PDA

View Full Version : Problem transferu kulurowego


Olga87
07-05-2011, 21:27
Jak wiemy każde dzieło jest produktem danej kultury i określonych czasów. Czasy się zmieniają, a wraz z nimi obyczaje, stosunki społeczne, normy językowe itp., a jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę dystans geograficzny to widzimy, że przed tłumaczem jest nie lada zadanie. Jaką wg was powinien przyjąć strategię? Czy zachować elementy kultury wyjściowej, czy jednak powinien poszukać zamiennika w kulturze docelowej?

kasiabz
07-05-2011, 23:29
Witam,
Tak jak piszesz, wszystkie te czynniki mają wielki wpływa na tłumaczenie tekstu. Oprócz kontekstu kulturowego czy społecznego trzeba również wziąć pod uwagę oczekiwania zleceniodawcy, cel tłumaczenia oraz normy tłumaczeń poszczególnych tekstów w danym kraju. Nie ulega wątpliwości, że tekst tłumaczony jest interpretacją i pewne zmiany czy nawet ‘straty’ na poziomie kulturowym są nieuniknione. Zachowanie elementów kultury źródłowej pozwoli czytelnikom na ‘doświadczenie’ czegoś ‘obcego,’ czegoś nowego. Wiążą się jednak z tym problemy dotyczące zrozumienia- przez brak kontekstu kulturowego czytelnik nie będzie w stanie zrozumieć pewnych odnośników w tekście źródłowym, bądź nie wywołają one skojarzeń jakie wywołałyby one u czytelnika ‘rodzimego.’ Czasami więć poszukanie zamiennika jest bardziej odpowiednią strategią w celu ulatwienia odbioru tekstu przez czytelników. Pójście całkowicie w strone ‘udomowienia’ tekstu nie wydaje mi się jednak najlepszym pomysłem, ale oczywiście będzie to zleżało od wszystkich norm przez nas wcześniej wspomnianych. Dobrym przykładem na tego typu dylematy jest tłumacznie Harrego Pottera- pełne małych ‘przeszkód’ na poziomie kulturowym (‘culture bumps’).:)

Olga87
07-06-2011, 00:50
Ja myślę, że nie trzeba szukać aż tak daleko. Powiedzmy, że w filmie pojawia się wypowiedź jednego z bohaterów: "Przyjdziesz dzisiaj do Syreny?" Dla wielu Polaków ta nazwa od razu się skojarzy z teatrem w Warszawie, ale dla obcokrajowca?

kasiabz
07-06-2011, 21:05
Prawdopodobnie skojarzy się z kreaturą zamieszkującą morskie głębiny, a nie z teatrem, :) W takim przypadku, jeśli mówimy o napisach czy lektorze, zaproponowałabym zastąpienie takiej nazwy, wyrazem bardziej ogólnym czyli ‘ Przyjdziesz dzisiaj do teatru?’ Można byłoby ewentualnie zastąpić Syrenę jakaś nazwą teatru rozpoznawalną dla odbiorców zagranicznych, to jednak wprowadziło by zamieszanie na poziomie lokalizacji filmu, tym gorzej jeśli teatr o nazwie Syrena widniał by na ekranie, a napis nazywał go inaczej :)

NightMonkey
07-06-2011, 23:08
Zapewne wszyscy spotkaliśmy się z tzw. problemem kulturowym w tłumaczeniach, czyli jak przełożyć dane określenie, czynność, itp. charakterystyczne dla danej kultury. Dodatkowo, dochodzą ograniczenia związane z tłumaczeniem elementów kultury w filmach (szczególnie w przypadku napisów).

Moim zdaniem, wybór zależy od decyzji tłumacza, a w szczególności "intuicji", która pozwala ocenić czy widz zrozumie odwołanie przetłumaczone (lub nie) w sposób dosłowny lub używając zbliżonego ekwiwalentu znanego w kulturze docelowej.

Czy ktoś ma podobną/inną opinię?

