dla mnie umiejętność posługiwania się językiem, która pozwala nadawcy na osiągnięcie danego celu komunikacyjnego. Powinien on w sposób świadomy i poprawny budować zdania, przestrzegając zasad gramatycznych, stylistycznych, interpunkcyjnych. Dzięki takiej postawie odbiorca komunikatu nie będzie miał problemu ze zrozumieniem danej wypowiedzi.

Myślę, że większość Polaków zastanawia się czasem nad poprawnością językową. Jednak można zauważyć wiele błędów, popełnianych nie tylko przez ludzi niewykształconych, ale również przez dziennikarzy i polityków, którzy szczególnie powinni dbać o swoją kulturę języka. Wydaje mi się, że w dobie Internetu coraz bardziej powszechna staje się niedbałość o język.

Marta_C
07-25-2011, 21:38
Podam może taką rozszerzoną definicję kultury języka, trochę zmodyfikowaną przeze mnie .


A czy Polacy dbają o swój język i mają wiadomość jego znaczenia???Według mnie nie ma jasnej odpowiedzi. Zależy to od środowiska w jakim dana osoba żyje, pracuje ale też i od wieku danej osoby oraz wykształcenia. Większość osób wykształconych dba o poprawność językową, o gramatykę, poprawną wymowę ale też stara się nie używać niepotrzebnych zapożyczeń, których odpowiedniki istnieją w naszym języku i posiada też zasób słownictwa odpowiedni by wyrazić swoje emocje bez potrzeby używania wulgaryzmów :cool:

Zgadzam się w stu procentach. Uogólniane nigdy nie przynosi wiarygodnych efektów, tak jest i w tym wypadku. Niemożliwe jest powiedzieć "Polacy to naród bardzo dbający o kulturę języka" albo na odwrót. Zależy to od bardzo wielu czynników, przede wszystkim pochodzenia, wychowania i wykształcenia. Ludzie różnych nacji popełniają błędy językowe, również Polacy.

Jednak z dbałością o "polskość" języka polskiego chyba mamy problem. Te wszystkie "ałtlety", "szopy" zamiast sklepów to codzienność. Czasem myślę o osobach, które nie znają języka angielskiego (a przecież takie osoby istnieją). Mają one problem ze zrozumieniem wypowiedzi we własnym języku. Jestem z wykształcenia anglistką, jednak rażą mnie takie wstawki obcojęzyczne.

bezon
07-25-2011, 23:18
Też jestem przeciwnikiem coraz powszechniejszych anglicyzmów. Doszło do tego, że nawet w "głupim" McDonaldsie, jako jedni z nielicznych, nie ma mamy swojej wersji I'm loving it :P Powinniśmy brać przykład od Francuzów czy Litwinów, którzy wielką wagę przykładają do czystości swojego języka.

A z tą kulturą języka nie jest chyba u nas tak źle, istnieje szereg akcji propagujących polszczyznę (coroczne dyktando czy konkurs "Mistrz mowy polskiej").

margon
07-26-2011, 00:10
Irytującym dla mnie zjawiskiem jest przenoszenie korporacyjnych zwrotów w sytuacjach pozazawodowych, co ciekawsze, przez osoby wykształcone, które powinny być wyczulone w kwestii kultury języka. Mój ulubiony przykład - sfokusowany, feedback czy inne targety potrafią mnie szczerze rozbawić ;p.

margon
07-26-2011, 00:14
Co do głównego pytania, kultura języka oznacza dla mnie równowagę pomiędzy przesadnym puryzmem i hiperpoprawnością a nieuzasadnionymi zapożyczeniami oraz przestrzeganie określonych reguł gramatycznych, ortograficznych, fonetycznych czy stylistycznych, właściwych dla danego języka.

Maja571
07-26-2011, 08:44
Zgadzam się z przedmówcami. Kultura języka to przede wszystkim dbałość o język, umiejętność dostosowania się do sytuacji językowej itp.

Jeśli chodzi czy Polacy takową kulturę przejawiają, to moim zdaniem jest coraz gorzej.I będzie-patrząc na dzisiejszą młodzież, która to "idzie na świat" siejąc spustoszenie w polszczyźnie.

Jestem w tej kwestii pesymistką i uważam, że nawet coroczne akcje w postaci dyktand, konkursów promujących czystą mowę polską nie są w stanie tego zahamować.

ciri
07-26-2011, 10:22
Obawiam się, że Maja571 ma rację. Coraz więcej osób nie przejmuje się tym, co mówi. Nawet teksty pisane bywają zbudowane w taki sposób, że czasami trudno zrozumieć, o co właściwie chodziło autorowi. Nie wspominając już o błędach ortograficznych. Teoretycznie powinno być ich mniej, ponieważ dysponujemy licznymi programami sprawdzającymi pisownię… Myślę, że ludzie zdecydowanie za mało czytają i to jest powodem coraz mniejszej świadomości językowej, a co za tym idzie - popełniania większej ilości błędów.

ciri
07-26-2011, 10:41
Rozumiem, że zapożyczenia z innych języków są nieraz konieczne. W polszczyźnie jest przecież wiele słów, pochodzących niekiedy z dawnych czasów. Zadomowiły się one w naszym języku tak bardzo, że dziś nikt nawet nie zastanawia się nad ich pochodzeniem. Myślę, że tego typu wyrazy wzbogacają język, chociaż moim zdaniem nie są one potrzebne, jeżeli możemy znaleźć polski odpowiednik. Uważam natomiast, że zapożyczenia, które są naprawdę niezbędne, powinny ulegać spolszczeniu. Może na początku niektóre formy wyglądałyby dziwnie, a nawet śmiesznie, ale przynajmniej panowałaby jedna zasada i dzięki temu ludzie, którzy nie znają obcych języków nie mieliby problemów z przeczytaniem i wypowiedzeniem takich słów.

colete
07-26-2011, 12:54
Zgadzam się z przedmówcami. Kultura języka to przede wszystkim dbałość o walory estetyczne naszych wypowiedzi, poprawność gramatyczną i stylistyczną oraz o dopasowanie naszego języka do konkretnej sytuacji.

Czy Polacy posiadają kulturę języka? Trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Wszystko zależy od konkretnego człowieka: są ludzie którzy tę kulturę mają i są tacy, którym jest ona daleka.

zuza445
07-26-2011, 12:59
W pełni zgadzam się z przedmówcami. Kultura języka to świadome i celowe posługiwanie się językiem, a co za tym idzie posługiwanie się ogólnie przyjętymi normami poprawnego mówienia i pisania. Język polski jest zaliczany do grupy najtrudniejszych języków na świecie. Zapewne jest to spowodowane zawiłą gramatyką np. deklinacją rzeczowników, liczebników, obecnością imiesłowów itp. Bardzo często spotkałam się z opinią anglików, że język polski jest dla nich nie do przejścia, również ze względów fonetycznych i intonacyjnych. Uważam więc, że opanowanie języka polskiego w stopniu bardzo dobrym nie jest prostym zadaniem. Wystarczy posłuchać dzisiejszą młodzież, która modyfikuje nasz piękny język w taki sposób,że czasami trudno ich zrozumieć. Najczęstszym zjawiskiem jakie zauważyłam wśród młodych ludzi jest skracanie bądź przekształcanie wyrazów np. siema zamiast jak się masz, lub nara zamiast na razie, do zobaczenia. Zauważyliście jeszcze jakieś inne modyfikacje, które dzisiejsza młodzież stara się wprowadzić do naszego języka??

colete
07-26-2011, 13:03
Też jestem przeciwnikiem coraz powszechniejszych anglicyzmów. Doszło do tego, że nawet w "głupim" McDonaldsie, jako jedni z nielicznych, nie ma mamy swojej wersji I'm loving it :P Powinniśmy brać przykład od Francuzów czy Litwinów, którzy wielką wagę przykładają do czystości swojego języka.

Również uważam, że w języku polskim pojawia się zbyt dużo anglicyzmów. Weźmy na przykład polskie reklamy. Zauważyłam, że spora ilość haseł reklamowych nie jest przetłumaczona. Pół biedy z młodym pokoleniem, które już od najmłodszych lat ma styczność z językiem angielskim. Ale co zrozumie z takiej reklamy osoba, która nigdy nie miała do czynienia z tym językiem?

paola
07-26-2011, 14:57
Kultura języka to też pozytywna postawa wobec języka, a takową prezentują tylko osoby które znają normy panujące w danym języku.

agulka129
07-26-2011, 16:04
To w jaki sposób człowiek posługuje się swoim językiem ojczystym świadczy ogólnie o jego kulturze osobistej.

Zgadzam się w pełni z tym stwierdzeniem. Kultura języka świadczy również o dobrym wychowaniu i umiejętności świadomego posługiwania się językiem ojczystym. Polacy niestety coraz rzadziej dbają o poprawność wypowiedzi, zauważam błędy stylistyczne, językowe czy gramatyczne już niemal wszędzie. U mnie zawsze bardzo zwracało się na to uwagę, dlatego ciągle poprawiam ludzi, który źle formułują swoje wypowiedzi. Musimy zacząć z tym walczyć, przecież kultura języka jest bardzo ważna, zarówno w kontaktach służbowych, jak i codziennych. Strasznie denerwuje mnie upraszczanie pewnych form tylko dlatego, że ludzie nie potrafią nauczyć się jak powinna ona brzmieć.

agulka129
07-26-2011, 16:09
Weźmy na przykład polskie reklamy. Zauważyłam, że spora ilość haseł reklamowych nie jest przetłumaczona. Pół biedy z młodym pokoleniem, które już od najmłodszych lat ma styczność z językiem angielskim. Ale co zrozumie z takiej reklamy osoba, która nigdy nie miała styczności z tym językiem?