Olga87
07-06-2011, 23:15
Ja również bym to uogólniła, gdyż kontekst jest wystarczająco zrozumiały dla odbiorcy. Niestety tłumaczenie filmów ma ten minus, że nie możemy dodać przepisu, tak jak w tekście literackim, żeby wyjaśnić do czego odnosi się dana nazwa.

malgorzatajarosz1
07-08-2011, 09:45
Czy nie sądzicie, iż niektóre wyrażenia tłumaczone są w bardzo niejasny sposób? Często problem stanowi kontekst, w którym dane wyrażenie zostało użyte w języku np. angielskim, który jest niemożliwy do odtworzenia w języku polskim z powodów choćby kulturowych. Odniesienie do typowego symbolu, zwyczaju np. w USA nie ma sensu w tłumaczeniu na język polski, bowiem Polak widzi świat z innej perspektywy niż Amerykanin.

bo2joan
07-08-2011, 22:12
Zgadzam się, tłumaczenie elementów kulturowych jest szczególnie trudną sprawą w filmach. Często nie sposób sobie z nimi poradzić, ani znaleźć ich odpowiedników, więc o ile dobrze zaobserwowałam - pozostają nieprzetłumaczone, a widz musi je poznać i zrozumieć na podstawie akcji filmu i dialogów.

yvete
07-20-2011, 10:02
Ryzyko niezrozumienia przez odbiorcę niuansów niesie ze sobą każde tłumaczenie. O ile tłumacz literatury może ulatwić sobie pracę stosując przypisy (musi jednak pamiętać, by nie rozrosły sę bardziej niż przekładany tekst, bo i takie ryzyko istnieje), o tyle tłumacz filmu musi radzić sobie innymi sposobami i liczyć na widza. Wydaje mi się, że nie da się uniknąć tego zjawiska w przekładzie, bo nie sposób w filmie, czy nawet w książce oddać specyfiki całego kontekstu kulturowego danego zjawiska i uzskac taki poziom zrozumienia, jak w kręgu kulturowo-językowym, w którym dane dzieło powstało.

malgosia_n
07-24-2011, 13:14
Czy nie sądzicie, iż niektóre wyrażenia tłumaczone są w bardzo niejasny sposób? Często problem stanowi kontekst, w którym dane wyrażenie zostało użyte w języku np. angielskim, który jest niemożliwy do odtworzenia w języku polskim z powodów choćby kulturowych. Odniesienie do typowego symbolu, zwyczaju np. w USA nie ma sensu w tłumaczeniu na język polski, bowiem Polak widzi świat z innej perspektywy niż Amerykanin.
Moim zdaniem zawsze jest sens. Mówiąc za Hejwowskim, gdy tłumaczymy elementy kulturowe nie możemy oczekiwać u odbiorców przekładu takiej samej reakcji co u odbiorców oryginału. Ta różnica wydaje się być nieuchronna gdyż to co jest znane i swojskie dla odbiorców oryginału, będzie obce, a czasem wręcz egzotyczne dla odbiorców przekładu. Stąd pojawia się dyskusja o nieprzekładalności. Hejwowski twierdzi, że twierdzenia o nieprzekładalności pojawiają się w wyniku zbyt wygórowanych i nierealnych oczekiwań względem tłumaczeń. Nawet w obrębie jednej i tej samej kultury ludzie reagują różnie na te same bodźce. Celem tłumaczenia powinno być więc przybliżenie sensu a dążenie do identyczności tekstu oryginalnego i jego przekładu jest utopijnym działaniem.