Zgadzam się co do za dużej liczby anglicyzmów w polskich reklamach. Mój tata na przykład, który nigdy nie uczył się języka angielskiego nieraz ma problem z prawidłowym odbiorem treści reklamowej, a takich osób jest na pewno dużo więcej. Jest to dla mnie bardzo irytujące, przecież mamy nasze polskie odpowiedniki danych słów, dlaczego więc nie mamy ich używać? W końcu "Polacy nie gęsi, i swój język mają".

paola
07-26-2011, 19:24
Wracając do kultury językowej Polaków to myślę, że jest z nią coraz gorzej. Winą za to obarczam głównie telewizję która pokazuje naszych polityków, celebrytów czy nawet prezenterów tv mówiących tak, że bolą zęby...Albo nie wiem czy zauważyliście jak jest np. reklama jakichś koncertów i są wymieniane miasta, w których te koncerty będą się odbywać, to wszystkie są pisane małą literą. Albo chociażby tytuł gazety Uważam Rze. Wiem, że to jest nawiązanie do Rzeczpospolitej, ale takie rzeczy się utrwalają, zwłaszcza dzieciakom, które teraz prawie w ogóle nie czytają książek...

kadre
07-26-2011, 19:39
Wracając do kultury językowej Polaków to myślę, że jest z nią coraz gorzej. Winą za to obarczam głównie telewizję która pokazuje naszych polityków, celebrytów czy nawet prezenterów tv mówiących tak, że bolą zęby...Albo nie wiem czy zauważyliście jak jest np. reklama jakichś koncertów i są wymieniane miasta, w których te koncerty będą się odbywać, to wszystkie są pisane małą literą. Albo chociażby tytuł gazety Uważam Rze. Wiem, że to jest nawiązanie do Rzeczpospolitej, ale takie rzeczy się utrwalają, zwłaszcza dzieciakom, które teraz prawie w ogóle nie czytają książek...

Może i po części masz rację. Po części, poniewasz ja w 90% obwiniam analfabetyzm wtórny i funkcjonalny,a le nie tylko u dzieciaków. Mało kto de facto teraz czyta książki, a dzieci widząc, że rodzice - autorytety - tego nie robią, ani myślą działać w inny sposób. Koło się zamyka, spirala nakręca.
Może ja lubię oglądać dla przyjemności "Ojczyznę-polszyznę" i jej podobne, ale jeżeli ktoś się o tym dowiaduje, to raczej puka się w czoło niż mówi, że on/-a też

AnnaLisa
07-26-2011, 21:39
Dla mnie - polonistki - kultura języka to wcale nie kwestia dostosowania się do danej sytuacji językowej, ani nie oszczędność zapożyczeń i neologizmów. Można się świetnie wpasować w język ulicznych chuliganów, a nie będzie go cechowała zbyt duża kultura. Miałam nawet taki przedmiot na studiach i dotyczył on norm językowych. Czyli kultura języka wiązałaby się z poprawnością pod względem stylistycznym, składniowym, ortograficznym, fonicznym itd. Tu słowo kultura byłoby zbliżone semantycznie do pojęcia "kultury osobistej". Kultura języka wyrażałaby szacunek dla danego języka i dobre wychowanie rozumiane jako używanie go bez szkód dla niego. Jednak ponieważ z zamiłowania jestem kulturologiem, kulturę języka rozumiem jako szereg dokonań danego kodu komunikacyjnego. Jest to ogół dorobku kulturalnego powstałego na bazie tego języka. Do kultury języka polskiego można by było zaliczyć polską literaturę, słowem wszystko, co cenne dla danego narodu, a co powstało dzięki językowi. Na ile język jako nośnik kultury prowokował do twórczości oraz ile dzięki niemu dało się stworzyć. Zamiast porównywać literaturę rosyjską i niemiecką, możemy mówić o kulturze języka tych narodów. Trochę to filozoficzne, ale o wiele ciekawsze.:o

zuza445
07-26-2011, 23:46
W 100 % zgadzam się z AnnaLisa. Kultura języka odnosi się do całego dorobku danego kraju. Każdy język jest w pewien sposób odzwierciedleniem narodu i jego historii a obywatele danego kraju są przez niego w pewien sposób nacechowani. Przykładowo język rosyjski jest językiem bardzo melodyjnym, śpiewnym, przyjemnym dla ucha, dlatego też ludzie posługujący się tym językiem są postrzegani jako ciepli i serdeczni, natomiast mieszkańcy Dani, Norwegii i Niemiec bardzo często są określani jako chłodni, zdystansowani a język duński czy niemiecki jako twardy i niemelodyjni. Uważacie,że język i posługiwanie się danym językiem ma wpływ na postrzeganie konkretnej osoby?

ciri
07-27-2011, 08:54
Uważacie,że język i posługiwanie się danym językiem ma wpływ na postrzeganie konkretnej osoby?

Myślę, że to jak postrzegamy poszczególne narody jest bardziej związane ze stereotypami, a nie z tym, jak brzmi język, którym się posługują.
A może jest odwrotnie, może to jakimi ludźmi są, wpływa na brzmienie języka? Może Niemcy naprawdę są chłodni i zdystansowani i przejawia się to w ich języku? Język ukształtował się już tak dawno, że teraz można się tylko zastanawiać, co było pierwsze.

Pewne jest natomiast to, że zawsze oceniamy ludzi, słysząc, co i jak mówią. Na przykład osobę, która używa wulgaryzmów, uważamy za niekulturalną, a taką, która posługuje się piękną polszczyzną - za inteligentną, wykształconą itp.

paola
07-27-2011, 10:25
Może i po części masz rację. Po części, poniewasz ja w 90% obwiniam analfabetyzm wtórny i funkcjonalny,a le nie tylko u dzieciaków. Mało kto de facto teraz czyta książki, a dzieci widząc, że rodzice - autorytety - tego nie robią, ani myślą działać w inny sposób. Koło się zamyka, spirala nakręca.
Może ja lubię oglądać dla przyjemności "Ojczyznę-polszyznę" i jej podobne, ale jeżeli ktoś się o tym dowiaduje, to raczej puka się w czoło niż mówi, że on/-a też

Z tym analfabetyzmem wtórnym mogę sie zgodzic, dlatego tym bardziej media powinny stac na straży języka i pzrekazywac dobre wzorce.

agulka129
07-27-2011, 12:55
Z pewnością to, że ludzie czytają coraz mniej, wpływa na obniżenie kultury języka. Z drugiej jednak strony, zubożenie polszczyzny widoczne jest także we współczesnej literaturze. Miałam okazję przeczytać pewną książkę dla młodzieży, w której nie było chyba strony bez jakiegoś błędu stylistycznego czy logicznego. Na to także trzeba zwracać uwagę.

AnnaLisa
07-27-2011, 18:39
Z pewnością to, że ludzie czytają coraz mniej, wpływa na obniżenie kultury języka. Z drugiej jednak strony, zubożenie polszczyzny widoczne jest także we współczesnej literaturze. Miałam okazję przeczytać pewną książkę dla młodzieży, w której nie było chyba strony bez jakiegoś błędu stylistycznego czy logicznego. Na to także trzeba zwracać uwagę.

Poza tym, lansuje się dziś literaturę modną i poczytną właśnie ze względu na niepoprawny język, tzw. stylizacja na slang językowy. Od literatury oczekuję przede wszystkich walorów estetycznych, obcując z nią chcę obcować z pięknem, lecz niestety coraz częściej współczesna, postmodernistyczna literatura proponuje nam obcowanie z brzydotą i zwulgaryzowaniem języka. Nie przekonuje mnie chęć odzwierciedlenia brudnej i wulgarnej rzeczywistości. Reymont czy inni realiści też odwzorowywali koszmarną rzeczywistość, a mimo to użyli do jej opisu pięknego języka. Z dzisiejszym wizerunkiem książki nigdy się nie pogodzę!

bezon
07-27-2011, 18:49
Myślę, że to jak postrzegamy poszczególne narody jest bardziej związane ze stereotypami, a nie z tym, jak brzmi język, którym się posługują.
A może jest odwrotnie, może to jakimi ludźmi są, wpływa na brzmienie języka?

Niektóre stereotypy kształtowały się też w oparciu o język :) Myślę że wszystko jest ze sobą powiązane, i że charakter narodu znajduje swe odzwierciedlenie w języku.. i na odwrót ;)

Przytoczę w tym miejscu słowa Goethego, które cytowałem już w innej dyskusji, i które bardzo lubię: "Jesteś człowiekiem tyle razy, ile znasz języków".. Zgodzę się, że do kultury języka można (czy wręcz trzeba) zaliczyć "jego dorobek" literacki, filozoficzny itp.. Język, jako nośnik kultury danego narodu, odzwierciedla jego pojmowanie świata. A jako że współczesny świat wiele rzeczy upraszcza, ubożeje też język. I dotyczy to niestety wszystkich jezyków..

maszka88
07-27-2011, 18:52
Myślę, że do naszego języka wkradło się zdecydowanie zbyt dużo anglicyzmów. Język się zmienia i to jest proces naturalny, ale chyba trochę przesadzamy. Ogólna swoboda obyczajowa wpłynęła również na to, że nie dba się już tak bardzo o poprawność językową i piękno mowy ojczystej. Nie mówię tu, że każdy powinien posługiwać się kwiecistą polszczyzną, ale obecnie coraz częściej spotyka się żenujące błędy w publicznych wypowiedziach polityków, dziennikarzy, ludzi, wydawałoby się, wykształconych, którzy w tej kwestii powinni być wzorem.

maszka88
07-27-2011, 18:56
W 100 % zgadzam się z AnnaLisa. Kultura języka odnosi się do całego dorobku danego kraju. Każdy język jest w pewien sposób odzwierciedleniem narodu i jego historii a obywatele danego kraju są przez niego w pewien sposób nacechowani. Przykładowo język rosyjski jest językiem bardzo melodyjnym, śpiewnym, przyjemnym dla ucha, dlatego też ludzie posługujący się tym językiem są postrzegani jako ciepli i serdeczni, natomiast mieszkańcy Dani, Norwegii i Niemiec bardzo często są określani jako chłodni, zdystansowani a język duński czy niemiecki jako twardy i niemelodyjni. Uważacie,że język i posługiwanie się danym językiem ma wpływ na postrzeganie konkretnej osoby?
Zgadzam się, że nie można rozpatrywać języka w oderwaniu od kultury, historii czy mentalności danego narodu. Na podstawie języka mogą kształtować się stereotypy, ale myślę, że tzw. "cechy narodowe" również mogą wpływać na język i jego brzmienie, leksykę itd.

bezon
07-27-2011, 20:23
Spotkałem się kiedyś z opinią, że "języki słowiańskie to gadulstwo". Jest w tym chyba trochę racji, jeśli zestawić je np. z "konkretnością" języka angielskiego (który m.in. dlatego tak dobrze sprawdza się jako międzynarodowy język biznesu). Mówi się, że jak rozmawiać pobieżnie o miłości - to po włosku, jak głęboko i "na poważnie" - tylko po francusku.. Może ktoś uzupełnić tę listę, tak na marginesie rozmowy o kulturze języka? :)

zuza445
07-27-2011, 21:08
Chcę jeszcze dodać, że moim zdaniem kultura języka jest również ściśle związana z szacunkiem do danego języka. Jeśli nie wstydzimy się swojego języka, jesteśmy dumni ze swej narodowości to będziemy używać naszego ojczystego języka poprawnie i nie będziemy go zniekształcać i niepotrzebnie urozmaicać. Wiele razy spotkałam się z opinią Anglików, że Polacy pracujący w Anglii często wstydzą się swojej narodowości lub wypierają się swojego języka lub przeciwnie, będąc w pracy wręcz nadużywają polskich słów, szkoda tylko że są to same wulgaryzmy i oszczerstwa skierowane do obcokrajowców.

kadre
07-27-2011, 21:12
Z pewnością to, że ludzie czytają coraz mniej, wpływa na obniżenie kultury języka. Z drugiej jednak strony, zubożenie polszczyzny widoczne jest także we współczesnej literaturze. Miałam okazję przeczytać pewną książkę dla młodzieży, w której nie było chyba strony bez jakiegoś błędu stylistycznego czy logicznego. Na to także trzeba zwracać uwagę.

A powiedz, gdzie jest napisane, że autorzy książek sami są oczytani? Reguły nie ma, ma się sprzedać i już.

W sumie nie wiem o kim to gorzej świadczy: o autorze, czy o redaktorze?

zuza445
07-27-2011, 21:21
Myślę, że do naszego języka wkradło się zdecydowanie zbyt dużo anglicyzmów. Język się zmienia i to jest proces naturalny, ale chyba trochę przesadzamy.
W pełni się z Tobą zgadzam. W Polsce coraz bardziej modne staje się tworzenie reklam z zawartością anglojęzyczną. Producenci uważają, iż reklama w języku angielskim będzie bardziej nowoczesna, światowa a dodatkowo pomoże im zbudować autorytet firmy. Moim zdaniem tworząc reklamę w języku angielskim, producenci wiele ryzykują np.starsze pokolenie może nie zrozumieć przekazu reklamy bądź reklama może zawierać dużo błędów językowych a w szczególności fonetycznych.

emalia2
07-27-2011, 23:03
Podam może taką rozszerzoną definicję kultury języka, trochę zmodyfikowaną przeze mnie .
Kultura języka oznacza dbałość o język, która wynika ze świadomości znaczenia języka. Może ona wynikać z pobudek intelektualnych jak i emocjonalnych.Jest to też świadome i celowe posługiwanie się językiem we wszystkich rodzajach komunikacji.

A czy Polacy dbają o swój język i mają wiadomość jego znaczenia???Według mnie nie ma jasnej odpowiedzi. Zależy to od środowiska w jakim dana osoba żyje, pracuje ale też i od wieku danej osoby oraz wykształcenia. Większość osób wykształconych dba o poprawność językową, o gramatykę, poprawną wymowę ale też stara się nie używać niepotrzebnych zapożyczeń, których odpowiedniki istnieją w naszym języku i posiada też zasób słownictwa odpowiedni by wyrazić swoje emocje bez potrzeby używania wulgaryzmów :cool:

Kiedyś jeden z moich wykładowców podzielił się ze studentami swoją refleksją na temat języka studentów: zauważył,
że młodzież używa wulgaryzmów nagminnie, stały się one niemal przerywnikami między zdaniami, na ogół
niezbyt skomplikowanymi składniowo...Więc jak to jest z tym środowiskiem? Studenci przecież potrafią
wysławiać się pięknie, mają bogate słownictwo, na zajęciach oszałamiają elokwencją, a na przerwach - komunikują się zdaniami prostymi, a zamiast przecinków są wulgaryzmy. Dwulicowość czy niedbałość?
Polacy potrafią, tylko martwi mnie, że często nie chcą być kulturalni pod względem językowym.

ciri
07-28-2011, 10:35
Kiedyś jeden z moich wykładowców podzielił się ze studentami swoją refleksją na temat języka studentów: zauważył, że młodzież używa wulgaryzmów nagminnie, stały się one niemal przerywnikami między zdaniami, na ogół niezbyt skomplikowanymi składniowo...Więc jak to jest z tym środowiskiem? Studenci przecież potrafią wysławiać się pięknie, mają bogate słownictwo, na zajęciach oszałamiają elokwencją, a na przerwach - komunikują się zdaniami prostymi, a zamiast przecinków są wulgaryzmy. Dwulicowość czy niedbałość?
Polacy potrafią, tylko martwi mnie, że często nie chcą być kulturalni pod względem językowym.

To prawda. Ciekawe skąd bierze się taki stan rzeczy... Może ludzie uważają, że wulgaryzmy są bardziej ekspresywne i naturalne, a język poprawny uważają za oficjalny i sztuczny... A przecież można oddać swoje emocje za pomocą pięknej polszczyzny i wcale nie trzeba przy tym używać trudnych słów... Myślę, że to wszystko wynika z rozluźnienia obyczajowego.

zuza445
07-28-2011, 12:27
Ciri pewnie bierze się to stąd,że ludzie chcą się wtopić w otoczenie. W dzisiejszych czasach osoba wykształcona, zabierająca głos w poważnych sprawach i używająca pięknego polskiego języka może wydawać się nudna i nieatrakcyjna dla danego towarzystwa. Prawdą jest, że człowiek zrobi wiele aby być zaakceptowanym przez otoczenie, wiele osób jest w stanie zupełnie zmienić swoje zachowanie i co za tym idzie zmienić sposób mówienia. Aby zaimponować rówieśnikom nawet studenci zaczynają używać siarczystych słów,żeby być bardziej wyluzowanymi i ''na czasie''. Jest to przykre, gdyż osoby, które mają naprawdę poukładane w głowie zaczynają się zmieniać pod presją swoich mniej wykształconych rówieśników tylko po to,żeby mieć ''przyjaciół''.

listopadowa
07-28-2011, 13:09
Przykładowo język rosyjski jest językiem bardzo melodyjnym, śpiewnym, przyjemnym dla ucha, dlatego też ludzie posługujący się tym językiem są postrzegani jako ciepli i serdeczni, natomiast mieszkańcy Dani, Norwegii i Niemiec bardzo często są określani jako chłodni, zdystansowani a język duński czy niemiecki jako twardy i niemelodyjni.

Uważam, że dużo w tym racji. Już sama ilość intonacji w języku rosyjskim wskazuje na to, jak ważny jest przekaz emocji w tym języku - dla różnych informacji przeznaczone są różne melodie. Dlatego też Rosjanie odbierani są jako emocjonalni i życzliwi. Podobnie jest z językiem francuskim, który nazywany jest językiem miłości i dlatego też mówi się, że Francuzi potrafią w sobie rozkochać :)

edytag
07-28-2011, 14:38
Kiedyś jeden z moich wykładowców podzielił się ze studentami swoją refleksją na temat języka studentów: zauważył,
że młodzież używa wulgaryzmów nagminnie, stały się one niemal przerywnikami między zdaniami, na ogół
niezbyt skomplikowanymi składniowo...Więc jak to jest z tym środowiskiem? Studenci przecież potrafią
wysławiać się pięknie, mają bogate słownictwo, na zajęciach oszałamiają elokwencją, a na przerwach - komunikują się zdaniami prostymi, a zamiast przecinków są wulgaryzmy. Dwulicowość czy niedbałość?
Polacy potrafią, tylko martwi mnie, że często nie chcą być kulturalni pod względem językowym.

Kultura języka to jedno, a rejestr to drugie. Kultura polega na tym, aby zredagować poprawną wypowiedź zgodnie z panującymi zasadami gramatycznymi itp. Jeśli chodzi o rejestr, to wiadomo, że inaczej odzywamy się do wykładowcy, a inaczej do kolegi. W sytuacjach nieformalnych stawiamy na efektywność wypowiedzi - jak najszybciej i najmniejszym kosztem przekazać rozmówcy nasze myśli, ale wydaje mi się, że należałoby wtedy ograniczyć liczbę (o ile nie całekiem wyeliminować) wylgaryzmów. Są one chyba jednak stosowane przez ludzi, po to właśnie, aby zwiększyć efektywność wypowiedzi i zabarwienie emocjonalne, przez co wypowiedź może wydawać się dla niektórych ciekawsza.

agulka129
07-28-2011, 15:04
Poza tym, lansuje się dziś literaturę modną i poczytną właśnie ze względu na niepoprawny język, tzw. stylizacja na slang językowy. Od literatury oczekuję przede wszystkich walorów estetycznych, obcując z nią chcę obcować z pięknem, lecz niestety coraz częściej współczesna, postmodernistyczna literatura proponuje nam obcowanie z brzydotą i zwulgaryzowaniem języka. Nie przekonuje mnie chęć odzwierciedlenia brudnej i wulgarnej rzeczywistości.

Zgadzam się z tym, ale akurat we wspomnianej przeze mnie książce nie mała miejsca stylizacja na język slangowy, jej autorka była po prostu analfabetką. Książka była napisana tak źle, że polska tłumaczka w przypisach wyjaśniała o co mogło chodzić autorce, ponieważ czytelnik sam mógłby do tego nie dojść. Żenujące...

agulka129
07-28-2011, 15:07
W sytuacjach nieformalnych stawiamy na efektywność wypowiedzi - jak najszybciej i najmniejszym kosztem przekazać rozmówcy nasze myśli, ale wydaje mi się, że należałoby wtedy ograniczyć liczbę (o ile nie całekiem wyeliminować) wylgaryzmów. Są one chyba jednak stosowane przez ludzi, po to właśnie, aby zwiększyć efektywność wypowiedzi i zabarwienie emocjonalne, przez co wypowiedź może wydawać się dla niektórych ciekawsza.

Ludziom wydaje się, że poprzez wulgaryzmy są w stanie wyrazić wszystkie swoje emocje. Słynne na całym świecie słówko, zaczynające się na literę "k" według wielu moich znajomych jest w stanie wyrazić wszystko - i radość, i smutek, i strach, i wściekłość.