AnnaLisa
07-24-2011, 13:39
Moim zdaniem zawsze jest sens. Mówiąc za Hejwowskim, gdy tłumaczymy elementy kulturowe nie możemy oczekiwać u odbiorców przekładu takiej samej reakcji co u odbiorców oryginału. Ta różnica wydaje się być nieuchronna gdyż to co jest znane i swojskie dla odbiorców oryginału, będzie obce, a czasem wręcz egzotyczne dla odbiorców przekładu. Stąd pojawia się dyskusja o nieprzekładalności. Hejwowski twierdzi, że twierdzenia o nieprzekładalności pojawiają się w wyniku zbyt wygórowanych i nierealnych oczekiwań względem tłumaczeń. Nawet w obrębie jednej i tej samej kultury ludzie reagują różnie na te same bodźce. Celem tłumaczenia powinno być więc przybliżenie sensu a dążenie do identyczności tekstu oryginalnego i jego przekładu jest utopijnym działaniem.

I tu Julian Tuwim wpadł by we wściekłość czytając te słowa:) To dla mnie ogromny autorytet, zwłaszcza, że obracał się w tym samym kręgu kulturowym co ja czyli polsko-rosyjskim. Otóż Tuwim podjął się przetłumaczyć "Eugeniusza Oniegina" w taki sposób by zachować metrykę strofy onieginowskiej, tzn. by znaleźć tyle rymów męskich w języku polskim, (dla którego to akcent paroksytoniczny jest zjawiskiem naturalnym), by móc odtworzyć w języku polskim czterostopowy jamb! Dużo łatwiej niekiedy odtworzyć idealnie stronę techniczną w przekładzie niż treści merytoryczne. To jest właśnie ten nieosiągalny ideał.

a_g_a
08-18-2011, 18:02
Tłumaczenie owego "problemu kulturowego" jest o tyle łatwiejsze w filmach, że często mamy do czynienia ze słowem popartym obrazem - czyli jest mowa o jakimś święcie/zwyczaju itd. i w tym samym filmie widzimy jak to wygląda. Być może widz nie do końca zrozumie, o co chodzi, ale na pewno będzie miał ogólne wyobrażenie. Natomiast w przypadku tłumaczenia książki sprawa jest trudniejsza, bo pada słowo i na tym się kończy wyjaśnienie owej sytuacji. Czasami jest jakiś opis, który znacznie ułatwia sprawę zrozumienia. Z kolei w tłumaczeniu pisemnym mamy możliwość dodania przypisu, w którym wyjaśniamy o co chodzi. W tłumaczeniu filmu oczywiście nie ma na to miejsca. Reasumując - tłumaczenie realiów jest niełatwe w każdej formie i trzeba trochę pomyśleć, aby to ładnie i zgrabnie przedstawić odbiorcy przekładu :)

isabelle
08-18-2011, 23:23
wydaje mi się, że ekwiwalent kulturowy to najlepsza opcja... bo jak inaczej przybliżyć komuś element kultury/ tradycji itd jeśli nie podając mu znany element jemu odpowiadający? myślę, że można też sie posiłkować (tylko, niestety nie we wszystkich formach tekstu) opisem, wyjaśnieniami. to w wypadku, gdy dany element nie ma ekwiwalentu.
dobrym przykładem jest tytuł piosenki Nirvany" Smells Like Teen Spirit"... czyli pachnie jak co? nie zgadnie ten kto nie wie, że Teen Spirit to po prostu nazwa dezodorantu.. ;)

Iza
08-19-2011, 21:26
Tło kulturowe rzeczywiście może stanowić problem, a przynajmniej pewną barierę w procesie tłumaczenia. W filmie tłumacz nie może posłużyć się opsiem/przypisem, a musi przecież w jakiś sposób oddać elementy kultury, nie może ich tak całkowicie pominąć, bo przecież akcja filmu dzieje się w określonym kontekście, bohaterowie uczestniczą w konkretnych wydarzeniach i posługują się okreslonymi rekwizytami, a także używają rozmaitych pojęć i nazw w swoich rozmowach. Są jednak pewne sposoby, które okazują się bardzo pomocne tłumaczowi. Jedną z technik, którą proponuje Belczyk jest uogólnianie (czyli zastąpienie konkretnej nazwy własnej jakimś ogólnikiem lub epitetem), np. "You smell like Listerine" --> "Pachniesz płynem do zębów". Innym sposobem jest objaśnianie (czyli przekazanie widzowi za pomocą parafrazy, o czym jest mowa), np. "I called 911" --> "Wezwałem karetkę". Dalej pan Belczyk wspomina o pominięciu (oczywiście tylko wówczas, gdy dany element kulturowy nie odgrywa żadnej istotnej roli z punktu widzenia fabyłu filmu). No i ostatnia metoda - adaptacja (czyli znalezienie ekwiwalentu kulturowego w języku docelowym), np. "Smells like a Wendy's" --> "Cuchnie jak w McDonaldzie".
A tak przy okazji mam pytanie: czy uważacie, że pominięcie w tłumaczeniu danego elementu kulturowego jest swego rodzaju porażką tłumacza?