MartynaS
07-28-2011, 15:10
Ciri pewnie bierze się to stąd,że ludzie chcą się wtopić w otoczenie. W dzisiejszych czasach osoba wykształcona, zabierająca głos w poważnych sprawach i używająca pięknego polskiego języka może wydawać się nudna i nieatrakcyjna dla danego towarzystwa. Prawdą jest, że człowiek zrobi wiele aby być zaakceptowanym przez otoczenie, wiele osób jest w stanie zupełnie zmienić swoje zachowanie i co za tym idzie zmienić sposób mówienia. Aby zaimponować rówieśnikom nawet studenci zaczynają używać siarczystych słów,żeby być bardziej wyluzowanymi i ''na czasie''. Jest to przykre, gdyż osoby, które mają naprawdę poukładane w głowie zaczynają się zmieniać pod presją swoich mniej wykształconych rówieśników tylko po to,żeby mieć ''przyjaciół''.


Szczerze mówiąc, nie rozumiem za bardzo czemu uważacie, że jest w tym coś złego, że studenci, czy inni wykształceni ludzie nie używają na co dzień języka literackiego. Przecież to naturalne, że każdy używa takiego jaki w danym momencie uważa za stosowny, oczywiście mam na myśli ludzi, którzy świadomie posługują się językiem polskim. W sytuacjach oficjalnych używamy stylu oficjalnego a w sytuacjach prywatnych stylu potocznego i uważam to za całkiem normalną sprawę, która zresztą jest dobrze przeanalizowana przez stylistykę języka polskiego. Nie wyobrażam sobie by każdy wysławiał się w stylu języka literackiego, bo to chyba by świadczyła o sztywności języka i braku jego aktualności.

listopadowa
07-28-2011, 15:34
Racja, Martyna. Nawet prof. Miodek określił słowo na "k" cudownym i wyrażającym mnóstwo uczuć, bez którego niektórzy Polacy nie potrafiliby się porozumieć i prawdopodobnie zaprzestali mówić :)

edytag
07-28-2011, 15:46
Szczerze mówiąc, nie rozumiem za bardzo czemu uważacie, że jest w tym coś złego, że studenci, czy inni wykształceni ludzie nie używają na co dzień języka literackiego. Przecież to naturalne, że każdy używa takiego jaki w danym momencie uważa za stosowny, oczywiście mam na myśli ludzi, którzy świadomie posługują się językiem polskim. W sytuacjach oficjalnych używamy stylu oficjalnego a w sytuacjach prywatnych stylu potocznego i uważam to za całkiem normalną sprawę, która zresztą jest dobrze przeanalizowana przez stylistykę języka polskiego. Nie wyobrażam sobie by każdy wysławiał się w stylu języka literackiego, bo to chyba by świadczyła o sztywności języka i braku jego aktualności.

Nie chodzi o to, żeby każdy w każdej sytuacji mówił literackim językiem, bo jak wspomniałam wcześniej należy dobrać odpowiedni rejestr do sytuacji i rozmówcy. Mam znajomą, która za wszelka cenę chce się popisać kwiecistym językiem i wybujałym słownictwem na co dzień w nieformalnych rozmowach ze znajomymi i brzmi to conajmniej komicznie. Z drugiej strony są ludzie, który nadużywają wulgaryzmów, które nie są dobrym sposobem na wyrażanie myśli, nawet w potocznym kontekście. Moim zdaniem jest to pójście na łatwiznę, bo wulgaryzmy mają duże nasycenie emocjonalne, jeden wyraz może wiele wyrażać i używane są, kiedy nie chce nam się szukać jakiegoś cenzuralnego słowa, które wyrażałoby nasze myśli.

MartynaS
07-28-2011, 16:27
Nie chodzi o to, żeby każdy w każdej sytuacji mówił literackim językiem, bo jak wspomniałam wcześniej należy dobrać odpowiedni rejestr do sytuacji i rozmówcy. Mam znajomą, która za wszelka cenę chce się popisać kwiecistym językiem i wybujałym słownictwem na co dzień w nieformalnych rozmowach ze znajomymi i brzmi to conajmniej komicznie. Z drugiej strony są ludzie, który nadużywają wulgaryzmów, które nie są dobrym sposobem na wyrażanie myśli, nawet w potocznym kontekście. Moim zdaniem jest to pójście na łatwiznę, bo wulgaryzmy mają duże nasycenie emocjonalne, jeden wyraz może wiele wyrażać i używane są, kiedy nie chce nam się szukać jakiegoś cenzuralnego słowa, które wyrażałoby nasze myśli.

Moim zdaniem nie ma czegoś takiego, jak " nadużywanie wulgaryzmów", albo się ich używa, albo nie. Poza tym wulgaryzmy chyba są najlepszym, najkrótszym i najbardziej wyrazistym sposobem na wyrażenie myśli w języku potocznym. PO prostu tak jest. Jak, kto sobie mówi w domu, to jego sprawa byleby tylko nie obrażał innych, a w odpowiednich sytuacjach używał odpowiedniego języka. A osoby które tylko w ten sposób się wypowiadają mają w poważaniu cała kulturę języka.

AnnaLisa
07-28-2011, 17:29
Racja, Martyna. Nawet prof. Miodek określił słowo na "k" cudownym i wyrażającym mnóstwo uczuć, bez którego niektórzy Polacy nie potrafiliby się porozumieć i prawdopodobnie zaprzestali mówić :)

Nastąpiła deleksykalizacja wulgaryzmu na "k" skoro już używamy eufemizmu:p Dziś nie wyraża już niczego, pełni raczej funkcję fatyczną niż ekspresywną. Dokładnie to samo dotyczy słów z rdzeniem "jeb". Kto dziś pamięta co ten wulgaryzm naprawdę znaczy? Wszystko to prowadzi do neutralizacji wulgaryzmów. Czy one naprawdę nas tak naprawdę jeszcze rażą? Tzn. wiemy, że to wbrew kulturze języka, ale czy jesteśmy zdziwieni albo oburzeni, kiedy jakiemuś dziennikarzowi czy politykowi "się wypsnie" na wizji? Czy traci przez to pracę? Czy jest mniej szanowany? W Polsce panuje społeczne przyzwolenie na wulgaryzację języka.

listopadowa
07-28-2011, 20:11
Dokładnie, a co za tym idzie, daje się odczuć, że wulgaryzmy nie uwłaczają już tak mocno. Weszły do mowy powszechnej, czy tego chcemy, czy nie. Nawet jeśli co niektórym ciężko lub wcale nie przechodzą przez gardło, to jednak uszy już od nich nie więdną. Co zrobić, język polski jest kwiecisty, więc i takie kwiaty już nikogo nie dziwią.

edytag
07-28-2011, 22:01
Chciałabym jeszcze wrócić do roli mediów w budowaniu kultury języka. Niestety mają one duży wpływ na sposób w jaki używamy języka, dlatego powinny starać się rozwijać język rodzimy, tzn. nie używać tak wielu zapożyczeń, a jeśli już to w sposób prawidłowy. Nie mogę znieść reklam, gdzie wstawki angielskie wymawiane są nieprawidłowo (np. "surface") i nie rozumiem wtedy ich sensu, bo ani nie rozwijają naszego języka, ani nie uczą angielskiego, skoro zawierają błędy (a nieświadomi tego widzowie przyswajają złą wymowę). Nie rozumiem także np. dziennikarzy, którzy używają form zapożyczonych na określenie zjawisk, które istnieją w naszej rzeczywistości i mają własne określenia (np. "impeachment" zamiast "postawienie w stan oskarżenia"). To na pewno nie rozwija w Polakach świadomości i dumy z własnego języka, a co za tym idzie... kultury języka.

listopadowa
07-28-2011, 23:07
Prawdą jest, że dziennikarze i celebryci lubią czasem nadużywać zapożyczeń i wtrącić jakieś "mądre słówko". Pozostała część populacji również, tylko że u wymienionej wcześniej grupy jest to bardziej zauważalne, z oczywistych względów. Wydaje mi się, że jest to sposób na ubarwienie swojej wypowiedzi, czasem może próba popisania się, a czasem rozbawienia słuchacza :)

paola
07-29-2011, 11:24
Prawdą jest, że dziennikarze i celebryci lubią czasem nadużywać zapożyczeń i wtrącić jakieś "mądre słówko". Pozostała część populacji również, tylko że u wymienionej wcześniej grupy jest to bardziej zauważalne, z oczywistych względów. Wydaje mi się, że jest to sposób na ubarwienie swojej wypowiedzi, czasem może próba popisania się, a czasem rozbawienia słuchacza :)

Rozbawic słuchacza można zwłaszcza wtedy, gdy używa się zapożyczeń nie znając ich znaczenia:) To jest dopiero żenujace.

edytag
07-29-2011, 14:47
Powinniśmy starać się rozwijać nasz język, poznawać nowe słowa, zasady gramatyczne i stosować się do nich, a nie używać nieznanych obcojęzycznych słów po to, żeby wywrzeć wrażenie na innych.

colete
07-29-2011, 15:00
Dla mnie - polonistki - kultura języka to wcale nie kwestia dostosowania się do danej sytuacji językowej (...). Można się świetnie wpasować w język ulicznych chuliganów, a nie będzie go cechowała zbyt duża kultura.

Nie do końca się zgadzam. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że obok języka wzniosłego, literackiego istnieje też język potoczny. Rzeczą naturalną jest, że w zależności od sytuacji i potrzeb wybieramy któryś z tych rejestrów. Nie oznacza to bynajmniej, że rozmawiając np. z ulicznymi chuliganami musimy używać wulgaryzmów. Nasz język wciąż może cechować wysoka kultura, a jednocześnie może być on dostosowany do poziomu rozmówcy.

colete
07-29-2011, 15:04
Rozbawic słuchacza można zwłaszcza wtedy, gdy używa się zapożyczeń nie znając ich znaczenia:) To jest dopiero żenujace.


Oj tak. Mistrzami są w tym nasi politycy. Starają się, aby ich wypowiedź brzmiała elokwentnie dla przeciętnego słuchacza, stąd też duża ilość "mądrych" słów, których znaczenie dla nich samych często jest zagadką.

agulka129
07-29-2011, 15:22
Szczerze mówiąc, nie rozumiem za bardzo czemu uważacie, że jest w tym coś złego, że studenci, czy inni wykształceni ludzie nie używają na co dzień języka literackiego. Przecież to naturalne, że każdy używa takiego jaki w danym momencie uważa za stosowny, oczywiście mam na myśli ludzi, którzy świadomie posługują się językiem polskim. W sytuacjach oficjalnych używamy stylu oficjalnego a w sytuacjach prywatnych stylu potocznego i uważam to za całkiem normalną sprawę, która zresztą jest dobrze przeanalizowana przez stylistykę języka polskiego. Nie wyobrażam sobie by każdy wysławiał się w stylu języka literackiego, bo to chyba by świadczyła o sztywności języka i braku jego aktualności.