isabelle
08-20-2011, 11:32
świetne przykłady! co do ominięcia elementu kulturowego... faktycznie, nie najlepiej... świadczy to o braku wiedzy na dany temat, o "lukach", których kto jak kto, ale tłumacz mieć nie powinien. owszem, to wymagające, tłumacz musi posiadać naprawdę szeroki zakres wiedzy, ale myślę, że taka jest specyfika tej pracy. poza tym, żyjemy w czasach, w których wystarczy wklepać dane hasło do przeglądarki i już wiemy czego ono dotyczy... czyli jak tłumacz czegoś nie wie, nie zna, to ma multum możliwości, przeróżnych źródeł z których może zaczerpnąć wiedzy na dany temat... moim zdaniem tłumaczom nie powinny się zdarzać takie wpadki. przynajmniej nie w tłumaczeniach pisemnych, kiedy tłumacz ma czas i możliwość weryfikacji pewnych danych :)

StanLevitan
08-20-2011, 22:04
Trochę z innej beczki:
W jednym z odcinków Teorii wielkiego podrywu (The Big Bang Theory) Howard nazywa Raja "M. Night Charmalarmalan". Nawiązuje do nazwiska hinduskiego reżysera M. Nighta Shyamalana oraz do bycia szarmanckim. Tłumacz przerobił to na "Kubę Podrywacza", tracąc motyw hinduski, za to otrzymując raczej mało chwalebny i zupełnie niepasujący motyw brytyjsko-kryminalny. Dlaczego? Mógł zostawić tego Shyamalana, przerabiając na np. "Szarmalancki". Polacy na pewno kojarzą jego filmy, więc nazwisko mogło "obić się o uszy" naszym rodakom. I po co ten Kuba Rozpruwacz? Co tłumacz chciał osiągnąć?

joannasz
08-21-2011, 13:10
wydaje mi się, że Kuba Podrywacz jest o wiele bardziej zagłębiony w naszej kulturze a co do Shyamalana ja osobiście nigdy nie słyszałam o tym reżyserze a tłumacz nie może zakładać, że komuś coś obiło się o uszy. Być może trochę lepszym wyjściem z sytuacji byłoby nazwanie go Don Juanem? albo "indyjski kuba podrywacz" ? albo po prostu "Pan szarmancki".

StanLevitan
08-21-2011, 16:19
wydaje mi się, że Kuba Podrywacz jest o wiele bardziej zagłębiony w naszej kulturze a co do Shyamalana ja osobiście nigdy nie słyszałam o tym reżyserze a tłumacz nie może zakładać, że komuś coś obiło się o uszy. Być może trochę lepszym wyjściem z sytuacji byłoby nazwanie go Don Juanem? albo "indyjski kuba podrywacz" ? albo po prostu "Pan szarmancki".

Dlaczego owy "Kuba Podrywacz" jest bardziej zagłębiony w naszej kulturze? Jeśli kogoś nie interesuje wiktoriańska Anglia albo nie jest fanem Sherlocka Holmesa to Kubę Rozpruwacza zna raczej tylko z imienia. Co do Shyamalana zaś to podejrzewam, że sporo ludzi oglądało np. Szósty Zmysł, Osadę czy Znaki a filmy te, podobnie jak serial o którym mowa, są zdecydowanie bardziej "popkulturowe", zatem skojarzenia między nimi są bliższe niż między serialem a XIX-sto wiecznym mordercą londyńskich prostytutek.

joannasz
08-21-2011, 22:09
Dlaczego? Może dlatego, że wiele w wielu programach telewizyjnych, książkach, komiksach itp Kuba Rozpruwacz pojawiał się o wiele częściej. Dlatego większość ludzi wydaje mi się nie kojarzy Kuby z makabryczna historia i nie widzę w grze słów "Kuba Podrywacz" nic złego.
Może wyjście tłumacza nie jest idealne, ale postawił na dotarcie żartem do większej ilości osób.

Giovanna
08-21-2011, 23:25
W przypadku tłumaczenia audiowizualnego bardzo pomocny jest obraz. Odbiorca widząc co się dzieje na ekranie jest w stanie sobie dużo dopowiedzieć. Problem pojawia się wtedy, kiedy dana rzecz nie pojawia się na ekranie. Tłumacz może wtedy wprowadzić krótkie wyjaśnienie w napisach. Spotkałam się już z takim rozwiązaniem. Chodziło o nazwę potrawy. Tłumacz przed nazwą potrawy wstawił właśnie słowo "potrawa" i to rozwiązało problem braku ekwiwalentu polskiego i wyjaśniło odbiorcy niezrozumiały termin.

luk_m
08-22-2011, 05:12
Zgadzam się, tłumaczenie elementów kulturowych jest szczególnie trudną sprawą w filmach. Często nie sposób sobie z nimi poradzić, ani znaleźć ich odpowiedników, więc o ile dobrze zaobserwowałam - pozostają nieprzetłumaczone, a widz musi je poznać i zrozumieć na podstawie akcji filmu i dialogów.
Sądzę, że dobry tłumacz zawsze może znaleźć jakiś polski odpowiednik danej sytuacji czy żartu związanego z daną kulturą/językiem

StanLevitan
08-22-2011, 11:35
Dlaczego? Może dlatego, że wiele w wielu programach telewizyjnych, książkach, komiksach itp Kuba Rozpruwacz pojawiał się o wiele częściej. Dlatego większość ludzi wydaje mi się nie kojarzy Kuby z makabryczna historia i nie widzę w grze słów "Kuba Podrywacz" nic złego.
Może wyjście tłumacza nie jest idealne, ale postawił na dotarcie żartem do większej ilości osób.

No właśnie, większość ludzi kojarzy go głównie z imienia! Przecież to napisałem! A z tego wynika, że nijak nie jest zakorzeniony w naszej kulturze! Twierdzić przeciwnie to tak jakby powiedzieć, że Konfucjusz jest zakorzeniony w naszej kulturze bo ludzie gdzieś słyszeli to imię.
A tłumacz z jakimś tam żartem to może i dotarł, tylko z zupełnie innym. Zabrakło odwołania do hinduskiego pochodzenia, które stanowi sedno oryginalnego dowcipu!

Mięta
08-22-2011, 13:26
Sądzę, że dobry tłumacz zawsze może znaleźć jakiś polski odpowiednik danej sytuacji czy żartu związanego z daną kulturą/językiem

Poniekąd się zgadzam, bo faktycznie większość nieprzetłumaczalnych kwestii ma po prostu związek z rzeczami typowymi w danej kulturze, co nie znaczy, że są one nieprzetłumaczalne. Wzorując się na przykładzie tego dezodorantu "Teen Spirit" z piosenki Nirvany wystarczy po prostu dobrze poszperać i znaleźć sens tych słów, a późnej poszukać jakiejś fajnej nazwy dezodorantu, która jest znana w naszym kraju i ktoś, czy coś będzie później pachniał jak Old Spice, Nivea, czy inny Adidas. Pominięcie tego typu elementów mnie również wydaje się porażką tłumacza, gdyż w takim przypadku wystarczy poszukać sensu wyrazów i zaadaptować je do realiów kulturowych języka docelowego.