Nie chodzi o to, by zawsze, w każdej możliwej sytuacji, posługiwać się językiem czysto literackim, pełnym ozdobników i "mądrych słówek". Zgadzam się, że język należy dostosować do okoliczności i naszego rozmówcy, ale z drugiej strony znam kilka osób, które nie wiedzą o co mi chodzi, gdy użyję słówka "permanentny", używają formy "poszłem", a co drugie słowo wtrącają wulgaryzmy. Przecież w języku potocznym również powinniśmy starać się nie popełniać błędów gramatycznych czy językowych.

ciri
07-29-2011, 15:54
Moim zdaniem nie ma czegoś takiego, jak " nadużywanie wulgaryzmów", albo się ich używa, albo nie. Poza tym wulgaryzmy chyba są najlepszym, najkrótszym i najbardziej wyrazistym sposobem na wyrażenie myśli w języku potocznym. PO prostu tak jest. Jak, kto sobie mówi w domu, to jego sprawa byleby tylko nie obrażał innych, a w odpowiednich sytuacjach używał odpowiedniego języka. A osoby które tylko w ten sposób się wypowiadają mają w poważaniu cała kulturę języka.

A ja myślę, że jak najbardziej coś takiego jak nadużywanie wulgaryzmów istnieje. Nie więdną wam uszy, jak jedziecie autobusem, straszny ścisk, a obok stoi dwóch chłopców, jeden z nich coś opowiada i co drugie słowo mówi "k...", chociaż wcale nie jest ono tam potrzebne. Nie wyraża żadnych emocji, a jedynie pełni rolę jakiegoś przerywnika... Nie wiem, może jestem w błędzie, ale coś takiego zdecydowanie nazwałabym nadużyciem.

Przykre jest też to, że coraz więcej osób nie potrafi dostosować języka do danej sytuacji. Wielu moich wykładowców opowiadało o sytuacjach, w których studenci odzywali się, delikatnie mówiąc niestosownie. Co niektórzy mają nawet problem, żeby napisać poprawnego maila, np. jeden student chcąc umówić się na dyżur, napisał :"kiedy mogę panią dorwać?". Nie muszę chyba dodawać, jakie oburzenie wywołało to wśród wykładowców.

listopadowa
07-29-2011, 16:05
Oj, tak, z wykładowcami trzeba ostrożnie. I dobrze, można sobie chociaż poćwiczyć mowę piękną :) a szczególnie ostrożnym należy być z tytułami! ;)

edytag
07-30-2011, 12:38
Zgadzam się, że coraz wiecej osób nie postrafi dostosować odpowiedniego rejestru do sytuacji - jedni przesadzają z kwiecistym językiem w potocznych sytuacjach, a drudzy (tych jest chyba więcej) używają prostych, potocznych słow w kontekście bardziej formalnym. Problem ten wynika z tego, że jesteśmy coraz mniej oczytani i zamiast otaczać się bardziej książkami, to mamy kontakt z telewizją, Internetem, gdzie nie zawsze weryfikowana jest poprawność tekstu lub wypowiedzi podanej do publikacji (a moim zdaniem ktoś powinien tego pilnować!).

Kasia7328
07-30-2011, 12:39
Moim zdaniem kultura języka jest to termin pochodzący z dziedziny językoznawstwa. Zajmuje się szerzej badaniem wytworów umysłowych, językowych danego języka. W węższym znaczeniu badaniem języka małych obszarów, subkultur, czy nawet pojedynczych jednostek, jak w przypadku osób starszych posługujących się gwarą. Kultura języka bada słownictwo, słowotwórstwo, znaczenia języka. Wszystko to co jest związane z językiem mówionym, czy pisanym.

Kasia7328
07-30-2011, 12:54
Kultura języka to umiejętność poprawnego mówienia, pisania. Nazwa dyscypliny naukowej, która wyodrębniła się na gruncie zainteresowania językoznawców sprawami związanymi z normatywnością w języku.Kultura języka to: obyczaje, sposób zachowywania się, porozumiewania się, wyrażania się, postawa osób względem siebie i do innych.

Kasia7328
07-30-2011, 13:08
Każdy ma swój sposób wyrażania się: dziecko, młodzież, osoba starsza, czy też w podeszłym wieku czy też politycy. Niektórzy wypowiadają się takim "dziwnym" wręcz nie zrozumiałym:-) językiem, że długo trzeba się zastanawiać o co chodzi, co mieli na myśli. Np. młodzież mają swój sposób porozumiewania się, używają nowych wyrazów, typowych dla tej jednostki społeczeństwa. W mowie młodzieży da się zauważyć dużo słów pochodzących z innego języka zwłaszcza z angielskiego, czy też z radio, telewizja, Internet, itp.

margon
07-30-2011, 13:13
Uważam więc, że opanowanie języka polskiego w stopniu bardzo dobrym nie jest prostym zadaniem. Wystarczy posłuchać dzisiejszą młodzież, która modyfikuje nasz piękny język w taki sposób,że czasami trudno ich zrozumieć. Najczęstszym zjawiskiem jakie zauważyłam wśród młodych ludzi jest skracanie bądź przekształcanie wyrazów np. siema zamiast jak się masz, lub nara zamiast na razie, do zobaczenia. Zauważyliście jeszcze jakieś inne modyfikacje, które dzisiejsza młodzież stara się wprowadzić do naszego języka??

Bardzo ciekawy temat. Rzeczywiście, język polski jako bardzo rozbudowany składniowo i leksycznie, w sytuacjach nieoficjalnych wymusza na młodych ludziach stosowanie skróconych wersji wyrazów. Osobiście najczęściej spotykam się z nieśmiertelnym spoko i spoks, narka, muza itp.

margon
07-30-2011, 13:27
Kiedyś jeden z moich wykładowców podzielił się ze studentami swoją refleksją na temat języka studentów: zauważył,
że młodzież używa wulgaryzmów nagminnie, stały się one niemal przerywnikami między zdaniami, na ogół
niezbyt skomplikowanymi składniowo...Więc jak to jest z tym środowiskiem? Studenci przecież potrafią
wysławiać się pięknie, mają bogate słownictwo, na zajęciach oszałamiają elokwencją, a na przerwach - komunikują się zdaniami prostymi, a zamiast przecinków są wulgaryzmy. Dwulicowość czy niedbałość?
Polacy potrafią, tylko martwi mnie, że często nie chcą być kulturalni pod względem językowym.
Ciekawe, również zetknęłam się z takim zjawiskiem. Uważam, że dużo zależy od tego jak bardzo chcemy przypodobać się naszemu rozmówcy i jaki poziom językowy on sam reprezentuje. Ludzie często chcą dopasować się do danego otoczenia m.in. poprzez język właśnie. O ile dopasowanie stylu wypowiedzi do danej sytuacji uważam za pozytywne zjawisko, o tyle nadużywanie wulgaryzmów w tym samym celu postrzegam już zupełnie odwrotnie.

Marta_C
07-30-2011, 14:20
Ciekawe, również zetknęłam się z takim zjawiskiem. Uważam, że dużo zależy od tego jak bardzo chcemy przypodobać się naszemu rozmówcy i jaki poziom językowy on sam reprezentuje. Ludzie często chcą dopasować się do danego otoczenia m.in. poprzez język właśnie. O ile dopasowanie stylu wypowiedzi do danej sytuacji uważam za pozytywne zjawisko, o tyle nadużywanie wulgaryzmów w tym samym celu postrzegam już zupełnie odwrotnie.

Zgadzam się. Niestety jest to bardzo smutne, że ludzie, którzy potrafią władać poprawną polszczyzną, w warunkach poza pracą i uczelnią, wybierają niskie rejestry językowe. Myślę, że przyczyną jest tu lenistwo i brak czasu - żyjemy szybko i szybko chcemy się komunikować, nie dbając o formę tej komunikacji.

maszka88
07-30-2011, 15:56
Zgadzam się. To przerażające, że inteligentni ludzie, którzy mają wiele do powiedzenia i potrafią się wypowiadać korzysta z tego tylko, gdy sytuacja tego wymaga. Przyczyną zapewne jest brak czasu, niedbalstwo, skłonność do skracania i uproszczania. To naturalne, że język potoczny będzie różnił się od tego oficjalnego, jednak nagminne staje się użycie wulgaryzmów. Mało kto zwraca dziś uwagę na poprawność wypowiedzi, a szkoda.

maszka88
07-30-2011, 16:02
Myślę, że do upraszczania mowy w dużej mierze przyczynił się Internet. Pojawiło się dużo skrótów, a wiele emocji można wyrazić wstawiając buźkę więc po co się wysławiać?

bezon
07-30-2011, 18:23
Myślę, że zwróciłaś na bardzo ważny problem, "buźkowy". Bardzo wygodne i sympatyczne, ale skutecznie oduczają nas słownego wyrażania emocji i uczuć..

Na bogactwo każdego języka składają się różne rejestry. Można używać (byle umiejętnie) każdego z nich, w zależności od sytuacji. Również przekleństw, które też są czasem potrzebne. Mało tego, przeklinanie może być nawet swego rodzaju sztuką (vide: rozbudowane przekleństwa ludowe, wg mnie rewelacyjne). Używanie słów na "k" i "ch" jest pójściem na łatwiznę..

margon
07-31-2011, 10:07
Zgadzam się, że używanie wulgaryzmów można uznać za swego rodzaju sztukę oraz, paradoksalnie, mogą świadczyć o szerokiej znajomości leksyki i finezji we władaniu językiem. Świetnym przykładem są soczyste wulgaryzmy Witkacego, które maja niesamowitą siłę rażenia i równocześnie nie są tak plugawe, jak przytaczane k i ch. ;)

Marta_C
07-31-2011, 10:41
Gdy przekleństwa świadczą o finezji językowej, to nie mam nic przeciwko temu, ponieważ przy ich użyciu i tworzeniu trzeba się wysilić intelektualnie. Jednak używanie "k..." i "ch..." nagminnie, jako przecinek, powoduje, że ochota na rozmowę przechodzi w oka mgnieniu.

maszka88
07-31-2011, 11:33
Myślę, że warto tu przytoczyć słowa prof. Miodka: "granice naszego języka są granicami naszego świata". W końcu w tym języku nie tylko mówimy, ale i myślimy więc ubogie słownictwo też nas w pewien sposób ogranicza.;)

bezon
07-31-2011, 12:43
A najlepszym sposobem rozwoju słownictwa jest, jak wiadomo, lektura. Jak oceniacie poziom czytelnictwa w Polsce? Czesi i Rosjanie chlubią się ilością czytanych przez siebie książek. A jak to jest u nas? Bo niby krąży opinia, że nie najlepiej - ale czy rzeczywiście? Jakie są obserwacje z Waszego podwórka?