isabelle
08-24-2011, 21:42
A tłumacz z jakimś tam żartem to może i dotarł, tylko z zupełnie innym. Zabrakło odwołania do hinduskiego pochodzenia, które stanowi sedno oryginalnego dowcipu!

tłumacz w pewnym sensie osiągnął to o co chodziło - żart, ale myślę, że ważne jest to o czym wcześniej wspomniałeś podając swoje przykłady tego tłumaczenia.. czyli dało rade nie zatracić tego hinduskiego motywu. myślę, że jeśli jest to możliwe (zachowanie konotacji, aluzji) to tak powinien postąpić tłumacz :cool:

joannasz
08-25-2011, 12:10
A tłumacz z jakimś tam żartem to może i dotarł, tylko z zupełnie innym. Zabrakło odwołania do hinduskiego pochodzenia, które stanowi sedno oryginalnego dowcipu!

Pod tym względem praca tłumacza jest trudna, że czasem trzeba z pewnych rzeczy zrezygnować lub zamienić. Nie wieże w przekład idealny, zwłaszcza jeśli chodzi o taki problem jakim są kręgi kulturowe. Ważne, że tłumacz nie zignorował żartu ale podjął próbę. Każdy z nas miałby swój sposób na poradzenie sobie z tym i jak już w wielu innych wątkach było wspomniane każde tłumaczenie to jest indywidualna interpretacja danego tłumacza.

katarina008
08-28-2011, 10:40
zgodze ze sie nie ma tłumaczenia idealnego. odpowiedniki kulturowe to ciezka sprawa.Tlumacz przeciez na swoj wlasny sposob tworzy przeklad w odpowiednich ramach kulturowych. Sa nieraz sytuacje, ktore sa tak specyficzne dla jednego kregu kulturowego ze po prostu sie nie da..zgadzacie sie? co wtedy? czy szukac na sile czegos co bedzie odpowiadalo charakterem i jakims ogolnym zarysem do oryginalu? czy tez wprowadzic po prostu nowy element..hmmm

StanLevitan
08-29-2011, 15:43
Pod tym względem praca tłumacza jest trudna, że czasem trzeba z pewnych rzeczy zrezygnować lub zamienić. Nie wieże w przekład idealny, zwłaszcza jeśli chodzi o taki problem jakim są kręgi kulturowe. Ważne, że tłumacz nie zignorował żartu ale podjął próbę. Każdy z nas miałby swój sposób na poradzenie sobie z tym i jak już w wielu innych wątkach było wspomniane każde tłumaczenie to jest indywidualna interpretacja danego tłumacza.

Idealnego przekładu może i nie ma, są za to lepsze i gorsze. Chyba dobrze jest, jeśli tłumacz się rozwija, a w każdej dziedzinie, zatem i w pracy tłumacza, rozwijanie się polega na stawaniu się coraz lepszym, czyli między innymi na wybieraniu raczej lepszych niż gorszych możliwości. Chyba nie jesteś jedną z tych osób, które wciąż uważają, że każdy ma prawo do własnych opinii, więc subiektywne sądy nie podlegają weryfikacji? To jest pokłosie mody na źle rozumianą poprawność polityczną, którą radzę prędko porzucić.
A to, że tłumacz się starał jakie ma znaczenie? Jak przyłapiesz faceta z inną to nie przejmiesz się tłumacząc sobie, że próbował nie zdradzać i mu nie wyszło, bo przecież życie w monogamii jest dla mężczyzn takie trudne?
Jeśli można od kogoś oczekiwać więcej, to oczekiwać więcej należy, zwłaszcza kiedy bierze za to pieniądze.

joannasz
08-31-2011, 14:24
Idealnego przekładu może i nie ma, są za to lepsze i gorsze. Chyba dobrze jest, jeśli tłumacz się rozwija, a w każdej dziedzinie, zatem i w pracy tłumacza, rozwijanie się polega na stawaniu się coraz lepszym, czyli między innymi na wybieraniu raczej lepszych niż gorszych możliwości. Chyba nie jesteś jedną z tych osób, które wciąż uważają, że każdy ma prawo do własnych opinii, więc subiektywne sądy nie podlegają weryfikacji? To jest pokłosie mody na źle rozumianą poprawność polityczną, którą radzę prędko porzucić.
A to, że tłumacz się starał jakie ma znaczenie? Jak przyłapiesz faceta z inną to nie przejmiesz się tłumacząc sobie, że próbował nie zdradzać i mu nie wyszło, bo przecież życie w monogamii jest dla mężczyzn takie trudne?
Jeśli można od kogoś oczekiwać więcej, to oczekiwać więcej należy, zwłaszcza kiedy bierze za to pieniądze.

Po pierwsze, komentarz w stylu "jak przyłapiesz swojego faceta" uważam seksistowski i nie na miejscu. Pierwsza część twojego posta jest dla mnie wystarczająco zrozumiała i nie widzę potrzeby na dodatkowe ironiczne przykłady i tego typu ataki.

Po drugie, tak są lepsze i gorsze przekłady. Nie powiedziałam, że dane tłumaczenie jest idealne i tak należy postępować. Mojej opinii na ten konkrety przypadek proszę nie uogólniać i nie dawać mi swoich porad co do moich poglądów (bo ich nie znasz) czy poprawności politycznej.

Wracając do tematu, powtórzę jeszcze raz, to nie jest idealne wybrnięcie z sytuacji ale wybranie mniejszego zła. Tłumaczenie jest błędne ale nie jest najgorsze, podałam sytuację, że mogło być gorzej. Bardzo ładnie opisujesz, że tłumacz musi się rozwijać. Częścią rozwoju, jest i zawsze będzie, nauka na błędach. W ogóle, nie rozumiem tego uniesienia się, rozpatrujemy tu jeden mały wątek a nie jakość tłumaczenia całego odcinka.

StanLevitan
08-31-2011, 20:55
Po pierwsze, komentarz w stylu "jak przyłapiesz swojego faceta" uważam seksistowski
A ja nie, i przypuszczając, że dla Ciebie też taki nie będzie, myślałem na wskroś nieseksistowsko.
i nie na miejscu. Pierwsza część twojego posta jest dla mnie wystarczająco zrozumiała i nie widzę potrzeby na dodatkowe ironiczne przykłady i tego typu ataki.
Według mnie celna analogia zawsze jest na miejscu, a to nie był żaden atak, tylko retoryczne "przytupnięcie".
Nie powiedziałam, że dane tłumaczenie jest idealne
A ja nie sugerowałem, że powiedziałaś.
Mojej opinii na ten konkrety przypadek proszę nie uogólniać i nie dawać mi swoich porad co do moich poglądów (bo ich nie znasz) czy poprawności politycznej.
Ja zawsze chętnie przyjmuję dobre rady, ale jeśli Ty sobie ich nie życzysz to przepraszam.
Właśnie dlatego, że nie znam Twoich poglądów zacząłem zdanie od "Chyba nie jesteś jedną z tych osób...".
Tłumaczenie jest błędne ale nie jest najgorsze, podałam sytuację, że mogło być gorzej.
A jednak się zgadzamy, że jest błędne, alleluja! Ups, zapomniałem o poprawności politycznej! Pokornie proszę wszystkich ateistów o wybaczenie (ja sobie wybaczam).
A gorzej może być zawsze, kiepski argument.
Częścią rozwoju, jest i zawsze będzie, nauka na błędach.
Naukę na błędach trzeba zacząć od braku akceptacji dla błędów, i na tym właśnie się skupiałem.
W ogóle, nie rozumiem tego uniesienia się,
A ja nie rozumiem Twojego (tym bardziej, że ja się wcale nie uniosłem).
rozpatrujemy tu jeden mały wątek a nie jakość tłumaczenia całego odcinka.
Miałem na myśli generalne principium; ten "jeden mały wątek" był tylko przykładem.