Viima
07-31-2011, 13:38
A najlepszym sposobem rozwoju słownictwa jest, jak wiadomo, lektura. Jak oceniacie poziom czytelnictwa w Polsce? Czesi i Rosjanie chlubią się ilością czytanych przez siebie książek. A jak to jest u nas? Bo niby krąży opinia, że nie najlepiej - ale czy rzeczywiście? Jakie są obserwacje z Waszego podwórka?

Ja mam do czynienia prawie wyłącznie ze skrajnościami - albo ktoś nie czyta w ogóle (nie licząc prasy i ewentualnie lektur na studia), albo ktoś czyta mnóstwo książek. Ja sama czytam sporo, oczywiście na tyle na ile czas pozwala. Studia i praca to zestaw niesprzyjający czytaniu, niestety. W roku akademickim najwięcej czytam w tramwajach, autobusach czy w metrze i niemal zawsze mam przy sobie książkę. Znam wielu ludzi, którzy robią tak samo, ale jednak, niestety, spora część moich znajomych zwyczajnie nie lubi czytać i woli w zamian usiąść przed telewizorem.
Za to jeśli przejechać się komunikacją miejską po Warszawie, można zobaczyć, że część osób zamiast stać i bezmyślnie wgapiać się w okno, również czyta książki. Kiedyś nawet zdarzyło mi się, że zaczepił mnie człowiek, który wsiadł do autobusu, trzymając w ręce taką samą książkę, jaką i ja wówczas czytałam. :)
I najważniejsze - myślę, że czytelnictwo w Polsce miałoby szansę się zwiększyć, gdyby książki nie były aż tak drogie. Ludziom szkoda pieniędzy na książki i szkoda czasu na chodzenie po bibliotekach.

maszka88
07-31-2011, 13:48
To fakt, książki w Polsce są dość drogie. Ale to chyba nie jest jedyna przyczyna tego, że Polacy nie czytają. Przecież jest mnóstwo możliwości dostępu to lektury: od bogatych zasobów Internetu, przez antykwariaty, po tradycyjne biblioteki. W końcu dla chcącego nic trudnego ;)

Viima
07-31-2011, 13:53
To fakt, książki w Polsce są dość drogie. Ale to chyba nie jest jedyna przyczyna tego, że Polacy nie czytają. Przecież jest mnóstwo możliwości dostępu to lektury: od bogatych zasobów Internetu, przez antykwariaty, po tradycyjne biblioteki. W końcu dla chcącego nic trudnego ;)

Pewnie, nie jest to jedyna przyczyna. Ale na pewno jedna z przyczyn. Ja bym się bardzo ucieszyła, gdyby książki potaniały. ;P

bezon
07-31-2011, 14:06
W Krakowie też dość powszechne jest czytanie w komunikacji miejskiej :) Kiedyś była nawet taka akcja na fb: "Ustąp miejsca czytającemu".
Myślicie, że w dobie internetu, telewizji itp. (generalnie rzecz ujmując: kultury obrazkowej), jest w ogóle szansa na zaszczepienie dziecku nawyku i pasji czytania? Czy książka musi przegrać - z grami, telewizją, internetem?

agulka129
07-31-2011, 17:40
Z pewnością jest szansa, by zaszczepić w ludziach chęć do czytania książek. Samej udało mi się to zrobić z kilkoma osobami, i to dorosłymi, a jeśli chodzi o dzieci, to wydaje mi się, że jeśli od początku będzie się je zachęcać do lektury, to same z czasem zaczną z chęcią sięgać po książki.

Viima
07-31-2011, 18:18
Myślicie, że w dobie internetu, telewizji itp. (generalnie rzecz ujmując: kultury obrazkowej), jest w ogóle szansa na zaszczepienie dziecku nawyku i pasji czytania? Czy książka musi przegrać - z grami, telewizją, internetem?

Po przeczytaniu tej części twojego posta nasunęło mi się zdanie widnejące z tyłu okładki "Harry'ego Pottera": "Jeśli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanika, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś mugolem!" ;)
A tak bardziej serio - zgadzam się z agulka129, że chęcią czytania powinno się zarazić dzieci od samego początku. U mnie w domu zawsze było dużo książek, brat nauczył mnie czytać bardzo wcześnie, więc w momencie gdy szłam do zerówki czytałam już płynnie i czytałam dużo. Z kolei część moich rówieśników traktowała książki jak zło konieczne. Po prostu jest to kwestia podejścia rodziców. Jeśli rodzic uważa książki za bzdury, to i dziecko wychowa tak, aby myślało podobnie.
Na szczęście istnieją akcje promujące czytanie i może w końcu pojawią się jakieś widoczne efekty...

paola
07-31-2011, 18:42
Na szczęście istnieją akcje promujące czytanie i może w końcu pojawią się jakieś widoczne efekty...
Te akcje promujące to reklamy typu "Weź kulturę na wakacje" i czy mają one sens to nie do końca jestem przekonana.. Wątpię żeby Pan Heniu z Panią Zosią, którzy na co dzień książki mają w nosie i służą im one jedynie jako podstawki pod szklankę z herbatą nagle pod wpływem tych reklam zaczęli czytać książki i delektować się nimi leżąc na plaży w Chałupach lub innych Rowach.;)
Mało tego, uważam, że miłościwie nam panujący Rząd RP stara się odciągnąć Polaków od kupowania książek i czytania poprzez chociażby niedawne podniesienie VATu na książki.

A może by tak zerowy VAT na słowo czytane?:p

I jak tu zachować kulturę języka jak Polaków (szczególnie tych młodych) nie stać na kupowanie książek, w bibliotekach rzadko znajdą to czego szukają i co ich interesuje a jak już znajdą to jest to wiecznie pożyczone...?

bezon
07-31-2011, 18:56
A czy za podniesieniem VATu na książki nie stała Unia Europejska? Wydaje mi się, że my staraliśmy się go utrzymać, ale bezskutecznie...

Jestem stałym bywalcem bibliotek w Gliwicach i Krakowie, i nie mogę powiedzieć o nich złego słowa - nie wiem jak jest w innych miastach. A to, że coś jest wiecznie pożyczone, to w pewnym sensie dobrze.. :P

Kasia7328
07-31-2011, 20:36
Aby pogłębić wiedzę o danym języku należy czytać dużo: słowników, książek, gazet, korzystać z Internetu jak najwięcej rozmawiać w obcym języku. A dla filologa języka obcego najlepszą formą zdobywania wiedzy jest czytanie literatury w obcym języku lub słuchanie radio, telewizji, oglądanie programu w języku obcym. To pogłębi naszą wiedzę o języku. To jest ważne.

paola
07-31-2011, 20:41
A czy za podniesieniem VATu na książki nie stała Unia Europejska? Wydaje mi się, że my staraliśmy się go utrzymać, ale bezskutecznie...

Jestem stałym bywalcem bibliotek w Gliwicach i Krakowie, i nie mogę powiedzieć o nich złego słowa - nie wiem jak jest w innych miastach. A to, że coś jest wiecznie pożyczone, to w pewnym sensie dobrze.. :P

Dobrze jeśli co dwa tygodnie zmienia się wypożyczający książkę, gorzej jeśli jest ona trzymana rok czasu przez jedną osobę. Jakiś czas temu kolega chwalił się jak to przetrzymał książkę właśnie prawie rok i dostał karę 2 zł, zadowolony był z siebie strasznie, że tylko tyle... Przetrzymaną książką był "Ojciec Chrzestny" Mario Puzo a akurat taka pozycja wzięcie ma na pewno. Dziwi mnie tylko, że aż prawie rok minął odkąd biblioteka upomniała się po książkę:confused:

Faktycznie za wzrostem VATu stoi Unia Europejska, dopiero teraz to doczytałam, także muszę zwrócić miłościwie nam miłującemu Rządowi RP honor:rolleyes:

Kasia7328
07-31-2011, 20:45
To prawda często zauważa się u ludzi jak w pisowni posługują się skrótami, buźkami, innymi znakami. Zawsze to jest jakaś nowa forma pisania dość przyjemna tak uważam. Stosowanie ich to nie jest takie złe, wręcz przeciwnie przyjemne.

Marta_C
07-31-2011, 21:44
Z pogłębianiem znajomości języka polskiego poprzez czytanie książek, my, Polacy, mamy problem. Czytamy mało i niechętnie. Rozumiem, że nie wszystkich stać na kupno książek - są stosunkowo drogie w porównaniu do zarobków. Jednak biblioteki są powszechnie dostępne, a nie cieszą się ogromną popularnością.

kbarczyk
07-31-2011, 23:15
To prawda często zauważa się u ludzi jak w pisowni posługują się skrótami, buźkami, innymi znakami. Zawsze to jest jakaś nowa forma pisania dość przyjemna tak uważam. Stosowanie ich to nie jest takie złe, wręcz przeciwnie przyjemne.

nie bardzo rozumiem, co jest wg Ciebie przyjemnego w tzw emotikonach. Owszem, są praktyczne, zwłaszcza w smsach (jak sama nazwa - short message servise - wskazuje, są one krótkie, więc nie ma miejsca na kwieciste opisy stanu naszych uczuć), ale na płaszczyźnie kultury języka są wielkimi szkodnikami - doprowadzają do zubożenia języka. To przez nie oduczamy się używać wielu słów, które wyrażają emocje. To samo tyczy się bardzo popularnego i uniwersalnego słówka "fajnie", które zrobiło tak wielką karierę, że stosowane jest zawsze, wszędzie i przez każdego (niezależnie od desygnatu, o którym mowa, czy, dajmy na to, wykształcenia osoby mówiącej), gdy chce się wyrazić pozytywną opinie na temat jakiejś rzeczy.

kbarczyk
07-31-2011, 23:37
co do wcześniejszej dyskusji o powszechnym stosowaniu wulgaryzmów, rownież przez tych, którzy potrafią, gdy chcą, bez nich się obejść - przeklinają WSZYSCY. Politycy, artyści, dziennikarze, prawnicy, nauczyciele. Nie chodzi mi to, że przeklinają w domu czy z kumplami przy piwie, tylko o to, że co jakiś czas pojawiają się w sieci filmiki z nieoficjalnymi nagraniami bluzgów prominentnych postaci, ktorych na co dzień widzimy w odprasowanych garniturach, przemawiających piękną polszczyzną z ekranów telewizorów. Takie coś sprawia, że wszyscy sobie troszkę popuszczają, no bo skoro ci, wydawałoby się, kulturalni ludzie, w chwili stresu pozwalają sobie na soczystą k...wę, to chyba w takim razie nic w tym złego. Przez to w społecznym odczuciu zakodowała się informacja, że ważne jest utrzymywanie fasady, bo przecież gdy światła gasną i opada kurtyna każdy spuszcza z tonu i przechodzi na łacinę podwórkową. Stąd być może powszechne zjawisko o którym pisaliście - elokwentni studenci, przemawiający piękną polszczyzną na jakiś podniosły i ważny temat w trakcie zajęć, godzinę później wrzeszczący "kto ma k...wa fajkę".

Marta_C
08-01-2011, 07:59
Zgadzam się z użytkownikiem kbarczyk. Przekleństwa są wszędzie i dlatego rażą coraz mniej. Ostatnio zauważyłam tendencję, że bez przekleństwa nie może obejść się żaden skecz kabaretowy. Tak jakby to jedno słowo czyniło cały skecz śmiesznym. Pomijam już tu kwestię używania "rynsztokowego języka" przez polityków, którzy powinni nas reprezentować, a więc być elokwentnymi i wysławiającymi się piękną polszczyzną osobami. Niestety bardzo ciężko zwalczyć zjawisko powszechnego występowania wulgaryzmów w mowie codziennej.

Maja571
08-01-2011, 08:40
W skeczach kabaretowych owszem. Spójrzmy też na polskie filmy, komedie. Nie ma takiej gdzie wulgaryzmy nie grają pierwszoplanowej roli. I zwykle śmieszą.

Maja571
08-01-2011, 09:03
A jeszcze co tyczy się całej dyskusji i poruszonego wcześniej nt. postrzegania społeczeństwa, człowieka przez pryzmat języka.
Istnieje przecież pojęcie takie jak JĘZYKOWY OBRAZ ŚWIATA. Smutno się robi jak wyobrażę sobie jaki obraz świata mają dziś na przykład niektórzy gimnazjaliści.
Tak się uczepiłam tych gimnazjalistów, bo to akurat mam na co dzień, z pierwszej ręki więc mogę się wypowiedzieć.

colete
08-01-2011, 10:49
A najlepszym sposobem rozwoju słownictwa jest, jak wiadomo, lektura. Jak oceniacie poziom czytelnictwa w Polsce? Czesi i Rosjanie chlubią się ilością czytanych przez siebie książek. A jak to jest u nas? Bo niby krąży opinia, że nie najlepiej - ale czy rzeczywiście? Jakie są obserwacje z Waszego podwórka?

To fakt, Polacy czytają bardzo mało książek. Jest to zwłaszcza widoczne wśród młodego pokolenia. W dobie komputera i telewizji słowo drukowane nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Dużą część winy za taki stan rzeczy ponoszą rodzice, którzy wolą posadzić dziecko przed ekranem telewizora, niż spędzić z nim trochę czasu czytając książki. A jak wiadomo, dziecko nie przyzwyczajone do czytania w dzieciństwie, również w dorosłym życiu chętniej sięgnie po telewizor czy komputer niż po książkę.

Nie oznacza to jednak, że Polacy w ogóle nie czytają książek. Są osoby, które czytają bardzo dużo, nawet w autobusach czy tramwajach.

bezon
08-01-2011, 10:55
Nie chciałbym być postrzegany za wielkiego obrońcę wulgaryzmów, ale wydaje mi się, że to nie one są największym problemem - groźniejsze dla języka jest mówienie z błędami (mimo wszystko większość ludzi, gdy trzeba, jest w stanie powstrzymać się od bluzgów - a niepoprawnych form, gdy wejdą nam "w język", tak łatwo nie da się już kontrolować...). To jeśli chodzi o formę. Jeśli zaś idzie o treść, to osobiście wolę od czasu do czasu jedno soczyste K, niż fasadowo piękne, napuszone patosem mówienie, delikatnie rzecz ujmując, bzdur.
Przykład: słynne "Jarek, p***, nie było cię tam". Wszyscy się oburzali, odżegnywali od czci i wiary autora tych słów.. A tymczasem, jeśli chodzi o sedno, był to jeden z bardziej wartościowych komentarzy, najlepiej oddających istotę rzeczy.. :P

paola
08-01-2011, 11:07
Myślę, że do upraszczania mowy w dużej mierze przyczynił się Internet. Pojawiło się dużo skrótów, a wiele emocji można wyrazić wstawiając buźkę więc po co się wysławiać?

Mi się wydaje, że zanim rozpowszechnił się Internet to dużą rolę w upraszczaniu języka odegrały SMSy. W końcu w tych 160 znakach jakoś trzeba było się zmieścic:)

Hija
08-01-2011, 11:41
Kultura języka to dla mnie umiejętność posługiwania się językiem, która pozwala nadawcy na osiągnięcie danego celu komunikacyjnego. Powinien on w sposób świadomy i poprawny budować zdania, przestrzegając zasad gramatycznych, stylistycznych, interpunkcyjnych. Dzięki takiej postawie odbiorca komunikatu nie będzie miał problemu ze zrozumieniem danej wypowiedzi.

Myślę, że większość Polaków zastanawia się czasem nad poprawnością językową. Jednak można zauważyć wiele błędów, popełnianych nie tylko przez ludzi niewykształconych, ale również przez dziennikarzy i polityków, którzy szczególnie powinni dbać o swoją kulturę języka. Wydaje mi się, że w dobie Internetu coraz bardziej powszechna staje się niedbałość o język.

Zgodzę się,a le nie do końca. W internecie istnieje sporo obrońców języka polskiego, którzy to niemiłosiernie wytykają błędy językowe. Faktem natomiast jest to, że coraz rzadziej używamy znaków przestankówek i nie zaznaczay nasówek...z czystego lenistwa

Hija
08-01-2011, 11:53
Też jestem przeciwnikiem coraz powszechniejszych anglicyzmów. Doszło do tego, że nawet w "głupim" McDonaldsie, jako jedni z nielicznych, nie ma mamy swojej wersji I'm loving it :P Powinniśmy brać przykład od Francuzów czy Litwinów, którzy wielką wagę przykładają do czystości swojego języka.

A z tą kulturą języka nie jest chyba u nas tak źle, istnieje szereg akcji propagujących polszczyznę (coroczne dyktando czy konkurs "Mistrz mowy polskiej").

Język, a jakże, trzeba chronić, jednak nie szłabym tak radykalnie w stronę Litwinów. Po pierwsze oni musieli swój język rekonstruwać niemal od podstaw, jest zatem zupełnie odmienna sytuacja, niż w przypadku "wiecznie szalejącej" polszczyzny,a po drugie, wedug mnie, popadają w skrajność, gdy na przykład zmieniają nazwy nowości technologicznych, typu pendrive, na brzmiące bardziej po litewsku.

Hija
08-01-2011, 11:57
Mi się wydaje, że zanim rozpowszechnił się Internet to dużą rolę w upraszczaniu języka odegrały SMSy. W końcu w tych 160 znakach jakoś trzeba było się zmieścic:)

Wydaje mi się, że emotikony po części zastąpiły wyrażanie emocji przy pomocy języka a po części stały się zastępnikiem, nieistniejącej przecież w środowisku pisanym, gestykulacji. Co nie zmienia faktu, że w zakresie kultury języka, przyczyniły się do jego upadku. W dzisiejszym świecie, niestety, liczy się szybkość przekazu informacji, a internet i krótkie wiadomości to ułatwiają.

AnnaLisa
08-01-2011, 12:05
[QUOTE=Maja571;46713]W skeczach kabaretowych owszem. Spójrzmy też na polskie filmy, komedie. Nie ma takiej gdzie wulgaryzmy nie grają pierwszoplanowej roli. I zwykle śmieszą.[/QUOTE

I pozwolę się nie zgodzić. Nie jestem hipokrytką, każdy używa wulgaryzmów w mniej lub bardziej kulturalnej ilości. Jeśli jednak ktoś próbuję humor opierać na wulgaryzmach, jak w polskich komediach jest to dla mnie po prostu żenujące. Dlatego nie znoszę polskiej kinematografii ostatnich lat. I kabarety przez to też mnie nie śmieszą. Żeby rozbawić trzeba użyć inteligencji, a nie wulgaryzmów. Język jest tak bogaty w gry słów, podobieństwa brzmieniowe, wszystkie te elementy, które pozwalają stworzyć komizm słowny. Monty Python bawi do dziś, nie przypominam sobie by choć raz użyli wulgaryzmu samego w sobie.

Maja571
08-01-2011, 12:07
Tu znów kłania się zasada złotego środka. Wulgaryzmy, slang, regionalizmy to też język. To jego część bez którego język byłby ubogi. Należy zachować umiar oraz umieć dostosować się do sytuacji.
Nie mam nic przeciwko wulgaryzmom jeśli są użyte w odpowiedniej sytuacji, umotywowane itp. Jeśli osoba nie potrafi mówić inaczej to jest chore.

Hija
08-01-2011, 12:10
Zgadzam się w stu procentach. Uogólniane nigdy nie przynosi wiarygodnych efektów, tak jest i w tym wypadku. Niemożliwe jest powiedzieć "Polacy to naród bardzo dbający o kulturę języka" albo na odwrót. Zależy to od bardzo wielu czynników, przede wszystkim pochodzenia, wychowania i wykształcenia. Ludzie różnych nacji popełniają błędy językowe, również Polacy.

Jednak z dbałością o "polskość" języka polskiego chyba mamy problem. Te wszystkie "ałtlety", "szopy" zamiast sklepów to codzienność. Czasem myślę o osobach, które nie znają języka angielskiego (a przecież takie osoby istnieją). Mają one problem ze zrozumieniem wypowiedzi we własnym języku. Jestem z wykształcenia anglistką, jednak rażą mnie takie wstawki obcojęzyczne.

Dodajmy do tego, że język polski pozostaje jednym z trudniejszych języków na świecie.Nie należy również zapominać,że każde środowisko ma swoją kulturę języka, składową a jednocześnie bardzo odmienną od jężyka ogółnopolskiego (myślę tu o różnego typu żąrgonach i gwarach). Zgadzam się co do zalewu anglicyzmami, jest ich za dużo, pomijając nawet fakt umasowienia przekazów językowo-informacyjnych (w XIX wieku królował francuski, ale jego zasięg był ogranicziny do wyższych warst społecznych, coby to było gdyby dorwali się do niego chłopi:))

Maja571
08-01-2011, 12:10
[QUOTE=Maja571;46713]W skeczach kabaretowych owszem. Spójrzmy też na polskie filmy, komedie. Nie ma takiej gdzie wulgaryzmy nie grają pierwszoplanowej roli. I zwykle śmieszą.[/QUOTE

I pozwolę się nie zgodzić. Nie jestem hipokrytką, każdy używa wulgaryzmów w mniej lub bardziej kulturalnej ilości. Jeśli jednak ktoś próbuję humor opierać na wulgaryzmach, jak w polskich komediach jest to dla mnie po prostu żenujące. Dlatego nie znoszę polskiej kinematografii ostatnich lat. I kabarety przez to też mnie nie śmieszą. Żeby rozbawić trzeba użyć inteligencji, a nie wulgaryzmów. Język jest tak bogaty w gry słów, podobieństwa brzmieniowe, wszystkie te elementy, które pozwalają stworzyć komizm słowny. Monty Python bawi do dziś, nie przypominam sobie by choć raz użyli wulgaryzmu samego w sobie.


Mnie też w większości to irytuje, szczególnie filmy z ostatnich lat. (Ale film Chłopaki nie płaczą kocham;) )
Ale zgodzisz się ze mną, że ludzi to śmieszy i podoba im się to.

Hija
08-01-2011, 12:15
Zgadzam się z przedmówcami. Kultura języka to przede wszystkim dbałość o język, umiejętność dostosowania się do sytuacji językowej itp.

Jeśli chodzi czy Polacy takową kulturę przejawiają, to moim zdaniem jest coraz gorzej.I będzie-patrząc na dzisiejszą młodzież, która to "idzie na świat" siejąc spustoszenie w polszczyźnie.

Jestem w tej kwestii pesymistką i uważam, że nawet coroczne akcje w postaci dyktand, konkursów promujących czystą mowę polską nie są w stanie tego zahamować.

Zgadzam się, to zjawisko zdaje się być wszechogarniającym. Niestety jeśli polska szkoła szybko nie upora się ze swoimi najwększymi problemami tj. przeładowaniem materiałem, nieskoordynowanymi lekcjami z zakresu podobnych przedmiotów i niekompetencją znudzonych życiem nauczycieli, będzie tylko gorzej. Zresztą na uniwersytecie nie jest lepiej, przez długi okres mojego studiowania, spotkałam się może z 5 wykładowców, która zwracała uwagę na poprawność językową.

AnnaLisa
08-01-2011, 12:57
Mi się wydaje, że zanim rozpowszechnił się Internet to dużą rolę w upraszczaniu języka odegrały SMSy. W końcu w tych 160 znakach jakoś trzeba było się zmieścic:)

Polecam artykuł z przedostatniej "Polityki", nr 30, 20.07-26.07, pt. "Mądrość w zwięzłości" właśnie na temat wpływu smsów na język. Paradoksalnie, oprócz zubożenia i niedbałości o której piszecie, i o której wspomina także autor, zwraca on uwagę na niezwykły rozwój neologizmów, skrótowców i ogromnej inwencji językowej. Mało tego. Okazuje się, że chcąc odczytać kody językowe użyte w smsie, musimy wykazać się błyskotliwością i inteligencją, a także, co zainteresuje nas najbardziej, znać kontekst kulturowy. I tu zamyka się koło naszej dyskusji. Od kultury języka do smsów i z powrotem.

bezon
08-01-2011, 13:08
Język, a jakże, trzeba chronić, jednak nie szłabym tak radykalnie w stronę Litwinów. Po pierwsze oni musieli swój język rekonstruwać niemal od podstaw

Mogłabyś wyjaśnić, co przez to rozumiesz? Jak to rekonstruować od podstaw? Z tego co wiem, litewski jest jednym z najbardziej archaicznych języków..

Maja571
08-01-2011, 13:53
Zgadzam się, to zjawisko zdaje się być wszechogarniającym. Niestety jeśli polska szkoła szybko nie upora się ze swoimi najwększymi problemami tj. przeładowaniem materiałem, nieskoordynowanymi lekcjami z zakresu podobnych przedmiotów i niekompetencją znudzonych życiem nauczycieli, będzie tylko gorzej. Zresztą na uniwersytecie nie jest lepiej, przez długi okres mojego studiowania, spotkałam się może z 5 wykładowców, która zwracała uwagę na poprawność językową.

Dodałabym jeszcze przeładowane klasy, ciągłe obniżanie wymagań, "równanie w dół" i tak by można wymieniać...

MartynaS
08-01-2011, 14:32
Tu znów kłania się zasada złotego środka. Wulgaryzmy, slang, regionalizmy to też język. To jego część bez którego język byłby ubogi. Należy zachować umiar oraz umieć dostosować się do sytuacji.
Nie mam nic przeciwko wulgaryzmom jeśli są użyte w odpowiedniej sytuacji, umotywowane itp. Jeśli osoba nie potrafi mówić inaczej to jest chore.

Dokładnie tak. Wulgaryzmy, czy chcemy, czy nie chcemy sa czescia jezyka. I rowniez podlegaja naukowej, jezykoznawczej analizie.

MartynaS
08-01-2011, 14:36
Zgadzam się z użytkownikiem kbarczyk. Przekleństwa są wszędzie i dlatego rażą coraz mniej. Ostatnio zauważyłam tendencję, że bez przekleństwa nie może obejść się żaden skecz kabaretowy. Tak jakby to jedno słowo czyniło cały skecz śmiesznym. Pomijam już tu kwestię używania "rynsztokowego języka" przez polityków, którzy powinni nas reprezentować, a więc być elokwentnymi i wysławiającymi się piękną polszczyzną osobami. Niestety bardzo ciężko zwalczyć zjawisko powszechnego występowania wulgaryzmów w mowie codziennej.
One chyba niestety dla wiekszosci ludzi weszly do uzycia codziennego. Dla niektórych sa sposobem na wyrazenie silnych emocji, a dla niektorych staly sie przerywnikiem, ktory nie niesie zadnego znaczenia.

kbarczyk
08-01-2011, 14:42
Mogłabyś wyjaśnić, co przez to rozumiesz? Jak to rekonstruować od podstaw? Z tego co wiem, litewski jest jednym z najbardziej archaicznych języków..

archaiczny...być może, ale należy pamiętać, że przez wiele wieków litewski nie był językiem elity zamieszkującej dzisiejsze tereny Litwy. Przed unią lubelską "językiem urzędowym" na Litwie był ruski, po unii szlachta litewska ulegała spolszczeniu. Wiele litewskich zabytków piśmiennictwa powstało zatem w językach innych niż litewski, stąd być może ich kompleks na punkcie ochrony języka

kbarczyk
08-01-2011, 14:46
Nie chciałbym być postrzegany za wielkiego obrońcę wulgaryzmów, ale wydaje mi się, że to nie one są największym problemem - groźniejsze dla języka jest mówienie z błędami (mimo wszystko większość ludzi, gdy trzeba, jest w stanie powstrzymać się od bluzgów - a niepoprawnych form, gdy wejdą nam "w język", tak łatwo nie da się już kontrolować...). To jeśli chodzi o formę. Jeśli zaś idzie o treść, to osobiście wolę od czasu do czasu jedno soczyste K, niż fasadowo piękne, napuszone patosem mówienie, delikatnie rzecz ujmując, bzdur.
Przykład: słynne "Jarek, p***, nie było cię tam". Wszyscy się oburzali, odżegnywali od czci i wiary autora tych słów.. A tymczasem, jeśli chodzi o sedno, był to jeden z bardziej wartościowych komentarzy, najlepiej oddających istotę rzeczy.. :P

zgadzam się, że lepiej zakląć z sensem, niż "pier... bez sensu"... czyli mówić wiele o niczym. Nie podoba mi się, że przeklinający przeklinają jakby dla zasady, robi się z tego wulgarne pustosłowie:) nie wyrażają treści, po prostu chcą pokazać, że są twardzi(?) luźni(?)

kbarczyk
08-01-2011, 14:48
a co słów, które zaczęły być używane w swoim nieprawidłowym znaczeniu, króluje wg mnie "bynajmniej" używane jako synonim "przynajmniej". Dość powszechne, zwłaszcza wśród osób chcących uchodzić za elokwentne

Viima
08-01-2011, 16:46
a co słów, które zaczęły być używane w swoim nieprawidłowym znaczeniu, króluje wg mnie "bynajmniej" używane jako synonim "przynajmniej". Dość powszechne, zwłaszcza wśród osób chcących uchodzić za elokwentne

Osób chcących uchodzić za elokwentne jest mnóstwo i popełniają wiele, często komicznych, błędów. Przypomina mi się pani z wiejskiego sklepiku w mojej okolicy, która notorycznie używa słowa "ewidentnie" zamiast "ewentualnie"... :D

One chyba niestety dla wiekszosci ludzi weszly do uzycia codziennego. Dla niektórych sa sposobem na wyrazenie silnych emocji, a dla niektorych staly sie przerywnikiem, ktory nie niesie zadnego znaczenia.

Co więcej, Polacy z upodobaniem uczą swoich ulubionych wulgaryzmów znajomych obcokrajowców. Jakież było moje zdziwienie, kiedy pierwszy raz pojechałam na zagraniczną wycieczkę - zapytana przez jednego z obcokrajowców skąd jestem, odpowiedziałam, że z Polski; jego odpowiedź: "Oooh, Poland, k***a, ja pier***ę!"
Teraz już mnie to nie dziwi, ale wtedy byłam w szoku. ;)